piątek, 5 stycznia 2024



W poniedziałek, 30 października, znany dagestański dziennikarz i aktywista Idris Jusupow obudził się o siódmej rano: funkcjonariusze rosyjskiego Komitetu Śledczego przyszli do niego, by przeszukać mieszkanie i skonfiskować sprzęt elektroniczny i biurowy.

Przed tym, w sobotę i niedzielę, w kilku rosyjskich miastach na Kaukazie miały miejsce antyizraelskie i antyżydowskie protesty: w Karaczajo-Czerkiesji odbył się propalestyński wiec, w Nalczyku nieznani sprawcy podpalili żydowskie centrum kultury, w Dagestanie tłum ludzi zaatakował samolot przewożący pasażerów z Izraela.

Jusupow mówi, że jako dziennikarz wiedział o tym, że jest planowany protest na lotnisku –niemniej jednak był przerażony jego skalą i tym, jak szybko przerodził się w zamieszki. Już wcześniej, 12 października, w odpowiedzi na wezwanie kanału „Poranek Dagestanu” na Telegramie (jedno z najbardziej popularnych źródeł informacji w republice) na lotnisku w Machaczkale grupa młodych mężczyzn „przywitała” samolot z Tel Awiwu z palestyńskimi flagami. Na kolejne wezwanie „Poranku” Jusupow nie zareagował – nie miał zamiaru w niedzielę wieczorem jechać na lotnisko położone 20 km od miasta. – Myślałem, że przyjdą z flagami, plakatami i tyle – mówi. – Zdałem sobie sprawę ze skali, kiedy moi koledzy dziennikarze zaczęli do mnie dzwonić. Wtedy usiadłem przy komputerze i zacząłem oglądać filmy, było mnóstwo materiału.

Tłum ludzi wdarł się na terminal i płytę lotniska, zachęcony napływającymi wiadomościami o uchodźcach z Izraela. Kamienie poleciały w policję, protestujący zatrzymywali samochody, szukając w nich Żydów. Na jednym z filmów słychać głos uczestnika zamieszek: „Sprawdzamy nawet policyjne radiowozy. inszallah [jeśli Bóg pozwoli], znajdziemy ich”.

– Na Telegramie od kilku tygodni pojawiało się sporo fałszywych informacji o tym, że do Republiki Dagestanu ma przybyć 300 tys. Żydów, bo chcą się tu osiedlić. Ludzie nawet nie zastanawiali się, jak miałoby to wyglądać, ile samolotów potrzeba itd., ale zaczęli ostro reagować. Po ataku na Gazę w Dagestańczykach było wiele emocji, ludzie byli zszokowani, oglądali filmy, na których zabijane były kobiety i dzieci – mówi Jusupow. – Było wyraźnie widać, że ktoś podkręca nastroje.

– W poniedziałek po przeszukaniu zostałem doprowadzony jako świadek w sprawie karnej. Zabrali mnie do Komitetu Śledczego i zaczęli zadawać pytania na temat zamieszek na lotnisku. Pytali: czy mam coś wspólnego z organizacją protestu? Powiedziałem: nie mam. Potem zapytali, czy jestem administratorem kanału „Poranek Dagestanu” – nie jestem. Potem zapytali, czy znam człowieka, którego – jak zrozumiałem – podejrzewają o prowadzenie tego kanału. Znałem go, poznaliśmy się wiele lat temu, kiedy studiowałem na uniwersytecie. Wyjechał z Rosji, prawie się nie widzieliśmy. Zabrali cały mój sprzęt elektroniczny, nawet stare dyski z archiwami. Jeszcze ich nie zwrócili, mogą je przetrzymać w Komitecie Śledczym nawet przez rok.

Sprawa odbiła się szerokim echem we wszystkich mediach na świecie – Kreml najprawdopodobniej wymusił działania na miejscowych władzach. Poza Jusupowem policja zatrzymała ok. 300 rzekomych uczestników zamieszek. – Rozpoczęła się ostra reakcja na szczeblu władz republiki, protest potępiono, przywódca Dagestanu wystąpił w telewizji, spotkał się z dziennikarzami i osobami publicznymi. Są sprawy karne i administracyjne. Miejscowa ludność jednak apeluje, aby nie osądzać każdego uczestnika protestu, a jedynie tych, którzy odpowiadają za konkretny rozbój czy przestępstwo – mówi Jusupow.

