sobota, 25 kwietnia 2026



Przypadek Phelana to przykład na to, że fantastyczne naginanie rzeczywistości w celu przypodobania się Trumpowi, nie jest gwarancją jego łaski. Zwłaszcza jeśli obietnice są ewidentnie zmyślone. Centralną postacią tej historii są bowiem planowane, przynajmniej na razie planowane, nowe pancerniki typu Trump. Prezydent z sekretarzem Phelanem u boku ogłosił zamiar ich budowy na specjalnej konferencji prasowej w grudniu minionego roku. Czego to nie zapowiedziano... Że mają być największymi okrętami nawodnymi świata (pominąwszy lotniskowce), że mają być wyjątkowo silnie uzbrojone, w tym nawet w rakiety hipersoniczne, czy działa laserowe i elektromagnetyczne, że mają przenosić broń jądrową i że mają powstać w amerykańskich stoczniach z amerykańskiej stali. Trump w typowym dla siebie kwiecistym stylu ogłaszał, że będzie to najwspanialszy okręt naszych czasów, a do tego dobrze wyglądający. Co więcej, będzie częścią wielkiego programu rozbudowy US Navy o roboczej nazwie "złota flota".

Gdyby chcieć zebrać zestaw cech najsilniej przemawiających do psychiki Trumpa, nowe pancerniki miały je wszystkie. Prezydent nigdy nie interesował się specjalnie wojskiem i uzbrojeniem, ale jakoś właśnie ta klasa okrętów, wielkich szarych gór stali, budziła jego fascynację. Phelan dobrze o tym wiedział i miał specjalnie skonstruować cały pomysł tak, aby odpowiednio wpłynąć na prezydenta. Jak piszą teraz amerykańskie media, w tym "New York Times", zrobił to w znacznej mierze pomijając Hegsetha i jego zastępcę, Stephena A. Feinberga. Obaj panowie zaczęli więc intensywną kampanię podminowania Phelana, mówiąc prezydentowi między innymi, że "nie jest graczem zespołowym". Dokładnie to wybrzmiało w najnowszej wypowiedzi Trumpa.

Phelan sobie jednak sam nie pomagał. Deklaracje dotyczące pancerników były o tyle fantastyczne, że praktycznie nierealne. Bardzo mocno podsumował to jeszcze w grudniu analityk think-tanktu CSIS Mark Cancian. "Zapowiadane parametry tego okrętu są tak wyjątkowe, że jego upublicznienie na pewno wywoła potężną dyskusję. Jednakże właściwie nie ma potrzeby jej toczyć, bo ten okręt nigdy nigdzie nie popłynie. Zaprojektowanie go będzie trwało wiele lat i koszt jednego sięgnie 9 miliardów dolarów. Wszystko wbrew nowej koncepcji działania US Navy, która zakłada więcej mniejszych okrętów. Następna administracja prezydencka na pewno skasuje ten program, zanim pierwszy okręt dotknie wody" - napisał.

Faktem jest, że US Navy już od wielu lat prowadzi ogólne prace studyjne nad nowym dużym okrętem nawodnym. Aktualnie właściwie ich nie ma. Z dużych okrętów niebędących lotniskowcami to ma 7 ostatnich krążowników typu Ticonderoga, które są wycofywane ze służby, a do tego 76 koni roboczych floty, niszczycieli typu Arleigh Burke, ciągle modernizowanych i budowanych. Nie są to jednak okręty wielkie. Oba typy wypierają po około 10 tysięcy ton. Na niszczyciele jeszcze jakoś jest wciskane nowe uzbrojenie i wyposażenie w ramach modernizacji, ale ich kadłuby są za małe na dalszy rozwój. Ratunkiem miały być nowe wielkie niszczyciele typu Zumwalt, których budowę zaczęto jeszcze w latach 90. Program okazał się jednak niewypałem i na fali cięć po zimnej wojnie oraz podczas wojny z terrorem, zamówienie zmniejszono z ponad 20 sztuk do 3 już budowanych. Teraz są okrętami głównie eksperymentalnymi. Z tych powodów od ponad dekady ponownie w USA myśli się nad kolejnymi dużymi jednostkami nawodnymi.

Początkowo miało to być po prostu nowe wcielenie trochę większych niszczycieli, ale podczas wstępnych prac projektowych zderzono się z problemem - nie mieściło się w nich wszystko, co chciano by w nie włożyć, głównie odpowiednia ilość wyrzutni rakiet. Przez chwilę myślano, czy by nie zrobić więc dwóch podtypów tych nowych okrętów. Większy i mniejszy. Potem zjawił się jednak Trump i Phelan. Większe stało się bezsprzecznie lepsze. Duży wariant okrętu przyszłości błyskawicznie utył i zyskał dumne miano pancernika.

Większość ekspertów zajmujących się tematyką morską w USA natychmiast popukało się jednak w głowę. Z wielu powodów, w tym tych wymienionych przez Canciana. Amerykanie od wielu dekad nie projektowali tak dużych okrętów nawodnych, z wyjątkiem lotniskowców, które są jednak specyficznymi jednostkami. Ba, od prawie trzech dekad nie wychodzi im zaprojektowanie i zbudowanie żadnego okrętu w tej kategorii. Zumwalty skończyły się drogą porażką. Korwety LCS masową, ale jednak porażką. Nowe fregaty potykają się ciągle o własne nogi i Phelan dokonał kolejnego dużego resetu programu ich budowy. Tymczasem nagle miałyby szybko zostać zaprojektowane wielkie pancerniki, które chciano kontraktować już w roku fiskalnym 2028. Nie jest jasne w jakiej stoczni, bo obecnie nie ma żadnych odpowiednio dużych w USA, które miałyby możliwość zajęcia się takim projektem w tak krótkim czasie. Można właściwie w ciemno obstawiać, że budowa pancerników byłaby festiwalem opóźnień i przekroczeń kosztów.

gazeta.pl

piątek, 24 kwietnia 2026



Według najbardziej ostrożnych szacunków łączny zysk, jaki Donald Trump i jego krewni osiągnęli w wyniku sprawowania przez niego urzędu prezydenta, do 2025 r. wyniósł 3,4 mld dol. (12,4 mld zł).

W przypadku Trumpa granica między sprawowaniem władzy publicznej a czerpaniem z niej prywatnych zysków jest systematycznie zacierana. Osoby mianowane przez prezydenta podejmują decyzje regulacyjne dotyczące biznesu, które natychmiastowo zwiększają majątek jego rodziny. Zagraniczne rządy z kolei "wykupują" dostęp do amerykańskiej technologii i kontraktów wartych wiele miliardów dolarów, inwestując w prywatne projekty Trumpa.

Demokratyczna senator Elizabeth Warren nazywa to bezprecedensowym przejęciem władzy. — Prezydent Stanów Zjednoczonych skutecznie kontroluje regulatorów, którzy powinni nadzorować jego osobiste imperium finansowe. Regulator, który ma nadzorować jego interesy, wykonuje polecenia prezydenta. Nic podobnego nie wydarzyło się nigdy w historii Stanów Zjednoczonych — mówi.

— Główne pytanie brzmi: w jaki sposób Trump omija prawo, przenosząc aktywa do funduszy powierniczych zarządzanych przez swoje dzieci. Eksperci podkreślają, że nie jest to jedynie naruszenie zasad etyki, ale celowe wykorzystywanie luk prawnych. Ponadto w Białym Domu oraz w Biurze Etyki Rządowej pracują obecnie protegowani Trumpa, co sprawia, że przeprowadzenie prawdziwych dochodzeń wewnątrz władzy wykonawczej jest praktycznie niemożliwe — mówi w wywiadzie dla The Insider Igor Slabych, ekspert ds. amerykańskiego systemu prawnego i podatkowego oraz autor kanału USLegalNews na Telegramie.

Tej wiosny Eric Trump i Donald Trump Jr. otrzymali łącznie około 13 proc. udziałów w spółce American Bitcoin. Cały ich "wkład" polegał wyłącznie na użyczeniu nazwiska ojca.

Firma weszła na giełdę poprzez wątpliwą fuzję ze spółką Gryphon Digital Mining, Inc, co pozwoliło jej ominąć bardziej rygorystyczny i dłuższy proces IPO (Initial Public Offering, przedsięwzięcie, które przekształca spółkę prywatną w podmiot publiczny) oraz związaną z nim kontrolę Amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC), głównego organu regulacyjnego amerykańskich rynków finansowych. W rezultacie wartość udziałów Donalda Jr. wzrosła do 100 mln dol. (363 mln zł).

