środa, 27 maja 2026



"Kielich cierpliwości się przepełnił" — ogłosiło rosyjskie ministerstwo spraw zagranicznych. Dodało, że powodem zapowiadanego rosyjskiej odwetu stał się ukraiński atak na miasto Starobielsk w okupowanym przez Rosję obwodzie ługańskim, w którym — według tamtejszych władz — zginęło 21 młodych osób.

Kreml oficjalnie poinformował o swoich planach również Biały Dom — rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow poprosił Marco Rubio, aby przekazał tę wiadomość bezpośrednio prezydentowi USA. Sekretarz stanu USA potwierdził, że rozmawiał przez telefon z Ławrowem, dodając, że podjęli temat wystosowanego przez Rosję apelu do zagranicznych dyplomatów o opuszczenie stolicy Ukrainy.

"Skończyliśmy więc z Kijowem. Niezależnie od przyczyny, to coś nowego. Teoretycznie miesiąc powinien wystarczyć, aby Kijów stał się niezdatny do zamieszkania" — napisał Fighterbomber, rosyjski kanał na Telegramie obserwowany przez ponad pół miliona użytkowników.

Na reakcję Kijowa nie trzeba było długo czekać.

"Poziom zagrożeń bezpieczeństwa dla Kijowa i innych ukraińskich miast ze strony Rosji jest taki sam jak w poprzednich latach i miesiącach" — stwierdziło zwięźle ukraińskie ministerstwo spraw zagranicznych. Rosyjskie groźby nazwało bezwstydnym szantażem.

O ile ministerstwo spraw zagranicznych użyło dyplomatycznych sformułowań, o tyle jego rzecznik Heorhij Tychyj nie gryzł się w język.

"Rosja atakuje Kijów pociskami balistycznymi i kierowanymi, a także rojami dronów, już od czterech lat i trzech miesięcy w cyklu tygodniowym, zabijając cywilów i powodując zniszczenia. Dzisiaj wyciągnęło zupełnie »nową kartę« i grozi... atakiem na Kijów. Co za tym stoi?" — napisał w serwisie X. Poniżej utworzył ankietę z czterema opcjami: "alkoholizm", "rozpacz", "brak kreatywności" i "wszystkie powyższe".

(...)

Ukraiński komentator Witalij Portnikow uważa, że niedzielny masowy atak rakietowy świadczy o rosyjskiej niewydolności.

"Dokładnie na to Putin nie mógł sobie nigdy pozwolić w przeszłości. Nie ma żadnych dodatkowych pieniędzy na armię — a mimo to wydaje miliardy na atak, który niczego nie zmieni. Nie wpłynęło to w żaden sposób na potencjał wojskowo-techniczny Ukrainy. Nie może zastraszyć ludzi, ponieważ zastraszać można w pierwszych miesiącach wojny, nie w piątym roku jej trwania. Ludzie, którzy zostali w Ukrainie, jakoś już przyzwyczaili się do takich strasznych prób [zastraszania]" — pisze na Facebooku.

onet.pl\Aktuality.sk


W ramach zakończenia przygotowań do seryjnej produkcji Gerań-4 (do stycznia 2026 r.), pierwsze testowe wystrzelenia przeprowadzono z obiektu w obwodzie orłowskim w Rosji i z terenu dawnego lotniska w Doniecku. W maju 2026 r. przeciwnik rozpoczął ich bojowe wykorzystanie do ataków na terytorium Ukrainy - napisał HUR.

Wywiad wojskowy przekazał, że Rosja stworzyła Gerań-4 jako odpowiedź na ukraińskie drony przechwytujące. Ten odrzutowy bezzałogowy statek powietrzny posiada własny, nowy płatowiec o ulepszonych właściwościach aerodynamicznych, wzmocnioną konstrukcję oraz silnik turboodrzutowy o zwiększonym ciągu.

Według HUR silniki turboodrzutowe nowego drona pochodzą z Chin. Nowa konstrukcja pozwala dronowi manewrować przy prędkościach od 300 km/h do 400 km/h i przyspieszać do 500 km/h. Gerań-4 może wznosić się na wysokość do 5 tys. metrów i przelecieć odległość do 450 km.

HUR zaznaczył, że pokładowe systemy sterowania i elektroniczna baza komponentów nowego drona pozostają podobne do wcześniejszych rosyjskich konstrukcji, w szczególności tych produkowanych przez zakład Ałabuga. Wymiary drona praktycznie nie uległy zmianie — około 3,5 metra długości i 3 metry rozpiętości skrzydeł.

W 2023 r. w Jełabudze w Tatarstanie, na terenie specjalnej strefy ekonomicznej Ałabuga, zbudowano zakład produkcji dronów, w tym bezzałogowców uderzeniowych typu Shahed. Jełabuga jest położona około 1400 km od granicy z Ukrainą. 

