sobota, 1 sierpnia 2026



Tomasz Żółciak i Grzegorz Osiecki, dziennikarze Wirtualnej Polski: - A jeśli spróbować to uprościć: kto w tej chwili wygrywa narracyjnie - PiS "nowogrodzki" czy obóz Morawieckiego?

Michał Fedorowicz z kolektywu Res Futura, analizującego nastroje w mediach społecznościowych: To zmienia się codziennie i dobrze pokazuje, jak chwiejni są dziś odbiorcy prawicy. W piątek, gdy dokonywał się rozpad w partii, dominowało zawodzenie: "po co to robicie". W sobotę i niedzielę - "Morawiecki zdrajca". Po wystąpieniu Kurskiego wahadło wróciło: "przegięliście, po co się kłócicie". A gdy prezes Kaczyński ogłosił, że nie będzie nikogo wywalał, tylko zajmie się tym rzecznik dyscypliny Karol Karski, część odbiorców odczytała to jako słabość prezesa, który przestraszył się Morawieckiego.

To wszystko jest bardzo kruche - obie strony są bardzo podatne na nastroje w mediach społecznościowych, a wyborcy reagują raczej jak stado: po prostu biegną za impulsem.

- Kto zgromadził wokół siebie ludzi, którzy naprawdę potrafią robić zasięgi - rolki, TikToki itd.? To wszakże kwestia tego, jaką "armią" się dysponuje w budowaniu własnej narracji.

Jest taka teoria, że PiS rozpadł się, bo był zbyt dobry w internecie. Brzmi paradoksalnie, ale wytłumaczę: partia produkowała ogromne ilości treści, które wzajemnie się wykluczały. Z jednej strony bardzo skrajnie prawicowe - tu prym wiedli politycy dawnej Suwerennej Polski - z drugiej treści prorozwojowe, bardziej progresywne. I te dwa nurty zaczęły się zwalczać. Tak naprawdę państwo pokłócili się o komunikację: kto gdzie udziela wywiadów, kto nagrywa jakie rolki, po co w ogóle ścigać się z Konfederacją i powielać jej przekaz.

Jeśli odłożyć na chwilę ambicje polityczne, to przez ostatnie dwa lata w PiS wykrystalizowały się dwa silne obozy komunikacyjne: ekipa Mateckiego (zwykle pierwsza piątka pod względem zasięgów) i ekipa Morawieckiego (też czołówka). Tematy, którymi żyją, całkowicie się wykluczają.

Paradoks polega na tym, że po rozłamie obie strony wciąż mają mocny internet i wcale się nawzajem nie potrzebują. Najsłabszy internet ma dziś PiS jako taki - bo politycy tacy jak Czarnek, Błaszczak czy Sasin są w mediach społecznościowych słabi. Morawieckiemu interakcje spadły o jakieś 15 proc., Mateckiemu odrobinę.

- Czy kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek nie dostał rykoszetem i w efekcie jest największym przegranym tego podziału pod względem zasięgów i interakcji w mediach społecznościowych?

Od kiedy Czarnek został kandydatem, nigdy nie robił dobrych internetów, nie miał milionowych zasięgów.

- Dlaczego tak się dzieje?

Czarnek nie mówi nic oryginalnego. Wszystko, co powtarza, już dawno powiedzieli Patryk Jaki, Dariusz Matecki czy reszta Konfederacji.

- A co oryginalnego mówi Morawiecki?

Morawiecki myśli do przodu, mówi o przyszłości, o CPK, o rozwoju.

- Ale Czarnek też mówi np. o wyjściu z ETS.

To od czterech-pięciu lat mówi Grzegorz Braun i cała Konfederacja. To nie jest oryginalne.

(...)

- Politycy PiS-u mówią czasem: "brylujemy na X, ale nasi wyborcy siedzą na Facebooku". Widać wyraźny rozdźwięk między tymi platformami?

Po pierwsze: większością grup PiS-u na Facebooku zarządza pośrednio lub bezpośrednio Dariusz Matecki - robiliśmy taką analizę wśród polityków Suwerennej Polski. Te "15 tysięcy lajków" pod postem to często efekt tzw. masowego udostępniania w powiązanych grupach - taki swoisty "Sok z buraka", gdzie udzielają się solidarni z Owsiakiem, solidarni z TVP, solidarni z TVN, solidarni z Trzaskowskim, solidarni z Tuskiem czy solidarni z solidarnymi.

Jedna osoba siedząca w dziesięciu takich grupach polajkuje wszędzie i powstaje pozorny zasięg - ale to puste liczby. Tak samo działa to po stronie Suwerennej Polski.

Facebook jest oczywiście kluczowy jako miejsce kontaktu polityka z wyborcą, ale politycy, którzy odeszli z PiS, mają silne własne profile i mówią wprost do swoich odbiorców - nie muszą już dogadywać się z fanami Suwerennej Polski. Z tej perspektywy walka w social mediach między dawnymi frakcjami wygląda tak samo, jak przed rozłamem, choć z jedną różnicą: dziś PiS jako całość jednoznacznie konkuruje o fanów z Konfederacją i Koroną Polski. I tę walkę przegrywa od roku.

Każdy komunikat Czarnka - w sprawie ETS czy progu podatkowego - jest skutecznie kontrowany przez fanów Konfederacji i Korony: "kłamiecie", "wpuściliście Ukraińców", "Braun miał rację".

- A czy linie narracyjne Rozwoju Plus w tej sytuacji nie okażą się po prostu obłe, by zrobić wrażenie?

Wchodzimy tu w rejon komunikacji zbliżonej do Polski 2050. Problem w tym, że robi ona wrażenie, ale nie przekłada się na żadne realne poparcie - nie widać tego w procentach.

- Czyli, mówiąc językiem młodzieży, ta komunikacja "nie grzeje"?

Morawiecki od dwunastu miesięcy porusza się dwiema ścieżkami: mówi o rozwoju i o dobrych czasach, które wrócą - to dawało mu lajki i fanów, bo trafiał w niszę. Teraz jednak wchodzi na teren, który częściowo zajmuje Polska 2050, częściowo PSL, a nawet Razem - komunikację centrową, rozwojową, lekko lewicową, na pewno nie platformianą. Licytuje się więc z tymi samymi odbiorcami. Może teraz mówić: "nie mam przy sobie tych wrednych pisiorów, jestem lepszy". Ale sondaże i lajki pokazują, że niewielu chce to klikać i udostępniać. Bo centrum w mediach społecznościowych się nie klika - jest zbyt "obłe", bez skrajności.

