wtorek, 3 listopada 2026



Na tej samej konferencji w Mińsku Ławrow mówił o Europie: jeśli zacznie wojnę, Rosja jest gotowa, a ta wojna „będzie inna i bardzo krótka”. 

Ten sam podział ról widać przy TK. Miedwiediew nazwał spór „konstytucyjnym przewrotem” przeprowadzanym jak na Ukrainie, a Zacharowa porównała Polskę do Ukrainy z 2014 r. MSZ Białorusi apelowało tymczasem o „dialog i deeskalację” i zapewniało, że Mińsk chce „stabilnej i przewidywalnej Polski”. 

Łukaszenka gra rozjemcę, a Moskwa straszy Europę wojną i wpisuje Polskę w scenariusz Majdanu.

x.com/DenisSalnikovPL


Donald Trump wygłosił w poniedziałek, 2 listopada jedno z ostatnich dużych przemówień przed wyborami. Wystąpił przy Reflecting Pool, słynnym basenie znajdującym się przed pomnikiem Abrahama Lincolna w Waszyngtonie. 

(...)

Jak relacjonowała Holly Baxter z "The Independent", dopiero po około 24 minutach Trump przeszedł do tematu wyborów. Wcześniej szczegółowo przedstawiał historię prac remontowych i zachwalał ich efekty.

Prezydent mówił o wcześniejszym stanie zbiornika. Określił go jako "brudny, obrzydliwy, stojący bałagan". Zwracał uwagę na problem glonów, które zmieniały wygląd wody i powodowały nieprzyjemny zapach. Podkreślał też znaczenie odpowiedniej powłoki zabezpieczającej oraz prawidłowego wykonania połączeń i uszczelnień.

Trump nazwał remont "dziełem sztuki", choć przyznał, że wcześniej podobne próby napraw nie przynosiły oczekiwanych rezultatów.

(...)

Jednym z najbardziej wymownych momentów wystąpienia było pojawienie się na scenie sekretarza spraw wewnętrznych Douga Burguma. Polityk zaczął wychwalać Donalda Trumpa i jego zamiłowanie do inwestycji budowlanych.

- Prezydent jest budowniczym. Nie możemy go powstrzymać! Rozumie, że piękno ma znaczenie – mówił Burgum.

W tym momencie kilka amerykańskich stacji telewizyjnych, w tym Fox News, CNN, MS NOW i Newsmax, przerwało transmisję. Żadna z nich nie wróciła już do relacjonowania przemówienia.

Dopiero w dalszej części przemówienia Trump przeszedł do polityki. Przekonywał, że Stany Zjednoczone przeżywają okres gospodarczego rozwoju. – Cały nasz kraj kwitnie. Rozwijamy się tak, jak nigdy wcześniej – mówił.

o2.pl

– Zobowiążę wszystkich członków mojego gabinetu do tego, aby zmobilizowali ogromne siły, którymi dysponują, do pokonania rekordowej inflacji i szybkiego obniżenia kosztów i cen – zapowiadał Donald Trump tuż po zaprzysiężeniu.

– Kryzys inflacyjny został spowodowany przez ogromne, nadmierne wydatki i rosnące ceny energii (…) Mamy dziś rząd, który nie potrafi poradzić sobie nawet z prostym kryzysem w kraju, a jednocześnie popada w ciągły katalog katastrofalnych wydarzeń za granicą – dodawał w styczniu 2025 r. nowy amerykański prezydent. (...)

Tuż przed przeprowadzką Donalda Trumpa do Białego Domu inflacja konsumencka w Stanach Zjednoczonych wynosiła 3 proc. w skali roku. To wyjątkowo dobry punkt startowy, zwłaszcza że część wyborców mogła jeszcze mieć w pamięci rekordowe ponad 9 proc. za czasów administracji Joe Bidena (odnotowane w czerwcu 2022 r.).

money.pl

poniedziałek, 2 listopada 2026



Plan zakłada sprzedaż rosyjskiego gazu przez amerykańskiego pośrednika, co pozwoliłoby obejść europejskie sankcje. Według rozmówców gazety stworzyłoby to lukratywną okazję dla amerykańskich inwestorów.

