niedziela, 22 lutego 2026



"Współpracując z fantastycznym gubernatorem Luizjany, Jeffem Landrym, wyślemy wspaniały statek szpitalny na Grenlandię, aby zaopiekować się wieloma chorymi, którzy nie otrzymują tam opieki. Jest w drodze!!!" - napisał Trump we wpisie na platformie Truth Social. 

PAP

sobota, 21 lutego 2026



Po tym jak Donald Trump wprowadził wczoraj globalne cła na poziomie 10%, dzisiaj podniósł je do 15%. To maksymalny poziom na jaki pozwala sekcja 122. Zapowiedział, że w następnych miesiącach poszukiwana będzie nowa droga prawna do nałożenia kolejnych ceł. Przy okazji napisał parę gorzkich słów na temat orzeczenia Sądu Najwyższego nazywając go "antyamerykańskim".

Z kronikarskiego obowiązku przypomnę to, co pisałem wczoraj. Sekcja 122 zostanie najpewniej bardzo szybko zakwestionowana jako podstawa, ze względu na odniesienie do deficytów płatniczych, wątpliwości interpretacyjnych w stosunku do zapisów powstałych w środowisku sztywnych kursów walutowych (dzisiaj są one płynne). Tak czy siak, sprawa trafi na wokandę a w między czasie będzie można pobierać cła, po to by móc spłacić te wcześniejsze pobrane nielegalnie.

Zwracam jednak uwagę fakt, że nie minęły nawet 24 godziny od konferencji, na której Trump wprowadził opłaty 10%... po czym napisał, że jednak podnosi je do maksymalnych 15%. Czemu nie mógł tak od razu?

Dla mnie jest to oczywisty dowód, że administracja działa impulsywnie i po omacku, mimo że miała wiele miesięcy na przygotowanie "planu B". Powoływanie się przez komentujących na zdanie odrębne sędziego Bretta Kavanaugha, który wspomina o s. 122 niczego tutaj nie zmienia. Jego interpretacja nie została przyjęta przez większość (6:3), jest więc niewiążącą opinią. Cła pobrane na podstawie IEEPA są do zwrotu z mocy prawa, podstawa ich pobrania przestała istnieć. Co później zrobią z tym faktem sądy stanowe, czy importerzy zwrócą w następstwie różnicę konsumentom, to są sprawy wtórne.

W każdym razie, podejrzewam że s. 122 będzie sobie wisieć, a w tym czasie administracja zacznie mocniej eksploatować działającą sekcję 301, która pewnie będzie miała przejąć rolę głównego źródła opłat.

Odnosi się ona do nieuczciwych praktyk handlowych, wymaga też wszczęcia dochodzenia, przesłuchań itp. więc cały proces jest dość długi przez co nie wpisuje się w politykę "gwałtownych" uderzeń celnych Trumpa. Brak odpowiedniej argumentacji i materiału dowodowego, wszelkie nadużycia, mogą być kwestionowane w sądzie, więc trzeba przy tam uważać, żeby nie skończyło się jak z IEEPA.

A morał z tego jest jeszcze jeden. Zbliżają się midtermy i Trupowi może zabraknąć czasu na poważniejsze ruchy. A jeśli utraci Kongres, jego pole manewru zostanie bardzo szybko zawężone. To matnia, bo dochody z ceł miały posłużyć do transferów społecznych i poprawić słabe notowania. Sprawy się więc komplikują.

x.com/FilippDM


Proukraińskie grupy hakerów ogłosiły 20 lutego, że hakerzy przeprowadzili sześciomiesięczną operację cybernetyczną, wykorzystując dziesiątki zhakowanych kont rosyjskiego personelu wojskowego, aby uzyskać dostęp do rosyjskich systemów monitorowania dronów. Grupy hakerów poinformowały, że siły rosyjskie wykorzystały infrastrukturę cywilną na Białorusi, w tym wieże komórkowe, do wytyczenia tras i zapewnienia stabilnych sygnałów dla ataków rosyjskich dronów na cele w północnej i zachodniej Ukrainie, w tym infrastrukturę energetyczną i kolejową. Grupy hakerskie poinformowały, że rosyjskie ataki w nocy z 9 na 10 września 2025 r., podczas których rosyjskie drony przedostały się przez Białoruś w przestrzeń powietrzną NATO w Polsce, były w rzeczywistości sprawdzianem białoruskiej infrastruktury cywilnej i komórkowej pod kątem rosyjskich ataków dronów. Grupy hakerów zauważyły, że siły rosyjskie wykorzystywały wtargnięcia w przestrzeń powietrzną NATO do planowania ataków na szlaki logistyczne zarówno na Ukrainie, jak i w Polsce, aby ograniczyć napływ zachodniej pomocy wojskowej na Ukrainę.

