środa, 28 października 2026



Portal Obronny/Super Express: - Pani minister, zacznę od wczorajszego wpisu ambasadora Stanów Zjednoczonych w Polsce. Ogłosił on, że w sprawie powstania centrum serwisowego pocisków do wyrzutni Patriot osiągnięto porozumienie ponad podziałami politycznymi. Czy to tylko życzeniowe myślenie ambasadora, czy rzeczywiście tak było?

Magdalena Sobkowiak-Czarnecka /wiceminister obrony narodowej - red./: Rzeczywiście tak było i nie ma co tego ukrywać ani się wstydzić. Trzeba jasno powiedzieć: każdy w tym procesie miał do odegrania swoją rolę na swoim poziomie. Kiedy pan prezydent wybierał się na Zgromadzenie Ogólne ONZ, zależało nam, aby w rozmowie z Donaldem Trumpem zabiegał o temat stworzenia centrum serwisowego w Polsce. Tak się stało. W tej sprawie dobrze układała się współpraca z Pałacem Prezydenckim, mieliśmy też sprawny przepływ informacji z Biurem Bezpieczeństwa Narodowego oraz ministrem Marcinem Przydaczem. Kiedy wymagał tego konkretny interes Polski, wiosłowaliśmy w jednym kierunku. Efekty mogą być spektakularne, bo to będzie pierwsze na świecie takie centrum poza Stanami Zjednoczonymi. W rywalizacji o tę inwestycję Polska okazała się lepsza od takich potęg jak Niemcy, Holandia czy Szwecja.

(...)

- Dobre relacje prezydenta Nawrockiego z Donaldem Trumpem pomogły?

Na pewno to, że prezydent Trump zadeklarował wsparcie, jest zawsze pomocne. Na końcu drogi najsilniejszy głos w Stanach Zjednoczonych ma przecież prezydent. Ten projekt był o tyle skomplikowany, że działał na dwóch płaszczyznach. Z jednej strony kluczowa była płaszczyzna biznesowa - nasz wniosek składany był do koncernu Lockheed Martin. Nasz plan biznesowo -technologiczny został przez Lockheed Martin oceniony najlepiej na tle pozostałych krajów. Później decyzja przeniosła się na poziom polityczny. Gdybyśmy rozmawiali kilkanaście dni temu, wszystko nie wyglądało tak różowo jak dzisiaj. Na szczęście na ostatniej prostej udało się zmobilizować wszystkie siły. Ogromna w tym rola wicepremiera, ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza i jego bliskich relacji zarówno z Waszyngtonem, jak i dobrych relacji z panem prezydentem.

(...)

- Jak się pani podobają pseudonimy, które Amerykanie nadają naszym politykom odpowiedzialnym za bezpieczeństwo? Minister Tomczyk został "Rambo", Premier Kosiniak-Kamysz to „K2", a o pani ambasador Rose napisał "Petarda". Podoba się pani ten pseudonim?

To typowo amerykański styl bycia i nadawania pseudonimów. Nie przeszkadza mi to. Cieszę się przede wszystkim z tego, że Amerykanie docenili nasz wkład merytoryczny w ten projekt i podjęli konkretną decyzję o wyborze Polski. Powtórzę: na tle Niemiec, Szwecji i Holandii wybór Polski nie był oczywisty. A ta decyzja bezpośrednio wpływa na bezpieczeństwo Polek i Polaków.

- Nie umniejszając waszych zasług – Amerykanie są pragmatyczni. Co poza sympatiami i zaangażowaniem zdecydowało o tym, że baza powstanie u nas?

Najpierw zdecydowały względy techniczne i możliwości inwestycyjne, czyli to, co opisaliśmy w planie skierowanym do Lockheed Martin. Na drugim etapie doszła polityka. To bardzo dobry sygnał dla Polski i całego Sojuszu Północnoatlantyckiego, że Amerykanie poprzez to centrum serwisowe wzmocnią swoją obecność na terenie Polski. Przybliża nas to do baz i do ewentualnej koprodukcji w przyszłości. Przede wszystkim jest to potwierdzenie, że Amerykanie nie zostawiają tej części Europy. Warto podkreślić, że będziemy serwisować pociski, które są obecnie najskuteczniejsze, najbardziej popularne, o najwyższym poziomie technologicznym i na co dzień wykorzystywane na Ukrainie.

(...)

- Mija rok, odkąd objęła pani funkcję pełnomocnika ds. mechanizmu SAFE i zajęła się tematyką obronną. Jak pani ocenia ten czas? Czy zaplanowane cele udało się zrealizować, czy pieniądze napływają i czy płacimy już odsetki?

Program SAFE został dowieziony - to pierwszy sukces. Najnowsze dane z Agencji Uzbrojenia pokazują, że z puli 180 miliardów złotych zakontraktowaliśmy już prawie 130 miliardów. Aż 99,5% wartości wszystkich dotychczasowych kontraktów trafia do polskich przedsiębiorstw. To wynik wyższy niż zapowiadaliśmy. Oczywiście ten odsetek nieco spadnie, gdy będziemy kupować np. samoloty do tankowania w powietrzu od Hiszpanii. Polska jako pierwsza otrzymała zaliczkę z Komisji Europejskiej. Do końca października wyślemy do Komisji rozliczenie wydatkowania środków i będziemy wnioskować o pierwszą wypłatę. Dopełnienie tego kroku uruchomi spłatę odsetek, zegar zacznie bić w ciągu najbliższych miesięcy. Pamiętam, jak rok temu opozycja zarzucała mi działanie na korzyść Niemiec i niszczenie relacji transatlantyckich. Cieszę się, że niecały rok później doprowadziłam do ważnej umowy ze Stanami Zjednoczeniami.

