sobota, 9 maja 2026



– Uważam, że udostępnienie narzędzia Claude w styczniu tego roku można przyrównać do 1981 roku, kiedy to pojawił się Microsoft – powiedział Paul Tudor Jones w głośnym wywiadzie dla stacji CNBC.

Uważnie obserwowany przez Wall Street legendarny spekulant dostrzega w obecnej adaptacji sztucznej inteligencji podobieństwa do 1995 roku, kiedy zadebiutował system operacyjny Windows 95, co przyspieszyło komercyjne wykorzystanie internetu. Choć rozwój AI przypomina wczesne etapy ekspansji technologicznej, wywołana nim hossa przypomina już raczej rok 1999, czyli okres na około rok przed pęknięciem bańki dot-comów.

– To był początek cudu produktywności, który trwał od 4 do 5,5 roku. Powiedziałbym, że jesteśmy w 50–60 procentach tej drogi. Jeśli miałbym szacować, zostało nam jeszcze rok lub dwa lata rajdu – powiedział Paul Tudor Jones.

Inwestor przyznaje, że dokupił więcej akcji spółek powiązanych ze sztuczną inteligencją, jednak nie zdradza konkretnych nazw.

– Gram pod trendy makroekonomiczne, więc po prostu kupuję koszyki akcji. Powiem krótko, to szalony, szalony czas. Zawsze lubię szukać historycznych precedensów – stwierdził Jones.

bankier.pl


Daleko idące ograniczenia celebracji najważniejszego święta w kalendarzu Kremla, to po pierwsze dowód na ogromny sukces ukraińskiej kampanii uderzeń dronami i rakietami na cele w Rosji. Po drugie to pokaz słabości rosyjskich sił zbrojnych, najwyraźniej niebędących w stanie zagwarantować Władimirowi Putinowi, iż nic nie spadnie na Plac Czerwony podczas uroczystości.

Decyzja o daleko idącym ograniczeniu defilady została ogłoszona jeszcze pod koniec kwietnia. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow przyznał wprost, że to reakcja na "zagrożenie terrorystyczne" ze strony Ukraińców. Dodatkowo usprawiedliwiał to faktem, że tegoroczna rocznica nie jest okrągła, tylko 81. W związku z tym postanowiono zrezygnować z bodaj najistotniejszego pokazu siły militarnej Rosji - przejazdu kolumny ciężkiego sprzętu przez Plac Czerwony. Od kiedy te defilady zaczęto jeszcze w czasach ZSRR z okazji rocznicy rewolucji październikowej, był to gwóźdź programu. W latach 90. na chwilę z niego zrezygnowano, ale po przejęciu władzy przez Władimira Putina wrócono, zaś całą defiladę przeniesiono na lepiej pasujący do nowych czasów 9 maja. Nawet po inwazji na Ukrainę starano się udawać, że wszystko jest po staremu i organizowano przejazdy ciężkiego sprzętu, choć na mniejszą skalę niż przed wojną. Był to pokaz wiary, że Ukraina Ukrainą, ale Rosja pozostaje mocarstwem i tu oto jedzie na to dowód. Aż do 2026 roku.

Tegoroczna defilada została ograniczona do przemarszu tak zwanej kolumny pieszej, czyli żołnierzy reprezentujących rodzaje sił zbrojnych, uczelnie wojskowe i różne inne formacje rosyjskiego wojska oraz sił Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Tradycyjnie był to początkowy etap uroczystości. Po przywitaniu dygnitarzy, przemówieniu Putina, oficjalnych meldunkach składanych ministrowi obrony przez dowódcę parady (zazwyczaj dowódca wojsk lądowych), czworoboki żołnierzy oraz funkcjonariuszy ruszały do przemarszu przed trybuną honorową zbudowaną wokół mauzoleum Lenina. Po nich na opustoszały z ludzi Plac Czerwony wjeżdżały pojazdy, na końcu przelatywały śmigłowce i samoloty. W tym roku mają się jeszcze pojawić w ograniczonej formie tylko te ostatnie, pod postacią formacji maszyn Su-27 i MiG-29 zespołów akrobacyjnych, a na końcu Su-25 rysujących na niebie flagę Rosji.

Pozwoli to znacząco skrócić uroczystości na Placu Czerwonym (przemarsz ma trwać około 20 minut) i ograniczyć ryzyko, że Ukraińcy w jakiś sposób zjawią się nieproszeni. Być może rosyjski wywiad ustalił, że ci w tym roku są zdeterminowani to uczynić. Na tegorocznych obchodach nie będzie wielu zagranicznych gości, a ci nieliczni obecni będą z raczej drugiego i trzeciego szeregu. Jeśli w 2025 roku Moskwę odwiedził m.in. przywódca Chin Xi Jinping, tak w 2026 roku do Rosji przyjadą Łukaszenka z Białorusi, prezydent Laosu Thongloun Sisoulith i Sultan Ibrahim z Malezji. Rok temu jakiekolwiek zagrożenie bezpieczeństwu chińskiego dygnitarza nie było na rękę Ukraińcom. W tym roku może być inaczej.

(...)

