sobota, 27 czerwca 2026


Ludovic Subran to główny dyrektor ds. inwestycji w globalnym gigancie ubezpieczeniowym Allianz. Twierdzi on, że dążenie SpaceX do pozyskania 25 mld USD poprzez emisję obligacji dowodzi, że rynek znalazł się w bańce.

O zamiarze emisji dłużnych papierów wartościowych firma Elona Muska poinformowała krótko po pierwotnej ofercie publicznej akcji o wartości 85,7 mld USD. Zdaniem Subrana takie tempo wydarzeń doskonale obrazuje, jak rynki przechodzą od fazy zdrowego wzrostu, poprzez stan gorączki, aż na terytorium bańki spekulacyjnej.

Podczas konferencji gospodarczej „FT Global Insurance Summit” ekspert zwrócił uwagę zgromadzonej publiczności, że inwestorów z rynku długu nie da się tak łatwo zbyć obietnicami, jak akcjonariuszy.

– Facet właśnie dostał 70 mld USD łatwych pieniędzy na zabawę, żeby zabrać nas w kosmos – powiedział Subran. – Oczywiste jest, że nabywcy obligacji to nie to samo co inwestorzy giełdowi. Tych drugich można zabrać na Marsa. Pierwsi w tym samym czasie pytają, gdzie są ich odsetki.

(...)

Sebastian Raedler, szef strategii dla europejskiego rynku akcji w dziale analiz Bank of America, przypomina: jeśli teza inwestycyjna oparta na sztucznej inteligencji zacznie się chwiać, defensywne sektory akcji będą gotowe do gwałtownego wzrostu.

Wypowiadając się dla telewizji Bloomberg, strateg stawia pytanie, czy firmy rozwijające AI będą w stanie wypracować marże uzasadniające obecne, bezprecedensowe nakłady inwestycyjne. Ekspert zaleca rozejrzenie się za zapomnianymi sektorami, takimi jak farmacja czy dobra podstawowego użytku, w których fundamentalna logika biznesowa wciąż prężnie działa.

– W momencie, gdy klienci powiedzą, że nie są gotowi tyle płacić za sztuczną inteligencję, gdy skierują swój ruch do tańszych modeli, gdy pierwszy wielki dostawca infrastruktury chmurowej ogłosi, że nie wie, czy naprawdę wykreuje wartość i musi ściąć wydatki inwestycyjne, pojawi się wiele sektorów defensywnych gotowych do skoku – twierdzi Raedler.

(...)

– Pytanie brzmi, kto zapłaci za te wszystkie wydatki, które warunkują podaż produktów firmy Micron – zastanawia się Raedler, reagując na publikację wyjątkowo dobrych wyników finansowych Micron Technologies. – Odpowiedź jest prosta: zapłaci za to użytkownik końcowy korzystający z AI. Jaką siłę w ustalaniu cen mają te firmy? Ile konsumenci są w stanie zapłacić? Uważam, że prognozy zysków, którymi obecnie dysponujemy, wydają się bardzo optymistyczne.

Notowania SpaceX spadały w tym tygodniu po początkowej euforii, która na moment uczyniła z Elona Muska pierwszego bilionera w historii. Sama spółka pod względem kapitalizacji rynkowej wyprzedziła na krótko Amazona, a na kilka godzin również Microsoft.

Gil Luria, dyrektor ds. badań nad rynkiem akcji technologicznych w D.A. Davidson, uważa, że taką zmienność tłumaczą specyficzne czynniki związane z założycielem firmy działającej w branży kosmicznej, telekomunikacyjnej i sztucznej inteligencji.

– Większość akcji jest wyceniana na podstawie tego, jak ich mnożniki zysków wypadają na tle podobnych spółek – tłumaczy Luria w rozmowie z CNBC. – Z firmami Elona Muska tak nie jest – dodaje.

Jego zdaniem rynkowa wycena tych przedsiębiorstw opiera się w głównej mierze na nadziejach i oczekiwaniach.

– Tesla jest wyceniana przez pryzmat perspektyw usługi autonomicznej jazdy Robotaxi oraz humanoidalnych robotów Optimus, a nie na podstawie sprzedaży samochodów. SpaceX z kolei jest wyceniane przez obietnicę eksploracji Marsa albo przynajmniej przez wizję centrów danych w kosmosie – argumentuje Luria.
 
 
/Tesla to wehikuł giełdowy, wyłącznie do gry finansowej, w kwestii wyceny spółki - red./
 
bankier.pl




Kamil Turecki: - To Rosja stworzyła ukraińskiego potwora?

Bojan Pancevski: Z perspektywy Rosji to na pewno potwór.

Do czasu Majdanu, czyli 2014 r., ukraińskie służby specjalne i wojsko były niemal całkowicie podporządkowane interesom Rosji. Kiedy społeczeństwo zbuntowało się przeciwko ówczesnemu prezydentowi, Wiktorowi Janukowyczowi, który odmówił podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE, oficerowie, stojący za późniejszym atakiem na Nord Stream, nie byli antyrosyjscy.

- A kim dziś ci ludzie są?

Ukraińskimi nacjonalistami.

Większość z nich ma dziś około 50 lat. Dorastali w zachodniej Ukrainie, mówią po ukraińsku. Ale mówią też płynnie po rosyjsku — urodzili się w Związku Radzieckim, więc to naturalne. Zatem mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której ci ludzie nie byli antyrosyjscy, prawda?

W pierwszych tygodniach, może nawet przez miesiąc Majdanu, byli również przeciwni protestom. Pracowali głównie w organach ścigania i mieli konserwatywne podejście. Uważali, że to, co się dzieje, nie jest zgodne z prawem. Dopiero później zostali szpiegami i ekspertami do spraw kontrwywiadu.

I kiedy Rosja faktycznie zaatakowała Ukrainę; gdy zajęła Półwysep Krymski i wkroczyła na wschód Ukrainy, zaczęli walczyć ramię w ramię wspólnie z SBU [Służba Bezpieczeństwa Ukrainy] w Donbasie przeciwko Rosjanom. I właśnie wtedy wszystko się dla nich zmieniło. Przestali mieć ambiwalentny stosunek do Rosji. Stali się jej najgorszymi wrogami.

