czwartek, 26 marca 2026



Niemcy byłyby gotowe "zabezpieczać pokój" po ewentualnym zawieszeniu broni w wojnie Izraela i USA z Iranem - powiedział w czwartek niemiecki minister obrony Boris Pistorius. Skrytykował przy tym Stany Zjednoczone za "brak strategii".

- Ta wojna jest katastrofą dla światowych gospodarek. Jej skutki są już teraz widoczne niewiele po ponad dwóch tygodniach - ostrzegł Pistorius w Canberze podczas spotkania z autralijskim ministrem obrony Richardem Marlesem.

Jak dodał, przed wojną "wcześniej nie konsultowano się" z Niemcami. - Nikt nas wcześniej nie pytał, to nie jest nasza wojna i dlatego nie chcemy zostać w nią wciągnięci, mówię to zupełnie jasno - stwierdził.

Pistorius podkreślił, że rozwiązanie dyplomatyczne jest potrzebne "tak szybko, jak to możliwe".

Występując po spotkaniu z Marlesem w National Press Club w australijskiej stolicy polityk SPD skrytykował także podejście USA. - Nie ma strategii, nie ma jasnego celu, a najgorsze z mojego punktu widzenia jest to, że nie ma pomysłu na zakończenie wojny - oświadczył.

Minister obrony zadeklarował, że Niemcy "są gotowe zabezpieczać każdy pokój". Jak doprecyzował, w przypadku zawieszenia broni Berlin będzie rozważać różne formy operacji mających na celu utrzymanie porozumienia, zwłaszcza w kontekście zapewnienia swobody żeglugi przez cieśninę Ormuz.

We wtorek prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeiera stwierdził, że wojna z Iranem jest "politycznie fatalnym błędem". Ocenił też, że atak Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran jest "sprzeczny z prawem międzynarodowym".

Kanclerz Friedrich Merz powstrzymuje się od określenia działań USA i Izraela jako sprzecznych z prawem międzynarodowym. Wzywa natomiast Stany Zjednoczone i Izrael do przedstawienia planu zakończenia wojny z Iranem i podkreśla, że Berlin nie jest zainteresowany "niekończącą się wojną". 

PAP


Pentagon rozważa przekierowanie broni dla Ukrainy na Bliski Wschód, gdyż wojna przeciw Iranowi wyczerpuje zapasy części kluczowej amunicji amerykańskiego wojska - poinformował w czwartek dziennik "Washington Post", powołując się na trzy osoby zorientowane w sprawie.

Choć nie podjęto jeszcze ostatecznej decyzji o przekierowaniu sprzętu, to taka zmiana podejścia wskazywałaby na konieczność pójścia na kompromisy w celu dalszego prowadzenia wojny przeciw Iranowi, gdzie w ciągu niespełna czterech tygodni wojsko amerykańskie uderzyło w ponad 9 tys. celów - podkreśla "WP".

Wśród broni, która mogłaby zostać przekierowana z Ukrainy, są pociski przechwytujące, zamówione w ramach program PURL, czyli mechanizmu NATO umożliwiającego sojusznikom finansowanie zakupu dla Ukrainy broni i amunicji z amerykańskich składów - podały trzy źródła.

Rzecznik Pentagonu zapewnił w oświadczeniu, że ministerstwo wojny "zadba o to, by siły USA oraz naszych sojuszników i partnerów miały to, czego potrzebują do walki i zwycięstwa". Odmówił jednak dalszych komentarzy.

Ambasadorka Ukrainy w USA Olha Stefaniszyna ze swej strony oznajmiła, że jej kraj na bieżąco informuje partnerów o swych potrzebach, w tym w sferze obrony powietrznej, ale zdaje sobie sprawę ze "znacznej niepewności" podczas wojny.

Dodała, że "wszelkie zakłócenia na początku niedawnych operacji na Bliskim Wschodzie zostały uśmierzone".

Przedstawiciel NATO, zapytany o to, czy Sojusz niepokoi się o ewentualne przekierowanie sprzętu USA, napisał w e-mailu, że sojusznicy "nadal uczestniczą w PURL i do Ukrainy stale płynie sprzęt".

Dodał, że od lata ubiegłego roku w ramach tej inicjatywy dostarczono 75 proc. rakiet do baterii Patriot w Ukrainie i niemal całą amunicję wykorzystywaną w innych systemach obrony powietrznej.

Według przedstawiciela władz amerykańskich sojusznicy przeznaczyli na zakupy dla Ukrainy w ramach PURL około 4 mld dolarów.

"WP" pisze, że kraje europejskie obawiają się, iż Waszyngton szybko wykorzysta na Bliskim Wschodzie istniejące zapasy amunicji, co spowoduje opóźnienie zamówionych przez nich dostaw na Ukrainę.

- Amunicja dosłownie pali im się w rękach, powstaje więc pytanie, jak długo będą wywiązywać się z umowy - powiedział jeden z dyplomatów.

Wśród amunicji najbardziej potrzebnej w wojnie przeciw Iranowi są najnowocześniejsze pociski przechwytujące, w tym Patrioty, oraz system THAAD. Armia USA przekazała takie pociski z innych części świata, w tym z Europy i Azji Wschodniej, Centralnemu Dowództwu USA, które odpowiada za operacje na Bliskim Wschodzie. Takich pocisków najbardziej potrzebuje także Ukraina.

Jedna z osób zaznajomionych ze sprawą powiedziała, że według wewnętrznych szacunków Pentagonu dostawy w ramach PURL będą najpewniej kontynuowane, ale w następnych pakietach może zabraknąć środków obrony powietrznej.

- Trwa dyskusja nad tym, jak dużo dać Ukrainie. To rzeczywista debata - powiedziała inna osoba.

Według dwóch przedstawicieli władz USA, Pentagon powiadomił w poniedziałek Kongres, że zamierza przekierować około 750 mln dolarów przekazanych przez kraje NATO w ramach PURL na uzupełnienie zapasów armii amerykańskiej zamiast wysłania dodatkowej pomocy Ukrainie.

Jeden z rozmówców powiedział, że nie ma jasności, czy kraje europejskie uczestniczące w PURL zdają sobie sprawę, jak te fundusze są wydawane. 

PAP


Prezydent USA Donald Trump oświadczył w czwartek, że negocjatorzy z Iranu "błagają o porozumienie", które zakończy trwającą od 28 lutego wojnę przeciw temu państwu. We wpisie na własnej platformie społecznościowej Truth Social zarzucił im zarazem grę na zwłokę i wezwał do szybkiego zawarcia umowy.