(...)

- A jak w internecie postrzegany jest dziś Jarosław Kaczyński? Dominuje ocena, że prezes osłabł, zużył się, dał się rozegrać i doprowadził do największego exodusu z partii od czasu ziobrystów w 2011 r.? Czy raczej widziany jest jako gracz, który w dogodnym momencie po prostu pozbył się kłopotu w postaci Morawieckiego?

Algorytm w ogóle nie interesuje się Kaczyńskim. Jest dla niego jakimś tam symbolem, ale ani on sam, ani jego wypowiedzi nie robią "czadu", nie polaryzują. Jego wywiady się nie sprzedają - zostaje z nich jeden, może dwa cytaty. To nie jest to, co kiedyś.

- Czyli media społecznościowe właściwie już odwołały go z funkcji lidera PiS?

Dla użytkownika, który nie jest maszyną, wciąż jest symbolem. Ale dla samego algorytmu to polityk mało atrakcyjny w strumieniu treści. Klika się gorzej nawet u "Silnych Razem".

(...)

- Jakie wnioski polityczne można wysnuć z tego, co dzieje się dziś w socialach po prawej stronie? Co zdominuje przyszłoroczną kampanię?

Po prawej stronie widzimy trzy główne tematy-drivery. Pierwszy to stosunek do Ukrainy i wojny - licytacja na "antyukraińskość" widoczna była już w kampanii prezydenckiej, teraz stanie się stałym czynnikiem.

Drugi to ceny energii i ogólnie koszty życia - temat, który mocno "grzeje" społecznie. Trzeci: wszystkie partie będą atakować PiS za jego rządy - PiS czeka kampania w okrążeniu. Od trzech lat w opozycji jest skutecznie obijany przez Konfederację i Koronę, teraz dołoży mu się jeszcze reszta - za stosunek do Ukrainy, za zboże, rolnictwo, ETS, kwotę wolną. PiS nie miał jeszcze tak trudnej kampanii, bo pierwszy raz będzie mocno atakowany w mediach społecznościowych z prawej strony.

(...)

- Wracając do drugiego wątku - poziomu życia. Mieliśmy wygaszenie tarczy paliwowej -CPN, a teraz zapowiedź Tuska, że wróci na ostatnie dwa tygodnie wakacji. Czy to wystarczy?

Z jednej strony mamy rekordowo pozytywne badania CBOS o sytuacji materialnej Polaków, a z drugiej strony w sieci mamy rekordowe nasilenie narracji o bezrobociu, wzroście cen, drożyźnie. Więc jak Polak, któremu żyje się dobrze otwiera internet to się boi. A mistrzem dowożenia tego gniewu w sieci jest Konfederacja. Tematy energetyka i paliwo wywołują złość i strach - ludzie boją się, że będzie coraz drożej i stracą status. Nakłada się na to temat szpitali. A do tego dochodzi obawa przed ETS-em i "zielonym ładem", który - jak się mówi - ma zamykać fabryki. To temat stale żywy w social mediach i generujący lęk.

- A jak może się to rozwinąć, mimo że wskaźniki gospodarcze są raczej dobre?

Istnieje prawda życia i prawda ekranu. Szczerze nie wiem, jak zareagują użytkownicy czytający codziennie, że jest bardzo źle. To trochę przypomina jesień 2022 r., gdy rząd Morawieckiego po raz pierwszy zaczął mieć z tym problem - sytuacja się powtarza. Mimo że wskaźniki mówią, że żyje się lepiej, ludzie wciąż czytają, że jest źle. Pytanie, czy w końcu powiedzą "to pier***lolo, nie wierzymy w to", czy będą się sami nakręcać. Na tym żerują wyłącznie Konfederacja i Korona - mówią wyborcom, że będzie jeszcze gorzej, bo przyjdzie Trybunał Sprawiedliwości UE, zielony ład, Unia Europejska "wyrzuci was z domów", bo nie będzie na opał - klasyka gatunku.

(...)

- Czy zwolennicy obozu rządzącego przestali się bać samego PiS-u, a punktem odniesienia stali się dziś Braun i Konfederacja?

Dziś ich największym lękiem jest Braun - wizja koalicji PiS z Konfederacją.

- Czarny sen.

Właśnie dlatego wracam do wątku Kaczyńskiego - on już nikogo nie polaryzuje, nikt się go nie boi. Wszyscy po tej stronie boją się Brauna. Hasło "nie pójdziesz na wybory, przyjdzie Braun" stało się dziś swoistą odezwą mobilizacyjną.

- Ale z perspektywy Tuska to chyba dobra wiadomość - ma czym straszyć?

I tak właśnie to komunikują. Tyle że oczekiwanie jest, by robić więcej - zamykać, aresztować.

- Rozumiemy, że w tym kontekście mieszczą się ruchy ministra Kierwińskiego - deportacje w reakcji na incydenty z udziałem Ukraińców.

To są oczekiwania niezależne od bańki - bo nastroje antyukraińskie są dziś zjawiskiem ponadbańkowym. Naturalnie znajdzie się ktoś, kto broni Ukraińców, ale to margines. Za to oczekiwanie wobec Brauna - delegalizacji, zamknięcia - jest bardzo szerokie i otwarte.

- Na koniec - na ile w sieci aktywni są zewnętrzni gracze? Widać długą rękę Moskwy?

Moskwy i Kijowa. Propagandę rosyjską znamy dobrze - wiemy, jakie konta, jakie kanały. Ale bardzo sprawne operacje komunikacyjne prowadzi też strona ukraińska.

Propaganda kijowska działa na dwóch frontach: po pierwsze wokół sprawy Orderu Orła Białego i na forum unijnym, pokazując Polaków jako naród szowinistyczny - co paradoksalnie nakłada się na to, co mówili Rosjanie na początku 2022 r. - próbując zbudować wśród Niemców i Francuzów obraz niewdzięcznych Polaków wrogo nastawionych do Ukraińców. Po drugie, w Polsce koncentruje się głównie na podbijaniu przekazów antynawrockich, przedstawiających prezydenta jako szowinistę i nacjonalistę.

wp.pl

piątek, 31 lipca 2026



Potem w 1990 roku nadszedł kryzys. Japońskie rynki finansowe się załamały. Gospodarka pogrążyła się w głębokiej recesji. W kolejnych latach indeks tokijskiej giełdy spadł do połowy wartości z 1990 roku. Ceny nieruchomości w Tokio spadały jeszcze bardziej. Wydawało się, że cud gospodarczy Japonii stał się historią. (...) Przykładem złej kondycji japońskiej gospodarki była branża uważana za wzór sprawności przemysłowej tego kraju. Mowa o przemyśle półprzewodnikowym.