Władze rosyjskie tradycyjnie obarczyły winą za zamieszki na dagestańskim lotnisku kraje zachodnie i Ukrainę, które miały rzekomo „zorganizować prowokację”. Przywódca Dagestanu Siergiej Mielikow oskarżał „banderowców”, a rzecznik rosyjskiego prezydenta Dmitrij Pieskow mówił o „wpływach zewnętrznych”, w tym informacyjnych.

W związku z tym rodzi się pytanie – czy to nie sam Kreml rękami służb doprowadził do rozruchów?

– Dagestan nie jest regionem, w którym może wydarzyć się coś, na co nie mają wpływu lokalne władze czy bezpieka – uważa Wiaczesław Lichaczow, ekspert kijowskiego Centrum Wolności Obywatelskich (laureat pokojowego Nobla w 2022 roku). – Zwłaszcza jeśli chodzi o setki ludzi, którzy godzinami błąkają się po mieście i nikt nawet nie próbuje ich zatrzymać. To jest bardzo dziwne. Moim zdaniem to pokazuje, że im na to pozwolono. Funkcjonariusze interweniowali dopiero w pewnym momencie, kiedy sytuacja rzeczywiście wymknęła się spod kontroli.

Lichaczow przypomina, że w przeciwieństwie do autorytarnej i całkowicie kontrolowanej Czeczenii Dagestan to republika z bardzo trudnym układem sił, zamieszkana przez kilkadziesiąt narodowości (w tym mieszkających tu od czasów średniowiecza Żydów górskich – ostatnią grupę diaspory żydowskiej). Ale poza tym Dagestan to jedna z biedniejszych i bardziej sfrustrowanych republik.

– W Rosji wydarzenia na taką skalę nie dzieją się oddolnie, nie ma poziomej mobilizacji społeczeństwa. Mamy technologię, która pozwala kanalizować frustrację i niezadowolenie w formie nienawiści do Żydów, do Izraela. Jest to legitymizowane odgórnie i nastąpiło po tym, jak prezydent i inni wysocy urzędnicy pozwolili sobie na antysemickie żarty i poparli Hamas. Rząd tworzył przestrzeń dla „dozwolonego antysemityzmu” – podkreśla Lichaczow.

W jakim więc celu to zrobiono? Po co Kremlowi potrzebny był aż tak wyraźny przejaw antysemityzmu?

– Putinowski reżim kreuje wizerunek obrońcy islamu i buduje przyjaźń z towarzyszami z Hamasu, Iranu i Korei Północnej, toteż obecnie okazuje antysemityzm – kontynuuje Lichaczow. – Mogą to być narzędzia umożliwiające zdobycie popularności w globalnej społeczności niezadowolonych reżimów i grup. Antysemityzm to tanie narzędzie, które można wykorzystać w regionach niedarzących sympatią Zachodu. To może zadziałać.

Denis Sokołow, antropolog i badacz Kaukazu, nie zgadza się z takim traktowaniem: jego zdaniem rękę organizacji protestów przez lokalne władze było widać we wcześniejszych antyizraelskich protestach w Chasawjurcie czy w Nalczyku.

– Były też wypowiedzi przywódcy Czeczenii Ramzana Kadyrowa o zakazie wjazdu Izraelczykom i grożenie tym, którzy ich przyjmą. W tym wszystkim widać miękką siłę rosyjskiego urzędnika. Tępą i nieskuteczną rękę kaukaskiej biurokracji. Ale jeśli chodzi o lotnisko [w Machaczkale], tam zapaliła się iskra, było to dzieło utalentowanego organizatora. Kiedy się zaczęło, urzędnicy po prostu obserwowali te nawoływania w sieci: „No bo co? Jeśli ktoś chce w ten sposób wywrzeć presję na Izraelczyków, to spróbujmy”, myśleli. Biurokracja nie była gotowa na taką siłę organizacyjną i efektywność.

