niedziela, 26 lipca 2026



Uporządkujmy zatem fakty:

1. W PiS nastąpił rozłam na zlecenie Donalda Tuska.
2. Partia Brauna jest na rękę Tuskowi, Braunem można straszyć - czyli też jakby na zlecenie Tuska.
3. Hołownia politycznie zdezintegrowany - wiadomo, Tusk.
4. Lewica słaba. Kto za tym stoi? Tak, też on.
5. PSL pod progiem - Tusk.
6. Konfederacja - tu chyba najmniej, ale pamiętajmy, że wg Zandberga to przez rządy Tuska Polacy głosują na skrajną prawicę.

Proszę Państwa, 
przedstawiam nowego Genialnego Stratega. 
Jarosław zdetronizowany.

x.com/Vojtekus

piątek, 24 lipca 2026



🚨🚨🚨Ekspresowa ocena aktualnej sytuacji w sprawie rozłamu w PiS (model RFIM SoMe).

To zdarzenie ma asymetryczne skutki: krótkoterminowo silniej szkodzi PiS, natomiast dla Morawieckiego jest jednocześnie wyzwaniem i szansą na polityczne usamodzielnienie. Model opiera ocenę na fakcie odejścia ponad 30 parlamentarzystów, publicznym oskarżeniu Morawieckiego o przygotowywanie podziału partii oraz zapowiedzi jego odrębnej konferencji.

⏩Konsekwencje dla PiS
Łączny impakt sieciowy: –78/100

1️⃣ Utrwalenie obrazu partii w fazie rozpadu
W sieci samo odejście tak licznej grupy będzie interpretowane nie jako zwykły konflikt personalny, ale jako dowód utraty zdolności do utrzymania organizacji. 

Najsilniejszą narracją będzie:
🔴„Kaczyński nie dominuje już na prawicy”.
Prawdopodobieństwo dominacji tej interpretacji: 72%.

2️⃣Przesunięcie debaty z programu na sukcesję
Przez najbliższe dni PiS będzie przedstawiany przede wszystkim jako partia walczących frakcji. Tematy programowe zostaną wyparte przez pytania:
kto przejmie schedę po Kaczyńskim,
ilu kolejnych polityków odejdzie,
czy klub parlamentarny się rozpadnie,
kto zachowa struktury terenowe.

🔴 RFIM ocenia prawdopodobieństwo zdominowania przekazu PiS przez temat konfliktu na 87%.

3️⃣ Osłabienie marki „silnej i zdyscyplinowanej partii”
Jednym z podstawowych zasobów wizerunkowych PiS była zdolność utrzymywania dyscypliny. Publiczne ultimatum zakończone odejściem ponad 30 osób tworzy obraz decyzji, która nie przywróciła jedności, lecz potwierdziła rozłam. Jarosław Kaczyński przedstawił niepodpisanie deklaracji jako świadomą decyzję posłów i oskarżył środowisko Morawieckiego o udział w planie podziału partii.

4️⃣Konsolidacja twardego elektoratu
PiS może częściowo ograniczyć straty narracją:
„partia została oczyszczona”,
„Morawiecki od dawna budował konkurencję”,
„lojalność wobec ugrupowania była ważniejsza niż ambicje jednostek”.
Ta narracja będzie skuteczna głównie wśród najbardziej lojalnych sympatyków. W całej dyskusji RFIM szacuje jej udział na około 21–27%.

⚖️Bilans dla PiS

Prognozowany efekt:
24–72 godziny ➡️ bardzo silnie negatywny
1–4 tygodnie ➡️negatywny, zależny od kolejnych odejść
2–6 miesięcy ➡️od umiarkowanie negatywnego do krytycznego

Największym zagrożeniem nie jest samo odejście posłów, lecz powstanie trwałej alternatywy politycznej po prawej stronie. Jeżeli grupa Morawieckiego pozostanie spójna i utworzy rozpoznawalny projekt, długoterminowy wpływ negatywny na PiS wzrośnie znacząco.

⏩Konsekwencje dla Mateusza Morawieckiego
Łączny impakt sieciowy: +12/100
To wynik mieszany: wzrost podmiotowości i widoczności, ale jednocześnie bardzo wysokie ryzyko przypisania mu odpowiedzialności za rozbicie partii.

Dominujące skutki

1️⃣ Morawiecki staje się pełnoprawnym liderem własnego obozu.
Do tej pory mógł być przedstawiany jako jedna z frakcji wewnątrz PiS. Po odejściu kilkudziesięciu posłów sieć zacznie traktować go jako samodzielny ośrodek polityczny.

🔴Najbardziej korzystna narracja:
„Morawiecki jako pierwszy realnie przeciwstawił się Kaczyńskiemu”.
Szacowany udział tej narracji: 29–35%.

2️⃣Wysokie ryzyko etykiety „zdrajcy”.
Wśród sympatyków PiS dominować będzie interpretacja, że Morawiecki przedłożył osobiste ambicje nad jedność ugrupowania. Wypowiedzi polityków PiS już wzmacniają przekaz, że jego środowisko przygotowywało odejście wcześniej, a spór był prezentem dla przeciwników partii. (WP Wiadomości)
Prawdopodobieństwo dominacji negatywnej oceny Morawieckiego w elektoracie PiS: 76%.

3️⃣Krótkoterminowy skok zainteresowania.
Morawiecki będzie przez kilka dni centralną postacią polskiej dyskusji politycznej. Każdy element jego odpowiedzi — nazwa nowego projektu, lista nazwisk, stosunek do Kaczyńskiego — będzie generował osobną falę komentarzy.

RFIM przewiduje: wzrost obecności Morawieckiego w dyskusji: +150–250% względem typowego dnia, bardzo wysoką viralność jego pierwszego wystąpienia: 91/100, utrzymanie podwyższonego zainteresowania: 5–10 dni.

4️⃣Test wiarygodności przywódczej
Sieć szybko przejdzie od emocji związanych z buntem do pytań:
🟠czy ma nazwiska i struktury,
🟠czy posiada własny program,
🟠czy odejście było przygotowane,
🟠czy potrafi przyciągnąć wyborców spoza PiS.

