niedziela, 24 maja 2026



Jeżeli rzeczywiście w wyniku negocjacji mających na celu zakończenie konfliktu irańskiego nasi arabscy ​​i muzułmańscy sojusznicy w regionie zgodziliby się przyłączyć do Porozumień Abrahamowych, oznaczałoby to, że porozumienie to byłoby jednym z najbardziej znaczących w historii Bliskiego Wschodu.

Przyłączenie Arabii Saudyjskiej, Kataru i Pakistanu do Porozumień Abrahamowych miałoby nie tylko skutki transformacyjne dla regionu i świata. To genialne posunięcie prezydenta Trumpa.

Do Arabii Saudyjskiej i innych: Nadszedł czas, aby odważnie spojrzeć na przyszłość nowego Bliskiego Wschodu. Oczekuję, że zgodnie z sugestią prezydenta Trumpa faktycznie przyłączycie się do Porozumień Abrahamowych, skutecznie kończąc konflikt arabsko-izraelski. Jeśli odmówicie pójścia tą drogą, jak sugeruje Prezydent Trump, będzie to miało poważne konsekwencje dla naszych przyszłych stosunków i sprawi, że ta propozycja pokojowa będzie nie do przyjęcia. Co więcej, historia uznałaby to za poważny błąd w obliczeniach.

Prezydencie Trump: Nie poddawaj się, jeśli chodzi o zawarcie dobrej umowy z Iranem. Co równie ważne, nie poddawaj się i nalegaj, aby Arabia Saudyjska i inne kraje przyłączyły się do Porozumień Abrahamowych w ramach tych negocjacji.

Powtórzę jeszcze raz: jest to świetna propozycja prezydenta Trumpa.

/The official Twitter feed for United States Senator Lindsey Graham./

x.com/LindseyGrahamSC


Do senatora Lindseya Grahama… Wiadomość z serca Riyadu.

Przeczytaj to uważnie, bo to, co za chwilę usłyszysz, nie będzie kwiecistym oświadczeniem dyplomatycznym, ale prawdą płynącą ze stolicy podejmowania decyzji, która prowadzi świat w kierunku sprawiedliwego pokoju:

Po pierwsze: Królestwo Arabii Saudyjskiej nie potrzebuje od nikogo lekcji „odwagi”. Pamiętajcie, że 22 maja 2026 r. w Riyadzie zainaugurowano historyczną inicjatywę „Międzynarodowa Koalicja na rzecz rozwiązania dwupaństwowego”, skupiającą 165 narodów z całego świata, aby ją poprzeć, rozpoznać i wesprzeć. Taka jest nasza międzynarodowa pozycja i to jest nasza śmiałość, która nie potrzebuje waszego poparcia.

Po drugie: Cały świat darzy Królestwo najwyższym szacunkiem i szacunkiem. Budujemy nasze strategiczne stosunki ze Wschodem i Zachodem, z Pekinem, Moskwą i Waszyngtonem, a także z Unią Europejską, Wielką Brytanią i innymi wpływowymi mocarstwami międzynarodowymi, zgodnie z naszymi interesami narodowymi i naszymi mocnymi zasadami, a nie według niczyich nakazów. A jeśli wydacie oświadczenie łączące kontynuację stosunków lub grożące „poważnymi konsekwencjami”, w ten sposób – w najbardziej rażący sposób – podważacie historyczne strategiczne stosunki między Królestwem a Stanami Zjednoczonymi. Taki wulgarny język jest niestosowny w stosunku do sojuszników i kierujemy go tylko do tych, którzy nie mają pojęcia o pozycji i prestiżu Królestwa.

Po trzecie: Kto zainspirował Cię, abyśmy poprosili nas o przyłączenie się do Porozumień Abrahamowych, jakbyś wyświadczał nam przysługę lub dyktował nasze wybory? Powiedzmy sobie jasno: nasze stanowisko w sprawie palestyńskiej nie jest kartą przetargową i ani groźby, ani zachęty nie mają na to wpływu. Nie będzie pokoju bez ustanowienia niepodległego państwa palestyńskiego ze stolicą we Wschodniej Jerozolimie. Takie stanowisko zadeklarowaliśmy światu i to jest istota naszej inicjatywy, za którą poparło 165 krajów. Jesteśmy po właściwej stronie historii i legitymizacja międzynarodowa jest po naszej stronie.

