sobota, 26 września 2026



Słyszę, że powszechne zaniepokojenie rodzi sytuacja na rynku walutowym, czyli znaczne osłabienie złotego. To oczywiste, że ludzie zwracają uwagę na ten właśnie rynek, a nie na to, co powoduje zmiany. Dla szerokiej publiczności kurs złotego jest najbardziej widoczny, a jego wpływ na nasze kieszenie jest najbardziej oczywisty.

Nawiasem mówiąc, dla polskiego PKB słabszy złoty jest lepszy, bo zwiększa eksport i hamuje import. A jeśli nawet importu nie hamuje, to produkty z importu, np. ropa, są droższe przy słabym złotym, co prowadzi do wyższych cen, a więc i wyższych wpływów z VAT do budżetu. Przy okazji ciągle słyszę, że program CPN wynika z tego, że budżet dopłaca do niższych cen paliw. To oczywisty błąd logiczny: budżet traci, bo mniej do niego wpływa, a nie wydaje na dopłaty.

Skoro wiemy już, że źródło słabości złotego leży ponad nim, to gdzie jest to "ponad"? Otóż fundamentem prowadzącym do osłabienia złotego jest globalne umocnienie dolara. Złoty zawsze reaguje na spadki kursu EUR/USD (umocnienie dolara) wzrostem ceny dolara, euro czy franka. Tym razem oczywiście też się tak stało.

W trakcie ostatnich 30 dni kurs EUR/USD stracił około 3 proc., USD/PLN wzrósł o około 4 proc., a EUR/PLN – o 2 proc. W całym 2026 r. EUR/USD wzrósł o 5,4 proc., a EUR/PLN – o około 4 proc., ale złoty potężnie stracił do dolara – około 11 proc. Relatywnie większe osłabienie złotego może nieco martwić i zwracać uwagę na stan finansów publicznych.

Złoty nie zareagował na ostatnie obniżenie ratingu przez agencję Moody’s. Wbrew oczekiwaniom niektórych analityków w poniedziałek, po piątkowym obniżeniu ratingu, złoty całkiem wyraźnie zyskał, a indeksy na GPW wzrosły o 2 proc., ustanawiając rekordy wszech czasów (na bardzo małym obrocie, co zawsze musi stawiać znak zapytania). (...) Dodam tylko, że w następnych dniach złoty pokazywał nadmiarową słabość, co jednak mogło mieć coś wspólnego z ratingiem.

Dlaczego dolar szybko się umacnia? Impuls do umocnienia w ostatnich 30 dniach dały czekanie na wrześniową decyzję FOMC i sama decyzja oraz tzw. wykres kropkowy (pokazuje poglądy ludzi z Fed z wyłączeniem jej szefa). Stopy wzrosły o 25 pb., nikt podwyżce się nie sprzeciwił, a wykres kropkowy pokazał, że FOMC (Federalny Komitet do spraw Operacji Otwartego Rynku, organ Fed – red.) najpewniej jeszcze raz w tym roku podniesie stopy (28.10 lub 9.12). ECB też co prawda podniósł stopy w strefie euro, ale są wątpliwości co do tego, czy zrobi to jeszcze raz w tym roku. Dość oczywista była reakcja rynku walutowego. Dolar musiał się umocnić, co oczywiście u nas pociągnęło za sobą osłabienie złotego.

Doszliśmy z rynku walutowego do decyzji FOMC, więc trzeba zapytać, dlaczego Fed podnosi stopy procentowe. Otóż podnosi z dwóch podstawowych powodów. Po pierwsze dlatego, że Rezerwa Federalna chce sprowadzić wskaźnik PCE (inflacja w wydatkach osobistych) do poziomu 2 proc. – teraz to 3,7 proc.

Jest jednak jeszcze jeden, nieco ukryty, powód. Otóż inwestorzy od początku rządów Kevina Warsha w Fed (od maja 2026) podejrzewają, że Warsh jest jastrzębiem z gołębim upierzeniem. Mówi dużo i często o zdecydowaniu w dążeniu do opanowania inflacji, ale nic nie robi. To zaś rodziło obawy o sprawczość Fed w dążeniu do opanowania inflacji. Takie obawy rodziły wzrost oczekiwań inflacyjnych, a to podnosiło rentowności obligacji długoterminowych. A te rentowności stanowiły odnośnik dla oprocentowania różnych kredytów, więc uderzały w gospodarkę USA.

Oczywiście podejrzewano, że olbrzymi wpływ na Warsha ma Donald Trump, który przecież go mianował i często wieczorami do niego dzwoni. A przecież wiadomo, że Trump chce mieć stopy procentowe bliskie zeru i chce też słabego dolara, co wpłynie na wzrost konkurencyjności USA oraz niewidoczne oddłużanie Stanów Zjednoczonych. Tak więc Warsh sprzeciwił się swojemu patronowi. Pewnie nie miał wyjścia, bo przecież w historii FOMC nie było (oficjalnego) głosowania, w którym szef Fed był przegłosowany. Warsh nie miał wyjścia: jego wiarygodność była w tym głosowaniu stawką, o której musiał pamiętać.

