środa, 21 października 2026


 
Jak wskazuje w swojej analizie brytyjski dziennik „Financial Times”, sytuacja gospodarcza w Chinach przekłada się na narastający pesymizm obywateli. Przykładem jest 29-letni Xu, inżynier półprzewodników z Szanghaju, który mimo wysokich zarobków w branży obficie subsydiowanej przez państwo ogranicza swoje wydatki w obliczu wysokiego bezrobocia wśród młodych, spadku cen mieszkań oraz słabego systemu zabezpieczeń społecznych. W społeczeństwie rozprzestrzenia się zjawisko konsumpcyjnego „downgradingu” (wyboru tańszych zamienników).

Restauracje w całych Chinach toczą zaciętą walkę cenową o klientów, oferując zestawy posiłków poniżej 10 RMB (ok. 6 zł), gdzie priorytetem staje się zaspokojenie głodu, a nie jakość dań. Zjawisko to przypomina deflacyjne wojny cenowe w Japonii lat 90. Do codziennego języka Chińczyków trafiają zwroty znane z japońskiego kryzysu, takie jak „lodowcowy okres poszukiwania pracy” czy „niszczenie cen”.

Zaktualizowany indeks japonizacji autorstwa Goldman Sachs wskazuje, że od pięciu lat Chiny są pod wieloma względami bardziej „zjaponizowane” niż sama Japonia. Łączne zadłużenie publiczne i prywatne Chin sięga około 300% PKB, a spadek liczby ludności rozpoczęty w 2022 roku ma być jeszcze gwałtowniejszy niż w Japonii, gdzie depopulacja ruszyła w 2009 roku. Międzynarodowy Fundusz Walutowy ostrzega dodatkowo przed rosnącą liczbą firm „zombie”, utrzymywanych przy życiu jedynie przez państwowy sektor bankowy.

Skala załamania na chińskim rynku nieruchomości okazuje się rekordowa – od szczytu z 2021 roku liczba nowych budów mieszkań spadła aż o 78% (dla porównania: spadek w USA w latach 2005–2009 wyniósł 73%, a w Japonii po 1996 r. – 65%). Richard Koo, główny ekonomista Nomura Research Institute, diagnozuje w Chinach zjawisko „recesji bilansowej”, w której firmy i gospodarstwa domowe priorytetyzują spłatę długów zamiast nowych inwestycji i konsumpcji.

Twarde dane finansowe potwierdzają głębokość tego zjawiska:
  • w sierpniu zadłużenie bankowe gospodarstw domowych spadło w ujęciu bezwzględnym po raz pierwszy w historii;
  • roczny wzrost wartości kredytów w renminbi zwolnił we wrześniu do rekordowo niskiego poziomu 4,8%;
  • udział dorosłych z zaległymi spłatami kredytów wzrósł do 10,6%, a oficjalne bezrobocie wśród młodych wyniosło w sierpniu 18,9%;
  • rentowność 10-letnich obligacji rządowych spadła do zaledwie 1,7%, co zdaniem Koo świadczy o braku wiary inwestorów w opłacalne alternatywy rynkowe.
Przedstawiciele chińskich władz przekonują, że schłodzenie rynku nieruchomości było działaniem kontrolowanym i przemyślanym, mającym na celu przekierowanie kapitału do kluczowych branż technologicznych, takich jak produkcja półprzewodników czy sztuczna inteligencja. Pekin liczy na to, że wysokie nakłady na nowoczesny przemysł przyniosą efekty, których Japonia nie zdołała osiągnąć.

Udział Chin w światowej produkcji przemysłowej wynosił w 2024 roku 28% (podczas gdy udział Japonii spadł z 23% w 1995 r. do 11% w 2010 r.), a zeszłoroczna nadwyżka handlowa sięgnęła historycznych 1,2 bln USD. Od wybuchu napięć handlowych z USA w 2018 roku chiński eksport wzrósł o około 52%. W przeciwieństwie do Japonii, która w 1985 roku uległa presji Waszyngtonu przy Porozumieniu z Plaza, Chiny nie zamierzają dopuścić do wymuszonej aprecjacji własnej waluty. Eksperci ostrzegają jednak, że dalsza ekspansja eksportowa napotyka bariery protekcjonistyczne ze strony USA i Unii Europejskiej.

Największym wyzwaniem dla chińskiej gospodarki pozostaje psychologiczny „kanał oczekiwań” – kiedy brak wiary w przyszły wzrost napędza dalszy spadek konsumpcji i inwestycji. Od 2022 roku na chiński rynek pracy weszło około 74 mln młodych ludzi, tworząc pokolenie zniechęcone brakiem perspektyw. Jednocześnie ceny mieszkań spadły o 30–40% w ciągu pięciu lat, niszcząc powszechne przekonanie o nieruchomościach jako bezpiecznej lokacie kapitału.