(...)

Rodzina prezydenta uzyskała dostęp do ogromnych przepływów finansowych poprzez start-up World Liberty Financial, w którym Trump figuruje jako współzałożyciel emerytowany. Kluczowym produktem projektu jest stablecoin USD1 — token cyfrowy powiązany z dolarem amerykańskim i zabezpieczony rezerwami zainwestowanymi m.in. w obligacje skarbowe. Według magazynu "The New Yorker" wolumen USD1 w obiegu wzrósł do około 5 mld dol. (18 mld zł).

Wśród ekspertów ds. etyki i prawodawców schemat ten wzbudził podejrzenia o naruszenie Konstytucji Stanów Zjednoczonych, w tym o możliwe konflikty interesów i potencjalne naruszenia przepisów zakazujących czerpania korzyści od państw zagranicznych. W lutym 2026 r. Kongres Stanów Zjednoczonych wszczął dochodzenie w sprawie inwestycji dokonanych przez rządzącą rodzinę z Abu Zabi o wartości 500 mln dol. (1,8 mld zł) poprzez zakupy USD1. Później okazało się, że 187 mln dol. (679 mln zł) z tej kwoty trafiło bezpośrednio do podmiotów powiązanych z rodziną Trumpów.

(...)

Rodzina Trumpa zarobiła kolejne 562 mln dol. (2 mld zł) na sprzedaży tokenów, które nie dają inwestorom żadnych znaczących praw. Umowa z Alt5 Sigma — firmą, która wcześniej zajmowała się utylizacją sprzętu AGD — wydaje się układem zamkniętym. Współpracownicy Trumpa w jednej firmie kupują tokeny od innych współpracowników Trumpa w innej, sztucznie zawyżając ich wartość.

"Zgodnie z drobnym drukiem na stronie internetowej World Liberty po odliczeniu pewnych wydatków 75 proc. wpływów ze sprzedaży tokenów trafia do firmy powiązanej z rodziną Trumpów, a 75 proc. z 750 mln dol. (2,7 mld zł) to 562 mln dol." — tak magazyn "The New Yorker" opisał sprzedaż tokenów World Liberty za pośrednictwem Alt5 Sigma.

World Liberty inwestuje rezerwy zabezpieczające USD1 w obligacje skarbu USA. Przy obecnym poziomie obiegu zysk wyniósł około 360 mln dol. (1,3 mld zł). Zgodnie z warunkami projektu firma należąca do rodziny Trumpów zabiera dla siebie 38 proc. tej kwoty — około 136 mln dol. (494 mln zł).

Sukces rodzinnego stablecoina USD1 i wielomilionowe zyski Trumpa nie są wynikiem konkurencji rynkowej, ale konsekwencją bezpośredniego handlu wpływami państwowymi. Na początku 2026 r. dane analityczne blockchain z platformy Arkham wykazały anomalną koncentrację tokenów USD1 na giełdzie Binance — 87 proc. całej podaży.

Binance stało się kluczowym ogniwem w tym łańcuchu. W 2023 r. jego założyciel Changpeng Zhao, znany lepiej jako CZ, przyznał się do winy w sprawie o naruszenie przepisów dotyczących przeciwdziałania praniu pieniędzy. Binance zapłaciło wówczas grzywnę w wysokości 4,3 mld dol. (15,6 mld zł), a Zhao odbył czteromiesięczną karę pozbawienia wolności. Następnie, w październiku 2025 r., po miesiącach lobbingu i "wkładzie finansowym" w projekt kryptowalutowy rodziny urzędującego prezydenta, Trump ułaskawił Zhao.

Natychmiast po zwolnieniu CZ uczynił Binance głównym darczyńcą projektu prezydenckiego. Giełda nabyła około 87 proc. całego zasobu USD1 (około 4,7 mld dol., 17,1 mld zł), zapewniając rodzinie Trumpa gwarantowany dochód w wysokości 136 mln dol. (494 mln zł) rocznie — i to wyłącznie z odsetek od obligacji skarbowych. Eksperci, w tym badaczka kryptowalut i technologii Molly White, opisują to "wyraźną wymianą usług" — ułaskawienie w zamian za korzyści biznesowe.

Podobny mechanizm można zaobserwować w relacjach Trumpa ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Zaledwie dwa tygodnie po objęciu urzędu prezydent zatwierdził eksport wysoce wrażliwych amerykańskich technologii sztucznej inteligencji do emirackiej firmy G42. Postępując w ten sposób, Trump zignorował ostrzeżenia wywiadu dotyczące ryzyka wycieku danych do Chin.

Skala tej ekspansji zamienia Biały Dom w dział marketingu służący prywatnym interesom klanu Trumpów. Podczas gdy firma medialno-technologiczna Trump Media gromadzi 2,5 mld dol. (9,1 mld zł) na zakup bitcoina, a Eric Trump "doradza" japońskiej giełdzie Metaplanet, rodzinna spółka DT Marks DEFI LLC zapewniła sobie prawa do 75 proc. przychodów netto z projektu kryptowalutowego World Liberty Financial. To nie jest tylko biznes — to wykorzystywanie symboli państwowych jako darmowego narzędzia reklamowego.

Cynizm osiągnął szczyt w maju 2025 r. podczas zamkniętej uroczystej kolacji w Wirginii. Aby zdobyć miejsce przy stole z Trumpem, 220 inwestorów wpłaciło ponad 148 mln dol. (538 mln zł) w memecoin $TRUMP. Prezydent przybył na tę prywatną imprezę komercyjną na pokładzie Marine One i przemawiał z podium ozdobionego oficjalną pieczęcią prezydencką.

Lista gości potwierdziła najgorsze obawy amerykańskich prawodawców i ekspertów ds. etyki: ponad połowę uczestników stanowili obcokrajowcy, w tym chińscy kryptomilionerzy. Ponieważ prawo zabrania zagranicznych darowizn na wybory, Trump skutecznie otworzył tylne drzwi do Gabinetu Owalnego, pozwalając ludziom kupować uwagę prezydenta za pomocą niestabilnych tokenów.

Aby chronić ten mechanizm generujący zyski, Trump umieścił swoich ludzi na kilku kluczowych stanowiskach. W momencie objęcia urzędu 216 spośród osób ostatecznie mianowanych przez Trumpa posiadało aktywa kryptowalutowe o łącznej wartości do 340 mln dol. (1,2 mld zł), a wielu z nich zachowało te aktywa po mianowaniu. Powoduje to bezprecedensową koncentrację osobistych interesów w deregulacji branży.

Już pierwszego dnia urzędowania Trump uchylił dekret wymagający od mianowanych osób przestrzegania "zobowiązania etycznego", które zabraniało im przez dwa lata zajmowania się sprawami związanymi z ich poprzednią działalnością lobbingową. Ponadto zwolniono 17 inspektorów generalnych oraz szefa Biura Etyki Rządowej Stanów Zjednoczonych, pozostawiając władzę wykonawczą bez urzędników odpowiedzialnych za badanie przypadków korupcji i konfliktów interesów.

Wśród osób mianowanych przez Trumpa, które uzyskały dostęp do środków publicznych, znalazł się Steve Feinberg, zastępca sekretarza obrony i współzałożyciel Cerberus Capital Management. Chociaż Feinberg twierdził, że formalnie opuścił Cerberus, grupa ta jest właścicielem co najmniej czterech firm, które otrzymały kontrakty w ramach projektu obrony przeciwrakietowej Złota Kopuła (Golden Dome), nad którym obecnie czuwa Feinberg. Co więcej, jego umowa pozwala mu nadal korzystać z usług Cerberus w zakresie księgowości podatkowej i ubezpieczenia zdrowotnego.

Zastępca sekretarza obrony ds. polityki kosmicznej Mark Berkowitz pełnił wcześniej funkcję wiceprezesa w firmie Lockheed Martin. Zgodnie z ujawnionymi dokumentami posiada on akcje tej firmy o wartości od 1 do 5 mln dol. (od 3,6 do 18,2 mln zł) i otrzymuje od niej dwie miesięczne emerytury. Lockheed Martin jest również jednym z beneficjentów kontraktów w ramach projektu Złota Kopuła.