Po czwarte: Darmowa rada… Zanim zaczniesz grozić i czynić groźby, przyjrzyj się szerszej perspektywie. Królestwo Arabii Saudyjskiej czerpie swoją siłę najpierw od Boga, następnie od swoich mądrych przywódców na przestrzeni wieków, od założyciela, króla Abdulaziza, niech Bóg zmiłuje się nad nim, po Kustosza Dwóch Świętych Meczetów, króla Salmana bin Abdulaziza, i wreszcie od księcia koronnego Mohammeda bin Salmana, który przewodzi tej historycznej transformacji wraz ze swoim lojalnym ludem i wszystkimi wolnymi ludźmi na świecie. Bądźcie pewni, że historia dowodzi, że Riyad nigdy się nie ugiął i nie ugnie się dzisiaj.

Podsumowując: historia zapamięta tych, którzy poprowadzili świat w kierunku sprawiedliwego pokoju, i zapamięta tych, którzy postawili na język gróźb i szantażu i przegrali zakład. Nie oceniaj błędnie sytuacji… znowu.

/Saudyjski użytkownik skupiający się na głębokiej analizie geopolitycznej i prognozowaniu wydarzeń na Bliskim Wschodzie i poza nim, często dzielący się spostrzeżeniami zza kulis z punktu widzenia skoncentrowanego na Riyadzie./

x.com/abdulslam2017


sobota, 23 maja 2026



Mariia Tsiptsiura: - W ostatnich dniach często natrafiam na doniesienia, że sytuacja na froncie wygląda całkiem dobrze. Nawet wczoraj minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha oświadczył, że zbliżamy się do pewnego punktu zwrotnego w wojnie. Chciałabym usłyszeć pańską ekspercką analizę ogólnej sytuacji na froncie i czy rzeczywiście tak jest.

Oleg Żdanow: To bardzo optymistyczne stwierdzenie pana Sybihy — że mamy do czynienia z punktem zwrotnym i że Rosjanie wkrótce wstrzymają ofensywę. Zdecydowanie zbyt optymistyczne. Powiem tak: na chwilę obecną naszym głównym osiągnięciem jest to, że faktycznie zatrzymaliśmy ofensywę wojsk rosyjskich. Skutecznie, ale nie do końca. Niemniej jednak wojska rosyjskie odnoszą częściowe sukcesy na poszczególnych odcinkach kierunków działań operacyjnych. Warto zwrócić uwagę: w ciągu ostatniego półtora tygodnia liczba starć bojowych nie spada poniżej 240 dziennie.

Główne działania wojenne toczą się obecnie na czterech kierunkach. Trzy główne to kierunki: konstantynowski, pokrowski i hulajpolski. Tam rosyjskie wojska dosłownie biją rekordy. Wywierają na nas ogromną presję. A sytuacja naszych sił zbrojnych jest tam bardzo trudna.

Jest jeszcze jeden "zmienny" kierunek — albo północno-słobożański, kurski, albo południowo-słobożański, limanski. Przenoszą siły z jednego kierunku na drugi, próbując rozciągnąć nasze rezerwy i zmusić nas do przeniesienia jak największej liczby sił na południowy wschód kraju.

Są to działania odwracające uwagę i mam nadzieję, że nasz Sztab Generalny to rozumie.

- Czy przy tym straty Rosjan nadal są wysokie?

Tak, choć obecnie liczba tych strat nieco spada. Ale dzieje się tak tylko dlatego, że zmniejszyli liczbę żołnierzy biorących udział w desperackich szturmach. A to, nawiasem mówiąc, powinno nas zaniepokoić.

Skoro wysyłają mniej ludzi do szturmów, to znaczy, że pewną liczbę pozostawiają w rezerwie i gromadzą te rezerwy.

- Czyli mogą przygotowywać wzmocnienie ofensywy?