Trump określił postawę irańskich negocjatorów mianem dziwnej. Stwierdził, że z jednej strony "błagają o zawarcie umowy", a z drugiej - twierdzą publicznie, że "rozpatrują naszą propozycję". W opinii prezydenta USA, Iran "został militarnie zmieciony z powierzchni ziemi i nie ma szans na powrót".

"Lepiej, żeby szybko podeszli do sprawy poważnie, zanim będzie za późno, bo kiedy to nastąpi, NIE BĘDZIE ODWROTU i nie będzie to nic przyjemnego" - zagroził Trump.

W ostatnich dniach Trump sugerował, że wysłannicy Waszyngtonu negocjują z przedstawicielami irańskich władz warunki zakończenia wojny, a osiągnięcie porozumienia ma być kwestią czasu. W poniedziałek napisał, że oba kraje przeprowadziły "bardzo dobre i produktywne" rozmowy na temat "całkowitego i ostatecznego zakończenia działań wojennych na Bliskim Wschodzie".

W reakcji na ten wpis władze Iranu poinformowały, że nie było żadnych negocjacji, a w środę szef irańskiej dyplomacji Abbas Aragczi ogłosił, że jego państwo zamierza dalej walczyć z Izraelem i USA i po raz kolejny zaprzeczył, by toczyły się rokowania pokojowe. Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt zapowiedziała natomiast, że "jeśli Iran nie zawrze porozumienia i nie zrozumie, że został pokonany, prezydent Trump jest gotowy rozpętać piekło".

(...)

PAP

środa, 25 marca 2026



Rosyjski milbloger podkreślił 25 marca, że siły rosyjskie borykają się z licznymi problemami, które uniemożliwiają im osiągnięcie zysków na linii frontu. Bloger twierdził, że siły rosyjskie walczą o postęp dzięki taktyce infiltracji małych grup i w obliczu dominacji ukraińskich dronów na polu bitwy. Milbloger podkreślił, że siły rosyjskie nie będą w stanie w najbliższej przyszłości odnieść zdecydowanego zwycięstwa na polu bitwy bez zasadniczych zmian w strukturze sił Rosji i odejścia od infiltracji małych grup. Milbloger ocenił, że rosyjskie naczelne dowództwo wojskowe musi wyeliminować presję na rosyjskich dowódców niższego szczebla, aby dostarczali przełożonym przesadne raporty, a także musi ulepszyć i przedłużyć szkolenie bojowe. Milbloger wezwał, aby rosyjska baza przemysłowa obrony (DIB) lepiej reagowała na rozwój technologiczny na polu bitwy i skrytykował brak odpowiedniej ochrony rosyjskich pojazdów opancerzonych pomimo wyraźnej zdolności sił ukraińskich do niszczenia pojazdów za pomocą dronów z widokiem z pierwszej osoby (FPV). Bloger stwierdził, że zajęcie reszty Ukrainy przez siły rosyjskie zajmie około 100 lat, podobnie jak ISW ocenia, że zajęcie pozostałej części kraju przez siły rosyjskie zajęłoby 83 lata, gdyby były w stanie kontynuować tempo natarcia od lutego 2025 r. Wypowiedzi milbloggera mogą być ostatnią próbą krytyki Kremla i rosyjskiego dowództwa wojskowego, zanim Kreml wdroży w przyszłości przewidywany zakaz Telegramu i zepchnie milblogerów na platformy kontrolowane przez państwo.

Ciągłe naleganie prezydenta Rosji Władimira Putina, aby siły rosyjskie utrzymywały presję na całej linii frontu przy ciągłym, choć powolnym i miażdżącym postępie, jest niezgodne z reformami, które rosyjskie wojsko i DIB musiałyby wdrożyć, aby osiągnąć zdecydowane zwycięstwo na polu bitwy na Ukrainie. (...)

Skuteczne ukraińskie kontrataki w północno-wschodniej i południowej Ukrainie w ostatnich miesiącach częściowo wywołują taką krytykę w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej. Bloger wyraźnie skrytykował powtarzające się kłamstwa rosyjskiego dowództwa wojskowego na temat zajęcia Kupiańska przez Rosję. Zarówno Putin, jak i szef armii rosyjskiego Sztabu Generalnego, generał Walerij Gierasimow, wielokrotnie twierdzili, że zajęli Kupiańsk pomimo powszechnej reakcji rosyjskich blogerów i wizyty prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego w mieście w połowie grudnia 2025 r. ISW oceniło, że Ukraina przeprowadziła udane kontrataki w kierunku Kupiańska w listopadzie 2025 r. i w kierunku Oleksandriwki pod koniec stycznia 2026 r., co wywołało reakcję w ultranacjonalistycznej przestrzeni informacyjnej.


Zwiększona liczba skarg w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej wynika z tego, że siły rosyjskie nie przygotowały się odpowiednio do rozpoczętej już ofensywy wiosna-lato 2026 r., (...). Ukraiński obserwator wojskowy Kostyantyn Maszowiec zauważył 25 marca, że rosyjskie Zachodnie Zgrupowanie Sił nie zakończyło przygotowań do ataku na Łyman, którego zajęcie ma kluczowe znaczenie dla ofensywy na Słowiańsk i Kramatorsk wiosną 2026 r. w ukraińskim Pasie Twierdz. Maszowiec ocenił, że siły rosyjskie prawdopodobnie rozpoczną ofensywę przeciwko samemu Pasowi Twierdz późną wiosną lub wczesnym latem 2026 r., ale jest mało prawdopodobne, aby siły rosyjskie poczyniły taktycznie znaczące postępy od północy bez zajęcia Lymana jako pierwszego.


(...) 

Wybitny prokremlowski bloger Ilja Remeslo otwarcie skrytykował Putina 17 marca za wciągnięcie Rosji w kosztowną i “wojnę dead-end”, zniszczenie rosyjskiej gospodarki, ograniczenie rosyjskiego Internetu i mediów, przedłużenie jego kadencji prezydenckiej i brak szacunku dla życzeń swojego elektoratu. Remeslo oskarżył Putina o chęć “niekończących się wojen” i odrzucił legitymację Putina jako prezydenta Rosji. Źródła rosyjskiej opozycji podały 19 marca, że władze rosyjskie po jego publicznej krytyce siłą zamknęły Remeslo w szpitalu psychiatrycznym. Wypowiedzi Remeslo są zbieżne z rosyjską ultranacjonalistyczną krytyką Putina i braku postępów Rosji na polu bitwy w 2022 r., (...).

