sobota, 5 sierpnia 2023


Sylwester Ruszkiewicz, Wirtualna Polska: Co się stanie, jeśli ukraińskie społeczeństwo zmęczy się wojną? A może już jest zmęczone, tylko nie mówi o tym głośno?

Nedim Useinow, politolog z Zakładu Islamu Europejskiego na Uniwersytecie Warszawskim: Społeczeństwo jest zmęczone wojną. Ale w razie przegranej Ukraina wraca do orbity wpływów rosyjskich. A to oznacza ciąg dalszy oligarchii, nepotyzmu, korupcji i braku suwerenności. To wbrew naturze większości społeczeństwa ukraińskiego, które już przelało sporo krwi w obronie swojego prozachodniego wyboru. Codziennie widzimy tysiące ludzi gotowych poświęcić życie, żeby nie żyć pod obcym panowaniem, pod butem Putina. Kto jak kto, ale akurat Polacy świetnie to rozumieją.

Przez pryzmat historycznych doświadczeń rozumiemy to dobrze. Pytanie: jak długo naród ukraiński będzie wierzył w sukces?

Jest zmęczenie. Słyszymy, że czasami sił nie ma, by nasz kraj trwał dalej w wojnie. Są głosy, że już wszystko stracone. Ludzie potracili domy, mieszkania i musieli się wynieść ze swojej ojcowizny. Są osoby, które potraciły pracę, nie mają widoków na przyszłość, stracili cały swój dobytek. Ludzie żyją w ciągłym stresie. Ale za tym wszystkim stoi ściana. Jak ludzie spojrzą w tył, to nie ma alternatywy. Mówią więc: zaciskamy zęby i walczymy dalej. Dlatego tak ważna jest postawa wojska i polityków.

Wojna trwa już ponad 500 dni. Jak w kontekście tak długiego konfliktu postrzegana jest ukraińska armia?

Armia działa wzorcowo, broniąc miast i ludzi. Wojsko jest filarem, na którym opiera się poczucie wewnętrznej siły ukraińskiego społeczeństwa. I wiary w to, że przetrwa. Elity polityczne w obecnej sytuacji w mojej ocenie również sobie nieźle radzą, zwłaszcza w tak młodej demokracji jak ukraińska

Nie ma żadnych wątpliwości co do działań obozu władzy?

Są. Jest dużo pytań dotyczących sposobu prowadzenia wojny przez Zełenskiego. Komunikacji i jego działań. Nie wszystko jest transparentne. Ale i w tym przypadku funkcjonuje konsensus wśród elit politycznych i w społeczeństwie. Kontrolować polityków trzeba, żeby – jak to się mówi – szajba nie odbiła. Dotyczy to także Zełenskiego, który musi pamiętać, że społeczny nadzór – mimo wojny – cały czas ma miejsce. Aktywna część społeczeństwa trzyma rękę na pulsie.

Z drugiej strony nie ma ostrej krytyki poczynań prezydenta wśród najważniejszych oponentów politycznych, przynajmniej takiej, do jakiej przyzwyczaiła nas dość impulsywna scena polityczna Ukrainy. Ton walki o względy elektoratu jest mimo wszystko wyważony, z czego i inni mogliby brać przykład.

(...)

W kontekście tego, co się dzieje na froncie, Kijów jest gotowy do rozmów pokojowych?

Kijów będzie rozmawiał, ale na swoich konkretnych warunkach. Wszystko jest wyłożone w formule pokojowej prezydenta Ukrainy. Możemy się tylko spierać, które jej elementy są bardziej realistyczne, a które mniej.

Zawsze jak podchodzimy do negocjacji mamy swoje określone oczekiwania. Nadal nie wiemy, z czym Rosjanie ewentualnie chcieliby usiąść do stołu. Ja bym odwrócił kota ogonem i powiedział, że to Putin nie jest gotowy. Dla Putina wojna jest sytuacją, z której on i jego otoczenie czerpią zyski. Dzięki niej utrzymują się przy władzy i wzbogacają się jeszcze bardziej.

Zapytam inaczej. Putin w swoim propagandowym stylu powiedział ostatnio, że byłby przychylny zawieszeniu broni, ale Rosji przeszkadza kontrofensywa Ukrainy. Jest w ukraińskim narodzie jeszcze coś, co pozwalałoby wierzyć w jakiekolwiek słowo rosyjskiego dyktatora?

Putin na pewno będzie chciał prowadzić wojnę do wyborów prezydenckich w Rosji w 2024 r., bo to mu pomaga odwracać uwagę od innych spraw i mobilizować elektorat. Będzie więc pokazywał wojnę jako swój sukces, by zapewnić sobie i swoim elitom dożywotnią władzę. Do wyborów w Rosji nie będzie żadnych szczerych rozmów pokojowych, które doprowadzą do trwałego zawieszenia broni.