Łatwiejsze do wykonania byłoby wysłanie na Moskwę dronów startujących z terytorium Ukrainy. Ukraińcy już praktycznie co noc posyłają ich na Rosję ponad setkę, a czasem nawet kilkaset. Moskwa rzadko jest głównym celem, a jeszcze rzadziej coś się przedziera nad jej centrum, bo jest to najsilniej broniony obszar w całym kraju. Choć akurat w poniedziałek nad ranem w tym tygodniu jakiś bezzałogowiec wleciał w apartamentowiec stojący około 10 kilometrów od Placu Czerwonego, wyrządzając powierzchowne szkody. Na 9 maja Ukraińcy mogliby skoncentrować wszystkie dostępne drony na Moskwie, podnosząc statystyczną szansę, że jakiś dotrze nad jej centrum dzięki przesaturowaniu obrony przeciwlotniczej. Nie musiałby nawet spaść na Plac Czerwony podczas defilady. Sam alarm powietrzny i ewakuacja VIP-ów przed kamerami byłyby zwycięstwem propagandowym Ukraińców. W całej tej grze chodzi bowiem o wizerunek i autorytet, niekoniecznie o wyrządzenie realnych szkód.

W systemie autorytarnym, bo takim jest Rosja, ogromne znaczenie ma autorytet przywódcy, co sugeruje już sama nazwa ustroju. Władza opiera się na wierze ludzi w sprawczość systemu - zarówno pod względem nagradzania lojalności, jak i karania za jej brak. Kiedy wódz zaczyna sprawiać wrażenie niemającego realnego wpływu na rzeczywistość, system zaczyna się rozsypywać. Ludzie zaczynają wierzyć, że może być inaczej. Nie chodzi przy tym o gotowość zwykłych obywateli do wyjścia na ulice i walkę o demokrację. Raczej o to, że bezpośrednie otoczenie Putina może odważyć się podnieść na niego rękę i wymienić na kogoś innego. Stąd też zamiłowanie do budowania wizerunku silnego człowieka trzymającego ster kraju pewną ręką i do wszelkich pokazów siły, jak na przykład wielkie defilady na 9 maja, w symboliczną rocznicę zwycięstwa nad III Rzeszą. Nie bez powodu ta data stała się jednym z filarów budowy tożsamości Rosjan pod kierownictwem Putina. To jego przekaz o Rosji rozstrzygającej losy świata.

Wszystko to pozwala zrozumieć, jak znaczącym wydarzeniem jest tegoroczne ograniczenie skali defilady. Z przekazu o sile Rosji robi się przekaz o Rosji w stanie zagrożenia ze strony Ukraińców, które do tej pory trywializowano lub całkowicie pomijano. Nie chodzi o samo ograniczenie skali wydarzenia w Moskwie, ale też całkowitą rezygnację z wielu defilad regionalnych, które zazwyczaj jej towarzyszyły. Według wyliczeń portalu "Verstka" 1/3 stolic regionalnych w ogóle zrezygnowała z uroczystości, głównie te na zachodzie kraju, w zasięgu ukraińskich dronów. Tylko 18 z 85 stolic regionalnych urządza defilady z udziałem ciężkiego sprzętu. W Moskwie odwołano nawet tradycyjny "marsz nieśmiertelnego pułku", w którym biorą udział rodziny już nieżyjących weteranów niosące ich zdjęcia. Ma się odbyć "wirtualnie", choć nie wyjaśniono w jaki sposób.

Do tego zarządzono daleko idące środki bezpieczeństwa. W Moskwie i wielu innych miastach oznacza to między innymi całkowite wyłączenie mobilnego internetu. Zablokowane jest nawet wysyłanie zwykłych sms-ów, głównie w celu uniemożliwienia Ukraińcom korzystania z sieci do zdalnego sterowania dronami, czy detonowania bomb. W centrum stolicy rozmieszczono liczne zespoły snajperów, przeciwlotnicze z lekką bronią ręczną, a na niektórych budynkach zamontowano nawet systemy obrony przeciwlotniczej krótkiego zasięgu Pancyr. Całe miasto roi się od służb bezpieczeństwa. Jeszcze więcej ciężkiej broni przeciwlotniczej znajduje się wokół stolicy, tworząc gęsty pierścień obrony przestrzeni powietrznej.

gazeta.pl

piątek, 8 maja 2026



Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podpisał w piątek dekret, na mocy którego wyłączył obszar wokół Placu Czerwonego w Moskwie z planu użycia ukraińskiej broni podczas parady w Moskwie, co umożliwi jej zorganizowanie 9 maja. Dekret wchodzi w życie z dniem podpisania.

Zgodnie z dokumentem opublikowanym na oficjalnej stronie internetowej głowy państwa decyzja została podjęta "w celach humanitarnych, zgodnie z ustaleniami poczynionymi podczas rozmów ze stroną amerykańską w dniu 8 maja 2026 r.".

Wcześniej Zełenski poinformował, że w ramach procesu negocjacyjnego, przy pośrednictwie Stanów Zjednoczonych, Rosja zgodziła się przeprowadzić wymianę jeńców wojennych w formacie 1000 za 1000 oraz ustanowić zawieszenie broni w dniach 9-11 maja. 

PAP

czwartek, 7 maja 2026



Donald Trump ogłosił w niedzielę w mediach społecznościowych operację "Projekt Wolność" - defensywną misję mającą otworzyć cieśninę Ormuz dla żeglugi handlowej, czym zaskoczył sojuszników z Zatoki Perskiej.