Brak natychmiastowej, spójnej narracji obniży jego impakt w ciągu kilku dni. Samo stowarzyszenie podkreślało wcześniej brak planu budowy alternatywnej partii, a Morawiecki przedstawiał Kaczyńskiemu propozycje kompromisu. To tworzy ryzyko niespójności: sieć może pytać, czy rozłam był zamierzony, czy wymuszony.

⚖️Bilans dla Morawieckiego

Prognozowany efekt:
24–72 godziny ➡️ wzrost widoczności, bilans lekko dodatni,
1–4 tygodnie ➡️ silnie zależny od komunikacji i jedności grupy,
2–6 miesięcy ➡️ bardzo wysoka wariancja: sukces albo marginalizacja.

Najbardziej prawdopodobny rozkład ocen Morawieckiego:
Ambitny polityk odpowiedzialny za rozłam ➡️34%
Lider nowej, bardziej umiarkowanej prawicy ➡️27%
Ofiara walki frakcyjnej i decyzji Kaczyńskiego ➡️22%
Polityk bez realnej przyszłości poza PiS ➡️17%

‼️Wniosek końcowy
PiS ponosi natychmiastową i jednoznaczną stratę wizerunkową. Morawiecki otrzymuje szansę, ale jeszcze nie odnosi zwycięstwa.

Model RFIM ocenia prawdopodobieństwo następujących scenariuszy:

🔴PiS pozostaje główną partią prawicy, ale jest trwale osłabione ➡️43%
🟠Powstają dwa konkurencyjne, średniej wielkości ośrodki ➡️31%
🟡Projekt Morawieckiego szybko traci znaczenie ➡️19%
⚪️Morawiecki przejmuje dominację na prawicy ➡️7%

Pewność oceny RFIM: 66%. Jest to prognoza reakcji i narracji sieciowych, a nie pomiar bieżących publikacji ani prognoza wyniku wyborczego.

x.com/MarcinDuma

czwartek, 23 lipca 2026



Oglądamy właśnie na żywo, jak partia, która przez 8 lat bezwzględnie trzęsła państwem, potyka się o własne nogi i popełnia polityczne seppuku rozłożone na raty. I to za pomocą narzędzia, które w założeniu miało dać jej nieśmiertelność.

W 2024 r. Nowogrodzka wymyśliła sprytny manewr. Skoro Mateusz Morawiecki był już politycznie zużyty, wystawiono Karola Nawrockiego z wygodną metką "kandydata obywatelskiego". Plan był cyniczny, ale z ich perspektywy logiczny: wsadzić go do Pałacu, podpiąć pod partyjnego pada (jak A. Dudę w 2015) i z tylnego siedzenia wygodnie dotrwać do wyborów parlamentarnych w 2027 r.

Cóż... Inżynierowie z PiS-u przeliczyli się o kilometry. Nawrocki wygrał o włos, ale z tego zwycięstwa zrozumiał jedną kluczową rzecz - jego mandat pochodzi z bezpośredniego poparcia zradykalizowanych wyborców, a nie z biurka prezesa na Nowogrodzkiej. Więc po wejściu do Pałacu zaczął grać wyłącznie na siebie.

Zamiast łagodzić kurs po wyborach, prezydent drastycznie podkręcił retorykę wojny kulturowej. Przesunął okno Overtona mocno w prawo, kompletnie ignorując polityczne potrzeby dawnego obozu władzy. W ten sposób zaserwował PiS-owi podwójny krwotok, który bezpośrednio doprowadził nas do dzisiejszego nocnego ultimatum i ostatecznego rozłamu partii:

1. Ewakuacja centrum. Radykalizujący prezydent sprawia, że umiarkowany elektorat ucieka, nie chcąc brać udziału w wiecznej, skrajnej wojnie ideologicznej. Skrzydło Morawieckiego nagle traci tlen, argumenty i rację bytu. 

2. Katalizator skrajności. Gdy debata staje się tak radykalna, twardy elektorat szybko orientuje się w sytuacji i zaczyna szukać oryginału, a nie ugładzonej partyjnie, obciążonej 8 latami afer podróbki.

I tu na biało wjeżdża skrajna prawica, ale z ostrym podziałem łupów. Konfederacja wygodnie się rozsiada i poszerza swój własny elektorat, podczas gdy Konfederacja Korony Polskiej z chirurgiczną precyzją odsysa z PiS-u ten najtwardsze sieroty po Macierewiczu z szurskim zabarwieniem. Zgarniają to wszystko ZA DARMO, spijając śmietankę ze sztucznie pompowanego przez Nawrockiego napięcia, bez grama odpowiedzialności za ostatnie 8 lat afer i zużycia władzą.

Eksperyment z "kandydatem obywatelskim" okazał się najbardziej toksycznym produktem w historii PiS. Zamiast zjednoczyć obóz pod parasolem silnego prezydenta, Nawrocki stał się klinem, który uderzył prosto w architekturę partii.  

Implozja partii na własne życzenie, gdzie sterydem przyspieszającym destrukcję okazał się ich własny "zwycięzca".

x.com/widzimysiejutro

środa, 22 lipca 2026



W czerwcu 2017 roku nadawanie rozpoczęła uruchomiona przez Fratrię telewizja wPolsce.pl. Udostępniały ją niektóre sieci kablowe. Nazwa stacji nieprzypadkowo była podobna do nazwy serwisu internetowego. – Wpolityce.pl był internetowym silnikiem dla telewizji wPolsce.pl – tłumaczy Piotr Barełkowski, który pracował przy uruchamianiu wPolsce.pl. – Pierwsze zasięgi i pierwsze rozpoznawalne materiały udało nam się stworzyć dzięki współpracy z serwisem wPolityce.pl – dodaje Barełkowski.

