środa, 9 września 2026



Rosyjscy milblogerzy twierdzili 9 września, że sytuacja sił rosyjskich w kierunku Lymanu coraz bardziej się pogarsza i że siły rosyjskie muszą wycofać się z nieokreślonych wysuniętych pozycji na tym obszarze. Rosyjski milbloger twierdził, że siły ukraińskie od miesięcy przeprowadzają kontrataki w tym rejonie, mimo że rosyjskie dowództwo wojskowe donosiło, a mapy innych milblogerów przedstawiały “optymistyczny pogląd” na sytuację. Milbloger argumentował, że “piękne doniesienia” — termin ukuty przez milblogerów w odniesieniu do wszechobecnej kultury kłamstwa w rosyjskich siłach zbrojnych i dezinformacji na temat stanu linii frontu — musi być "absolutnie zabroniony". Siły ukraińskie niedawno zademonstrowały pełną kontrolę nad Światohirskiem (na północny zachód od Lymanu), zaledwie kilka dni po tym, jak prezydent Rosji Władimir Putin oświadczył, że siły rosyjskie kontrolują osadę. Rosyjscy milblogerzy w szczególności przyznali, że Ukraina zaprzecza Swiatohirskowi i coraz częściej wyrażają frustrację z powodu fałszywych twierdzeń rosyjskich urzędników o postępie, szczególnie w okolicach Lymanu. Rosyjscy milblogerzy podkreślili również, w jaki sposób te fałszywe doniesienia stwarzają ryzyko operacyjne dla sił rosyjskich, ponieważ siły rosyjskie nie mogą wzywać do misji ogniowych w lokalizacjach, które siły rosyjskie wcześniej twierdziły, że kontrolują, oraz ponieważ jednostki w sąsiednich sektorach mogą planować operacje w oparciu o niedokładne oceny pola bitwy.

(...)

Rosyjskie Ministerstwo Finansów opublikowało 9 września wstępną ocenę budżetu federalnego, z której wynika, że deficyt budżetu federalnego Rosji osiągnął 5,8 biliona rubli (67,87 miliarda $, czyli 2,5 procent rosyjskiego PKB) w okresie od stycznia do sierpnia 2026 r., czyli 1,5 razy więcej niż deficyt budżetu Rosji w tym samym okresie 2025 r. Władze rosyjskie prognozowały w szczególności, że deficyt budżetowy na cały rok 2026 wyniesie 3,8 biliona rubli (44,47 miliarda dolarów, czyli 1,6 procent PKB Rosji) — szacunki te są o około 35 procent niższe od rzeczywistego deficytu budżetowego we wrześniu. Dane ministerstwa wskazują, że dwiema głównymi przyczynami wzrostu deficytu budżetowego są rosnące wydatki w stosunku do całkowitych dochodów oraz spadające dochody z ropy naftowej i gazu. Dane wskazują, że wydatki budżetowe Rosji wzrosły do 31,72 biliona rubli (371,17 miliarda dolarów), co stanowi wzrost o 14,7 procent w porównaniu ze styczniem-sierpniem 2025 r., w szybszym tempie niż dochody budżetowe Rosji, które wzrosły o 9,2 procent do 25.93 biliony rubli (303,42 miliarda dolarów). Rosyjskie Ministerstwo Finansów poinformowało, że nieprzewidziany wzrost wydatków budżetu federalnego w tym okresie wynikał z zawierania i wypłacania zaliczek na kontrakty rządowe, prawdopodobnie związane z obronnością. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow stwierdził 9 września, że rząd rosyjski nie omawia podniesienia podatków ze względu na rosnący deficyt budżetowy i że sam deficyt nie powinien być powodem do niepokoju, gdyż gospodarka pozostaje stabilna. Bloomberg poinformował 27 sierpnia, że rząd rosyjski obciął wydatki na pozycje budżetowe niezwiązane z wojną o 35 procent w związku z niedoborem środków pieniężnych w kwietniu 2026 r., co wskazuje, że wydatki Rosji związane z wojną wzrosły na tyle, aby zarówno zrównoważyć redukcje wydatków niezwiązane z wojną, jak i zwiększyć wydatki budżetowe o 48 procent w latach 2025-2026.

