niedziela, 13 września 2026



Według informacji uzyskanych przez "Der Spiegel", pociąg, którym podróżowali z Kijowa m.in. były brytyjski premier Boris Johnson i doradca kanclerza Niemiec ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa Gunter Sautter, został ewakuowany przy polskiej granicy z powodu alarmu dronowego.

W pociągu obok doradcy kanclerza Niemiec i Johnsona byli też inni europejscy politycy i dyplomaci. Skład został ewakuowany w niedzielę rano przy granicy z Polską w związku z zagrożeniem dronowym - powiadomił "Spiegel".

Tego samego ranka dron uderzył w lokomotywę pociągu Kijów -Warszawa 2 km od granicy z Polską. Do tego incydentu odniósł się współprzewodniczący Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych i były premier Szwecji Carl Bildt, który również znajdował się w pociągu z Sautterem i Johnsonem. "To nie był nasz pociąg, ale kolejny, znajdujący się kilka minut za nami przy przejściu granicznym" - napisał na portalu X Bildt.

PAP


- Zełenski musi zrobić jedną rzecz: musi przestać niszczyć olej napędowy w Rosji. Niech atakuje inne cele, ale nie olej napędowy, ponieważ powoduje niedobór oleju napędowego. To nie efekt Bliskiego Wschodu. To jest spowodowane tym, co dzieje się z Rosją i Ukrainą - stwierdził Trump podczas rozmowy z dziennikarzami w hrabstwie Clare.

(...)

Trump w Irlandii powtórzył też, że spodziewa się, iż wojna z Iranem zakończy się jeszcze w tym roku, co jego zdaniem doprowadzi do gwałtownego obniżenia cen ropy. Dodał, że "Iran bardzo chce umowy", a rządzący krajem nieustannie kontaktują się w tej sprawie z Waszyngtonem. Prezydent USA podkreślił, że zakończenie konfliktu może nastąpić po listopadowych wyborach do Kongresu.

(...)

Trump nie wycofał się ze swej deklaracji, że chciałby zobaczyć zjednoczenie Irlandii. - Mamy Irlandię Północną i Irlandię. Wydaje mi się, że bardzo naturalne jest ich połączenie, ale to tylko moja opinia - stwierdził dodając, że wielu ludzi zgadza się z nim w tej sprawie. Uniknął odpowiedzi na pytanie o to, czy Szkocja również powinna odłączyć się od Zjednoczonego Królestwa.

PAP


Wojna w Jemenie rozpoczęła się we wrześniu 2014 r., gdy zajdyccy (odmiana szyizmu) Huti przejęli kontrolę nad jemeńską stolicą Saną, zmuszając ówczesnego sunnickiego prezydenta Abdrabbuha Mansoura Hadiego do ucieczki do dawnej stolicy Jemenu Południowego – Adenu, a następnie do Arabii Saudyjskiej. Tło tego konfliktu stanowił sektariański podział Jemenu na szyickich zajdytów i sunnitów. Ci pierwsi stanowią ok. 40 % mniejszość w odniesieniu do całej populacji, ale większość w odniesieniu do populacji dawnego Jemenu Północnego. Do 1990 r. istniały bowiem dwa państwa, a po zjednoczeniu Jemen Południowy został zdominowany przez posiadający znacznie większą populację Jemen Północny.

Kraj znalazł się pod autorytarnymi rządami zajdyckiego prezydenta Alego Abd Allaha Saleha, który jednak był wspierany przez sunnicko-wahabicką Arabię Saudyjską. To ostatecznie doprowadziło do jego upadku po tym, jak przez kraje arabskie przetoczyła się fala Arabskiej Wiosny. Wcześniej jednak pojawiła się zajdycka opozycja przeciwko Salehowi, wpływom saudyjskim i szerzącemu się w Jemenie wahabizmowi. Tak powstał Ruch Ansarullah, zwany popularnie Hutimi, który szybko znalazł sojusznika w postaci szyickiego Iranu.

Arabia Saudyjska, pod przywództwem wschodzącej wówczas gwiazdy, tj. Mohammada bin Salmana, postanowiła wykorzystać sytuację do rozprawienia się z Hutimi, a w rezultacie osłabienia wpływów Iranu na Półwyspie Arabskim i podporządkowania sobie Jemenu. Zwycięstwo miało też wzmocnić pozycję młodego księcia. Hadi poprosił zatem o „bratnią pomoc”, a Arabia Saudyjska stanęła na czele potężnej koalicji państw arabskich przeciwko rebeliantom z gór, latającym w klapkach z przewieszonymi przez ramię kałasznikowami. Saudyjska interwencja rozpoczęła się w marcu 2015 r. pod nazwą „Decydująca Burza”, co odzwierciedlało oczekiwanie, że będzie to łatwe i totalne zwycięstwo osiągnięte dzięki absolutnej supremacji technologicznej. Wyszło jednak zupełnie inaczej, a pozbawione motywacji siły saudyjskie ponosiły kompromitujące straty. Huti kilkakrotnie przekraczali też granicę saudyjską, atakując przygraniczne regiony saudyjskie: Nadżran i Dżazan.

Opanowanie Sany i większości terenów Jemenu Północnego, wraz z kontrolą ok. 1/3 terytorium kraju, zamieszkanego przez ok. 70-80 % populacji (główne ośrodki pozostające poza kontrolą Hutich to południowojemeńskie portowe miasto Aden oraz miasto Ta’izz w centralnym Jemenie), pozwoliło Hutim na przejęcie infrastruktury państwa oraz jego struktur. Huti powołali własny rząd i zreorganizowali swoją milicję, tworząc quasi-regularne siły zbrojne. Wprawdzie zrujnowany i objęty totalną katastrofą humanitarną Jemen nie dysponuje bogactwami, ale dzięki irańskiemu wsparciu Huti rozwinęli swoje zdolności balistyczne i dronowe (zarówno pod względem operacyjnym, jak i produkcyjnym). Lekceważenie ich zdolności militarnych to zatem olbrzymi błąd prowadzący do mylnych prognoz, co zresztą widać po wydarzeniach ostatnich dni.