Zgodnie z przyjętym przez UE planem odejścia od rosyjskiego gazu wszelkie zakupy rosyjskiego surowca muszą zostać wygaszone do końca 2027 roku. Europejscy urzędnicy mieli sprzeciwić się propozycji. Plan został później odłożony, po tym jak Ukraina pod presją prezydenta Donalda Trumpa jednostronnie wstrzymała ataki na rosyjskie rafinerie. W ostatnich dniach ukraińskie siły wznowiły jednak uderzenia w obliczu kolejnych rosyjskich bombardowań obiektów energetycznych. Według WSJ może to oznaczać powrót do amerykańskiego pomysłu wznowienia eksportu gazu do Europy.

W opinii amerykańskich negocjatorów powrót Rosji na europejski rynek gazu ziemnego byłby dla prezydenta Władimira Putina silną zachętą do zgody na rozejm energetyczny, a Ukraina mogłaby znów pobierać opłaty tranzytowe.

Urzędnicy Białego Domu mieli zaproponować, by Rosja deponowała wpływy ze sprzedaży gazu do Europy na rachunku powierniczym (escrow) w państwie trzecim, tak aby Kreml nie mógł przeznaczyć tych pieniędzy na finansowanie wojny. Według Waszyngtonu byłby to również sposób na obniżenie cen energii przed zimą.

Dziennik przypomina, że pomysł oznacza całkowity zwrot w podejściu administracji Trumpa. Sam prezydent w przeszłości krytykował Niemcy i inne państwa za import rosyjskiego gazu i ropy. Według cytowanego przez WSJ amerykańskiego urzędnika błędem Niemiec było dążenie do budowy gazociągu Nord Stream bez „wcześniejszego wypracowania szerszego porozumienia w sprawie bezpieczeństwa z Rosją, które byłoby dla Moskwy satysfakcjonujące”.

Choć europejscy urzędnicy sprzeciwiają się pomysłowi, administracja Trumpa ma zakładać, że opór Europy da się przełamać. W prywatnych rozmowach niektórzy europejscy przedstawiciele mają jednak dawać do zrozumienia, że tak się nie stanie. Wysoki rangą urzędnik z jednego z krajów nordyckich stwierdził, że pomysł wznowienia zakupów rosyjskiego gazu jest sprzeczny ze wszystkim, co reprezentują Europejczycy. Z kolei wysoki rangą urzędnik z jednego z dużych państw europejskich porównał to z oddaniem Czechosłowacji Hitlerowi przed II wojną światową. /Trump to sprzedawczyk... ale Europa przesadza z kijkiem w dupie - red./

centrumeuropy.pl\PAP


Z kolei w nocy z 5 na 6 października doszło do aktu dywersji na pograniczu Łotwy z Białorusią. Uzbrojona grupa wkroczyła z białoruskiej strony, sterroryzowała bronią łotewskich funkcjonariuszy, zniszczyła elementy systemu monitoringu i wycofała się. I choć odpowiedzialność wzięła na siebie następnie grupa Czornyje Rusy, władze w Rydze nie mają wątpliwości, że stoją za tym służby specjalne reżimu Alaksandra Łukaszenki.

W odpowiedzi na ten atak Sejm Łotwy udzielił straży granicznej zgody na użycie broni palnej wobec dywersantów – także na strzelanie bez ostrzeżenia.

