piątek, 7 lipca 2023


Jedną z najistotniejszych tajemnic wojny w Ukrainie jest to, ile Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA) nie wie o prawdziwych intencjach Władimira Putina i Wołodymyra Zełenskiego - pisze w piątek amerykański "Newsweek".

Dziennikarze tygodnika przeprowadzili trzymiesięczne śledztwo, w trakcie którego rozmawiali z kilkunastoma analitykami i pracownikami wywiadu. Z rozmów wynika, że działania amerykańskiego wywiadu rozciągnięte są obecnie na tyle sfer, że objęcie ich w ramach jednej agencji, jest po prostu niemożliwe.

W ocenie tygodnika ukraiński prezydent stał się prawdziwym mistrzem w politycznym rozgrywaniu konfliktu tak, by uzyskiwać to, na czym mu zależy. Chociaż główne reguły gry wyznacza mu Waszyngton, to kontrola Ukraińców nie jest dla Stanów Zjednoczonych prosta. "Ukraiński prezydent zaakceptował to, że Kijów nie może zaatakować Rosji na jej terytorium. W trakcie trwania wojny Ukraińcy już jednak wielokrotnie sygnalizowali, że nie do końca chcą się podporządkować" - pisze "Newsweek".

Po dokładnej analizie okazuje się, że takich sytuacji było więcej - od operacji specjalnych za granicą ukraińsko-rosyjską, przez uderzenia na strategiczne magazyny w Rosji czy atak dronów na Kreml. Zdaniem "Newsweeka" Zełenski poczuł, że może wygrać ten konflikt, a Ukraińcy testują, jak daleko mogą się posunąć w swoich akcjach ofensywnych bez narażania się na gniew sojuszników.  

"Newsweek" zwraca uwagę, że prawdziwe problemy dla CIA spowodowały informacje, iż to Amerykanie stoją za atakami na Nord Stream. USA nie udało się ustalić źródła tej plotki, a Ukraina zaprzeczyła zaangażowaniu pomimo podejrzeń amerykańskiego wywiadu. - Nie mamy nic wspólnego z nieszczęściem na Bałtyku i nie mamy żadnych informacji o grupach sabotażowych - powiedział główny doradca Zełenskiego, nazywając wszelkie spekulacje ''zabawnymi teoriami spiskowymi''.

Drugim problemem amerykańskiego wywiadu jest fala tajemniczych zgonów osób wysoko postawionych w hierarchii biznesowo-politycznej i sabotażu obiektów przemysłowych w Rosji. USA nie potrafią ustalić, na ile w te działania zaangażowani byli Ukraińcy przy ewentualnej aprobacie samego Zełenskiego. Jednocześnie jednak śledczy przyznają, że cześć śmierci mogła być efektem wewnętrznych porachunków wśród rosyjskiej elity. 

"Newsweek" zwraca też uwagę na rolę Polski, która stała się obecnie dla USA szczególnie istotnym krajem. Z informacji tygodnika wynika, że CIA w ścisłej współpracy z polskimi służbami koordynuje kontakty z Ukraińcami i działania sił specjalnych 20 krajów. "Polska pomaga Stanom Zjednoczonym w utrzymaniu sieci szpiegowskiej, za co otrzymuje ważne informacje" - czytamy. Efektem zacieśnienia współpracy na linii Warszawa-Waszyngton, były wydarzenia z 15 listopada, gdy w Przewodowie spadł pocisk. Tygodnik jest zdania, że Amerykanie obserwowali wówczas ślad termiczny każdej odpalanej w trakcie trwania konfliktu rakiety. Od razu mieli więc pewność, że pocisk S-300 wystrzelono z ukraińskiej wyrzutni i taka informacja została przekazana Andrzejowi Dudzie.

"Moim skromnym zdaniem CIA nie rozumie natury państwa ukraińskiego i lekkomyślnych frakcji, które tam istnieją" - stwierdził anonimowo polski urzędnik w rozmowie z ''Newsweekiem". Podkreślił, że przekonanie Kijowa do powstrzymania się od eskalacji konfliktu będzie bardzo trudne, o ile w ogóle możliwe.

gazeta.pl

Strategia wspierania środowisk emigracji politycznej powinna być dostosowana do specyfiki funkcjonowania rosyjskiego społeczeństwa obywatelskiego na emigracji (rozproszenie w różnych krajach, ważna rola współpracy transgranicznej). Oznacza to przede wszystkim potrzebę wykazania się dużą elastycznością oraz koordynowania podejmowanych aktywności między państwami  członkowskimi i instytucjami UE. Każde państwo przyjmujące zdobywa obecnie nieco odmienne doświadczenie w pracy z rosyjskimi emigrantami, zatem komunikacja i kooperacja pozwoliłyby na unikanie zbędnego dublowania działań czy lepsze rozpoznawanie słabych i mocnych stron  poszczególnych programów pomocowych. Odrębnym wyzwaniem jest określenie roli UE 
we wspieraniu aktywistów zamieszkujących w krajach trzecich, takich jak Gruzja, Armenia czy Turcja, gdzie koordynowanie posunięć z lokalnymi rządami jest mało prawdopodobne lub niemożliwe.