Sześćdziesięciodziewięcioletni Morita obserwował, jak wraz ze spadkiem cen akcji Sony zmniejszają się japońskie fortuny. Wiedział, że problemy jego kraju mają głębsze korzenie i nie ograniczały się do sytuacji na rynkach finansowych. Całą poprzednią dekadę Morita pouczał Amerykanów o konieczności poprawy jakości produkcji, a nie skupianiu się na „pieniężnych grach” na rynkach finansowych. Jednak kiedy tokijska giełda się załamała, osławione długookresowe myślenie Japonii nie wyglądało już tak wizjonersko. Pozorna dominacja Japonii została zbudowana na nietrwałym fundamencie wspieranych przez rząd nadmiernych inwestycji. Tani kapitał ułatwiał budowę nowych fabryk układów scalonych, ale zachęcał także producentów chipów, aby mniej myśleli o zyskach, a więcej o produkcji. Największe japońskie firmy zajmujące się półprzewodnikami zwiększyły produkcję pamięci DRAM, nawet wtedy gdy ich pozycja zaczęła być naruszana przez tańszych producentów, takich jak Micron i południowokoreański Samsung.

Japońskie media dostrzegły przeinwestowanie w branży półprzewodnikowej, a nagłówki gazet ostrzegały przed „lekkomyślną rywalizacją inwestycyjną” i „inwestycjami, których nie można zatrzymać”. Prezesi japońskich firm produkujących układy pamięci ciągle budowali nowe fabryki, nawet jeśli nie przynosiły one zysków. „Jeśli zaczniesz martwić się o nadmierne inwestycje, nie będziesz mógł w nocy spać”, przyznał jeden z dyrektorów Hitachi. Dopóki banki udzielały pożyczek, prezesom łatwiej było wydawać pieniądze niż przyznać, że nie mają pomysłu, jak sprawić, by ich firmy były rentowne. W latach osiemdziesiątych działające na zasadach wolnej konkurencji amerykańskie rynki kapitałowe nie były postrzegane jako atut, a jednak strach przed utratą finansowania pomógł firmom ze Stanów Zjednoczonych utrzymać się na nogach. Japońscy producenci pamięci DRAM mogliby dużo nauczyć się z paranoi Andy’ego Grove’a lub wiedzy Jacka Simplota na temat nieprzewidywalności rynków towarowych. Zamiast tego wszyscy zainwestowali w ten sam rynek, sprawiając tym samym, że niewielu mogło na nim zarobić.

Firma Sony wyróżniała się wśród japońskich firm z branży półprzewodnikowej tym, że nigdy nie stawiała zbyt mocno na produkcję pamięci DRAM. Zamiast tego z sukcesem opracowywała nowe produkty, takie jak specjalizowane układy scalone do przetworników obrazu. Kiedy fotony uderzają w krzem, w odpowiednich miejscach w chipie gromadzą się ładunki elektryczne, których ilość jest skorelowana z natężeniem światła. Pozwala to przekonwertować obrazy na dane cyfrowe. Dzięki przetwornikom obrazu Sony było dobrze przygotowane do przewodzenia rewolucji cyfrowej w fotografii, a układy tej firmy ciągle są jednymi z najlepszych na świecie. Mimo to firma nie ograniczyła inwestycji w obszarach przynoszących straty i na początku lat dziewięćdziesiątych jej rentowność spadła.

Chris Miller - Wielka wojna o czipy

czwartek, 30 lipca 2026



Obiekty, które mogą być w czasie kryzysu lub konfliktu zbrojnego wykorzystywane jako placówki medyczne, będą budowane w Bydgoszczy, Toruniu, Włocławku i Świeciu. Na realizację inwestycji władze województwa przewidują ok. trzech lat — do 2029 r. Planowany koszt to 270 mln zł. Inwestycje mają być wzorowane na podobnych rozwiązaniach w Finlandii, gdzie schrony budowane są pod parkingami, obiektami sportowymi i budynkami użyteczności publicznej.

W planowanych schronach powstaną m.in. sale operacyjne, ale mniejsze od tych standardowych i przeznaczone tylko na niezbędne procedury medyczne, na przykład chirurgiczne czy diagnostyczne. Wszystkie schrony będą miały niezależne źródła energii, ujęcia wody i systemy wentylacyjne oraz systemy filtracji powietrza.

Podziemne schrony powstaną przy placówkach prowadzonych przez samorząd województwa: Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Toruniu, Centrum Onkologii w Bydgoszczy, Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym we Włocławku oraz Wojewódzkim Szpitalu Zdrowia Psychicznego w Świeciu.

(...)

Jak informuje Radio Zet, w Toruniu, Bydgoszczy i Włocławku planowane są dwupoziomowe schrony o powierzchni od 1,5 tys. do 1,8 tys. m kw. Oba poziomy znajdą się pod ziemią — jeden z nich będzie służył jako miejsce czasowego ukrycia dla około 450-500 osób, drugi, położony niżej — ma działać jak placówka medyczna.

Nieco inaczej będzie wyglądał schron w Świeciu, gdzie powstanie tylko jeden poziom. Na 720 m kw. będzie mogło się ukryć 250 osób. Na co dzień będzie wykorzystywany jako przestrzeń do rehabilitacji i terapii pacjentów oraz sportowo-rekreacyjna.

businessinsider.com.pl

środa, 29 lipca 2026



Niemiecki „Bild” napisał dość prowokacyjnie, że w obecnej chwili Zełenski jest „ulubieńcem” Trumpa. Coś w tym jest. Trudna lekcja jaką Amerykanin otrzymał w wojnie z Iranem, zrozumienie czym tak naprawdę jest walka z przeciwnikiem, który masowo używa bezpilotowców w połączeniu z pociskami balistycznymi, dały ukraińskiemu prezydentowi drugą szansę w kontaktach z Białym Domem. Zełenski zyskał w oczach Donalda Trumpa. Okazało się, że wytrzymanie trwających od kilku lat nalotów godne jest szacunku, a wypracowanie w takich warunkach zdolności do zadawania strat wielokrotnie większemu przeciwnikowi, to cenny know how, na jakim zależy amerykańskiej armii.