- Tak po prostu?

Nic tu nie było proste. Przecież żaden z tych ludzi nie żywił nienawiści do Rosji. Sama Rosja wzbudziła w nich tę nienawiść, ponieważ zaatakowała ich kraj. To nawet nie moja interpretacja. To słowa jednego z nich.

Kreml palił ich wioski, bombardował ich miasta. Ta osoba powiedziała mi, że nie było żadnego powodu, by robić coś takiego. Dlatego od tej chwili jej życie się zmieniło, skupiało się na walce z Rosją. I tak jest do dziś.

(...)

- Kto zdecydował się podjąć to ogromne ryzyko sabotowania rurociągów Nord Stream?

Zacznijmy od tego, że kilka miesięcy przed inwazją na pełną skalę, kiedy Amerykanie i Brytyjczycy otwarcie przekazywali informacje wywiadowcze o tym, w jakim sposób Putin zaatakuje Ukrainę, Wołodymyr Zełenski nie chciał w to uwierzyć. Rozkazał generałowi Walerijowi Załużnemu, który był wówczas dowódcą sił zbrojnych, aby nie przygotowywał się do wojny.

Zdaniem prezydenta Ukrainy wszystko było gospodarczym spiskiem. Nie wierzył Amerykanom, Brytyjczykom ani własnym służbom wywiadowczym. Gen. Mark Milley [przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów USA w latach 2019-2023] polecił Kijowowi wykopać okopy wokół miasta i wzmocnić ochronę stolicy kraju. Załużny tego nie zrobił, bo Zełenski mu na to nie pozwolił.

Kiedy wybuchła wojna, Ukraińcy byli nieprzygotowani, zwłaszcza na południu.

Każda jednostka w pewnym stopniu działała na własną rękę. W tym ludzie, którzy później zaplanowali i przeprowadzili atak na Nord Stream. Po prostu weszli do zbrojowni agencji wywiadu wojskowego i pierwszego dnia zabrali stamtąd sporo broni, zorganizowali się samodzielnie i ruszyli walczyć na linię frontu. Niszczyli czołgi. Strzelali do samolotów. Walczyli samodzielnie jako oddział. Myślę, że dziś jest podobnie.

- Co masz konkretnie na myśli?

Spójrzmy na jednostki produkujące drony, które są prawdopodobnie najważniejszą częścią ukraińskiej machiny bojowej. Wiele fabryk założyli przedsiębiorcy. Znam jednego z nich. Jest Rosjaninem mieszkającym w Ukrainie. Nie ma doświadczenia wojskowego. Jest po prostu świetnym biznesmenem. Bardzo wcześnie zdał sobie sprawę, że drony to przyszłość działań wojennych. Założył więc jednostkę, znalazł pieniądze, pozyskał dodatkowe fundusze i stworzył najlepszą do dziś w Ukrainie, a może nawet najlepszą na świecie fabrykę dronów.

Historia drugiej co do wielkości jednostki, zwanej "Magyar Birds", jest podobna. Facet, który jest jej dowódcą, wcześniej również był biznesmenem.

- Co to ma wspólnego z Nord Stream?

Jest jeden wspólny mianownik — potrzeba matką wynalazku. Drony dobijają zaplecze wojenne Kremla. W przypadku Nord Stream też chodziło o odcięcie przepływu gotówki, którą Putin uzyskiwał ze sprzedaży węglowodorów do Europy. Zresztą, nie tylko wysadzenie gazociągu Nord Stream wchodziło w grę.

- Co jeszcze?

Wysadzenie mostu w Kerczu, który łączy Krym z kontynentalną Rosją, atak na pola gazowe w Syberii, atak na Nord Stream i TurkStream — rurociągi pod Morzem Czarnym.

- Dlaczego wybór padł akurat na Nord Stream?

W tamtym czasie nie było wiadomo, czy naród ukraiński przetrwa. Logika zatem podpowiadała, że trzeba działać szybko i zniszczyć źródła dochodów Rosji. Atak na Nord Stream, oczko w głowie Kremla, zabolałby najbardziej.

Ludzie, którzy zaplanowali wysadzenie Nord Stream, specjalizują się w operacjach specjalnych, wojnie hybrydowej, wojnie gospodarczej, zabójstwach i działaniach za liniami wroga.

- Kto podjął ostateczną decyzję?

Jeden z dowódców widział plany i udał się do generała Załużnego, a ten odpowiedział: "Jasne, w porządku, zróbcie to".

- I tyle?

Tak. Na tym się skończyło. Wówczas nikt nie zastanawiał się nad politycznymi aspektami tej sprawy.

Trzeba też pamiętać, że na początku — mówimy tu o marcu i kwietniu 2022 r. — sytuacja polityczna wyglądała inaczej, ponieważ w oczach Ukraińców Niemcy nie byli ich wielkimi sojusznikami. W tamtym czasie Berlin nadal nie dostarczał ani broni, ani amunicji. Polska to robiła, a Niemcy nie — i trzeba o tym pamiętać. Kijów nie myślał, czy wysadzenie gazociągu Nord Stream uderzy w niemiecką gospodarkę. Chciał uniemożliwić Putinowi zdobycie pieniędzy na dalsze prowadzenie wojny.

onet.pl


To nie on stworzył czekistowski reżim, który rządzi współczesną Rosją. Był natomiast jego najbardziej udanym produktem i najwygodniejszym narzędziem. Niewyróżniający się oficer KGB, który nigdy nie awansował wyżej niż do stopnia podpułkownika, był po prostu typowym funkcjonariuszem średniego szczebla. Dorastał na jednym z leningradzkich podwórek, w świecie drobnych przestępców, bójek i nieustannego poniżania słabszych.

To właśnie takie doświadczenia dały mu coś, czego brakowało bardziej wyrafinowanym elitom rosyjskich służb specjalnych lat dziewięćdziesiątych — instynktowne wyczucie najciemniejszych zakamarków sowieckiej mentalności, umiejętność odwoływania się do poczucia krzywdy, frustracji i imperialnej nostalgii, które wciąż są silnie obecne w rosyjskim społeczeństwie.