(...)

- Do której partii politycznej pani obecnie należy?

Do żadnej.

- A czy planuje pani zapisać się do jakiegoś ugrupowania przed wyborami?

Na razie nie mam takich planów.

portalobronny.se.pl

Spadek indeksu STAR50, obejmującego liderów branży sztucznej inteligencji i półprzewodników, o 40 proc. w ciągu niecałych czterech miesięcy doprowadził do utraty około 480 mld dol. wartości rynkowej notowanych na nim firm. To zły znak dla chwiejnych rynków światowych oraz zahamowanie chińskich wysiłków mających na celu zachęcenie oszczędzających do inwestowania w akcje w celu sfinansowania boomu w dziedzinie sztucznej inteligencji.

Wśród najbardziej dotkniętych załamaniem rynku firm jest m.in. producent humanoidalnych robotów Unitree, którego akcje straciły około połowy wartości od momentu wejścia na giełdę w sierpniu. Z kolei akcje producenta układów pamięci CXMT spadły w ciągu ostatniego miesiąca o ponad 25 proc. Spółki Moore Threads i MetaX straciły około 50 proc. od lipca. Znaczące spadki odnotowali też producenci komponentów optycznych Zhongji Innolight i Eoptolink, których akcje spadły o około 60 proc. — podaje Reuters.

Spadki nastąpiły po okresie dynamicznych wzrostów. W tym roku, aż do lipcowego szczytu, indeks rynku STAR zyskał ponad 60 proc., a w ciągu 12 miesięcy poprzedzających rekord ta wartość zwiększyła się o 126 proc. — Rynek akcji przekształcił się później w szaleńczą hossę o charakterze spekulacyjnym — powiedział Reutersowi Dong Baozhen, zarządzający funduszami z siedzibą w Pekinie. — A teraz obserwujemy pęknięcie bańki — dodał.

W Chinach nie odnotowano żadnego wyraźnego czynnika wywołującego wyprzedaż, choć ⁠inwestorzy wskazywali, że przyczyniły się do tego wysokie ceny, obciążenia podatkowe oraz groźba wprowadzenia przez Stany Zjednoczone lub inne kraje zakazu stosowania chińskiego sprzętu w centrach danych.

businessinsider.com.pl


Analitycy z @Alliance4Europe prześwietlili blisko 550 tysięcy wpisów w dziewięciu językach oraz 13 tysięcy komentarzy wokół masowych protestów z 17 października w Paryżu. Wnioski to gotowy podręcznik tego, jak rosyjska machina propagandowa i zachodni handlarze strachem przerabiają lokalny bunt o drożyznę w wojnę cywilizacji oraz paliwo antyukraińskie.

Październikowe protesty we Francji miały czysto wewnętrzne, ekonomiczne podłoże – na ulice wyszli licealiści, związki zawodowe i weterani Żółtych Kamizelek wściekli na koszty życia i ceny paliw. Nawet głośna mapa mobilizacyjna z tysiącami punktów blokad powstała na bazie otwartych danych rządowych, bez cienia obcej ingerencji w kodzie czy serwerach. Kiedy jednak zapłonęły barykady, za granicą sprzedano zupełnie inną opowieść. We francuskojęzycznej sieci wątek migracji i islamu pojawił się w zaledwie 3% wpisów. Tymczasem po angielsku stanowił już 18,7%, a drugie miejsce na świecie zajął język polski z wynikiem 12,6%.

Polscy internauci ponad cztery razy chętniej niż sami Francuzi tłumaczyli Francuzom, że ich strajk o drożyznę to tak naprawdę dżihad. W narracji o „wojnie domowej i upadku” polskie wpisy (14% udziału) również znalazły się na szczycie światowego podium.

Mechanizm tej manipulacji widać jak na dłoni po pożarze XIX-wiecznego ratusza w Limoges. Bezpodstawna teza, że budynek podpalili imigranci lub muzułmanie, pojawiła się po angielsku sześć godzin wcześniej niż po francusku i krążyła tam 3,6 razy częściej. Zanim jednak zagraniczni influencerzy odpalili narrację o „upadku Europy”, grunt przez sześć tygodni skrupulatnie nawoziła Moskwa.

Od początku września do 14 października rosyjska operacja Doppelganger wypuściła na X 639 skoordynowanych wpisów w 22 falach – po francusku, niemiecku, angielsku i po polsku (31 wpisów). Wygenerowały one 7,4 mln wyświetleń z hurtowo zakładanych kont o zachodnich kobiecych imionach, przekierowujących ruch przez 23 domeny-wydmuszki stojące na jednym adresie IP.

Gdy 17 października na ulicach poleciały kamienie, Doppelganger zamilkł, a pałeczkę przejęła rosyjska sieć „Pravda” (Portal Kombat). W kilka dni wypluła 1018 artykułów na 28 stronach w 9 językach, kopiując przekazy z Telegrama i RT w ciągu kilkudziesięciu sekund. Tych stron nikt nie czyta i nikt nie ma ich czytać. To „LLM grooming” – pisanie pod wyszukiwarki i sztuczną inteligencję. Powielenie kłamstwa na dziesiątkach domen tworzy dla algorytmów iluzję potwierdzonego faktu, przez co popularne chatboty AI już dziś cytują francuską subdomenę Pravdy jako wiarygodne źródło.