Tak. Myślę, że taki zryw może nastąpić w drugiej połowie lata — gdzieś w sierpniu. Jeśli mobilizują około 1 tys. ludzi dziennie, to około 500 od razu wysyłają na front, a kolejne 500 pozostawiają w rezerwie. I gromadzą te siły w celu realizacji zadania politycznego, które dosłownie kilka dni temu ponownie potwierdził Putin: całkowite zajęcie Donbasu i uznanie okupowanych terytoriów za rosyjskie — to warunki zakończenia wojny.

Może dojść do eskalacji. Będzie to ostatni zryw w próbie zajęcia Donbasu i zrealizowania przynajmniej jednego punktu z tego, co Putin ogłosił w nocy 24 lutego 2022 r.

(...)

- Czy Putin ma jeszcze jakieś asy w rękawie, którymi mógłby przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę?

Nie. Jedyne, co teraz widzieliśmy, to stary-nowy atut: nuklearna pałka. Kiedy Putin ma kłopoty, wyciąga nuklearną pałkę i zaczyna nią wymachiwać na wszystkie strony. Proszę jednak zwrócić uwagę na reakcję zachodnich służb wywiadowczych: żadna z nich nie poinformowała o przemieszczeniu głowic nuklearnych.

(...)

- W ostatnim czasie wiele mówi się również o zagrożeniu ze strony Białorusi. Na ile jest ono realne?

W ogóle nie rozumiem, po co to się nagłaśnia. Każdy krzyczy: "jutro nastąpi atak z Białorusi". Ale wystarczy zajrzeć do oficjalnych komunikatów Sztabu Generalnego — a tam jest jasno napisane: na kierunkach wołyńskim i poleskim nie obserwuje się formowania grup uderzeniowych.

Kto miałby tam atakować? Łukaszenko z workiem ziemniaków? Nie ma tam żadnych grup uderzeniowych. Mam nadzieję, że nie będziemy przenosić rezerw na granicę z Białorusią. W tej chwili nie ma zagrożenia z tej strony.

onet.pl


Globalna wyprzedaż obligacji grozi podkopaniem rajdu napędzanego dotychczas entuzjazmem wokół sztucznej inteligencji. Ryzyko spadków na rynku akcji jest wysokie – ostrzegają stratedzy banku Morgan Stanley.

„Jeśli rynek obligacji nadal będzie niestabilny, a długoterminowe rentowności będą dalej rosły, możemy spodziewać się pierwszej poważnej korekty cen akcji od czasu, gdy pod koniec marca rynki osiągnęły dołek” – napisali w tym tygodniu w raporcie dla klientów stratedzy Morgan Stanley.

Ich zdaniem, aby rentowności obligacji spadły, konieczne jest trwałe rozwiązanie konfliktu w Iranie.

(...)

W tym tygodniu rentowność 30-letnich obligacji skarbowych USA wzrosła we wtorek do najwyższego poziomu od prawie 19 lat. Nienotowane od kilkunastu i więcej lat poziomy rentowności odnotowuje się również na rynkach obligacji rządowych Europy Zachodniej, Wielkiej Brytanii oraz Japonii.

Jednak te wysokie wskaźniki mogą wzrosnąć jeszcze bardziej – ostrzega Jamie Dimon, szef największego amerykańskiego banku JPMorgan.

– Przeświadczenie niektórych, że rentowności obligacji nigdy nie wzrosną, jest błędne. Firmy takie jak nasza przygotowują się zarówno na ich wzrost, jak i na ich spadek – powiedział Jamie Dimon.

Funkcjonujące w zupełnie odmiennych nastrojach rynki obligacji i akcji znajdują się na kursie kolizyjnym – oceniają analitycy z firmy analiz finansowych BCA Research, zwracając uwagę na wysokie rentowności obligacji i wygórowane ceny akcji.

W tej sprzeczności istnieje tylko jedno rozwiązanie – rentowności obligacji nie spadną, dopóki na rynkach akcji nie dojdzie do poważniejszej wyprzedaży – uważa BCA Research.

(...)

Inwestorzy powinni zapomnieć o marzeniach o dwóch obniżkach stóp procentowych przez Fed – przekonuje gwiazda rynku obligacji Jeffrey Gundlach.

