środa, 26 sierpnia 2026



Grupa hakerska Black Mirror opublikowała analityczną notatkę Sbierbanku, największego  państwowego rosyjskiego banku. Zawarte są w niej różne scenariusze zakończenia wojny na Ukrainie razem z oceną ich prawdopodobieństwa. Dokumenty zostały opublikowane na rosyjskim emigracyjnym portalu śledczym The Insider.

Dokument zatytułowany „Scenariusze osiągnięcia pokoju w konflikcie rosyjsko-ukraińskim” datowany jest na kwiecień 2026 roku. Według Black Mirror, notatka to część korespondencji z prezesem Sbierbanku Giermanem Griefem.

Wstęp do notatki wymienia trudności gospodarcze, z jakimi zmaga się Rosja w czasie wojny (wszystkie dane są aktualne na kwiecień): 

- deficyt budżetowy (4,58 bln rubli (ok 200,2 mld złotych) w pierwszym kwartale, w porównaniu z rocznym celem 3,8 bln rubli - ok. 166,2 mld zł)

- wysoka stopa procentowa (15 proc.), która według notatki „dławi sektor prywatny”

- spadek dochodów z ropy naftowej i gazu (o 45,4 proc. - blisko 63 mld zł.)

- unieruchomienie rafinerii ropy naftowej w wyniku systematycznych nalotów Sił Zbrojnych Ukrainy (uszkodzone zostało 10-15 proc. mocy przerobowych sektora rafinacji w Rosji)

- plany rządu na zwiększenie deficytu i wydatków wojskowych. W dokumencie analitycy wskazują, że mnożnik wojskowy szacuje się na 1,5 raza – każdy rubel wydatków wojskowych generuje 1,5 rubla PKB, ale kosztem wypierania sektora prywatnego

W dokumencie zauważono również, że Rosja straciła „do 35 proc. komponentów systemu obrony powietrznej”, a wymiana systemów obrony powietrznej S-300 na S-400 przebiega wolniej niż zadawane są straty. 

- Bez przywrócenia parasola ochronnego nad zapleczem obrony powietrznej ataki będą się nasilać - czytamy.

Analitcy Sbierbanku twierdzą też, że niedobory siły roboczej w przedsiębiorstwach zbrojeniowych wynoszą od 80 do 400 tys. wakatów. Dlatego, jak czytamy, produkcja amunicji spadła po raz pierwszy we wrześniu 2025 r. Rosyjscy eksperci wskazują trzy krytyczne niedobory: mikroelektroniki (bez zachodnich komponentów broń precyzyjna staje się wykładniczo droższa), amunicji (czynnikiem ograniczającym są ludzie, a nie pieniądze) oraz silników (“silniki samolotów, pocisków rakietowych i okrętów wojennych – wszystkie są przeciążone”)”.

W dokumencie oszacowano straty Rosji na 20.000–25.000 żołnierzy miesięcznie. 

- 90 proc. nowych żołnierzy kontraktowych przeznacza się na uzupełnienia, a nie do tworzenia nowych jednostek – czytamy w notatce. Jednocześnie analitycy uważają, że władze nie planują pełnej mobilizacji, ponieważ „ryzyko polityczne jest nie do przyjęcia”.

Kluczowym elementem dokumentu jest właśnie osiem scenariuszy zakończenia wojny.

Prawdopodobieństwo scenariusza “Zdecydowana przewaga militarna Rosji” oceniono na 7 proc. w perspektywie roku lub dwóch. “Zdecydowana przewaga” oznacza według analityków pełną kontrolę Rosji nad Donbasem obwodami zaporoskim i chersońskim (które okupują tylko częściowo) oraz obwodem charkowskim (gdzie prowadzą ofensywę, ale kontrolują tylko bardzo niewielki obszar). W tej sytuacji Ukraina zmuszona byłaby do negocjacji z pozycji absolutnej dominacji militarnej Rosji. Nawet więc w tym najbardziej optymistycznym dla Kremla scenariuszu nie zakłada się zdobycia reszty Ukrainy, na przykład Kijowa. Dla Rosji zwycięstwo to więc “ stworzenie warunków, w których dalszy opór straci znaczenie militarne”.

Analitycy zastrzegają, że prawdopodobieństwo jest niewielkie, bo osiągnięcie tego celu wymaga drugiej fali mobilizacji – co najmniej 300–500 tys. żołnierzy. Bez tego nie jest ich zdaniem możliwa ofensywa. Zwłaszcza, że potrzeba jeszcze znacznego wzmocnienia w powietrzu, zwłaszcza precyzji uderzeń. Na dodatek należy “rozwiązać problem obrony przeciwlotniczej na tyłach – bez tego ataki na rafinerie i lotniska będą kontynuowane”. Następnie Rosja potrzebowałaby przełomu w technologii dronowej (np. autonomicznych rojów dronów, bo “pierwsza strona, która osiągnie w pełni autonomiczne roje na skalę dywizji (tysiące jednostek koordynowanych przez sztuczną inteligencję, bez operatorów ludzkich), uzyska decydującą przewagę taktyczną”.

Analitycy wskazują też, że Rosja ma przed sobą większe wyzwania, bo potrzebuje wielkiej, drogie ofensywy, a Ukraińcy “tylko” muszą sprawić, by jej koszty były dla Rosji nieakceptowalne. Poza tym “motywacja do obrony jest tradycyjnie wyższa niż motywacja do ataku – Ukraina walczy o przetrwanie, a nie o ekspansję terytorialną”.

Drugi scenariusz nazwano “„Wyczerpanie Zachodu” – pokój na warunkach Rosji”

Prawdopodobieństwo oceniono na 12 proc. w perspektywie 12–18 miesięcy

Scenariusz zakłada, że Ukraina traci poparcie Zachodu, ponosi klęskę nie militarną, lecz polityczną. Wtedy ich zdanie możliwe byłoby, że Rosja otrzymuje drogą pokojową terytoria, do których zgłasza pretensje, zniesienie części sankcji i gwarancje, że Ukraina nie wstąpi do NATO.

Aby to się jednak stało, muszą nastąpić, według autorów raportu, aż trzy czynniki: spadek poparcia opinii publicznej dla Ukrainy w USA poniżej 30 proc., kryzys energetyczny w Europie zimą 2026–2027 roku oraz wewnętrzny kryzys polityczny na Ukrainie. Twierdzą, że “czas jest największym atutem Rosji”, bo każdy miesiąc oczekiwania na pokój “oznacza mniej wsparcia ze strony Zachodu, mniej mobilizacji ze strony Ukrainy, mniej jedności europejskiej”.

Na aż 32 proc. prawdopodobieństwa w perspektywie pół roku do roku ocenili scenariusz nazwany “Deal Trumpa”. Czyli sytuację, że prezydent USA Donald Trump forsuje porozumienie przed wyborami uzupełniającymi w USA (listopad 2026 r.), wykorzystując kontrolę nad amerykańską pomocą dla Ukrainy jako narzędzie nacisku na obie strony. 

Wówczas konflikt jest zamrożony na na obecnej linii rozgraniczenia, niektóre sankcje zostaną zniesione, a NATO pozostaje zamknięte dla Ukrainy.

- Trump nazwał irański 10-punktowy plan pokojowy „wykonalnym”. Schemat się potwierdza: ultimatum + termin ostateczny + mediator = porozumienie. Po Iranie kolejnym zadaniem jest Ukraina - piszą.

Następny rozważany scenariusz to “koreańskie zamrożenie”, czyli tak jak w wypadku wojny koreańskiej (1950-53) przerwanie wojny na linii rozgraniczenia bez formalnego porozumienia między stronami. Mimo braku sformalizowania do dziś nie doszło do ponownej wojny między Koreą Północną a Koreą Południową. Analitycy Sbierbanku ocenili prawdopodobieństwo takiego scenariusza na 22 proc. w perspektywie pół roku do roku. 