Jego polityczni opiekunowie potrafili wykorzystać ten dar. Nie byli jednak w stanie przewidzieć drugiej cechy, która okazała się równie cenna.

Przez ponad dwadzieścia lat Putin rozgrywał zachodnich przywódców niczym dobrze znane postacie ze swojego dzieciństwa — bogatych, pewnych siebie chłopców z dobrych domów, przekonanych, że są sprytniejsi od ulicznego łobuziaka. Cierpliwie nimi manipulował, czekał, aż sami odejdą ze sceny politycznej, i ostatecznie przeżył ich wszystkich. To właśnie ta umiejętność uczyniła go niezwykle wartościowym dla systemu.

(...)

W ostatnich miesiącach wyraźnie zmienił się ton rosyjskich blogerów wojennych określanych symbolem "Z", a także korespondentów frontowych publikujących w serwisie Telegram i śledzonych przez setki tysięcy odbiorców. Coraz rzadziej wychwalają oni Najwyższego Głównodowodzącego. Zamiast tego coraz częściej atakują anonimowe "władze", zarzucając im niezdecydowanie i tchórzostwo. Domagają się uderzeń na "ośrodki podejmowania decyzji" w Europie, a podczas swoich programów i transmisji odczytują długie listy potencjalnych celów: węzły logistyczne w Polsce, zakłady zbrojeniowe w krajach skandynawskich czy centra dowodzenia w państwach bałtyckich.

Ten sposób myślenia przestał już być domeną internetowych propagandystów. Powtarzają go również osoby uchodzące za przedstawicieli bardziej "poważnych" kręgów rosyjskiej elity. Siergiej Karaganow, jeden z czołowych ideologów Kremla, pisał spokojnym tonem o potrzebie przeprowadzenia "ograniczonych uderzeń nuklearnych" na Europę, które miałyby złamać wolę Zachodu. Z kolei Władimir Sołowjow niemal co wieczór wymienia w swoim programie europejskie stolice, opowiadając o ich zniszczeniu i starciu z mapy.

Do rosyjskiej opinii publicznej trafiają jednocześnie dwa przekazy.

Po pierwsze: prawdziwych wrogów należy zaatakować bez wahania.

Po drugie: ktoś na szczytach władzy jest zbyt słaby, by wydać taki rozkaz.

Pierwszy scenariusz zakłada, że Putin ulegnie naciskom własnego propagandowego chóru i rzeczywiście nakaże przeprowadzenie uderzeń na logistykę lub infrastrukturę wojskową NATO. Poważny atak tego rodzaju wystawiłby na próbę artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego, mógłby podzielić zachodnie stolice i prawdopodobnie spowolnić dostawy uzbrojenia dla Kijowa. Putin doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Równie dobrze wie jednak, co nastąpi później — otwarta wojna z NATO i bardzo szybki koniec jego politycznej, a być może również osobistej przyszłości. Nie jest samobójcą. Tego przycisku nie naciśnie.

Znacznie bardziej prawdopodobny jest drugi wariant. W nim sama korporacja czekistów odpowiada sobie na pytanie, które coraz wyraźniej zawisa w powietrzu. Tej wojny nie da się wygrać z obecnym przywódcą.

onet.pl\Kyiv Post

piątek, 26 czerwca 2026



Porozumienie daje Iranowi szansę osiągnąć cele w ostatnich dekadach niedosięgłe, m.in.: zażegnać konflikt z USA, doprowadzić do zniesienia wszelkich sankcji, zasilić gospodarkę finansowo, wreszcie zaś – budować dominację w regionie Bliskiego Wschodu poprzez uzyskanie faktycznej kontroli nad cieśniną Ormuz, zabezpieczenie pozycji Hezbollahu i swój awans do roli uznanego gwaranta porządku w Libanie kosztem Izraela. Kwestia nuklearna nadal jest przedmiotem negocjacji, przy czym Iran w ostatniej wojnie potwierdził swój potencjał odstraszania. Memorandum nie odnosi się natomiast – co stanowiło żelazne punkty agendy przez dekady i u progu ostatniej wojny – do programu balistycznego Iranu i jego wsparcia dla swoich proxies działających na Bliskim Wschodzie (a szerzej do oskarżeń o sponsorowanie przez Iran terroryzmu) czy kwestii demokratyzacji irańskiego systemu politycznego. Zawarcie pokoju na bazie porozumienia w obecnym kształcie byłoby zatem strategicznym sukcesem Teheranu.

Z perspektywy USA realizacja porozumienia pozwoliłaby zażegnać kryzys w wymiarze gospodarczym (odblokowanie Ormuzu), co ma szczególne znaczenie w związku z jesiennymi wyborami połówkowymi do Kongresu. Rozwiązanie kwestii irańskiego programu nuklearnego zlikwidowałoby problem istotnie definiujący i obciążający politykę Waszyngtonu. Normalizacja w tym obszarze hipotetycznie pozwalałaby uzyskać gospodarcze instrumenty nacisku na Iran oraz znacząco zmniejszyć ryzyko wybuchu kolejnych konfliktów zbrojnych w regionie angażujących USA. I choć porozumienie w zarysowanych przez memorandum ramach świadczyłoby o znaczącym spadku ambicji i pozycji Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie, to zarazem mogłoby być przedstawione jako umiarkowany sukces administracji oraz otwierałoby nowy rozdział w amerykańskiej aktywności w regionie.