centrumeuropy.pl\PAP


Sukcesy Ukrainy na polu bitwy obaliły teorię zwycięstwa Putina, która opiera się na założeniu, że siły rosyjskie będą w stanie kontynuować powolne i zgrzytliwe postępy na polu bitwy dłużej, niż Zachód będzie wspierał Ukrainę. Siły rosyjskie poczyniły ujemne zyski terytorialne w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, ponosząc jednocześnie prawie 100.000 strat w październiku i wrześniu 2026 r. Te realia na polu bitwy zmusiły Putina do zrewidowania swojej teorii zwycięstwa i oparcia się na przymusowej kampanii dronów i rakiet dalekiego zasięgu, aby zmusić Ukrainę do kapitulacji w nadchodzącej zimie 2026-2027. W 2026 r. w wyniku ataków dalekiego zasięgu zginęło lub zostało rannych ponad 7500 cywilów — prawie o 50 procent więcej niż w całym 2025 r. Siły rosyjskie wykorzystują ataki dzienne w ramach większych wysiłków mających na celu uczynienie codziennego życia na Ukrainie nie do utrzymania, spowodowanie znacznych ofiar wśród ludności cywilnej i degradację gospodarki Ukrainy, przeprowadzając co najmniej 10 ataków dziennych w październiku 2026 r. W szczególności siły rosyjskie przeprowadziły znaczące dzienne pakiety ataków na Ukrainę w dniach 15, 16 i 17 października, prawdopodobnie wykorzystując zakłócenia w usługach Starshield w dniach 14-24 października, wykorzystując tymczasowo osłabioną zdolność Ukrainy do przechwytywania dronów o napędzie odrzutowym.

(...)

(...)

(...)

Pierwsza Dama USA Melania Trump poinformowała 1 listopada, że misja humanitarna w okupowanych Oleshkach zakończyła się “sukcesem” i umożliwiła pomyślne dostarczenie pomocy humanitarnej do osady oraz ewakuację ponad 800 mieszkańców Oleshków. Zarówno ukraiński komisarz praw człowieka Dmytro Lubinets, jak i rosyjska komisarz praw człowieka Jana Lantratowa przyznali, że obie strony utrzymały ograniczone zawieszenie broni w Oleszkach i poinformowali, że zakończyło się ono zgodnie z planem 1 listopada.

understandingwar.org

niedziela, 1 listopada 2026



Największym problemem prawicy jest hiperinflacja wielkich słów. Wokół TK zaś odpalono pełen protokół histerii: Morawiecki krzyczy o wojnie domowej, Korwin wzywa wojsko do puczu, a Stanowski spod palmy w Afryce przywołuje Berię i ogłasza koniec demokracji.

Cały ten apokaliptyczny teatr - "seryjny samobójca", wnioski o przyspieszone wybory i wskrzeszanie Marka Jurka - rozgrywa się wyłącznie o to, czy Bogdan Święczkowski zachowa gabinet. Prawica zużywa atomową amunicję w banalnej wojnie o pieczątki, błyskawicznie przepalając emocje własnych wyborców.

Bańka polityczno-medialna nie chce przyjąć do wiadomości jednej rzeczy: po dekadzie awantur o sądy Polacy mają pełną znieczulicę na hasło "Trybunał Konstytucyjny". Dla zwykłego obywatela spór o to, kto tam jest legalny, a kto uzurpatorem, jest dziś kompletnie abstrakcyjny i przezroczysty.

Wybory wygrywa się i przegrywa przy dystrybutorze paliwa, w cenach mieszkań i zawartości portfela przy kasie. Ludzi obchodzi koszt życia, a nie rekonstrukcja stanu wojennego na X. Dopóki prawica grzeje histerię o Święczkowskiego zamiast gospodarki, robi rządowi darmową przysługę.

x.com/widzimysiejutro


W obliczu rekordowo wysokich deficytów budżetowych w regionach, rosyjskie władze rozpoczęły zwolnienia pracowników instytucji sektora publicznego. Gubernatorzy i przedstawiciele władz regionalnych tłumaczą te decyzje koniecznością oszczędzania i walki z biurokracją. Według obliczeń Vot Tak, rosyjskojęzycznej redakcji TVP, zwolnienia dotknęły już co najmniej 24 rosyjskie regiony.

29 października instytucje miejskie w Petersburgu otrzymały specjalne zarządzenie o redukcji personelu o 15 proc. O sprawie napisał lokalny portal Fontanka. Zmiany kadrowe mają zostać zakończone do kwietnia 2027 roku i obejmą szkoły, szpitale i instytucje, które wcześniej były częścią państwowego systemu drogowego.