Strategię wsparcia należy oprzeć na dwóch kluczowych zasadach. Po pierwsze, zachodni donatorzy powinni być otwarci na nowe wartościowe inicjatywy i młode pokolenie aktywistów. Obecnie problemem pozostaje pomaganie od lat tym samym, dobrze znanym osobom i grupom, najlepiej rozpoznawalnym na Zachodzie, ale niekoniecznie zdolnym do najefektywniejszej działalności. Bardziej zobiektywizowane podejście, skoncentrowane na wspieraniu nie tyle ludzi czy organizacji, co konkretnych inicjatyw, będzie wymagało rozległej i aktualizowanej na bieżąco wiedzy o sytuacji w Rosji i w środowiskach emigracyjnych. Po drugie, należy wzmocnić kontakty i współpracę między rosyjskimi aktywistami a społeczeństwami obywatelskimi krajów przyjmujących, w tym poprzez wspólną realizację projektów (co dodatkowo pogłębi wiedzę rosyjskich partnerów na temat merytorycznego i finansowego know-how w zakresie zarządzania projektami unijnymi). 

W obliczu dużej liczby funkcjonujących obecnie organizacji i inicjatyw założonych przez rosyjskich emigrantów wyzwaniem będzie zaprojektowanie zachodniego wsparcia (organizacyjnego, prawnego i finansowego) w taki sposób, żeby z jednej strony wspomagać różnorodność (szczególnie potrzebną w sektorze medialnym), a z drugiej – uniknąć nadmiernego rozproszenia ograniczonych środków. Należy liczyć się z tym, że wsparcie będzie potrzebne przez długi okres i że będzie kosztowne, jeśli ma przynieść odpowiednie rezultaty (np. dobry jakościowo produkt medialny). 

Niezależnie od potencjału i entuzjazmu aktywistów, ale też stopnia efektywności rosyjskich inicjatyw, priorytetem dla zachodnich podmiotów pozostanie pomoc dla Ukrainy. Jednocześnie dostępne środki będą się zapewne kurczyć, przede wszystkim z uwagi na koszty wojny i odwrotu od handlu z FR dla europejskich budżetów. Podmioty rosyjskie będą zatem musiały ostro ze sobą konkurować, redukując koszty administracyjne i podnosząc jakość swojej oferty. Niezbędne będzie stopniowe przeorientowanie części z nich, zwłaszcza mediów, na biznesowy model funkcjonowania (optymalnie w ciągu  najbliższego roku lub dwóch nadchodzących lat), co może się okazać bardzo trudne (o przyczynach wspomniano wyżej).

(...)

Jednym z kluczowych kierunków wsparcia jest zwiększenie obecności i rozpoznawalności rosyjskich środowisk demokratycznych i antywojennych w przestrzeni publicznej krajów przyjmujących.  Strategicznym celem powinno być upowszechnianie informacji o aktywności „innej Rosji” – przede wszystkim, by przełamać obecny w wielu krajach mit, że społeczeństwo rosyjskie jest prokremlowskim monolitem i że strategia wobec FR powinna z konieczności stanowić kontynuację dotychczasowych prób porozumienia się z dyktaturą. W tym zakresie bardzo wiele będzie zależało od tychże środowisk – na ile będą one w stanie zaprezentować wymierne rezultaty swojej pracy oraz na ile będą zjednoczone i przedstawią spójną wizję swojej dalszej działalności i własne pomysły na przyszłość kraju.

Rosyjskie społeczeństwo obywatelskie za granicą wciąż znajduje się na wczesnym etapie samoorganizacji, choć widać już pierwsze efekty odbudowy działalności poszczególnych organizacji i projektów relokowanych z FR. Powstaje też wiele nowych inicjatyw, niemniej otwarte pozostaje pytanie, ile z nich przetrwa kolejne lata, zwłaszcza że konkurencja o wsparcie i rozpoznawalność – zarówno w Rosji, jak i w krajach przyjmujących – będzie bardzo duża. Szczególnie dobrze ze skutkami emigracji poradziły sobie niezależne media, które dość szybko odzyskały słuchaczy i widzów przejściowo utraconych w związku z relokacją. Widać również pierwsze próby jednoczenia środowisk emigracyjnych, choć jest zbyt wcześnie, by oceniać ich efektywność.

Skala emigracji politycznej z Rosji i rosnąca represyjność reżimu putinowskiego wymagają skoordynowanego wsparcia Zachodu dla rosyjskiego społeczeństwa obywatelskiego. Wsparcie to powinno być traktowane nie tylko jako pomoc humanitarna dla represjonowanych, lecz przede wszystkim jako realizacja strategii na rzecz przyszłych przemian politycznych w Rosji. Ponieważ agresywny, rewizjonistyczny kurs Kremla wynika w znacznej mierze z logiki wewnątrzpolitycznej ewolucji reżimu, jedyną szansą na trwałą stabilizację otoczenia międzynarodowego FR jest liberalizacja systemu politycznego w okresie postputinowskim. I choć społeczeństwo obywatelskie nie odegra decydującej roli w doprowadzeniu do niej (kluczowe będą działania podejmowane przez elity polityczne pod naciskiem Zachodu), to może stanowić ważne zaplecze dla wdrażania reform, również dzięki nabytej w krajach przyjmujących wiedzy na temat rozwiązań demokratycznych.