Jak podaje NBC News, Arabia Saudyjska miała potem poinformować USA, że nie zgodzi się na loty z bazy Prince Sultan na południowy wschód od Rijadu ani na przeloty przez swoją przestrzeń powietrzną. Rozmowa Trumpa z księciem Mohammedem bin Salmanem nie przełamała impasu, więc prezydent USA wstrzymał operację.

Amerykańskie wojsko przygotowywało kolejne statki do przejścia przez cieśninę Ormuz, gdy operację nagle przerwano. Wcześniej Dowództwo Centralne USA podało, że dwa statki pod amerykańską banderą przepłynęły już w ramach "Projektu Wolność".

wp.pl


Rosyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało, że w nocy obrona przeciwlotnicza zestrzeliła 347 ukraińskich dronów. To największa liczba od 25 marca, kiedy raportowano 389 strąceń. Ataki i przechwycenia miały miejsce nad wieloma regionami, m.in. biełgorodzkim, briańskim, wołgogradzkim i w regionie moskiewskim, a także nad Morzem Azowskim, Kaspijskim i Czarnym.

Mer Moskwy Siergiej Sobianin przekazał w swoim kanale, że na stolicę leciało 11 dronów. Niezależny kanał Astra informował o zgłoszeniach wybuchów w Naro-Fomińsku pod stolicą Rosji. Ukraiński kanał Supernova+ podał z kolei, że w mieście celem był wojskowo-logistyczny kompleks Ministerstwa Obrony "Nara". Według gubernatora obwodu briańskiego Aleksandra Bogomaza tamtejsza obrona zestrzeliła 121 dronów. W Briańsku rannych zostało 13 osób, w tym dziecko; uszkodzone są dwa bloki i 40 samochodów.

W regionie twerskim, w mieście Rżew, uszkodzono kilka domów i ewakuowano 350 mieszkańców - poinformował szef obwodu Witalij Korolow. Równolegle Federalna Agencja Lotnicza Rosji w ciągu nocy ogłaszała zamknięcie kilkudziesięciu lotnisk. W samej Moskwie wstrzymano operacje na lotniskach Wnukowo i Domodiedowo. To działania typowe przy zwiększonym zagrożeniu w przestrzeni powietrznej, co potwierdza skalę nocnych alarmów.

wp.pl


Ceny ropy naftowej odnotowały znaczący spadek po informacjach o możliwym porozumieniu między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, które miałoby zakończyć trwającą wojnę. (...)

Według analizy The Kobeissi Letter, na godzinę przed publikacją informacji przez serwis Axios, inwestorzy otworzyli krótkie pozycje na rynku ropy o wartości niemal miliarda dolarów. W ciągu 70 minut po ogłoszeniu wiadomości ceny ropy Brent i WTI spadły odpowiednio o 11,9 proc. i 13 proc., co przyniosło zyski rzędu 125 mln dolarów.

— "Dziś o 3:40 czasu wschodniego otwarto niemal 10 tys. kontraktów na spadek notowań ropy, bez pojawienia się wcześniej istotnych wiadomości. To odpowiada wartości nominalnej około 920 mln dolarów, co stanowi wyjątkowo dużą transakcję jak na tę godzinę" — wskazuje The Kobeissi Letter.

Były specjalista ds. analizy ilościowej banku inwestycyjnego JPMorgan, Marko Kolanovic, skomentował te wydarzenia, określając je jako dowód na "oczywiste manipulacje na rynku". Z kolei Eric Nuttall z Ninepoint Partners zauważył, że zmienność na rynku energii może być celowo wywoływana, zachęcając inwestorów do skupienia się na długoterminowych perspektywach.

Warto przypomnieć, że podobne transakcje miały miejsce w przeszłości. Na przykład 7 kwietnia zawarto transakcję wartą 950 mln dol., a tydzień później kolejną o wartości 760 mln dol., tuż przed publikacją wiadomości wpływających na ceny ropy.

businessinsider.com.pl


Ukraińcy zaczynają na dużą skalę atakować dronami cele na dystansie rzędu 20-150 kilometrów za linią frontu. Pozwala na to cała nowa generacja bezzalogowców, które stają się zmorą rosyjskiej logistyki, przeciwlotników, a czasem nawet lotników. To jeden z najważniejszych nowych wojennych trendów.

Ataki na takich dystansach są potocznie nazywane "atakami średniego zasięgu". Pomiędzy z jednej strony masowymi i najczęściej widocznymi na nagraniach frontowymi dronami FPV, które rzadko sięgają na dalej niż 20-30 kilometrów, oraz z drugiej strony dronami uderzeniowymi o charakterze strategicznym, które wlatują na setki, albo i ponad tysiąc kilometrów, uderzając w rafinerie, fabryki i tego rodzaju obiekty.

Pomiędzy nimi jest, albo raczej był, do tej pory słabo zagospodarowany obszar. Obie strony miały narzędzia do ataków na dystansach rzędu kilkudziesięciu albo około 100 kilometrów, ale w bardzo małych ilościach. Teraz Ukraińcy to zmieniają, kładąc duży nacisk na ten średni zasięg. Mówił o tym dwa razy w ostatnich dniach prezydent Wołodymir Zełeński przy okazji rozmów z ministrem obrony Mychajło Fedorowem. Według jego najnowszego komunikatu, w kwietniu tego rodzaju ataków było dwa razy więcej niż w marcu i wartość ta ma szybko rosnąć, bo jest na to kładziony priorytet. Pod koniec kwietnia prezydent mówił też, że w tym roku zostało zamówione już pięć razy więcej odpowiednich dronów niż rok temu.