Programy wPolsce.pl to były głównie tzw. gadające głowy. Prowadzący w swoim gronie lub z politykami, głównie PiS, wychwalali tę partię i atakowali jej przeciwników oraz krytyków. Oglądalność szorowała po dnie. Udział w rynku telewizyjnym wahał się w okolicach 0,03 proc. Niska oglądalność nie była jednak problemem, bo w czasach rządów PiS do Fratrii szerokim strumieniem płynęły pieniądze ze spółek skarbu państwa, a Michał i Jacek Karnowscy stawali się ludźmi majętnymi, choć jak mówią ich znajomi – ten drugi bardziej. Ze sprawozdań finansowych składanych do Krajowego Rejestru Sądowego wynika, że w 2019 roku zysk netto spółki Fratria wyniósł 3,1 mln zł, w 2020 – 7,1 mln zł, w 2021 – 4,6 mln zł, w 2022 – 4 mln zł, w 2023 – 6,8 mln zł. Niemal w całości kwoty te były wypłacone udziałowcom w formie dywidendy. Do 2023 roku z samych tylko dywidend bracia Karnowscy otrzymali łącznie ponad 5 mln zł.

Zmiana władzy pod koniec 2023 roku spowodowała zakręcenie kurka z pieniędzmi od państwowych spółek. Fratria przeżyła tąpnięcie finansowe. Rok 2024 zamknęła bolesną stratą 17,5 mln zł. W porównaniu z 2023 rokiem przychody spółki spadły o 33,7 proc., do 27,4 mln zł. Wpływy z reklam wyniosły 18,5 mln zł i były o 45,4 proc. niższe niż rok wcześniej. Do tego Fratria miała 34,6 mln zł zobowiązań długoterminowych, z czego 14,6 mln zł to kredyty i pożyczki.

(...)

Zmiana władzy miała też jednak dobre strony dla prawicowych telewizji. Po tym, jak propagandyści z czasów rządów PiS musieli zniknąć z TVP, do przejęcia byli widzowie przyzwyczajeni do serwowanej im w mediach publicznych od 2016 roku propagandy. Fratria wystartowała w wyścigu po tych widzów. Zmieniono nazwę telewizji wPolsce.pl na wPolsce24, a Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wydała koncesję na nadawanie naziemne kanału z multipleksu MUX8. Ściągano też gwiazdy propagandy. Michał Adamczyk, który w TVP był prezenterem „Wiadomości” i szefem Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, został dyrektorem programowym Wpolsce24 oraz prowadzącym codzienny serwis informacyjny tej stacji. Serwis nazwano „Wiadomości”, tak jak główny program propagandowy TVP, z którego nazwy nowe władze telewizji publicznej zrezygnowały. Pora emisji „Wiadomości” – 19.30, tak samo jak w TVP. I propaganda w formie oraz treści przypominająca standardy wprowadzone w TVP w 2016 roku, gdy prezesem telewizji publicznej został Jacek Kurski.

(...)

Fratria w komunikatach chwaliła się, że oglądalność wPolsce24 rośnie nawet o kilkaset proc. Nie dodawano jednak, że są to wzrosty ze śladowych poziomów. Z danych Nielsen Media wynika, że w sierpniu 2025 roku udział w rynku telewizyjnym kanału Fratrii w grupie ogólnej widzów powyżej czwartego roku życia wyniósł 1,67 proc. W porównaniu z tym miesiącem 2014 roku był to wzrost z 0,33 proc. Tylko że wcześniej to Telewizja Republika przejęła znaczną większość widzów TVP. Republika zaliczyła wzrost z 3,78 proc. do 6,67 proc., stając się drugą telewizją pod względem udziału w rynku – wyprzedzał ją tylko TVP 1. Natomiast kanał wPolsce24 w sierpniu był na 12. miejscu w tym rankingu, za TVP Info.

press.pl


Do potajemnego spotkania niemieckich polityków z wysłannikami rosyjskiego przywódcy Władimira Putina doszło 13 lipca w hotelu Four Seasons w stolicy Azerbejdżanu Baku - przekazał tygodnik "Die Zeit". 

W skład nieoficjalnej delegacji niemieckiej weszli były szef sztabu kanclerz Angeli Merkel, Ronald Pofalla, oraz były gubernator Brandenburgii, Matthias Platzek. Z kolei w skład delegacji rosyjskiej wchodzili Walerij Fadiejew, przewodniczący Rady Prezydenckiej ds. Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego i Praw Człowieka, oraz Wiktor Zubkow, prezes zarządu Gazpromu.
 
Tygodnik uznał spotkanie za "szczególnie problematyczną formę podtrzymywania stosunków niemiecko-rosyjskich w czasie wojny w Ukrainie". Redakcja przypomniała, że od 2024 r. w Baku doszło do wielu takich kontaktów. 

Zwrócono uwagę na fakt, że uczestnicy posługują się terminem "Dialog Petersburski", który funkcjonował w przeszłości jako platforma rozmów, ale w 2022 r. został zlikwidowany przez niemiecki rząd. Tę formę stworzył w 2001 r. ówczesny kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder i Putin.

Dodano, że uczestnikami ze strony rosyjskiej są osoby, które znajdują się na liście osób niepożądanych w UE, co oznacza, że Platzeck i Pofalla torpedują politykę Brukseli, zmierzającą do izolowania Rosji. Jak podkreślono, zdaniem niemieckich służb specjalnych celem Rosji jest wpływanie w ten sposób na działania Berlina.

polsatnews.pl

wtorek, 21 lipca 2026



W poprzednich analizach wskazywałem na rozbudowę Federalnej Służby Ochrony (FSO), wzrost jej etatu o co najmniej jedną piątą i przekazanie jej kompetencji operacyjnych zastrzeżonych dotąd dla Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB).

Ten wątek ma dziś swoje domknięcie personalne. Nie chodzi o to, że gabinety śledcze zostały obsadzone ludźmi FSO w sensie dosłownym, gdyż dotyczy to głównie byłych funkcjonariuszy. Chodzi o coś skuteczniejszego. Sieć wychowanków FSO przejęła zawór kadrowy nad całym aparatem przymusu Federacji Rosyjskiej.

Bardzo ciekawe i znamienne jest, że od niedawna Aleksiej Diumin, były zastępca szefa ochrony prezydenta służący kiedyś pod Zołotowem, dziś pomocnik prezydenta i sekretarz Rady Państwa, kieruje również prezydencką komisją kadrową decydującą, które teczki nominacyjne w ogóle trafiają na biurko Putina.

