wtorek, 18 sierpnia 2026



„Południowokoreańscy urzędnicy są wciąż w szoku z powodu wypowiedzi Trumpa, powiedziała osoba znająca poglądy Seulu na tę sprawę, której udzielono anonimowości ze względu na drażliwy charakter komentarzy. Coraz powszechniejsze jest jednak przekonanie, że Korea Południowa, podobnie jak Japonia, może potrzebować własnej broni jądrowej, aby zrównoważyć działania Pjongjangu i Pekinu – co niemal na pewno zapoczątkowałoby nowy wyścig zbrojeń w Azji.

„Zmierzamy powoli do nuklearnego potencjału Azji Północno-Wschodniej” – powiedział dziennikowi NatSec Daily JOEL WIT, koordynator Departamentu Stanu ds. porozumienia między USA a Koreą Północną z 1994 roku, mającego na celu zamrożenie programu zbrojeń nuklearnych Pjongjangu. „Koreańczycy z Południa są już zdenerwowani, a to podsyca ich zainteresowanie alternatywnymi rozwiązaniami”.

Seul prawdopodobnie monitoruje, czy Arabia Saudyjska sfinalizuje proponowaną umowę z USA dotyczącą technologii jądrowej, umożliwiającą Rijadowi wzbogacania uranu nadającego się do celów zbrojeniowych.

„Jeśli umowa z Arabią Saudyjską dojdzie do skutku, mogę zagwarantować, że Koreańczycy z Południa będą chcieli takiego samego rozwiązania” – dodał Wit.

„To kolejny gwóźdź do trumny nierozprzestrzeniania broni jądrowej i o wiele trudniej będzie argumentować przeciwko temu, że Korea Południowa nie opracowała własnej broni jądrowej” – powiedział DAVE RANK , były urzędnik ds. Korei w Departamencie Stanu w administracji Clintona.

Osiemdziesiąt procent Koreańczyków z Południa popiera stworzenie „rodzimego potencjału broni jądrowej” – wynika z wyników sondażu opinii publicznej, opublikowanego w kwietniu przez działającą w Seulu organizację non-profit Asan Institute for Policy Studies.

Źródło: Politico NatSec Daily

x.com/MStefan92


Trump, Rubio oraz sekretarz obrony Pete Hegseth co rusz powtarzają, iż Ameryka prowadzi dzisiaj politykę pod hasłem "Pokój poprzez siłę" ("Peace through strength"). Tak jak niegdyś, w czasach zimnej wojny, hołdował tej zasadzie Ronald Reagan.

Dzisiaj jednak nie widać ani pokoju, ani siły. Wręcz przeciwnie: chyba nigdy jeszcze w historii Stanów Zjednoczonych nie widzieliśmy tak jaskrawej przepaści między wielkomocarstwową retoryką, buńczucznymi groźbami, górnolotnymi hasłami a niekompetencją, ignorancją i infantylnymi zachowaniami obecnej administracji.

Za każdym razem, kiedy Trump zapowiada, iż "zrówna z ziemią Iran", wiadomo, że nic się nie wydarzy. Za każdym razem, kiedy mówi, że "cieśnina Ormuz jest pod całkowitą kontrolą USA", można się spodziewać, że jeszcze tego samego dnia kilka następnych tankowców zostanie trafionych irańskimi rakietami. Za każdym razem, kiedy szef Pentagonu zapewnia, że Ameryka nie ma żadnych problemów z produkcją amunicji, można stawiać dolary przeciwko orzechom, że magazyny są puste.

Wróćmy na moment do "Ulchi Freedom Shield". Otóż Trump ogłosił swoją decyzję w sprawie manewrów dwa dni po tym, jak władze w Pjongjangu ostro przeciwko nim zaprotestowały (jak co roku zresztą), uznając je za "prowokację". Jeśli największa globalna potęga kuli ogon po tupnięciu nogą przez Kim Dzong Una, to nie pozostaje nam nic innego, jak tylko gromko zawołać: "Ratuj się kto może".

Ameryka się zwija - i politycznie, i militarnie. "Peace through strength" jest jedynie na pokaz. W rzeczywistości mamy do czynienia z niebezpieczną mieszanką chaosu, ignorancji i tchórzostwa. Niedawno Elbridge Colby, prawa ręka Pete’a Hegsetha, w trakcie kilkunastominutowego wystąpienia w stolicy Filipin Manili nie wymienił ani razu Chin. Prawdopodobnie po to, by nie drażnić smoka.

(...)

