środa, 5 listopada 2025



W 2018 r. Chiny stworzyły system funkcjonujący równolegle do normalnych działań policyjnych. Miał obejmować głównie członków partii komunistycznej i urzędników państwowych. Był elementem walki z korupcją, którą Xi Jinping rozpoczął pięć lat wcześniej jako najwyższy przywódca Chin. Obecnie na baczności muszą mieć się również ci, którzy są motorem napędowym gospodarczego sukcesu Chin. — Jest o wiele więcej przypadków, o których nikt nie wie — mówi anonimowo jeden z chińskich prawników w rozmowie z "The Economist".

Zatrzymania nie wymagają zgody sądu. Zatrzymanym odmawia się standardowych usług prawników. Zmiany wprowadzone w czerwcu pozwalają funkcjonariuszom przetrzymywać ludzi nawet przez osiem miesięcy. Jeśli pojawi się podejrzenie popełnienia nowego przestępstwa, mogą "zresetować zegar" i bez końca ich przesłuchiwać. Cele zazwyczaj nie mają okien, światła są zawsze włączone, a zatrzymani są często nadzorowani przez całą dobę, nawet podczas korzystania z toalety.

Szefowie spółek giełdowych znikają w tym roku w zastraszającym tempie. W dokumentach giełdowych"The Economist" naliczył do końca września 39 takich przypadków, czyli średnio jeden tygodniowo. To już przekracza rekordową liczbę z zeszłego roku. Ale jest tylko częścią szerszego obrazu. Większość osób objętych liuzhi pracuje dla spółek nienotowanych na giełdzie, które nie mają obowiązku wyjaśniania inwestorom, dlaczego zniknęli ich dyrektorzy generalni.

Według oświadczeń Centralnej Komisji Kontroli Dyscyplinarnej (CCDI), organu partyjnego uprawnionego do przeprowadzania takich działań, w 2024 r. łączna liczba zatrzymań, obejmująca zarówno urzędników, jak i przedsiębiorców, wzrosła o prawie 50 proc., do ok. 38 tys. CCDI poinformowała, że w zeszłym roku podjęła różne działania dyscyplinarne (w tym liuzhi) wobec ponad 60 tys. osób z sektora farmaceutycznego i 17 tys. z sektora finansowego.

(...)

Kiedy urzędnik staje się przedmiotem dochodzenia, cała jego sieć biznesowa może zostać poddana kontroli, co prowadzi do gwałtownego wzrostu liczby spraw dotyczących przedsiębiorstw. Zhu Jiangnan z Uniwersytetu w Hongkongu zauważa, że niektóre branże będące przedmiotem coraz bardziej intensywnych dochodzeń antykorupcyjnych, takie jak IT i technologie ekologiczne, są ściśle powiązane z samorządami lokalnymi poprzez zamówienia publiczne i kontrakty. To sprawia, że kierownictwo firm z tych obszarów jest narażone na większe ryzyko.

Do wzrostu liczby zatrzymań może również przyczyniać się spowolnienie wzrostu gospodarczego. Samorządy lokalne mają niewiele gotówki, często mają ogromne długi.

Niektóre dochodzenia CCDI określane są jako "połowy głębinowe". Chodzi o to, że kierownictwo jest zatrzymywane na podstawie nieprzekonujących dowodów. Władze mają nadzieję, że trudne warunki liuzhi doprowadzą do przyznania się do popełnienia przestępstwa lub oskarżenia innej zamożnej osoby. Śledczy mogą następnie przejąć majątek tej osoby (i jej firmy).

Spośród 39 dyrektorów spółek giełdowych zatrzymanych w tym roku ponad połowę ujęto przez departamenty CCDI w miejscach oddalonych od siedzib ich firm. Chiński prawnik specjalizujący się w takich sprawach twierdzi anonimowo, że to oznacza, że jeden samorząd lokalny "poławia" w jurysdykcji innego w poszukiwaniu funduszy.