Realizacja porozumienia pozostaje jednak dalece niepewna. Do najważniejszych problemów należą:
  • Głęboka wzajemna nieufność. Negocjacje są ryzykowne dla obu stron, dlatego dystansują się od nich zarówno przywódca Iranu Modżtaba Chamenei (choć toczą się one za jego zgodą), jak i prezydent USA (odpowiedzialność za nie ponosi Vance). Obie strony, m.in. Trump, jak również czołowi dowódcy Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (otwarcie i mimo trwających negocjacji), deklarują gotowość powrotu do działań zbrojnych i faktycznie są do nich przygotowani. Nieufność strony irańskiej podsycają negatywne doświadczenia z przeszłości, m.in. jednostronne wycofanie się USA z porozumienia nuklearnego w 2018 r. (tzw. JCPOA) czy operacja wojskowa Izraela i USA w czerwcu 2025 r. (tzw. wojna dwunastodniowa), którą wszczęto w trakcie pozytywnie ocenianych negocjacji. Maksymalizm żądań i ostra strategia negocjacyjna obu stron w uzgadnianiu poszczególnych warunków porozumienia potencjalnie utrudniają osiągnięcie kompromisu. Dotyczy to m.in. realnego udrożnienia i bezpieczeństwa cieśniny Ormuz, opłat za przechodzenie przez nią, odmrażania irańskich środków, a szerzej – szczegółów projektowanego międzynarodowego funduszu na odbudowę Iranu i zarządzania nim. Drażliwym tematem pozostaje program nuklearny (jego przyszłość, a doraźnie m.in. kwestia nadzoru międzynarodowego).
  • Kwestia Libanu i – szerzej – Izraela. Stroną porozumienia, które ma zakończyć konflikt, nie jest Izrael – główny i najbardziej nieprzejednany oponent Iranu oraz inicjator i podmiotowy uczestnik działań wojennych w latach 2026 i 2025. Jednocześnie – pod naciskiem Teheranu – strony zobowiązały się do zakończenia walk w Libanie i wycofania sił izraelskich z tego państwa. Dla Izraela jakiekolwiek porozumienie z Iranem, a tym bardziej rezygnacja z walki z Hezbollahem są nie do przyjęcia, co władze w Jerozolimie otwarcie komunikują. Operacje izraelskie w Libanie wciąż trwają z różną intensywnością. Możliwości wymuszenia przez USA rezygnacji z nich są ograniczone (choć zdarzały się w odległej przeszłości), a narzucenie Izraelowi radykalnej zmiany jego strategii polityki obronnej jest w zasadzie niewykonalne. W kontekście wewnątrzamerykańskim proizraelskie i antyirańskie środowiska przeciwne porozumieniu z Iranem pozostają nadal bardzo wpływowym czynnikiem politycznym – posiadają wpływy m.in. w Kongresie, a ich postawa będzie miała przełożenie na zbliżającą się kampanię wyborczą.
Funkcjonujące od 8 kwietnia zawieszenie broni, przyjęte memorandum oraz dalsze negocjacje świadczą o tym, że zarówno Waszyngton, jak i Teheran nie chcą powrotu do ryzykownego i kosztownego konfliktu zbrojnego. Trwające rozmowy wydają się najpoważniejszą z dotychczasowych próbą politycznego – i całościowego – rozwiązania problemu między oboma państwami. Należy się spodziewać, że bezpośredni negocjatorzy (Vance i Ghalibaf, a szerzej – administracja Trumpa oraz irański prezydent i rząd) są tym osobiście zainteresowani. 

osw.waw.pl
 
 
 
Na przełomie wieków sytuacja demograficzna państw zachodnich była znacznie gorsza od sytuacji państw aspirujących. Wówczas, mimo przewagi technologicznej, ekonomicznej i militarnej, mogliśmy zakładać, że w drugiej połowie stulecia nastąpi zmierzch ery Zachodu. Dziś, założenia te okazały się błędne.

W nowe tysiąclecie kolektywny Zachód wchodził mając niekwestionowaną przewagę w prawie każdym aspekcie życia gospodarczego i technologicznego, z jednym wyjątkiem: demografii. Państwa aspirujące wskazywały na tą słabość Zachodu, bowiem zarówno kraje Azji Wschodniej jak i obszaru MENA czy Azji Południowej mogły liczyć na to, że długofalowo to właśnie demografia zniweluje jego przewagę. Okazało się, że to błąd.

Na przestrzeni ostatniej dekady doszło do całkowitego przetasowania demograficznego na świecie, nie wynikającego ze wzrostu dzietności na Zachodzie, ale z załamania demograficznego państw aspirujących. Jeszcze na początku XXI wieku Europa była uważana za kontynent bez dzieci, ze skrajnie niskim poziomem dzietności, USA było na granicy poziomu zastępowalności pokoleń, a jednocześnie państwa aspirujące miały dzietność powyżej dwojga dzieci (z wyłączeniem Chin, które były jednak przekonane, że są w stanie szybko podnieść jej poziom).

Obecnie wśród największych gospodarek świata oraz państw aspirujących: 
  • Chiny mają poziom dzietności na poziomie 71% dzietności UE oraz 66% dzietności USA
  • Japonia ma poziom dzietności na poziomie 78% dzietności UE oraz 73% dzietności USA
  • Korea Południowa ma poziom dzietności na poziomie 57% UE oraz 53% USA
  • Turcja ma poziom dzietności porównywalny z unijnym oraz niewiele niższy niż USA, natomiast poziom ten bardzo szybko spada
  • Rosja ma poziom dzietności niewiele niższy od unijnego oraz USA
  • Iran prawdopodobnie ma poziom dzietności niższy niż UE i USA
  • Brazylia ma poziom dzietności niewiele wyższy niż UE i zbliżony do USA
  • Jedynie Indonezja i Indie mają przewagę nad państwami Zachodu, jednak w obu przypadkach z roku na rok przewaga ta topnieje
Powyższe dane pokazują, że procesy cywilizacyjne, które spowodowały spadek dzietności w państwach zachodnich, dotarły zarówno do ich konkurentów jak i jawnych wrogów. 

Zachód posiada natomiast trzy kluczowe przewagi nad swoimi potencjalnymi konkurentami.