Tak długo jak Putin czuje bierność rosyjskiego społeczeństwa i brak masowego sprzeciwu wobec jego polityki, będzie wojnę kontynuował. Może jednak się przeliczyć, bowiem rozgrywki wewnętrzne – podobne do buntu Grupy Wagnera – mogą spowodować kolejną próbę przewrotu na Kremlu.

Jest pan w stanie sobie dzisiaj wyobrazić, kiedy może zakończyć się wojna?

Moim zdaniem skończy się po spełnieniu któregoś z warunków: usunięcia Putina z Kremla w wyniku buntu pałacowego albo klęski jego armii na polu bitwy. Przy czym zawsze powtarzam, że Kreml kłamał, kłamie i będzie kłamać. Jeśli Moskwa dzisiaj mówi, że jest gotowa do rozmów, to oznacza, że nie chce rozmawiać. Jeśli Kreml mówi, że planuje kontynuować wojnę, bo wszystko jest świetnie i pięknie, to też nie mówi prawdy. Weryfikacja tych wszystkich deklaracji nastąpi, kiedy Putin zostanie przyparty do muru i nie będzie miał możliwości ruchu.

wp.pl

Nocą 4 sierpnia ukraińskie nawodne drony kamikadze zaatakowały rosyjską bazę morską w Noworosyjsku. Jeden z nich uszkodził okręt desantowy „Oleniegorskij Gorniak”, skierowany z Floty Północnej na Morze Czarne do udziału w tzw. specjalnej operacji wojskowej. Akcję miała przeprowadzić SBU we współpracy z Marynarką Wojenną Ukrainy. W tym samym czasie ukraińskie drony miały zaatakować z powietrza obiekty na Krymie, gdzie według części źródeł trafiony został skład paliwa k. Teodozji. Strona rosyjska donosiła o zniszczeniu dwóch dronów w Noworosyjsku i wszystkich 13 na Krymie. Poprzedniego dnia Rosjanie informowali o zestrzeleniu łącznie siedmiu ukraińskich dronów w obwodzie kałuskim FR. 2 sierpnia celem ukraińskiego ataku rakietowego było lotnisko Hwardijśke k. Symferopola, nie potwierdzono jednak żadnych szkód.

2 sierpnia rosyjskie drony kamikadze zaatakowały Izmaił przy ujściu Dunaju, doprowadzając do zniszczeń infrastruktury (m.in. zbiorników z paliwem w jednym z terminali przeładunkowych i elewatora z 40 tys. ton ziarna), a w efekcie wstrzymania pracy portu. Tego samego dnia w Kijowie donoszono o zestrzeleniu ponad 10 dronów (wszystkich użytych przez agresora), upadku odłamków w trzech rejonach miasta i uszkodzeniu czterech budynków. Ukraińskie Dowództwo Sił Powietrznych informowało o zestrzeleniu tego dnia łącznie 23 wrogich dronów Shahed-136/131, a w wieczornym wystąpieniu prezydent Wołodymyr Zełenski podał, że Rosjanie użyli ich 37. Ponadto rakietami z systemów S-300 agresor zaatakował Słowiańsk (na jego obrzeża miało spaść pięć pocisków) oraz Perszotrwanewe w obwodzie charkowskim. Dzień wcześniej celem rosyjskiego uderzenia rakietowego było Tawrijśke w obwodzie zaporoskim, a 3 sierpnia – Awdijiwka, skąd donoszono o uszkodzeniu obiektu przemysłowego. 3 sierpnia Rosjanie mieli także ponowić atak dronami na Kijów. Dowództwo Sił Powietrznych zadeklarowało, że wszystkie 15 Shahed-136/131 zostało zestrzelonych.

Siły rosyjskie miały poczynić nieznaczne postępy na północny wschód od Kupiańska, na pograniczu obwodów ługańskiego i charkowskiego oraz na południowy wschód od Kreminnej. Nie przyniosły zmian kolejne ataki agresora w rejonie Bachmutu, Awdijiwki, Marjinki oraz – o czym informował ukraiński Sztab Generalny – na południe od Wełykiej Nowosiłki. Powodzenia nie przyniosły również kolejne ataki ukraińskie na południe od Orichiwa i na południowy zachód od Bachmutu, a także próby likwidacji rosyjskich przyczółków na zachodnim brzegu rzeki Żerebeć. 2 sierpnia rzecznik Sztabu Generalnego Pawło Kowalczuk informował natomiast o wyparciu sił agresora z pozycji na południe od Awdijiwki. Z kolei 4 sierpnia zastępca dowódcy ukraińskiego operacyjno-strategicznego zgrupowania wojsk Tauryda płk Serhij Kuźmin powiadomił o postępach obrońców w rejonie Wuhłedaru. Poprzedniego dnia Kuźmin przedstawił informację o wojskach rosyjskich na południowym odcinku frontu. Ma tam operować zgrupowanie liczące 150 tys. żołnierzy, którego trzon tworzą jednostki z trzech armii ogólnowojskowych Wschodniego Okręgu Wojskowego (5., 35. i 36.) oraz 58. Armii Ogólnowojskowej Południowego Okręgu Wojskowego.