Część ekonomistów, jak Michael Pettis z Carnegie Endowment, uważa, że właściwy proces dostosowawczy w Chinach jeszcze się nie zaczął, gdyż dług wciąż rośnie w szybkim tempie, a wskaźnik akumulacji kapitału sięga aż 40% PKB. Wcześniejsze optymistyczne prognozy zakładające wzrost PKB Chin na poziomie 7–10% ustępują miejsca oczekiwaniom spowolnienia do 3%, a według Adama Slatera z Oxford Economics nawet do 2–2,5% rocznie w najbliższej dekadzie. Jeśli ten scenariusz się sprawdzi, wizja prześcignięcia gospodarki amerykańskiej przez Chiny może oddalić się na czas nieokreślony.

bankier.pl

 
Sektor urządzeń mobilnych znalazł się w III kwartale 2026 roku w punkcie zwrotnym o niespotykanej dotąd skali. Gwałtowne tąpnięcie globalnego popytu połączone ze wstrząsem w łańcuchu dostaw doprowadziło do głębokiej redukcji rynku. Dla branży technologicznej, w której smartfony przez dekadę pełniły rolę głównego motoru wzrostu, tak znacząca korekta oznacza konieczność redefinicji strategii operacyjnych, modelowania marż oraz polityki cenowej.

(...)

Spadek skumulowanego wolumenu dostaw do poziomu 255,3 mln sztuk wyznacza nowy, kryzysowy punkt odniesienia dla dystrybutorów oraz partnerów handlowych. Skala załamania rynkowego ujawnia paraliż tradycyjnych kanałów sprzedaży: rosnące ceny końcowe i drenaż segmentu ekonomicznego zamroziły płynność w sieciach detalicznych. Dystrybutorzy zostali obarczeni ogromnym ryzykiem magazynowym, utrzymując zamrożony kapitał w towarze, podczas gdy tradycyjne programy subsydiowania i finansowania aparatów przez operatorów telekomunikacyjnych straciły zdolność przyciągania klientów i generowania obrotu.

Trwający kryzys ujawnił dysproporcję w odporności poszczególnych podmiotów, dzieląc branżę na dwa obozy o odmiennej charakterystyce ekonomicznej. Podmioty zdominowane przez produkty z segmentu premium zdołały obronić pozycję operacyjną, podczas gdy dostawcy uzależnieni od masowego rynku urządzeń budżetowych doświadczyli drastycznej erozji wolumenów handlowych.

(...)

Porównanie wyników ujawnia fundamentalną różnicę w odporności finansowej. Podczas gdy liderzy rynku premium zdołali zamknąć kwartał ze stosunkowo niewielką korektą (Samsung -5,8% r/r, Apple -4,0% r/r), marki chińskie ucierpiały na skalę masową – Xiaomi, Oppo i Vivo zanotowały spadek dostaw przekraczający 30% r/r. Wyjaśnienie tej rozbieżności leży w strukturze marżowości. Giganci segmentu premium operują na wysokich marżach brutto (często przekraczających 40–50%), co zapewnia im bufor finansowy zdolny zaabsorbować wzrost kosztów produkcji. Z kolei producenci opierający skalę na modelach budżetowych poniżej 200 dolarów dysponowali dotąd zminimalizowanymi marżami. Skokowy wzrost cen komponentów błyskawicznie zniszczył opłacalność jednostkową tanich urządzeń, wymuszając ograniczenie ich podaży i podniesienie cen, co zdusiło wolumen sprzedaży.

Załamanie rentowności marek budżetowych nie jest jednak dziełem przypadku, lecz prostą konsekwencją powiązanego z boomem AI wstrząsu cenowego na rynku kluczowych podzespołów.

Eksplozja inwestycji w infrastrukturę sztucznej inteligencji doprowadziła do strukturalnej alokacji mocy przerobowych w globalnym sektorze półprzewodników. Producenci pamięci masowo przekierowują moce produkcyjne wafli krzemowych z konsumenckich kości LPDDR i NAND na rzecz wysoko marżowych pamięci o wysokiej przepustowości (HBM) oraz serwerowych modułów DRAM przeznaczonych dla centrów danych AI. Ta erozja podaży podzespołów konsumenckich uderzyła bezpośrednio w podstawy ekonomiczne rynku smartfonów.

(...)

Konsekwencje biznesowe tego zjawiska sięgają głęboko w strukturę rynku. Wzrost cen pamięci o 350% sprawił, że utrzymanie segmentu najtańszych urządzeń przestało być ekonomicznie uzasadnione. Producenci, opuszczając półki cenowe przeznaczone dla mniej zamożnych konsumentów, tworzą trwałą, niezagospodarowaną lukę rynkową. Klienci poszukujący tanich aparatów nie przechodzą na droższe modele, lecz trwale przenoszą się na rynek urządzeń używanych i odnowionych (refurbished), co bezpowrotnie ucina wolumen dostaw fabrycznie nowych smartfonów w rozwijających się sektorach rynku.