Liczby bezwzględne nie są znane, ale sądząc po mnogości nagrań, muszą to być setki, jeśli już nie tysiące uderzeń miesięcznie. Ukraińcy od dawna publikowali komplikacje tego rodzaju ataków, ale prowadzonych na niewielką skalę, niemal wyłącznie w wykonaniu dwóch elitarnych jednostek – Prymary i Lazar. Obie mają na koncie wiele rosyjskich systemów przeciwlotniczych i radarowych, w większości upolowanych na Krymie. Pisaliśmy o tym jeszcze w 2025 roku.

To, co się zmienia teraz, to znaczny wzrost intensywności ataków i skierowanie ich nie tylko na rzadkie i bardzo cenne systemy uzbrojenia, ale na nawet najprostsze ciężarówki i samochody dostawcze. To efekt rozwoju technologicznego i wzrostu skali produkcji do stopnia czyniącego odpowiednie bezzałogowce dość tanimi i masowymi, aby móc je używać na takie cele. Pierwsze sygnały o tej zmianie realiów zaczęły napływać od Rosjan jeszcze pod koniec zimy, kiedy ukraińskie drony zaczęły częściej atakować pojazdy z zaopatrzeniem na drogach wokół Doniecka. Około 40-50 kilometrów za linią frontu. Teraz problem miał się rozlać na więcej odcinków, choć głównie w Donbasie i na Zaporożu.

Jak piszą na swoim blogu "Two Marines" amerykański były wojskowy, aktualnie analityk Rob Lee, oraz służący w ukraińskiej piechocie morskiej specjalista od bezzałogowców Dmytro Putiata (lepiej znany jako "Kriegsforsher" na X), pod koniec kwietnia niektóre rosyjskie dywizje zostały zmuszone do ograniczania zużycia paliwa. Na razie o 15-20 procent, ale to i tak duży sukces, osiągnięty przez Ukraińców poprzez ataki na pociągi, cysterny i składy paliwa. Rosyjskie dowództwo miało zakazać jazdy ciężarówkom w konwojach bliżej niż 50 kilometrów od linii frontu. Na większych dystansach muszą mieć dedykowaną osłonę w postaci mobilnych grup przeciwlotniczych. Dodatkowo miał się zacząć proces przenoszenia niektórych składów zaopatrzenia na odległości przekraczające 100 kilometrów, bo dotychczas wiele mniejszych lokowano na dystansach rzędu 60-80 kilometrów.

W początkowej fazie wojny za ataki na takich odległościach odpowiadały głównie amerykańskie systemy HIMARS. Jednak z czasem Rosjanie nauczyli się dość dobrze zagłuszać ich systemy naprowadzania oparte o GPS, a do tego maskować i rozpraszać swoje siły. W połączeniu ze znacznym ograniczeniem dostaw samych rakiet GMLRS używanych przez ten system, ich wpływ na sytuację za frontem znacznie osłabł w porównaniu do lat 2022-23. Potrzeba było alternatyw i Ukraińcy właśnie wydają się być w momencie, kiedy osiągają ponownie "efekt HIMARS", ale teraz przy pomocy bezzałogowców średniego zasięgu, które w znacznej mierze produkują sami i są niezależne od niczyich kaprysów.

Trudno precyzyjnie wyliczyć, jakie to ukraińskie drony są używane w tej nowej kampanii i jakie dokładnie mają możliwości. Pojawiło się ich wiele na przestrzeni minionego roku, a informacje na ich temat są bardzo skąpe. Większość jest nominalnie ukraińska, choć najczęściej z istotnym wkładem zagranicznych producentów i projektantów. Jednym z najstarszych jest Khaki-20, który używa głównie wspomniana jednostka Prymary. Pierwsze przypadki to jeszcze 2024 rok. Kluczowy element, czyli system naprowadzania, ma być oparty o amerykański system łączności satelitarnej Starlink, umożliwiający działanie na odległościach przekraczających 100 kilometrów od linii frontu. To one mają być odpowiedzialne za wiele ataków na cenne rosyjskie radary, systemy przeciwlotnicze czy wyrzutnie rakiet na Krymie. Skala ich produkcji i użycia z jakiegoś powodu pozostaje jednak ograniczona.

Aktualnie znacznie większy wpływ mają nowsze i powstające w większych ilościach drony takie jak ukraińskie Buława, RAM-2X, FP-2 czy Khmarynka, oraz amerykański Hornet. Ich cechą wspólną jest to, że są maszynami skrzydlatymi, co daje znacznie większy zasięg lotu niż w przypadku frontowych dronów ze śmigłami. Większość ma głowice bojowe ważące po kilka kilogramów, co sprawia, że nadają się najlepiej na cele nieopancerzone lub lekko opancerzone. Wyróżnia się tutaj jedynie FP-2, który jest modyfikacją starszych FP-1 używanych do ataków strategicznych. Skrócono jego zasięg do rejonu 150 km, w zamian znacznie zwiększając głowicę do jakoby 100 kilogramów. To już istotna siła rażenia, zdolna zburzyć budynek czy spowodować poważne szkody w na przykład składzie paliw.

