wtorek, 3 listopada 2026

 
 
 Można kibicować Ukrainie ale minimum obiektywizmu konieczne jest aby nie stać się propagandystą. 

Rosja ewidentnie nie realizuje swoich celów w czasie zakładanym do tego ale oba główne kierunki rosyjskiego natarcia w Donbasie dalej są rozwijane a na kierunku Dobropili - z sukcesami.  SZU przeprowadziły minimum dwie i skuteczne - wręcz błyskotliwe - operacje w tym roku (Vivaldi i kontruderzenie na Zaporożu późną zimą) ale nie zmienia to faktu że sytuacja jest bardzo trudna dla SZU. Tylko i wyłącznie z powodu udanych w/w operacji jest stabilna ale owa stabilizacja obecnie opiera się na horrendalnych stratach w sile żywej Rosjan i izolowaniu pola walki. Natomiast Rosjanie adaptują się, zmieniają taktykę i jednak na dwóch głównych kierunkach uderzenie sukcesywnie odnoszą niewielkie sukcesy.  

Hurraoptymizm nie jest uzasadniony moim zdaniem. 

Zwłaszcza że Rosjanie wobec nikłych postępów w terenie realizują niestety skutecznie "plan B" czyli Alied Force po rosyjsku.

x.com/wolski_jaros


Według ustaleń reportera Polskiego Radia grupa „Czarne Rusy” została utworzona przez rosyjskie i białoruskie służby. Jest to formacja paramilitarna, która na początku października przyznała się do zbrojnej prowokacji na granicy białorusko-łotewskiej. Uzbrojeni i zamaskowani mężczyźni mieli wówczas pomóc około 20 migrantom w nielegalnym przekroczeniu granicy z Białorusi na Łotwę, grozić łotewskim żołnierzom, uszkodzić skrzynkę elektryczną i ukraść kamery monitoringu. Po tych wydarzeniach na kanałach powiązanych z grupą pojawiły się groźby kolejnych działań wymierzonych w państwa NATO.

Pod koniec października polskie służby otrzymały informację, że w rejonie granicy z Polską może dojść do aktów dywersji. W odpowiedzi skierowano dodatkowe siły do województw podlaskiego i warmińsko-mazurskiego. W działaniach uczestniczą funkcjonariusze Straży Granicznej, policyjni kontrterroryści oraz żołnierze jednostek specjalnych GROM, AGAT i NIL. W Komendzie Głównej Policji powołano sztab operacji specjalnej, w którego pracach biorą udział także przedstawiciele służb specjalnych i Straży Granicznej.

defence24.pl


Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow potwierdził we wtorek, że trójstronne spotkanie z przedstawicielami Ukrainy i USA odbędzie się w przyszłym tygodniu w Abu Zabi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich - poinformowała agencja Reutera.

Na czele rosyjskiej delegacji podczas rozmów zaplanowanych na 10 i 11 listopada ma stać doradca rosyjskiego przywódcy Władimira Putina, Władimir Mediński.

Pieskow wyraził także nadzieję, że w najbliższych dniach uda się sfinalizować ustalenia dotyczące zapowiadanego spotkania przywódców USA, Rosji i Chin. Może ono odbyć się podczas szczytu APEC w Chinach, planowanego na 17-18 listopada.

"Istnieje generalne zrozumienie wśród uczestników, że potencjalne spotkanie byłoby wysoce użyteczne" - powiedział Pieskow podczas rozmowy z dziennikarzami.

Specjalny wysłannik Białego Domu Steve Witkoff poinformował w poniedziałek, że 10-11 listopada w Abu Zabi odbędą się rozmowy między Ukrainą i Rosją, w których będą pośredniczyć Amerykanie. Wcześniej delegacja USA spotka się w Brukseli z przedstawicielami Europy.

21 października Putin wyraził zgodę na wznowienie negocjacji pokojowych z Kijowem z udziałem Waszyngtonu. Był to efekt zintensyfikowanych wysiłków dyplomatycznych ze strony Białego Domu oraz spotkań Witkoffa z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim i przywódcami Norwegii i Finlandii w Oslo, a następnie z Putinem w Petersburgu. 

