czwartek, 16 lipca 2026



W tym samym czasie Mongołowie przygotowywali swoją drugą, tym razem już trwałą inwazję na Ruś. Ta od dawna doświadczała rajdów, najazdów, nalotów ludzi stepu, choć i sama chętnie najeżdżała stepy, gdy balans sił temu sprzyjał. W XII wieku Połowcy stali się elementem symbiotycznie wplecionym w relacje między ruskimi książętami. W sporach między nimi o wyniku decydowało w praktyce to, której ze stron połowiecki chan użyczy swojego stepowego wojska. W kronice ignatiewskiej z lat 1055–1236 jest mowa o 30 najazdach Połowców na Ruś i Porosie, 27 pochodach Rusi i czarnych kłobuków (czapek) na Połowców i 38 wspólnych przedsięwzięciach Rusinów i Połowców zarówno w walkach bratobójczych książąt, jak i w walkach z zewnętrznym wrogiem. W większości wypadków rosyjscy książęta płacili stepowym pobratymcom pozwoleniem na grabież ziem księstw przeciwnika.

(...)

Mongołowie różnili się od tureckich Połowców. W czasie ich drugiej inwazji (1237–1240) byli pod takim wpływem cywilizacji chińskiej, że rządząca elita Mongołów nie należała już do kultury nomadów. Mongolskie jassy (prawa Czyngis-chana) weszły w symbiozę z konfucjanizmem; tradycyjne więzy pokrewieństwa, tak ważne w dawniejszych tureckich kulturach stepowych, połączyły się z nową, niezwykle rygorystyczną dyscypliną, a stepowe techniki wojenne doznały ogromnego wzbogacenia technologiami militarnymi pochodzącymi z Chin.

Mongolska penetracja północnej Rosji zimą 1237/1238 stanowiła wielki szok dla mieszkańców Nowogrodu, ponieważ wcześniej stepowi najeźdźcy nigdy nie docierali aż tak daleko. Aleksander nie przygotował obrony, a Nowogród zwrócił się do swojej ulubionej, tradycyjnej polityki naginania się do tego, co nieuniknione, zwłaszcza jeśli to nie szkodziło handlowi. Ludzie modlili się do Boga o pomoc i wydawało się, że to podziałało, gdyż Mongołowie zawrócili niemal o kilka kilometrów od miasta. Aleksander kontynuował promongolską politykę swojego ojca Jarosława Wsiewołodowicza i uznał nad sobą władzę mongolskiego chana jako suzerena. Nowogród zgodził się płacić ordzie daninę i stał się dla Mongołów „dobrym miastem”. Inne miasta poszły śladem Nowogrodu. Życie gospodarze i kulturalne przetrwało i w pewnym stopniu rozkwitało pod panowaniem Mongołów. Wzmocnieniu uległa tendencja prawosławnej Rosji do odseparowania się od katolickiej zachodniej Europy.

Co ważne, tezę o dewastacji Rusi w wyniku okupacji mongolsko-tatarskiej należy uznać za obciążoną mitem. Prawie połowa terytorium Rusi włącznie z największą i najbogatszą częścią Rusi – ziemią nowogrodzką, a także księstwami połockim, turowo-pińskim i częścią smoleńskiego – uniknęły zniszczeń ze strony najeźdźcy. O tym, że ziemia Nowogrodu nie ucierpiała w 1239 roku, Europa była doskonale poinformowana, choćby dzięki kolonii kupców zachodnich w Nowogrodzie. W 1239 roku ogromna armia stepowa wycofała się spod Nowogrodu, gdyż ten zgodził się płacić ordzie dziesięcioprocentową daninę.

Nie uległy też zniszczeniu księstwa niżowe (ziemie rostowska, suzdalska i włodzimierska). Ojciec Aleksandra Newskiego – Jarosław Wsiewołodowicz – nie uczestniczył w obronie ziem księstwa włodzimiersko-suzdalskiego. Nie wysłał obiecanej pomocy walce o Ruś swoim starszym braciom, przez co faktycznie skazał ich na śmierć. Za swe „zasługi” został wyróżniony przez ordę: otrzymał jarłyk (decyzję) mianujący go wielkim księciem ruskim.

Gdy tylko Batu-chan się wycofał, Jarosław Wsiewołodowicz napadł na wolne jeszcze od ordy ziemie swojego dawnego konkurenta – księcia kijowskiego Michała Czernihowskiego. Zadał mu klęskę, zajął Kamieniec, wziął do niewoli żonę księcia, a Michała zmusił do ucieczki. W drodze powrotnej pobił pod Smoleńskiem księcia litewskiego i wziął go do niewoli. Oczywiste jest, że tego wszystkiego nie mógł dokonywać książę władający księstwem zniszczonym przez Tatarów-Mongołów.

Nie ma więc podstaw często głoszona stereotypowa teza, że w latach 1239–1242 Ruś znalazła się w imadle między Mongołami a Zachodem.

Być może było tak, że skoro zarówno Zachód, jak i Ruś zostały napadnięte przez Mongołów, to i Zachód i Ruś mogły się uważać za sojuszników; właśnie o tym może świadczyć to, że w 1248 roku papież obiecał Aleksandrowi pomoc w walce przeciwko Mongołom. A być może było, tak że jeżeli w Europie uznano Rusinów za sojuszników Mongołów, to wówczas konfrontacja z nimi stanowiła część obrony świata zachodniego przed mongolskim naporem. 

Wiadomo, że Tatarzy-Mongołowie wcielali armie podbitych ludów do swojego wojska. Zatem również rdzeń armii chańskiej ruszającej na Europę powinien składać się z drużyn pokonanych ruskich księstw. Postępując w ten sposób, Mongołowie rozwiązywali co najmniej dwa problemy: po pierwsze, kompensowali straty bojowe; po drugie, zabezpieczali tyły przed buntami na podporządkowanych terytoriach. W jassach Czyngis-chana znajdujemy tezę, że pokonany nie może być przyjacielem. Mimo to o udziale drużyn północnowschodniej Rusi w pochodzie Batu na Europę historycy nie mają żadnych danych; milczą na ten temat Kroniki nowogrodzkie. Rozsądnie więc jest przypuścić, że Batu miał inny plan: północno-wschodnia Ruś powinna wspomóc pochód Batu na Europę i uderzyć na Liwonię. W bagnach i lasach regionu nadbałtyckiego zastosowanie dużej konnicy stepowej było nieefektywne. Ten aspekt strategiczny ma istotne znaczenie w zrozumieniu działań Aleksandra Newskiego w kampanii liwońskiej 1240–1242, zakończonej bitwą na jeziorze Pejpus.

Czemu więc wciąż pokutuje mit o agresji katolickiego Zachodu na Ruś? Mit agresji Zachodu był potrzebny, by wytworzyć mit zbawcy Rusi od Zachodu – wielkiego wodza Aleksandra Newskiego, cementujący władzę włodzimierskosuzdalskiej dynastii Wsiewołodowiczów, a później – Romanowów.

Aleksander ze swoim ojcem Jarosławem podjęli wielką decyzję geopolityczną. Dotychczas na Rusi współistniały dwa modele władzy państwowej: arystokratyczno-republikański reprezentowany przez Ruś Kijowską i Nowogród oraz samodzierżczy, monarchiczny, absolutystyczny reprezentowany przez, na przykład, księstwo włodzimiersko-suzdalskie. Po tym, jak Ruś Kijowska padła pod ciosami Tatarów-Mongołów, już tylko Nowogród, choć zwasalizowany przez ordę, reprezentował pierwszy z modeli. Gdy na ramionach ordy władzę na całym obszarze Rusi koncentrowali książęta moskiewscy – bezpośredni potomkowie Aleksandra Newskiego – planowo niszczyli nowogrodzki republikanizm. Prawnuk Aleksandra Newskiego – Iwan Groźny – dokonał całkowitej, ostatecznej, nieodwracalnej likwidacji, a nawet, można rzec, eksterminacji republiki nowogrodzkiej. Iwan Groźny reformował Ruś, tak by rządziła nią religia bezwzględnego podporządkowania carowi (ten tytuł sam sobie nadał, gdy oficjalnie uznał Moskwę za Trzeci Rzym i za spadkobiercę Bizancjum), religia, która czyniła go namiestnikiem Boga, religia, której centrum mieściło się w Moskwie. Władza, z którą nie można się porozumiewać, pojawiła się na Rusi już w jej początkach – kiedy jej książętom, pierwszym samodzierżcom, zapewniała władzę siła ich drużyn. Euroazjatyckie samodzierżawie stanowiło sedno wyboru historycznego Aleksandra Newskiego.

W państwie mongolsko-tatarskim dominował typ społeczeństwa będący symbiozą tradycji stepowych, prawdopodobnie też – nestorianizmu i mającego już wtedy wielowiekową tradycję chińskiego konfucjanizmu. W myśl tego ostatniego podstawową jednostkę społeczeństwa stanowiła rodzina, której głowa – ojciec – sprawował władzę niemal absolutną. Rodzina miała być wzorem dla wszelkiej większej wspólnoty, w tym – państwa. Podstawą funkcjonowania rodziny i wszelkich wspólnot było ścisłe przestrzeganie rytuałów. Ich rola była tak wielka, że zastępowały prawo. Podstawowymi zasadami były: synowska miłość, przestrzeganie hierarchii, posłuszeństwo wobec wyższych rangą w hierarchii, zakaz wszelkich ekscesów. W tej koncepcji społeczeństwa prawo odgrywało rolę drugorzędną, przede wszystkim represywną. Była to świadoma polityka społeczna cesarzy chińskich, by ludzie bali zwracać się do sądów po sprawiedliwość; niemal celowa zła organizacja sądownictwa miała wzbudzać wśród poddanych wstręt do prawa i skłaniać ich do tego, by spory rozstrzygali za pomocą pozasądowych procedur. Innymi słowy, dla społeczeństwa chińskiego prawa nie stanowią normalnego sposobu rozstrzygania konfliktów między ludźmi. Z punktu widzenia konfucjanizmu prawa nie mają znaczenia dla udoskonalenia społeczeństwa i im ich jest mniej, tym lepiej, a zwracanie się do sądu jest amoralne.