(...)

Ukraiński Sztab Generalny poinformował, że w nocy 24 marca siły ukraińskie uderzyły w terminal naftowy Nowatek Ust-Ługa w obwodzie leningradzkim, uderzając w farmę zbiorników na ropę i infrastrukturę załadunku ropy. Ukraiński Sztab Generalny poinformował, że strajki podpaliły terytorium terminalu naftowego. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) poinformowała, że ukraińskie drony przeleciały ponad 900 kilometrów, aby uderzyć w cele i spowodowały duży pożar. Materiał geolokalizowany opublikowany 25 marca przedstawia eksplozje i pożary w pobliżu terminalu naftowego Ust-Ługa. Gubernator obwodu leningradzkiego Aleksander Drozdenko przyznał, że ukraińskie drony uderzyły w infrastrukturę portową Ust-Ługi i że urzędnicy próbowali zlokalizować pożar. Rosyjska opozycyjna placówka Astra podała, że terminal naftowy Ust-Ługa jest jednym z największych wielofunkcyjnych portów Rosji na Morzu Bałtyckim i w 2025 r. przekazał ponad 130,5 mln ton ładunków. Bloomberg poinformował 25 marca, powołując się na osoby zaznajomione z sytuacją, że ukraińskie strajki wstrzymały załadunek ropy w porcie Ust-Ługa. Siły ukraińskie uderzyły w terminal naftowy Transnieft-Port Primorsk w Primorsku w obwodzie leningradzkim w nocy z 22 na 23 marca, tymczasowo wstrzymując działania na terminalu.

understandingwar.org

wtorek, 24 marca 2026



24 marca Rosjanie przeprowadzili kolejny zmasowany atak powietrzny na Ukrainę. Ze wstępnych danych wynika, że objął on 11 regionów (w tym stołeczny Kijów), a w obwodach charkowskim, chersońskim, odeskim, połtawskim, sumskim i zaporoskim doszło do kolejnych przerw w dostawach prądu. W rezultacie dwóch fal ataków na Zaporoże do znacznych zniszczeń miało dojść w jednym z obiektów przemysłowych, spłonęła także stacja paliw. Zginęła jedna osoba, a pięć zostało rannych. Władze Mołdawii poinformowały, że w konsekwencji rosyjskiego ataku doszło do przerwania połączenia systemu energetycznego z Rumunią. Według ukraińskiego Dowództwa Sił Powietrznych (DSP) do godziny 8.00 czasu kijowskiego Rosjanie wykorzystali 392 bezzałogowce, w tym 250 uderzeniowych „szahedów”, oraz 34 rakiety (po tym czasie zaatakowane zostały m.in. Zaporoże i Dniepr). Obrońcy mieli unieszkodliwić 365 dronów i 25 rakiet, w tym wszystkie użyte przez agresora pociski manewrujące.

Rosjanie kontynuowali zmasowane ataki na Odessę i obwód odeski. Celem była głównie infrastruktura portowa, której uszkodzenie zgłaszano 20, 22 i 23 marca. W pierwszym z wymienionych ataków wrogie bezzałogowce trafiły też w dwa zacumowane w Czarnomorsku statki pod banderami Barbadosu i Palau. Według wicepremiera Ołeksija Kułeby od początku br. rosyjskie drony uderzyły w porty obwodu odeskiego aż 180 razy, podczas gdy w całym ub.r. – 150 razy. 18 marca uszkodzona została tłocznia gazu na północ od Odessy, 22 marca obiekty kolejowe, a 23 marca infrastruktura transportowa i energetyczna, w rezultacie czego część stolicy obwodu pozbawiona została dostaw energii elektrycznej.

Uderzenia wrogich bezzałogowców doprowadziły m.in. do blackoutu w Czernihowie. W efekcie uderzenia w podstację w Niżynie 21 marca od prądu odciętych zostało 430 tys. abonentów, w tym wszyscy w stolicy obwodu. W podobny sposób ucierpiały także Sławutycz w obwodzie kijowskim oraz – w wyniku ataków na lokalne podstacje – część Mikołajowa i Zaporoża. Infrastruktura energetyczna Zaporoża uszkodzona została również 19 marca, w rezultacie czego dostęp do energii elektrycznej utraciło w tym mieście 40 tys. abonentów. Tego samego dnia uderzenia w podstacje, skutkujące okresowym odcięciem od dostaw prądu, odnotowano też w obwodach mikołajowskim i dniepropetrowskim. 22 marca uszkodzona została podstacja w podstołecznych Browarach, co pozbawiło dostaw energii część Kijowa i obwodu kijowskiego.

W rejonach przygranicznych i przyfrontowych zaatakowane zostały kolejne obiekty infrastruktury kolejowej. W obwodzie sumskim doszło do uszkodzenia stacji kolejowej (18 marca) i lokomotywowni (21 marca) w Trościańcu, a także stacji w Kyrykiwce (18 marca). Rosyjskie drony trafiły również w stację kolejową w Bachmaczu w obwodzie czernihowskim (18 marca), obiekty infrastruktury kolejowej w obwodzie kirowohradzkim (19 i 23 marca, w pierwszym z ataków trafiona została podstacja zabezpieczająca ruch pociągów w Szariwce) oraz w Krzywym Rogu (23 marca). Wrogie bezzałogowce uderzały także w Charków (18 i 19 marca) oraz Dniepr (23 marca).

18 marca rosyjskie drony zaatakowały obiekty w zachodniej części Ukrainy. Uszkodzona została podstacja w Nowowołyńsku przy granicy z Polską, w wyniku czego od dostaw prądu i wody okresowo odciętych zostało 30 tys. abonentów. We Lwowie doszło natomiast do poważnego uszkodzenia budynku Głównego Zarządu Służby Bezpieczeństwa Ukrainy w obwodzie lwowskim. Z kolei 20 marca zaatakowano instalacje wydobycia i przetwórstwa gazu w obwodach połtawskim i sumskim. Naftohaz powiadomił, że w rezultacie uszkodzeń wstrzymały pracę zakłady przetwórstwa gazu (zgodnie z nieoficjalnymi informacjami chodzi o Kaczaniwśke w obwodzie sumskim).

