sobota, 23 maja 2026



Mariia Tsiptsiura: - W ostatnich dniach często natrafiam na doniesienia, że sytuacja na froncie wygląda całkiem dobrze. Nawet wczoraj minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha oświadczył, że zbliżamy się do pewnego punktu zwrotnego w wojnie. Chciałabym usłyszeć pańską ekspercką analizę ogólnej sytuacji na froncie i czy rzeczywiście tak jest.

Oleg Żdanow: To bardzo optymistyczne stwierdzenie pana Sybihy — że mamy do czynienia z punktem zwrotnym i że Rosjanie wkrótce wstrzymają ofensywę. Zdecydowanie zbyt optymistyczne. Powiem tak: na chwilę obecną naszym głównym osiągnięciem jest to, że faktycznie zatrzymaliśmy ofensywę wojsk rosyjskich. Skutecznie, ale nie do końca. Niemniej jednak wojska rosyjskie odnoszą częściowe sukcesy na poszczególnych odcinkach kierunków działań operacyjnych. Warto zwrócić uwagę: w ciągu ostatniego półtora tygodnia liczba starć bojowych nie spada poniżej 240 dziennie.

Główne działania wojenne toczą się obecnie na czterech kierunkach. Trzy główne to kierunki: konstantynowski, pokrowski i hulajpolski. Tam rosyjskie wojska dosłownie biją rekordy. Wywierają na nas ogromną presję. A sytuacja naszych sił zbrojnych jest tam bardzo trudna.

Jest jeszcze jeden "zmienny" kierunek — albo północno-słobożański, kurski, albo południowo-słobożański, limanski. Przenoszą siły z jednego kierunku na drugi, próbując rozciągnąć nasze rezerwy i zmusić nas do przeniesienia jak największej liczby sił na południowy wschód kraju.

Są to działania odwracające uwagę i mam nadzieję, że nasz Sztab Generalny to rozumie.

- Czy przy tym straty Rosjan nadal są wysokie?

Tak, choć obecnie liczba tych strat nieco spada. Ale dzieje się tak tylko dlatego, że zmniejszyli liczbę żołnierzy biorących udział w desperackich szturmach. A to, nawiasem mówiąc, powinno nas zaniepokoić.

Skoro wysyłają mniej ludzi do szturmów, to znaczy, że pewną liczbę pozostawiają w rezerwie i gromadzą te rezerwy.

- Czyli mogą przygotowywać wzmocnienie ofensywy?

Tak. Myślę, że taki zryw może nastąpić w drugiej połowie lata — gdzieś w sierpniu. Jeśli mobilizują około 1 tys. ludzi dziennie, to około 500 od razu wysyłają na front, a kolejne 500 pozostawiają w rezerwie. I gromadzą te siły w celu realizacji zadania politycznego, które dosłownie kilka dni temu ponownie potwierdził Putin: całkowite zajęcie Donbasu i uznanie okupowanych terytoriów za rosyjskie — to warunki zakończenia wojny.

Może dojść do eskalacji. Będzie to ostatni zryw w próbie zajęcia Donbasu i zrealizowania przynajmniej jednego punktu z tego, co Putin ogłosił w nocy 24 lutego 2022 r.

(...)

- Czy Putin ma jeszcze jakieś asy w rękawie, którymi mógłby przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę?

Nie. Jedyne, co teraz widzieliśmy, to stary-nowy atut: nuklearna pałka. Kiedy Putin ma kłopoty, wyciąga nuklearną pałkę i zaczyna nią wymachiwać na wszystkie strony. Proszę jednak zwrócić uwagę na reakcję zachodnich służb wywiadowczych: żadna z nich nie poinformowała o przemieszczeniu głowic nuklearnych.

(...)

- W ostatnim czasie wiele mówi się również o zagrożeniu ze strony Białorusi. Na ile jest ono realne?

W ogóle nie rozumiem, po co to się nagłaśnia. Każdy krzyczy: "jutro nastąpi atak z Białorusi". Ale wystarczy zajrzeć do oficjalnych komunikatów Sztabu Generalnego — a tam jest jasno napisane: na kierunkach wołyńskim i poleskim nie obserwuje się formowania grup uderzeniowych.

Kto miałby tam atakować? Łukaszenko z workiem ziemniaków? Nie ma tam żadnych grup uderzeniowych. Mam nadzieję, że nie będziemy przenosić rezerw na granicę z Białorusią. W tej chwili nie ma zagrożenia z tej strony.

onet.pl


Globalna wyprzedaż obligacji grozi podkopaniem rajdu napędzanego dotychczas entuzjazmem wokół sztucznej inteligencji. Ryzyko spadków na rynku akcji jest wysokie – ostrzegają stratedzy banku Morgan Stanley.