4 sierpnia rzecznik Dowództwa Sił Powietrznych płk Jurij Ihnat oznajmił, że pod koniec lata rozpocznie się wysyłanie ukraińskich pilotów do państw europejskich „na poważnie szkolenie”. Zaznaczył, że aby opanować F-16, potrzebują oni do sześciu miesięcy.

Prezydent Zełenski 3 sierpnia stwierdził, że od lata ubiegłego roku Rosjanie użyli przeciwko Ukrainie co najmniej 1961 dronów Shahed 136/131, z których większość została zestrzelona przez ukraińską obronę przeciwlotniczą.

3 sierpnia premier Denys Szmyhal poinformował, że utrzymanie Sił Zbrojnych Ukrainy i prowadzenie wojny kosztuje prawie 2 bln hrywien (54 mld dolarów), co przekracza przychody budżetu w czasie pokoju (1,3 bln hrywien). Po 24 lutego 2022 r. Ukraina miała utracić 30% gospodarki i przedsiębiorstw, 3,5 mln miejsc pracy, a jej PKB spadł o 29,5%. Szmyhal podkreślił, że państwo utrzymuje się dzięki wsparciu finansowemu partnerów, grantom i kredytom. Z kolei 4 sierpnia Reuters poinformował, że rosyjskie wydatki budżetowe na cele wojskowe w 2023 r. wyniosły dotychczas ponad 100 mld dolarów i stanowią 37,3% ogółu wydatków. Rosja planowała wydać w br. na obronę 4,98 bln rubli (ponad 52 mld dolarów, 17,1% wydatków budżetu), a tylko w pierwszym półroczu wykorzystała 5,59 bln rubli.

(...)

osw.waw.pl

W czerwcu i lipcu na Ukrainie doszło do ujawnienia szeregu nieprawidłowości i skandali korupcyjnych, świadczących o rosnącym kryzysie na zapleczu walczącej armii. Największy rezonans wywołały afery wokół działalności obwodowych i rejonowych centrów uzupełnień, odpowiadających za przeprowadzenie mobilizacji. Pierwsza z nich związana jest z osobą płk. Jewhena Borysowa, który do końca czerwca kierował obwodowym centrum uzupełnień w Odessie, a od 25 lipca przebywa w areszcie tymczasowym. Według ustaleń dziennikarskiego śledztwa, po wybuchu wojny Borysow kupił m.in. willę i pomieszczenie biurowe w Hiszpanii o łącznej wartości ponad 4 mln euro, które zostały zapisane na jego matkę i żonę. Po ujawnieniu skandalu prezydent Wołodymyr Zełenski zapowiedział zwolnienie Borysowa z zajmowanego stanowiska i nakazał Ministerstwu Obrony utworzenie specjalnych grup roboczych, mających skontrolować pracę wojskowych centrów uzupełnień i majątki ich kierowników.

Efektem tej decyzji były kolejne przeszukania i areszty. 27 lipca zatrzymano szefa obwodowego centrum uzupełnień w Równem, którego oskarżono o pobicie podwładnego i przechowywanie narkotyków. 1 sierpnia policja i prokuratura powiadomiły o wszczęciu śledztwa w sprawie nielegalnego wzbogacenia się przez szefa analogicznej instytucji w Dnieprze, który w trakcie wojny miał wejść w posiadanie kilku samochodów i dwóch mieszkań. Równolegle toczą się śledztwa i dochodzi do aresztowań niższych rangą pracowników centrów uzupełnień, zazwyczaj oskarżanych o przyjmowanie łapówek za zwolnienie z mobilizacji. Według oświadczenia wiceministra obrony gen. Ołeksandra Pawluka z 26 lipca, do grup roboczych badających pracę regionalnych struktur uzupełnień wpłynęło ponad 2300 skarg od obywateli, dotyczących nie tylko przypadków korupcji, lecz także problemów organizacyjnych. 3 sierpnia Zełenski stwierdził, że wstępna weryfikacja działań tych instytucji ujawniła wiele „ohydnych” nadużyć.

