sobota, 15 lipca 2023


Białoruski rząd i niezależne źródła potwierdziły 14 lipca, że ​​instruktorzy Grupy Wagnera, którzy wcześniej stacjonowali w Afryce, przybyli wcześniej na poligony na Białorusi. Białoruskie Ministerstwo Obrony (MON) opublikowało 14 lipca materiał filmowy, na którym widać instruktorów Wagnera szkolących białoruskie wojska terytorialne w pobliżu miejscowości Asipowicze w obwodzie mohylewskim. Białoruskie źródło wewnętrzne twierdziło, że instruktorzy Wagnera z afrykańskiego kontyngentu Wagnera (określonego przez źródło jako „Wagner Africa Corps”, choć nie wiadomo, czy jest to formalna nazwa) przybyli na Białoruś 11 lipca konwojem z okupowanego obwódu ługańskiego. Białoruskie źródło zasugerowało, że Wagner stara się rotować żołnierzy z ich afrykańskiego kontyngentu i że przybycie niektórych instruktorów na Białoruś jest częścią szerszego wysiłku związanego z rotacją wojsk. Pewien rosyjski blogger twierdził, że tylko część afrykańskiego kontyngentu Wagnera opuściła Afrykę i że w afrykańskich krajach-gospodarzach pozostaje wystarczająca liczba żołnierzy do wykonywania wyznaczonych zadań. Międzynarodowo rozmieszczeni dowódcy Wagnera prawdopodobnie przybywają na Białoruś, aby przygotować infrastrukturę szkoleniową i ustalić warunki przybycia regularnych sił Wagnera, które podobno mają zostać rozmieszczone na Białorusi na początku sierpnia po urlopie i reorganizacji po zbrojnym buncie Wagnera z 24 czerwca. Rosyjscy blogerzy dodatkowo wzmocnili zdjęcie z 14 lipca, które podobno przedstawia samego Prigożyna albo na Białorusi, albo w drodze na Białoruś z okupowanego obwodu ługańskiego, ale jeden z blogerów zauważył, że obecna rola Prigożyna w Wagnerze pozostaje niejasna.

Dymisja byłego dowódcy 58. Armii Połączonej Armii, generała dywizji Iwana Popowa, nadal wywołuje wyraźny gniew przeciwko rosyjskiemu dowództwu wojskowemu i rosyjskim przywódcom cywilnym. Rosyjscy blogerzy argumentowali, że dymisja Popowa pokazuje, że rosyjskie dowództwo wojskowe niszczy opinie dowódców o sytuacji na froncie i że rosyjskie dowództwo zapomniało, że ich głównym priorytetem jest zachowanie personelu. Rosyjski korespondent wojskowy argumentował, że dymisja Popowa ilustruje poważny problem zarówno rosyjskiego przywództwa wojskowego, jak i rosyjskiego przywództwa cywilnego. Sprawozdawca wojenny oskarżył przywódców cywilnych o rutynowe tłumienie i ignorowanie raportów z linii frontu oraz o brak odpowiedniej mobilizacji rosyjskiej bazy przemysłu obronnego (DIB) do działań wojennych. Korespondent wojskowy twierdził, że rosyjskie elity i biznesmeni mają porozumienia z rosyjskim dowództwem wojskowym, ograniczające rosyjskie działania wojskowe w terenie, aby uniknąć niszczenia interesów ekonomicznych – (...). Prigożyn oskarżył wcześniej rosyjskich oligarchów o oszukiwanie Putina i rosyjskiej opinii publicznej w celu rozpoczęcia inwazji na Ukrainę w celu podziału między siebie majątku okupowanych terytoriów ukraińskich. Wysłannik wojenny ostrzegł również, że rosyjska hierarchia dowodzenia na Ukrainie ulega dalszej degradacji i że sytuacja „zaczyna wrzeć”. Dymisja Popowa ujawniła nowy poziom niepokoju o dynamikę frakcyjną i zdegradowane struktury dowodzenia w rosyjskiej armii po buncie Prigożyna z 24 czerwca i prawdopodobnie posłuży jako punkt nerwobólu w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej w dającej się przewidzieć przyszłości.

