wtorek, 16 czerwca 2026



W nocy z niedzieli na poniedziałek Rosja przeprowadziła intensywny, ponad czterogodzinny atak z powietrza na Kijów i inne ukraińskie miasta. W wyniku uderzenia drona w płomieniach stanął dach Soboru Zaśnięcia Matki Bożej części kompleksu klasztornego Ławra Peczerska, którego najstarsze fragmenty powstały w XI w. Od 1990 r. obiekt znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Według dyrekcji klasztoru udało się uratować zabytkowe ikony i inne bezcenne artefakty, spłonęło ok. 800 m kw. dachu Soboru Zaśnięcia Matki Bożej.

Jak w rozmowie z PAP ocenił prof. Roman Baecker, z Wydziału Nauk o Polityce i Bezpieczeństwie Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, rosyjski atak na Ławrę Peczerską jest przykładem ślepej zasady odwetu – za wszelką cenę i nieuwzględniającego żadnych kosztów. Jak przypomniał ekspert, w ub. tyg. ukraińskie drony uderzyły w historyczne muzeum wojenne na Krymie i zniszczyły panoramę „Obrona Sewastopola”, porównywalną do Panoramy Racławickiej. – Ten ogromny obraz był jednym z symbolicznych elementów tradycji rosyjskiej obrony przed wrogiem zewnętrznym. Atak na Ławrę Peczerską jest odpowiedzią na ten krymski. To jednak odpowiedź całkowicie nieracjonalna – wskazał i wyjaśnił, że zaatakowano zabytkowy kompleks klasztorny ważny dla całego prawosławia, a więc nie tylko dla ukraińskiego. Ławra Peczerska jest bowiem ważnym symbolem także dla rosyjskich prawosławnych. W 2013 r. odbyły się w niej centralne uroczystości 1025. rocznicy chrztu Rusi z udziałem Putina i patriarchy Cyryla. Do 2023 r. zarządzali nią prorosyjscy mnisi należący do Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego nie ukrywający swojej sympatii do Putina i byłego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza.

(...)

Kolejny rozmówca PAP, Bartosz Cichocki, były ambasador RP w Kijowie, Instytut Wschodniej Flanki, zapytany o to, czy atak na Ławrę pogorszy i tak już pogarszające się nastroje w Rosji, wyraził zdanie, że rosyjska propaganda znajdzie sposób, żeby przedstawić to swojemu społeczeństwu tak, żeby wyciągnąć z tego korzyść. Jak dodał, będzie miała o tyle łatwej, że Kijów odebrał Ławrę Patriarchatowi Moskiewskiemu i nadal są tam relikwie świętych prawosławia moskiewskiego.

– Tam faktycznie był konflikt. Gdy rozmawiałem z ludźmi, opowiadali przedziwne rzeczy. Mieli umysły opanowane przez mocarstwową propagandę rosyjską. Kijów musi pomyśleć nie tylko o metodach prawno-prokuratorsko-sądowych, ale też o tym, jak te umysły odzyskać, szerząc prawdę. Tutaj jest duża rola dla Cerkwi Prawosławnej Ukrainy – przekonywał Cichocki.

(...)

Podczas Pomarańczowej Rewolucji w grudniu 2004 r. część duchowieństwa Ławry błogosławiła prorosyjskiego kandydata Wiktora Janukowycza. Na przełomie 2013 i 2014 r., w czasie Euromajdanu, deklarowała lojalność wobec obalanej władzy. Symbolem tego impasu stało się wystąpienie ówczesnego namiestnika Ławry, metropolity Pawła, który publicznie porównał Wiktora Janukowycza do Chrystusa niosącego krzyż, a protestujących z Majdanu nazwał „siłami demonicznymi”.

Gdy po aneksji Krymu w marcu 2014 r. wybuchł konflikt w Donbasie, metropolita Paweł odmawiał nazywania Rosji agresorem.

(...)

Sytuacja zaostrzyła się jeszcze bardziej w 2019 r., gdy Prawosławny Kościół Ukrainy uzyskał niezależność od Patriarchatu Moskiewskiego. Ławra zamieniła się wtedy w punkt zapalny, przed którym dochodziło do protestów ukraińskich aktywistów domagających się usunięcia stamtąd prorosyjskich mnichów.

