- Czym więc jest ten bunt dla reżimu Putina: chwilą siły — "znowu wygraliśmy" — czy chwilą słabości, jak nadmienił pan na początku?
Niewątpliwie chwilą słabości. To, że potem reżim opamiętał się i wyciągnął niezbędne wnioski, to inna sprawa.
- Jakie wnioski?
Najważniejsze — sam rebeliant Jewgienij Wiktorowicz Prigożyn został faktycznie zniszczony, a jego PKW zlikwidowana. "Grupa Wagnera" jako taka już nie istnieje i jego odtworzenie jest praktycznie niemożliwe.
Następnie podjęte zostały decyzje o przeniesieniu ciężkich pojazdów opancerzonych i czołgów do Rosgwardii Wiktora Zołotowa. Ludzie zdali sobie sprawę, że jeśli nagle coś się stanie, a armia będzie na froncie, to nie będzie nikogo, kto mógłby bronić kraju.
Dziś nadal widzimy wiele konsekwencji buntu. Z jednej strony wojsko staje się coraz silniejsze, zyskuje dodatkowe znaczenie polityczne, dodatkowe zasoby, w tym finansowe. Z drugiej strony, swoimi ostatnimi decyzjami personalnymi Putin próbuje osłabić wysokich rangą oficerów wojskowych. Zmienił ministra obrony i jako zastępcę tego stanowiska umieścił swoją kuzynkę. Wsadził do więzienia byłego dowódcę 58. armii. Ogólnie rzecz biorąc, jeśli się nad tym zastanowić, to nonsens.
Obywatele po raz pierwszy stracili swoją kadrową armię w 2022 r., zaczęli ją ponownie składać ze skazańców, więźniów, nieszczęśników z kredytami, a w 2023 r. udało im się z wielkim trudem powstrzymać ukraińską kontrofensywę, z której byli dumni przez bardzo długi czas, opowiadając o tym na wszystkich kanałach. A rok później okazuje się, że człowiek, który przyniósł wam to zwycięstwo militarne, który dowodził 58. armią i powstrzymał kontrofensywę, jest teraz waszym głównym przestępcą, ukradł jakąś fajkę w obwodzie zaporoskim i musi siedzieć w areszcie śledczym. Wszystko po to, by nikt z generałów i wojskowych nie myślał o nowym buncie.
Myślę, że Putin podjął wszystkie decyzje o tych przetasowaniach rok temu — potrzebował tylko czasu, aby to wszystko przygotować. Teraz, dzięki tym nominacjom, po prostu przekształca Ministerstwo Obrony, które wciąż było niezależną jednostką, która to zyskała na sile podczas wojny, w podręczny departament zarządzany przez jego kuzynkę.
- Wśród tych nominacji wyróżnia się Aleksiej Diumin. W czasie rebelii był gubernatorem obwodu tulskiego, a obecnie sekretarzem Rady Państwa. Został mianowany jednym z negocjatorów z Prigożynem, a potem prawie dostał stanowisko ministra obrony.
W rzeczywistości jest to jedna z głównych tajemnic rebelii. Pamiętamy zdobycie Rostowa nad Donem: wszystkie te piękne zdjęcia z miasta, marsz wagnerowców przez region Rostowa udokumentowany, marsz wagnerowców przez region Woroneża — również udokumentowany, kiedy wszystkie te samoloty i helikoptery zostały tam zestrzelone za pomocą MANPADS.
Do tego dochodzi zmitologizowana historia. Mówi się nam, że kolumny prawie dotarły do Moskwy, ale nie przypominam sobie żadnych udokumentowanych dowodów na to. A co znajduje się między regionami Woroneża i Moskwy?
- Obwód tulski, na czele którego stał pan Diumin.
Zauważyłem również, że podczas gdy wszyscy gubernatorzy pisali te same wiernopoddańcze apele jak manekiny, pan Diumin milczał i w niczym takim nie uczestniczył. W żaden sposób nie zadeklarował swojej "jedności z prezydentem".
Oczywiście był zaangażowany w znacznie ważniejsze sprawy. Nie wiemy, czy wagnerowcy weszli na terytorium regionu Tuły, ale jasne jest, że Diumin odegrał jakąś rolę w rozwiązaniu tego kryzysu.
Co więcej, dwa miesiące później, kiedy Prigożyn został zabity jako uznany zdrajca, który popadł w niełaskę, Diumin pozwolił sobie powiedzieć, że nie był zdrajcą i że ojczyzna Prigożyna o nim nie zapomni. Było to dość śmiałe posunięcie polityczne. I najwyraźniej zasoby, które Diumin włożył w rozwiązanie kryzysu, są dla Putina cenniejsze niż oceny, które Diumin później wystawił Prigożynowi.
- Czy stanowisko sekretarza Rady Państwa to stanowisko dla cennej osoby?