(...)

Rosyjskie władze zatrzymały byłego funkcjonariusza Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) Michaiła Poliakowa, który podobno jest administratorem kilku popularnych kanałów telegramów poświęconych polityce wewnętrznej Kremla. Moskiewska policja miejska zatrzymała Polakowa pod zarzutem wyłudzania od nieokreślonych rosyjskich polityków i biznesmenów. Źródła rosyjskie twierdziły, że Poliakow prowadzi kanał „Kremlowska praczka” i jest powiązany lub administrator kanałów telegramowych „Brief” i „Siłowiki”.  „Brief” i „Siloviki” zaprzeczyły jednak, jakoby Polyakov był powiązany z ich kanałami. Te trzy kanały telegramowe rutynowo spekulują na temat wewnętrznej polityki Kremla i dynamiki między rosyjskimi frakcjami politycznymi oraz promują znaczące plotki w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej. Kanały spekulujące na temat polityki wewnętrznej Kremla stanowią specyficzną niszę rosyjskiej przestrzeni informacyjnej, a zatrzymanie Polakowa sugeruje, że Kreml może dążyć do stłumienia spekulacji na temat polityki wewnętrznej po buncie Wagnera.

(...)

Kreml podjął (...) starania o utrzymanie wysokich rangą oficerów na swoich stanowiskach bez konieczności uzyskiwania specjalnych zwolnień z limitów wieku emerytalnego. Prezydent Rosji Władimir Putin podpisał 14 lipca dekret zwiększający o pięć lat ograniczenia wiekowe dla wszystkich rezerwistów: personel „pierwszej klasy” z 35 do 40 lat, „drugiej klasy” z 40 do 45 lat, „trzeciej klasy” od 50 do 55 lat, młodsi oficerowie od 55 do 60 lat i starsi oficerowie od 60 do 65 lat. Dekret przewiduje, że ograniczenia wiekowe dla każdej kategorii będą corocznie zwiększane o rok od stycznia 2024 do stycznia 2028. Niedawno rząd federalny Rosji przyjął ustawę analogicznie wydłużającą wiek emerytalny dla wyższych oficerów, o czym wcześniej informowało ISW.

Rosja kontynuuje rozszerzanie świadczeń socjalnych dla uczestników wojny na Ukrainie. Putin podpisał dekret zezwalający na wypłatę odszkodowania za śmierć i rany rosyjskim budowniczym fortyfikacji na Ukrainie i ich rodzinom. Dekret przewiduje, że wypłaty – pięć milionów rubli (55 401 USD) za śmierć i 3 miliony rubli (33 240 USD) za obrażenia – będą pochodzić z rosyjskiego budżetu federalnego i mają moc wsteczną w odniesieniu do wszystkich zgonów i obrażeń od rozpoczęcia pełnej skala inwazji na Ukrainę.

Ukraina nadal wskazuje, że Rosja unika międzynarodowych sankcji i pozyskuje komponenty podwójnego zastosowania do krajowej produkcji broni. Szef Centrum Badań Trofeów i Broni Potencjalnej oraz Wyposażenia Wojskowego Ołeksandr Zaruba poinformował, że siły ukraińskie nadal znajdują produkty podwójnego zastosowania, w tym złącza wtykowe szwajcarskiej firmy, w przechwyconej rosyjskiej broni przez siły ukraińskie. Zaruba poinformował, że rosyjskie firmy importują objęte sankcjami towary high-tech przez Armenię i Kazachstan.

