niedziela, 23 sierpnia 2026



Najpierw, jeszcze za rządów PiS, były "dwie wieże". To jedyna afera z czasów PiS, która zahaczała Jarosława Kaczyńskiego bezpośrednio. Kaczyński, wykorzystując majątek powiązanej z PiS spółki Srebrna, próbował zbudować dwuwieżowy drapacz chmur w centrum Warszawy. Chciał zarabiać na wynajmie i finansować dzięki temu inicjatywy polityczne bliskie PiS, co pozwoliłoby omijać limity w finansowaniu partii politycznych i zostawiłoby polityczną konkurencję daleko w tyle.

Do budowy najął austriackiego dewelopera Geralda Birgfellnera, męża swej kuzynki. Szkopuł w tym, że mu nie zapłacił. Birgfellner złożył przeciwko Kaczyńskiemu doniesienie do prokuratury, zarzucając mu oszustwo. W tej wojnie z prezesem PiS i ziobrową prokuraturą Birgfellnera reprezentowali Giertych z Dubois, którzy napsuli Kaczyńskiemu sporo krwi. Dość powiedzieć, że do mediów trafiły nagrania z negocjacji Kaczyńskiego z Birgfellnerem, które pokazały szefa PiS jako twardego biznesmena, który potrafi wykorzystywać swą pozycję do robienia interesów dla partii.

Potem, tuż po zmianie władzy, Giertych w ramach swego castingu dla sygnalistów pozyskał byłego dyrektora Funduszu Sprawiedliwości Tomasza Mraza. Doprowadził do tego, że Mraz został małym świadkiem koronnym i zaczął sypać ziobrystów hurtowo.

Trzecia była afera w Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych — to z kolei skandal otoczenia Mateusza Morawieckiego. Na początku 2025 r. na współpracę z prokuraturą poszedł Paweł Sz. To twórca odzieży patriotycznej "Red is Bad", który dostawał wielomilionowe zlecenia z RARS w ustawionych postępowaniach.

Sympatyzujący z prawicą Szopa zarabiał na pandemii i na wojnie. Zawyżał ceny, podnosił stawki nawet dziesięciokrotnie, jego marże były niebotyczne. Dzięki ekipie Mateusza Morawieckiego Szopa kupił sobie m.in. bmw za milion i siedem mieszkań w Warszawie za gotówkę. Lamborghini za 4 mln zł ostatecznie nie kupił, ale poważnie to rozważał. W sumie jego firmy dostały z RARS pół miliarda. Podsłuchy CBA jeszcze z czasów PiS wskazują na to, że Szopa prowadził farmy internetowych trolli wspomagające otoczenie Morawieckiego.

Adwokatem Pawła Sz. jest Jacek Dubois i to on dopiął z prokuraturą układ o przyznanie mu statusu świadka koronnego w zamian za wyjście z pudła i wsypanie ludzi pana Mateusza.

W przypadku Giertycha i Dubois polityczna jatka jest nawet ważniejsza od prawnego rezultatu prowadzonych spraw. Sprawa "dwóch wież" już za obecnej władzy zakończyła się umorzeniem. Śledztwa w sprawie RARS i Funduszu Sprawiedliwości wciąż trwają i na pewno nie zostaną sfinalizowane do wyborów. Za to polityczne skutki wszystkich tych spraw przyszły szybko. Kaczyński był wzywany przed prokuraturę w sprawie swych planowanych podbojów rynku deweloperskiego, a nagrania z jego przesłuchania wyciekły do mediów. Zdaniem prokuratury, przekazał je Giertych.

W sprawie Funduszu Sprawiedliwości do pudła na kilka miesięcy trafili m.in. ks. Michał Olszewski oraz poseł PiS Dariusz Matecki, których fundacje były beneficjentami sfingowanych przez ziobrystów konkursów w sprawie podziału pieniędzy. Główni bohaterowie Zbigniew Ziobro i Marcin Romanowski salwowali się ucieczką na Węgry, skąd po porażce wyborczej Viktora Orbana musieli wiać dalej, do jego sojuszników. Ziobro uciekł do trumpowskiej Ameryki, zaś zostawiony przez niego na lodzie Romanowski musi na fałszywych papierach ukrywać się w zależnym od Kremla Naddniestrzu.

Co do afery RARS to za kraty trafiła przejściowo grupa ludzi Morawieckiego, w tym Anna W., była szefowa biura premiera. Zaś bliski, wieloletni współpracownik Morawieckiego, szef RARS Michał Kuczmierowski, musiał się salwować ucieczką do Wielkiej Brytanii. Najpierw siedział tam w podłym wiktoriańskim więzieniu, znanym z przemocy i skandali seksualnych, a dziś paraduje po Londynie z opaską na nodze — i broni się przed deportacją, korzystając z pomocy i pieniędzy ludzi Morawieckiego. Swoją drogą — Morawiecki wkrótce sam może usłyszeć zarzuty w sprawie RARS, bo osobiście spotykał się z Szopą w okolicach ważnych przetargów.

onet.pl

sobota, 22 sierpnia 2026



To jest naprawdę niewyobrażalny sukces kremlowskiej propagandy. Nawet pięć lat nie upłynęło od masakry w Buczy. Wciąż na świeżo mam w pamięci zdjęcie zamordowanego poety Maksyma Krywcowa, jak leży w okopie ze swoim rudym kotem. Gdyby chcieć przeczytać imiona i nazwiska wszystkich Ukrainek i Ukraińców, którzy zginęli w tej wojnie, potrzebowalibyśmy kilku dni i nocy pełnych łez. Nawet doba nie minęła od ostatniego nalotu na Kijów. Ruiny domów mieszkalnych jeszcze dymią, służby wciąż mają nadzieję na znalezienie żywych, podczas gdy na progu babcia opłakuje 29-letniego wnuka. Porwane ukraińskie dzieci nie wróciły do domu. Mogłoby się wydawać, że fakty nie pozostawiają cienia wątpliwości: kto kogo zaatakował, kto próbuje się bronić. Kto powstrzymuje najeźdźców, płacąc za to najwyższą cenę.

