Z jednej strony sobotnie przemówienie Marco Rubio wyglądało jak misja ratunkowa, która ma załagodzić dotychczasowe spory administracji Trumpa z Europejczykami wokół Grenlandii, ceł czy też polityki wobec Ukrainy.
Rubio przybrał zupełnie inny ton niż J.D. Vance w ubiegłym roku. Nie zarzucał Europejczykom odejścia od demokracji, wolności słowa i fundamentów cywilizacji zachodniej. Zwracał się do nich per "przyjaciele", dużo mówił o wspólnych korzeniach cywilizacyjnych Europy i USA i przekonywał, że nadal tworzą one jedną, zachodnią cywilizację, która nie jest tylko jedną z wielu, ale jest wyjątkowa i — mówiąc wprost — lepsza niż wszystkie pozostałe.
Z drugiej jednak strony Rubio powtórzył ubiegłoroczny przekaz Vance'a: nie chcemy, żeby Europa była słaba, bo to osłabia też Amerykę; Europa musi być silna, bo wtedy odżyje cywilizacja zachodnia.
(...)
Sekretarz stanu chciał uspokoić Europejczyków i zapewnić ich, że USA nadal chcą współpracy i dobrych relacji, ale przekazał też wprost, że zasady gry w sojuszu transatlantyckim się zmieniły i że Ameryka oczekuje, iż Europa wzmocni się militarnie oraz duchowo i że ponownie będzie "dumna ze swojego dziedzictwa, ze swojej tradycji i historii".
W praktyce oznacza to, że USA oczekują od Europy tego wszystkiego, co u siebie w kraju robi administracja Trumpa: zatrzymania imigracji z krajów globalnego południa, walki z ideologią woke w przestrzeni publicznej, na uczelniach itd., czyli odwrócenia "wymazania cywilizacyjnego", które — jak stwierdził Rubio — zagraża zarówno USA, jak i Europie.
Oznacza to też utrzymanie poparcia Ameryki Trumpa dla państw narodowych w Europie, a nie dla Unii Europejskiej. W swoim przemówieniu Rubio sięgnął do idei, którą Vance głosi od dawna: Amerykanie nie mogą walczyć i umierać za abstrakcyjne wartości, tylko za konkretnych ludzi, konkretne miejsce na ziemi i konkretny naród. Naturalnie jest to sposób myślenia pokrewny klasycznemu europejskiemu nacjonalizmowi. Choć amerykański sekretarz stanu tego nie dodał, w tym sposobie myślenia ukryta jest oczywista intencja: Amerykanom dużo łatwiej będzie wpływać na politykę Europy, kiedy każde z państw europejskich z Waszyngtonem będzie rozmawiało osobno.
Bezpośrednio po Marco Rubio w Monachium przemawiał szef dyplomacji Chin Wang Yi. Potępił amerykański unilateralizm i protekcjonizm, i stwierdził, że w ostatnich miesiącach na arenie międzynarodowej zapanowało prawo dżungli. W tym kontekście przedstawiał Chiny jako fundament globalnej stabilności i przewidywalności, a następnie apelował o reformę "globalnego systemu zarządzania".
Wang Yi nie tylko potępił konkretne działania USA, ale też zdecydowanie je napominał. Odnosząc się do ataku na Wenezuelę i porwania Nicolasa Maduro, stwierdził, że Waszyngton przekroczył linię, której nie wolno przekraczać, a mówiąc o sytuacji w Iranie, przekonywał, że USA powinny zachować się "roztropnie" i odstąpić od dalszej eskalacji napięcia.
Jednocześnie szef chińskiej dyplomacji zwrócił się do Europejczyków. W obliczu sporów z administracją Trumpa największe państwa europejskie coraz chętniej dywersyfikują swoje partnerstwa. Stąd m.in. zatwierdzenie umowy z Mercosurem, negocjacje handlowe z Indiami, a także liczne wizyty przywódców europejskich — premiera Wielkiej Brytanii Keira Starmera, prezydenta Francji Emmanuela Macrona, a niedługo również kanclerza Merza — w Chinach.
W tym właśnie kontekście Wang Yi mówił, że Europa i Chiny to dwie wielkie cywilizacje, "dwa nieodzowne bieguny w świecie wielobiegunowym", które są partnerami, a nie rywalami. — Dopóki będziemy o tym pamiętać, będziemy mogli podejmować prawidłowe wybory w obliczu wyzwań. Będziemy mogli zatrzymać ruch w kierunku coraz większych podziałów i będziemy mogli razem działać, by stworzyć lepszy świat — mówił szef chińskiej dyplomacji. Dodał też, że Europa i Chiny mogą "osiągnąć harmonię bez uniformizacji" i zaapelował, by Europejczycy przyłączyli się do reformy globalnego systemu zarządzania zdefiniowanego przez Xi Jinpinga.
To wprost zaproszenie dla Europy do zrywania z USA, odrzucenia amerykańskiego unilateralizmu i protekcjonizmu oraz przyłączenia się do działań na rzecz zwiększenia głosu tzw. globalnego południa w instytucjach międzynarodowych.
/Raczej propozycja dialogu - red./
Wang Yi postawił jednak warunek: Europa powinna "mieć odwagę rozmawiać z Rosją" na temat zakończenia wojny w Ukrainie i powinna wyjść w tym zakresie z nowymi inicjatywami. Jego zdaniem Europa powinna włączyć się w rozwiązanie "podstawowych przyczyn konfliktu" (tego zwrotu używa również Moskwa), z czego następnie powinna wyłonić się "nowa architektura bezpieczeństwa" na kontynencie.
/Czyli Europa powinna być silniejsza - red./
(...)
Europa zamierza więc pozostać bliżej USA, ale jednocześnie równoważyć ten sojusz partnerstwami z państwami niezachodnimi. Nie zamierza jednak spełniać warunków postawionych ani przez Rubio, ani przez Wanga Yi. Merz stwierdził, że "wojny kulturowe MAGA nie są naszymi wojnami", tym samym dając do zrozumienia, że nie podziela diagnozy Rubio i Vance'a o "cywilizacyjnym wymazywaniu" Europy. Wbrew oczekiwaniom Pekinu nic nie mówił też o rozmowach z Putinem ani o konstruowaniu nowej architektury bezpieczeństwa w Europie — w domyśle wespół z Moskwą.
onet.pl