Dodajmy do tego zainicjowany właśnie proces przeglądu obecności amerykańskich sił w Europie, który ma w założeniu doprowadzić do ich redukcji. Pentagon wysłał do stolic państw członkowskich specjalny formularz z pytaniami testującymi polityczną "lojalność" sojuszników (czy np. wspierają oni operację USA przeciwko Iranowi i czy kupują amerykańskie uzbrojenie). Cel jest jasny: Biały Dom chce mieć pretekst, aby cięcia były jak najgłębsze. /To raczej nie Colby, który jest rozsądny choć lekki izolacjonista-realista, a Hegseth - bezreflaksyjne przedłużenie woli Trumpa - red./

Trump może zaoszczędzić na ćwiczeniach w Korei Południowej i na wycofaniu amerykańskich kontyngentów z Europy. Może wybłaga jeszcze jeden szczyt z Kim Dzong Unem ("Zapraszamy do Pjongjangu!") oraz z Władimirem Putinem ("Zapraszamy do Moskwy!"). Może nawet doczeka się jakiegoś komplementu od Xi Jinpinga, czego łaknie jak kania dżdżu. Aczkolwiek jednej rzeczy już nie odzyska: wiarygodności Stanów Zjednoczonych jako poważnego, odpowiedzialnego sojusznika.

Ta bowiem leży w gruzach.

/Przynajmniej chwilowo - red./

wp.pl

niedziela, 16 sierpnia 2026



Kalkulacja była taka. W początkach kampanii Karol Nawrocki był nieporadny w pierwszych przemówieniach, słupki notowań miał niskie, część polityków PiS sabotowała jego kandydaturę i podsycała w mediach nastrój, że kandydat PiS może nie wejść do drugiej tury. Bosak — relacjonują ludzie z jego otoczenia — bardzo chciał wykorzystać słabość Nawrockiego. Problem w tym, że kandydatem Konfederacji był już Sławomir Mentzen, który powiedział, że będzie startował bez względu na wszystko, i to zrobił.

— Krzysiek robił dobrą minę do złej gry. Nawet mu to wychodziło. Chciał kandydować, ale nie chciał, żeby przez to się rozleciała partia. Odłożył własną ambicję na bok — mówi mój rozmówca.

W wymarzonym scenariuszu Bosak wchodził do drugiej tury z Rafałem Trzaskowskim i wtedy wszyscy na prawicy jednoczą się przeciwko prezydentowi Warszawy, dając zwycięstwo najgładszemu z narodowców. Ostatecznie wystartował jednak Mentzen i zdobył 14,8 proc.

Dziś Krzysztof Bosak wpada czasami do pałacu prezydenckiego. Spotkania osobiste z Nawrockim nie są częste, ale telefonicznie bądź SMS-owo już tak. — Trzymają bliski kontakt — opowiada jeden z polityków z jego kręgu.

— Ale Karol stara się trzymać równowagę w kontaktach z Bosakiem i Mentzenem, żeby któryś nie czuł się wyróżniany, bo mogliby się pożreć — mówi rozmówca z obozu prezydenta.

(...)

Bosak, tak jak Nawrocki, jest bardzo krytyczny wobec Ukrainy. Ale mówi nie tylko o banderowcach i o tym, że Kijowowi nie można dawać rakiet do Patriotów. Wspomina też często o emeryturach z ZUS, które w przyszłości będą wypłacane Ukraińcom, którzy w Polsce płacili składki.

Obydwaj są twardymi prawicowcami w podobnym wieku (44-letni Bosak jest o rok starszy). Ale coś ich różni. — Bosak ma wrodzoną inteligencję, ale jest lekkoduchem. Nawrocki jest przy Krzyśku dość tępy, za to zawzięty, zdyscyplinowany, przyzwyczajony do ciężkiej pracy i dzięki temu doszedł na szczyt — opisuje człowiek z ich kręgu.

Brak wyższego wykształcenia to wielki kompleks Bosaka. Jest już za stary na chodzenie na regularne studia, ale na tyle młody, by nie porzucać myśli o dyplomie. Poszedł jednak na łatwiznę i to się za nim ciągnie. — Świętoszek — mówi polityk prawicy, który go zna. — Poucza, stawia się w roli autorytetu, a sam kombinował, jak tu skończyć jakieś studia, byle najłatwiej.