Pierwszą z nich są pieniądze. Starzenie się społeczeństwa dotknęło państwa zachodnie, gdy były one bardzo bogate. Dzięki temu stać je było na inwestycje w politykę prorodzinną i utrzymanie poziomu dzietności na stałym (choć niskim) poziomie. Przykładowo, poziom dzietności UE w roku 2001 i 2022 był praktycznie ten sam, natomiast w USA spadł znacznie mniej (zarówno w ujęciu procentowym jak i nominalnym) niż w większości państw aspirujących. Dodatkowo zasoby ekonomiczne pozwalają na wzrost produktywności oraz robotyzację gospodarki, co w pewnym stopniu amortyzuje wpływ negatywnych procesów demograficznych. Natomiast państwa aspirujące zestarzeją się, zanim staną się bogate (nie dotyczy to Japonii i Korei Południowej); nie posiadają więc niezbędnych środków finansowych do jednoczesnego prowadzenia polityki wsparcia dzietności oraz wzrostu innowacyjności w gospodarce.

Drugą sprawą natomiast jest kwestia migracji. Państwa zachodnie odnotowują dodatnie saldo migracji, natomiast większość państw aspirujących odnotowuje saldo ujemne. Dodatkowo znaczna część imigrantów przyjeżdżających do państw Zachodu pochodzi właśnie z państw aspirujących. Oczywiście migracja ma też negatywne strony, szczególnie gdy jest prowadzona w sposób niekontrolowany. Jest jednak pozytywna migracja, przyciągająca ludzi pracowitych czy posiadających konkretne umiejętności; Zachód przyciąga znaczącą większość takich migrantów, nawet specjalistów w dziedzinie AI emigrujących z Iranu do… Europy. Jest to kolejny element polityki przetrwania do momentu (teoretycznego) wzrostu poziomu dzietności, na który nie mogą sobie pozwolić państwa aspirujące.

ukladsil.pl

Dla mnie podniesienie cen przez Microsoft i Apple z powodu drożejących półprzewodników to kanarek w kopalni. Ale nie dla Wall Street. Sesja z małymi spadkami. Na Nasdaq Composite formacja RGR jest w pełni uformowana, ale nie potwierdzona. 

/Formacja głowy i ramion należy do klasyki analizy technicznej i jest jedną z podstawowych struktur cenowych odwracających trend wzrostowy. Ta struktura cenowa składa się z trzech maksimów ukształtowanych na szczycie trendu wzrostowego.  Lewy szczyt (lewe ramię) i prawy szczyt (prawe ramię) są ukształtowane na nieco niższym poziomie niż środkowe maksimum ceny (głowa). - edukacjagieldowa.pl/

Na S&P 500 i Nasdaq 100 jest widoczna, ale nie udało się pokonać linii szyi. Jeśli się uda to będzie (wg analizy technicznej) zapowiedź dużych spadków, ale…  załamanie takiej formacji jest mocnym sygnałem kupna. Czekamy na przyszły tydzień (w USA tylko czterodniowy).

x.com/P_W_Kuczynski

czwartek, 25 czerwca 2026


Ministerstwo Obrony Rosji (MON) kontynuowało 25 czerwca swój niedawny schemat publikowania hiperszczegółowych, sfałszowanych raportów na temat zdobyczy Rosji w Kostyantyniwce w celu wywyższenia rosyjskich sukcesów. Kremlowski serwis informacyjny TASS opublikował także 25 czerwca wywiad z zastępcą dowódcy rosyjskiego 1. batalionu 1194. pułku strzelców zmotoryzowanych (4. Oddzielna Brygada Strzelców Zmotoryzowanych, 3. Armia Połączonej Armii [CAA], dawniej 2. Korpus Armii Ługańskiej Republiki Ludowej [LNR AC], Południowy Okręg Wojskowy [SMD]) opisujący rzekome postępy w Kostyantyniwce. Te ciągłe twierdzenia stanowią część wysiłków Kremla w zakresie wojny poznawczej, mających na celu wyolbrzymienie rosyjskiego postępu na całej linii frontu, wbrew wszelkim dostępnym dowodom.

Siły rosyjskie coraz częściej używają bomb szybujących w rejonie taktycznym Kostyantyniwka-Drużkiwka. Ukraińska brygada działająca w tym rejonie poinformowała 24 czerwca, że w zeszłym miesiącu siły rosyjskie zintensyfikowały ataki bombami szybującymi na Drużkiwkę. Rosyjski milbloger opublikował 24 czerwca materiał filmowy, który rzekomo przedstawia siły rosyjskie przeprowadzające ataki bombami szybującymi z przewodnikiem FAB-1500 i FAB-250 na pozycje ukraińskie w pobliżu Bilenke (na północ od Drużkiwki).


(...)


Rzecznik Ukraińskich Południowych Sił Obronnych, pułkownik Władysław Wołoszyn, oświadczył 25 czerwca, że siły rosyjskie nieznacznie ograniczyły ataki naziemne w kierunku Hulajpola, ponieważ siły rosyjskie przegrupowują siły i gromadzą personel w celu wznowienia ataków w sąsiednich kierunkach Ołeksandriwka i Orichów. Wołoszyn stwierdził, że siły rosyjskie zintensyfikowały ataki dronów i artylerii w kierunku Hulajpola, przeprowadzając dziennie około 100 do 120 ataków bombami szybującymi z przewodnikiem w porównaniu z poprzednią intensywnością 20 do 30 nalotów dziennie.

understandingwar.org


👁️ Data House Res Futura 💾 ID raportu: Tranton_5 || 📡 Data support: sentione.com
🔐 Dostęp: 🟢 Free

📅 Okres danych: 25.06.2026
Zasięg w sieci: 1 MLN
🤖 Bot Spot: ok. 4% – dyskurs wokół zwrotu orderu przez Kaczyńskiego wykazuje nieznaczne sygnały skoordynowanej aktywności wspierającej narracje antyukraińskie.

CZĘŚĆ 1 – BRIEF NARRACYJNY

Order Księcia Jarosława Mądrego stał się jednym z tematów dnia. Prezes PiS ogłosił na konferencji prasowej, że zwróci przyznane mu w 2022 roku ukraińskie odznaczenie – jako akt lojalności wobec prezydenta Nawrockiego i wyraz stosunku do elit ukraińskich. Decyzja natychmiast wchłonęła przestrzeń medialną, szczególnie ironicznie – bo zbiegła się co do godziny z Forum Odbudowy Ukrainy w Gdańsku, gdzie Donald Tusk negocjował kontrakty dla polskich firm.