Napięcia nasiliły się jeszcze bardziej po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę w lutym 2022 r. Po jednym z incydentów w czasie nabożeństwa Służba Bezpieczeństwa Ukrainy przeprowadziła przeszukania obiektów cerkiewnych i w niektórych celach zakonników ujawniono literaturę negującą istnienie Ukrainy, rosyjskie paszporty, a także duży depozyt gotówki w hrywnach i rublach.

Wiosną 2023 r. ukraiński resort kultury wypowiedział umowę dzierżawy Dolnej Ławry, odmawiając przedłużenia prawa do bezpłatnego użytkowania obiektów przez ukraińską cerkiew patriarchatu moskiewskiego. Odbył się też proces metropolity Pawła, nazywanego przez ukraińskie media „Paszą Mercedesem”, ze względu na jego słabość do luksusu. Sąd objął go aresztem domowym, a prokuratura przedstawiła zarzuty wzniecania nienawiści na tle religijnym oraz usprawiedliwiania rosyjskiej agresji.

PAP


- Jeśli Wołodymyr Zełenski poczuł się urażony, to przepraszam go za te słowa. Być może nie należało tego mówić, biorąc pod uwagę, że prowadzi on wojnę. Może nie trzeba było mówić o tym tak ostro – powiedział Łukaszenka.

Dodał, że była to reakcja na słowa dowódcy ukraińskich Sił Systemów Bezzałogowych Roberta Browdiego z 26 maja, że ukraińskie wojsko określiło już pierwszych 500 celów na terytorium Białorusi. Browdi powiedział też Łukaszence, żeby „nie lazł Ukrainie w oczy”.

Łukaszenka w odpowiedzi zagroził atakiem na jeden „bardzo poważny” cel w Ukrainie, którego współrzędne Białoruś jakoby posiada.

- Podkreślam jeszcze raz, że nie należy się spodziewać jakichkolwiek działań militarnych ze strony Białorusi, a szczególnie z mojej strony - Alaksandr Łukaszenka.

PAP


Wojska rosyjskie nacierają ze wszystkich stron na Konstantynówkę w obwodzie donieckim na wschodzie Ukrainy, przenikając w głąb miasta i zrównując je z ziemią; zdobycie tego punktu otworzy Rosjanom drogę do aglomeracji słowiańsko-kramatorskiej - powiadomił we wtorek projekt analityczny DeepState.

"Sytuacja wokół Konstantynówki rozwija się według najtrudniejszego scenariusza, gdyż przeciwnik, dosłownie ze wszystkich stron, dotarł na obrzeża miasta, wywiera silną presję i przenika w głąb tej miejscowości - ogłosił projekt w komunikatorze Telegram.

Zaznaczył, że rosyjska piechota obecna jest na wschodzie miasta oraz atakuje od południa.

"Po osiągnięciu wymaganych rubieży przeciwnik stopniowo przechodzi do długotrwałego opanowywania miasta, przy czym częściowo widoczny jest tu scenariusz podobny do Pokrowska" - podkreślono w komunikacie.

DeepState napisał, że powtarzają się błędy związane z próbami chaotycznego oczyszczania miasta, podczas gdy przeciwnik ma przestrzeń do dalszego natarcia i w razie potrzeby zmienia swoje pozycje. Ukraińscy żołnierze mają raportować o bardzo dużej liczebności rosyjskiej piechoty, która przeważa nad siłami Ukrainy.

"Jednocześnie przeciwnik zrównuje miasto z ziemią i zamienia ją w całkowitą ruinę, której wkrótce może nie dać się utrzymać - ostrzeżono.

DeepState podkreślił, że Konstantynówka jest bramą do aglomeracji słowiańsko-kramatorskiej.

"Gdy Konstantynówka upadnie (a jest to kwestia czasu), następną będzie Drużkiwka, która obecnie odgrywa niezwykle ważną rolę logistyczną, a po niej Kramatorsk. Gdy tylko Konstantynówka znajdzie się pod kontrolą przeciwnika, logistyka Sił Obrony Ukrainy w tym rejonie ulegnie zasadniczej zmianie, pojawią się dodatkowe trudności w przemieszczaniu się, a nawet samo przebywanie w Kramatorsku stanie się bardzo niebezpieczne, ponieważ będą tam już działać załogi wrogich dronów" - oświadczyli analitycy.