I tak dochodzimy do rynku długu, o którym pisałem na początku września. Od tego czasu sytuacja zdecydowanie się pogorszyła. W USA rentowności obligacji 10-letnich i 30-letnich sięgnęły poziomów sprzed 22 lat. To oczywiście podnosiło również rentowność obligacji w innych krajach (oprócz Chin), w tym w Polsce. Taki mechanizm zawsze na rynkach obowiązuje.

Są oczywiście i inne powody, które podnoszą rentowność obligacji. Wspominałem już o nich na początku września, więc tutaj w dużym skrócie: wysokie ceny ropy, które budują inflację i oczekiwania inflacyjne, konkurencja zadłużonych "pod korek" spółek budujących AI (Softbank emituje obligacje z rentownością 10 proc., Alphabet 7 proc. itd.), potężne zadłużenia wielu krajów (USA 123 proc. do PKB, Francja 116 proc., Włochy 137 proc., Hiszpania 101 proc., Chiny 99 proc., itd.) i niechęć polityków do ograniczenia tego długu.

Jak widać było w kolejnych dniach po decyzji FOMC, wzrost wiarygodności Fed nie pomógł w ograniczeniu rentowności obligacji – jedynie umacniał nadal dolara, co szkodzi przecież USA. Widać było, że cena ropy jest ważniejsza od tego, co zrobi Fed. W Xelionie obliczono, że korelacja między rentownością obligacji a ceną ropy jest obecnie na poziomie ponad 0,6, czyli jest bardzo wysoka.

Wystarczyło, żeby cena ropy po pięciu dniach spadków – o 17 proc. – zyskała 2 proc. i mocno wzrosły indeksy PMI (na które rynki w USA rzadko zwracają uwagę), żeby rentowności obligacji gwałtownie wystrzeliły na północ (wtedy właśnie były te 22-letnie szczyty). To oczywiście natychmiast potężnie umocniło dolara, bo zwiększyło oczekiwania na podwyżki stóp, a to przeceniło złotego.

Wbrew pozorom, w krótkim terminie ta zależność rentowności i dolara od ropy daje nadzieję na zwrot na rynku złotego oraz polskich obligacji. Nie wierzę w to, że politycy zaczną ograniczać zadłużenie. Nie zrobią tego bez zagrożenia globalnym kryzysem zadłużeniowym, który – według mnie – za kilka lat nadejdzie. Nie opanujemy też szaleństwa inwestycyjnego spółek sektora AI.

Wystarczy jednak porozumienie na linii USA – Iran, a może i Ukraina – Rosja, żeby cena ropy gwałtownie spadła, a to równie gwałtownie obniżyłoby rentowność obligacji i zmniejszyło presję na Fed. To zaś przeceniłoby dolara i pomogło złotemu. Jeśli ktoś nie wierzy w szybką przecenę ropy, to ma jeszcze jedną możliwość. Skoro administracji USA mocny dolar i droga ropa (szczególnie przed wyborami) nie odpowiadają, to może w krótkim terminie coś z tym zrobić.

Parę tygodni temu Scott Bessent, sekretarz skarbu USA, ostrzegał inwestorów, że z nim nie wygrają. Od tego czasu rentowności mocno wzrosły, a dolar się umocnił, pokazując znak figi sekretarzowi i prezydentowi. Śmiem twierdzić, że oni tego nie zniosą i wymyślą coś (potężną interwencję), co na pewien czas zmieni kierunki na rynkach obligacji i walutowych. A przecież krótkich pozycji na EUR/USD jest obecnie multum – wystarczy mały impuls, żeby zamykanie tych pozycji podniosło EUR/USD mocno, pomagając przy okazji złotemu. W krótkim terminie nie liczyłbym za bardzo na to, że złoty będzie tracił.

money.pl


11 czerwca 2026 r. wieczorem w pobliżu Suboticy serbska policja zatrzymuje tuż przed granicą z Węgrami dwa pojazdy. W Peugeocie Danilo Bogdanovicia, Serba, posługującego się również drugim rosyjskim paszportem, śledczy znajdują części zmodyfikowanego drona. Według oceny niemieckich specjalistów z tych komponentów można było złożyć latającą bombę. Niedługo później skontrolowano także czarne Volvo Slobodana Ducicia. W skrytce w samochodzie funkcjonariusze odkrywają dwie puszki. W środku znajdują się materiały wybuchowe. Bogdanović i Ducić trafiają w Serbii do aresztu tymczasowego.

Następnego dnia zaprzyjaźniona służba wywiadowcza przekazuje informacje o podejrzanej ciężarówce, która jedzie z Serbii do Niemiec. Serbskie władze otrzymują szczegółowy opis pojazdu, dowiadują się o specjalnie przygotowanych pustych przestrzeniach w ciężarówce, które miały służyć do przemytu broni. Mimo to pojazd wymyka się serbskiej policji.

