poniedziałek, 21 września 2026



Dotychczasowe cięcia etatów miały nie przynieść oczekiwanych skutków - poinformował dziennik "Handelsblatt", powołując się na rekomendacje wydane przez sam koncern. Volkswagen, by utrzymać się na powierzchni, musi więc szukać dalszych oszczędności. Wskazuje na to m.in. prognoza zysków, którą tuż przed weekendem przedsiębiorstwo musiało obniżyć.

W tym roku Porsche zapowiadał dwie fale zwolnień, które miały objąć odpowiednio 4 tys. i 5 tys. pracowników. Teraz okazało się, że z pracą w koncernie pożegna się kolejne 4,1 tys. zatrudnionych.

Rozpoczęcie największej restrukturyzacji niemieckiego koncernu samochodowego [...] mają pozwolić rozwiązać problem deficytu kosztów, który oszacowano na 700 mln euro - podaje niemiecki dziennik. 

Skalę problemu doskonale widać po obniżonych przez Volkswagena prognozach. Jeszcze do piątku koncern utrzymywał, że marża operacyjna wyniesie od 4 do 5,5 proc. Analitycy szacowali, że będzie to raczej 4,1 proc. Teraz to nie więcej niż 1 proc. Jak bowiem wynika z szacunków Volkswagena, koszty restrukturyzacji zaczną zwracać się dopiero w 2037 r.

Volkswagen także zrewidował koszty. Plan restrukturyzacyjny, odpisy związane z Porsche i inne zakładają poziom ok. 10 mld euro. O problemach Porsche pisaliśmy już wcześniej - w producenta luksusowych samochodów uderzyły jednocześnie: spadek sprzedaży w Chinach i polityka celna USA. 

W poniedziałek w całych Niemczech zaplanowano ponad 280 wydarzeń protestacyjnych. Pracownicy Volkswagena, Audi czy Porsche, ale także Mercedes-Benz i BMW oraz największych poddostawców części będą domagać się od rządu kanclerza Friedricha Merza ochrony miejsc pracy, obniżenia kosztów energii oraz tarczy przed zalewem taniego importu.

Jak przypomina Bloomberg, z niemieckiej branży motoryzacyjnej już od 2019 roku wyparowało około 100 tysięcy miejsc pracy. Jeszcze gorsza sytuacja panuje u poddostawców, którzy w latach 2019-2025 zwolnili 74 tysiące osób (to prawie jedna czwarta całej ich siły roboczej). A to dopiero początek: Volkswagen rozważa globalne cięcia obejmujące nawet 100 tys. stanowisk, BMW redukuje 8 tys. etatów, a Mercedes-Benz wprost ogranicza produkcję w Niemczech, przenosząc ją do tańszych lokalizacji - w tym na Węgry, co dobitnie pokazuje trend ucieczki kapitału do Europy Środkowo-Wschodniej.

– Nie będziemy bezczynnie patrzeć, jak kluczowy przemysł jest krok po kroku wydrążany. Pracownicy nie są winni porażkom ostatnich lat i nie powinni teraz za nie płacić – grzmi cytowany przez Bloomberga Thorsten Gröger, szef potężnego związku zawodowego IG Metall w Dolnej Saksonii.

Ekonomiczne tąpnięcie przekłada się na politykę. Rządzący obecnie chadecy kanclerza Merza ponieśli właśnie druzgocące porażki w wyborach regionalnych (m.in. w Berlinie i Meklemburgii-Pomorzu Przednim czy Saksoni-Anhalt), ustępując miejsca skrajnej prawicy (AfD) i antykapitalistycznej Lewicy.

Chylący się rząd próbuje reagować, ogłaszając fundusz infrastrukturalny o wartości 500 mld euro oraz pakiety zachęt inwestycyjnych mających obniżyć ceny prądu. Problem w tym, że polityczne młyny mielą powoli. Kluczowe cięcia podatków dla korporacji mają wejść w życie dopiero w 2028 roku. Dla branży, która tu i teraz zwalnia dziesiątki tysięcy ludzi i walczy o przetrwanie, to stanowczo zbyt późno.

Aby w pełni zrozumieć obecny kryzys, trzeba spojrzeć szerzej. Niemiecki model gospodarczy przez dekady opierał się na trzech filarach: stosunkowo taniej energii (głównie z Rosji), otwartych rynkach zbytu i nienasyconym popycie z Chin. Dziś żaden z tych filarów już nie istnieje.

bankier.pl


Pomimo uszkodzeń saudyjskiego rurociągu Wschód-Zachód, dostawy ropy z Bliskiego Wschodu okazują się być na wyższym poziomie, niż obawiał się rynek. Aby ominąć zablokowany port w Yanbu, koncern Saudi Aramco podjął decyzję o przekierowaniu większych wolumenów surowca do eksportu przez Cieśninę Ormuz.