understandingwar.org

środa, 18 lutego 2026



Kyiv Post: - Rosyjskie drony naruszyły przestrzeń powietrzną NATO — Rumunii, Polski, Skandynawii. Jaka jest jedna lekcja, którą Europa powinna wyciągnąć z Ukrainy, zanim będzie za późno? Czy Europa jest przygotowana na niskokosztową wojnę z użyciem dronów o dużej masie?

Jewhen Lesin, zastępca dowódcy kompanii Darknode: Nie ma jednej lekcji ani rozwiązania. Wymaga to złożonego, zintegrowanego podejścia. To, co mówimy naszym partnerom w Europie — tutaj, w Monachium i wszędzie indziej — jest proste: uczcie się od nas. Skorzystajcie z naszego doświadczenia. Zmieńcie swoją doktrynę.

Nie chodzi tylko o drony, ale o strategię i taktykę. Drony Szahid i FPV są stosunkowo tanie, ale mają ogromną siłę rażenia. Tylko w 2025 r. Rosja wystrzeliła w przestrzeń powietrzną Ukrainy co najmniej 56 tys. Szahidów.

Zanim opracowaliśmy drony przechwytujące, które przeciwdziałają bezzałogowym statkom powietrznym, przeszliśmy już przez fazę wykorzystywania samolotów odrzutowych, rakiet, broni palnej — wszystkiego. Nasi sojusznicy mogą albo sami przejść przez ten bolesny proces, kiedy będzie już za późno, albo uczyć się na naszych doświadczeniach i dostosować się szybciej i taniej.

- Wstąpiłeś do Sił Powietrznych Ukrainy w 2024 r., porzucając życie programisty i poety. Czy takie nastawienie pomaga w wysoce technicznym świecie wojny z wykorzystaniem bezzałogowych statków powietrznych?

Pracowałem w branży IT, a poezja i literatura były moimi hobby. Nie mogę powiedzieć, że te konkretne umiejętności bezpośrednio pomogły mi w rozmieszczeniu baterii lub utworzeniu batalionu.

Pomogło mi posiadanie szerokiego zakresu umiejętności — relacji międzyludzkich, empatii w połączeniu z myśleniem technicznym, taktycznym i doktrynalnym. Ta wojna wprowadziła technologie i taktyki, które wcześniej nie istniały. Wcześniej nie było dronów.

Wojna zmieniła się na zawsze. To wojna nowej generacji, a my wciąż się do niej dostosowujemy.

Różnorodne doświadczenia mogły pomóc mi szybciej się dostosować i zachować elastyczność.

onet.pl\Kyiv Post

poniedziałek, 16 lutego 2026



W Norwegii o korupcję oskarżony został były premier Thorbjørn Jagland, a rodzina królewska – ze względu na korespondencję małżonki następcy tronu ze skompromitowanym finansistą - znalazła się w poważnym kryzysie wizerunkowym. W Słowacji ustąpić musiał doradca premiera Fico Miroslav Lajčák, a we Francji były minister kultury Jack Lang pożegnać się ze stanowiskiem dyrektora Instytutu Świata Arabskiego.

Tymczasem w państwie stanowiącym centrum afery, Stanach Zjednoczonych, jak dotąd rewelacje z akt Epsteina nie przyniosły ani spektakularnych dymisji, ani zarzutów. Ze stanowiska głównej prawniczki banku Goldman Sachs musiała co prawda odejść Kathryn Ruemmler - obficie korespondująca z Epsteinem i nazywająca go "wujkiem". Już sekretarz handlu Howard Lutnick, który, jak pokazały maile, wprowadził wcześniej w błąd Kongres na temat czasowego zakresu swoich relacji z Epsteinem, a nawet odwiedził niesławną karaibską wyspę finansisty już po tym, gdy został on po raz pierwszy skazany za przestępstwa seksualne, nigdzie się nie wybiera i ma pełne wsparcie prezydenta Trumpa. Nie widać też, by Departament Sprawiedliwości chciał komuś postawić zarzuty.