Patrząc na jego edukacyjną epopeję, widać, że zainteresowania ma rozległe. Próbował sił na architekturze na Politechnice Wrocławskiej, ekonomii w SGH, filozofii na prywatnej uczelni, aż wylądował na kolejnej: w Collegium Humanum — fabryce dyplomów dla licznych polityków różnych partii. Gdy po artykule "Newsweeka" wybuchła afera, bo Renata Kim ujawniła, że nauka na tej uczelni to w dużej mierze fikcja, początkowo twierdził, że nie był studentem kontrowersyjnej placówki, potem jednak przyznał, że był. — A najgorsze jest to, że on nie miał nic specjalnie do roboty, ale i tak wolał iść do Humanum — słyszymy.

Zamiast dyplomu ma — jak mówią w jego otoczeniu — dar od Boga. Jest wygadany. A nawet rozgadany — potrafi długo deliberować nad sprawą, przeciągać decyzje, roztrząsać każdy detal. — Potrafi przemawiać i publicznie dyskutować. To boski dar, ale też dużo pracy. Czasami ma też ściągawki, które sobie przygotowuje przed programami — opowiadają konfederaci. To go odróżnia od Mentzena, który jest jak strzelający pistolet.

W otoczeniu Bosaka zwracają też uwagę na rozdęte ego swojego lidera i na to, że bardzo łatwo go czymś urazić.

Bosak ma ambicje. Zmienne. Celował w MSZ, ale na początku wojny w Ukrainie zmienił swój cel z dyplomacji na MON. — Zwrot był nagły, ale Bosak się trzyma obranego kierunku. W wojennych czasach to najważniejszy resort — mówi polityk prawicy. — Bosak wizytował jednostkę specjalną GROM. Uczy się każdego rodzaju wojska — dodaje. Wpisał się na koniec do księgi pamiątkowej, ale szerzej chwalić się wizytą nie mógł.

W wywiadzie w Polsacie ubolewał niedawno: — Jeżeli ja odwiedzam na zamkniętych wizytacjach komisji obrony zakłady zbrojeniowe czy jednostki wojskowe, to nie jest coś, co możemy pokazać wyborcom. Często nawet nie możemy wykonać jednego zdjęcia, bo zakłady bądź jednostki wojskowe są objęte ochroną.

Ale do czasu objęcia wymarzonej teki lubi swój fotel wicemarszałka Sejmu. — Bo chce i lubi błyszczeć — słyszymy w jego otoczeniu.

To najwyższe stanowisko piastowane przez polityka Konfederacji, ale dla 44-letniego polityka najwyższy już czas, by nie tylko gardłować, ale rządzić. — Bosak uważa, że jeśli będzie okazja, aby w 2027 r. wejść do rządu, nie będzie się wzbraniał i pójdzie na ministra — mówi jeden z jego partyjnych towarzyszy.

Bosak i Mentzen wypracowali model współpracy, który zakłada brak kontaktów i rozmów. Jadą na jednym wózku, są w jednej partii czapie (Konfederacji), ale każdy robi, co chce. Trochę się wadzą publicznie, ale nie tak, żeby się rozejść, bo alians im się opłaca. — Każdy sobie rzepkę skrobie i jakoś to idzie — mówi człowiek ze środowiska Konfederacji. — Mentzen bawi się polityką. Bosak chce iść do rządu — ocenia. To rodzi ryzyko rozpadu, gdy po wyborach Konfederacja będzie przed wyborem: rząd z liberałami, czyli obozem Donalda Tuska, czy z konserwatystami, czyli z obozem Jarosława Kaczyńskiego. Konfederacja może pęknąć, bo Bosak z Tuskiem rządzić nie zamierza, a Mentzen taki odległy od Koalicji Obywatelskiej nie jest.

Wizja rządów koalicyjnych z PiS wymagałaby przezwyciężenie traumy sprzed prawie 20 lat. Bosak był wtedy najmłodszym posłem (wchodząc do Sejmu, miał 23 lata), a jego Liga Polskich Rodzin — kojarzona głównie z Romanem Giertychem — została rozszarpana przez PiS.

W 2007 r. nie dostał się do Sejmu. Błąkał się na marginesie polityki, wystąpił za to w "Tańcu z gwiazdami", był niszowym redaktorem, zakładał fundacje albo pracował w cudzych. — Przez parę lat był na garnuszku rodziców — opowiadają znajomi. Mieszkał z kolegami w wynajmowanym mieszkaniu. Mógł wrócić do Sejmu, bo kusili go i PiS, i Paweł Kukiz, by startował z ich list, ale wolał tworzyć Ruch Narodowy. Odyseja skończyła się w 2019 r. — z list Konfederacji dostał się do Sejmu.

Już się nie daje z niego wypchnąć i celuje wysoko.