Bawarska policja graniczna 27 czerwca kontroluje pojazdy na autostradzie A8 przy zjeździe Teisendorf. Ciężarówka wpada w ręce funkcjonariuszy podczas wjazdu z Austrii. Serbski kierowca nie ma ważnych dokumentów. Zostaje zatrzymany, otrzymuje zakaz wjazdu do Niemiec i zostaje zawrócony do Austrii. A ciężarówka?

Zostaje skonfiskowana i zbadana. Śledczy rzeczywiście znajdują opisane tajne skrytki. Wnęki są jednak puste. Po broni, o której uprzedzały agencje wywiadowcze, nie ma śladu. Służby bezpieczeństwa są zaniepokojone: transport broni mógł już dwa tygodnie wcześniej dotrzeć do celu w Niemczech. Jak ustalił "Bild", materiały z ciężarówki mogą być przeznaczone do zamachu na firmę zbrojeniową w Bawarii, ważną dla wsparcia Ukrainy w obronie przed rosyjską wojną.

Poszukiwania broni trwają pełną parą — do dziś. Według oceny służb bezpieczeństwa obecnie w Europie działa kilka sterowanych przez Rosję siatek sabotażowych. Za kluczowego aktora służby bezpieczeństwa uważają rosyjski wywiad wojskowy GRU, który za pośrednictwem własnego "wydziału do zadań specjalnych" ma prowadzić w Europie tajne operacje. Organy bezpieczeństwa podejrzewają, że broń z ciężarówki znajduje się w magazynie, gotowa do kolejnego ataku w Niemczech.

onet.pl\BILD

piątek, 25 września 2026



Siły rosyjskie zintensyfikowały ostatnio kampanię uderzeniową na ukraińskie obszary portowe nad Morzem Czarnym, mając na celu pogorszenie zdolności Ukrainy do wykorzystywania swoich portów do eksportu zboża i towarów od lipca 2026 r. Siły rosyjskie jednocześnie atakują ukraińską infrastrukturę kolejową, w szczególności lokomotywy, próbując zakłócić ogólnokrajową sieć logistyki kolejowej Ukrainy. Kreml prawdopodobnie intensyfikuje kampanię uderzeniową i dywersyfikuje swoje cele, aby szukać alternatywnych mechanizmów porażki, biorąc pod uwagę, że ofensywy Rosji w 2026 r. nie osiągnęły swoich celów, a siły ukraińskie osiągają w 2026 r. znaczące postępy operacyjne, a nawet strategiczne.

understandingwar.org

wtorek, 22 września 2026



Sławomir Sierakowski: A może jednak mamy jakiś szczególny problem z Ukrainą? Siedzimy akurat w Fundacji Rodzinna Europa w Warszawie, a w wydanej przez Giedroycia "Rodzinnej Europie" Czesława Miłosza mamy Francję, są Niemcy, są państwa bałtyckie, ale nie ma Ukrainy. Dlaczego?

Timothy Snyder: — Miłoszowi chodziło o inne pojednanie, przede wszystkim z Litwą. Ale dobrze, że nie pozwalamy zapomnieć o Giedroyciu, bo miał dar dziś szczególnie potrzebny: tego, co uważał za ciekawe, nie mieszał z tym, co uważał za ważne albo potrzebne. Nie musiał lubić tego, co jego zdaniem należało popierać.

SS: Nie lubił nawet "Zniewolonego umysłu" Miłosza, który odegrał tak ważną rolę dla obu panów i dla całej światowej inteligencji. Swoją drogą decyzją Sejmu 2026 r. jest w Polsce Rokiem Giedroycia. Akurat wtedy, gdy jego doktryna przechodzi najpoważniejszy kryzys.

— Pochodził z Mińska, nie znał się specjalnie na sprawach ukraińskich, ale kiedy studiował w Warszawie, zainteresował się nimi, miał ukraińskich znajomych i po jakimś czasie wszystko rozumiał. Po wojnie podobnie było z ukraińską literaturą: wiedział, że jest potrzebna, jeśli Polacy mają zrozumieć, że istnieje jakaś ukraińska kultura. Dopiero potem okazywało się, że przy okazji jest bardzo ciekawa.

Może najważniejszy fakt, jeśli chodzi o stosunki polsko-ukraińskie, jest taki, że one nigdy nie są po prostu polsko-ukraińskie — a niemal zawsze tak je postrzegacie. Tymczasem zawsze jest ktoś trzeci albo czwarty. Nie da się historycznie wyjaśnić takiego zjawiska jak Wołyń, zajmując się wyłącznie Polakami i Ukraińcami. Do tej czystki nie doszłoby bez dwóch okupacji sowieckich i okupacji niemieckiej, bez deportacji polskich elit, a potem ukraińskich elit. W pamięci są zawsze tylko "my" i "oni". W historii nigdy tak nie jest. Jeśli przy stole nie ma Niemców ani Rosjan, ta dyskusja staje się irracjonalna. A to dotyczy nie tylko przeszłości. Ten ktoś trzeci jest jak najbardziej obecny także dziś — choćby w polskim internecie.