Pełnoskalowa wojna w Ukrainie ostatecznie odebrała naszej części świata stabilność. To Rosja nam zagraża. I to właśnie okazało się moim zaklęciem, bo za każdym razem, kiedy o tym piszę, to wiem, co będzie dalej: czekam na publikację w internecie, na profilu FB "Newsweeka", odliczam 3, 2, 1, a potem czytam, starając się wyłowić z powodzi komentarzy chociaż kilka takich, które mogłyby mi dać jakąś nadzieję. Jednak dominują autorzy tacy jak (zachowując pisownię oryginalną) Piotr Wielki: "Rosja nie jest wrogiem Polski, to Polska jest wrogiem Rosji"; Niedźwiadek Dawid: "A dlaczego miałby ktoś źle o nich [Rosjanach] mówić, w końcu walczą z nazizmem ukraińskim, skrzętnie zamiatanym pod dywan przez polskojęzyczne media"; Jan Engelgard: "Droga pani, a ileż można mówić źle o Rosjanach, trwa to już 30 lat!"; Janusz Dudziński: "Następna pier…nięta babcia Kasia"; Jacek Bienias: "Ukraińcy to najbardziej niewdzięczny i wredny naród na świecie". Półtora tysiąca komentarzy, w lwiej części właśnie takich, publicznych, bezwstydnych, kłamliwych, nienawistnych, prorosyjskich. Tu nie chodzi o mnie, ja mam skórę nosorożca i umiałam przetrzymać grożenie morderstwem i gwałtem. Tu chodzi o elementarną świadomość, przyzwoitość i instynkt samozachowawczy.

Wiem, że ogromną część tego hejtu generują boty i wynajęte trolle. Łatwo ich poznać, bo mają bardzo świeże konta, mało znajomych, praktycznie żadnej historii. 

onet.pl\Newsweek


W tym samym wywiadzie Władimir Putin poskarżył się na ukraińskie ataki odwetowe na terytorium Rosji, przyznając, że doprowadzają do "strat gospodarczych" w jego kraju. Po chwili podkreślił jednak, że "ostateczny ich rezultat dla wroga okazał się całkowicie przeciwny do oczekiwań" i że "nie doszło do żadnego przełomu".

Reżim kijowski i jego mocodawcy nie mogą uzyskać żadnej przewagi, nie uzyskali jej i nigdy już jej nie uzyskają — stwierdził rosyjski dyktator.

Władimir Putin uważa, że ataki odwetowe Ukrainy "doprowadziły do eskalacji" konfliktu i wynikają z "ambicji kraju niszczonego przez korupcję".

Reżim kijowski postawił sobie za cel wyrządzenie szkody naszej gospodarce. Co zrobił? Sam otworzył tę puszkę Pandory — powiedział Władimir Putin.

Otrzymacie więc odpowiedź wymierzoną w wasze najbardziej newralgiczne gałęzie gospodarki, które, szczerze mówiąc, i tak są już na skraju upadku. Dotyczy to również produkcji rolnej, z której eksportu reżim kijowski czerpie główne dochody — ostrzegł na koniec, zwracając się do Ukrainy.

/Putin ma na myśli ataki na infrastrukturę portową, na Odessę, w celu paraliżu transportu morskiego zboża, Ukraina - analogicznie - stara się uderzać w rosyjski eksport zboża przez Morze Czarne, atakując transportowce dronami - red./

onet.pl\The Moscow Times


Uczynienie zwycięstwa w wojnie z Ukrainą centralnym elementem programu Jednej Rosji stwarza Putinowi warunki do żądania dalszych znaczących poświęceń dla rosyjskiego wysiłku wojennego, domagając się w tym celu “powszechnego” mandatu wyborczego. Takie poświęcenia będą prawdopodobnie obejmować jakąś formę mimowolnego powołania rezerwy i żądania, aby Rosjanie w dalszym ciągu akceptowali skutki ukraińskich ataków dalekiego zasięgu i ogromne straty w celu osiągnięcia minimalnych zysków na linii frontu. Naleganie Putina na uczynienie Jednej Rosji, partii dominującej w Rosji, partią wojenną podkreśla fakt, że nie szuka on wyjścia z Ukrainy i jest niezwykle mało prawdopodobne, aby poszedł na kompromisy na rzecz pokoju, jeśli nie zostanie do tego zmuszony. Jego wysiłki mające na celu zjednoczenie rosyjskiej polityki i społeczeństwa wokół agresywnego ultranacjonalizmu i rewanżyzmu prawdopodobnie przyniosą efekty nawet po opuszczeniu sceny przez samego Putina.

(...)

Putin w dalszym ciągu przygotowuje społeczeństwo rosyjskie na przedłużającą się wojnę na Ukrainie pomimo wolnego postępu na polu bitwy i rosnących strat kadrowych. Putin fałszywie powiedział w wywiadzie, że siły rosyjskie w dalszym ciągu posuwają się we wszystkich kierunkach linii frontu w zwiększonym tempie. Jak wynika z dowodów zaobserwowanych przez ISW, siły rosyjskie faktycznie utraciły dotychczas kontrolę nad 27,09 kilometrami kwadratowymi w sierpniu 2026 r., nie licząc obszarów, do których wojska rosyjskie mogły infiltrować (ale nie kontrolują doktrynalnie). Siły rosyjskie zajęły lub zinfiltrowały dotychczas 8,52 km2 w sierpniu 2026 r. w średnim tempie 0,39 km2 dziennie. Tempo postępu Rosji stale spada od stycznia 2026 r. Raporty Ukraińskiego Sztabu Generalnego dotyczące ofiar rosyjskich wskazują, że siły rosyjskie poniosły około 29.120 ofiar w okresie od 31 lipca do 22 sierpnia 2022 r. – średnio 1074 ofiar na kilometr kwadratowy zajętego terytorium. 