Innym przykładem jest Jonathan Morrison, szef Krajowej Administracji Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (NHTSA), który wcześniej pełnił funkcję dyrektora stowarzyszenia reprezentującego interesy producentów pojazdów autonomicznych.

(...)

Z prawnego punktu widzenia Trump pozostaje nietykalny dzięki orzeczeniu Sądu Najwyższego w sprawie immunitetu prezydenckiego.

(...)

Igor Slabych wyjaśnia, że trudność w ściganiu karnym prezydenta wynika z faktu, iż urząd ten z mocy prawa zapewnia immunitet:

— Decyzja w tej sprawie została podjęta przez Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych około rok temu. Podczas rozprawy rozważano na przykład, czy prezydent może zostać pociągnięty do odpowiedzialności za przyjęcie łapówki w zamian za mianowanie ambasadora, a odpowiedź brzmiała: nie, nie może. Teoretycznie w niektórych przypadkach można obejść immunitet, ale nie jest to wcale pewne, a w każdym razie nie nastąpi to w ciągu najbliższych trzech lat. Polityka Departamentu Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych zabrania ścigania urzędującego prezydenta — dodaje.

onet.pl\The Insider


W Zatoce zaledwie ~5% Szachedów (212 na 4295  odpalonych) doleciało w pobliże celów  Owe 212 Szachedów dostarczyło sumarycznie 10 ton materiałów wybuchowych. To mniej niż dostarczała para F-15E w jednym wylocie nad Teheran.

Oczywiście bezpilotowce używane do atakowania strategicznej militarnej i cywilnej infrastruktury kraju są poważnym zagrożeniem. Ale dopiero tym czego naprawdę należy się bać to rakiety cruise i pociski balistyczne. To właśnie to combo zniszczyło ukraińską energetykę. A całość podczas ataków była "zagęszczana" setkami Szachedów. 

Natomiast sam efekt użycia Szachedów jest dokładnie  taki jak można się spodziewać po środku rażenia z średnio 45kg głowicą oraz dość prymitywnym układem naprowadzania dla większości wersji (nie piszę o specjalizowanych wersjach SEAD/DEAD). 

Wciąż to WRE jest najskuteczniejsze i wciąż efekty trafień są relatywnie łatwe do usunięcia ponieważ  głowica ma bardzo mało materiału wybuchowego w sobie. 

Ponad 200 trafień Szachedami to mniej niż efekt JEDNEGO wylotu pary F-15E nad cele.  

ps. Jeżeli Was dziwi nagły spadek ilości odpalanych przez Rosjan Szachedów/Gerani na Ukrainę to warto popytać  JAKIE Szachedy spadały na kraje Zatoki Perskiej. I dlaczego pomoc SZU była tak bardzo pożądana i skuteczna  :-)

ps. zanim zaczniecie pisać jak to rzekomo Szachedy wyczerpały OPL państw zatoki to odpowiedź brzmi: nie zdążyły.  Problemem było odpalenie -ponad 2181 rakiet balistycznych przez Iran. Patriotów do zwalczania Szachedów i pochodnych użyto rzekomo mniej niz 5x za każdym razem w samoobronie baterii PAC-3 a dokładnie radaru. A tak to środki które zwalczały Szachedy zostały skonsumowane w zależności od kraju od 6 do 40% (Katar). I jeszcze jedno: Izrael i USA faktycznie porozwalały produkcję Szachedów w Iranie ale tylko tam  i to był kluczowy problem jak się okazało.

x.com/wolski_jaros

czwartek, 23 kwietnia 2026



Wojska inwazyjne miały przy tym wykorzystywać na polu walki bTG, które, jak wspomniałem wcześniej, nadawały się do szybkich działań manewrowych, ale traciły siły oraz impet już po kilku dniach marszu lub w wyniku zderzenia się ze zdecydowanym oporem prowadzonym przez zdeterminowanego przeciwnika. Dlatego dowództwo rosyjskie planowało poruszanie się kolumnami jak najszybciej i omijanie punktów oporu. W ciągu kolejnych dni, z naciskiem na cztery pierwsze doby inwazji (do D+3, gdzie D oznacza dzień agresji), czyli do 27 lutego, zakładano rozbicie wojsk ukraińskich na głównych kierunkach uderzenia i zdobycie albo otoczenie Kijowa. Stabilizacja i likwidacja odosobnionych miejsc koncentracji przeciwnika miała nastąpić do 11. dnia inwazji, czyli 6 marca (D+10). Wtedy też regularne jednostki liniowe SZ FR miały przejść do działań wspierających okupację. Do tego dnia Ukraina miała być pozbawiona przywództwa politycznego, a SZU i inne formacje mundurowe rozbite.

Prawdopodobnie nie przewidywano konieczności opracowania planów awaryjnych. Przyjmowano zapewne, że nie będą potrzebne. Rosjanie uważali, że Ukraina podejmie próbę mobilizacji rezerwistów, ale byli przekonani, że zdąży wystawić jedynie 40 tys. z nich. Zignorowano potencjał SZU i innych formacji mundurowych, a także OT, choć w tym ostatnim przypadku można jeszcze zrozumieć postawę najeźdźców z uwagi na to, że w lutym wciąż miała ona charakter kadrowy. Rosjanie przewidywali też, że dowództwo ukraińskie większość sprawnych bojowo jednostek SZU skieruje do Donbasu, gdzie zostaną związane walką, a nie wykorzysta ich na północy i południu Ukrainy.

Rosjanie zamierzali przy użyciu jednostek specjalnych i wojsk desantowych WDW szybko opanować strategiczne punkty zarówno przy granicach, jak i wewnątrz kraju. Kluczowym elementem były lotniska — celem było przejęcie ich w możliwie nienaruszonym stanie, aby szybko przerzucić tam śmigłowce i samoloty, usprawnić logistykę oraz transport wsparcia. Kontrola nad portami lotniczymi miała podtrzymać tempo ofensywy i przyspieszyć przejęcie kontroli nad terytorium Ukrainy. Przygotowaniom do lądowań miały towarzyszyć uderzenia rakietowe i bombardowania Sił Powietrznych FR. Co istotne, w założeniach nie przewidywano masowego niszczenia miast ani celowego dewastowania infrastruktury krytycznej — tę planowano raczej przejąć w stanie nienaruszonym (np. elektrownie jądrowe). Ostrzał miał być punktowy i (według planistów) "ściąć głowę" ukraińskiemu systemowi decyzyjnemu: celem były ośrodki dowodzenia i miejsca podejmowania decyzji politycznych. W razie ich skutecznego zneutralizowania miała w ukraińskich szeregach zapanować dezorganizacja, a także demoralizacja. Równocześnie ataki rakietowe miały unieszkodliwić ukraińską obronę przeciwlotniczą i lotnictwo, otwierając drogę siłom powietrznym FR i ułatwiając dostawy kolejnych oddziałów oraz zaopatrzenia drogą lotniczą.

W związku z przewidywanym charakterem inwazji SZ FR planowały przeprowadzić liczne "chirurgiczne" operacje przy użyciu specnazu i grup dywersyjnych. Przed rozpoczęciem uderzenia sporządzono listy osób do likwidacji, aresztowania lub izolacji od społeczeństwa. Obejmowały one polityków, rozpoznawalnych wojskowych (w tym medialnie znanych weteranów ATO/OPS), publicystów, dziennikarzy, obrońców praw człowieka, aktywistów antykorupcyjnych, duchownych oraz aktywnych działaczy lokalnych. Jak wspomniałem w rozdziale 1., istniało wysokie prawdopodobieństwo, że planowano zamach na prezydenta Zełenskiego wraz z jego rodziną, gdyby nie opuścił Kijowa zaraz po rozpoczęciu agresji.