PAP

wtorek, 26 maja 2026



Wydaje się, że niektórzy rosyjscy urzędnicy wycofują się z niedawnych rosyjskich gróźb systematycznego atakowania miasta Kijów. Przewodniczący Komitetu Obrony Rosyjskiej Dumy Państwowej Andriej Kartapołow stwierdził 26 maja, że Rosja w rzeczywistości nie grozi uderzeniem w Radę Najwyższą (parlament) ani w Biuro Prezydenta Ukrainy, ponieważ nie są to "realne" centra decyzyjne na Ukrainie — w odpowiedzi na groźbę rosyjskie Ministerstwa Spraw Zagranicznych (MFA) z 25 maja rozpoczęcia serii "systematycznych" uderzeń przeciwko ukraińskim ośrodkom decyzyjnym i centrali w Kijowie. Kartapołow twierdził, że ukraińskie ośrodki decyzyjne nie znajdują się w centrum Kijowa, ale raczej są ukryte na dobrze ufortyfikowanych obszarach.

understandingwar.org


Siły rosyjskie odnotowują niewielkie postępy wokół Konstantynówki: okupant posunął się naprzód, zajmując najprawdopodobniej Illiniwkę i Berestok położone na południe i południowy zachód od miasta, a także Nowodmytriwkę po jego północno-wschodniej stronie. Siły rosyjskie kontynuują działania zmierzające do oskrzydlenia Konstantynówki, próbując przeciąć ukraińskie szlaki zaopatrzeniowe.

Rosjanie prowadzili również natarcie na kierunku hulajpolskim, docierając do Werchniej Tersy i Wozdwyżiwki, gdzie napotkali opór obrońców. Postępy te są najprawdopodobniej skutkiem infiltracji linii frontu przez niewielkie grupy rosyjskich żołnierzy, nie świadczą one jednak (wbrew opublikowanym oświadczeniom rosyjskiego Ministerstwa Obrony) o uzyskaniu pełnej kontroli nad tym terenem.

Pomimo utrzymującej się inicjatywy wojsk rosyjskich obecne postępy sił okupacyjnych są znacznie mniejsze niż w analogicznych okresach lat ubiegłych. O ile nie można mówić o przełomie czy przejęciu inicjatywy przez obrońców (...), o tyle tempo rosyjskiej ofensywy uległo znaczącemu osłabieniu, co odnotowują także źródła rosyjskie. W dotychczasowych cyklach sezonowych początek wiosny był momentem aktywizacji wojsk rosyjskich, które wykorzystywały sprzyjające warunki pogodowe i terenowe. Brak widocznego wzrostu dynamiki postępów na froncie może wskazywać na pogorszenie rosyjskich zdolności ofensywnych na skutek rosnącej liczby skutecznych ataków na zaplecze frontowe okupanta. W ostatnich tygodniach siły ukraińskie istotnie zintensyfikowały ataki bezzałogowych statków powietrznych średniego zasięgu (ok. 50–250 km) na rosyjskie węzły logistyczne, miejsca koncentracji wojsk, systemy obrony powietrznej, składy amunicji i stanowiska dowodzenia. Ataki te stanowią zagrożenie dla operacyjnego zaplecza wojsk rosyjskich oraz pozwalają tworzyć „korytarze” dla napadów rakietowo-dronowych w głąb terytorium Rosji.

W nocy z 23 na 24 maja Rosja przeprowadziła jeden z największych zmasowanych i kombinowanych ataków rakietowo-dronowych na Ukrainę, którego głównym celem były Kijów i obwód kijowski. Według Dowództwa Sił Powietrznych Ukrainy agresor użył 90 rakiet oraz 600 dronów, zaś sam napad obejmował kilka fal uderzeń bezzałogowców, pocisków balistycznych oraz manewrujących. Zgodnie z deklaracją władz w Moskwie uderzenie było odwetem za atak na akademik w Starobielsku (zob. niżej). W wyniku rosyjskiego uderzenia na terenie całego kraju zginęły cztery osoby, a prawie 100 zostało rannych, zaś w samym Kijowie obrażenia odniosło ponad 80 osób, w tym troje dzieci, a dwie osoby zginęły. Uszkodzonych lub zniszczonych zostało ok. 30 budynków mieszkalnych. W stolicy ucierpiały również obiekty kultury i administracji, m.in. Muzeum Sztuki, Opera Kijowska, stadion Dynama im. Wałerija Łobanowskiego, Muzeum Czarnobylskie, gmach MSZ oraz budynki Służby Bezpieczeństwa Ukrainy i Dowództwa Sił Lądowych armii ukraińskiej. Jedno z uderzeń uszkodziło rezydencję ambasadora Albanii, stwarzając bezpośrednie zagrożenie dla jego życia. Celami były także obiekty przemysłowe, w tym m.in. zakłady elektroniczne Artem. W trakcie ataku Rosja użyła pocisku balistycznego Oriesznik, którego celem było najprawdopodobniej nieużywane lotnisko w Białej Cerkwi. Część źródeł donosiła o drugim ataku tym pociskiem, który stał się w krótkim czasie elementem wojny informacyjnej. Pierwsze przekazy przekonywały, że uderzył w Drużkiwkę, skąd bezpośrednio koordynowana jest obrona na południe od aglomeracji Słowiańska i Kramatorska. Następnej doby część źródeł ukraińskich zaczęła negować przeprowadzenie drugiego ataku z wykorzystaniem Oriesznika i/lub lokować upadek rakiety po rosyjskiej stronie frontu – w Doniecku lub na jego obrzeżach.