Firma analityczna Kpler podaje, że wrześniowy eksport ze strony saudyjskiego giganta powrócił do poziomu ponad 4 mln baryłek dziennie (bpd) po sierpniowym dołku na poziomie 2,4 mln baryłek. Dane satelitarne wskazują, że przez Cieśninę Ormuz przechodziło w ostatnich dniach do 2,9 mln baryłek ropy dziennie. 

Analitycy banku JPMorgan wyliczają w najnowszym raporcie, że całkowity przepływ ropy z Bliskiego Wschodu wyniósł w ostatnich 10 dniach średnio 17,1 mln bpd i kształtuje się o 6,1 mln bpd poniżej średniej z 2025 roku.

bankier.pl

niedziela, 20 września 2026


 
Mieszkańcy Berlina wybiorą w niedzielę nowy parlament miasta. Sondaże wskazują na wyrównaną rywalizację Lewicy i CDU o zwycięstwo przy wyraźnym wzroście poparcia dla prawicowo-populistycznej Alternatywy dla Niemiec (AfD). Jednym z głównych tematów kampanii był kryzys na rynku mieszkaniowym oraz rosnące czynsze.

Zgodnie z badaniem Politbarometer dla stacji ZDF, opublikowanym w piątek, w wyborach w Berlinie powinna zwyciężyć Lewica, która może liczyć na wynik na poziomie 22 proc. Kolejne miejsca w badaniu przypadły CDU (20 proc.), AfD (18 proc.), Zielonym (15 proc.) oraz SPD (12 proc.).

Gdyby takie przewidywania sprawdziły się, to AfD podwoiłaby wynik jaki uzyskała w niemieckiej stolicy w poprzednich wyborach na poziomie kraju związkowego w 2023 roku. Byłby to kolejny dobry rezultat dla partii po głosowaniu w Saksonii-Anhalcie z 6 września, gdzie wygrała uzyskując 43,8 proc. głosów.

Obecnie w Berlinie rządzi koalicja CDU z SPD, ale według wszystkich sondaży po niedzieli straci większość. Chadekom nie pomógł skandal związany z reprezentującym tę partię burmistrzem Kaiem Wegnerem. Polityk ten kłamał na temat swoich działań w trakcie styczniowego blackoutu na południu Berlina.

Główną kandydatką na nowego burmistrza jest Elif Eralp z Lewicy. Jeśli do tego dojdzie, to 45-latka o korzeniach tureckich będzie pierwszą osobą o pochodzeniu migranckim na tym stanowisku. Byłby to także pierwszy przypadek, gdy w Czerwonym Ratuszu (siedziba burmistrza Berlina) zasiądzie polityk Lewicy, partii szczególnie popularnej na wschodzie miasta.

Jednym z głównych tematów kampanii był kryzys mieszkaniowy i wysokie czynsze. Lewica opowiada się m.in. za przejęciem części mieszkań należących do firmy wynajmujących tysiące mieszkań, podczas gdy CDU stawia przede wszystkim na szybszą budowę nowych lokali.

Spór dotyczy także słynnego Tempelhofer Feld, popularnego terenu rekreacyjnego na dawnym lotnisku, większego od nowojorskiego Central Parku. Zabudowę tej przestrzeni mieszkańcy Berlina odrzucili w referendum w 2014 roku. CDU chce jednak dopuścić budowę około 20 tys. mieszkań na obrzeżach pola. Przeciwne są temu Lewica, Zieloni i SPD.

Ważnymi tematami w kampanii były także bezpieczeństwo, porządek, komunikacja publiczna oraz edukacja. Berlińska AfD akcentowała sprawę migracji, domagając się m.in. natychmiastowego wstrzymania przyjmowania w mieście osób ubiegających się o azyl.

W wyborach uprawnionych do głosowania jest blisko 2,5 mln mieszkańców Berlina. Wyłoniony zostanie skład Izby Deputowanych, czyli parlamentu kraju związkowego Berlin, oraz dwunastu zgromadzeń dzielnicowych. Po raz pierwszy w wyborach do Izby Deputowanych będą mogli wziąć udział także 16- i 17-latkowie. Lokale wyborcze będą otwarte od godz. 8 do 18. Po ich zamknięciu podane będą prognozy exit poll, wstępny końcowy wynik znany będzie w nocy.

