piątek, 7 sierpnia 2026



W dokumencie przekazanym w odpowiedzi na zapytanie Kyiv Post ukraiński wywiad wojskowy (HUR) stwierdził, że skala i regularność dostaw świadczą o tym, iż współpraca wojskowo-techniczna między Pjongjangiem a Moskwą stała się "systemowa".

Według oceny tej agencji Korea Północna zajmuje obecnie "kluczową pozycję" wśród zagranicznych dostawców broni i sprzętu wojskowego dla Rosji, zapewniając od 25 do 40 proc. amunicji artyleryjskiej wykorzystywanej przez rosyjskie siły.

HUR poinformował, że od czerwca 2023 r. Rosja otrzymała od Korei Północnej ponad 100 pocisków balistycznych KN-23 i KN-24 wraz z wyrzutniami. Jak podaje agencja, co najmniej 80 z tych pocisków zostało już użytych.

(...)

Pjongjang dostarczył także ponad 600 systemów artyleryjskich różnych typów i kalibrów, w tym samobieżne działa M-1989 Koksan 170 mm, wyrzutnie rakietowe M-1991 240 mm, wyrzutnie rakiet 107 mm Type 63, samobieżne zestawy rakiet przeciwpancernych, holowane działa D-74 122 mm oraz moździerze Type 76 140 mm.

Ponadto, według HUR, Korea Północna dostarczyła ponad 7 mln sztuk amunicji, w tym pociski moździerzowe, artyleryjskie, czołgowe i rakietowe o kalibrach od 82 mm do 240 mm, a także przeciwpancerne pociski kierowane.

Agencja wywiadowcza informuje, że północnokoreański przemysł zbrojeniowy jest w stanie wyprodukować od 1 do 2 mln pocisków artyleryjskich rocznie, przy minimalnej miesięcznej wydajności rzędu 30-50 tys. sztuk.

"Znacząca część tej produkcji mogłaby zostać przekazana Federacji Rosyjskiej, jeśli zapadnie odpowiednia decyzja polityczna" — informuje HUR.

Pomimo szerokiej współpracy wojskowej agencja podkreśla, że nie ma dowodów na wykorzystanie przez Rosję zaawansowanych północnokoreańskich komponentów w produkcji dronów lub systemów rakietowych.

Korea Północna wysłała na rosyjski front ponad 15 tys. żołnierzy, z których około jedna trzecia została zabita lub ranna. Dostarczyła również amunicję i inny sprzęt, co — zdaniem południowokoreańskich analityków — przyniosło reżimowi miliardowe zyski.

Te dostawy broni oraz obecność żołnierzy umożliwiły zabezpieczenie dostaw energii i materiałów budowlanych. To pozwoliło Kim Dzong Unowi, przywódcy Korei Północnej, rozpocząć ogólnokrajową ofensywę budowlaną i zwiększyć dostępność energii — mimo sankcji ONZ.

Według raportu "Wall Street Journal" gospodarka Korei Północnej wzrosła w 2024 r. o niemal 4 proc. — najszybciej od ośmiu lat — i nadal się rozwija, a zdjęcia satelitarne pokazują, że nocą widać trzy razy więcej świateł niż pięć lat temu, zwłaszcza w rejonach przemysłowych.

onet.pl\Kyiv Post


W 2011 r., kiedy do władzy doszedł obecny przywódca, Kim Dzong Un — wnuk założyciela komunistycznego państwa — dochody walutowe kraju wyniosły 3,22 mld dol. (według aktualnego kursu 11 mld zł). Następnie wprowadzono sankcje. W 2020 r. KRLD zarobiła zaledwie 1,13 mld dol. (4,2 mld zł), a w 2021 r. — 1,4 mld dol. (5,2 mld zł).

Jednak potem wszystko się zmieniło.

W ubiegłym roku Kim Dzong Un uzyskał sześciokrotnie większe dochody zagraniczne niż w roku poprzedzającym wybuch wojny w Ukrainie — 8,38 mld dol. (31 mld zł). W sumie od 2022 r. udało mu się zarobić 22 mld dol. (82 mld zł) — wynika z analizy danych rządowych, handlowych i wywiadowczych przeprowadzonej przez Bloomberg Economics, a także z badania głównych źródeł przychodów walutowych Korei Północnej.

To prawie cztery razy więcej niż w poprzednim czteroletnim okresie, kiedy to Stany Zjednoczone przekonały Rosję i Chiny do poparcia sankcji wobec KRLD, aby pozbawić ją wpływów walutowych przeznaczonych na rozwój programu jądrowego.

Od 2022 r. Kim Dzong Un zaczął się wzbogacać dzięki sprzedaży broni, wspierając wojnę w Ukrainie rozpętaną przez Władimira Putina. Za pomoc "drogiemu przyjacielowi" Kim, według szacunków agencji Bloomberg, otrzymał od Rosji łącznie 14,02 mld dol. (52 mld zł) w ciągu czterech lat, w tym 849 mln dol. (3,1 mld zł) za "eksport" żołnierzy.

Wzrosły również dochody z przekazania północnokoreańskich robotników, którzy zaczęli być sprowadzani do Rosji, m.in. w celu "zrekompensowania" zaostrzenia polityki migracyjnej wobec mieszkańców krajów Azji Środkowej.

(...)

Oprócz dostarczenia żołnierzy KRLD zapewniła armii Putina amunicję artyleryjską i minową w ilości 5–6 mln sztuk — wskazuje kontradmirał w stanie spoczynku Mark Montgomery, obecnie starszy dyrektor Center on Cyber and Technology Innovation oraz starszy pracownik naukowy Foundation for Defense of Democracies. — To więcej niż wyprodukowało całe NATO w ciągu ostatnich kilku dekad — zauważa ekspert.

Ponadto od końca 2023 r. do sierpnia 2025 r. Korea Północna przekazała Rosji 150 rakiet balistycznych typu KN-23 i KN-24 — poinformował Agencję Reutera Andrij Czerniak, rzecznik Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy. Według niego po rocznej przerwie Rosja ponownie zaczęła je wykorzystywać, otrzymując 40 sztuk. Cała nowa partia może liczyć 120 rakiet. Ponadto w obwodzie woroneskim tworzona jest północnokoreańska jednostka rakietowa.

onet.pl\The Moscow Times

czwartek, 6 sierpnia 2026



3000 lat. To jak od czasów Homera do dziś. Tyle lat pracy słynnego lekarza z Warszawskiego Szpitala Południowego, który zarabiał rocznie 1,6 mln, kosztowało budżet i NFZ tylko jedno weto prezydenta Karola Nawrockiego. Według szacunków Ministerstwa Finansów utrata wpływów z podwyżki akcyzy i opłaty cukrowej, które prezydent zablokował, wyniesie do wyborów 2027 roku ponad 5 mld zł. Nie wiemy, ile dokładnie z tych pieniędzy wypłynie w postaci zysków za granicę – zagraniczne koncerny mają szczególnie duży udział na rynku piwa – ale wiemy, że koszty wyrównania dziury w finansowaniu ochrony zdrowia spadną na państwo.

W przypadku weta w sprawie systemu SENT, uszczelniającego nadzór nad obrotem materiałami budowlanymi, koszty utracone na rzecz mafii vat–owskich szacowane są na 1,2 mld zł. Tyle bowiem autorzy ustawy chcieli pozyskać z uszczelnienia obrotu i zablokowania wyłudzeń w ramach mechanizmu, który monitoruje obrót w Polsce m.in alkoholu, paliw, tytoniu czy odzieży.