understandingwar.org

wtorek, 8 września 2026



Siły rosyjskie ostatecznie wycofały się z terenów na zachód od rzeki Netryus, a według niektórych źródeł także z pozycji pomiędzy nią a rzeką Żerebeć. Potwierdzenie tych informacji będzie oznaczało, że zlikwidowany został wyłom w pozycjach ukraińskich i jednocześnie oskrzydlenie Łymanu i Słowiańska od północy, a pod kontrolę obrońców powróciło co najmniej pięć miejscowości i przynajmniej część Łymanu (Rosjanie wciąż mają się utrzymywać na wschodnich obrzeżach tego miasta). Za powód rezygnacji agresora z utrzymywania wyłomu należy uznać skuteczną dezorganizację przez Ukraińców rosyjskiej logistyki, zwłaszcza przepraw przez rzeki, a także brak sił do poszerzenia oskrzydlenia. W podobnej sytuacji Rosjanie znaleźli się wcześniej dwukrotnie – w listopadzie 2022 r., kiedy wycofali się z prawobrzeżnej części obwodu chersońskiego, oraz w grudniu 2025 r., gdy zostali wyparci z zachodniej części Kupiańska w obwodzie charkowskim.


Rosjanie poczynili znaczące postępy na południe i wschód od aglomeracji Słowiańsk-Kramatorsk. Pogłębili oskrzydlenie Dobropola, o które toczą się walki. Ich grupy dywersyjno-rozpoznawcze (GDR) dotarły do leżącego na północ od tego miasta Biłozerśkego. Obustronne oskrzydlenie zagraża Drużkiwce, a rosyjskie GDR mają operować niespełna kilometr od jej granic. Według niektórych źródeł wojska rosyjskie ostatecznie przejęły kontrolę nad pasmem wzniesień na wschód od Słowiańska i Kramatorska i toczą walki o miejscowości leżące na obrzeżach tych miast. 5 i 6 września rosyjskie kierowane bomby lotnicze po raz pierwszy uderzyły w dwa główne mosty w Kramatorsku, poważnie uszkadzając jeden z nich i zmniejszając przepustowość drugiego.


Pod kontrolę rosyjską przeszły kolejne kwartały w centrum Kupiańska, a walki toczą się w jego południowej i zachodniej części. Mimo regularnie prowadzonych kontrataków obrońcy nie byli dotąd w stanie zakłócić rosyjskiej logistyki przez rzekę Oskoł, co pozwala przyjąć, że Rosjanie wyciągnęli wnioski z nieudanej próby zajęcia miasta w 2025 r. i udało im się zabezpieczyć przeprawy. Najeźdźcy mają także infiltrować Kupjańsk-Wuzłowyj – ostatni duży punkt ukraińskiego oporu po wschodniej stronie rzeki Oskoł. Część źródeł rosyjskich sugerowała zamknięcie kotła w północno-wschodniej części obwodu charkowskiego (na wschód od Wołczańska), jednak nie nastąpiło fizyczne odcięcie znajdujących się tam sił ukraińskich, a odległość pomiędzy pozycjami agresora wynosi co najmniej 10 km. Rosjanie umocnili się na południe od Orichiwa w obwodzie zaporoskim, a we wschodniej części tego miasta trwają walki.

(...)

6 września The New York Times opublikował artykuł, w którym powołując się na rządowe audyty i dokumenty sądowe, doniósł, że tylko w 2024 r. Ukraina straciła ok. 1,2 mld dolarów wskutek oszustw, nadużyć i niewłaściwego zarządzania zamówieniami obronnymi. Według dziennika siedmiu z 10 największych ukraińskich kontrahentów wojskowych otrzymywało nowe zamówienia mimo postępowań karnych, niewykonania wcześniejszych umów lub zarzutów korupcyjnych. Jako przykład wskazano Pawłohradzki Zakład Chemiczny, który dostarczył armii tysiące wadliwych pocisków moździerzowych, a pomimo stwierdzonych problemów otrzymał kolejne kontrakty. Audytorzy ustalili również, że 18 firm zawierało nowe umowy, chociaż nie wykonało wcześniejszych zobowiązań, a sześć z nich nie zrealizowało żadnego kontraktu.

osw.waw.pl

poniedziałek, 7 września 2026



W Jakucji coroczną indeksację wynagrodzeń pracowników sektora publicznego, w tym nauczycieli, pracowników służby zdrowia i naukowców, przełożono z powodu „nieprzewidzianych wydatków" związanych ze „Specjalną Operacją Wojskową" (wojną na Ukrainie – red.).

