Amerykańska klasa średnia jest wściekła i ma do tego pełne prawo, (...). Przez dekady bezpieczne miejsca pracy i rosnący standard życia, które definiowały amerykański sen, powoli wymykały się im z rąk. Fabryki zamykano, miejsca pracy przenoszono za granicę, a stabilne kariery przekształcały się w dorywcze prace. Mieszkania stały się nieosiągalne, koszty opieki zdrowotnej gwałtownie wzrosły, a szkolnictwo wyższe pogrążało rodziny w długach. Nic dziwnego, że wielu Amerykanów czuło się zdradzonych przez elity, które obiecywały, że globalizacja jest dobra dla wszystkich.
Donald Trump instynktownie wyczuwał ten gniew i wydaje się, że sam czuł się oszukany przez obcokrajowców, gdy był młody. Zarówno w trakcie kampanii wyborczej, jak i podczas urzędowania, nie przedstawił szczegółowych planów gospodarczych. Zaoferował jedynie rekompensatę.
Prezydent Trump opowiedział Amerykanom prostą, ale poruszającą historię: ich trudności nie były ich winą; byli ofiarami niesprawiedliwej globalnej gospodarki manipulowanej przez „globalistyczne elity” i obce mocarstwa. Obiecał im kontratakować, przywrócić im utraconą dumę i chronić ich źródła utrzymania.
Jego trwająca wojna handlowa to spełnienie tej obietnicy przez Trumpa w jego własny, impulsywny i osobliwy sposób. Od czasu ponownego objęcia urzędu byliśmy świadkami skrajnych i chaotycznych zapowiedzi, gwałtownych ustępstw przekuwanych w chwyty negocjacyjne, wprowadzania wysokich ceł i nieustannych ataków retorycznych. To nie jest polityka handlowa. To teatr polityczny. Ale teatr ma swój cel: pokazać klasie średniej, że ktoś u władzy w końcu słyszy jej frustracje i stawia opór.
A jednak kryje się tu głęboka sprzeczność. Cła mogą wydawać się sprawiedliwością, ale jako lekarstwo na problemy ekonomiczne nie leczą, a wręcz nie mogą uleczyć, realnych ran klasy średniej. Wręcz przeciwnie.
Oto dlaczego. Cła mogą chronić miejsca pracy tylko w sektorach produkujących towary. Mechanizm jest prosty. W Ameryce cła ograniczają konkurencję zagraniczną, która produkuje takie rzeczy jak samochody, stal, sprzęt AGD, meble, ubrania i elektronikę.
Zmniejszona konkurencja na rynku amerykańskim pozwala amerykańskim producentom na oferowanie wyższych cen i sprzedawanie większej ilości produktów niż w innym przypadku. Rozłóżmy ten mechanizm na dwie części: 1) efekt wzrostu cen i 2) efekt ochrony miejsc pracy.
Wyższe ceny i sprzedaż podnoszą wartość akcji chronionych spółek amerykańskich i mogą również chronić miejsca pracy w tych spółkach.
Ale jaka część klasy średniej ma pracę w firmach, które są chronione? Niezaprzeczalną prawdą jest, że mniej niż jeden na dziesięciu Amerykanów z klasy średniej faktycznie pracuje w tych sektorach.
(...), zdecydowana większość miejsc pracy dla klasy średniej znajduje się w sektorze usług. Amerykanie z klasy średniej to dziś nauczyciele, kierownicy sklepów detalicznych, inżynierowie oprogramowania, księgowi, pracownicy restauracji i służby zdrowia.
Prawie 90% klasy średniej pracuje w sektorze usług, a na usługi nie można nakładać ceł. Usługi transgraniczne są realizowane przez internet, a nie przez amerykańskie urzędy celne, dlatego nie można na nie nakładać ceł. Miejsca pracy w sektorze usług nie mogą być chronione cłami.
Dla pracowników sektora usług cła nie zapewniają żadnej bezpośredniej ochrony.
To doprowadza nas do kwestii wzrostu cen, który podnosi koszty utrzymania wszystkich Amerykanów.
Nie musimy spekulować, czy cła podnoszą ceny konsumenckie. To już się dzieje. Z wyjątkiem Chin i kilku towarów, takich jak samochody i stal, cła w USA do 2025 roku wynosiły 10%. Badania Harvard Business School śledzą wzrosty cen detalicznych tysięcy dóbr codziennego użytku po wprowadzeniu ceł (...). Reuters również uważnie śledził zmiany cen, korzystając z danych zebranych bezpośrednio z ofert Amazon. Oba źródła potwierdzają prosty wniosek: amerykańskie rodziny płacą dziś więcej z powodu ceł.
Ale oto większy problem. Początkowe cła na poziomie około 10% były dopiero początkiem. Teraz cła Trumpa wydają się trwałe, ale o znacznie wyższej stawce. 1 sierpnia 2025 r. mają one wzrosnąć do 15-25% dla głównych dostawców towarów importowanych. Do tej pory wielu sprzedawców detalicznych i producentów wahało się przed pełnym przerzuceniem kosztów ceł na konsumentów, mając nadzieję, że będą one tymczasowe. Po potwierdzeniu trwałości ceł i objęciu wszystkich konkurentów podobnie wysokimi cłami, firmy nie mają innego wyboru, jak tylko jeszcze bardziej agresywnie podnosić ceny konsumenckie.
Do tego problemu przyczynia się gwałtownie spadający dolar amerykański, którego wartość spadła o około 10% od początku 2025 roku. Związek między cłami a spadkiem wartości dolara jest niejasny, ale jego wpływ na ceny jest ewidentny. Słabszy dolar oznacza wyższe koszty importu, co potęguje wpływ wyższych ceł. Mówiąc wprost, amerykańskie rodziny wkrótce odczują podwójny cios w postaci wzrostu cen: ceł i osłabienia dolara.
Richard Baldwin
1 sierpnia 2025
linkedin.com