W 2021 r., w reakcji na rosnące ofiary cywilne saudyjskich nalotów, USA wycofały wsparcie dla saudyjskich działań przeciwko Hutim. Tymczasem Huti zaczęli atakować tankowce na Morzu Czerwonym, a w listopadzie 2020 r. poważnie uszkodzili rafinerię Saudi Aramco w Dżeddzie (atak został powtórzony w marcu 2022, a w styczniu 2022 Huti zaatakowali lotnisko w Abu Dhabi). Tymczasem koalicja zaczęła się sypać i zaczął narastać konflikt między rządem wspieranym przez Arabię Saudyjską i południowojemeńskimi separatystami wspieranymi przez Zjednoczone Emiraty Arabskie. To doprowadziło do rozejmu, który został ogłoszony w kwietniu 2022 r. Zainteresowanie świata nierozwiązanym konfliktem jemeńskim zmalało więc niemal do zera. Negocjacje między stronami owocowały jedynie wymianą więźniów, a próby uregulowania relacji między Arabią Saudyjską a Hutimi zostały zablokowane po wybuchu wojny w Strefie Gazy, a następnie wojny USA i Izraela z Iranem.

Zaangażowanie się Hutich w konflikt w Strefie Gazy (od października 2023 r.), poprzez ostrzeliwanie Izraela oraz ataki na tankowce na Morzu Czerwonym, spowodowało, że zawarcie z nimi porozumienia w takim momencie byłoby co najmniej niezręczne. W grudniu 2023 USA, we współpracy z Wielką Brytanią i kilkoma innymi państwami, rozpoczęły operację „Prosperity Guardian”, której skuteczność była jednak ograniczona. Ponownie okazało się, że samymi działaniami z powietrza, bez dużej ofensywy lądowej, nie da się nie tylko pokonać Hutich, ale nawet pozbawić ich zdolności operacyjnych. Całkiem liczne opinie i analizy, które prezentowały zdanie odmienne i zapowiadały rychły upadek Hutich, zostały negatywnie zweryfikowane empirycznie, a huraoptymistyczne podejście znów doprowadziło ostatecznie do katastrofy. Jednocześnie państwa arabskie z Arabią Saudyjską na czele odrzuciły sugestie USA, iż powinny włączyć się do operacji przeciwko Hutim. Nie dziwi to, zważywszy na poprzednie negatywne doświadczenia oraz wycofanie amerykańskiego poparcia kilka lat wcześniej.

W maju 2025 r. Donaldowi Trumpowi nie pozostało nic innego jak tylko ogłosić „zwycięstwo” i zakończyć operację. Było to efektem porozumienia z Hutimi, którzy w zamian za to zgodzili się ograniczyć swoje ataki do celów związanych z Izraelem, a w szczególności nie atakować celów amerykańskich. Jednocześnie w lutym 2024 r. Unia Europejska rozpoczęła własną operację EUNAVFOR Aspides, która jednak ograniczała się do eskortowania statków, a więc miała charakter wyłącznie defensywny. Warto dodać, że Huti nie naruszyli zasad rozejmu zawartego z Trumpem, gdy w czerwcu 2025 r. wybuchła wojna dwunastodniowa z Iranem. Również po wybuchu kolejnej wojny z Iranem w końcu lutego 2026 r. Huti początkowo ograniczali się do uderzeń w cele izraelskie, deklarując jednak gotowość do wsparcia Iranu, jeśli byłoby to konieczne. Podobnie jak wcześniej w przypadku Iranu było to przez wielu zbyt optymistycznie nastawionych komentatorów błędnie interpretowane jako oznaka słabości Hutich lub obawa przed zniszczeniem.

Zdolności Hutich znów zostały niedocenione, a to doprowadziło do odnowienia wojny domowej (mimo ataków Hutich na cele na Morzu Czerwonym oraz w Izraelu rozejm był z grubsza utrzymywany, choć nie przywiązywano do tego zbyt dużej wagi, gdyż o wojnie domowej po prostu zapomniano). Przełom nastąpił w lipcu, gdy siły saudyjskie zbombardowały lotnisko w Sanie, aby uniemożliwić lądowanie na nim powiązanych z Sepah (Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej) irańskich linii lotniczych Mahan Air (którymi delegacja Hutich podróżowała na pogrzeb Alego Chameneiego). To doprowadziło de facto do zerwania rozejmu. Huti w odwecie zaatakowali lotnisko Abha w Arabii Saudyjskiej i zapowiedzieli blokadę Arabii Saudyjskiej na Morzu Czerwonym, i zaczęli atakować tankowce i instalacje naftowe w Arabii Saudyjskiej.

(...)

Odnowienie konfliktu jemeńskiego w lipcu br. skłoniło Arabię Saudyjską do próby zbudowania nowych sił do walki z Hutimi. Po niepowodzeniach własnych armii zarówno Saudowie jak i Emiratczycy postawili na najemników południoamerykańskich oraz mięso armatnie dostarczane z Somalii i Sudanu przez tamtejszych watażków (ZEA ma dobre relacje z „generałem” Hemedti Degalo dowodzącym bandami Rapid Support Forces w Sudanie, który odwdzięczał się ZEA podsyłaniem zasobów ludzkich na wojnę z Hutimi). Teraz nowe siły miały powstać w oparciu o koalicję skonfliktowanych z Hutimi plemion. Tyleże jak przyszło do walki, to siły te rozpierzchły się, a oddziały saudyjskie składały broń bez walki. Według niepotwierdzonych informacji poddały się 3 pełne brygady saudyjskie z pełnym uzbrojeniem – choć można to uznać za przesadzone, to faktem jest, że w ręce Hutich wpadła duża ilość amerykańskiego sprzętu wojskowego.

Ofensywa Hutich zaczęła się 3 września, a przełomowy blitzkrieg nastąpił 10 września. Oddziały Hutich zajęły wówczas strategiczną wyspę Zuqar, blokującą wyjście z Bab al-Mandab na Morze Czerwone, a następnie posuwając się błyskawicznie wzdłuż nadmorskiej autostrady przejęły port Mokka, a następnie miasto Dhuba, po czym zamknęły kontrolę nad całym jemeńskim wybrzeżem Morza Czerwonego zdobywając miasteczko Murad, a pełną kontrolę nad Bab al-Mandab dało im zdobycie wyspy Mayyun (Piram). Najbardziej uderzające jest przy tym bezproblemowe dokonanie desantów na wyspy Zuqar i Mayyun, co zostało dokonane z użyciem małych, szybkich łodzi, podobnych do tych, którymi dysponuje Sepah w Cieśninie Ormuz. 

(...)