Z kolei 4 mld utraconych zysków dla budżetu grozi wskutek odesłania do Trybunału Konstytucyjnego ustawy o tzw. nadzwyczajnych zyskach koncernów paliwowych. Koszt weta aktu o usługach cyfrowych (DSA) czy ustawy o rynku kryptoaktywów trudniej policzyć, ale wiadomo, że brak regulacji rynku cyfrowego też ma swoją – nawet jeśli nie podobnie wymierną – cenę. I na tym bowiem korzystają oszuści czy niepłacące w Polsce uczciwych podatków korporacje. Przykładowo, w efekcie poprawek po pierwszym wecie prezydenta z ustawy o usługach cyfrowych usunięte zostały nie unijne biurokratyczne przepisy, ale wszystko, co do ustawy w ramach konsultacji społecznych dodano, żeby chronić polskich obywateli.

(...)

Do zaskoczeń nie należy, że prezydent zawetował projekt ustawy o statusie osoby najbliższej – czy tak zwanej „ustawy łańcuchowej”. Komuś może się to nie podobać, jasne, ale to warunek demokracji.

Dużo ciekawszym zagadnieniem jest jednak to, czemu prezydent wetuje ustawy, które uderzały w międzynarodowe mafie, wielkie zagraniczne korporacje czy zyski będące wynikiem drożejącej dla zwykłych obywateli benzyny?

(...)

A trzeba pamiętać o czymś jeszcze. Przecież faktycznym skutkiem tych wet nie będzie obniżka podatków, lecz coś odwrotnego. Miliardy, które powędrują do koncernów alkoholowych, mafii VAT–owskich czy międzynarodowych korporacji, nie trafią na rozwój polskiej armii, inwestycje czy edukację. Zarazem jednak rosnącą dziurę w systemie ochrony zdrowia (czy wskaźnik 5 proc. PKB na zbrojenia) i tak trzeba będzie sfinansować z budżetu lub z deficytu. Przy naszej demografii każda złotówka, która nie wpłynie do ZUS czy NFZ, i tak będzie musiała zostać wyrównana – bo w starzejącym się społeczeństwie nie będzie innej rady. Lecz pieniądze te nie popłyną z kieszeni korporacji, ale składek i podatków.

W praktyce obietnica niepodnoszenia Polakom podatków, którą prezydent zacementował toruńskim cyrografem u Sławomira Mentzena, poskutkuje tylko przerzuceniem tych pieniędzy z jednej kieszeni do drugiej. Nie zapłaci koncern paliwowy czy piwowarski, to zapłacą nauczyciele, pielęgniarki czy policjanci. Chyba że – tu kłania się wulgarna interpretacja polityki – właśnie o to w tym chodzi. Żeby, tak długo jak rządzi koalicja PO–PiS–Lewica, ludziom żyło się gorzej. A korzystne dla Polski i naszych planów rozwojowych ustawy prezydent będzie podpisywał dopiero, gdy w parlamencie uformuje się inna większość. A premierem będzie ktoś wskazany przez niego. Oczywiście jest to jakiś – choć pewnie niejedyny – klucz do interpretacji tych 12 ostatnich miesięcy w Pałacu Prezydenckim.

Poszukując jednak także innych odpowiedzi, o politykę wet prezydenta Karola Nawrockiego, postanowiłem popytać moich kolegów z prawicy. Niektórych, jak sądzę, nawet bliskich mu z czasów sprzed objęcia urzędy Prezydenta RP. Moi koledzy z prawicy, gdy pytam ich o weta Karola Nawrockiego, przedstawiają jedną z dwóch wersji. Są one zbieżne w tym wymiarze, że w obu prezydent jest człowiekiem bez winy i bez woli, albo bez wiedzy. Niewinnym zakładnikiem cudzych interesów albo lojalności.

Jedna wersja brzmi tak. Karol Nawrocki jest człowiekiem z biedy i gdańskich podwórek, więc ma wrażliwość społeczną i solidarystyczne poglądy na gospodarkę i państwo Lecha Kaczyńskiego. Jak najdalsze od liberalnych fantazji. Gdy jednak zadaję pytanie, czy Lech Kaczyński wetowałby ustawy uderzające w mafie VAT–owskie albo zyski globalnych koncernów, słyszę nagłą zmianę tonu. „Nie, nie, oczywiście, że Lech Kaczyński robiłby inaczej, ale rozumiesz, Karol Nawrocki musi trzymać Konfederację blisko”. Czyli wersja o tym, że prezydent ma propaństwowe i solidarystyczne poglądy, rozpływa się w powietrzu. Faktycznie bowiem to, co prezydent uważa za dobre dla Polski, jest drugorzędne. Ważne jest to, że związał się toruńskim cyrografem i jego decyzje dyktują obowiązujące poglądy wyborców Sławomira Mentzena.

Druga wersja mówi coś innego. Prezydent – przekonywał mój rozmówca – nie rozumie tych wszystkich gospodarczych spraw, nie czuje się w tym silny, więc powołał zespół analityków i doradców, którzy oceniają to za niego. „Czyli koniec końców ci analitycy oceniają to tak, żeby wyszło, że zawsze ma wetować większe wpływy do budżetu i cokolwiek, co uderza w zagraniczne korporacje?” – dopytuję. W odpowiedzi słyszę, że nie. Ale – kontynuuje mój rozmówca – muszę mieć na uwadze to, że do prezydenta dobijają się różni lobbyści i grupy wpływu. A na koniec głowa państwa robi wcale niekoniecznie to, co w dobrej wierze doradzają analitycy i doradcy.

To byłaby wersja – a przypomnę, cytuję raczej ludzi sympatyzujących z prezydentem – jeszcze gorsza. Bo to oznacza, że właśnie owe lobby i grupy wpływu piszą uzasadnienia wet i prowadzą rękę prezydenta.

(...)

Jest jednak rzecz, której prezydentowi Karolowi Nawrockiemu odebrać nie można. To coś, co wynika z – wybaczcie państwo – „neorojalizmu” polskiej prezydentury. Rzeczywiście chcemy w Polsce – a z pewnością chce tego większość z nas – prezydenta jako współczesnego monarchy. Tylko na epokę social mediów (które należałoby nazywać raczej mediami antyspołecznościowymi). Monarchy, w roli powiernika narodowej dumy, którego podziwiamy za majestat – pełne patosu słowa, smoking, powagę – i jednocześnie kogoś takiego, jak my. W tym sensie Karol Nawrocki jest – choć wszyscy krzywią się na to porównanie – drugim Aleksandrem Kwaśniewskim. Krytyków Kwaśniewskiego gorszył jego komunistyczny rodowód i wiele z jego decyzji. Ale Polakom podobało się, że ma poczucie humoru, dystans, gra w tenisa. I imponowała im wizja średnioklasowego, mieszczańskiego snobizmu, którą wraz z małżonką Jolantą Kwaśniewską, na przełomie wieków reprezentował.

Na podobnej zasadzie: obrazek Karola Nawrockiego, który z jednej strony walczy o polską rację w sporach historycznych, a z drugiej strony zbija piątki ze sportowcami i świetnie bawi się na trybunach, jest współczesnym disco polo Kwaśniewskiego. Lepszy od nas, ale i taki jak my. Taki, jacy chcielibyśmy być. W zapośredniczony sposób robi to, co i my byśmy chcieli – jak trzeba to się bije, a jak trzeba to się dobrze bawi, a przy tym zawsze w patriotycznym kostiumie. Nie kłania się autorytetom, ale i nie wywyższa (przynajmniej w ocenie wyborców) ponad miarę. Pozwala wyzbyć się wstydu – wstajemy z kolan i nie przepraszamy, że jesteśmy Polakami – i sprawnie idzie po wąskiej grani między powagą, wręcz brutalnością, a codziennością i swojskością.
 
I tak jak realna ocena prezydentury Kwaśniewskiego utonęła w nostalgii za Olkiem, tak i dziś bilans prezydentury – cena wet, jednowektorowej polityki zagranicznej, destrukcyjnych decyzji – znika za wizerunkiem. Czy, jak powiedzielibyśmy po internetowemu, „wajbem, który się zgadza”.