Drugi eks-ochroniarz Putina, Dmitrij Mironow, jako pomocnik prezydenta odpowiada za kadry struktur siłowych. W mojej ocenie, ale nie tylko mojej, ta sieć byłych funkcjonariuszy FSO działa jak sieć „czyścicieli" i „nadzorców kadrowych" wysyłanych kolejno do MSW, FSB, prokuratury federalnej i regionalnej.

Trzeci z tego środowiska, Zołotow, dowodzi Rosgwardią, która na początku 2026 roku uzyskała rangę trzeciego sztabu generalnego.

Oznacza to, że ludzie, którzy przez dwadzieścia lat nosili za prezydentem teczkę i parasol, dziś decydują, kto będzie nosił rosyjskie pagony.W systemie personalistycznym taka konfiguracja bije każdą dywizję. 

Diumin formalnie niczym nie dowodzi i to jest jego największa siła, ponieważ nie można go oskarżyć o budowanie armii przeciw komukolwiek. On trzyma zawór. A w państwie, w którym wszystko jest kadrą, zawór kadrowy jest bronią o większej sile rażenia niż jakakolwiek struktura z własnym sztandarem.

(...)

Miecz Damoklesa nie wisi nad jednym urzędnikiem Administracji Prezydenta. Wisi nad całym pokoleniem beneficjentów starego systemu, a włos, na którym go zawieszono, trzymają ludzie z jednej służby, którzy przez ćwierć wieku stali za plecami pryncypała i nauczyli się od niego najważniejszego, że władza w Rosji nie należy do tego, kto najgłośniej mówi, tylko do tego, kto obsadza stanowiska.

Pozdrawiam i dziękuję.

x.com/Maciej_Korowaj

poniedziałek, 20 lipca 2026



Facebook przedstawił nowym użytkownikom prostą i całkiem kuszącą ofertę:

Jasne, wiemy, że większość z was już korzysta z serwisu społecznościowego o nazwie MySpace. Ale czy przeszło wam przez myśl, że MySpace należy do złowrogiego, nienażartego starego miliardera z Australii — Ruperta Murdocha — i że ten koleś szpieguje was bez przerwy, dzień w dzień?

Chodźcie na Facebooka, gdzie nigdy nie będziemy was szpiegować.

Wystarczy, że założycie konto i "zbudujecie swoją sieć społeczną", wskazując, z kim chcecie się połączyć. A my stworzymy dla was automatyczny, spersonalizowany feed — złożony tylko z tego, co publikują osoby, które obserwujecie.

Całkiem niezły układ. Nie wymyśliliście sobie tego — Face­book kiedyś naprawdę był fajny, przydatny i coś znaczył.

To był pierwszy etap: Facebook miał nadwyżkę (czyli pieniądze od inwestorów) i wydawał ją na użytkowników, dopracowując feed, który pokazywał ludziom to, co naprawdę chcieli widzieć, a nie to, za co płaciły firmy.

(...)

Facebook zrozumiał, że może zarabiać na dwóch grupach klientów biznesowych: reklamodawcach i wydawcach treści. Problem był tylko jeden: żeby uczynić serwis wartościowym dla tych grup, trzeba odebrać część wartości zwykłym użytkownikom.

Facebook przekierował korzyści z nadwyżek od użytkowników końcowych do reklamodawców i wydawców. Najpierw zwrócił się do tych pierwszych z taką ofertą: "Hej, pamiętacie, jak mówiliśmy tym frajerom, że nigdy nie będziemy ich szpiegować? Kłamaliśmy. Szpiegujemy ich od odbytu po przełyk. Jeśli zapłacicie nam rozsądne pieniądze, wykorzystamy dane z inwigilacji, żeby robić dla was niesamowicie precyzyjnie targetowane reklamy. Co więcej — jesteśmy takimi porządnymi, uczynnymi gośćmi, że zapełniliśmy cały budynek programistami, którzy dzień i noc walczą z oszustwami reklamowymi. Jeśli dacie nam dolara za pokazanie reklamy konkretnej grupie ludzi, możecie mieć pewność, że trafi ona dokładnie tam, gdzie trzeba".

Następnie Facebook zwrócił się do wydawców z inną propozycją: "Hej, pamiętacie, jak mówiliśmy tym frajerom, że będziemy im pokazywać tylko to, o co prosili? No, to była kompletna bzdura. Jeśli będziecie wrzucać na swoje facebookowe konta fragmenty treści ze swoich stron — z linkiem prowadzącym z powrotem do waszego serwisu — to my podetkniemy te treści ludziom pod nos bez pytania ich o zgodę. Dostaniecie darmowy strumień klików, który możecie sobie monetyzować, jak wam się podoba".

Reklamodawcy i wydawcy rzucili się na Facebooka — i też się od niego uzależnili. Bo byli zależni od użytkowników, a ci nie ­chcieli odejść, bo byli uzależnieni od siebie nawzajem, jak zakładnicy trzymający się razem za gardło. A skoro tak, to wydawcy i reklamodawcy też stali się zakładnikami.

I wtedy nadszedł etap trzeci gównowacenia: przykręcanie śruby klientom biznesowym.

Dla reklamodawców oznaczało to rosnące ceny i spadającą jakość reklam, a do tego eksplozję oszustw reklamowych. Facebook stopniowo podnosił ceny za dotarcie z reklamą do użytkowników, a jednocześnie coraz mniej przykładał się do tego, by reklama faktycznie trafiała do grup, które wybrał reklamodawca.

W tym czasie oszustwa reklamowe wymknęły się spod ­kontroli. Reklamodawcy wydawali miliardy na reklamy, których nikt nigdy nie zobaczył. W 2018 roku Procter & Gamble skasowało swój roczny budżet na "reklamy programatyczne" — 200 milionów dolarów — i nie zauważyło żadnego spadku sprzedaży.

(...)

