W poniedziałek, 30 października, znany dagestański dziennikarz i aktywista Idris Jusupow obudził się o siódmej rano: funkcjonariusze rosyjskiego Komitetu Śledczego przyszli do niego, by przeszukać mieszkanie i skonfiskować sprzęt elektroniczny i biurowy.
Przed tym, w sobotę i niedzielę, w kilku rosyjskich miastach na Kaukazie miały miejsce antyizraelskie i antyżydowskie protesty: w Karaczajo-Czerkiesji odbył się propalestyński wiec, w Nalczyku nieznani sprawcy podpalili żydowskie centrum kultury, w Dagestanie tłum ludzi zaatakował samolot przewożący pasażerów z Izraela.
Jusupow mówi, że jako dziennikarz wiedział o tym, że jest planowany protest na lotnisku –niemniej jednak był przerażony jego skalą i tym, jak szybko przerodził się w zamieszki. Już wcześniej, 12 października, w odpowiedzi na wezwanie kanału „Poranek Dagestanu” na Telegramie (jedno z najbardziej popularnych źródeł informacji w republice) na lotnisku w Machaczkale grupa młodych mężczyzn „przywitała” samolot z Tel Awiwu z palestyńskimi flagami. Na kolejne wezwanie „Poranku” Jusupow nie zareagował – nie miał zamiaru w niedzielę wieczorem jechać na lotnisko położone 20 km od miasta. – Myślałem, że przyjdą z flagami, plakatami i tyle – mówi. – Zdałem sobie sprawę ze skali, kiedy moi koledzy dziennikarze zaczęli do mnie dzwonić. Wtedy usiadłem przy komputerze i zacząłem oglądać filmy, było mnóstwo materiału.
Tłum ludzi wdarł się na terminal i płytę lotniska, zachęcony napływającymi wiadomościami o uchodźcach z Izraela. Kamienie poleciały w policję, protestujący zatrzymywali samochody, szukając w nich Żydów. Na jednym z filmów słychać głos uczestnika zamieszek: „Sprawdzamy nawet policyjne radiowozy. inszallah [jeśli Bóg pozwoli], znajdziemy ich”.
– Na Telegramie od kilku tygodni pojawiało się sporo fałszywych informacji o tym, że do Republiki Dagestanu ma przybyć 300 tys. Żydów, bo chcą się tu osiedlić. Ludzie nawet nie zastanawiali się, jak miałoby to wyglądać, ile samolotów potrzeba itd., ale zaczęli ostro reagować. Po ataku na Gazę w Dagestańczykach było wiele emocji, ludzie byli zszokowani, oglądali filmy, na których zabijane były kobiety i dzieci – mówi Jusupow. – Było wyraźnie widać, że ktoś podkręca nastroje.
– W poniedziałek po przeszukaniu zostałem doprowadzony jako świadek w sprawie karnej. Zabrali mnie do Komitetu Śledczego i zaczęli zadawać pytania na temat zamieszek na lotnisku. Pytali: czy mam coś wspólnego z organizacją protestu? Powiedziałem: nie mam. Potem zapytali, czy jestem administratorem kanału „Poranek Dagestanu” – nie jestem. Potem zapytali, czy znam człowieka, którego – jak zrozumiałem – podejrzewają o prowadzenie tego kanału. Znałem go, poznaliśmy się wiele lat temu, kiedy studiowałem na uniwersytecie. Wyjechał z Rosji, prawie się nie widzieliśmy. Zabrali cały mój sprzęt elektroniczny, nawet stare dyski z archiwami. Jeszcze ich nie zwrócili, mogą je przetrzymać w Komitecie Śledczym nawet przez rok.
Sprawa odbiła się szerokim echem we wszystkich mediach na świecie – Kreml najprawdopodobniej wymusił działania na miejscowych władzach. Poza Jusupowem policja zatrzymała ok. 300 rzekomych uczestników zamieszek. – Rozpoczęła się ostra reakcja na szczeblu władz republiki, protest potępiono, przywódca Dagestanu wystąpił w telewizji, spotkał się z dziennikarzami i osobami publicznymi. Są sprawy karne i administracyjne. Miejscowa ludność jednak apeluje, aby nie osądzać każdego uczestnika protestu, a jedynie tych, którzy odpowiadają za konkretny rozbój czy przestępstwo – mówi Jusupow.
Władze rosyjskie tradycyjnie obarczyły winą za zamieszki na dagestańskim lotnisku kraje zachodnie i Ukrainę, które miały rzekomo „zorganizować prowokację”. Przywódca Dagestanu Siergiej Mielikow oskarżał „banderowców”, a rzecznik rosyjskiego prezydenta Dmitrij Pieskow mówił o „wpływach zewnętrznych”, w tym informacyjnych.