– Moim zdaniem obniżanie stóp jest po prostu niemożliwe, gdy rentowność dwuletnich obligacji skarbowych jest o 50 punktów bazowych wyższa niż stopa procentowa Fedu – twierdzi Jeffrey Gundlach.

Docelowy przedział stóp Fedu wynosi obecnie 3,5–3,75%, podczas gdy rentowność 2-letnich papierów skarbowych oscyluje wokół 4,08%. Rentowności na rynkach obligacji wzrosły z powodu przyspieszającej inflacji, którą napędza wojna w Iranie i zablokowanie Cieśniny Ormuz.

W kwietniu inflacja konsumencka w USA osiągnęła poziom 3,8% i była najwyższa od maja 2023 roku. Modele firmy inwestycyjnej Jeffreya Gundlacha wskazują, że nadchodzący odczyt inflacji w USA będzie miał czwórkę z przodu.

Weteran rynku długu ostrzega, że rynek akcji jest obecnie bardzo przewartościowany.

- Rynek jest bardzo spekulacyjny, ale zyski firm nadal przewyższają oczekiwania. Uważam, że to tylko dodatkowo podsyciło zapał spekulantów – powiedział Jeffrey Gundlach.

Fed musi zrezygnować z planów łagodzenia polityki pieniężnej i zacząć gonić rynek obligacji, na którym wzrosły rentowności, w przeciwnym razie instytucja ryzykuje utratę kontroli nad stopami – ostrzega Yardeni Research.

Na razie członkowie Fedu wciąż prognozują dwie obniżki stóp w tym i przyszłym roku, jednak rynki oczekują, że kolejnym krokiem instytucji będzie podwyżka oprocentowania.

bankier.pl


Ekspert podkreślił, że era, w której armia USA miała reagować głównie na wyzwania terrorystyczne „definitywnie dobiegła końca”.

- W Iraku i w Afganistanie bojówki paramilitarne miały swoje miejsca, w których były okopane i które trzeba było zdobywać. Szczególnie wojska amerykańskie i brytyjskie ponosiły znaczące ofiary w tego typu misjach. Siły zbrojne zostały przekształcone w taki sposób, aby być bardziej przystosowane do tego typu zadań – zaznaczył.

Uznano, że nie ma sensu posiadać dużych dywizji czy korpusów, które będą walczyły wzdłuż jednej linii frontu, ponieważ w Afganistanie teatrem działań był cały kraj - wyjaśnił analityk OSW. Dodał, że rozwijano małe oddziały, które miały mieć jak największą samodzielność. – I ten model działał świetnie – ocenił.

Jednak takie podejście w ostatnich latach uległo zmianie wraz z nowymi zagrożeniami, którym muszą stawiać czoła Siły Zbrojne USA. Dla każdego rodzaju sił zbrojnych opracowano dokumenty określające priorytety ich modernizacji. W wypadku US Army jest to „Army 2030” i „Army Transformation Initiative", które określają przemianę podyktowaną potencjalną wojną z Chinami.

Ten zwrot był długo przygotowywany, ale został ogłoszony publicznie dopiero pod koniec pierwszej kadencji Trumpa w 2021 roku - wyjaśnił Tarociński. Uzupełnił, że chodzi tu o powrót do dywizji jako głównej jednostki taktycznej pola walki, odbudowę roli korpusów i przygotowanie do starcia z przeciwnikiem, który nie będzie ukrywał się z karabinami wśród ludności cywilnej, ale będzie dysponował brygadami i dywizjami pancernymi.

Rozmówca PAP zauważył, że zmiany w Siłach Zbrojnych USA rozpoczęły się na poziomie strategicznym już kilka dekad temu, a więc nie można ich przypisać jednej administracji. Niemniej zarówno pierwsza, jak i druga kadencja Trumpa charakteryzuje się przyspieszeniem wdrażania tych zmian.

Amerykanie są więc w niezwykłym momencie: mają wiele sił przystosowanych już do pełnoskalowego konfliktu, ale też te, które wciąż zachowały charakter z dwóch pierwszych dekad XXI wieku - zauważył analityk OSW.

