Piotr Gruszka: - Czym w praktyce ma się różnić NATO 3.0 od NATO, które znamy dziś?
Piotr Szymański /analityk w Zespole Bezpieczeństwa i Obronności Ośrodka Studiów Wschodnich - red./: NATO po 2014 r. funkcjonowało w logice bardziej sprawiedliwego podziału ciężarów obronnych, czyli tego, co określano mianem burden sharing. Był to moment przełomowy. Zakończyła się misja w Afganistanie, Rosja zaanektowała Krym i Sojusz zaczął stopniowo odchodzić od modelu, który Elbridge Colby określa jako NATO 2.0.
Pozimnowojenne NATO budowano na przekonaniu, że w Europie nie istnieje realne ryzyko konwencjonalnej napaści na członka Sojuszu. Sojusz skupiał się przede wszystkim na misjach ekspedycyjnych poza swoim terytorium traktatowym, takich jak Afganistan, a nie na klasycznej obronie zbiorowej.
Po 2014 r. rozpoczęło się stopniowe odwracanie tego trendu i powrót do logiki art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Proces ten jednak postępował dość wolno i nie nadążał za tempem zmian w środowisku bezpieczeństwa.
- Przyszedł jednak 2022 r. i pełnoskalowa agresja Rosji na Ukrainę.
Wtedy nastąpiło prawdziwe przebudzenie. NATO przyjęło regionalne plany obronne, rozpoczęło przebudowę struktur dowodzenia i przygotowało się do prowadzenia pełnoskalowej obrony Europy. Państwa członkowskie zaczęły również realnie zwiększać wydatki na obronność do poziomu co najmniej 2 proc. PKB.
- Kolejnym etapem był rok 2025 i powrót Donalda Trumpa do Białego Domu.
Warto jednak podkreślić, że symptomy zmiany były widoczne już wcześniej. Dobrym przykładem jest szczyt NATO w Waszyngtonie w 2024 r., jeszcze za prezydentury Joego Bidena. Wówczas zdecydowano, że europejscy sojusznicy przejmą odpowiedzialność za ochronę hubu logistycznego dla Ukrainy w Jasionce. Gdy później Amerykanie wycofali stamtąd swoje systemy obrony powietrznej, ich miejsce zajęły państwa europejskie, które rotacyjnie zapewniają dziś bezpieczeństwo tego obiektu.
Natomiast prawdziwą cezurą okazał się szczyt NATO w Hadze w 2025 r. To właśnie wtedy rozpoczęło się przechodzenie od logiki burden sharing do modelu, w którym Europa i Kanada mają przejąć główną odpowiedzialność za obronę kontynentu (burden shifting).
Amerykanie otwarcie mówią dziś, że ich priorytety przesuwają się w stronę zachodniej półkuli i regionu Indo-Pacyfiku. W ich ocenie Europa dysponuje wystarczającym potencjałem gospodarczym i wojskowym, aby w większym stopniu sama odpowiadać za własne bezpieczeństwo.
Temu służą także decyzje podjęte w Hadze. Państwa NATO zobowiązały się do przeznaczania 5 proc. PKB na obronność do 2035 r. Jeszcze przed samym szczytem przyjęto również nowe cele rozwoju zdolności wojskowych w ramach procesu planowania obronnego NATO (NATO Defence Planning Process). Znacząco podniesiono poziom ambicji dotyczących tego, jakie zdolności mają zbudować europejskie armie w najbliższych latach.
Sekretarz generalny NATO podkreślał wówczas, że teraz najważniejsze będzie zapewnienie odpowiednich sił i środków do realizacji regionalnych planów obronnych oraz "wypełnienia treścią" modelu sił Sojuszu.
- Kiedy ten proces ma się zakończyć? Kiedy NATO 3.0 zacznie w pełni funkcjonować?
To nie będzie jeden konkretny moment. Część zmian państwa członkowskie mogły wprowadzić praktycznie od razu, przypisując do regionalnych planów obronnych kolejne jednostki wojsk lądowych, okręty czy systemy bezzałogowe.
Dlatego sekretarz generalny NATO podkreśla różne pozytywne aspekty tego procesu. Cywilne i wojskowe kierownictwo NATO przekonuje, że w wielu obszarach udało się już zastąpić zdolności, które wcześniej zapewniały Stany Zjednoczone.
Równocześnie trzeba pamiętać, że czym innym jest amerykańska obecność wojskowa w Europie, a czym innym siły przypisane do planów obronnych NATO. To nie są pojęcia tożsame.
- Czym się różnią?