(...)

Prezydent Rosyjskiego Związku Przemysłowców i Przedsiębiorców Aleksander Szochin oświadczył 20 sierpnia, że ukraińskie ataki dronów zmniejszyły rosyjskie zdolności rafinacji ropy naftowej o 25-30 procent oraz zdegradowały produkcję nawozów mineralnych i chemikaliów. Szochin zauważył, że ukraińskie ataki na infrastrukturę logistyczną, taką jak Wildberries, wpływają zarówno na krajowe, jak i eksportowe rynki rosyjskie. Długodystansowa kampania strajkowa Ukrainy znacznie ograniczyła rosyjski eksport morski ropy i zboża oraz moce rafinacji ropy, spowodowała niedobory paliwa i zdegradowała rosyjską produkcję mikroelektroniki. Putin uznał potrzebę ulepszenia rosyjskiego systemu obrony powietrznej i rozszerzenia jego zdolności poprzez koordynację między przedsiębiorstwami państwowymi a przedsiębiorstwami prywatnymi – przyznając, że Rosja nie zapewniła ochrony swojego rozległego terytorium przed ukraińskimi atakami dalekiego zasięgu. Putin próbuje podkreślić swoją świadomość bieżących problemów wewnętrznych zapewniając jednocześnie rosyjską opinię publiczną, że 40-dniowa kampania strajkowa Ukrainy mająca na celu wywarcie presji na Rosję, aby negocjowała, nie przyniosła pożądanego rezultatu.

(...)

Putin powiedział, że propozycje pokojowe Ukrainy i Europy są “egzotyczne” i “nie do przyjęcia” dla Rosji i zauważył, że Rosja będzie uczestniczyć jedynie w negocjacjach odzwierciedlających “realia podstawowe”.

(...)

Źródła rosyjskie w dalszym ciągu wyolbrzymiają rzekome rosyjskie postępy w kierunku Kostyantyniwki, szerząc dezinformację na temat materiałów open source. Geolokalizowany materiał filmowy rosyjskiego milblogera opublikowany 21 sierpnia przedstawia siły rosyjskie ostrzeliwujące ukraińskie pozycje w centrum Kostyantyniwki, ale milblogger twierdził, że materiał filmowy przedstawia siły rosyjskie atakujące ukraińskie pozycje w Oleksijewie-Drużkiwce (na północny zachód od Kostyantyniwki). Rosyjskie dowództwo wojskowe twierdziło, że zajęło Kostiantyniwkę 3 lipca 2026 r., a milbloger prawdopodobnie zaciemnia prawdziwą lokalizację ukraińskich pozycji, aby uniknąć zaprzeczenia temu twierdzeniu i fałszywie przedstawić linię frontu przychylniej siłom rosyjskim. Rosyjska agencja prasowa TASS niedawno fałszywie przedstawiła stare nagrania rosyjskich ataków na siły ukraińskie w Kostiantyniwce i Klebanie-Byku (na południe od Kostiantyniwki i za obecną linią frontu) jako ataki na siły ukraińskie w Oleksijewie-Drużkiwce. Siły rosyjskie stosują różnorodne taktyki informacyjne, w tym przerabiają nagrania, kłamią o miejscach walk i postępach Rosji - a wykorzystywanie nagrań z misji infiltracyjnych do szerzenia dezinformacji na temat obecności Rosji w Oleksijewie-Drużkiwce i innych miejscach na teatrze działań wojennych, (...), jest częścią wysiłków Kremla w zakresie wojny poznawczej, mających na celu wyolbrzymienie rosyjskich zdobyczy.


(...)

Od 11 sierpnia ukraińskie wojsko przestało regularnie informować o liczbie wystrzelonych rosyjskich rakiet i liczbie przechwyconych rakiet. /Prawdopodobnie ze względu na niedobory przeciwrakiet Patriot - red./

understandingwar.org

piątek, 21 sierpnia 2026


Miejscowość ta miała być zajęta przez Rosjan już na samym początku wojny – w marcu 2022 r. Jednak rosyjski minister obrony oficjalnie pogratulował żołnierzom jej oswobodzenia dopiero w listopadzie 2025 r. A miesiąc później… znów raportował o jej zdobyciu. Tym razem samemu Władimirowi Putinowi.

O najnowszym “wyzwoleniu” Małej Tokczmaczki tym razem poinformowały rosyjskie prowojenne kanały na Telegramie. Pierwsze doniesienia o kolejnym zwycięstwie pojawiły się wieczorem w środę. Jako jeden z pierwszych napisał o tym telegramowy kanał rosyjskiego projektu Lost Armour, który specjalizuje się m.in. w liczeniu strat ukraińskiego sprzętu pancernego.

– Żołnierze Zgrupowania Wojsk „Dniepr" oczyścili miejscowość Mała Tokmaczka i prowadzą walki w zabudowie Orichiwa.

Wiadomość podchwyciły też inne wydawnictwa propagandowe. Na przykład Readovka poświęciła jej osobny rozdział w swoim podsumowującym raporcie frontowym z 19 sierpnia, zatytułowany „Mem się skończył". Autor tego serwisu, Michaił Pszenicznikow, twierdzi, że siły zbrojne FR już zajęły Małą Tokmaczkę, prowadzą jej oczyszczanie i wkrótce ogłosi to rosyjskie Ministerstwo Obrony.

Zdobycie miejscowości zasugerował także popularny Z-bloger Boris Rożyn, autor kanału Colonelcassad. Duży telegramowy kanał Wypuskajtie Krakiena Z także oświadczył, że wieś całkowicie oczyszczono z sił ukraińskich i jest ona kontrolowana przez rosyjską armię.

(...)

