niedziela, 27 czerwca 2021


Jeżeli chodzi o rozwój przemysłowy, to Japonia przyjęła kurs, który nie ma odpowiednika w historii żadnego z zachodnich krajów. I znowu gra i jej reguły ustalone zostały przez Ich Ekscelencje. Nie tylko zaplanowali oni, ale też zbudowali za rządowe pieniądze gałęzie przemysłu, które uznali za potrzebne. Zorganizowała je i pokierowała nimi państwowa biurokracja. Sprowadzono zagranicznych techników, a Japończyków wysłano na szkolenie za granicę. A kiedy uznano, że przemysł „jest dobrze zorganizowany i przynosi dochody”, rząd przekazał fabryki w prywatne ręce, stopniowo sprzedając je „po śmiesznie niskich cenach” wybranym przedstawicielom kręgów finansowej oligarchii, czyli słynnym zaibatsu, pochodzącym głównie z rodzin Mitsui i Mitsubishi. Japońscy mężowie stanu uznali rozwój przemysłowy kraju za zagadnienie zbyt ważne, by można je było pozostawić jedynie działaniu praw popytu i podaży oraz wolnej przedsiębiorczości. Polityka ta nie miała jednak nic wspólnego z socjalizmem, a z jej owoców skorzystali właśnie zaibatsu. Osiągnięciem Japonii jest to, że dziedziny przemysłu, których rozwój uznano za niezbędny, udało się stworzyć przy stosunkowo niewielu potknięciach i niskich stratach.

W ten sposób Japonia mogła skorygować „przebieg zwykłej drogi rozwoju przez kolejne etapy kapitalistycznej produkcji”. Zamiast rozpocząć od wytwarzania dóbr konsumpcyjnych i przemysłu lekkiego, w Japonii rozwinięto najpierw kluczowe gałęzie przemysłu ciężkiego. Priorytet miały fabryki zbrojeniowe, stocznie, stalownie, kolej, które szybko osiągnęły poziom wysokiej sprawności technicznej. Nie wszystkie przedsiębiorstwa przekazano w ręce prywatne; ogromne zakłady zbrojeniowe pozostawały pod zarządem państwowej biurokracji i były finansowane ze specjalnych funduszy rządowych.

Na tym wielkim obszarze priorytetowych gałęzi przemysłu drobny kupiec lub zarządca, który nie był urzędnikiem, nie miał „właściwego miejsca”. W sferze tej działało jedynie państwo oraz wielkie fortuny finansowe cieszące się jego zaufaniem i politycznym poparciem. Niemniej, jak we wszystkich dziedzinach życia w Japonii, także w przemyśle istniały obszary większej swobody. Były gałęzie przemysłu „pozostawione na boku”, które działały przy minimalnych nakładach kapitału, wykorzystując do maksimum tanią siłę roboczą. Przemysł lekki mógł obejść się bez nowoczesnych technologii i tak też się stało. Działa on na zasadzie przydomowych warsztatów nakładczych. Drobny wytwórca kupuje surowy materiał i powierza go jakiejś rodzinie lub warsztacikowi zatrudniającemu pięć–sześć osób, następnie odbiera go i powierza innemu warsztatowi, gdzie wykonuje się kolejny etap obróbki, by w końcu sprzedać gotowy towar miejscowemu kupcowi lub na eksport. W latach trzydziestych co najmniej 53 procent ludzi zatrudnionych w przemyśle pracowało w systemie nakładczym w warsztatach zatrudniających mniej niż pięciu robotników. Wielu z tych robotników podlega ochronie zgodnie z dawnymi paternalistycznymi zasadami przyjmowania uczniów do terminu; znaczną ich część stanowią także matki, które w wielkich miastach siedzą w swych domach pochylone nad robotą, z niemowlęciem przywiązanym na plecach.

