poniedziałek, 11 maja 2026



Według doniesień "Daily Telegraph" Korea Północna wprowadziła kontrowersyjne zmiany w swojej konstytucji. Od tej pory wojsko ma obowiązek przeprowadzić atak nuklearny w odwecie w przypadku, gdyby przywódca Kim Dzong Un został zabity przez "zagranicznego wroga".

Zmiana konstytucji nastąpiła po tym, jak pod koniec lutego Stany Zjednoczone i Izrael zabiły w Iranie najwyższego przywódcę Alego Chameneia i wielu jego najbliższych doradców.

Nowelizacja została uchwalona na pierwszej sesji XV Najwyższego Zgromadzenia Ludowego, która rozpoczęła się w Pjongjangu 22 marca.

O zapisach w czwartek poinformowała członków rządu Korei Południowej południowokoreańska służba wywiadowcza.

onet.pl

niedziela, 10 maja 2026



Przełomu nie ma. Pomimo kilku udanych ukraińskich kontrataków Rosjanie nadal utrzymują inicjatywę na większości odcinków frontu. Natomiast jest kilka powodów do optymizmu. Ukraińskie działania na Zaporożu z początku roku wyraźnie pokrzyżowały rosyjskie plany, co nadal wpływa na przebieg obecnej "ofensywy".

Do tego dochodzą ukraińskie uderzenia dronowe (średni zasięg) na rosyjską logistykę i OPL . Wiele wskazuje na to, że będzie ich o wiele więcej. Ukraińskie siły lądowe przestały się kurczyć, co może świadczyć o poprawie sytuacji mobilizacyjnej.

Największa poprawa nastąpiła jednak w organizacji pola walki i zaplecza logistycznego Ukrainy, co przekłada się na bardziej stabilną sytuację na froncie.

Nie zmienia to faktu, że rosyjskim celem na wiosnę i lato pozostaje podejście pod aglomerację Kramatorsk–Słowiańsk. Na tym kierunku Rosjanie nadal powoli, ale jednak posuwają się do przodu.

x.com/konrad_muzyka


No to słuchajcie, mamy w końcu twarde dane dotyczące liczby poległych, co ciekawe: z obu stron. I mamy w końcu twarde dane dotyczące liczby poległych Rosjan. Ta liczba oczywiście jest zaniżona, o czym za chwilę, ale mamy już pewien fundament, który co bardzo mnie cieszy, potwierdza wszystkie znane wcześniej szacunki, w tym szacunki, które wam podawałem w grudniu, w styczniu, w listopadzie, październiku, i tak dalej, ponieważ wam to mniej więcej co kwartał aktualizuje.

No i jak to wygląda? No wygląda tak, że Media Zona i BBC dotarły do rosyjskich dokumentów, nie jakiś tam fałszywek, nie jakiś tam fabrykantów, tylko do normalnych rosyjskich dokumentów dotyczących praw spraw spadkowych. Tak? Czyli jeżeli ktoś umarł, poległ na wojnie, no to jest sprawa spadkowa, ponieważ większość osób ma rodziny, które chcą spadku. I udało się dotrzeć do takich spraw spadkowych. I uwaga, w Rosji jest osobna kategoria związana z działaniami bojowymi, z działaniami wojennymi i takich spraw spadkowych od momentu rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na Ukrainę jest, słuchajcie, 350.000 ponad, a właściwie 352.000, czyli uwaga, minimum, minimum, takie najmniejsze jakie jest możliwe, to jest 352.000 poległych Rosjan w konflikcie ukraińskim od lutego 2022 roku. Ale oczywiście ta liczba jest zaniżona. 

Dlaczego?

Ponieważ Rosjanie ujmują tutaj w szacunkach, w szacunkach tylko tych, którzy są po pierwsze obywatelami Federacji Rosyjskiej, a po drugie, gdzie ta sprawa spadkowa jest rozpoczęta, czyli jest rodzina, która domaga się spadku. I teraz co nam ucieka i gdzie jest duża czarna liczba, która zaniża faktyczą liczbę poległych Rosjan? 

No więc tak, nie mamy tutaj ujętych najemników, którzy nie mają rosyjskiego obywatelstwa. A pamiętajcie, że Rosjanie szeroko otwarli się na rekrutację w republikach środkowo-azjatyckich, szeroko otwarli się na rekrutację, w przede wszystkim Afryce. Oczywiście mamy całkiem sporą liczbę poległych Koreańczyków z północy. Mówi się o ponad 5000.

Do tego mamy oczywiście zaginionych. Zaginieni to jest bardzo wygodna kategoria dla Rosjan, ponieważ nie są wliczani, (...) do poległych. Natomiast no... był człowiek - nie ma człowieka. No i oczywiście w tej kategorii spraw spadkowych nie są ujęci ci, którzy polegli albo zmarli, a sprawa spadkowa nie ruszyła, ponieważ na przykład nie mają rodziny, żadnej. I tu jest też całkiem spora liczba tego typu osób. 

Do tego oczywiście nie dolicza się celowego opóźnienia spraw spadkowych, czyli ktoś zginął, umarł, natomiast dowódzwo jego pułku przez jeszcze kilka miesięcy, zwykle dwa, trzy miesiące, nie wysyła zawiadomień, opóźnia całą buhalterię, całą papierologię. Po co? No po to, żeby oczywiście schować sobie do kieszeni żołd poległego żołnierza. I to jest, słuchajcie, dość ciekawa sprawa, ponieważ regularnie te wszystkie zeki, zetki, bataliony szturmowe, tam żołnierze są bici, są często torturowani. Wymuszany jest przez dowództwo dostęp do ich kont albo do ich kart bankowych. No i w momencie jak taki żołnierz polegnie, to zanim jest to zaraportowane, to dowództwo sobie jeszcze ciągnie z jego konta pieniądze, nieraz przez nawet kwartał. Więc bardzo często samo dowództwo, zwłaszcza batalionów karnych, batalionów szturmowych, w Rosji, no jest taką typową praktyką, że jak ktoś nie płaci łapówek, to trafia na zerówkę, do mięsnego szturmu, a że wcześniej mają... są wymuszani... biciem i torturami... do udzielenia dostępu do własnych kont bankowych, no to bardzo często zachodzi tutaj po prostu taki a nie inny przestępczy proceder, typowy dla armii Federacji Rosyjskiej.