Rosyjskie władze okupacyjne kontynuują wysiłki na rzecz konsolidacji kontroli administracyjnej nad terytoriami okupowanymi poprzez manipulowanie wymaganiami dotyczącymi pobytu i przymusową paszportyzację okupowanej ludności. Okupacyjne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Obwodu Chersońskiego ogłosiło 14 lipca, że ​​„cudzoziemcy” i „bezpaństwowcy”, którzy przebywają na terytoriach okupowanych przez Rosję od 30 września 2022 r., mogą ubiegać się o zezwolenie na pobyt w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Rosji, dostarczając odciski palców, fotografie i dokumenty w języku rosyjskim. Prezydent Rosji Władimir Putin podpisał wcześniej dekret, który definiuje cudzoziemców i bezpaństwowców jako zasadniczo podlegających deportacji z okupowanych obszarów Ukrainy w przypadku braku takich dokumentów pobytowych, a władze okupacyjne prawdopodobnie naciskają na mieszkańców obszarów okupowanych, aby rejestrowali się w celu uzyskania zezwoleń na pobyt, w celu zebrania danych osobowych do wykorzystania w przyszłości. Podobnie Ukraińskie Centrum Oporu poinformowało 14 lipca, że ​​rosyjskie władze okupacyjne zmuszają pracowników przedsiębiorstw państwowych, którzy odmówili rosyjskich paszportów, do wypełniania „kart migracyjnych” i rejestrowania się w celu uzyskania „zezwoleń na pobyt czasowy” oraz grożą mieszkańcom deportacją po 90-180 dniach, jeśli nie uzyskają zezwoleń. Doradca administracji ukraińskiego obwodu chersońskiego Serhij Khlan oświadczył 14 lipca, że ​​rosyjskie władze okupacyjne zwiększają liczbę kontroli ukraińskich cywilów bez rosyjskich paszportów, i że ukraińscy cywile bez rosyjskich paszportów będą deportowani od grudnia. Ukraińskie źródło poinformowało 13 lipca, że ​​rosyjskie władze okupacyjne już rozpoczęły przymusowe eksmisje obywateli Ukrainy w rejonie Heniczesk, którzy nie mają rosyjskich paszportów i ponownie zaludniają rezydencje wypędzonych obywateli Ukrainy obywatelami rosyjskimi z upośledzonych mniejszości etnicznych.

understandingwar.org

Scena z lutego 2022 r. — tuż przed rozpoczęciem inwazji na Ukrainę, Putin wyśmiewa, a po chwili stawia do pionu Sergieja Naryszkina, szefa rosyjskiego wywiadu. Ten publicznie się kaja przed Władimirem Władimirowiczem, bo podczas narady nie dość mocno wyraził poparcie dla uznania niepodległości separatystów z Donbasu i Ługańska.

Tamta narada, podczas której Putin prężył muskuły i był pewien swego, poprzedziła atak na Ukrainę. Wojnę, która miała być krótka i zakończona zwycięską paradą w Kijowie. Tyle że mijają miesiące, inwazja trwa. Do tego Putinowi doszedł bunt Prigożyna, szefa tzw. armii Wagnera — najemników walczących w Ukrainie.

— Teraz taka narada nie miałaby już takiego przebiegu. Putin po bezprecedensowej akcji Prigożyna zmienił ton, stał się bardziej ugodowy. To pewien znak firmowy — gdy Putin czuje zagrożenie, łagodnieje. Było to widać choćby wtedy, gdy Chiny jasno powiedziały, by nie grał kartą atomową — od razu zaczął inaczej się wypowiadać. Teraz jest podobnie, Putin wie, że nie w pełni kontroluje sytuację. Zdaje sobie sprawę, że Prigożyn ma swoich zwolenników. Przecież ktoś w armii i służbach specjalnych przymknął oko na jego bunt, pozwolił mu rozpocząć marsz na Moskwę, w którym jednak nie chodziło o obalenie władz, a o rozgrywkę z ministrem obrony Sergiejem Szojgu — podkreśla dr Agnieszka Bryc.

Dodaje, że akcja Prigożyna, choć niewymierzona bezpośrednio w Putina, była policzkiem, ciosem w twarz. Uzmysłowiła mu, że nie jest wszechmocny i musi liczyć się z otoczeniem, w którym ma swoich krytyków.