Obecnie w Europie rozmieszczonych jest około 75 tys. amerykańskich żołnierzy, ale nie oznacza to, że wszyscy są częścią natowskich planów obronnych. Znakomita większość tej obecności wynika z dwustronnych porozumień i współpracy USA z poszczególnymi państwami europejskimi, a nie z działań podejmowanych w ramach NATO.
Dobrym przykładem jest Polska, gdzie choć obecność amerykańskich żołnierzy w Bemowie Piskim odbywa się w ramach struktur NATO, to większość sił USA nad Wisłą funkcjonuje na podstawie odrębnych bilateralnych uzgodnień.
(...)
- Które zdolności wojskowe będzie najtrudniej zastąpić po ewentualnym ograniczeniu obecności USA?
Największym problemem są te zdolności, których nie da się zbudować w ciągu kilku lat. Według doniesień medialnych właśnie one mogą zostać w największym stopniu ograniczone przez Stany Zjednoczone.
Dotyczy to przede wszystkim lotnictwa bombowego, samolotów wczesnego ostrzegania i rozpoznania, samolotów tankowania w powietrzu czy okrętów podwodnych. Do tego dochodzą wszystkie zdolności związane z rozpoznaniem, wywiadem oraz wskazywaniem celów. To właśnie w tych obszarach Europa wciąż jest w dużym stopniu uzależniona od Stanów Zjednoczonych.
Oczywiście widać już działania zmierzające do budowy takich zdolności po stronie europejskiej. Kluczowe będzie jednak odpowiednie zaplanowanie całego procesu, najlepiej w ramach cyklu planowania NATO.
Najważniejsze jest uniknięcie sytuacji, w której Amerykanie wycofają część swoich sił szybciej, niż Europa będzie w stanie je zastąpić. Tylko wtedy uda się uniknąć luk w systemie i osłabienia odstraszania.
Nie powinno to wyglądać tak, jak obserwowaliśmy w ostatnich miesiącach, kiedy pojawiały się informacje o wstrzymywaniu rotacji sił USA do Polski czy ograniczaniu obecności wojskowej na Litwie i w Estonii. Potrzebna jest ścisła koordynacja obu stron, tak aby proces odbywał się w sposób przewidywalny i zaplanowany.
(...)
- Koncepcja NATO 3.0 zakłada zachowanie amerykańskiego parasola nuklearnego nad Europą.
Tak. Amerykanie mają zmagazynowaną taktyczną broń atomową w Europie. Działa też program Nuclear Sharing. W jego ramach Stany Zjednoczone przechowują w kilku państwach europejskich taktyczne bomby jądrowe. Mogą z nich korzystać nie tylko amerykańskie siły powietrzne, ale również certyfikowane samoloty państw uczestniczących w programie, oczywiście za zgodą Stanów Zjednoczonych.
Takie maszyny określane są jako dual capable aircraft. W razie uruchomienia odpowiednich procedur siły powietrzne sojuszników europejskich mogłyby nie tylko eskortować amerykańskie bombowce i samoloty, ale także same przenosić broń jądrową. Do tych sojuszników należą obecnie m.in. Niemcy, Włochy, Holandia i Belgia.
Do programu Nuclear Sharing powraca również Wielka Brytania, która planuje zakup samolotów F-35 przystosowanych do przenoszenia bomb jądrowych. Pojawiają się spekulacje, że amerykańskie bomby atomowe B61 zostały już rozmieszczone w tym państwie, ale nie da się tego jednoznacznie potwierdzić na podstawie ogólnodostępnych źródeł.
W wymiarze globalnym istnieje również strategiczny potencjał nuklearny Stanów Zjednoczonych, obejmujący międzykontynentalne pociski balistyczne oraz pozostałe elementy tzw. triady nuklearnej. Istotną rolę odgrywają także Francja i Wielka Brytania. Francja dysponuje własnym potencjałem jądrowym i choć nie uczestniczy w Grupie Planowania Nuklearnego NATO, ściśle współpracuje z Sojuszem. Wielka Brytania z kolei wzmacnia dziś swój komponent lotniczy, który uzupełni dotychczasowy potencjał morski.
Ważnym sygnałem było również czerwcowe spotkanie Grupy Planowania Nuklearnego NATO. Po raz pierwszy od 2007 r. wydano wspólny komunikat. Nie zmienił on polityki nuklearnej Sojuszu, ale sam fakt jego publikacji w czasie dyskusji o NATO 3.0 był wyraźnym sygnałem, że Stany Zjednoczone nadal traktują odstraszanie nuklearne jako fundament bezpieczeństwa Sojuszu.
onet.pl