Tymczasem siły jemeńskie walczące z Hutimi są w rozsypce. Wybrzeża Morza Czerwonego miały bronić oddziały Tarika Saleha, syna obalonego w trakcie Arabskiej Wiosny (a później rozstrzelanego przez Hutich), Alego Saleha, które praktycznie przestały istnieć, a w Adenie resztki STC wykorzystały sytuację, by wziąć odwet za grudniowe spacyfikowanie ich przez Arabię Saudyjską. W takiej sytuacji Arabia Saudyjska nie może liczyć na żadną realną siłę lokalną, a perspektywa szybkiego odbicia zdobytych przez Hutich terenów to totalna fantasmagoria. Arabii Saudyjskiej pozostało więc zwrócenie się o pomoc do USA ale póki co Trump odrzucił możliwość zaangażowania sił amerykańskich. Nie może to dziwić, gdyż po konfrontacji z Iranem możliwości USA bardzo się skurczyły, a Trump, nie mogąc się wyplątać z jednej niepotrzebnej awantury, nie jest zbyt skory do zaangażowania się w inną, gdzie osiągnięcie sukcesu jest wielce wątpliwe. Oczywiście można się jeszcze spodziewać nacisków na Europejczyków, by to oni załatwili sprawę ale byłoby to szaleństwo (niemniej oznaczałoby kolejne tarcia w NATO).

defence24.pl


Zachodni urzędnicy regularnie korzystają z linii kolejowej z Polski na Ukrainę, aby podróżować do Kijowa od czasu zamknięcia ukraińskiej przestrzeni powietrznej w wyniku inwazji Rosji na pełną skalę. Ukrzaliznycia potwierdziła 13 września, że europejscy funkcjonariusze bezpieczeństwa podróżowali do Polski z Ukrainy przez przejście graniczne Jahodyn oraz że Ukraińska Centralna Grupa Monitorująca ewakuowała pociąg dyplomatyczny 15 minut przed uderzeniem sił rosyjskich w lokomotywę na granicy polskiej. Ukrzaliznytsia stwierdziła, że jest całkiem prawdopodobne, że celem rosyjskiego ataku był pociąg z europejskimi urzędnikami na pokładzie, który odjechał ze stacji wcześniej niż planowano ze względu na zagrożenie ze strony dronów.


(...)

Były starszy doradca prezydenta USA Jared Kushner oświadczył 12 września, że Rosja, Ukraina i Stany Zjednoczone osiągnęły porozumienie w sprawie zakończenia wojny we wszystkich kwestiach z wyjątkiem terytorialnych. Kushner oświadczył, że prezydent Rosji Władimir Putin przedstawił swoje żądania terytorialne i że jeśli Ukraina chce wycofać się do tej linii, to reszta porozumienia jest już rozwinięta i uzgodniona. Kushner przyznał, że sytuacja na polu bitwy, która jest dość dynamiczna, w pewnym stopniu zadecyduje o kwestiach terytorialnych. Doradca prezydenta Rosji Jurij Uszakow zaprzeczył Kusznerowi, stwierdzając 13 września, że w negocjacjach jest wiele nierozwiązanych kwestii, w tym terytorialnych, i że w przypadku “zmiany” stanowisk terytorialnych negocjacje staną się łatwiejsze — a nie, że w przeciwnym razie porozumienie byłoby w toku. Urzędnicy Kremla często twierdzili, że wycofanie się Ukrainy z obwodu donieckiego jest warunkiem koniecznym, ale niewystarczającym do osiągnięcia porozumienia pokojowego, a Putin powtórzył, że pozostaje zaangażowany w swoje żądanie z czerwca 2024 r., aby Ukraina oddała terytoria, których Rosja nie okupuje, a o które od 2014 i 2022 r. walczy, i nie udało mu się przejąć.


(...)

Ukraiński obserwator wojskowy Kostyantyn Maszowiec poinformował 13 września, że siły rosyjskie prowadzą jednoczesne operacje na lewym skrzydle Orichowa, aby dotrzeć do obszaru Mahdanylivka-Zapasne-Pavlivka-Lukyanivske (cały na północny zachód od Orichowa) oraz na bezpośrednich zachodnich i południowo-zachodnich obrzeżach Orichowa. Maszowiec oświadczył, że siły rosyjskie najprawdopodobniej zajęły Szczerbaki i Mali Szczerbaki (oba na zachód od Szczerbaka), zanim podjęły próbę natarcia w kierunku Nowopawliwki i Nowoandriiwki (na północny wschód i wschód od Szczerbaka), prawdopodobnie zajmując wysokie pozycje w celu uzyskania lepszych pozycji ogniowych, aby zablokować ukraińską logistykę i wesprzeć okrążenie Orichowa od zachodu. Maszowiec oświadczył, że siły rosyjskie przedostały się na skrzyżowanie autostrad T-0408 Orichiv-Tokmak i T-0803 Mariupol-Orichiv w południowej Nowodanyliwce (na południe od Orichiwa), do samego Orichiwa oraz między Orichiwem a Małą Tokmachką (na południowy wschód od Orichiwa); oraz w pobliżu Nowobojkowskiego, Pawliwki i Nowojakowliwki (wszystkie na północny wschód od Orichiwa). Jak wynika z geolokalizowanych nagrań opublikowanych 12 i 13 września, siły rosyjskie dodatkowo przedostały się do południowej Preobrazhenki (bezpośrednio na północ od Orichiwa), środkowej Mały Tokmachki i północnej Czerwony Krynyckiej (na północny wschód od Orichiwa).

Maszowiec wskazał, że siły rosyjskie poczyniły te taktycznie znaczące zdobycze w kierunku Orichowa przed 1 września, stwierdził jednak, że od tego czasu siłom rosyjskim nie udało się wykorzystać tych zdobyczy. Maszowiec zauważył, że siły ukraińskie ograniczyły siły rosyjskie na zachód i północny zachód od Orichowa, blokując dostawy zaopatrzenia dla tych grup infiltracyjnych na kilka tygodni, po czym przeprowadziły ciężkie ataki dronów i operacje oczyszczające w celu wyeliminowania obecności Rosji. Maszowiec zauważył, że siły ukraińskie wyparły siły rosyjskie z północnej i środkowej Nowodanyliwki oraz że ukraińskie postępy na zachód od Orichowa ograniczają rosyjskie wysiłki na rzecz natarcia na miasto Zaporoże. Siły ukraińskie przeprowadzają kontrataki na północny zachód i zachód od Orichowa od wiosny 2026 r. i poczyniły znaczące postępy taktyczne, utrudniając siłom rosyjskim działającym na zachód i południowy zachód od Orichowa przeprowadzenie planowanego podwójnego okrążenia Orichowa od zachodu i wschodu. Siły rosyjskie prawdopodobnie będą nadal miały trudności z nacieraniem na flanki Orichowa lub bezpośrednio na niego, podczas gdy Ukraina będzie kontynuować takie kontrataki.