Oznaczałoby to, że na Ukrainie “konflikt wygasa bez formalnego porozumienia. Intensywność walk maleje, linia frontu się stabilizuje, ale prawnie wojna trwa”. Innymi słowy, “nie ma traktatu pokojowego ani rozejmu ale de facto zaprzestano operacji na dużą skalę”, choć nadal mogą trwać “walki dronów” niskiej intensywności. 

Aby taki scenariusz się zrealizował, zdaniem analityków rosyjskich musiałoby dojść do sytuacji wzajemnego znacznego wyniszczenia obu stron i uświadomienia sobie przez nie, że nie są w stanie dokonać “decydującego przełomu”.

Na 15 proc. w perspektywie kolejnych 2-3 lat analitycy ocenili prawdopodobieństwo przedłużającej się wojny

- Konflikt trwa na obecnym poziomie intensywności. Bez zamrożenia, bez przełomu. Miesięczne straty po stronie rosyjskiej wynoszą 20–25 tysięcy, powolny postęp o 100–200 metrów dziennie, walka dronów, ataki na infrastrukturę po obu stronach. Strategia wyniszczania. (...) Jeśli dyplomacja zawodzi, wojna toczy się w bezwładności. Obie strony są zbyt zaangażowane w konflikt, by go przerwać bez zewnętrznego bodźca - czytamy opis.

W tej sytuacji analitycy obawiają się, że w Rosji narastać będzie “ciche zmęczenie”. Nie przewidują masowych protestów (bo zapobiegają im “siły bezpieczeństwa”), ale narastać będą “alkoholizm, depresja, emigracja wykwalifikowanych pracowników” i spadać będzie wskaźnik urodzeń. Spadać będzie też poparcie dla władz. Analityc porównują to do zapaści przed rozpadem ZSRR. Z kolei dla Ukrainy byłaby to “katastrofa humanitarna”, “osiem milionów uchodźców za granicą, sześć milionów uchodźców wewnętrznych”. Poza tym “załamanie demograficzne – spadek wskaźnika urodzeń” i “utrata całego pokolenia mężczyzn w wieku 25-45 lat (mobilizacja + emigracja + ofiary)”.

Na 5 proc. w perspektywie roku-dwóch analitycy ocenili “Pokój na warunkach kompromisowych”, czyli “pełnoprawny traktat pokojowy z wzajemnymi ustępstwami” 

- Rosja zwróci część terytoriów (obwody chersoński i zaporoski, częściowo lub w całości) w zamian za uznanie Krymu i części Donbasu. Ukraina otrzyma gwarancje bezpieczeństwa i drogę do członkostwa w UE. NATO będzie miało moratorium na 15–25 lat - czytamy

Ale to wymagałoby dużych zmian politycznych w Rosji lub na Ukrainie albo w obu krajach; Bardziej prawdopodobna ich zdaniem jest zmiana na Ukrainie. W tym scenariuszu najbardziej realistyczna analitykom wydaje się presja USA i na Moskwę, i na Kijów połączona z presją ekonomiczną Chin na Rosję i UE na Ukrainę. 

Na ledwie 2 proc. w perspektywie 2-3 lat Rosjanie ocenili “pokój na warunkach Europy”, a więc odzyskanie przez Ukrainę integralności terytorialnej (w innym wariancie - pozostawienie tylko statusu Krymu i części Donbasu do negocjacji). Rosja musiałaby “płacić reparacje”. To byłoby możliwe w przypadku załamania gospodarczego w Rosji, klęski militarnej lub dużych zmian politycznych w Rosji, ale to analitycy uznają za “niezwykle mało prawdopodobne”.

Na koniec wymieniają tzw. “dzikie karty” i “czarne łabędzie”, czyli kompletnie niespodziewane zdarzenia. Oceniają prawdopodobieństwo ich zaistnienia i wpłynięcia na wojnę na 5 proc. w nieodgadnionej perspektywie.

Wymieniają jako przykłady “eskalację jądrową” - Rosja używa taktycznej broni jądrowej, by przekonać Zachód, że “dalsze wsparcie dla Ukrainy doprowadzi do apokalipsy”. Inny to “Nowy Czarnobyl” - “wypadek lub celowy atak na obiekt jądrowy” jak elektrownia jądrowa w Zaporożu, sarkofag w Czarnobylu czy składowiska wypalonego paliwa jądrowego. 

- Konsekwencje: skażenie radioaktywne kilku krajów. Natychmiastowe zawieszenie broni pod presją całej społeczności międzynarodowej, w tym Chin. Ewakuacja milionów. Katastrofa humanitarna - czytamy

Analitycy rozważają też “przewrót pałacowy w Rosji” dokonany przez wojsko i służby specjalne , “aby wynegocjować pokój na akceptowalnych warunkach” albo kryzys konstytucyjny na Ukrainie - Zełenski bez mandatu i legitymacji.

centrumeuropy.pl\theins.ru

wtorek, 25 sierpnia 2026



Czy Braun musi martwić się, że przed wyborami wyrośnie mu jakaś konkurencja po skrajnie prawicowej stronie?

— W tej chwili nikt po skrajnie prawicowej stronie nie jest w stanie zagrozić Braunowi — uważa mój kolejny rozmówca, prawicowy polityk. — Jedyne co może zaszkodzić przed wyborami Braunowi to ujawnienie wszystkich agentów i pokemonów na jego listach. Jak dziennikarze zaczną to prześwietlać, to się zacznie — dodaje.

— Żeby było jasne, na sporą część elektoratu Brauna takie rewelacje w żaden sposób nie podziałają. Ale Braun zyskał ostatnio trochę nowego elektoratu, nie tak skrajnie antysystemowego. Ci ludzie są w stanie od niego odejść, jeśli się okaże, że na listach Brauna pojawią się jacyś konkretni wariaci. Tacy wyborcy pójdą albo do Konfederacji, albo do PiS. Dla Brauna to niebezpieczne, bo z 10 proc. poparcia nagle zrobi się sześć — mówi.

Każdy procent się liczy. Braunowi marzy się, by po wyborach być języczkiem u wagi. Chce mieć takie poparcie, by móc szachować i stawiać warunki prawicowej koalicji, której trzonem będą nienawidzący go Jarosław Kaczyński i liderzy Konfederacji, partii, z której został wyrzucony.

Braun jeździ więc po kraju. Organizuje konferencje, udziela wywiadów. Jest aktywny.

Na pierwszy rzut oka aktywna jest też jego partia, Korona. Na jej stronie można przeczytać o przyszłych wydarzeniach: dożynkach, zjazdach kobiet i kolejnych "Kingsach" organizowanych pod hasłem "odzyskajmy niepodległość".

— W Koronie nie ma żadnego planu. Jest tylko jazda od jednego happeningu do drugiego. Tam nie ma żadnych większych przemyśleń, co do kierunku w jakim powinna iść Polska. Są niezłe sondaże i jakoś to leci — słyszę od kolejnego działacza na prawicy.

(...)

— W partii jest tak, że to prezes podsuwa propozycję list wyborczych, ale komitet polityczny Korony musi to zaakceptować. A że w komitecie największe wpływy ma Włodzimierz Skalik, to obaj panowie będą musieli się dogadać. Braun nie ma tu absolutnej władzy — mówi.

Nie pierwszy raz słyszę, że to Skalik (nie Braun) sprawuje rzeczywistą władzę w Koronie. Moi rozmówcy kreślą następujący obraz: Braun jako charyzmatyczny frontman jest potrzebny do generowania zasięgów i wpłat na konta partii — Skalik to człowiek, który trzyma kasę i z tylnego siedzenia decyduje o najważniejszych kwestiach w partii. — Skalik to człowiek kuty na cztery łapy. Bierze pod uwagę różne scenariusze. Braun jest bardzo podejrzliwy — mówi osoba, która doskonale zna obu czołowych polityków Korony.