Wynika to z odpowiedzi rządu republiki na wniosek deputowanej Zgromadzenia Ustawodawczego regionu, Niurgujany Zamorszczikowej – poinformował portal 7x7, cytowany przez The Moscow Times. Zgodnie z listem podpisanym przez premiera Kiriłła Byczkowa podwyżka wynagrodzeń pracowników sfery budżetowej o 5,4 proc. została przełożona z 1 lipca na 1 września br.

Termin przesunięto „w celu pokrycia dodatkowych, nieprzewidzianych wydatków na wypłatę jednorazowych świadczeń pieniężnych obywatelom, którzy podpisali kontrakty na służbę wojskową" w Siłach Zbrojnych Rosji – napisano w dokumencie.

Wynika to częściowo ze wzrostu wypłat dla żołnierzy kontraktowych od 10 maja br. Pensja takich żołnierzy w regionie wzrosła z 2,1 mln do 3 mln rubli (z 89,9 tys. do 128,5 tys. zł – red.), podczas gdy deficyt budżetowy Jakucji na 1 kwietnia br. wynosił już 9,47 mld rubli (405,8 mln zł – red.), przy prognozowanym deficycie na cały rok w wysokości 12,75 mld rubli (546,4 mln zł – red.).

Również w obwodzie rostowskim anulowano zapowiadaną wcześniej czteroprocentową indeksację wynagrodzeń pracowników sektora publicznego, przewidzianą na 1 października br. Władze obwodu nie wyjaśniły przyczyn tej decyzji.

Jednocześnie wydatki i dochody budżetu obwodu rostowskiego na 2026 r. wzrosły o prawie 3,8 mld rubli (162,8 mln zł – red.). Władze rzekomo przeznaczyły dodatkowe środki na wsparcie socjalne obywateli, rozwój opieki zdrowotnej, budowę i modernizację infrastruktury wodociągowej, dróg, budownictwa mieszkaniowego i komunalnego oraz inne programy.

Z kolei na Sachalinie zamrożono podwyżki wynagrodzeń pracowników służby zdrowia na cały 2026 rok. Posunięcie to uzasadniono tym, że pensje w tej kategorii rzekomo rosną szybciej niż oficjalna inflacja.

centrumeuropy.pl

sobota, 5 września 2026



Przeciwnicy napędzanej posępnymi nastrojami społecznymi Alternatywy dla Niemiec (AfD) próbują zatrzymać jej marsz po władzę w Saksonii-Anhalcie, mobilizując wyborców do "strategicznego głosowania" na partie walczące o przekroczenie progu wyborczego.

W niedzielę mieszkańcy Saksonii-Anhaltu wybiorą nowy landtag. Prawicowo-populistyczna Alternatywa dla Niemiec jest zdecydowanym faworytem wyborów. W ostatnich sondażach to antyestablishmentowe ugrupowanie uzyskuje od 40 do 43 proc. poparcia. Stoi przed szansą, by po raz pierwszy sięgnąć po władze na poziomie kraju związkowego.

Niemiecka prasa głosowanie w Saksonii-Anhalcie określa jako "potencjalnie historyczne", nazywa także "wyborami ostatniej szansy dla kanclerza Friedricha Merza". Wszyscy rozmówcy PAP w Saksonii-Anhalcie podkreślają jedno - kwestia poparcia lub sprzeciwu wobec AfD absolutnie zdominowała kampanię, spychając na dalszy plan sprawy lokalne.

Przeciwnicy AfD są optymistami, bo ich zdaniem sukces przyniesie kampania promowania "głosowania strategicznego". Chodzi w niej o to, by głosować na walczące o przekroczenie wyborczego progu SPD lub Zielonych i w ten sposób pomóc im wejść do landtagu. Założenie jest proste: jeśli oba ugrupowania znajdą się w parlamencie, to zwiększy się liczba mandatów przypadających partiom innym niż AfD i zmniejszy szansa, że to ugrupowanie utworzy rząd.