(...)

Ukraińska Marynarka Wojenna poinformowała 12 września, że siły ukraińskie z powodzeniem użyły ukraińskiego USV Sargan 3000 wyposażonego w automatyczną wieżę do poszukiwania i niszczenia rosyjskiego USV na Morzu Czarnym, co było pierwszym odnotowanym przypadkiem przechwycenia przez USV innego USV.

understandingwar.org

sobota, 12 września 2026



Stratedzy Deutsche Banku uważają, że inwestorzy zbytnio lekceważą to, ilu podwyżek stóp procentowych będzie potrzeba do ostatecznego opanowania inflacji. Zauważają „fundamentalną rozbieżność” między rynkowymi prognozami dotyczącymi działań Fedu i EBC a rosnącą presją inflacyjną. Zwracają przy tym uwagę na wskaźniki amerykańskiego sektora usług, które pokazują, że koszty firm rosną w tempie nienotowanym od początku pandemii, kiedy to inflacja w USA rosła w tempie 5 proc.

– Albo inflacja musi wyhamować, albo presja na wzrost stóp procentowych będzie się utrzymywać – ostrzegają analitycy Deutsche Banku, zaznaczając, że inwestorzy nie doceniają tego, jak agresywne mogą być działania banków centralnych w ciągu najbliższych 4–5 lat.

– Rynki nadal wyceniają płaski cykl podwyżek stóp przez Fed, co niewiele ma wspólnego z zachowaniem amerykańskiego banku centralnego podczas poprzednich cykli – dodają specjaliści banku.

(...)

Kolejny wpływowy głos z Wall Street ostrzega, że obecne stopy procentowe w USA są oderwane od rzeczywistości. Koszty pożyczek w USA pozostają nieco zbyt niskie, a ci członkowie banku centralnego, którzy uważają obecną politykę za restrykcyjną, są w błędzie. Takie stanowisko przedstawił w tym tygodniu weteran rynków finansowych Stanley Druckenmiller.

– Twierdzenia tych członków Fedu, którzy wciąż tłumaczą, że stopy procentowe są restrykcyjne, są po prostu śmieszne. Kieruję się zdrowym rozsądkiem, a wystarczy tylko spojrzeć na ceny aktywów na całym świecie – komentuje Stanley Druckenmiller.

W tym tygodniu rentowność amerykańskich papierów skarbowych osiągnęła poziomy niewidziane od dawna. Rentowność 30-letnich obligacji podskoczyła do najwyższego poziomu od 2007 roku, sięgając 5,35 proc., a 10-letnich zbliżyła się do 5 proc., co jest najwyższym odczytem od 2023 roku.

– Biorąc pod uwagę to, co dzieje się z gospodarką, nakładami inwestycyjnymi i konkurencją o kapitał dłużny, rentowności obligacji wydają się nieco za niskie. Mamy do czynienia z powolnym, wynikającym z fundamentów wzrostem rentowności. Nie uważam jednak, by poziomy te były niepokojące – deklaruje Stanley Druckenmiller, który w przeszłości z sukcesami zarządzał funduszem George'a Sorosa.

Jego firma inwestycyjna (typu „family office”) Duquesne Capital w ostatnich latach z powodzeniem inwestowała w akcje spółek z sektora sztucznej inteligencji, jednak w minionych miesiącach zredukowała inwestycje w tym obszarze do zaledwie około jednej piątej portfela.

– Myślę, że osiągnęliśmy już taki etap rozwoju sztucznej inteligencji, że można już zacząć się nieco niepokoić – dodaje weteran Wall Street.

Stanley Druckenmiller w tym roku gra na spadki euro i funta szterlinga, jednak unika shortowania amerykańskiego dolara, ponieważ USA mają gigantyczną przewagę w rozwoju sztucznej inteligencji, do której Europa nie zbliżyła się nawet w minimalnym stopniu. 

W ostatnich latach inwestorzy wykazują zbytnią pewność siebie, ignorując narastające wokół nich czynniki ryzyka geopolitycznego i gospodarczego – ostrzega Sergio Ermotti, prezes szwajcarskiego giganta bankowego UBS.

Ermotti zauważa jednak, że mimo drobnych wstrząsów wzrost gospodarczy i rynkowy jest nadal wspierany przez silne inwestycje w sztuczną inteligencję, centra danych i inne nowe technologie. Jednak na tych zbyt pewnych siebie inwestorów czeka coraz bardziej złożone otoczenie, gdyż na horyzoncie rysują się nowe zagrożenia.

(...)

Szef UBS zauważa, że ​​niepewność skłania inwestorów do szerokiego rozpraszania kapitału, zamiast stawiania na kilka dużych, skoncentrowanych inwestycji.

– W obecnych warunkach dość trudno – a wręcz nie jest to wskazane – kurczowo trzymać się wielu silnych przekonań – stwierdza Ermotti, zaznaczając, że w ostatnich kwartałach klienci jego grupy bankowej dywersyfikowali portfele, lokując środki w różnych sektorach i regionach, a jednocześnie kontynuowali inwestycje w sztuczną inteligencję i technologie. Wyższe stopy procentowe również zachęcają inwestorów do bardziej zrównoważonego podejścia. Utrzymująca się inflacja będzie wywierać presję na banki centralne, by w nadchodzących miesiącach kontynuowały podwyżki stóp procentowych.

– EBC może rozpocząć cykl podwyżek. W ślad za nim pójdzie Fed. Spodziewamy się kilku podwyżek w najbliższych miesiącach. Inflacja nadal wywiera presję – nie słabnie – dlatego uważam, że zasadne jest oczekiwanie wyższych stóp procentowych w niedalekiej przyszłości – twierdzi Sergio Ermotti.

Ropa szybująca powyżej 100 USD przedłużyła wzrostowy trend rentowności obligacji. Rentowność 10-letnich papierów skarbowych USA podskoczyła do 4,95 proc. – najwyższego poziomu od 2023 roku. W tym tygodniu, na fali obaw przed inflacją, w górę szły również rentowności innych głównych obligacji rządowych, m.in. w strefie euro, Japonii i Wielkiej Brytanii.

Analitycy banku UBS – kierowanego przez wspomnianego wcześniej Sergio Ermottiego – ostrzegają, że amerykański rynek akcji jest najbardziej narażony na ryzyko spośród wszystkich rynków rozwiniętych. Wynika to z wyjątkowo wysokiego poziomu zadłużenia rządu USA.