Odejście od praworządności ku konfucjanizmowi zaczęło się w łonie ordy po śmierci Czyngis-chana, który zamierzał budować społeczeństwo oparte na prawie (Wielka Jassa). Od czasów Złotej Ordy podobne podejście ukorzeniło się w świadomości społecznej Rusinów. Dotykamy tu źródła zasadniczej różnicy między Rosją a Zachodem. Na Zachodzie podstawą porządku społecznego jest prawo, a w Rosji porządek ten opiera się na podstawach moralnych, czyli w istocie na pewnego rodzaju konfucjanizmie. Wpływ tego sposobu myślenia w Rosji jest przemożny. Rosyjscy demokraci XIX wielu (Czernyszewski, Dobrolubow i inni) nie udzielali prawu żadnej pozytywnej roli jako czynnikowi przemian społecznych. Innym przykładem jest ruch intelektualny i polityczny zwany „słowianofilstwem”. Czy to wydaniu XIX-wiecznym w osobie Iwana Siergiejewicza Aksakowa (1823–1886), czy to w XXIwiecznej wersji noszącej nazwę „euroazjatyzm”, w wydaniu integralnego tradycjonalisty Aleksandra Gelewicza Dugina, pobrzmiewa stały lejtmotyw: narody Zachodu w swej próżności błądzą, gdy wierzą, iż praworządność, konstytucjonalizm, republikanizm są najlepszymi formami rządzenia, przez co zubożają swoją duszę i zmierzają do swej zguby; ocalającą alternatywą jest samoświadoma dusza słowiańska (czyli przede wszystkim – rosyjska), której intelektualnym głosem są między innymi wymienieni intelektualni liderzy.

Jerzy Pluta - Jezioro Pejpus 1242

środa, 15 lipca 2026



ISW co najmniej od 10 lipca obserwuje wzmożoną rosyjską kampanię uderzeniową przeciwko ukraińskiej infrastrukturze portowej w obwodzie odeskim i statkom zawijającym do ukraińskich portów. Szef Administracji Wojskowej Obwodu Odeskiego Ołeh Kiper poinformował 14 lipca, że siły rosyjskie uderzyły w port miejski w Odessie, w dwa statki handlowe pływające pod banderą Tanzanii i Liberii, pływające korytarzem Morza Czarnego oraz cywilny statek pływający pod banderą Wysp Marshalla. Ukraiński eksporter zboża Kernel Holding poinformował 14 lipca, że rosyjskie ataki na Port Czornomorsk w obwodzie odeskim uszkodziły terminal firmy i zniszczyły około 25.000 ton oleju słonecznikowego. Ukraińska Państwowa Służba Ratunkowa poinformowała, że siły rosyjskie przeprowadziły atak rakietowy na infrastrukturę cywilną w Odessie w nocy z 14 na 15 lipca, a Ukraińskie Siły Powietrzne poinformowały, że siły rosyjskie przeprowadziły rano nalot na obwód odeski 15 lipca po nocnych atakach. Rosyjskie Ministerstwo Obrony (MON) szczególnie podkreśla swoje doniesienia o atakach na obwód odeski w ciągu ostatnich kilku dni, które mogą wywołać skutki informacyjne.

Rosyjskie uderzenia prawdopodobnie mają na celu degradację ukraińskiej gospodarki i zmniejszenie zdolności eksportowych Ukrainy. Bohdan Kostetskyi, partner operacyjny w agencji doradztwa rolniczego Barva Invest, oświadczył 15 lipca, że niedawne rosyjskie strajki przeciwko ukraińskim portom skutecznie powstrzymały głębokowodny eksport zboża. Kostetskyi stwierdził, że większość głównych handlarzy zbożem zawiesiła zakupy, a niektóre terminale eksportowe tymczasowo wstrzymały działalność. Kostetskyi poinformował, że ceny zbóż na krajowym rynku ukraińskim spadają, ponieważ handlowcy nie chcą płacić wyższych cen zaopatrzenia, ponieważ muszą uwzględniać wyższe koszty logistyki. Kostetskyi stwierdził, że armatorzy coraz częściej odmawiają zawijania do ukraińskich portów po niedawnych rosyjskich strajkach, powołując się na siłę wyższą. Rosyjski milbloger stwierdził 15 lipca, że rosyjskie strajki mają na celu zmniejszenie liczby załóg i kapitanów chętnych do pływania tą trasą. Inny rosyjski milbloger twierdził, że rosyjskie ataki mają na celu ograniczenie zdolności ukraińskiego wojska do wykorzystania portów do celów logistycznych.

Rosyjskie ataki są prawdopodobnie także odpowiedzią na niedawną kampanię uderzeniową Ukrainy przeciwko rosyjskim statkom na Morzu Azowskim i Morzu Czarnym, ale taka rosyjska taktyka uderzeniowa nie jest nowa. 

(...)

Wydaje się, że Rosja ma trudności z zapewnieniem rosnącego eksportu morskiej ropy naftowej, ponieważ ukraińska kampania strajkowa na dalekie odległości zmniejsza moce rafineryjne Rosji. 

(...)

Minister obrony Estonii Hanno Pevkur poinformował, że Rosja po raz pierwszy 9 lipca przeprowadziła ćwiczenia z użyciem ostrego ognia na jeziorze Peipus /Pejpus, miejsce sławnej propagandowo, średniowiecznej bitwy na lodzie - red./, które leży na granicy rosyjsko-estońskiej. Pevkur zauważył, że Rosja nie powiadomiła z wyprzedzeniem władz estońskich o ćwiczeniach oraz że rosyjskie ćwiczenia na jeziorze – w przeciwieństwie do pobliskiej granicy lądowej – były “niezwykłe”.

(...)

15 lipca agencja Reuters podała, powołując się na dwa źródła branżowe, że kompleks petrochemiczny Salavat w Baszkortostanie wstrzymał działalność 14 lipca w następstwie ataku ukraińskich dronów w nocy z 13 na 14 lipca. Reuters podał, że ukraiński strajk uszkodził podstawowe jednostki rafineryjne CDU-6 i CDU-4, które mogą przetwarzać odpowiednio 17.140 i 11.430 ton kondensatu ropy i gazu dziennie, niektóre wtórne jednostki rafineryjne i inny sprzęt. 14 lipca firma Kpler zajmująca się wywiadem na rynku ropy naftowej poinformowała, że ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie ropy naftowej spowodowały spadek wolumenu rosyjskiej rafinacji ropy do najniższego od 21 lat poziomu 3,8 miliona baryłek dziennie. Kpler podał, że obiekty, które wstrzymały działalność z powodu ukraińskich strajków i planowej konserwacji, wytwarzają około 4,3 miliona baryłek dziennie potencjalnej produkcji, co stanowi około 58 procent całkowitej zainstalowanej mocy rafineryjnej Rosji. Kpler oszacował, że od półtora do dwóch milionów baryłek rosyjskich mocy przerobowych dziennie jest faktycznie offline. Kpler poinformował, że eksport rosyjskich produktów rafinacji ropy naftowej spadł do 1,2 mln baryłek dziennie w lipcu 2026 r. z 2,3 mln baryłek dziennie w lipcu 2025 r., a eksport ropy naftowej wzrósł do 4 mln baryłek dziennie w lipcu 2026 r., gdy Rosja stara się rozszerzyć swoje dostawy ropy.

(...)


/Ukraiński obserwator wojskowy - red./ Maszowiec przyznał, że w Kupiańsku znajdują się małe rosyjskie grupy infiltracyjne, ale podkreślił, że siły rosyjskie nie sprawują fizycznej kontroli nad obszarami, na których działają. Maszowiec poinformował, że rosyjska przewaga liczebna, rosyjskie użycie roślinności do ukrywania się oraz gęste środowisko miejskie powoli pogarszają ukraińską sytuację taktyczną w pobliżu rosyjskiego przyczółka w kierunku Kupiańska. Maszowiec stwierdził jednak, że rosyjskie twierdzenia o masowym przełomie (...) są jednak przedwczesne. Maszowiec zauważył, że chociaż siły rosyjskie rozmieściły formację porównywalną ze wzmocnionym korpusem armii (dwie wzmocnione dywizje i całkowicie oddzielną brygadę strzelców zmotoryzowanych) w kierunku Kupiańska, rosyjska taktyka infiltracji będzie wymagać od sił rosyjskich ciągłego uzupełniania tych jednostek, wysuniętych batalionów i pułków, ponieważ jednostki te ulegają wyczerpaniu w celu prowadzenia misji infiltracyjnych i ataków frontalnych. Maszowiec ocenił, że rosyjskie dowództwo wojskowe wydaje się niechętne do przekierowania sił z innych obszarów w celu wsparcia rosyjskich wysiłków w kierunku Kupiańska i dlatego doszedł do wniosku, że siły ukraińskie prawdopodobnie będą miały możliwość wzmocnienia swojej obrony w kierunku Kupiańska.

(...)


Siły rosyjskie kontynuują misje infiltracyjne i uderzenia w Kostyantynówce, ale nie zajęły miasta. Ukraiński oficer działający w kierunku Kostyantynówki poinformował 15 lipca, że siły rosyjskie nie kontrolują w pełni miasta, mimo że rosyjscy urzędnicy twierdzą, że siły rosyjskie zajęły Kostyantynówkę. Oficer oświadczył, że siły rosyjskie kontynuują misje infiltracyjne w małych grupach piechoty oraz ataki powietrzne i dronowe na ukraińskie naziemne linie komunikacyjne (GLOC) i pozycje.

(...)