Jednocześnie sprawa Epsteina budzi potężne emocje amerykańskiej opinii publicznej i będzie miała znaczenie dla amerykańskiej polityki. Przynajmniej na razie bardziej wydaje się ona szkodzić obecnej administracji, która wyraźnie nie potrafi zapanować nad narracją w sprawie Epsteina.

Ten brak kontroli najlepiej było widać w środę, gdy przed Komisją ds. Sądownictwa Izby Reprezentantów w sprawie Epsteina zeznawała prokuratorka generalna, Pam Bondi. Jej przesłuchanie było zupełną polityczną katastrofą, bardziej niż z parlamentarną polityką kojarzyć się mogło z show Jerry’ego Springera. Springer, ikona amerykańskiej śmieciowej telewizji, sadzał w studio osoby z dołów społecznych, których toczone przed kamerami kłótnie o pieniądze, zdrady i inne sprawy często przeradzały się w rękoczyny.

W trakcie przesłuchania Bondi do rękoczynów co prawda nie doszło, ale czasem wyglądało, jakby niewiele brakowało. Na pytania kongresmenów Bondi reagowała agresją, osobistymi zniewagami pod adresem pytających, w wielu momentach wyglądała jakby była na granicy zupełnego załamania. W jednym z najbardziej absurdalnych fragmentów przesłuchania zaatakowała kongresmenów za to, że nie doceniają gospodarczych sukcesów Trumpa i zaczęła recytować, jak dzięki prezydentowi rośnie amerykańska giełda.

Bondi nie odpowiedziała przy tym na kluczowe pytania, na czele z tym, czemu ofiary Epsteina - obecne w trakcie przesłuchania - miały takie problemy z kontaktem z nią, a dane niektórych z nich zostały ujawnione. Prokuratorka nie wyjaśniła też, czemu dane niektórych osób z niebanalnym prawdopodobieństwem uczestniczących w przestępczych działaniach finansisty zostały zaczernione w ujawnionych przez rząd plikach ani dlaczego nikomu jak dotąd nie postawiono zarzutów.

Jeśli występ Bondi przed kongresową komisją miał rozwiać wątpliwości Amerykanów, czy rząd w sprawie Epsteina działa transparentnie i kompetentnie i robi wszystko, by odpowiedzialni ponieśli karę, to odniósł przeciwny skutek. Kongres przy tym nie odpuści sprawy i będzie zadawać dalsze pytania.

wp.pl

niedziela, 15 lutego 2026



Tekst opublikowany na łamach "The New Yorker" uzupełnia dotychczasowy obraz rosyjskich działań sabotażowych — autorzy koncentrują się na operacyjnym sposobie funkcjonowania rosyjskiego wywiadu. Joshua Yaffa powołuje się na źródła w organach ścigania, zeznania świadków oraz wypowiedzi ekspertów i opisuje przypadki, w których młode osoby były werbowane do wykonywania pozornie prostych zadań, takich jak dostarczenie paczki, fotografowanie infrastruktury czy pozostawienie przedmiotu w określonym miejscu. Rekrutowani, nazywani jednorazowymi agentami (ang. single-use agents), często nie zdawali sobie początkowo sprawy z rzeczywistego znaczenia swoich działań ani z charakteru operacji, której stawali się częścią.

Według ustaleń proces rekrutacji ma charakter rozproszony i niskokosztowy. Zleceniodawcy unikają bezpośredniego kontaktu z wykonawcami, porozumiewają się za pośrednictwem komunikatorów, takich jak ormiańska aplikacja Zangi czy rosyjski Telegram. Oferowane wynagrodzenie jest stosunkowo niewielkie, a w niektórych przypadkach — wypłacane z opóźnieniem lub wcale. Taki model działania ma ograniczać ryzyko po stronie organizatorów oraz utrudniać jednoznaczne przypisanie odpowiedzialności państwu rosyjskiemu.