Zaznaczył, że USA nie mają w planach tworzenia nowych formacji, tylko zreformowania istniejących, a ponieważ priorytetem jest region Indo-Pacyfiku, to traci na tym Europa. Dodał, że według analiz amerykańskich strategów, ponieważ teatrem działań będzie region Indo-Pacyfiku, wojsko musi być przygotowane do operacji na wyspach i w rejonach tropikalnych.

- Wojska Lądowe USA zachowają zdolność transferu pododdziałów wsparcia z tego szczebla dywizyjnego do brygadowego, dzięki czemu, jeżeli nie będzie potrzebne zaangażowanie całej dużej dywizji na wielkim froncie, to nadal będzie możliwe delegowanie pojedynczych brygadowych zespołów bojowych właśnie czy to do Polski, państw bałtyckich, Rumunii, Korei Południowej, gdzie to się dzieje przecież też w formie rotacyjnej – powiedział Tarociński.

Amerykańska piechota w ramach nowych założeń ma być mobilna i przystosowana do walki w wymagających warunkach. W tym celu siły lądowe są w trakcie wprowadzania pojazdu ISV, czyli Infantry Squad Vehicle (ang. Wóz Drużyny Piechoty). - Ten pojazd nie ma drzwi, nie ma okien, nie ma dachu, jest czystą ramą z Chevroleta Colorado. Ma to być modyfikowalny pojazd lekki służący żołnierzom jako taksówka, która szybko ich dowiezie w pobliże przeciwnika – wyliczył analityk.

(...)

PAP


Jeszcze kilka lat temu, pisząc o budzącej przesadne emocje amerykańskiej ustawie 447, miałem problem ze znalezieniem nawet emerytowanych polskich dyplomatów, którzy chcieliby pod własnym nazwiskiem wypowiadać się na temat relacji polsko-izraelskich i polsko-żydowskich.

Panowało bowiem powszechne przekonanie — co istotne: nie wśród antysemitów, których opinie mnie nie interesowały, ale ludzi szczerze przekonanych do dialogu polsko-żydowskiego — że temat ten jest polem minowym. A jakakolwiek krytyczna uwaga z polskiej strony wobec czy to Izraela, czy środowisk żydowskich, jest czymś, co może łamać kariery, zamykać drzwi i uniemożliwiać rozwój.

W efekcie jeszcze kilka lat temu trudno było sobie wyobrazić dowolny wręcz eksces izraelskiego polityka, który spowodowałby objęcie go zakazem wjazdu do naszego kraju. To, że dzisiaj się to stało, jest pochodną dwóch czynników.

Po pierwsze tego, co w swojej doskonałej książce "Rewolucja ambicji" opisał Jakub Dymek. Dymek opisuje głód asertywności i potrzebę narodowej dumy, która niekoniecznie jest powszechnie odczytywana, szczególnie po liberalnej stronie dyskursu. A ta duma stała się immanentną częścią polskiej polityki.

Dymek stwierdza: "Polska przeżyła w ciągu ostatniej dekady potrójną rewolucję: godności, aspiracji i ambicji, która przeorała społeczną wyobraźnię i fundamenty ideologii III RP. Dzięki niej horyzont oczekiwań społecznych rozciąga się dziś bez granic. (…) Całe spektrum opinii od Adriana Zandberga po Rafała Ziemkiewicza domaga się dziś Wielkiej TurboPolski — krzemowej, atomowej, żelaznej. Polski ambitnej jak młody start-upowiec, muskularnej i o twardej szczęce jak z przedwojennego propagandowego plakatu."

(...)

Znacznie ważniejszym aspektem sprawy jest jednak to, że przy okazji sprawy Ben-Gewira widać skutki polityki Binjamina Netanjahu, który uznał, że opinia o Izraelu i tzw. miękka siła (soft power) nie ma żadnego dziś już znaczenia. Liczyć ma się już tylko naga siła.

onet.pl

piątek, 22 maja 2026



Chińczycy od dawna samodzielnie rozwijają swoje własne rozwiązania, a niektóre ich osiągnięcia mogą budzić podziw. Szkoda tylko, że nie mamy zbyt wielu okazji do ich szczegółowego omówienia - w końcu nie da się ukryć, że trudno je dostać i przetestować w porządnych warunkach. Ale niektórym czasem się to udaje. Ekipa Phoronix sprawdziła 12-rdzeniowy procesor Loongson 3B6000 w licznych testach wydajnościowych opartych na Linuksie.