Natomiast mówimy jeszcze, oczywiście, o jednej kategorii bardzo mocnej nieujętej, czyli byłych żołnierzy Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej. A pamiętajcie, że potwierdzone straty za sam 2022 rok to jest 40.000 żołnierzy obu tych republik. Tam było 38.000 poległych i pewna liczba zaginionych. Jak zaczęto to liczyć dokładniej, to po latach wychodzi na to, że w pierwszym roku Doniecka i Ługańska Republika Ludowa straciły 40.000 żołnierzy. To są bardzo duże straty. No i w związku z powyższym powstaje pewna czarna liczba nieujęta w tych sprawach spadkowych, tych 352.000. I jaka to jest ta czarna liczba? No to jest dość szeroki zakres. Natomiast w wielu źródłach szacuje się na od minimum 80-ciu do ponad 200.000. To jest dość szeroki zakres. Jasne wiem. Natomiast co nam to mówi? Mówi nam to, że minimalna ilość poległych po stronie rosyjskiej, minimalna to jest grubo ponad 440.000. Gdybyśmy doliczyli żołnierzy koreańskich, gdybyśmy doliczyli jeszcze parę innych kategorii, lekką ręką możemy mówić o 450.000 poległych żołnierzy rosyjskich albo walczących dla Rosji. 

Ale na tym nie koniec.

W Rosji jest pewien stały współczynnik strat, o którym wam wielokrotnie wspominałem, czyli ilość rannych przypadających na jednego zabitego. No i teraz w przypadku Ukrainy to się waha między pięciu a dziewięciu rannych na jednego zabitego, co świadczy o tym, że Ukraińcy mają bardzo dobrze rozwiniętą czerwoną taktykę, ewakuację medyczną. No, generalnie Ukraińcy dbają o swoich rannych i starają się ich starają się ich ewakuować. No, w Rosji to wygląda inaczej, ponieważ w Rosji mamy ten szacunek też w ramach pewnego zakresu. Natomiast to jest słuchajcie upiorny, przerażający zakres, czyli jeden zabity na dwóch rannych i to są słuchajcie statystyki z wielkiej wojny ojczyźnianej. To są jak Stalingrad, jak Kursk, może nie jak Syczewka czy Rżew, bo tam było gorzej nawet, tam było często 1 do jednego, ale generalnie 1 do dwóch to są takie czarne dni rosyjskiej wielkiej wojny ojczyźnianej. A potem mamy statystyki z dwóch ostatnich lat - jeden zabity Rosjanin na czterech rannych i to rannych takich, którzy byli odnotowani, musieli być ewakuowani z frontu. I teraz ponieważ lekko rannych często nikt nie liczy i oni są wysyłani do szturmu - do skutku, i to też są statystyki rodem wzięte z wielkiej wojny ojczyźnianej czyli w Rosji zabezpieczenie medyczne, śmiertelność żołnierzy - litość zabitych w stosunku do rannych, słuchajcie, nie zmieniła się od II wojny światowej. To jest coś niesamowitego. Natomiast co nam to mówi? No mówi nam to to, że jeżeli mamy dwóch rannych i to takich rannych, że stanowili ubytek osobowy na jednego zabitego albo mamy czterech rannych, część lżej... na jednego zabitego. No drodzy widzowie oznacza to, że minimalna ilość zabitych i takich, którzy musieli zostać zdemobilizowani na skutek ran po stronie rosyjskiej to jest ponad milion. I tu już nie ma dyskusji, czy tak, czy nie. Może tak, może nie. Mamy twarde dane. Tak, jeżeli mamy przynajmniej 440.000 albo 450.000 poległych i jeżeli znamy te dwa stosunki zabitych do rannych, to mówimy w tym momencie o milionie wyłączonych żołnierzy, wyłączonych, bo nie żyją albo odnieśli ciężkie rany. To jest, słuchajcie, HE-KA-TOM-BA i chciałbym wam przypomnieć, że Rosjanie mają ponad milion ubytku osobowego zamian za co? 

Za nic. 

Kosztem 1 miliona zabitych i Rosja nie zrealizowała żadnego z ogłaszanych celów politycznych, z którymi rozpoczęła tą wojnę. Przypominam, że Rosjanie te cele podali oficjalnie, tak... w grudniu 2021 roku żądania rosyjskie wobec USA, wobec NATO, potem szereg żądań wobec Ukrainy. Rosjanie to podali wprost. Czuli się tak mocni. Co z tego zrealizowano? Nic. Zero, null, nothing. Tak, mamy obecność w Finlandii, Szwecji, w NATO. NATO jest jeszcze mocniejsze na granicach Ukrainy. Mamy gwałtowne zbrojenia państw bałtyckich, Polski. Mamy rozwój uzbrojenia rakietowego, uzbrojenia okrętowego, lotniczego. Czyli to, co Rosjanie chcieli odepchnąć od swoich granic. To co wobec czego Rosjanie chcieli wręcz stworzyć pewną strefę buforową, w którym NATO nie mogłoby posiadać tych systemów, nie mogłoby ćwiczyć użycie tych systemów. A to wszystko jest kupowane na potęgę i umieszczane zaraz przy granicy Rosji. 

Mamy Ukrainę, która przesunęła się na zachód. Mamy Ukrainę, dla której produkuje zachód uzbrojenie, dostarcza uzbrojenie. Mamy Ukrainę, która jest niepodległa, która jest prozachodnia, która walczy z Rosją, która zdaje Rosji ciężkie straty. Inaczej rzecz ujmując, ta wojna jest dla Putina i dla Rosji po prostu jedną wielką geopolityczną katastrofą. chcieli odbudować imperium, (...), odsunąć NATO od swoich granic, wywalczyć sobie bufor, a wygląda na to, że została im tylko Białoruś po prostu. 