W planie inwazji niezwykle ważną rolę powierzono prorosyjskiej agenturze, za którą odpowiadały FSB i GRU. Kreml był przekonany, że pomoże ona odnieść podobny sukces, jak w 2014 r. na Krymie. Prorosyjscy politycy i urzędnicy, szczególnie ci znajdujący się w kręgach władzy, mieli paraliżować proces decyzyjny lub sabotować wykonywanie ważnych rozporządzeń. Nie mniej istotne miało być zniechęcanie do stawiania oporu agresorom. Agentura miała również wskazywać cele i przekazywać informacje bezpośrednio siłom inwazyjnym. Rosyjska Cerkiew Prawosławna na Ukrainie (tzw. Patriarchat Moskiewski) również pomagała w stworzeniu siatki agenturalnej, a dodatkowo aktywnie propagowała tezy Kremla. Jednym z narzędzi służących osłabianiu Ukrainy od wewnątrz była korupcja. Prorosyjscy politycy, urzędnicy i przedstawiciele resortów siłowych mieli też pomóc w ustanowieniu struktur okupacyjnych, a tym samym także legitymizacji podboju Ukrainy przez Rosję. Ważną rolę w tym planie miał pełnić szczególnie Wiktor Medwedczuk, którego darzył zaufaniem Putin.

Na każdym z frontów Rosjanie mieli do pokonania inne bariery naturalne i infrastrukturalne, lecz szczególnie wymagający okazał się właśnie północny teatr działań wojennych. To przecież tam teren przecinały liczne rzeki, którym często towarzyszyły rozległe bagna i grząskie doliny, zwłaszcza wzdłuż granicy z Białorusią. Właśnie podmokły teren, szczególnie w czasie odwilży, stanowił wyzwanie trudniejsze niż większość napotkanych cieków — gdyż zmuszał Rosjan do skanalizowania ataków oraz transportu zaopatrzenia. Obszar ten był również gęsto zalesiony, co sprzyjało zasadzkom i utrudniało przemieszczanie się ciężkiego sprzętu. Mimo to rosyjskie dowództwo w swoich planach niemal całkowicie zlekceważyło te uwarunkowania terenowe, przyjmując, że ofensywa na Kijów z północy — prowadzona po obu stronach Dniepru, a częściowo także od wschodu — przebiegnie szybko i bez większych przeszkód. Możliwe, że pewność siebie podnosiła nie tylko przewaga liczebna i sprzętowa SZ FR, które miały złamać opór lub zniechęcić do jego stawiania, ale również posiadanie dużej liczby mostów pontonowych, które przygotowano właśnie z myślą o ukraińskich działaniach opóźniających, takich jak wysadzanie przepraw.

Zastanawia wybór terminu inwazji. Dlaczego Rosjanie zdecydowali się zaatakować w czasie, gdy zima się kończyła i nadchodziła odwilż? Warunki pogodowe utrudniały działania lotnictwa i prowadzenie rozpoznania, a wilgoć zmieniła pola w bagna, co zmusiło wojska pancerne do skanalizowania marszu po drogach utwardzonych. Wcześniej Rosjanie przeprowadzali inwazje głównie w okresie wiosennym i letnim, gdy było sucho, a noce były krótsze. Przykładem była Gruzja w 2008 r. i zaangażowanie w walki w Donbasie w 2014 r. Tymczasem w dokumentach zdobytych na żołnierzach WDW pod Kijowem widniała wzmianka o wydaniu map i rozkazów 20 lutego, co pozwalało wywnioskować, że pierwotnym terminem inwazji miał być 22 lutego. Rzecz w tym, że zgodnie z sowiecko-rosyjską tradycją takie dokumenty były wydawane jednostkom biorącym udział w operacjach wojskowych właśnie na dwie doby przed ich rozpoczęciem. Oznacza to, że Rosjanie z jednej strony przesunęli najazd o kolejne dwie doby, z drugiej byli gotowi zaryzykować przeprowadzenie inwazji w gorszych warunkach.

/W roku 2021 przeprowadzono atak ekonomiczny na kraje UE, na polu polityki energetycznej - "zakręcono kurek z rsyjskim gazem", w celu wywołania szoku cenowego na Zachodzie, wykorzystując inflację wywołaną popandemicznym ożywieniem - red./

(...)

Według relacji dowódcy PSG gen. Dejneki, inwazja rozpoczęła się o godzinie 3.40, ostrzałem i atakiem na jeden z punktów granicznych w obwodzie ługańskim. Kilka minut później zaczęły do niego docierać doniesienia z innych odcinków granicy z Rosją. O godzinie 4.00 Dejneko powiadomił ministra Monastyrskiego o natarciu rosyjskim na trzech odcinkach granicy. Jednym z nich był rejon położony przy Czarnobylu. O godzinie 5.17 dowódca PSG wysłał do Zełenskiego sms-a z informacją o sytuacji.

Około godziny 4.00 Rosja rozpoczęła uderzenie rakietowe na Kijów oraz kluczowe obiekty rozmieszczone wokół ukraińskiej stolicy. Głównym celem pierwszej fali ataku były nieruchome obiekty wojskowe: bazy lotnicze, stanowiska dowodzenia, koszary, zidentyfikowane pozycje obrony przeciwlotniczej, systemy radarowe oraz magazyny amunicji i zaopatrzenia. Do bombardowania wykorzystano setki pocisków balistycznych i manewrujących. Po godzinie 6.00 jedna z rakiet typu "Kalibr" ominęła samo miasto i uderzyła na terenie koszar 4. Brygady Szybkiego Reagowania GNU, znajdujących się przy lotnisku Antonowa w Hostomelu — miejscu, które w kolejnych godzinach i dniach stało się areną intensywnych walk i rozpoznawalnym symbolem początku rosyjskiej agresji. Pocisk spadł jednak nie na zabudowania, lecz na pusty plac apelowy. Inna rakieta tego samego typu trafiła natomiast w pobliski blok mieszkalny, powodując zniszczenia w zabudowie cywilnej.

W tym samym czasie z lotniska Bokow w rejonie Mozyrza na Białorusi poderwano w powietrze 34 śmigłowce transportujące żołnierzy wojsk powietrznodesantowych, głównie z 31. Brygady Desantowo-Szturmowej oraz 45. Brygady Specnazu. Grupa licząca ok. 200-300 żołnierzy miała za zadanie zdobyć lotnisko Antonowa wraz z jego najbliższym otoczeniem. Osłonę powietrzną zapewniało jej 10 śmigłowców uderzeniowych Ka-52, wspieranych przez kilka maszyn Mi-24 i Mi-28. Desant wyposażono w elementy szybkiej identyfikacji opisane w poprzednim rozdziale.

Lotnisko Antonowa szykowano do obrony. Zdjęcia satelitarne wskazują, że wokół niego przygotowano nieliczne polowe stanowiska ogniowe. Tam właśnie znajdowały się pozycje żołnierzy wyposażonych w ręczne wyrzutnie rakiet przeciwlotniczych "Igła-1". Razem z działkiem ZSU-23-2 była to jedyna obrona przeciwlotnicza na wyposażeniu gwardzistów z GNU. Ukraińcy mieli ponad 4 godziny na przygotowanie się na przybycie najeźdźców.

Tuż po rozpoczęciu rosyjskiego ostrzału rakietowego dowódca kompanii 4. Brygady Szybkiego Reagowania, mjr Witalij Rudenko, zdołał szybko zmobilizować swoich ludzi, ok. 200 żołnierzy (połowa z nich była poborowymi o niewielkim doświadczeniu), i ruszył z nimi w kierunku Lotniska Antonowa. Nie mógł jednak liczyć na resztę brygady, gdyż niemal wszystkie jej elementy znajdowały się w Donbasie w strefie ATO/OSP. Gwardziści dysponowali głównie bronią strzelecką, postsowieckimi granatnikami przeciwpancernymi oraz wspomnianymi wyżej "Igłami-1" i dwulufowym działkiem przeciwlotniczym kalibru 23 mm. Na terenie koszar mieli też niewielką liczbę pojazdów opancerzonych, ale nieznany jest stan większości z nich, w tym nielicznych czołgów T-64. Podejrzewam, że większość sprawnego sprzętu została zabrana do strefy walk w Donbasie. Podzieleni na kilka mniejszych pododdziałów, zajęli kluczowe pozycje wokół obiektu, przygotowując się do odparcia desantu. Około cztery godziny po pierwszych uderzeniach rakietowych do Hostomela dotarły także elementy 1. Prezydenckiej Brygady Operacyjnego Przeznaczenia im. hetmana Petra Doroszenki GNU oraz wyspecjalizowana jednostka antyterrorystyczna "Omega". Dzięki nim liczebność ukraińskich obrońców wzrosła do ponad 300 żołnierzy.