(...)

Zdradź, choćby wstępnie, co odkryliście.

— To nie jest tak, że my wszędzie widzimy historię Ukrainy, ale ten region okazuje się węzłowy dla wielu procesów cywilizacyjnych ważnych dla ludzkości. Na przykład pierwsze znane światu miasta były w Ukrainie. Mówimy o osadach kultury trypolskiej sprzed ponad 6 tys. lat — Nebeliwka i sąsiednie stanowiska w środkowej Ukrainie. Największa z nich mogła liczyć jakieś 15 tys. mieszkańców. To są najstarsze wielkie skupiska ludzkie, jakie znamy, starsze od miast Mezopotamii, które kazano nam uważać za kolebkę cywilizacji.

I teraz najciekawsze. Domy stały tam w wielkich kręgach, a środek pozostawał pusty. Nie ma murów obronnych, nie ma świątyni, nie ma pałacu, nie ma żadnego widocznego ośrodka władzy — są ulice, domy i miejsca zgromadzeń. Czytamy tę topografię tak, że w tamtym społeczeństwie władza nie była skoncentrowana. To zupełnie inny model niż hierarchiczne osady Mezopotamii i to podważa nasze głęboko zakorzenione przekonanie, że cywilizacja musi się wiązać z hierarchią. A skąd my to wiemy? Dzięki technologii: georadarowi, zdjęciom lotniczym, skanowaniu laserowemu i datowaniu. Zresztą jeszcze starszy przykład: 20 tys. lat temu, w epoce lodowcowej, w Meżyryczu budowano domy z kości mamutów. To jedne z najstarszych budowli w Europie, a ich symetria i przedmioty w środku każą przypuszczać, że tym ludziom chodziło nie tylko o przetrwanie, ale i o piękno.

Wydaje się już prawie pewne, że wszystkie nasze języki indoeuropejskie, łącznie z polskim, pochodzą z terenów dzisiejszej Ukrainy. To jeden z najstarszych sporów w naukach humanistycznych, toczy się od ponad 200 lat — i teraz chyba został rozstrzygnięty. Badania kopalnego DNA pokazują, jak przemieszczali się ludzie 5-6 tys. lat temu, i wskazują na step południowej Ukrainy, na wschodni brzeg Dniepru. Językami, które stamtąd wyszły, mówi dzisiaj blisko połowa ludzkości.

Wygląda też na to, że kultura grecka — którą wszyscy na Zachodzie oczywiście lubimy i z którą, czy chodzi o Polskę, o Europę, czy nawet o Amerykę, związane są wszystkie nasze opowieści o sobie — że ta kultura antyczna, attycka, ateńska jest mocno wymieszana z kulturą scytyjską, czyli południowoukraińską.

I podobno odkryliście, że Amazonki istniały naprawdę.

— Kobieta na koniu, z łukiem to jeden z najczęstszych motywów greckiej ceramiki — i przez cały XX w. tłumaczyliśmy go sobie jako fantazję.

Achilles prawdopodobnie był Scytą, a w każdym razie przez prawie tysiąc lat czczono go jako boga na terenach dzisiejszej Ukrainy. Każdy z tych bohaterów, Tezeusz, Herakles, miał jakąś konfrontację z Amazonkami. A my na Zachodzie interpretowaliśmy to tak, że ci biedni Grecy mieli nudne żony i byli sfrustrowani, więc w naturalny sposób wymyślili sobie fantazję o walczących kobietach. Mieliśmy więc psychoanalityczne wyjaśnienie: że to po prostu literatura, wymysł i że tak się oczywiście stać nie mogło. A okazało się, że jeśli chodzi o stosunek do kobiet, to my byliśmy gorsi od antycznych Greków. Bo Grecy nie budowali legendy, tylko opisywali rzeczywistość. Sąsiadowali z Amazonkami i regularnie się z nimi ścierali.