Pilawa: Kto wysoko się wspiął, ten wyjątkowo boleśnie upada. W podręcznikach do historii to zdanie będzie opisywać początek kariery politycznej Karola Nawrockiego jako prezydenta Polski.

zero.pl


Palantir budował swoją pozycję w Europie na długo przed obecnym rozkwitem AI. Jego stałym atutem było to, że nigdy nie zmarnował żadnego kryzysu, by udowodnić swoją przydatność rządom w potrzebie.

We Francji Palantir pojawił się po zamachach terrorystycznych w Paryżu w listopadzie 2015 r., gdy służby bezpieczeństwa zmagały się z gwałtowną presją społeczną oburzoną tym, że dopuściły do takiej tragedii. W 2016 r. krajowa agencja wywiadu podpisała kontrakt z gigantem analizy danych.

Podobnie było w Niemczech — pierwsze duże wdrożenie Palantiru nastąpiło we Frankfurcie. Policja kupiła system Gotham w 2017 r. i wdrożyła go pod nazwą hessenDATA. Okazał się on kluczowym narzędziem pozwalającym zamienić lawinę informacji w ślady prowadzące do rozwiązania spraw.

W Niemczech nadal toczy się spór o użycie oprogramowania Palantiru. Na szczeblu federalnym minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt naciska na rozszerzenie stosowania Palantiru i forsuje odpowiednie przepisy. Spotyka się to jednak ze sprzeciwem koalicyjnych socjaldemokratów oraz części wysokich urzędników służb bezpieczeństwa.

Taki sam schemat, od kryzysu do kontraktu, powtórzył się w Wielkiej Brytanii podczas pandemii COVID-19. Jak podaje Louis Mosley, szef Palantiru w Wielkiej Brytanii, relacja firmy z NHS zaczęła się, gdy brytyjska ochrona zdrowia zapłaciła symboliczną opłatę 1 funta za agregację danych w czasie kryzysu.

Europol, unijna agencja policyjna, korzystał z platformy Gotham od 2016 do 2021 r., zanim z niej zrezygnował. Dla jednego z urzędników Europolu problem z Palantirem ma mniej wymiaru ideologicznego, a bardziej praktycznego. Tak, platforma jest droga, budzi obawy o suwerenność i uzależnia odbiorców od aktualizacji ze strony Palantiru — przyznaje. Ale podstawowe pytanie brzmi: czy każda instytucja potrzebuje pełnej machiny Palantiru?

— Palantir rzeczywiście sprawdza się przy ogromnych ilościach danych i chęci połączenia wszystkiego — mówi. — Ale to nie nasz przypadek. W wielu sytuacjach alternatywy są wystarczająco dobre.

onet.pl\Politico


👁️ Data House Res Futura 💾 ID raportu: Tranton_5b || 📡 Data support: www.sentione.com
🔐 Dostęp: 🟢 Free

📅 Okres danych: 06.08.2026
Zasięg w sieci: 3,5 MLN
🤖 Bot Spot: ok. 9% – powtarzalność napędzają pojedyncze konta wielokrotnie publikujące te same hasła po obu stronach sporu.

CZĘŚĆ 1 – BRIEF NARRACYJNY

Cztery różne hashtagi i seria rocznicowych ataków – Koalicja Obywatelska spróbowała przypieczętować pierwszy rok prezydentury Karola Nawrockiego etykietą porażki, a polski internet odpowiedział jej z nawiązką laurką dla głowy państwa.

Falę otwiera skoordynowana akcja Koalicji Obywatelskiej i rządu, które pod hasłami #SzkodliweWeto, #Wetoman, #Wetomat czy #StraconyRok rozpisały rocznicę prezydentury na serię tematycznych zarzutów – od energetyki i bezpieczeństwa, przez prawa obywateli, po sprawy podatkowe i sądownictwo. Ten bilans szkodliwych wet ma jednak dziś w polu równie silnego rywala: kontratak wymierzony w sam rząd, który odpowiada zarzutami o niespełnione obietnice, afery i rosnące ceny, oraz spójny front obrony prezydenta budowany wokół wysokiego poparcia sondażowego i przekonania, że wetowane ustawy były po prostu źle napisane. Krytyka kampanii KO jako cynicznej, sztampowej propagandy rośnie równolegle z każdą kolejną publikacją oficjalnych kont, a personalne ataki na prezydenta – bez wskazania konkretnego zarzutu – utrzymują się na stałym, wysokim poziomie przez cały badany dzień. Sygnałem ostrzegawczym dla obozu rządzącego jest trwałość jednego argumentu obronnego: powracający w całym badanym okresie argument o celowym wszywaniu do ustaw zapisów, które mają wymusić weto, funkcjonuje jako gotowe narzędzie unieważniające każdy kolejny zarzut z listy KO, niezależnie od jego treści.

Narracyjnie wygrywa obóz broniący prezydenta. Mimo że to Koalicja Obywatelska nadaje kampanii ton i wolumen z poziomu oficjalnych kont, w organicznym odzewie – komentarzach i cytowaniach – przeważa kontratak na rząd i obrona Nawrockiego, a łączna nośność narracji przychylnych prezydentowi wyraźnie przewyższa nośność bilansu szkodliwych wet. To efekt bumerangu: własna akcja rocznicowa KO stała się dla przeciwników politycznych okazją do mobilizacji, a nie momentem, w którym udało się narzucić polu jednoznaczną ramę porażki prezydentury.

Na osiach oceny obraz jest jednoznaczny na korzyść prezydenta. Wśród głosów zajmujących stanowisko zdecydowanie przeważa przekonanie, że weta nie szkodzą Polsce, a bilans krytyki KO trafia raczej w mniejszość pola niż w jego środek. To nie jest spór wyrównany – to wyraźna przewaga jednej strony, choć wciąż mierzona w polu, gdzie druga strona zachowuje realną, kilkudziesięcioprocentową obecność.

Weta broniły Polski przed złym prawem: ✅ 72% [szacunkowe] / Weta szkodziły Polsce przez cały rok: ❌ 28% [szacunkowe]

Najmocniejszy argument za tym, że weta broniły Polski przed złym prawem, brzmi: rząd wszywa do ustaw zapisy niemożliwe do zaakceptowania, żeby wymusić odmowę podpisu i później rozgrywać ją politycznie jako dowód złej woli prezydenta. W tym obozie mieszczą się zarówno głosy przekonane, że konkretne ustawy – energetyczna, kryptowalutowa czy sądowa – miały realne wady, jak i głosy czysto afirmatywne, dla których każde weto jest z definicji słuszne, bo pochodzi od popieranego prezydenta.

Najmocniejszy argument za tym, że weta szkodziły Polsce przez cały rok, brzmi: konkretne odrzucone ustawy – o tańszej energii, o bezpieczeństwie dostaw, o prawach osób bliskich – miały realną wartość dla obywateli, a ich zablokowanie oznacza wymierne straty czasu i pieniędzy. Obóz ten obejmuje zarówno wyliczenia całościowego bilansu wet jako dowodu obstrukcji, jak i wskazania pojedynczych, najbardziej dotkliwych decyzji w obszarze energetyki i bezpieczeństwa.

CZĘŚĆ 2 – ANALIZA NARRACYJNA

🗺️ Mapa narracji – fazy i wektory

Pole rozkłada się na pięć głównych narracji, a kluczem interpretacyjnym jest to, że oficjalna kampania rocznicowa Koalicji Obywatelskiej dzieli nośność niemal po równo z organicznym kontratakiem wymierzonym w sam rząd, a wokół obu tych biegunów układają się narracje poparcia, krytyki kampanii i obrony prezydenta.