– Historia pokazuje, że „strażników rynku obligacji” (ang. bond vigilantes) rzadko udaje się okiełznać, biorąc pod uwagę wyzwania związane z próbą redukcji deficytów budżetowych, bez hamowania wzrostu gospodarczego czy napędzania inflacji – piszą analitycy UBS w komunikacie do klientów.

Kolejnym argumentem przemawiającym za podatnością amerykańskich akcji na spadki są wyśrubowane wyceny spółek z sektora sztucznej inteligencji. Odzwierciedlają one oczekiwania, że firmy te będą w przyszłości generować gigantyczne przepływy pieniężne, co z kolei czyni je niezwykle wrażliwymi na rosnące koszty kapitału.

Obserwowane w ostatnich latach na światowych rynkach akcji pewność siebie i brak obaw inwestorów zaczynają słabnąć, o czym świadczą pogarszające się przepływy kapitału oraz malejący apetyt na ryzyko – wynika z analizy pozycjonowania inwestorów na świecie przeprowadzonej przez specjalistów Citigroup.

Na razie nastawienie inwestorów w USA wciąż pozostaje umiarkowanie optymistyczne, choć pod powierzchnią widać rodzącą się ostrożność. W Europie można zaobserwować znacznie silniejszy spadek przepływów kapitałowych, a na rynkach azjatyckich, szczególnie w przypadku południowokoreańskiego indeksu KOSPI oraz japońskiego Nikkei, gwałtownie przybywa pozycji na spadki.

bankier.pl


"WELT AM SONNTAG" zapoznał się z poufnymi aktami śledztwa, które wcześniej nie były publicznie dostępne, oraz rozmawiał z przedstawicielami służb bezpieczeństwa wysokiej rangi.

Redakcja gazety zna pełne nazwiska podejrzanych oraz szczegóły dotyczące ich wjazdu i wyjazdu z Niemiec. Zgromadzone dowody pozwoliły ministrowi spraw zagranicznych Johannowi Wadephulowi (CDU) i ministrowi spraw wewnętrznych Aleksandrowi Dobrindtowi (CSU) podczas wspólnej konferencji prasowej oficjalnie obarczyć Rosję odpowiedzialnością za ten atak. Rosja odrzuciła wszelkie oskarżenia o udział w incydencie.

Wieczorem 4 sierpnia lotnisko Lipsk/Halle zostało zaatakowane przez drona z materiałami wybuchowymi. Urządzenie odnaleziono w pobliżu ukraińskiego samolotu transportowego Antonow i bezpiecznie je rozbrojono. Śledczy znaleźli również szczątki dwóch kolejnych dronów w okolicach lotniska.

Według informacji pozyskanych przez "WELT AM SONNTAG" ze źródeł w służbach bezpieczeństwa głównymi podejrzanymi są obywatel Rosji Oleg Le. oraz obywatel Białorusi Andriej Ka. Z ustaleń niemieckich służb wynika, że Le. odpowiadał za planowanie i logistykę ataku. Jest on powiązany z rosyjskim wywiadem wojskowym GRU.

Jak informują służby, Rosjanin Le. wjechał do Niemiec przez Turcję, lądując na lotnisku Berlin-Brandenburg. Następnie odleciał z lotniska w stolicy do Serbii. Obecnie Le. przebywa z powrotem w Rosji. Z informacji zdobytych przez "WELT AM SONNTAG" wynika, że już w momencie wjazdu śledczy wiedzieli o jego powiązaniach z GRU. Mimo to nie objęto go obserwacją po przyjeździe.

Białorusin Ka. przekroczył granicę strefy Schengen przez Łotwę 28 lipca, około tygodnia przed zdarzeniem. Służby uważają go za tzw. "jednorazowego agenta", czyli przestępcę wynajętego do przeprowadzenia aktu sabotażu. Agent GRU Le. miał zorganizować materiały wybuchowe i kierować działaniami Ka.

Według ustaleń służb do ataku miało zostać użyte około 1,8 kg materiału wybuchowego Semtex. Samolot Antonow, będący celem ataku, miał na pokładzie około 25 tys. litrów paliwa lotniczego. Źródła znające kulisy śledztwa twierdzą, że w przypadku detonacji ładunku doszłoby do potężnej eksplozji i zniszczenia części lotniska. Nagrania z monitoringu, do których dotarł "WELT AM SONNTAG", pokazują drona leżącego tuż obok samolotu Antonow. Według służb materiał wybuchowy ukryto w puszce po warzywach. Do wybuchu nie doszło, bo zapalnik się oderwał.

Ustalenia dziennikarzy "WELT AM SONNTAG" pokazują też, jak służby wpadły na trop podejrzanego. Dzień po nieudanym zamachu policjanci znaleźli w koronie drzewa nieopodal lotniska konstrukcję antenową przytwierdzoną taśmą. Uważa się, że służyła do sterowania dronami. Na konstrukcji technicy kryminalistyki znaleźli fragment rękawiczki ze śladami DNA. Te ślady pojawiały się wcześniej w bazach danych Finlandii i Litwy. Ka. był już notowany w tych krajach za przestępstwa pospolite. W Finlandii ciąży na nim między innymi zarzut kradzieży.

Polskie służby wiążą Ka. również z pożarem w markecie budowlanym w Łodzi latem 2024 r., który łódzka prokuratura również zakwalifikowała jako sabotaż. Według polskich śledczych także w tej sprawie trop prowadzi do Rosji. Fakt, że Ka. brał udział również w ataku w Lipsku, uznawany jest za kolejny dowód na rosyjskie zaangażowanie.

Z ustaleń służb wynika, że materiały wybuchowe wykorzystane w Lipsku trafiły do Niemiec przez Bułgarię i Serbię. Według śledczych przewożono je w ukrytych schowkach ciężarówek, a następnie magazynowano w podziemnych skrytkach. Po analizie danych z samochodu wynajętego przez podejrzanych policja odnalazła kilka możliwych miejsc ukrycia materiałów w okolicach lotniska w Lipsku.

Poufne dokumenty, które widział "WELT AM SONNTAG", opisują betonową płytę z dwoma uchwytami, odkrytą w pobliżu kładki dla pieszych w Schkeuditz, bezpośrednio na południe od lotniska. Służby uważają, że prowadziła ona do kryjówki. Wkrótce potem policja odkryła kolejną podejrzaną skrytkę na północ od mostu. Oba miejsca były puste. Śledczy zlokalizowali także schowek w Merseburgu, należącym do aglomeracji Halle/Lipsk. Według służb Le. mógł tymczasowo przechowywać tam materiały wybuchowe.