Radykalne podwyżki cen detalicznych zbiegły się w czasie z wyraźnym wyczerpaniem dotychczasowego modelu innowacji. Konsumenci podchodzą do zakupów z rosnącym sceptycyzmem, dostrzegając, że kolejne generacje smartfonów nie oferują wartości dodanej uzasadniającej wydatki.

(...)

Brak przełomowych wyróżników technologicznych połączony ze wzrostem cen w niższych segmentach trwale modyfikuje zachowania nabywców. Smartfon przestał być traktowany jako przedmiot stałej wymiany napędzanej rynkową nowością, a stał się sprzętem użytkowym eksploatowanym do momentu całkowitego zużycia technicznego, co trwale obniża roczną dynamikę sprzedaży.

bankier.pl


Sławomir Matuszak z Ośrodka Studiów Wschodnich ocenia, że kluczowym czynnikiem będzie natura. To ona w największym stopniu przesądzi o tym, jak trudna dla Ukraińców będzie to zima.

- Jedną rzeczą jest znosić przerwy w ogrzewaniu i dostawach prądu przy +5 st. C, a czym innymi przy -20 st. C. To kluczowy czynnik. Choć tak naprawdę poprzednia zima była najmroźniejsza od kilkunastu lat, Rosjanie prowadzili swoją kampanię ataków w system energetyczny, a Ukraińcy to przetrwali - mówi ekspert, który specjalizuje się między innymi w ukraińskiej energetyce.

Pytanie, czy w ogóle Rosja jest w stanie w ten sposób złamać Ukraińców, nawet jeśli dopiszą jej szczęście, działania władz USA wstrzymujących dostawy broni i natura. Historia pokazuje, że nalotami jest właściwie niemożliwe złamać wolę oporu przeciwnika. - Nie wiem, na co liczą Rosjanie, powtarzając te kampanie co zimę. No ale to nie jedyna ich decyzja, którą trudno pojąć - mówi Matuszak.

Pomimo tego nadchodzącej zimie towarzyszy wyjątkowa fala alarmistycznych doniesień. Amerykański dziennik "New York Times" opublikował w minionym tygodniu informacje o rzekomym planie Rosjan na zmuszenia Ukrainy do kapitulacji. Mają zakładać, że osiągnąć ten cel skoordynowaną kampanią ataków na system energetyczny, trwającą około miesiąca, która miałaby doprowadzić do pozbawienia największych ukraińskich miast prądu, ogrzewania i wody.

Rosyjski plan kampanii zimowej miał zostać przechwycony przez Ukraińców i pokazany we wrześniu sojusznikom. Kreml ma liczyć na sukces głównie z powodu wyczerpania ukraińskiej obrony antyrakietowej i przeciwlotniczej, coraz gorzej radzącej sobie z odpieraniem ataków powietrznych. Spadek skuteczności obrony Ukraińców jest faktem, głównie z powodu wyczerpania zapasów amerykańskich antyrakiet, których dostawy Waszyngton ma dodatkowo celowo opóźniać w ramach wywierania presji dyplomatycznej na Kijów.

- Istotną różnicą w porównaniu do lat poprzednich jest też pojawienie się rosyjskich dronów odrzutowych w istotnych ilościach. Trudniej je Ukraińcom strącać, więc wzrosła skuteczność uderzeń Rosjan - mówi Matuszak. Jak dodaje, istotnym czynnikiem jest fakt, że po ponad czterech latach wojny mamy też do czynienia z kumulacją skutków dotychczasowych ataków Rosjan. 

(...)

Na poziomie rządu główną rolę w przygotowaniach ma odgrywać wicepremier i minister energetyki Denys Szmyhal. - Wiadomo, że wszystkie większe miasta i regiony mają plany odpornościowe, które zakładają, że nawet w przypadku brak dostaw prądu będą awaryjne źródła energii do podtrzymania działania infrastruktury krytycznej - mówi Matuszak. Miały one zostać w większości zatwierdzone jeszcze wiosną. Najważniejsze dla Ukraińców jest to, żeby zapewnić działanie kanalizacji w dużych miastach. - Można sobie wyobrazić, co by oznaczał jej paraliż w na przykład Kijowie - mówi ekspert OSW. Dodaje, że z przerwami w dostawach ciepła czy wody Ukraińcy sobie radzą. Sieci ciepłownicze i wodociągi są więc drugie na liście priorytetów. Po nich jest właściwa sieć energetyczna. - Bez prądu Ukraińcy właściwie nauczyli się już funkcjonować - dodaje Matuszak.

(...)