I teraz kolejna sprawa jest taka, że te straty są bardzo duże, ale dopiero w tym roku Rosjanie właściwie na koniec zeszłego roku, tak dokładnie, Rosjanie weszli na poziom strat, których nie są w stanie uzupełniać, ponieważ do tej pory Rosjanie byli w stanie te straty niestety uzupełniać i mieli większy napływ przeszkolonych rekrutów, ochotników i szkolonych żołnierzy niż ubytek miesięczny. Natomiast na skutek bardzo wysokich strat z zeszłego roku, i powrotnych i bezpowrotnych, Rosjanie znaleźli się w sytuacji, w której mniej więcej od października-listopada zeszłego roku straty przekraczają możliwości uzupełnień. Te możliwości uzupełnień rosyjskie z różnych powodów, między innymi całkowitego wyczyszczenia sobie systemu kolonii karnych możliwych do wysłania na front. Spadły do poziomu 20 22.000 żołnierzy miesięcznie. Natomiast Rosjanie ponoszą starty bezpowrotne miesięczne rzędu około 30.000 żołnierzy. Czasami 35.000, ale to zwykle oscyluje w około 30. A to oznacza, że Rosjanie są pod kreską i Rosjanie są pod kreską już tak naprawdę kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy od października zeszłego roku. I to zaczyna być dostrzegalne. I tutaj nie ma dobrego wyjścia dla Rosjan, ponieważ jeżeli dalej ten trend będzie się utrzymywać, to w połowie roku albo zacznie im brakować powoli żołnierzy, albo będą musieli ogłosić powszechną mobilizację. Powszechna mobilizacja może oznaczać pewne napięcia w Rosji. Ja tutaj osobiście przyznaję rację takim specjalistom od Rosji jak na przykład pan Marcin Łuniewski, którzy twierdzą, że pozycja Putina jest obecnie na tyle silna i jest na tyle niezagrożona, że raczej nie spodziewają się jakiegoś puczu czy jakiś rozruchu w Rosji. To co się może Putinowi przydarzyć to ewentualnie wypadnięcie z okna albo trafienie jakimś przypadkowym dronem, czego się zresztą Putin obawia, (...). Natomiast no nie wygląda na to, żeby społeczeństwo rosyjskie się zbuntowało, ponieważ jest trzymane wyjątkowo krótko przy pysku i ostatni raz tak krótko przy pysku było trzymane tak naprawdę za czasów Stalina. Niemniej gigantyczne straty rosyjskie. 

No dobrze, no ale mamy jedną stronę medalu, mamy evers, jest i revers, więc trzeba w takim razie powiedzieć o stratach ukraińskich. 

Jakie są te straty ukraińskie? Duże, małe? Co o nich wiemy?

No więc mamy taką stronę UA losses /ualosses.org - red./ czyli straty. Nie wiem kto tą stronę prowadzi. Nie widzę, żeby się pod tym podbijała jakaś agencja rządowa. Ta strona się pozycjonuje jako strona ochotników zliczających, więc trzeba mieć dużą dozę uwagi, czy to nie jest jakaś rosyjska wrzutka. Niemniej ta strona zlicza zaginionych żołnierzy i jeńców wojennych oraz poległych Ukraińców, o których pojawiły się nekrologii w gazetach. W przeciwieństwie do Rosji Ukraińcy publikują takie dane. Publikują takie dane dość regularnie. W Rosji są one zwykle wyrywkowe w lokalnych gazetach. Zwykle są z pewnym opóźnieniem. Niektórzy w ogóle nie są podawani do informacji. Na przykład więźniowie systemu obozów wysłani na szturm. Natomiast w przypadku Ukraińców, no to w zasadzie każdy poległy jest ogłoszony, że jest bohaterem Ukrainy, w sensie: poległ za Ukrainę... i jest podawane nazwisko, jest nagrobek, jest pochówek na koszt państwa i tak dalej. I to jest w związku z tym policzalne. I z tego upiornego liczenia wygląda na to, że Ukraińcy stracili od 2022 roku 127.000 żołnierzy poległych. Żołnierzy poległych za Ukrainę, żołnierzy walczących z Rosją, z agresją rosyjską, żołnierzy ukraińskich, którzy bohatersko dali życie za swoją ojczyznę. Natomiast oprócz tych 127.000 mamy 6000 jeńców, czyli w zasadzie trzeba sobie z tych 127.000 odjąć, czyli już mamy 121.000 i mamy oprócz tego 56.000 zaginionych bez wieści. I teraz ci zaginieni bez wieści, to tu jest kilka kategorii. Są w większości to są oczywiście polegli żołnierze ukraińscy, których jeszcze nie udało się zidentyfikować. Ja wiem, że to brzmi przerażająco, ale jak w jakiś opornik ukraiński wpada rosyjska tonówka czy półtonówka, no to niestety identyfikacja szczątek żołnierzy jest możliwa już tylko po DNA. [westchnienie] Tak więc jest 56.000 zaginionych i większość z nich to są właśnie rozszarpani ukraińscy żołnierze. Przepraszam za brutalizm, no ale tak to wygląda. Ci, którzy siedzą w systemach obozów rosyjskich są jeńcami, ale nie zostali podani do informacji ukraińskiej jako jeńcy. A takich jest całkiem sporo, ponieważ Rosjanie potrafią 2 lata i trzymać żołnierzy ukraińskich. Rekordziści cztery lata byli trzymani, zanim zostali nagle w ramach wymiany zwolnieni. Okazało się, że człowiek, o którym wszyscy myślą, że od dawna nie żyje, jednak żyje, tylko był w łagrze trzymany, w więzieniu, i katowany. 