Około 9.30 rosyjska grupa śmigłowców przekroczyła granicę białorusko-ukraińską, przelatując nad rozległym Zbiornikiem Kijowskim na Dnieprze. Formacja przez blisko godzinę poruszała się bardzo nisko nad lustrem wody, kierując się na południe, po czym skręciła na zachód w rejonie kijowskiej elektrowni wodnej. Właśnie tam doszło do pierwszych strat po stronie agresora — Ukraińcy zestrzelili najpierw śmigłowiec Mi-35M, który spadł na ląd, a chwilę później trafili Mi-24, który runął do wody. W obawie przed kolejnymi trafieniami rosyjscy piloci zaczęli intensywnie odpalać flary, mające odciągnąć od maszyn pociski wystrzeliwane z przenośnych wyrzutni przeciwlotniczych.

Około godziny 10.30 rosyjska formacja śmigłowców znalazła się w rejonie Hostomela i podzieliła się na dwie grupy: maszyny uderzeniowe Ka-52, Mi-24 i Mi-28 miały oczyścić teren Lotniska Antonowa z ukraińskiej obrony, natomiast śmigłowce transportowe Mi-8 otrzymały rozkaz wysadzenia desantu zarówno w południowej części lotniska, jak i w pobliżu koszar Gwardii Narodowej.

Już na początku starcia ukraiński gwardzista ps. "Fara" trafił "Igłą-1" śmigłowiec Ka-52, który ciężko uszkodzony wylądował awaryjnie na pobliskim polu. Jak twierdził później w udzielonym wywiadzie — uczynił to bez skrępowania, gdyż rozpoznał sylwetkę maszyny i wiedział, że w przeciwieństwie do Mi-8 albo Mi-24, wojska ukraińskie nie mają na swoim wyposażeniu takich śmigłowców. W krótkim czasie trafione zostały kolejne dwa Ka-52 (jeden z nich rozbił się na pasie startowym) oraz jeden Mi-28.

Około godziny 11.00 rozpoczął się właściwy atak. Śmigłowce szturmowe intensywnie ostrzeliwały pasy startowe, koszary, warsztaty oraz miejsca, z których Ukraińcy prowadzili ogień, a nad lotniskiem uniósł się gęsty, czarny dym. Dość szybko obrońcom zaczęło brakować amunicji, co zmusiło ich do wycofania się do koszar. Dzięki temu Rosjanie, teraz już bez większych przeszkód, przeprowadzili desant w zachodniej części lotniska przy pasie startowym oraz na północ od bazy 4. Brygady Gwardii Narodowej. Najeźdźcy dość szybko przejęli pod swoją kontrolę większość terenu Lotniska Antonowa.

Thorkill, opierając się na analizie wybranych materiałów audiowizualnych, kwestionuje ukraińskie informacje o zniszczeniu dwóch śmigłowców Mi-8, a także rozbiciu jednej z grup rosyjskiego desantu. Powyższe stwierdzenie stoi jednak w sprzeczności choćby z treścią skrytykowanego przez niego artykułu Andrija Charuka. Ukraiński badacz poddał zresztą krytyce słowa rzecznika prasowego 4. Brygady GNU Charytina Starskiego, który błędnie zidentyfikował część rosyjskich wraków, ale również dowiódł, że po bitwie na lotnisku znaleziono wrak jednego Mi-8AMTSz o identyfikacji RF-9128510. Z kolei zebrane przez Liama Collinsa, Michaela Kofmana i Johna Spencera z "War on the Rocks" relacje ukraińskich żołnierzy wskazują na trafienie tylko jednego Mi-8.

Zarzuty Thorkilla są więc niezrozumiałe, zwłaszcza że nie wskazuje on źródła, które poddaje krytyce. Z drugiej strony tezy, które sam stawia, są co najmniej dyskusyjne. Jego zdaniem "atak wszystkich trzech wskazanych wyżej rosyjskich grup bojowych na opisane wyżej kolejne cele operacji przebiegał bez żadnych komplikacji i praktycznie bez większego oporu ze strony wojsk ukraińskich".

Marek Kozubel - Kijów-Czernihów-Sumy 2022: Klęska rosyjskiego Blitzkriegu

środa, 22 kwietnia 2026



Irański proces decyzyjny pozostaje fragmentaryczny i pogrążony w chaosie, co wyjaśnia niezdolność Iranu do sformułowania i przekazania spójnego stanowiska negocjacyjnego. ISW-CTP oceniła wcześniej 15 kwietnia, że Stany Zjednoczone prowadzą negocjacje z podzielonym komitetem twardogłowych i pragmatyków, któremu brakuje spójnego i jednolitego stanowiska. Ten wewnątrzreżimowy podział był kontynuowany w ostatnich dniach, ponieważ wyżsi rangą urzędnicy irańscy publicznie rozeszli się w sprawie negocjacji. Niektóre doniesienia wskazują, że kluczowym podmiotom, w tym przewodniczącemu parlamentu Mohammadowi Bagherowi Ghalibafowi i ministrowi spraw zagranicznych Abbasowi Araghchi, brakuje uprawnień do reprezentowania stanowiska reżimu. Irańscy urzędnicy nie podjęli w ostatnich dniach jednolitej decyzji co do tego, czy powrócić do negocjacji, a konkurencyjne ośrodki władzy reżimu wydają się blokować konsensus w zasadniczych kwestiach. Rzecznik irańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Esmaeil Baghaei powiedział 21 kwietnia BBC, że Iran nie podjął żadnej decyzji “w sprawie wysłania delegacji do Islamabadu i powiedział, że urzędnicy w dalszym ciągu omawiają warunki powrotu do negocjacji. CNN poinformowało 22 kwietnia, że urzędnicy amerykańscy uważają, że wewnątrzreżimowe frakcje uniemożliwiły reakcję na amerykańską listę ”zawierającą szerokie punkty”. Nieokreślony urzędnik amerykański powiedział 22 kwietnia Axios, że pomiędzy zespołem negocjacyjnym a wojskiem doszło do absolutnego złamania i ocenił, że żadna ze stron nie ma dostępu do najwyższego przywódcy. Axios dodał, że kierownictwo IRGC odrzuciło wiele z tego, co irańscy negocjatorzy omawiali ze Stanami Zjednoczonymi po pierwszej rundzie rozmów, co wskazuje, że zespołowi negocjacyjnemu brakowało uprawnień do reprezentowania stanowiska reżimu.

Formalne mechanizmy podejmowania decyzji i koordynacji reżimu również nie funkcjonują skutecznie, zamiast tego wzmacniają fragmentację. Nieokreślony urzędnik amerykański powiedział 22 kwietnia Axios, że sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Iranu (SNSC) Mohammad Bagher Zolghadr nie koordynuje skutecznie działań IRGC, przywódców cywilnych i najwyższego przywódcy, co sugeruje, że nakładające się władze i spory frakcyjne opóźniają irańskie decyzje - tworzenie i uniemożliwianie reżimowi przedstawienia jednolitego stanowiska negocjacyjnego. Według doniesień Vahidi wywierał presję na prezydenta Masouda Pezeshkiana, aby mianował Zolghadra, co mogło zwiększyć wyzwania stojące przed Zolghadrem w wypełnianiu jego obowiązków jako kluczowego koordynatora między Vahidim a innymi przywódcami. SNSC jest formalnie odpowiedzialna za dostosowanie procesu decyzyjnego w zakresie bezpieczeństwa narodowego i polityki zagranicznej w całym systemie irańskim oraz za generowanie konsensusu wśród kluczowych zainteresowanych stron reżimu, w tym przywódców cywilnych i dowódców wojskowych. Widoczna niezdolność SNSC do wypracowania jednolitego stanowiska negocjacyjnego lub koordynacji między konkurującymi podmiotami sugeruje, że główny mechanizm decyzyjny reżimu nie funkcjonuje skutecznie.