Kanał „Poranek Dagestanu” już wcześniej organizował protesty – przeciwko mobilizacji do wojny w Ukrainie i w innych lokalnych sprawach. Dość aktywnie angażuje się w działalność opozycyjną w Dagestanie, wykorzystując nastroje protestacyjne. „Poranek Dagestanu” śledził na radarze lot, a nawet opracował własny system metafor: na przykład tych „dobrych” Żydów nazywał „Żydami”, a tych „złych” – „jachudami” (w języku arabskim, w mowie potocznej, to wyzwisko). Zdaniem Sokołowa kreatywność, elastyczność i wyczucie nastrojów w republice wskazuje na to, że nie mogły tego zrobić służby czy rosyjscy biurokraci: – Kanał ten w pełni odzwierciedla opinię przeciętnego rosyjskojęzycznego muzułmanina – podkreśla Sokołow.

new.org.pl


Outsourcingowe operacje prowadzone przez Rosjan nie stanowią żadnego novum. Przykładem tego mogą być ustalenia rosyjskojęzycznego portalu śledczego Dossier Center (wraz z DR, Expressen, Le Monde, NRK, Süddeutsche Zeitung, SVT i Westdeutscher Rundfunk) po uzyskaniu dostępu do rosyjskich dokumentów. Wynika z nich, że na początku 2023 roku prowadzono operację mającą na celu spowodowanie sprzeciwu Turcji wobec przyjęcia Szwecji do NATO oraz dyskredytację Ukrainy. Bezpośrednimi wykonawcami było pięciu emigrantów z krajów islamskich, z których dwóch - jak ustalono - studiowało w Petersburgu. Ich działalność polegała m.in. na wykonywaniu szeregu napisów antyislamskich w kilku europejskich stolicach, paleniu tureckich flag w czasie różnego rodzaju protestów społecznych np. przeciwko zmianie ustawy emerytalnej we Francji.

Rosyjski outsourcing obejmuje też bardziej złożone działania. Ujawnione przez The Spectator w lutym 2023 roku informacje dotyczące zatrzymania w Wielkiej Brytanii trójki obywateli Bułgarii pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji i posiadania fałszywych dokumentów tożsamości to kolejny dowód na to, że rosyjski wywiad próbuje dostosować się do zwiększonego ryzyka, stosując nowe metody działania w Europie. Jak podaje The Times, oskarżono ich o udawanie dziennikarzy amerykańskich stacji telewizyjnych po tym, jak Scotland Yard znalazł fałszywe karty prasowe kanałów Discovery i National Geographic, służące jako przykrycie do rozpoznawania celów w Londynie, Niemczech i Czarnogórze. Bułgarzy - według The Telegraph - mieli również dysponować mieszkaniem w północno-zachodnim Londynie, w pobliżu bazy wojskowej RAF w Northolt, z której często korzystają członkowie rządu, zagraniczne głowy państw i rodzina królewska.

W ramach, tzw. wojny hybrydowej (Rosjanie używają pojęcia wojna nowej generacji – przyp. red.) zatarły się granice między podmiotami państwowymi i niepaństwowymi. Analitycy wywiadu zwrócili uwagę na nowe zjawisko występujące w działaniu rosyjskich służb specjalnych, jakim stawało się odchodzenie od rezydentur placówkowych, uplasowanych w ambasadach i „nielegałów” skupionych w głównej mierze na wywiadzie sygnałowym. Wektor ciężkości został przesunięty na rzecz dezinformacji, kreowania postaw i prowokowania konfliktów społecznych, celem destabilizacji i polaryzacji. Prof. David Gioe z Akademii Wojskowej Stanów Zjednoczonych w West Point oraz Jeff Giesea (założyciel The Boyd Institute) określili to mianem „wywiadu hybrydowego” jako zbioru obejmującego, zarówno klasyczny rosyjski wywiad osobowy (HUMINT) wraz z operacjami cybernetycznymi i wojną informacyjną. W praktyce oznacza to wykorzystywanie różnego rodzaju niepaństwowych aktorów do prowadzenia działalności wywiadowczej, uzyskiwania danych osobowych poprzez firmy teleinformatyczne, informatyczne platformy medyczne, parabankowe, instytucje finansowe. Posiadają one niezwykle istotne informacje dla każdego wywiadu dotyczące numerów rachunków bankowych i finansowych i wykonywanych poprzez nie operacji, numerów telefonów, adresów e-mail, posiadanych nieruchomości, zakupów, aktywności na portalach społecznościowych czy stanu zdrowia.

Sam fakt objęcia rosyjskiego biznesu sankcjami nie oznacza, że zbiory tych danych nie znalazły się w posiadaniu rosyjskich służb. W ramach „wywiadu hybrydowego” mieści się również korzystanie z usług przestępczości zorganizowanej do zbierania informacji, kanałów przemytniczych, transferów finansowych, zabójstw na zlecenie i tworzenia firm fasadowych. Natomiast operacje dezinformacyjne i wywiadowcze, prowadzone przez czasami wynajętych a-hoc wykonawców, przy bardzo niskich nakładach mogą przynosić duże efekty.