Na YouTube w światowym top 10 najchętniej oglądanych kanałów o zamieszkach znalazł się Kanał Zero @OficjalneZero (ponad milion wyświetleń w pięciu filmach), który raport wprost wskazuje jako nośnik ramy migracyjnej ze sztandarowym materiałem „Francja: migracja, islam, policja. Rewolucja na ulicach”. W sekcji komentarzy Kanał Zero zajął drugie miejsce na świecie (4% komentarzy z ramą antyimigrancką) tuż za amerykańskim Fox News (6%), podczas gdy główne francuskie stacje informacyjne miały ten wskaźnik na poziomie od 0 do 0,7%.

x.com/widzimysiejutro

wtorek, 27 października 2026



Po oddaniu głosu w Jerozolimie Netanjahu opublikował nagranie, w którym twierdził, że na południu kraju arabscy obywatele Izraela "pędzą do urn" i "chcą ukraść wybory". Nie podał jednak źródła tych informacji. Premier przekonywał również, że frekwencja wśród izraelskich Arabów jest wyższa niż wśród Żydów. Zaapelował do wyborców, by poszli do urn i poparli jego partię. - Żadnej plaży, żadnego grilla, wszyscy idą i głosują na Likud - powiedział.

(...)

Reporter "Gazety Wyborczej" spotkał na ulicy w Jerozolimie Leę, która jasno deklaruje poparcie Netanjahu. - Oczywiście, że zagłosowałam na Bibiego! Jeśli nie on, już dawno byłoby tu państwo palestyńskie. Jeśli opozycja wygra te wybory, to możemy się pożegnać z Izraelem. Opozycja wpuści do rządu Arabów, a to jak wpuszczenie włamywaczy do własnego mieszkania! Moim zdaniem Arabowie w ogóle nie powinni mieć prawa startować w wyborach - mówi Kacprowi Lubiewskiemu. 

gazeta.pl


Propozycja pojawiła się podczas spotkania, które miało miejsce 9 października na Florydzie. Wówczas Witkoff i Kushner przedstawili propozycję zakończenia wojny oraz perspektywy współpracy gospodarczej po zakończeniu konfliktu.

Steve Witkoff - jak wynika z informacji, do których dotarł "Le Monde" - przedstawił koncepcję regionalnego planu rozwoju, który miałby objąć Ukrainę, Europę i Rosję. Jednym z jego elementów miało być przywrócenie pełnej sprawności rurociągów, którymi rosyjska ropa i gaz były dostarczane do Europy przez terytorium Ukrainy.

Specjalny wysłannik Donalda Trumpa przekonywał, że takie rozwiązanie mogłoby przynieść Ukrainie dochody z tranzytu oraz obniżyłoby koszty energii.

Pomysł amerykańskich negocjatorów nie spodobał się jednak stronie ukraińskiej. "Le Monde" ujawnił, że szef gabinetu prezydenta Ukrainy Kyryło Budanow był oburzony propozycją. W jego ocenie mogłaby ona znacząco uzależnić Kijów od Moskwy.

"Kyryło Budanow z trudem powstrzymywał gniew" - tak francuski dziennik opisał zachowanie Ukraińca w dniu negocjacji. - Naszym wzorem nie jest Białoruś, lecz Polska - miał powiedzieć w odpowiedzi na pomysł Amerykanów.

Po dyskusji na temat propozycji spotkanie zostało przerwane. "Le Monde" opisał, że Kyryło Budanow zadzwonił wówczas do Wołodymyra Zełenskiego, aby skonsultować z nim tę sytuację. W odpowiedzi prezydent Ukrainy miał poradzić szefowi gabinetu, aby ten nie okazywał swoich emocji.

Ostatecznie negocjacje zostały wznowione, jednak dalsze rozmowy dotyczyły innych porozumień gospodarczych.

Dodajmy, że Witkoff i Kushner postrzegali porozumienia gospodarcze z Rosją jako potencjalny instrument dalszych negocjacji zmierzających w kierunku zakończenia wojny. Amerykańscy negocjatorzy podkreślali bowiem korzyści dla wszystkich stron konfliktu, w tym zyski wynikające ze współpracy gospodarczej.

interia.pl


Historycznie zainteresowanie Stanów Zjednoczonych współpracą z Azją Centralną dotyczyło sfery bezpieczeństwa, przede wszystkim w kontekście prowadzonych od 2001 r. operacji wojskowych w sąsiednim Afganistanie. Amerykańskie wojska stacjonowały w Uzbekistanie (do 2005 r.) i w Kirgistanie (do 2014 r.). Państwa regionu uczestniczyły w działaniach antyterrorystycznych wspólnie z siłami USA (Uzbekistan wycofał się z tej współpracy w 2005 r., po potępieniu przez władze amerykańskie krwawo stłumionych protestów w Andiżanie). Do współpracy wojskowej z państwami centralnoazjatyckimi powrócono po wycofaniu się Stanów Zjednoczonych z Afganistanu w 2021 r. Na terytorium Turkmenistanu samoloty wojskowe USA dokonują międzylądowań w celu uzupełnienia paliwa; państwa C5 kupują amerykański sprzęt wojskowy i korzystają z programu Foreign Military Financing (FMF), a także w ramach Global Peace Operations Initiative (GPOI).