Urzędnicy amerykańscy zwiększają jednak presję na Iran, aby przedstawił jednolitą reakcję. Nieokreśleni urzędnicy amerykańscy powiedzieli Axios 22 kwietnia, że prezydent USA Donald Trump daje Iranowi ograniczone kilka dni na przedstawienie spójnej kontroferty przed ponownym rozważeniem działań wojskowych. Według Associated Press pakistańscy urzędnicy i pośrednicy jednocześnie pracowali nad utrzymaniem rozmów “przy życiu” i próbowali uzyskać odpowiedź ze strony Iranu. Jednakże irańscy urzędnicy w dalszym ciągu postrzegali działania USA, zwłaszcza blokadę morską, jako główną przeszkodę w negocjacjach. Wysokie rangą osobistości z Iranu, w tym prezydent Masoud Pezeshkian, podkreślili, że “naruszenie zobowiązań, środki blokujące i groźby uniemożliwiają prawdziwe negocjacje”. Doradca Ghalibafa oświadczył 22 kwietnia, że przedłużenie zawieszenia broni ”nie ma żadnego znaczenia” i wezwał do militarnej reakcji na blokadę USA.

understandingwar.org


Podczas rozmowy powrócił temat tego, jak z energetyką jądrową pożegnali się Niemcy. Andrzej Domański przypomniał, że protestował przed zamykaniem elektrowni jądrowych w Niemczech "dawno, dawno temu, zanim to było modne".

– Nie mam cienia wątpliwości, że to był błąd gospodarczy i geopolityczny. To, że Niemcy tak uzależnili się od gazu, ośmieliło Putina – powiedział.

– Energia, ropa, gaz to zawsze są elementy ewentualnego szantażu – oznajmił.

W kontekście wyzwań na styku gospodarki i klimatu oraz aktualnej polityki Brukseli w tym zakresie, Domański podkreślił, że uznaje istnienie kryzysu klimatycznego, ale wyraźnie dał do zrozumienia, że przez decyzje mające na celu ochronę klimatu nie mogą cierpieć przemysł i konkurencyjność UE.

– Nie widzę żadnej korzyści dla klimatu z tego, że przenosimy fabrykę z Polski, Niemiec czy Francji do państw azjatyckich. A niestety, przeregulowanie i zbyt restrykcyjne normy sprawiają, że tracimy miejsca pracy, konkurencyjność gospodarki. To jest coś, co zaczęło docierać do urzędników w Brukseli – powiedział.

wnp.pl


22 kwietnia Ministerstwo Obrony RFN opublikowało skróconą publiczną wersję dwóch niejawnych dokumentów – Strategii militarnej oraz Profilu zdolności Bundeswehry. Pierwszy dokument definiuje środowisko bezpieczeństwa Niemiec, charakter współczesnych konfliktów oraz cele i priorytety Bundeswehry, drugi wyznacza cele w zakresie rozwoju zdolności wojskowych.

Dokumenty te zostały opracowane po raz pierwszy w historii zjednoczonych Niemiec – do tej pory publiczną strategią zawierającą wytyczne dotyczące planowania rozwoju i modernizacji Bundeswehry była Koncepcja Bundeswehry (ostatnia z 2018 r.). Niejawne Strategia i Profil zdolności są pochodną przede wszystkim procesu planowania obronnego NATO i znaczącego rozszerzenia w 2025 r. na szczycie w Hadze celów zdolnościowych dla europejskich sojuszników (w tym Niemiec), czemu towarzyszyło zobowiązanie do wydawania 3,5% PKB na obronność oraz 1,5% na przedsięwzięcia okołoobronne. W RFN przełożyło się to na zasadnicze zwiększenie obecnych i planowanych wydatków na obronność poprzez ich wyjęcie z tzw. hamulca długu (86 mld euro w 2025 r., planowane 108 mld euro w 2026 r., 120 mld euro w 2027 r., 136 mld euro w 2028 r., 152 mld euro w 2029 r.), przyspieszenie procesu modernizacji Bundeswehry, reformę służby wojskowej oraz rezerwy.

Strategia militarna i Profil zdolności stawiają przed Bundeswehrą wysokie ambicje rozwijania najsilniejszej konwencjonalnej armii w Europie. Znaczące zmiany, jeśli chodzi o zwiększenie jej liczebności i zdolności, mają jednak nastąpić dopiero po 2029 r., czyli po kolejnych wyborach parlamentarnych. Z jednej strony jest to zrozumiałe, biorąc pod uwagę ograniczoną możliwość wprowadzania skokowych zmian zarówno w zakresie werbunku żołnierzy, jak i zakupu oraz wdrażania nowego uzbrojenia i sprzętu wojskowego. Ciężar realizacji ambitnych zamierzeń i ich finansowanie przechodzi jednak na kolejne rządy. Tradycyjnie piętą achillesową reformy i modernizacji Bundeswehry są jej nadmierna biurokracja utrudniająca wprowadzanie szybkich zmian, niska atrakcyjność służby w siłach zbrojnych oraz przeciągające się terminy realizacji zamówień w niemieckim przemyśle zbrojeniowym, którego zwiększanie zdolności produkcyjnych dopiero następuje.

Komentarz
  • Strategia militarna definiuje Rosję jako największe bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa RFN i obszaru euroatlantyckiego. (...)
  • Niemiecki MON wyciągnął wnioski z wojny na Ukrainie co do charakteru przyszłych działań wojennych. Widzi przyszły konflikt zbrojny jako rozmywający granice pomiędzy działaniami wojskowymi przeciwko siłom zbrojnym i ludnością cywilną czy między bezpieczeństwem zewnętrznym i wewnętrznym. Wojnę przyszłości mają charakteryzować transparencja działań militarnych, rażenie celów na dalekie odległości, autonomizacja i automatyzacja pola walki oraz przewaga tańszych rozwiązań ilościowych nad droższymi jakościowymi. Odpowiedzią na to ma być według Niemiec całościowa obrona, polegająca na wzroście społecznej odporności i współpracy cywilno-wojskowej, stała adaptacja i innowacje, przewaga informacyjna i rozpoznawcza, zdolności do operacji wielodomenowych, do rażenia celów na dalekie odległości przy wzmocnieniu własnej obrony powietrznej, zwiększenie tempa operacyjnego oraz miks wysokich technologii i tańszych rozwiązań masowych.
  • Wobec reorientacji Waszyngtonu na Indo-Pacyfik Niemcy widzą konieczność przejęcia wraz z innymi sojusznikami większej odpowiedzialności za obronę i odstraszanie w NATO i podkreślają swoją strategiczną rolę w wymiarze konwencjonalnym. (...)
  • Profil zdolności Bundeswehry powtarza narrację rządu Merza o budowie najsilniejszej konwencjonalnej armii w Europie – proces ten ma przebiegać w trzech etapach. Do 2029 r. planowane jest jak najszybsze zwiększenie zdolności odstraszania i obrony przy wykorzystaniu dostępnych zasobów. Między 2029 a około 2035 r. projektowane jest znaczące zwiększenie zdolności, co wiązać się będzie z wdrażaniem zamawianego obecnie uzbrojenia i sprzętu wojskowego. Ma to pozwolić na objęcie europejskiej roli przywódczej w Sojuszu. Pomiędzy 2035 a około 2039 r. Bundeswehra ma się stać technologicznie najsilniejszą konwencjonalną armią w Europie. Osiągnięcie tego celu zależy jednak od podtrzymania tempa wzrostu wydatków obronnych po kolejnych wyborach parlamentarnych w 2029 r.
  • (...)
  • Niemiecki resort obrony chce stopniowo zwiększać liczebność Bundeswehry do 260 tys. żołnierzy w 2035 r. z 200-tysięczną rezerwą, lecz do 2029 r. zmiany będą niewielkie. (...)
osw.waw.pl






Torpeda "wbiła się w sam środek maszynowni" — prezydent USA Donald Trump ogłosił tę wiadomość jako wielki sukces. Amerykańska marynarka wojenna przejęła statek towarowy pływający pod irańską banderą po tym, jak wysadziła jego maszynownię, gdy próbował przełamać blokadę cieśniny Ormuz. Niszczyciel USS Spruance przechwycił irański tankowiec Touska w Zatoce Omańskiej i zatrzymał go po tym, jak ten odmówił zastosowania się do wezwań do zatrzymania się, o czym poinformował sam prezydent w niedzielę wieczorem na Truth Social.

Ostatnia eskalacja w cieśninie Ormuz pokazuje, jak kruche jest uzgodnione zawieszenie broni w wojnie z Iranem i jak niestabilne pozostają rynki. Cena ropy w USA poszybowała w poniedziałek do 96 dol. (345 zł) za baryłkę po tym, jak rozeszła się wiadomość o ostrzelaniu (tankowca). Zaledwie kilka dni wcześniej dało się zauważyć chwilowe złagodzenie napięć. W środę, po ogłoszeniu przedłużenia dwutygodniowego rozejmu przez prezydenta Donalda Trumpa, znów są obserwowane spadki.