PAP


Prezydent USA Donald Trump powiedział we wtorek w rozmowie ze stacją Fox News, że zawarł porozumienie z Izraelem o zakończeniu wojskowej pomocy finansowej dla tego kraju wraz z końcem roku.

- Jeśli chodzi o płacenie Izraelowi, to (premier Izraela) Bibi (Benjamin) Netanjahu i ja zawarliśmy umowę: dawaliśmy Izraelowi 4 miliardy dolarów rocznie, a kilka miesięcy temu zawarliśmy umowę, że przestaniemy dawać im pieniądze. Oni nie mają nic przeciwko - powiedział Trump. Zaznaczył, że Netanjahu sam to zaproponował i dodał, że Izrael nadal będzie mógł kupować amerykańską broń.

Jak wyjaśnił, pomoc ma się skończyć z końcem 2026 roku. Powiedział, że Izrael nie potrzebuje tej pomocy i zdecydował się na to, aby odebrać argumenty przeciwnikom sojuszu USA z Izraelem o nadmiernych wydatkach na wsparcie tego drugiego państwa. Słowa Trumpa padły w dniu amerykańskich wyborów połówkowych. Wsparcie dla Izraela było jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów kampanii.

- Oni tego nie potrzebują, więc dlaczego mielibyśmy cierpieć ataki ze strony wariatów, jak El-Sayed, skoro oni tego nie potrzebują? - pytał Trump, odnosząc się do kandydata Demokratów na senatora w Michigan, Abdula El-Sayeda, znanego z krytyki Izraela.

Obecne porozumienie o pomocy bezpieczeństwa między USA a Izraelem przewiduje wsparcie około 3,8 mld dol. rocznie do 2028 roku. Pomoc ta ma głównie postać pożyczek lub grantów na zakup uzbrojenia w ramach programu Foreign Military Financing (FMF), a także wsparcia dla systemów obrony przeciwrakietowej jak Żelazna Kopuła.

Premier Izraela Benjamin Netanjahu wielokrotnie w ciągu ostatniego roku mówił o chęci stopniowego wygaszania wsparcia USA dla Izraela. W wywiadach dla "The Economist" oraz stacji CBS Netanjahu deklarował, że chce całkowicie zakończyć amerykańską pomoc wojskową w ciągu 10 lat.

Podczas wtorkowego wywiadu telefonicznego na żywo w programie "Fox and Friends" Trump potwierdził też, że w poniedziałek siły USA uderzyły na Iran

- To był tylko mały atak (...) zbudowali bazę przeciwlotniczą. Zajęło im to około dwóch miesięcy. Obserwowaliśmy jej budowę. Jak tylko została ukończona, wczoraj wieczorem bardzo ładnie ją zaatakowaliśmy - relacjonował. Trump zaznaczył jednak, że nie oznacza to powrotu do wojny i argumentował, że konflikt z Iranem "nie jest tak naprawdę wojną". Zapewniał też, że nie chce dalej zabijać ludzi, ale zrobi to, jeśli będzie musiał.

- Mamy ich w garści. Możemy ich wykończyć albo możemy być mili i pozwolić żyć tysiącom ludzi, którzy zginęliby na wojnie - skomentował.

PAP


Na tej samej konferencji w Mińsku Ławrow mówił o Europie: jeśli zacznie wojnę, Rosja jest gotowa, a ta wojna „będzie inna i bardzo krótka”. 

Ten sam podział ról widać przy TK. Miedwiediew nazwał spór „konstytucyjnym przewrotem” przeprowadzanym jak na Ukrainie, a Zacharowa porównała Polskę do Ukrainy z 2014 r. MSZ Białorusi apelowało tymczasem o „dialog i deeskalację” i zapewniało, że Mińsk chce „stabilnej i przewidywalnej Polski”. 

Łukaszenka gra rozjemcę, a Moskwa straszy Europę wojną i wpisuje Polskę w scenariusz Majdanu.

x.com/DenisSalnikovPL


Donald Trump wygłosił w poniedziałek, 2 listopada jedno z ostatnich dużych przemówień przed wyborami. Wystąpił przy Reflecting Pool, słynnym basenie znajdującym się przed pomnikiem Abrahama Lincolna w Waszyngtonie. 