Gdy rok temu Ukraińcy próbowali zainteresować Amerykanów technologiami dronowymi, spotkali się z chłodną odmową. Ich ofertę zbagatelizowano jako niewiele wartą. Konfrontacja z Iranem pokazała jednak na czym polega ekonomika nowoczesnego pola walki. Środki rażenia kosztujące grosze dokonują zniszczeń idących w grube miliony. Pozbawieni tanich systemów obrony przeciwlotniczej Amerykanie, zmuszeni zostali do użycia drogich pocisków do systemów Patriot. Saturacyjne naloty dronami w połączeniu z masowym ostrzałem rakietowym to kombinacja, do której odparcia nie byli przygotowani. A w każdym razie nie wtedy, gdy naloty trwają przez wiele tygodni. Dopiero odpowiednia perspektywa pokazała, jak powolny proces produkcyjny kosztownych efektorów przegrywa wobec masowej produkcji tanich środków rażenia. Ukraina oferuje więc coś, co jest Amerykanom wręcz niezbędne. A przynajmniej tak ma uważać Trump.

Zełenski przyjechał do Waszyngtonu (28.07.2026) na pogrzeb zmarłego niedawno Lindseya Grahama, w bardzo konkretnym celu. Chciał upewnić się, że ustawa sankcyjna zostanie przegłosowana. Tak też się stało. Po spotkaniu z senatorami, aż 86 zagłosowało za jej przyjęciem, a jedynie 12 wstrzymało się od głosu. Zełenski opowiadał politykom o sytuacji Ukrainy, o potrzebie uzyskania efektorów do systemów Patriot i planach zmuszenia Rosji do negocjacji. Komentarze osób zaznajomionych z kuluarami amerykańskiej polityki sugerują, że do czasu spotkania z Zełenskim spodziewano się maksymalnie 70 głosów popierających ustawę. Przekonanie kolejnych ma być zasługą ukraińskiego prezydenta. Jednocześnie wizyta w Kongresie była elementem szerszego planu. Ukraińcy spotkali się również z przedstawicielami koncernu Lockheed Martin, producentami Patriotów, pocisków ATACMS i systemów HIMARS. Całe to uzbrojenie leży w obrębie ukraińskiego zainteresowania i wszelkie kooperatywy lub potencjalne umowy licencyjne są na wagę złota.

Najważniejszym punktem wizyty było jednak spotkanie z Donaldem Trumpem, na którym poruszono wszystkie tematy, od licencji przez dostawy środków przeciwlotniczych, szeroko rozumiane kwestie bezpieczeństwa, aż po wznowienie negocjacji z Rosją. A przynajmniej tyle wiemy z lakonicznych komunikatów, bowiem rozmowy miały charakter zamknięty. Ze strony ukraińskiej udział w nich wzięli: Kiryło Budanow, Rustem Umerow, Andrij Sybiha oraz Pawlo Palica. Ze strony amerykańskiej obecni byli: Marco Rubio, Scott Bessent, Pete Hegseth, gen. Dan Caine oraz Steve Witkoff. Rozmawiano nieco ponad godzinę, więc trudno przypuszczać aby tak ograniczony czas wystarczył do omówienia szczegółowych planów. Wydaje się raczej, że w kontekście przyjętej ustawy i rozmów o obiecanych przez Trumpa licencjach, chodziło raczej o przypieczętowanie procesu oficjalną aprobatą. Myślę także, że prezydent Zełenski (co zapowiadał), faktycznie przekazał Trumpowi jakieś informacje wywiadowcze mające potwierdzać rosyjski udział we wsparciu Iranu, oraz m.in. atakach na amerykańskie wojska.

Wpisanie się w bliskowschodni konflikt jest zresztą interesującą okolicznością. Kilka dni temu ukraińskie drony zaatakowały należący do Iranu frachtowiec na Morzu Kaspijskim, który według Kijowa miał przewozić uzbrojenie dla Rosji. W wyniku eksplozji jeden z marynarzy zginął a kilku zostało rannych. Teheran nie krył oburzenia. Doszło nawet do groźby wystrzelenia pocisków balistycznych na jeden z ukraińskich portów. Ostatecznie sytuacja została załagodzona przez ministrów spraw zagranicznych Andrija Sybihę oraz Abbasa Aragcziego. Sygnał został jednak wysłany. Ukraińcy włączyli się w działania przeciwko Iranowi w chwili, gdy wymiana ognia na linii USA-Iran nadal trwała. Traf chciał, że chwilę później Trump postanowił o wstrzymaniu trwających trzynaście nocy nalotów. Ukraińcy więc szybko deeskalowali napięcie. Stworzony został jednak precedens. Okazuje się, że Waszyngton mógłby liczyć na nieoczekiwanego sojusznika, w chwili gdy Europa i NATO (jak twierdzi Trump) się od niego odwróciły. Zapewne właśnie takie wrażenie chciał wywołać Zełenski.

(...)

Ta zmiana optyki u samego Trumpa, przekłada się także na rewolucję w narracji MAGA. Jej najwyraźniejszym przykładem jest przypadek Laury Loomer, wpływowej publicystki środowiska radykałów, mającej bezpośredni dostęp do wszystkich ludzi z prezydenckiego otoczenia. Pani Loomer, która do niedawna była zagorzałą krytyczką Zełenskiego i Ukrainy, słowo w słowo powtarzając rosyjską propagandę, nagle zmieniła front. Publicznie oświadczyła, że tkwiła w błędzie, omamiona rosyjską dezinformacją, a następnie wyruszyła na Ukrainę, aby dać swoim odbiorcom świadectwo jak sprawy mają się w rzeczywistości. Od kilku tygodni pojawiają się więc jej reportaże z Ukrainy. Rozmawiała m.in. z prezydentem Zełenskim czy Andrijem Biłeckim, d-cą Azowa. Odwiedziła elektrownie D-TEK, niszczone w rosyjskich nalotach, była w Charkowie, czy zakładach produkujących drony (Skyfall). Jest w swoich działaniach szalenie konsekwentna, a nawet wykorzystując swoje kontakty, stara się obecnie wpływać na prezydencką administrację aby bardziej pomagała Ukrainie, którą uważa za ważnego amerykańskiego sojusznika.