"W dalszej kolejności Rosjanie będą musieli otworzyć kolejną bramę do Słowiańska i Kramatorska. O ile wcześniej takim kierunkiem był Łyman, gdzie obecnie trwa silna presja wroga, to teraz może on osiągnąć ten cel bardziej na południe, na odcinku od Mykołajiwki do Małyniwki, przełamując brygady mające problemy m.in. z obsadą personalną. Niestety priorytetem uzupełnień kadrowych nadal pozostają jednostki szturmowe" - podkreślono w komunikacie.

"Bitwa o Konstantynówkę nadal trwa" - napisał DeepState. 
 
 PAP


Oceny Stanów Zjednoczonych i ich prezydenta za rządów Donalda Trumpa uległy drastycznemu pogorszeniu w porównaniu do poprzedniej administracji - wynika z nowego sondażu Pew Research. Duży spadek zaufania do USA nastąpił także w Polsce, choć pozostaje ona jednym z najbardziej proamerykańskich społeczeństw.

Według opublikowanego przez Pew sondażu, przeprowadzonego między lutym i majem br. w 36 krajach, znaczne spadki w opinii na temat Stanów Zjednoczonych i Trumpa zanotowano w niemal wszystkich państwach i w niemal wszystkich kategoriach. Zgodnie z sondażem Pew, średnio (mediana) 23 proc. badanych wyraża zaufanie do przywództwa Trumpa w sprawach międzynarodowych. Globalnie, jedynie 37 proc. ma pozytywne opinie o Stanach Zjednoczonych, a 57 proc. - negatywne. Tylko w siedmiu krajach odsetek ocen pozytywnych jest większy niż negatywnych.

Wśród tych krajów jest też Polska, gdzie jednak odnotowano również jedne z największych spadków sympatii i zaufania do USA w porównaniu do analogicznego badania z lat poprzednich. Ogólne oceny USA w Polsce spadły o 28 punktów procentowych (p.p.) - z 77 proc. w lutym 2024 r. do 49 proc. obecnie (odsetek ocen negatywnych to 43 proc.).

Polska zanotowała też największy w badaniu spadek w jednej z kluczowych pozycji sondażu: odpowiedzi na pytanie, czy "USA biorą pod uwagę interesy krajów takich jak nasz". W 2023 r. 67 proc. Polaków uważało, że Waszyngton liczy się z polskimi interesami. Obecnie uważa tak 22 proc.

Mimo to Polska wraz z Węgrami pozostaje jedynym państwem europejskim, w którym większość uznaje USA za wiarygodnego partnera (57 proc. wobec 65 proc. na Węgrzech), choć również jest to spadek o 28 punktów wobec roku 2022.

Spośród badanych społeczeństw europejskich, najwyższe - poza Węgrami - notowania w Polsce ma sam Trump, choć prezydent nie cieszy się dużym zaufaniem Polaków. Ufa mu 29 proc., zaś brak zaufania deklaruje 67 proc. To i tak wynik znacznie wyższy niż na zachodzie Europy. W Szwecji zaufanie do Trumpa deklaruje 11 proc., w Holandii i Francji - 15 proc., w Niemczech - 16 proc.

Bardziej niż do Trumpa Polacy deklarowali zaufanie do prezydenta Francji Emmanuela Macrona (47 proc.) i prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego (46 proc.).

Drastycznie (o 39 p.p.) spadł też odsetek odpowiedzi na pytanie, czy "USA przyczyniają się do pokoju i stabilności na świecie": uważa tak obecnie 46 proc. badanych w Polsce, a 35 proc. - globalnie.

Z badania wynika, że Trump największą popularnością cieszy się na Filipinach i w Izraelu (odpowiednio 68 i 66 proc.), a najmniejszą na Zachodnim Brzegu Jordanu i Turcji (odpowiednio 4 proc. i 6 proc.). Nieco lepszymi ocenami prezydent USA cieszy się wśród społeczeństw kluczowych sojuszników USA w Azji. W Japonii ufa mu 25 proc., a w Korei Płd. - 22 proc.

PAP


Prawicowo-populistyczna Alternatywa dla Niemiec (AfD) osiągnęła 29 proc. poparcia we wtorkowym sondażu instytutu YouGov, uzyskując rekordową, dziewięciopunktową przewagę nad chadeckim blokiem CDU/CSU. Wynik chadeków jest najsłabszy od września 2021 roku.

W porównaniu z badaniem tej samej sondażowni z połowy maja chadecy stracili dwa punkty procentowe.