No i mamy oczywiście dezerterów. Dezerterów nie samowolne oddalenia, bo samowolki to jest coś coś normalnego w armii ukraińskiej. Na szczęście ponad 80% żołnierzy, którzy mają samowolki w armii ukraińskiej wraca i dalej podejmuje walkę. Natomiast mamy też pewien odsetek twardych dezerterów, czyli takich, którzy po prostu zwiali z jednostek albo w czasie ataku rosyjskiego czy w czasie spokojniejszym. I oni też się często znajdują w tej kategorii zaginionych bez wieści. Czyli mamy 127.000 totalnej liczby. Mamy tutaj zabitych, zidentyfikowanych z imienia i nazwiska. Mamy tutaj 6000 jeńców i mamy 56.000 ludzi, którzy wyparowali. Większość z nich bezdyskusyjnie polegli. Część to są dalej jeńcy, część się rozpłynęła i to są po prostu dezerterzy. I teraz Zełeńskiemu się wyrwało swego czasu, że 80.000 prawdopodobnie poległych Ukraińców i to by się zgadzało, ponieważ jeżeli sobie odejmiemy od tych 127.000 56.000 to mamy mniej więcej 71.000. Odejmując jeszcze 6000 to oczywiście schodzimy na niższy poziom, no ale nie oszukujmy się, większość z tych 56.000 to są po prostu ludzie, którzy polegli. Niemniej, jakbyśmy nie liczyli, mamy jednego zabitego Ukraińca na czterech albo pięciu zabitych Rosjan. W związku z tym ta statystyka jest bardzo na dużą niekorzyść Rosji i oczywiście mamy potem pewną liczbę rannych. U Ukraińców większa liczba, często są to starty powrotne, u Rosjan mniejsza liczba, często straty bezpowrotne. Natomiast jakbyśmy nie patrzyli, to straty ukraińskie, takie twarde w zabitych minimum czterokrotnie niższe, jeżeli chodzi o rannych, są prawdopodobnie dwukrotnie niższe od Rosjan. Tak licząc totalnie. Oczywiście pamiętajcie też, że po stronie Ukrainy giną najlepsi Ukraińcy. Tak, giną ci bohaterowie, ci patrioci, którzy bronią swoje ojczyzny. Po stronie Rosji też mamy bohaterów. Też mamy rosyjskich bohaterów, rosyjskich patriotów, którzy giną w tej wojnie. Jasne. Natomiast mamy całkiem sporą ilość ludzkich śmieci. Gwałciciele, mordercy, kanibale, pedofile, i tak dalej. No tego typu element jest wyciągany i w ramach batalionu szturmu Zet i innych jest wrzucany. No i oddziały Wagnera, które kiedyś były elitą, a potem ta elita stała się ich kadrą. No i tam dawni Wagnerowcy zaciągnęli dosłownie szlam mułu też systemów łagrów najpierw, potem w ramach rekrutacji dla najemników. Duży, duży, duży problem. Rosjanie sobie wyczyścili system obozów, więc spora część tych rosyjskich to są ludzie niechciani, ludzie niekochani, ludzie niczyi. Tak, trzeba o tym pamiętać. Na przypadku Ukrainy to w zasadzie mówimy o tych, którzy chcieli walczyć, oddali życie za ojczyznę albo zostali zmobilizowani, ale nie uciekli z linii frontu, nie oddalili się i oddali swoje życie za ojczyznę. Więc tak czy siak bohaterowie. 

No dobrze, kończymy temat strat. Przechodzimy dalej.

Transkrypcja materiału p.t. "UKRAINA RAPORT Z WOJNY 10 MAJA 2026 - 440 tys. GRUZ200 i 1 mln GRUZ 200/300" z kanału "WoW - Wolski o Wojnie" Jarosława Wolskiego.

youtube.com


Irańska "Armia Nowego Wzoru" /aluzja do raportu Strategy&Future - red./ (a dokładnie jej marynarka wojenna) dziś w nocy  sromotnie przegrała z Amerykanami. 

Irańczycy dziś w nocy zaatakowali za pomocą wielu dronów, rakiet przeciwokrętowych, przeciwokrętowych pocisków balistycznych, motorówek z uzbrojeniem rakietowymi i artyleryjskim trzy amerykańskie niszczyciele: USS Truxtun (DDG 103), USS Rafael Peralta (DDG 115) i USS Mason (DDG 87) które pokonywały cieśninę Ormuz. 

Całość środków rażenia została przechwycona przez Amerykanów a do tego rozpoczęto zwalczanie irańskich jednostek pływających oraz zlokalizowanych nabrzeżnych baterii rakiet.  Warto dodać że całość starcie miała miejsce na akwenie w którym zdolność do manewrowania byłą mocno ograniczona przez irańskie pola minowe. 

Po raz kolejny okazuje się że asymetryczne i hybrydowe środki prowadzenia wojny na morzu po prostu nie są skuteczne wobec marynarek wojennych które od ponad 20 lat rozwijają force protection. 

Dla interesujących się marynistyką jest to bez większych niespodzianek.

(...)

Swoją drogą - Amerykanie średnio się przykładają do zrobienia czegokolwiek z selektywną blokadą nałożoną przez Iran ponieważ im na tym tak naprawdę nie zależy*. Gdyby zależało to migiem powstałyby konwoje i służba konwojowa zaś szereg wysepek Irańskich w Ormuzie zostałoby zajętych po prostu. Wtedy skuteczność irańskiej "blokady" (która blokadę per se nie jest) spadłaby do okolic zera. 

Natomiast takie działanie wymagałoby kosztownych działań i szerokiej koalicji o którą trudno na skutek tego JAK Trump rozpoczął ten konflikt (dołączając się do ataku Izraela).

x.com/wolski_jaros

sobota, 9 maja 2026



– Uważam, że udostępnienie narzędzia Claude w styczniu tego roku można przyrównać do 1981 roku, kiedy to pojawił się Microsoft – powiedział Paul Tudor Jones w głośnym wywiadzie dla stacji CNBC.

Uważnie obserwowany przez Wall Street legendarny spekulant dostrzega w obecnej adaptacji sztucznej inteligencji podobieństwa do 1995 roku, kiedy zadebiutował system operacyjny Windows 95, co przyspieszyło komercyjne wykorzystanie internetu. Choć rozwój AI przypomina wczesne etapy ekspansji technologicznej, wywołana nim hossa przypomina już raczej rok 1999, czyli okres na około rok przed pęknięciem bańki dot-comów.