Ukraina ma dzisiaj swoje kolejne „5 minut” w amerykańskich mediach. Podczas pogrzebu sen. Grahama, będący w bliskiej komitywie ze zmarłym dziennikarz Sean Hannity, istotny fragment pochwały zmarłego poświęcił jego relacji z Zełenskim, którego podziwiał, zwracając uwagę na fakt jak wielkim był zwolennikiem pomocy Ukrainie. W tym też duchu ukraiński prezydent wystąpił w Fox News, przekonując Amerykanów co do konieczności zapewnienia środków przeciwlotniczych oraz zmuszenia Putina do pokoju, którego chce on sam i Europa. Wyraził przy tym przekonanie, że Ukraina zyskuje strategiczną przewagę nad Rosją, co widać dzięki prowadzonej kampanii lotniczej oraz wydarzeniach na froncie, gdzie nie tylko udaje się w wielu punktach Rosjan powstrzymać, ale także odbić utracone terytoria. Podsumowując, Trump, Senat, Lockheed Martin, telewizja – Zełenski wycisnął tę okazję jak cytrynę, do samego cna.

globalnagra.pl

poniedziałek, 27 lipca 2026


Iran zapowiedział gotowość do zawieszenia ataków, jeśli USA powstrzymają swoje wrogie działania. Efekt? Wyraźny spadek cen ropy naftowej. Europejska baryłka ropy Brent potaniała o 4,50 proc. i spadła z okolic 100 dolarów przed weekendem do 87,59 dol. w poniedziałek o 6:30. Amerykańska ropa WTI osunęła się do poziomu 84,83 dolara, co oznacza spadek ceny aż o 5,22 proc.

O tym, że Iran wstrzyma ataki, jeśli to samo zrobią Stany Zjednoczone poinformował Reuters, który powołał się na wysokiego rangą urzędnika bliskowschodniego kraju. USA wstrzymały bombardowania po tym, jak  doradcy prezydenta Donalda Trumpa ostrzegli go, że armii brakuje realnych celów i wyrazili obawy o zmniejszające się zapasy broni USA. 

gazeta.pl


Białoruskie służby od 2021 roku były oskarżane o przerzucanie przez granicę migrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki do państw takich jak: Łotwa, Litwa oraz Polska. Zdaniem służb Mińsk chciał w ten sposób zdestabilizować wschodnią flankę NATO. "Tworząc sztuczny szlak migracyjny, wykorzystując cynicznie migrantów, Łukaszenka stara się destabilizować Polskę, Litwę i Łotwę, a także zmusić Unię Europejską do zniesienia sankcji nałożonych na reżim w Mińsku" - informowały polskie służby specjalne. 

Gwałtowny napływ ludności miała powstrzymać stalowa bariera o długości około 186 km i 5,5 metra wysokości, która została wybudowana w 2022 roku na granicy polsko-białoruskiej. Nie spodobała się Mińskowi, który argumentuje, że znajduje się ona na terenie Puszczy Białowieskiej.

Temat ten poruszył zastępca szefa Wydziału Współpracy Międzynarodowej Ministerstwa Zasobów Naturalnych i Ochrony Środowiska Białorusi, Jewgienij Korzun, który był obecny na 48. sesji Komitetu Światowego Dziedzictwa UNESCO w Korei Południowej - przekazała agencja BiełTa. Jego zdaniem zbudowane przez Polskę zabezpieczenie stanowi "zagrożenie dla całego ekosystemu Puszczy Białoruskiej". 

Korzun stwierdził, że Polska i Białoruś powinny podjąć dialog w tej sprawie. - Białoruś potwierdza niezmienną gotowość do wznowienia konstruktywnego dialogu na każdym forum i w każdym formacie w sprawie ochrony ekosystemów Puszczy. Uważamy, że współpraca na szczeblu technicznym powinna zostać niezwłocznie wznowiona - powiedział Korzun, cytowany przez BiełTa. 

Następnie zwrócił się do Komitetu i Sekretariatu z prośbą o wystąpienie w roli mediatora między Białorusią a Polską. - Jesteśmy przekonani, że pomoc Centrum Światowego Dziedzictwa pomoże wznowić kontakty eksperckie - powiedział Korzun. Na koniec białoruski przedstawiciel podkreślił, że "przyroda nie zna granic".

gazeta.pl

niedziela, 26 lipca 2026



Uporządkujmy zatem fakty:

1. W PiS nastąpił rozłam na zlecenie Donalda Tuska.
2. Partia Brauna jest na rękę Tuskowi, Braunem można straszyć - czyli też jakby na zlecenie Tuska.
3. Hołownia politycznie zdezintegrowany - wiadomo, Tusk.
4. Lewica słaba. Kto za tym stoi? Tak, też on.
5. PSL pod progiem - Tusk.
6. Konfederacja - tu chyba najmniej, ale pamiętajmy, że wg Zandberga to przez rządy Tuska Polacy głosują na skrajną prawicę.

Proszę Państwa, 
przedstawiam nowego Genialnego Stratega. 
Jarosław zdetronizowany.

x.com/Vojtekus

sobota, 25 lipca 2026



Według oficjalnego stanowiska Waszyngtonu naloty są karą za złamanie rozejmu przez Iran, po tym jak na początku lipca siły Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej ostrzelały trzy tankowce przepływające cieśniną Ormuz. Ich kapitanowie nie uzyskali autoryzacji irańskiej administracji i pomimo licznych wezwań nie zaprzestali tranzytu. Na dwóch z trzech trafionych jednostek wybuchły pożary. Był to najbardziej brutalny z serii incydentów, jakie miały miejsce od końca czerwca. Korpus pokazał, że bez jego zgody o bezpiecznej żegludze nie ma mowy.

W optyce Teheranu działanie to było uprawnione, a wynikało bezpośrednio z postanowień punktu piątego memorandum o porozumieniu (MoU), przekazującego kontrolę administracyjną nad Ormuzem Iranowi i Omanowi. Biały Dom widział sprawy inaczej: Ormuz miał pozostać otwarty, a żegluga nim nieograniczona. Ostrzelane jednostki płynęły południową trasą, tzw. omańską, będącą poza irańską jurysdykcją. Ta różnica interpretacyjna stała się pierwotną przyczyną wznowienia nalotów. Jednakże im dłużej one trwają, tym bardziej skomplikowana staje się sytuacja. 