- Historia wyraźnie uczy, że robiąc to, co robią co zimę Rosjanie, trudno złamać wolę oporu narodu - mówi Matuszak. Opisuje, że w sondażach opinii publicznej nie wydać, aby Ukraińcy jakoś istotnie stracili wolę do walki i chcieli się Rosji poddawać. Ciężka poprzednia zima nie wpłynęła na to w sposób istotny. - Kto mógł i chciał, to już dawno wyjechał. Dla tych, co zostali, to będzie kolejna zima, którą trzeba jakoś przetrwać - mówi ekspert. Dodaje, że w ocenie znajomych ukraińskich specjalistów, najnowsze plany Rosjan na kampanię zimową fundamentalnie nie różnią się od tych poprzednich. - To, co teraz mają rzekomo zamiar zrobić, próbowali osiągnąć już kilka razy - stwierdza. - Można przypuszczać, że te najnowsze rosyjskie plany zostały celowo przekazane przez ukraińskie władze do zachodnich mediów w ramach starań o zwiększenie wsparcia - dodaje.

W ocenie Matuszaka jest właściwie jedno, co Rosjanie mogliby zrobić, aby długotrwałe sparaliżować ukraiński system energetyczny. -To by wymagało ataków na trzy elektrownie jądrowe, które są jego filarem. Ich wyłączenie spowodowałyby katastrofę - mówi ekspert. Rosjanie od początku wojny ich jednak nie atakują. Choć oficjalnie nic o tym nie wiadomo, Matuszak przypuszcza, że jest to efekt presji międzynarodowej lub jakiegoś nieformalnego zakulisowego porozumienia. - Jeśli te elektrownie będą funkcjonować, to cały system przesyłowy jakoś przetrwa. Już tyle razy był na różne sposoby atakowany i ciągle Ukraińcy go podnoszą. Ewidentnie zniszczenie go w sposób trwały jest bardzo trudne - mówi ekspert.

W jego ocenie katastrofy Ukrainy z powodu rosyjskich ataków powietrznych nie należy się więc tej zimy spodziewać. Pomimo dramatycznych narracji i ostrzeżeń. - Mogą być lokalne katastrofy na przykład w poszczególnych dzielnicach dużych miast, czy jakichś mniejszych miejscowościach. Kiedy Rosjanom uda się na przykład całkowicie zniszczyć jakąś dużą elektrociepłownię - opisuje Matuszak. Za przykład podaje Czerkasy, gdzie jeden zakład ogrzewa i zaopatruje w prąd niemal całe miasto. - Jeśli zostanie na dłużej wyłączony z użytku, to lokalnie będzie dramat - mówi.

Ekspert podkreśla jednak, że to nie będzie problem zmuszający Kijów do poddania się. - Podczas ubiegłej ciężkiej zimy Rosjanie zdołali zniszczyć jedną dużą elektrociepłownię w Kijowie, kiedy zabrakło antyrakiet PAC-3 do obrony przed rakietami balistycznymi. Dwie dzielnice pozostały bez ogrzewania do końca zimy. Przy temperaturach rzędu -20 st C. Pomimo tego ludzie tam przetrwali i nie domagano się kapitulacji - opisuje.

gazeta.pl

sobota, 17 października 2026



Dodatkowe dostawy z Rosji nie mają na celu złagodzenia niedoboru oleju napędowego w Stanach Zjednoczonych — kraj ten produkuje już o około jedną czwartą więcej oleju napędowego niż zużywa. Ceny paliw w USA są jednak kształtowane przez rynki światowe. Im więcej inne kraje są skłonne zapłacić za olej napędowy, tym więcej muszą z kolei zapłacić konsumenci krajowi.

Większa podaż rosyjskiego oleju napędowego na rynku światowym mogłaby zatem pomóc w obniżeniu amerykańskich cen poprzez zmniejszenie luki między podażą a popytem, niezależnie od tego, czy jest on wysyłany bezpośrednio do USA.

Zachęcanie Rosji i producentów z Bliskiego Wschodu do zwiększenia dostaw paliwa jest dla Waszyngtonu najprostszym sposobem na obniżenie cen. Wynika to z faktu, że amerykańskie rafinerie działają już niemal na pełnych obrotach, a ograniczenie eksportu w celu wymuszenia spadku krajowych cen paliwa mogłoby spowodować inne problemy.

Podobnie jak Stany Zjednoczone, Rosja jest eksporterem netto oleju napędowego, co oznacza, że produkuje go więcej niż zużywa, a nadwyżki sprzedaje za granicę.

Sytuacja ta nie uległa zmianie pomimo prowadzonej w ostatnich miesiącach przez Ukrainę kampanii ataków dronów na rosyjskie rafinerie. Chociaż doprowadziły one do niedoborów benzyny, przedwojenna produkcja oleju napędowego w Rosji ponad dwukrotnie przewyższała popyt krajowy, podczas gdy w przypadku benzyny nadwyżka wynosiła zaledwie 15–20 proc.