Druga kategoria nieprawidłowości obejmuje liczne aspekty życia codziennego i organizacji wojska, a znajduje odbicie w mediach społecznościowych i wypowiedziach wolontariuszy pracujących na rzecz armii. Zwracają oni uwagę na chaotyczny przebieg mobilizacji i złą pracę wojskowych komisji lekarskich, czego efektem jest mobilizacja mężczyzn, których stan zdrowia i kondycja fizyczna często nie pozwalają na pełnienie służby na froncie. Krytyce poddaje się również ilość i jakość wyposażenia indywidualnego wydawanego przez Ministerstwo Obrony, zwłaszcza osobom świeżo zmobilizowanym. W efekcie w wielu aspektach są one uzależnione od zakupów własnych lub pomocy wolontariuszy (chodzi m.in. o apteczki polowe i kamizelki taktyczne).

Komentarz

O skali patologii w strukturach uzupełnień, w tym korupcji, świadczą decyzja o powołaniu specjalnych grup do weryfikacji ich pracy, a także włączenie się głowy państwa do procesu naprawczego. Nagłośniane przypadki łapówkarstwa są tylko częścią kryzysu organizacyjnego, którego rozwiązanie wymaga podjęcia przez Ministerstwo Obrony kompleksowych działań, wykraczających poza antykorupcyjne. Mobilizacja często przebiega w sposób chaotyczny, co w dużym stopniu wynika z wieloletnich zaniedbań w dziedzinie organizacji armii. Wojskowe struktury uzupełnień nie dysponują cyfrowymi bazami danych, zintegrowanymi z cywilnymi rejestrami ludności i pozwalającymi na sprawne przeprowadzenie mobilizacji osób o poszukiwanych specjalnościach wojskowych i zdolnych do pełnienia służby. Nieweryfikowane przez lata rejestry nie pozwalają też na wychwycenie, zintensyfikowanego przez wojnę, wewnętrznego ruchu ludności, przez co lokalne centra uzupełnień nie wiedzą dokładnie, ilu mężczyzn objętych mobilizacją faktycznie mieszka w danym rejonie i jaki odsetek z nich ma doświadczenie służby w armii. Wymusza to stosowanie półśrodków, jak np. wręczanie na ulicach i w zakładach pracy wezwań do stawienia się do centrów uzupełnień w celu uaktualnienia danych osobowych. Nakładają się na to również trudności kadrowe wojskowych struktur mobilizacyjnych, z których duża część oficerów odeszła do nowo formowanych oddziałów liniowych w pierwszych miesiącach wojny.

Problemy organizacyjne wpływają na ewolucję podejścia społeczeństwa do mobilizacji. Wśród części mężczyzn rosną obawy przed wcieleniem do armii, która nie zapewni im należytego wyszkolenia ani wyposażenia, co z kolei pogłębia zjawiska korupcyjne. Wraz z trwającą już prawie półtora roku wojną napływ ochotników maleje, straty zaś rosną, w związku z czym zwiększa się odsetek uzupełnień wysyłanych do brygad liniowych złożonych ze zmobilizowanych 30- i 40-latków, o słabej kondycji fizycznej i niskiej motywacji. Ochotnicy, zwłaszcza najmłodsi, zgłaszają się do służby przede wszystkim do oddziałów uznawanych za elitarne (m.in. wywodzących się ze środowiska „Azowa”: 3. Brygady Szturmowej i Brygady Gwardii Narodowej „Azow”) i innych formacji ochotniczych (np. 67. Brygada Zmechanizowana), a także części brygad formowanych w ramach tzw. gwardii ofensywy. Wszystko to wpływa na zaostrzenie się procesu wewnętrznego podziału armii, gdzie część oddziałów o proweniencji ochotniczej absorbuje coraz mniejszą liczbę ideowych ochotników, a większość brygad liniowych zasilana jest rezerwistami z mobilizacji – coraz mniej wartościowymi pod względem motywacji, wyszkolenia i kondycji fizycznej.

Powyższe problemy, jakkolwiek poważne i dotykające tysięcy żołnierzy objętych mobilizacją, nie przekładają się obecnie na drastyczne obniżenie zdolności bojowej armii ukraińskiej. System mobilizacyjny póki co radzi sobie z uzupełnieniem strat, a w większości brygad wykrystalizował się trzon doświadczonych podoficerów i oficerów, którzy – pomimo rosnącego zmęczenia i trudności – potrafią zorganizować i poprowadzić do boju swoje pododdziały. Dzięki nim w ukraińskich szeregach utrzymują się wysoki duch bojowy i wiara w zwycięstwo, a nieliczne przypadki dezercji czy upadku dyscypliny mają charakter indywidualny. Zarysowujący się kryzys organizacyjny jest jednak faktem, a jego przyczyny są czysto wewnętrzne i nie mogą być wytłumaczone np. niedostateczną pomocą techniczną ze strony Zachodu.

osw.waw.pl