Po celach wojskowych zlokalizowanych w rejonie cieśniny, Amerykanie przenieśli uwagę na infrastrukturę krytyczną i transportową. Zniszczono mosty i trasy kolejowe w pobliżu portowego Bandar Abbas, rażono instalacje energetyczne, a według agencji Tasnim nawet stację odsalania wody. Iran odpowiadał symetrycznie, najpierw atakiem na amerykańskie bazy wojskowe, następnie na infrastrukturę państw Zatoki, a wreszcie zamknął cieśninę. Reakcją USA była nie tylko blokada irańskich statków, ale także wszystkich, które chciałyby zawinąć do irańskich portów.

Mamy więc klasyczny przykład wymiany ciosów, wet za wet. Wydaje się jednak, że taktyka ta nie przynosi rozstrzygnięcia. Waszyngton twierdzi, że naloty miały zdegradować irańskie zdolności ofensywne, a przede wszystkim uniemożliwić nękanie statków w cieśninie. Iran nadal jednak atakuje, szukając kolejnych płaszczyzn nacisku. Amerykańskie dowództwo utrzymuje, że Ormuz jest otwarty, jednakże armatorzy nie chcą podejmować ryzyka. Przyjęta przez Teheran taktyka skupia się na spowodowaniu jak największej liczby ofiar wśród amerykańskiego personelu wojskowego, przy jednoczesnej presji ekonomicznej na resztę świata.

(...)

Według niepotwierdzonych doniesień agencji Reuters, kolejnym celem po bazach wojskowych stały się bliskowschodnie placówki CIA. Analitycy podejrzewają, że ich lokalizacje przekazane zostały przez Rosjan, którzy mieli także pomagać w modyfikacjach irańskich dronów Szahid. Z kolei jemeńscy Huti wprowadzili blokadę cieśniny Bab al-Mandab, za cel biorąc wyłącznie statki saudyjskie. Równoległa blokada obydwu regionalnych „wąskich gardeł” transportowych to as w rękawie Teheranu, którego dotąd jeszcze nie używał. Pojawiają się doniesienia, że irańskie pociski balistyczne mają dzisiaj znacznie lepszą celność niż w pierwszej fazie konfliktu. Podejrzewa się, że ich modernizacja mogła odbyć się dzięki pomocy Chin.

Na razie z tej fazy konfliktu wyłączeni pozostają Izraelczycy. Biały Dom kategorycznie wykluczył możliwość udziału izraelskich sił zbrojnych w bombardowaniach Iranu, a sam Teheran unika prowokowania Izraela. Punktem spornym Jerozolimy i Waszyngtonu pozostaje wojna w Libanie. Przy okazji wizyty prezydenta Libanu Josepha Aouna w Białym Domu, Donald Trump zapewnił swego gościa o trwającym wycofywaniu się sił izraelskich z południa kraju. W dniu spotkania IDF miały przekazać armii libańskiej kontrolę nad terenem tzw. strefy pilotażowej, pierwszego z uzgodnionych sektorów. Gdy jednak jej jednostki zbliżyły się do pozycji izraelskich, zostały ostrzelane. Rząd Benjamina Netanjahu próbuje za wszelką cenę nie dopuścić do wygaszenia konfliktu. Mówił o tym wiceprezydent J.D. Vance w jednym z wywiadów.

(...)

Tymczasem amerykańskie zasoby przeciwlotnicze nie zostały odbudowane po poprzednim etapie wojny i wkrótce po raz kolejny staną się krytycznie niskie. Chodzi tutaj głównie o efektory do systemów Patriot. Z tego powodu, po raz pierwszy od wielu lat, armia złożyła zamówienie na pociski PAC-2 GEM-T. To wersja uboższa w stosunku do nowocześniejszych PAC-3 MSE, ale zwiększająca pulę dostępnych środków. Problemem pozostają też zbliżający się termin wyborów połówkowych w USA, tzw. midterms, i rosnące ceny ropy. Brak szybkiego rozstrzygnięcia wojny pozbawi Republikanów szans na zwycięstwo, a to oznacza wzrost prawdopodobieństwa kolejnego impeachmentu Donalda Trumpa. Iran o tym wie, przekonany jest więc, że przetrzyma tę próbę sił nie idąc na jakiekolwiek ustępstwa. 

ukladsil.pl

piątek, 24 lipca 2026



🚨🚨🚨Ekspresowa ocena aktualnej sytuacji w sprawie rozłamu w PiS (model RFIM SoMe).

To zdarzenie ma asymetryczne skutki: krótkoterminowo silniej szkodzi PiS, natomiast dla Morawieckiego jest jednocześnie wyzwaniem i szansą na polityczne usamodzielnienie. Model opiera ocenę na fakcie odejścia ponad 30 parlamentarzystów, publicznym oskarżeniu Morawieckiego o przygotowywanie podziału partii oraz zapowiedzi jego odrębnej konferencji.

⏩Konsekwencje dla PiS
Łączny impakt sieciowy: –78/100

1️⃣ Utrwalenie obrazu partii w fazie rozpadu
W sieci samo odejście tak licznej grupy będzie interpretowane nie jako zwykły konflikt personalny, ale jako dowód utraty zdolności do utrzymania organizacji. 

Najsilniejszą narracją będzie:
🔴„Kaczyński nie dominuje już na prawicy”.
Prawdopodobieństwo dominacji tej interpretacji: 72%.

2️⃣Przesunięcie debaty z programu na sukcesję
Przez najbliższe dni PiS będzie przedstawiany przede wszystkim jako partia walczących frakcji. Tematy programowe zostaną wyparte przez pytania:
kto przejmie schedę po Kaczyńskim,
ilu kolejnych polityków odejdzie,
czy klub parlamentarny się rozpadnie,
kto zachowa struktury terenowe.

🔴 RFIM ocenia prawdopodobieństwo zdominowania przekazu PiS przez temat konfliktu na 87%.

3️⃣ Osłabienie marki „silnej i zdyscyplinowanej partii”
Jednym z podstawowych zasobów wizerunkowych PiS była zdolność utrzymywania dyscypliny. Publiczne ultimatum zakończone odejściem ponad 30 osób tworzy obraz decyzji, która nie przywróciła jedności, lecz potwierdziła rozłam. Jarosław Kaczyński przedstawił niepodpisanie deklaracji jako świadomą decyzję posłów i oskarżył środowisko Morawieckiego o udział w planie podziału partii.