Oficjalne i nieformalne rosyjskie źródła już nie po raz pierwszy ogłaszają pełną kontrolę nad Małą Tokmaczką. Moża nawet powiedzieć, że ogłaszają ją… regularnie.

Po raz pierwszy oświadczenie rosyjskiego ministerstwa obrony o „wyzwoleniu" Małej Tokmaczki padło na samym początku pełnowymiarowej wojny – 5 marca 2022 roku. Przez kolejne trzy i pół roku rosyjski resort obrony systematycznie informował o uderzeniach w pozycje sił ukraińskich w rejonie tej wsi.

16 listopada 2025 roku rosyjski resort obrony ponownie poinformowało o „zakończeniu wyzwalania" Małej Tokmaczki – tym razem z adnotacją „Pilne". Następnego dnia żołnierzom 42. Gwardyjskiej Dywizji Zmechanizowanej sił zbrojnych FR pogratulował osobiście minister obrony Andriej Biełousow:

– Uczyniliście poważny krok ku zwycięstwu i osiągnięciu celów specjalnej operacji wojskowej. Nie ma wątpliwości, że nastąpią kolejne sukcesy – zapewniał.

Zdobycia Małej Tokmaczki nie potwierdzili wówczas ani ukraińscy, ani niezależni zagraniczni analitycy. Dokładnie miesiąc później, 17 grudnia 2025 roku, przemawiając przed Władimirem Putinem, Biełousow ponownie oświadczył, że rosyjska armia opanowała ukraińską wieś.

Jeszcze częściej o zdobyciu Małej Tokmaczki lub bliskości tego raportowali Z-blogerzy. Na przykład w lipcu 2025 roku pisali o „przełamaniu potężnej obrony sił ukraińskich we wsi Mała Tokmaczka, która broniła się niemal rok". O zdobyciu „większej części wsi" rosyjscy blogerzy informowali potem w styczniu 2026 roku.

Liczba wzmianek o tej niewielkiej miejscowości stała się w rosyjskiej kronice wojennej  tak częsta, że Mała Tokmaczka stała się popularnym memem. Symbolizuje długotrwałe, krwawe i mało skuteczne rosyjskie szturmy, które nie mają większego znaczenia strategicznego.

W maju 2026 roku 118. Samodzielna Brygada Zmechanizowana sił zbrojnych Ukrainy, która od pierwszych miesięcy pełnowymiarowej wojny broni Małej Tokmaczki, trafiła do Księgi Rekordów Ukrainy. Miejscowość ta stała się najdłużej utrzymywanym przez ukraińską armię odcinkiem frontu – walki o nią trwają już ponad półtora tysiąca dni.

Omawiane w kółko zdobywanie Małej Tokmaczki stało się na tyle absurdalne, że zaczęli wyśmiewać je nawet sami propagandyści. Szydzono, że wieś "jest czymś typu Troi albo Verdun", że Rosja zdobędzie "Kijów w trzy dni, a Tokmaczkę w pięć lat" i z samego Rożyna, który "już rok zdobywa Tokmaczkę".

Licząca przed wojną trzy tysiące mieszkańców Mała Tokmaczka to jeden z kluczowych zewnętrznych węzłów obrony miasteczka Orichiw. Obie miejscowości dzieli zaledwie kilka kilometrów. Po zdobyciu wsi Rosjanie od południowego wschodu wyjdą na obrzeża miasta.

Orichiw to ostatnie kontrolowane przez ukraińską armię miasto oddzielające Zaporoże od linii frontu na południowym wschodzie. Odległość między obrzeżami obu miast wynosi około 40 kilometrów. Nawet jednak w razie upadku Orichiwa pokonanie tego dystansu nie będzie dla rosyjskich pododdziałów łatwe. W drodze na Zaporoże muszą przedrzeć się przez kilka dużych wsi i osiedle Komyszuwacha, w którym w chwili pełnoskalowej inwazji sił zbrojnych FR na Ukrainę mieszkało około 5 tysięcy osób.

centrumeuropy.pl


Eksperci Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych – Aleksandra Wójtowicz, analityczka zajmująca się nowymi technologiami i cyfryzacją, oraz Filip Bryjka, ekspert ds. zagrożeń hybrydowych – zbadali zasięg najbardziej radykalnych sformułowań antyukraińskich, jak “Bandera” czy “stop ukrainizacji”, a także wulgarnych treści kierowanych pod adresem Ukraińców. Analiza obejmowała publikacje na polskojęzycznych kanałach, przede wszystkim na X, ale też na Facebooku i TikToku, które pojawiły się w sieci od kwietnia do lipca 2026 roku

– W kwietniu i na początku maja antyukraińskich treści było stosunkowo mało. Ich gwałtowny wzrost nastąpił dzień po ogłoszeniu przez Zełenskiego decyzji o nadaniu jednostce imienia “Bohaterów UPA”, co nastąpiło 26 maja. Od tego momentu liczba antyukraińskich komentarzy i reakcji wzrosła o 345 proc. w porównaniu z wcześniejszym kwartałem – powiedziała w rozmowie z PAP Wójtowicz.

Ekspertka przypomina, że wcześniej, w okresie od kwietnia do maja, dziennie pojawiało się mniej niż tysiąc antyukraińskich wzmianek, a od maja do czerwca nastąpił ich wzrost do około 10 tysięcy dziennie. W sumie od maja do lipca opublikowano prawie pół miliona takich treści – wyliczyła ekspertka.

Zapytana o autorów tych narracji analityczka wyjaśniła, że stały za nimi siatki botów i konta trolli powiązanych z Rosją oraz prorosyjskie ruchy polityczne w Polsce. Podkreśliła jednak, że przeważająca część komentarzy należała do prywatnych użytkowników.

(...)