Największa nośność, 16% [szacunkowe], to bilans szkodliwych wet – seria tematycznych zarzutów wobec kolejnych odrzuconych ustaw, prowadzona równolegle na kilku frontach: energetyki i cen prądu, bezpieczeństwa i obronności, praw obywateli, spraw podatkowo-gospodarczych oraz sądownictwa. Narracja jest w fazie plateau: powtarza ten sam schemat od początku badanego dnia, każde kolejne weto dostaje osobną odsłonę w tym samym formacie, bez wyraźnej eskalacji tonu. Źródłem jest skoordynowana publikacja oficjalnych kont rządowych i partyjnych, a jej potencjał przebicia do mainstreamu jest wysoki, bo temat rocznicy prezydentury sam w sobie gwarantuje uwagę mediów. Wewnątrz tej narracji większość głosów formułuje ocenę ogólną, bez wskazania mechanizmu, ale wyraźnie widać też kilka odrębnych wątków mechanizmowych – energetykę, bezpieczeństwo, prawa obywateli, podatki i sądownictwo – z których żaden pojedynczo nie przebija się do czołówki, choć razem budują większość nośności tej narracji. Organiczność jest umiarkowana: rdzeń stanowią publikacje instytucjonalne, ale rozchodzą się one dalej przez naturalne cytowania i odpowiedzi sympatyków.

Druga narracja, również 16% [szacunkowe], to kontratak skierowany w sam rząd – odpowiedź na kampanię rocznicową w postaci zarzutów o niespełnione obietnice wyborcze, afery lokalne, rosnące ceny paliw i pogłębiający się dług publiczny. Narracja jest w fazie eskalacji: rośnie wprost proporcjonalnie do intensywności publikacji strony rządowej, bo każdy kolejny wpis o wecie przyciąga pod sobą falę odpowiedzi tego typu. Pochodzi niemal wyłącznie z sekcji komentarzy pod postami samej Koalicji Obywatelskiej, co nadaje jej charakter reaktywny i w pełni organiczny – to nie jest zaplanowana kontrkampania, lecz spontaniczna, masowa riposta widzów na własnym podwórku nadawcy. Potencjał przebicia do mainstreamu jest ograniczony do bańki osób już zaangażowanych w spór, ale w obrębie tej bańki jest to narracja dominująca.

Trzecia narracja, 9% [szacunkowe], to powoływanie się na wysokie poparcie społeczne dla prezydenta – przywoływanie sondażowego wyniku ponad połowy Polaków jako kontrargumentu wobec całej kampanii krytycznej. Narracja jest w fazie plateau, utrzymuje się na stałym poziomie przez cały badany dzień, często w formie krótkich, powtarzalnych wpisów bez rozwinięcia. Ma wysoki potencjał mobilizacyjny wewnątrz elektoratu prezydenckiego, bo dostarcza gotowej, liczbowej odpowiedzi na każdy zarzut, choć poza tą bańką jej siła przekonywania jest niższa. Część wpisów w tej narracji nosi ślady powtarzalności – te same sformułowania i ten sam wynik wracają w wielu miejscach pola niemal bez zmian, co sugeruje wspólne źródło inspiracji, a nie w pełni niezależne, oddolne powstawanie tych treści.

Czwarta narracja, 7% [szacunkowe], to krytyka samej akcji rocznicowej jako cynicznej, sztampowej propagandy – zarzut, że hasła i grafiki kampanii są puste, powtarzalne i skierowane bardziej do już przekonanych niż do kogokolwiek innego. Narracja jest w fazie eskalacji, bo rośnie razem z każdą kolejną publikacją w tym samym formacie graficznym i językowym, które ułatwiają wyśmianie schematu. Ma umiarkowany potencjał przebicia do mainstreamu, bo krytyka formy medialnej rzadko przebija się poza krąg osób już zaangażowanych politycznie. Jest w pełni organiczna, rozproszona wśród wielu pojedynczych głosów, bez wyraźnego jednego źródła.

Piąta narracja, 7% [szacunkowe], to przekonanie, że prezydent słusznie odrzuca ustawy zawierające ukryte, niekorzystne zapisy – obrona weta jako aktu odpowiedzialności, nie obstrukcji. Narracja jest w fazie plateau, towarzyszy kampanii krytycznej od samego początku i nie wykazuje wyraźnej tendencji wzrostowej ani spadkowej w badanym okresie. Ma średni potencjał przebicia do mainstreamu, bo wymaga znajomości szczegółów legislacyjnych, których nie każdy odbiorca chce śledzić. Jest głównie organiczna, choć powtarzalność konkretnego argumentu o celowo wadliwych zapisach w ustawach wskazuje na jeden wspólny punkt odniesienia, z którego czerpie wielu autorów niezależnie od siebie.

⚡ Epicentra i amplifikatory

Bilans szkodliwych wet ma jasno zlokalizowane epicentrum: Kancelaria Premiera i oficjalne konto Koalicji Obywatelskiej publikują serię tematycznych grafik poświęconych kolejnym odrzuconym ustawom, z których każda dostaje osobną, ujednoliconą odsłonę. Amplifikatorami są politycy partii koalicyjnych – rzecznik rządu Adam Szłapka, wicepremier Krzysztof Gawkowski oraz posłowie i posłanki Koalicji Obywatelskiej publikujący pod tymi samymi hasztagami na własnych kontach, w tym Borys Budka i Cezary Tomczyk, którzy nadają przekazowi dodatkowy zasięg poza kontami instytucjonalnymi.

Kontratak na rząd nie ma jednego wyróżnionego epicentrum personalnego – jego źródłem jest zbiorowe grono komentujących pod postami samej Koalicji Obywatelskiej na Facebooku, co czyni go reakcją na własną publikację nadawcy, nie zewnętrzną kontrkampanią. Amplifikatorami są aktywne konta na X, które regularnie przywołują wypowiedź posła Marcina Józefaciuka o wadliwych zapisach wszywanych do ustaw jako gotowy kontrargument, powielany pod kolejnymi wpisami niezależnie od tego, którego weta akurat dotyczą.

Poparcie sondażowe dla prezydenta ma epicentrum w cytowaniu wyniku sondażu pracowni IBRiS dla Wirtualnej Polski, wskazującego rekordowe poparcie dla głowy państwa. Amplifikatorami są liczne indywidualne konta na X i Facebooku, powtarzające ten sam wynik niemal słowo w słowo pod wieloma różnymi wpisami, co nadaje tej narracji charakter gotowego, łatwego do skopiowania argumentu.

🔓 Podatność kontrnarracyjna

Bilans szkodliwych wet jest średnio podatny na kontrę. Ma wyraźną lukę: opiera się na wyliczeniu liczby odrzuconych ustaw bez przypominania równie dużej liczby ustaw podpisanych, co otwiera pole do prostego kontrargumentu liczbowego. Skutecznie mogliby go osłabić sami politycy prezydenccy, przypominając regularnie stosunek ustaw podpisanych do zawetowanych oraz wskazując konkretne wadliwe zapisy w każdej z krytykowanych ustaw, zamiast ograniczać się do ogólnego zaprzeczenia.

Kontratak na rząd jest nisko podatny na kontrę wewnątrz własnej bańki, bo karmi się bezpośrednio treścią atakowanych postów i nie wymaga samodzielnego uzasadnienia. Jego słabością jest jednak to, że rzadko odnosi się merytorycznie do samych wet, co ułatwia stronie rządowej odpowiedź przez oddzielenie tematu afer od tematu wet, zamiast pozostawiania zarzutu bez reakcji. Skutecznie osłabić tę narrację mogliby rzecznicy rządu, systematycznie rozdzielając te dwa wątki w swoich odpowiedziach.