W ciągu ubiegłego tygodnia doszło również do zmasowanego ataku w nocy z 20 na 21 maja oraz przez cały następny dzień. (...) Ogółem według Dowództwa Sił Powietrznych Ukrainy od wieczora 19 maja do rana 26 maja najeźdźca użył 1586 dronów typu Shahed oraz 91 rakiet manewrujących i balistycznych. Obrońcy zadeklarowali zneutralizowanie 1438 dronów i 55 rakiet.

W nocy z 21 na 22 maja Siły Zbrojne Ukrainy przeprowadziły uderzenie na miasto Starobielsk w anektowanym obwodzie Ługańskim. W wyniku ataku z użyciem bezzałogowców zniszczone zostały budynki miejscowej placówki kształcenia zawodowego oraz najprawdopodobniej sąsiedniego akademika. Według doniesień rosyjskich pod gruzami drugiego z obiektów miało zginąć 21 osób w wieku od 18 do 21 lat. Strona ukraińska oświadczyła, że celem uderzenia był „jeden ze sztabów jednostki Rubikon” – głównej struktury Ministerstwa Obrony FR zajmującej się adaptacją i wykorzystaniem bezzałogowców różnych typów. W odpowiedzi na atak Władimir Putin polecił Siłom Zbrojnym FR przygotowanie odwetowego uderzenia na Ukrainę, które przeprowadzono 24 maja. Ponadto 25 maja MSZ Rosji oświadczyło, że w reakcji na „akt terrorystyczny w Starobielsku” rosyjska armia rozpoczyna „konsekwentne, systemowe uderzenia” na przedsiębiorstwa ukraińskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego w Kijowie oraz na „centra podejmowania decyzji”. Tego samego dnia w rozmowie z sekretarzem stanu USA Marco Rubiem szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow miał ostrzec stronę amerykańską przed uderzeniami w ośrodki decyzyjne na Ukrainie oraz wezwać do „ewakuacji personelu dyplomatycznego”.

20 maja Sztab Generalny Ukrainy doniósł o udanym uderzeniu dronowym w rafinerię Łukoil-Niżegorodnieftieorgsintiez nieopodal Kstowa w obwodzie niżnonowogrodzkim. W instalacji będącej celem ataku po raz drugi w ciągu ostatnich dni miał wybuchnąć pożar. Rosyjskie kanały na Telegramie informowały ponadto o ataku tego samego dnia na zakład Niewinnomysskij Azot w Kraju Stawropolskim, jednego z największych producentów nawozów i chemikaliów wykorzystywanych do produkcji materiałów wybuchowych. Władze lokalne zdementowały trafienia, oznajmiając, że obrona powietrzna odparła nalot, zaś zniszczenia powstały w wyniku upadku odłamków. Dzień później ukraińskie siły uderzyły w rafinerię ropy w Syzraniu w obwodzie samarskim, ponad 800 km od granicy z Ukrainą. Według strony ukraińskiej uderzenie doprowadziło do pożaru obiektu. Gubernator obwodu samarskiego potwierdził atak, ale zdementował uszkodzenie rafinerii.

23 maja siły ukraińskie przeprowadziły nocne uderzenia dronowe na zakład chemiczny Metafrax Chemicals w Kraju Permskim oraz infrastrukturę naftową w Noworosyjsku nad Morzem Czarnym. W obu obiektach miało dojść do rozległego pożaru. Metafrax to ważny element rosyjskiego przemysłu chemicznego, a jego produkty trafiają do przedsiębiorstw związanych z produkcją sprzętu lotniczego, dronów, silników rakietowych i materiałów wybuchowych. Po uderzeniu produkcja w zakładzie miała zostać wstrzymana.

(...)