„Jeśli rynek obligacji nadal będzie niestabilny, a długoterminowe rentowności będą dalej rosły, możemy spodziewać się pierwszej poważnej korekty cen akcji od czasu, gdy pod koniec marca rynki osiągnęły dołek” – napisali w tym tygodniu w raporcie dla klientów stratedzy Morgan Stanley.

Ich zdaniem, aby rentowności obligacji spadły, konieczne jest trwałe rozwiązanie konfliktu w Iranie.

(...)

W tym tygodniu rentowność 30-letnich obligacji skarbowych USA wzrosła we wtorek do najwyższego poziomu od prawie 19 lat. Nienotowane od kilkunastu i więcej lat poziomy rentowności odnotowuje się również na rynkach obligacji rządowych Europy Zachodniej, Wielkiej Brytanii oraz Japonii.

Jednak te wysokie wskaźniki mogą wzrosnąć jeszcze bardziej – ostrzega Jamie Dimon, szef największego amerykańskiego banku JPMorgan.

– Przeświadczenie niektórych, że rentowności obligacji nigdy nie wzrosną, jest błędne. Firmy takie jak nasza przygotowują się zarówno na ich wzrost, jak i na ich spadek – powiedział Jamie Dimon.

Funkcjonujące w zupełnie odmiennych nastrojach rynki obligacji i akcji znajdują się na kursie kolizyjnym – oceniają analitycy z firmy analiz finansowych BCA Research, zwracając uwagę na wysokie rentowności obligacji i wygórowane ceny akcji.

W tej sprzeczności istnieje tylko jedno rozwiązanie – rentowności obligacji nie spadną, dopóki na rynkach akcji nie dojdzie do poważniejszej wyprzedaży – uważa BCA Research.

(...)

Inwestorzy powinni zapomnieć o marzeniach o dwóch obniżkach stóp procentowych przez Fed – przekonuje gwiazda rynku obligacji Jeffrey Gundlach.

– Moim zdaniem obniżanie stóp jest po prostu niemożliwe, gdy rentowność dwuletnich obligacji skarbowych jest o 50 punktów bazowych wyższa niż stopa procentowa Fedu – twierdzi Jeffrey Gundlach.

Docelowy przedział stóp Fedu wynosi obecnie 3,5–3,75%, podczas gdy rentowność 2-letnich papierów skarbowych oscyluje wokół 4,08%. Rentowności na rynkach obligacji wzrosły z powodu przyspieszającej inflacji, którą napędza wojna w Iranie i zablokowanie Cieśniny Ormuz.

W kwietniu inflacja konsumencka w USA osiągnęła poziom 3,8% i była najwyższa od maja 2023 roku. Modele firmy inwestycyjnej Jeffreya Gundlacha wskazują, że nadchodzący odczyt inflacji w USA będzie miał czwórkę z przodu.

Weteran rynku długu ostrzega, że rynek akcji jest obecnie bardzo przewartościowany.

- Rynek jest bardzo spekulacyjny, ale zyski firm nadal przewyższają oczekiwania. Uważam, że to tylko dodatkowo podsyciło zapał spekulantów – powiedział Jeffrey Gundlach.

Fed musi zrezygnować z planów łagodzenia polityki pieniężnej i zacząć gonić rynek obligacji, na którym wzrosły rentowności, w przeciwnym razie instytucja ryzykuje utratę kontroli nad stopami – ostrzega Yardeni Research.

Na razie członkowie Fedu wciąż prognozują dwie obniżki stóp w tym i przyszłym roku, jednak rynki oczekują, że kolejnym krokiem instytucji będzie podwyżka oprocentowania.

bankier.pl

piątek, 22 maja 2026



Chińczycy od dawna samodzielnie rozwijają swoje własne rozwiązania, a niektóre ich osiągnięcia mogą budzić podziw. Szkoda tylko, że nie mamy zbyt wielu okazji do ich szczegółowego omówienia - w końcu nie da się ukryć, że trudno je dostać i przetestować w porządnych warunkach. Ale niektórym czasem się to udaje. Ekipa Phoronix sprawdziła 12-rdzeniowy procesor Loongson 3B6000 w licznych testach wydajnościowych opartych na Linuksie.