– Decyzja prezydenta Zełenskiego uruchomiła falę antyukraińskich narracji, które tkwią w polskim społeczeństwie od dawna. Rosja wykorzystuje je w swoich działaniach propagandowych i dezinformacyjnych już od 2014 roku. Przypomnijmy, że w ubiegłych latach dochodziło w Polsce m.in. do niszczenia pomników i mogił żołnierzy UPA. [...] Wraz z wybuchem wojny w 2022 roku i wzrostem liczby obywateli Ukrainy żyjących w naszym kraju relacje między obywatelami obu państw zyskały o wiele większy ładunek emocjonalny, co Moskwa skwapliwie instrumentalizuje – stwierdził w rozmowie z PAP Filip Bryjka.

Ekspert podkreśla, że Rosjanie w swoich założeniach strategicznych są bardzo konsekwentni. Jego zdaniem w przypadku relacji polsko-ukraińskich ich celem jest doprowadzenie do jak największego skonfliktowania obu stron, sparaliżowania lub zerwania współpracy politycznej i wojskowej, a w wymiarze społecznym dążą do maksymalnego podsycania nastrojów antyukraińskich w Polsce oraz antypolskich w Ukrainie, wykorzystując do tego trudne i nierozwiązane zaszłości historyczne.

W jego opinii taktyczne działania Rosji opierają się głównie na “wykorzystywaniu nadarzających się okazji do tworzenia chaosu i destabilizacji”.

– Kreml nie musi wszystkiego prowokować. Nie ma takiej potrzeby ani często nawet siły sprawczej, choć oczywiście próbuje to robić. Wiemy przecież, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała niedawno 11 osób, w tym obywateli Ukrainy i Białorusi. Działając na zlecenie rosyjskiego wywiadu, rekrutowali oni i opłacali uczestników demonstracji organizowanych wśród przebywających w Polsce ukraińskich uchodźców. To, czego powinniśmy się obawiać, to dążenie Rosji, by nienawiść ze sfery informacyjnej została przeniesiona do świata fizycznego, co doprowadziłoby do antypolskich i antyukraińskich protestów – przestrzegł Bryjka.

W jego ocenie Rosja będzie promować narracje antyukraińskie przede wszystkim przed wyborami parlamentarnymi w Polsce w 2027 roku i w ich trakcie, by ingerować w ich przebieg. Z kolei po drugiej stronie granicy działania antypolskie pozwalają zdobywać dodatkowe poparcie wśród środowisk prawicowych na Ukrainie. 

– W efekcie w obu państwach istnieje podatny grunt do instrumentalnego traktowania tych kwestii, co Rosja wykorzysta do wpływania na ich politykę wewnętrzną – dodał.

Bryjka zwrócił także uwagę, że coraz trudniejsze jest wykrywanie i atrybucja dezinformacji, czyli jednoznaczne wskazanie, czy za danym kontem stoi człowiek, bot czy serwer w Rosji.

– Ciężar walki z tym zjawiskiem spoczywa na wielkich platformach technologicznych, a sam unijny akt o usługach cyfrowych (DSA) nie rozwiązuje tego problemu. Polska zresztą nie jest prymusem we wdrażaniu jego postanowień. Jednocześnie skuteczność zgłaszania nielegalnych treści w serwisach społecznościowych jest niska. Według ubiegłorocznego raportu NASK (Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej) na ponad 46 tysięcy incydentów zgłoszonych do platform zaledwie 12 proc. treści zostało usuniętych, a 68 proc. poddano moderacji. Reszta pozostała bez jakiejkolwiek odpowiedzi. Co ciekawe, w statystykach moderacji TikTok znacząco dominował nad innymi serwisami – podsumował ekspert z PISM.

(...)

W ocenie eksperta kluczem do walki z tym zjawiskiem jest bezwzględne egzekwowanie prawa.

– Dlatego tak ważna jest zdecydowana reakcja państwa i bezwzględne ściganie takich czynów jako przestępstw z nienawiści na tle etnicznym, które powinny być karane z pełną surowością, dając jasny sygnał, że w państwie prawa nie ma przyzwolenia na ksenofobię i przemoc – podkreślił Bryjka.

centrumeuropy.pl


Na morskim placu budowy stanęły wszystkie niezbędne konstrukcje nośne — łącznie 111 stalowych monopali. Cztery z nich będą podtrzymywać morskie stacje elektroenergetyczne, a pozostałe 107 — turbiny wiatrowe. Każdy element to potężna konstrukcja — najdłuższe sięgają 100 m wysokości przy średnicy od 7,5 do ponad 10 m.

Masa pojedynczego monopala dochodzi do 1,9 tys. ton. Holenderski wykonawca Van Oord użył do instalacji dwóch wyspecjalizowanych jednostek pływających: Svanen oraz Aeolus.

Obecnie trwają prace montażowe dotyczące wyposażenia uzupełniającego. Na zainstalowanych fundamentach zamocowanych zostanie ponad 400 elementów — m.in. klatki anodowe zabezpieczające przed korozją, platformy robocze i konstrukcje cumownicze. Większość z nich, bo aż trzy czwarte, produkują rodzime zakłady przemysłowe. Prace potrwają do końca 2026 r.

W kolejnych miesiącach rozpocznie się instalacja morskich stacji elektroenergetycznych i układanie kabli eksportowych. 2027 r. przyniesie montaż połączeń wewnętrznych farmy oraz ustawienie właściwych turbin wiatrowych. Równocześnie postępuje budowa infrastruktury na lądzie, która umożliwi transfer wytworzonej energii do Krajowego Systemu Elektroenergetycznego.