Model 3B6000 posiada 12 rdzeni obsługujących symultaniczną wielowątkowość (SMT2), co przekłada się na 24 wątki. Procesor pracuje z częstotliwością bazową 2,4/2,5 GHz. Chip ten został ulokowany ma platformie micro-ATX 3B6000x1-7A2000x1-EVB z dwoma gniazdami DIMM, jednym gniazdem M.2, dwoma gniazdami PCIe x16 i zaledwie kilkoma portami USB. Taki zestaw został przetestowany przez zespół Phoronix w dziesiątkach testów, w tym w aplikacjach obsługujących AVX-512. Ogólnie rzecz biorąc, chiński układ 3B6000 nie wypadł najlepiej. Zazwyczaj osiągał trzy razy gorsze wyniki niż sześciordzeniowy Ryzen 5 9600X firmy AMD. Omawiana jednostka była w stanie regularnie wyprzedzać jedynie czterordzeniowy procesor ARM z Raspberry Pi 500.

Należy jednak podkreślić, że w niektórych zastosowaniach Loongson 3B6000 wcale nie wypadł źle. Na przykład w C-Ray 2.0 chip dorównał wydajnością Ryzenowi 5 9600X, a w OpenSSL 3.6 zbliżył się do poziomu Intela Core Ultra 5 245K. W QuickSilver 20230818, 3B6000 zdołał nawet nieznacznie przewyższyć Core Ultra 5 245K i osiągnąć wynik porównywalny z Core Ultra 9 285K. Były to jednak tylko wyjątki. Według zapewnień producenta, architektura procesora LA664 chińskiego układu podobno oferuje wydajność IPC równą architekturze Zen 3, ale wydaje się, że bardzo niskie taktowania uniemożliwiają "wskoczenie" na odpowiedni poziom mocy obliczeniowej. Być może jednak w przyszłości będzie lepiej - w końcu zeszłym roku dowiedzieliśmy się, że chiński producent procesorów pracuje nad nową architekturą LA864, która według doniesień ma potencjalnie zapewnić wydajność na poziomie modeli Intel Raptor Lake 13./14. generacji. 

purepc.pl

czwartek, 21 maja 2026



Wtorkowa /19.05.2026 - red./ wieczorna rozmowa dwóch liderów określana jest przez źródła Axios jako "trudna". Trump miał poinformować Netanjahu o "liście intencyjnym", który zamierzają podpisać Stany Zjednoczone i Iran, aby oficjalnie zakończyć wojnę. List miałby rozpocząć 30-dniowe negocjacje dotyczące irańskiego programu nuklearnego i otwarcia cieśniny Ormuz.

Po rozmowie premier Izraela miał być wręcz "spanikowany" możliwością porozumienia z Iranem. Ambasador Izraela w Waszyngtonie miał poinformować amerykańskich urzędników, że rozmowa z Trumpem "bardzo zaniepokoiła i zmartwiła" Netanjahu, który chce kontynuować działania militarne.

onet.pl


Pod koniec 2025 r. władze obwodu omskiego zamknęły poradnię ginekologiczną i przeznaczyły prawie 2 mln rubli (ok. 94 tys. zł) na remont budynku, aby przekazać go Ministerstwu Obrony i otworzyć tam przychodnię dla weteranów wojen, przede wszystkim uczestników inwazji na Ukrainę.

Wcześniej podobny los spotkał miejski szpital położniczy nr 5. W kwietniu 2022 r. pracownicy placówki usłyszeli podczas zebrania, że szpital może zostać wkrótce zamknięty. Niedługo później plotki się potwierdziły, a 11 listopada tego samego roku podmiot prawny placówki został oficjalnie zlikwidowany.