4️⃣Konsolidacja twardego elektoratu
PiS może częściowo ograniczyć straty narracją:
„partia została oczyszczona”,
„Morawiecki od dawna budował konkurencję”,
„lojalność wobec ugrupowania była ważniejsza niż ambicje jednostek”.
Ta narracja będzie skuteczna głównie wśród najbardziej lojalnych sympatyków. W całej dyskusji RFIM szacuje jej udział na około 21–27%.

⚖️Bilans dla PiS

Prognozowany efekt:
24–72 godziny ➡️ bardzo silnie negatywny
1–4 tygodnie ➡️negatywny, zależny od kolejnych odejść
2–6 miesięcy ➡️od umiarkowanie negatywnego do krytycznego

Największym zagrożeniem nie jest samo odejście posłów, lecz powstanie trwałej alternatywy politycznej po prawej stronie. Jeżeli grupa Morawieckiego pozostanie spójna i utworzy rozpoznawalny projekt, długoterminowy wpływ negatywny na PiS wzrośnie znacząco.

⏩Konsekwencje dla Mateusza Morawieckiego
Łączny impakt sieciowy: +12/100
To wynik mieszany: wzrost podmiotowości i widoczności, ale jednocześnie bardzo wysokie ryzyko przypisania mu odpowiedzialności za rozbicie partii.

Dominujące skutki

1️⃣ Morawiecki staje się pełnoprawnym liderem własnego obozu.
Do tej pory mógł być przedstawiany jako jedna z frakcji wewnątrz PiS. Po odejściu kilkudziesięciu posłów sieć zacznie traktować go jako samodzielny ośrodek polityczny.

🔴Najbardziej korzystna narracja:
„Morawiecki jako pierwszy realnie przeciwstawił się Kaczyńskiemu”.
Szacowany udział tej narracji: 29–35%.

2️⃣Wysokie ryzyko etykiety „zdrajcy”.
Wśród sympatyków PiS dominować będzie interpretacja, że Morawiecki przedłożył osobiste ambicje nad jedność ugrupowania. Wypowiedzi polityków PiS już wzmacniają przekaz, że jego środowisko przygotowywało odejście wcześniej, a spór był prezentem dla przeciwników partii. (WP Wiadomości)
Prawdopodobieństwo dominacji negatywnej oceny Morawieckiego w elektoracie PiS: 76%.

3️⃣Krótkoterminowy skok zainteresowania.
Morawiecki będzie przez kilka dni centralną postacią polskiej dyskusji politycznej. Każdy element jego odpowiedzi — nazwa nowego projektu, lista nazwisk, stosunek do Kaczyńskiego — będzie generował osobną falę komentarzy.

RFIM przewiduje: wzrost obecności Morawieckiego w dyskusji: +150–250% względem typowego dnia, bardzo wysoką viralność jego pierwszego wystąpienia: 91/100, utrzymanie podwyższonego zainteresowania: 5–10 dni.

4️⃣Test wiarygodności przywódczej
Sieć szybko przejdzie od emocji związanych z buntem do pytań:
🟠czy ma nazwiska i struktury,
🟠czy posiada własny program,
🟠czy odejście było przygotowane,
🟠czy potrafi przyciągnąć wyborców spoza PiS.

Brak natychmiastowej, spójnej narracji obniży jego impakt w ciągu kilku dni. Samo stowarzyszenie podkreślało wcześniej brak planu budowy alternatywnej partii, a Morawiecki przedstawiał Kaczyńskiemu propozycje kompromisu. To tworzy ryzyko niespójności: sieć może pytać, czy rozłam był zamierzony, czy wymuszony.

⚖️Bilans dla Morawieckiego

Prognozowany efekt:
24–72 godziny ➡️ wzrost widoczności, bilans lekko dodatni,
1–4 tygodnie ➡️ silnie zależny od komunikacji i jedności grupy,
2–6 miesięcy ➡️ bardzo wysoka wariancja: sukces albo marginalizacja.

Najbardziej prawdopodobny rozkład ocen Morawieckiego:
Ambitny polityk odpowiedzialny za rozłam ➡️34%
Lider nowej, bardziej umiarkowanej prawicy ➡️27%
Ofiara walki frakcyjnej i decyzji Kaczyńskiego ➡️22%
Polityk bez realnej przyszłości poza PiS ➡️17%

‼️Wniosek końcowy
PiS ponosi natychmiastową i jednoznaczną stratę wizerunkową. Morawiecki otrzymuje szansę, ale jeszcze nie odnosi zwycięstwa.

Model RFIM ocenia prawdopodobieństwo następujących scenariuszy:

🔴PiS pozostaje główną partią prawicy, ale jest trwale osłabione ➡️43%
🟠Powstają dwa konkurencyjne, średniej wielkości ośrodki ➡️31%
🟡Projekt Morawieckiego szybko traci znaczenie ➡️19%
⚪️Morawiecki przejmuje dominację na prawicy ➡️7%

Pewność oceny RFIM: 66%. Jest to prognoza reakcji i narracji sieciowych, a nie pomiar bieżących publikacji ani prognoza wyniku wyborczego.

x.com/MarcinDuma

czwartek, 23 lipca 2026



Oglądamy właśnie na żywo, jak partia, która przez 8 lat bezwzględnie trzęsła państwem, potyka się o własne nogi i popełnia polityczne seppuku rozłożone na raty. I to za pomocą narzędzia, które w założeniu miało dać jej nieśmiertelność.

W 2024 r. Nowogrodzka wymyśliła sprytny manewr. Skoro Mateusz Morawiecki był już politycznie zużyty, wystawiono Karola Nawrockiego z wygodną metką "kandydata obywatelskiego". Plan był cyniczny, ale z ich perspektywy logiczny: wsadzić go do Pałacu, podpiąć pod partyjnego pada (jak A. Dudę w 2015) i z tylnego siedzenia wygodnie dotrwać do wyborów parlamentarnych w 2027 r.

Cóż... Inżynierowie z PiS-u przeliczyli się o kilometry. Nawrocki wygrał o włos, ale z tego zwycięstwa zrozumiał jedną kluczową rzecz - jego mandat pochodzi z bezpośredniego poparcia zradykalizowanych wyborców, a nie z biurka prezesa na Nowogrodzkiej. Więc po wejściu do Pałacu zaczął grać wyłącznie na siebie.