Inną przyczyną niepokoju szefów jest czarna lista kredytowa, do której niedawno dodano nazwiska części chińskich potentatów. Tamtejsze prawo upadłościowe wciąż jest niedopracowane, a sądy często sięgają po szybkie rozwiązania, by wywrzeć presję na dłużników i zmusić ich do spłaty zobowiązań. Jedną z metod jest dodanie ich nazwisk do publicznej listy — bycie na niej oznacza zakaz "wysokich wydatków". Takie osoby nie mogą już między innymi latać samolotami, jeździć szybkimi pociągami ani zatrzymywać się w luksusowych hotelach.

Ta lista kredytowa mogła pierwotnie mieć na celu zmuszenie ludzi do spłaty niewielkich długów, ale w ostatnich latach przedsiębiorcy zostali na nią wpisani, ponieważ ich biznesy borykają się z trudnościami. Z danych sądowych wynika, że do końca września br. wpisano na listę około 200 tys. osób, w porównaniu z ok. 17,4 tys. w całym 2019 r., przed załamaniem gospodarczym spowodowanym pandemią. Ok. 46 proc. tegorocznych wpisów na czarną listę wynikało ze sporów umownych, co wskazuje, że to działalność gospodarcza doprowadziła do wydania orzeczeń sądowych.

(...)

Od kwietnia do lipca co najmniej pięciu prominentnych szefów firm skoczyło z wysokich budynków. Te tragiczne wydarzenia wywołały burzliwą publiczną dyskusję na temat ciężaru, jaki nakładany jest na przedsiębiorców.

Szczególnym szokiem było samobójstwo Wanga Linpenga. Założyciel odnoszącej sukcesy sieci domów towarowych Wang był niegdyś najbogatszym człowiekiem w swojej rodzinnej prowincji Hubei. W kwietniu br. został umieszczony w liuzhi. Pod koniec lipca br. odzyskał wolność, ale pozostał na liście obserwacyjnej. — Jego samobójstwo, kilka dni po zwolnieniu, jest jednym z nielicznych przypadków, które "wypłynęły na powierzchnię", mówi anonimowo wspomniany wcześniej prawnik w rozmowie z "The Economist". — Jest o wiele więcej przypadków, o których nikt nie wie.

onet.pl\The Economist


Jednak pomimo pewności siebie, jaką Chiny prezentują na zewnątrz, moi rozmówcy wskazywali na źródła wewnętrznej słabości i kruchości. Wzrost gospodarczy systematycznie spada, zaufanie konsumentów jest słabe, a ogromne zadłużenie samorządów lokalnych pozostaje poważnym problemem. Uderzającym tematem wielu moich rozmów był upadek optymizmu.

Kolejnym było pojęcie "inwolucji": wyczerpująca konkurencja między chińskimi firmami, która spowodowała tak duży spadek cen, że doprowadziła do deflacji. Prowadzi to do hiperkonsumpcjonizmu [pojazdy elektryczne tracą połowę swojej wartości w ciągu kilku miesięcy], hiperkonkurencji wśród studentów i poczucia wśród większości pracowników, że "biegają w miejscu". Osoby ze wszystkich klas społecznych czują się uwięzione i niespokojne. Zwłaszcza młodzi ludzie nie wierzą już, że będą mieli lepszą sytuację niż ich rodzice.

onet.pl\Project Syndicate


34-letni deputowany nowojorskiej legislatury określa się jako demokratyczny socjalista, a kampanię oparł o hasła walki z drożyzną. Choć burmistrz Nowego Jorku ma ograniczone uprawnienia, w kampanii obiecał szerokie zmiany w polityce socjalnej m.in. zamrożenie czynszów, darmowe przejazdy autobusem, darmowe żłobki i przedszkola, a nawet należące do miasta sklepy spożywcze.