Głosowanie w Berlinie, połączone z z niedzielnymi wyborami w Meklemburgii-Pomorzu Przednim, może mieć poważne konsekwencje na szczeblu federalnym. Kolejne po Saksonii-Anhalcie rozczarowujące dla chadeków wyniki mogą kosztować kanclerza Friedricha Merza nawet stanowisko. Szef rządu jest rekordowo niepopularny i powszechnie krytykowany za styl komunikacji. W ostatnich miesiącach jego pozycja w partii osłabła.

PAP


Nagranie opublikował na Telegramie deputowany do Dumy Państwowej z ramienia Partii Komunistycznej Federacji Rosyjskiej Siergiej Kazankow. Jak dodał, do incydentu - zarejestrowanego przez kamerę monitoringu - doszło w lokalu wyborczym nr 343 w Azanowie w Republice Mari El.

"Wykorzystując moment, w którym obserwatorzy wyszli z sali, członkini komisji wyborczej wrzuciła do urny dwa pliki kart do głosowania" - napisał Kazankow, dodając, że widocznej na nagraniu kobiety nie powstrzymała nawet kamera transmitująca przebieg głosowania na żywo.

"Wiele mówi się ostatnio o wrogach naszego kraju, którzy chcą zdyskredytować wybory. Wygląda na to, że prawdziwi wrogowie zasiadają w komisjach wyborczych" - ocenił deputowany.

(...)

Przewodnicząca Centralnej Komisji Wyborczej Ella Pamfiłowa w rozmowie z rosyjskim Interfaxem potwierdziła, że otrzymała informację o możliwym fałszowaniu głosów w tym lokalu.

W niedzielę wieczorem rosyjska Centralna Komisja Wyborcza podała, że sprawujące władzę ugrupowanie Jedna Rosja otrzymało 57,54 proc. głosów.

Rosja przeprowadziła wybory do Dumy Państwowej na okupowanych terytoriach Ukrainy oraz w Naddniestrzu, Osetii Południowej i Abchazji. Głosowanie potępiła m.in. Komisja Europejska, a w niedzielę również polskie MSZ.

interia.pl


Wydane w sobotę oświadczenie czołowych postaci Zgromadzenia Narodowego stanowi wyraźny przełom w dotychczasowym przekazie partii. Marine Le Pen oraz Jordan Bardella kategorycznie zadeklarowali, że Francja nie ulegnie żadnym próbom nacisku ze strony władz na Kremlu.

Przedstawiciele francuskiej skrajnej prawicy podkreślili, że polityka zagraniczna i stanowisko państwa nie ulegną zmianie pod wpływem zewnętrznych działań destabilizujących.

"Żadna prowokacja, żadna tajna operacja i żadna destabilizująca akcja nie mogą skłonić Francji, by ułatwiła Rosji osiągnięcie jej celów w wojnie na Ukrainie" - komunikat Marine Le Pen i Jordana Bardelli, liderów Zgromadzenia Narodowego.

Wyrazisty sprzeciw wywołała m.in. decyzja władz w Moskwie o objęciu czasowym nadzorem państwowym majątku zachodnich koncernów działających na terenie Federacji Rosyjskiej, co dotknęło m.in. francuską sieć Auchan oraz koncern Nestle. Liderzy ugrupowania nazwali te ruchy wrogim aktem, uderzającym bezpośrednio w interesy i prawa francuskich przedsiębiorstw.

Ponadto politycy zadeklarowali pełne poparcie dla działań mających na celu ochronę i wzmocnienie bezpieczeństwa krajowej infrastruktury strategicznej.

Pomimo ostrzejszej retoryki wobec Rosji, liderzy skrajnej prawicy zaznaczyli, że kwestie wsparcia finansowego dla Kijowa powinny pozostać przedmiotem wewnętrznej dyskusji politycznej.

"Debaty na temat poziomu pomocy finansowej udzielanej Ukrainie i warunków tej pomocy są uprawnione, natomiast nie są uprawnione naciski z zagranicy" - podkreślili liderzy.

Oświadczenie wydano niedługo po piątkowym spotkaniu w Pałacu Elizejskim, gdzie prezydent Emmanuel Macron rozmawiał z liderami partii politycznych na temat sytuacji międzynarodowej. Szef państwa ostrzegał wówczas przed wyraźnym wzrostem rosyjskiego zagrożenia hybrydowego w Europie.