W Magdeburgu, stolicy Saksonii-Anhaltu, mobilizacja przeciwko AfD jest szeroka, od kościołów przez organizacje pozarządowe po związki zawodowe. Pod koniec sierpnia w mieście odbył się "strajk migrantów". Na kilka godzin zamknięto ponad setkę lokali, w tym sklepów, restauracji czy zakładów fryzjerskich, prowadzonych przez osoby o takim pochodzeniu. Była to odpowiedź na postulaty niektórych polityków AfD dotyczące konieczności masowych deportacji, wzorowanych na tych w USA.

Na sobotę, dzień przed wyborami, w mieście planowana jest masowa demonstracja, nazywana "Festiwalem Demokracji". Współorganizuje ją Pascal Begrich, dyrektor zarządzający w organizacji pozarządowej Miteinander, która zajmuje się przeciwdziałaniem ekstremizmowi, prowadzi szkolenia dla szkół i samorządów oraz pracuje z osobami ulegającymi radykalizacji. Begrich uważa, że jednym z problemów obecnej kampanii jest dominacja narracji o kryzysie i upadku. - Ludzie odnoszą wrażenie, że wszystko staje się coraz gorsze, że Niemcy i Europa stoją nad przepaścią, że projekt europejski się rozpada. To poważny problem debaty politycznej - ocenia w rozmowie z PAP.

Według niego problemy gospodarcze czy społeczne są realne, ale nie odpowiadają apokaliptycznemu obrazowi obecnemu często w mediach społecznościowych. - Są powody do niepokoju, ale nie ma powodów do paniki - podkreśla.

Profesor socjologii na Uniwersytecie Nauk Stosowanych Magdeburg-Stendal Rahim Hajji wskazuje, że na wschodzie Niemiec jest słabsze zaufanie do instytucji oraz większa podatność na teorie spiskowe. Znaczenie mają odmienne postawy wobec migracji, polityki klimatycznej oraz wojny Rosji przeciwko Ukrainie.

- Są ludzie, którzy czują się niepewnie ekonomicznie, podkreślam słowo "czują" - mówi PAP Hajji.

W rozmowach prowadzonych w Saksonii-Anhalcie regularnie wraca też doświadczenie transformacji po 1990 roku - poczucie, że instytucje i zasady zostały "urządzone przez innych", wraz z odpływem młodych ludzi na zachód i osłabieniem zakorzenienia tradycyjnych partii. Jak zauważa Hajji, AfD jest dziś szczególnie silna wśród robotników i osób o średnim poziomie wykształcenia, ale nie można jej opisywać wyłącznie jako partii ekonomicznego protestu.

Napięcie widać chociażby na plakat wyborczych. Na posterach AfD na prowincji widać hasła: "By ratować kraj" czy "By znów można było powiedzieć to, co się myśli". Towarzyszą one plakatom wzywającym do odbudowy gazociągu Nord Stream i ponownego importu gazu z Rosji. Afisze drugiej strony oskarżają natomiast AfD wprost o nazizm.

Na wynik wyborów oddziałuje jednocześnie polityka federalna. W rozmowach z PAP lokalni politycy w Magdeburgu przyznają nieoficjalnie, że rząd CDU/SPD w Berlinie powoduje, że mają "wiatr w oczy". Powszechne niezadowolenie z kanclerza, polityki gospodarczej, emerytalnej czy systemu ochrony zdrowia ma być przenoszone na wybory, które formalnie dotyczą władz landu.

Merz mimo tego zaangażował się w ostatnią fazę kampanii. Jego wizycie w landzie nie towarzyszył jednak wiec ani spotkania z mieszkańcami. Tygodnik "Der Spiegel" oceniał, że szef rządu prowadzi kampanię w "trybie incognito" i stał się obecnie raczej obciążeniem niż atutem dla polityków CDU prowadzących kampanię.

PAP

środa, 2 września 2026



Rosja odpowiada za sierpniowy incydent z dronem z materiałem wybuchowym na lotnisku w Lipsku - ogłosił we wtorek szef niemieckiego MSW Alexander Dobrindt. W ramach odpowiedzi rząd Niemiec zdecydował, że zamknie konsulat generalny Rosji w Bonn oraz Rosyjski Dom w Berlinie.