Analiza drona, który wylądował na pasie startowym, wykazała, że był to samodzielnie skonstruowany sprzęt z łatwo dostępnych części, z których część wyprodukowano przy użyciu drukarki 3D. Cztery silniki pochodzą od chińskiej marki, sprzedawanej również w rosyjskich sklepach internetowych specjalizujących się w "technologiach bojowych". Puszka po warzywach wypełniona Semtexem została przymocowana do drona specjalnym uchwytem.

onet.pl\Die Welt

piątek, 11 września 2026



Gospodarka rosyjska doświadcza rosnącej inflacji płac wynikającej ze znacznych niedoborów siły roboczej i systemu premii Kremla w ramach dobrowolnej kampanii poborowej, który był niezbędny do podtrzymania wojny Rosji na Ukrainie bez uciekania się do przymusowego powołania do rezerwy. Długoterminowe kampanie uderzeniowe Ukrainy przeciwko rosyjskiej infrastrukturze energetycznej —których skutki przyznała Nabiullina— oraz niedawne ataki na rosyjskie obiekty logistyczne generują dodatkową presję inflacyjną na i tak już napiętą rosyjską gospodarkę. Putin dopiero niedawno zaczął priorytetowo traktować walkę z inflacją kosztem wzrostu gospodarczego i inwestycji, a decyzja Banku Centralnego o utrzymaniu stopy kluczowej na poziomie 14 procent jest prawdopodobnie odzwierciedleniem obaw Putina, a także jego nadziei, że nowa polityka obrony powietrznej Kremla może zmniejszyć skuteczność ataków Ukrainy i złagodzić jedną z presji inflacyjnych na rosyjską gospodarkę.

(...)

Carney oświadczył, że Kanada wyśle na Ukrainę jedną trzecią dronów wyprodukowanych w Kanadzie w ciągu najbliższych dwóch lat i że Kanada jest gotowa przyłączyć się do europejsko-ukraińskiego projektu rozwoju przechwytywacza rakiet przeciwbalistycznych Freyja.

(...)

Zastępca dowódcy 19. Korpusu Armii Ukrainy, pułkownik Rusłan Tkachuk, oświadczył 11 września, że siły rosyjskie ominęły pozycje ukraińskie i wkroczyły do Kostiantyniwki z flank miasta dopiero po dziewięciu miesiącach prób przełamania ukraińskich pozycji na południe od miasta; wyciągania logistyki, rezerw i pilotów dronów bliżej Kostiantyniwki; i prób ataków na Kostiantyniwkę poprzez frontalne ataki. Tkachuk oświadczył, że siły rosyjskie zajęły część miasta, ale siły ukraińskie ustabilizowały linię kontaktu i nadal utrzymują pozycje w południowej, środkowej i północnej części Kostyantyniwki. Tkachuk dodał, że siły rosyjskie atakują dalej, nie zdobywając wcześniej przyczółka w mieście i nie ustanawiając odpowiednio linii zaopatrzenia i osłony. Tkachuk stwierdził, że rosyjskie dowództwo wojskowe stara się stworzyć wrażenie, że siły rosyjskie posunęły się poza Kostiantynowkę, chociaż wojska rosyjskie jeszcze nie zdobyły miasta.


understandingwar.org

środa, 9 września 2026



Rosyjscy milblogerzy twierdzili 9 września, że sytuacja sił rosyjskich w kierunku Lymanu coraz bardziej się pogarsza i że siły rosyjskie muszą wycofać się z nieokreślonych wysuniętych pozycji na tym obszarze. Rosyjski milbloger twierdził, że siły ukraińskie od miesięcy przeprowadzają kontrataki w tym rejonie, mimo że rosyjskie dowództwo wojskowe donosiło, a mapy innych milblogerów przedstawiały “optymistyczny pogląd” na sytuację. Milbloger argumentował, że “piękne doniesienia” — termin ukuty przez milblogerów w odniesieniu do wszechobecnej kultury kłamstwa w rosyjskich siłach zbrojnych i dezinformacji na temat stanu linii frontu — musi być "absolutnie zabroniony". Siły ukraińskie niedawno zademonstrowały pełną kontrolę nad Światohirskiem (na północny zachód od Lymanu), zaledwie kilka dni po tym, jak prezydent Rosji Władimir Putin oświadczył, że siły rosyjskie kontrolują osadę. Rosyjscy milblogerzy w szczególności przyznali, że Ukraina zaprzecza Swiatohirskowi i coraz częściej wyrażają frustrację z powodu fałszywych twierdzeń rosyjskich urzędników o postępie, szczególnie w okolicach Lymanu. Rosyjscy milblogerzy podkreślili również, w jaki sposób te fałszywe doniesienia stwarzają ryzyko operacyjne dla sił rosyjskich, ponieważ siły rosyjskie nie mogą wzywać do misji ogniowych w lokalizacjach, które siły rosyjskie wcześniej twierdziły, że kontrolują, oraz ponieważ jednostki w sąsiednich sektorach mogą planować operacje w oparciu o niedokładne oceny pola bitwy.

(...)

Rosyjskie Ministerstwo Finansów opublikowało 9 września wstępną ocenę budżetu federalnego, z której wynika, że deficyt budżetu federalnego Rosji osiągnął 5,8 biliona rubli (67,87 miliarda $, czyli 2,5 procent rosyjskiego PKB) w okresie od stycznia do sierpnia 2026 r., czyli 1,5 razy więcej niż deficyt budżetu Rosji w tym samym okresie 2025 r. Władze rosyjskie prognozowały w szczególności, że deficyt budżetowy na cały rok 2026 wyniesie 3,8 biliona rubli (44,47 miliarda dolarów, czyli 1,6 procent PKB Rosji) — szacunki te są o około 35 procent niższe od rzeczywistego deficytu budżetowego we wrześniu. Dane ministerstwa wskazują, że dwiema głównymi przyczynami wzrostu deficytu budżetowego są rosnące wydatki w stosunku do całkowitych dochodów oraz spadające dochody z ropy naftowej i gazu. Dane wskazują, że wydatki budżetowe Rosji wzrosły do 31,72 biliona rubli (371,17 miliarda dolarów), co stanowi wzrost o 14,7 procent w porównaniu ze styczniem-sierpniem 2025 r., w szybszym tempie niż dochody budżetowe Rosji, które wzrosły o 9,2 procent do 25.93 biliony rubli (303,42 miliarda dolarów). Rosyjskie Ministerstwo Finansów poinformowało, że nieprzewidziany wzrost wydatków budżetu federalnego w tym okresie wynikał z zawierania i wypłacania zaliczek na kontrakty rządowe, prawdopodobnie związane z obronnością. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow stwierdził 9 września, że rząd rosyjski nie omawia podniesienia podatków ze względu na rosnący deficyt budżetowy i że sam deficyt nie powinien być powodem do niepokoju, gdyż gospodarka pozostaje stabilna. Bloomberg poinformował 27 sierpnia, że rząd rosyjski obciął wydatki na pozycje budżetowe niezwiązane z wojną o 35 procent w związku z niedoborem środków pieniężnych w kwietniu 2026 r., co wskazuje, że wydatki Rosji związane z wojną wzrosły na tyle, aby zarówno zrównoważyć redukcje wydatków niezwiązane z wojną, jak i zwiększyć wydatki budżetowe o 48 procent w latach 2025-2026.