— Najciekawsze jest to, czego nie widzimy w tej chwili. Z jednej strony jest niby cicho po buncie Prigożyna, ale na pewno trwają czystki i sprawdzanie, jak głęboko w strukturach armii zakorzenione jest poparcie dla Prigożyna i jego poglądów, na kogo Putin może liczyć "w godzinie próby". Ten tzw. bunt pokazał przecież, że w strukturach Kremla jest potencjał krytyczny wobec władz Rosji, że nie wszyscy będą umierać za Putina i jeśli on zacznie słabnąć — a słabnie — będą osoby, które nie będą za niego umierać — przekonuje politolog z UMK w Toruniu.

Ekspertka od Rosji widzi analogię z latami 90. w Rosji. Wówczas prezydent Borys Jelcyn nie tylko był oskarżany o pijaństwo, ale i o to, że staje się marionetką w rękach tzw. Familii, oligarchów wzbogacających się na dzikiej prywatyzacji. Rosja popadała w kryzys ekonomiczny i społeczny, wielkim problemem była wysoka przestępczość — państwo wchodziło w okres kolejnej "smuty". W końcu schorowany Jelcyn oddał władzę. Na następcę wyznaczono właśnie Putina, wcześniej szerzej nieznanego byłego oficera KGB.

onet.pl

Siły rosyjskie wyparły obrońców z kolejnych pozycji w masywie leśnym na południowy zachód od Kreminnej (ograniczonym od południa rzeką Doniec i od zachodu rzeką Żerebeć). Podeszły także pod położoną nad rzeką Żerebeć miejscowość Torśke, przez którą przebiega prowadząca z Łymanu główna trasa zaopatrzenia broniących się w masywie jednostek ukraińskich. Rosjanie odnotowali postępy również na pograniczu obwodów ługańskiego i charkowskiego, częściowo zajmując Nowoseliwśke i wyprowadzając uderzenie w kierunku Stelmachiwki. Niepowodzeniem miały się natomiast zakończyć ataki agresora w kierunku rzeki Żerebeć na pograniczu obwodów donieckiego i ługańskiego. Nie przyniosły też zmian ukraińskie i rosyjskie ataki w rejonach Awdijiwki i Bachmutu. Niemniej Sztab Generalny armii ukraińskiej donosił o częściowym sukcesie na południowy zachód od drugiego z wymienionych miast (na kierunku Biła Hora – Andrijiwka).

Wojska ukraińskie miały odzyskać kontrolę nad tzw. zwierzyńcem (dawną fermą hodowlaną) na południowy wschód od Marjinki. Rezultatu nie przyniosły natomiast kolejne rosyjskie ataki w zachodniej części miasta oraz na południe od niego. Niepowodzeniem zakończyły się także kolejne ukraińskie próby natarcia na pograniczu obwodów zaporoskiego i donieckiego na południowy wschód od Wełykiej Nowosiłki oraz w obwodzie zaporoskim, aczkolwiek Sztab Generalny armii ukraińskiej informował o „pewnym sukcesie” na południe od Orichiwa. Według części źródeł Rosjanie przeprowadzili udaną akcję zaczepną w rejonie Hulajpola, podchodząc pod leżącą na wschód od niego miejscowość Czerwone. Zgodnie z komunikatami ukraińskich władz Mariupola do miasta i w jego okolice mają trafiać kolejne jednostki rosyjskie (m.in. piechoty morskiej), a łączna liczba zgromadzonych tam żołnierzy agresora sięgnęła 35 tys.

Trzy noce z rzędu Rosjanie ponawiali uderzenia na Ukrainę, wykorzystując drony kamikadze Shahed-136/131. Według ukraińskiego Dowództwa Sił Powietrznych 12 lipca obrońcy zestrzelili 11 z 15 dronów, 13 lipca wszystkie 20, a 14 lipca 16 z 17. Najpoważniejsze skutki przyniósł atak z 13 lipca, w którym doszło do zniszczeń w co najmniej czterech rejonach Kijowa, a kilka osób zostało rannych. Tego samego dnia celem wrogich dronów był także obwód kirowohradzki, w tym jego stolica – Kropywnycki. Dzień wcześniej shahedy zniszczyły obiekt infrastruktury w obwodzie czerkaskim, a 14 lipca przedsiębiorstwo w Krzywym Rogu. 12 lipca w wyniku uderzenia niezidentyfikowanego obiektu do zniszczeń doszło w Zaporożu, gdzie rannych zostało 21 osób, a celem zmasowanego ostrzału artyleryjskiego był Nikopol i jego okolice. 13 lipca wrogie rakiety uderzyły w obwodzie chmielnickim. Dowództwo Sił Powietrznych informowało o użyciu przez agresora dwóch pocisków Kalibr (oba miały zostać zestrzelone) i jednego pocisku Iskander-M.