Dla wydawców sprawy również nie toczyły się dobrze. Face­bookowy algorytm rekomendacji zaczął stopniowo wymagać zamieszczania coraz dłuższych fragmentów treści, żeby dany post w ogóle miał szansę trafić na cudze feedy. Algorytm zaniżał też widoczność krótszych fragmentów nawet w feedach subskrybentów, co oznaczało, że aby do nich dotrzeć, wydawcy musieli wrzucać na Facebooka długie urywki artykułów. Im dłuższy post, tym bardziej zastępował cały artykuł.

W końcu wydawcy zostali zmuszeni do publikowania całych tekstów bezpośrednio na platformie. A potem, żeby dopełnić upokorzenia, Facebook zaczął zwalczać posty zawierające linki prowadzące poza platformę, tłumacząc to "potencjalnym zagrożeniem". Co gorsza — nawet posty bez linków, wrzucane w całości na Facebooka, były często ukrywane, nawet przed osobami, które kliknęły "obserwuj". Żeby ludzie mogli je zobaczyć, trzeba było płacić za "promowanie" treści — i to także wtedy, gdy ktoś wyraźnie chciał je widzieć.

Na tym etapie wydawcy zostali sprowadzeni do roli bezimiennych dostawców treści, a ich głównym źródłem przychodów stał się facebookowy rynek reklam — całkowicie ustawiony i kontrolowany przez platformę.

Dla użytkowników sprawy toczyły się jeszcze gorzej. Facebook drastycznie ograniczył ilość treści pochodzących od osób, które sami wybraliśmy i z którymi chcieliśmy mieć kontakt — zostawiając tylko resztki w naszych feedach. Pustkę po tej zawartości zapełniły posty, za które ktoś zapłacił, żebyśmy je zobaczyli — reklamy i promowane treści.

To właśnie etap trzeci g****wacenia: Facebook wyssał z systemu całą możliwą nadwyżkę wartości, pozostawiając reszcie ochłapy — tyle, ile według wyliczeń firmy wystarcza, by użytkownicy nadal trzymali się siebie nawzajem, a wydawcy i reklamodawcy wciąż trzymali się tych użytkowników. Każdy grosz nadwyżki został odzyskany i przekazany akcjonariuszom oraz kierownictwu Facebooka.

Mamy do czynienia z kruchą równowagą. Między użytkownikiem, który mówi: "Cholera, jak ja nienawidzę tego miejsca, ale i tak ciągle tu wracam", a tym, który mówi: "Cholera, jak ja nienawidzę tego miejsca — i nigdy więcej tu nie wrócę", granica jest cienka.

Wystarczy jeden sygnalista, jedna afera dotycząca prywatności w stylu Cambridge Analytica, jedna strzelanina transmitowana na żywo — i ludzie rzucają się do wyjścia.

Za każdym razem, gdy to się dzieje, Facebook przekonuje się, że efekt sieciowy to miecz obosieczny. Użytkownicy, którzy nie mogą odejść, bo nie chcą tracić kontaktu z bliskimi, nie mają już po co zostawać, kiedy ci bliscy odejdą. A kiedy exodus się zaczyna — zazwyczaj nabiera tempa.

Inwestorzy doskonale to rozumieją. Każde zachwianie wzrostu Facebooka — nie mówiąc już o spadku liczby użytkowników — wywołuje panikę na giełdzie. Kiedy w pierwszym kwartale 2022 roku Facebook zanotował gorszy od przewidywań wzrost liczby użytkowników w USA, giełda zareagowała masową wyprzedażą akcji — 250 miliardów dolarów wartości firmy wyparowało w ciągu dwudziestu czterech godzin. Był to wtedy największy spadek wartości rynkowej w historii ludzkości.

Liderzy technologiczni wpadają w panikę, kiedy przyszłość ich firmy staje się niepewna. Mają na to branżowe określenie: "pivoting" — czyli gwałtowny zwrot.

Zwrot Facebooka był szczególnie kuriozalny.

Mark Zuckerberg ogłosił światu: "Wiem, że przez ostatnią dekadę wmawiałem wam, że przyszłość będzie polegała na kłótniach z rasistowskim wujkiem przez prymitywny interfejs tekstowy mojego autorstwa. Ale olśniło mnie. Przyszłość polega tak naprawdę na tym, że zamienię was — i wszystkich, których kochacie — w beznogie, bezpłciowe postaci 3D z nisko budżetowej gry komputerowej i umieszczę w wirtualnym świecie o nazwie Metaverse, który ściągnęliśmy z dystopijnej cyberpunkowej powieści satyrycznej sprzed dwudziestu pięciu lat".

newsweek.pl


W finałowym torcie nie dało się pomieścić więcej cukru. Miało być po amerykańsku, wręcz filmowo. I plan realizowano od początku do końca spotkania. Od przemówienia na środku boiska zaczął Tom Cruise.

- Za nami ponad czterdzieści dni zmagań, wiele emocji, mieszanka kultur i w końcu spotkali się najlepsi z najlepszych - jeden z najpopularniejszych aktorów na świecie wygłosił kilka sztampowych haseł z mikrofonem w dłoni, na specjalnie ustawionym podeście jeszcze przed rozpoczęciem meczu.

Gdy przedstawił skład finału, wrzawa podniosła się, gdy padła nazwa "Argentyna". To właśnie fani tej reprezentacji wypełnili większość sektorów na stadionie.

(...)

W międzyczasie nad stadionem MetLife przeleciały odrzutowce, szczególne środki ostrożności wprowadzono z powodu wizyty na trybunach prezydenta USA Donalda Trumpa, który wylądował na terenie obiektu helikopterem, a następnie postukał w złoty puchar, sprawdzając, czy jest prawdziwy.

W przerwie zaśpiewała Madonna, wjeżdżając na murawę autem z dwoma brazylijskimi legendami na przodzie: Ronaldinho i Ronaldo. Show dali też między innymi Shakira i Justin Bieber. To wszystko działo się na oczach ponad 80 tysięcy widzów, którzy mogli zapomnieć, że przyjechali do New Jersey na mecz piłkarski. Z powodu koncertu przerwa spotkania została bowiem wydłużona o dodatkowe dwanaście minut! (trwała łącznie 27).

Przy samym boisku, tuż za bandami reklamowymi, znalazły się wygodne kanapy. Trzeba było zapłacić milion dolarów, żeby poczuć się z jednej strony jak w salonie w domu, a z drugiej: w samym sercu akcji.