Ukraińskie Siły Operacji Specjalnych (SSO) potwierdziły 15 lipca, że siły ukraińskie uderzyły w elektrownię cieplną Bałaklawa (TPP) w okupowanym Sewastopolu (około 240 kilometrów od linii frontu) w nocy z 13 na 14 lipca. SSO poinformowało, że strajki uszkodziły warsztat mechaniczny z systemem chłodzenia, a naprawa uszkodzenia urządzeń pompujących może zająć od dwóch do pięciu miesięcy. SSO poinformowało, że Balaklava TPP produkuje prawie połowę energii elektrycznej na Krymie. 

(...)

14 lipca Forbes poinformował, że Rosja coraz częściej używa dronów Geran-3 i Geran-4 o napędzie odrzutowym po tym, jak siły ukraińskie nauczyły się skutecznie tłumić i niszczyć wcześniejsze warianty dronów Geran-2 za pomocą walki elektronicznej (EW) i tanich, masowo produkowanych dronów przechwytujących. Forbes zauważył, że nowsze drony o napędzie odrzutowym, na większych wysokościach i prędkościach utrudniają przechwytywanie, zastosowanie wzmacniaczy radiowych i dronów przekaźnikowych zwiększa zasięg, a zastosowanie kamer elektrooptycznych umożliwia operatorom dronów wykrywanie dronów przechwytujących i pozycji obrony powietrznej. Według doniesień (...) Geranie używają również czujników podczerwieni do śledzenia poruszających się celów. Forbes stwierdził, że siły rosyjskie używały dronów Geran-2 w dużych salwach, aby pokonać ukraińską obronę powietrzną, ale taktyka ta stała się nieskuteczna, gdy Ukraina znalazła niedrogie i skuteczne środki obronne. Według doniesień siły rosyjskie zmieniły taktykę wraz z rozwojem nowszych dronów, wykorzystując drony Geran-2 do ataków na obszary frontu, rezerwując jednocześnie drony Geran-3 i Geran-4 dla celów o wyższej wartości na tyłach Ukrainy. Forbes podał, że siły rosyjskie prowadzą szeroko zakrojony rekonesans celów i torów lotu przed przeprowadzeniem ataków dalekiego zasięgu. Forbes poinformował, że Rosja odwraca zasoby od produkcji starszych wariantów Gerana, aby zwiększyć produkcję bardziej zaawansowanych dronów Geran-4.

understandingwar.org

wtorek, 14 lipca 2026


Siły rosyjskie kontynuowały „oczyszczanie” Konstantynówki z pozostałych w niej nielicznych grup żołnierzy ukraińskich. Utratę obszaru zwartej zabudowy (wojska ukraińskie wciąż kontrolują północne obrzeża miasta) pośrednio potwierdziła zmiana charakteru działań obrońców. Zintensyfikowali oni ataki powietrzne na Konstantynówkę, używając do tego lotnictwa. Mają one uniemożliwić Rosjanom ustabilizowanie kontroli nad miastem i tym samym utrudnić im wykorzystanie go jako przyczółku do dalszego natarcia w kierunku północnym, na Drużkiwkę i następnie Kramatorsk. Wspierają też ukraińską narrację, zgodnie z którą obrona Konstantynówki nie upadła, a walki o nią nadal trwają.

(...)

Rosjanie przeprowadzili kolejne ataki na Kijów, korzystając z osłabienia obrony ukraińskiej stolicy wywołanego niedoborem pocisków do systemów Patriot. Głównymi celami ponownie były obiekty przemysłowe i magazynowe, niemniej zniszczenia dotknęły również infrastrukturę cywilną (m.in. jedną z podstacji energetycznych) i zabudowę mieszkalną. 8 lipca zginęły trzy osoby, a 14 zostało rannych, natomiast 11 lipca ucierpiało 12 osób. Ataki miały znacznie mniejszą skalę od przeprowadzonych w poprzednim tygodniu. Według danych ukraińskiego Dowództwa Sił Powietrznych (DSP) na miasto spadło łącznie 21 pocisków balistycznych Iskander-M oraz rakiet wystrzeliwanych z systemów S-400 (użycie tych drugich po raz pierwszy potwierdziły inne źródła). 8 i 11 lipca nie udało się zestrzelić żadnego z nich. Dopiero 14 lipca DSP poinformowało o strąceniu pięciu z ośmiu rakiet balistycznych, co oznacza, że do obrońców dotarły nowe pociski PAC-3 MSE.

(...)

Siły rosyjskie znacząco zintensyfikowały ataki na infrastrukturę energetyczną, a liczba trafień w pierwszym półroczu 2026 r. wzrosła o 36% w porównaniu z tą odnotowaną w analogicznym okresie ubiegłego roku. Poinformował o tym 10 lipca szef zarządu Ukrenerho Witalij Zajczenko. Rosjanie zmienili taktykę, dzięki czemu udaje im się jednocześnie niszczyć miejsca generacji i przesyłu energii. W początkowym okresie pełnoskalowej agresji do ataku na pojedynczy obiekt wykorzystywali trzy–cztery bezzałogowce, obecnie zaś – 20–25. Zgodnie z komunikatami dobowymi Ukrenerho stałe przerwy w dostawie prądu mają miejsce we wszystkich obwodach przyfrontowych, a do kolejnych nowych uszkodzeń w rezultacie rosyjskich ataków dochodzi codziennie w czterech–sześciu obwodach.

Ukraińskie Siły Systemów Bezzałogowych (SSB) zintensyfikowały działania paraliżujące żeglugę rosyjską na Morzu Azowskim. Według informacji dowódcy SSB Roberta Browdiego „Madiara” operacja pod kryptonimem „MoŁoCZKa” rozpoczęła się 6 lipca, a począwszy od 9 lipca, ukraińskie drony uderzają codziennie w co najmniej kilkanaście różnej kategorii jednostek. W ciągu dziewięciu dni zaatakowanych miało zostać łącznie 116 statków. Najczęściej są to wykorzystywane w żegludze lokalnej nieduże (do 140 m długości i 7 tys. ton nośności), płaskodenne tankowce, zaopatrujące w paliwo i chemikalia okupowany Krym i terminale przeładunkowe nad Morzem Czarnym. Atakowane są także wchodzące do portów nad Morzem Azowskim drobnicowce oraz obsługujące żeglugę lokalną promy i holowniki. Wśród celów znalazła się również pogłębiarka. Wbrew narracji ukraińskiej nie są to jednostki tzw. floty cieni, a używanie przez Kijów tego określenia służy najprawdopodobniej nadaniu operacji dodatkowej rangi. Ze zdjęć satelitarnych oraz publikowanych w internecie nagrań wynika, że w poważniejszym stopniu uszkodzonych zostało co najwyżej kilkanaście jednostek, niemniej ukraińska akcja znacząco utrudniła wykorzystanie transportowe Morza Azowskiego. 11 lipca po raz pierwszy w trakcie ataku wstrzymany został ruch przez Azowsko-Doński Kanał Morski, łączący Zatokę Taganroską z ujściem Donu, a tym samym z rosyjskim systemem śródlądowych dróg wodnych (głównie Kanałem Wołga–Don).

Obrońcy kontynuowali ataki na okupowany Krym, a ich głównym celem stała się infrastruktura energetyczna. 12 lipca doszło do wyłączeń energii na całym półwyspie, a w Sewastopolu do blackoutu. Część tego miasta pozbawiona została prądu także w rezultacie ataku 14 lipca. Według SSB 12 i 13 lipca uszkodzonych zostało 11 obiektów energetycznych na Krymie, w tym dziewięć podstacji oraz główna instalacja energomostu Kubań–Krym.

Ukraińcy uderzyli w kolejne obiekty rosyjskiego kompleksu paliwowego, uszkadzając instalacje w co najmniej pięciu rafineriach. Trafione zostały rafinerie w Saratowie, gdzie w wyniku uszkodzeń doszło do wstrzymania produkcji, oraz Niżniekamsku w Tatarstanie (8 lipca), Ilskim w Kraju Krasnodarskim i Ust-Łudze w obwodzie leningradzkim (10 lipca) oraz w Syzraniu w obwodzie samarskim (12 lipca). 14 lipca do pożarów doszło na terenie rafinerii w Saławacie w Baszkirii oraz w Afipskim w Kraju Krasnodarskim. Pożary wybuchły też na terenie terminali naftowych w Batajsku i Taganrogu w obwodzie rostowskim (odpowiednio 9 i 10 lipca) oraz baz paliwowych w obwodzie twerskim (9 lipca), gdzie spłonęły trzy zbiorniki, oraz Kraju Stawropolskim (9 i 13 lipca). Według Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) trafione miały zostać również dwie pompownie w Baszkirii (8 i 9 lipca) oraz należący do tzw. floty cieni zbiornikowiec „Blue” na Morzu Czarnym (8 lipca).

(...)

Służba Wywiadu Zagranicznego Ukrainy poinformowała 13 lipca, że Rosja nie jest w stanie utrzymać tempa rekrutacji z lat 2024–2025. Według danych Służby do początku lipca br. zrekrutowano ok. 195 tys. żołnierzy wobec planowanych 204,5 tys., czyli mniej niż połowę rocznego celu wynoszącego 409 tys. Średnio werbowanych jest 1070–1090 osób dziennie, podczas gdy w poprzednich dwóch latach było to ok. 1,2 tys. W ocenie wywiadu Rosja obniża także wymagania medyczne i funkcjonalne.

(...)

Podczas szczytu NATO w Ankarze, który odbył się w dniach 7–8 lipca (...), ogłoszono m.in. następujące działania:
  •     Prezydent Zełenski podpisał dwustronne umowy o współpracy w dziedzinie technologii bezzałogowych z Estonią, Danią i Holandią.
  •     Nienazwany kraj NATO zamówił nieujawnionej wielkości i wartości partię amunicji artyleryjskiej kalibru 155 mm i ładunków prochowych dla Ukrainy w koncernie Rheinmetall.
  •     Norwegia zapowiedziała, że przekaże dodatkowe 3 mld koron norweskich (ok. 300 mln euro) dla Ukrainy w ramach mechanizmu zakupów amerykańskiego uzbrojenia (PURL).
  •     Czechy i Turcja ogłosiły przystąpienie do mechanizmu PURL, jednak nie zadeklarowały żadnych kwot.
  •     Przywódcy NATO zobowiązali się dostarczać pomoc wojskową dla Ukrainy w wysokości 70 mld euro rocznie w tym i następnym roku.
  •     Prezydent Donald Trump potwierdził amerykańskie wsparcie wywiadowcze, dzięki któremu Ukraina jest w stanie dokonywać ataków na cele infrastruktury krytycznej w głębi Rosji oraz zasugerował możliwość przekazania Kijowowi licencji na produkcję pocisków do systemów Patriot.
12 lipca Agencja Reutera poinformowała, że niemiecki rząd zakontraktował 50 tys. bezzałogowych systemów latających typu FPV o wartości 90 mln euro, które w tym roku mają zostać przekazane Ukrainie.
 