AfD zyskała natomiast jeden punkt procentowy i osiągnęła 29 proc. To najwyższy wynik tej partii w całej serii badań instytutu YouGov. Rekordowa jest również przewaga prawicowych populistów nad chadekami, wynosząca dziewięć punktów procentowych. Dotąd najwyższa zmierzona różnica sięgała ośmiu punktów procentowych. Było to w badaniu instytutu INSA z 9 czerwca, w którym AfD miała 29 proc., a chadecja 22 proc.

W aktualnym sondażu na trzecim miejscu znaleźli się Zieloni (14 proc.), którzy zyskali jeden punkt procentowy. Wyprzedzili oni socjaldemokratyczną SPD i Lewicę (po 12 proc.; SPD minus jeden punkt, Lewica plus jeden). Próg wyborczy w wysokości pięciu procent przekroczyliby jeszcze liberałowie z FDP.

Od kilku tygodni poparcie dla AfD utrzymuje się na rekordowym poziomie, pozwalając partii na prowadzenie w sondażach. Jednocześnie niezadowolenie z pracy rządu i samego kanclerza systematycznie rośnie. Część ekspertów ocenia, że Niemcy są maksymalnie niezadowoleni z rządu Merza, na czym korzysta przede wszystkim AfD jako najsilniejsza partia opozycyjna.

We wrześniu odbędą się wybory do parlamentów Berlina, Saksonii-Anhalt i Meklemburgii-Pomorza Przedniego. W dwóch ostatnich wschodnich landach poparcie dla AfD sięga około 40 proc., co daje partii szansę na historyczny wynik.

PAP


Prezydent USA Donald Trump oświadczył we wtorek, że "wkrótce" będzie w stanie przywrócić sankcje na rosyjską ropę naftową załadowaną na statki. Dotychczasowe zwolnienie z sankcji wygasa w środę.

Trump odpowiedział w ten sposób na pytanie na temat przywrócenia sankcji podczas spotkania z prezydentem Zjednoczonych Emiratów Arabskich Muhammadem ibn Zajedem al-Nahajjanem w kuluarach szczytu G7 we francuskim Evian-les-Bains.

- Cóż, wkrótce będziemy mogli to zrobić, bo ropa znowu teraz płynie. Zdjęliśmy sankcje, bo oczywiście nie chcemy powstrzymywać ropy, ale będziemy w stanie wkrótce to zrobić (przywrócić sankcje - PAP) - powiedział Trump. Dodał, że stanie się to w "w pewnym momencie".

Resort finansów USA wydał dotąd trzy licencje, zawieszające stosowanie sankcji na sprzedaż rosyjskiej ropy naftowej załadowanej na statki. Ostatnia z nich, wydana w maju, wygasa 17 czerwca i nie jest jasne, czy zostanie przedłużona.

Minister finansów Scott Bessent tłumaczył decyzję o zawieszeniu restrykcji - które umożliwiły Rosji sprzedawanie surowca po wyższych niż dotąd cenach - najpierw chęcią ograniczenia wzrostu cen ropy, a potem prośbami krajów o niskich dochodach.

Sekretarz stanu USA Marco Rubio zapewniał w Kongresie w czerwcu, że bazową polityką USA nadal jest objęcie sankcjami rosyjskiego sektora naftowego, a zwolnienie było tylko tymczasowym odejściem podyktowanym warunkami na rynku ropy.

PAP


Elwiry Nabiulliny nie było na SPIEF — na głównym wydarzeniu roku organizowanym przez Putina. Jako wyjaśnienie podano najpierw, że była na pogrzebie swojego współpracownika, a potem — że ma przeziębienie.

Pogrzeb odbył się tymczasem znacznie później niż SPIEF, 9 czerwca, a na zdjęciach z tego wydarzenia zauważono, że nie ma Nabiulliny. Przeziębienie, jak zapewnia służba prasowa Banku Centralnego Rosji, stało się "bardzo poważne". Wszyscy zaczęli się zastanawiać, co to za przeziębienie, które trwa dłużej niż COVID.

Nabiullina nie była ponadto obecna na konferencji NAUFOR, którą nadzoruje Bank Centralny. Nie mogła uczestniczyć nawet zdalnie? — pytali sceptycy. Snuli nowe domysły, wysuwali kandydatury następców itd.

Milczenie zostało w końcu przerwane. Jak informuje służba prasowa Banku Centralnego, Elwira Nabiullina pojawi się na tradycyjnej konferencji prasowej po posiedzeniu Banku Centralnego w sprawie stopy procentowej, które odbędzie się 19 czerwca.