Rosja nadal więc eksportuje olej napędowy, choć w mniejszych ilościach. Według Agencji Reutera we wrześniu dostawy wyniosły łącznie około 427 tys. ton metrycznych, w porównaniu z około 3 mln ton metrycznych miesiąc przed nasileniem ataków przez Ukrainę. Liczby te obejmują jedynie dostawy do ograniczonej liczby krajów, głównie w Azji Środkowej, zwolnionych z ograniczeń nałożonych przez Rosję w lipcu w celu zapewnienia zaopatrzenia rynku krajowego.

Inne szacunki są wyższe. Firma Kpler oszacowała wrześniowe dostawy Rosji na 584 tys. ton metrycznych. Analityk energetyczny i były dyrektor wykonawczy Gazprom Nieft Siergiej Wakulenko, powołując się na dane dotyczące transportu morskiego, stwierdził, że w okresie od lipca do września Rosja wyeksportowała drogą morską co najmniej 1,6 mln ton metrycznych oleju napędowego, pomimo szerokiego zakazu eksportu, z którego wyłączono dostawy do Mongolii i Azji Środkowej.

Wakulenko, obecnie pracujący w Niemczech w Carnegie Russia Eurasia Center, stwierdził, że rosyjskie władze nie podjęły większych wysiłków, by powstrzymać te "szare" dostawy, ponieważ krajowi brakowało pojemności magazynowej na przechowywanie nadwyżek. Oznacza to, że Rosja mogłaby dostarczyć 500 tys. ton metrycznych, o które poprosił Trump na listopad, bez powodowania niedoborów na rynku krajowym, po prostu legalizując istniejący szary eksport — dodał ekspert.

W następstwie porozumienia z Trumpem Moskwa częściowo zniosła zakaz eksportu oleju napędowego od 10 października. Dostarczanie miliona ton oleju napędowego miesięcznie w okresie zimowym jest również realistyczne, zwłaszcza że popyt krajowy spada po jesiennym sezonie zbiorów — dodał Wakulenko.

Tatiana Mitrowa, analityczka energetyczna mieszkająca w Stanach Zjednoczonych, stwierdziła, że wartości oleju, o które Trump zwrócił się do Rosji, "i tak trafiłyby na rynek światowy bez żadnego dodatkowego wysiłku".

Wolumeny dostaw oleju ogłoszone przez Trumpa są realistyczne, ale mogą okazać się zbyt małe, by znacząco obniżyć ceny.

Dla przykładu — 500 tys. ton rosyjskiego oleju napędowego stanowi około 4 proc. miesięcznego zużycia oleju w USA lub 0,4 proc. miesięcznego zużycia na świecie. Wielkość ta pokryłaby więc około 13 proc. szacowanego miesięcznego globalnego niedoboru oleju napędowego wynoszącego 4 mln ton.

Rosyjskie dostawy mogłyby mieć większy wpływ na globalny rynek oleju, gdyby jego eksport powrócił do poziomów sprzed eskalacji ataków na Ukrainę. Kijów nie zgodził się jednak jeszcze na wstrzymanie ataków, a Moskwa musiałaby naprawić uszkodzone rafinerie i przywrócić utracone moce produkcyjne.

onet.pl\The Moscow Times

piątek, 16 października 2026



Postęp technologiczny jest niesamowity:  
 
1991 rok - Gwiezdne Wojny test Kinetic Kill Vehicle LEAP (Lightweight Exoatmospheric Projectile) czyli to co potem stało się elementem przechwytującym w systemach przeciwbalistycznych dla rakiet średniego zasięgu i ICBM.  

2026 - Elon Musk prezentuje samochód który co do zasady robi to samo ale w atmosferze i przy masie zapewne około 2t. I to że będzie to opcja dostępna tylko  na torach testowych a nie w ruchu ulicznym niczego nie zmienia. Masz kasę - masz taki Kinetic Kill Vehicle tylko w aucie, i z tobą w środku.

35 lat dzieli oba nagrania. Kiedyś absolutnie topowa wojskowa technika. Teraz - możesz to mieć jak masz gruby portfel i jeździsz po torze.
 
Przyszłość jest teraz.

x.com/wolski_jaros

środa, 14 października 2026



W nocy z 13 na 14 października terminale wojskowego pakietu StarShield zaczęły tracić łączność powyżej 160 km/h, a w części jednostek już przy 72 czy nawet 60 km/h. Potwierdzili to doradca Zełenskiego Beskrestnow, 7 Korpus na kierunku huliajpolskim i źródła w ukraińskim MON.

Nikt nikogo nie uprzedził, a wojsko dowiedziało się o limicie od obsługi klienta po złożeniu reklamacji. SpaceX i Biały Dom milczą.

Żeby zrozumieć, co się stało, trzeba wiedzieć, czym ten pakiet jest...

StarShield to rządowa gałąź SpaceX, utworzona w grudniu 2022 roku. Pod tą nazwą kryją się odrębne satelity budowane dla amerykańskiego wywiadu i Sił Kosmicznych oraz usługa łączności dla wojsk, która działa na tej samej konstelacji co zwykły Starlink, tylko przez dedykowane terminale, osobne bramki naziemne i z szyfrowaniem dopuszczonym do danych niejawnych.