Przez 100 lat mieliśmy wszystkie potrzebne dowody. Na południu Ukrainy archeolodzy trafiali na ludzkie szczątki: kobiety w zbroi, kobiety, które najwyraźniej zginęły w walce. Mniej więcej co piąty scytyjski pochówek z bronią to pochówek kobiety. Ale przez 100 lat uznawano je za drobnych mężczyzn — o nietypowo szerokiej miednicy. Od naszego własnego seksizmu uratowała nas technologia: paleogenetyka daje stuprocentową pewność, że to były biologicznie kobiety. Dzięki najnowszej technologii możemy więc powiedzieć, że cała ta grecka legenda była opisem rzeczywistości. Amazonki były realne.

onet.pl\Newsweek

poniedziałek, 21 września 2026



Brytyjski wojskowy James „Penny” Fansom, który walczył na kilku odcinkach frontu w Ukrainie, twierdzi, że warunki wojny stają się „coraz bardziej przerażające”, ponieważ niebo jest niemal przepełnione bezzałogowcami, które polują na żołnierzy przez całą dobę. Weteran, który brał udział w brutalnej bitwie o Bachmut w 2023 roku (nazywanej przez miejscowych „maszynką do mięsa”), powiedział w rozmowie z The Telegraph, że wolałby wrócić do tamtych czasów, niż brać udział w obecnych szturmach.

„Warunki walki stają się coraz bardziej przerażające” – mówi Fansom. „Ci z nas, którzy są tutaj już od dłuższego czasu, czasami wspominają Bachmut i myślą: »Boże, gdybyśmy tylko mogli wrócić do tamtych dni«”.

Wyjaśnia to stałym zwiększaniem zasięgu lotu współczesnych dronów, przez co wojska są zmuszone spędzać prawie cały czas w okopach i ziemiankach.„Rosjanie po prostu bez przerwy w niego walili, dopóki wszystko prawie się nie zawaliło” – opowiada, wspominając pobyt w jednej ziemiance, która w ciągu doby została zaatakowana przez 42 drony FPV.

„Było nas tam tylko trzech i nawet nie znajdowaliśmy się na samej linii strefy walk – to pokazuje, jaką siłę ognia Rosjanie mogą skierować przeciwko nam”.

x.com/PrzemekShura


Amerykańskie media CNN, MS NOW i Politico oświadczyły w poniedziałek, że składają pozew o przywrócenie im dostępu do Białego Domu, na teren którego nie są wpuszczane od soboty. Redakcje argumentują, że sytuacja ta narusza prawa do wolności prasy, gwarantowane przez Konstytucję USA.

"Rano powiadomiliśmy rząd, że jeszcze dziś składamy pozew w celu ochrony naszych praw wynikających z Pierwszej Poprawki oraz obrony zasady, zgodnie z którą to rząd nie decyduje o tym, co media relacjonują i publikują" - oświadczyły CNN, MS NOW i Politico we wspólnym komunikacie.

Media dodały, że "bez uprzedzenia i bez żadnej procedury Biały Dom cofnął akredytacje naszym dziennikarzom, ponieważ nie podobały mu się nasze publikacje". "Jeśli nie zostanie to zakwestionowane, zagrozi to wolności prasy i prawu społeczeństwa do niezależnego dziennikarstwa wolnego od ingerencji władz" - podkreślono.

Wniosek, złożony w trybie pilnym, trafi do federalnego sądu okręgowego w Dystrykcie Kolumbii. Już w tym tygodniu mogą odbyć się pierwsze przesłuchania, podczas których administracja będzie musiała przedstawić swoje argumenty prawne - podało CNN.

Przedstawiciele Białego Domu nie odpowiedzieli dotychczas na prośbę agencji Reutera o komentarz, przesłaną poza standardowymi godzinami pracy.

W sobotę dziennikarze i fotografowie CNN, MSNOW i portalu Politico nie zostali wpuszczeni na teren Białego Domu. Jak podały redakcje wszystkich trzech mediów, ich pracownicy zostali poinformowani, że ich przepustki zostały zdezaktywowane, a następnie zarekwirowane. Funkcjonariusze Secret Service przy bramie nie odpowiedzieli na pytanie o powód odmowy wejścia.

Dzień wcześniej, w piątek, Trump poinformował we wpisie na Truth Social, że wykluczył te trzy media z Białego Domu z powodu rzekomych kłamstw na temat niego samego i jego administracji. Dopytywany później, wyjaśnił, że powodem nie była żadna konkretna publikacja, lecz ich skumulowany efekt negatywnych materiałów przez ostatnie lata. (PAP)

PAP


Współprzewodnicząca prawicowo-populistycznej AfD Alice Weidel zapowiedziała w poniedziałek w Berlinie, że partia chce wspólnie z USA otworzyć kanał rozmów ze stroną rosyjską. Jej zdaniem Waszyngton i Moskwa widzą w Niemczech "wiarygodnego partnera" już tylko w AfD.

Cytowana przez dziennik "Handelsblatt" Weidel przypomniała też o swoich spotkaniach z wiceprezydentem USA JD Vance'em w ubiegłym roku.

Liderka AfD odpowiedziała w ten sposób na pytanie dziennikarzy, czy jej partia planuje rozmowy z rosyjskim rządem, i tym samym to potwierdziła. Pytanie padło podczas konferencji prasowej po wyborach do parlamentów w Meklemburgii-Pomorzu Przednim i Berlinie. W obu tych krajach związkowych AfD uzyskała rekordowe wyniki.