13 lipca odbyło się kolejne spotkanie tzw. Koalicji Chętnych, podczas którego ogłoszono m.in. następujące działania:
  •     Utworzono europejską Koalicję Antybalistyczną, której celem jest rozwój systemów obrony przeciwrakietowej zdolnych zwalczać pociski balistyczne. W skład koalicji weszły: Dania, Francja, Niemcy, Włochy, Holandia, Norwegia, Hiszpania, Szwecja, Ukraina i Wielka Brytania.
  •     Francja poinformowała, że odbyły się negocjacje w sprawie sprzedania Ukrainie 16 myśliwców Rafale i baterii systemu obrony powietrznej SPAMP/T, które mogłyby zostać dostarczone w latach 2028–2029. Kijów miałby sfinansować ten zakup z kredytu UE na 90 mld euro.
  •     Prezydent Emmanuel Macron oznajmił, że Kijowowi udzielono licencji na wspólną produkcję na terytorium Ukrainy: bomb AASM Hammer, pocisków przeciwlotniczych Aster 30 oraz manewrujących SCALP-EG.
  •     Premier Donald Tusk poinformował, że pierwsze ćwiczenia komponentu sił wojskowych Koalicji Chętnych zostaną przeprowadzone w tym roku na terytorium RP. Po osiągnięciu zawieszenia broni między Rosją i Ukrainą wojska te mają być rozmieszczone na Ukrainie w celu nadzorowania rozejmu.
osw.waw.pl

poniedziałek, 13 lipca 2026



Do incydentu doszło w autobusie linii numer 8 w Bielsku-Białej. Na nagraniu widać mężczyznę stojącego w pobliżu dziewcząt, do których kieruje obraźliwe i ksenofobiczne komentarze. – Gówniary wyrosły na naszych pieniądzach – mówi agresywnym tonem napastnik.

Sugeruje przy tym, że nie powinny mieszkać w Polsce i każe wyjechać do kraju, z którego – jak twierdzi – pochodzą. Jedna z dziewczynek spytała mężczyznę, dlaczego tak na nią krzyczy. – Wyp… z tego kraju. Jesteś tak samo ukraińską kur… – wykrzykuje.

„Z przeprowadzonej analizy zapisu monitoringu wynika, że kierowca prowadzący autobus, po usłyszeniu krzyków dobiegających z wnętrza pojazdu, natychmiast zareagował. Zwrócił się do agresywnego pasażera, podejmując z nim rozmowę i odwracając jego uwagę od osób poszkodowanych. Następnie, na najbliższym możliwym przystanku, wyprosił sprawcę z autobusu. Sprawca opuścił pojazd, natomiast dziewczynki wysiadły na kolejnym przystanku” – czytamy w oświadczeniu. 

Policja zatrzymała już mężczyznę. Okazało się, że 54-latek jest kierowcą autobusu MZK, który obecnie przebywa na zwolnieniu lekarskim. Spółka podjęła decyzję o zwolnieniu kierowcy.

„Z głębokim ubolewaniem przyjęliśmy tę informację. Nie ma i nie będzie naszej zgody na jakiekolwiek przejawy agresji, przemocy czy dyskryminacji. W związku z tym podjęliśmy decyzję o zakończeniu współpracy z tym pracownikiem” – czytamy w komunikacie. 

tvp.info


👁️ Data House Res Futura 💾 ID raportu: Tranton_5 || 📡 Data support: www.sentione.com
🔐 Dostęp: 🟢 Free

📅 Okres danych: 12.07.2026 – 13.07.2026
Zasięg w sieci: 14 MLN
🤖 Bot Spot: ok. 6% – znaczna liczba wpisów o niemal identycznej treści powielanych na wielu kontach wskazuje na koordynowane wzmacnianie wybranych wątków narracyjnych.

Część 1 – Brief narracyjny

Czternaście milionów zasięgu i jeden dorosły mężczyzna krzyczący na dwunastoletnią dziewczynkę w autobusie – tyle wystarczyło, żeby w niecałą dobę powstał gotowy materiał do politycznej wojny na kolejny tydzień. Pole dyskursu zdominowała fala potępienia sprawcy, która błyskawicznie przesunęła się z samego zdarzenia na cały obóz polityczny kojarzony z prawicą – Grzegorza Brauna z jego Konfederacji Korony Polskiej, Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka z Konfederacji Wolność i Niepodległość oraz Przemysława Czarnka z Prawa i Sprawiedliwości wymienia się z nazwiska jako współodpowiedzialnych za klimat, w którym taki atak w ogóle mógł się wydarzyć. Obok tej fali rośnie kontrnarracja, która sięga po Wołyń, przypomina incydenty z udziałem obywateli Ukrainy wobec Polaków i podważa autentyczność samego nagrania, sugerując ustawkę służb – nie dominuje liczebnie, ale jest wyjątkowo spójna językowo, a wielokrotne powielanie identycznych fragmentów tekstu na różnych kontach zdradza częściowo koordynowany charakter jej rozprzestrzeniania. Czysto informacyjny wątek zatrzymania sprawcy już wygasa – wyczerpał się w momencie, gdy potwierdzono, że napastnik to pracownik miejskiego przewoźnika. Największe znaczenie ma najbliższy tydzień, w którym rozstrzygnie się, czy sprawa zostanie zapamiętana jako pojedynczy incydent obyczajowy, czy jako dowód systemowego wzrostu wrogości wobec Ukraińców w Polsce – a to przekłada się wprost na polaryzację przed nadchodzącym sezonem politycznym.

To wyłącznie wina jednego zwyrodnialca: ✅ 38% [szacunkowe] / To efekt szczucia polityków: ❌ 62% [szacunkowe]

Na osi oceny obraz jest wyraźnie przechylony, ale to nie jest konsensus – to przewaga, którą można kontrować. Strona obstająca przy winie jednostki podkreśla, że to zachowanie pojedynczego, wyizolowanego człowieka, wynikające z jego własnej frustracji, a nie z żadnej instrukcji czy inspiracji politycznej, i przywołuje wybiórczość mediów oraz pamięć zbrodni wołyńskiej jako dowód na to, że sprawę nieproporcjonalnie rozdmuchano. Strona przeciwna odpowiada, że dorosły mężczyzna zaatakował słownie i fizycznie dzieci wyłącznie z powodu ich narodowości, a bierność współpasażerów razem z wcześniejszą retoryką polityczną stworzyły warunki, w których taka agresja stała się możliwa.

Narracyjnie wygrywa środowisko liberalno-lewicowe i krytycy obecnej prawicy – przejęli inicjatywę interpretacyjną szybciej niż ktokolwiek inny, wiążąc zdarzenie z całościową krytyką retoryki antyukraińskiej promowanej przez Konfederację i część środowiska Prawa i Sprawiedliwości. Ich przewagę napędza połączenie emocjonalnego ładunku sprawy z dzieckiem jako ofiarą, silna obecność dziennikarzy i komentatorów o dużym zasięgu oraz szybka reakcja instytucji państwowych, która w naturalny sposób wzmacnia tę wersję wydarzeń. Kontrnarracja prawicowa, choć głośna, pozostaje w defensywie – częściej odpowiada na zarzuty, niż nadaje ton całej dyskusji.

Część 2 – Analiza narracyjna

🗺️ Mapa narracji – fazy i wektory

Pole rozkłada się na pięć narracji, a kluczem interpretacyjnym jest to, że żadna z nich nie zbliża się do większości – to spór rozproszony, w którym nawet najsilniejszy wątek mówi tylko do części odbiorców.

Największa nośność, 14% szacunkowo, przypada narracji „prawica wyhodowała klimat nienawiści, który doprowadził do ataku”, obecnie w fazie eskalacji. Wywodzi się przede wszystkim z kręgów dziennikarskich i politycznych związanych z Koalicją Obywatelską, Lewicą oraz częścią komentatorów niezależnych, którzy od pierwszych godzin łączyli zdarzenie z wypowiedziami polityków Konfederacji i części Prawa i Sprawiedliwości. Niosą ją głównie dziennikarze o dużych zasięgach, politycy opozycji wobec prawicy oraz liczni użytkownicy Twittera komentujący sprawę w kontekście nadchodzących wyborów, a kierunek, w jakim idzie, to coraz bardziej generalizujące oskarżenie całego środowiska politycznego o współodpowiedzialność za akty agresji wobec Ukraińców. Potencjał przebicia się do głównego nurtu jest średni do wysokiego – wzmacniają ją rozpoznawalne konta medialne i sama dynamika sprawy z dzieckiem jako ofiarą, choć w całym zbiorze wypowiedzi stanowi wyraźną, lecz niedominującą liczebnie mniejszość. Charakter ma organiczny, choć wzmacniany świadomie przez konta o wyraźnym profilu politycznym, które tę samą argumentację powtarzają regularnie przy okazji innych zdarzeń.