Zamiast łagodzić kurs po wyborach, prezydent drastycznie podkręcił retorykę wojny kulturowej. Przesunął okno Overtona mocno w prawo, kompletnie ignorując polityczne potrzeby dawnego obozu władzy. W ten sposób zaserwował PiS-owi podwójny krwotok, który bezpośrednio doprowadził nas do dzisiejszego nocnego ultimatum i ostatecznego rozłamu partii:

1. Ewakuacja centrum. Radykalizujący prezydent sprawia, że umiarkowany elektorat ucieka, nie chcąc brać udziału w wiecznej, skrajnej wojnie ideologicznej. Skrzydło Morawieckiego nagle traci tlen, argumenty i rację bytu. 

2. Katalizator skrajności. Gdy debata staje się tak radykalna, twardy elektorat szybko orientuje się w sytuacji i zaczyna szukać oryginału, a nie ugładzonej partyjnie, obciążonej 8 latami afer podróbki.

I tu na biało wjeżdża skrajna prawica, ale z ostrym podziałem łupów. Konfederacja wygodnie się rozsiada i poszerza swój własny elektorat, podczas gdy Konfederacja Korony Polskiej z chirurgiczną precyzją odsysa z PiS-u ten najtwardsze sieroty po Macierewiczu z szurskim zabarwieniem. Zgarniają to wszystko ZA DARMO, spijając śmietankę ze sztucznie pompowanego przez Nawrockiego napięcia, bez grama odpowiedzialności za ostatnie 8 lat afer i zużycia władzą.

Eksperyment z "kandydatem obywatelskim" okazał się najbardziej toksycznym produktem w historii PiS. Zamiast zjednoczyć obóz pod parasolem silnego prezydenta, Nawrocki stał się klinem, który uderzył prosto w architekturę partii.  

Implozja partii na własne życzenie, gdzie sterydem przyspieszającym destrukcję okazał się ich własny "zwycięzca".

x.com/widzimysiejutro

środa, 22 lipca 2026



W czerwcu 2017 roku nadawanie rozpoczęła uruchomiona przez Fratrię telewizja wPolsce.pl. Udostępniały ją niektóre sieci kablowe. Nazwa stacji nieprzypadkowo była podobna do nazwy serwisu internetowego. – Wpolityce.pl był internetowym silnikiem dla telewizji wPolsce.pl – tłumaczy Piotr Barełkowski, który pracował przy uruchamianiu wPolsce.pl. – Pierwsze zasięgi i pierwsze rozpoznawalne materiały udało nam się stworzyć dzięki współpracy z serwisem wPolityce.pl – dodaje Barełkowski.

Programy wPolsce.pl to były głównie tzw. gadające głowy. Prowadzący w swoim gronie lub z politykami, głównie PiS, wychwalali tę partię i atakowali jej przeciwników oraz krytyków. Oglądalność szorowała po dnie. Udział w rynku telewizyjnym wahał się w okolicach 0,03 proc. Niska oglądalność nie była jednak problemem, bo w czasach rządów PiS do Fratrii szerokim strumieniem płynęły pieniądze ze spółek skarbu państwa, a Michał i Jacek Karnowscy stawali się ludźmi majętnymi, choć jak mówią ich znajomi – ten drugi bardziej. Ze sprawozdań finansowych składanych do Krajowego Rejestru Sądowego wynika, że w 2019 roku zysk netto spółki Fratria wyniósł 3,1 mln zł, w 2020 – 7,1 mln zł, w 2021 – 4,6 mln zł, w 2022 – 4 mln zł, w 2023 – 6,8 mln zł. Niemal w całości kwoty te były wypłacone udziałowcom w formie dywidendy. Do 2023 roku z samych tylko dywidend bracia Karnowscy otrzymali łącznie ponad 5 mln zł.

Zmiana władzy pod koniec 2023 roku spowodowała zakręcenie kurka z pieniędzmi od państwowych spółek. Fratria przeżyła tąpnięcie finansowe. Rok 2024 zamknęła bolesną stratą 17,5 mln zł. W porównaniu z 2023 rokiem przychody spółki spadły o 33,7 proc., do 27,4 mln zł. Wpływy z reklam wyniosły 18,5 mln zł i były o 45,4 proc. niższe niż rok wcześniej. Do tego Fratria miała 34,6 mln zł zobowiązań długoterminowych, z czego 14,6 mln zł to kredyty i pożyczki.

(...)

Zmiana władzy miała też jednak dobre strony dla prawicowych telewizji. Po tym, jak propagandyści z czasów rządów PiS musieli zniknąć z TVP, do przejęcia byli widzowie przyzwyczajeni do serwowanej im w mediach publicznych od 2016 roku propagandy. Fratria wystartowała w wyścigu po tych widzów. Zmieniono nazwę telewizji wPolsce.pl na wPolsce24, a Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wydała koncesję na nadawanie naziemne kanału z multipleksu MUX8. Ściągano też gwiazdy propagandy. Michał Adamczyk, który w TVP był prezenterem „Wiadomości” i szefem Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, został dyrektorem programowym Wpolsce24 oraz prowadzącym codzienny serwis informacyjny tej stacji. Serwis nazwano „Wiadomości”, tak jak główny program propagandowy TVP, z którego nazwy nowe władze telewizji publicznej zrezygnowały. Pora emisji „Wiadomości” – 19.30, tak samo jak w TVP. I propaganda w formie oraz treści przypominająca standardy wprowadzone w TVP w 2016 roku, gdy prezesem telewizji publicznej został Jacek Kurski.

(...)

Fratria w komunikatach chwaliła się, że oglądalność wPolsce24 rośnie nawet o kilkaset proc. Nie dodawano jednak, że są to wzrosty ze śladowych poziomów. Z danych Nielsen Media wynika, że w sierpniu 2025 roku udział w rynku telewizyjnym kanału Fratrii w grupie ogólnej widzów powyżej czwartego roku życia wyniósł 1,67 proc. W porównaniu z tym miesiącem 2014 roku był to wzrost z 0,33 proc. Tylko że wcześniej to Telewizja Republika przejęła znaczną większość widzów TVP. Republika zaliczyła wzrost z 3,78 proc. do 6,67 proc., stając się drugą telewizją pod względem udziału w rynku – wyprzedzał ją tylko TVP 1. Natomiast kanał wPolsce24 w sierpniu był na 12. miejscu w tym rankingu, za TVP Info.

press.pl