Pracownicy trzech placówek oświatowych poinformowali z kolei portal Bumaga o planowanych zwolnieniach. Na przykład jedna ze szkół w rejonie kalininskim zlikwidowała już część wakatów, co doprowadziło do obniżenia premii nauczycielskich: wcześniej środki przeznaczone na nieobsadzone stanowiska były redystrybuowane na wypłatę premii.

Podobna sytuacja ma miejsce w obwodzie irkuckim. Gubernator Igor Kobziew ogłosił zamiar redukcji liczby urzędników regionalnych o 15 proc. A na najniższym szczeblu lokalnym zwolnienia dotyczą również zwykłych pracowników instytucji publicznych.

Na przykład w okręgu niżnielimskim zwolnienia dotknęły personel techniczny w szkołach, przedszkolach i instytucjach kulturalnych. Paweł Bieriezowski, starosta okręgu, mówił o trudnościach finansowych i konieczności zwolnień pracowników.

– Są poważne problemy z budżetem, tniemy wydatki (...). Sytuacja się pogarsza: doszliśmy do punktu, w którym planując przyszłoroczny budżet, jesteśmy zmuszeni do redukcji etatów w administracji i sektorze publicznym. To nie tylko problem naszego obwodu; „To problem dla regionu i innych jednostek wchodzących w skład Federacji Rosyjskiej – stwierdził Bieriezowski.

Według obliczeń Vota Taku, w co najmniej 24 regionach Rosji władze albo już dokonują redukcji etatów w agencjach i instytucjach rządowych, albo oficjalnie przygotowują się do redukcji etatów. W 16 regionach ogłoszono publicznie zmiany kadrowe, a w kolejnych ośmiu redukcje etatów są uwzględnione w zatwierdzonych programach „regionalnej odbudowy finansowej”.

W niektórych regionach zwolnienia rozpoczęły się rok temu. I tak, już w grudniu 2025 r. szef Republiki Jakucji, Aisen Nikołajew, poinformował, że ponad 300 pracowników zostało zwolnionych Już zwolniono pracowników agencji rządowych. Władze planują ponadto zwolnić około 2000 kolejnych osób w ciągu najbliższych kilku lat. Około 70 proc. zwolnień ma dotyczyć kadry administracyjnej i kierowniczej.

W maju 2026 r. gubernator obwodu kurskiego Aleksandr Chinsztejn poinformował o zwolnieniu 882 pracowników w 179 agencjach rządowych. Według niego liczba pracowników sektora publicznego w obwodzie zmniejszyła się o 4,4 proc.

W obwodzie astrachańskim skala cięć kadrowych była jeszcze większa. W maju władze obwodowe ogłosiły zwolnienie 1640 pracowników agencji i instytucji rządowych. Spośród nich tylko 153 stanowiska były bezpośrednio przypisane do agencji rządowych, a pozostałe 1487 do agencji rządowych. Zatem około 91 proc. stanowisk zlikwidowanych w obwodzie astrachańskim dotyczyło tych agencji, a nie biurokracji.

Od początku pełnowymiarowej wojny Liczba rosyjskich regionów z deficytem budżetowym wzrosła z 6 do 56. Władze regionalne uzasadniły podjęte działania jako niezbędne do zrównoważenia budżetu. Postanowiono przeznaczyć ponad 200 milionów rubli zaoszczędzonych na zwolnieniach na wsparcie weteranów wojny z Ukrainą i ich rodzin.

W obwodzie rostowskim rząd podjął decyzję o połączeniu państwowych centrów zatrudnienia w jedną strukturę. Zgodnie z dokumentem, do 1 września 2026 r. personel nowego regionalnego centrum kadrowego ma zostać zredukowany o 453 stanowiska.

W obwodzie samarskim trwa jedna z największych kampanii na rzecz zwolnień urzędników. W maju gubernator Wiaczesław Fiodoriszczew ogłosił zamiar redukcji liczby urzędników o około 17 proc., z 4800 do 4000.