Włodzimierz Skalik w polityce jest od bardzo dawna - w wyborach 1989 r. jako kandydat Aeroklubu PRL rywalizował i przegrał z kandydatem "Solidarności". Faktem jest, że Skalik później jednak skręcił już w stronę prawicowego świata, zahaczając o Prawo i Sprawiedliwość oraz Ligę Polskich Rodzin.

Ale tak naprawdę polityczną karierę zaczął robić dopiero w Koronie Brauna i zdaniem niektórych jest teraz najważniejszą osobą w otoczeniu lidera "frontu gaśnicowego". Decyduje o partyjnej kasie i ma duże wpływy w Komitecie Politycznym Korony, który ustala najważniejsze sprawy partii.

Na prawicy słyszę też inną narrację: Skalik jest pragmatyczny i jest w stanie dogadać się z każdym. Także z Jarosławem Kaczyńskim może się porozumieć, jeśli po wyborach zajdzie taka potrzeba.

Niektórzy moi rozmówcy twierdzą, że Skalik zrobi to nawet ponad głową Brauna i jeśli mu się to opłaci, to go zdradzi. Inni nie są co do tego przekonani, argumentując, że bez Brauna Skalik politycznie nie istnieje.

Tak czy inaczej, obecnie Skalik i Braun nadają na tych samych falach. Obu politykom współpraca się opłaca, bo Korona cały czas notuje dobre wyniki w sondażach. Kłótnia na najwyższym szczeblu nie jest tu nikomu potrzebna. Zresztą podobnie rzecz ma się u konkurencji Brauna — w Konfederacji, w której do wyborów Bosak i Mentzen, mimo różnic i tarć, będą ze sobą współpracować.

onet.pl


9 kwietnia 1989 roku 35-letni Dmitrij Kisielow zaczął pracować jako korespondent parlamentarny w Telewizji Centralnej ZSRR, dokąd zaprosił go jej redaktor naczelny Eduard Sagałajew. Jednak już w marcu 1991 roku Kisielowa odsunięto od anteny. Powodem było to, że prezenter odmówił odczytania na żywo notatki informacyjnej poświęconej wydarzeniom pod wileńskim ośrodkiem telewizyjnym, gdy radzieckie czołgi i specnaz na rozkaz z Moskwy przystąpiły do szturmu wieży telewizyjnej oraz gmachu litewskiego radia i telewizji, próbując wyprzeć stamtąd zwolenników niepodległości republiki. Wojskowi użyli ostrej amunicji, ładunków wybuchowych i pojazdów opancerzonych przeciwko wielotysięcznemu, bezbronnemu tłumowi. Zginęło 14 obrońców wileńskiego ośrodka telewizyjnego, ponad 700 osób zostało rannych.

Jak później wspominał sam Dmitrij Kisielow, tekst „przygotowany gdzieś na Kremlu" był napisany dość niezdarnie, bez odwołań do źródeł. Twierdzono w nim, że litewscy protestujący, uzbrojeni w metalowe pręty, napadli na funkcjonariuszy organów ścigania.

– Wydało mi się, że to zwyczajna zmyślona historia, bo nie było tam ani jednego nazwiska, brakowało szczegółów, które budują poczucie wiarygodności, nie podano czasu ani tras –  słowem, nie było żadnych dodatkowych informacji – opowiadał.

Eduard Sagałajew mówił dziennikarce Oldze Saburowej, że młody Kisielow był tubą pierestrojki, zwolennikiem demokracji i zagorzałym orędownikiem obiektywizmu w telewizji. W latach 1994–1997 prowadził program „Okno na Europę", na którego stworzenie otrzymał grant Komisji Europejskiej przeznaczony na wspieranie instytucji demokratycznych w Rosji. Program ukazywał się co miesiąc, a jak wspomina korespondent Nowej Gaziety Aleksandr Miniejew, Komisja Europejska płaciła około 30 tys. dolarów za każdy odcinek.

Dziennikarz Dmitrij Gubin, którego z Kisielowem łączyła 25-letnia przyjaźń, twierdził, że we wczesnych latach swojej telewizyjnej kariery Kisielow jednoznacznie występował przeciwko cenzurze i zniekształcaniu informacji na żądanie oficjalnej władzy. Tego samego uczył młodzież w niezależnej Szkole Mistrzostwa Dziennikarskiego „Internews".

– Uważał, że lepiej się powiesić, niż być propagandystą. Uczył, żeby się nie uginać, a sam nie tyle się ugiął – złożył się jak scyzoryk  –  mówił Dmitrij Gubin.

W 2000 roku Dmitrij Kisielow przyjechał na Ukrainę, by pracować jako redaktor naczelny serwisu informacyjnego ICTV. Dziennik Kommiersant pisał wówczas, że prezenter bierze lekcje ukraińskiego, a na jego wizytówce widnieje pisane z ukraińska imię i nazwisko: „Dmytro Kyselow". Co więcej, gazeta odnotowywała, że był zadowolony z „europejskiego wyboru Ukrainy".

– Na Ukrainie nie było i nie ma wojny — w odróżnieniu od Rosji, gdzie dziesiątki tysięcy ludzi giną w Czeczenii. Zabija się ich bez liku, bo nikt nie potrafi podać dokładnej liczby ofiar wśród ludności cywilnej. W Moskwie to normalne, że przy wejściu do Ostankina stoi dwóch ludzi z kałasznikowami i w kamizelkach kuloodpornych. To tworzy pewną aurę. Tutaj, na Ukrainie, nie ma tego zupełnie. Ludzie spokojnie chodzą po ulicach – opowiadał w 2002 roku.

Mówiąc o Rosji, wspominał również o „chorobie", która tkwi w społeczeństwie. Zdaniem prezentera została ona ukształtowana przez imperialny ustrój państwowy, który zmuszał ludzi do oddawania za niego życia.

– A tam [w Rosji – od red.] to przerośnięte poczucie jest dodatkowo obciążone poczuciem wielkości – mówił Dmitrij Kisielow.

Jednak już dwa lata później, w 2004 roku, pracownicy ICTV wyrazili Kisielowowi wotum nieufności i oskarżyli go o zniekształcanie wiadomości na tle kampanii prezydenckiej Wiktora Janukowycza. Zdaniem samego prezentera to właśnie na Ukrainie doszło do jego „ewolucji" i zmiany poglądów.

Stało się to po tym, jak Kisielow na własne oczy zobaczył „pomarańczową rewolucję". Tak nazwał serię pokojowych protestów, które wybuchły po sfałszowaniu wyników wyborów prezydenckich. Pierwotnie zwycięstwo odniósł wówczas Wiktor Janukowycz, ale w rezultacie Sąd Najwyższy Ukrainy zarządził ponowne głosowanie i prezydentem został opozycjonista Wiktor Juszczenko.

Latem 2008 roku Kisielow został zastępcą dyrektora generalnego WGTRK. Tam we wrześniu 2012 roku zaczął prowadzić program informacyjno-analityczny „Wiesti niedieli" w telewizji Rossija-1.

Już rok później, relacjonując wydarzenia Euromajdanu na Ukrainie, „Wiesti niedieli" dokonały oczywistej manipulacji faktami. W materiale o protestach z 30 listopada i 1 grudnia zamieniono chronologię wydarzeń tak, by rozpędzenie pokojowego Majdanu wyglądało na następstwo późniejszych starć pod administracją prezydenta. Choć było dokładnie na odwrót. 13 lutego 2014 roku rosyjska społeczna komisja ds. skarg na prasę wydała orzeczenie nr 98.

Stwierdzono w nim, że materiał Dmitrija Kisielowa „Ukraińskie wiece" w programie „Wiesti niedieli" z 8 grudnia 2013 roku zniekształca fakty, narusza chronologię protestów na Euromajdanie i było robione dla celów czysto propagandowych.

(...)