Przypisanie Rosji odpowiedzialności za incydent Dobrindt uzasadnił wynikami śledztwa, schematem działania sprawców oraz ustaleniami służb wywiadowczych. Jak zaznaczył, przedstawił stanowisko całego niemieckiego rządu.

- Nie znajdujemy się w stanie wojny, ale każdego dnia jesteśmy celem działań w ramach wojny hybrydowej - podkreślił.

Na wspólnej konferencji prasowej z szefem niemieckiej dyplomacji Johannem Wadephulem w Berlinie Dobrindt dodał, że "od dłuższego czasu służby bezpieczeństwa obserwują hybrydowe akcje w Niemczech i europejskim sąsiedztwie". Ostrzegł, że Niemcy w przyszłości pozostaną celem rosyjskich ataków hybrydowych.

W ramach odpowiedzi wobec Rosji 18 września zamknięty zostanie konsulat Rosji w Bonn, a także Rosyjski Dom, ośrodek promujący rosyjską kulturę, z siedzibą w centrum Berlina - poinformował Wadephul. Do siedziby niemieckiego MSZ wezwano rosyjskiego ambasadora.

Zgodnie z informacjami niemieckiego MSZ konsulat generalny w Bonn jest ostatnią taką rosyjską placówką działającą w Niemczech. W Berlinie działa jeszcze ambasada Rosji z wydziałem konsularnym oraz rosyjski konsulat honorowy w Norymberdze.

Rosyjski Dom jest finansowany przez rosyjskie MSZ i uznawany za narzędzie propagandy Kremla. Władze Niemiec nie zadecydowały się na zamknięcie ośrodka po rozpoczęciu przez Rosję inwazji przeciwko Ukrainie na pełną skalę w lutym 2022 roku. Pod Rosyjskim Domem cyklicznie odbywały się demonstracje poparcia Ukrainy.

Wadephul zapewnił we wtorek na konferencji prasowej, że Niemcy nadal będą wspierać zmagającą się z rosyjską agresją Ukrainę. - Nasze przesłanie do rosyjskich władz jest jasne: nie pozwolimy, by rosyjskie ataki podzieliły nasze społeczeństwo ani by nas zastraszyły - powiedział.

W nocy z 4 na 5 sierpnia samolot transportowy zderzył się z niezidentyfikowanym obiektem w pobliżu lotniska w Lipsku na wschodzie Niemiec. Samolot przekierowano do Hanoweru, gdzie stwierdzono jego niewielkie uszkodzenia. Krótko wcześniej lotnisko w Lipsku wstrzymało działalność z powodu znalezienia na płycie, przy ukraińskim samolocie transportowym Antonow, drona z detonatorem oraz materiałów wybuchowych.

Zgodnie z ustaleniami niemieckich służb dron znaleziony na lotnisku celowo uderzył wcześniej w skrzydło zaparkowanego na płycie Antonowa. Materiały wybuchowe nie eksplodowały jednak po zetknięciu z maszyną; według dziennika "Bild" do wybuchu nie doszło z powodu uszkodzonego zapalnika.

Niemieckie służby podejrzewały, że za próbą sabotażu stała Rosja. Kanclerz Friedrich Merz zapowiedział, że odpowiedzialni za ataki hybrydowe "zapłacą za nie". W ostatnich tygodniach w rządzie trwały dyskusje na temat konsekwencji, jakie należy wyciągnąć wobec Rosji po oficjalnym przypisaniu temu państwu próby ataku w Lipsku.

PAP


Nieznany obiekt eksplodował w środę rano na dworcu kolejowym w Augsburgu na południowym zachodzie Niemiec; dwie osoby zostały lekko ranne, wybuch uszkodził okna - przekazała agencja dpa. Nie poinformowano dotychczas, co spowodowało eksplozję.

Na miejscu zdarzenia obecni są eksperci ds. materiałów wybuchowych z Landowego Urzędu Kryminalnego - poinformował rzecznik policji.