understandingwar.org

wtorek, 8 września 2026



Siły rosyjskie ostatecznie wycofały się z terenów na zachód od rzeki Netryus, a według niektórych źródeł także z pozycji pomiędzy nią a rzeką Żerebeć. Potwierdzenie tych informacji będzie oznaczało, że zlikwidowany został wyłom w pozycjach ukraińskich i jednocześnie oskrzydlenie Łymanu i Słowiańska od północy, a pod kontrolę obrońców powróciło co najmniej pięć miejscowości i przynajmniej część Łymanu (Rosjanie wciąż mają się utrzymywać na wschodnich obrzeżach tego miasta). Za powód rezygnacji agresora z utrzymywania wyłomu należy uznać skuteczną dezorganizację przez Ukraińców rosyjskiej logistyki, zwłaszcza przepraw przez rzeki, a także brak sił do poszerzenia oskrzydlenia. W podobnej sytuacji Rosjanie znaleźli się wcześniej dwukrotnie – w listopadzie 2022 r., kiedy wycofali się z prawobrzeżnej części obwodu chersońskiego, oraz w grudniu 2025 r., gdy zostali wyparci z zachodniej części Kupiańska w obwodzie charkowskim.


Rosjanie poczynili znaczące postępy na południe i wschód od aglomeracji Słowiańsk-Kramatorsk. Pogłębili oskrzydlenie Dobropola, o które toczą się walki. Ich grupy dywersyjno-rozpoznawcze (GDR) dotarły do leżącego na północ od tego miasta Biłozerśkego. Obustronne oskrzydlenie zagraża Drużkiwce, a rosyjskie GDR mają operować niespełna kilometr od jej granic. Według niektórych źródeł wojska rosyjskie ostatecznie przejęły kontrolę nad pasmem wzniesień na wschód od Słowiańska i Kramatorska i toczą walki o miejscowości leżące na obrzeżach tych miast. 5 i 6 września rosyjskie kierowane bomby lotnicze po raz pierwszy uderzyły w dwa główne mosty w Kramatorsku, poważnie uszkadzając jeden z nich i zmniejszając przepustowość drugiego.


Pod kontrolę rosyjską przeszły kolejne kwartały w centrum Kupiańska, a walki toczą się w jego południowej i zachodniej części. Mimo regularnie prowadzonych kontrataków obrońcy nie byli dotąd w stanie zakłócić rosyjskiej logistyki przez rzekę Oskoł, co pozwala przyjąć, że Rosjanie wyciągnęli wnioski z nieudanej próby zajęcia miasta w 2025 r. i udało im się zabezpieczyć przeprawy. Najeźdźcy mają także infiltrować Kupjańsk-Wuzłowyj – ostatni duży punkt ukraińskiego oporu po wschodniej stronie rzeki Oskoł. Część źródeł rosyjskich sugerowała zamknięcie kotła w północno-wschodniej części obwodu charkowskiego (na wschód od Wołczańska), jednak nie nastąpiło fizyczne odcięcie znajdujących się tam sił ukraińskich, a odległość pomiędzy pozycjami agresora wynosi co najmniej 10 km. Rosjanie umocnili się na południe od Orichiwa w obwodzie zaporoskim, a we wschodniej części tego miasta trwają walki.

(...)

6 września The New York Times opublikował artykuł, w którym powołując się na rządowe audyty i dokumenty sądowe, doniósł, że tylko w 2024 r. Ukraina straciła ok. 1,2 mld dolarów wskutek oszustw, nadużyć i niewłaściwego zarządzania zamówieniami obronnymi. Według dziennika siedmiu z 10 największych ukraińskich kontrahentów wojskowych otrzymywało nowe zamówienia mimo postępowań karnych, niewykonania wcześniejszych umów lub zarzutów korupcyjnych. Jako przykład wskazano Pawłohradzki Zakład Chemiczny, który dostarczył armii tysiące wadliwych pocisków moździerzowych, a pomimo stwierdzonych problemów otrzymał kolejne kontrakty. Audytorzy ustalili również, że 18 firm zawierało nowe umowy, chociaż nie wykonało wcześniejszych zobowiązań, a sześć z nich nie zrealizowało żadnego kontraktu.

osw.waw.pl

poniedziałek, 7 września 2026



W Jakucji coroczną indeksację wynagrodzeń pracowników sektora publicznego, w tym nauczycieli, pracowników służby zdrowia i naukowców, przełożono z powodu „nieprzewidzianych wydatków" związanych ze „Specjalną Operacją Wojskową" (wojną na Ukrainie – red.).

Wynika to z odpowiedzi rządu republiki na wniosek deputowanej Zgromadzenia Ustawodawczego regionu, Niurgujany Zamorszczikowej – poinformował portal 7x7, cytowany przez The Moscow Times. Zgodnie z listem podpisanym przez premiera Kiriłła Byczkowa podwyżka wynagrodzeń pracowników sfery budżetowej o 5,4 proc. została przełożona z 1 lipca na 1 września br.

Termin przesunięto „w celu pokrycia dodatkowych, nieprzewidzianych wydatków na wypłatę jednorazowych świadczeń pieniężnych obywatelom, którzy podpisali kontrakty na służbę wojskową" w Siłach Zbrojnych Rosji – napisano w dokumencie.

Wynika to częściowo ze wzrostu wypłat dla żołnierzy kontraktowych od 10 maja br. Pensja takich żołnierzy w regionie wzrosła z 2,1 mln do 3 mln rubli (z 89,9 tys. do 128,5 tys. zł – red.), podczas gdy deficyt budżetowy Jakucji na 1 kwietnia br. wynosił już 9,47 mld rubli (405,8 mln zł – red.), przy prognozowanym deficycie na cały rok w wysokości 12,75 mld rubli (546,4 mln zł – red.).