Jednak od czasu, gdy Nabiullina zniknęła, nic nie jest już takie samo. Zmiany, które Putin wprowadził w Rosji pod jej "nieobecność", są bezprecedensowe. Rosja weszła na zupełnie nowy kurs.

Na 19 czerwca nie trzeba długo czekać, więc zobaczymy, czy Nabiullina się pojawi, jak będzie wyglądać, a przede wszystkim — jaka będzie decyzja w sprawie stopy procentowej i co powie szefowa Banku Centralnego Rosji.

Jest to szczególnie interesujące, ponieważ właśnie o tym, jaka powinna być stopa procentowa, zaczęto mówić zaraz po zniknięciu "żelaznej damy".

Niemal natychmiast po zakończeniu SPIEF Władimir Putin odbył naradę z rządem, na której właśnie nie było Nabiulliny. Stwierdził, że inflacja spadła na tyle, aby można było obniżyć stopę procentową.

— Inflacja spada. Ile wynosi obecnie? Nieco ponad pięć proc. Myślę, że mamy prawo liczyć zarówno na obniżenie stopy bazowej, jak i na osiągnięcie innych niezbędnych parametrów — powiedział Putin.

Inflacja, co prawda, jak na złość, znów zaczęła rosnąć — na razie w ujęciu tygodniowym, ale nie ma podstaw, by sądzić, że wzrost się zatrzyma. Najważniejsze dla Kremla, że pojawił się formalny pretekst do obniżenia stopy procentowej przez Bank Centralny.

Zastępca Nabiulliny, Aleksiej Zabotkin, postanowił sprzeciwić się Putinowi. Nawiasem mówiąc, jest on jednym z tych, których typuje się na następców Elwiry Nabiulliny (również będzie obecny na konferencji prasowej Banku Centralnego 19 czerwca). Przytoczył dane: spadek inflacji w jednym miesiącu nie może być nazwany trendem ani sygnałem do obniżenia stopy procentowej, tym bardziej że już w pierwszym tygodniu czerwca inflacja przyspieszyła o 0,2 proc.

(...)

Z ogromną siłą wpadła do Dumy Państwowej ustawa budżetowa, gdzie została przyjęta w rekordowo krótkim czasie. Teraz, dzięki niej, dozwolone są następujące kroki:
  •     rosyjski rząd będzie mógł w tym roku zwiększać wydatki budżetu federalnego bez wprowadzania formalnych zmian w ustawie budżetowej i bez upubliczniania (!) danych liczbowych, w tym dotyczących utrzymania armii;
  •     ograniczenie wzrostu wewnętrznego długu publicznego również tymczasowo nie będzie obowiązywać (!) — Ministerstwo Finansów Rosji będzie mogło zaciągać tyle pożyczek, ile uzna za stosowne;
  •     regiony, które borykają się z deficytem budżetowym, będą mogły poprosić rząd o pieniądze, a federalny skarb państwa będzie udzielał takich kredytów przy symbolicznej stopie procentowej wynoszącej 0,1 proc. Regionom zezwoli się również na niezwracanie do 2030 r. jednej trzeciej kwoty kredytów budżetowych, które wcześniej zaciągnęły (dwie trzecie tych kredytów zostało im już umorzone);
  •     zniesione zostaje ograniczenie, zgodnie z którym regiony są zobowiązane przeznaczyć na gospodarkę mieszkaniową i komunalną co najmniej połowę środków zaoszczędzonych dzięki umorzeniu i restrukturyzacji kredytów budżetowych — całość oszczędności będzie można przeznaczyć na finansowanie działań w ramach specjalnej operacji wojskowej [tak Rosjanie nazywają inwazję na Ukrainę].
Krótko mówiąc, rząd może teraz pożyczać, ile chce, regiony też, najważniejsze, żeby te — i nie tylko — środki szły na wojnę. Reszta przestała mieć znaczenie. Trwa wojna, nie czas myśleć o ciepłych grzejnikach czy o wodzie w kranie, albo o dziurawym dachu.

A co najważniejsze — nikt już nie dowie się, gdzie trafiły pieniądze podatników.