Artykuł Joshuy Yaffy wprowadza również nową perspektywę odnośnie do działalności jednorazowych agentów na terenie Polski. Autor łączy sprawę Daniila Bardadima, skazanego w ubiegłym roku za podpalenie sklepu IKEA na Litwie, z Serhijem Chaliyem, poszukiwanym między innymi za pośredni udział w podpaleniu Centrum Handlowego Marywilska na warszawskiej Białołęce. Bardadim został zwerbowany przez Chaliya po swoim przyjeździe do Polski w 2024 r. Po schwytaniu przez litewskie służby przyznał się do popełnionych czynów i opowiedział swoją historię.

demagog.org.pl

sobota, 14 lutego 2026



Prezydent Trump twierdzi, że prezydent Izraela Herzog powinien wstydzić się z tego powodu, że nie ułaskawił premiera Netanjahu.

Tu kilka słów wyjaśnienia:

👉 Na Netanjahu ciążą zarzuty korupcji i nadużycia władzy (Sprawa 1000: przyjęcie prezentów o wartości do 260 000 USD; Sprawa 2000: proponowanie niekorzystnych dla rozwiązań prawnych dla jednego medium w zamian za przychylną obsługę medialną; Sprawa 4000: zapewnienie zmian legislacyjnych wartych setki milionów dolarów spółce telekomunikacyjnej i medialnej w zamian za obsługę medialną korzystną dla premiera i jego rodziny). Proces trwa.

👉 Trump żąda od prezydenta Izraela  ułaskawienia Netanjahu, który nie został uznany jeszcze za winnego. Brzmi znajomo. W Izraelu to jest możliwe do przeprowadzenia zgodnie z prawem, ale ułaskawiony najpierw musiałby przyznać się do winy i zobowiązać do poprawy, co by oznaczało odejście z polityki. Tymczasem nie taki jest cel zabiegów. 

🗣️Trump jako suzeren dba o wasali, dopóki ci są w pełni posłuszni. Tak jest z Netanjahu. Może liczyć na poparcie, dobre słowo i przywileje, ale do momentu, w którym nie wyjdzie z szeregu. Netanjahu zaatakował Katar wbrew interesom USA, co jest uznawane przez analityków izraelskich za "katastrofę strategiczną". Izrael naruszył interesy suzerena, który brutalnie przywołał go do porządku, zmusił do przerwania wojny w Gazie, a teraz narzuca kolejne warunki także wbrew wasalowi (potencjalne zaangażowanie Turcji i Kataru w odbudowę Gazy). 

Relacje USA - Izrael pokazują, że globalny feudalizm budowany przez Trumpa jest korzystny dla jego wasali, ale na poziomie personalnym, ale już niekoniecznie na poziomie państw, które tracą suwerenność na rzecz seniora. 

To paradoks, bo Netanjahu przekonuje, że walczy o suwerenność Izraela i pod tym hasłem prawdopodobnie wystartuje w wyborach jesienią 2026. Relacje USA - Izrael w warunkach hołdu złożonego Trumpowi przez Netanjahu powinny dawać do myślenia każdemu  politykowi, który rozważa taką relację. 

x.com/JarekKociszewsk

piątek, 13 lutego 2026



TS: Chciałbym wrócić na chwilę do wątku CNN i percepcji Chin. W Stanach Zjednoczonych czy w Polsce jednak mamy możliwość podjęcia decyzji, trzymając w ręku pilota od telewizora. W Chinach tej możliwości nie ma. Ważnym elementem lęku przed Chinami jest także to, że społeczeństwo chińskie żyje dosłownie w orwellowskim świecie, ponieważ jest to świat jedynego obowiązującego przekazu, ubrany we wszystkie nowoczesne technologie, w piękne portale, ale to jest jednak świat orwellowski.

MJ: I znów ja rozumiem to trochę inaczej. Zobacz, Chińczycy bez problemu za pomocą VPN od lat korzystają z dostępnej na świecie pornografii, z gier video, z innych rzeczy. Oni mają dostęp do wiadomości.

TS: Zgadzam się.

MJ: Ale ich to nie interesuje.

TS: Dokładnie.

MJ: I to jest problem.

TS: Tak. A dlaczego ich to nie interesuje?

BG: Ponieważ mają zakodowane, żeby władzy nie tykać. W DNA to mają.