— Jednak nie chce być premierem, a na pewno w żaden sposób nie zdradza takich ambicji. On woli mieć władzę nad swoim odcinkiem, a nie szarpać się na fotelu szefa rządu. On wie, że to niewdzięczna robota, bo trzeba starać się panować nad masą rzeczy — mówi człowiek z Konfederacji.

Zwłaszcza że — to dość powszechna opinia w jego otoczeniu — nie potrafi zarządzać ani nie ma ręki do ludzi. — Jego prawa ręka Witold Tumanowicz został właśnie gwiazdą w tabloidach — żartują na prawicy. — Poseł został sfotografowany podczas interwencji straży miejskiej, gdyż był pod wpływem alkoholu. Na zdjęciach wyglądał, jakby podchodził już do niekontrolowanego lądowania na ziemi, ale starał się utrzymać równowagę.

Lepszy zaciąg miał do pałacu Nawrockiego, gdzie łącznikiem Bosaka w Kancelarii Prezydenta jest Piotr Głowacki, szerzej nieznany, ale wśród narodowców rozpoznawalny, doradca etatowy prezydenta. — Ta nominacja to ukłon Nawrockiego wobec Krzyśka, przekaże Bosakowi, co trzeba — mówi mój rozmówca. Wokół prezydenta jest też związany z Bosakiem Łukasz Czernicki, który zasiada w Radzie Gospodarczej. Z narodowców (choć on jest już w zasadzie byłym narodowcem) najwyższą formalnie pozycję ma Adam Andruszkiewicz, wiceszef Kancelarii Prezydenta, ale on jest z Bosakiem i Ruchem Narodowym śmiertelnie skłócony. Najbliżej mu do Mateusza Morawieckiego, PiS z niego szydzi.

onet.pl

sobota, 15 sierpnia 2026



Wcześniej włączenie tych przekaźników skończyło się ultimatum ze strony Wołodymyra Zełenskiego wobec Alaksandra Łukaszenki z sugestią, że Ukraina zamierza je zniszczyć. Przekaźniki zamilkły pod koniec czerwca.

Na informację o ponownym ich uruchomieniu, która pojawiła się na kanale telegramowym Operatywnyj inform, zwrócił uwagę białoruski bloger Ihar Łosik.

– Na dzień dzisiejszy w obwodzie homelskim na Białorusi odnotowano pracę dwóch przekaźników wykorzystywanych do sterowania Szahedami w sieci Mesh.

Sieć Mesh to zdecentralizowana sieć łączności, w której kilka węzłów łączy się ze sobą i może przekazywać sygnał dalej, pełniąc rolę swoistych przekaźników: dane mogą przechodzić nie przez jeden centralny punkt, lecz kilkoma trasami.

(...)

Przypomnijmy, że strona ukraińska informowała o działaniu na terytorium Białorusi przekaźników, które – według tych twierdzeń – Rosja wykorzystuje do utrzymywania łączności z dronami typu Szahed i korygowania ich lotu w głąb Ukrainy. 19 czerwca Wołodymyr Zełenski postawił Alaksandrowi Łukaszence ultimatum: w ciągu tygodnia ma zdemontować przekaźniki w przygranicznych rejonach Białorusi. Zełenski uprzedził, że w razie niewykonania żądania Ukraina „zrobi to sama". Zgodnie z jego oświadczeniem z 24 czerwca, od 22 czerwca przekaźniki na Białorusi przestały działać, nie było jednak informacji o tym, czy zostały zdemontowane, wyłączone przez białoruskie władze, czy zniszczone.

29 czerwca 2026 roku były naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy Ołeksandr Syrski oświadczył, że jeden z białoruskich przekaźników został po tym jeszcze raz włączony. Dodał jednak: – Więcej już ich włączać nie będą. Nie potwierdził przy tym, że wszystkie instalacje zostały zdemontowane. Ukraińskie oświadczenia świadczyły więc przede wszystkim o zaprzestaniu pracy przekaźników, nie dawały jednak jasnej odpowiedzi, w jaki dokładnie sposób to osiągnięto.

30 czerwca 2026 roku przedstawiciel Zjednoczonego Gabinetu Przejściowego Białorusi ds. obrony i bezpieczeństwa narodowego Wadzim Kabanczuk przedstawił wersję, że przekaźniki zostały fizycznie zniszczone przez ukraińskie drony. – Fizycznie już nie istnieją – oświadczył, nie podając źródła informacji. Według słów Kabanczuka mogło chodzić nie tylko o wyłączenie, lecz o punktowe zniszczenie obiektów, jednak strona ukraińska oficjalnie tego nie potwierdziła.

centrumeuropy.pl

piątek, 14 sierpnia 2026



Prezydent Rosji w czwartek pojawił się na pokładzie krążownika rakietowego Floty Pacyfiku w pełnym umundurowaniu marynarki wojennej, prezentując się jako dowódca czasu wojny. Nadzorował ćwiczenia wojskowe na rosyjskim Dalekim Wschodzie.