Pomimo wydalenia wielu rosyjskich dyplomatów, część z nich w dalszym ciągu przebywa w Europie prowadząc działalność wywiadowczą. Rosyjskojęzyczny portal śledczy Dossier Center ustalił, że w rosyjskiej misji przy UE nadal pracują osoby związane z rosyjskim wywiadem. Kieruje nią od ponad roku Kirył Logwinow, który według belgijskiej Państwowej Służby Bezpieczeństwa (VSSE) oraz Służby Wywiadu Ogólnego i Bezpieczeństwa (ADIV) jest oficerem SWR. Europejska Służba Działań Zewnętrznych (unijna służba dyplomatyczna, która prowadzi politykę zagraniczną i bezpieczeństwa UE – przyp. red.), pomimo że jest świadoma zagrożenia, to jednak ze względów dyplomatycznych nie zamierza podejmować zdecydowanych działań w tej sprawie. Według belgijskich źródeł posiadających wiedzę z zakresu bezpieczeństwa narodowego, w ambasadzie Białorusi w Brukseli nadal przebywa kilku funkcjonariuszy wywiadu, zarówno ze służby bezpieczeństwa państwa, jak i wywiadu wojskowego Białorusi.

Także - według ustaleń Radia Swoboda - wielu dyplomatów akredytowanych w Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE), zajmuje się gromadzeniem informacji wywiadowczych i wpływaniem na decyzje tej organizacji na korzyść Rosji.

Europejskim krajem, w którym rosyjscy dyplomaci prowadzący działalność wywiadowczą czują się szczególnie komfortowo, jest Austria. Po rozpoczęciu rosyjskiej wojny na Ukrainie - w porównaniu ze swoimi sąsiadami - wydaliła ona wyjątkowo niewielu rosyjskich szpiegów. Prawodawstwo austriackie nie przewiduje ścigania działalności wywiadowczej, jeżeli nie jest wymierzona przeciwko interesom narodowym. Wynika to z tego, że w Austrii szpiegostwo przeciwko państwu austriackiemu i jego instytucjom uznawane jest za przestępstwo, natomiast szpiegostwo przeciwko innym krajom nie jest jasno zdefiniowane ani karane.

Financial Times zwraca uwagę, że dwukrotnie wstrzymano głosowanie w austriackim parlamencie nad zamianami zakazującymi szpiegostwa „wobec obcego państwa lub organizacji międzynarodowej”. W Wiedniu akredytowanych jest 180 rosyjskich dyplomatów, z czego jedna trzecia ma być na usługach wywiadu. Los Angeles Times cytuje Gustava Gressela, starszego specjalistę ds. polityki w Europejskiej Radzie Stosunków Zagranicznych i byłego oficera armii austriackiej, który twierdzi, że ”Wiedeń jest i zawsze był idealnym centrum szpiegowskim”. Jak dodaje, „jeśli jesteś oficerem rosyjskiego wywiadu i chcesz mieć źródło w Niemczech, po co miałbyś ryzykować, że się z nim tam spotkasz? Zapraszasz tego faceta na wakacje na nartach w Austrii”.

Ciekawym przykładem jest też Szwajcaria, gdzie obecnie przebywa 221 osób oficjalnie akredytowanych jako dyplomaci Federacji Rosyjskiej. Genewa jest siedzibą europejskiej siedziby Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz licznych agencji międzynarodowych. Szwajcaria jest jedynym krajem zachodnim, powołując się na neutralność, który nie usunął żadnych rosyjskich agentów. Zwrócił na to uwagę rosyjski pisarz Michaił Szyszkin (zaciekły krytyk Władimira Putina), przebywający od 1995 roku właśnie w Szwajcarii, który stwierdził, że „Moskwa przenosi do Szwajcarii szpiegów, których wypędziły inne kraje europejskie”. Z kolei Christian Dussey, szef Federalnej Służby Wywiadowczej (FIS) przyznał, że Szwajcaria jest obecnie jednym z krajów będącym „szczególnym celem rosyjskiego wywiadu (…). Spośród 221 osób stacjonujących w Szwajcarii, co najmniej jedna trzecia pracuje dla różnych rosyjskich służb wywiadowczych (…) Zagrożenie dla Szwajcarii ze strony szpiegostwa zagranicznego (głównie rosyjskiego i chińskiego) pozostaje wysokie. W Europie, Szwajcaria jest jednym z państw o największej liczbie oficerów rosyjskiego wywiadu działających pod przykrywką dyplomatyczną, częściowo ze względu na jej rolę gospodarza organizacji międzynarodowych”.