Raport OSW - Rosyjska emigracja w RFN

Po niecałych dwóch miesiącach przerwy centrum uwagi znów staje się Bachmut. Ukraińcy zwiększyli skalę ataków na flankach zrujnowanego miasta i ewidentnie chcą zagrozić Rosjanom jego częściowym okrążeniem. To najpewniej element gry mającej sprawić, że popełnią oni jakiś poważny błąd.

Gry będącej niezwykle ważnym elementem trwających od miesiąca działań ofensywnych Ukraińców. Obie strony nie zaangażowały jeszcze do walk swoich głównych odwodów, czyli sił trzymanych w pewnej odległości za frontem, gotowych do użycia w kluczowych momentach, które mogą zadecydować o wyniku aktualnej rundy walk. Ukraińcy ewidentnie starają się skłonić Rosjan do popełnienia błędu w gospodarowania tymi oddziałami.

Taki wniosek można wysnuwać na bazie dwóch faktów. Po pierwsze według szacunków właściwie wszystkich obserwatorów tego konfliktu, Ukraińcy do swoich operacji ofensywnych trwających od początku czerwca zaangażowali około 1/3 swoich dostępnych sił. Nie licząc tych, które cały czas były na froncie i walczyły. Można to ocenić po tym, jakie oddziały pojawiają się na nagraniach z walk i w oficjalnych komunikatach. Oceny co do Rosjan są mniej jednoznaczne, jednak wydaje się bardziej niż prawdopodobne, że oni też do tej pory nie zaangażowali swoich głównych odwodów. Do reagowania na ukraińskie ataki mieli używać głównie takich lokalnych.

Drugi fakt jest taki, że Ukraińcy od początku czerwca wywierają mocną presję nie w jednym punkcie, ale w kilku. I zmieniają punkt ciężkości. Tak, żeby utrudnić Rosjanom ocenę, gdzie może nastąpić decydujące uderzenie przy użyciu tych 2/3 ukraińskich brygad stojących w odwodzie. Do niedawna najbardziej aktywny kierunek zaporoski, teraz wydaje się ustępować znaczeniem rejonowi Bachmutu. Ukraińcy wywierają mocną presję na flankach miasta. W samych ruinach walki są sporadyczne i głównie ograniczają się do ostrzału artyleryjskiego. Choć w ostatnich dniach Ukraińcy mieli zbliżyć się do południowo-zachodniego krańca miasta, w rejonie dużych ogródków działkowych.

Znacznie intensywniejsze walki toczą się kilka kilometrów dalej na południe w rejonie wsi Kliszczijiwka. Znajduje się ona u podnóży wzgórz, dominujących nad całą okolicą. Rosjanie wdarli się na nie pod koniec zimy. Teraz Ukraińcy prawie całkowicie je odbili. Od kilku dni trwa wymiana ciosów na ich samym krańcu tuż przed wsią. To Ukraińcy zajmują teren, to są wyrzucani przez rosyjski kontratak, to jest on niszczony przez ukraińską artylerię i kontrkontratak. Aktualnie Rosjanie mają nadal się trzymać ostatnich umocnień przed wsią. Skala walk nie jest jednak duża, bo mowa o odcinku frontu długim na mniej niż 10 km, na którym działania są prowadzone zazwyczaj grupami od kilkunastu do kilkudziesięciu żołnierzy, wspieranych z dystansu przez wozy opancerzone i artylerię. Starcia są jednak bardzo intensywne i trwają tak już od wielu dni. Ukraińcy twierdzą, że Rosjanie codziennie rzucają do walki nowy kilkudziesięcioosobowy pododdział, który następnego dnia jest na tyle przetrzebiony, że potrzeba następnego.

Podobne walki toczą się na północ od miasta, z centrum w rejonie wsi Berchiwka i położonych obok wzgórz kontrolowanych przez Rosjan. Ukraińcy atakują tam już od wielu tygodni ze zmiennym natężeniem. Aktualnie ma ono być w tych górnych wartościach. Ukraińskie wojsko regularnie notuje postępy, ale są one drobne. Ze standardowej w tej fazie wojny kategorii jeden zagajnik albo jeden opornik (pozycja umocniona). Sytuacja Rosjan, dodatkowo okładanych celnym i dość intensywnym ogniem ukraińskiej artylerii, ma być jednak trudna. W ciągu ostatniego tygodnia pojawił się szereg doniesień o kierowaniu w rejon Bachmutu posiłków. Ukraińcy twierdzą, że Rosjanie mają tam już około 50 tysięcy ludzi, czyli 1/3 sił na całym froncie wschodnim, przez który rozumiany jest odcinek od Bachmutu po granicę z Rosją na północy.

(...)

gazeta.pl