Farma Baltica 2 zlokalizowana jest ok. 40 km od brzegu na wysokości Ustki. Po planowanym uruchomieniu w 2027 r. będzie należała do największych instalacji tego typu na polskich wodach. Jej moc osiągnie ok. 1,5 GW, co wystarczy do zasilenia ok. 2,5 mln gospodarstw domowych w Polsce. Projekt zabezpieczony jest kompletnymi pozwoleniami oraz 25-letnim kontraktem różnicowym (CfD).

businessinsider.com.pl

czwartek, 20 sierpnia 2026



Kluczowe w tej sprawie są wyjaśnienia Marka Falenty, biznesmena, który stał się twarzą afery podsłuchowej. W marcu 2021 r. podczas śledztwa dotyczącego obrotu taśmami przyznał, że działał na zlecenie CBA. Miał kupować nagrania od kelnera i przekazywać je funkcjonariuszom. Jak zeznał, współpracował ze służbami także po wybuchu afery.

— Moja rola polegała na pozyskiwaniu nagrań i przekazywaniu ich do CBA lub wskazanym przez nich dwóm dziennikarzom: panu Nisztorowi i Gmyzowi. To są ich zaufani dziennikarze — mówił śledczym Falenta.

Według jego relacji wszystkie taśmy trafiały do CBA aż do wygranych przez PiS wyborów parlamentarnych w 2015 r. Pierwsze przekazywał Jarosławowi Wojtyckiemu, funkcjonariuszowi CBA, który od 2004 r. był jego oficerem prowadzącym. Po wybuchu afery Falenta miał przekazywać nagrania także pracownikom prawicowych mediów. Wprost wskazał Cezarego Gmyza, który — jak twierdził — przekazywał je później funkcjonariuszom.

"Przekazania taśm odbywały się w wyznaczonych przez CBA mieszkaniach, najczęściej przy ul. Hożej i Pięknej (…) Po wybuchu afery bałem się tego robić i chciałem to zakończyć. Panowie z CBA obawiali się, że śledzi mnie inna służba i dlatego wymyślili, żeby przekazywać taśmy przez pana Cezarego Gmyza" — wyjaśniał Falenta.

Biznesmen twierdził również, że jego współpracę z CBA potwierdzają raporty, które wyciekły do mediów. Według jego zeznań Gmyz miał je otrzymywać od agenta CBA Artura Chodzińskiego, a następnie pokazywać Falencie jeszcze przed publikacją. Jeden z raportów miał nakazywać dalsze pozyskiwanie nagrań.

Chodziński to były dziennikarz "Gazety Wyborczej", który po 2005 r. trafił do CBA. W 2015 r. został zwolniony ze służby w związku z dochodzeniem dotyczącym wynoszenia tajnych materiałów. Po powrocie PiS do władzy w 2015 r. wrócił do CBA i awansował. Nadzorował m.in. operację "Okser", wymierzoną w Romana Giertycha.

(...)

Wróćmy do słów Falenty o zwolnieniu Cezarego Gmyza z tajemnicy dziennikarskiej. To jedna z podstawowych gwarancji wolności mediów — chroni źródła informacji i co do zasady uniemożliwia zmuszenie dziennikarza do ujawnienia informatora. Wyjątkiem jest m.in. zwolnienie z tajemnicy przez sąd lub samo źródło.

W lutym 2015 r. Gmyz zeznawał, że po raz pierwszy usłyszał o Falencie dopiero po jego zatrzymaniu w związku z aferą podsłuchową. Kilka miesięcy później przekazał prokuraturze kopię nagrania rozmowy wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej z szefem CBA Pawłem Wojtunikiem, zarejestrowanej 5 czerwca 2014 r. w restauracji "Sowa i Przyjaciele". Odmówił jednak odpowiedzi na pytania o źródło nagrania i o to, czy posiada inne taśmy. Powołał się na tajemnicę dziennikarską.

W styczniu 2023 r., już po zwolnieniu z tajemnicy, Gmyz przyznał, że jego pierwszym źródłem informacji o aferze był Marek Falenta. Zeznał też, że to od niego otrzymał kilkadziesiąt nagrań z warszawskich restauracji, zapisanych na zaszyfrowanym dysku. Część materiałów przekazał prokuraturze.

"Nagrania otrzymałem od Marka Falenty (...) Tych nagrań było kilkadziesiąt. Według mojej wiedzy to było większość nagrań z afery taśmowej. (...) Marek Falenta chciał, by materiały trafiły do CBA" — zeznawał Gmyz. Zanim jednak do tego doszło, nagrania zostały opublikowane w mediach. Gmyz twierdził, że kierował się "interesem publicznym", i zapewniał, że sam nie przekazywał ich innym redakcjom.

"Tajemnica dziennikarska obowiązuje mnie, jeżeli chodzi o to, ile i w jaki sposób kontaktowałem się z Markiem Falentą (…) znam go od dobrych kilku lat (…) Chciałem się zasłonić tajemnicą dziennikarską, odmawiając odpowiedzi na pytanie: czy przed publikacją rozmawiałem z Markiem Falentą na temat tych materiałów (…) Oprócz znajomości dziennikarskiej z Markiem Falentą zwyczajowo składamy sobie, czy to SMS-em, czy w innej formie, na przykład życzenia świąteczne" — zeznał pracownik TV Republika w pierwszym śledztwie dotyczącym afery podsłuchowej.

W swojej książce "Jak rozpętałem aferę taśmową" Nisztor opisał też rozmowy z osobami, które miały dostęp do nagrań. Pojawia się w nich wątek prywatnego detektywa i taśmy, która miała dotyczyć Donalda Tuska i jego wiedzy o Amber Gold. Według rozmówców Nisztora nagranie miało także dotyczyć syna byłego premiera.

Z rozmowy Piotra Nisztora z jego informatorami wynikało, że pewien prywatny detektyw miał wejść w posiadanie nagrania z podsłuchów, co pozwoliło mu na uniknięcie problemów prawnych. Nie pada tam żadne nazwisko.

onet.pl


Prezydent Donald Trump oświadczył w tym tygodniu, że ogranicza wspólne ćwiczenia wojskowe z Koreą Południową, a w środę ogłosił, że jeszcze w tym roku spotka się z przywódcą Korei Północnej Kim Dzong Unem. Według azjatyckich dyplomatów i innych osób zaznajomionych z dyskusjami między rządami, sytuacja ta skłania kraje regionu do przyspieszenia wzrostu wydatków na obronność i nawiązywania alternatywnych partnerstw.