Również Niemcy mają coraz większe problemy z działalnością rosyjskiego wywiadu. FSB już po wybuchu wojny na Ukrainie zwerbowało płk Karstena Linke pełniącego służbę w BND (Federalnej Służby Wywiadu Niemiec – przyp. red.). Z ustaleń Der Spiegel wynika, że szkody wyrządzone BND i jej partnerom przez działalność Linke były prawdopodobnie znacznie poważniejsze, niż przedstawiał to szef służby Bruno Kahl. Rosjanie uzyskali m.in. informację, że BND kontrolowało korespondencje Grupy Wagnera, poprzez dostęp do wewnętrznej aplikacji dla „wagnerowców”. Dowódcy jednostek PMC Wagner podczas walk z armią ukraińską często komunikowali się za pośrednictwem tej aplikacji. „Der Spiegel” pisze, że specjalistom ze służb partnerskich najwyraźniej udało się ją zhakować. Dzięki temu służby zachodnie prawdopodobnie miały szczegółowy obraz strat, taktyki i celów „wagnerowców” na ukraińskim froncie. W efekcie informacji przekazanych przez Linke, Rosjanie zmienili kanał łączności, a niemiecki wywiad stracił dostęp do informacji.

(...)

Nie oznacza jednak, że Rosjanie nie korzystają ze starych metod. Business Insider w swoim tekście na temat rosyjskiego wywiadu cytuje Kevina Riehle, profesora z Uniwersytetu Missisipi w Centrum Studiów nad Wywiadem i Bezpieczeństwem, a zarazem byłego agenta FBI (z 30-letnim stażem) zajmującego się kontrwywiadem, który uważa, że Rosja powraca do starych metod i rozmieszcza agentów „pod fałszywymi tożsamościami” w celu infiltracji Zachodu. Jak twierdzi Riehle „ponieważ nie wyglądają na Rosjan, mogą się przemieszczać bez kontroli, jakiej podlega rosyjski personel dyplomatyczny (…) i od czasu masowego wydalenia rosyjskich dyplomatów w zasadzie pozostali nielegalni, dlatego stali się bardzo istotni”.

Od rozpoczęcia inwazji Rosji na Ukrainę - jaki pisał The Economist - w Europie, od Holandii po Norwegię i od Szwecji po Słowenię, odkryto sieć rosyjskich szpiegów. Wiele z nich miało związek z Ameryk Łacińską, która jak podczas zimnej wojny, pozostaje „odskocznią” dla rosyjskiego wywiadu, prowadzącego stamtąd operacje w USA i Europie. Przykładem jest sprawa Victora Mullera Ferreiry, podającego się za obywatela Brazylii, który przybył do Hagi w kwietniu 2022 r., aby odbyć staż w Międzynarodowym Trybunale Karnym. W rzeczywistości okazało się, że faktycznie nazywa się Siergiej Władimirowicz Czerkasow i jest oficerem GRU pracującym pod fałszywą tożsamością. Został on deportowany do Brazylii, która nie zgodziła się na jego ekstradycje do USA. Także w Norwegii aresztowano José Assisa Giammarię, oficjalnie brazylijskiego naukowca, który w rzeczywistości okazał się również oficerem GRU (Michaił Mikuszyn ). W Słowenii zatrzymano też Marię Mayer i Ludwiga Gischów, argentyńskie małżeństwo, które związane było z SWR.