Dostęp do budynku dworca jest ograniczony, z użytku został wyłączony jeden z peronów; odjeżdżające z niego pociągi zostaną przekierowane - przekazała Deutsche Bahn.

PAP

wtorek, 1 września 2026



Według agencji RBK-Ukraina, która powołuje się na serwis Agentstwo, Władimir Putin w ostatniej chwili odwołał zaplanowane spotkanie z dyrektorem CIA Johnem Ratcliffe'em, gdy tylko poznał cel jego sierpniowej wizyty w Moskwie. Szef amerykańskiego wywiadu przybył do Rosji z kategorycznym wezwaniem do jak najszybszego zakończenia wojny w Ukrainie.

Podczas pobytu w stolicy Ratcliffe spotkał się z szefami rosyjskich służb, Siergiejem Naryszkinem z wywiadu zagranicznego (SWR) i Aleksandrem Bortnikowem z FSB. Przekazał im surową ocenę obecnej sytuacji: według Amerykanów pozycja militarna i gospodarcza Rosji nieustannie słabnie, dlatego natychmiastowe podjęcie negocjacji pokojowych to dla Kremla najkorzystniejsze wyjście z sytuacji.

Jak informują serwisy Agentstwo oraz "New York Times", otoczenie Putina uznało tę diagnozę za całkowicie nierealistyczną i nieakceptowalną, co ostatecznie przesądziło o anulowaniu rozmów na najwyższym szczeblu. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow potwierdził brak spotkania, zaznaczając przy tym, że rosyjski przywódca był na bieżąco informowany o przebiegu dyskusji.

Zachodnie media, w tym "Wall Street Journal" i Politico, wskazują, że misja Ratcliffe'a miała szerszy wymiar. Amerykanin stanowczo ostrzegał Rosję przed prowokacjami wobec państw NATO, a jednocześnie badał grunt pod ewentualną organizację trójstronnego szczytu z udziałem Donalda Trumpa, Wołodymyra Zełenskiego i Władimira Putina. 

gazeta.pl\PAP


Celem ataku była stacja elektroenergetyczna w gminie Turnow-Preilack, położonej niedaleko elektrowni węglowej Jaenschwalde w powiecie Spree-Neisse (Brandenburgia). Według informacji dziennika "Bild" do ataku użyto rakiet domowej roboty.

Policja otrzymała zgłoszenie tuż przed godz. 8 rano. Pracownicy poinformowali funkcjonariuszy o uszkodzeniach kilku linii napowietrznych w stacji transformatorowej. Około 40 min później służby ratownicze na miejscu zdarzenia potwierdziły te uszkodzenia. Ponadto odkryły podejrzane przedmioty i wezwały saperów.

Policja do tej pory nie potwierdziła, że doszło do ataku rakietowego. Rzeczniczka lokalnych służb przekazała, że w pobliżu elektrowni Jaenschwalde znalezione zostało "niekonwencjonalne urządzenie wybuchowo-podpalające", które jednak nie eksplodowało.

Policja traktuje incydent "bardzo poważnie". Funkcjonariusze ustalają, czy zostały wyrządzone jakieś szkody. Śledztwo przejął Urząd Kryminalny Brandenburgii (LKA).

onet.pl\BILD


— W Rosji zbliżają się wybory. Muszą też pokazać swoim wyborcom jakiś imponujący obraz zwycięstwa, ponieważ nie odczuwają zwycięstwa na polu bitwy. Podobnie jak cały świat — powiedział Budanow.

— Dlatego właśnie stosują terror. Nie wiedzą, jak postąpić inaczej. Przynajmniej do czasu wyborów — dodał, odnosząc się do trwających ataków dronów typu Szahid. Polityk zapewnił także, że "wszyscy pracują również nad środkami przeciwdziałania".

onet.pl\Kyiv Post


Wyciekające dokumenty, do których dotarł niezależny rosyjski serwis informacyjny Wierstka, ujawniają majątki niektórych z czołowych rzeczników prezydenta Rosji. Są oni "sprzedawcami" wojny Putina. Grupa obejmuje prezenterów telewizji państwowej, korespondentów wojennych, ultranacjonalistycznych blogerów oraz influencerów.

Serwis przeanalizował zarobki 63 propagandystów.