Niejasna jest kwestia naprowadzania tych wszystkich dronów, co jest kluczowym elementem umożliwiającym ich skuteczne użycie na średnich dystansach. Jak wynika ze zdjęć publikowanych przez Rosjan, wykonanych przez ich bezzałogowce przechwytujące, praktycznie każdy z wymienionych dronów może mieć wariant z systemem Starlink.

Niektóre jednak go nie mają i muszą być naprowadzane przy pomocy klasycznych łączy radiowych, choć najpewniej z pomocą innych bezzałogowców służących za latające stacje transmisyjne. W przypadku amerykańskiego Horneta, stworzonego przez dużo inwestującą w drony dla Ukrainy firmę Swift Beat byłego szefa Google Erica Schmidta, mowa o jakiejś formie naprowadzania końcowego przy pomocy AI. Maszyna ma być zdolna samodzielnie rozpoznawać cele na wyznaczonym obszarze i je automatycznie atakować. Do tego nawigować poprzez rozpoznawanie terenu i porównywanie go z mapami zapisanymi w pamięci. Czyni ją to właściwie niewrażliwą na systemy walki elektronicznej, przez co jest przez Rosjan traktowana jako szczególnie groźna i nazywana "Marsjanin-2". Dodatkowo według ich ocen Hornet ma być produkowany starannie, ale z dość tanich i prostych podzespołów, co czynią go podatnym na naprawdę masową produkcję.

Niezależnie od tego "jak", to jest ewidentne, że Ukraińcy zaczęli odnosić spore sukcesy w atakach na średnim dystansie. Przyjęte przez nich rozwiązania muszą działać. Rosyjscy komentatorzy lamentują, że Ukraińcy w tej kategorii wyraźnie skoczyli naprzód, choć to rosyjskie wojsko jako pierwsze używało skutecznie dronów skrzydlatych o zasięgu rzędu kilkudziesięciu kilometrów w postaci kolejnych wersji Lancetów. Skala ich użycia pozostaje jednak niezmiennie ograniczona, zwłaszcza w porównaniu do eksplozji skali użycia innych bezzałogowców uderzeniowych. Skala użycia nowej generacji ukraińskich maszyn ma natomiast gwałtownie rosnąć.

Skuteczne ataki na bliskie zaplecze frontu mają natomiast ogromne znaczenie dla tego, co się dzieje w strefie bezpośrednich walk. Bez działającej logistyki każda armia staje się masą głodnych, zdemoralizowanych i niemających czym walczyć ludzi. Do tej pory jej funkcjonowanie na dystansach przekraczających 20-30 kilometry było ogólnie bezpieczne. Nie licząc okazyjnych ataków na wykryte składy zaopatrzenia czy punkty przeładunkowe. Jeśli teraz nawet pojedyncza ciężarówka jadąca gdzieś 100 kilometrów za linią frontu staje się potencjalnym celem, to sytuacja logistyki znacząco się skomplikuje. Nie zatrzyma to rosyjskiego wojska z dnia na dzień w miejscu, ale będzie dodatkowym obciążeniem dla całego systemu, który i tak już jest na granicy wydajności.

gazeta.pl

środa, 6 maja 2026



"MSZ Rosji apeluje do władz państwa kraju/kierownictwa organizacji o potraktowanie tego wezwania z najwyższą odpowiedzialnością i zapewnienie ewakuowania we właściwym czasie personelu dyplomatycznego i innych misji, a także swoich obywateli z Kijowa" — wskazała Moskwa w nocie, którą otrzymali zagraniczni dyplomaci.

Rzeczniczka rosyjskiego MSZ wskazała, że powodem jest "nieuchronność uderzenia sił Rosji na Kijów, w tym na ośrodki decyzyjne, w przypadku realizacji planów zakłócenia przez Ukrainę świętowania Dnia Zwycięstwa 9 maja w Moskwie".

— Zełenski pozwolił sobie na agresywne i groźne oświadczenia o zamiarze zakłócenia uroczystości Dnia Zwycięstwa w Moskwie poprzez akty terrorystyczne. Słyszeli to przedstawiciele niektórych krajów UE. Nikt z nich nie upomniał ukraińskiego przywódcy — powiedziała Maria Zacharowa.

onet.pl


We wtorek w stanie Indiana rozpoczyna swoją kampanię odwetową, próbując pozbawić stanowisk ośmiu republikańskich legislatorów stanowych, którzy zablokowali jego plan zmiany okręgów wyborczych.

Następnie przenosi się do Luizjany i Kentucky, gdzie wspiera konkurentów dwóch swoich wieloletnich przeciwników — senatora Billa Cassidy’ego i kongresmena Thomasa Massiego, których od lat chce usunąć z polityki. Trump wskazał też swoich faworytów w zaciętych prawyborach republikańskich do Senatu w Alabamie oraz na stanowisko gubernatora Georgii. Problem w tym, że jego kandydaci nie radzą sobie z walką z konkurencją.