Zgodnie z analizą opublikowaną 21 maja przez rosyjskojęzyczny portal Wot Tak od początku pełnoskalowej wojny Ukraina przeprowadziła co najmniej 158 uderzeń na rosyjskie rafinerie. Ataki objęły 24 z 33 zakładów o mocy przerobowej powyżej 1 mln ton ropy rocznie. W pierwszym roku wojny takich uderzeń nie odnotowywano; w 2023 r. było ich cztery, w 2024 – 34, w 2025 – 88, a w niepełnych pięciu miesiącach 2026 r. – 33. Najczęściej atakowane były rafinerie w Riazaniu i Saratowie – po 15 razy. Regularnym celem pozostawały także rafinerie w Kraju Krasnodarskim: Afipska, Ilska i Tuapsińska, na które uderzano po 12 razy. Według Wot Tak w europejskiej części Rosji praktycznie nie ma już dużych rafinerii, tj. zakładów o mocy powyżej 10 mln ton, które nie byłyby wcześniej atakowane przez Ukrainę. Jedynymi dużymi obiektami tej klasy nieobjętymi atakami pozostają zakłady za Uralem: Omski i Angarski.

osw.waw.pl

niedziela, 24 maja 2026



Jeżeli rzeczywiście w wyniku negocjacji mających na celu zakończenie konfliktu irańskiego nasi arabscy ​​i muzułmańscy sojusznicy w regionie zgodziliby się przyłączyć do Porozumień Abrahamowych, oznaczałoby to, że porozumienie to byłoby jednym z najbardziej znaczących w historii Bliskiego Wschodu.

Przyłączenie Arabii Saudyjskiej, Kataru i Pakistanu do Porozumień Abrahamowych miałoby nie tylko skutki transformacyjne dla regionu i świata. To genialne posunięcie prezydenta Trumpa.

Do Arabii Saudyjskiej i innych: Nadszedł czas, aby odważnie spojrzeć na przyszłość nowego Bliskiego Wschodu. Oczekuję, że zgodnie z sugestią prezydenta Trumpa faktycznie przyłączycie się do Porozumień Abrahamowych, skutecznie kończąc konflikt arabsko-izraelski. Jeśli odmówicie pójścia tą drogą, jak sugeruje Prezydent Trump, będzie to miało poważne konsekwencje dla naszych przyszłych stosunków i sprawi, że ta propozycja pokojowa będzie nie do przyjęcia. Co więcej, historia uznałaby to za poważny błąd w obliczeniach.

Prezydencie Trump: Nie poddawaj się, jeśli chodzi o zawarcie dobrej umowy z Iranem. Co równie ważne, nie poddawaj się i nalegaj, aby Arabia Saudyjska i inne kraje przyłączyły się do Porozumień Abrahamowych w ramach tych negocjacji.

Powtórzę jeszcze raz: jest to świetna propozycja prezydenta Trumpa.

/The official Twitter feed for United States Senator Lindsey Graham./

x.com/LindseyGrahamSC


Do senatora Lindseya Grahama… Wiadomość z serca Riyadu.

Przeczytaj to uważnie, bo to, co za chwilę usłyszysz, nie będzie kwiecistym oświadczeniem dyplomatycznym, ale prawdą płynącą ze stolicy podejmowania decyzji, która prowadzi świat w kierunku sprawiedliwego pokoju:

Po pierwsze: Królestwo Arabii Saudyjskiej nie potrzebuje od nikogo lekcji „odwagi”. Pamiętajcie, że 22 maja 2026 r. w Riyadzie zainaugurowano historyczną inicjatywę „Międzynarodowa Koalicja na rzecz rozwiązania dwupaństwowego”, skupiającą 165 narodów z całego świata, aby ją poprzeć, rozpoznać i wesprzeć. Taka jest nasza międzynarodowa pozycja i to jest nasza śmiałość, która nie potrzebuje waszego poparcia.

Po drugie: Cały świat darzy Królestwo najwyższym szacunkiem i szacunkiem. Budujemy nasze strategiczne stosunki ze Wschodem i Zachodem, z Pekinem, Moskwą i Waszyngtonem, a także z Unią Europejską, Wielką Brytanią i innymi wpływowymi mocarstwami międzynarodowymi, zgodnie z naszymi interesami narodowymi i naszymi mocnymi zasadami, a nie według niczyich nakazów. A jeśli wydacie oświadczenie łączące kontynuację stosunków lub grożące „poważnymi konsekwencjami”, w ten sposób – w najbardziej rażący sposób – podważacie historyczne strategiczne stosunki między Królestwem a Stanami Zjednoczonymi. Taki wulgarny język jest niestosowny w stosunku do sojuszników i kierujemy go tylko do tych, którzy nie mają pojęcia o pozycji i prestiżu Królestwa.