Zauważalna korekta stanowiska Le Pen i Bardelli stanowi zwrot w porównaniu z wcześniejszymi deklaracjami polityków ich formacji. Jeszcze na początku września wiceprzewodniczący Zgromadzenia Narodowego Louis Aliot sugerował możliwość całkowitego wstrzymania wsparcia dla Ukrainy. Wzmocnienie przekazu antyrosyjskiego następuje w kluczowym momencie - Marine Le Pen przygotowuje się do startu w wiosennych wyborach prezydenckich, w których według obecnych sondaży plasuje się na pozycji liderki.

gazeta.pl\PAP


Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował w niedzielę, że podczas nocnego ataku na region moskiewski Siły Obrony wykorzystały szereg ukraińskich środków rażenia powietrznego dalekiego zasięgu, w tym Flamingo, Palianycia i Pelican.

"W regionie moskiewskim tej nocy nasze dalekosiężne ataki odniosły bardzo wyraźny skutek. Zniszczono jeden z kluczowych zakładów przemysłu naftowego Rosji oraz obiekt logistyczny agresora. To miliardy dolarów, które zasilają machinę wojenną. W akcji uczestniczyły w szczególności: FP-1, RZ-100, MICH-2000, Palianycia, Vendetta, Luty, Bars, Flamingo, Siczeń, Pelican" - napisał Zełenski w komunikatorze Telegram.

Według prezydenta w operacji wzięły udział: Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), Siły Systemów Bezzałogowych (SBS), Siły Operacji Specjalnych, Główny Wywiad Wojskowy (HUR) oraz Służba Wywiadu Zagranicznego.

Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy również przekazał o tym, że jednostki Sił Obrony Ukrainy zaatakowały w nocy z soboty na niedzielę rafinerię Gazpromnieft-Moskiewska Rafineria Naftowa w rejonie Kapotnia w Moskwie.

Według Sztabu Generalnego na terenie obiektu odnotowano rozległy pożar. Uszkodzone zostały instalacja destylacji atmosferyczno-próżniowej AVT-6, kompleksowa instalacja przerobu ropy naftowej oraz instalacja izomeryzacji.

Moskiewska Rafineria Naftowa jest jednym z największych zakładów rafineryjnych w Rosji. Zdolność przerobowa zakładu wynosi około 12 mln ton ropy naftowej rocznie. Zakład przetwarza ropę naftową oraz produkuje benzyny samochodowe, olej napędowy i paliwo lotnicze, mazut oraz inne produkty naftowe.

PAP


W wyniku ataków rakietowych Rosji Ukraina praktycznie utraciła swój przemysł stalowy, a trzy główne huty w kraju zostały całkowicie unieruchomione - napisał w niedzielę brytyjski dziennik "Financial Times", powołując się na przedstawicieli branży i władze w Kijowie.

Jak pisze "FT", na początku tego miesiąca rosyjskie rakiety balistyczne uderzyły w wielkie piece trzech największych zakładów hutniczych - w obwodzie dniepropietrowskim na środkowym wschodzie oraz w obwodzie zaporoskim na południu Ukrainy. Odpowiadały one dotychczas za 90 proc. produkcji stali w państwie. Zaatakowane zostały zakłady koncernu Metinvest oraz fabryka ArcelorMittal w Krzywym Rogu. W czwartek zakład w Zaporożu został zaatakowany ponownie dwiema rakietami balistycznymi - był to już czwarty ostrzał tego obiektu w ciągu niespełna miesiąca. We wrześniowych atakach zginęło 17 hutników.

"Obecnie Ukraina nie ma już przemysłu stalowego. Wiedzieli o zakładach wszystko, wiedzieli dokładnie, gdzie uderzyć" - oświadczył Ołeksandr Wodowiz, szef biura prezesa Metinvestu. Dodał, że w tej chwili nie sposób oszacować, czy naprawy potrwają tygodnie, miesiące, czy lata, co uderzy w podatki i zatrudnienie - same tylko zaatakowane huty zatrudniały ponad 15 tys. osób.

Dziennik podkreśla, że paraliż hutnictwa wpisuje się w szerszą, nową kampanię powietrzną Moskwy, której celem jest zniszczenie gospodarki i oporu Ukrainy. Rosyjskie rakiety i drony atakują centra logistyczne, porty, infrastrukturę kolejową i stacje paliw. Z 5 mln mkw. nowoczesnych magazynów na Ukrainie zniszczono już 2,1 mln mkw.

Według szacunków ukraińskiego premiera Serhija Koreckiego same tylko straty podatkowe wynikające z ostatnich ataków wyniosą około 1,5 mld dolarów, pogłębiając tegoroczny deficyt budżetowy kraju, szacowany na 27 mld dolarów.

"Mamy do czynienia z gospodarczą wojną na wycieńczenie. Rosja próbuje zaatakować ukraińską gospodarkę tak mocno, jak to możliwe" - podsumowała w rozmowie z gazetą Ołena Biłan, główna ekonomistka banku inwestycyjnego Dragon Capital.