Kilka lat później regionalny minister zdrowia Dmitrij Markiełow tłumaczył zamknięcie porodówki problemami demograficznymi regionu i spadkiem zapotrzebowania na opiekę położniczą.

- Kiedy w szpitalu położniczym zaprojektowanym na setki porodów miesięcznie odbywa się ich wielokrotnie mniej, pojawia się systemowy kryzys jakości — tłumaczył urzędnik dziennikarzom.

Według samych pracowników zamkniętej porodówki nr 5 każdego roku odbywało się tam jednak ok. 2500 porodów.

Szpital położniczy rzeczywiście nie był w najlepszym stanie i wymagał remontu. Najpierw zamknięto go z powodu przebudowy, a potem okazało się, że zamiast porodówki powstanie tam szpital dla weteranów »specjalnej operacji wojskowej« — opowiedział "Nowej Gaziecie" założyciel "Omskiego Zrzeszenia Obywatelskiego" Danił Czebykin.

W 2024 r. na przebudowę i wyposażenie budynku przeznaczono 400 mln rubli z budżetu federalnego (ok. 18 mln 800 tys. zł), a kolejne 500 mln rubli (ok. 23 mln 500 tys. zł) wyłożyły władze obwodu omskiego. Następnie, decyzją premiera Rosji Michaiła Miszustina, przekazano jeszcze 385 mln rubli (ok. 18 mln zł) na dodatkowe wyposażenie szpitala w 513 jednostek sprzętu medycznego.

Na końcowym etapie prac elewację budynku pomalowano w kolory rosyjskiej flagi. W regionalnym Ministerstwie Zdrowia wyjaśniono dziennikarzom, że "placówka ma służyć pomocy medycznej weteranom i uczestnikom specjalnej operacji wojskowej". W listopadzie ubiegłego roku lokalne media poinformowały, że jeden z oddziałów zaczął już przyjmować pierwszych pacjentów.

(...)

Zdaniem aktywisty omscy urzędnicy są bardzo zadowoleni z rozwoju szpitali Ministerstwa Obrony w regionie i aktywnie wspierają kolejne podobne projekty, ponieważ wiążą się one z ogromnym potencjałem korupcyjnym. Po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę wszczęto kilka głośnych spraw karnych dotyczących defraudacji przy realizacji zamówień wojskowych związanych z remontami, budową i wyposażaniem wojskowych szpitali. Według śledczych przy remoncie wojskowego szpitala garnizonowego w Permie zdefraudowano 35 mln rubli (ok. 1 mln 650 tys. zł).

(...)

Była pielęgniarka z Petersburskiego Instytutu Medycyny Ratunkowej im. Dżanelidzego opowiedziała "Nowej Gaziecie", że w ich placówce funkcjonował specjalny oddział dla rannych uczestników inwazji na Ukrainę.

- Nikt nie chce o tym mówić głośno, ale weteranów »specjalnej operacji« jest tak wielu, że wojskowe szpitale nie są już w stanie ich pomieścić — powiedziała kobieta.

Według niej wielu wojskowych pacjentów przeniesiono obecnie do wojskowego szpitala w Siewieromorsku w obwodzie murmańskim, ponieważ "zużyli praktycznie wszystkie antybiotyki i materiały medyczne", które były potrzebne do leczenia cywilnych pacjentów.

- Formalnie finansowanie leczenia wojskowych w placówkach Ministerstwa Zdrowia powinno być odrębne, ale w praktyce zasoby cywilnej ochrony zdrowia coraz częściej wykorzystywane są na potrzeby wojska — wyjaśniła Waleria Wetoszkina.

Jak twierdzi pielęgniarka z instytutu im. Dżanelidzego, przeniesienie rannych do Siewieromorska zostało przyjęte z ulgą zarówno przez personel, jak i pacjentów.

- Kiedy ich wywieźli, cały oddział odetchnął. Robili straszne awantury. Jasne, PTSD robi swoje, ale to przekraczało wszelkie granice: wykupywali alkohol, bez przerwy przyjeżdżały do nich dostawy, śmietniki były pełne pustych butelek, nie słuchali lekarzy ani pielęgniarek… Na całym oddziale unosił się zapach marihuany — opowiedziała kobieta.