Pod kierownictwem Kisielowa w programie zaczęły pojawiać się ewidentne fejki. W wydaniu programu „Wiesti niedieli" z 24 kwietnia 2016 roku pokazano podrobiony dokument hauptsturmführera SS z dywizji „Galizien". Po zdemaskowaniu Kisielow przyznał, że to fałszywka, ale sprostowanie błędu przekuł w kolejne oskarżenie Ukrainy o udział w wojnie po stronie nazistowskich Niemiec.

W tym samym roku francuski Canal+ w programie Le Petit Journal wykrył, że bohaterowie reportażu „Wiesti niedieli" mówią zupełnie co innego, niż przypisano im w rosyjskim tłumaczeniu. Autor programu Yann Barthès zwracał uwagę, że przez mniej więcej połowę czasu w sześciominutowym materiale „Wiesti" pokazuje się protestujących przeciwko reformie prawa pracy, a nie przeciwko UE.

Francuscy dziennikarze odnaleźli też wszystkich bohaterów rosyjskiego reportażu, a ci oświadczyli, że ich słowa zostały zniekształcone lub wręcz zmyślone. Przy czym twierdzenia jednej z uczestniczek protestów potwierdzało nagranie z rejestratora, który miała przy sobie w chwili wywiadu dla rosyjskiego dziennikarza. Dmitrij Kisielow zareagował na oskarżenia powściągliwie. W wywiadzie dla gazety Kommiersant oświadczył: „Rzeczywiście czasem przepuszczamy niedoróbki".

Po rozpoczęciu pełnowymiarowej inwazji Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku retoryka wojenna stała się centralnym elementem „Wiesti niedieli". Już w pierwszym wydaniu po 24 lutego Dmitrij Kisielow twierdził, że Zachód „omamił" Ukrainę, urządził tam „krwawy zamach stanu" i „nakierował ją na wojnę z Rosją", a Rosjan i Ukraińców nazywał „podzielonym narodem" przez analogię do powojennych Niemiec.

W wydaniu z 6 marca wprost usprawiedliwiał już deklarowane przez Kreml cele inwazji, porównując „denazyfikację" Ukrainy z denazyfikacją nazistowskich Niemiec: zdaniem Kisielowa taka procedura jest możliwa „tylko przymusowo i tylko w wyniku klęski militarnej" ukraińskich władz.

W innych wydaniach zajęty przez rosyjskie wojska Mariupol nazywano „wyzwolonym od ukraińskich neonazistów", ukraińskich żołnierzy – „bojownikami" i „nazistami", a doniesienia strony ukraińskiej o działaniach rosyjskiej armii systematycznie opisywano jako prowokacje informacyjne: przykładowo wydanie z 17 kwietnia ukazało się z tytułem „Kijów lepi fejki ze wszystkiego jak leci".

(...)

Prowadzący „Wiesti Niedieli” był znany z agresywnej retoryki. I często wygłaszał treści, których wprost nie mógł powiedzieć Kreml. W 2014 r. w szczytowym momencie „kryzysu ukraińskiego” który skończył się aneksją Krymu i zajęciem części Donbasu czołowy rosyjski propagandysta rzucił widzom hipotezę nt. rzekomego pojawienia się siwizny u ówczesnego prezydenta USA Baracka Obamy. 

Prowadzący jeden z głównych programów informacyjnych w rosyjskiej TV Kiseliow stwierdził wtedy, że amerykański polityk przeraził się tym, co usłyszał od Władimira Putina. 

–  Rosja jest jedynym krajem na świecie zdolnym obrócić Stany Zjednoczone w radioaktywny popiół! Nie wiem, czy to przypadek, ale Obama zadzwonił do Putina 21 stycznia, a następnego dnia, dosłownie 22 stycznia, w oficjalnym organie prasowym rosyjskiego rządu ukazał się artykuł, który dość jasno wyjaśnia, jak działa nasz system gwarantowanego odwetu nuklearnego Perimietr. W Stanach Zjednoczonych nazywa się to „Martwą Ręką”. Nawet jeśli wszyscy ludzie na naszych stanowiskach dowodzenia zamilkną po wrogim ataku nuklearnym, niezniszczalny system automatycznie wyśle nasze strategiczne pociski z silosów i okrętów podwodnych we właściwym kierunku – oznajmił Kisielow, pozując na tle grafiki wielkiego grzyba atomowego.

/"Dr Strangelove" Kubricka - red./

centrumeuropy.pl


21 sierpnia Doniecka Obwodowa Administracja Wojskowa nadała Słowiańskowi status terenu aktywnych działań bojowych. Decyzję tę poprzedziło zmasowane bombardowanie tego miasta i Kramatorska 20 sierpnia (zginęła w nim jedna osoba, a 24 zostały ranne), a także osiągnięcie tego samego dnia przez wojska rosyjskie przyległej Mykołajiwki, gdzie zlokalizowana jest Słowiańska Elektrownia Cieplna (od kwietnia br. nieczynna). Rosjanie poczynili też kolejne postępy na szerokim froncie na wschód od obu miast, wciąż nie udaje im się natomiast pogłębić oskrzydlenia aglomeracji od północy, gdzie Ukraińcy skutecznie kontratakują w rejonie Łymanu.


Rosyjskie grupy dywersyjno-rozpoznawcze wkroczyły od wschodu i północnego wschodu do Dobropola w obwodzie donieckim. Według źródeł ukraińskich Rosjanie kierują do Donbasu coraz więcej operatorów bezzałogowców. Liczba dronów FPV atakujących Dobropole i jego okolice osiągnęła 1,2 tys. dziennie, a Drużkiwkę i jej drogi zaopatrzenia – 1,5–2 tys. na dobę.

Siły ukraińskie starają się nie dopuścić do przejęcia przez Rosjan kontroli nad terenami na południe i wschód od Orichiwa w obwodzie zaporoskim, a dzięki prowadzonym kontratakom infiltracja wschodnich rejonów tego miasta zmniejszyła się. Głównymi rejonami walk pozostają sąsiednie Nowodanyliwka i Mała Tokmaczka. Rosjanie poczynili natomiast postępy na północny wschód od Orichiwa, gdzie, jak podają niektóre źródła, przekroczyli rzekę Werchnia Tersa, osiągając leżące na zachód od niej Nowosołoszyne.


(...)

22 i 24 sierpnia agresor przeprowadził zmasowane ataki powietrzne na infrastrukturę energetyczną, przemysłową i transportową obwodu odeskiego. Po pierwszym z nich o znacznych uszkodzeniach kilku obiektów donosił koncern energetyczny DTEK. Odnotowano też zniszczenia infrastruktury portowej w Odessie i Czarnomorsku oraz kolejowej w węzłowej stacji Rozdilna przy granicy z Mołdawią. 24 sierpnia w stolicy obwodu uszkodzone zostały dwa kompleksy handlowe sieci Epicentr, a w Białogrodzie nad Dniestrem zakłady Hemopłastu i składy paliwa. W rozpoczętych wieczorem 23 sierpnia i trwających z przerwami do rana 25 sierpnia atakach na port Piwdennyj doszło do uszkodzenia infrastruktury przeładunkowej, magazynów w terminalu logistycznym, zbiorników z paliwem, tankowca i drobnicowca oraz podstacji zaopatrującej port w energię. 19 sierpnia w dwóch falach ataków na Czarnomorsk trafione zostały zbiorniki z paliwem, infrastruktura portowa oraz drobnicowiec. Ogółem od 18 do 24 sierpnia w rejonie tzw. Wielkiej Odessy uszkodzonych zostało sześć statków. Ponadto rosyjskie bezzałogowce uderzyły w przejścia graniczne z Mołdawią, w rezultacie czego okresowo wstrzymano na nich ruch. 21 sierpnia uszkodzona została infrastruktura przejścia Tabaky–Mirnoe, a 25 sierpnia Wynohradiwka–Vulcănești.

(...)