Również w obwodzie rostowskim anulowano zapowiadaną wcześniej czteroprocentową indeksację wynagrodzeń pracowników sektora publicznego, przewidzianą na 1 października br. Władze obwodu nie wyjaśniły przyczyn tej decyzji.

Jednocześnie wydatki i dochody budżetu obwodu rostowskiego na 2026 r. wzrosły o prawie 3,8 mld rubli (162,8 mln zł – red.). Władze rzekomo przeznaczyły dodatkowe środki na wsparcie socjalne obywateli, rozwój opieki zdrowotnej, budowę i modernizację infrastruktury wodociągowej, dróg, budownictwa mieszkaniowego i komunalnego oraz inne programy.

Z kolei na Sachalinie zamrożono podwyżki wynagrodzeń pracowników służby zdrowia na cały 2026 rok. Posunięcie to uzasadniono tym, że pensje w tej kategorii rzekomo rosną szybciej niż oficjalna inflacja.

centrumeuropy.pl

sobota, 5 września 2026



Przeciwnicy napędzanej posępnymi nastrojami społecznymi Alternatywy dla Niemiec (AfD) próbują zatrzymać jej marsz po władzę w Saksonii-Anhalcie, mobilizując wyborców do "strategicznego głosowania" na partie walczące o przekroczenie progu wyborczego.

W niedzielę mieszkańcy Saksonii-Anhaltu wybiorą nowy landtag. Prawicowo-populistyczna Alternatywa dla Niemiec jest zdecydowanym faworytem wyborów. W ostatnich sondażach to antyestablishmentowe ugrupowanie uzyskuje od 40 do 43 proc. poparcia. Stoi przed szansą, by po raz pierwszy sięgnąć po władze na poziomie kraju związkowego.

Niemiecka prasa głosowanie w Saksonii-Anhalcie określa jako "potencjalnie historyczne", nazywa także "wyborami ostatniej szansy dla kanclerza Friedricha Merza". Wszyscy rozmówcy PAP w Saksonii-Anhalcie podkreślają jedno - kwestia poparcia lub sprzeciwu wobec AfD absolutnie zdominowała kampanię, spychając na dalszy plan sprawy lokalne.

Przeciwnicy AfD są optymistami, bo ich zdaniem sukces przyniesie kampania promowania "głosowania strategicznego". Chodzi w niej o to, by głosować na walczące o przekroczenie wyborczego progu SPD lub Zielonych i w ten sposób pomóc im wejść do landtagu. Założenie jest proste: jeśli oba ugrupowania znajdą się w parlamencie, to zwiększy się liczba mandatów przypadających partiom innym niż AfD i zmniejszy szansa, że to ugrupowanie utworzy rząd.

W Magdeburgu, stolicy Saksonii-Anhaltu, mobilizacja przeciwko AfD jest szeroka, od kościołów przez organizacje pozarządowe po związki zawodowe. Pod koniec sierpnia w mieście odbył się "strajk migrantów". Na kilka godzin zamknięto ponad setkę lokali, w tym sklepów, restauracji czy zakładów fryzjerskich, prowadzonych przez osoby o takim pochodzeniu. Była to odpowiedź na postulaty niektórych polityków AfD dotyczące konieczności masowych deportacji, wzorowanych na tych w USA.

Na sobotę, dzień przed wyborami, w mieście planowana jest masowa demonstracja, nazywana "Festiwalem Demokracji". Współorganizuje ją Pascal Begrich, dyrektor zarządzający w organizacji pozarządowej Miteinander, która zajmuje się przeciwdziałaniem ekstremizmowi, prowadzi szkolenia dla szkół i samorządów oraz pracuje z osobami ulegającymi radykalizacji. Begrich uważa, że jednym z problemów obecnej kampanii jest dominacja narracji o kryzysie i upadku. - Ludzie odnoszą wrażenie, że wszystko staje się coraz gorsze, że Niemcy i Europa stoją nad przepaścią, że projekt europejski się rozpada. To poważny problem debaty politycznej - ocenia w rozmowie z PAP.

Według niego problemy gospodarcze czy społeczne są realne, ale nie odpowiadają apokaliptycznemu obrazowi obecnemu często w mediach społecznościowych. - Są powody do niepokoju, ale nie ma powodów do paniki - podkreśla.

Profesor socjologii na Uniwersytecie Nauk Stosowanych Magdeburg-Stendal Rahim Hajji wskazuje, że na wschodzie Niemiec jest słabsze zaufanie do instytucji oraz większa podatność na teorie spiskowe. Znaczenie mają odmienne postawy wobec migracji, polityki klimatycznej oraz wojny Rosji przeciwko Ukrainie.

- Są ludzie, którzy czują się niepewnie ekonomicznie, podkreślam słowo "czują" - mówi PAP Hajji.

W rozmowach prowadzonych w Saksonii-Anhalcie regularnie wraca też doświadczenie transformacji po 1990 roku - poczucie, że instytucje i zasady zostały "urządzone przez innych", wraz z odpływem młodych ludzi na zachód i osłabieniem zakorzenienia tradycyjnych partii. Jak zauważa Hajji, AfD jest dziś szczególnie silna wśród robotników i osób o średnim poziomie wykształcenia, ale nie można jej opisywać wyłącznie jako partii ekonomicznego protestu.

Napięcie widać chociażby na plakat wyborczych. Na posterach AfD na prowincji widać hasła: "By ratować kraj" czy "By znów można było powiedzieć to, co się myśli". Towarzyszą one plakatom wzywającym do odbudowy gazociągu Nord Stream i ponownego importu gazu z Rosji. Afisze drugiej strony oskarżają natomiast AfD wprost o nazizm.

Na wynik wyborów oddziałuje jednocześnie polityka federalna. W rozmowach z PAP lokalni politycy w Magdeburgu przyznają nieoficjalnie, że rząd CDU/SPD w Berlinie powoduje, że mają "wiatr w oczy". Powszechne niezadowolenie z kanclerza, polityki gospodarczej, emerytalnej czy systemu ochrony zdrowia ma być przenoszone na wybory, które formalnie dotyczą władz landu.

Merz mimo tego zaangażował się w ostatnią fazę kampanii. Jego wizycie w landzie nie towarzyszył jednak wiec ani spotkania z mieszkańcami. Tygodnik "Der Spiegel" oceniał, że szef rządu prowadzi kampanię w "trybie incognito" i stał się obecnie raczej obciążeniem niż atutem dla polityków CDU prowadzących kampanię.

PAP