Według źródeł ukraińskich od 17 do 23 marca siły rosyjskie nie wykorzystały w atakach żadnego pocisku balistycznego bądź manewrującego, co było pierwszą tak długotrwałą przerwą w ich użyciu. Kwestią otwartą pozostaje, w jakim stopniu było to podyktowane oszczędnościami i przygotowaniami do kolejnego zmasowanego ataku powietrznego, a w jakim brakiem potrzeby wykorzystania o wiele droższych niż drony rakiet. W kombinowanym ataku nocą 24 marca Rosjanie użyli jednak stosunkowo niedużej liczby rakiet – 34. Według DSP od wieczora 17 marca do rana 24 marca (uwzględniając wstępne dane ze zmasowanego ataku) agresor wykorzystał łącznie 1372 bezzałogowce, w tym 800 „szahedów”, z których obrońcom udało się zneutralizować 1244.

(...)

18 marca Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) poinformowała o wykryciu rosyjskiej operacji informacyjno-psychologicznej wymierzonej w mniejszość węgierską na Zakarpaciu. Polegać ona miała na podszywaniu się agentów rosyjskich służb pod członków „formacji nacjonalistyczno-patriotycznych” i funkcjonariuszy ukraińskich organów ścigania oraz wykonywaniu połączeń telefonicznych do przedstawicieli społeczności węgierskiej. W trakcie rozmów rosyjscy agenci mieli żądać opuszczenia Ukrainy i grozić użyciem przemocy. 23 marca SBU powiadomiła o zidentyfikowaniu oficera węgierskiego wywiadu wojskowego Zoltana Andre, który miał kierować siatką agenturalną działającą na Zakarpaciu. Jej członkowie mieli zbierać informacje o wojskowym zabezpieczeniu regionu, lokalnych nastrojach społeczno-politycznych oraz możliwej reakcji mieszkańców na ewentualne wkroczenie wojsk węgierskich.

(...)

Nocą 23 marca siły ukraińskie przeprowadziły jeden z największych ataków dronowych na Rosję, wykorzystując w ciągu doby (począwszy od 22 marca) co najmniej 526 bezzałogowców (taka ich liczba – w ocenie Ministerstwa Obrony FR – miała zostać unieszkodliwiona). Co najmniej 70 z nich zaatakowało obwód leningradzki, gdzie trafione zostały obiekty największego rosyjskiego terminalu naftowego Transniefti w Primorsku. Zdjęcia satelitarne potwierdziły zniszczenie czterech zbiorników z paliwem. Jak podała Agencja Reutera, atak spowodował kilkugodzinne wstrzymanie pracy portów w Primorsku i Ust-Łudze. Według Sztabu Generalnego SZU 23 marca trafiona została także rafineria Basznieftʹ-Ufanieftiechim w Baszkortostanie, a dwa dni wcześniej – rafineria w Saratowie. Na terenie obu obiektów doszło do pożarów, a w Saratowie miały zostać uszkodzone jedna z instalacji przetwórczych i zbiornik, co wymusiło okresowe wstrzymanie pracy. 21 marca ukraińskie bezzałogowce atakowały też zakłady chemiczne Toljattikauczuk i KujbyszewAzot w obwodzie samarskim, a 19 marca Niewinnomysskij Azot w Kraju Stawropolskim, najprawdopodobniej bez rezultatów.

W dniach 18 i 19 marca Ukraińcy kontynuowali zmasowane uderzenia dronowe na okupowany Krym i Kraj Krasnodarski, m.in. na Krasnodar, Sewastopol i Symferopol. Według Dowództwa Marynarki Wojennej Ukrainy 19 marca trafiono przedsiębiorstwo Granit w Sewastopolu, remontujące i serwisujące systemy obrony powietrznej, a 20 marca – kombinat metalurgiczny w Ałczewsku w okupowanym obwodzie ługańskim. Sztab Generalny SZU informował ponadto, że 18 marca ukraińskie bezzałogowce uszkodziły infrastrukturę zakładów lotniczych Awiastar w Uljanowsku, produkujących samoloty transportowe, a 24 marca wyrzutnię systemu rakietowego Bastion na okupowanym Krymie.

17 marca sekretarz Rady Bezpieczeństwa FR Siergiej Szojgu oświadczył, że ukraińskie drony dalekiego zasięgu stanowią już zagrożenie dla całego terytorium Rosji i „żaden rosyjski region nie może czuć się bezpieczny”. Przekazał, że w 2025 r. liczba ukraińskich uderzeń powietrznych na infrastrukturę w Rosji wzrosła niemal czterokrotnie i przekroczyła 23 tys. Za najbardziej narażone uznał obiekty wojskowo-przemysłowe, infrastrukturę energetyczną, zakłady chemiczne, złoża ropy i gazu oraz sieć transportową, w tym główne linie kolejowe i drogi federalne. Jego zdaniem wyłączenie tych elementów mogłoby spowodować istotne straty gospodarcze oraz zakłócić łańcuchy dostaw wspierające rosyjskie działania wojenne.

(...)

19 marca głównodowodzący Sił Zbrojnych Ukrainy generał Ołeksandr Syrski przekazał, że w 2026 r. Rosja planuje zwerbować do służby 409 tys. żołnierzy. Jest to liczba porównywalna z rozmiarem naboru w latach 2024 i 2025, przy czym w ub.r. źródła ukraińskie donosiły początkowo o niższym planie werbunkowym, rzędu 343 tys. żołnierzy, który został znacznie przekroczony. Władze dwóch rosyjskich obwodów – samarskiego i astrachańskiego – poinformowały odpowiednio 20 lutego i 20 marca o zwiększeniu jednorazowych wypłat z budżetów municypalnych dla podpisujących kontrakt z Siłami Zbrojnymi FR o kolejnych 500 tys. rubli (6 tys. dolarów). Łącznie ze środkami z budżetu federalnego, wkładem innych struktur lokalnych oraz wcześniejszymi kwotami z budżetów lokalnych w obu obwodach sięgną one 2,6 mln rubli (31,2 tys. dolarów). Za kwestię czasu należy uznać podwyżkę jednorazowych wypłat także w innych regionach. Jak wykazał werbunek w 2025 r., po wykonaniu planu naboru część podmiotów FR zdecydowała się na obniżenie wysokości lokalnego wkładu, czego nie należy się jednak spodziewać wcześniej niż w październiku–listopadzie br. Mimo będących rezultatem wojny problemów finansowych rosyjskich regionów wciąż bardzo mało prawdopodobne jest załamanie ukształtowanego w latach 2023–2024 systemu finansowania kadr armii rosyjskiej.

osw.waw.pl


Minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto przyznał, że konsultuje z Rosją tematy poruszane na forum Unii Europejskiej - przekazał we wtorek portal Telex, powołując się na rozmowę z szefem węgierskiej dyplomacji.