Po trzecie: Kto zainspirował Cię, abyśmy poprosili nas o przyłączenie się do Porozumień Abrahamowych, jakbyś wyświadczał nam przysługę lub dyktował nasze wybory? Powiedzmy sobie jasno: nasze stanowisko w sprawie palestyńskiej nie jest kartą przetargową i ani groźby, ani zachęty nie mają na to wpływu. Nie będzie pokoju bez ustanowienia niepodległego państwa palestyńskiego ze stolicą we Wschodniej Jerozolimie. Takie stanowisko zadeklarowaliśmy światu i to jest istota naszej inicjatywy, za którą poparło 165 krajów. Jesteśmy po właściwej stronie historii i legitymizacja międzynarodowa jest po naszej stronie.

Po czwarte: Darmowa rada… Zanim zaczniesz grozić i czynić groźby, przyjrzyj się szerszej perspektywie. Królestwo Arabii Saudyjskiej czerpie swoją siłę najpierw od Boga, następnie od swoich mądrych przywódców na przestrzeni wieków, od założyciela, króla Abdulaziza, niech Bóg zmiłuje się nad nim, po Kustosza Dwóch Świętych Meczetów, króla Salmana bin Abdulaziza, i wreszcie od księcia koronnego Mohammeda bin Salmana, który przewodzi tej historycznej transformacji wraz ze swoim lojalnym ludem i wszystkimi wolnymi ludźmi na świecie. Bądźcie pewni, że historia dowodzi, że Riyad nigdy się nie ugiął i nie ugnie się dzisiaj.

Podsumowując: historia zapamięta tych, którzy poprowadzili świat w kierunku sprawiedliwego pokoju, i zapamięta tych, którzy postawili na język gróźb i szantażu i przegrali zakład. Nie oceniaj błędnie sytuacji… znowu.

/Saudyjski użytkownik skupiający się na głębokiej analizie geopolitycznej i prognozowaniu wydarzeń na Bliskim Wschodzie i poza nim, często dzielący się spostrzeżeniami zza kulis z punktu widzenia skoncentrowanego na Riyadzie./

x.com/abdulslam2017


sobota, 23 maja 2026



Mariia Tsiptsiura: - W ostatnich dniach często natrafiam na doniesienia, że sytuacja na froncie wygląda całkiem dobrze. Nawet wczoraj minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha oświadczył, że zbliżamy się do pewnego punktu zwrotnego w wojnie. Chciałabym usłyszeć pańską ekspercką analizę ogólnej sytuacji na froncie i czy rzeczywiście tak jest.

Oleg Żdanow: To bardzo optymistyczne stwierdzenie pana Sybihy — że mamy do czynienia z punktem zwrotnym i że Rosjanie wkrótce wstrzymają ofensywę. Zdecydowanie zbyt optymistyczne. Powiem tak: na chwilę obecną naszym głównym osiągnięciem jest to, że faktycznie zatrzymaliśmy ofensywę wojsk rosyjskich. Skutecznie, ale nie do końca. Niemniej jednak wojska rosyjskie odnoszą częściowe sukcesy na poszczególnych odcinkach kierunków działań operacyjnych. Warto zwrócić uwagę: w ciągu ostatniego półtora tygodnia liczba starć bojowych nie spada poniżej 240 dziennie.

Główne działania wojenne toczą się obecnie na czterech kierunkach. Trzy główne to kierunki: konstantynowski, pokrowski i hulajpolski. Tam rosyjskie wojska dosłownie biją rekordy. Wywierają na nas ogromną presję. A sytuacja naszych sił zbrojnych jest tam bardzo trudna.

Jest jeszcze jeden "zmienny" kierunek — albo północno-słobożański, kurski, albo południowo-słobożański, limanski. Przenoszą siły z jednego kierunku na drugi, próbując rozciągnąć nasze rezerwy i zmusić nas do przeniesienia jak największej liczby sił na południowy wschód kraju.

Są to działania odwracające uwagę i mam nadzieję, że nasz Sztab Generalny to rozumie.

- Czy przy tym straty Rosjan nadal są wysokie?

Tak, choć obecnie liczba tych strat nieco spada. Ale dzieje się tak tylko dlatego, że zmniejszyli liczbę żołnierzy biorących udział w desperackich szturmach. A to, nawiasem mówiąc, powinno nas zaniepokoić.

Skoro wysyłają mniej ludzi do szturmów, to znaczy, że pewną liczbę pozostawiają w rezerwie i gromadzą te rezerwy.

- Czyli mogą przygotowywać wzmocnienie ofensywy?

Tak. Myślę, że taki zryw może nastąpić w drugiej połowie lata — gdzieś w sierpniu. Jeśli mobilizują około 1 tys. ludzi dziennie, to około 500 od razu wysyłają na front, a kolejne 500 pozostawiają w rezerwie. I gromadzą te siły w celu realizacji zadania politycznego, które dosłownie kilka dni temu ponownie potwierdził Putin: całkowite zajęcie Donbasu i uznanie okupowanych terytoriów za rosyjskie — to warunki zakończenia wojny.