Wyniki pokażą, na ile skuteczna jest polityczna machina prezydenta w mobilizowaniu republikańskich wyborców, gdy jego nazwisko nie widnieje na karcie do głosowania, oraz jak bardzo zwolennicy ruchu MAGA są gotowi poprzeć jego kolejną kampanię odwetu.

Były kongresmen republikański Adam Kinzinger, częsty cel ataków Trumpa, który odszedł z Kongresu po burzliwych reakcjach na jego głos za impeachmentem prezydenta w 2021 r., ujął to tak: jego zdaniem Trump osiągnął już maksimum swojej politycznej mocy, a teraz widać początek jej spadku. Dodał też, że "może to być ostatni cykl wyborczy, w którym Trump będzie miał realny wpływ na własną przyszłość, a jego wyborcy zaczynają coraz bardziej myśleć o tym, co będzie dalej".

Trump ma długą historię skutecznego eliminowania swoich przeciwników w Kongresie — wspierał rywali swoich krytyków w prawyborach, a także wykorzystywał media społecznościowe i swoją pozycję, by tworzyć tak nieprzyjazne warunki polityczne, że wielu jego oponentów po prostu rezygnowało z dalszej kariery.

Republikańscy kandydaci od lat zabiegają — i wciąż niemal potykają się o siebie nawzajem — o jego poparcie, byle tylko nie znaleźć się po złej stronie jego gniewu.

Rzecznik Białego Domu Davis Ingle podkreśla, że poparcie Trumpa to najbardziej wpływowe wsparcie w historii amerykańskiej polityki i że jego skuteczność mówi sama za siebie.

Mimo to jego bilans w wyrównanych wyścigach jest bardzo nierówny. Jego kandydaci pokonali niektórych z największych przeciwników w prawyborach republikańskich, w tym byłą kongresmenkę Liz Cheney oraz innych polityków, którzy poparli jego impeachment podczas pierwszej kadencji.

Z drugiej strony Trump poniósł też kilka głośnych porażek — nie udało mu się usunąć gubernatora Georgii Briana Kempa, a część jego kandydatów przegrywała wybory do Kongresu, jak senator Luther Strange w Alabamie czy uwikłany w skandale kongresmen Madison Cawthorn w Karolinie Północnej.

(...)

5 maja: Indiana

W obliczu narastających sporów o podział okręgów wyborczych wtorkowe wybory pokażą, czy prezydent nadal utrzymuje kontrolę nad republikańską koalicją.

Choć Biały Dom i jego sojusznicy uruchomili pełną machinę polityczną przeciwko ośmiu legislatorom z Indiany — wydając łącznie prawie 10 mln dol. (ok. 40 mln zł) — coraz częściej tonują oczekiwania co do pełnego sukcesu. Krytycy mówią, że strategia jest chaotyczna i pozbawiona dyscypliny.

To, ilu urzędujących polityków utrzyma swoje stanowiska, będzie ważnym sygnałem na resztę maja.

16 maja: Luizjana

Wspierana przez Trumpa kongresmenka Julia Letlow ma trudności z uzyskaniem wyraźnej przewagi w prawyborach przeciwko Cassidy’emu, który naraził się zwolennikom MAGA, głosując za skazaniem Trumpa w procesie impeachmentu w 2021 r. Najnowsze sondaże pokazują bardzo wyrównany wyścig trzech kandydatów.

Letlow wystartowała na wyraźną zachętę Trumpa i ma wsparcie gubernatora Luizjany Jeffa Landry’ego oraz krajowych organizacji, które obiecały wsparcie finansowe — ok. 1 mln dol. (ok. 4 mln zł).

Mimo to sam Trump nie zaangażował się w jej kampanię w pełni — nie przeznaczył własnych środków ani nie pojawił się osobiście w stanie, by ją wesprzeć.

19 maja: Kentucky, Alabama i Georgia

W Kentucky Trump mierzy się z dwoma różnymi wyzwaniami: wspiera Andy’ego Barra jako następcę ustępującego senatora Mitcha McConnella, a jednocześnie próbuje usunąć ze sceny politycznej swojego wieloletniego krytyka Thomasa Massiego.

Choć Trump i jego sojusznicy wydali ponad 10 milionów dolarów (około 40 milionów złotych) na kampanię przeciwko Massiemu, ten jak dotąd skutecznie się broni i prowadzi w sondażach.

W Alabamie sytuacja jest mniej związana z osobistą vendettą, ale i tam kandydat Trumpa — Barry Moore — walczy o przebicie się w zatłoczonym wyścigu.

W Georgii poparcie Trumpa dla Burta Jonesa to jednocześnie wyraźna krytyka wobec sekretarza stanu Brada Raffenspergera. Jednak nawet tutaj jego wsparcie ma ograniczoną skuteczność — Jones nie dominuje w sondażach.

26 maja: druga tura w Teksasie

Po marcowych prawyborach Republikanie w Waszyngtonie czekali na poparcie Trumpa dla jednego z kandydatów. Ostatecznie się go nie doczekali.

W jednym z najbardziej wyraźnych sygnałów, że ruch MAGA zaczyna podejmować decyzje samodzielnie, republikanie w Teksasie zjednoczyli się wokół Kena Paxtona, mimo jego kontrowersji. Sondaże wskazują, że nawet ewentualne poparcie Trumpa dla jego rywala nie zmieniłoby znacząco układu sił.