Druga linia, 12%, to „wstyd za bierność świadków jako osobny, ponadpartyjny problem”, w fazie plateau. Pojawia się niezależnie od sympatii politycznych autorów, zarówno wśród krytyków prawicy, jak i jej obrońców, co czyni ją jedną z najbardziej spójnych społecznie narracji w całym zbiorze. Niosą ją zwykli użytkownicy mediów społecznościowych bez wyraźnego zaangażowania partyjnego, skupieni na fakcie, że nikt z pasażerów nie stanął w obronie dzieci, a idzie ku ogólniejszej refleksji nad stanem współczesnego społeczeństwa i zjawiskiem znieczulicy społecznej. Potencjał przebicia się do głównego nurtu jest średni, bo temat bywa dalej wykorzystywany przez obie strony sporu politycznego do własnych celów, ale charakter ma w pełni organiczny i spontaniczny.

Trzecia narracja, 9%, to „Zełenski i banderyzacja Ukrainy prowokują antyukraińskie nastroje”, w fazie plateau. Pochodzi głównie ze środowisk prawicowych i narodowych krytycznych wobec polityki historycznej władz w Kijowie, w tym gloryfikacji dowódców Ukraińskiej Powstańczej Armii. Niosą ją komentatorzy związani z Konfederacją Mentzena i Bosaka oraz z odrębną od niej Konfederacją Korony Polskiej Grzegorza Brauna, a także część elektoratu Prawa i Sprawiedliwości, którzy jednocześnie potępiają sam akt agresji wobec dzieci, ale odmawiają uznania go za efekt krajowej polityki – kierunek zmierza w stronę przeniesienia odpowiedzialności na politykę zagraniczną Ukrainy i decyzje jej prezydenta, a nie na retorykę krajowych polityków. Potencjał przebicia się do głównego nurtu jest średni, bo narracja trafia głównie do już przekonanego odbiorcy, a charakter ma w większości organiczny, choć wyraźnie skoordynowany wokół kilku powtarzalnych argumentów.

Czwarta narracja, 6%, to „ustawka lub prowokacja służb albo strony ukraińskiej”, w fazie eskalacji. Pojawia się głównie na kontach o wyraźnym profilu antyestablishmentowym oraz wśród części komentujących na Wykopie i Twitterze, którzy podważają autentyczność nagrania lub sugerują, że całe zdarzenie zaaranżowano w celach politycznych. Obejmuje zarówno wąską grupę kont powielających niemal identyczne, gotowe sformułowania w wielu miejscach jednocześnie, jak i szersze grono autorów formułujących tę samą podejrzliwość własnymi słowami, na przykład domagając się pełnego nagrania z monitoringu, a kierunek zmierza w stronę delegitymizacji medialnego przekazu o zdarzeniu jako całości. Potencjał przebicia się do głównego nurtu jest niski, bo nie znajduje potwierdzenia w żadnym niezależnym źródle, ale powtarzalność części tych wpisów wskazuje na możliwą koordynację obok w pełni organicznej nieufności.

Piąta narracja, 4%, to „instytucje zadziałały prawidłowo i to dobry sygnał”, w fazie wygasania. Pochodzi głównie z kont informacyjnych, lokalnych mediów oraz komunikatów instytucji takich jak policja i Miejski Zakład Komunikacyjny, a także od części komentatorów chwalących szybkość reakcji służb. Niosą ją dziennikarze relacjonujący fakty oraz użytkownicy odnoszący się neutralnie do samego przebiegu zatrzymania sprawcy, a kierunek zmierza w stronę wygaszenia wraz z wyczerpaniem się nowości informacyjnej po potwierdzeniu tożsamości sprawcy. Potencjał przebicia się do głównego nurtu jest już w dużej mierze zrealizowany, bo ta warstwa informacyjna trafiła do głównych mediów, a charakter ma organiczny i czysto sprawozdawczy.

⚡ Epicentra i amplifikatory

Narrację o prawicy hodującej klimat nienawiści niosą przede wszystkim komentatorzy i dziennikarze krytyczni wobec Konfederacji, Konfederacji Korony Polskiej i Prawa i Sprawiedliwości, którzy łączą zdarzenie z konkretnymi wypowiedziami polityków tych ugrupowań – dane nie pozwalają jednoznacznie wskazać, kto ukuł tę ramę jako pierwszy, ale widać wyraźnie, że najwięcej nośności nadają jej użytkownicy o dużym zasięgu, tacy jak Jakub Wiech czy Mateusz Rybak, a wśród polityków wprost – poseł Razem Adrian Zandberg, którego wpis wiążący zachowanie sprawcy z wypowiedziami Krzysztofa Bosaka i Przemysława Czarnka w Sejmie należy do najczęściej udostępnianych w całym zbiorze. Wzmacnia ją dalej duża liczba zwykłych użytkowników Twittera, którzy powielają ten sam schemat argumentacyjny, często w niemal identycznym brzmieniu – co samo w sobie sugeruje częściowo zorganizowany charakter tego rozprzestrzeniania, niezależnie od tego, kto stał u źródła.

Narrację o Zełenskim i banderyzacji Ukrainy jako źródle napięć niosą komentatorzy i konta związane ze środowiskiem narodowym, zarówno wokół Konfederacji Mentzena i Bosaka, jak i wokół odrębnej od niej Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna, którzy od dłuższego czasu rozwijają ten wątek polityki historycznej. Amplifikuje ją szeroka grupa użytkowników Twittera i Facebooka, którzy w komentarzach pod postami o zdarzeniu odwołują się do tych samych argumentów o gloryfikacji dowódców Ukraińskiej Powstańczej Armii, nie będąc pierwotnymi autorami tej ramy interpretacyjnej.

Narrację o ustawce lub prowokacji służb zainicjowała niewielka liczba kont o wysokiej aktywności, które jako pierwsze zasugerowały brak wiarygodności nagrania oraz możliwy udział służb w organizacji zdarzenia. Amplifikują ją dalsze konta powielające niemal słowo w słowo te same sformułowania w wielu wątkach i pod różnymi postami – to jeden z najbardziej czytelnych sygnałów koordynowanego wzmacniania w całym zbiorze danych.

🔓 Podatność kontrnarracyjna

Narracja o prawicy hodującej klimat nienawiści jest podatna średnio. Brakuje jej bezpośredniego, udokumentowanego związku między konkretnymi wypowiedziami polityków a działaniem sprawcy, co podnoszą zresztą sami politycy oskarżani o tę odpowiedzialność – podważyć ją mógłby każdy przedstawiciel krytykowanego środowiska, wskazując na brak dowodów przyczynowo-skutkowych i na to, że sprawca działał indywidualnie, a nie w ramach zorganizowanej akcji.

Narracja o Zełenskim i banderyzacji Ukrainy jest podatna wysoko. Przenosi odpowiedzialność za konkretny akt agresji wobec dzieci na politykę zagraniczną innego państwa, co większość odbiorców niezaangażowanych politycznie odbiera jako próbę usprawiedliwienia napastnika – osłabić ją mogliby dziennikarze i komentatorzy podkreślający, że ofiarami były dzieci niemające żadnego wpływu na politykę historyczną swojego kraju, argumentem odwołującym się do zasady indywidualnej odpowiedzialności karnej.

Narracja o ustawce lub prowokacji służb jest podatna wysoko, wręcz wyjątkowo. Opiera się wyłącznie na spekulacji bez jakiegokolwiek materiału dowodowego, a jej powtarzalność w niemal identycznym brzmieniu na wielu kontach ułatwia zdemaskowanie jej jako zorganizowanej akcji – skutecznym kontrargumentem byłoby wskazanie potwierdzonych przez przewoźnika i policję okoliczności zdarzenia oraz udokumentowanie schematu powielania tych samych sformułowań przez różne konta.

🧠 Dominujące emocje w dyskursie

Gniew i pogarda wobec sprawcy (19% [szacunkowe]) dominują w skali emocjonalnej. Przejawiają się w licznych, często bardzo dosadnych określeniach kierowanych wobec mężczyzny z nagrania, a paliwem są głównie krótkie, emocjonalne komentarze na Twitterze i Facebooku. Podatność na instrumentalizację jest wysoka, bo gniew wobec jednostki łatwo przenosi się na całe grupy społeczne lub polityczne kojarzone z podobnymi poglądami.

Oburzenie moralne (14% [szacunkowe]) pojawia się w części reakcji na samo nagranie i dotyczy przede wszystkim faktu, że ofiarami agresji słownej i fizycznej były dzieci. Paliwem są głównie cytaty z nagrania oraz relacje opisujące przebieg zdarzenia, a podatność na instrumentalizację ze strony aktorów zewnętrznych jest wysoka – silne oburzenie łatwo przekierować w stronę szerszych oskarżeń politycznych, co w analizowanych danych rzeczywiście się dzieje.

Poczucie krzywdy i relatywizacja (12% [szacunkowe]) towarzyszy wypowiedziom przywołującym przypadki agresji ze strony obywateli Ukrainy wobec Polaków oraz odwołania do zbrodni wołyńskiej. Paliwem są powtarzalne przykłady i porównania używane jako kontrargument wobec głównej fali potępienia, a podatność na instrumentalizację jest bardzo wysoka, bo ta emocja jest świadomie podsycana w celu przesunięcia uwagi z konkretnego zdarzenia na szerszy spór historyczno-polityczny.

Wstyd narodowy (5% [szacunkowe]) pojawia się głównie w kontekście bierności współpasażerów oraz w refleksji nad tym, jak zdarzenie odbierane jest za granicą. Paliwem są wypowiedzi porównujące sytuację Polaków pracujących za granicą z traktowaniem Ukraińców w Polsce, a podatność na instrumentalizację jest średnia, bo emocja ta bywa wykorzystywana zarówno do budowania empatii, jak i do wzmacniania narracji o kryzysie moralnym społeczeństwa.

Nieufność wobec przekazu medialnego (3% [szacunkowe]) towarzyszy wypowiedziom kwestionującym autentyczność nagrania oraz sugerującym prowokację. Paliwem są powtarzające się w niemal identycznym brzmieniu komentarze na różnych kontach, a podatność na instrumentalizację jest bardzo wysoka, bo ta emocja jest bezpośrednio wykorzystywana do podważania wiarygodności całej relacji medialnej o zdarzeniu.

