— 100-tysięczna grupa znajduje się na tym obszarze od ponad roku — powiedział "Nowej Gaziecie" Roman Switan, ukraiński pułkownik rezerwy. — Są to te same oddziały, które w zeszłym roku uciekły z kierunku Izium, a następnie stały się rezerwami strategicznymi Moskwy. Siły te koncentrowały się głównie na wschód od Kreminnej, w pobliżu miasta Starobielsk. Zostały one teraz rozmieszczone na linii frontu w celu przeprowadzania uciążliwych ataków. Jak dotąd nie widzieliśmy żadnych poważnych działań ofensywnych. Mogę założyć, że jednostki te rozpoczną faktyczne ataki, gdy armia ukraińska rozpocznie masowe przełamywanie rosyjskiej obrony w kierunku Zaporoża i Chersonia. Armia rosyjska będzie wówczas próbowała powstrzymać ukraińskie rezerwy i zmusić je do przeniesienia się do obwodu ługańskiego. Ze strategicznego punktu widzenia Rosja będzie starała się zepchnąć ukraińskie wojska w kierunku Kupiańsk-Łyman, za rzekami Siewierski Doniec i Oskoł. Tym staraniom przyświecać ma nadzieja, że Ukraina nie będzie miała wystarczających sił do prowadzenia aktywnych operacji na dwóch teatrach wojny. Jestem jednak przekonany, że Rosjanom nie uda się zdobyć Kupiańska ani Łymana.
(...)
— Moskwa ma nadzieję odciągnąć ukraińskie wojska z obszarów, na których obecnie trwają operacje ofensywne — powiedział Musijenko w wywiadzie dla "Nowej Gaziety". — Głównym zadaniem Kremla jest uniemożliwienie ukraińskiej armii ataku i zmuszenie jej do wojny pozycyjnej. Północna flanka w pobliżu Kupiańska jest w rzeczywistości jedyną, na której rosyjskie wojska mogą nadal z łatwością nacierać. Musimy wziąć pod uwagę, że jeśli Ukraina rozpocznie zmasowane uderzenia w kierunku południowym i wschodnim, Rosjanie będą musieli również manewrować dostępnymi rezerwami i przerzucać wojska z północy. W tej chwili odcinek kupiański jest jedynym miejscem na całym froncie, gdzie Rosja próbuje przejąć inicjatywę. Jednak jestem pewien, że na poziomie operacyjnym i strategicznym sukces pozostanie po stronie Ukrainy — wyjaśnił Musijenko.
Nie wszyscy eksperci są jednak gotowi uwierzyć w dane przedstawiane przez Ukraińców.
— Zbyt okrągłe liczby zawsze budzą wątpliwości — powiedział izraelski ekspert wojskowy David Sharp w wywiadzie dla "Nowej Gaziety" — 100 tys. żołnierzy i 900 czołgów przesuniętych na jeden kierunek to ogromna jak na tę wojnę siła.
— Liczby te wymagają wyjaśnienia. Nie jest jasne, gdzie znajdują się ludzie i sprzęt. Jeśli chodzi o siły rezerwowe, nie są one skoncentrowane w pobliżu linii frontu. Szacuje się liczbę rosyjskich żołnierzy walczących obecnie w Ukrainie na nawet 350 tys. osób. Niezwykle trudno jest sobie wyobrazić, że prawie jedna trzecia z nich jest skoncentrowana na bardzo wąskim obszarze od Swatowa do Kreminnej. Rosja rzeczywiście prowadzi operacje ofensywne w tym kierunku. Jednak nie natknęliśmy się jeszcze na żadne dowody świadczące o atakach dużych formacji, nawet wielkości batalionowej grupy taktycznej.
Według obliczeń Sharpa, Rosja ma tylko około 1500 czołgów na całej linii kontaktu. Tym samym twierdzenia, że 900 czołgów przygotowuje się do ofensywy na Kupiańsk wydają się wątpliwe.
onet.pl