Jeden z republikańskich konsultantów podsumował to krótko: poparcie Trumpa nadal ma znaczenie, ale z każdym dniem — coraz mniejsze.

onet.pl\Politico


Władze Iranu najwyraźniej liczą na dłuższą konfrontację, niż przewidują ekonomiści i zachodnie rządy — zauważa Sanam Vakil z brytyjskiego think tanku Chatham House.

Twierdzi ona, że w obliczu egzystencjalnego zagrożenia duchowi przywódcy Iranu i IRGC mogą długo wytrzymywać presję w oczekiwaniu na akceptowalne dla nich porozumienie z Waszyngtonem, stosując surowe rządy w kraju.

— Charakteryzuje ich aktywne stosowanie metod represyjnych. Liczą na to, że ludność będzie wydawać swoje oszczędności — uważa Vakil. Jej zdaniem Teheran powraca do tak zwanej gospodarki oporu, opartej na zasobach wewnętrznych i handlu lądowym.

(...)

Vakil spodziewa się, że PKB Iranu spadnie w tym roku o dwucyfrową wartość procentową. Rial, który w 2025 r. stracił na wartości 70 proc., potęgując inflację i stając się jednym z czynników masowych protestów w styczniu, w ostatnich dniach stracił na wartości kolejne 15 proc. Jednocześnie, nawet po stabilizacji w marcu, irańska waluta pozostaje nieco poniżej poziomu sprzed wojny.

Na razie nie widać innych wyraźnych oznak kryzysu finansowego. Władze nie wprowadziły ograniczeń w wypłacaniu środków z kont bankowych, nie sięgnęły po racjonowanie paliwa ani podstawowych produktów spożywczych i nie wstrzymały wypłat państwowych pensji. Półki w supermarketach nie są puste, a biura i banki nadal działają.

Dane dotyczące żeglugi za okres od 13 do 25 kwietnia wykazały, że na Ocean Indyjski wysłano nie więcej niż 300 tys. baryłek ropy dziennie z ponad 1 mln baryłek załadowanych na tankowce w tym czasie. Możliwości magazynowania są ograniczone, jednak analitycy zajmujący się energetyką uważają, że Iran będzie w stanie utrzymać się jeszcze przez około dwa miesiące bez ograniczenia wydobycia.

(...)

Wysoko postawione źródło w irańskim banku centralnym poinformowało Agencję Reutera, że kraj dysponuje znacznymi rezerwami złota, które w razie potrzeby mogą zostać wykorzystane. Według niego Teheran ma za sobą dziesięciolecia doświadczeń w obchodzeniu sankcji i wie, jak utrzymać import, nawet jeśli wymaga to dodatkowych kosztów.

— Iran jest największym importerem żywności w regionie. Jednocześnie należy zauważyć, że jest on również najmniej podatny na zagrożenia w zakresie bezpieczeństwa żywnościowego — zauważa Ishan Banu z firmy badawczej Kpler.

Według niego zbliżający się sezon zbiorów, który ma być lepszy niż zwykle, zmniejszy zapotrzebowanie na pszenicę z zagranicy. Zmniejsza to wrażliwość kraju w przypadku rozszerzenia blokady morskiej na dostawy zbóż i pozwala zaoszczędzić część waluty zagranicznej.

Blokada morska ze strony marynarki wojennej USA ogranicza się na razie do portów Zatoki Perskiej i nie obejmuje irańskiego portu Chabahar na Morzu Arabskim, a jej głównym celem są tankowce — wskazuje Banu, opierając się na danych z monitoringu statków. Oficjalne źródła w Turcji, Iraku i Pakistanie poinformowały Agencję Reutera, że na razie nie widać oznak spadku handlu przygranicznego.

Jak wynika z danych rosyjskiego Ministerstwa Rolnictwa, Rosja w tym roku zwiększyła również dostawy przez Morze Kaspijskie, wysyłając od stycznia do marca 500 tys. ton kukurydzy, 180 tys. ton jęczmienia i 4 tys. ton pszenicy, omijając zablokowane porty Zatoki Perskiej.

Kiedy w styczniu prezydent USA Donald Trump zaczął aktywniej grozić Teheranowi, Iran zwiększył import, aby zgromadzić zapasy artykułów pierwszej potrzeby na około sześć miesięcy, poinformował w kwietniu w państwowych mediach przewodniczący komisji rolnej w parlamencie Mohammad Javad Asgari.

Wkrótce po rozpoczęciu konfliktu irański bank centralny wprowadził środki stymulacyjne, znosząc kary za opóźnienia w spłacie niewielkich kredytów i podnosząc limity wypłat z kont bankowych, aby uspokoić deponentów.