– To był początek cudu produktywności, który trwał od 4 do 5,5 roku. Powiedziałbym, że jesteśmy w 50–60 procentach tej drogi. Jeśli miałbym szacować, zostało nam jeszcze rok lub dwa lata rajdu – powiedział Paul Tudor Jones.

Inwestor przyznaje, że dokupił więcej akcji spółek powiązanych ze sztuczną inteligencją, jednak nie zdradza konkretnych nazw.

– Gram pod trendy makroekonomiczne, więc po prostu kupuję koszyki akcji. Powiem krótko, to szalony, szalony czas. Zawsze lubię szukać historycznych precedensów – stwierdził Jones.

bankier.pl


Daleko idące ograniczenia celebracji najważniejszego święta w kalendarzu Kremla, to po pierwsze dowód na ogromny sukces ukraińskiej kampanii uderzeń dronami i rakietami na cele w Rosji. Po drugie to pokaz słabości rosyjskich sił zbrojnych, najwyraźniej niebędących w stanie zagwarantować Władimirowi Putinowi, iż nic nie spadnie na Plac Czerwony podczas uroczystości.

Decyzja o daleko idącym ograniczeniu defilady została ogłoszona jeszcze pod koniec kwietnia. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow przyznał wprost, że to reakcja na "zagrożenie terrorystyczne" ze strony Ukraińców. Dodatkowo usprawiedliwiał to faktem, że tegoroczna rocznica nie jest okrągła, tylko 81. W związku z tym postanowiono zrezygnować z bodaj najistotniejszego pokazu siły militarnej Rosji - przejazdu kolumny ciężkiego sprzętu przez Plac Czerwony. Od kiedy te defilady zaczęto jeszcze w czasach ZSRR z okazji rocznicy rewolucji październikowej, był to gwóźdź programu. W latach 90. na chwilę z niego zrezygnowano, ale po przejęciu władzy przez Władimira Putina wrócono, zaś całą defiladę przeniesiono na lepiej pasujący do nowych czasów 9 maja. Nawet po inwazji na Ukrainę starano się udawać, że wszystko jest po staremu i organizowano przejazdy ciężkiego sprzętu, choć na mniejszą skalę niż przed wojną. Był to pokaz wiary, że Ukraina Ukrainą, ale Rosja pozostaje mocarstwem i tu oto jedzie na to dowód. Aż do 2026 roku.

Tegoroczna defilada została ograniczona do przemarszu tak zwanej kolumny pieszej, czyli żołnierzy reprezentujących rodzaje sił zbrojnych, uczelnie wojskowe i różne inne formacje rosyjskiego wojska oraz sił Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Tradycyjnie był to początkowy etap uroczystości. Po przywitaniu dygnitarzy, przemówieniu Putina, oficjalnych meldunkach składanych ministrowi obrony przez dowódcę parady (zazwyczaj dowódca wojsk lądowych), czworoboki żołnierzy oraz funkcjonariuszy ruszały do przemarszu przed trybuną honorową zbudowaną wokół mauzoleum Lenina. Po nich na opustoszały z ludzi Plac Czerwony wjeżdżały pojazdy, na końcu przelatywały śmigłowce i samoloty. W tym roku mają się jeszcze pojawić w ograniczonej formie tylko te ostatnie, pod postacią formacji maszyn Su-27 i MiG-29 zespołów akrobacyjnych, a na końcu Su-25 rysujących na niebie flagę Rosji.

Pozwoli to znacząco skrócić uroczystości na Placu Czerwonym (przemarsz ma trwać około 20 minut) i ograniczyć ryzyko, że Ukraińcy w jakiś sposób zjawią się nieproszeni. Być może rosyjski wywiad ustalił, że ci w tym roku są zdeterminowani to uczynić. Na tegorocznych obchodach nie będzie wielu zagranicznych gości, a ci nieliczni obecni będą z raczej drugiego i trzeciego szeregu. Jeśli w 2025 roku Moskwę odwiedził m.in. przywódca Chin Xi Jinping, tak w 2026 roku do Rosji przyjadą Łukaszenka z Białorusi, prezydent Laosu Thongloun Sisoulith i Sultan Ibrahim z Malezji. Rok temu jakiekolwiek zagrożenie bezpieczeństwu chińskiego dygnitarza nie było na rękę Ukraińcom. W tym roku może być inaczej.

(...)

Łatwiejsze do wykonania byłoby wysłanie na Moskwę dronów startujących z terytorium Ukrainy. Ukraińcy już praktycznie co noc posyłają ich na Rosję ponad setkę, a czasem nawet kilkaset. Moskwa rzadko jest głównym celem, a jeszcze rzadziej coś się przedziera nad jej centrum, bo jest to najsilniej broniony obszar w całym kraju. Choć akurat w poniedziałek nad ranem w tym tygodniu jakiś bezzałogowiec wleciał w apartamentowiec stojący około 10 kilometrów od Placu Czerwonego, wyrządzając powierzchowne szkody. Na 9 maja Ukraińcy mogliby skoncentrować wszystkie dostępne drony na Moskwie, podnosząc statystyczną szansę, że jakiś dotrze nad jej centrum dzięki przesaturowaniu obrony przeciwlotniczej. Nie musiałby nawet spaść na Plac Czerwony podczas defilady. Sam alarm powietrzny i ewakuacja VIP-ów przed kamerami byłyby zwycięstwem propagandowym Ukraińców. W całej tej grze chodzi bowiem o wizerunek i autorytet, niekoniecznie o wyrządzenie realnych szkód.