Niezależnie od tego, czy i jak wojna będzie się teraz toczyć, według prognozy Grupy Bankowej Australii i Nowej Zelandii (ANZ) ożywienie podaży do połowy 2026 r. będzie prawdopodobnie przebiegało powoli, niekompletnie i nierównomiernie. 

— Iran zdał sobie sprawę ze swojej siły i będzie ją nadal wykorzystywał — mówi Cyrus de la Rubia, główny ekonomista w Hamburg Commercial Bank (HCOB), w rozmowie z WELT-em. Nawet gdyby w najbliższym czasie osiągnięto "nie do końca dopracowane porozumienie" (we wtorek, kilka godzin przed wygaśnięciem dwutygodniowego zawieszenia broni prezydent Donald Trump obwieścił, że przedłuża je na nieokreślony czas, podobnie jak amerykańską blokadę cieśniny Ormuz. Nie wiadomo też, kiedy odbędzie się kolejna runda negocjacji zaplanowana pierwotnie na środę 22 kwietnia w Pakistanie), należy raczej spodziewać się "częściowego otwarcia" cieśniny Ormuz, a nie ruchu handlowego na poziomie sprzed kryzysu, "ponieważ wiele zakładów i rafinerii zostało uszkodzonych i zniszczonych" — twierdzi de la Rubia.

Prace naprawcze mogą trwać miesiące lub lata. — Nie zobaczymy tak szybko poziomu cen wynoszącego 65 dol. (233 zł) za baryłkę, jaki był przed wojną — mówi ekonomista. (...)

Dotychczasowe działania dyplomatyczne obu stron mające na celu zawarcie porozumienia pokojowego zakończyły się niepowodzeniem. Tymczasem w Białym Domu urzędnicy klepią się po plecach z uznaniem za "zdecydowaną blokadę morską USA", która jest "majstersztykiem amerykańskiego przywództwa" prezydenta Trumpa. W oficjalnym komunikacie prasowym napisano, że prezydent "zademonstrował taką siłę i potęgę, jakiej świat jeszcze nigdy nie widział".

(...)

W komunikacie Białego Domu czytamy konkretnie: "Do wczoraj 167 tankowców z ropą naftową podało jako cel USA, w tym 103 puste statki, które były w drodze do amerykańskich portów, aby tam załadować amerykańską ropę". Prawie połowa z nich może przewieźć około dwóch milionów baryłek. "Wiele z nich niedawno rozładowało się gdzie indziej i teraz kieruje się do Zatoki Meksykańskiej — w tym 20 pustych tankowców pod banderą europejską i 20 pod banderą azjatycką" — pisze Biały Dom.

A popyt na dużą skalę wydaje się zapewniony w dłuższej perspektywie. Obecnie produkcja ropy naftowej osiąga nowy rekord, wynoszący 13 mln 600 tys. baryłek na dobę. Również w przypadku gazu ziemnego Amerykanom idzie świetnie. Administracja Trumpa mówi o rekordowej wartości 118 mld 500 mln stóp sześc. dziennie (3 mld 355 mln m sześc.).

W 2027 r. też zostaną osiągnięte nowe rekordowe poziomy, co nie jest zaskoczeniem, biorąc pod uwagę konsekwentną realizację motta Trumpa, który na początku swojej kadencji ogłosił "Drill Baby, Drill" (ang. wierć, kochanie wierć). W 2025 r. w USA wydano prawie 6000 nowych zezwoleń na odwierty w celu wydobycia ropy, gazu i węgla, co stanowi wzrost o 55 proc. w porównaniu z ostatnim rokiem urzędowania Joego Bidena.

"Obecnie Stany Zjednoczone produkują więcej ropy niż Arabia Saudyjska i Rosja łącznie oraz więcej gazu ziemnego niż Rosja, Iran i Chiny łącznie" — głosi radosna wiadomość z Waszyngtonu. W ten sposób rola "niekwestionowanego światowego lidera energetycznego" zostanie jeszcze bardziej ugruntowana.

onet.pl\Die Welt


Trudniejsza jest sytuacja irańskiej gospodarki. Według najnowszego raportu Banku Światowego konflikt doprowadził już do recesji na poziomie 2,7 proc. Przy stopie inflacji przekraczającej 62 proc. import stał się niezwykle kosztowny, a Iran jest od niego uzależniony, jeśli chodzi o zapewnienie zaopatrzenia w żywność.

W związku z tym, że w wyniku sankcji rząd nie ma dostępu do części swoich zagranicznych aktywów, zapewnienie zaopatrzenia ludności może stać się jeszcze bardziej skomplikowane.

(...)

Jednak konsekwencje spowodowanego przez Teheran wstrzymania handlu ropą naftową mocno uderzają także w irańską gospodarkę. W rezultacie reżim nie może wywieźć nawet 2 mln baryłek dziennie. Magazyny na wyspie Chark, gdzie ładuje się ok. 90 proc. wysyłanej z Iranu ropy, muszą być na bieżąco rozładowywane, aby uniknąć uszkodzenia instalacji. Najwyraźniej właśnie dlatego irańska ropa jest obecnie pompowana na tankowce zakotwiczone na Chark, jak pokazuje analiza zdjęć satelitarnych przeprowadzona przez "Washington Post".

Jednak dopóki tankowce nie przedrą się przez blokadę USA i nie będą mogły dostarczyć ropy do klientów, na przykład w Indiach czy Chinach, kosztowny problem Iranu pozostaje jedynie odłożony w czasie. W końcu ostatni irański tankowiec też się zapełni. Ale to może jeszcze trochę potrwać.

Według danych organizacji pozarządowej United Against Nuclear Iran irańska flota tankowców ma łączną pojemność 350 mln baryłek. Nie jest jednak jasne, ile z tych tankowców może obecnie zacumować na wyspie Chark, a ile znajduje się poza linią amerykańskiej blokady.

onet.pl\Die Welt

wtorek, 21 kwietnia 2026



15 kwietnia Rosjanie przeprowadzili kolejny zmasowany atak powietrzny za dnia, który łącznie z dwoma atakami nocnymi trwał 37 godzin. Celami były infrastruktura energetyczna, przemysłowa i transportowa. Uszkodzono m.in. obiekty dwóch technicznych uczelni wyższych oraz zakłady Dniepropress w Dnieprze (odpowiednio 15 i 16 kwietnia), zakłady Motor Sicz w Zaporożu (nocą z 14 na 15 kwietnia), zakłady chemiczne i podstację 330 kV w Sumach (15 kwietnia), a także zakłady Kwazar i Majak w Kijowie oraz zakłady Mikron, infrastrukturę portową i kontenerowiec pod banderą Nauru w Odessie (16 kwietnia). Według ukraińskiego MSW zginęło 15 osób, a ponad 100 zostało rannych, jednak ze szczątkowych informacji z najbardziej poszkodowanych miast – Dniepru, Odessy i Kijowa – wynika, że tylko w nich zabitych zostało 20 osób. O zniszczeniach infrastruktury donoszono też z Białej Cerkwi, Charkowa, Czerkas, Czernihowa, Izmaiłu, Sum oraz obwodów mikołajowskiego i połtawskiego. W regionach tych doszło do uszkodzeń przede wszystkim infrastruktury energetycznej. Zgodnie z komunikatem ukraińskiego Dowództwa Sił Powietrznych (DSP) w ciągu wspomnianych 37 godzin agresor wykorzystał prawie 1000 dronów i 50 rakiet. Rzecznik ukraińskiej Marynarki Wojennej Dmytro Płetenczuk ocenił liczbę bezzałogowców użytych nocą z 15 na 16 kwietnia w ataku na Odessę jako rekordową. Obrońcy mieli ich unieszkodliwić 87.

Prowadzone przez Rosjan od początku 2026 r. ataki na infrastrukturę portową doprowadziły do dalszego zmniejszenia przeładunku towarów, o czym 20 kwietnia poinformowała Administracja Portów Morskich Ukrainy. W pierwszym kwartale 2026 r. wyniósł on 21 mln ton, podczas gdy w analogicznym okresie 2025 r. sięgnął 23 mln ton, a w 2024 r. – 27,8 mln ton. Od początku br. poszczególne porty mają być atakowane średnio co pięć dni. Uszkodzone zostały 193 instalacje portowe oraz 25 statków. Oprócz zmasowanego ataku w dniach 15–16 kwietnia infrastruktura portowa w rejonie Odessy zaatakowana została również w dwóch kolejnych dobach (poza wyżej wymienionymi celem był port Piwdennyj). Z kolei okres od 19 do 21 kwietnia był jedną z niewielu dłuższych pauz od początku 2026 r., gdy nie odnotowano nowych uderzeń.