Ważną zmianą w amerykańskiej strategii wobec Azji Centralnej, widoczną szczególnie od początku drugiej kadencji Trumpa, jest rezygnacja z presji na demokratyzację i poprawę sytuacji praw człowieka w regionie. Wcześniej czynnik ten silnie wpływał na amerykańskie zaangażowanie. Obecnie współpraca koncentruje się przede wszystkim na kwestiach gospodarczych. Relacje z Azją Centralną wpisują się też w szerszą rywalizację USA z Chinami. Przez większą i ukierunkowaną na potrzeby centralnoazjatyckich partnerów aktywność w regionie Waszyngton próbuje osłabić silne tam wpływy chińskie, zwłaszcza w sektorach surowców, w tym krytycznych, i transportu. Wymiar polityczny współpracy, będący konsekwencją zacieśnienia więzi handlowych i inwestycyjnych, pozostaje widoczny. USA angażują się w nią niezależnie od sytuacji wewnętrznej w państwach C5. Prezydenci Uzbekistanu Mirzijojew i Kazachstanu Kasym-Żomart Tokajew zostali zaproszeni przez Trumpa do uczestnictwa w nadchodzącym szczycie G20 w Miami, a w ubiegłym roku Kazachstan dołączył do Porozumień Abrahamowych.

(...)

Chociaż format C5+1 z USA został zainicjowany w 2013 r. przez Kazachstan, obecnie to Uzbekistan wydaje się traktowany priorytetowo przez Stany Zjednoczone. Wbrew ubiegłorocznej deklaracji o zamiarze odwiedzenia pięciu krajów Rubio przyleciał na razie tylko do Samarkandy i spotkał się wyłącznie z Mirzijojewem. Niewykluczone, że do Uzbekistanu przybędzie również Trump. W wypowiedziach po szczycie sekretarz stanu poinformował, że rozważane jest uruchomienie bezpośredniego połączenia lotniczego między oboma krajami (Taszkent–Miami).

Z perspektywy Kazachstanu, aspirującego do roli regionalnego lidera, utrata dominującej pozycji w relacjach z USA na rzecz Uzbekistanu jest niekorzystna. Dla największego państwa Azji Centralnej rozwój relacji ze Stanami Zjednoczonymi ma kluczowe znaczenie nie tylko ze względu na dywersyfikację gospodarki, lecz także dla wzmocnienia swojej pozycji politycznej. Skoncentrowanie Waszyngtonu na rozwijaniu relacji przede wszystkim z Taszkentem wynika najprawdopodobniej z mniejszej niż w przypadku Kazachstanu skali rosyjskich wpływów ekonomicznych. Na tę postawę rzutować może też fakt, że Uzbekistan, w przeciwieństwie do Kazachstanu, nie należy do Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, co czyni go mniej istotnym partnerem gospodarczym dla Rosji.

Rola Uzbekistanu i Kazachstanu w strategii USA wobec Azji Centralnej pozostaje większa niż pozostałych trzech państw regionu. Kirgistan i Tadżykistan są małymi rynkami, o znacznie niższym od sąsiadów potencjale, zaś Turkmenistan prowadzi politykę izolacjonistyczną. Dodatkowo najbardziej interesujące z perspektywy amerykańskiej sektory surowcowy i transportowy są w tych trzech państwach zdominowane przez Chiny. Dlatego też zwiększone zaangażowanie polityczne USA – m.in. zaproszenia na szczyt G20 czy do uczestnictwa w Radzie Pokoju – widoczne jest zwłaszcza w relacjach z Uzbekistanem i Kazachstanem.

Postępujący rozwój współpracy między Stanami Zjednoczonymi a Azją Centralną wskazuje, że państwa regionu stają się coraz ciekawszymi partnerami gospodarczymi z perspektywy USA. Dla Waszyngtonu kluczowe jest tworzenie partnerstw na polu wydobycia surowców krytycznych, aby uniezależnić się od ich importu z Chin. Od listopada 2025 r. podpisano porozumienia w tym zakresie ze wszystkimi państwami regionu z wyjątkiem Turkmenistanu i będzie ich najprawdopodobniej coraz więcej.

(...)

Angażując się w regionie, Stany Zjednoczone wchodzą w rywalizację przede wszystkim z Chinami, które we wszystkich pięciu państwach są aktywne w kluczowych sektorach: transportowym i surowcowym. 

osw.waw.pl


Nocą 22 października po raz kolejny uszkodzono elektrociepłownie TEC-4 i TEC-5, położony w pobliżu drugiej z nich Most Południowy (ucierpiała infrastruktura linii metra) oraz Zakład Lotniczy Antonow. Zniszczenia odnotowano w sześciu rejonach miasta, zginęła jedna osoba, a rannych zostało 22, w tym czworo dzieci. Zależnie od źródeł agresor wykorzystał 21–30 rakiet, z których żadnej nie zestrzelono. Do następnego uderzenia rakiet w Kijów miało dojść wczesnym popołudniem. Wieczorem 26 października i nocą 27 października rosyjskie rakiety znów uderzyły w elektrociepłownię TEC-5, uszkodzony został także Most Południowy, który zamknięto dla ruchu do odwołania. Trafienia odnotowano również we wschodniej i północnej części miasta. Zginęła jedna osoba, a rannych zostało 15. Według danych OSINT Rosjanie wystrzelili 20 rakiet balistycznych, z których, jak podało ukraińskie Dowództwo Sił Powietrznych (DSP), zestrzelono dwie.

(...)