(...)

Dzień przed pojawieniem się Putina na pokładzie krążownika Ukraina przypuściła duży atak na Noworosyjsk, główną rosyjską bazę morską na Morzu Czarnym. Wcześniejsze ukraińskie ataki zmusiły Moskwę do wycofania dużej części swojej floty z okupowanego Krymu.

Atak uderzył w infrastrukturę morską i portową oraz zmusił terminale zbożowe do zawieszenia działalności. Władze rosyjskie ogłosiły stan wyjątkowy.

(...)

Putin wykorzystał swój pokaz również jako odpowiedź na rosnącą presję Zachodu na rosyjską flotę cieni. Nazwał ewentualne przejmowanie statków piractwem i rozbojem, a następnie ostrzegł, że jego kraj może podjąć działania odwetowe, gdziekolwiek uzna to za stosowne.

Dowódca Floty Pacyfiku adm. Wiktor Liina posunął się dalej, mówiąc, że Rosja jest gotowa dokonywać inspekcji i zatrzymań statków powiązanych z "nieprzyjaznymi" państwami.

(...)

Sąd Najwyższy Rosji w tym tygodniu wykluczył partię Jabłoko (jedyną zarejestrowaną partię otwarcie sprzeciwiającą się wojnie) z udziału we wrześniowych wyborach parlamentarnych. Powiązani z Kremlem stratedzy polityczni przekazali niezależnie serwisowi Meduza, że ​​antywojenna kampania ugrupowania zaczęła zyskiwać wystarczające poparcie, aby wzbudzić obawy o cele wyborcze rządzącej Jednej Rosji.

onet.pl\Kyiv Post


Łukaszenko tradycyjnie uprawia słowną akrobatykę. Na przykład w 2021 r. nazywał Zełenskiego "Wołodią" i "traktował go jak własne dziecko", a w 2023 r. wyzywał go od "wszy". 29 maja 2026 r. Łukaszenko poparł rosyjską propagandową narrację przedstawiającą Zełenskiego jako narkomana ("gdzieś zapalił, gdzieś wbił sobie igłę… i zaczyna wygłaszać oświadczenie. Po prostu mi go żal").

W czerwcu jednak publicznie przeprosił "Władimira Aleksandrowicza" za te słowa i zapewnił, że "włączenie się Białorusi w jakiejkolwiek roli do wojny, do konfliktu, jest niedopuszczalne", a Ukraina z jego strony "nie ma absolutnie czego" się obawiać.

Właśnie w tym czasie trwało tworzenie nowej brygady desantowo-szturmowej na granicy Białorusi z Ukrainą.

Dyplomatyczna akrobatyka to również ulubiony styl Łukaszenki. Od 2020 r., pozbawiony legitymizacji w kraju i polegający w utrzymaniu władzy na poparciu Putina, białoruski przywódca sam radykalnie zawęził sobie pole manewru dyplomatycznego.

Nawet jeśli brygada ta nigdy nie przekroczy granicy, sam fakt jej istnienia zmusza Ukrainę do utrzymywania znacznych rezerw na północy, odciągając je od rzeczywistych działań bojowych na wschodzie i południu.

Tę strategię wojskowego blefu reżim Łukaszenki stosuje od pierwszych dni wojny. Przez cały r. 2022 i później na Białorusi odbywały się to jedne, to inne ćwiczenia, które nie bez powodu niepokoiły Ukrainę. Przejawiało się to w powtarzających się pytaniach ukraińskich dziennikarzy: "No to co, jutro jednak armia białoruska zaatakuje?".

Przekonujące krzyczenie "zagrożenie, zagrożenie !" przez lata jest trudne. Efekt stopniowo wygasł. Utworzenia brygady nie można już jednak zignorować.

(...)

Łukaszenko nie tylko tworzy nową brygadę, ale także nakazał ministrowi obrony wcielić niedbałych urzędników do wojska i wysłać na granicę z Ukrainą. Z kolei na naradzie po kompleksowej kontroli sił zbrojnych oświadczył, że Białoruś przygotowuje się do wojny: "nie może być mowy o czasie pokoju".