Poparcie sondażowe jest wysoko podatne na kontrę, bo opiera się na pojedynczym wyniku bez kontekstu metodologicznego ani porównania z innymi pomiarami z tego samego okresu. Lukę mogliby wykorzystać komentatorzy strony rządowej, zestawiając ten wynik z innymi sondażami lub wskazując na różnice metodologiczne, co osłabiłoby wrażenie jednoznacznego mandatu społecznego. Na razie nikt w badanym polu nie podjął tej kontry, co pozwala narracji utrzymywać się bez większego oporu.

🧠 Dominujące emocje w dyskursie

Pogarda i kpina (36% [szacunkowe]) to najczęściej występująca w zbiorze emocja, obecna niemal równomiernie po obu stronach sporu – wyśmiewanie przeciwnika, ironiczne komentarze i sarkastyczne riposty dominują zarówno wśród krytyków, jak i obrońców prezydenta. Paliwem jest wzajemna niechęć dwóch ugruntowanych obozów politycznych, dla których rocznica prezydentury stała się kolejną okazją do potwierdzenia własnych przekonań, nie do rzeczowej wymiany argumentów. Nośnikami są zarówno krótkie, jednozdaniowe riposty pod postami polityków, jak i dłuższe, rozbudowane tyrady w komentarzach na Facebooku. Emocja ta jest wysoko podatna na instrumentalizację przez aktorów zewnętrznych, bo łatwo dokleić do niej dowolną nową treść bez potrzeby merytorycznego uzasadnienia.

Gniew i oburzenie (23% [szacunkowe]) towarzyszy przede wszystkim wyliczeniom konkretnych, odrzuconych rozwiązań – energetycznych, socjalnych i bezpieczeństwa – opisywanych jako realna strata dla obywateli. Paliwem jest poczucie, że decyzje polityczne mają bezpośrednie przełożenie na codzienne rachunki i bezpieczeństwo, co nadaje tej emocji wyższą wiarygodność niż czystej kpinie. Nośnikami są głównie oficjalne konta polityczne i ich najbliżsi sympatycy, rzadziej przypadkowi komentujący. Instrumentalizacja zewnętrzna jest tu możliwa, ale wymagałaby dostarczenia nowych, konkretnych przykładów strat, bo sama emocja bez świeżego paliwa faktograficznego wygasa stosunkowo szybko.

Duma i aprobata (9% [szacunkowe]) koncentruje się wokół obrony prezydenta i przywoływania jego poparcia sondażowego jako dowodu słuszności jego decyzji. Paliwem jest przekonanie o osobistej więzi części elektoratu z prezydentem, widoczne w emocjonalnym, wykrzyknikowym tonie wielu wpisów. Nośnikami są głównie indywidualne konta na Facebooku i X, rzadziej organizacje partyjne. Ta emocja jest podatna na instrumentalizację przez środowiska prezydenckie, które mogą łatwo przekuć ją w zorganizowaną mobilizację przy kolejnych sporach z rządem.

Humor i ironia (7% [szacunkowe]) przejawia się w memach, przeróbkach haseł kampanii i żartobliwych nawiązaniach do wcześniejszych sporów politycznych. Paliwem jest sama forma kampanii rocznicowej – jednolite hasła i grafiki łatwo poddają się parodii, co obie strony sporu wykorzystują do wzajemnego wyśmiewania. Nośnikami są zarówno konta satyryczne, jak i przypadkowi komentujący dorzucający własne żarty do już istniejącego wątku. Instrumentalizacja zewnętrzna jest tu ograniczona, bo humor działa najskuteczniej w rękach autorów bezpośrednio zaangażowanych w spór, nie z zewnątrz.

Nienawiść i wrogość wobec przeciwnej strony politycznej (5% [szacunkowe]) przejawia się w bezpośrednich wyzwiskach i inwektywach, pozbawionych już jakiegokolwiek odniesienia do samego tematu wet. Paliwem jest wieloletnia polaryzacja polityczna, dla której rocznica prezydentury jest tylko kolejnym pretekstem do wyładowania niechęci wobec drugiej strony sceny politycznej. Nośnikami są głównie komentarze na Facebooku pod postami największego zasięgu. Ta emocja jest nisko podatna na pozytywną instrumentalizację przez którąkolwiek ze stron, bo jej intensywność szkodzi wiarygodności obu obozów jednocześnie.

🎯 Oczekiwania społeczne i okna operacyjne

Zmiana władzy w najbliższych wyborach (2% [szacunkowe]), okno: do jesieni przyszłego roku, to najczęściej formułowane oczekiwanie – część komentujących wprost deklaruje, że obecny spór rozstrzygnie dopiero wynik kolejnych wyborów parlamentarnych, nie kolejna runda wet czy kontrwet. Aktorzy oczekujący tej zmiany kierują swoje nadzieje głównie do własnego elektoratu, mobilizując go do wytrwania do terminu głosowania, nie do konkretnej instytucji czy urzędnika. Horyzont jest z natury odległy, co obniża presję na natychmiastową reakcję którejkolwiek ze stron sporu. Zanim narracja wokół tego oczekiwania osiągnie plateau, upłynie zapewne jeszcze wiele podobnych rocznicowych starć, bo samo oczekiwanie odnawia się przy każdej kolejnej okazji medialnej. Jeśli nie zostanie spełnione w zakładanym terminie, ryzykuje to pogłębieniem frustracji części elektoratu krytycznego wobec prezydenta, co może wzmocnić właśnie te narracje, które już dziś dominują w polu.

Rozliczenie prezydenta przed Trybunałem Stanu lub odsunięcie go od urzędu pojawia się jako postulat skrajnego, brzegowego skrzydła pola – zbyt wąskiego, by nadawać mu liczbowy wymiar – okno pozostaje nieokreślone, bo nie towarzyszy mu żaden konkretny mechanizm proceduralny wskazany przez autorów wpisów. Kierowany jest do instytucji parlamentarnych i wymiaru sprawiedliwości, nie do samego prezydenta, co świadczy o charakterze bardziej życzeniowym niż operacyjnym tego oczekiwania. Narracja wokół niego raczej nie zbliża się do żadnego punktu kulminacyjnego, a jego niespełnienie nie generuje w badanym polu wyraźnej frustracji, bo już w punkcie wyjścia jest traktowane przez większość jako mało prawdopodobne.

📌 Wnioski analityczne

Kampania rocznicowa Koalicji Obywatelskiej przyniosła efekt odwrotny do zamierzonego w warstwie organicznej. Choć to strona rządowa nadaje kampanii ton i wolumen z poziomu oficjalnych kont, w komentarzach pod jej własnymi publikacjami przeważa kontratak i obrona prezydenta, nie akceptacja przekazu o szkodliwości wet. Dla sztabu odpowiedzialnego za komunikację oznacza to, że dalsze powielanie tego samego formatu bez zmiany kanału dotarcia może pogłębiać, nie osłabiać, przewagę narracyjną drugiej strony. Skuteczniejsza mogłaby okazać się zmiana środowiska publikacji na takie, w którym odbiorcy nie są już zmobilizowani przeciwko nadawcy.

Argument o celowym wszywaniu do ustaw zapisów wymuszających weto funkcjonuje jako trwały, uniwersalny kontrargument, obecny przez cały badany okres niezależnie od tego, którego konkretnego weta dotyczy aktualna dyskusja. Ta trwałość, nie sama skala, czyni go sygnałem wczesnego ostrzegania dla strony rządowej: raz uruchomiony argument nie wygasa wraz z tematem, lecz zostaje w gotowości do użycia przy każdej kolejnej okazji. Jeśli strona rządowa nie zaproponuje własnej, równie zwięzłej riposty na ten konkretny zarzut, ryzykuje, że stanie się on domyślnym filtrem, przez który część odbiorców odczyta każdą przyszłą krytykę wet.

