czwartek, 26 marca 2026



Do przyjazdu rosyjskiej delegacji doszło na zaproszenie kongresmenki Republikanów Anny Pauliny Luny, znanej z prorosyjskich stanowisk. Polityk poinformowała o spotkaniu za pośrednictwem mediów społecznościowych.

"To dla mnie ogromny zaszczyt spotkać się dziś z delegacją Dumy Państwowej Rosji w Instytucie Pokoju im. Donalda Trumpa. Dalszy dialog między organami ustawodawczymi pozostaje kluczowy i cieszymy się, że wspólnie dążymy do pokoju" — czytamy na platformie X.

"New York Times" podaje, że w skład delegacji weszło troje polityków. Wśród nich znalazł się Wiaczesław Nikonow — wnuk szefa MSZ ZSRR za czasów Stalina, Wiaczesława Mołotowa, który podpisał słynny pakt Ribbentrop-Mołotow, będący bezpośrednią przyczyną wybuchu II wojny światowej i "czwartego rozbioru" Polski.

Grupę uzupełniają: była łyżwiarka i mistrzyni olimpijska Swietłana Żurowa oraz członek komisji spraw zagranicznych Aleksandr Czernyszow. Aby umożliwić im przyjazd, Departament Stanu zawiesił obowiązujące przeciwko nim sankcje.

Amerykańskie władze nie zgodziły się natomiast na wizytę szefa komisji spraw zagranicznych Dumy Leonida Słuckiego. To właśnie Słucki określił charakter wizyty w rozmowie z rosyjskimi mediami państwowymi jako "spotkanie testowe", którego celem jest wzajemne poznanie stanowisk i wysłuchanie argumentów.

Nie ujawniono pełnej listy spotkań zaplanowanych dla rosyjskich deputowanych. Według Radia Wolna Europa ich agenda przewiduje także rozmowy z urzędnikami Departamentu Stanu.

Wizyta parlamentarzystów wpisuje się w szerszy kontekst zmian w polityce sankcyjnej USA wobec Rosji. W ubiegłym tygodniu Departament Skarbu Stanów Zjednoczonych skreślił z listy restrykcji parę Rosjan oraz związaną z nimi firmę zaangażowaną w sprowadzanie elektroniki dla rosyjskiego przemysłu. Przyczyny zdjęcia tych sankcji nie zostały wyjaśnione. Z listy usunięto również obywatela Węgier Imre Lasloczkiego, byłego dyrektora Rosyjsko-Węgierskiego Międzynarodowego Banku Inwestycyjnego, który został objęty sankcjami w kwietniu 2023 r.

PAP


Niemcy byłyby gotowe "zabezpieczać pokój" po ewentualnym zawieszeniu broni w wojnie Izraela i USA z Iranem - powiedział w czwartek niemiecki minister obrony Boris Pistorius. Skrytykował przy tym Stany Zjednoczone za "brak strategii".

- Ta wojna jest katastrofą dla światowych gospodarek. Jej skutki są już teraz widoczne niewiele po ponad dwóch tygodniach - ostrzegł Pistorius w Canberze podczas spotkania z autralijskim ministrem obrony Richardem Marlesem.

Jak dodał, przed wojną "wcześniej nie konsultowano się" z Niemcami. - Nikt nas wcześniej nie pytał, to nie jest nasza wojna i dlatego nie chcemy zostać w nią wciągnięci, mówię to zupełnie jasno - stwierdził.

Pistorius podkreślił, że rozwiązanie dyplomatyczne jest potrzebne "tak szybko, jak to możliwe".

Występując po spotkaniu z Marlesem w National Press Club w australijskiej stolicy polityk SPD skrytykował także podejście USA. - Nie ma strategii, nie ma jasnego celu, a najgorsze z mojego punktu widzenia jest to, że nie ma pomysłu na zakończenie wojny - oświadczył.

Minister obrony zadeklarował, że Niemcy "są gotowe zabezpieczać każdy pokój". Jak doprecyzował, w przypadku zawieszenia broni Berlin będzie rozważać różne formy operacji mających na celu utrzymanie porozumienia, zwłaszcza w kontekście zapewnienia swobody żeglugi przez cieśninę Ormuz.

We wtorek prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeiera stwierdził, że wojna z Iranem jest "politycznie fatalnym błędem". Ocenił też, że atak Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran jest "sprzeczny z prawem międzynarodowym".

Kanclerz Friedrich Merz powstrzymuje się od określenia działań USA i Izraela jako sprzecznych z prawem międzynarodowym. Wzywa natomiast Stany Zjednoczone i Izrael do przedstawienia planu zakończenia wojny z Iranem i podkreśla, że Berlin nie jest zainteresowany "niekończącą się wojną". 

PAP


Pentagon rozważa przekierowanie broni dla Ukrainy na Bliski Wschód, gdyż wojna przeciw Iranowi wyczerpuje zapasy części kluczowej amunicji amerykańskiego wojska - poinformował w czwartek dziennik "Washington Post", powołując się na trzy osoby zorientowane w sprawie.

Choć nie podjęto jeszcze ostatecznej decyzji o przekierowaniu sprzętu, to taka zmiana podejścia wskazywałaby na konieczność pójścia na kompromisy w celu dalszego prowadzenia wojny przeciw Iranowi, gdzie w ciągu niespełna czterech tygodni wojsko amerykańskie uderzyło w ponad 9 tys. celów - podkreśla "WP".