Liderzy AfD - Weidel i Tino Chrupalla podkreślili, że wyniki wyborów potwierdziły słuszność obranego kursu partii. - W związku z tym utrzymamy kurs i w tej chwili nie widzimy powodu, by cokolwiek zmieniać - powiedziała Weidel, cytowana przez agencję dpa.

Komentując katastrofalny wynik CDU w Meklemburgii-Pomorzu Przednim, gdzie chadecja nie dostała się do landtagu, Chrupalla powiedział, że AfD zawsze się cieszy, gdy odbiera poparcie innym partiom. - A jeśli CDU przestanie istnieć, a wyborcy będą głosować na nas, tym lepiej - dodał. Z kolei Weidel oceniła, że AfD zastąpi chadecką CDU jako partię ludową.

Liderka AfD zaproponowała kanclerzowi Friedrichowi Merzowi "rozmowy" i zapewniła, że jej partia jest gotowa zakończyć "zastój" w kraju. Ponownie wyraziła też przekonanie, że koalicja rządowa CDU i SPD nie przetrwa do następnych wyborów do Bundestagu w 2029 roku.

AfD wygrała niedzielne wybory w Meklemburgii-Pomorzu Przednim, uzyskując 38,2 proc. głosów. Chadecy w tym landzie na północy RFN znaleźli się poniżej progu pięciu procent i nie weszli do landtagu, po raz pierwszy w historii wszystkich wyborów na poziomie kraju związkowego w Niemczech. Wcześniej, 6 września, AfD wygrała wybory w Saksonii-Anhalcie, uzyskując 43,8 proc. głosów i wyprzedzając CDU o ponad 26 punktów procentowych.

Rozczarowujące dla chadeków wyniki wywołują w Niemczech debatę na temat tego, czy niepopularny w sondażach kanclerz i lider CDU Friedrich Merz powinien pozostać na stanowisku.

PAP


Kremlowska partia władzy Jedna Rosja, według wstępnych danych, otrzyma 355 mandatów w 450-osobowej Dumie Państwowej, co zapewni jej większość konstytucyjną - podał w poniedziałek niezależny rosyjski portal Meduza.io, powołując się na dane Centralnej Komisji Wyborczej (CKW).

Po przeliczeniu 95,18 proc. protokołów partia uzyskała 57,83 proc. głosów - poinformował portal. Według wstępnych niepełnych wyników, przedstawionych przez przewodniczącą CKW Ełłę Pamfiłową Jedna Rosja będzie miała 355 mandatów w 450-osobowej Dumie Państwowej. Do uzyskania większości konstytucyjnej potrzeba 301 miejsc - zaznaczyła Meduza.

Oznacza to, że ugrupowanie kierowane przez Dmitrija Miedwiediewa, uzyska największą w swojej historii frakcję w Dumie. Dotychczas najwięcej mandatów partia zdobyła po wyborach w 2016 roku, kiedy jej klub liczył 343 deputowanych.

Drugie miejsce zajęła Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej (KPRF), która zdobyła 13,81 proc. głosów. Na kolejnych miejscach znalazły się populistyczna Liberalno-Demokratyczna Partia Rosji (LDPR) - 8,98 proc. głosów, Nowi Ludzie - 7,96 proc. oraz Sprawiedliwa Rosja - 4,96 proc. Pamfiłowa oceniła, że ostatnia partia ma "duże szanse" na przekroczenie pięcioprocentowego progu wyborczego.

Wszystkie te siły są uznawane za "systemową opozycję", w rzeczywistości zachowującą lojalność wobec Kremla.

W jednomandatowych okręgach kandydaci Jednej Rosji zajmują pierwsze miejsce w 208 z 225 okręgów. Kandydaci KPRF prowadzą w pięciu okręgach, Sprawiedliwej Rosji - w czterech, kandydaci niezależni - w czterech, LDPR - w dwóch, a nacjonalistycznej Rodiny - w jednym.

W części regionów odbywały się również wybory gubernatorów. We wszystkich prowadzą dotychczasowi przywódcy regionów.

Najwyższy wynik odnotował Ramzan Kadyrow, który zdobył 99,85 proc. głosów w wyborach na szefa Czeczenii - wynika z danych CKW po przeliczeniu 100 proc. protokołów, cytowanych przez media państwowe.

(...)

PAP


Największe indyjskie koncerny naftowe zaczęły w ostatnich dniach intensywnie poszukiwać alternatywnych dostaw — podaje agencja Bloomberg, powołując się na źródła.

Rosja zapewniała nieco ponad połowę importu ropy do Indii. Dzięki temu Nowe Delhi mogło zrekompensować przerwy w dostawach z Bliskiego Wschodu. Rosyjskie transporty już zaczęły spadać. Według szacunków platformy analitycznej Kpler we wrześniu mogą one wynieść 1,9 mln baryłek dziennie, co będzie najniższym poziomem od kwietnia. Indie analizują, w jaki sposób ograniczenia wpłyną na Chiny i innych dużych nabywców rosyjskiej ropy.