Ataki na infrastrukturę energetyczną, przemysłową, logistyczną i transportową na całym terytorium Ukrainy nabrały charakteru permanentnego. Od wieczora 20 października do rana 27 października codziennie dochodziło do uderzeń z wykorzystaniem dronów, a sporadycznie także rakiet, w obwodach położonych na bezpośrednim zapleczu frontu, w tym w głównych miastach – Charkowie, Dnieprze i Zaporożu – oraz w centralnej i zachodniej części kraju, przez którą biegną główne szlaki zaopatrzenia Ukrainy z zewnątrz (zwłaszcza w obwodach winnickim i żytomierskim). Warto wymienić:
  • trwające kilka dni uderzenia w Elektrociepłownię Przydnieprzańską w Dnieprze, w wyniku których najprawdopodobniej 23 października wstrzymała ona pracę;
  • uderzenie rakiety w rynek w Łozowej w obwodzie charkowskim, w którym zginęły trzy osoby, a 34 zostały ranne;
  • uderzenie w obiekty energetyczne w obwodzie żytomierskim 23 października, w rezultacie którego większość obwodu (ponad 900 miejscowości i 750 tys. abonentów) została czasowo odcięta od dostaw prądu;
  • uderzenie w infrastrukturę kolejową w Połtawie 23 października, w wyniku którego doszło do powstania fali uderzeniowej i zniszczeń w okolicy;
  • uderzenie w Dnieprzańską Elektrownię Wodną w Zaporożu 24 października, wskutek którego wstrzymano ruch na jej grobli; dzień wcześniej trafiono most wantowy w tym mieście;
  • uderzenie w infrastrukturę energetyczną w rejonie Konotopu w obwodzie sumskim 24 października, w rezultacie którego miasto pozostaje całkowicie bez prądu i częściowo bez gazu, bez perspektywy na termin przywrócenia dostaw;
  • uderzenie w Żmijowską Elektrownię Cieplną w miejscowości Słobożanśke w obwodzie charkowskim 24 października;
  • zniszczenie centrów handlowych sieci Epicentr w Charkowie, Połtawie, Winnicy i Zaporożu 25 października;
  • uderzenie w Dniestrzańską Elektrownię Wodną w obwodzie czerniowieckim przy granicy z Mołdawią 26 października.
Trafiono także podstacje energetyczne w obwodach charkowskim, chmielnickim, iwanofrankiwskim, lwowskim, odeskim, połtawskim, rówieńskim i wołyńskim oraz – w wyniku ataku rakietowego 26 października – bazę lotniczą Kanatowe w obwodzie kirowohradzkim.

(...)

Siły ukraińskie zintensyfikowały ataki na zakłady dostarczające półfabrykaty dla rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego, wstrzymując jednocześnie uderzenia w przedsiębiorstwa sektora paliwowo-energetycznego. 23 października pociski manewrujące Storm Shadow trafiły w zakłady Proton w Orle. Dzień później drony uszkodziły instalacje w kombinacie chemicznym Toljattikauczuk w obwodzie samarskim. Poważniejszych rezultatów nie przyniósł natomiast atak na zakład Omskij Kauczuk w Omsku. 25 października uderzenie bezzałogowców doprowadziło do pożaru jednej z hal produkcyjnych na terenie zakładu Energia w Jelcu w obwodzie lipieckim, największego w Rosji producenta akumulatorów i baterii. 26 października celem ataku był Woronieżsintiezkauczuk w Woroneżu.

22 października Ukraińcy przeprowadzili kolejny zmasowany atak na Moskwę, gdzie nie uzyskali trafień. Zniszczenia odnotowano w podmoskiewskim Sierpuchowie oraz Lipiecku w obwodzie lipieckim. Według niektórych źródeł w rejonie Sierpuchowa doszło do trafienia na terenie przedsiębiorstwa wojskowego „75 Arsenał”. Władze Moskwy informowały, że w jej kierunku leciało 630 ukraińskich bezzałogowców, z których większość została zestrzelona.

24 października ukraińskie bezzałogowce zaatakowały infrastrukturę energetyczną na okupowanym Krymie, doprowadzając tam do przejściowego blackoutu. Trafione zostały także obiekty energetyczne w obwodzie rostowskim i Kraju Krasnodarskim.

25 i 26 października celem zmasowanych ataków ukraińskich były miasta stołeczne dwóch obwodów przygranicznych – Biełgorod i Woroneż. W Biełgorodzie uszkodzono m.in. centrum handlowe, zginęła jedna osoba, a 14 zostało rannych. W Woroneżu doszło do trafienia centrum biznesowego i zakładu Woronieżsintiezkauczuk, a pod miastem – pociągu pasażerskiego. Zginęły dwie osoby, a rannych zostało 17. Były to jedne z pierwszych od wielu miesięcy ukraińskich ataków, które można określić mianem odwetowych za rosyjskie ataki na miasta ukraińskie. 23 października ukraińskie pociski manewrujące uderzyły w bazę lotniczą Baltimore koło Woroneża. Tego samego dnia ukraiński Sztab Generalny informował o uszkodzeniu samolotu na lotnisku Jejsk w Kraju Krasnodarskim.

osw.waw.pl


Do portów USA płyną trzy tankowce z paliwem od Putina, w tym jednostka z czarnej listy sojuszników z NATO.

Pomijam fakt, że przy obecnym zużyciu, tego paliwa wystarczy USA na ok... 6 godzin. 
Pomijam fakt, że dotrze ono dopiero... po wyborach.