W Ukrainie chodzi o to drugie. Pentagon sam nazwał to planem taryfowym dostosowanym do użytku wojskowego, a nie odrębną siecią.

Reasumując, Starlink sprzedaje łączność jako plany, które różnią się między innymi tym, czy terminal może pracować w ruchu i jak szybko.

Plany komercyjne Roam i Priority pozwalają od marca 2026 roku na ruch do 160 km/h. W Ukrainie zwykłe terminale muszą dodatkowo być na białej liście i od lutego mają limit 75 do 90 km/h, o który prosił sam Kijów, by odciąć od sieci rosyjskie drony.

Dodam, że to właśnie te plany opłaca Polska, która przekazała ponad 29 tysięcy terminali i wydaje na nie około 50 milionów dolarów rocznie.

Nad nimi stoi pakiet StarShield, dostępny tylko rządom za zgodą USA i kupowany Ukrainie, i tu ważna uwaga, przez Pentagon dla około 3000 terminali.

Zaznaczę, że Ukraina nie jest stroną tej umowy, a w rejestrach federalnych figuruje ona jako usługa typu best effort, czyli bez gwarantowanych parametrów.

Do nocy 14 października pakiet nie miał żadnego limitu prędkości i dlatego trafiał na szybkie drony uderzeniowe i przechwytujące, uderzające w rosyjskie cele i trudne do zakłócenia przez Rosjan.

Tej nocy zrównano go z resztą...

I to jest najciekawsze.

Próg 160 km/h to dokładnie limit komercyjny, a niższe progi pokrywają się z ograniczeniem z białej listy. Ukraińskie terminale wojskowe zachowują się więc tak, jakby straciły wyjątek StarShield i wróciły do reguł obowiązujących wszystkich.

Podkreślę, że jeden z 2 kontraktów Pentagonu miał okres realizacji do końca września 2026 roku i nie widzę publicznego śladu jego odnowienia.

Nie twierdzę, że to przypadek kalendarzowy...

Twierdzę, że niepodpisanie aneksu jest najwygodniejszym narzędziem nacisku, jakie ma administracja amerykańska, bo nie wymaga żadnego polecenia służbowego, nie zostawia śladu i pozwala wszystkim zainteresowanym milczeć.

Odnowienie umowy nie jest alternatywą dla presji politycznej. Może być jej formą. Presji, która jest Waszyngtonowi potrzebna, by udowodnić Moskwie swoją sprawczość wobec Ukrainy.

Dodam swoją hipotezę, której dziś nie potrafię udowodnić. Kijów chyba rozumie grę Waszyngtonu i gra w nią, krzycząc wniebogłosy, że boli go to bardziej, niż boli w rzeczywistości.

Rozstrzygnie to, czy przywrócenie łączności bez limitów przyjdzie razem z komunikatem o nowym kontrakcie, czy dopiero po politycznym odprężeniu.

Pozdrawiam i dziękuję

x.com/Maciej_Korowaj

wtorek, 13 października 2026



"Miało miejsce także dość podłe uderzenie rakietami balistycznymi w Kijów - pięć rakiet, które trafiły w infrastrukturę cywilną. W przypadku tego ataku, niestety, nie było ostrzeżenia ze strony partnerów" - napisał ukraiński przywódca w serwisach społecznościowych.

"Dane wywiadowcze o wystrzeleniu rosyjskich rakiet balistycznych pomagają ratować ludzkie życie i jest to jedna z najbardziej kluczowych kwestii. To właśnie pomaga zapobiegać morderstwom - kiedy pojawia się ostrzeżenie o rakietach balistycznych" - podkreślił Zełenski w komunikatorze Telegram.

Prezydent wyliczył, że od poniedziałku Rosjanie zaatakowali Ukrainę ponad setką różnych środków napadu.

(...)

Zapewnił także, że w ciągu dwóch dób od ogłoszenia przez prezydenta USA Donalda Trumpa zawieszenia broni, dotyczącego uderzeń na obiekty energetyczne, Ukraina nie atakowała rosyjskich rafinerii ani sektora energetycznego.

"Ale Rosja nie posłuchała prezydenta USA. W tym czasie Rosjanie atakowali zarówno nasze obiekty energetyczne, jak i naszą infrastrukturę krytyczną oraz dali całkowicie jednoznaczne sygnały, że nie zamierzają powstrzymywać się od ataków na Ukrainę. W ciągu tych dwóch dób zaatakowanych zostało 19 regionów naszego kraju. Nasze stanowisko pozostaje niezmienne: Ukraina jest gotowa do wzajemnych kroków zmierzających do deeskalacji - i potrzebna jest skuteczna presja na Rosję, aby do deeskalacji doszło. Wojny kończą się wtedy, gdy agresor czuje, że nie ma możliwości ich przedłużania" - podkreślił Zełenski.