Ukraińskie drony uderzyły w magazyny firmy Ozon, drugiego pod względem wielkości rosyjskiego sprzedawcy internetowego. W różnym stopniu uszkodzone zostały magazyny i centra logistyczne w Czapajewsku w obwodzie samarskim (22 sierpnia), Orenburgu (23 sierpnia), Drużnym w Adygei, w Niewinnomyssku oraz Tiubie w Dagestanie (24 sierpnia). Ponadto 23 sierpnia doszło do podpalenia magazynu sąsiadującego z obiektem Ozonu w Petersburgu, a dzień później ukraiński dron uderzył w skład materiałów budowlanych w Krasnodarze. Od 17 lipca do 16 sierpnia Ukraińcy atakowali wyłącznie magazyny firmy Wildberries, głównego rosyjskiego sprzedawcy e-commerce, natomiast składy innych właścicieli niszczone były sporadycznie, głównie przez szczątki spadające w rezultacie działań rosyjskiej obrony powietrznej.

Siły ukraińskie kontynuowały ataki na rosyjski sektor paliwowy. Do pożarów doszło na terenie rafinerii: Basznieft-UNPZ w Ufie w Baszkortostanie (19 sierpnia, uderzono w instalację remontowaną po jednym z poprzednich ataków), TANEKO w Niżniekamsku w Tatarstanie (20 sierpnia), Łukoil-Piermnieftieorgsintiez w Permie (21 sierpnia, w rezultacie uszkodzenia jednej z głównych instalacji zakład wstrzymał pracę), w Nowokujbyszewsku w obwodzie samarskim (22 sierpnia) oraz w Afipskim w Kraju Krasnodarskim i Nowoszachtyńsku w obwodzie rostowskim (25 sierpnia, drugi z zakładów ze względu na zniszczenia wstrzymał pracę). Ponadto w Kraju Krasnodarskim wybuchły pożary na terenie terminalu naftowego Tamańnieftiegaz w Wołnie (20 sierpnia) i portu w Jejsku (22 sierpnia, prawdopodobnie trafione zostały zbiorniki z paliwem). Ukraiński Sztab Generalny poinformował także o uszkodzeniu instalacji w Astrachańskich Zakładach Przetwórstwa Gazu oraz ponownym ataku na Kombinat Kamieński w Kamieńsku Szachtyńskim w obwodzie rostowskim, do których doszło 24 sierpnia. Według źródeł agresora Ukraińcy po raz kolejny pobili rekord liczby użytych dronów. 18 sierpnia rosyjski resort obrony (MO FR) zadeklarował unieszkodliwienie w ciągu doby nad Rosją i terenami okupowanymi 1671 bezzałogowców „typu samolotowego”. Równie wysoką liczbę – 1504 – MO FR podało 20 sierpnia, a ponad tysiąc ukraińskich bezzałogowców miało zostać zneutralizowanych także 22 i 23 sierpnia (odpowiednio 1053 i 1120). Ponadto 24 sierpnia Rosjanie mieli zestrzelić – zależnie od źródeł – od 8 do 11 pocisków manewrujących Flamingo (tj. wszystkie użyte).

(...)

24 sierpnia prezydent Zełenski poinformował, że luka w finansowaniu Sił Obrony Ukrainy do końca 2026 r. wynosi 27 mld dolarów. Ministerstwo Obrony miało wykorzystać już środki przewidziane w budżecie do końca roku. Jako możliwe rozwiązania wskazał przyspieszenie wypłaty części europejskiego finansowania kredytowego zaplanowanego na 2027 r. oraz użycie zamrożonych rosyjskich aktywów. Trudno powiedzieć, skąd się wzięła tak wysoka kwota, najprawdopodobniej nie chodzi o realną dziurę w budżecie obronnym. Według opiniotwórczego portalu Ekonomiczna Prawda „bardziej realistycznie” dodatkowe potrzeby finansowania armii są oceniane na 7,2 mld dolarów.

osw.waw.pl

poniedziałek, 24 sierpnia 2026



Putin podpisał 24 sierpnia dekret upoważniający rząd rosyjski do przejmowania rosyjskich “obiektów infrastruktury krytycznej”, które nie chronią odpowiednio swoich aktywów, w tym przed atakami dronów, lub do terminowej renowacji uszkodzonego obiektu. Dekret definiuje “obiekty infrastruktury krytycznej” jako wszelkie obiekty paliwowe, energetyczne, przemysłowe, komunikacyjne, użyteczności publicznej, transportowe lub podstawowe usługi i zasadniczo pozwala Kremlowi przejąć dowolne wybrane przez siebie przedsiębiorstwo, narażając prawie całą infrastrukturę będącą własnością prywatną w Rosji na nacjonalizację. Dekret pozwala rządowi rosyjskiemu przejąć “tymczasowe zarządzanie” krytycznymi obiektami, które mogą zakończyć się jedynie według osobistego uznania Putina, ustalając warunki zajęcia przez Rosję majątku prywatnego na czas nieokreślony. Dekret wyznacza Rosyjską Federalną Agencję Zarządzania Majątkiem Państwowym (Rosimuszczestwo) — podmiot odpowiedzialny za przekazywanie dochodów z rosyjskiego majątku znacjonalizowanego do rosyjskiego budżetu federalnego — jako zarządca wszelkiego majątku zajętego na mocy dekretu. Kreml mógłby również wykorzystać dekret, aby odciążyć nadwyrężoną rosyjską gospodarkę i uniknąć dotowania rosyjskich przedsiębiorstw prywatnych, takich jak Wildberries i Ozon, które ukraińskie ataki poważnie uszkodziły. ISW wielokrotnie oceniało, że Putin coraz bardziej desperacko pragnie pomocy gospodarczej w miarę wzrostu kosztów finansowych wojny na Ukrainie i prawdopodobnie stwarza warunki dla szerszej nacjonalizacji majątku prywatnego w celu wsparcia dochodów państwa.

understandingwar.org

niedziela, 23 sierpnia 2026



Najpierw, jeszcze za rządów PiS, były "dwie wieże". To jedyna afera z czasów PiS, która zahaczała Jarosława Kaczyńskiego bezpośrednio. Kaczyński, wykorzystując majątek powiązanej z PiS spółki Srebrna, próbował zbudować dwuwieżowy drapacz chmur w centrum Warszawy. Chciał zarabiać na wynajmie i finansować dzięki temu inicjatywy polityczne bliskie PiS, co pozwoliłoby omijać limity w finansowaniu partii politycznych i zostawiłoby polityczną konkurencję daleko w tyle.

Do budowy najął austriackiego dewelopera Geralda Birgfellnera, męża swej kuzynki. Szkopuł w tym, że mu nie zapłacił. Birgfellner złożył przeciwko Kaczyńskiemu doniesienie do prokuratury, zarzucając mu oszustwo. W tej wojnie z prezesem PiS i ziobrową prokuraturą Birgfellnera reprezentowali Giertych z Dubois, którzy napsuli Kaczyńskiemu sporo krwi. Dość powiedzieć, że do mediów trafiły nagrania z negocjacji Kaczyńskiego z Birgfellnerem, które pokazały szefa PiS jako twardego biznesmena, który potrafi wykorzystywać swą pozycję do robienia interesów dla partii.

Potem, tuż po zmianie władzy, Giertych w ramach swego castingu dla sygnalistów pozyskał byłego dyrektora Funduszu Sprawiedliwości Tomasza Mraza. Doprowadził do tego, że Mraz został małym świadkiem koronnym i zaczął sypać ziobrystów hurtowo.

Trzecia była afera w Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych — to z kolei skandal otoczenia Mateusza Morawieckiego. Na początku 2025 r. na współpracę z prokuraturą poszedł Paweł Sz. To twórca odzieży patriotycznej "Red is Bad", który dostawał wielomilionowe zlecenia z RARS w ustawionych postępowaniach.