Ukraina również zachowuje się tak, jakby żadne z dotychczasowych "czerwonych linii" nie istniały. Na szczeblu politycznym po raz pierwszy odbyła się oficjalna wizyta białoruskiej przywódczyni demokratycznej Swiatłany Tichanowskiej w Kijowie oraz jej spotkanie z Władimirem Zełenskim; nawiązuje się współpraca między białoruskimi siłami demokratycznymi a władzami ukraińskimi. Wcześniej, jak się wydaje, przeszkadzały w tym właśnie te "czerwone linie" oraz niechęć Kijowa do prowokowania Łukaszenki.

Na płaszczyźnie wojskowo-dyplomatycznej sytuacja wygląda jeszcze bardziej klarownie. W czerwcu Zełenski postawił Łukaszence ultimatum: miał w ciągu tygodnia usunąć rozmieszczone na Białorusi stacje retransmisyjne dla bezzałogowych statków powietrznych (BPA), które korygują rosyjskie ataki na ukraińskie miasta, oraz zaprzestać dostaw produktów naftowych dla armii Federacji Rosyjskiej. Nie czekając na upływ terminu ultimatum, Łukaszenko wyleciał z Białorusi w atmosferze ścisłej tajemnicy, oficjalnie nazywając to "długotrwałą delegacją zagraniczną" (nie podając dokładnych terminów, kierunków ani celów podróży).

Później Zełenski oświadczył, że w terminie wyznaczonym w ultimatum przestały działać stacje przekaźnikowe dla rosyjskich dronów na terytorium Białorusi. Ani Kijów, ani Mińsk nie wyjaśniły, w jaki sposób do tego doszło. Natomiast Wadim Kabanczuk, przedstawiciel do spraw obrony i bezpieczeństwa narodowego Zjednoczonego Gabinetu Przejściowego Białorusi (odpowiednik ministra obrony w strukturze białoruskich sił demokratycznych), oświadczył, że retransmitery na Białorusi zostały zniszczone przez ukraińskie drony. Dostawy paliwa do Rosji z białoruskich rafinerii nie zostały jednak wstrzymane.

onet.pl\The Moscow Times


Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow podkreślił 14 sierpnia, że Rosja nie chce zaakceptować zawieszenia broni, które zamraża obecną linię frontu, i ponownie potwierdził zaangażowanie Rosji w kontynuowanie wojny na Ukrainie do czasu, aż Rosja będzie w stanie zapewnić "długoterminowe, niezawodne i zrównoważone porozumienie na swoich własnych warunkach". Zastępca przewodniczącego Rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa Dmitrij Miedwiediew oświadczył 12 sierpnia podczas spotkania z radą ekspertów Partii Jednej Rosji, że Rosja zawiesi lub zakończy wojnę na Ukrainie “wyłącznie” na warunkach Rosji, pośrednio odnosząc się do maksymalistycznych celów wojennych Rosji, jakim jest całkowita kapitulacja Ukrainy. Wydaje się, że Kreml podwaja swoje wysiłki w związku z całkowitym odrzuceniem koncepcji negocjacji, aby zjednoczyć rosyjskie społeczeństwo wokół prowojennej platformy przed wyborami do Dumy Państwowej w dniach 18-20 września 2026 r.

(...)

Były ukraiński członek służby i ekspert ds. walki z dronami Dmytro Putiata poinformował 2 sierpnia, że siły ukraińskie zniszczyły rosyjskiego drona widoku pierwszoosobowego (FPV), który obsługiwał technologię sterowanego radiowo przeskakiwania częstotliwości i widma rozproszonego (FHSS), umożliwiając dronowi uniknięcie ukraińskiego zakłócenia wojny elektronicznej (EW) i przelot na głębokość do 40 kilometrów.

(...)

Rosyjski milbloger stwierdził 14 sierpnia, że siły rosyjskie rozpoczęły wystawianie dronów lotniskowców Dyagterev odpornych na wojnę elektroniczną (EW), aby uderzyć w siły i aktywa ukraińskie głęboko na tyłach Ukrainy w obwodzie charkowskim.

(...)


Zlokalizowany materiał opublikowany 13 sierpnia przedstawia siły ukraińskie przeprowadzające nalot na okupowany przez Rosję budynek w centrum Kostyantyniwki, co wskazuje, że siły rosyjskie prawdopodobnie skonsolidowały pozycje w południowo-wschodniej Kostyantyniwce poza tym, co jest obecnie odzwierciedlone na mapach ISW. Zakres rosyjskiego postępu na tym obszarze pozostaje jednak niejasny.


(...)