W systemie autorytarnym, bo takim jest Rosja, ogromne znaczenie ma autorytet przywódcy, co sugeruje już sama nazwa ustroju. Władza opiera się na wierze ludzi w sprawczość systemu - zarówno pod względem nagradzania lojalności, jak i karania za jej brak. Kiedy wódz zaczyna sprawiać wrażenie niemającego realnego wpływu na rzeczywistość, system zaczyna się rozsypywać. Ludzie zaczynają wierzyć, że może być inaczej. Nie chodzi przy tym o gotowość zwykłych obywateli do wyjścia na ulice i walkę o demokrację. Raczej o to, że bezpośrednie otoczenie Putina może odważyć się podnieść na niego rękę i wymienić na kogoś innego. Stąd też zamiłowanie do budowania wizerunku silnego człowieka trzymającego ster kraju pewną ręką i do wszelkich pokazów siły, jak na przykład wielkie defilady na 9 maja, w symboliczną rocznicę zwycięstwa nad III Rzeszą. Nie bez powodu ta data stała się jednym z filarów budowy tożsamości Rosjan pod kierownictwem Putina. To jego przekaz o Rosji rozstrzygającej losy świata.

Wszystko to pozwala zrozumieć, jak znaczącym wydarzeniem jest tegoroczne ograniczenie skali defilady. Z przekazu o sile Rosji robi się przekaz o Rosji w stanie zagrożenia ze strony Ukraińców, które do tej pory trywializowano lub całkowicie pomijano. Nie chodzi o samo ograniczenie skali wydarzenia w Moskwie, ale też całkowitą rezygnację z wielu defilad regionalnych, które zazwyczaj jej towarzyszyły. Według wyliczeń portalu "Verstka" 1/3 stolic regionalnych w ogóle zrezygnowała z uroczystości, głównie te na zachodzie kraju, w zasięgu ukraińskich dronów. Tylko 18 z 85 stolic regionalnych urządza defilady z udziałem ciężkiego sprzętu. W Moskwie odwołano nawet tradycyjny "marsz nieśmiertelnego pułku", w którym biorą udział rodziny już nieżyjących weteranów niosące ich zdjęcia. Ma się odbyć "wirtualnie", choć nie wyjaśniono w jaki sposób.

Do tego zarządzono daleko idące środki bezpieczeństwa. W Moskwie i wielu innych miastach oznacza to między innymi całkowite wyłączenie mobilnego internetu. Zablokowane jest nawet wysyłanie zwykłych sms-ów, głównie w celu uniemożliwienia Ukraińcom korzystania z sieci do zdalnego sterowania dronami, czy detonowania bomb. W centrum stolicy rozmieszczono liczne zespoły snajperów, przeciwlotnicze z lekką bronią ręczną, a na niektórych budynkach zamontowano nawet systemy obrony przeciwlotniczej krótkiego zasięgu Pancyr. Całe miasto roi się od służb bezpieczeństwa. Jeszcze więcej ciężkiej broni przeciwlotniczej znajduje się wokół stolicy, tworząc gęsty pierścień obrony przestrzeni powietrznej.

gazeta.pl

piątek, 8 maja 2026



Władze Armenii powinny przeprowadzić referendum w sprawie przystąpienia do Unii Europejskiej, do czego dąży premier Nikol Paszynian — stwierdził prezydent Rosji Władimir Putin podczas konferencji prasowej zorganizowanej po paradzie z okazji Dnia Zwycięstwa w Moskwie. Według niego kwestia ta "wymaga szczególnego rozważenia".

— Byłoby słuszne zarówno wobec ludności, jak i wobec nas, jako głównego partnera gospodarczego, podjąć decyzję jak najwcześniej, na przykład przeprowadzić referendum. To nie nasza sprawa, ale logiczne byłoby przeprowadzenie referendum i zapytanie obywateli Armenii, jaki będzie ich wybór — powiedział. Dodał, że wówczas można by dążyć do "łagodnego, inteligentnego i korzystnego dla obu stron rozwodu".

Podkreślił również jedno — że wojna przeciwko Ukrainie rozpoczęła się "od przystąpienia lub próby przystąpienia tego kraju do UE".

Stwierdził, że seria wydarzeń i odmowa byłego prezydenta Wiktora Janukowycza dotycząca integracji z UE doprowadziły do "zamachu stanu" w Ukrainie, który z kolei doprowadził do "incydentu krymskiego, sytuacji na południowo-wschodniej Ukrainie i działań zbrojnych".

— Dlatego nie należy doprowadzać do skrajności, trzeba po prostu w odpowiednim czasie powiedzieć, że będziemy postępować tak i tak. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Wszystko trzeba kalkulować. Strona armeńska musi kalkulować i my również — oświadczył Putin.

(...)

Na początku tego tygodnia w Erywaniu odbył się szczyt Europejskiej Wspólnoty Politycznej (EWP), w którym wzięli udział przedstawiciele prawie 50 krajów. Po raz pierwszy takie spotkanie odbyło się w stolicy państwa, które nie tylko nie jest częścią Zachodu, ale także przez długi czas uważano za należące do orbity wpływów Rosji.

Obecny na spotkaniu prezydent Francji Emmanuel Macron zwrócił uwagę na zmiany polityczne w kraju i pochwalił Paszyniana za to, że obrał kurs na "integrację europejską".

4 maja na szczyt przybył prezydent Wołodymyr Zełenski, co wywołało ostrą reakcję Kremla. Rzeczniczka rosyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych Maria Zacharowa oskarżyła Erywań o "działania przeciwko Rosji", zagroziła "poważnym pogorszeniem" stosunków dwustronnych i skrytykowała Armenię za "bardzo serdeczne" przyjęcie Zełenskiego.

— Po której stronie historii wy właściwie stoicie? Kogo popieracie w historycznym kontekście? — zapytała Zacharowa.

— Oczywiście, prawdopodobnie oczekiwalibyśmy jakichś wyjaśnień ze strony Erywania — powiedział w niedzielę rzecznik prasowy prezydenta Federacji Rosyjskiej Dmitrij Pieskow, komentując tę kwestię. Nazwał "nienormalnym" fakt, że Armenia zapewniła Zełenskiemu "platformę do wygłaszania całkowicie antyrosyjskich wypowiedzi". — Nie pasuje to do ducha naszych stosunków z Erywaniem — skwitował Pieskow.