MJ: Z jednej strony, wiedzą czym to grozi. Z drugiej – nie ma środowisk, które stanowiłyby fundament…

BG: Tak, środowisk dysydenckich.

MJ: Po prostu nie ma tego. Z trzeciej strony natomiast jest jedna rzecz, której my nie zauważamy. To dyskurs intelektualny w Chinach. Chiny nie są pustynią intelektualną.

BG: Nie są.

MJ: Ten dyskurs istnieje. Jest on jednak diametralnie różny od tego, co my mówimy dzisiaj, tutaj, i co mówi się za granicą – tak różny, że trudno nam to sobie czasem wyobrazić. Ale toczą się dyskusje dotyczące miejsca Chin w świecie, realizowanej polityki, relacji z Rosją. Nie żeby te dyskusje tętniły życiem, ale debata intelektualna istnieje, choć jest niestety niezwykle silnie nacjonalistyczna. Możemy określić Chiny jako ultranacjonalistyczne państwo, w którym nie możesz krytykować Chin i nie możesz krytykować władzy, bo wówczas stajesz się wrogiem ludu. To tak, jakbyśmy politykę PiS podkręcili jeszcze stukrotnie – wtedy wyjdzie nam coś podobnego. Na przykład, jeżeli powiem w Polsce, że powinniśmy utrzymywać dobre relacje ekonomiczne z Niemcami, to według niektórych naszych środowisk nacjonalistycznych jestem zdrajcą. Jeżeli w Chinach intelektualista powie, że np. być może powinniśmy jednak słuchać Europy jeśli chodzi o respektowanie praw człowieka, to nie jest Chińczykiem. Tu moim zdaniem tkwi problem, dlaczego ludzie nie szukają informacji w mediach zagranicznych, dlaczego nie podważają pewnych rzeczy. Uważają, że zagranica kłamie i jest antychińska, nie ufają jej. Natomiast dyskurs antypartyjny dotyczący wolności indywidualnych również w Chinach istnieje, tylko jest on tak subtelny, że łatwo go przeoczyć.

Tomasz Sajewicz Marcin Jacoby Bogdan Góralczyk - Nowa gra w Chińczyka

czwartek, 12 lutego 2026



Kontrowersje tybetańsko-chińskie w epoce Tubo/Tang znalazły odzwierciedlenie również w sferze duchowej. Dysputa między dwiema szkołami buddyzmu – chińską i indyjską (tyb. döndzen dzödba/ston-rtsen rtsod-pa) – w klasztorze Samje/bSam-yas w latach 792–794, w obecności króla Trisonga Decena jako arbitra, znana w historiografi i tybetańskiej jako Rada Lhasy, przyniosła zwycięstwo indyjskiej logiczno-epistemologicznej szkole stopniowego oświecenia Madhjamaka (tyb. rimgjipa/rim-gyis-pa, chiń. jiànwù, jiànménpài), reprezentowanej przez indyjskiego mnicha Kamalaśilę (Kamalaśīla, chiń. Liánhuáróng), nad chińską szkołą olśnienia (tyb. czigczardu togba / cig-car-du rtogs-ba, chiń. dùnwù, dùnménpài), prowadzącego do prawdy (chiń. chán, jap. zen). Jej przedstawicielem był chiński mnich Moheyan (tj. Mahajana), a szkoła cieszyła się przychylnością tybetańskiej arystokracji. Debata doktrynalna skoncentrowała się na problemie drogi do wyzwolenia, przy czym Kamalaśila rozróżniał między samą drogą a jej celem, kładąc nacisk na przestrzeganie zasad moralnych, medytację oraz podążanie ku mądrości poprzez nieustanną pracę nad sobą, naukę i samodoskonalenie. Moheyan natomiast negował znaczenie działania i myślenia jako metody osiągania doskonałości, a wyzwolenia upatrywał w przebudzeniu. W teorii Moheyana wyraźnie przebijały elementy taoizmu i jednej z naczelnych jego zasad: niedziałania (chiń. wúwèi). Kamalaśila argumentował obrazowo, porównując drogę do wyzwolenia ze wspinaczką, wymagającą systematycznego, wytrwałego stawiania kroków (co bardzo przemawiało do Tybetańczyków), natomiast teorię Moheyana skomentował ironicznie, przyrównując ją do stanu alkoholowego delirium.