Hutnictwo przez dziesięciolecia stanowiło jeden z głównych motorów napędowych ukraińskiej gospodarki i kluczowe źródło walut z eksportu. Rosyjska kampania przeciwko infrastrukturze przemysłowej i logistycznej jest odpowiedzią na ukraińskie uderzenia dronami dalekiego zasięgu w rosyjskie rafinerie i obiekty wojskowe. Według ekspertów doprowadzenie do zapaści ukraińskiego przemysłu ma na celu wymuszenie na Kijowie ustępstw politycznych. 

PAP

sobota, 19 września 2026



Rosyjskie Ministerstwo Obrony stwierdziło 19 września, że od początku 2026 r. siły rosyjskie zajęły ponad 5300 kilometrów kwadratowych i ponad 220 osiedli na Ukrainie, w tym ponad 670 kilometrów kwadratowych i 27 osiedli do tej pory we wrześniu 2026 r. ISW zaobserwowało dowody pozwalające ocenić, że siły rosyjskie zajęły jedynie 147,7 kilometrów kwadratowych i 40 osiedli, ale w 2026 r. straciły netto 20 osiedli. Uwzględnienie obszarów, na które siły rosyjskie zinfiltrowały się, ale których nie kontrolują, zwiększa całkowite rosyjskie zyski do 718,8 kilometrów kwadratowych w tym roku, co nadal jest znacznie poniżej roszczeń rosyjskiego Ministerstwa Obrony z 19 września. ISW zaobserwowało dowody pozwalające ocenić, że z drugiej strony siły ukraińskie wyzwoliły w 2026 r. co najmniej 972,56 km2 i 60 osiedli. 


(...)

Ta kremlowska kampania informacyjna jest szczególnie ważna w kontekście trwających w dniach 18-20 września wyborów do rosyjskiej Dumy Państwowej, gdyż Kreml stara się pozycjonować partię Jedna Rosja jako partię zwycięstwa na Ukrainie i przedstawia wybory jako referendum w sprawie wojny. Ta rosyjska operacja informacyjna prawdopodobnie ma również na celu przekonanie zachodniej publiczności, że wsparcie dla Ukrainy jest daremne tuż przed corocznymi sesjami Zgromadzenia Ogólnego ONZ, które odbędą się w dniach 21-28 września.

(...)

Szef sztabu 3. Korpusu Armii Ukrainy i zastępca dowódcy Petro Horbatenko oświadczył 19 września, że siły ukraińskie utworzyły specjalne kanały koordynacyjne, przeprowadziły serię ataków na rosyjskie miejsca startu dronów, utworzyły systemy obrony powietrznej i walki elektronicznej (EW) oraz odcięły rosyjskie linie zaopatrzenia w sektorze, aby ukształtować pole bitwy przed kontrofensywą przeciwko rosyjskiemu występowi na północ od Łymania. Dowódca obrony powietrznej ukraińskiego 3. Korpusu Armii oświadczył 19 września, że siły ukraińskie priorytetowo traktują identyfikację i niszczenie rosyjskich miejsc startu dronów, aby przeciwdziałać rosnącej liczbie rosyjskich dronów rozpoznawczych i uderzeniowych. Dowódca oświadczył, że ukraińskie ataki na rosyjskich operatorów dronów odsunęły rosyjskie jednostki dronów dalej od linii frontu i zmusiły elitarne rosyjskie jednostki Centrum Zaawansowanych Systemów Bezzałogowych Rubikon do przeniesienia wszystkich sił rozmieszczonych na tym obszarze do innego sektora. Systematyczna, ukraińska kampania uderzeniowa średniego zasięgu przeciwko rosyjskiej logistyce w okupowanym obwodzie ługańskim zakłóciła rosyjską logistykę do 120 kilometrów od linii frontu i ograniczyła dostawy paliwa na linię frontu, nadwyrężając zdolność Rosji do wykorzystania dronów i EW do ochrony przed ukraińskimi dronami /EW potrzebuje generatorów prądu - red./.

W 2024 r. ISW oceniło, że przywrócenie manewrów na poziomie operacyjnym będzie wymagało zneutralizowania rosyjskiego kompleksu taktycznego rozpoznania (TRSC), aby ułatwić penetrację, (...). TRSC to wyrażenie używane przez ISW do szczegółowego opisu obecnego systemu ciągłego rozpoznania powietrznego i dronów uderzeniowych w połączeniu ze starszą bronią załogową, artylerią i przygotowaną obroną. (...) Ukraińska kampania uderzeniowa średniego zasięgu odizolowała rosyjskie siły frontowe od posiłków i zaopatrzenia. Siły ukraińskie utworzyły bańkę antydronową wykorzystującą głównie elektroniczne systemy bojowe nad siłami ukraińskimi, która tymczasowo zakłóciła rosyjski TRSC i poruszała się wraz z nacierającymi siłami ukraińskimi. Ten projekt kampanii jest zgodny z oceną ISW z 2024 r. dotyczącą tego, w jaki sposób można przywrócić manewr we współczesnej wojnie.