Sympatyzujący z prawicą Szopa zarabiał na pandemii i na wojnie. Zawyżał ceny, podnosił stawki nawet dziesięciokrotnie, jego marże były niebotyczne. Dzięki ekipie Mateusza Morawieckiego Szopa kupił sobie m.in. bmw za milion i siedem mieszkań w Warszawie za gotówkę. Lamborghini za 4 mln zł ostatecznie nie kupił, ale poważnie to rozważał. W sumie jego firmy dostały z RARS pół miliarda. Podsłuchy CBA jeszcze z czasów PiS wskazują na to, że Szopa prowadził farmy internetowych trolli wspomagające otoczenie Morawieckiego.

Adwokatem Pawła Sz. jest Jacek Dubois i to on dopiął z prokuraturą układ o przyznanie mu statusu świadka koronnego w zamian za wyjście z pudła i wsypanie ludzi pana Mateusza.

W przypadku Giertycha i Dubois polityczna jatka jest nawet ważniejsza od prawnego rezultatu prowadzonych spraw. Sprawa "dwóch wież" już za obecnej władzy zakończyła się umorzeniem. Śledztwa w sprawie RARS i Funduszu Sprawiedliwości wciąż trwają i na pewno nie zostaną sfinalizowane do wyborów. Za to polityczne skutki wszystkich tych spraw przyszły szybko. Kaczyński był wzywany przed prokuraturę w sprawie swych planowanych podbojów rynku deweloperskiego, a nagrania z jego przesłuchania wyciekły do mediów. Zdaniem prokuratury, przekazał je Giertych.

W sprawie Funduszu Sprawiedliwości do pudła na kilka miesięcy trafili m.in. ks. Michał Olszewski oraz poseł PiS Dariusz Matecki, których fundacje były beneficjentami sfingowanych przez ziobrystów konkursów w sprawie podziału pieniędzy. Główni bohaterowie Zbigniew Ziobro i Marcin Romanowski salwowali się ucieczką na Węgry, skąd po porażce wyborczej Viktora Orbana musieli wiać dalej, do jego sojuszników. Ziobro uciekł do trumpowskiej Ameryki, zaś zostawiony przez niego na lodzie Romanowski musi na fałszywych papierach ukrywać się w zależnym od Kremla Naddniestrzu.

Co do afery RARS to za kraty trafiła przejściowo grupa ludzi Morawieckiego, w tym Anna W., była szefowa biura premiera. Zaś bliski, wieloletni współpracownik Morawieckiego, szef RARS Michał Kuczmierowski, musiał się salwować ucieczką do Wielkiej Brytanii. Najpierw siedział tam w podłym wiktoriańskim więzieniu, znanym z przemocy i skandali seksualnych, a dziś paraduje po Londynie z opaską na nodze — i broni się przed deportacją, korzystając z pomocy i pieniędzy ludzi Morawieckiego. Swoją drogą — Morawiecki wkrótce sam może usłyszeć zarzuty w sprawie RARS, bo osobiście spotykał się z Szopą w okolicach ważnych przetargów.

onet.pl


Ukraiński obserwator wojskowy Kostiantyn Maszowiec poinformował, że rosyjskie jednostki wysunięte w kierunku słowiańskim posuwają się naprzód przez kilka obszarów taktycznych jednocześnie i dodał, że dowództwo rosyjskiej 3. Armii Połączonych Broni (Południowy Okręg Wojskowy) wzmacnia obecność piechoty szturmowej natychmiast po udanych infiltracjach i konsolidacji pozycji. Maszowiec poinformował, że siły rosyjskie dotarły do południowo-wschodnich obrzeży Pyskuniwki (na wschód od Słowiańska) ze wschodu i północnego wschodu z zajętych pozycji na południowym brzegu Siwerskiego Doniecka, co wskazuje, że siły rosyjskie skonsolidowały pozycje w Zakitne (na północny wschód od Pyskuniwki) i Krywie Luce (na południowy wschód od Pyskuniwki). Maszowiec poinformował, że siły rosyjskie przedostały się także na południowe i południowo-wschodnie obrzeża Mikołajówki (na wschód od Słowiańska) z zachodniej Rai-Oleksandrivki (na wschód od Słowiańska). Siły rosyjskie prawdopodobnie próbują zdobyć Mikołajówkę, aby stworzyć warunki dla przyszłych rosyjskich ataków na Słowiańsk od wschodu, ponieważ ukraińska obrona wstrzymała rosyjskie wysiłki mające na celu natarcie z kierunków Lyman i Jampil na północny wschód. 22 sierpnia ISW zaobserwowało dowody wskazujące, że siły rosyjskie przedostały się na południe od Rai-Oleksandrivki. ISW dodatkowo zaobserwowało 23 sierpnia doniesienia, że siły ukraińskie odparły rosyjską misję infiltracyjną w Mikołajowie. Maszowiec poinformował, że siły rosyjskie przedostały się także przez Markowe i aż do Zapovidne (oba na południowy wschód od Słowiańska) oraz przedostały się przez trzy inne osady wzdłuż autostrady E-40 Bachmut-Słowjańsk, próbując skonsolidować pozycje na zachodnim brzegu Kanału Siwerski Doniec-Donbas i dotrzeć do rzeki Siwerski Doniec na wschód od Słowiańska. Siły rosyjskie prawdopodobnie priorytetowo traktują ataki na południowy brzeg rzeki Siwerski Doniec i z Rai-Oleksandriwka w kierunku Mikołajówki, próbując zdobyć lokalne wyżyny taktyczne i stworzyć korzystniejsze warunki do ofensywy na Słowiańsk, omijając trudny teren i twardą ukraińską obronę na północnym wschodzie. Siły rosyjskie prowadzą zatem podwójny wysiłek taktyczny, aby połączyć elementy działające w pobliżu Krywy Luki i Rai-Oleksandrivka przeprowadzą atak na osadę jednocześnie z dominującego terenu na wschodzie i południu.


Siły rosyjskie na początku ofensywy wiosna-lato 2026 r. nadały priorytet operacjom ofensywnym przeciwko Słowiańskowi od północnego wschodu przez Lyman, ale w dużej mierze zakończyły się niepowodzeniem w tym kierunku. Siły rosyjskie próbowały wcześniej oskrzydlić Słowiańsk od północnego wschodu przez Liman, ale silna ukraińska obrona w połączeniu z trudnym terenem i elementami wodnymi, w tym rzeką Siwerski Doniec, która płynie na północ i północny wschód od Słowiańska i otaczających go kanałów, zagroziła rosyjskim postępom z północnego wschodu. Siły rosyjskie prawdopodobnie postrzegają Mikołajówkę jako główny cel taktyczny, ponieważ jej potencjalne zajęcie ułatwiłoby rosyjskie ataki na zachód w kierunku Słowiańska, omijając trudne elementy terenu kanalizacyjnego. Jest jednak niezwykle mało prawdopodobne, aby siły rosyjskie były w stanie szybko osiągnąć znaczące zyski taktyczne lub operacyjne w kierunku słowiańskim na zachód od Mikołajówki ponieważ siły rosyjskie nadal muszą przejąć więcej osiedli, aby stworzyć warunki dla przyszłych ataków na Słowiańsk z tego kierunku. 



understandingwar.org

sobota, 22 sierpnia 2026



To jest naprawdę niewyobrażalny sukces kremlowskiej propagandy. Nawet pięć lat nie upłynęło od masakry w Buczy. Wciąż na świeżo mam w pamięci zdjęcie zamordowanego poety Maksyma Krywcowa, jak leży w okopie ze swoim rudym kotem. Gdyby chcieć przeczytać imiona i nazwiska wszystkich Ukrainek i Ukraińców, którzy zginęli w tej wojnie, potrzebowalibyśmy kilku dni i nocy pełnych łez. Nawet doba nie minęła od ostatniego nalotu na Kijów. Ruiny domów mieszkalnych jeszcze dymią, służby wciąż mają nadzieję na znalezienie żywych, podczas gdy na progu babcia opłakuje 29-letniego wnuka. Porwane ukraińskie dzieci nie wróciły do domu. Mogłoby się wydawać, że fakty nie pozostawiają cienia wątpliwości: kto kogo zaatakował, kto próbuje się bronić. Kto powstrzymuje najeźdźców, płacąc za to najwyższą cenę.