Może dojść do eskalacji. Będzie to ostatni zryw w próbie zajęcia Donbasu i zrealizowania przynajmniej jednego punktu z tego, co Putin ogłosił w nocy 24 lutego 2022 r.

(...)

- Czy Putin ma jeszcze jakieś asy w rękawie, którymi mógłby przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę?

Nie. Jedyne, co teraz widzieliśmy, to stary-nowy atut: nuklearna pałka. Kiedy Putin ma kłopoty, wyciąga nuklearną pałkę i zaczyna nią wymachiwać na wszystkie strony. Proszę jednak zwrócić uwagę na reakcję zachodnich służb wywiadowczych: żadna z nich nie poinformowała o przemieszczeniu głowic nuklearnych.

(...)

- W ostatnim czasie wiele mówi się również o zagrożeniu ze strony Białorusi. Na ile jest ono realne?

W ogóle nie rozumiem, po co to się nagłaśnia. Każdy krzyczy: "jutro nastąpi atak z Białorusi". Ale wystarczy zajrzeć do oficjalnych komunikatów Sztabu Generalnego — a tam jest jasno napisane: na kierunkach wołyńskim i poleskim nie obserwuje się formowania grup uderzeniowych.

Kto miałby tam atakować? Łukaszenko z workiem ziemniaków? Nie ma tam żadnych grup uderzeniowych. Mam nadzieję, że nie będziemy przenosić rezerw na granicę z Białorusią. W tej chwili nie ma zagrożenia z tej strony.

onet.pl


Globalna wyprzedaż obligacji grozi podkopaniem rajdu napędzanego dotychczas entuzjazmem wokół sztucznej inteligencji. Ryzyko spadków na rynku akcji jest wysokie – ostrzegają stratedzy banku Morgan Stanley.

„Jeśli rynek obligacji nadal będzie niestabilny, a długoterminowe rentowności będą dalej rosły, możemy spodziewać się pierwszej poważnej korekty cen akcji od czasu, gdy pod koniec marca rynki osiągnęły dołek” – napisali w tym tygodniu w raporcie dla klientów stratedzy Morgan Stanley.

Ich zdaniem, aby rentowności obligacji spadły, konieczne jest trwałe rozwiązanie konfliktu w Iranie.

(...)

W tym tygodniu rentowność 30-letnich obligacji skarbowych USA wzrosła we wtorek do najwyższego poziomu od prawie 19 lat. Nienotowane od kilkunastu i więcej lat poziomy rentowności odnotowuje się również na rynkach obligacji rządowych Europy Zachodniej, Wielkiej Brytanii oraz Japonii.

Jednak te wysokie wskaźniki mogą wzrosnąć jeszcze bardziej – ostrzega Jamie Dimon, szef największego amerykańskiego banku JPMorgan.

– Przeświadczenie niektórych, że rentowności obligacji nigdy nie wzrosną, jest błędne. Firmy takie jak nasza przygotowują się zarówno na ich wzrost, jak i na ich spadek – powiedział Jamie Dimon.

Funkcjonujące w zupełnie odmiennych nastrojach rynki obligacji i akcji znajdują się na kursie kolizyjnym – oceniają analitycy z firmy analiz finansowych BCA Research, zwracając uwagę na wysokie rentowności obligacji i wygórowane ceny akcji.

W tej sprzeczności istnieje tylko jedno rozwiązanie – rentowności obligacji nie spadną, dopóki na rynkach akcji nie dojdzie do poważniejszej wyprzedaży – uważa BCA Research.

(...)

Inwestorzy powinni zapomnieć o marzeniach o dwóch obniżkach stóp procentowych przez Fed – przekonuje gwiazda rynku obligacji Jeffrey Gundlach.

– Moim zdaniem obniżanie stóp jest po prostu niemożliwe, gdy rentowność dwuletnich obligacji skarbowych jest o 50 punktów bazowych wyższa niż stopa procentowa Fedu – twierdzi Jeffrey Gundlach.

Docelowy przedział stóp Fedu wynosi obecnie 3,5–3,75%, podczas gdy rentowność 2-letnich papierów skarbowych oscyluje wokół 4,08%. Rentowności na rynkach obligacji wzrosły z powodu przyspieszającej inflacji, którą napędza wojna w Iranie i zablokowanie Cieśniny Ormuz.

W kwietniu inflacja konsumencka w USA osiągnęła poziom 3,8% i była najwyższa od maja 2023 roku. Modele firmy inwestycyjnej Jeffreya Gundlacha wskazują, że nadchodzący odczyt inflacji w USA będzie miał czwórkę z przodu.

Weteran rynku długu ostrzega, że rynek akcji jest obecnie bardzo przewartościowany.