Ich łączne dochody wyniosły 3 mld rubli rocznie (według aktualnego kursu 129 mln zł).

Zaledwie 6 proc. tych środków trafiło jednak do blogerów popierających wojnę i innych osób z tej kategorii.

Ok. jedna czwarta pieniędzy trafiła do prezenterów telewizyjnych, których średnie roczne dochody były trzykrotnie wyższe od dochodów blogerów, pomimo spadających wyników oglądalności programów informacyjnych.

Jednym z najlepiej zarabiających jest Dimitri Simes, rosyjsko-amerykański komentator i były nieoficjalny doradca Richarda Nixona ds. polityki zagranicznej, który zarabia ok. 97,32 mln rubli (4,2 mln zł) rocznie. Simes współprowadzi geopolityczny talk-show "Bolszaja Igra" (Wielka gra) w państwowej stacji Pierwyj Kanał.

Dmitrij Kisielow, ultrakonserwatywny dyrektor generalny kontrolowanej przez państwo grupy agencji informacyjnych Rossija Segodnia oraz wieloletni prowadzący programu publicystycznego "Wiesti Niedieli" (Wiadomości tygodnia), zarabia 70,58 mln rubli rocznie (3 mln zł).

Wynagrodzenia przewyższają zarobki większości blogerów wojskowych. Serwis Wierstka ustalił, że osoby działające najbliżej linii frontu często mogą liczyć na najniższe wynagrodzenia.

Na czele rankingu znajduje się Borys Rożin, analityk wojskowy prowadzący blog pod pseudonimem Colonelcassad z prawie 750 tys. subskrybentów na Telegramie. Rożin często pojawia się w telewizji państwowej jako ekspert-gość, ale został oskarżony o przedrukowywanie znacznej części swoich treści z innych kanałów.

Stały gość Pierwyj Kanał zarabia 2,6 mln rubli miesięcznie (112 tys. zł), z czego większość pochodziła z wypłat przekazanych przez firmę produkcyjną realizującą programy polityczne dla stacji.

Niższe są dochody Mariany Naumowej, byłej nastoletniej zawodniczki w trójboju siłowym, która w 2016 r. została zdyskwalifikowana za doping, a później, po ukończeniu kursu zorganizowanego przez najemników Grupy Wagnera Jewgienija Prigożyna, stała się korespondentką z linii frontu.

Naumowa, objęta przez Kijów sankcjami za częste wizyty na terytoriach okupowanych, pracuje obecnie jako prezenterka w społeczno-politycznym talk-show "Wriemia Pokażet" (Czas pokaże) stacji Pierwyj Kanał, a także prowadzi bloga na Telegramie. Zarabia ok. 9 mln rubli rocznie (389 tys. zł).

Irina Kuksenkowa, kolejna korespondentka Pierwyj Kanał pracująca na linii ognia, zarabia rocznie 6,263 mln rubli (270 tys. zł).

W tym roku popularność trzech głównych rosyjskich kanałów państwowych gwałtownie spadła — wynika z danych organizacji monitorującej media Mediascope. W okresie od stycznia do kwietnia odnotowano 33-procentowy spadek oglądalności.

Było to następstwem 40-procentowego spadku oglądalności telewizji państwowej w latach 2017–2024, co odpowiada ok. 25 mln widzów.

Na początku tego miesiąca rosyjskie media doniosły, że Putin rozważa zwolnienie Kisielowa w związku z gwałtownym spadkiem zainteresowania widzów jego programem.

onet.pl\The Telegraph


W tym miejscu należy wyjaśnić jeden fakt. Gdy w budżecie występuje deficyt, czyli wydatki przewyższają dochody, tę dziurę można załatać na kilka sposobów. Rosyjskie Ministerstwo Finansów stosuje trzy główne sposoby:
  • pożyczka (emisja obligacji OFZ),
  • wykorzystanie środków z Funduszu Narodowego Dobrobytu,
  • wykorzystanie wolnych środków na rachunkach skarbowych.
Dwa ostatnie sposoby są barbarzyńskie. Fundusz Narodowego Dobrobytu został utworzony po pierwszej reformie emerytalnej, aby w z góry znanym okresie deficytu Funduszu Emerytalnego uzupełnić jego niedobór. Początkowo jednak środki te były wykorzystywane do zakupu akcji spółek — tyle że w przeciwieństwie do norweskiego funduszu emerytalnego nie były to akcje zagraniczne i przynoszące zyski, lecz krajowe i znajdujące się w trudnej sytuacji.