Już teraz, jak obliczył na podstawie danych Ministerstwa Finansów Rosji pracownik naukowy niemieckiego Instytutu Problemów Bezpieczeństwa Międzynarodowego Janis Kluge, 46 proc. wydatków budżetowych to wydatki na wojnę. A w stosunku do dochodów wydatki wojskowe stanowią bezprecedensowe 65,26 proc.

onet.pl\The Moscow Times

poniedziałek, 15 czerwca 2026



Ekspert ds. Kaukazu z Akademickiego Centrum Analiz Strategicznych Akademii Sztuki Wojennej Tomasz Kapuśniak przyznał w rozmowie z PAP, że wiele źródeł wskazuje na to, iż Kadyrow niedługo odejdzie z tego świata.

– Wątpię jednak, by sukcesja przebiegła łatwo i przyjemnie. Po pierwsze w ramach grupy oligarchicznej wokół Kadyrowa jest wiele osób, które są zainteresowane przejęciem władzy. Po drugie pojawia się pytanie, czy taka sukcesja, zaaranżowana przez Kadyrowa bez zgody Rosji zostanie przez nią zaakceptowana – powiedział Kapuśniak.

W takim przypadku, przyznał, Moskwa mogłaby zareagować np. ograniczeniem wsparcia finansowego dla Groznego. To groziłoby jednak destabilizacją sytuacji w Czeczenii i rozpadem obecnie obowiązującego systemu. Natomiast eskalacja konfliktu na Kaukazie Północnym z punktu widzenia Rosji byłaby zdaniem eksperta wyjątkowo niekorzystna.

– W tym momencie w wojnę w Ukrainie zaangażowane są bardzo duże siły i środki, a powszechny pobór przecież nie nastąpił. Jeśli wybuchłby kolejny konflikt wewnętrzny, byłoby to szalenie niebezpieczne dla reżimu Putina – wyjaśnił Kapuśniak.

Z kolei zdaniem głównego specjalisty w Zespole Turcji, Kaukazu i Azji Centralnej Ośrodka Studiów Wschodnich Wojciecha Góreckiego, czeczeńskie elity chcą co prawda żyć na własny rachunek, ale zamierzają czerpać jak najwięcej z budżetu Moskwy tak długo, jak to tylko możliwe.

– Dlatego dopóki Moskwa płaci, w Czeczenii nie pojawią się żadne realne ruchy odśrodkowe. Nie oznacza to jednak, że Czeczeni nie będą dążyć do dalszego usamodzielniania się i zagarniania dla siebie coraz większej porcji politycznego i finansowego tortu – ocenił Górecki.

W jego opinii Czeczenia w zasadzie już teraz znajduje się poza realną rosyjską kontrolą. W wielu obszarach nadzór Moskwy ma charakter czysto formalny. Zaś czeczeńskim elitom zależy na tym, aby ten stan rzeczy trwał jak najdłużej, a strumień pieniędzy płynął nieprzerwanie.

(...)

Górecki przyznał, że w kwestii sukcesji władzy w Czeczenii istnieją istotne przeszkody formalne. Dzieci Kadyrowa nie osiągnęły bowiem wymaganego wieku do formalnego objęcia przywództwa w republice. Najstarszym dzieckiem Kadyrowa jest córka, jednak ze względów mentalnych i kulturowych jej kandydatura nie wchodzi w grę. W efekcie – dodał ekspert – w przypadku nagłego odejścia Kadyrowa – konieczne byłoby ustanowienie jakiegoś rozwiązania tymczasowego, np. powołanie regenta, który kierowałby republiką do momentu osiągnięcia przez sukcesora odpowiedniego wieku. Każda taka tymczasowa konstrukcja polityczna może być jednak łatwo kontestowana i podważana.

– Moment zmiany władzy zawsze jest punktem krytycznym, a Kadyrow całkowicie wyeliminował czeczeńską opozycję. Jej przedstawiciele albo fizycznie nie istnieją, albo są na emigracji, albo zostali zmuszeni do przyłączenia się do obecnego obozu władzy. Jeśli zabraknie Kadyrowa, jego następca prawdopodobnie nie będzie dysponował tak silną pozycją, ponieważ nie budował swoich wpływów przez lata – wyjaśnił Górecki. Jego zdaniem nierealny jest także scenariusz, w którym Moskwa przysyła do Groznego nowego wielkorządcę „w teczce” – nowym liderem musi zostać ktoś stamtąd.