Większy kabaret jest gdzieś indziej. 
Płynący do USA tankowiec Leruo jest objęty sankcjami UK, UE i Kanady za wyłączanie nadajników i udział w operacjach rosyjskiej „floty cieni”.

Żeby dopełnić komedii, to republikański senator Thom Tillis razem z opozycją właśnie wysłał pismo do amerykańskich zarządów portów, że jak tylko rozładują ten „prezent od Putina”, to prokuratura i Kongres wsadzą ich za kratki.

Biały Dom podważył architekturę sankcyjną Zachodu, wywołał kryzys w relacjach z sojusznikami z NATO i naraził własne firmy na postępowania karne, a wszystko to w zamian za zapas paliwa, który krajowa flota ciężarówek i maszyn rolniczych spali w trakcie jednej porannej zmiany.

x.com/Maciej__Czajka

poniedziałek, 26 października 2026



Wybory w Izraelu odbędą się we wtorek. Prawicowa koalicja rządząca walczy o otrzymanie swojej marginalnej przewagi w Knesecie, izraelskim parlamencie. Sondaże dają przewagę jej przeciwnikom, szerokiej koalicji pod wodzą Gadi Eisenkota, emerytowanego szefa Sztabu Generalnego Izraela. Nie jest ona jednak wielka i sondaże nie są optymistyczne dla opozycji, jeśli chodzi o liczbę miejsc w parlamencie, pozwalających wygodnie formować nowy rząd. Sprawa ciągle stoi więc na ostrzu noża.

Stawka jest przy tym ogromna. Komentatorzy powszechnie uznają te wybory za historyczne, ponieważ są w znacznej mierze wyborem czy Izrael ma podążyć nacjonalistyczną, konserwatywną ścieżką konfliktów wytyczoną przez ostatnie trzy lata, czy jednak z niej zboczyć lub zawrócić. Netanjahu kreuje się na silnego przywódcę na trudne czasy, zdecydowanie rozprawiającego się z wrogami Izraela. Jego przeciwnicy rysują go jako szaleńca, który wykorzystuje wojny jako narzędzie do umacniania swojej władzy.

(...)

Jednocześnie Netanjahu otwarcie podgrzewa jednak atmosferę zagrożenia ze strony Iranu. W niedzielę odbył naradę z najwyższym przywództwem wojskowym w bazie Palmahim, w trakcie której atmosfera pomiędzy politykami a oficerami miała być bardzo napięta, a gen. Zamir miał de facto odmówić wykonania jakiegoś rozkazu. Później premier wystąpił jednak przed kamerami, mając za sobą wyrzutnie antyrakiet Arrow. Zapewniał, że wojsko jest gotowe na wszystko, zarówno "obronę jak i atak". - Mamy informacje wywiadowcze wskazujące, że Iran i jego wspólnicy mogą rzucić nam wyzwanie atakami, których celem będzie zakłócenie wyborów – stwierdził.

Wcześniej w niedzielę zacytował na swoim profilu na X wpiu prawicowego komentatora Yuvala Blumberga, który w przypadku przegrania wyborów przez koalicję Netanjahu wieszczył katastrofę i zagładę Izraela. Premier dołączył do tego grafikę AI przedstawiającą eksplozję jądrową w Tel Awiwie. Wywołał tym znaczące poruszenie. Amerykański portal Axios twierdzi, że zaniepokoiło to nawet Biały Dom, który chciałby uniknąć kolejnego zaognienia w konflikcie z Iranem tuż przed amerykańskimi wyborami do Kongresu za dwa tygodnie. W niedzielę Donald Trump w odpowiedzi na pytanie reportera o kolejne uderzenie amerykańsko-izraeskie na Iran, stwierdził krótko: "Nie. Dzisiaj nie będzie żadnego ataku".

Nie odrzucił jednak całkowicie wizji wznowienia intensywnej fazy wojny z Irańczykami. Tego samego dnia w rozmowie z Fox News twierdził, że to on trzyma wszystkie karty w tym pojedynku i stoi przed prostym pytaniem: "Czy dobić z nimi targu, czy ich wykończyć?" Wojna z Iranem jest jednak bardzo niepopularna w USA, co nie pomaga Partii Republikańskiej przed nadchodzącymi wyborami. Biały Dom ma więc starać się nie nagłaśniać tego tematu i nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów.

gazeta.pl


Wprowadzone we wrześniu przez azerbejdżański rząd regulacje dla uczniów – na początku października rozszerzono je na personel pedagogiczny – zakazują noszenia na terenie szkół ubrań naruszających zasadę świeckości edukacji (uczniów obowiązują mundurki szkolne). W przepisach – których prawdopodobnym celem było dalsze zwiększenie kontroli nad społeczeństwem – nie padają słowa „hidżab” czy „chusta”, ale dyrektorzy placówek, zobowiązani do egzekwowania nowego prawa, przestali wpuszczać na ich teren kobiety z każdym tego typu nakryciem głowy. Wywołało to falę niezadowolenia i spontaniczne demonstracje, które pacyfikowała policja – w kraju zatrzymano blisko 40 osób. W kilku miejscach doszło do ostrzejszych protestów, w tym do fizycznych ataków na dyrektorów szkół i ich samochody. (...)