- Rynek jest bardzo spekulacyjny, ale zyski firm nadal przewyższają oczekiwania. Uważam, że to tylko dodatkowo podsyciło zapał spekulantów – powiedział Jeffrey Gundlach.

Fed musi zrezygnować z planów łagodzenia polityki pieniężnej i zacząć gonić rynek obligacji, na którym wzrosły rentowności, w przeciwnym razie instytucja ryzykuje utratę kontroli nad stopami – ostrzega Yardeni Research.

Na razie członkowie Fedu wciąż prognozują dwie obniżki stóp w tym i przyszłym roku, jednak rynki oczekują, że kolejnym krokiem instytucji będzie podwyżka oprocentowania.

bankier.pl


Ekspert podkreślił, że era, w której armia USA miała reagować głównie na wyzwania terrorystyczne „definitywnie dobiegła końca”.

- W Iraku i w Afganistanie bojówki paramilitarne miały swoje miejsca, w których były okopane i które trzeba było zdobywać. Szczególnie wojska amerykańskie i brytyjskie ponosiły znaczące ofiary w tego typu misjach. Siły zbrojne zostały przekształcone w taki sposób, aby być bardziej przystosowane do tego typu zadań – zaznaczył.

Uznano, że nie ma sensu posiadać dużych dywizji czy korpusów, które będą walczyły wzdłuż jednej linii frontu, ponieważ w Afganistanie teatrem działań był cały kraj - wyjaśnił analityk OSW. Dodał, że rozwijano małe oddziały, które miały mieć jak największą samodzielność. – I ten model działał świetnie – ocenił.

Jednak takie podejście w ostatnich latach uległo zmianie wraz z nowymi zagrożeniami, którym muszą stawiać czoła Siły Zbrojne USA. Dla każdego rodzaju sił zbrojnych opracowano dokumenty określające priorytety ich modernizacji. W wypadku US Army jest to „Army 2030” i „Army Transformation Initiative", które określają przemianę podyktowaną potencjalną wojną z Chinami.

Ten zwrot był długo przygotowywany, ale został ogłoszony publicznie dopiero pod koniec pierwszej kadencji Trumpa w 2021 roku - wyjaśnił Tarociński. Uzupełnił, że chodzi tu o powrót do dywizji jako głównej jednostki taktycznej pola walki, odbudowę roli korpusów i przygotowanie do starcia z przeciwnikiem, który nie będzie ukrywał się z karabinami wśród ludności cywilnej, ale będzie dysponował brygadami i dywizjami pancernymi.

Rozmówca PAP zauważył, że zmiany w Siłach Zbrojnych USA rozpoczęły się na poziomie strategicznym już kilka dekad temu, a więc nie można ich przypisać jednej administracji. Niemniej zarówno pierwsza, jak i druga kadencja Trumpa charakteryzuje się przyspieszeniem wdrażania tych zmian.

Amerykanie są więc w niezwykłym momencie: mają wiele sił przystosowanych już do pełnoskalowego konfliktu, ale też te, które wciąż zachowały charakter z dwóch pierwszych dekad XXI wieku - zauważył analityk OSW.

Zaznaczył, że USA nie mają w planach tworzenia nowych formacji, tylko zreformowania istniejących, a ponieważ priorytetem jest region Indo-Pacyfiku, to traci na tym Europa. Dodał, że według analiz amerykańskich strategów, ponieważ teatrem działań będzie region Indo-Pacyfiku, wojsko musi być przygotowane do operacji na wyspach i w rejonach tropikalnych.

- Wojska Lądowe USA zachowają zdolność transferu pododdziałów wsparcia z tego szczebla dywizyjnego do brygadowego, dzięki czemu, jeżeli nie będzie potrzebne zaangażowanie całej dużej dywizji na wielkim froncie, to nadal będzie możliwe delegowanie pojedynczych brygadowych zespołów bojowych właśnie czy to do Polski, państw bałtyckich, Rumunii, Korei Południowej, gdzie to się dzieje przecież też w formie rotacyjnej – powiedział Tarociński.

Amerykańska piechota w ramach nowych założeń ma być mobilna i przystosowana do walki w wymagających warunkach. W tym celu siły lądowe są w trakcie wprowadzania pojazdu ISV, czyli Infantry Squad Vehicle (ang. Wóz Drużyny Piechoty). - Ten pojazd nie ma drzwi, nie ma okien, nie ma dachu, jest czystą ramą z Chevroleta Colorado. Ma to być modyfikowalny pojazd lekki służący żołnierzom jako taksówka, która szybko ich dowiezie w pobliże przeciwnika – wyliczył analityk.

(...)

PAP


Jeszcze kilka lat temu, pisząc o budzącej przesadne emocje amerykańskiej ustawie 447, miałem problem ze znalezieniem nawet emerytowanych polskich dyplomatów, którzy chcieliby pod własnym nazwiskiem wypowiadać się na temat relacji polsko-izraelskich i polsko-żydowskich.