W reżimach takich jak ten w Federacji Rosyjskiej najważniejszym zasobem politycznym, jaki może mieć urzędnik i biurokrata, jest dostęp do pierwszej osoby, możliwość skontaktowania się z nią i bezpośredniego przekazywania jej swoich myśli.
Diumin został asystentem prezydenta i oczywiście zachował dostęp do pierwszej osoby. Rzecz jasna, jest to dla niego awans. Diumin nie wypada z łask, Diumin nadal jest w zespole, a jego możliwości i wpływy nawet rosną. Co innego, jeśli dzwonisz na Kreml z Tuły, a co innego, jeśli sam jesteś na Kremlu.
- Więc negocjacje z Prigożynem zostały uznane za udane?
Najwyraźniej. Kto brał w nich udział, oprócz Aleksandra Łukaszenki? Najwyraźniej Diumin. Także Junus-Biek Jewkurow — pozostał na stanowisku, mimo wszystkich przetasowań w ministerstwie obrony. Także zastępca szefa Sztabu Generalnego Władimir Aleksiejew — on również pozostał na stanowisku.
- W słynnym wideo z Rostowa Prigożyn mówi do Jewkurowa i Aleksiejewa: "Chcemy dorwać szefa Gierasimowa i Szojgu". Jak pan myśli, na co tak naprawdę liczył w tym buncie? Jakie plany miał, pana zdaniem, na wieczór 24 czerwca?
Musimy zdać sobie sprawę, że Jewgienij Wiktorowicz to przecież człowiek z lat 90. Był biznesmenem z konceptualnymi pomysłami na życie. Przez kilka miesięcy publicznie targował się z ministerstwem obrony. I jest oczywiste, że miał nadzieję wytargować jakieś warunki wyjścia z tej sytuacji.
- Jakiej sytuacji?
W styczniu 2023 r. został pozbawiony możliwości rekrutowania więźniów. Przejęło ją ministerstwo obrony. Wiadomo, że w walkach o Bachmut Prigożyn "zlikwidował" 20 tys. tych więźniów (według obliczeń "Mediazony" i rosyjskiego serwisu BBC, w walkach o Bachmut zginęło co najmniej 17 tys. zwerbowanych jeńców. — red.), więc gdyby Grupa Wagnera nadal uczestniczyła w wojnie z taką samą intensywnością, w bardzo niedalekiej przyszłości nic by z niego nie zostało.
Bruksela zapomniała o "flocie cieni", a Putin drwi z Zachodu. Duńczycy biorą sprawy we własne ręce
Prigożyn musiał jakoś wydostać się z tej wojny i zachować swoje aktywa wojskowe. To właśnie próbował wynegocjować. Ale, jak pamiętamy, nie udało mu się osiągnąć porozumienia. Władimir Władimirowicz zawsze staje po stronie biurokracji w takich konfliktowych sytuacjach. W tym przypadku Putin również stanął po stronie biurokracji, mówiąc, że bez względu na to, kto biegał i kto miał jakie zasługi dla Federacji Rosyjskiej, wszystko powinno być ostatecznie ujednolicone — wszyscy powinni podpisać umowy z ministerstwem obrony.
Myślę, że Prigożyn postrzegał to, co się działo, dosłownie jako próbę przejęcia jego głównego atutu. A jego bunt był desperacką próbą wynegocjowania jakichś warunków dalszej egzystencji.
- W końcu przegrał walkę o byt nawet na poziomie fizycznym.
To właśnie najbardziej zaskakuje mnie w tej historii. Jak nawet po zakończeniu rebelii, ale po tym, jak Putin scharakteryzował jego działania jako zdradę, jak mógł uwierzyć w jakiekolwiek zapewnienia, które otrzymał, czy to od Diumina, czy Łukaszenki? Jak to się stało, że pozostał w Rosji? Doskonale wiedział, co dzieje się z ludźmi, których Putin nazywa zdrajcami!
Jeśli Putin nazwał cię zdrajcą, finał twojego życia jest jasny. I ten finał nie potrwa zbyt długo. Wydaje się, że w ostatnich miesiącach Prigożyn po prostu nie ocenił odpowiednio siebie, swojej wagi i tego, co dzieje się na wojnie i wokół niej.
Myślę, że przecenił swoje znaczenie dla systemu. Myślę, że był przekonany, że nawet jeśli Grupa Wagnera wycofa się z frontu w Ukrainie, nadal będzie utrzymywana przy życiu, ponieważ Kreml cenił pracę, którą wykonywała w Syrii i na kontynencie afrykańskim. Sądzę, że Prigożyn myślał, że skoro Afryka była ważnym obszarem dla Kremla, to zostanie utrzymany przy życiu i będzie mógł kontynuować tam swoją pracę. Była to błędna refleksja.
Zamiast Wagnera, w regionie walczy teraz Afrykański Korpus stworzony przez Timczenkę i Jewkurowa. W Mali, Burkina Faso, prowadzą i zajmują się wszystkimi zadaniami, którymi wcześniej zajmował się Prigożyn.
onet.pl