(...)

Jak relacjonowała Holly Baxter z "The Independent", dopiero po około 24 minutach Trump przeszedł do tematu wyborów. Wcześniej szczegółowo przedstawiał historię prac remontowych i zachwalał ich efekty.

Prezydent mówił o wcześniejszym stanie zbiornika. Określił go jako "brudny, obrzydliwy, stojący bałagan". Zwracał uwagę na problem glonów, które zmieniały wygląd wody i powodowały nieprzyjemny zapach. Podkreślał też znaczenie odpowiedniej powłoki zabezpieczającej oraz prawidłowego wykonania połączeń i uszczelnień.

Trump nazwał remont "dziełem sztuki", choć przyznał, że wcześniej podobne próby napraw nie przynosiły oczekiwanych rezultatów.

(...)

Jednym z najbardziej wymownych momentów wystąpienia było pojawienie się na scenie sekretarza spraw wewnętrznych Douga Burguma. Polityk zaczął wychwalać Donalda Trumpa i jego zamiłowanie do inwestycji budowlanych.

- Prezydent jest budowniczym. Nie możemy go powstrzymać! Rozumie, że piękno ma znaczenie – mówił Burgum.

W tym momencie kilka amerykańskich stacji telewizyjnych, w tym Fox News, CNN, MS NOW i Newsmax, przerwało transmisję. Żadna z nich nie wróciła już do relacjonowania przemówienia.

Dopiero w dalszej części przemówienia Trump przeszedł do polityki. Przekonywał, że Stany Zjednoczone przeżywają okres gospodarczego rozwoju. – Cały nasz kraj kwitnie. Rozwijamy się tak, jak nigdy wcześniej – mówił.

o2.pl

– Zobowiążę wszystkich członków mojego gabinetu do tego, aby zmobilizowali ogromne siły, którymi dysponują, do pokonania rekordowej inflacji i szybkiego obniżenia kosztów i cen – zapowiadał Donald Trump tuż po zaprzysiężeniu.

– Kryzys inflacyjny został spowodowany przez ogromne, nadmierne wydatki i rosnące ceny energii (…) Mamy dziś rząd, który nie potrafi poradzić sobie nawet z prostym kryzysem w kraju, a jednocześnie popada w ciągły katalog katastrofalnych wydarzeń za granicą – dodawał w styczniu 2025 r. nowy amerykański prezydent. (...)

Tuż przed przeprowadzką Donalda Trumpa do Białego Domu inflacja konsumencka w Stanach Zjednoczonych wynosiła 3 proc. w skali roku. To wyjątkowo dobry punkt startowy, zwłaszcza że część wyborców mogła jeszcze mieć w pamięci rekordowe ponad 9 proc. za czasów administracji Joe Bidena (odnotowane w czerwcu 2022 r.).

money.pl

poniedziałek, 2 listopada 2026



Rosja próbuje wykorzystać konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego w Polsce do osłabienia proeuropejskiego i proukraińskiego rządu w Warszawie oraz wsparcia dla Ukrainy - ocenił w poniedziałek "New York Times".

Gdy w piątek centrowy rząd Polski wysłał oddziały policji prewencyjnej, aby zabezpieczyły siedzibę Trybunału Konstytucyjnego w związku z trwającym od dawna sporem o kontrolę nad tym sądem, jego prawicowi przeciwnicy oskarżyli go o zorganizowanie "zamachu stanu" - czytamy w "NYT".

Teraz do sprawy włączyła się Rosja, "podsycając oskarżenia dotyczące puczu premiera Donalda Tuska i nagłaśniając ataki na prounijny polski rząd ze strony skrajnie prawicowych polityków w kraju i za granicą" - podkreśliła gazeta.

Dziennik zauważył, że Dmitrij Miedwiediew, były prezydent Rosji, obecnie pełniący funkcję wiceprzewodniczącego Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, oświadczył w niedzielę, że "w Polsce trwa konstytucyjny zamach stanu".