Oświadczył, że presja na Rosję służy przybliżeniu pokoju, zaś bezpośrednie lub pośrednie wspieranie Rosji, hamowanie pomocy dla Ukrainy i utrudnianie ochrony przed rakietami balistycznymi z pewnością nie służy pokojowi.

(...)

Dziennik "Financial Times" przekazał w niedzielę, że Stany Zjednoczone zapowiedziały krajom europejskim, że mogą zaprzestać sprzedaży broni Ukrainie za pośrednictwem NATO, jeśli Ukraina będzie nadal atakować rosyjskie rafinerie.

Ukraiński przedstawiciel relacjonował w piątek w rozmowie z portalem Axios, że podczas spotkania ukraińskiej delegacji z amerykańskimi negocjatorami w Miami wysłannicy prezydenta USA Donalda Trumpa, Steve Witkoff i Jared Kushner, zagrozili, że Trump może zaprzestać udostępniania amerykańskich danych wywiadowczych, jeśli prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nadal będzie ignorował jego prośby.

Urzędnik z USA zaprzeczył tym doniesieniom, twierdząc, że Witkoff i Kushner powiedzieli Ukraińcom, że Stany Zjednoczone są silnym partnerem, dostarczającym amunicję i dane wywiadowcze, dlatego Ukraina nie powinna podejmować działań, które szkodzą amerykańskim konsumentom.

PAP


Unia Europejska otworzyła we wtorek kolejne dwa klastry w negocjacjach akcesyjnych z Ukrainą. Dotyczą one rynku wewnętrznego i konkurencyjności. Do otwarcia pozostają dwa inne bloki tematyczne, w których są kwestie związane m.in. z rolnictwem.

Unia Europejska otworzyła we wtorek kolejne dwa klastry w negocjacjach akcesyjnych z Ukrainą. Dotyczą one rynku wewnętrznego i konkurencyjności. Do otwarcia pozostają dwa inne bloki tematyczne, w których są kwestie związane m.in. z rolnictwem.

Otwarte we wtorek klastry dotyczą wdrożenia przez Kijów unijnych zasad dotyczących m.in. zatrudnienia, prawa spółek, własności intelektualnej czy regulacji i nadzoru nad bankami. Negocjacje w ramach klastra dotyczącego rynku wewnętrznego mają przygotować Ukrainę na dołączenie do unijnego wspólnego rynku.

Przybliża to Ukrainę do rozpoczęcia negocjacji we wszystkich obszarach tematycznych. Wcześniej otwarto dwa z sześciu klastrów: dotyczący kwestii podstawowych oraz polityki zagranicznej i obronnej. Pozostały: klimat i rolnictwo.

We wtorek zostaną również otwarte dwa klastry z Mołdawią. 

PAP


W niemal całej Ukrainie przygotowania do zimy są bardziej zaawansowane niż w Kijowie. Rozpoczęto konsultacje w sprawie pilnych działań w zakresie bezpieczeństwa i zarządzania, które mają poprawić sytuację - poinformował we wtorek prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.

W niemal całej Ukrainie przygotowania do zimy są bardziej zaawansowane niż w Kijowie. Rozpoczęto konsultacje w sprawie pilnych działań w zakresie bezpieczeństwa i zarządzania, które mają poprawić sytuację - poinformował we wtorek prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.

"W połowie października realizacja planów odporności była bardziej zaawansowana niż w Kijowie praktycznie w całym kraju, nawet w obwodach przygranicznych i przyfrontowych. Mieszkańcy Kijowa z pewnością to odczuwają, gdy nawet po pojedynczych trafieniach dronów Shahed dochodzi do przerw w dostawach prądu i wody w znacznej części stolicy" - napisał Zełenski w komunikatorze Telegram.

Plan odporności to działania mające na celu zapewnienie nieprzerwanego funkcjonowania infrastruktury krytycznej, sektora energetycznego oraz systemów podtrzymywania życia w miastach i regionach w warunkach wojny i sytuacji kryzysowych.

Prezydent oświadczył, że rozpoczął konsultacje w sprawie "decyzji dotyczących bezpieczeństwa i zarządzania". "Otrzymałem ważne propozycje i jestem za nie wdzięczny. Będę prowadził kolejne konsultacje, zaplanowane są również następne spotkania" - wyjaśnił.

Prezydent podsumował, że przygotowuje decyzje dotyczące sytuacji w Kijowie.

Mer Kijowa Witalij Kliczko odrzucił dotyczące zaniedbań w przygotowaniach stolicy do sezonu grzewczego. Stwierdził, że jest to próba władz zmierzająca do zniszczenia samorządu lokalnego.

Wcześniej w piątek Zełenski oskarżył władze Kijowa o całkowite niewdrożenie niezbędnych działań związanych z realizacją planów odporności.