(...)

Rzecznik ukraińskiego 7. Korpusu Szybkiego Reagowania Sił Powietrzno-Szturmowych oświadczył 19 września, że ukraińskie dowództwo wojskowe przydzieliło kierownictwo Hulyaipole obszarowi odpowiedzialności 7. Korpusu Szybkiego Reagowania. Rzecznik stwierdził, że kierunek Hulyaipole jest jednym z najważniejszych i najbardziej intensywnych sektorów wzdłuż południowej linii frontu, zauważając, że obszar ten jest mniej miejski i charakteryzuje się bardziej otwartym terenem, (...). Rzecznik oświadczył, że rosyjska 5. i 35. Armia Połączonych Broni (zarówno Wschodni Okręg Wojskowy [EMD], jak i część Wschodniego Ugrupowania Sił) prowadzą operacje ofensywne w kierunku Hulyaipole w celu ominięcia ukraińskich pozycji obronnych wokół Orichowa. Polewyj oświadczył, że siły rosyjskie próbują ominąć Małą Tokmaczkę (na południowy zachód od Hulaipola i na południowy wschód od Orichiwa) z północnego wschodu, aby ostatecznie dotrzeć na obrzeża miasta Zaporoże. Rzecznik dodał, że siły rosyjskie prawdopodobnie zgromadziły wystarczającą liczbę pojazdów opancerzonych, aby wzmocnić rosyjską piechotę i przeprowadzić taktyczne ataki zmechanizowane tam, gdzie siły rosyjskie “odniosły przynajmniej niewielkie sukcesy taktyczne”.


understandingwar.org

piątek, 18 września 2026



Od początku pełnoskalowej inwazji w 2022 r. ataki Moskwy uszkodziły lub zniszczyły ponad 500 lokomotyw. Ponad 60 proc. z nich zostało trafionych w ciągu ostatnich ośmiu miesięcy. Koleje Ukraińskie tracą obecnie od 37 do 40 lokomotyw miesięcznie.

Rosyjskie ministerstwo obrony przyznało, że uderza w pociągi, opisując ataki jako część strategii, której celem jest zniszczenie ukraińskiej logistyki wykorzystywanej do transportu zagranicznej broni na potrzeby działań wojennych Kijowa.

Ukraińcy twierdzą, że cel jest szerszy. — Rosjanie dążą do odizolowania naszych społeczności na linii frontu, zasiania paniki i strachu wśród i tak już wyczerpanej ludności oraz sparaliżowania gospodarki — mówi Ołeksandr Percowski, prezes zarządu JSC Ukrzaliznycia, państwowego operatora kolejowego Ukrainy.

Rosja rozpoczęła ataki na pociągi pasażerskie jesienią ubiegłego roku po zdobyciu anten sieciowych — dodaje Percowski. Technologia ta pozwala dronom na wymianę sygnałów lub łączenie się z naziemnymi nadajnikami w Białorusi albo na okupowanych terenach Ukrainy. To umożliwia operatorom sterowanie bezzałogowcami w czasie rzeczywistym pomimo środków wojny elektronicznej. Pomaga też w trafianiu w ruchome cele, takie jak pociągi.

— Jesienią ubiegłego roku [Rosjanie] trafili pociąg w pobliżu Łozowej, miasta w obwodzie charkowskim, zabijając sześć osób. Od tego czasu wprowadziliśmy procedury ewakuacyjne. Udało nam się uratować większość ludzi, ale Rosjanie wciąż niszczą nasze lokomotywy — mówi Percowski.

Rosja wykorzystuje przeciwko pociągom przede wszystkim drony z napędem odrzutowym. To zagrożenie, któremu Ukraina nie była jeszcze w stanie w pełni przeciwdziałać. Podczas gdy ukraińskie ministerstwo obrony pracuje nad rozwiązaniami we współpracy z producentami systemów przeciwdziałania dronom, Ukrzaliznycia opracowuje zintegrowany model transportowy, który w przypadku zatrzymania lub trafienia pociągu pozwoliłby operatorom przewozić pasażerów autobusami.