Panowało bowiem powszechne przekonanie — co istotne: nie wśród antysemitów, których opinie mnie nie interesowały, ale ludzi szczerze przekonanych do dialogu polsko-żydowskiego — że temat ten jest polem minowym. A jakakolwiek krytyczna uwaga z polskiej strony wobec czy to Izraela, czy środowisk żydowskich, jest czymś, co może łamać kariery, zamykać drzwi i uniemożliwiać rozwój.

W efekcie jeszcze kilka lat temu trudno było sobie wyobrazić dowolny wręcz eksces izraelskiego polityka, który spowodowałby objęcie go zakazem wjazdu do naszego kraju. To, że dzisiaj się to stało, jest pochodną dwóch czynników.

Po pierwsze tego, co w swojej doskonałej książce "Rewolucja ambicji" opisał Jakub Dymek. Dymek opisuje głód asertywności i potrzebę narodowej dumy, która niekoniecznie jest powszechnie odczytywana, szczególnie po liberalnej stronie dyskursu. A ta duma stała się immanentną częścią polskiej polityki.

Dymek stwierdza: "Polska przeżyła w ciągu ostatniej dekady potrójną rewolucję: godności, aspiracji i ambicji, która przeorała społeczną wyobraźnię i fundamenty ideologii III RP. Dzięki niej horyzont oczekiwań społecznych rozciąga się dziś bez granic. (…) Całe spektrum opinii od Adriana Zandberga po Rafała Ziemkiewicza domaga się dziś Wielkiej TurboPolski — krzemowej, atomowej, żelaznej. Polski ambitnej jak młody start-upowiec, muskularnej i o twardej szczęce jak z przedwojennego propagandowego plakatu."

(...)

Znacznie ważniejszym aspektem sprawy jest jednak to, że przy okazji sprawy Ben-Gewira widać skutki polityki Binjamina Netanjahu, który uznał, że opinia o Izraelu i tzw. miękka siła (soft power) nie ma żadnego dziś już znaczenia. Liczyć ma się już tylko naga siła.

onet.pl

piątek, 22 maja 2026



Chińczycy od dawna samodzielnie rozwijają swoje własne rozwiązania, a niektóre ich osiągnięcia mogą budzić podziw. Szkoda tylko, że nie mamy zbyt wielu okazji do ich szczegółowego omówienia - w końcu nie da się ukryć, że trudno je dostać i przetestować w porządnych warunkach. Ale niektórym czasem się to udaje. Ekipa Phoronix sprawdziła 12-rdzeniowy procesor Loongson 3B6000 w licznych testach wydajnościowych opartych na Linuksie.

Model 3B6000 posiada 12 rdzeni obsługujących symultaniczną wielowątkowość (SMT2), co przekłada się na 24 wątki. Procesor pracuje z częstotliwością bazową 2,4/2,5 GHz. Chip ten został ulokowany ma platformie micro-ATX 3B6000x1-7A2000x1-EVB z dwoma gniazdami DIMM, jednym gniazdem M.2, dwoma gniazdami PCIe x16 i zaledwie kilkoma portami USB. Taki zestaw został przetestowany przez zespół Phoronix w dziesiątkach testów, w tym w aplikacjach obsługujących AVX-512. Ogólnie rzecz biorąc, chiński układ 3B6000 nie wypadł najlepiej. Zazwyczaj osiągał trzy razy gorsze wyniki niż sześciordzeniowy Ryzen 5 9600X firmy AMD. Omawiana jednostka była w stanie regularnie wyprzedzać jedynie czterordzeniowy procesor ARM z Raspberry Pi 500.

Należy jednak podkreślić, że w niektórych zastosowaniach Loongson 3B6000 wcale nie wypadł źle. Na przykład w C-Ray 2.0 chip dorównał wydajnością Ryzenowi 5 9600X, a w OpenSSL 3.6 zbliżył się do poziomu Intela Core Ultra 5 245K. W QuickSilver 20230818, 3B6000 zdołał nawet nieznacznie przewyższyć Core Ultra 5 245K i osiągnąć wynik porównywalny z Core Ultra 9 285K. Były to jednak tylko wyjątki. Według zapewnień producenta, architektura procesora LA664 chińskiego układu podobno oferuje wydajność IPC równą architekturze Zen 3, ale wydaje się, że bardzo niskie taktowania uniemożliwiają "wskoczenie" na odpowiedni poziom mocy obliczeniowej. Być może jednak w przyszłości będzie lepiej - w końcu zeszłym roku dowiedzieliśmy się, że chiński producent procesorów pracuje nad nową architekturą LA864, która według doniesień ma potencjalnie zapewnić wydajność na poziomie modeli Intel Raptor Lake 13./14. generacji. 

purepc.pl