Jednak na ulicach Teheranu wyraźnie odczuwa się pogorszenie sytuacji gospodarczej. Wysokie ceny, zakłócenia w łańcuchach dostaw i odcięcie internetu poważnie utrudniły działalność przedsiębiorstw, co pogłębiło bezrobocie. — Wzrost cen podstawowych towarów, zwłaszcza produktów codziennego użytku, bez wątpienia pogarsza jakość życia ludzi — przyznaje sprzedawca ryżu i pszenicy Abbas Smailzade. Szacuje on, że od początku działań wojennych jego sprzedaż spadła o około 40 proc.

onet.pl\The Moscow Times

wtorek, 5 maja 2026



Z początkiem maja uderzenia rosyjskich dronów, dotychczas prowadzone głównie w porze nocnej, nabrały charakteru całodobowego, a liczba użytych bezzałogowców wzrosła. Przyczyniło się to do zmian w komunikatach ukraińskiego Dowództwa Sił Powietrznych (DSP), które zaczęły się ukazywać dwukrotnie w ciągu dnia. Ponadto, począwszy od 2 maja, nie wyszczególnia się w nich liczby dronów uderzeniowych („szahedów”) w ogólnej puli użytych przez Rosjan bezzałogowców. Od wieczora 28 kwietnia do rana 5 maja mieli oni wykorzystać łącznie 2295 dronów uderzeniowych bądź ich imitatorów, a obrońcy zneutralizować 2044. Oznacza to, że w obiekty na terenie Ukrainy mogło uderzyć ponad 250 „szahedów” (DSP podaje na ogół niższą liczbę trafień, jednak w ostatnich dniach nie przedstawiło pełnych statystyk w tym zakresie). Agresor miał także wykorzystać 22 rakiety, z których obrońcy zadeklarowali zestrzelenie pięciu lub sześciu. Po raz kolejny dał o sobie znać niedobór środków umożliwiających skuteczne zwalczanie pocisków balistycznych Iskander-M, czyli systemów Patriot i rakiet do nich. Z 17 Iskanderów tylko jeden udało się zestrzelić bądź zakłócić jego lot (informacje w tej kwestii nie są jednoznaczne). 1 maja prezydent Zełenski zapowiedział wzmocnienie obrony powietrznej Dniepru i Odessy, ale wymienił w tym kontekście jedynie dodatkowe załogi oraz radary i systemy walki radioelektronicznej.

Ukraińskie drony uderzyły w kolejne obiekty rosyjskiej infrastruktury paliwowej. W Permie uszkodzone zostały instalacje pompowni ropy Transniefti i rafineria Łukoil-Piermnieftieorgsintiez (odpowiednio 29 i 30 kwietnia). 29 kwietnia zaatakowano rafinerię Orsknieftieorgsintiez w Orsku w obwodzie orenburskim, a jeden z lecących w jej kierunku bezzałogowców spadł w Kazachstanie. Tego samego dnia w rejonie Tuapse dron nawodny trafił w zbiornikowiec „Marquise” pod banderą Kamerunu, a 1 maja po raz kolejny zaatakowany został tamtejszy terminal przeładunkowy, gdzie znów wybuchł pożar (poprzedni, będący skutkiem ataku z 28 kwietnia, ugaszono po dwóch dobach). Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) poinformowała ponadto, że trafiona została rafineria w Tuapse. 3 maja ponownie zaatakowano także terminal Transniefti w Primorsku, gdzie doszło do pożarów.

Prezydent Zełenski zakomunikował, że w Primorsku trafione zostały korweta rakietowa typu Karakurt przenosząca pociski manewrujące Kalibr, jednostka patrolowa oraz zbiornikowiec, a w Noworosyjsku – dwa zbiornikowce, co miało być efektem wspólnej operacji SBU, wywiadu wojskowego (HUR), Sił Systemów Bezzałogowych i Sił Operacji Specjalnych. Doniesienia ukraińskiego przywódcy nie znalazły dotąd żadnego potwierdzenia. 5 maja trafienia odnotowano w Kiriszy​​​​​​​ w obwodzie leningradzkim (celem była najprawdopodobniej tamtejsza rafineria) oraz w Czeboksarach w Czuwaszji (ukraiński pocisk manewrujący FP-5 Flamingo miał uderzyć w rejonie zakładów WNIIR-Progress).

4 maja spadający ukraiński dron uderzył w wieżowiec w Moskwie, ok. 6 km od Kremla, co stanowiło spektakularny efekt trwających od początku tego miesiąca zmasowanych ataków na rosyjską stolicę. Był to pierwszy od marca 2025 r. przypadek, że bezzałogowiec przedarł się przez obronę powietrzną na obrzeżach Moskwy i spadł dopiero na terenie miasta. Od lata 2023 r., kiedy to ukraińskie drony kilkukrotnie trafiły w budynki na terenie stolicy Rosji, najeźdźcom udało się zbudować wokół niej stosunkowo szczelną osłonę. Zgodnie z danymi rosyjskimi w dniach 1–4 maja Ukraińcy wykorzystali do ataków na terytorium FR i na obszary okupowane (z wyłączeniem strefy frontowej) ponad 2 tys. dronów. Rekordową ich liczbę – co najmniej 740 (tyle ukraińskich bezzałogowców miało zostać unieszkodliwionych według resortu obrony FR) – mieli użyć 3 maja, zaś 2 i 4 maja po ok. 500. Przyjmując za wiarygodne podawane przez obie strony dane o liczbie użytych przez przeciwnika środków napadu powietrznego, oznaczałoby to, że ukraińskie ataki na cele w Rosji są znacznie mniej efektywne od rosyjskich uderzeń na Ukrainę. Należy przy tym podkreślić, że ukraińska obrona powietrzna funkcjonuje w warunkach niedoboru środków rażenia, głównie rakiet do systemów Patriot.

osw.waw.pl