Płaszczyzną odniesienia kulturowego stała się zatem dla Tybetu cywilizacja indyjska, a nie chińska. Król zarządził, że przegrani w sporze muszą opuścić Tybet. W rezultacie chińscy mnisi oraz uczeni buddyjscy wyjechali, po czym nie odgrywali już więcej żadnej roli w religijno-teologicznej ewolucji Tybetu, który przyjął tradycję indyjską. Po tej debacie król Trisong Decen ogłosił buddyzm (w wersji indyjskiej) religią państwową. Skrócona wersja tego edyktu widnieje na kamiennej kolumnie w Samje.

Wskazanie na buddyzm indyjski jako źródło inspiracji było bardzo ważną decyzją, o znaczeniu historycznym, w ten bowiem sposób Trisong Decen wybrał indyjski model kulturowy, odrzucając chiński. Tybet pozostał zatem w sferze oddziaływania przede wszystkim kultury i cywilizacji Indii, choć z Chin również zaczerpnął wiele. Sam również mocno oddziaływał kulturowo na Chiny w późniejszych wiekach, nie tylko bezpośrednio, lecz także poprzez wiernych buddyzmowi tybetańskiemu Mongołów i Mandżurów.

Nie jest zatem prawdziwa teza chińskich propagandzistów, w myśl której „lamaizm jest wersją buddyzmu chińskiego”, a także stwierdzenie, że po jedenastu latach głoszenia przez Moheyana nauk „w Tybecie rozkwitł buddyzm chiński” i to z Chin buddyzm tybetański zaczerpnął nauki mahajany, natomiast z Nepalu i Indii – mistycyzm i nauki ezoteryczne. Tylko jedna chińska publikacja propagandowa – Religie tybetańskie z 2003 roku – przyznaje, że Moheyan poniósł porażkę.

(...)

Debata religijna – wielu badaczy ma poważne wątpliwości, czy w ogóle się odbyła – nie ograniczała się jedynie do kręgu spraw wiary, w istocie odzwierciedlała bowiem rywalizację między arystokratycznymi stronnictwami a władcą o wpływy w państwie, reformatorskie intencje króla, a także realia polityczno-militarne, w których Chiny były głównym adwersarzem Tybetu, natomiast Indie nie stanowiły dlań żadnego zagrożenia. Wypędzenie mnichów chińskich z Tybetu i zakaz wyznawania ich doktryny najwyraźniej miały podłoże polityczne i wynikały ze świadomości wzrostu wpływów chińskich oraz przemyślanej potrzeby jak najszybszego ich ograniczenia, co też zostało skutecznie wykonane. W ten sposób Tybet odciął się od wpływów nie tylko chińskiego buddyzmu, ale także szerszego oddziaływania kultury chińskiej.

Jerzy Bayer Waldemar J. Dziak - Tybet

środa, 11 lutego 2026



W dniach 8–9 lutego siły ukraińskie zaatakowały we wschodniej części obwodu zaporoskiego, zagrażając pozycjom agresora w rejonie Dobropilli i Ternuwatego. Według niektórych źródeł stanowiło to początek działań zaczepnych na większą skalę, czemu zaprzeczyły ukraińskie źródła wojskowe. Natarcie uległo wyhamowaniu, jednak w rejonie Dobropilli obrońcy mieli wbić się w pozycje kontrolowane przez wroga na głębokość 5 km. Przekaz ten podważała część źródeł ukraińskich (m.in. DeepState), donosząc, że miejscowości te nie zostały przez Rosjan zajęte i znajdowały się w szarej strefie. Siły rosyjskie miały z kolei odeprzeć Ukraińców od Hulajpola, a 10 lutego w niektórych źródłach pojawiła się informacja, że zajęły leżące na zachód od tego miasta Zaliznyczne, które bezskutecznie atakowały od kilku tygodni.

Rosjanie rozwijają natarcie na południowy wschód od Słowiańska. Zajęli kolejne wsie i tereny na północ od prowadzącej do tego miasta autostrady M03, zbliżając się do niego na odległość ok. 15 km. Podobny dystans dzieli agresora od Kramatorska. Najeźdźcy uzyskali też dalsze postępy terenowe pomiędzy Siewierskiem a Łymanem, umacniając się po południowej stronie drogi łączącej oba miasta. Według niektórych źródeł mieli także osiągnąć północne obrzeża Łymanu, lecz nie udało im się wkroczyć do niego z tego kierunku.