Indyjskie rafinerie planują zakupy z dostawą w listopadzie. Szybkie zastąpienie rosyjskiej ropy nie będzie łatwe. Wielkość zakupów z Rosji znacznie przewyższa potencjalne dostawy z Wenezueli lub Iranu, a alternatywna ropa z Bliskiego Wschodu jest droższa. Pod koniec ubiegłego tygodnia ropa Urals z dostawą do Indii kosztowała 133 dol. (według aktualnego kursu 503 zł) za baryłkę, a gatunki Oman i Murban były sprzedawane o kilka dolarów drożej.

Zużycie ropy w Indiach rośnie. Uruchomienie nowej rafinerii w Radżastanie oraz rozbudowa innych zakładów mogą zwiększyć zakupy tego kraju do rekordowego poziomu 5,4 mln baryłek dziennie.

onet.pl\The Moscow Times




Prezydent Donald Trump poinformował w poniedziałek, że USA pracują nad "potężnym układem" dotyczącym importu potażu z Białorusi. Zaznaczył, że ceny nawozu będą znacznie niższe niż tego z Kanady.

"Stany Zjednoczone pracują nad potężnym układem związanym z zakupem potażu z Białorusi. Ceny byłyby znacząco mniejsze niż te, które płacimy obecnie Kanadzie" - napisał Trump na własnej platformie społecznościowej Truth Social. Zaznaczył przy tym, że to "bardzo dobre wieści" dla amerykańskich rolników i hodowców bydła.

Potaż, sól potasu stosowana jako nawóz mineralny szeroko używany w rolnictwie, jest jednym z głównych towarów eksportowych Białorusi. Białoruś jest po Kanadzie największym producentem tych nawozów.

Kanada jest głównym źródłem nawozów potasowych dla amerykańskich rolników. Z powodu ich znaczenia gospodarczego, USA nie objęły dotąd cłami kanadyjskiego potażu w ramach trwającej wojny handlowej.

Wiosną br. Stany Zjednoczone zniosły sankcje na szereg największych białoruskich przedsiębiorstw nawozowych, w wyniku układu dotyczącego uwolnienia więźniów politycznych.

Do wpisu Trumpa dochodzi po niedawnej wizycie jego wysłannika Johna Coale'a, który doprowadził w ubiegłym tygodniu do uwolnienia kolejnej grupy więźniów reżimu Alaksandra Łukaszenki. Coale zapowiedział dalsze ocieplanie stosunków z Białorusią, a wcześniej mówił o możliwej wizycie Łukaszenki w Waszyngtonie.

Ceny nawozów potasowych w tym roku wzrosły o ponad 30 proc.

PAP
 
 
20 września w wyborach do landtagu Meklemburgii-Pomorza Przedniego (MVP) zwyciężyła AfD, uzyskując 38,2% głosów (+21,5 p.p. wobec wyniku z 2021 r.) i 32 mandaty w 71-osobowym parlamencie, przed współrządzącą tam dotychczas SPD – 35,5% (-4,1 p.p.; 29 mandatów). Po raz pierwszy w historii do landtagu nie weszła CDU (4,9%; -8,4 p.p.). Frekwencja wyniosła 78,1% (+7,3 p.p.).

(...)