(...)

Nie tylko miejsca na kanapach przy samym boisku dostarczą organizatorom fortunę. Murawa, po której biegali zawodnicy dwóch reprezentacji, ma zostać podzielona i sprzedana - za kawałek od 450 dolarów do 3 tysięcy. Wpływy mają przekroczyć 11 mln dolarów.

Mistrzowie świata otrzymali nie tylko złoty puchar, ale żeby było bardziej po amerykańsku - także złote pierścienie z wygrawerowanym napisem: "zwycięzcy".

Wielkie show zakończyło się jednak małym zgrzytem. Prezydent USA Donald Trump, który wszedł na murawę eskortowany przez kilkudziesięciu ochroniarzy, by wręczyć wygranym Puchar Świata, został wygwizdany.


wp.pl

Irański Korpus Strażników Rewolucji (IRGC) poinformował w poniedziałek rano o atakach na obiekty USA na Bliskim Wschodzie i eksplozjach tankowców w cieśninie Ormuz. IRGC ostrzegł, że akwen pozostanie strefą zagrożenia do czasu zakończenia operacji wojskowych USA. Eskalacja wywołała alarmy w Bahrajnie i Kuwejcie.

W komunikacie IRGC, przekazanym przez irańską agencję Tasnim, podano, że dwa tankowce "eksplodowały", gdy pod presją USA próbowały pokonać "niebezpieczną południową trasę" cieśniny.

"Ten korytarz nie będzie bezpieczny dla tranzytu produktów petrochemicznych ani nawet pojedynczej kropli ropy i gazu" - ostrzegł Korpus.

Niezależnie od tych doniesień brytyjska agencja bezpieczeństwa morskiego (UKMTO) poinformowała o pożarze na statku osiem mil morskich na północny zachód od Kumzar w północnym Omanie.

Szef dyplomacji USA Marco Rubio oskarżył Teheran o celowe traktowanie cieśniny Ormuz jako narzędzia szantażu wobec światowej gospodarki. W reakcji na te zarzuty szef irańskiego MSZ Abbas Aragczi, cytowany przez agencję IRNA, powiedział, że Teheran zakończy wojnę dopiero, gdy zyska "przewagę na polu bitwy", co otworzy drogę do negocjacji.

Działania morskie to tylko jeden z frontów irańskiej odpowiedzi. IRGC poinformował o uderzeniach rakietami balistycznymi w jordańskie lotnisko Akaba, powodując "poważne zniszczenia". Według władz Jordanii część pocisków została przechwycona.

Z kolei Sztab Generalny Armii Kuwejtu poinformował o ataku "wrogich" dronów. Według IRGC uderzenia były wymierzone w amerykańską bazę lotniczą Ali Al-Salem. Zniszczeniu miał ulec radar wczesnego ostrzegania oraz hangar z dronami MQ-9. Kuwejckie władze zaprzeczają, wskazując, że celem Irańczyków padła cywilna stacja odsalania wody.

W Bahrajnie rozległy się syreny, a ambasada USA ostrzegała przed uderzeniami w centrum stołecznej Manamy.

Irańczycy przeprowadzili także atak na bazę dowodzenia sił specjalnych w syryjskim Al-Tanf.

Jak przekazało Centralne Dowództwo USA (CENTCOM), amerykańskie siły dziewiątej nocy ataków na Iran uderzyły w irańskie centra dowodzenia wojskowego, stanowiska obrony przeciwlotniczej i nadzoru wybrzeża, zdolności morskie, miejsca rozmieszczenia i odpalania rakiet oraz dronów, a także sieci łączności.

PAP

niedziela, 19 lipca 2026



Działalność Aleksandra Newskiego przypadła na okres kształtowania się władzy ordy nad Rusią Włodzimiersko-Suzdalską. Aby ukryć jego co najmniej wątpliwą rolę w tym procesie, księciu przypisano misję tego, który ocalił ruską ziemię. Autorzy tego propagandowego konceptu popełniają gruby anachronizm, gdyż nie uwzględniają tego, że w okresie rozdrobnienia feudalnego ziemi, któremu kres położyło zjednoczenie ruskich ziem pod władzą ordy, żadnej „ruskiej ziemi”, jako całości, de facto nie było. Nowogrodzka ziemia, którą rzekomo ratował Aleksander, była samodzielnym państwem, które nie uważało siebie za Ruś. W XII i pierwszej połowie XIII wieku „Rusią” nazywano wszystkie staroruskie państwa lub środkowe Naddniestrze. W XIII wieku nowogrodzcy kronikarze „Rusią” określali inne ruskie księstwa i przeciwstawiali je swojej ziemi nowogrodzkiej.

Przodków obecnych Nowogrodzian można więc zaliczyć do tej ludności europejskiej, która nawet jeśli zamieszkiwała ziemie zdominowane przez Słowian, to jeszcze pięć stuleci temu nie zaliczała się do „Rusinów”. Zwłaszcza że wśród ludności miasta i republiki Nowogrodu Słowianie stanowili mniejszość: w XIII wieku najbardziej rozpowszechnionym i dominującym językiem na ziemi nowogrodzkiej był język ugrofiński, i nawet wiec nowogrodzki mówił nie językiem słowiańskim, lecz czudzkim (protoestońskim). Historycznie Nowogród stanowił grupę trzech sąsiadujących ze sobą wspólnot rodowych: dwóch słowiańskich (Krywicze i Słoweni) i jednej ugrofińskiej. Wspólnoty plemienne stały się podstawą trzech początkowych dzielnic miasta nazywanych koncami: Słoweńskiego, Liudina i Nerewskiego. Oprócz tego mieszkały tu wspólnoty innych narodów, o czym świadczą nazwy ulic: Czudincewska, Pruska, Wareska.