Powtarzalny, niemal identyczny sondażowy wynik poparcia dla prezydenta, cytowany w wielu miejscach pola niezależnie od siebie, wskazuje na gotowe, przećwiczone narzędzie mobilizacyjne po stronie prezydenckiej, nie na spontaniczne, oddolne odkrycie tego samego faktu przez wielu autorów. Dla obozu prezydenckiego jest to okno do dalszego wzmacniania przekazu o mandacie społecznym przy okazji kolejnych sporów z rządem, o ile utrzyma podobną dyscyplinę przekazu. Dla strony rządowej to sygnał, że sama krytyka wet bez odniesienia się do tego kontrargumentu pozostawia lukę, którą przeciwnik już systematycznie wypełnia.

Duży udział czystych ataków personalnych, pozbawionych jakiegokolwiek odniesienia do treści konkretnych wet, sąsiaduje bezpośrednio w tych samych wątkach z merytoryczną krytyką i obroną decyzji prezydenta. Dla obu stron sporu oznacza to ryzyko, że neutralny obserwator odczyta całość wymiany jako zwykłą polityczną przepychankę, nie jako rzeczową ocenę konkretnych ustaw, co osłabia wiarygodność argumentów merytorycznych formułowanych obok. Strona, która skuteczniej oddzieli własny przekaz merytoryczny od otaczającego go szumu inwektyw, zyska przewagę u odbiorców niezaangażowanych na stałe w ten spór.

/Stosunek za do przeciw jest odbiciem "zajęcia" mediów społecznościowych przez agresywne, "prawicowe" algorytmy; nie przedstawia realnych proporcji nastrojów społecznych, gdzie przewaga prawicy jest niewielka, jeśli w ogóle. Po drugie badający zakłada, że KO zakłada, że kogoś na X i fb odbije, być może KO chce tylko zaistnieć, puścić przekaz, i jest świadoma w jakimś stopniu w realiach "polityki algorytmowej", która sprzyja agresywnej, dezinformującej kampanii, czyli Konfederacji - red./

resfutura.pl


Gdy dostałem od jednego z polskich tygodników zlecenie napisania artykułu o polskiej kolonizacji Ukrainy w czasach I RP, zacząłem dzwonić do ukraińskich intelektualistów i historyków. I dowiedziałem się, że chyba mnie popieprzyło, że chcę mówić o jakiejś kolonizacji, jeśli po pierwsze, to Rzeczpospolita to jest również ich tradycja i historia i chcą w niej partycypować, a po drugie, to kolonizowali wszyscy samych siebie: ruska szlachta (do pewnego stopnia niby spolonizowana, choć ta polonizacja to była po prostu kultura państwowa, "rzeczpospolita", wspólna) eksploatowała ruskich chłopów, a polska - polskich.

Taka narracja, oczywiście, nie występowała zbyt często, gdy to Moskwa nadawała ton ukraińskiej polityce historycznej. Ale teraz już nie nadaje. 

No i tak.  

Nie ma co wyskakiwać przed szereg, mości państwo.

x.com/ZiemowitSzcze11

środa, 5 sierpnia 2026



„Rosja swoim terrorem faktycznie zablokowała korytarz zbożowy, czy też szlak morski do transportowania ukraińskiej produkcji za granicę. Zwróciliśmy się już do naszch partnerów i sojuszników, by pomogli nam w odblokowaniu eksportu morskiego poprzeć naciski na Moskwę” – powiedział Sybiha na konferencji prasowej w Kijowie z szefową MSZ Łotwy Baibą Braże.

„Prowadzimy obecnie intensywne konsultacje ze wszystkimi naszymi sąsiadami – Mołdawią, Rumunią, Słowacją, Węgrami i Polską – na temat tego, w jaki sposób rozbudować infrastrukturę i stworzyć odpowiednie warunki, aby pomóc Ukrainie transportować zboże na rynki państw trzecich. Chciałbym podkreślić, że mówimy o tranzycie przez te kraje” – zastrzegł szef ukraińskiej dyplomacji.

/Ta sytuacja - węziej - jest skutkiem ukraińskich ataków na statki na Morzu Azowskim - red./

Wyjaśnił, że chodzi o rozwiązania podobne do tych z 2022 roku z wykorzystaniem lądowych korytarzy transportowych. „Tam, gdzie będzie to możliwe, chcemy również wykorzystywać porty tych państw, aby ukraińskie produkty mogły dotrzeć do odbiorców” – dodał Sybiha.

Temat transportu ukraińskiego zboża do portów państw sąsiednich nie jest nowy. W wyniku zniesienia unijnych ceł do Polski sprowadzono miliony ton, które - jak się okazało - zamiast trafić do państw docelowych, zostało u nas. Dodatkowo jakość tego zboża pozostawiała wiele do życzenia, a część określana była wprost jako "techniczne", a więc nie było przeznaczone do spożycia. Mimo to, na polskie stoły, o czym pisaliśmy jako pierwsi, trafiło około 300 tys., bochenków chleba z tejże mąki.

W tej sprawie prokuratura postawiła już zarzuty szeregowi osób, a Ministerstwo Rolnictwa udostępniło listę firm, zamieszanych w eksport. 

PAP


Pierwsze trzy lata pełnoskalowej inwazji na Ukrainę nie przełożyły się na ogólną kondycję rosyjskich finansów regionalnych. Rok 2022 skonsolidowane budżety podmiotów federacji zakończyły nawet z nadwyżką, choć znacznie niższą niż rok wcześniej. W 2023 i 2024 r. odnotowano stosunkowo niewielki deficyt.

Sytuacja znacząco pogorszyła się w 2025 r., gdy łączny deficyt regionalny osiągnął rekordowe 1,5 bln rubli (ok. 5,5% wydatków; 20 mld dolarów), tym samym znacznie przekraczając wcześniejsze prognozy rządu federalnego, zakładające ujemne saldo w wysokości ok. 300 mld rubli. Wydatki przewyższyły dochody w 74 z 89 regionów (wliczając w to ukraińskie terytoria okupowane – 6 podmiotów). Jednocześnie wyraźnie wzrosło zadłużenie podmiotów federacji.

Problemy, z jakimi mierzą się obecnie regiony, wypływają częściowo z samej architektury relacji finansowych między nimi a Kremlem. Model ten odzwierciedla politykę centralizacji, prowadzoną przez reżim Władimira Putina w ostatnim ćwierćwieczu.

Budżety regionalne opierają się na trzech głównych filarach – podatkach dochodowych od osób fizycznych (PIT) i prawnych (CIT) oraz na transferach międzybudżetowych. Te ostatnie, przyznawane przez centrum federalne, dzielą się na subsydia i subwencje – przeznaczane na (współ)finansowanie określonych zobowiązań – oraz dotacje, bez uściślonego celu wydatkowania. Do pozostałych źródeł regionalnych dochodów należą m.in. podatki akcyzowe, od nieruchomości, transportowe etc.

W latach bezpośrednio poprzedzających inwazję na Ukrainę, transfery międzybudżetowe stanowiły przeciętnie ok. 20% dochodów skonsolidowanych budżetów regionalnych, co wskazuje na istotną rolę centrum federalnego w ich finansach (aczkolwiek udział środków przyznawanych z Moskwy różni się znacząco w zależności od podmiotu; w 2025 r. tylko 26 regionów – tzw. donatorów – przekazywało do centrum więcej środków, niż z niego otrzymywało).

W ramach centralizacyjnej polityki Kremla zwiększył się ponadto udział władz centralnych w redystrybucji dochodów podatkowych regionów. W ostatniej dekadzie do budżetu federalnego trafiało średnio powyżej 50% (najwięcej w 2025 r. – 57%) z nich.

Co więcej, Ministerstwo Finansów FR od początku drugiej dekady XXI wieku stopniowo zastępowało ponadto zadłużenie podmiotów federacji w bankach komercyjnych tańszymi pożyczkami budżetowymi. Obniżyło to wprawdzie koszty obsługi długu ponoszone przez regiony, jednak za cenę większej kontroli politycznej ze strony centrum.