🎯 Oczekiwania społeczne i okna operacyjne

Surowa kara sądowa dla sprawcy (11% [szacunkowe]), okno krótkie – do momentu przedstawienia zarzutów i pierwszej rozprawy. Część autorów dyskursu formułuje wprost oczekiwanie szybkiego i surowego wymiaru sprawiedliwości wobec zatrzymanego mężczyzny, traktując to jako test wiarygodności całego systemu ścigania przestępstw motywowanych nienawiścią, a oczekiwanie to kierowane jest przede wszystkim do organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Jeśli w najbliższym czasie nie pojawi się informacja o przedstawieniu konkretnych zarzutów, narracja przejdzie w stronę oskarżeń o pobłażliwość systemu, co dodatkowo napędzi istniejące poczucie niesprawiedliwości po obu stronach sporu.

Uznanie i przeciwdziałanie agresji wobec Polaków ze strony obywateli Ukrainy (9% [szacunkowe]), okno średnie – zależne od pojawienia się kolejnych podobnych spraw. Część autorów oczekuje symetrycznego traktowania podobnych przypadków agresji niezależnie od narodowości sprawcy i ofiary, wskazując na przypadki ataków ze strony obywateli Ukrainy wobec Polaków, a oczekiwanie to kierowane jest głównie do mediów i instytucji państwowych. Brak takiej symetrii w kolejnych tygodniach będzie utrzymywał i wzmacniał poczucie niesprawiedliwości wśród części opinii publicznej, co sprzyja dalszej polaryzacji nastrojów społecznych.

Jednoznaczne potępienie przez czołowych polityków prawicy (4% [szacunkowe]), okno krótkie do średniego – liczone w dniach. Część autorów dyskursu oczekuje od polityków kojarzonych z Konfederacją oraz Prawem i Sprawiedliwością jasnego i jednoznacznego potępienia zdarzenia, bez szukania kontekstu czy relatywizowania, a oczekiwanie to skierowane jest do konkretnych osób publicznych. Jeśli takie oświadczenia się nie pojawią, narracja o współodpowiedzialności politycznej za klimat nienawiści zyska dodatkowe potwierdzenie w oczach jej zwolenników, a temat może zostać wykorzystany w dalszej kampanii politycznej.

📌 Wnioski analityczne

Dziewczynka, która nagrała atak, stała się w ciągu kilku godzin postacią używaną przez obie strony sporu do celów, które nie mają nic wspólnego z jej bezpieczeństwem – dla jednych dowodem na słuszność własnej narracji politycznej, dla drugich pretekstem do podważania wiarygodności całego zdarzenia. To sygnał, że w tego typu sprawach ofiara traci kontrolę nad własną historią znacznie szybciej niż w przypadku dorosłych uczestników publicznych sporów, a instytucje odpowiedzialne za jej ochronę nie mają w tym oknie czasowym żadnego realnego narzędzia, by to powstrzymać.

Rozbieżność między szybkością reakcji instytucjonalnej a trwałością narracji politycznej tworzy ryzyko, że mimo sprawnego działania policji i przewoźnika sama sprawa zostanie na dłużej zapamiętana wyłącznie jako dowód w sporze politycznym, a nie jako precedens skutecznego egzekwowania prawa – co osłabia potencjalny efekt odstraszający wobec podobnych zachowań w przyszłości.

Brak jasnego, jednogłośnego potępienia ze strony części środowiska prawicowego, w połączeniu z jednoczesnym odcinaniem się od samego czynu, tworzy lukę komunikacyjną, którą przeciwnicy polityczni tego środowiska będą wykorzystywać przy każdej kolejnej podobnej sprawie, niezależnie od jej faktycznego związku z bieżącą polityką.

Wątek bierności świadków zdarzenia ma potencjał wyjścia poza spór polityczny i przekształcenia się w odrębną, ponadpartyjną debatę o stanie relacji społecznych w Polsce – to rzadki układ, w którym spór ma okno do budowania wspólnego, niepolaryzującego przekazu.

resfutura.pl

niedziela, 12 lipca 2026



Od samego początku swojego istnienia do upadku za panowania Iwana Groźnego Nowogród zachował charakter typowej dla pradawnych Słowian republiki. Gdy Słowianie budowali gród, nie było jednego zarządcy; dopiero na czas wojny wyznaczano naczelnika. W czasie pokoju władzę naczelną wspólnoty stanowił wiec (wiecze), czyli rada starszych, naczelników rodów, ludzi cieszących się we wspólnocie największym poważaniem. Wiec nie stanowił zgromadzenia ogółu; wiec jako rada ogółu pojawił się znacznie później. W owym czasie słowo „wódz” konotowało tego, który jest najlepszy spośród równych. Dziedziczność wodzostwa pojawiła się wśród ludów słowiańskich później i była legitymizowana bądź mocami uzdrowicielskimi (koncepcja pochodząca od skandynawskich Waregów), bądź wcieloną teokracją – ideą pomazańca bożego (koncepcja pochodząca z kręgu kultury bizantyńskiej i Cerkwi).

Gdy Ruryk na 126 lat przed przyjęciem chrztu przez Ruś mianował Nowogród swoją stolicą, nie mógł doń przybyć w celu pełnienia funkcji książęcej w późniejszym rozumieniu. Obywatele Nowogrodu zapewne w ogóle nie znali tego terminu; wiedzieli natomiast, kim są „wojewoda” (naczelny dowódca wojskowy), „posadnik” (szef administracji grodu), „tysiecznik” (szef oddziału miejskiego pospolitego ruszenia). Co ciekawe, termin „kniaź” pochodzi od wareskiego słowa Konung. Można więc przypuszczać, że gdy Ruryk został kniaziem i wymusił posłuch, to pełnił funkcję wojskową, lecz na pewno nie przybył po to, by pełnić wśród ludności słowiańskiej funkcję sędziowską. Przez 126 lat przed Włodzimierzem Wielkim władzę sądowniczą sprawowała starszyzna – tym samym wykonująca jeden z najważniejszych atrybutów władzy. Opłacani i wybierani przez starców Waregowie nie pełnili swoich funkcji dożywotnio. Ponadto uzupełniali ich bojarzy – elita wojenna miasta. W Nowogrodzie panowała rada panów. Stopniowo władza wyboru przechodziła na coraz szersze kręgi Nowogrodzian. Przykładowo, uczestnicy walk – dziesiętnicy – wyegzekwowali z czasem możliwość współdecydowania o wyborze tych, którzy będą ich sądzili.

W 1136 roku republika miejska Wielkiego Nowogrodu przybrała tytuł „Pan Nowogród Wielki”. Znak silnej i wielkiej tożsamości zbiorowej, a nawet – tożsamości podmiotu prawnego. Ktoś, kto siebie nazywa „Panem”, wymownie demonstruje, że nie potrzebuje nad sobą władców i panów. Powstały w stanie niemal permanentnej wojny ustrój Nowogrodu można uznać za demokrację wojskowo-kupiecką.

Układ społeczny i polityczny Nowogrodu formował się w korelacji z rozwijającym się kształtem miasta. Najpierw były gród i puste podgrodzie, które połączyły się z osadami znajdującymi się na terenach nerwskiego, słowenskiego i lidinskiego konca – dzielnicy. Słowenski konec powstał na miejscu wsi o nazwie Holm (wzgórze). Trzy często skłócone ze sobą regiony miasta mogły być pierwotnie zaludnione osobno przez trzy etnosy zakładające miasto – Słowian, Finów i Bałtów, później jednolicie nazywanych Rusinami, jak wszyscy, którzy przyjęli prawosławie. Nowogród miał liczną wspólnotę zagranicznych kupców mieszkających na wschodnim brzegu rzeki Wołchow, twarzą w twarz z ufortyfikowaną dzielnicą Świętej Sofii na zachodnim brzegu. Nowogród był i jest do dziś podzielony przez rzekę Wołchow na dwie części – stronę Torgowaja (Handlową) i Sofijewska (Zofijska). Na zachodniej stronie znajdują się konce nerewski, zagorodzki i liudin, a na wschodzie – płotnicki i słowenski. Antagonizm między stronami prowadził czasem do walk na moście. Każdy konec (dzielnica) miał lokalny wiec. Każdy wolny obywatel dzielnicy miał prawo uczestniczyć w wiecu dzielnicowym, by np. wybrać naczelnika dzielnicy zwanego konczackim posadnikiem. Każda dzielnica miała obowiązek wystawiać w razie potrzeby 200 wojowników na czele z dowódcą – sotskim.

W późnych latach XII wieku biskup Nowogrodu był nominalnym naczelnikiem miasta z jego ogromnym imperium handlowym. Tylko od czasu do czasu ustanawiano księcia pochodzącego spoza miasta: musiał zostać zaproszony przez wiec, czyli radę miasta. Częstotliwość dymisjonowania książąt odzwierciedlała podział na walczące frakcje wśród bojarów i kupców, którzy faktycznie dominowali w mieście. Mimo swojego bogactwa i milicji (pospolitego ruszenia) miasto rzadko było w stanie samo bronić się przeciwko poważnemu zagrożeniu z zewnątrz. W takich sytuacjach książę był zapraszany do dowodzenia nowogrodzkimi siłami zbrojnymi i do wzmocnienia milicji miejskiej własną drużyną, czyli prywatną armią.

Nowogród był pierwszym z ruskich miast, które ruszyły na wschód. Mniej więcej około 1100 roku jego kupcy przekroczyli nawet północne góry Uralu i wkroczyli na bezkresne bagna dorzecza Obu. Bezpośrednie rządy Nowogrodu wkrótce osiągnęły Arktykę, nazwaną „Krajem Północy”. Rozsiane pogosty (centra administracyjne) kontrolowały fińskich i ugryjskich tubylców, zbierając daniny i utrzymując szlaki wodne. Mimo zimna dzikie północne pustkowia przynosiły zysk: dawały dużo skór, kości morsów i suszonej ryby. Futra dostarczały Nowogrodowi środków finansowych na zakup pożywienia, którego nie sposób było znaleźć w odpowiedniej ilości w okolicznym lesie. Czasami nowogrodzcy kupcy byli zmuszeni stawać się uszkujnikami, czyli piratami rzecznymi. Biedniejsze klasy traktowały północ jako miejsce do wzbogacenia się – średniowieczna wersja amerykańskiego Dzikiego Zachodu. Na północy powstawały też osiedla chłopów, posiadłości bojarskie i prawosławne monastery.