Model 3B6000 posiada 12 rdzeni obsługujących symultaniczną wielowątkowość (SMT2), co przekłada się na 24 wątki. Procesor pracuje z częstotliwością bazową 2,4/2,5 GHz. Chip ten został ulokowany ma platformie micro-ATX 3B6000x1-7A2000x1-EVB z dwoma gniazdami DIMM, jednym gniazdem M.2, dwoma gniazdami PCIe x16 i zaledwie kilkoma portami USB. Taki zestaw został przetestowany przez zespół Phoronix w dziesiątkach testów, w tym w aplikacjach obsługujących AVX-512. Ogólnie rzecz biorąc, chiński układ 3B6000 nie wypadł najlepiej. Zazwyczaj osiągał trzy razy gorsze wyniki niż sześciordzeniowy Ryzen 5 9600X firmy AMD. Omawiana jednostka była w stanie regularnie wyprzedzać jedynie czterordzeniowy procesor ARM z Raspberry Pi 500.

Należy jednak podkreślić, że w niektórych zastosowaniach Loongson 3B6000 wcale nie wypadł źle. Na przykład w C-Ray 2.0 chip dorównał wydajnością Ryzenowi 5 9600X, a w OpenSSL 3.6 zbliżył się do poziomu Intela Core Ultra 5 245K. W QuickSilver 20230818, 3B6000 zdołał nawet nieznacznie przewyższyć Core Ultra 5 245K i osiągnąć wynik porównywalny z Core Ultra 9 285K. Były to jednak tylko wyjątki. Według zapewnień producenta, architektura procesora LA664 chińskiego układu podobno oferuje wydajność IPC równą architekturze Zen 3, ale wydaje się, że bardzo niskie taktowania uniemożliwiają "wskoczenie" na odpowiedni poziom mocy obliczeniowej. Być może jednak w przyszłości będzie lepiej - w końcu zeszłym roku dowiedzieliśmy się, że chiński producent procesorów pracuje nad nową architekturą LA864, która według doniesień ma potencjalnie zapewnić wydajność na poziomie modeli Intel Raptor Lake 13./14. generacji. 

purepc.pl

czwartek, 21 maja 2026



Wtorkowa /19.05.2026 - red./ wieczorna rozmowa dwóch liderów określana jest przez źródła Axios jako "trudna". Trump miał poinformować Netanjahu o "liście intencyjnym", który zamierzają podpisać Stany Zjednoczone i Iran, aby oficjalnie zakończyć wojnę. List miałby rozpocząć 30-dniowe negocjacje dotyczące irańskiego programu nuklearnego i otwarcia cieśniny Ormuz.

Po rozmowie premier Izraela miał być wręcz "spanikowany" możliwością porozumienia z Iranem. Ambasador Izraela w Waszyngtonie miał poinformować amerykańskich urzędników, że rozmowa z Trumpem "bardzo zaniepokoiła i zmartwiła" Netanjahu, który chce kontynuować działania militarne.

onet.pl


Pod koniec 2025 r. władze obwodu omskiego zamknęły poradnię ginekologiczną i przeznaczyły prawie 2 mln rubli (ok. 94 tys. zł) na remont budynku, aby przekazać go Ministerstwu Obrony i otworzyć tam przychodnię dla weteranów wojen, przede wszystkim uczestników inwazji na Ukrainę.

Wcześniej podobny los spotkał miejski szpital położniczy nr 5. W kwietniu 2022 r. pracownicy placówki usłyszeli podczas zebrania, że szpital może zostać wkrótce zamknięty. Niedługo później plotki się potwierdziły, a 11 listopada tego samego roku podmiot prawny placówki został oficjalnie zlikwidowany.

Kilka lat później regionalny minister zdrowia Dmitrij Markiełow tłumaczył zamknięcie porodówki problemami demograficznymi regionu i spadkiem zapotrzebowania na opiekę położniczą.

- Kiedy w szpitalu położniczym zaprojektowanym na setki porodów miesięcznie odbywa się ich wielokrotnie mniej, pojawia się systemowy kryzys jakości — tłumaczył urzędnik dziennikarzom.

Według samych pracowników zamkniętej porodówki nr 5 każdego roku odbywało się tam jednak ok. 2500 porodów.

Szpital położniczy rzeczywiście nie był w najlepszym stanie i wymagał remontu. Najpierw zamknięto go z powodu przebudowy, a potem okazało się, że zamiast porodówki powstanie tam szpital dla weteranów »specjalnej operacji wojskowej« — opowiedział "Nowej Gaziecie" założyciel "Omskiego Zrzeszenia Obywatelskiego" Danił Czebykin.

W 2024 r. na przebudowę i wyposażenie budynku przeznaczono 400 mln rubli z budżetu federalnego (ok. 18 mln 800 tys. zł), a kolejne 500 mln rubli (ok. 23 mln 500 tys. zł) wyłożyły władze obwodu omskiego. Następnie, decyzją premiera Rosji Michaiła Miszustina, przekazano jeszcze 385 mln rubli (ok. 18 mln zł) na dodatkowe wyposażenie szpitala w 513 jednostek sprzętu medycznego.