Dlatego w razie śmierci przywódcy Czeczenii nieuchronnie rozpocznie się walka o władzę w samym otoczeniu Kadyrowa, które składa się z różnych grup interesów, co będzie oznaczać destabilizację. Mimo to żadna z frakcji nie będzie podnosić haseł secesjonistycznych, ponieważ nie mają one obecnie społecznego poparcia. Czeczeni żyją dziś tak, jak chcą. Cieszą się znacznie większym zakresem samodzielności niż za czasów pierwszych przywódców separatystycznych, a ci, którym ten system nie odpowiadał, po prostu opuścili kraj. – Czeczenia stała się specyficzną „wewnętrzną zagranicą” rządzącą się własnymi prawami – zwrócił uwagę rozmówca PAP.

W ocenie Góreckiego, jeżeli dotychczasowy układ przestanie obowiązywać, walka o władzę nie będzie zmierzać w stronę odłączenia się od Federacji Rosyjskiej, lecz raczej w kierunku znalezienia sobie nowego patrona w Moskwie. – O ile Kadyrow utrzymywał świetne relacje z Putinem, o tyle jego stosunki z rosyjskimi strukturami siłowymi były fatalne. Ich funkcjonariusze marzą o rewizji obecnego układu z Czeczenią, lecz jednocześnie mają świadomość, że nie mogą go wprost kontestować, bo w interesie Rosji leży, aby Czeczenia była rządzona silną ręką tak długo, jak to możliwe – wyjaśnił.

Jak podał „The Moscow Times”, w 2024 r. łączne wydatki rządowe w Republice Czeczenii wyniosły 580 mld rubli (według obecnego kursu to prawie 8 mld dol.). Aż ponad 92 proc. tej kwoty pochodziło z Moskwy i w pokaźnej części miało formę bezzwrotnych transferów.

PAP


Gdy przyjrzeć się bliżej, jak miały się sprawy na Bliskim Wschodzie przed 28 lutego, czyli datą wybuchu konfliktu, a jak mają się dzisiaj, trudno znaleźć lepszy opis sytuacji niż słynny żydowski dowcip o kozie.

wp.pl

niedziela, 14 czerwca 2026



Wstępne wyniki niedzielnego referendum w Szwajcarii, w którym obywatele decydowali, czy wprowadzić nakaz ograniczenia liczby ludności kraju do 10 mln przed 2050 r., wskazują, że prawie 53 proc. głosujących odrzuciło wniosek skrajnie prawicowej Szwajcarskiej Partii Ludowej (SVP). Frekwencja przekroczyła 57 proc.

Agencja AP zaznaczyła, że są to tylko cząstkowe wyniki.

Gdyby wniosek populistycznej partii, mającej najwięcej miejsc w parlamencie i od lat podsycającej nastroje antyimigranckie, zwłaszcza w kontekście napływu pracowników z sąsiedniej Unii Europejskiej, został przyjęty, głębokie więzy Szwajcarii z Unią Europejską zostałyby podważone - podkreśliła agencja.

Publikowane przed referendum sondaże przewidywały wyrównany wynik, jednak wskazywały, iż propozycja zostanie odrzucona niewielką większością głosów.

Mimo to znaczne poparcie dla propozycji idzie w parze z rosnącą popularnością polityki, mającej na celu ograniczenie imigracji. Zwolennicy przyjęcia wniosku argumentowali, że zaledwie niewielka część przybyszów, to wykwalifikowani pracownicy, twierdzili też, że osoby ubiegające się o azyl częściej dopuszczają się gwałtów - zauważyła z kolei agencja Reutera.

Przeciwnicy nazwali ten plan przepisem na chaos w szwajcarskich firmach i wśród ich pracowników, a także w relacjach Szwajcarii z UE. Kwestionowali również, by spory z Brukselą były rozsądne tuż po tym, gdy prezydent USA Donald Trump nałożył najwyższe w Europie cła na szwajcarskie towary.

Patrick Leisibach, ekspert ds. migracji w think tanku Avenir Suisse, powiedział, że argumenty ekonomiczne odegrały rolę, a ludzie obawiają się, jak głosowanie "tak" wpłynie na ich codzienne życie. - Zastanawiają się: "kto będzie mnie obsługiwał w restauracji?" i "kto się mną zaopiekuje, kiedy się zestarzeję?". To raczej troska o osobiste dobro sprawiła, że ludzie odrzucili tę inicjatywę" - oświadczył.