Chociaż większość ataków ma miejsce w promieniu 200 km od linii styku z siłami rosyjskimi lub granicy z Rosją i dotyka zwłaszcza regionów na wschodzie i południu Ukrainy, Moskwa rozszerzyła ostatnio zarówno zasięg geograficzny, jak i potencjalne cele. — Obecnie Rosjanie wykorzystują anteny i repeatery w Białorusi, by atakować również zachodnie regiony Ukrainy — wyjaśnia Percowski.

(...)

— Najnowsze ataki w pobliżu granicy z Polską pokazują, że dodatkowym celem jest zwiększenie zagrożenia dla naszych zagranicznych gości, partnerów, dyplomatów, polityków i dziennikarzy. Rosjanie chcą, aby oni również bali się podróżować do Ukrainy, ponieważ fakt, że pomimo wszystkich prób izolacji Ukrainy nadal jesteśmy otwarci i interesujący dla świata, doprowadza Rosjan do szału — twierdzi Percowski.

onet.pl\Politico
 

Nie jest zupełnie jasne, czy teraz to tylko amerykańska administracja próbuje zachęcić rosyjskiego przywódcę do podjęcia poważnych rozmów pokojowych za pomocą ustępstw i ofert, czy też jest to próba nawiązania współpracy inicjowana przez Rosjan lub obie strony. Magazyn „The New Yorker” pisze w tekście poświęconym dyplomacji i biznesom Kushnera, że to Rosjanie jako pierwsi zaoferowali Amerykanom „deale biznesowe w zamian za korzystne dla nich porozumienie pokojowe” z Ukrainą.

- Tak się powszechnie uważa - powiedział magazynowi były przedstawiciel USA w tym regionie.

Autor tekstu w „TNY” dotarł do kopii poufnego raportu przygotowanego przez europejską agencję wywiadowczą, z którego wynika, że sam Trump i ludzie z jego otoczenia omawiali różne możliwe kontrakty z Rosją. We współpracę biznesową miałaby być zaangażowana rodzina Trumpa, jego wysłannik do Rosji Steve Witkoff, były wysłannik Richard Grenell i przyjaciel Donalda Trumpa juniora Gentry Beach.

Z drugiej strony „New York Times” zwraca uwagę, że niezależnie od prób wdrożenia nowych sankcji na rosyjską ropę, zainicjowanych przez zmarłego niedawno senatora Lindsaya Grahama, administracja Trumpa z coraz większą determinacją próbuje innych sposobów, by skłonić Putina do zakończenia wojny na Ukrainie.

„Według osób znających przebieg tych rozmów Biały Dom rozważa teraz podpisanie umów biznesowych z Rosją jeszcze przed zakończeniem walk w Ukrainie (...), co miałoby pokazać, że USA myślą poważne o resecie w stosunkach z Rosją” - relacjonuje dziennik.

Oznacza to, że wysłannicy Trumpa, Kushner i Witkoff „szukają po omacku nowych sposobów, by nakłonić Rosję do zaprzestania walk” - komentuje „NYT”. Rozmówcy dziennika oceniają, że Waszyngton rozważa daleko idące ustępstwa na rzecz Kremla.

Należy też pamiętać, że Trump jest pod wrażeniem ekonomicznego potencjału Rosji, który ocenia jako „kolosalny”, a Kreml od początku jego drugiej kadencji proponował mu porozumienia biznesowe dotyczące np. wydobycia metali ziem rzadkich i aluminium, tworzenia spółek joint venture w Arktyce, a nawet zaangażowanie amerykańskich firm z sprzedaż rosyjskiego gazu w Europie - wylicza dziennik.

Może to też oznaczać - spekuluje dalej - że Kushner i Witkoff nie mają już żadnych nowych pomysłów na prowadzenie negocjacji z Kremlem.

„The Nowe Yorker” podkreśla, że ani Witkoff, ani Kushner, który ma 45 lat, nie mają żadnego doświadczenia w dyplomacji, a ponadto zięć Trumpa nie szanuje zawodowych dyplomatów, polega raczej na radach biznesmenów i utrzymuje, że „porozumienia pokojowe są jak deale w nieruchomościach”.

W administracji Trumpa funkcjonuje jako „minister bez teki”. A gdy wraz z Witkoffem otrzymali misję mediowania w sprawie wojny przeciw Ukrainie „obaj wierzyli, że Putin to porządny facet (...) a rosyjska armia jest niezwyciężona” - powiedział magazynowi dyplomata, który pragnął zachować anonimowość.