12 i 13 lipca celem ukraińskiego ataku rakietowego był Mariupol. Według wiceminister obrony Hanny Malar w prowadzonych także w poprzednich dniach atakach na zaplecze agresora na południu obrońcom udało się zniszczyć liczne składy amunicji, w rezultacie czego liczba wrogich ostrzałów zmniejszyła się. Nocą 11 lipca ukraińskie rakiety Storm Shadow uderzyły także w zapasowe stanowisko dowodzenia 58. Armii Ogólnowojskowej (odpowiadającej za obronę w obwodzie zaporoskim) w okolicach Berdiańska. Zginął tam zastępca dowódcy Południowego Okręgu Wojskowego generał Oleg Cokow.

(...)

Komentarz

Efektem tzw. buntu Prigożyna jest upublicznienie w kraju kolejnych – po obserwowanych wiosną ub.r. w związku z wycofaniem rosyjskiej armii z północy Ukrainy – wyrazów niezadowolenia generalicji z tzw. specjalnej operacji wojskowej (ros. SWO) oraz kierowania nią przez ministra obrony FR Siergieja Szojgu i szefa Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych FR generała Walerija Gierasimowa. W odróżnieniu od sytuacji z 2022 r. głosy te nie dotyczą jednak wyłącznie byłych wojskowych. Kwestią otwartą pozostaje, czy stanowisko dowódcy 58. Armii Ogólnowojskowej zostałoby upublicznione, gdyby nie uczynił tego emerytowany generał Gurulow. Krytyka operacji i popełnianych w jej trakcie błędów natury wojskowej to jednak fakt. Jej źródeł należy upatrywać w opublikowanej dekadę temu tzw. doktrynie Gierasimowa, w uproszczeniu określanej mianem rosyjskiej doktryny wojny hybrydowej. Zakładała ona, że zaangażowanie militarne będzie stanowiło zaledwie kilkanaście procent ogółu szeroko pojętych sił i środków (ekonomicznych, informacyjnych etc.), jakie zostaną wykorzystane w przyszłej wojnie. Nie przewidywała jednak sytuacji, w której przeciwnik – Ukraina wspierana przez wspólnotę zachodnią – będzie informacyjnie i gospodarczo (a potencjalnie także militarnie) znacznie silniejszy od Rosji. Krytyka SWO nie oznacza więc krytyki wojny, lecz wciąż ograniczonego podejścia do niej przez kierownictwo wojskowe i Władimira Putina. Przeciwnicy Szojgu i Gierasimowa jednogłośnie wskazują, że zwycięstwo na Ukrainie umożliwią jedynie powszechna mobilizacja i powrót do sowieckich wzorców prowadzenia wojny.

Istnieją silne poszlaki, że konsekwencją buntu Prigożyna są zmiany kadrowe wśród wyższych dowódców sił rosyjskich walczących na Ukrainie. Usuwa się oficerów podejrzewanych o bliskie związki z szefem Grupy Wagnera i podzielających jego negatywną opinię o kwalifikacjach Szojgu i Gierasimowa. Z kolei wypowiedź generała Popowa świadczy o narastającej frustracji wśród generalicji odpowiedzialnej bezpośrednio za prowadzenie działań bojowych. Zwraca uwagę podkreślanie braków sprzętowych i lekceważenie przez Sztab Generalny propozycji mających poprawić stan morale, jak również potwierdzanie dużej skuteczności artylerii przeciwnika, powodującej znaczne straty w ludziach.

osw.waw.pl

W piątek o wniosku Republiki Południowej Afryki dotyczącym Putina poinformował dziennik "Mail & Guardian" wiceprezydent tego kraju Paul Mashatile. Podano jednocześnie, że Kreml odrzucił wniosek władz południowoafrykańskich, by Władimir Putin nie brał udziału w szczycie krajów BRICS w Johannesburgu.

