wtorek, 4 października 2022


Pekin będzie chciał zająć pozycję i przejąć autorytet Rosji w regionie?  

Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której ktoś mógłby całkowicie zastąpić Rosję, sprawić, że ona zniknie z całym swoim dorobkiem. Bez wątpienia jednak rośnie znaczenie Chin w regionie. W czasie ostatniej wizyty Xi jinpinga w Astanie (stolica Kazachstanu - przyp. red) przekazał on, że ma swoją wizję porządku regionalnego, który niekoniecznie pokrywa się z rosyjską wizją. Zaznaczył również, że Pekin opowiada się za stabilnością, integralnością terytorialną i suwerennością tych państw. Nie oznacza to jednak, że zamierza się skonfrontować z Rosją na tym terenie, a raczej aktywniej uczestniczyć w pewnym procesie, który nie jest zero-jedynkowy.

Kolejny duży gracz - Turcja, też nie ogląda się już na rosyjskie interesy.

Turcję z Rosją łączą skomplikowane relacje. Z jednej strony to strategiczna współpraca i oglądanie się na siebie, a z drugiej strategiczna rywalizacja, która trwa od bardzo wielu lat. Obserwujemy proces wzmacniania się Turcji, jej wchodzenia w region. Akcentowanie swoich interesów i sprawczości np. w Azerbejdżanie jest widoczne od lat, lecz teraz te działania przyspieszyły. Turcja pokazuje, że jest gotowa wspierać sytuację, w której Armenia, sojusznik rosyjski, jest bezkarnie atakowana przez Azerbejdżan. Nie oznacza jednak, że może ona zastąpić Rosję w skali całego regionu. Może natomiast znacząco osłabić jej pozycję.

Zarówno Turcja jak i Chiny stopniowo osłabiają pozycję rosyjską, łamią jej dotychczasowy monopol na obszarze postsowieckim. Jest to skomplikowana relacja, w której Chiny i Turcja rywalizują z Rosją, a jednocześnie z nią współpracują. Dostosowują się do nowych realiów, kanalizują pewne procesy, które Moskwa wywołała. Oba kraje chciałyby kontrolować te procesy i minimalizować straty, a jednocześnie zwiększać pole dla swoich zysków. Rosja tego procesu nie jest w stanie zatrzymać, a tym bardziej odwrócić w wyobrażalnej perspektywie czasowej.

Jakie kluczowe zmiany możemy zaobserwować w najbliższych miesiącach w tym regionie? 

Możemy spodziewać się napięć i zmian. Od wielu miesięcy dojrzewa proces porozumienia politycznego między Armenią i Azerbejdżanem - niezależnie od tych ostrych starć. Jeśli do ugody dojdzie, to będzie to kolejny efekt słabości rosyjskiej. Armenia, która jest sojusznikiem Moskwy, ostatecznie zrezygnowałaby wtedy z rosyjskiego parasola. Byłaby to fundamentalna zmiana dla regionu, ale też międzynarodowej pozycji Rosji.

Oczywiście, że jesteśmy w stanie sobie wyobrazić wiele konfliktów dużo bardziej niebezpiecznych, ale to wszystko zależy od tego, jak rozwinie się wojna w Ukrainie i co stanie z samą Rosją.

Jak Kazachstan poradzi sobie z napływem Rosjan, którzy uciekają obecnie przed mobilizacją?

Obserwujemy, że zauważalnie wzrosły ceny wynajmu mieszkań, zauważamy przewóz pieniędzy, przenoszenie interesów. To doraźna korzyść ekonomiczna, ale też element rozstroju całego systemu postsowieckiego. To postawienie dużego znaku zapytania pod całą siecią powiązań między gospodarką, społeczeństwem, armią, w których Rosja odgrywała główną rolę. Siłą rzeczy zmiana tego systemu będzie powodowała tarcia, a może nawet duże problemy.

Pozostaje pytanie co zrobi z tą przemianą świat zewnętrzny. Do jakiego stopnia Chiny, Turcja, UE czy Amerykanie będą gotowi uczestniczyć w tych procesach. Ponad wszelką wątpliwość mógłbym powiedzieć, że dokonuje się istotny demontaż systemu postsowieckiego, w którym Rosja pełniła istotną rolę. Cokolwiek by się nie wydarzyło, nie ma mowy do powrotu do automatycznego stanu rzeczy sprzed roku, czy kilku lat.

Jak państwa regionu Kaukazu i Azji Centralnej postrzegają groźby nuklearne?

Nie ma wiążących reakcji Kaukazu i Państw Azji Centralnej wobec gróźb nuklearnych. Może za wyjątkiem Kazachstanu, który wyraźnie podniósł ten temat. Kasym-Żomart Tokajew (prezydent kraju - przyp.red) był mocno zaangażowany w rozwiązywanie nuklearnych problemów Kazachstanu jak i tych międzynarodowych.

Cały ten region poważnie traktuje zagrożenia, które generuje Rosja. Także w kwestiach nuklearnych poważnie biorą to pod uwagę i się tego obawiają, choć głośno o tym nie debatują, wiedząc, że nie wpłynie to na decyzje Putina. Wielokrotnie w swojej historii przekonali się, że Rosja jest zdolna do robienia rzeczy, które w głowach się nie mieściły. Z niepokojem patrzą na groźby Rosji i ewentualne konsekwencje.

gazeta.pl