Siły rosyjskie zaktywizowały się na północ od aglomeracji pokrowskiej, gdzie wyprowadziły natarcie w kierunku Drużkiwki. Po wielomiesięcznych walkach zajęły węzłowe Szachowe i – wedle części źródeł – kolejne dwie miejscowości na północny wschód od niego. Trwają walki w centrum Konstantynówki, gdzie pod kontrolę rosyjską przeszły następne kwartały. Siły agresora poczyniły również postępy na południowy zachód od tego miasta, umacniając się po północnej stronie przebiegającej przez nie drogi Pokrowsk–Bachmut. Rosjanie częściowo odzyskali też inicjatywę w Kupiańsku, zajmując część utraconych wcześniej kwartałów, oraz wyparli obrońców z kolejnych terenów na wschód od tego miasta, gdzie logistykę ukraińską utrudnia rzeka Oskoł. Wkroczyli także do następnych miejscowości przygranicznych w obwodach charkowskim i sumskim, z których części wyparły ich ukraińskie kontrataki.

5 lutego amerykańska firma SpaceX odcięła sygnał dla niezarejestrowanych na Ukrainie terminali Starlink, co przyczyniło się m.in. do pogorszenia łączności wykorzystujących je jednostek rosyjskich. Nie spowodowało natomiast poważniejszych problemów dla sił ukraińskich, o czym poinformował odpowiedzialny za tę kwestię doradca ukraińskiego ministra obrony Serhij „Flash” Beskrestnow. Zdecydowana większość użytkowników po stronie obrońców zdążyła bowiem zarejestrować użytkowane przez siebie terminale. Przez kilka dni siły agresora zmuszone były korzystać głównie z tradycyjnych środków łączności, co według niektórych źródeł wpłynęło na ograniczenie ich aktywności. 9 lutego Beskrestnow powiadomił, że Rosjanie rozpoczęli masowe dostarczanie na front własnych terminali umożliwiających korzystanie z internetu za pośrednictwem satelitów serii Jamał i Ekspres. Problem nawigacji dronów rozwiązali zaś, zwiększając wykorzystanie sieci Mesh. Kwestią otwartą pozostaje, w jakim stopniu zdołają oni w ten sposób zastąpić system Starlink, z którego korzystali ze względu na dużą dostępność, niezawodność i wygodę użytkowania.

W kolejnym zmasowanym ataku na infrastrukturę energetyczną 7 lutego ucierpiała głównie zachodnia część Ukrainy. Poważnie uszkodzone zostały elektrownie cieplne Dobrotwirska w obwodzie lwowskim i Bursztyńska w obwodzie iwanofrankiwskim (druga z wymienionych przejściowo wstrzymała pracę), a także podstacje w obwodach kijowskim, lwowskim i rówieńskim. Szczególnie niebezpieczne dla systemu energetycznego okazało się uszkodzenie podstacji Zachodnioukraińskiej w obwodzie lwowskim (750/330 kV), przez którą m.in. przesyłano energię importowaną z Węgier. Do uszkodzenia infrastruktury energetycznej doszło w ośmiu obwodach, a awaryjne wyłączenia prądu zaprowadzono w większości regionów Ukrainy. W elektrowniach jądrowych Chmielnickiej i Rówieńskiej nastąpiło częściowe wygaszenie reaktorów i ograniczenie mocy produkcyjnych. W obwodzie kijowskim uszkodzone zostały też magazyny i centrum logistyczne. Według ukraińskiego Dowództwa Sił Powietrznych agresor wykorzystał w ataku 408 bezzałogowców (w tym 250 uderzeniowych „szahedów”), z których unieszkodliwione miały zostać 382, a także 37 pocisków manewrujących (24 zestrzelono) i dwa hipersoniczne. Naprawiane obiekty w obwodzie lwowskim stały się celem wrogich dronów również następnej doby, a 9 lutego uszkodzona została podstacja w Nowowołyńsku.