Rzecznik ukraińskich sił powietrznych pułkownik Jurij Ihnat oświadczył 14 sierpnia, że w lipcu 2026 r. siły rosyjskie użyły pięciokrotnie więcej dronów o napędzie odrzutowym w porównaniu z czerwcem 2026 r. Ihnat poinformował, że drony o napędzie odrzutowym stanowią do dwóch trzecich niektórych rosyjskich pakietów uderzeniowych, a pakiet uderzeniowy z 13-14 sierpnia zawierał co najmniej 30 dronów o napędzie odrzutowym.

understandingwar.org

czwartek, 13 sierpnia 2026



Samsung ogłosił rekordowe wyniki finansowe, notując 19-krotny wzrost zysku operacyjnego w ujęciu kwartalnym. Zysk był tak duży, że udało się pod tym względem wyprzedzić dotychczasowego lider, tj. Nvidię i zostać najbardziej dochodową firmą technologiczną na świecie. Jak poinformował w miniony piątek Kim Yong-Kwan, szef działu Device Solutions (DS) odpowiadającego za półprzewodniki, zysk operacyjny tej jednostki za cały 2026 rok przewyższy sumę zysków wypracowanych przez blisko 40 lat działalności firmy w branży chipów tj. od czasu wejścia na ten rynek poprzez przejęcie Korea Semiconductor w 1974 roku.

Według wstępnych wyników opublikowanych 7 lipca, Samsung osiągnął w drugim kwartale 58,5 mld dolarów zysku operacyjnego, wyprzedzając ostatni kwartalny wynik Nvidii wynoszący 53,54 mld dolarów, przy czym sam dział DS odpowiadał już w pierwszym kwartale za około 94% całkowitego zysku operacyjnego koncernu (35,1 mld z 37,2 mld dolarów).

Rekordowe wyniki to efekt gwałtownego wzrostu popytu a co za tym idzie cen pamięci DRAM i NAND. A wszystko za sprawą boomu na AI, który w pierwszej połowie roku pchnął marże operacyjne producentów pamięci NAND do poziomu 40-50%, a ceny modułów LPDDR5X 12 GB sięgnęły około 145 dolarów.

Wynik  finansowy uwzględni jednak wypłatę dla pracowników działu chipów w ramach programu podziału zysków w formie akcji, sięgającą w tym roku nawet 26,6 mld dolarów. Konkurencyjny SK hynix przedstawi swoje wyniki za drugi kwartał 29 lipca, a analitycy szacują, że łączny zysk operacyjny obu firm za ten okres sięgnie blisko 150 bilionów wonów.

twojepc.pl


Lenovo, a więc jeden z największych producentów komputerów PC na świecie (około 25% rynku konsumenckiego), ogłosił podczas konferencji ISC 2026, że rosnące ceny pamięci DRAM i NAND Flash to nie chwilowa anomalia, lecz trwały trend. Ich zdaniem bańka AI wcale tak szybko nie pęknie a zapoczątkowana pod koniec 2025 fala podwyżek ma potencjał utrzymać się co najmniej do końca tej dekady. Firma regularnie prowadzi badania kanałów dystrybucji u swoich dostawców pamięci i na tej podstawie ocenia, że popyt na pamięci DRAM i NAND rośnie szybciej niż możliwości produkcyjne ich wytwórców, czyli Samsunga, SK Hynix i Microna.

Firmy te co prawda intensywnie rozbudowują swoje fabryki, ale minie jeszcze sporo czasu nim uda się nasycić wciąż puchnący rynek centrów danych dla AI. Oznacza to bardzo wysokie ceny RAMów i  dysków SSD, które niebawem mogą stać się jeszcze droższe. Przy tym Lenovo uważa, że trend wzrostowy może się utrzymywać nawet po 2030 roku. Słowem jak nie koparki, to AI. No i jak tu żyć?

twojepc.pl

środa, 12 sierpnia 2026



W sobotę Zełenski po raz pierwszy spotkał się z prezydentem Serbii Aleksandarem Vuczićem, który odmówił przyłączenia się do unijnych sankcji wobec Rosji i utrzymuje przyjazne stosunki z Kremlem. Następnie Ukrainiec wkroczył w najbardziej drażliwy regionalny spór, oświadczając, że Ukraina nadal nie będzie uznawać niepodległości Kosowa, dawnej prowincji Serbii.

Na reakcję Kosowa nie trzeba było długo czekać. Niebiesko-żółty transparent z napisem "Wolna Ukraina", wielkości budynku, który wisiał na głównej arterii Prisztiny od 2022 r., został natychmiast zdjęty.