Kampanie organizowane na Daleki Wschód były kosztowne. Jedna z armii wysłanych przeciwko Ugrom w 1079 roku zniknęła bez śladu. W 1193 roku siły skierowane nad rzekę Peczorę zostały zmiecione. Rusini zaczęli więc wierzyć, że źli ludzie zostali zamknięci za górami Ural, gdy Aleksander Wielki poprosił Boga o uwolnienie świata od tego strasznego ludu. Jedynie wejście do nich stanowiła mała miedziana brama w pierścieniu skał, która ma być otwarta w dzień Sądu Ostatecznego. Ugrowie mieszkający na zachód od Uralu chętnie podtrzymywali ten mit, by prawdopodobnie utrzymać kontrolę nad handlem futrami.

Jerzy Pluta - Jezioro Pejpus 1242

sobota, 11 lipca 2026



Naczelnik wydał swym szwadronom rozkaz: anihilować Brauna. Dlatego politycy PiS stają do wyścigu na nacjonalizm i antyukraińskie szaleństwo. W partii pojawił się nawet pomysł, żeby zażądać reparacji za Wołyń, ale został uznany za zbyt ekstremalny. Przynajmniej na tym etapie.

Jeśli zna się to założenie, staje się jasne, dlaczego PiS wyraźnie skręca w stronę ekstremy — otóż Jarosław Kaczyński postawił przed swymi ludźmi zadanie zbicia notowań Korony Grzegorza Brauna poniżej 5 proc. Chodzi rzecz jasna o to, żeby Braun nie wszedł do Sejmu, bo wówczas Kaczyński może być zmuszony dogadywać z nim koalicję — a to partner niebywale trudny i wizerunkowo dla PiS niewygodny. 

Ale jest w tym także drugi cel, znacznie ważniejszy. Otóż prezes obawia się, że jeśli Braun dostanie się do Sejmu, to jeszcze bardziej zyska na popularności i w perspektywie kilku lat drastycznie osłabi notowania PiS. To nie jest obawa bezpodstawna. Wyraźne spadki sondażowe PiS w ciągu ostatniego roku wynikają — jak pokazują wewnętrzne badania Nowogrodzkiej — właśnie z odpływu wyborców do Brauna.

Kaczyński robi więc, co może, by upodobnić PiS do Korony, a siebie do Brauna. To oznacza nade wszystko, że musi się odciąć od swej własnej polityki wsparcia dla Ukrainy po ataku Rosji w 2022 r. To, co pomogło Ukraińcom przetrwać najazd putinowskiej hordy i co kiedyś stanowiło powód do dumy, jest dziś dla PiS niewygodne i wstydliwe.

Stąd kompletnie groteskowe ataki na szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza za to, że na prośbę Amerykanów i sekretarza generalnego NATO przekazał Ukrainie pięć — powtórzmy: PIĘĆ — pocisków Patriot. Za swych czasów PiS wysłało na Ukrainę sprzęt wart prawie 15 mld zł. Za obecnego rządu pomoc jest jak dotąd 10 razy niższa.

Ekstremizm ma przykryć fakty — dlatego ataki na Ukraińców muszą być intensywniejsze, zaś kult Wołynia tym bardziej okazały. Kaczyński rozumie, że prawicowy vox populi oczekuje wstrzymania pomocy dla Ukrainy i dyskryminacji Ukraińców w Polsce i mu ulega, bo chce wrócić do władzy i ocalić swą partię przed politycznym kanibalizmem ze strony Brauna. W PiS pojawił się nawet pomysł, żeby zażądać reparacji za Wołyń, ale został uznany za zbyt ekstremalny, przynajmniej na tym etapie. Za to już jesienią zeszłego roku prezydent skierował do Sejmu przepisy o zakazie banderyzmu.

W ekstremizm idą nawet politycy uważani dotąd za relatywnie umiarkowanych — jak Mateusz Morawiecki. Jeszcze do niedawna — jako bodaj ostatni w PiS — odmawiał zwrotu medalu, który dali mu Ukraińcy za pomoc po wybuchu wojny. Finalnie zmienił zdanie i przekazał swój medal do Muzeum Pamięci Ofiar Rzezi Wołyńskiej — tak jakby wojna w Ukrainie miała jakikolwiek związek z Wołyniem. To ten sam Morawiecki, którego rząd pomagał Ukrainie, który jeździł do Kijowa w najtrudniejszych chwilach — i którego najbliższy współpracownik Michał Dworczyk zajmuje się ekshumacjami na Wołyniu.

Namaszczenie przez Kaczyńskiego prawicowego ekstremisty Przemysława Czarnka jako kandydata na premiera nie poprawiło notowań partii.

(...)

W PiS nie brakuje jednak sceptyków, którzy uważają, że wyrok wydany przez Kaczyńskiego na Brauna nie ma żadnego znaczenia. Prawicowy elektorat raz urzeczony trydenckim rytem Brauna, jego antyunijną retoryką i wymierzonymi w Ukraińców rozróbami, do PiS już nigdy nie wróci. Powód jest prosty — jak daleko Kaczyński by poszedł w swym ekstremizmie, to są granice, których nie przekroczy. Może na wzór Brauna pomstować na Brukselę i Kijów, ale na Tel Awiw pomstować nie będzie. Odebrał lekcję w 2018 r., gdy Amerykanie wprowadzili nieformalne sankcje na oficjeli PiS po tym, gdy Kaczyński wpadł na pomysł ścigania tych badaczy, którzy przypisują niektórym Polakom współodpowiedzialność za Holokaust.

Przez ćwierć wieku nikt na prawicy nie pokonał Kaczyńskiego ani nie uszczknął mu na stałe poważnej części elektoratu. A Braun zabrał Kaczyńskiemu dobre 10 pkt, i to w niewiele ponad rok. 

onet.pl\Newsweek


— Obecnie PiS licytuje się ze skrajnością wszystkich skrajności w postaci Grzegorza Brauna. I w nieco mniejszym stopniu z Konfederacją, która mówiła o relacjach polsko-ukraińskich innym językiem od PiS, co jej bardzo pomogło wtedy, kiedy nastroje społeczne zaczęły się zmieniać. A działo się to już w 2023 r. — mówi prof. Chwedoruk.

Kto skorzysta na tego rodzaju ruchach oraz na wciąż eskalujących nastrojach antyukraińskich?

— Dopóki trwa wojna, będzie to służyło Braunowi i w dalszej kolejności Konfederacji. Jeśli partie głównego nurtu dokonają czegoś w rodzaju słynnego "zeitenwende" w Niemczech [zmiany w polityce zagranicznej, energetycznej i bezpieczeństwa, ogłoszone przez kanclerza Olafa Scholza w 2022 r. w reakcji na inwazję Rosji na Ukrainę] i dostosują, urealnią politykę do tego, co rzeczywiście ma miejsce w przestrzeni międzynarodowej, to temat przestanie być tak istotny w przestrzeni publicznej — uważa ekspert.

— Świetnie to było widać latem 2023 r., kiedy na kanwie konfliktu o zboże gwałtownie rosła Konfederacja, osiągając dwucyfrowe wyniki procentowe. Ale kiedy PiS i w jakimś stopniu także PSL zaczęły podnosić ten problem, który ostatecznie został rozwiązany, to wyniki Konfederacji zaczęły spadać. Analogicznie, jeżeli Polska będzie prowadziła politykę historyczną bardziej asertywną i koncyliacyjną wobec Ukrainy, to ten trend w zmieniających się nastrojach społecznych zostanie zahamowany — ocenia politolog.

onet.pl

piątek, 10 lipca 2026



Wiatraki stały się ciałem – w lipcu do stacji elektroenergetycznej PSE Choczewo na Pomorzu trafiła moc z morskiej farmy wiatrowej Baltic Power budowanej przez Orlen i kanadyjską Northland Power. Energia popłynęła do polskiej sieci elektroenergetycznej, co trudno uznać za cokolwiek innego niż prawdziwy przełom w krajowej energetyce.

Co prawda, Baltic Power nie jest jeszcze ukończona – zainstalowano jak dotąd 54 z 76 turbin, ale część farmy już działa. Farma osiągnęła etap First Power, co oznacza, że uruchomiono produkcję energii przez pierwszą turbinę. Kolejne turbiny będą w najbliższych tygodniach przechodzić rozruch i testy, a wytwarzana przez nie energia będzie trafiać do sieci. Moc farmy będzie rosła, aż osiągnie docelowe 1,2 GW.

„Wszystkie inwestycje niezbędne do wyprowadzenia mocy z pierwszych polskich farm wiatrowych na Bałtyku zostały zrealizowane na czas. Był to duży wysiłek zarówno ze strony PSE, jak i lokalnych, pomorskich firm, które wybudowały stację Choczewo. To także przykład wykorzystywania środków z Krajowego Planu Odbudowy do budowania infrastruktury przyszłości, dzięki której Polska będzie mogła się rozwijać” – skomentował prezes PSE Grzegorz Onichimowski.

(...)

W Łebie działa stacja serwisowa Baltic Power, która przez około 30 lat będzie odpowiadać za sprawne działanie farmy. W znajdującym się tam Morskim Centrum Koordynacyjnym zarządza się ruchem statków pływających po inwestycji.

(...)

Historia Baltic Power sięga 2019 r., gdy rozpoczęły się prace związane z budową infrastruktury potrzebnej do przyłączenia i wyprowadzenia mocy. Wówczas też zakończony kluczowy etap budowy stacji Choczewo.