Wśród broni, która mogłaby zostać przekierowana z Ukrainy, są pociski przechwytujące, zamówione w ramach program PURL, czyli mechanizmu NATO umożliwiającego sojusznikom finansowanie zakupu dla Ukrainy broni i amunicji z amerykańskich składów - podały trzy źródła.

Rzecznik Pentagonu zapewnił w oświadczeniu, że ministerstwo wojny "zadba o to, by siły USA oraz naszych sojuszników i partnerów miały to, czego potrzebują do walki i zwycięstwa". Odmówił jednak dalszych komentarzy.

Ambasadorka Ukrainy w USA Olha Stefaniszyna ze swej strony oznajmiła, że jej kraj na bieżąco informuje partnerów o swych potrzebach, w tym w sferze obrony powietrznej, ale zdaje sobie sprawę ze "znacznej niepewności" podczas wojny.

Dodała, że "wszelkie zakłócenia na początku niedawnych operacji na Bliskim Wschodzie zostały uśmierzone".

Przedstawiciel NATO, zapytany o to, czy Sojusz niepokoi się o ewentualne przekierowanie sprzętu USA, napisał w e-mailu, że sojusznicy "nadal uczestniczą w PURL i do Ukrainy stale płynie sprzęt".

Dodał, że od lata ubiegłego roku w ramach tej inicjatywy dostarczono 75 proc. rakiet do baterii Patriot w Ukrainie i niemal całą amunicję wykorzystywaną w innych systemach obrony powietrznej.

Według przedstawiciela władz amerykańskich sojusznicy przeznaczyli na zakupy dla Ukrainy w ramach PURL około 4 mld dolarów.

"WP" pisze, że kraje europejskie obawiają się, iż Waszyngton szybko wykorzysta na Bliskim Wschodzie istniejące zapasy amunicji, co spowoduje opóźnienie zamówionych przez nich dostaw na Ukrainę.

- Amunicja dosłownie pali im się w rękach, powstaje więc pytanie, jak długo będą wywiązywać się z umowy - powiedział jeden z dyplomatów.

Wśród amunicji najbardziej potrzebnej w wojnie przeciw Iranowi są najnowocześniejsze pociski przechwytujące, w tym Patrioty, oraz system THAAD. Armia USA przekazała takie pociski z innych części świata, w tym z Europy i Azji Wschodniej, Centralnemu Dowództwu USA, które odpowiada za operacje na Bliskim Wschodzie. Takich pocisków najbardziej potrzebuje także Ukraina.

Jedna z osób zaznajomionych ze sprawą powiedziała, że według wewnętrznych szacunków Pentagonu dostawy w ramach PURL będą najpewniej kontynuowane, ale w następnych pakietach może zabraknąć środków obrony powietrznej.

- Trwa dyskusja nad tym, jak dużo dać Ukrainie. To rzeczywista debata - powiedziała inna osoba.

Według dwóch przedstawicieli władz USA, Pentagon powiadomił w poniedziałek Kongres, że zamierza przekierować około 750 mln dolarów przekazanych przez kraje NATO w ramach PURL na uzupełnienie zapasów armii amerykańskiej zamiast wysłania dodatkowej pomocy Ukrainie.

Jeden z rozmówców powiedział, że nie ma jasności, czy kraje europejskie uczestniczące w PURL zdają sobie sprawę, jak te fundusze są wydawane. 

PAP


Prezydent USA Donald Trump oświadczył w czwartek, że negocjatorzy z Iranu "błagają o porozumienie", które zakończy trwającą od 28 lutego wojnę przeciw temu państwu. We wpisie na własnej platformie społecznościowej Truth Social zarzucił im zarazem grę na zwłokę i wezwał do szybkiego zawarcia umowy.

Trump określił postawę irańskich negocjatorów mianem dziwnej. Stwierdził, że z jednej strony "błagają o zawarcie umowy", a z drugiej - twierdzą publicznie, że "rozpatrują naszą propozycję". W opinii prezydenta USA, Iran "został militarnie zmieciony z powierzchni ziemi i nie ma szans na powrót".

"Lepiej, żeby szybko podeszli do sprawy poważnie, zanim będzie za późno, bo kiedy to nastąpi, NIE BĘDZIE ODWROTU i nie będzie to nic przyjemnego" - zagroził Trump.

W ostatnich dniach Trump sugerował, że wysłannicy Waszyngtonu negocjują z przedstawicielami irańskich władz warunki zakończenia wojny, a osiągnięcie porozumienia ma być kwestią czasu. W poniedziałek napisał, że oba kraje przeprowadziły "bardzo dobre i produktywne" rozmowy na temat "całkowitego i ostatecznego zakończenia działań wojennych na Bliskim Wschodzie".

W reakcji na ten wpis władze Iranu poinformowały, że nie było żadnych negocjacji, a w środę szef irańskiej dyplomacji Abbas Aragczi ogłosił, że jego państwo zamierza dalej walczyć z Izraelem i USA i po raz kolejny zaprzeczył, by toczyły się rokowania pokojowe. Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt zapowiedziała natomiast, że "jeśli Iran nie zawrze porozumienia i nie zrozumie, że został pokonany, prezydent Trump jest gotowy rozpętać piekło".

(...)

PAP