Jak zaznaczyła gazeta, oskarżenia o "zamach stanu" w Trybunale Konstytucyjnym, który od 10 lat stanowi centrum politycznego sporu o polskie sądownictwo, zdominowały w ostatnich dniach ataki na Tuska ze strony jego prawicowych przeciwników w kraju oraz prorosyjskich polityków europejskich, takich jak Marine Le Pen z Francji, Nigel Farage z Wielkiej Brytanii i Geert Wilders z Holandii.

Prawicowi sojusznicy zawieszonego w obowiązkach prezesa TK Bogdana Święczkowskiego oskarżyli swoich przeciwników o "popełnienie przestępstwa polegającego na dokonaniu zamachu stanu". Zarzut ten szybko podchwyciła cała rzesza komentatorów, m.in. na platformie X i Telegramie - zauważyła gazeta.

Zacytowała też Tuska, który w weekend mówił o "wykorzystywaniu w internecie armii rosyjskich botów".

"New York Times" napisał, że "Rosja oraz eurosceptyczna skrajna prawica w Europie wydają się zainteresowane podsycaniem napięć w Polsce, licząc na osłabienie zdecydowanie proukraińskiego i proeuropejskiego rządu Polski".

Według gazety dzieje się to w czasie, gdy Moskwa intensyfikuje działania mające na celu podważenie europejskiego poparcia dla Ukrainy. Działania te poniosły jednak porażkę po kwietniowej przegranej wyborczej premiera Węgier Viktora Orbana, a także po niedawnej porażce Aleksandara Vuczicia, wieloletniego przywódcy Serbii.

Gazeta podkreśliła, że Polska od dawna jest częstym celem ataków słownych, kampanii dezinformacyjnych oraz operacji sabotażowych prowadzonych przez Moskwę.

Maria Zacharowa, rzeczniczka rosyjskiego MSZ, napisała w niedzielę na Telegramie, że Polsce grożą "upadek i tragedia" podobne do tych, które towarzyszyły kryzysowi politycznemu w Ukrainie w 2014 roku i doprowadziły do obalenia prezydenta Wiktora Janukowycza. Również Miedwiediew porównał konflikt wokół Trybunału do wydarzeń w Ukrainie.

Jak podkreślił "NYT", "przedstawiciele rosyjskich władz i media propagandowe często nagłaśniają oskarżenia europejskich nacjonalistów oraz skrajnie lewicowych ugrupowań o brutalne represje ze strony głównych sił politycznych". Wyrażają przy tym poparcie zarówno dla niemieckiej partii Alternatywa dla Niemiec (AfD), jak i dla uczestników zamieszek we Francji i Albanii.

PAP


Plan zakłada sprzedaż rosyjskiego gazu przez amerykańskiego pośrednika, co pozwoliłoby obejść europejskie sankcje. Według rozmówców gazety stworzyłoby to lukratywną okazję dla amerykańskich inwestorów.

Zgodnie z przyjętym przez UE planem odejścia od rosyjskiego gazu wszelkie zakupy rosyjskiego surowca muszą zostać wygaszone do końca 2027 roku. Europejscy urzędnicy mieli sprzeciwić się propozycji. Plan został później odłożony, po tym jak Ukraina pod presją prezydenta Donalda Trumpa jednostronnie wstrzymała ataki na rosyjskie rafinerie. W ostatnich dniach ukraińskie siły wznowiły jednak uderzenia w obliczu kolejnych rosyjskich bombardowań obiektów energetycznych. Według WSJ może to oznaczać powrót do amerykańskiego pomysłu wznowienia eksportu gazu do Europy.

W opinii amerykańskich negocjatorów powrót Rosji na europejski rynek gazu ziemnego byłby dla prezydenta Władimira Putina silną zachętą do zgody na rozejm energetyczny, a Ukraina mogłaby znów pobierać opłaty tranzytowe.

Urzędnicy Białego Domu mieli zaproponować, by Rosja deponowała wpływy ze sprzedaży gazu do Europy na rachunku powierniczym (escrow) w państwie trzecim, tak aby Kreml nie mógł przeznaczyć tych pieniędzy na finansowanie wojny. Według Waszyngtonu byłby to również sposób na obniżenie cen energii przed zimą.

