Sławomir Matuszak z Ośrodka Studiów Wschodnich ocenia, że kluczowym czynnikiem będzie natura. To ona w największym stopniu przesądzi o tym, jak trudna dla Ukraińców będzie to zima.
- Jedną rzeczą jest znosić przerwy w ogrzewaniu i dostawach prądu przy +5 st. C, a czym innymi przy -20 st. C. To kluczowy czynnik. Choć tak naprawdę poprzednia zima była najmroźniejsza od kilkunastu lat, Rosjanie prowadzili swoją kampanię ataków w system energetyczny, a Ukraińcy to przetrwali - mówi ekspert, który specjalizuje się między innymi w ukraińskiej energetyce.
Pytanie, czy w ogóle Rosja jest w stanie w ten sposób złamać Ukraińców, nawet jeśli dopiszą jej szczęście, działania władz USA wstrzymujących dostawy broni i natura. Historia pokazuje, że nalotami jest właściwie niemożliwe złamać wolę oporu przeciwnika. - Nie wiem, na co liczą Rosjanie, powtarzając te kampanie co zimę. No ale to nie jedyna ich decyzja, którą trudno pojąć - mówi Matuszak.
Pomimo tego nadchodzącej zimie towarzyszy wyjątkowa fala alarmistycznych doniesień. Amerykański dziennik "New York Times" opublikował w minionym tygodniu informacje o rzekomym planie Rosjan na zmuszenia Ukrainy do kapitulacji. Mają zakładać, że osiągnąć ten cel skoordynowaną kampanią ataków na system energetyczny, trwającą około miesiąca, która miałaby doprowadzić do pozbawienia największych ukraińskich miast prądu, ogrzewania i wody.
Rosyjski plan kampanii zimowej miał zostać przechwycony przez Ukraińców i pokazany we wrześniu sojusznikom. Kreml ma liczyć na sukces głównie z powodu wyczerpania ukraińskiej obrony antyrakietowej i przeciwlotniczej, coraz gorzej radzącej sobie z odpieraniem ataków powietrznych. Spadek skuteczności obrony Ukraińców jest faktem, głównie z powodu wyczerpania zapasów amerykańskich antyrakiet, których dostawy Waszyngton ma dodatkowo celowo opóźniać w ramach wywierania presji dyplomatycznej na Kijów.
- Istotną różnicą w porównaniu do lat poprzednich jest też pojawienie się rosyjskich dronów odrzutowych w istotnych ilościach. Trudniej je Ukraińcom strącać, więc wzrosła skuteczność uderzeń Rosjan - mówi Matuszak. Jak dodaje, istotnym czynnikiem jest fakt, że po ponad czterech latach wojny mamy też do czynienia z kumulacją skutków dotychczasowych ataków Rosjan.
(...)
Na poziomie rządu główną rolę w przygotowaniach ma odgrywać wicepremier i minister energetyki Denys Szmyhal. - Wiadomo, że wszystkie większe miasta i regiony mają plany odpornościowe, które zakładają, że nawet w przypadku brak dostaw prądu będą awaryjne źródła energii do podtrzymania działania infrastruktury krytycznej - mówi Matuszak. Miały one zostać w większości zatwierdzone jeszcze wiosną. Najważniejsze dla Ukraińców jest to, żeby zapewnić działanie kanalizacji w dużych miastach. - Można sobie wyobrazić, co by oznaczał jej paraliż w na przykład Kijowie - mówi ekspert OSW. Dodaje, że z przerwami w dostawach ciepła czy wody Ukraińcy sobie radzą. Sieci ciepłownicze i wodociągi są więc drugie na liście priorytetów. Po nich jest właściwa sieć energetyczna. - Bez prądu Ukraińcy właściwie nauczyli się już funkcjonować - dodaje Matuszak.
(...)
- Historia wyraźnie uczy, że robiąc to, co robią co zimę Rosjanie, trudno złamać wolę oporu narodu - mówi Matuszak. Opisuje, że w sondażach opinii publicznej nie wydać, aby Ukraińcy jakoś istotnie stracili wolę do walki i chcieli się Rosji poddawać. Ciężka poprzednia zima nie wpłynęła na to w sposób istotny. - Kto mógł i chciał, to już dawno wyjechał. Dla tych, co zostali, to będzie kolejna zima, którą trzeba jakoś przetrwać - mówi ekspert. Dodaje, że w ocenie znajomych ukraińskich specjalistów, najnowsze plany Rosjan na kampanię zimową fundamentalnie nie różnią się od tych poprzednich. - To, co teraz mają rzekomo zamiar zrobić, próbowali osiągnąć już kilka razy - stwierdza. - Można przypuszczać, że te najnowsze rosyjskie plany zostały celowo przekazane przez ukraińskie władze do zachodnich mediów w ramach starań o zwiększenie wsparcia - dodaje.
W ocenie Matuszaka jest właściwie jedno, co Rosjanie mogliby zrobić, aby długotrwałe sparaliżować ukraiński system energetyczny. -To by wymagało ataków na trzy elektrownie jądrowe, które są jego filarem. Ich wyłączenie spowodowałyby katastrofę - mówi ekspert. Rosjanie od początku wojny ich jednak nie atakują. Choć oficjalnie nic o tym nie wiadomo, Matuszak przypuszcza, że jest to efekt presji międzynarodowej lub jakiegoś nieformalnego zakulisowego porozumienia. - Jeśli te elektrownie będą funkcjonować, to cały system przesyłowy jakoś przetrwa. Już tyle razy był na różne sposoby atakowany i ciągle Ukraińcy go podnoszą. Ewidentnie zniszczenie go w sposób trwały jest bardzo trudne - mówi ekspert.
W jego ocenie katastrofy Ukrainy z powodu rosyjskich ataków powietrznych nie należy się więc tej zimy spodziewać. Pomimo dramatycznych narracji i ostrzeżeń. - Mogą być lokalne katastrofy na przykład w poszczególnych dzielnicach dużych miast, czy jakichś mniejszych miejscowościach. Kiedy Rosjanom uda się na przykład całkowicie zniszczyć jakąś dużą elektrociepłownię - opisuje Matuszak. Za przykład podaje Czerkasy, gdzie jeden zakład ogrzewa i zaopatruje w prąd niemal całe miasto. - Jeśli zostanie na dłużej wyłączony z użytku, to lokalnie będzie dramat - mówi.
Ekspert podkreśla jednak, że to nie będzie problem zmuszający Kijów do poddania się. - Podczas ubiegłej ciężkiej zimy Rosjanie zdołali zniszczyć jedną dużą elektrociepłownię w Kijowie, kiedy zabrakło antyrakiet PAC-3 do obrony przed rakietami balistycznymi. Dwie dzielnice pozostały bez ogrzewania do końca zimy. Przy temperaturach rzędu -20 st C. Pomimo tego ludzie tam przetrwali i nie domagano się kapitulacji - opisuje.
gazeta.pl