W związku z tym rodzi się pytanie – czy to nie sam Kreml rękami służb doprowadził do rozruchów?
– Dagestan nie jest regionem, w którym może wydarzyć się coś, na co nie mają wpływu lokalne władze czy bezpieka – uważa Wiaczesław Lichaczow, ekspert kijowskiego Centrum Wolności Obywatelskich (laureat pokojowego Nobla w 2022 roku). – Zwłaszcza jeśli chodzi o setki ludzi, którzy godzinami błąkają się po mieście i nikt nawet nie próbuje ich zatrzymać. To jest bardzo dziwne. Moim zdaniem to pokazuje, że im na to pozwolono. Funkcjonariusze interweniowali dopiero w pewnym momencie, kiedy sytuacja rzeczywiście wymknęła się spod kontroli.
Lichaczow przypomina, że w przeciwieństwie do autorytarnej i całkowicie kontrolowanej Czeczenii Dagestan to republika z bardzo trudnym układem sił, zamieszkana przez kilkadziesiąt narodowości (w tym mieszkających tu od czasów średniowiecza Żydów górskich – ostatnią grupę diaspory żydowskiej). Ale poza tym Dagestan to jedna z biedniejszych i bardziej sfrustrowanych republik.
– W Rosji wydarzenia na taką skalę nie dzieją się oddolnie, nie ma poziomej mobilizacji społeczeństwa. Mamy technologię, która pozwala kanalizować frustrację i niezadowolenie w formie nienawiści do Żydów, do Izraela. Jest to legitymizowane odgórnie i nastąpiło po tym, jak prezydent i inni wysocy urzędnicy pozwolili sobie na antysemickie żarty i poparli Hamas. Rząd tworzył przestrzeń dla „dozwolonego antysemityzmu” – podkreśla Lichaczow.
W jakim więc celu to zrobiono? Po co Kremlowi potrzebny był aż tak wyraźny przejaw antysemityzmu?
– Putinowski reżim kreuje wizerunek obrońcy islamu i buduje przyjaźń z towarzyszami z Hamasu, Iranu i Korei Północnej, toteż obecnie okazuje antysemityzm – kontynuuje Lichaczow. – Mogą to być narzędzia umożliwiające zdobycie popularności w globalnej społeczności niezadowolonych reżimów i grup. Antysemityzm to tanie narzędzie, które można wykorzystać w regionach niedarzących sympatią Zachodu. To może zadziałać.
Denis Sokołow, antropolog i badacz Kaukazu, nie zgadza się z takim traktowaniem: jego zdaniem rękę organizacji protestów przez lokalne władze było widać we wcześniejszych antyizraelskich protestach w Chasawjurcie czy w Nalczyku.
– Były też wypowiedzi przywódcy Czeczenii Ramzana Kadyrowa o zakazie wjazdu Izraelczykom i grożenie tym, którzy ich przyjmą. W tym wszystkim widać miękką siłę rosyjskiego urzędnika. Tępą i nieskuteczną rękę kaukaskiej biurokracji. Ale jeśli chodzi o lotnisko [w Machaczkale], tam zapaliła się iskra, było to dzieło utalentowanego organizatora. Kiedy się zaczęło, urzędnicy po prostu obserwowali te nawoływania w sieci: „No bo co? Jeśli ktoś chce w ten sposób wywrzeć presję na Izraelczyków, to spróbujmy”, myśleli. Biurokracja nie była gotowa na taką siłę organizacyjną i efektywność.
Kanał „Poranek Dagestanu” już wcześniej organizował protesty – przeciwko mobilizacji do wojny w Ukrainie i w innych lokalnych sprawach. Dość aktywnie angażuje się w działalność opozycyjną w Dagestanie, wykorzystując nastroje protestacyjne. „Poranek Dagestanu” śledził na radarze lot, a nawet opracował własny system metafor: na przykład tych „dobrych” Żydów nazywał „Żydami”, a tych „złych” – „jachudami” (w języku arabskim, w mowie potocznej, to wyzwisko). Zdaniem Sokołowa kreatywność, elastyczność i wyczucie nastrojów w republice wskazuje na to, że nie mogły tego zrobić służby czy rosyjscy biurokraci: – Kanał ten w pełni odzwierciedla opinię przeciętnego rosyjskojęzycznego muzułmanina – podkreśla Sokołow.
new.org.pl