To nie pierwszy raz, kiedy Armenia dystansuje się od Rosji. Ostatnio premier tego kraju oświadczył, że nie uda się na paradę z okazji Dnia Zwycięstwa do Moskwy.

onet.pl\The Moscow Times


- Zlokalizował pan portfel Zondy z 1,1 mln kryptowaluty XRP. To daje wartość 5,7 mln złotych. Jak do tego doszło?

Mec. Robert Nogacki z Kancelarii Skarbiec: Blockchain ma tę specyficzną cechę, że jest widoczny dla wszystkich. W tym przypadku, kiedy mówimy o systemie kryptowaluty XRP, każda transakcja, jaka kiedykolwiek miała miejsce w sieci XRP, jest zapisana w publicznym rejestrze dostępnym bez logowania. Tu działa zupełnie inny mechanizm niż w tradycyjnym banku. Bank prowadzi prywatną bazę danych — tylko on widzi, kto ile ma. Sieć kryptowalutowa działa odwrotnie. Tak naprawdę każdy, kto zna się na blockchain i posiada odpowiednie narzędzia, może "wyśledzić" konkretne portfele. Oczywiście trzeba wiedzieć, czego się szuka. Ja zawodowo interesuję się kryptowalutami i blockchain.

- Są cztery fakty, które z osobna nic nie dowodzą, jednak razem składają się w obraz, którego nie da się wytłumaczyć inaczej niż: "to jest portfel Zondy".

Po pierwsze, portfel założyła sama Zonda, powstał 27 listopada 2023 roku. W sieci XRP założenie portfela trochę kosztuje, więc kto płaci, ten zostawia ślad.

Po drugie, przez dwa i pół roku wszystkie znaczące wpłaty przyszły wyłącznie z Zondy. Żadnych wpłat z banku, od innych użytkowników, z innych giełd. Klient prywatny tak nie funkcjonuje.

Po trzecie, wszystkie wypłaty wracały wyłącznie do Zondy, oznaczone jednym i tym samym wewnętrznym numerem identyfikacyjnym: DestinationTag 23531. Powtarzalność tego numeru jest podpisem konkretnego konta wewnętrznego giełdy, nie indywidualnego użytkownika. Kwoty są o rzędy wielkości większe niż jakikolwiek detaliczny wolumen: są po 100, 150, 200 tysięcy XRP.

- A czwarty fakt?

Najbardziej znaczący. 7 kwietnia 2026 roku, czyli na dzień przed zawieszeniem wypłat, na ten portfel wpłynęło 130 tysięcy XRP w dwóch szybkich transferach, tuż po tym, jak do Zondy wpłynęła niemal identyczna kwota z giełdy Kraken. Wzorzec "przyjmij – przekaż dalej w kilkanaście minut" to klasyczna sygnatura zarządzania rezerwami w czasie rzeczywistym, nie operacji klienta. To nie jest zbieg okoliczności.

- Co to wnosi do sprawy? Pan reprezentuje dużą grupę klientów Zondy. Czy to "znalezisko" oznacza, że jest już jakaś masa, z której będzie można zwrócić choć małą część środków? A jak uda się znaleźć więcej portfeli — to będzie kolejna pula?

Niestety nie. Żaden sąd nie może tych pieniędzy natychmiast zablokować.

- Dlaczego?

To jest fundamentalna cecha kryptowalut. W systemie bankowym dostęp do pieniędzy regulują instytucje — bank wykonuje przelew, bo ma uprawnienia, a jeśli sąd każe zablokować rachunek, bank to robi. W systemie kryptowalutowym instytucji nie ma. Dostęp do środków reguluje wyłącznie znajomość klucza prywatnego. Kto ma klucz, ten ma środki. Nikt poza nim. Nie firma Ripple, która stworzyła XRP. Nie sąd. Nie prokurator. Nie polski rząd ani amerykański.

- To znaczy, że posiadacz tego portfela może w każdej chwili przenieść te pieniądze?

Może przenieść 1,1 miliona XRP gdziekolwiek na świecie w jedną sekundę. Ale to jest ta druga strona medalu tej jawności: nie zrobi tego niezauważenie. Bo blockchain pokazuje wszystko. Istnieje cała branża, której praca polega na czytaniu publicznych blockchainów i katalogowaniu, kto czym dysponuje. Firmy takie jak Elliptic, Chainalysis czy TRM Labs prowadzą bazy etykiet adresów, z których korzysta praktycznie każda regulowana giełda kryptowalut na świecie w ramach swoich systemów przeciwdziałania praniu pieniędzy.

- I co z tego wynika w praktyce?

Jak tylko poważna tzw. analiza on-chain — czyli z konkretnymi datami, hashami transakcji i logiką dedukcyjną — trafia do publicznej przestrzeni, te firmy ją weryfikują i dodają portfelowi etykietę typu: "rezerwa Zondy — wallet powiązany z polskim śledztwem karnym, high confidence".

- Rozumiem, że pana analizę można uznać za "poważną" i teraz temu portfelowi ktoś powinien nadać odpowiednią etykietę?

Tak powinno się wydarzyć. Od tej chwili każdy ruch tych środków na regulowanej giełdzie generuje automatyczny alert compliance. Binance, Coinbase, Kraken – każda z nich widzi adres jako wysoko ryzykowny i zazwyczaj zamraża wpływające środki oraz przekazuje organom ścigania dane klienta, który próbował je wpłacić. To jest kanał, którym w międzynarodowych sprawach upadłości giełd kryptowalutowych najczęściej udaje się ostatecznie zabezpieczyć środki.

- Czyli Zonda jako operator tego portfela jest w pułapce?

Tak, ma dwa wyjścia, z których żadne nie jest dla niej dobre. Może środków nie ruszać — wtedy pozostają zlokalizowane i czekają na rezultat śledztwa. Może je ruszyć — wtedy każda taka próba zostawia kolejne ślady w publicznym rejestrze i prawdopodobnie kończy się zamrożeniem na giełdzie wyjścia plus ujawnieniem danych klienta. Obejście wymagałoby sieci niezarejestrowanych giełd, mikserów i jurysdykcji niewspółpracujących — teoretycznie wykonalne, ale generuje kolejne problemy i ryzyka. Warto się tu powołać na porównanie: w lutym 2025 roku północnokoreańska grupa Lazarus wyprowađziła z giełdy Bybit 1,5 miliarda dolarów. Rok później firmy analityki on-chain wytropiły ponad 88 procent tych środków. Zamrozić udało się 3,5 proc.