Dyskurs układa się w sposób jednoznaczny. Komentarze są przytłaczająco krytyczne wobec decyzji, ale ta krytyka płynie z dwóch różnych kierunków. Środowiska proukraińskie i liberalne atakują przez pryzmat obłudy – Kaczyński, który jako premier krzyczał „Sława Ukrainie” na Majdanie, przyznawał odznaczenia i otwierał granice, teraz oddaje medal, bo sondaże wskazują na wyżeranie się elektoratu na korzyść Brauna i Mentzena. Środowiska nacjonalistyczne i antyukraińskie są z kolei niezadowolone z całkowicie przeciwnego powodu – gest jest ich zdaniem zbyt mały, spóźniony o lata i niewystarczający bez twardych działań dyplomatycznych. Narracja pozytywna – Kaczyński jako obrona polskiej godności – istnieje, ale jest wyraźnie mniejszościowa i skupiona w środowiskach prawicowych oraz wśród wiernych zwolenników prezesa.

Kaczyński jako obrońca polskiej godności wobec Ukrainy: ✅ 20% [szacunkowe] / Kaczyński jako kalkulator wyborczy destabilizujący relacje polsko-ukraińskie: ❌ 80% [szacunkowe]

Na osiach oceny obraz jest przejrzysty: 20% [szacunkowe] popiera gest jako uprawnioną odpowiedź na ukraińską politykę historyczną, 80% [szacunkowe] traktuje go jako kalkulację wyborczą. Każda strona konsensus buduje z innego materiału. Zwolennicy pierwszej tezy argumentują, że Ukraina gloryfikuje sprawców zbrodni wołyńskiej, a bierność polskich polityków wobec upamiętniania UPA narusza godność ofiar. Strona druga wskazuje na wewnętrzną sprzeczność: Kaczyński sam przyznawał Ukrainie wsparcie i odznaczenia jako premier, więc obecna decyzja jest instrumentalną zagrywką sondażową, nie wyrazem przekonań.

Narracyjnie wygrywa obóz opozycji liberalnej i proukraińskiej – ale nie przez siłę własnego przekazu, lecz przez skuteczne torpedowanie wiarygodności PiS. Archiwum nagrań z Majdanu i kijowskich wizyt Kaczyńskiego krąży po Twitterze i ustawia dominującą interpretację gestu jako teatr. To rzadki układ, w którym wygrywający nie buduje nic nowego – jedynie skutecznie blokuje próby odbudowy narracji przez przeciwnika.

CZĘŚĆ 2 – ANALIZA NARRACYJNA

🗺️ Mapa narracji – fazy i wektory

Pole rozkłada się na pięć narracji, a kluczem interpretacyjnym jest to, że dwie z nich są jednocześnie krytyczne wobec Kaczyńskiego, ale z absolutnie różnych pozycji – co czyni budowanie spójnej obrony przez PiS praktycznie niemożliwym.

Największa nośność, 21% [szacunkowe], to narracja obłudy PiS i kalkulacji wyborczej – faza: plateau. Niosą ją przede wszystkim dziennikarze i komentatorzy o liberalnym profilu, posiadający archiwalne nagrania Kaczyńskiego z Majdanu i kijowskich wizyt. Narracja osiągnęła nasycenie w ciągu kilku godzin – dalszy potencjał wzrostu jest ograniczony, ale pozycja ugruntowana. Jądro argumentu brzmi: człowiek, który krzyczał „Sława Ukrainie” w Kijowie, nie może teraz budować wizerunku obrońcy polskiej godności.

Druga narracja, 13% [szacunkowe], to konieczność obrony polskiej pamięci historycznej – faza: eskalacja. Pochodzi ze środowisk prawicowych i nacjonalistycznych – TV Republika, media katolickie, część elektoratu sympatyzującego z Konfederacją. Idzie ku legitymizacji coraz ostrzejszych żądań wobec Ukrainy: wyznania win za Wołyń, blokowania akcesji do UE, twarde warunki partnerstwa. Pojawia się w niej spójny zestaw argumentów o merze Lwowa jako „banderowcu”, o sprawie Control Process i o gloryfikacji Bandery w ukraińskiej przestrzeni publicznej – co może wskazywać na pewien stopień koordynacji przekazu.

Trzecia narracja, 9% [szacunkowe], to ostrzeżenie przed eskalacją stosunków polsko-ukraińskich – również faza: eskalacja. Niosą ją osoby o profilu proeuropejskim i proukraińskim, często komentujące pod postami TVN24, Onetu czy Polsat News. Jej logika jest prosta: Polska i Ukraina potrzebują siebie nawzajem, wzajemne rzucanie orderami w czasie trwającej rosyjskiej agresji osłabia obydwa kraje. Narracja jest organiczna i nie wykazuje cech koordynacji – to autentyczny niepokój, nie kampania.

Czwarta narracja, 8% [szacunkowe], to ironia i drwina z symbolicznej polityki – faza: plateau. Ona jedyna jest całkowicie apolityczna. Dominuje na Twitterze i karmi się w głównej mierze zestawieniem nazwy orderu – „Jarosław Mądry” – z wizerunkiem prezesa. Nie prowadzi donikąd w sensie politycznym, ale rozbraja napięcie i skutecznie deprecjonuje powagę gestu.

Piąta narracja, 5% [szacunkowe], to sugestia, że Kaczyński działa na rzecz rosyjskich interesów – faza: kiełkowanie. Pojawia się marginalnie wśród komentatorów proukraińskich, często posługujących się określeniem „ruska onuca”. Jest zbyt radykalna, by trafić do mediów referencyjnych, ale może długofalowo rezonować w określonych bąbelkach.

⚡ Epicentra i amplifikatory

Narracja obłudy PiS ma precyzyjne epicentrum: to dziennikarze i publicyści związani z mediami liberalnymi, którzy jako pierwsi wyciągnęli archiwalne nagrania i ustawili dominującą interpretację gestu. Amplifikatorami byli politycy koalicji rządzącej – Dariusz Joński z KO i Jakub Stefaniak z PSL – oraz szerokie grono użytkowników Twittera bez szczególnej afiliacji medialnej, którzy rozsyłali materiały archiwalne dalej.