W Moskwie mer Siergiej Sobianin zatwierdził w marcu 15 proc. redukcję liczby urzędników i kadry kierowniczej w podległych im organizacjach. 2026. Pracownicy bezpośrednio świadczący usługi socjalne mieli pozostać bez zmian.

W obwodzie biełgorodzkim gubernator Wiaczesław Gładkow zarządził natychmiastową redukcję o 20% liczby ministerstw, departamentów i organizacji w strukturze rządu.

centrumeuropy.pl

sobota, 31 października 2026



Panuje przekonanie, że wtorek 3 listopada (tego dnia odbędą się wybory uzupełniające do Kongresu USA) amerykańscy wyborcy wyślą bardzo jasny sygnał, że chcą, aby Stany Zjednoczone zaprzestały prowadzenia wojen — zarówno na froncie militarnym, jak i gospodarczym. Prezydent Donald Trump raczej ich nie wysłucha.

Według dziewięciu obecnych i byłych urzędników, asystentów kongresmenów oraz przedstawicieli branży Trump nadal chce przywrócić cła do poziomu zbliżonego do tego sprzed lutego, kiedy to Sąd Najwyższy uchylił znaczną część z nich. Przygotował już środki handlowe, które mogą doprowadzić do nałożenia nowych ceł w tygodniach po wyborach. Równocześnie Pentagon wysyła kolejne siły na Bliski Wschód, a Trump sugeruje, że w Iranie szykują się dalsze działania.

Przedstawiciele Partii Republikańskiej i branży nie wierzą, że prezydent spowolni realizację swojego programu z powodu słabych wyników swojej partii w wyborach śródokresowych. Jeśli już, to może go nawet przyspieszyć.

(...)

Z drugiej strony niektórzy republikanie uważają, że Trump — i Kongres — powinni pójść jeszcze dalej.

— Prezydent wykonał niesamowitą pracę, korzystając z narzędzi, które ma do dyspozycji, ale nie dysponował wszystkimi [możliwymi] narzędziami — mówi senator Bernie Moreno (republikanin z Ohio). — Mamy je w Kongresie, więc mam nadzieję, że wprowadzimy cła jako stały element naszego prawa.

Wydaje się, że administracja przygotowuje się do podjęcia działań niezależnie od tego, czy uzyska poparcie ustawodawców, czy nie.

— Prezydent ma szerokie uprawnienia, nawet jeśli stracimy większość w Izbie Reprezentantów lub Senacie — mówi wysoki rangą urzędnik administracji.

(...)

Administracja opóźniła również tego lata i jesienią szereg działań handlowych, które może wprowadzić w życie w dowolnym momencie po wyborach 3 listopada.

Przedstawiciel handlowy USA Jamieson Greer przygotowuje się do opublikowania wyników dochodzenia w sprawie nadmiernych mocy produkcyjnych u 16 partnerów handlowych, torując drogę do nałożenia nowych ceł na główne gospodarki, w tym Chiny i Unię Europejską. Raport był wielokrotnie opóźniany, częściowo z powodu wyborów, jak twierdzą cztery osoby zaznajomione z planami.

Zapytany o plany wprowadzenia kolejnych ceł urzędnik USTR (United States Trade Representative — Przedstawicielstwa Stanów Zjednoczonych ds. Handlu) odniósł się do tego dochodzenia, mówiąc: — Administracja będzie nadal wdrażać politykę, która zapewni równe warunki konkurencji dla amerykańskich pracowników, hodowców bydła i przedsiębiorstw oraz zabezpieczy źródła utrzymania wszystkich Amerykanów.