— Należy spodziewać się ponownego skupienia się na samowystarczalności — przyznaje jeden z azjatyckich dyplomatów.

— Amerykańska technologia obronna nadal jest najlepsza i dla krajów, które już się na nią zdecydowały, zmiana kierunku lub dywersyfikacja nie jest ani ekonomiczna, ani logiczna ze względu na problemy z kompatybilnością i konserwacją — wskazuje dyplomata. — Sądzę jednak, że te kraje, które mają taką możliwość, będą zwiększać inwestycje w obronę własną, aby w dłuższej perspektywie zmniejszyć zależność od parasola ochronnego Stanów Zjednoczonych — mówi.

— Posunięcie Trumpa wywołuje echo nie tylko w Korei, ale w całym regionie Indo-Pacyfiku /i w Europie Wschodniej - red./, ponieważ wszyscy zastanawiają się, czy ich stosunki ze Stanami Zjednoczonymi są równie niestabilne jak stosunki Koreańczyków — zauważa Ian Brzezinski, który pełnił funkcję zastępcy asystenta sekretarza obrony ds. polityki europejskiej i NATO za prezydentury George’a W. Busha. Brzezinski nadal utrzymuje regularne kontakty z azjatyckimi urzędnikami. /Ian Brzeziński jest synem Zbigniewa Brzezińskiego doradcy prezydenta USA i bratem Marka Brzezinskiego, który w latach 2022–2025 pełnił funkcję ambasadora Stanów Zjednoczonych w Polsce - red./

(...)

Korea Południowa jasno daje do zrozumienia, że postrzega działania administracji Trumpa i jej podejście jako zniewagę.

Minister spraw zagranicznych Korei Południowej Cho Hyun powiedział w środę parlamentarzystom w Seulu, że rząd "nie został wcześniej poinformowany" o decyzji Trumpa dotyczącej skrócenia czasu trwania ćwiczeń o tydzień. Prezydent Lee Jae Myung — który w październiku wręczył Trumpowi złotą koronę — stara się przywrócić stosunki wojskowe z USA na właściwe tory poprzez wspólne rozmowy z urzędnikami administracji — dodał Cho.

A rozmowy te "stają się chaotyczne" — twierdzi osoba zaznajomiona z przebiegiem tych dyskusji. — Departament Obrony i Siły Zbrojne USA w Korei są po prostu zaskoczone i nie mają obecnie żadnych konkretnych planów.

Seul już poszukuje innych partnerów. — Prowadzi rozmowy z krajami afrykańskimi, państwami Zatoki Perskiej i Japonią, aby rozszerzyć współpracę — mówi Jung Pak, była wysoka rangą urzędniczka administracji Bidena zajmująca się Koreą Północną i regionem. — Ten spór tylko utwierdzi Republikę Korei w przekonaniu, że musi kontynuować te działania.

Naciski Trumpa na wznowienie głośnych rozmów z przywódcą Korei Północnej, z którym spotkał się trzykrotnie podczas swojej pierwszej kadencji, pojawiają się w momencie, gdy to autorytarne państwo dysponujące bronią jądrową przyspiesza tempo testów rakiet balistycznych oraz gróźb wobec sąsiedniej Japonii.

(...)

Kraje regionu Indo-Pacyfiku już teraz nawiązują alternatywne partnerstwa obronne. Japonia i Filipiny zawarły w czerwcu porozumienie, które tworzy bezpieczny łańcuch dostaw na potrzeby wspólnych ćwiczeń wojskowych, natomiast Indie i Wietnam uruchomiły w maju inicjatywę wspólnej produkcji broni.

— Tokio nieustannie powtarza, że sojusz amerykańsko-japoński jest kamieniem węgielnym jego polityki obronnej, ale w tej chwili sprowadza się to jedynie do pustych słów — mówi Yuki Tatsumi, były specjalny asystent ds. politycznych w ambasadzie Japonii w Waszyngtonie, który pozostaje w stałym kontakcie zarówno z japońskimi dyplomatami, jak i urzędnikami rządowymi w Tokio. — Japonia coraz częściej postrzega siebie jako lidera koalicji sojuszników Stanów Zjednoczonych, odczuwając głęboki niepokój co do długoterminowego zaangażowania USA w regionie.

Rządy azjatyckie odczuwają rosnącą potrzebę podjęcia takich działań ze względu na obciążenia, jakie trwająca wojna w Iranie nakłada na amerykańskie siły zbrojne, oraz wyczerpywanie się kluczowych zasobów amunicji niezbędnych w ewentualnym przyszłym konflikcie z Chinami — twierdzi trzeci dyplomata.

— Zaangażowanie Stanów Zjednoczonych wydaje się coraz bardziej warunkowe, transakcyjne i podatne na to, że wydarzenia w innych częściach świata mogą je przyćmić, co budzi wątpliwości co do tego, czy Stany Zjednoczone będą w stanie utrzymać deklarowany priorytet w regionie Indo-Pacyfiku w obliczu kryzysu rozgrywającego się na wielu frontach — dodaje ta osoba.

onet.pl\Politico


Jest okazja, żeby przywalić PiS i "suwpolizację" tej partii — mówi człowiek z Rozwoju Plus. Nie za ostro, bo w przyszłości może Rozwojowi Plus przyjdzie współpracować z Prawem i Sprawiedliwością, ale wyraźnie odcinając się od linii Nowogrodzkiej. Tym bardziej że PiS jest rozdarte między obroną swojego członka a pytaniami o jego — to wręcz pewne — ucieczkę do Naddniestrza, kontrolowanego przez Rosję separatystycznego terytorium w Mołdawii.