Następnie władze zaczęły inwestować środki w projekty infrastrukturalne — ponownie takie, w których wydatki są gigantyczne i to już teraz, a dochody wątpliwe i gdzieś za horyzontem. Później rządzący w ogóle przestali się krępować i w momencie, gdy rosyjski budżet przeszedł z nadwyżki do deficytu, sięgali po środki z Funduszu Narodowego Dobrobytu tak desperacko, jak narkoman sięga do znalezionego przez siebie zapasu pieniędzy swoich bliskich, przestając nieśmiało wyciągać po jednym banknocie z pliku.

Jeśli chodzi o Skarb Państwa, Kodeks Budżetowy zezwala na wykorzystanie dostępnych na nim sald do pokrycia deficytów. Pierwotnym zamysłem było jednak pokrycie śródrocznych luk w przepływach pieniężnych — w przypadkach, gdy pieniądze wpłyną jutro, a płacić trzeba już teraz. I oczywiście finansowanie deficytu jest dozwolone jedynie z dostępnych sald, a nie ze środków przeznaczonych na płatności.

Aukcje Ministerstwa Finansów mające na celu wprowadzenie nowych obligacji (OFZ) szły jednak coraz gorzej — banki, główni nabywcy długu publicznego, domagały się wyższej rentowności, coraz bardziej wątpiąc w wiarygodność tych papierów wartościowych. Skończyło się na tym, że w lipcu Ministerstwo Finansów zawiesiło aukcje — ostatnie trzy zakończyły się fiaskiem.

Jeśli chodzi o Fundusz Narodowego Dobrobytu, w momencie lipcowego załamania na moskiewskiej giełdzie krążyły pogłoski, że akcje wyprzedaje jakiś "gruby gracz" — na sesjach notowano ogromne wolumeny sprzedaży. Kim był ten podmiot? To pozostało tajemnicą. Istniało jednak podejrzenie, że to Fundusz Narodowego Dobrobytu sprzedaje akcje, które kiedyś nabył. Jeśli tak było, można stwierdzić, że w tamtym momencie nawet w "skarbonce" funduszu nie pozostały już żadne wolne środki.

Oprócz trzech głównych metod finansowania deficytu istnieją też inne, mniej przyjemne lub trudne do zrealizowania w rosyjskich warunkach.

Najlepszym rozwiązaniem jest zwiększenie dochodów. Zostało to już zrealizowane poprzez podwyższenie stawki VAT z 20 proc. do 22 proc. oraz rozszerzenie obowiązku jego płacenia na część małych przedsiębiorstw od 1 stycznia tego roku. I przyniosło to efekt — w ciągu pierwszych sześciu miesięcy dochody wzrosły o 426 mld rubli (18,4 mld zł). Blokada cieśniny Ormuz w trakcie konfliktu USA i Izraela z Iranem tylko w lipcu przyniosła wzrost dochodów budżetowych z ropy i gazu o 291 mld rubli (12,5 mld zł). Z powodu załamania cen na początku roku, silnego rubla oraz mechanizmu wyrównawczego w sektorze paliwowym (gdy budżet dopłaca do sprzedaży produktów naftowych na rynku krajowym po cenie niższej od światowej) wynik nadal jest jednak ujemny. Wpływy są niższe od ubiegłorocznych o około 17 proc.

Oczywiście wysokie ceny ropy nadal przynoszą budżetowi dodatkowe środki.

(...)

Deficyt budżetowy już w lipcu sięgnął prawie 6,5 bln rubli (259 mld zł) i nadal szybko rośnie. Oczywiste jest, że nie uda się go już pokryć wyłącznie dzięki wzrostowi dochodów z ropy i gazu, zadłużeniu, podatkom oraz korzyściom wynikającym z dewaluacji rubla. Skarbiec został opróżniony. Oznacza to, że nadszedł czas na bolesne decyzje.

onet.pl\The Moscow Times