Dziennik "Washington Post" ujawnił w sobotę, że Szijjarto regularnie przekazywał swojemu rosyjskiemu odpowiednikowi Siergiejowi Ławrowowi relacje na żywo ze spotkań UE. Węgierski polityk początkowo zdementował te doniesienia, określając je jako "fake newsy".

W wypowiedzi dla Telexu minister przyznał jednak, że "konsultuje się z osobami ważnymi dla Węgier, aby przed i po naradach ministrów spraw zagranicznych (krajów UE - PAP) rozmawiać z nimi o podejmowanych tam decyzjach lub decyzjach, które mają zostać podjęte".

Dopytany, czy Ławrow znajduje się wśród osób, z którymi zazwyczaj się konsultuje, Szijjarto odpowiedział, że Rosja jest ważnym partnerem Węgier, np. w zakresie dostaw energii. Dodał, że rozmawia też z "Turkami, Izraelczykami i Amerykanami".

- Zazwyczaj konsultuję się ze wszystkimi naszymi ważnymi partnerami, których dotyczą podejmowane tam decyzje - przyznał. - Nie wiem, co w tym dziwnego. To istota polityki zagranicznej i dyplomacji - dodał.

Szijjarto potwierdził również autentyczność swojej rozmowy z Ławrowem z 2020 r., opublikowanej w poniedziałek przez dziennikarza śledczego Szabolcsa Panyiego. W rozmowie tej Szijjarto miał zwrócić się z prośbą do szefa MSZ Rosji o organizację spotkania ówczesnego premiera Słowacji Petera Pellegriniego z premierem Rosji Michaiłem Miszustinem. Rozmowa ta miała pomóc Pellegriniemu w wyborach parlamentarnych na Słowacji. Do spotkania doszło trzy dni przed głosowaniem, które ugrupowanie Pellegriniego przegrało, a on sam stracił tekę szefa rządu.

- Współpraca środkowoeuropejska jest ważnym celem węgierskiej polityki zagranicznej i zawsze łatwiej jest współpracować z suwerennym rządem niż z rządem finansowanym przez Sorosa - powiedział cytowany przez Telex Szijjarto. George Soros to amerykański filantrop węgierskiego pochodzenia, którego rząd Węgier oskarża o finansowanie m.in. ówczesnej słowackiej opozycji.

Do informacji opublikowanych przez "Washington Post" odniósł się także lider opozycji na Węgrzech Peter Magyar, który w poniedziałek zapowiedział "natychmiastowe zbadanie sprawy" w przypadku wygrania przez jego obóz wyborów parlamentarnych 12 kwietnia. Magyar, przewodniczący partii TISZA, zaznaczył na Facebooku, że "według tych informacji (amerykańskiego dziennika - PAP) Peter Szijjarto zmawia się z Rosjanami, zdradzając interesy Węgier i Europy". "To zdrada, za którą grozi dożywocie" - podkreślił.

Do sprawy we wpisie na platformie X odniósł się premier Donald Tusk. "Minister spraw zagranicznych (w rządzie premiera Węgier Viktora - PAP) Orbana potwierdził, że systematycznie informował Moskwę o tym, o czym przywódcy UE rozmawiali za zamkniętymi drzwiami. Co za hańba" - napisał premier we wpisie w języku angielskim. 

PAP


W poniedziałek rano (choć w Polsce było już południe), zaledwie 15 minut przed tym, jak prezydent USA ogłosił na platformie Truth Social "produktywne rozmowy" z Teheranem w sprawie zakończenia wojny w Iranie, na rynkach doszło do niezwykłych ruchów. Między 6:49 a 6:50 czasu nowojorskiego zawarto około 6200 kontraktów terminowych na ropę Brent i WTI o łącznej wartości nominalnej 580 milionów dolarów. W tym samym czasie zauważono również nagły wzrost wolumenu i cen kontraktów terminowych na indeks S&P 500. Wpis prezydenta opublikowany o 7:04 wywołał gwałtowną wyprzedaż na rynkach energii i wzrosty na giełdach akcji, ponieważ inwestorzy zaczęli wycofywać się z zakładów na przedłużający się konflikt.

Jak podaje "Financial Times", obecnie nie wiadomo, czy za tymi zleceniami stoi jeden, czy kilka podmiotów. Eksperci rynkowi oraz menedżerowie funduszy hedgingowych zwracają jednak uwagę, że tak duże i agresywne transakcje w dniu bez istotnych danych makroekonomicznych są wysoce nienormalne.

Tim Skirrow, szef działu instrumentów pochodnych w firmie konsultingowej Energy Aspects, podsumowując wydarzenia na rynku ropy: "to większy niż zwykle wolumen [Brent i WTI], niż bym się spodziewał o tej porze dnia, ale jednocześnie nie jest on przesadnie wysoki. Trudno mi to powiązać ze sobą".

Dodał, że na rynkach kontraktów terminowych na ropę Brent i opcji odnotowano w ostatnich tygodniach "znaczne napływy" funduszy. "Biorąc pod uwagę reakcję cenową, wydaje się, że prawie wszyscy mieli długie pozycje. To niemal pewny prekursor tak gwałtownego ruchu".

Jeden z inwestorów stwierdził wprost, że dzięki temu idealnemu wyczuciu czasu "ktoś po prostu stał się o wiele bogatszy". Co więcej, fundusze hedgingowe zauważyły, że to tylko jeden z kilku w ostatnich miesiącach przypadków wielkich transakcji zawieranych tuż przed komunikatami prezydenta USA. Biały Dom zdecydowanie odrzucił oskarżenia o nielegalne czerpanie zysków z wykorzystaniem informacji poufnych, nazywając je bezpodstawnymi.

Sytuacja na rynkach uległa odwróceniu jeszcze tego samego dnia, gdy przewodniczący irańskiego parlamentu zaprzeczył, jakoby miały miejsce jakiekolwiek negocjacje z Waszyngtonem. Nazwał on doniesienia o rozmowach "fake newsem" mającym na celu manipulację rynkami finansowymi i naftowymi, co doprowadziło do spadków na giełdach akcji i ponownego skupowania surowców energetycznych.

bankier.pl

niedziela, 22 marca 2026


W ciągu kilku dni Rosjanie atakowali na różnych odcinkach frontu: od okolic Łymanu (na północny wschód od Słowiańska), poprzez „kierunek dobropilski” (na południowy zachód od aglomeracji) i okolice Pokrowska. Wszystkie znajdują się w ukraińskim Donbasie. Ale i na zachodzie (w stepach obwodów dniepropietrowskiego i zaporoskiego) trwają walki – ze zmiennym szczęściem. Nigdzie Rosjanie nie uzyskali jednak przewagi i nie udało im się przebić obrony.