Rząd przekonywał wyborców, że głosowana w niedzielę inicjatywa zagraża "dobrobytowi i dobremu funkcjonowaniu społeczeństwa, bezpieczeństwu wewnętrznemu oraz humanitarnym tradycjom Szwajcarii". Zdaniem przedstawicieli biznesu i oponentów, jej przyjęcie pozbawiłoby siły roboczej szpitale i hotele. Połowa pracowników szwajcarskich hoteli, to obecnie cudzoziemcy.

Oponenci wskazują też na starzenie się szwajcarskiego społeczeństwa - 20 proc. ludności stanowią obecnie osoby powyżej 65. roku życia. Ich potrzeby muszą finansować młodsi pracownicy i podatnicy.

Gdyby wniosek SVP został przyjęty, rząd byłby zobowiązany podjąć działania zaradcze po osiągnięciu progu 9,5 mln mieszkańców. Mogłyby one obejmować m.in. ograniczenie liczby osób, którym przyznawany jest azyl, czy zlikwidowanie programu łączenia rodzin zagranicznych pracowników.

Ograniczenie liczby ludności wiązałoby się z wymówieniem przez Szwajcarię w ciągu dwóch lat m.in. porozumienia o wolnym przepływie osób z UE i mogłoby zaszkodzić dwustronnym relacjom. UE jest głównym partnerem handlowym Szwajcarii. 

PAP


Ostateczna wersja irańsko-amerykańskiego memorandum przewiduje m.in. otwarcie cieśniny Ormuz i zdjęcie amerykańskich sankcji - powiedział agencji Reutera wysoki rangą irański urzędnik. Nie określił jednak, kiedy zostanie zawarte porozumienie.

Zgodnie z ramowym memorandum Iran ma natychmiast otworzyć cieśninę Ormuz dla wszystkich statków handlowych, Stany Zjednoczone natomiast zakończyć blokadę irańskich portów.

Według urzędnika, USA miałyby znieść na pewien czas wszystkie sankcje dotyczące irańskiej ropy naftowej, dzięki czemu Iran mógłby sprzedawać ropę i otrzymywać z niej zyski. Stany Zjednoczone zobowiązałyby się też do nieprzyjmowania nowych sankcji przeciwko Teheranowi do czasu zawarcia ostatecznego porozumienia pokojowego.

USA zgodziłyby się odblokować 25 mld dol. zamrożonych irańskich funduszy, w tym poprzez bezpośrednie przelewy gotówkowe, współpracę z krajami regionu i linie kredytowe.

Iran ze swej strony miałby się zobowiązać, że nie będzie produkować ani zabiegać o pozyskanie w inny sposób broni atomowej. Miałby też utrzymać obecne status quo w kwestiach nuklearnych aż do zawarcia ostatecznego porozumienia, nie wzbogacając uranu i nie rozbudowując swych obiektów jądrowych. USA zaś zgodziłyby się na rozrzedzenie przez Teheran irańskich zasobów wzbogaconego uranu na terenie kraju, a mechanizm tego procesu miałby zostać omówiony w ciągu 60 dni.

USA we współpracy z regionalnymi partnerami miałyby przygotować plan odbudowy i rozwoju Iranu. Jego treść miałaby zostać wynegocjowana i uzgodniona z Teheranem w ciągu 60 dni.

W tym samym terminie ma zostać wynegocjowany i zawarty w ostatecznym porozumieniu irański program nuklearny, prace nad wzbogacaniem uranu oraz mechanizm postępowania z irańskimi zapasami wysoko wzbogaconego uranu.

Po zawarciu ostatecznego porozumienia miałyby zostać zniesione zgodnie z ustalonym harmonogramem sankcje USA i ONZ wobec Iranu.

W piątek przedstawiciel administracji USA powiedział, że porozumienie z Iranem opiera się na czterech filarach: otwarciu cieśniny Ormuz i zakończeniu blokady; demontażu irańskiego programu jądrowego wraz z przekazaniem stronie amerykańskiej wzbogaconego materiału, który ma zostać "zniszczony na miejscu, a następnie wywieziony z kraju", długoterminowym pokoju regionalnym oraz reżimie inspekcji zapewniającym weryfikację zobowiązań. W zamian Iran ma uzyskać stopniowe złagodzenie sankcji i reintegrację z gospodarką światową.

Prezydent USA Donald Trump i pakistański mediator oświadczyli w sobotę, że podpisanie porozumienia kończącego wojnę na Bliskim Wschodzie planowane jest na niedzielę. Daty tej nie potwierdził jeszcze Iran. 

PAP