Wszystkie te obietnice powtórzył podczas zwycięskiego przemówienia, w którym oglosił, że jego zwycięstwo jest zwycięstwem klasy robotniczej, zapowiedział nastanie "nowego wieku" i wprowadzenie "pokolenia zmian". Cytował przy tym byłego socjalistycznego kandydata na prezydenta Eugene'a Debsa oraz socjalistycznego premiera Indii Jawaharlala Nehru.

- Odkąd pamiętamy, pracujący nowojorczycy słyszeli od bogaczy i wpływowych ludzi, że władza nie należy do nich.

Palce posiniaczone od podnoszenia pudeł na podłodze magazynu, odciski na dłoniach od kierownic rowerów dostawczych, kostki z bliznami po oparzeniach kuchennych. To nie są ręce, którym pozwolono dzierżyć władzę - mówił Mamdani. - Dziś, wbrew wszelkim przeciwnościom, ją uchwyciliśmy - oznajmił.

Burmistrz-elekt ogłosił też obalenie politycznej dynastii swojego rywala Andrew Cuomo (którego ojciec był gubernatorem Nowego Jorku) i rzucił wyzwanie. Zapowiedział, że będzie się sprzeciwiać zarówno antysemityzmowi, jak i islamofobii oraz obiecywał, że "Nowy Jork pozostanie miastem imigrantów, miastem zbudowanym przez imigrantów, zasilanym przez imigrantów i od dzisiaj rządzonym przez imigrantów". Przekonywał też, że jego wygrana pokazuje, jak pokonać Donalda Trumpa.

- Jeśli ktokolwiek może pokazać krajowi zdradzonemu przez Donalda Trumpa, jak go powstrzymać, to jest to miasto, które go stworzyło. I jeśli jest jakikolwiek sposób, by przerazić despotę, to przez demontaż tych samych warunków, które pozwoliły mu na akumulację władzy. W ten sposób nie tylko zatrzymamy Trumpa, ale zatrzymamy następnego (Trumpa) - mówił Mamdani. - Więc Donaldzie Trumpie, bo wiem, że to oglądasz - mam do ciebie tylko te słowa: podkręć dźwięk w głośnikach.

Urodzony w Ugandzie syn profesora i znanej reżyserki indyjskiego pochodzenia określa się jako demokratyczny socjalista. Jest też muzułmaninem szyitą i będzie pierwszym burmistrzem największej amerykańskiej metropolii wyznającym islam. Jego rywalami byli były gubernator stanu Nowy Jork Andrew Cuomo, który w 2021 odszedł w niesławie z powodu oskarżeń o molestowanie seksualne - a w prawyborach Demokratów przegrał z Mamdanim - oraz wieloletni działacz społeczny, Republikanin Curtis Sliwa, założyciel organizacji Guardian Angels patrolującej nowojorskie metro.

Kampania obfitowała w kontrowersje i intrygi, a swoje piętno na niej odcisnął także pochodzący z Nowego Jorku prezydent USA Donald Trump. Prezydent wielokrotnie nazywał Mamdaniego komunistą i groził, że jeśli wygra, odetnie część funduszy federalnych dla metropolii. W ostatniej chwili Trump poparł nie kandydata własnej partii - Sliwę- lecz Cuomo, z którym prowadził ostre spory podczas swoich rządów w pierwszej kadencji.

Wtorkowe zwycięstwo opozycyjnego kandydata było jedną z szeregu porażek partii rządzącej w wyborach lokalnych. W Wirginii kandydatka Demokratów Abigail Spanberger zdecydowanie pokonała swoją republikańską rywalkę, stając się pierwszą w historii kobietą na fotelu gubernatora. Swój pojedynek wygrał też kontrowersyjny kandydat na prokuratora generalnego Jay Jones, który w ujawnionych SMS-ach życzył śmierci swoim republikańskim oponentom i ich dzieciom.

W New Jersey w nadspodziewanie wyraźny sposób wyścig o posadę gubernatora wygrała kongresmenka Mikie Sherrill. Kandydaci Demokratów wygrali też m.in. w lokalnych wyborach w Georgii i Pensylwanii.

PAP