Były doradca Donalda Trumpa ds. bezpieczeństwa John Bolton ocenił niedawno w artykule na łamach „Washington Post” że nieudolne negocjacje wysłanników USA tylko skłaniają Putina do eskalowania konfliktów. Uznał też, że rozmowy pokojowe, jakie prowadzą Witkoff i Kushner, „zakrawają na desperację”, są „bezwartościowe”, a strona amerykańska nie wniosła ostatnio w te rozmowy żadnej nowej inicjatywy. Taka dyplomacja „może przynieść więcej strat niż pożytku” - podsumował autor, który był ambasadorem USA przy ONZ.

PAP



Francuska sieć supermarketów Auchan to jedna z nielicznych wielkich zachodnich firm, która nie chciała opuścić Rosji po jej inwazji na Ukrainę. "Wyjście z Rosji jest nie do pomyślenia z punktu widzenia ludzkiego życia" - utrzymywał Yves Claude, szef francuskiej sieci handlowej. I odpowiadając na krytykę tej decyzji przez prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego przekonywał w dzienniku "Le Journal Du Dimanche":

Najważniejsze jest utrzymanie naszych pracowników i zagwarantowanie naszej głównej misji, którą jest kontynuacja żywienia ludności obu tych krajów [Rosji i Ukrainy].

Teraz Francuzi mogą pluć sobie w brodę. 

Wieczorem w czwartek 17 września prezydent Rosji Władimir Putin ogłosił dekret o "tymczasowym" przejęciu przez państwo rosyjskiej filii Auchan, do której należy 230 supermarketów w 100 rosyjskich miastach. To jeden z liderów handlu detalicznego w Rosji. 

W tym samym dekrecie Putin zdecydował o "tymczasowym" przejęciu sześciu fabryk szwajcarskiego koncernu spożywczego Nestle, produkujących kawę, słodycze, jedzenie dla dzieci i karmę dla zwierząt domowych. Ten sam los spotkał również sieć ponad 100 marketów budowlanych Leroy Merlin, należących do francuskiego koncernu Adeo. Pod koniec 2023 r. Francuzi sprzedali je spółce Scenari Holding ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, którą według mediów założyli menedżerowie rosyjskiej filii Leroy Merlin. W następnym roku markety zaczęły działać pod szyldem "Lemana Pro". 

Do tych łupów prezydent Rosji dorzucił rosyjską filię francuskiej firmy logistycznej FM Logistics, która ma w Rosji 25 kompleksów magazynowych o powierzchni 865 tys. m2 i wykonuje 830 tys. operacji transportowych rocznie. A także spółki międzynarodowej firmy logistycznej Bati Logistics. 

Majątek firm przejętych dekretem Putina jest warty co najmniej 600 mld rubli, co obecnie stanowi równowartość 6 mld euro - napisał dziennik "Kommiersant". Ofiary dekretu Putina nie odniosły się jeszcze do jego decyzji. 

Przejętego przez Putina majątku zachodnich firm nie dostały rosyjskie państwowe koncerny. Całość akcji rosyjskich filii tych firm prezydent Rosji przekazał w zarząd spółce "L.E.W. Management". 

Według dziennika "RBK" spółka ta została zarejestrowana pod koniec 2024 r. z kapitałem zakładowym wynoszącym 15 tys. rubli, co obecnie stanowi równowartość 150 euro. Zeszły rok zakończyła stratą 15 tys. rubli.

Nie wiadomo, do kogo należą akcje tej spółki. Jej szefem od tygodnia jest Andriej Krajuszkin.

Dziennik "Nowaja gazieta Jewropa" napisał, że to generał rosyjskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (MSW). Od 2016 r. do co najmniej 2020 r. był zastępcą szefa zarządu MSW ds. migracji. W marcu 2020 r. media pisały, że Krajuszkin miał potrącić swoim samochodem na przejściu dla pieszych 5-letnie dziecko, a potem wdał się w awanturę z jego ojcem. Jednak potem nigdy nie informowano, czy stracił stanowisko w MSW i co się z nim dzieje. 

Formalnie, przejęcie przez państwo spółki w tymczasowy zarząd nie oznacza jej konfiskaty. W Rosji w praktyce oznacza to jednak zwykle bezterminowe zawłaszczenie majątku zachodniego inwestora. Tak było z elektrowniami fińskich koncernów Fortum i niemieckiego Uniper, które Putin przejął "tymczasowo" wiosną 2023 r. 

Takie przejęcie może być także metodą wymuszenia sprzedaży majątku za ułamek jego wartości. W taki właśnie sposób Kreml przejął browary duńskiego koncernu Carlsberg, a francuski koncern Danone zmusił do sprzedaży największych w Rosji zakładów mleczarskich.

gazeta.pl