Na końcowym etapie prac elewację budynku pomalowano w kolory rosyjskiej flagi. W regionalnym Ministerstwie Zdrowia wyjaśniono dziennikarzom, że "placówka ma służyć pomocy medycznej weteranom i uczestnikom specjalnej operacji wojskowej". W listopadzie ubiegłego roku lokalne media poinformowały, że jeden z oddziałów zaczął już przyjmować pierwszych pacjentów.

(...)

Zdaniem aktywisty omscy urzędnicy są bardzo zadowoleni z rozwoju szpitali Ministerstwa Obrony w regionie i aktywnie wspierają kolejne podobne projekty, ponieważ wiążą się one z ogromnym potencjałem korupcyjnym. Po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę wszczęto kilka głośnych spraw karnych dotyczących defraudacji przy realizacji zamówień wojskowych związanych z remontami, budową i wyposażaniem wojskowych szpitali. Według śledczych przy remoncie wojskowego szpitala garnizonowego w Permie zdefraudowano 35 mln rubli (ok. 1 mln 650 tys. zł).

(...)

Była pielęgniarka z Petersburskiego Instytutu Medycyny Ratunkowej im. Dżanelidzego opowiedziała "Nowej Gaziecie", że w ich placówce funkcjonował specjalny oddział dla rannych uczestników inwazji na Ukrainę.

- Nikt nie chce o tym mówić głośno, ale weteranów »specjalnej operacji« jest tak wielu, że wojskowe szpitale nie są już w stanie ich pomieścić — powiedziała kobieta.

Według niej wielu wojskowych pacjentów przeniesiono obecnie do wojskowego szpitala w Siewieromorsku w obwodzie murmańskim, ponieważ "zużyli praktycznie wszystkie antybiotyki i materiały medyczne", które były potrzebne do leczenia cywilnych pacjentów.

- Formalnie finansowanie leczenia wojskowych w placówkach Ministerstwa Zdrowia powinno być odrębne, ale w praktyce zasoby cywilnej ochrony zdrowia coraz częściej wykorzystywane są na potrzeby wojska — wyjaśniła Waleria Wetoszkina.

Jak twierdzi pielęgniarka z instytutu im. Dżanelidzego, przeniesienie rannych do Siewieromorska zostało przyjęte z ulgą zarówno przez personel, jak i pacjentów.

- Kiedy ich wywieźli, cały oddział odetchnął. Robili straszne awantury. Jasne, PTSD robi swoje, ale to przekraczało wszelkie granice: wykupywali alkohol, bez przerwy przyjeżdżały do nich dostawy, śmietniki były pełne pustych butelek, nie słuchali lekarzy ani pielęgniarek… Na całym oddziale unosił się zapach marihuany — opowiedziała kobieta.

(...)

Występując w Dumie Państwowej w lutym 2025 r., minister zdrowia Michaił Muraszko przyznał, że Rosja zmaga się z ogromnym niedoborem personelu medycznego: w kraju brakuje ponad 23 tys. lekarzy oraz 64 tys. pracowników średniego personelu medycznego.

Z powodu kryzysu kadrowego Rosjanie muszą miesiącami czekać na pomoc medyczną — wszyscy poza uczestnikami wojny, którzy od 2023 r. mają być obsługiwani poza kolejnością.

- Na tle zamykania szpitali w mniejszych miejscowościach i niedoborów kadrowych w systemie ochrony zdrowia władze wprowadzają uprzywilejowaną medycynę dla uczestników "specjalnej operacji wojskowej. Ogromna liczba ludzi zostaje praktycznie bez dostępu do leczenia i musi jeździć po pomoc do innych miejscowości albo nawet do samego Omska — powiedział omski aktywista Danił Czebykin.

onet.pl\Nowa Gazieta


Niektórzy obserwatorzy uważają, że jeśli rosyjski przywódca nie znajdzie odpowiedzi na zastój ofensywy i ataki na własnym terytorium do lata, może to oznaczać punkt zwrotny w wojnie. Jednak Moelling /Christian, ekspert do spraw bezpieczeństwa - red./ nie chce jeszcze posuwać się tak daleko.

- Określenie "punkt zwrotny" brzmi jak tytuł filmu przygodowego. Uważam jednak, że nadal mamy do czynienia z wojną na wyczerpanie, w której postępy są milimetrowe — zaznacza.

onet.pl\BILD


W środę rano w Wilnie (stolicy Litwy) uruchomiony został alarm powietrzny. Parlament został ewakuowany, premier i prezydent zostali przeniesieni do bunkra, a ludzie otrzymali na swoje smartfony ostrzeżenie wzywające do szukania schronienia. W tym samym czasie w powietrze wzbiły się myśliwce NATO.