Ale w przekazie Rozwoju Plus są dwa elementy. Pierwszy jest powtórzeniem tego, co ci politycy — od byłego premiera Mateusza Morawieckiego, przez europosła Michała Dworczyka po nieznanych szerzej posłów — mówili, będąc jeszcze w PiS. A więc, że Ziobro z Romanowskim nie mogą w Polsce liczyć na uczciwy proces. — W Państwie Tuska nie mogą liczyć na sprawiedliwość, ale ucieczka do Naddniestrza skreśla każdego polityka — mówi osoba z otoczenia Morawieckiego.

— Niektórzy się cieszą, bo SuwPol ciągnie PiS na dno — słyszymy o nastrojach panujących w otoczeniu byłego premiera.

Inna osoba z tego kręgu: — A kolejni się cieszą, że już nie trzeba się z obowiązku tłumaczyć się z Romanowskiego i Ziobry.

Politycy Rozwoju Plus korzystają z okazji, by jednocześnie uderzać w Tuska (rządowa prokuratura nie daje gwarancji uczciwego procesu) i Kaczyńskiego (polityk PiS ucieka do prorosyjskiego pseudopaństewka). /Czyli robią to samo co Konfederacja, cały czas, udaje że ma coś innego do powiedzenia niż PiS - red./

Morawiecki mówił: — Nie ma dla mnie żadnego usprawiedliwienia dla kogoś, kto pojechał na terytorium de facto kontrolowane przez ludzi Władimira Putina.

A w kolejnych zdaniach przekonywał: — Posłowie z opozycji nie mogą dzisiaj liczyć na sprawiedliwy wyrok, na normalnie funkcjonujące państwo, ponieważ zostało ono absolutnie zbezczeszczone, zniszczone sądy w dużym stopniu zgodnie z doktryną Neumanna [to określenie prawicy opisujące ujawnione siedem lat temu nagranie rozmowy Sławomira Neumanna, na którym mówił on, że osoby należące do tej partii mogą liczyć na wsparcie w przypadku problemów z prawem — przyp. red.].

Europoseł Michał Dworczyk zastrzegł z kolei, że nie wie, gdzie jest Romanowski, lecz "jeżeli by się potwierdziły informacje dotyczące Naddniestrza, to jest sprawa, której nie da się obronić". — Gdyby ktoś chciał korzystać z jakichś udogodnień, czy nawiązywać relacje z przedstawicielami władz Federacji Rosyjskiej, to jest to sytuacja, którą należy ocenić krytycznie. I w tym sensie jest ona nie do obrony — dodawał Dworczyk.

onet.pl\Newsweek

środa, 19 sierpnia 2026



— Jednym z najważniejszych aspektów terapii dla pacjentów, którzy doświadczyli psychozy, jest uświadomienie im różnicy między faktem a osądem — wyjaśnia. — Kiedy rozmawiają ze mną i przedstawiają swoje myśli lub pomysły jako fakty, mogę skłonić ich do podania tego w wątpliwość. Kiedy przedstawiają coś swojemu chatbotowi jako fakt, AI zazwyczaj traktuje to jako fakt, co tylko utwierdza ich w przekonaniach. Wielu pacjentów to, co mówi im AI, traktuje tak, jakby informacja została zweryfikowana lub była naukowo udowodniona. Nagle muszę podważać coś, co dana osoba przyjęła za fakt w 100 proc., podczas gdy to, co ja jej mówię, jest w jej umyśle jedynie moim przypuszczeniem — dodaje Deb Bushong.

Keith Sakata, psychiatra z UC San Francisco i Amae Health, opisuje ten frustrujący schemat jako "konkurencyjną narrację terapeutyczną". Lekarz może poświęcić godzinę tygodniowo, by pomóc pacjentowi w podważeniu zniekształconego przekonania, a chatbot przez resztę tygodnia będzie je potwierdzał.

Na tym polega fundamentalny problem związany z AI, który dotyczy nie tylko zdrowia psychicznego, ale niemal każdego możliwego jej zastosowania. Sztuczna inteligencja może reagować wyłącznie na przekazane jej informacje, a jakość i dokładność polecenia (promptu) determinują jakość i dokładność odpowiedzi.

O ile za jakość wpisywanego promptu odpowiada tylko użytkownik bota, to specjaliści ds. zdrowia psychicznego mogą uzyskać mnóstwo informacji od osób pozostających pod ich opieką, nawet jeśli pacjenci w ogóle się nie odzywają.

(...)

Dla osoby wrażliwej, podatnej na poważniejsze problemy ze zdrowiem psychicznym, takie jak urojenia, psychoza lub myśli samobójcze, ta luka informacyjna może mieć katastrofalne konsekwencje. Narzędzie to może wydawać się czymś więcej niż tylko źródłem informacji lub nieustannie dostępnym terapeutą; może się stać przewodnikiem duchowym lub partnerem romantycznym, wszechmocnym bóstwem lub współspiskowcem.

(...)

Doktor Suzette Glasner, wykładowczyni na Wydziale Psychiatrii i Nauk Biobehawioralnych Uniwersytetu Kalifornijskiego, wyjaśniła, że takie sytuacje mogą się zdarzać, ponieważ dostępne na rynku chatboty AI są tak projektowane i szkolone, by przypochlebiać się użytkownikom.

— Prawdziwa terapia polega na wspieraniu pacjenta, ale także na wyrażaniu sprzeciwu, kiedy trzeba. Sztuczna inteligencja jest szkolona tak, by ludzie ­czuli się dobrze z otrzymaną odpowiedzią, co zwiększa ich skłonność do angażowania się, ale jest sprzeczne z najlepszymi praktykami terapeutycznymi — tłumaczy Glasner. — Narzędzia AI nie mają też niezawodnej zdolności do odróżniania rzeczywistych doświadczeń użytkownika od tych, które mogą już wskazywać na utratę kontaktu z ­rzeczywistością.

onet.pl\Newsweek