W 2018 r. Chiny stworzyły system funkcjonujący równolegle do normalnych działań policyjnych. Miał obejmować głównie członków partii komunistycznej i urzędników państwowych. Był elementem walki z korupcją, którą Xi Jinping rozpoczął pięć lat wcześniej jako najwyższy przywódca Chin. Obecnie na baczności muszą mieć się również ci, którzy są motorem napędowym gospodarczego sukcesu Chin. — Jest o wiele więcej przypadków, o których nikt nie wie — mówi anonimowo jeden z chińskich prawników w rozmowie z "The Economist".
Zatrzymania nie wymagają zgody sądu. Zatrzymanym odmawia się standardowych usług prawników. Zmiany wprowadzone w czerwcu pozwalają funkcjonariuszom przetrzymywać ludzi nawet przez osiem miesięcy. Jeśli pojawi się podejrzenie popełnienia nowego przestępstwa, mogą "zresetować zegar" i bez końca ich przesłuchiwać. Cele zazwyczaj nie mają okien, światła są zawsze włączone, a zatrzymani są często nadzorowani przez całą dobę, nawet podczas korzystania z toalety.
Szefowie spółek giełdowych znikają w tym roku w zastraszającym tempie. W dokumentach giełdowych"The Economist" naliczył do końca września 39 takich przypadków, czyli średnio jeden tygodniowo. To już przekracza rekordową liczbę z zeszłego roku. Ale jest tylko częścią szerszego obrazu. Większość osób objętych liuzhi pracuje dla spółek nienotowanych na giełdzie, które nie mają obowiązku wyjaśniania inwestorom, dlaczego zniknęli ich dyrektorzy generalni.
Według oświadczeń Centralnej Komisji Kontroli Dyscyplinarnej (CCDI), organu partyjnego uprawnionego do przeprowadzania takich działań, w 2024 r. łączna liczba zatrzymań, obejmująca zarówno urzędników, jak i przedsiębiorców, wzrosła o prawie 50 proc., do ok. 38 tys. CCDI poinformowała, że w zeszłym roku podjęła różne działania dyscyplinarne (w tym liuzhi) wobec ponad 60 tys. osób z sektora farmaceutycznego i 17 tys. z sektora finansowego.
(...)
Kiedy urzędnik staje się przedmiotem dochodzenia, cała jego sieć biznesowa może zostać poddana kontroli, co prowadzi do gwałtownego wzrostu liczby spraw dotyczących przedsiębiorstw. Zhu Jiangnan z Uniwersytetu w Hongkongu zauważa, że niektóre branże będące przedmiotem coraz bardziej intensywnych dochodzeń antykorupcyjnych, takie jak IT i technologie ekologiczne, są ściśle powiązane z samorządami lokalnymi poprzez zamówienia publiczne i kontrakty. To sprawia, że kierownictwo firm z tych obszarów jest narażone na większe ryzyko.
Do wzrostu liczby zatrzymań może również przyczyniać się spowolnienie wzrostu gospodarczego. Samorządy lokalne mają niewiele gotówki, często mają ogromne długi.
Niektóre dochodzenia CCDI określane są jako "połowy głębinowe". Chodzi o to, że kierownictwo jest zatrzymywane na podstawie nieprzekonujących dowodów. Władze mają nadzieję, że trudne warunki liuzhi doprowadzą do przyznania się do popełnienia przestępstwa lub oskarżenia innej zamożnej osoby. Śledczy mogą następnie przejąć majątek tej osoby (i jej firmy).
Spośród 39 dyrektorów spółek giełdowych zatrzymanych w tym roku ponad połowę ujęto przez departamenty CCDI w miejscach oddalonych od siedzib ich firm. Chiński prawnik specjalizujący się w takich sprawach twierdzi anonimowo, że to oznacza, że jeden samorząd lokalny "poławia" w jurysdykcji innego w poszukiwaniu funduszy.
Inną przyczyną niepokoju szefów jest czarna lista kredytowa, do której niedawno dodano nazwiska części chińskich potentatów. Tamtejsze prawo upadłościowe wciąż jest niedopracowane, a sądy często sięgają po szybkie rozwiązania, by wywrzeć presję na dłużników i zmusić ich do spłaty zobowiązań. Jedną z metod jest dodanie ich nazwisk do publicznej listy — bycie na niej oznacza zakaz "wysokich wydatków". Takie osoby nie mogą już między innymi latać samolotami, jeździć szybkimi pociągami ani zatrzymywać się w luksusowych hotelach.
Ta lista kredytowa mogła pierwotnie mieć na celu zmuszenie ludzi do spłaty niewielkich długów, ale w ostatnich latach przedsiębiorcy zostali na nią wpisani, ponieważ ich biznesy borykają się z trudnościami. Z danych sądowych wynika, że do końca września br. wpisano na listę około 200 tys. osób, w porównaniu z ok. 17,4 tys. w całym 2019 r., przed załamaniem gospodarczym spowodowanym pandemią. Ok. 46 proc. tegorocznych wpisów na czarną listę wynikało ze sporów umownych, co wskazuje, że to działalność gospodarcza doprowadziła do wydania orzeczeń sądowych.
(...)
Od kwietnia do lipca co najmniej pięciu prominentnych szefów firm skoczyło z wysokich budynków. Te tragiczne wydarzenia wywołały burzliwą publiczną dyskusję na temat ciężaru, jaki nakładany jest na przedsiębiorców.
Szczególnym szokiem było samobójstwo Wanga Linpenga. Założyciel odnoszącej sukcesy sieci domów towarowych Wang był niegdyś najbogatszym człowiekiem w swojej rodzinnej prowincji Hubei. W kwietniu br. został umieszczony w liuzhi. Pod koniec lipca br. odzyskał wolność, ale pozostał na liście obserwacyjnej. — Jego samobójstwo, kilka dni po zwolnieniu, jest jednym z nielicznych przypadków, które "wypłynęły na powierzchnię", mówi anonimowo wspomniany wcześniej prawnik w rozmowie z "The Economist". — Jest o wiele więcej przypadków, o których nikt nie wie.
onet.pl\The Economist