Powodem był dron, który wkroczył do litewskiej przestrzeni powietrznej i zbliżał się do stolicy. Był to pierwszy alarm tej skali w kraju należącym do UE i NATO od czasu, gdy ponad cztery lata temu Rosja zaatakowała całą Ukrainę.

Jakie interesy ma Rosja i dlaczego to się stało właśnie teraz?

Drony nieustannie spadają na Litwę i pozostałe dwa kraje bałtyckie. We wtorek myśliwiec NATO zestrzelił drona nad estońską przestrzenią powietrzną. Na początku maja na Łotwie w pobliżu granicy z Rosją spadły dwa drony, a jeden z nich uderzył w nieczynny magazyn ropy. Incydent ten wywołał kryzys polityczny, którego skutkiem był upadek łotewskiego rządu.

Władze litewskie zakładają, że dron, który spadł w środę rano, pochodzi z Ukrainy i pierwotnie miał zaatakować cel w Rosji — został jednak zepchnięty z kursu przez rosyjskie środki walki elektronicznej. Państwa bałtyckie oceniają te incydenty jako część rosyjskiej wojny hybrydowej.

Niezależnie od tego, czy były to przypadki, czy celowe działania, incydenty te przynoszą Rosji korzyści. Po pierwsze, Moskwa snuje narrację. Kreml próbuje wykorzystać zbłąkane ukraińskie drony do odwrócenia winy. To nie Rosja zagraża regionowi, ale państwa bałtyckie — tak brzmi twierdzenie. Ponieważ udostępniają one Ukrainie swoją przestrzeń powietrzną do ataków na Rosję. Estonia, Łotwa i Litwa odrzuciły tę narrację jako dezinformację.

Moskwa dąży w ten sposób do jasnego celu. Pod koniec marca Kreml zagroził, że Rosja zareaguje, jeśli inne państwa będą wspierać ukraińskie ataki na rosyjskie porty nad Bałtykiem. W skrajnym przypadku, zgodnie z obawami krajów bałtyckich, można by w ten sposób skonstruować pretekst do rosyjskiego ataku.

onet.pl\Die Welt


Artem, obwód moskiewski

Wojna zdecydowanie stała się bliższa: w nocy z soboty na niedzielę nad naszą dzielnicą latały drony. Wcześniej słyszeliśmy pracę systemów obrony przeciwlotniczej gdzieś w oddali i czuliśmy się nieswojo. Co jeśli nagle przylecą gdzieś w pobliżu? Ale ta właśnie noc była bardzo przerażająca: drony jeden po drugim głośno i nisko przelatywały nad domem, z okien widać było zarówno je, jak i wybuchy towarzyszące ich zestrzeliwaniu. Było strasznie — co jeśli dron spadnie na dom? Jeśli celowo zacznie latać w kierunku domów? A jeśli spadną odłamki z systemu obrony przeciwlotniczej?

Gdzie uciekać, gdzie się schować? W naszej miejscowości nie ma żadnych schronów, a w całym domu są wysokie okna, więc nawet w środku nie ma gdzie się schronić. Wyglądać przez okno — straszne. Nie wyglądać i nie widzieć, dokąd to wszystko leci — jeszcze straszniejsze.

Zawsze współczułem, przeżywałem i smuciłem się wraz z ludźmi po obu stronach, którzy żyją z tym na co dzień. A kiedy sam się z tym zetknąłem, poczułem nowy wymiar złości. Jeszcze bardziej wkurzyłem się na wszystko, co się dzieje, na to, w jakie gó*no nas wciągnęli. Na to, jak bezbronni są ludzie wobec broni.

Nienawidzę wojny, nienawidzę tego, w co zamienia się mój ukochany kraj. Nienawidzę tych, którzy nas w to wszystko wciągnęli. Oby to się jak najszybciej skończyło.

Wiktoria, Rostów nad Donem

Śmieszy mnie czytanie takich nagłówków i podpisów: "Instrukcje Meduzy, które TERAZ są przydatne dla WIELU Rosjan". Co właściwie się zmieniło? Teraz więcej ludzi wie, jak brzmi bezzałogowy statek powietrzny lub rakieta uderzająca w dom w dzielnicy oddalonej o jedną przecznicę od ich o 2.00. No i co z tego? Totalitarny reżim ma to gdzieś. Sąsiedzi, będąc na wczesnym etapie przejścia do autorytaryzmu, nie są już w stanie wpłynąć na władzę. Jakie więc mamy szanse? W najlepszym razie rozłam elit.

Strach już minął. Obudziliśmy się, napisaliśmy, że żyjemy. Przeczytaliśmy, że wszystko w porządku. Dyskutujemy tylko wtedy, gdy ma to realny wpływ na nasze życie.