Stałymi celami dronów agresora były obiekty energetyczne w regionach przygranicznych i przyfrontowych. Po raz kolejny trafione zostały m.in. podstacja w Zaporożu (4 lutego), elektrociepłownia w Charkowie (TEC-5) i podstacja w obwodzie sumskim (5 lutego), elektrownia cieplna (TES) k. Słowiańska i podstacja k. Kropywnyckiego (6 lutego) oraz obiekt należący do DTEK (najprawdopodobniej podstacja) w obwodzie odeskim (10 lutego). Ponadto 6 lutego rosyjska artyleria po raz kolejny ostrzelała elektrociepłownię w Chersoniu. 9 lutego prezydent Wołodymyr Zełenski poinformował, że w rezultacie wcześniejszych ataków wciąż bez ogrzewania pozostaje 1400 bloków mieszkalnych w Kijowie.

(...)

Wieczorem 8 lutego Rosjanie przeprowadzili dwa uderzenia rakietowe na Kijów i leżący na południe od niego Wasylków. Ze skąpego ukraińskiego przekazu wynika, że celami były najprawdopodobniej obiekty stricte wojskowe (m.in. lotnisko w Wasylkowie). Agresor miał wykorzystać 11 pocisków balistycznych Iskander-M, z których tylko jeden udało się zestrzelić, co stanowi najgorszy deklarowany wskaźnik skuteczności obrony powietrznej stolicy Ukrainy od 2022 r. Kijów został zaatakowany także 5 lutego dronami. Donoszono wówczas o pożarach i zniszczeniach w trzech rejonach miasta. 6 lutego Rosjanie uderzyli w rejonie Kropywnyckiego pociskami hipersonicznymi Kindżał, gdzie – według niektórych źródeł – celem było lotnisko Kanatowe. Zgodnie z danymi ukraińskimi od wieczora 3 lutego do rana 10 lutego agresor wykorzystał łącznie – wliczając zmasowany atak z 7 lutego – 1399 dronów (w tym 870 „szahedów”) i 63 rakiety. Obrońcy zadeklarowali zneutralizowanie 1218 bezzałogowców oraz zestrzelenie 24 pocisków manewrujących (wszystkie 7 lutego) i jednego balistycznego.

osw.waw.pl

wtorek, 10 lutego 2026



Pod koniec VIII wieku, u szczytu potęgi, państwo tybetańskie zajmowało większą powierzchnię niż cesarstwo chińskie, obejmując całą Wyżynę Tybetańską, tj. dzisiejszy Tybet i Qinghai, część Pamiru i Kaszmiru, większość Ujgurii oraz prowincji Sichuan, Gansu i Yunnan (w 763 roku sięgnęło nawet Chin właściwych). Tubo mniej więcej dziesięciokrotnie ustępowało Chinom pod względem liczby ludności. Było przy tym znacznie bardziej zróżnicowane etnicznie i gorzej zorganizowane. W kontaktach dwustronnych Tybetańczycy byli jednak stroną dużo bardziej aktywną, do nich też należała przewaga militarna, niekiedy wręcz miażdżąca, ale w żadnym razie niewynikająca z dominacji liczebnej. Za wytwór fantazji uznać trzeba więc statystyki z kronik dynastii Tang, szacujące przeciętny stan osobowy wojsk tybetańskich na 1.270.789 żołnierzy. Historiografia chińska skrzętnie przemilcza niewygodny wątek tybetańskiej przewagi militarnej, szczególnie szkodliwy propagandowo w świetle chińskich roszczeń wobec Tybetu.

Stosunki między Tybetem a Chinami w wiekach VII i VIII były relacjami między mocarstwami równymi sobie. Fakt ten znajdował wyraz we wspomnianych traktatach, łącznie z najważniejszym, zawartym w 822 roku, i nie został zanegowany ani przez ówczesnych cesarskich kronikarzy, ani też ich następców. Dowodem może być wyryta w 1794 roku w Lhasie inskrypcja mandżurskiego ambana (cesarskiego rezydenta w Tybecie) He Lina, w której podkreślano, że „w czasach dynastii Tang (618–907) i Song (960–1279) stosunki między Chinami a Tybetem były przyjazne, ale Tybet nie zaliczał się do wasali Chin”.

Jerzy Bayer Waldemar J. Dziak - Tybet