Restrykcje dotyczące szkolnej odzieży odbiły się w Turcji szerokim echem, wzbudzając oburzenie w środowiskach konserwatywnych. Przyrównały one azerbejdżańskie regulacje do podobnych zakazów narzuconych w Turcji przez wojsko po przewrocie w 1997 r. i obowiązujących do połowy lat 2000., kiedy zniosła je Parta Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), co do dziś przedstawia jako jedno ze swoich największych osiągnięć. Presja społeczna zmusiła władze w Ankarze, z reguły powstrzymujące się od komentowania polityki wewnętrznej Azerbejdżanu, do stanowczej odpowiedzi. Doradca prezydenta Oktay Saral we wpisie na portalu X stwierdził, że azerbejdżańskie prawo jest „nie do przyjęcia”, i zażądał jego wycofania. Ten sam komunikat powtórzyło wielu polityków obozu władzy. Wywołało to ostrą reakcję Baku. 

(...)

„Kryzys mundurkowy” wzbudził tak duże emocje, gdyż rządzący oboma krajami z reguły prezentują na zewnątrz – także wobec własnych społeczeństw – jednolite stanowisko i zapewniają o trwałości swojego sojuszu. To, że tym razem zaczęto stawiać sobie zarzuty publicznie, wynika z głębszych napięć oraz różnic zdań w kwestiach polityki zagranicznej. Odnoszą się one zwłaszcza do oceny sytuacji w regionie i stosunku do Izraela. Dla Baku to bliski partner i dostawca broni. Ankara z kolei postrzega Izrael jako państwo destabilizujące region, a jego ekspansję terytorialną i polityczną jako zagrożenie dla własnego bezpieczeństwa. Jej obawy podsycają dodatkowo konfrontacyjne i wrogie wobec Turcji wypowiedzi izraelskich decydentów. Ponadto w konflikcie w Strefie Gazy tureckie społeczeństwo jednoznacznie opowiedziało się po stronie Palestyńczyków, a władze wielokrotnie oskarżały Izrael o dokonywanie ludobójstwa. Na wrześniowym posiedzeniu Zgromadzenia Ogólnego ONZ podczas przemówienia izraelskiego premiera Binjamina Netanjahu delegacja turecka (wraz z przedstawicielami ponad 70 innych państw) opuściła salę, a azerbejdżańska została, co źle odebrano w Turcji. Na wspomniany szczyt CICA prezydent Izraela Jicchak Herzog przybył do Baku rejsowym samolotem azerbejdżańskim linii AZAL, gdyż Turcja nie udostępnia swojej przestrzeni powietrznej izraelskim maszynom rządowym. Był to wyraźny sygnał ze strony Azerbejdżanu, że na pierwszym miejscu stawia własne interesy.

Od rozpadu ZSRR Baku i Ankarę łączą szczególne relacje, które formalnie mają charakter sojuszniczy. Turcja – niezależnie od ewolucji wewnętrznej – jest dla Azerbejdżanu nie tylko partnerem politycznym, lecz także najważniejszym partnerem w obszarze bezpieczeństwa, a przez większą część tego okresu była również wzorcem rozwoju. Po odzyskaniu w latach 2020–2023 kontroli nad Górskim Karabachem przy wsparciu tureckim Azerbejdżan zaczął pozycjonować się jako mocarstwo regionalne.

Początkowo Turcja była dla Azerbejdżanu przede wszystkim sprzymierzeńcem w konfrontacji z Armenią oraz „oknem na Zachód” (jako filar NATO), zaś od przełomu wieków – partnerem w wielkich projektach infrastrukturalnych (zwłaszcza w budowie ropo- i gazociągów), które zmieniły energetyczny układ sił w tej części Eurazji. Azerbejdżan zyskał dzięki nim możliwość eksportu węglowodorów na rynki światowe z pominięciem Rosji i Iranu, Turcja natomiast zapewniła sobie ich dostawy, zyskując ponadto przyczółek do dalszej ekspansji na Kaukazie Południowym i w Azji Centralnej. Pozwoliło to też obojgu partnerom wzmocnić swoją pozycję wobec Moskwy, co nabrało jeszcze większego znaczenia po agresji Rosji na Ukrainę w 2022 r. Po umocnieniu się władzy Erdoğana Ankara stała się dla Baku przykładem asertywności w polityce zagranicznej oraz wodzowskiego modelu rządów.

Do pierwszych poważniejszych spięć między oboma państwami zaczęło dochodzić pod koniec pierwszej dekady XXI wieku, gdy w tureckiej polityce coraz istotniejszą rolę zaczął odgrywać islam – dla Azerbejdżanu świeckość państwa pozostaje nienaruszalnym fundamentem ustrojowym i aksjomatem rządów Alijewów. Baku niechętnie patrzyło też na podjętą przez Ankarę w latach 2008–2009 pierwszą próbę normalizacji stosunków z Erywaniem (po wybuchu w 1992 r. pierwszej wojny karabaskiej Turcja w geście wsparcia Azerbejdżanu wprowadziła blokadę Armenii i zamknęła z nią granice, co miało wymusić na Erywaniu ustępstwa). Głównie dzięki azerbejdżańskim naciskom – groźbom wycofania wkładów z tureckich banków – nie doszło wtedy do ratyfikacji turecko-armeńskich protokołów zakładających nawiązanie stosunków dyplomatycznych i otwarcie granicy. Baku – obiektywnie mniejszy i słabszy partner w turkijskim tandemie – okazało się zdolne do przeforsowania własnych interesów, demonstrując przy tym własną niezależność. Zgrzyt nie przeszkodził obu krajom w zawarciu w 2010 r. układu „O partnerstwie strategicznym i pomocy wzajemnej”, będącego także pokłosiem wojny rosyjsko-gruzińskiej (zakłada on wzajemną pomoc w przypadku ataku na jedną ze stron). Fakt, że oba państwa są dla siebie nawzajem partnerami strategicznymi, potwierdziła podpisana w 2021 r., kilka miesięcy po zakończeniu drugiej wojny karabaskiej, deklaracja z Szuszy, która sformalizowała również sojusz między państwami.