Oczywiście zmienia się stosunek do wojny. I widzimy w Siłach Zbrojnych Ukrainy tę samą armię z czasów radzieckich, dla której też nie ma nic świętego: ataki przed/w święta, próby pozbawienia ludzi ogrzewania w naprawdę mroźną zimę (grzechem jest narzekać na tle tego, przez co przeszli mieszkańcy Biełgorodu). Niech szlag trafi obie armie.

(...)

Igor, Moskwa

Przez dwa lata się bałem, rozumiałem, że to się stanie. […] 17 maja o 4.00 obudziłem się i od razu zrozumiałem, że słyszę bardzo głośny dźwięk przelatującego drona. I jeszcze. I jeszcze. Strasznie chciało mi się spać, ale nie miałem wątpliwości. To zupełnie nie to samo, co oczekiwanie tego w teorii. Oto, co myślałem, słuchając tego dźwięku ze strachem: wcześniej nie wspierałem finansowo Sił Zbrojnych Ukrainy tylko dlatego, że w Rosji jest to bardzo niebezpieczne. Po takim doświadczeniu nigdy nie będę w stanie tego zrobić. Pamiętam, kto jest agresorem. Ale w środku wszystko się wywraca, kiedy sam jesteś na celowniku.

Znajomy mieszka w Chimkach — słyszał wybuchy przez całą noc, nie spał. Boję się. Chcę po prostu wyjechać żywy. Ale nie da się znacznie przyspieszyć [już zaplanowanego] wyjazdu [z Rosji]. Z całego serca życzę Ukrainie zwycięstwa. Ale jako człowiek się boję. Chcę żyć.

Albert, obwód moskiewski

Zaczęło się o 20.00. Huczało tak, że trzęsła się ziemia, dom i okna. Słychać było, a nawet raz widać było działanie obrony przeciwlotniczej. Córka (10 lat) po raz pierwszy zapytała, co się dzieje. Co jej odpowiedzieć? Powiedzieliśmy jej z żoną, jak jest. Bardzo się bała. Około 2.00 jakby się skończyło, o 3.00 poszliśmy spać, a o 4.00 znowu wybuchy — ups, przepraszam, trzaski. Już nie wytrzymaliśmy, zebraliśmy dzieci i wyjechaliśmy, na szczęście mamy gdzie. Co innego oglądać to wszystko z daleka, a co innego doświadczać tego na własnej skórze. Z jakiegoś powodu nie słychać było dronów, ale i tak jest strasznie, kiedy to wszystko huczy. Myślisz tylko o tym, żeby nic nie spadło ci na głowę. Szczególnie boisz się o dzieci.

Waleria, Rosja

Ostatnio zaczęłam zauważać, że po prostu drżę na dźwięk jakiegoś brzęczenia w oddali, choć mój region nie był atakowany przez drony (ale zdarzało się to w sąsiednich). Czasami nie mogę zasnąć zbyt długo przez myśli, że mogę się nie obudzić.

W moim mieście znajduje się fabryka, w której produkuje się sprzęt wojskowy. Boję się, że drony mogą przylecieć blisko mnie. Dlaczego w pobliżu bunkrów Putina stawia się tak wiele instalacji obrony przeciwlotniczej, a mieszkańców regionów oddalonych od granicy nie potrafią chronić? Nienawidzę tego.

Elena, Moskwa

To jasne, że wojna dotarła do Rosji. Nie mogło być inaczej. Czy to straszne? Tak. Czy to logiczne? Tak. Ale najstraszniejsze rzeczy dzieją się w Ukrainie już piąty rok. Z prawie wszystkimi przyjaciółmi, sąsiadami i kolegami z roku zerwałam kontakt po 24 lutego, kiedy zaczęło się to piekło. Mieszkam w Moskwie całe życie i nie mogłam sobie wyobrazić, że wykształceni i bystrzy ludzie mogą być tak oderwani od rzeczywistości, bezduszni i tępi. Mam nadzieję, że teraz się obudzą.

(...)

Dmitrij, Sankt Petersburg

Przyzwyczaiłem się już do nalotów w regionach, w których mieszkałem i nie boję się ich. Ale tu jest Moskwa, miasto, w którym większość może popierać wojnę, czerpać z niej korzyści i nie ponosić żadnych jej ciężarów. Putin zaproponował Rosjanom wojnę najemniczą na zlecenie, gdzie jeszcze można zarabiać na zbrojeniach. Wojna toczy się gdzieś daleko i nas nie dotyczy, my żyjemy w pokoju i zarabiamy pieniądze. Pierwsza reakcja: a co z nami? Ani ostrzał Kijowa, ani Bucza, ani cmentarz w Mariupolu nikogo nie poruszały. Ale własna koszula okazała się bliższa ciała. Okazuje się, że wszczęcie wojny może wiązać się z odwetem.