(...)

Występując w Dumie Państwowej w lutym 2025 r., minister zdrowia Michaił Muraszko przyznał, że Rosja zmaga się z ogromnym niedoborem personelu medycznego: w kraju brakuje ponad 23 tys. lekarzy oraz 64 tys. pracowników średniego personelu medycznego.

Z powodu kryzysu kadrowego Rosjanie muszą miesiącami czekać na pomoc medyczną — wszyscy poza uczestnikami wojny, którzy od 2023 r. mają być obsługiwani poza kolejnością.

- Na tle zamykania szpitali w mniejszych miejscowościach i niedoborów kadrowych w systemie ochrony zdrowia władze wprowadzają uprzywilejowaną medycynę dla uczestników "specjalnej operacji wojskowej. Ogromna liczba ludzi zostaje praktycznie bez dostępu do leczenia i musi jeździć po pomoc do innych miejscowości albo nawet do samego Omska — powiedział omski aktywista Danił Czebykin.

onet.pl\Nowa Gazieta


Niektórzy obserwatorzy uważają, że jeśli rosyjski przywódca nie znajdzie odpowiedzi na zastój ofensywy i ataki na własnym terytorium do lata, może to oznaczać punkt zwrotny w wojnie. Jednak Moelling /Christian, ekspert do spraw bezpieczeństwa - red./ nie chce jeszcze posuwać się tak daleko.

- Określenie "punkt zwrotny" brzmi jak tytuł filmu przygodowego. Uważam jednak, że nadal mamy do czynienia z wojną na wyczerpanie, w której postępy są milimetrowe — zaznacza.

onet.pl\BILD


W środę rano w Wilnie (stolicy Litwy) uruchomiony został alarm powietrzny. Parlament został ewakuowany, premier i prezydent zostali przeniesieni do bunkra, a ludzie otrzymali na swoje smartfony ostrzeżenie wzywające do szukania schronienia. W tym samym czasie w powietrze wzbiły się myśliwce NATO.

Powodem był dron, który wkroczył do litewskiej przestrzeni powietrznej i zbliżał się do stolicy. Był to pierwszy alarm tej skali w kraju należącym do UE i NATO od czasu, gdy ponad cztery lata temu Rosja zaatakowała całą Ukrainę.

Jakie interesy ma Rosja i dlaczego to się stało właśnie teraz?

Drony nieustannie spadają na Litwę i pozostałe dwa kraje bałtyckie. We wtorek myśliwiec NATO zestrzelił drona nad estońską przestrzenią powietrzną. Na początku maja na Łotwie w pobliżu granicy z Rosją spadły dwa drony, a jeden z nich uderzył w nieczynny magazyn ropy. Incydent ten wywołał kryzys polityczny, którego skutkiem był upadek łotewskiego rządu.

Władze litewskie zakładają, że dron, który spadł w środę rano, pochodzi z Ukrainy i pierwotnie miał zaatakować cel w Rosji — został jednak zepchnięty z kursu przez rosyjskie środki walki elektronicznej. Państwa bałtyckie oceniają te incydenty jako część rosyjskiej wojny hybrydowej.

Niezależnie od tego, czy były to przypadki, czy celowe działania, incydenty te przynoszą Rosji korzyści. Po pierwsze, Moskwa snuje narrację. Kreml próbuje wykorzystać zbłąkane ukraińskie drony do odwrócenia winy. To nie Rosja zagraża regionowi, ale państwa bałtyckie — tak brzmi twierdzenie. Ponieważ udostępniają one Ukrainie swoją przestrzeń powietrzną do ataków na Rosję. Estonia, Łotwa i Litwa odrzuciły tę narrację jako dezinformację.

Moskwa dąży w ten sposób do jasnego celu. Pod koniec marca Kreml zagroził, że Rosja zareaguje, jeśli inne państwa będą wspierać ukraińskie ataki na rosyjskie porty nad Bałtykiem. W skrajnym przypadku, zgodnie z obawami krajów bałtyckich, można by w ten sposób skonstruować pretekst do rosyjskiego ataku.

onet.pl\Die Welt