Tymczasem Departament Handlu wstrzymuje się z zakończeniem dochodzenia handlowego dotyczącego sprzętu medycznego i urządzeń medycznych, które miało zostać zakończone we wrześniu i mogłoby skutkować wyższymi cłami. Administracja odłożyła na później dwa inne dochodzenia — jedno dotyczące maszyn przemysłowych i robotyki, a drugie dotyczące turbin wiatrowych — na początku tego miesiąca, ale może wrócić do nich i podnieść cła w ciągu kilku miesięcy. Urzędnicy są zobowiązani do złożenia prezydentowi sprawozdania w ciągu 180 dni na temat wszelkich nowych wydarzeń.

Administracja dysponuje innymi uprawnieniami celnymi, nad wykorzystaniem których wciąż się zastanawia. Ustawa o sankcjach wobec Rosji, przyjęta przez Kongres we wrześniu, również nadała prezydentowi szerokie nowe uprawnienia celne, z których zrezygnował w połowie października, zachowując jednak możliwość nakładania ceł w wysokości do 100 proc. w przyszłości. Były doradca Partii Republikańskiej argumentuje, że to, czy administracja skorzysta ze swoich nowych uprawnień celnych, zależy w dużej mierze od stanu negocjacji handlowych z Indiami, które mogą ucierpieć w wyniku nowej ustawy, ponieważ są one głównym nabywcą rosyjskiej ropy.

— Zachowają je na później — mówi były doradca o uprawnieniach celnych. — Jeśli uda im się zawrzeć porozumienie z Indiami, myślę, że prawdopodobnie wstrzymają się z ich wykorzystaniem — dodaje.

(...)

— Producenci wykorzystali ostatnie miesiące względnej stabilności polityki handlowej do zgromadzenia zapasów — mówi Kip Eideberg, starszy wiceprezes ds. relacji z rządem i przemysłem w Stowarzyszeniu Producentów Sprzętu (Association of Equipment Manufacturers), reprezentującym producentów sprzętu budowlanego i rolniczego.

— To pokazuje, że ludzie są zaniepokojeni — podsumowuje.

onet.pl\Politico


Kiriłł Dmitriew, jeden z głównych doradców i negocjatorów Władimira Putina i szef Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich napisał na portalu społecznościowym X, że „Europa nie jest w porządku: migranci, podżeganie do wojny, niepokoje i zamachy stanu" i zaapelował do europejskich polityków: 

– Odpokutujcie za swoje winy.

Nawiązał do zamieszek w zachodniej Europie, stanowczej polityki państw europejskich wobec Rosji oraz do sytuacji w Polsce, gdzie obóz rządzący i opozycja toczą walkę prawno-polityczną o skład Trybunału Konstytucyjnego.

Z kolei były rosyjski premier i prezydent, a obecnie znany z prowokujących wypowiedzi wiceszef Rady Bezpieczeństwa Dmitrij Miedwiediew porównał sytuację w Polsce do… Ukrainy. Stwierdził na państwowym portalu społecznościowym Max, że obecny kryzys wokół systemu sądownictwa w Polsce jest repliką metod stosowanych przez władze ukraińskie. Przekonywał, że rząd w Warszaw stosuje dokładnie te same metody co obóz rządzący w Kijowie, który według urzędnika Kremla dokonał całkowitej czystki wymiaru sprawiedliwości. 

– W Polsce doszło do zamachu stanu. Liberałowie brukselskiego protegowanego Tuska uciskają konserwatystów z PiS – napisał wiceprzewodniczący.

Zasugerował, że jednym z powodów nacisków może być też negatywny stosunek polskiej prawicy do ukraińskiego nacjonalizmu i postaci Stepana Bandery. Oskarżył Europę o stosowanie podwójnych standardów.

Jeszcze wczoraj do sytuacji w Polsce odniosła się rzeczniczka MSZ Maria Zacharowa. Moskiewski resort dyplomaci, w tym sam minister Siergiej Ławrow, protestują przeciwko zaproszeniu Polski na posiedzenie grupy G20 w Atlancie w USA (spotykają się szefowie dyplomacji). Amerykanie nie zaprosili bowiem RPA, parntera Rosji.

