Artem, obwód moskiewski
Wojna zdecydowanie stała się bliższa: w nocy z soboty na niedzielę nad naszą dzielnicą latały drony. Wcześniej słyszeliśmy pracę systemów obrony przeciwlotniczej gdzieś w oddali i czuliśmy się nieswojo. Co jeśli nagle przylecą gdzieś w pobliżu? Ale ta właśnie noc była bardzo przerażająca: drony jeden po drugim głośno i nisko przelatywały nad domem, z okien widać było zarówno je, jak i wybuchy towarzyszące ich zestrzeliwaniu. Było strasznie — co jeśli dron spadnie na dom? Jeśli celowo zacznie latać w kierunku domów? A jeśli spadną odłamki z systemu obrony przeciwlotniczej?
Gdzie uciekać, gdzie się schować? W naszej miejscowości nie ma żadnych schronów, a w całym domu są wysokie okna, więc nawet w środku nie ma gdzie się schronić. Wyglądać przez okno — straszne. Nie wyglądać i nie widzieć, dokąd to wszystko leci — jeszcze straszniejsze.
Zawsze współczułem, przeżywałem i smuciłem się wraz z ludźmi po obu stronach, którzy żyją z tym na co dzień. A kiedy sam się z tym zetknąłem, poczułem nowy wymiar złości. Jeszcze bardziej wkurzyłem się na wszystko, co się dzieje, na to, w jakie gó*no nas wciągnęli. Na to, jak bezbronni są ludzie wobec broni.
Nienawidzę wojny, nienawidzę tego, w co zamienia się mój ukochany kraj. Nienawidzę tych, którzy nas w to wszystko wciągnęli. Oby to się jak najszybciej skończyło.
Wiktoria, Rostów nad Donem
Śmieszy mnie czytanie takich nagłówków i podpisów: "Instrukcje Meduzy, które TERAZ są przydatne dla WIELU Rosjan". Co właściwie się zmieniło? Teraz więcej ludzi wie, jak brzmi bezzałogowy statek powietrzny lub rakieta uderzająca w dom w dzielnicy oddalonej o jedną przecznicę od ich o 2.00. No i co z tego? Totalitarny reżim ma to gdzieś. Sąsiedzi, będąc na wczesnym etapie przejścia do autorytaryzmu, nie są już w stanie wpłynąć na władzę. Jakie więc mamy szanse? W najlepszym razie rozłam elit.
Strach już minął. Obudziliśmy się, napisaliśmy, że żyjemy. Przeczytaliśmy, że wszystko w porządku. Dyskutujemy tylko wtedy, gdy ma to realny wpływ na nasze życie.
Oczywiście zmienia się stosunek do wojny. I widzimy w Siłach Zbrojnych Ukrainy tę samą armię z czasów radzieckich, dla której też nie ma nic świętego: ataki przed/w święta, próby pozbawienia ludzi ogrzewania w naprawdę mroźną zimę (grzechem jest narzekać na tle tego, przez co przeszli mieszkańcy Biełgorodu). Niech szlag trafi obie armie.
(...)
Igor, Moskwa
Przez dwa lata się bałem, rozumiałem, że to się stanie. […] 17 maja o 4.00 obudziłem się i od razu zrozumiałem, że słyszę bardzo głośny dźwięk przelatującego drona. I jeszcze. I jeszcze. Strasznie chciało mi się spać, ale nie miałem wątpliwości. To zupełnie nie to samo, co oczekiwanie tego w teorii. Oto, co myślałem, słuchając tego dźwięku ze strachem: wcześniej nie wspierałem finansowo Sił Zbrojnych Ukrainy tylko dlatego, że w Rosji jest to bardzo niebezpieczne. Po takim doświadczeniu nigdy nie będę w stanie tego zrobić. Pamiętam, kto jest agresorem. Ale w środku wszystko się wywraca, kiedy sam jesteś na celowniku.
Znajomy mieszka w Chimkach — słyszał wybuchy przez całą noc, nie spał. Boję się. Chcę po prostu wyjechać żywy. Ale nie da się znacznie przyspieszyć [już zaplanowanego] wyjazdu [z Rosji]. Z całego serca życzę Ukrainie zwycięstwa. Ale jako człowiek się boję. Chcę żyć.
Albert, obwód moskiewski
Zaczęło się o 20.00. Huczało tak, że trzęsła się ziemia, dom i okna. Słychać było, a nawet raz widać było działanie obrony przeciwlotniczej. Córka (10 lat) po raz pierwszy zapytała, co się dzieje. Co jej odpowiedzieć? Powiedzieliśmy jej z żoną, jak jest. Bardzo się bała. Około 2.00 jakby się skończyło, o 3.00 poszliśmy spać, a o 4.00 znowu wybuchy — ups, przepraszam, trzaski. Już nie wytrzymaliśmy, zebraliśmy dzieci i wyjechaliśmy, na szczęście mamy gdzie. Co innego oglądać to wszystko z daleka, a co innego doświadczać tego na własnej skórze. Z jakiegoś powodu nie słychać było dronów, ale i tak jest strasznie, kiedy to wszystko huczy. Myślisz tylko o tym, żeby nic nie spadło ci na głowę. Szczególnie boisz się o dzieci.