(...)

18 kwietnia celem zmasowanego ataku był Krym, a w Sewastopolu trafione zostały rosyjskie okręty desantowe. W dniu ataku Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) powiadomiła o trafieniu jednostek „Azow” i „Jamał” (projektu 775) oraz trzeciej niezidentyfikowanej, najprawdopodobniej kutra przeciwdywersyjnego „Graczonok”, a dzień później ukraiński wywiad wojskowy (HUR) o uszkodzeniu okrętów desantowych „Jamał” i „Nikołaj Filczenkow” (projektu 1171). Obie ukraińskie służby przypisały sukces podległym sobie jednostkom, odpowiednio Centrum Operacji Specjalnych „Alfa” i pododdziałowi specjalnemu „Prymary”. Z dostępnych informacji wynika, że okręty nie ucierpiały poważnie, niemniej atak był pierwszym od prawie dwóch lat, w którym doszło do trafienia dużego rosyjskiego okrętu w rejonie Krymu. Potwierdza on też, że baza w Sewastopolu wciąż jest wykorzystywana przez rosyjską flotę (okręty przechodzą tam głównie przeglądy i remonty). Najpoważniejszym skutkiem ataku na półwysep był pożar bazy paliwowej w Sewastopolu. SBU i HUR donosiły także o uszkodzeniu na półwyspie stacji radiolokacyjnych, a 20 kwietnia Sztab Generalny powiadomił o trafieniu bazy paliwowej w Hwardijśkem.

16 i 20 kwietnia ukraińskie drony uderzyły w rafinerię Rosniefti w Tuapse w Kraju Krasnodarskim, wywołując pożar zbiorników z paliwem (ponowny atak nastąpił po ugaszeniu pierwszego). 16 kwietnia doszło również do trafień w porcie, a część jednostek oczekujących na załadunek paliwa została przebazowana do Noworosyjska. 18 kwietnia zaatakowane zostały rafinerie w Nowokujbyszewsku i Syzraniu w obwodzie samarskim, baza paliwowa w Tichoriecku w Kraju Krasnodarskim oraz port Wysock w obwodzie leningradzkim (według ukraińskiego Sztabu Generalnego trafiony został tamtejszy terminal Łukoilu), a dzień później port Jejsk w Kraju Krasnodarskim. Na ich terenie wybuchły pożary, nie potwierdzono jednak znaczących zniszczeń, podobnie jak w przypadku ataku na zakłady chemiczne w Sterlitamaku w Baszkortostanie 15 kwietnia. Do pożaru i uszkodzenia hal fabrycznych doszło w produkujących bezzałogowce zakładach Atłant Aero w Taganrogu, w które ukraińskie drony uderzyły 19 kwietnia. 18 kwietnia w ataku na cele w Rosji i na terenach okupowanych Ukraińcy znów wykorzystali znaczną liczbę bezzałogowców – co najmniej 568 (taką liczbę zneutralizowanych podał resort obrony FR).

(...)

16 kwietnia Ministerstwo Obrony FR zagroziło „nieprzewidywalnymi konsekwencjami” państwom europejskim uczestniczącym w produkcji dronów dla Ukrainy. Oświadczenie odnosiło się do podpisanych w ostatnich tygodniach porozumień dotyczących współpracy europejskich i ukraińskich producentów bezzałogowców. Stwierdzono, że działania te prowadzą do „eskalacji sytuacji wojskowo-politycznej” i przekształcania tych państw w „strategiczne zaplecze Ukrainy”. Ministerstwo opublikowało również adresy i nazwy firm w 11 państwach europejskich, w tym w Polsce, a także w Turcji i Izraelu, które miały być zaangażowane w produkcję dronów lub ich komponentów dla Ukrainy. Oświadczenie, podparte pogróżkami ze strony wiceprzewodniczącego Rady Bezpieczeństwa FR Dmitrija Miedwiediewa, należy intepretować jako rosyjską operację informacyjną mającą powstrzymać państwa partnerskie Ukrainy przed kontynowaniem kooperacji przemysłów zbrojeniowych.

osw.waw.pl


Izabela Albrycht, pełnomocniczka rektora AGH do spraw programu DIANA, zwraca z kolei uwagę, że "przewagę buduje się nie najsilniejszą armią, ale najszybszym systemem innowacji".

Innymi słowy, nowoczesne konflikty wygrywa się szybkością wdrażania technologii – powiedziała.

(...)

– Bardzo istotnym czynnikiem jest fakt, że współczesne pole walki obejmuje również infrastrukturę cywilną – powiedziała Albrycht. Transport wojskowy przykładowo zależy od cywilnych portów, lotnisk, dróg i kolei, a powodzenie operacji militarnych także od sieci energetycznych czy światłowodów. – To wszystko sprawia, że pole walki tak naprawdę rozciąga się na całe państwo, a zatem potrzebna jest budowa odporności państwa i społeczeństwa – podkreśliła.

Taka charakterystyka współczesnych konfliktów zdaniem Albrycht sprawia, że "trzeba inaczej podejść do tworzenia zdolności, które pozwalają nam osiągnąć zwycięstwo". Rozwiązaniem może być nowy model pozyskiwania technologii wojskowych, tym razem oparty na rozwiązaniach podwójnego, cywilnego i wojskowego zastosowania, czyli dual-use.

Według Albrycht mamy do czynienia z systemową zmianą dotyczącą rozwiązań dual-use. Do tej pory to technologie wojskowe zasilały rynek cywilny, czego przykładem jest nawigacja satelitarna – powstała na potrzeby wojska, dziś jest powszechnie wykorzystywana poza nim. – Teraz kierunek dyfuzji technologii się odwraca, czyli w dużej mierze to technologie komercyjne są adaptowane do celów obrony i bezpieczeństwa. Warto też zwrócić uwagę, że takie technologie mogą wrócić z powrotem do zastosowań cywilnych – podkreśliła. Na przykład w Ukrainie drony są coraz częściej wykorzystywane w rolnictwie czy transporcie.

Ekspertka zwraca uwagę, że takie procesy potrafią obniżyć koszt pozyskiwania innowacji przez wojsko. 

(...)

Przykładów firm, które zaczynały w cywilu, a potem trafiły do wojska, jest niemało. Palantir Technologie, który dostarcza analitykę armii Izraela i jesienią 2025 r. podpisał list intencyjny z polskim MON, zaczynał od rozwiązań dla sektora bankowego. ICEYE, polsko-fiński producent satelitów, również dla Wojska Polskiego, startował od rozwiązań, które monitorowałyby pokrywę lodową w Arktyce (ślad tego pozostał w nazwie firmy). Do wojska trafiła też firma Revobeam z Gdańska, która otrzymała wsparcie z programu DIANA i dziś oferuje kierunkowe anteny dla łączności, dzięki którym przeciwnikowi trudniej zatrudnić komunikację. Wcześniej miała na swoim koncie rozwiązania, które lokalizowały wózki na szpitalnym oddziale ratunkowym albo optymalizowały procesy logistyczne w porcie w Gdańsku. Z kolei duńska spółka Robotto, zanim zaczęła pracować dla sił zbrojnych, robiła oprogramowanie dla dronów, które dzięki sygnaturom cieplnym liczyły populację koali. – Dziś też liczą populację, ale nie powiem kogo i gdzie – śmieje się pułkownik Szymański.

Izabela Albrycht z AGH przypomina, że w pierwszych miesiącach po rosyjskiej inwazji to Ukraina miała przewagę wynikającą z szybkości adaptacji nowych technologii na potrzeby wojskowe. Z czasem jednak Rosja także się uczyła i dostosowywała do zmian.

Coraz częściej będziemy widzieć nowoczesne rozwiązania, które w sposób zwinny są wykorzystywane na polu walki. Musimy nasz system innowacji dostosować, żeby każdorazowo na te zmiany odpowiadać – powiedziała.

wnp.pl