Burmistrz Perparim Rama oświadczył, że choć nadal solidaryzuje się z "narodami borykającymi się z wojną, przemocą i prześladowaniami, szacunek musi być wzajemny".

onet.pl\Politico


Wizyta Zełenskiego w Belgradzie służyła zabezpieczeniu ciągłości dostaw serbskiego uzbrojenia. W szczególności dotyczy to deficytowej amunicji do poradzieckich systemów artyleryjskich kalibrów 122 i 152 mm. Serbia należy do nielicznych państw wciąż produkujących te pociski. Według ustaleń „Financial Times” wartość tych dostaw tylko w dwóch pierwszych latach wojny wyniosła ok. 800 mln euro. Potencjalnie istotne znaczenie mogą mieć także możliwe dostawy części zamiennych do myśliwców MiG-29 oraz amunicji do granatników przeciwpancernych i broni strzeleckiej wzorów radzieckich. Współpraca z Belgradem pozwala Ukrainie ograniczyć zależność od Bułgarii, kluczowego partnera w zakresie dostaw sprzętu poradzieckiego, której nowy rząd wypowiada się sceptycznie w sprawie pomocy wojskowej dla Kijowa (choć kontynuuje dostawy komercyjne). Oficjalnie Serbia nie dostarcza ani nie sprzedaje Ukrainie uzbrojenia i sprzętu wojskowego (UiSW), faktycznie jednak po 2022 r. serbskie UiSW trafiają do Kijowa za pośrednictwem łańcucha firm zlokalizowanych m.in. w Polsce i Czechach.

(...)

Wizyta Zełenskiego dowodzi niejednoznacznego stanowiska Belgradu wobec wojny rosyjsko-ukraińskiej. Serbia nie nałożyła sankcji na Rosję, utrzymuje z nią relacje polityczne i współpracę wywiadowczą, jest zależna od rosyjskiego gazu ziemnego, a pomiędzy oboma państwami funkcjonują połączenia lotnicze. Choć Belgrad uznaje integralność terytorialną Ukrainy, to Vučić publicznie akcentuje neutralność Serbii wobec wojny i zaprzecza, jakoby bezpośrednio wspierała wojskowo Kijów. Nie chce tym samym dodatkowo zadrażniać pogarszających się stosunków z Moskwą i ryzykować odpływu prorosyjskiej części swojego elektoratu.

Vučić będzie instrumentalizował współpracę z Ukrainą w relacjach z UE. Brak harmonizacji z unijną polityką wobec Rosji był – obok regresu praworządności – jedną z przyczyn, dla których część państw członkowskich sprzeciwiło się otwarciu trzeciego klastra negocjacji akcesyjnych w lipcu br. Vučić ma nadzieję, że dzięki wizycie Zełenskiego zbuduje w oczach zachodnich partnerów wizerunek „cichego sojusznika” Ukrainy. Liczy również na zyskanie „wyrozumiałości” UE dla prawdopodobnych nadużyć władzy w przyszłych wyborach parlamentarnych, których rozpisania domagają się uczestnicy trwających od listopada 2024 r. protestów społecznych (...). W rzeczywistości nie chce całkowicie zrezygnować z relacji z Moskwą (m.in. współpracy energetycznej).

Poparcie Zełenskiego dla integralności terytorialnej Serbii wywołało ostrą krytykę w Kosowie. Starania broniącej się Ukrainy o pozyskanie serbskiej amunicji spotykają się z pewnym zrozumieniem Prisztiny. Zaskoczeniem nie jest też brak uznania niepodległości Kosowa – to od lat niezmienne stanowisko Kijowa. Jednocześnie wyrażenie w Belgradzie poparcia dla integralności terytorialnej Serbii wzbudziło ostry sprzeciw. Po raz pierwszy w ostatnich kilkunastu miesiącach kosowscy politycy i komentatorzy zjednoczyli się i przypomnieli zbrodnie, których Albańczycy doświadczyli z rąk serbskich w latach 90. XX wieku, porównując je do rosyjskich na Ukrainie. Z centralnego placu stolicy usunięto ukraińską flagę. Kosowo przypomniało, że kraj ten od początku potępia rosyjską inwazję, wprowadził – w przeciwieństwie do Serbii – sankcje przeciwko agresorowi i na miarę swoich możliwości przekazał Ukrainie wsparcie wojskowe. Wypowiedzi Zełenskiego skrytykowało także MSZ Albanii, a w niedzielę antyrządowi demonstranci w Tiranie wznosili hasła przeciwko ukraińskiej głowie państwa.

osw.waw.pl