Ukraińcy, jesteśmy tu zakładnikami faszystowskiego reżimu. Tylko bombardowaniami Moskwy i strajkami dyplomatycznymi można zmusić agresora do pokoju. Wojna w końcu wraca do rodzinnej przystani. W pełni odczuwam waszą satysfakcję. Jeśli zakończenie wojny wymaga przyjęcia ognia na siebie, to znaczy, że tak trzeba. Zbyt długo patrzyliśmy, jak was zabijają. Dręczyły nas wstyd i poczucie winy, że nie potrafimy tego powstrzymać. Wasze uderzenia są jak znieczulenie, przynoszą ulgę. Sytuacja moralna jest odrażająca, ale jest szansa, że do ludzi coś dotrze. Chciałabym uciec z tej klatki, żeby nie płacić podatków i oszczędzić dzieciom propagandy. To najmniej, co możemy zrobić. Wybaczcie nam.

Galina, Moskwa

Tak, to straszne. Ale przerażające jest to, że z drugiej strony się cieszę. Dla mnie to sprawiedliwa zemsta.

(...)

Maksym, Finlandia (wcześniej Moskwa)

Jest ciężko. W Moskwie mam mnóstwo przyjaciół i mamę. Boję się o nich, ale szczerze mówiąc, mam wrażenie, że to naprawdę pomaga ludziom w Rosji uświadomić sobie pewne rzeczy. To straszne, nie powinno tak być, ale pomaga.

(...)

Roman, Moskwa

Rozczaruję tych, którzy uważają, że te masowe uderzenia na Rosję kogoś do czegoś przekonają. Już od kilku znajomych — od zwolenników wojny, po ludzi wcześniej całkowicie neutralnych — usłyszałem mniej więcej to samo: "dlaczego nie odpowiadamy?".

To ludzie, nad których głowami niemal codziennie latają drony i regularnie uderzają w pobliskie domy. Sam coraz częściej łapię się na myśli, że jeśli teraz się poddamy, to po prostu nas zmiażdżą przy pierwszej okazji. Nienawidzę jednakowo wszystkich polityków we wszystkich krajach, nie wierzę już nikomu i niczemu. Dla nich wszyscy jesteśmy po prostu ubocznymi ofiarami. I chcę jak najdłużej zachować w sobie zdolność do niecieszenia się z tego, gdy gdzieś kogoś bombardują.

onet.pl\meduza.io


— W ostatnich latach Pekin w bardzo ukierunkowany sposób pracował nad tym, by zaprezentować się jako centralna potęga globalna — wyjaśnia Simona A. Grano, ekspertka ds. Chin z Uniwersytetu w Zurychu. Narzędziami do realizacji tego "diabelskiego planu" są gęste powiązania gospodarcze, strategiczne projekty infrastrukturalne, takie jak inicjatywa Jeden pas, jedna droga (nazywana Nowym Jedwabnym Szlakiem), a także wysoce profesjonalna komunikacja międzynarodowa.

Jednocześnie globalny wzrost znaczenia Chin jest retorycznie doskonale inscenizowany przez Komunistyczną Partię Chin. — Pekin świadomie opowiada historię Chin, które uosabiają stabilność, niezawodność i długoterminowe partnerstwa, zwłaszcza w kontraście do Zachodu, który wydaje się coraz bardziej spolaryzowany — mówi Grano.

(...)

W ciągu ostatnich 365 dni w Pekinie pojawiła się rekordowa liczba wysokich rangą przedstawicieli państw. Poniżej znajduje się fragment listy gości Xi oraz ich cele:
  • prezydent Rosji Władimir Putin: pomoc w przetrwaniu gospodarczym poprzez eksport ropy i gazu,
  • prezydent USA Donald Trump: otwarcie cieśniny Ormuz dla handlu ropą,
  • kanclerz Niemiec Friedrich Merz: uczciwe warunki rynkowe dla przemysłu i mediacja w sprawie Ukrainy,
  • prezydent Francji Emmanuel Macron: ochrona europejskiego eksportu przed polityką celną USA,
  • premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer: wznowienie zablokowanego dialogu gospodarczego,
  • premier Kanady Mark Carney: dywersyfikacja eksportu surowców poza USA,
  • premier Kanady Pedro Sanchez: stabilizacja stosunków gospodarczych, nowe inwestycje,
  • przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen: dostęp do rynku, wsparcie w wojnie w Ukrainie,
  • premier Finlandii Petteri Orpo: stosunki handlowe, zielone technologie, porozumienie w sprawie zagrożenia ze strony Rosji.
onet.pl\Blick.ch

środa, 20 maja 2026



W wyniku udanych ukraińskich kontrataków dronów na rosyjskie miasta nastroje w Rosji zbliżają się do punktu krytycznego. Pogłębiający się kryzys gospodarczy i brak sukcesów militarnych stanowią zagrożenie dla Władimira Putina — twierdzi znawca Rosji Andrej Gurkow.