Ruth Benedict - Chryzantema i miecz

W Stanach Zjednoczonych bez końca dyskutowano nad twardymi i łagodnymi warunkami pokoju. Prawdziwy problem nie polega jednak na rozróżnieniu między twardością i łagodnością. Chodzi o to, by być twardym w stopniu dokładnie wystarczającym, żeby złamać stare, niebezpieczne wzory zachowań agresywnych i określić nowe cele. Środki, które się wybiera, zależą od charakteru narodu oraz od porządku społecznego tradycyjnie przyjętego w danym kraju. Pruski despotyzm, mocno  zakorzeniony zarówno w rodzinie, jak i w codziennym życiu publicznym obywateli, wymaga postawienia Niemcom pewnych określonych warunków pokoju. Mądrze sformułowane instrukcje dotyczące pokoju w Niemczech będą się różnić od dyrektyw dotyczących Japonii. Niemcy nie uważają się, jak Japończycy, za dłużników wobec świata i wieków. Walczą nie po to, by spłacić dług, którego nie da się nawet oszacować, ale żeby samemu nie stać się ofiarą. Ojciec jest autorytarnym władcą i jak każdy, kto zajmuje wyższą pozycję w hierarchii, wymusza szacunek oraz czuje się zagrożony, jeżeli mu się go nie okazuje. W Niemczech każde pokolenie synów buntuje się przeciwko swoim despotycznym ojcom, by ostatecznie się poddać i wieść bezbarwne, nudne życie dorosłych, które przypomina życie ich rodziców. Szczytowym punktem egzystencji pozostaje na całe życie okres Sturm und Drang młodzieńczego buntu.

Prymitywny despotyzm nie jest problemem japońskiej kultury. Ojciec jest osobą traktującą swoje małe dzieci z szacunkiem i czułością, która niemal wszystkim obserwatorom zachodnim wydawała się czymś wyjątkowym w porównaniu z doświadczeniami dzieci w krajach Zachodu. Japońskie dziecko uważa pewien rodzaj koleżeńskiej zażyłości z ojcem za oczywisty i jest z niej otwarcie dumne. Wystarczy więc jedynie nieznaczna zmiana głosu ojca, by dziecko pospieszyło spełnić jego życzenie. Jeśli chodzi o małe dzieci, ojciec japoński nie bywa służbistą, a okres dojrzewania nie jest czasem buntu przeciwko władzy ojcowskiej. To raczej pora, kiedy dzieci stają się odpowiedzialnymi i posłusznymi  przedstawicielami rodziny pod osądzającym spojrzeniem świata. Okazują swoim ojcom szacunek, jak mówią Japończycy, „dla wprawy” albo „żeby się ćwiczyć”, co znaczy, że jako obiekt szacunku ojciec staje się bezosobowym symbolem hierarchii i odpowiedniego życia.

Postawa, której dziecko uczy się dzięki najwcześniejszym doświadczeniom z ojcem, staje się wzorem dla całego japońskiego społeczeństwa. Ludzie, którzy odbierają oznaki najwyższego szacunku ze względu na swoją pozycję w hierarchii, sami zwykle nie dzierżą w rękach arbitralnej władzy. Urzędnicy stojący na czele hierarchii niekoniecznie sprawują rzeczywiste rządy. Poczynając od cesarza, tymi, którzy rzeczywiście coś robią, są ukryci w tle doradcy. Autorem jednego z najcelniejszych porównań opisujących tę cechę japońskiego społeczeństwa był przywódca ultrapatriotycznego stowarzyszenia, który w rozmowie przeprowadzonej na początku lat trzydziestych XX wieku przez reportera tokijskiej gazety wydawanej po angielsku powiedział, mając na myśli Japonię: „Społeczeństwo jest jak trójkąt przyczepiony szpilką za jeden róg”. Innymi słowy, trójkąt leży na stole, widoczny dla wszystkich. Szpilki nie widać. Czasem trójkąt przesuwa się w lewo, czasem w prawo. Porusza się na osi, która nigdy się nie ujawnia. Wszystko robi się w białych rękawiczkach. Dokłada się wszelkich starań, by władza jak najmniej wyglądała na arbitralną, a każdy czyn wydawał się gestem lojalności wobec symbolu, który bez przerwy jest odgradzany od sprawowania władzy. Kiedy Japończykom udaje się zdemaskować rzeczywiste serce władzy, patrzą na nie tak, jak zawsze patrzyli na lichwiarza i na narinkin, uważając ich za wyzyskiwaczy godnych pogardy.

Ruth Benedict - Chryzantema i miecz