- To niewiele…

Reszta leży widoczna i nieosiągalna, bo klucze prywatne ma reżim w Pjongjangu.

- Czyli to nie jest dobra wiadomość dla klientów Bybit.

Owszem. Ale w naszym przypadku różnica jest zasadnicza: kluczem dysponuje człowiek, którego polska prokuratura może znaleźć i postawić zarzuty.

- Znaleziony portfel to 5,7 mln złotych. Klienci Zondy stracili znacznie więcej. Co z resztą?

To jest praca do wykonania. Przy czym blockchain jest jawny i cała historia przepływów jest możliwa do prześledzenia. To jest oczywiście trudna praca, ale może zaprowadzić do kolejnych ukrytych aktywów. Powinny zająć się nią organy ścigania, które mogą mieć także dostęp do informacji niejawnych.

onet.pl\Forbes


Sąd ds. Handlu Międzynarodowego USA orzekł w czwartek, że 10-proc. globalne cła wprowadzone przez prezydenta Donalda Trumpa w miejsce ceł wcześniej zniesionych przez Sąd Najwyższy są nielegalne. Sąd postanowił o wstrzymaniu poboru ceł.

W wydanym w czwartek wyroku, Sąd ds. Handlu Międzynarodowego Stanów Zjednoczonych (CIT) orzekł, że prezydent nie miał prawa nakładać 10-proc. ceł w oparciu o sekcję 122 ustawy handlowej.

Przepisy te pozwalają na wprowadzenie globalnych ceł w wysokości do 15 proc. na okres do 150 dni w wypadku stwierdzenia kryzysu "deficytu bilansu płatniczego" lub zapobieżenia nagłemu spadkowi wartości dolara. Sąd uznał, że taki stan nie zaistniał w obecnej sytuacji i nie może się odnosić do deficytu handlowego, który jest osobnym pojęciem ekonomicznym.

W rezultacie sąd nakazał wstrzymanie pobierania ceł. Decyzja jest skutkiem skargi wniesionej przez władze 24 stanów, w większości rządzonych przez Demokratów, oraz grupę importerów.

Autorzy pozwu twierdzili, że Trump wprowadzając cła w lutym br. starał się obejść ogłoszone trzy dni wcześniej orzeczenie Sądu Najwyższego, który zniósł większość wcześniej nałożonych przez Trumpa ceł, w tym obowiązujące globalnie 10 proc. cła minimalne na większość towarów. Sąd Najwyższy uznał wówczas, że ustawa sankcyjna IEEPA, na którą powoływał się Trump, nie pozwala prezydentowi na jednostronne nakładanie ceł.

Skutek czwartkowego orzeczenia może być ograniczony. Cła przywrócić może sąd apelacyjny, a unieważnione przez niego cła i tak wygasają w lipcu. Wtedy też spodziewane jest wprowadzenie nowych ceł, już na bardziej ugruntowanej podstawie prawnej, mającej umocowanie w postępowaniach dotyczących nieuczciwych praktyk handlowych, m.in. ze strony Chin i Unii Europejskiej.

Prezydent Trump jak dotąd nie odniósł się do wyroku.

PAP


Siły USA przeprowadziły ataki na irańskie porty Keszm i Bandar Abbas - podała w czwartek telewizja Fox News powołując się na przedstawicieli administracji USA. Urzędnik zaznaczył, że ataki te nie stanowią wznowienia wojny.

Według telewizji, wojska USA zaatakowały porty używane do eksportu ropy naftowej na wyspie Keszm oraz w Bandar Abbas. Oba porty leżą nad cieśniną Ormuz.

Irańskie media państwowe podały, że siły USA zaatakowały również irański tankowiec, a wojsko Iranu w odpowiedzi zaatakowało trzy amerykańskie niszczyciele w cieśninie Ormuz.

Cytowany przez Fox News urzędnik zaznaczył, że ataki nie mają oznaczać wznowienia wojny z Iranem. Fox News sugeruje jednak, że jest to odwet za poniedziałkowe ataki Iranu na porty w Omanie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Ówczesna reakcja USA - które uznały, że uderzenia te nie stanowiły pogwałcenia rozejmu i były mało znaczące - miała rozgniewać sojuszników Ameryki w regionie, którzy obawiali się, że USA nie będą ich chronić przed kolejnymi atakami Iranu.

Według "Wall Street Journal" i innych mediów, w reakcji Arabia Saudyjska i Kuwejt wycofały pozwolenie USA na używanie ich baz i przestrzeni powietrznej, co wymusiło wstrzymanie operacji "Projekt Wolność", mającej pomóc statkom handlowym w tranzycie przez Ormuz. W czwartek kraje te ponownie miały zezwolić na korzystanie z baz przez siły USA. 

PAP


Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podpisał w piątek dekret, na mocy którego wyłączył obszar wokół Placu Czerwonego w Moskwie z planu użycia ukraińskiej broni podczas parady w Moskwie, co umożliwi jej zorganizowanie 9 maja. Dekret wchodzi w życie z dniem podpisania.

Zgodnie z dokumentem opublikowanym na oficjalnej stronie internetowej głowy państwa decyzja została podjęta "w celach humanitarnych, zgodnie z ustaleniami poczynionymi podczas rozmów ze stroną amerykańską w dniu 8 maja 2026 r.".

Wcześniej Zełenski poinformował, że w ramach procesu negocjacyjnego, przy pośrednictwie Stanów Zjednoczonych, Rosja zgodziła się przeprowadzić wymianę jeńców wojennych w formacie 1000 za 1000 oraz ustanowić zawieszenie broni w dniach 9-11 maja. 

PAP