„Natarcie straciło impet. Nie ma strategicznego przełomu. Sukcesy uzyskujemy za zbyt wielką cenę” – podsumował w internecie jeden z rosyjskich oficerów z frontu.

Na razie ich sukcesem (choć jeszcze z zeszłego miesiąca) jest wyparcie ukraińskich oddziałów prawie całkowicie z Pokrowska i Myrnohradu, wokół których koncentrowało się rosyjskie natarcie od listopada ubiegłego roku. – Rosjanie mają przewagę, a nasze pozycje, których się kurczowo trzymamy, są tam taktycznie niewygodne – mówił ukraiński pułkownik z oddziałów desantowych walczących w tym rejonie. Obrońcy pozostają w północnej części obu miejscowości, ostrzeliwując dzielnice zajęte przez Rosjan. Ci zaś próbują obejść ich od zachodu.

– Wróg zrobił coś w rodzaju taktycznej przerwy na naszym odcinku. Związane to jest z pogodą, ale i z tym, że Rosjanie nie mogą się zdecydować, gdzie będzie nasz główny kontratak – dodał.


Zelżenie nacisku na Pokrowsk i Myrnohrad związane jest bowiem z nagłą zmianą na froncie w stepach dniepropietrowskich i zaporoskich. Agresorowi udało się zdobyć tam Hulajpole i próbuje nacierać na odległy o ok. 35 km na zachód Orichiw – ostatnią dużą miejscowość broniącą podejść do Zaporoża. Jej opanowanie zagroziłoby 700-tysięcznemu centrum przemysłowemu, ale i okrążeniem ukraińskim oddziałom znajdującym się na południe od Orichowa.

Ale atakujący Rosjanie nagle znaleźli się w trudnej sytuacji. Ukraiński kontratak na wschód od Hulajpola wdarł się na kilkanaście kilometrów w głąb ich pozycji i jeśli nie zostanie powstrzymany, to nacierający na Orichiw sami znajdą się w okrążeniu. Już obecnie w Ukrainie pojawiają się informacje, że w stepach zostały okrążone jakieś oddziały rosyjskie, lecz nie wiadomo jakie, jak liczne; brak też jest wiarygodnych potwierdzeń tych doniesień.

W rejonach ukraińskiego kontrataku Rosjanie sami próbowali nacierać w połowie tygodnia, korzystając z pojawienia się mgły. „Rosjanie faktycznie rozpoczęli swoją wiosenno-letnią ofensywę na odcinku Rodyńske-Hulajpole. (…) Rezultat: w półtorej doby stracili ok. 900 ludzi. I mimo takich strat nie przerwali żadnego odcinka frontu” – z satysfakcją poinformował dowódca ukraińskich „wojsk dronowych” Robert Browdi /Magyar - red./.


Mniej więcej w tym samym czasie Rosjanie uderzyli też daleko na wschodzie, w okolicach Łymanu. Po raz pierwszy od długiego czasu wykonali atak wsparty czołgami i wozami bojowymi. Zderzyli się tutaj jednak z ukraińskim 3. Korpusem, którego trzon stanowi dawny „Azow”. Jego zwiadowcy w ciągu miesiąca obserwowali rosyjskie przygotowania, w tym rozminowanie dróg natarcia, co od razu wywołało podejrzenia, że agresor chce nacierać z bronią pancerną.

Nie wiadomo, czy termin ataku został przyspieszony ze względu na sytuację w stepach dniepropietrowskich. – Zaatakowali naraz w siedmiu miejscach, używając ponad pół tysiąca żołnierzy, 28 czołgów i wozów bojowych, ponad 100 motocykli, samochodów typu buggy i quadów. W ciągu czterech godzin zamieniliśmy ich natarcie w pogrom – poinformował przedstawiciel Korpusu.

Ukraińscy eksperci uważają, że takie ataki jak w okolicach Łymanu mają odciągać uwagę od walk w stepach. „Bojąc się dalszego zwiększania możliwości naszych wojsk na tym odcinku frontu (w obwodzie dniepropietrowskim), wróg przed terminem rozpoczął swoją wiosenno-letnią kampanię. W tym celu jego wojska od Kurska do Pokrowska dostały rozkaz zwiększenia nacisku, by związać nasze siły w tych rejonach i nie pozwolić na ich przerzucenie dla wzmocnienia naszego kontrataku” – wyjaśniał cele walk w tym rejonie jeden z ukraińskich ekspertów.

„Liczba starć na całym froncie w ciągu dwóch tygodni wzrosła o 40 proc., rosyjskie straty – o 20 proc., a ich ruch do przodu spowolnił pięciokrotnie. Trwa paniczne przewożenie różnych oddziałów na najbardziej zagrożony odcinek. (…) Wróg po raz pierwszy od trzech lat zajął defensywną pozycję” – pisze kolejny ukraiński wojskowy.

Rosyjskie kłopoty powiększa zmiana taktyki walki ukraińskich dronów, masowo używanych na froncie. Obecnie w mniejszym stopniu atakują one żołnierzy, co widać po nieproporcjonalnie wolno rosnących stratach armii Kremla w stosunku do zwiększonej liczby starć. – Zaczęliśmy po prostu niszczyć pozycje operatorów rosyjskich dronów: ich schrony, ziemianki, logistykę – wyjaśnia ukraińska żołnierka z 66. Brygady.

Jednocześnie zmieniła się taktyka ukraińskich kontrataków. „Przeciwnik zaczął wykorzystywać drony jako pełnoprawną zamianę lotnictwa. Ukraińcy tworzą coś w rodzaju powietrznej uderzeniowej pięści: na wąskim odcinku frontu jednocześnie startuje w niebo 300-400 dronów. Ta masa nakrywa teren do 20 km w głąb (od linii frontu), spełniając rolę ogniowego wsparcia natarcia. Po takim zmasowanym uderzeniu ruszają ich grupy mobilne dla uchwycenia terenu, a za nimi podążają oddziały operatorów dronów. Po czym cały schemat powtarza się” – opisuje jeden z Rosjan walki w obwodzie dniepropietrowskim. Walec posuwa się, bowiem wcześniej zniszczone zostały stanowiska rosyjskich operatorów dronów, pozbawiając Rosjan obrony i bliskiego zwiadu.

rp.pl


Prezydent USA Donald Trump powiedział w piątek, że zasadne jest pytanie, czy USA powinny utrzymywać siły w bazach w Hiszpanii lub Niemczech wobec odmowy wysłania okrętów do cieśniny Ormuz. Skomentował w ten sposób postulat senatora Lindseya Grahama.