W czasach Aleksandra Newskiego Moskwa była przeciętnym miasteczkiem na kresach Rusi Włodzimiersko-Suzdalskiej. Nic nie zapowiadało, że kilka stuleci później podporządkuje sobie inne centra ruskiej państwowości i budując legitymację swojej władzy, ogłosi się przy Iwanie III nie tylko jako prawny spadkobierca Kijowa i Włodzimierza, lecz także Trzecim Rzymem. Przy czym Kijów – „matka ruskich miast” – i większa część byłej Rusi Kijowskiej jeszcze przez kilka stuleci znajdowały się składzie państwa polsko-litewskiego, a siłą przyłączony do Moskwy Nowogród zrywał się raz po raz do wolności.

Po tym, jak Nowogród oddzielił się politycznie od Kijowa, stał się de facto stolicą Rusi. Bez podporządkowania sobie Nowogrodu Moskwa, nawet gdy pokryła, na podziw całego świata, dachy swoich cerkwi złotem, nie mogła pretendować do starszeństwa na ziemi ruskiej. Tym bardziej absurdalnie brzmiało ogłaszanie przez Moskwę siebie „Trzecim i ostatnim Rzymem”.

Nowogród powinien był nie tylko zostać podporządkowany, ale i unicestwiony jako świadectwo stariny – tradycji. Dopóki żyła nowogrodzka starina, nie można było wytrawić ze świadomości ludu tego, że pretendująca do roli centrum Rusi i prawosławia Moskwa osiągnęła swoją potęgę dzięki sojuszowi z okupantami ruskich ziem. W myśl nowej propagandy właśnie Moskwa, wbrew prawdzie historycznej, powinna jawić się jako zwycięzca nad ordą i jednoczyciel rozbicia dzielnicowego, a Nowogród – być zdrajcą ogólnoruskich interesów i prawosławnej wiary, buntownikiem, mącicielem i spiskowcem. W celu unicestwienia stariny Moskwa wycięła w pień nowogrodzką elitę, unicestwiła jej handel z Zachodem, przywłaszczyła sobie rozległe kolonie, przesiedliła tysiące Nowogrodzian do innych miast.

(...)

Nowogrodzianie w wojnie z moskiewskim wojskiem Iwana III liczyli na pomoc zachodnich sąsiadów: Litwy i Polski. Zawiedli się jednak, gdyż Litwini nie pospieszyli z pomocą. Wtedy Nowogrodzianie posłali posłów z prośbą o pomoc przeciwko ruskim wojskom do zakonu krzyżackiego. Mistrz inflancki pisał do wielkiego mistrza do Prus, że zakon powinien pomóc Nowogrodowi, gdyż jeśli książę moskiewski zawładnie tym ostatnim, to Niemcom będzie groziło wielkie niebezpieczeństwo. Prognoza liwońskiego mistrza krajowego ziściła się już 30 lat później. W 1501 roku Liwonia (Inflanty) straciła 30.000 mieszkańców, zabitych lub wziętych do niewoli. Wielki mistrz pruski informował papieża, że Rusini wdarli się w głąb do połowy kraju i zamierzają opanować całe Inflanty, a gdyby to im się nie powiodło z powodu zamków, to zamierzali je spustoszyć, biorąc do niewoli wszystkich mieszkańców wsi. Był to początek upadku konfederacji inflanckiej.

Nawet gdyby zakon zdecydował się na pomoc Nowogrodowi, szybko okazałoby się, że jest już za późno: w 1471 roku czterdziestotysięczne wojsko republiki nowogrodzkiej zostało rozbite przez czterotysięczne wojsko księcia moskiewskiego nad rzeką Szełonią. Nowogrodzka republika przestała istnieć i została przyłączona do Rusi Moskiewskiej.

(...)

Pana Wielkiego Nowogrodu nie zdobyli i nie zniszczyli nie cudzoziemscy cywilizacyjnie obcy okupanci. Dobrowolnie oddał się w ręce pobratymskich katów, którzy metodycznie i bezlitośnie niszczyli jego terytoria. Według kronik w 1471 roku nowogrodzka ziemia została wypalona i zniewolona do samego morza. W 1477 roku ścięto stu najbardziej wpływowych mieszkańców miasta, a sto rodzin bojarów i kupców zesłano do innych miast. W 1487 roku do Włodzimierza przeprowadzono pięćdziesiąt rodzin najlepszych nowogrodzkich kupców. W 1488 roku do Moskwy spędzono 7000 Nowogrodzian; część z nich skazano, innych zesłano do innych miast, a na ich miejsce przysłano z Moskwy i innych miast obcych bojarów i kupców.

Kaźnie i zesłania ludzi nie wystarczały, by złamać Nowogród, lecz tym celu trzeba była jeszcze zniszczyć jego potęgę gospodarczą. Ponieważ ta zależała od handlu z Hanzą, Moskwa zawarła w 1495 roku sojusz z królem Danii, prowadzącym wojnę ze związkiem miast hanzeatyckich. Dania obiecała pomóc carowi w wojnie ze Szwecją i ustąpić mu część Finlandii w zamian za to, że Moskwa zlikwiduje główny kantor Hanzy – Nowogród. W Nowogrodzie aresztowano wszystkich niemieckich kupców (40 osób z 13 miast), odebrano gostinnyj dwor (zespół handlowy w dawnych miastach ruskich; w XVI– XVII wieku zwykle prostokątny plac otoczony murem z wieżami; wewnątrz, wzdłuż murów, ciągnęły się budynki mieszczące kramy i magazyny, połączone otwartymi gankami), bożnicę i towary. Po pewnym czasie kupców uwolniono, lecz towarów już nie zwrócono. Wojna zakończyła się wtedy, kiedy król duński osiągnął swój cel: został królem Szwecji. Zysk jego sojusznika stanowi kwestię co najmniej wątpliwą.

Wygnanie hanzeatyckich kupców z Nowogrodu zaryglowało ruskie okno na Europę – położyło kres bałtyckiemu handlowi Rusi z Zachodem. Pozostająca jeszcze maleńka furtka – Psków – również została zamknięta kilka lat później. W 1510 roku ze Pskowa wygnano trzysta rodzin „lepszych ludzi”, a na ich miejscu ulokowano nowych z dziesiątek miast. Pskowian zamieszkujących centrum miasta przesiedlono na przedgrodzie, by przybyszom oddać najlepsze miejskie dwory. W Pskowie ulokowano też silny garnizon, składający się z tysiąca dzieci bojarskich i pięciuset nowogrodzkich strzelców. Represje dokonywane przez moskiewskich namiestników dotyczyły też cudzoziemców – musieli opuścić miasto.