— W dziesiątkach miast Rosji w nocy ogłaszany jest alarm lotniczy. To coś zupełnie nowego dla rosyjskiej ludności — mówi rosyjski dziennikarz i ekspert ekonomiczny Andrej Gurkow.

Przykładem może być popularny filmik przedstawiający młodą Rosjankę z Moskwy, która zastanawia się, dlaczego w jej mieście nagle słychać wybuchy: "Nigdy nie sądziłam, że wojna dotrze do nas". — To właśnie osiągnęli Ukraińcy tym atakiem na Moskwę — dodaje Gurkow.

Kreml zdaje sobie z tego sprawę i robi ruchy wyprzedzające. Okazuje się też, że do realizacji swoich celów Putin nagle potrzebuje Europy; obszaru, którym jeszcze do niedawna gardził.

Urodzony w Rosji dziennikarz, który ma szerokie kontakty w swojej ojczyźnie i intensywnie obserwuje media, dochodzi do wniosku, że "nastrój się zmienia". Wiele osób odczuwa pilną potrzebę, by jakoś zakończyć wojnę. — To uczucie, którego jeszcze kilka miesięcy temu nie było.

(...)

Według Gurkowa Kreml reaguje na wielowarstwowy kryzys, wysyłając sygnały zarówno do własnej ludności, jak i za granicę. Chodzi o prezentację, która ma pochodzić z rządu Putina i została przekazana rosyjskojęzycznym mediom za granicą — o treści wysoce kontrowersyjnej.

W Rosji nazywa się to metodiczka, czyli instrukcje metodyczne. Jak można by przekonać społeczeństwo do zawieszenia broni lub zawarcia pokoju? I tam w niezwykle interesujący, niezwykle cyniczny i sprytny sposób wymieniono wszystko, co trzeba podać społeczeństwu, aby miało poczucie: "wygraliśmy tę wojnę tak wspaniale, że możemy być dumni" - wyjaśnia.

(...)

Rosjanin interpretuje propozycję Władimira Putina, aby były kanclerz Gerhard Schroeder pełnił rolę mediatora w negocjacjach pokojowych z Ukrainą, jako sygnał skierowany do Europy. Nawet jeśli Schroeder, jako były lobbysta gazowy na usługach Rosji, nie jest neutralnym mediatorem, to inicjatywa Putina odzwierciedla gotowość do nawiązania kontaktu z Europą.

onet.pl\BILD

wtorek, 19 maja 2026



Poufne dokumenty Mety odsłaniają kulisy nadchodzącej fali zwolnień, która ruszy już 20 maja. Właściciel Facebooka i Instagrama planuje zredukować zatrudnienie o około 10%, co oznacza zwolnienie blisko 8 tysięcy osób.

(...)

Nadchodzące zmiany to także drastyczne spłaszczenie struktury zarządzania firmą. Meta likwiduje wiele stanowisk menedżerskich na rzecz mniejszych, autonomicznych zespołów projektowych. Bardziej horyzontalna struktura ma pozwolić korporacji na szybsze podejmowanie decyzji i wyraźne podniesienie produktywności.

Jednocześnie firma zamierza przenieść aż 7 tysięcy dotychczasowych pracowników do zupełnie nowych działów powiązanych z AI. Przesunięcia te, nazywane wewnątrz firmy „poborem”, zasilą m.in. zespoły Applied AI Engineering. Część osób o zmianie swoich stanowisk dowiezie się w tym samym dniu, w którym ogłoszone zostaną zwolnienia.

Wielka reorganizacja to bezpośredni efekt gigantycznych nakładów inwestycyjnych na rozwój zaawansowanych modeli AI. Mark Zuckerberg już wcześniej uprzedzał, że koszty infrastruktury wymuszą drastyczne oszczędności w innych obszarach, w tym likwidację 6 tysięcy nieobsadzonych wakatów. Ciągła niepewność doprowadziła jednak do bezprecedensowego tąpnięcia morale w firmie.

Działania Mety wpisują się w szerszy trend widoczny w całej Dolinie Krzemowej. Coraz więcej gigantów technologicznych decyduje się na masowe cięcia kosztów, aby sfinansować transformację w kierunku technologii „AI-native”. 

bankier.pl