Komentarz
  •     Wyborcy traktowali elekcję jako okazję do wyrażenia sprzeciwu wobec polityki rządu federalnego. W MVP 91% badanych było niezadowolonych z jego pracy, co zaważyło na historycznie niskim wyniku CDU. Nawet wśród sympatyków chadecji dominuje przekonanie (82%, badanie ośrodka Forschungsgruppe Wahlen), że to polityka Merza odpowiada za słaby rezultat partii. Kolejna porażka CDU wzmacnia presję na szefa rządu, przy czym część działaczy już wcześniej domagała się jego rezygnacji. Zarazem sytuacja wewnętrzna – katastrofalne wyniki CDU w wyborach landowych, spadające poparcie w sondażach na poziomie federalnym (20%, przy 30% dla prowadzącej w nich AfD), próba forsowania niepopularnych reform socjalnych oraz presja zewnętrzna spowodowana m.in. agresywnymi działaniami Rosji – powoduje, że na obecnym etapie w CDU brakuje chętnych do zastąpienia Merza.
  •     Erozja autorytetu Merza we własnej partii oraz wzmocnienie SPD po wyborach w MVP przyczynią się do pogłębienia w koalicji sporów o zakres i tempo reform. Socjaldemokraci będą dążyć do ograniczenia najradykalniejszych postulatów, a nawet wyostrzać profil partii w obliczu wyjątkowo słabych wyników SPD w Berlinie. Zarazem dalsze kompromisy na rzecz SPD będą trudne dla wyborców chadecji i mogą prowadzić do dalszego spadku poparcia dla CDU. Merz liczy, że wdrożenie zmian przyniesie ożywienie gospodarcze i pozwoli na utrzymanie się u władzy w landtagach po wyborach w Nadrenii Północnej-Westfalii i Szlezwiku-Holsztynie (oba w kwietniu 2027 r.), gdzie CDU przewodzi w sondażach. Gdyby Merz wytrwał na stanowisku, sukcesy w wyborach w tych landach mogłyby paradoksalnie zintensyfikować dyskusję o wymianie kanclerza na jednego z premierów tych landów (w szczególności na Hendrika Wüsta, premiera Nadrenii Północnej-Westfalii). Nowy lider chadecji miałby czas na zyskanie poparcia dla partii przed planowanymi na 2029 r. wyborami do Bundestagu.
  •     Dobry wynik premier MVP Manueli Schwesig (SPD) pozwoli jej na utrzymanie się u władzy – w koalicji z Lewicą i Zielonymi. Dzięki silnie spersonalizowanej kampanii i sprowadzeniu wyborów do rywalizacji pomiędzy nią a AfD Schwesig zdołała pozyskać wcześniejszych wyborców innych partii, w tym najwięcej z CDU (25 tys.). Kampania była wyraźnie skierowana do elektoratu chcącego nie dopuścić do zwycięstwa AfD, co sprzyjało głosowaniu taktycznemu. Liderka socjaldemokratów jest pozytywnie oceniana przez mieszkańców landu (61%), którzy przypisują SPD najwyższe kompetencje w rozwiązywaniu jego głównych problemów, dotyczących gospodarki i edukacji. Sukces Schwesig wynikał również z wyraźnego dystansowania się od federalnej SPD i rządu – na plakatach pomijano partyjne logo. Odrobienie strat w kampanii – przed rokiem SPD cieszyła się w sondażach poparciem 19%, a AfD 38% respondentów – i perspektywa utrzymania fotela premiera landu wzmacniają pozycję Schwesig wewnątrz SPD.
  •     Zwycięstwo Lewicy w Berlinie było możliwe dzięki koncentracji na najważniejszej z perspektywy mieszkańców, zwłaszcza młodszych, kwestii – dostępności i cen mieszkań. Na Lewicę głosowało 46% wyborców w wieku 16–24 lata, a 37% badanych przypisywało jej najwyższe kompetencje w zapewnieniu dostępnych cenowo mieszkań. Ugrupowanie konsekwentnie domaga się uspołecznienia (za odszkodowaniem) największych firm posiadających powyżej 3 tys. mieszkań. Będzie to, obok zarzutów o antysemityzm w Lewicy, najważniejsza przeszkoda do zawiązania koalicji z SPD i Zielonymi. W przypadku utworzenia rządu przez liderkę Lewicy w Berlinie Elif Eralp zostałaby ona drugą osobą tureckiego pochodzenia, która stanęłaby na czele rządu landowego, obok premiera Badenii-Wirtembergii Cema Özdemira. Eralp należy do nowego pokolenia działaczy partii, koncentrującego się na ruchach miejskich, prawach migrantów i kwestiach socjalnych; polityka zagraniczna nie mieści się wśród głównych tematów jego zainteresowań (z wyjątkiem krytyki Izraela, która również przyczynia się do popularności partii wśród młodych wyborców). W kampanii Lewica broniła suwerenności Ukrainy. W przypadku fiaska budowania koalicji wokół tego ugrupowania możliwy, ale mniej prawdopodobny, jest rząd CDU z Zielonymi i SPD.
  •     Pomimo zwycięstwa i ponad dwukrotnego zwiększenia poparcia AfD nie utworzy rządu w MVP z uwagi na brak zdolności koalicyjnej. Będzie bowiem jedyną partią opozycyjną wobec ewentualnego rządu SPD, Lewicy i Zielonych. Będzie także dysponować mniejszością blokującą, pozwalającą na zatrzymanie zmian konstytucji wymagających większości dwóch trzecich głosów. Partia będzie mogła też samodzielnie inicjować np. powołanie komisji śledczych. Stanie się również jedynym ugrupowaniem reprezentującym konserwatywnych wyborców w MVP, co prawdopodobnie przełoży się na umocnienie jej pozycji w landzie. Za wyborem AfD przemawiały rozczarowanie rządzącą landem od 1998 r. SPD, polityką federalną oraz rosnąca ocena jej kompetencji programowych. AfD pozyskała największą liczbę dotąd niegłosujących – 66 tys. – a ponadto 48 tys. dotychczasowych wyborców SPD i 32 tys. CDU. Ugrupowanie osiągnęło także najlepszy wynik wśród pracowników fizycznych – 44% wobec 35% dla SPD – oraz wygrało we wszystkich grupach wiekowych poniżej 60. roku życia. Wśród osób powyżej 60 lat zwyciężyła SPD z 46%, przy 32% dla AfD.
osw.waw.pl