Powyższy model relacji finansowych dostarczył Kremlowi dodatkowe narzędzia politycznego oddziaływania na regiony. Z drugiej strony jednak centrum odgrywało coraz większą rolę w stabilizacji ich budżetów. Po 2022 r., z każdym kolejnym rokiem pełnoskalowej wojny, okazywało się to coraz trudniejszym zadaniem.

Sytuacja stała się szczególnie poważna w 2025 r., gdy rosyjska gospodarka znalazła się w stagnacji (oficjalnie wzrost PKB wyniósł zaledwie 1%), a deficyt w budżecie federalnym osiągnął 5,65 bln rubli (ok. 70 mld dolarów, 2,6% PKB). W tych warunkach możliwości Kremla w zakresie pomocy regionom okazały się bardzo ograniczone.

Znaczne powiększenie się deficytu skonsolidowanych budżetów regionów w 2025 r. było wynikiem przede wszystkim niekorzystnej różnicy między tempem wzrostu ich wydatków (o 8,9%; odnotowany w 79 regionach) a dochodów własnych (o 4,1%; odnotowany w 71 regionach). Przy uwzględnieniu inflacji (5,6%) w ujęciu realnym te ostatnie wręcz się zmniejszyły.

Regiony zebrały wprawdzie więcej pieniędzy z tytułu PIT (aż w 88 regionach; m.in. dzięki podwyżce płacy minimalnej i indeksacji wynagrodzeń w sektorze publicznym), jednak dochody z CIT zmniejszyły się (w 55 regionach), nie tylko wskutek złej sytuacji makroekonomicznej. Wpływ na to miało również podniesienie podatku od osób prawnych z 20% do 25%, co skłoniło przedsiębiorstwa do działań na rzecz optymalizacji. Beneficjentem podwyżki był natomiast budżet federalny, do którego trafiły dodatkowe dochody (jego udział w CIT wzrósł z 3% do 8%). Jednocześnie udział transferów międzybudżetowych w dochodach regionów pozostał na tym samym poziomie – 15% (3,95 bln rubli; rok wcześniej – 3,75 bln). Oznacza to ich realny spadek względem poziomu sprzed wojny.

Wzrost zadłużenia skonsolidowanych budżetów regionalnych (odnotowany w 38 podmiotach) do rekordowych 3,5 bln rubli związany jest z kolei z niemal trzykrotnym zwiększeniem się udziału w nim pożyczek komercyjnych między styczniem 2025 a styczniem 2026 r. W tym samym czasie udział pożyczek budżetowych spadł. Większość regionów nie dysponuje dużymi rezerwami finansowymi (ich ogólna suma zmalała w 2025 r. z 2,9 do 1,9 mld rubli). Nagłe powiększenie się deficytu wymusiło zatem zaciągnięcie wysoko oprocentowanych (od 17% do niemal 30%) zobowiązań wobec prywatnych instytucji kredytowych celem pokrycia wydatków bieżących. W efekcie koszt obsługi zadłużenia regionalnego wzrósł w ciągu roku o 39%.

Szybko rosnące wydatki regionów przynajmniej częściowo wiążą się z inwazją na Ukrainę. Koszty te nie wyrażają się przy tym wyłącznie w oficjalnych wydatkach regionalnych na obronność i bezpieczeństwo. Choć wzrosły one znacznie od 2022 r., nadal stanową niewielką część wszystkich wydatków.

(...)

Najprawdopodobniej największym „wojennym” obciążeniem dla budżetów regionów jest współfinansowanie jednorazowych płatności dla ochotników podpisujących kontrakty z Ministerstwem Obrony. Wielkość regionalnych bonusów różni się przy tym znacznie w zależności od miejsca – od 300 tys. rubli (ok. 3,6 tys. dolarów) w Republice Komi do 4,1 mln (50 tys. dolarów) w Petersburgu.

Według niezależnych szacunków w 2023 r. zaciągnęło się do armii ok. 345 tys. Rosjan, w 2024 – 407 tys., w 2025 – 364 tys. Tempo rekrutacji zaczęło spadać w ostatnim kwartale ub.r. (względem analogicznego okresu w 2024 r. – o połowę). Negatywny trend utrzymywał się w pierwszym kwartale 2026 r. (-20%). W związku z tym centrum wywiera na regiony presję na zwiększenie zaciągu, co przekłada się na wzrost średniej wysokości bonusu dla ochotników.

W 2024 r. regiony według niezależnych ocen mogły przeznaczać na jednorazowe płatności średnio 13% swoich wydatków socjalnych, zaś na wszystkie transfery dla żołnierzy, weteranów oraz ich rodzin – blisko jedną czwartą. Oznaczałoby to, że w latach 2024–2025 na samą rekrutację i świadczenia socjalne (np. odszkodowania) związane z wojną budżety regionalne wydawały co najmniej 840 mld rubli (ok. 10 mld dolarów) rocznie. Według innych wyliczeń wydatki podmiotów federacji na ww. cele wyniosły min. bilion rubli.

(...)

Związanemu z wojną obciążeniu finansowemu i szkodom powstałym w wyniku działań zbrojnych towarzyszy pogarszająca się sytuacja makroekonomiczna w Rosji. Pośrednie skutki inwazji – sankcje gospodarcze, odpływ zachodnich firm, zdezorganizowane łańcuchy dostaw, reorientacja kierunków eksportu, wahania kursu rubla wobec dolara, spadek inwestycji czy technologiczny regres – przekładają się na kondycję gospodarczą poszczególnych regionów.

W szczególnie trudnej sytuacji znajdują się obecnie regiony, których gospodarki skoncentrowane są wokół branż objętych sankcjami, jak metalurgia (zatrudniająca 700 tys. pracowników w całej Rosji), przemysł motoryzacyjny (kilkaset tys.) czy górnictwo węglowe (150 tys.). Kryzys w tych sektorach, oznaczający zmniejszone wpływy z podatku CIT, w pełni uderzył w regionalne budżety w 2025 r. Ucierpiały również regiony specjalizujące w wydobyciu ropy naftowej i gazu ziemnego, leśnictwie i związanych z nim przemysłach czy eksporcie dóbr na Zachód.

Największy deficyt budżetowy w 2025 r. w rezultacie odnotowały: specjalizujący się w metalurgii obwód wołogodzki (23%), odpowiadający za połowę rosyjskiego wydobycia węgla obwód kemerowski (22%), wydobywające węglowodory obwody. tiumeński (22%) i sachaliński (20%) oraz Jamalsko-Nieniecki Okręg Autonomiczny (20%). Jednocześnie znaczna część dochodów podatkowych (średnio ok. 70%) regionów z rozwiniętym górnictwem naftowym i gazowym trafia do budżetu federalnego.

(...)

Stosunkowo bezpieczne finansowo są Moskwa (oraz satelicki obwód moskiewski) i Petersburg, korzystające ze znacznej koncentracji płatników CIT na swoim terenie. Paradoksalnie, w sprzyjającej sytuacji znajdują się także najsłabiej rozwinięte regiony (np. Czeczenia), w dużym stopniu zależne od transferów z centrum. Te bowiem stanowią stabilne źródło dochodów budżetowych.

Nie zważając na problemy finansowe regionów, Kreml w coraz większym stopniu angażuje je w wojnę, drenując ich budżety poprzez (formalne i nieformalne) obciążanie ich częścią rosnących kosztów związanych z jej prowadzeniem.

osw.waw.pl




Kathleen Curlee z Center for Security and Emerging Technology na Uniwersytecie Georgetown ocenia sytuację bardziej trzeźwo: branża sztucznej inteligencji pochłania praktycznie wszystkie zyski Starlinka, a to, czy centra danych w kosmosie w ogóle się opłacą, pozostaje całkowicie otwartą kwestią. To ryzykowny zakład. Na początku 2026 r. SpaceX przejęło start-up Muska xAI i od tego czasu łączy technologię rakietową, satelity oraz rozwój sztucznej inteligencji, aby dotrzymać kroku firmom OpenAI i Anthropic.