Narracja historyczna ma inne epicentrum: to konferencja prasowa samego Kaczyńskiego, na której padły słowa o merze Lwowa jako „banderowcu” i niepłacącej polskiej firmie – uzupełnione przez środowisko TV Republiki i mediów prawicowych, które nadały tym słowom kontekst i ramy. Amplifikatorami byli zwolennicy prezesa na Facebooku oraz konta nacjonalistyczne na Twitterze.

Narracja ostrzeżenia przed eskalacją nie ma jednego epicentrum – wyrasta organicznie ze środowisk proeuropejskich komentujących na profilach mediów ogólnopolskich. Jej amplifikatorami byli komentatorzy i dziennikarze wskazujący na zbieżność konferencji prasowej Kaczyńskiego z Forum Odbudowy Ukrainy w Gdańsku – co nadało narracji dodatkowy wymiar: nie tylko eskalacja, ale i sabotaż dyplomatyczny.

🔓 Podatność kontrnarracyjna

Narracja obłudy PiS jest nisko podatna na kontrnarrację. Opiera się na materialnych dowodach – archiwach zdjęć, nagrań i głosowań parlamentarnych – których PiS nie może skutecznie zanegować. Jedynym możliwym kontrargumentem byłoby uznanie, że decyzja wynika z autentycznej ewolucji poglądów, a nie z sondaży, ale żaden wiarygodny nośnik nie jest w stanie tego również uwiarygodnić. PiS mógłby wskazywać na analogiczne kalkulacje wyborcze KO, ale nie dysponuje teraz infrastrukturą medialną pozwalającą ten argument przebić przez szum.

Narracja historyczna jest średnio podatna. Ma wyraźną lukę: przez osiem lat rządów PiS nie podjął żadnych systemowych działań w kwestii wołyńskiej, a teraz serwuje gest symboliczny. Każdy aktor z autorytetem historycznym lub prawnym może skutecznie pokazać, że polityka historyczna wymaga więcej niż zwrotu odznaczenia – a to okno jest otwarte dla środowisk akademickich i organizacji kombatanckich.

Narracja ostrzeżenia przed eskalacją jest wysoko podatna. Jej luka polega na tym, że automatycznie zakłada, iż każdy gest symboliczny wobec Ukrainy jest eskalacją – co można kwestionować przez narrację symetrii: skoro strona ukraińska odesłała własne odznaczenia, odpowiedź Kaczyńskiego jest po prostu wzajemnością. PiS tego okna dotąd nie zagospodarowało.

🧠 Dominujące emocje w dyskursie

Ironia i kpina (29% [szacunkowe]) to dominująca tonacja dyskursu, niezależna od opcji politycznej. Paliwem jest zestawienie nazwy orderu – „Jarosław Mądry” – z wizerunkiem prezesa, co generuje nieskończony strumień żartów na Twitterze. Ironia ma szczególną właściwość: rozbraja napięcie, ale jednocześnie deprecjonuje powagę samego sporu historycznego – co może być niekorzystne dla środowisk, które chciałyby ten spór traktować poważnie.

Gniew (23% [szacunkowe]) występuje w dwóch wariantach, które nie mają ze sobą wiele wspólnego. Gniew proukraiński uderza w Kaczyńskiego za destabilizację relacji dyplomatycznych; gniew antyukraiński uderza w ukraińskie elity za nieuznawanie win wołyńskich i nieuregulowane długi wobec polskich firm – sprawę Control Process wymienia się wielokrotnie. Paliwem drugiego wariantu jest konkretna, weryfikowalna historia: Lwów zerwał kontrakt z polską firmą przy 95-procentowym zaawansowaniu inwestycji i nie wypłacił należności pomimo przegranego arbitrażu.

Cynizm i zmęczenie polityczne (9% [szacunkowe]) wyraża przekonanie, że cała sprawa jest teatrem politycznym bez rzeczywistego znaczenia. Paliwem jest kumulacja symbolicznych sporów bez przełożenia na działania systemowe. Ta emocja mobilizuje do bierności – i to stanowi ryzyko demobilizacyjne dla każdego obozu liczącego na aktywizację elektoratu przez tematy wschodnie.

Satysfakcja i zadowolenie (6% [szacunkowe]) to emocja mniejszościowa, wyrażana głównie przez zwolenników Kaczyńskiego na Facebooku i profilach TV Republiki. Krótkie „brawo” lub „nareszcie” – bez rozbudowanej argumentacji. Paliwem jest poczucie sprawczości po długim czasie opozycji.

Niepokój i obawy (4% [szacunkowe]) to emocja marginalna, ale strategicznie istotna. Występuje u osób, które rozumieją, że symbole mają realne konsekwencje dyplomatyczne. Paliwem jest świadomość, że Polska i Ukraina potrzebują sojuszu w warunkach rosyjskiej agresji. Ta emocja jest podatna na wzmocnienie przez aktorów zewnętrznych podsycających katastroficzne scenariusze.

🎯 Oczekiwania społeczne i okna operacyjne

Żądanie konsekwencji i symetrii (8% [szacunkowe]) – okno: kilka dni. Część komentujących oczekuje, że zwrot orderu musi mieć następstwo w konkretnych działaniach – blokowanie akcesji Ukrainy do UE, wstrzymanie pomocy, mechanizmy warunkowości. Kierują to oczekiwanie do PiS jako ugrupowania opozycyjnego. Okno jest krótkie: jeśli w ciągu kilku dni nie pojawią się twarde zapowiedzi, gest Kaczyńskiego zamieni się w symbol bez pokrycia i ugruntuje narracje o kalkulacji wyborczej.