(...)

Sojusz azerbejdżańsko-turecki wyraża propagandowa maksyma „dwa państwa – jeden naród”, użyta po raz pierwszy przez Hejdara Alijewa, wieloletniego przywódcę Azerbejdżanu i ojca obecnego prezydenta Ilhama Alijewa. Niezależnie od niej Baku bardzo mocno podkreśla swoją odrębność i podmiotowość, aby nie dopuścić do uzależnienia się od partnera i wejścia w rolę „młodszego brata”. Celowi temu służy uprawiana przez Azerbejdżan skrajnie asertywna polityka zagraniczna. W tym kontekście należy rozumieć też bieżący kryzys – do którego po części doprowadziło wzajemne niezrozumienie. Tureccy politycy nie mają pełnego rozeznania w azerbejdżańskiej i postsowieckiej specyfice, a azerbejdżańskie elity nie doceniają wagi opinii publicznej w Turcji. Upublicznienie istniejących napięć wywołało reakcję łańcuchową, która nasiliła spór. 

Należy oczekiwać, że z biegiem czasu obecne rozdźwięki zostaną przezwyciężone i nie zagrożą budowanemu od dekad wielowymiarowemu sojuszowi. (...)

Sygnałem, że relacje Baku i Ankary wracają do normy, będzie obecność prezydenta Ilhama Alijewa na szczycie Organizacji Państw Turkijskich (OPT), który ma się odbyć w Ankarze w dniach 29–30 października. Zabiega o to sam Erdoğan, który 21 października zadzwonił do Alijewa z osobistym zaproszeniem (stało się to już po ogłoszeniu listy osób niepożądanych w Azerbejdżanie). 26 października doradca Erdoğana Saral został usunięty ze stanowiska, co Baku przyjęło z zadowoleniem. W tej sytuacji azerbejdżański lider najprawdopodobniej przyjedzie na szczyt – wcześniej media spekulowały, że kraj będzie reprezentowany na niższym szczeblu.

osw.waw.pl


Unijni przywódcy chcą osiągnąć porozumienie w sprawie pakietu wsparcia dla Ukrainy o wartości około 45 mld euro do końca tego roku. Potencjalna pożyczka, która byłaby gwarantowana obecnym budżetem UE, wyłoniła się w ostatnich tygodniach jako najbardziej prawdopodobny scenariusz zaspokojenia potrzeb finansowych Kijowa przez Europę w 2027 r. Unia stara się również pozyskać większy wkład od innych sojuszników, takich jak Kanada i Wielka Brytania, podczas gdy Belgia w dalszym ciągu sprzeciwia się wykorzystaniu unieruchomionych aktywów rosyjskich do pomocy Ukrainie.

(...)

Kraje, które wcześniej zrezygnowały z ostatniej dużej pożyczki UE dla Ukrainy — pakietu o wartości 90 mld euro uzgodnionego w grudniu 2025 r. — sygnalizują, że planują to zrobić ponownie. Przywódcy Czech i Słowacji zasygnalizowali na Radzie Europejskiej, że nie wezmą udziału w pożyczce, a Węgry prawdopodobnie również z niej zrezygnują — poinformowało dwóch dyplomatów.

Żądanie to spotkało się z ostrą krytyką w niemieckich kręgach dyplomatycznych — m.in. dlatego, że te trzy kraje jednocześnie domagają się znacznego finansowania z unijnego budżetu.

— Ta absurdalna sytuacja po raz kolejny pokazuje, jak bardzo niektórzy są oderwani od rzeczywistości, jeśli chodzi o budżet UE — powiedział niemiecki dyplomata w rozmowie z Politico. Jego zdaniem żądanie wyłączenia z pomocy dla Ukrainy nie da się pogodzić z żądaniem większych środków na wsparcie regionalne.

— Jak ktoś może poważnie myśleć, że nasi podatnicy będą gotowi przekazać choćby jedno euro więcej na fundusze spójności tym, którzy odmawiają udziału w odpieraniu największego zagrożenia dla bezpieczeństwa nas wszystkich? — pytał dyplomata.

(...)

W ubiegłym tygodniu premier Bułgarii Rumen Radew odrzucił udział swojego kraju w nowej pomocy finansowej: — Bułgaria w żaden sposób nie może być zaangażowana w te 70 mld — powiedział dziennikarzom, cytowany przez bułgarską agencję prasową BTA.

Radew podkreślił, że w przeciwieństwie do Węgier, Czech i Słowacji, Bułgaria uczestniczyła w zatwierdzonej w ubiegłym roku pożyczce unijnej na 90 mld euro na lata 2026 i 2027. Wyjaśnił, że wojna wyczerpuje europejskie gospodarki i prowadzi do napięć społecznych oraz politycznej niestabilności. Jednocześnie zaapelował o jak najszybsze zakończenie wojny. — Rozstrzygnięcie nie zostanie osiągnięte środkami militarnymi — powiedział.

onet.pl\Politico