Zacharowa wykorzystała sytuację w Polsce, by jeszcze raz podważyć to zaproszenie dla Warszawy. Nawiązała do wypowiedzi ministra spraw zagranicznych Polski. Radosław Sikorski mówił, że obecność jego rosyjskiego odpowiednika Siergieja Ławrowa na szczycie w Atlancie jest trudna do akceptacji. 

— A to mówi minister spraw zagranicznych kraju, który nie jest członkiem G20 i zajmuje na tym spotkaniu miejsce kogoś innego – RPA. Trudno przypomnieć sobie bardziej niezręczny moment w historii Sikorskiego. Wydaje się, że wieczorem w Polsce, panie Sikorski, nadeszła »niezręczna chwila«, ta, o której wspominał pan dziś rano w Atlancie — oświadczyła Zacharowa.

Konflikt w Polsce kremlowskie i łukaszenkowskie media propagandowe relacjonują bardzo obszernie i na czołówkach. Dzieje się tak za każdym razem, gdy na Zachodzie występuje jakiś kryzys czy problem. Służby to propagandzie do odwracania uwagi społeczeństwa od sytuacji w kraju i wojny oraz budowaniu obrazu pogrążonego w zapaści i chaosie Zachodu.

Polsko-białorusko dziennikarz i działacz mniejszości polskiej na Białorusi, były więzień polityczny Andrzej Poczobut napisał w swoim wpisie na Facebooku:

– Przejrzałem sobie reakcje białoruskiej i rosyjskiej propagandy na wydarzenia wokół Trybunału Konstytucyjnego. Wybuch radości i satysfakcji był łatwy do przewidzenia. Mechanizm jest od lat ten sam: im większy polityczny chaos i awantura w Polsce, tym większe zadowolenie w Mińsku i Moskwie. Nie kibicują żadnej ze stron sporu wokół TK. Ich interes jest zupełnie inny: podsycać konflikt, pogłębiać podziały, eskalować emocje i doprowadzić do destabilizacji Polski. Im bardziej skłócone i podzielone jest polskie społeczeństwo, tym lepiej dla nich.

centrumeuropy.pl

środa, 28 października 2026



Portal Obronny/Super Express: - Pani minister, zacznę od wczorajszego wpisu ambasadora Stanów Zjednoczonych w Polsce. Ogłosił on, że w sprawie powstania centrum serwisowego pocisków do wyrzutni Patriot osiągnięto porozumienie ponad podziałami politycznymi. Czy to tylko życzeniowe myślenie ambasadora, czy rzeczywiście tak było?

Magdalena Sobkowiak-Czarnecka /wiceminister obrony narodowej - red./: Rzeczywiście tak było i nie ma co tego ukrywać ani się wstydzić. Trzeba jasno powiedzieć: każdy w tym procesie miał do odegrania swoją rolę na swoim poziomie. Kiedy pan prezydent wybierał się na Zgromadzenie Ogólne ONZ, zależało nam, aby w rozmowie z Donaldem Trumpem zabiegał o temat stworzenia centrum serwisowego w Polsce. Tak się stało. W tej sprawie dobrze układała się współpraca z Pałacem Prezydenckim, mieliśmy też sprawny przepływ informacji z Biurem Bezpieczeństwa Narodowego oraz ministrem Marcinem Przydaczem. Kiedy wymagał tego konkretny interes Polski, wiosłowaliśmy w jednym kierunku. Efekty mogą być spektakularne, bo to będzie pierwsze na świecie takie centrum poza Stanami Zjednoczonymi. W rywalizacji o tę inwestycję Polska okazała się lepsza od takich potęg jak Niemcy, Holandia czy Szwecja.

(...)

- Dobre relacje prezydenta Nawrockiego z Donaldem Trumpem pomogły?