Waleria, Rosja
Ostatnio zaczęłam zauważać, że po prostu drżę na dźwięk jakiegoś brzęczenia w oddali, choć mój region nie był atakowany przez drony (ale zdarzało się to w sąsiednich). Czasami nie mogę zasnąć zbyt długo przez myśli, że mogę się nie obudzić.
W moim mieście znajduje się fabryka, w której produkuje się sprzęt wojskowy. Boję się, że drony mogą przylecieć blisko mnie. Dlaczego w pobliżu bunkrów Putina stawia się tak wiele instalacji obrony przeciwlotniczej, a mieszkańców regionów oddalonych od granicy nie potrafią chronić? Nienawidzę tego.
Elena, Moskwa
To jasne, że wojna dotarła do Rosji. Nie mogło być inaczej. Czy to straszne? Tak. Czy to logiczne? Tak. Ale najstraszniejsze rzeczy dzieją się w Ukrainie już piąty rok. Z prawie wszystkimi przyjaciółmi, sąsiadami i kolegami z roku zerwałam kontakt po 24 lutego, kiedy zaczęło się to piekło. Mieszkam w Moskwie całe życie i nie mogłam sobie wyobrazić, że wykształceni i bystrzy ludzie mogą być tak oderwani od rzeczywistości, bezduszni i tępi. Mam nadzieję, że teraz się obudzą.
(...)
Dmitrij, Sankt Petersburg
Przyzwyczaiłem się już do nalotów w regionach, w których mieszkałem i nie boję się ich. Ale tu jest Moskwa, miasto, w którym większość może popierać wojnę, czerpać z niej korzyści i nie ponosić żadnych jej ciężarów. Putin zaproponował Rosjanom wojnę najemniczą na zlecenie, gdzie jeszcze można zarabiać na zbrojeniach. Wojna toczy się gdzieś daleko i nas nie dotyczy, my żyjemy w pokoju i zarabiamy pieniądze. Pierwsza reakcja: a co z nami? Ani ostrzał Kijowa, ani Bucza, ani cmentarz w Mariupolu nikogo nie poruszały. Ale własna koszula okazała się bliższa ciała. Okazuje się, że wszczęcie wojny może wiązać się z odwetem.
Ukraińcy, jesteśmy tu zakładnikami faszystowskiego reżimu. Tylko bombardowaniami Moskwy i strajkami dyplomatycznymi można zmusić agresora do pokoju. Wojna w końcu wraca do rodzinnej przystani. W pełni odczuwam waszą satysfakcję. Jeśli zakończenie wojny wymaga przyjęcia ognia na siebie, to znaczy, że tak trzeba. Zbyt długo patrzyliśmy, jak was zabijają. Dręczyły nas wstyd i poczucie winy, że nie potrafimy tego powstrzymać. Wasze uderzenia są jak znieczulenie, przynoszą ulgę. Sytuacja moralna jest odrażająca, ale jest szansa, że do ludzi coś dotrze. Chciałabym uciec z tej klatki, żeby nie płacić podatków i oszczędzić dzieciom propagandy. To najmniej, co możemy zrobić. Wybaczcie nam.
Galina, Moskwa
Tak, to straszne. Ale przerażające jest to, że z drugiej strony się cieszę. Dla mnie to sprawiedliwa zemsta.
(...)
Maksym, Finlandia (wcześniej Moskwa)
Jest ciężko. W Moskwie mam mnóstwo przyjaciół i mamę. Boję się o nich, ale szczerze mówiąc, mam wrażenie, że to naprawdę pomaga ludziom w Rosji uświadomić sobie pewne rzeczy. To straszne, nie powinno tak być, ale pomaga.
(...)
Roman, Moskwa
Rozczaruję tych, którzy uważają, że te masowe uderzenia na Rosję kogoś do czegoś przekonają. Już od kilku znajomych — od zwolenników wojny, po ludzi wcześniej całkowicie neutralnych — usłyszałem mniej więcej to samo: "dlaczego nie odpowiadamy?".
To ludzie, nad których głowami niemal codziennie latają drony i regularnie uderzają w pobliskie domy. Sam coraz częściej łapię się na myśli, że jeśli teraz się poddamy, to po prostu nas zmiażdżą przy pierwszej okazji. Nienawidzę jednakowo wszystkich polityków we wszystkich krajach, nie wierzę już nikomu i niczemu. Dla nich wszyscy jesteśmy po prostu ubocznymi ofiarami. I chcę jak najdłużej zachować w sobie zdolność do niecieszenia się z tego, gdy gdzieś kogoś bombardują.
onet.pl\meduza.io