Od początku jesieni infrastruktura transportowa stolicy była wielokrotnie praktycznie unieruchamiana w wyniku rosyjskich ataków. W szczególności 8 października w Kijowie przestało działać metro z powodu spadku napięcia.

Na początku miesiąca mer stolicy przekazał, że Kijów znalazł się w sytuacji przetrwania z powodu wzmożonych ataków rosyjskich. Mieszkańcom, którzy mają przyjaciół lub krewnych poza stolicą, zalecił rozważenie tymczasowej przeprowadzki.

13 października deputowani Rady Najwyższej Ukrainy wezwali mera Kijowa na środowe posiedzenie.

PAP


Prezydent USA Donald Trump powiedział we wtorek, że Stany Zjednoczone nadal pomagają Ukrainie i przekazują je dane wywiadowcze. Ocenił, że zarówno Rosja, jak i Ukraina chcą pokoju, lecz nie wiedzą, jak go osiągnąć.

Prezydent USA Donald Trump powiedział we wtorek, że Stany Zjednoczone nadal pomagają Ukrainie i przekazują je dane wywiadowcze. Ocenił, że zarówno Rosja, jak i Ukraina chcą pokoju, lecz nie wiedzą, jak go osiągnąć.

Pytany przez dziennikarzy o to, czy jego administracja wstrzymała przekazywanie danych wywiadowczych Ukrainie, Trump zaprzeczył.

- Pomagamy im. Ale tak naprawdę próbujemy im pomóc dojść do ostatecznej odpowiedzi. Chcemy, by wojna się skończyła - powiedział Trump podczas rozmowy z dziennikarzami przed odlotem na wiec wyborczy na Alasce.

We wtorek prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powiedział, że nie otrzymał ostrzeżenia przed uderzeniem rosyjskiej salwy pocisków. Potem szef MSZ Andrij Sybiha tłumaczył, że Kijów nadal otrzymuje dane z USA, a brak ostrzeżenia był skutkiem zastosowania przez Rosję "specjalnego typu broni".

Trump ponownie ocenił, że obie strony chcą pokoju, ale nie wiedzą, jak go osiągnąć.

- Koniec końców wszystko się ułoży. Wiecie dlaczego? Bo zawsze tak jest - oznajmił.

Odnosząc się do zignorowania przez Rosję ogłoszonego przez niego energetycznego zawieszenia broni i do ataków Rosji na ukraińskie elektrownie, Trump odparł, że Ukraina dzień wcześniej "uderzyła w wiele miejsc".

Z kolei na sugestię, że Władimir Putin go nie słucha, odparł, że "słuchają" lub posłuchają.

PAP


W okolicach miejscowości Wodiane i Aniszczina Ukraińcy przeprowadzili udaną operację za pomocą bojowego wozu piechoty M2A2ODS-SA Bradley oraz czołgu podstawowego, prawdopodobnie T-64BW, choć ustalenie dokładnej odmiany jest trudne ze względu na kamuflaż oraz ekrany prętowe i siatkowe, którymi wóz został obudowany. Strona ukraińska zastosowała nową taktykę, a mianowicie wykorzystała własne drony FPV oraz ciężkie drony tzw. bombowce jako powietrzną eskortę dla pojazdów opancerzonych, które z powodzeniem były w stanie podjąć walkę z przeciwnikiem oraz wykonać powierzone zadanie.

Można powiedzieć, że w kreatywny sposób wykorzystano własne drony FPV jako swoisty ersatz aktywnych systemów ochrony oraz systemów antydronowych. Jesteśmy zatem świadkami stopniowego powrotu do wojny manewrowej. Dzieje się to oczywiście jeszcze na niewielką skalę, ale widoczne są już pierwsze sukcesy. Największym wyzwaniem jest stworzenie rozwiązań, które byłyby w stanie zneutralizować dużą liczbę dronów rozpoznawczych monitorujących linię frontu, tak aby umożliwić koncentrację pododdziałów pancernych i zmechanizowanych, a następnie przy wsparciu artylerii, własnych dronów i być może lotnictwa, spróbować wywalczyć przełamanie i wyjście na tyły przeciwnika.

Aby to osiągnąć, konieczne jest stworzenie wielowarstwowego systemu ochrony pojazdów opancerzonych oraz zwalczania dronów przeciwnika. Jest to możliwe. Wiele państw nad tego typu rozwiązaniami pracuje, ale wymaga to czasu, stabilnego finansowania oraz testów i odpowiedniego szkolenia żołnierzy, tak aby wszystkie elementy działały w sposób skoordynowany i efektywny. Podobne działania prowadzą Rosjanie, choć kładą oni akcenty na inne rozwiązania, np. rozwój aktywnych systemów ochrony pojazdów, które w boju i w trakcie ćwiczeń udowodniły, że są w stanie neutralizować atakujące drony, ale wymagają jeszcze dopracowania.

defence24.pl