Kto wie czy w samo sedno nie trafiają dwaj eksperci z Hong Kongu, Andrew Sheng i Xiao Geng, którzy twierdzą, iż grozi może nam nie tyle nowa „zimna wojna”, ile wojna „chłodna”, podjazdowa, o nie do końca jasnych regułach gry, za to jej efektem może być zjawisko naprawdę groźne nie tylko dla dwóch zwaśnionych stron, czyli Chin i USA, lecz całego świata.
Dojdzie bowiem do realizacji scenariusza wręcz niebezpiecznego: pojawią się dwa niezależne od siebie systemy innowacyjne, a podział będzie nie tylko gospodarczy lecz technologiczny. A zamiast wojny czysto handlowej i celnej, może dojść do wojny technologicznej, której znamiona już mamy (ZTE, Huawei, 5G) oraz cyberataków na wielką skalę.
Zagrożenia są poważne, a stawka ogromna, bo nikt już nie wątpi, że w tym starciu chodzi także o prestiż i prymat. Chińczycy, mający jeszcze przed sobą niezwykle ambitne zadania na scenie wewnętrznej, w tym tak poważne, jak – dokonująca się właśnie – zmiana modelu rozwojowego z opartego na eksporcie na osadzony na silnym rynku wewnętrznym i kwitnącej klasie średniej, czy przejście od ilości do jakości.
/W 2025 roku nie ma żadnej transformacji, nadal dominuje eksport, a próby ożywienia popytu wewnętrznego są niemrawe jak na Chiny, są też motywowane politycznie, bogaty konsument jest niebezpieczny politycznie - red./
Jeśli marzą o „renesansie chińskiego narodu”, o czym mówią otwarcie, to tym samym chcą być ponownie – jak przed wiekami – wielką cywilizacją, a nie tylko gospodarką czy mocarstwem handlowym. A taka nie może opierać się na kradzieży, podróbkach czy składaniu części sprowadzonych z zewnątrz. Sama musi być przykładem.
obserwatorfinansowy.pl
Jeśli marzą o „renesansie chińskiego narodu”, o czym mówią otwarcie, to tym samym chcą być ponownie – jak przed wiekami – wielką cywilizacją, a nie tylko gospodarką czy mocarstwem handlowym. A taka nie może opierać się na kradzieży, podróbkach czy składaniu części sprowadzonych z zewnątrz. Sama musi być przykładem.
obserwatorfinansowy.pl