W handlu zagranicznym Rosji Hanzę zastąpiła Anglia. Ukaz carski dawał kupcom angielskim wyjątkowe przywileje, włącznie z prawem na handel bezcłowy (1555). Dla handlu z Zachodem zbudowano port na Morzu Północnym – Archangielsk (1684). Wysiłki skierowane na zniszczenie handlu z Niemcami przyniosły skutek, bo już w XVII wieku wśród statków zawijających do Archangielska nie było ani jednego niemieckiego.

Unicestwienie ziemi nowogrodzkiej zrealizowano ostatecznie za rządów Iwana Groźnego. Na jego rozkaz oprycznicy przez jedenaście tygodni otrzymali całkowicie wolną rękę w mieście i jego okolicach w promieniu 200–250 km. Zaczęło się prześladowanie Nowogrodzian z „sądu”, którego osobiście dokonywał car. Przyprowadzano do niego Nowogrodzian pod strażą, torturowano ich, przypalano. Oskarżanych przywiązywano do sań, wleczono na Wołchowski most i stąd strącano do rzeki. Kobiety i dzieci zrzucano z wysokiego miejsca do rzeki. Wiązano im ręce i nogi, niemowlęta związywano z matkami, żeby nikt nie mógł ocaleć. Bojarskie dzieci pływały po rzece Wołchow na małych łódkach z rohatynami, kopiami, hakami (harpunami), toporami. Tego, kto wypływał, chwytano hakami, dźgano kopiami i topiono. Tak działo się codziennie przez pięć tygodni.

Później nadeszła kolej na okolice. Po zakończeniu sądu i rozprawy Iwan zaczął jeździć po okolicach Nowogrodu po monasterach i tam rozkazywał grabić, palić zboże, zabijać trzodę, wybijać okna i wrota. W końcu władca polecił wybrać z każdej ulicy najlepszego człowieka i postawić go przed sobą. Stanęli przed nim drżący, wymęczeni, wycieńczeni, ponurzy, jakby martwi. Iwan Groźny zwrócił się do Nowogrodzian, którzy przeżyli półtora miesiąca pogromów, z takimi słowami: „Mieszkańcy Wielkiego Nowogrodu, którzy ocaleliście! Módlcie się do Boga…”. Był ranek 13 lutego 1570 roku. Nowogrodowi nie było już sądzone odrodzić się i powrócić do byłej wielkości. Gdy czterdzieści trzy lata po tym pogromie do Nowogrodu wjechali Szwedzi – okupanci, przed którymi niegdyś rzekomo uratował miasto Aleksander Newski – w porównaniu z oprycznikami Iwana Groźnego zachowywali się jak misja pokojowa.

(...)

Unicestwienie nowogrodzkiej stariny nastąpiło również w sferze ideologicznej. Kult miejscowych nowogrodzkich i pskowskich świętych zastąpiono kanonizowanymi w Moskwie postaciami. Wśród świętych, do których byli obowiązani się modlić w świątyniach w całej Rusi, był też książę Aleksander Jarosławowicz. Nowogrodzianie i Pskowianie jednak nie śpieszyli się z wynoszeniem ze swoich domów ikon świętych, którym oddawali cześć ich dziadowie i pradziadowie. Wprowadzenie nowych świętych wywołało niezadowolenie również w całej Rusi. W celu zmuszenia Nowogrodzian, którzy jeszcze nie zapomnieli bestialstw Aleksandra Jarosławowicza i jego potomków, do oddawania mu czci jako świętemu, zaczęto im wmawiać, był on obrońcą przed zewnętrznymi wrogami. A przed kim miał bronić Nowogrodzian książę Aleksander? Ani Mongołowie nigdy w ciągu swojego politycznego panowania nie niszczyli Nowogrodu, ani też nie czynili tego zachodni sąsiedzi. Ci drudzy jednak jako katolicy byli przedmiotem nienawiści elity prawosławnej Cerkwi.

Jerzy Pluta - Jezioro Pejpus 1242


Według danych z monitoringu, w niedzielę w nocy w ciągu około 40 minut Rosja wystrzeliła w Kijów około 40 pocisków balistycznych typu Iskander-M, Cyrkon i S-400. Jest to największa liczba pocisków balistycznych użytych przeciwko stolicy w czasie całej wojny na pełną skalę, przekazał portal ZN.UA.

(...)

W stolicy słychać eksplozje, w mieście rozprzestrzenia się toksyczny dym z pożarów. Według mera Kijowa Witalija Kliczki trafione zostały budynki mieszkalne.

W wyniku jednego z ataków na stacji metra Łukjanowska zawaliła się część sufitu w holu.

Rosjanie zaatakowali też zwykły budynek mieszkalny przy ulicy Vaclava Havla.

(...)

W dzielnicy dnieprowskiej otrzymano zgłoszenie o pożarze w pobliżu centrum handlowego. Wybuchł również pożar w akademiku wywołany spadającymi odłamkami pocisków.

W dzielnicy deśniańskiej trafiony został budynek niemieszkalny. Zapaliły się samochody.

W dzielnicy sołomiańskiej trafiony został budynek niemieszkalny. Pożar wybuchł w budynku supermarketu i pobliskim budynku mieszkalnym. Ponadto odłamki spadły w pobliżu budynku mieszkalnego pod innym adresem - uszkodzone zostały okna, a osobę z drugiego piętra udało się uratować.

W dzielnicy szewczenkowskiej, w wyniku spadających odłamków, płonie trzypiętrowa dobudówka budynku administracyjnego. Uszkodzonych zostało również ponad dziesięć zaparkowanych samochodów. W pobliskim budynku mieszkalnym wybite zostały szyby. Dodatkowo zgłoszono pożar w budynku niemieszkalnym.

W dzielnicy światoszyńskiej otrzymano zgłoszenie o trafieniu w prywatny budynek mieszkalny, informacje o pożarze nie zostały potwierdzone.

PAP