Projekt Starship również pozostaje w tyle: pod koniec lipca odbył się dopiero 13. lot testowy, a żaden egzemplarz nie osiągnął jeszcze orbity okołoziemskiej. Według Agencji Reutera w marcu w raporcie nadzorczym NASA ostrzegano, że opóźnienia mogą zagrozić lądowaniu na Księżycu, które zostało zaplanowane na 2028 r.

W przypadku SpaceX nieustannie widać ponadto, jak ściśle model biznesowy firmy jest powiązany z Waszyngtonem. Prezes Gwynne Shotwell oszacowała łączną wartość zamówień federalnych na koniec 2024 r. na ok. 22 mld dol. (81 mld zł). "Washington Post" szacuje tę kwotę dla samej firmy SpaceX nawet na ok. 38 mld (141 mld zł). Shotwell stwierdziła, że firma jest "bardzo optymistyczna" w odniesieniu do rządu.

Jednym z największych zleceniodawców jest NASA. Od 2012 r. SpaceX transportuje ładunki, a od 2020 r. również astronautów na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS). Tylko na loty zaopatrzeniowe do 2030 r. przeznaczonych ma zostać nawet 14 mld dol. (52 mld zł). Obecnie jednak ciężar finansowania przesuwa się w stronę Pentagonu i służb wywiadowczych. Wojsko płaci miliardy za tajną usługę satelitarną Starshield oraz rakiety nośne w ramach programu startów związanych z bezpieczeństwem narodowym. Według Agencji Reutera w maju 2026 r. Space Force przeznaczyła 2,29 mld dol. (8,5 mld zł), a wkrótce potem kolejne 4,16 mld dol. (15 mld zł) na dwa nowe programy satelitarne.

(...)

Opinie ekspertów na temat tego, w jakim stopniu SpaceX utrzyma swoją passę sukcesów, są podzielone. Analityk Goldman Sachs, Eric Sheridan, widzi przewagę SpaceX. W rozmowie z CBS stwierdził, że firma wielokrotnie osiągała cele, które nawet doświadczeni znawcy branży uważali wcześniej za nierealne. To właśnie zdecydowanie odróżnia ją od konkurencji.

Bardziej sceptycznie wypowiedział się analityk Cory Johnson. Ostrzegł, że obecna wycena wynika bardziej z entuzjazmu wobec osoby Muska niż z konkretnych wyników finansowych — a rzeczywistość rynkowa ostatecznie zawsze dogania przewartościowane akcje.

onet.pl\Die Welt


Według dwóch rozmówców Reutersa, wojska lądowe USA zużyły "praktycznie wszystkie" pociski typu ATACMS (Army Tactical Missile System) oraz PrSM (Precision Strike Missile). To broń ziemia-ziemia, kosztująca 1,5-2 milionów dolarów za sztukę. To właśnie ATACMS dostarczone Ukrainie umożliwiły Kijowowi atakowanie celów w głębi terytorium Rosji. Z kolei nowszy PrSM ma docelowo zastąpić ATACMS-y - mają zasięg większy o kilkaset kilometrów.

(...)

Jedno ze źródeł wskazało, że pomimo wysokiego zużycia broni precyzyjnej, Dowództwo Centralne USA (CENTCOM), nadzorujące siły amerykańskie na Bliskim Wschodzie, jest w stanie uzupełniać zapasy z globalnych rezerw wojskowych.


(...)

Problem dotyczy nie tylko uzbrojenia ofensywnego. Jak wynika z raportu Center for Strategic and International Studies (CSIS) opublikowanego w zeszłym tygodniu, między lutym a lipcem zużyto około 65 proc. pocisków przechwytujących systemu Patriot, a zapasy pocisków THAAD, służących do zwalczania rakiet balistycznych, są co najmniej o 38 proc. niższe niż na początku wojny. Dwóch rozmówców agencji Reutera potwierdziło, że choć agencja nie miała bezpośredniego wglądu w te dane, pokrywają się one z wewnętrznymi informacjami USA. Zmniejszyły się również zapasy pocisków manewrujących Tomahawk. 

gazeta.pl


— W Ukrainie wiele osób zadaje sobie pytanie: "a co to było?" — mówi Nowej Gazecie Iwan Stupak, analityk wojskowy i były pracownik Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU). — Nikt nie jest w stanie tego do końca zrozumieć. Ogłoszono jakąś operację. Co się na nią składało, jakie cele przed nią postawiono — nie jest jasne.

Jak dodaje ekspert, uderzenia na rosyjskie rafinerie miały miejsce już wcześniej. — Podobnie jak miały miejsce ostrzały obiektów infrastrukturalnych. Tak, w ostatnich dniach ataki zaczęły skupiać się na magazynach Wildberries. Celem jest nie tylko osłabienie systemu bankowego, który udziela tej firmie kredytów, oraz wyrządzenie szkody budżetowi państwowemu, który nie otrzyma podatków na wojnę, ale także dotarcie do zwykłych Rosjan. W ciągu tych 40 dni ataki rzeczywiście się nasiliły. Nie wykraczają one jednak poza ogólne statystyki — mówi Stupak.

Według niego nie wiadomo jeszcze, jakie skutki przyniosą ataki na magazyny komercyjnych firm w Rosji. Z jednej strony — mogą nasilić się nastroje protestacyjne, a ludzie będą domagać się od Putina zakończenia wojny. Z drugiej strony — zazwyczaj to właśnie w czasie wojny społeczeństwo "jednoczy się wokół flagi", zbliża się do władzy i zaczyna jeszcze mocniej "kibicować" kontynuacji działań. A co najważniejsze — jasne jest, że po 40 dniach ataki się nie zakończą.

Obecnie zniszczono ok. 27 proc. magazynów Wildberries. Aby wyrządzić odczuwalne szkody w działalności tej firmy, trzeba atakować ją na taką samą skalę do końca roku. Nie przyniesie to jednak znaczącego efektu na polu bitwy.

(...)

— Pytanie o znaczenie militarne ogłoszonej przez Zełenskiego operacji mającej na celu zmuszenie Rosji do pokoju należy kierować do strategów politycznych i specjalistów od PR — mówi Nowej Gaziecie ekspert wojskowy i pułkownik sił Ukrainy w stanie spoczynku, Roman Switan. — To przecież czysta autopromocja! Po prostu nie było żadnej operacji. Z wojskowego punktu widzenia przed armią stawia się zadania strategiczne. Na przykład pozbawienie przeciwnika bazy surowcowej i gospodarczej, a także zasobów niezbędnych do kontynuowania wojny, oraz zniszczenie jego zaplecza. Mówienie teraz o jakichkolwiek wynikach ostrzałów rosyjskiego zaplecza jest absolutnie przedwczesne.

Według Switana przed wojskami Kijowa stoi zadanie — i jest z powodzeniem realizowane. — Jest to jednak cel na kilka kolejnych lat. A jego realizacja rozpoczęła się wcale nie 40 dni temu — dodaje ekspert.

Switan twierdzi, że operacja mająca na celu odcięcie Krymu i przerwanie rosyjskiej logistyki na okupowanych terytoriach również rozpoczęła się już w sierpniu 2025 r., a w styczniu 2026 r. weszła w fazę aktywną. Nie ma ona związku z oświadczeniem Zełenskiego.

Iwan Stupak potwierdza, że operacja odcięcia Krymu rozpoczęła się znacznie wcześniej niż w czerwcu i przynosi efekty: niszczy radary, systemy obrony powietrznej, lotniska wojskowe i inne cele. Nie dzieje się tu nic zasadniczo nowego.

onet.pl\Nowa Gazieta