Pełnoskalowa wojna w Ukrainie ostatecznie odebrała naszej części świata stabilność. To Rosja nam zagraża. I to właśnie okazało się moim zaklęciem, bo za każdym razem, kiedy o tym piszę, to wiem, co będzie dalej: czekam na publikację w internecie, na profilu FB "Newsweeka", odliczam 3, 2, 1, a potem czytam, starając się wyłowić z powodzi komentarzy chociaż kilka takich, które mogłyby mi dać jakąś nadzieję. Jednak dominują autorzy tacy jak (zachowując pisownię oryginalną) Piotr Wielki: "Rosja nie jest wrogiem Polski, to Polska jest wrogiem Rosji"; Niedźwiadek Dawid: "A dlaczego miałby ktoś źle o nich [Rosjanach] mówić, w końcu walczą z nazizmem ukraińskim, skrzętnie zamiatanym pod dywan przez polskojęzyczne media"; Jan Engelgard: "Droga pani, a ileż można mówić źle o Rosjanach, trwa to już 30 lat!"; Janusz Dudziński: "Następna pier…nięta babcia Kasia"; Jacek Bienias: "Ukraińcy to najbardziej niewdzięczny i wredny naród na świecie". Półtora tysiąca komentarzy, w lwiej części właśnie takich, publicznych, bezwstydnych, kłamliwych, nienawistnych, prorosyjskich. Tu nie chodzi o mnie, ja mam skórę nosorożca i umiałam przetrzymać grożenie morderstwem i gwałtem. Tu chodzi o elementarną świadomość, przyzwoitość i instynkt samozachowawczy.

Wiem, że ogromną część tego hejtu generują boty i wynajęte trolle. Łatwo ich poznać, bo mają bardzo świeże konta, mało znajomych, praktycznie żadnej historii. 

onet.pl\Newsweek


W tym samym wywiadzie Władimir Putin poskarżył się na ukraińskie ataki odwetowe na terytorium Rosji, przyznając, że doprowadzają do "strat gospodarczych" w jego kraju. Po chwili podkreślił jednak, że "ostateczny ich rezultat dla wroga okazał się całkowicie przeciwny do oczekiwań" i że "nie doszło do żadnego przełomu".

Reżim kijowski i jego mocodawcy nie mogą uzyskać żadnej przewagi, nie uzyskali jej i nigdy już jej nie uzyskają — stwierdził rosyjski dyktator.

Władimir Putin uważa, że ataki odwetowe Ukrainy "doprowadziły do eskalacji" konfliktu i wynikają z "ambicji kraju niszczonego przez korupcję".

Reżim kijowski postawił sobie za cel wyrządzenie szkody naszej gospodarce. Co zrobił? Sam otworzył tę puszkę Pandory — powiedział Władimir Putin.

Otrzymacie więc odpowiedź wymierzoną w wasze najbardziej newralgiczne gałęzie gospodarki, które, szczerze mówiąc, i tak są już na skraju upadku. Dotyczy to również produkcji rolnej, z której eksportu reżim kijowski czerpie główne dochody — ostrzegł na koniec, zwracając się do Ukrainy.

/Putin ma na myśli ataki na infrastrukturę portową, na Odessę, w celu paraliżu transportu morskiego zboża, Ukraina - analogicznie - stara się uderzać w rosyjski eksport zboża przez Morze Czarne, atakując transportowce dronami - red./

onet.pl\The Moscow Times


Uczynienie zwycięstwa w wojnie z Ukrainą centralnym elementem programu Jednej Rosji stwarza Putinowi warunki do żądania dalszych znaczących poświęceń dla rosyjskiego wysiłku wojennego, domagając się w tym celu “powszechnego” mandatu wyborczego. Takie poświęcenia będą prawdopodobnie obejmować jakąś formę mimowolnego powołania rezerwy i żądania, aby Rosjanie w dalszym ciągu akceptowali skutki ukraińskich ataków dalekiego zasięgu i ogromne straty w celu osiągnięcia minimalnych zysków na linii frontu. Naleganie Putina na uczynienie Jednej Rosji, partii dominującej w Rosji, partią wojenną podkreśla fakt, że nie szuka on wyjścia z Ukrainy i jest niezwykle mało prawdopodobne, aby poszedł na kompromisy na rzecz pokoju, jeśli nie zostanie do tego zmuszony. Jego wysiłki mające na celu zjednoczenie rosyjskiej polityki i społeczeństwa wokół agresywnego ultranacjonalizmu i rewanżyzmu prawdopodobnie przyniosą efekty nawet po opuszczeniu sceny przez samego Putina.

(...)

Putin w dalszym ciągu przygotowuje społeczeństwo rosyjskie na przedłużającą się wojnę na Ukrainie pomimo wolnego postępu na polu bitwy i rosnących strat kadrowych. Putin fałszywie powiedział w wywiadzie, że siły rosyjskie w dalszym ciągu posuwają się we wszystkich kierunkach linii frontu w zwiększonym tempie. Jak wynika z dowodów zaobserwowanych przez ISW, siły rosyjskie faktycznie utraciły dotychczas kontrolę nad 27,09 kilometrami kwadratowymi w sierpniu 2026 r., nie licząc obszarów, do których wojska rosyjskie mogły infiltrować (ale nie kontrolują doktrynalnie). Siły rosyjskie zajęły lub zinfiltrowały dotychczas 8,52 km2 w sierpniu 2026 r. w średnim tempie 0,39 km2 dziennie. Tempo postępu Rosji stale spada od stycznia 2026 r. Raporty Ukraińskiego Sztabu Generalnego dotyczące ofiar rosyjskich wskazują, że siły rosyjskie poniosły około 29.120 ofiar w okresie od 31 lipca do 22 sierpnia 2022 r. – średnio 1074 ofiar na kilometr kwadratowy zajętego terytorium. 

(...)

Prezydent Rosyjskiego Związku Przemysłowców i Przedsiębiorców Aleksander Szochin oświadczył 20 sierpnia, że ukraińskie ataki dronów zmniejszyły rosyjskie zdolności rafinacji ropy naftowej o 25-30 procent oraz zdegradowały produkcję nawozów mineralnych i chemikaliów. Szochin zauważył, że ukraińskie ataki na infrastrukturę logistyczną, taką jak Wildberries, wpływają zarówno na krajowe, jak i eksportowe rynki rosyjskie. Długodystansowa kampania strajkowa Ukrainy znacznie ograniczyła rosyjski eksport morski ropy i zboża oraz moce rafinacji ropy, spowodowała niedobory paliwa i zdegradowała rosyjską produkcję mikroelektroniki. Putin uznał potrzebę ulepszenia rosyjskiego systemu obrony powietrznej i rozszerzenia jego zdolności poprzez koordynację między przedsiębiorstwami państwowymi a przedsiębiorstwami prywatnymi – przyznając, że Rosja nie zapewniła ochrony swojego rozległego terytorium przed ukraińskimi atakami dalekiego zasięgu. Putin próbuje podkreślić swoją świadomość bieżących problemów wewnętrznych zapewniając jednocześnie rosyjską opinię publiczną, że 40-dniowa kampania strajkowa Ukrainy mająca na celu wywarcie presji na Rosję, aby negocjowała, nie przyniosła pożądanego rezultatu.

(...)

Putin powiedział, że propozycje pokojowe Ukrainy i Europy są “egzotyczne” i “nie do przyjęcia” dla Rosji i zauważył, że Rosja będzie uczestniczyć jedynie w negocjacjach odzwierciedlających “realia podstawowe”.