Portal SpyTalk pisał, że w ostatnich czasie meksykański rząd akredytował 37 nowych dyplomatów do pracy w rosyjskiej ambasadzie, oprócz 49 już tam przebywających. Obecnie, jak wynika z Wykazu Misji Zagranicznych Ministerstwa Spraw Zagranicznych (który nie jest już publicznie dostępny) Rosja ma zdecydowanie największy kontyngent dyplomatyczny - liczący 86 osób - właśnie Meksyku. „Szpiedzy prawie zawsze działają pod przykrywką dyplomatyczną, a Meksyk zawsze był celem numer jeden dla Rosji ze względu na bliskość Stanów Zjednoczonych” – mówi John Feeley, emerytowany ambasador USA specjalizujący się w kwestiach bezpieczeństwa Ameryki Łacińskiej. Jak dodał, „to bardzo dogodne miejsce do szpiegowania Stanów Zjednoczonych. Ich amerykańskie tajne aktywa mogą podróżować jako turyści do Cancun i być przesłuchiwane przez swoich opiekunów, bez nadzoru”.

John Feeley, który w latach 2009–2012 był zastępcą szefa misji i chargé d’affaires w Meksyku stwierdził, że duża liczba rosyjskich dyplomatów w Meksyku „nie ma sensu, jeśli mieliby oni wykonywać tradycyjną pracę dyplomatyczną”. „Po co tylu dyplomatów, po co tak duża ambasada, a tak mało powiązań gospodarczych i turystycznych? Ambasada Rosji od dawna jest ośrodkiem szpiegostwa” - ocenił. Według rządu Meksyku odnotowano też 20-procentowy wzrost liczby obywateli Rosji przybywających w 2022 roku do Cancun. Oficjalnie są to Rosjanie uciekający przed wojną. Są wśród nich samotne kobiety i pary planujące urodzić dzieci, aby mogły ubiegać się o łatwo dostępne meksykańskie dokumenty imigracyjne i paszporty, które pozwolą im podróżować do USA. Uważa się, że nagłe pojawienie się obywateli Rosji w Cancun, to inicjatywa rosyjskich służb wywiadowczych.

(...)

W połowie stycznia 2023 roku - jak podał Associated Press, powołując się na wyciek raportów amerykańskiego wywiadu – zawarta została umowa o współpracy funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Rosji. Jej celem jest przeciwdziałanie działalności wywiadu USA i Wielkiej Brytanii. Według wiedzy uzyskanej na podstawie dokumentu, na który powołuje się agencja AP, „ZEA prawdopodobnie postrzegają współpracę z rosyjskim wywiadem jako szansę na wzmocnienie rosnących więzi między Abu Zabi a Moskwą oraz dywersyfikację partnerstw wywiadowczych w obliczu obaw związanych z wycofaniem się USA z regionu”. Władze Emiratów zaprzeczyły twierdząc, że taki dokument nie istnieje.

Rosja od czasu rozwiązania Grupy Wagnera zrestrukturyzowała też swoje struktury paramilitarne w Afryce, szczególnie w Republice Środkowoafrykańskiej, która w ostatnich latach stała się platformą dla rosyjskich służb wywiadowczych na kontynencie. Obecnie kieruje nimi Denis Władimirowicz Pawłow, kadrowy oficer SWR, który pojawił się tam wrześniu 2023 roku. O jego przybyciu, specjalnym pismem, poinformował władze republiki Siergiej Naryszkin, dyrektor SWR. Informacje takie wynikają ze wspólnego śledztwa opublikowanego w grudniu 2023 roku przez niezależną witrynę śledczą All Eyes on Wagner (AEOW) powiązaną z Radio Swoboda, która ujawniła też nazwiska i zdjęcia niektórych kluczowych rosyjskich osobistości odpowiedzialnych za koordynację działań Rosji w Mali, Burkina Faso i Republice Środkowoafrykańskiej.

Nie bez znaczenia jest fakt, że znaczna cześć oficerów armii państw afrykańskich w dalszym ciągu jest szkolona w Rosji. W Moskiewskiej Akademii Wojskowej Ministerstwa Obrony (szkoły GRU) funkcjonuje wydział przeznaczony dla personelu wojskowego armii zaprzyjaźnionych krajów w tym Kuby, Syrii, Wenezueli, Angoli i Algierii. Putin w 2019 roku przed szczytem Rosja-Afryka, w wywiadzie udzielonym agencji TASS stwierdził, że „tylko w ciągu ostatnich pięciu lat ponad 2500 żołnierzy z krajów afrykańskich ukończyło studia w wojskowych instytucjach edukacyjnych Ministerstwa Obrony Rosji”. Dodał, że praktyka szkolenia personelu wojskowego z krajów afrykańskich, w tym po obniżonych kosztach, lub nawet bezpłatne, cieszyła się dużym zainteresowaniem.

infosecurity24.pl