Na potrzeby wyprowadzenia mocy z odnawialnych źródeł energii (OZE) PSE budują dwie stacje elektroenergetyczne i ponad 250 kilometrów linii najwyższych napięć, a istniejąca infrastruktura jest modernizowana. W planach jest także budowa kolejnych stacji i linii na potrzeby powstającej w regionie elektrowni jądrowej – przekazały PSE w komunikacie.

Po ukończeniu prac na farmie będzie pracować 76 turbin o mocy 15 MW każda. Baltic Power będzie wytwarzać około 4 TWh energii elektrycznej rocznie, co ma pokryć ok. 3% zapotrzebowania na prąd w Polsce, czyli może zasilić ok. 1,5 mln gospodarstw. Baltic Power leży ok. 23 km od brzegu na wysokości Choczewa i Łeby.

Z kolei stacja elektroenergetyczna w Choczewie zajmuje powierzchnię 25 hektarów, co można porównać do 35 boisk piłkarskich. Powstało tam 40 pól 400 kV wyposażonych w blisko 800 aparatów wysokiego napięcia – przekazały PSE. W najbliższym czasie do stacji w Choczewie przyłączone zostaną także dwie inne morskie farmy wiatrowe: budowana przez PGE Baltica 2 i należąca do Ocean Wind C-Wind. W sumie do stacji, według obecnych planów, mają zostać przyłączonych sześć farm, których łączna moc wyniesie blisko 6 GW, czyli więcej niż cała Elektrownia Bełchatów. Ze stacji korzystać mają także centra danych i magazyny.

energetyka24.com
 
 
Po atakach Sił Zbrojnych Ukrainy na rosyjskie statki handlowe, w tym tankowce floty cieni, Rosja wstrzymuje tymczasowo ruch statków na kanale łączącym Don z Morzem Azowskim, co znacznie ograniczy eksport rosyjskich zbóż - poinformował w piątek Reuters, powołując się na źródła w sektorze eksportowym.

Decyzja rosyjskich władz jest następstwem ataków, jakie Ukraińcy przypuścili na statki na Morzu Azowskim.

W ocenie ekspertów odbije się to na sprzedaży rosyjskiej pszenicy transportowanej przez Morzem Azowskie i może ograniczyć eksport o 25 proc.

Wcześniej w piątek dowództwo ukraińskiej armii poinformowało, że w nocy z czwartku na piątek siły ukraińskie zaatakowały 18 rosyjskich statków, w tym 13 tankowców floty cieni. Dobę wcześniej Ukraińcy zaatakowali na Morzu Azowskim 12 tankowców rosyjskiej floty cieni, a także holownik i drobnicowiec. 

PAP


Od końca maja w Rosji rozwija się kryzys paliwowy, który przejawia się fizycznym deficytem paliw w większości regionów oraz rosnącymi cenami benzyny i oleju napędowego. Trudności te – najpoważniejsze w sektorze paliwowym od początku istnienia Federacji Rosyjskiej – stanowią bezpośredni efekt trwającej od marca fali ukraińskich ataków na infrastrukturę energetyczną, przede wszystkim rafinerie naftowe. Siły Zbrojne Ukrainy co najmniej raz zaatakowały każdy z dużych zakładów przerobu ropy w europejskiej części FR, a na początku lipca po raz pierwszy trafiły także największy z funkcjonujących obiektów rafineryjnych w syberyjskim Omsku.

Uderzenia przełożyły się na rekordowy spadek przetwórstwa ropy, którego poziom – według danych platformy Kpler – obniżył się w czerwcu do 4,1 mln bbl/d (w sezonie letnim 2025 r. wskaźnik ten mieścił się w przedziale 5–5,2 mln bbl/d). Biorąc pod uwagę średni przerób rafineryjny z 2022 r. – a więc sprzed ataków ukraińskich – przetwórstwo zmalało o blisko jedną trzecią. Problemy rafineryjne znajdują odzwierciedlenie w rosnących cenach – od początku roku Rosyjski Urząd Statystyczny odnotowuje wzrost cen detalicznych benzyny i diesla w przedziale 11–12%, co dwukrotnie przewyższa oficjalny wskaźnik inflacji. Nie odzwierciedla to rosnących jeszcze bardziej cen na giełdzie (wzrost o nawet 40% od stycznia 2026 r.) ze względu na subsydiowanie sektora z budżetu, co chroni konsumentów indywidualnych.

Rozmiar kryzysu zmusił rosyjskie władze do reakcji, która nie wykracza dotychczas poza interwencyjne działania regulacyjne. Rozwiązania te będą mogły jedynie częściowo załagodzić skutki deficytu paliwa. W około połowie rosyjskich regionów wprowadzono reglamentację jego sprzedaży. Rząd FR m.in. zwiększył import benzyny (głównie z Białorusi, ale również z Indii), zezwolił na produkcję paliwa o obniżonym standardzie emisyjności oraz wprowadził zmiany w zasadach subsydiowania sektora paliwowego.

Przy założeniu wciąż utrzymującego się tempa ataków Ukrainy sytuacja będzie się jednak dalej pogarszać z uwagi na niemożność przeprowadzenia prac naprawczych, a także wyczerpywanie się zapasów paliwowych. Nie można przy tym wykluczyć udanych działań ukraińskich na rzecz powstrzymania zagranicznych dostaw i ich dystrybucji (ataki na infrastrukturę portową oraz bazy paliwowe).

Komentarz
  •     Aktualny kryzys na rosyjskim rynku paliwowym ma charakter bezprecedensowy. Systematyczna presja ukraińskich ataków doprowadziła do poważnego zredukowania – a czasami nawet wstrzymania (Tuapse, Moskwa, Kiriszy) – prac rafinerii w okresie podwyższonego w związku z sezonem letnim popytu. W odróżnieniu od poprzedniej fali ataków (lato 2025 r.) obecne uderzenia różnią się większą częstotliwością i skalą. Bezzałogowce rażą też instalacje rafinacji wtórnej, których naprawy – ze względu na brak dostępu do zachodnich komponentów – są utrudnione.
  •     Efekty kryzysu paliwowego rozlewają się na inne sektory gospodarki, stanowiąc najjaskrawszą konsekwencję wojny w szerszej percepcji społecznej. Najdotkliwszy wzrost cen paliw odnotowywany jest przede wszystkim na tych stacjach benzynowych, które nie należą do koncernów paliwowych (około dwóch trzecich wszystkich punktów). Przedsiębiorstwa te kupują towar bezpośrednio od producentów bądź na giełdzie, co zmusza je do podwyższania marży ponad inflację dla uzyskania rentowności. Wysokie ceny w hurcie przekładają się także na opłaty związane z przewozem towarów drogą kołową oraz marże rolników (w obawie o dostawy paliwa dla maszyn rolniczych 8 lipca wprowadzono zakaz eksportu oleju napędowego), co w dłuższej perspektywie będzie rzutować na koszty innych dóbr. Wreszcie – notowany wzrost cen ponad tempo inflacji (ok. 5,3% w maju) oddala szansę na kontynuację cyklu obniżek stóp procentowych przez Centralny Bank Rosji. Negatywne oddziaływanie kryzysu na społeczeństwo widać w sondażach – tych badających zarówno aprobatę dla działań władzy (WCIOM, Centrum Lewady, które notują najniższe od pięciu lat wskaźniki poparcia dla Putina), jak i społeczne postrzeganie kondycji gospodarczej (Instytut Gallupa).
  •     Rozmiar kryzysu zmusił władze do publicznego dostrzeżenia problemu oraz wdrożenia uciążliwych społecznie instrumentów reglamentacyjnych. Do czerwca br. komunikacja Kremla ograniczała się do informowania o „nieplanowych przestojach rafineryjnych” i dezawuowania tym samym skali ukraińskich ataków. Wraz z pojawieniem się deficytów paliwa w sprzedaży detalicznej władze publicznie przyznały, że problem jednak istnieje. Zarazem przedstawiciele rządu częściowo przerzucili winę za kryzys na społeczeństwo i „paniczne” wykupywanie paliwa na zapas, co rzekomo doprowadziło do nadmiarowego wzrostu popytu o 20–30%. Aby temu zapobiec, władze regionalne wdrożyły narzędzia reglamentacyjne (limity zakupowe, zakaz wlewania kupowanego paliwa do kanistrów). Jednocześnie Kreml nie decyduje się na szersze rozwiązania systemowe w postaci chociażby pełnego uwolnienia cen i zbilansowania w ten sposób rynku poprzez destrukcję popytu. W jego rozumieniu pogłębiłoby to negatywne nastroje konsumenckie i jeszcze bardziej przyspieszyło wzrost cen.
  •     Kryzys pociąga za sobą znaczne koszty finansowe, które ponoszą zarówno rosyjskie koncerny, jak i budżet państwa. Dla zniwelowania deficytów podażowych rząd przedsięwziął kroki na rzecz zwiększenia importu benzyny. Mechanizm udzielania subsydiów dla sektora paliwowego rozszerzono również o importowane wolumeny, aby obniżyć końcowe ceny na rodzimym rynku. Wysokość dopłat jest uzależniona od ceny paliw w Indiach oraz kosztów logistycznych (Indie mają największy potencjał, jeśli chodzi o zniwelowanie kryzysu podażowego w Rosji). Zarazem sektor paliwowy domaga się też ulg podatkowych na rzecz modernizacji uszkodzonych rafinerii – koncerny zmagają się bowiem z kosztownymi pracami naprawczymi.
  •     Trudności podażowe potrwają co najmniej do końca sezonu letniego, a bez zastosowania rozwiązań systemowych czy zredukowania tempa ukraińskich ataków zapewne dłużej. Przy wciąż tak regularnej częstotliwości tych uderzeń władze rosyjskie nie będą w stanie zbilansować rynku bez wprowadzenia poważnych reform regulacyjnych (np. uwolnienia cen) bądź skokowego zwiększenia i utrzymywania importu. Co więcej, ataki – skutkujące obniżonymi mocami rafineryjnymi – mogą się przełożyć na długotrwały spadek wydobycia ropy naftowej w Rosji, co będzie negatywnie rzutować na dochody budżetowe.
osw.waw.pl