Na pewno to, że prezydent Trump zadeklarował wsparcie, jest zawsze pomocne. Na końcu drogi najsilniejszy głos w Stanach Zjednoczonych ma przecież prezydent. Ten projekt był o tyle skomplikowany, że działał na dwóch płaszczyznach. Z jednej strony kluczowa była płaszczyzna biznesowa - nasz wniosek składany był do koncernu Lockheed Martin. Nasz plan biznesowo -technologiczny został przez Lockheed Martin oceniony najlepiej na tle pozostałych krajów. Później decyzja przeniosła się na poziom polityczny. Gdybyśmy rozmawiali kilkanaście dni temu, wszystko nie wyglądało tak różowo jak dzisiaj. Na szczęście na ostatniej prostej udało się zmobilizować wszystkie siły. Ogromna w tym rola wicepremiera, ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza i jego bliskich relacji zarówno z Waszyngtonem, jak i dobrych relacji z panem prezydentem.

(...)

- Jak się pani podobają pseudonimy, które Amerykanie nadają naszym politykom odpowiedzialnym za bezpieczeństwo? Minister Tomczyk został "Rambo", Premier Kosiniak-Kamysz to „K2", a o pani ambasador Rose napisał "Petarda". Podoba się pani ten pseudonim?

To typowo amerykański styl bycia i nadawania pseudonimów. Nie przeszkadza mi to. Cieszę się przede wszystkim z tego, że Amerykanie docenili nasz wkład merytoryczny w ten projekt i podjęli konkretną decyzję o wyborze Polski. Powtórzę: na tle Niemiec, Szwecji i Holandii wybór Polski nie był oczywisty. A ta decyzja bezpośrednio wpływa na bezpieczeństwo Polek i Polaków.

- Nie umniejszając waszych zasług – Amerykanie są pragmatyczni. Co poza sympatiami i zaangażowaniem zdecydowało o tym, że baza powstanie u nas?

Najpierw zdecydowały względy techniczne i możliwości inwestycyjne, czyli to, co opisaliśmy w planie skierowanym do Lockheed Martin. Na drugim etapie doszła polityka. To bardzo dobry sygnał dla Polski i całego Sojuszu Północnoatlantyckiego, że Amerykanie poprzez to centrum serwisowe wzmocnią swoją obecność na terenie Polski. Przybliża nas to do baz i do ewentualnej koprodukcji w przyszłości. Przede wszystkim jest to potwierdzenie, że Amerykanie nie zostawiają tej części Europy. Warto podkreślić, że będziemy serwisować pociski, które są obecnie najskuteczniejsze, najbardziej popularne, o najwyższym poziomie technologicznym i na co dzień wykorzystywane na Ukrainie.

(...)

- Mija rok, odkąd objęła pani funkcję pełnomocnika ds. mechanizmu SAFE i zajęła się tematyką obronną. Jak pani ocenia ten czas? Czy zaplanowane cele udało się zrealizować, czy pieniądze napływają i czy płacimy już odsetki?

Program SAFE został dowieziony - to pierwszy sukces. Najnowsze dane z Agencji Uzbrojenia pokazują, że z puli 180 miliardów złotych zakontraktowaliśmy już prawie 130 miliardów. Aż 99,5% wartości wszystkich dotychczasowych kontraktów trafia do polskich przedsiębiorstw. To wynik wyższy niż zapowiadaliśmy. Oczywiście ten odsetek nieco spadnie, gdy będziemy kupować np. samoloty do tankowania w powietrzu od Hiszpanii. Polska jako pierwsza otrzymała zaliczkę z Komisji Europejskiej. Do końca października wyślemy do Komisji rozliczenie wydatkowania środków i będziemy wnioskować o pierwszą wypłatę. Dopełnienie tego kroku uruchomi spłatę odsetek, zegar zacznie bić w ciągu najbliższych miesięcy. Pamiętam, jak rok temu opozycja zarzucała mi działanie na korzyść Niemiec i niszczenie relacji transatlantyckich. Cieszę się, że niecały rok później doprowadziłam do ważnej umowy ze Stanami Zjednoczeniami.

(...)

- Do której partii politycznej pani obecnie należy?

Do żadnej.

- A czy planuje pani zapisać się do jakiegoś ugrupowania przed wyborami?

Na razie nie mam takich planów.

portalobronny.se.pl