Trump został zapytany przez dziennikarza o opinię w sprawie wypowiedzi republikańskiego senatora Grahama na temat przemyślenia obecności wojsk USA "w Hiszpanii czy Niemczech".

- On ma rację, że o to pyta (...). Oni powinni pomagać z cieśniną, bo biorą dużo energii z cieśniny Ormuz. A jeśli Lindsey Graham to mówi - nie zapominajcie, on był przez długi czas wielkim orędownikiem NATO - to wielu senatorów i kongresmenów (...) jest bardzo niezadowolonych, że NATO nic nie zrobiło - powiedział prezydent.

Choć pytanie hiszpańskiego dziennikarza do Trumpa dotyczyło baz w Hiszpanii i Niemczech, sam Graham wzywał prezydenta do opuszczenia jedynie baz w Hiszpanii. Zrobił to w wywiadzie dla Fox News 10 marca. Uzasadniał to wówczas odmawianiem przez Madryt zgody na użycie baz morskich do ataków na Iran.

- Do Hiszpanii: jeśli nie pozwolą nam korzystać z ich baz, a właściwie naszych baz lotniczych w ich kraju, aby uniemożliwić morderczemu reżimowi zdobycie broni jądrowej, która terroryzuje świat (...). Dziś wieczorem wzywam prezydenta Trumpa do przeniesienia wszystkich naszych baz z Hiszpanii - mówił.

Rozmawiając z dziennikarzami przed odlotem na weekend do swojej posiadłości na Florydzie, Trump ponownie wezwał sojuszników - a także Chiny - do pomocy w otwarciu cieśniny Ormuz, twierdząc, że "będą musieli się trochę zaangażować", bo Ameryka "nie korzysta" z cieśniny, a operacja odblokowania jej byłaby łatwa.

- Nie potrzebujemy jej. Europa jej potrzebuje, Korea, Japonia, Chiny, wiele innych krajów. Więc będą musieli się trochę zaangażować - ocenił. 

Zapytany o swoje twierdzenia, że operacja odblokowania cieśniny ma być "prostym manewrem", Trump powtórzył swoje zdanie.

- To prosty manewr wojskowy. To stosunkowo bezpieczne, ale potrzeba dużo pomocy. W tym sensie, że potrzeba okrętów, potrzeba dużej ilości. NATO mogłoby nam pomóc, ale jak dotąd nie miało odwagi tego zrobić - powiedział. - Wiecie, w pewnym momencie ona (cieśnina) sama się otworzy - dodał. Powtórzył swoją wcześniejszą ocenę, że "militarnie już wygrał" wojnę z Iranem.

- Z militarnego punktu widzenia, jedyne, co robią, to blokują cieśninę. Ale z militarnego punktu widzenia, są skończeni - skonstatował.

Wbrew ocenom Trumpa większość ekspertów uważa potencjalną operację wojskową w cieśninie Ormuz za obarczoną dużym ryzykiem ze względu na geografię oraz szeroką gamę zagrożeń ze strony Iranu w postaci min, ataków małymi łodziami, rakiet manewrujących czy dronów.

PAP


"Iran nie stwarzał zagrożenia dla naszego narodu i jest jasne, że rozpoczęliśmy tę wojnę pod presją Izraela i jego potężnego amerykańskiego lobby." 

"Na początku tej administracji wysoko postawieni urzędnicy Isacli i wpływowi członkowie amerykańskich mediów wdrożyli kampanię dezinformacyjną,  (...) aby zachęcić do wojny z Iranem. (...) , aby was oszukać i wmówić, że Iran stanowi bezpośrednie zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych i że jeśli zaatakujecie teraz, istnieje jasna droga do szybkiego zwycięstwa. To była i jest ta sama taktyka, której Izrael użył, aby wciągnąć nas w katastrofalną wojnę w Iraku (...)"

Napisał to w swoim liście uzasadniającym rezygnację  szef amerykańskiego Narodowego Centrum ds. Zwalczania Terroryzmu - Joe Kent. 

x.com/wolski_jaros

sobota, 21 marca 2026



Eugene Rumer opublikował wczoraj w Carnegie paper pt. Belligerent and Beleaguered: Russia After the War with Ukraine.

Rumer to nie publicysta – to były National Intelligence Officer ds. Rosji w amerykańskiej Radzie Wywiadu Narodowego. Człowiek, który przez lata współtworzył te same oceny, z których wyrastał ATA. Kiedy on pisze, że Rosja wyjdzie z wojny bardziej niebezpieczna niż do niej wchodziła – to nie jest opinia. To diagnoza stawiana z wnętrza systemu, który do niedawna wolał wierzyć w coś odwrotnego.

I właśnie dlatego warto się przy tym tekście zatrzymać.

Co mówi Rumer

Teza centralna jest prosta i brutalna: niezależnie od wyniku wojny, Rosja będzie mniej bezpieczna, bardziej sfrustrowana i bardziej groźna dla Europy niż przed 2022 rokiem.

Rumer buduje to na trzech filarach:
 – geografia (utrata buforów, NATO od Koli po Morze Czarne, zahartowana Ukraina na progu), 
- technologia (broń precyzyjna dalekiego zasięgu, która czyni „głębię strategiczną" anachronizmem),
- rozpad modelu transatlantyckiego (perspektywa Europy bez amerykańskiego parasola nuklearnego).

To jest ramka, którą z perspektywy wschodniej flanki opisuję publicystycznie od momentu opuszczenia struktur wywiadowczych RP. Różnica polega na tym, że do tej pory takie stwierdzenia z naszego regionu były traktowane w Waszyngtonie jako „alarmizm" – zresztą wielu tu komentujących też tak to do tej pory traktuje.

Teraz mówi to człowiek z wnętrza waszyngtońskiego establishmentu bezpieczeństwa – i mówi to w Carnegie, nie na konferencji w Tallinie czy w Warszawie.