Rząd RPA chciał uniknąć wizyty prezydenta Rosji, by uchylić się od obowiązku zatrzymania go zgodnie z nakazem Międzynarodowego Trybunału Karnego (MTK). "Nie możemy zaprosić kogoś i aresztować go (...) bylibyśmy szczęśliwi, gdyby (Putin) nie przyjechał" - wyjaśnił Mashatile.

Kreml odrzucił jednak propozycję południowoafrykańskich władz, by na czele rosyjskiej delegacji na szczyt, który odbędzie się w dniach 22-24 sierpnia, stanął szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow. Mashatile podał też, że Brazylia, Indie i Chiny odrzuciły propozycję zorganizowania szczytu w formule online, a Indie i Brazylia nie zgodziły się na jego przeniesienie do Chin.

(...)

Powołanie 3 tys. rezerwistów do służby w Europie jest odzwierciedleniem tego, że sytuacja bezpieczeństwa się zmieniła i że jest potrzeba utrzymania zwiększonego kontyngentu sił na wschodniej flance przez długi czas — powiedział rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego John Kirby. Jak dodał, żołnierze rezerwy będą pełnić głównie administracyjne funkcje, które umożliwią utrzymanie obecnego poziomu sił USA.

— To, co zrobimy z tą niewielką liczbą 3 tys. rezerwistów, czy żołnierzy Gwardii Narodowej — to są ludzie, którzy są specjalistami w rzeczach takich jak administracja, logistyka czy medycyna, czyli funkcjach, których potrzebujemy, by wspierać i utrzymać dużą obecność na długi czas — powiedział Kirby w wywiadzie dla telewizji Fox News. — To jest zdanie sobie sprawy z faktu, że wiemy — że prezydent wie — że środowisko bezpieczeństwa się już zmieniło. Nie zmienia się, nie zmieni się, ale się zmieniło. I musimy zapewnić, żeby mieć odpowiednie siły, by utrzymać dodatkową obecność na wschodniej flance na długi czas — dodał.

(...)

Kanał Biełaruski Hajun odniósł się do nowej fotografii Jewgienija Prigożyna, zamieszczonej w sieci. Jak czytamy, kanał, który po raz pierwszy opublikował zdjęcie o godzinie 11:52, początkowo napisał, że zdjęcie pojawiło się na jednym z czatów, a "w metadanych oryginalnego zdjęcia data wykonania to 12 czerwca, 7:24". Post został jednak później edytowany, a czerwiec zmieniono na lipiec.

11 lipca Białoruski Hajun pisał, że zarząd Prigożyna po raz trzeci przyleciał na Białoruś. Wylądował na lotnisku w Machuliszczach o 19:40. Następnie, o 20:05, dwa śmigłowce odleciały z lotniska w Machuliszczach w rejon Asipowicz: Mi-24 i Mi-8 białoruskich sił powietrznych. Następnego dnia, 12 lipca, śmigłowce Mi-24 i Mi-8 ponownie poleciały z Machuliszcz w rejon Asipowicz i wróciły o 14:27 i 14:30. Co ważne, 2 godz. i 20 min później pokład Prigożyna odleciał z Machuliszcz do Petersburga.

"Innymi słowy, jeśli to zdjęcie rzeczywiście zostało zrobione 12.07 o 7:24, to w pełni potwierdza, że Prigożyn przyleciał do Machuliszcz wieczorem 11 lipca, został zabrany helikopterem do obozu namiotowego w wiosce Tsel, spędził tam noc i opuścił Machuliszcze następnego dnia" — czytamy we wpisie.

onet.pl