(...)

Źródła rosyjskie w dalszym ciągu wyolbrzymiają rzekome rosyjskie postępy w kierunku Kostyantyniwki, szerząc dezinformację na temat materiałów open source. Geolokalizowany materiał filmowy rosyjskiego milblogera opublikowany 21 sierpnia przedstawia siły rosyjskie ostrzeliwujące ukraińskie pozycje w centrum Kostyantyniwki, ale milblogger twierdził, że materiał filmowy przedstawia siły rosyjskie atakujące ukraińskie pozycje w Oleksijewie-Drużkiwce (na północny zachód od Kostyantyniwki). Rosyjskie dowództwo wojskowe twierdziło, że zajęło Kostiantyniwkę 3 lipca 2026 r., a milbloger prawdopodobnie zaciemnia prawdziwą lokalizację ukraińskich pozycji, aby uniknąć zaprzeczenia temu twierdzeniu i fałszywie przedstawić linię frontu przychylniej siłom rosyjskim. Rosyjska agencja prasowa TASS niedawno fałszywie przedstawiła stare nagrania rosyjskich ataków na siły ukraińskie w Kostiantyniwce i Klebanie-Byku (na południe od Kostiantyniwki i za obecną linią frontu) jako ataki na siły ukraińskie w Oleksijewie-Drużkiwce. Siły rosyjskie stosują różnorodne taktyki informacyjne, w tym przerabiają nagrania, kłamią o miejscach walk i postępach Rosji - a wykorzystywanie nagrań z misji infiltracyjnych do szerzenia dezinformacji na temat obecności Rosji w Oleksijewie-Drużkiwce i innych miejscach na teatrze działań wojennych, (...), jest częścią wysiłków Kremla w zakresie wojny poznawczej, mających na celu wyolbrzymienie rosyjskich zdobyczy.


(...)

Od 11 sierpnia ukraińskie wojsko przestało regularnie informować o liczbie wystrzelonych rosyjskich rakiet i liczbie przechwyconych rakiet. /Prawdopodobnie ze względu na niedobory przeciwrakiet Patriot - red./

understandingwar.org

piątek, 21 sierpnia 2026


Miejscowość ta miała być zajęta przez Rosjan już na samym początku wojny – w marcu 2022 r. Jednak rosyjski minister obrony oficjalnie pogratulował żołnierzom jej oswobodzenia dopiero w listopadzie 2025 r. A miesiąc później… znów raportował o jej zdobyciu. Tym razem samemu Władimirowi Putinowi.

O najnowszym “wyzwoleniu” Małej Tokczmaczki tym razem poinformowały rosyjskie prowojenne kanały na Telegramie. Pierwsze doniesienia o kolejnym zwycięstwie pojawiły się wieczorem w środę. Jako jeden z pierwszych napisał o tym telegramowy kanał rosyjskiego projektu Lost Armour, który specjalizuje się m.in. w liczeniu strat ukraińskiego sprzętu pancernego.

– Żołnierze Zgrupowania Wojsk „Dniepr" oczyścili miejscowość Mała Tokmaczka i prowadzą walki w zabudowie Orichiwa.

Wiadomość podchwyciły też inne wydawnictwa propagandowe. Na przykład Readovka poświęciła jej osobny rozdział w swoim podsumowującym raporcie frontowym z 19 sierpnia, zatytułowany „Mem się skończył". Autor tego serwisu, Michaił Pszenicznikow, twierdzi, że siły zbrojne FR już zajęły Małą Tokmaczkę, prowadzą jej oczyszczanie i wkrótce ogłosi to rosyjskie Ministerstwo Obrony.

Zdobycie miejscowości zasugerował także popularny Z-bloger Boris Rożyn, autor kanału Colonelcassad. Duży telegramowy kanał Wypuskajtie Krakiena Z także oświadczył, że wieś całkowicie oczyszczono z sił ukraińskich i jest ona kontrolowana przez rosyjską armię.

(...)

Oficjalne i nieformalne rosyjskie źródła już nie po raz pierwszy ogłaszają pełną kontrolę nad Małą Tokmaczką. Moża nawet powiedzieć, że ogłaszają ją… regularnie.

Po raz pierwszy oświadczenie rosyjskiego ministerstwa obrony o „wyzwoleniu" Małej Tokmaczki padło na samym początku pełnowymiarowej wojny – 5 marca 2022 roku. Przez kolejne trzy i pół roku rosyjski resort obrony systematycznie informował o uderzeniach w pozycje sił ukraińskich w rejonie tej wsi.

16 listopada 2025 roku rosyjski resort obrony ponownie poinformowało o „zakończeniu wyzwalania" Małej Tokmaczki – tym razem z adnotacją „Pilne". Następnego dnia żołnierzom 42. Gwardyjskiej Dywizji Zmechanizowanej sił zbrojnych FR pogratulował osobiście minister obrony Andriej Biełousow:

– Uczyniliście poważny krok ku zwycięstwu i osiągnięciu celów specjalnej operacji wojskowej. Nie ma wątpliwości, że nastąpią kolejne sukcesy – zapewniał.

Zdobycia Małej Tokmaczki nie potwierdzili wówczas ani ukraińscy, ani niezależni zagraniczni analitycy. Dokładnie miesiąc później, 17 grudnia 2025 roku, przemawiając przed Władimirem Putinem, Biełousow ponownie oświadczył, że rosyjska armia opanowała ukraińską wieś.

Jeszcze częściej o zdobyciu Małej Tokmaczki lub bliskości tego raportowali Z-blogerzy. Na przykład w lipcu 2025 roku pisali o „przełamaniu potężnej obrony sił ukraińskich we wsi Mała Tokmaczka, która broniła się niemal rok". O zdobyciu „większej części wsi" rosyjscy blogerzy informowali potem w styczniu 2026 roku.

Liczba wzmianek o tej niewielkiej miejscowości stała się w rosyjskiej kronice wojennej  tak częsta, że Mała Tokmaczka stała się popularnym memem. Symbolizuje długotrwałe, krwawe i mało skuteczne rosyjskie szturmy, które nie mają większego znaczenia strategicznego.

W maju 2026 roku 118. Samodzielna Brygada Zmechanizowana sił zbrojnych Ukrainy, która od pierwszych miesięcy pełnowymiarowej wojny broni Małej Tokmaczki, trafiła do Księgi Rekordów Ukrainy. Miejscowość ta stała się najdłużej utrzymywanym przez ukraińską armię odcinkiem frontu – walki o nią trwają już ponad półtora tysiąca dni.

Omawiane w kółko zdobywanie Małej Tokmaczki stało się na tyle absurdalne, że zaczęli wyśmiewać je nawet sami propagandyści. Szydzono, że wieś "jest czymś typu Troi albo Verdun", że Rosja zdobędzie "Kijów w trzy dni, a Tokmaczkę w pięć lat" i z samego Rożyna, który "już rok zdobywa Tokmaczkę".

Licząca przed wojną trzy tysiące mieszkańców Mała Tokmaczka to jeden z kluczowych zewnętrznych węzłów obrony miasteczka Orichiw. Obie miejscowości dzieli zaledwie kilka kilometrów. Po zdobyciu wsi Rosjanie od południowego wschodu wyjdą na obrzeża miasta.

Orichiw to ostatnie kontrolowane przez ukraińską armię miasto oddzielające Zaporoże od linii frontu na południowym wschodzie. Odległość między obrzeżami obu miast wynosi około 40 kilometrów. Nawet jednak w razie upadku Orichiwa pokonanie tego dystansu nie będzie dla rosyjskich pododdziałów łatwe. W drodze na Zaporoże muszą przedrzeć się przez kilka dużych wsi i osiedle Komyszuwacha, w którym w chwili pełnoskalowej inwazji sił zbrojnych FR na Ukrainę mieszkało około 5 tysięcy osób.

centrumeuropy.pl