Co jest w tym naprawdę ważne

Nie sama diagnoza – ta jest w dużej mierze powtórzeniem tego, co wiemy. Ważne są trzy rzeczy, które Rumer artykułuje otwarcie, a które do tej pory były w zachodnim mainstreamie omijane lub wyciszane.

Pierwsza – Rumer cytuje artykuł admirała Kostiukowa, szefa GRU, zresztą również przeze mnie przywoływany, z Wojennaja Mysl (maj 2025), w którym Kostiukow wprost opisuje, jak akcesja Finlandii stawia w zasięgu ATACMS-ów Flotę Północną, Petersburg i elektrownie jądrowe.

To nie jest „rosyjska propaganda na użytek wewnętrzny". To jest artykuł szefa wywiadu wojskowego (Głównego Zarządu Sztabu Generalnego SZ FR) w głównym piśmie Ministerstwa Obrony – i Rumer traktuje go jako autentyczny sygnał rosyjskiego postrzegania zagrożeń.

To jest dokładnie ten poziom lektury rosyjskich źródeł, którego domagam się od lat: nie czytać tego, co Kreml mówi do zachodnich kamer, tylko to, co mówi sam do siebie.

Druga – Rumer otwarcie pisze o „oknie okazji" dla Putina. Scenariusz: rozwód transatlantycki wyprzedza europejską remilitaryzację. Europa nie ma jeszcze ani konwencjonalnej obrony, ani rozwiązania problemu odstraszania nuklearnego. Putin atakuje sąsiada na Bałtyku, żeby udowodnić, że Artykuł 5 jest martwą literą – i chowa się za rosyjską tarczą nuklearną.

Prawda, że bardzo podobne do tego, co pisałem w operacjach „Morena" i „Aurora" w lutym-marcu 2024 roku?

Rumer nie mówi, że to jest prawdopodobne. Mówi – tak jak ja zawsze mówiłem – że to jest realistyczne. I odwołuje się do tego, że Putin już raz podjął decyzję, którą „conventional wisdom" uznawał za niemożliwą.

Trzecia – i dla mnie najciekawsza – Rumer pisze, że sama obrona przed wojną hybrydową (u mnie "Wojną Zrównoważoną") nie wystarczy. Europa potrzebuje zdolności ofensywnych, zdolnych do przeniesienia wojny hybrydowej na terytorium Rosji. To jest bardzo ważne przesunięcie. Do niedawna w zachodnim dyskursie „odporność", czy „resilience" były jedynym dopuszczalnym językiem.

Rumer mówi: nie – potrzebna jest zdolność do retorsji - gotowości i zdolności działań ofensywnych wobec Rosji. To jest język, którym posługuję się od dawna, opisując logikę „Wojny Zrównoważonej": Rosja eskaluje tam, gdzie nie napotyka odpowiedzi symetrycznej lub asymetrycznej.

Gdzie Rumer się zatrzymuje – a ja idę dalej (a może mnie dogoni)

Rumer jest analitykiem instytucjonalnym. To oznacza, że musi zostawić na stole scenariusze, w które sam prawdopodobnie nie wierzy. Zostawia furtkę dla „peredyszki" – oddechu po wojnie, w którym następca Putina podejmie otwarcie na Zachód, podobne do gorbaczowowskiej pierestrojki.

Jednocześnie ostrzega przed „wishful thinking" i pisze, że rosyjskie i zachodnie wizje ładu są fundamentalnie sprzeczne – Karta Paryska 1990 vs. Kongres Wiedeński 1815.

Problem w tym, że Rumer opisuje to jako napięcie między dwoma wizjami. Ja opisuję to jako cechę konstrukcyjną rosyjskiego systemu: każde „otwarcie" na Zachód jest fazą operacyjną, nie zmianą kursu.

„Peredyszka" to nie jest alternatywa wobec konfrontacji – to jej kolejny etap. System potrzebuje oddechu nie po to, żeby się zmienić, ale po to, żeby się zregenerować do następnego cyklu.

Druga różnica jest głębsza.

Rumer operuje na poziomie państwo–państwo: Rosja vs. NATO, Rosja vs. Ukraina, Rosja vs. USA. Nie schodzi do tego, co napędza ten system od wewnątrz – kto konkretnie w Moskwie „rachuje" ryzyko eskalacji, jak instytucje bezpieczeństwa (GZ/GRU, FSB, SWR, Rosgwardia) przetwarzają bodźce zewnętrzne i jak „rachmistrze wojny" optymalizują cykl konfliktu. Bez tej warstwy instytucjonalnej diagnoza Rumera jest jak mapa bez legendy – pokazuje tereny, ale nie mówi, kto po nich jeździ.

Trzecia rzecz: u Rumera wojna jest kosztem. Wyczerpuje Rosję demograficznie, gospodarczo, militarnie. To prawda – ale w mojej ocenie to tylko połowa obrazu.

Wojna jest jednocześnie mechanizmem reprodukcji systemu: czystki, redystrybucja zasobów, przebudowa hierarchii elit, produkcja nowej legitymizacji. „Wojna Zrównoważona" to nie tylko długi konflikt zewnętrzny – to tryb funkcjonowania państwa, który nie znika wraz z zawieszeniem broni.

Co z tego wynika

Paper Rumera to dokument, który warto mieć pod ręką – nie dlatego, że mówi coś nowego, ale dlatego, że mówi rzeczy, które w naszej części Europy wiemy od lat, głosem, który w Waszyngtonie i Brukseli ma ciężar instytucjonalny.

Carnegie to nie blog z Tallina czy z Warszawy ani konto na X byłego oficera wywiadu z mazowieckiej wsi. Kiedy Carnegie mówi, że Rosja powojenna będzie bardziej niebezpieczna, że okno ataku na Bałtyk jest realistyczne i że sama odporność defensywna nie wystarczy – to jest przesunięcie tektoniczne w zachodnim myśleniu o bezpieczeństwie.

W moim odczuciu dość gwałtowne – i to budzi moje retoryczne pytanie: dlaczego teraz?

Mgła wojny – jeśli chodzi o Rosję – za oceanem jest dziś „oficjalnie" trochę mniej gęsta niż jeszcze parę lat temu. Ale wciąż jest wystarczająco gęsta, żeby Zachód zostawiał sobie na stole scenariusze „trwałego pokoju" z systemem, który żadnego trwałego pokoju nie jest w stanie ani chcieć, ani utrzymać.

Pozdrawiam i dziękuję.

x.com/Maciej_Korowaj