Oczekiwanie przeprosin Ukrainy za Wołyń (6% [szacunkowe]) – okno: kilka tygodni. Środowiska prawicowe i nacjonalistyczne formułują konkretne warunki: oficjalne przyznanie się do winy, przeprosiny za rzeź wołyńską, ekshumacje ofiar. Okno jest dłuższe i reaktywowane przez każde kolejne napięcie w relacjach polsko-ukraińskich. Niezaspokojenie tego oczekiwania będzie systematycznie zasilać narracje o „banderyzmie elit ukraińskich” i stwarzać podatny grunt dla radykalizacji.

Oczekiwanie powrotu do rozsądnej polityki wobec Ukrainy (4% [szacunkowe]) – okno: bez horyzontu. Środowiska proukraińskie i proeuropejskie chcą deeskalacji i powrotu do współpracy, adresując to oczekiwanie do wszystkich polskich polityków – Nawrockiego, PiS i rządu Tuska. Brak wyraźnego terminu oznacza, że narracja eskalacyjna może osiągnąć nieodwracalność bezszelestnie, bez żadnego konkretnego momentu przełomowego.

📌 Wnioski analityczne

Konferencja prasowa Kaczyńskiego była testem zdolności PiS do torpedowania dyplomatycznych sukcesów rządu narzędziami narracyjnymi. Zbieżność z Konferencją Odbudowy Ukrainy w Gdańsku nie mogła być przypadkowa – kilku komentatorów to wprost nazwało, a fakt, że wzmianki o Kaczyńskim w ciągu godziny wchłonęły część przestrzeni medialnej, świadczy o skuteczności zabiegu. Jeśli schemat będzie się powtarzać przy kolejnych wydarzeniach dyplomatycznych, warto monitorować korelacje między konferencjami prasowymi PiS a kluczowymi momentami agendy rządowej.

PiS konsekwentnie przesuwa się narracyjnie w stronę elektoratu Konfederacji i ugrupowań nacjonalistycznych. Zwrot orderu jest przez część komentujących wprost odczytywany jako rywalizacja Kaczyńskiego z Braunem o ten elektorat. Okno możliwości dla ugrupowań centrowych: wyraźne zdystansowanie się od tej narracji i zaoferowanie umiarkowanemu elektoratowi języka odpowiedzialności historycznej połączonej z pragmatyczną polityką proukraińską.

Sprawa Control Process to potencjalnie najgroźniejszy element tego dyskursu – nie dlatego, że jest głośna, ale dlatego, że jest weryfikowalna. Lwów zerwał kontrakt z polską firmą przy 95-procentowym zaawansowaniu prac i przegrał siedem postępowań arbitrażowych, nie płacąc. Ten konkretny fakt jest idealnym materiałem na trwałą narracyjną amunicję dla prawicy i będzie krążył w obiegu przez wiele miesięcy, jeśli sprawa nie zostanie uregulowana dyplomatycznie.

Polska traci pozycję adwokata Ukrainy w debacie o jej integracji z UE – i to ryzyko jest praktycznie niewidoczne w krajowym dyskursie. Symboliczne spory osłabiają siłę polskiego głosu w Brukseli w kwestii warunków akcesji Kijowa, przesuwając tę rolę ku innym stolicom europejskim. To jest gra, której stawki są o rząd wielkości większe niż jeden order.

resfutura.pl


Dokładnie to przewidywałem w czasie wojny irańskiej. Po pierwsze stworzenie nowej osi: Turcja-Pakistan-Arabia Saudyjska-Katar-Egipt, po drugie dogadywanie się tych państw z Iranem w kwestii regionalnego bezpieczeństwa.

x.com/WitoldRPL

środa, 24 czerwca 2026



Przedstawiciele rządu zdają sobie sprawę, że po decyzji Nawrockiego Zełenski musiał odwołać przyjazd do Polski. Ale jednocześnie zauważają, że zrobił wszystko, aby nie doprowadzić do odwołania konferencji — dlatego przysyła do Polski premier Ukrainy Julię Swyrydenko. — Ważne jest, aby relacje z Polską miały konstruktywny charakter. Dziękuję wszystkim, którzy przygotowali merytoryczne propozycje na spotkanie w Gdańsku — powiedział Zełenski po naradzie z panią premier.

Premier Tusk zapewnił, że jest w stałym kontakcie z Julią Swyrydenko. — Z mojego punktu widzenia oznacza to być może nawet sprawniejsze przeprowadzenie konferencji, bez niepotrzebnych napięć i traktuję to jako gest na rzecz deeskalacji napięcia — oznajmił Tusk.

W tej sytuacji ludzie Nawrockiego ruszyli do kolejnych ataków. "Zaproszenia na Konferencję do Gdańska były wspólnie podpisane przez premiera Tuska i prezydenta Zełenskiego. Obaj mieli więc być gospodarzami i przyjmować gości. Prezydent Ukrainy, mimo zaproszenia już gości, rezygnuje z udziału i wystawia tym samym premiera Tuska na pośmiewisko. Nie mam żadnej satysfakcji z tego, że Premier Rzeczypospolitej jest upokarzany na arenie międzynarodowej. W przypadku tego premiera nie jest to niestety pierwszy raz" — ogłosił w serwisie X Marcin Przydacz, minister Nawrockiego do spraw międzynarodowych.

Nasz rozmówca z rządu, ważny minister zaangażowany w kontakty z Ukrainą: - Zełenski podjął właściwą decyzję. Jego przyjazd budziłby ogromne emocje. Z drugiej strony ranga premiera jako szefa delegacji jest nie do podważenia. W Gdańsku podpiszemy naprawdę ważne umowy.

Według premiera chodzi o ok. 200 porozumień i umów, w tym wiele bezpośrednio polsko-ukraińskich dotyczących biznesu po zakończeniu wojny. Tusk szacuje, że gra toczy się o setki miliardów dolarów.

onet.pl
 

Obecnie Rada Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) podzieliła się na dwie: jedną sojuszniczą z Ameryką, składającą się z krajów, które odwiedził sekretarz stanu Marco Rubio, a mianowicie Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt i Bahrajn, oraz drugą, sojuszniczą z Iranem, składającą się z Arabii Saudyjskiej, Kataru lub Omanu, której Rubio nie odwiedził.

x.com/hahussain