Dziennik przypomina, że pomysł oznacza całkowity zwrot w podejściu administracji Trumpa. Sam prezydent w przeszłości krytykował Niemcy i inne państwa za import rosyjskiego gazu i ropy. Według cytowanego przez WSJ amerykańskiego urzędnika błędem Niemiec było dążenie do budowy gazociągu Nord Stream bez „wcześniejszego wypracowania szerszego porozumienia w sprawie bezpieczeństwa z Rosją, które byłoby dla Moskwy satysfakcjonujące”.

Choć europejscy urzędnicy sprzeciwiają się pomysłowi, administracja Trumpa ma zakładać, że opór Europy da się przełamać. W prywatnych rozmowach niektórzy europejscy przedstawiciele mają jednak dawać do zrozumienia, że tak się nie stanie. Wysoki rangą urzędnik z jednego z krajów nordyckich stwierdził, że pomysł wznowienia zakupów rosyjskiego gazu jest sprzeczny ze wszystkim, co reprezentują Europejczycy. Z kolei wysoki rangą urzędnik z jednego z dużych państw europejskich porównał to z oddaniem Czechosłowacji Hitlerowi przed II wojną światową. /Trump to sprzedawczyk... ale Europa przesadza z kijkiem w dupie - red./

centrumeuropy.pl\PAP


Z kolei w nocy z 5 na 6 października doszło do aktu dywersji na pograniczu Łotwy z Białorusią. Uzbrojona grupa wkroczyła z białoruskiej strony, sterroryzowała bronią łotewskich funkcjonariuszy, zniszczyła elementy systemu monitoringu i wycofała się. I choć odpowiedzialność wzięła na siebie następnie grupa Czornyje Rusy, władze w Rydze nie mają wątpliwości, że stoją za tym służby specjalne reżimu Alaksandra Łukaszenki.

W odpowiedzi na ten atak Sejm Łotwy udzielił straży granicznej zgody na użycie broni palnej wobec dywersantów – także na strzelanie bez ostrzeżenia.

centrumeuropy.pl\PAP


Sukcesy Ukrainy na polu bitwy obaliły teorię zwycięstwa Putina, która opiera się na założeniu, że siły rosyjskie będą w stanie kontynuować powolne i zgrzytliwe postępy na polu bitwy dłużej, niż Zachód będzie wspierał Ukrainę. Siły rosyjskie poczyniły ujemne zyski terytorialne w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, ponosząc jednocześnie prawie 100.000 strat w październiku i wrześniu 2026 r. Te realia na polu bitwy zmusiły Putina do zrewidowania swojej teorii zwycięstwa i oparcia się na przymusowej kampanii dronów i rakiet dalekiego zasięgu, aby zmusić Ukrainę do kapitulacji w nadchodzącej zimie 2026-2027. W 2026 r. w wyniku ataków dalekiego zasięgu zginęło lub zostało rannych ponad 7500 cywilów — prawie o 50 procent więcej niż w całym 2025 r. Siły rosyjskie wykorzystują ataki dzienne w ramach większych wysiłków mających na celu uczynienie codziennego życia na Ukrainie nie do utrzymania, spowodowanie znacznych ofiar wśród ludności cywilnej i degradację gospodarki Ukrainy, przeprowadzając co najmniej 10 ataków dziennych w październiku 2026 r. W szczególności siły rosyjskie przeprowadziły znaczące dzienne pakiety ataków na Ukrainę w dniach 15, 16 i 17 października, prawdopodobnie wykorzystując zakłócenia w usługach Starshield w dniach 14-24 października, wykorzystując tymczasowo osłabioną zdolność Ukrainy do przechwytywania dronów o napędzie odrzutowym.

(...)

(...)

(...)

Pierwsza Dama USA Melania Trump poinformowała 1 listopada, że misja humanitarna w okupowanych Oleshkach zakończyła się “sukcesem” i umożliwiła pomyślne dostarczenie pomocy humanitarnej do osady oraz ewakuację ponad 800 mieszkańców Oleshków. Zarówno ukraiński komisarz praw człowieka Dmytro Lubinets, jak i rosyjska komisarz praw człowieka Jana Lantratowa przyznali, że obie strony utrzymały ograniczone zawieszenie broni w Oleszkach i poinformowali, że zakończyło się ono zgodnie z planem 1 listopada.

understandingwar.org