wtorek, 22 listopada 2022


Niezależny portal Wiorstka, powołując się na źródła w rosyjskich władzach – na Kremlu i w Dumie Państwowej – twierdzi, że administracja prezydenta planuje drugą falę "częściowej mobilizacji".

Rozważana była także mobilizacja powszechna, ale ten scenariusz został jednak uznany za "nie do zrealizowania w obecnych warunkach", ze względu na duże koszty i problemy z wyposażeniem już zmobilizowanych rezerwistów - pisze Wiorstka.

"Rozmowy (na temat powszechnej mobilizacji – Wiorstka) miały miejsce, bo my rozumiemy, wszyscy rozumieją, że problemów z przygotowaniem (rezerwistów - Wiorstka) nie da się rozwiązać w ciągu paru miesięcy. Jest oczywiste, że obecne mobiki (zmobilizowani) się skończą, potrzeba będzie więcej ludzi, a według naszych szacunków – stanie się to jeszcze przed końcem zimy" – portal cytuje swojego rozmówcę z Dumy.

Z publikacji niezależnych mediów oraz doniesień z frontu wynika, że rezerwiści powołani w ramach tzw. "częściowej mobilizacji", ogłoszonej 21 września, są w większości źle przygotowani (niektórzy w ogóle nie przechodzą przeszkolenia) i słabo wyposażeni, a także – wbrew zapowiedziom władz - są wysyłani na front do "zatykania dziur".

Według ustaleń portalu zwolennikami powszechnej mobilizacji są "nastawieni radykalnie stronnicy wojny", m.in. czeczeński przywódca Ramzan Kadyrow czy powiązany z tzw. Grupą Wagnera biznesmen Jewgienij Prigożyn.

O ile mobilizacja powszechna jest obecnie mało prawdopodobna, to władze nie rezygnują z planów drugiej fali "mobilizacji częściowej".

"Trwa pośpieszne +łatanie dziur+, związanych z produkcją i przygotowaniem przedmiotów pierwszej potrzeby dla żołnierzy, a także broni i sprzętu. Jednocześnie szybko, +w biegu+ odbywają się reformy funkcjonowania komend uzupełnień, które ze szczętem zawaliły pierwszą falę mobilizacji" – pisze Wiorstka, powołując się na swoich rozmówców.

Zmiany dotyczą m.in. systemu ewidencji, który umożliwi sprawniejsze tworzenie list rezerwistów. W regionach powstają nowe ośrodki szkolenia.

Według informatorów Wiorstki nowa fala mobilizacji mogłaby mieć miejsce po Nowym Roku.

Rosyjskie media niezależne informowały już niejednokrotnie o przypadkach wysyłania wezwań mobilizacyjnych na 2023 r.

I Kreml, i ministerstwo obrony "werbalnie" ogłosiły zakończenie "częściowej mobilizacji". Według oświadczeń władz zmobilizowano 318 tys. osób. Mobilizacja nie została jednak formalnie zakończona prezydenckim dekretem.

"Rozmówcy Wiorstki twierdzą, że decyzja o niewydawaniu dekretu była związana właśnie z możliwością nowych fal zaciągu" – pisze portal.

PAP

Kilkunastometrowych granitowych posągów żołnierzy radzieckich miało na cmentarzu na Antolkolu w Wilnie już nie być. Decyzja o demontażu zapadła na Radzie Miasta jeszcze w czerwcu, po tym jak pomnik został wykreślony z rejestru dóbr kultury. Rozbiórkę wyceniono na 48 tys. euro i znaleziono wykonawcę.

Ale posągi nadal stoją, a miasto zamiast w prace rozbiórkowe zainwestowało w kilkaset metrów czarnej tkaniny, która posłużyła do przykrycia pomników. Władze tłumaczą, że chciały w ten sposób uchronić figury przed wandalizmem, bo już wcześniej zdarzały się próby ich zniszczenia. Jak choćby w październiku, kiedy ktoś namalował na nich niecenzuralne słowo. – Zakryliśmy je też dlatego, żeby nie drażnić ludzi – przyznał mer Wilna Remigijus Simasius w mediach. 

Podobny los spotkał w ostatnich miesiącach wiele radzieckich pomników w regionie. Litwa, podobnie jak inne kraje bałtyckie, po inwazji Rosji na Ukrainę zaczęła aktywnie pozbywać się śladów sowieckiej przeszłości. Z ulic litewskich miast znikają więc radzieckie rzeźby, zmieniane są rosyjskie nazwy ulic, we wrześniu Wilno przemianowało Litewski Rosyjski Teatr Dramatyczny (lepiej znany Polakom jako Teatr na Pohulance) na Wileński Teatr Stary, stołeczne władze podjęły też decyzję o wyburzeniu Domu Moskwy. Z badań opinii publicznej wynika, że połowa obywateli Litwy opowiada się za usunięciem sowieckich pomników z przestrzeni publicznej, 35 proc. jest temu zdecydowanie lub raczej przeciwna. 

Tymczasem litewskie władze mówią, że rozbiórki są konieczne, bo radzieckie rzeźby niosą za sobą te same symbole, które dzisiaj wykorzystywane są przez armię rosyjską, która zaatakowała Ukrainę. A do tego boleśnie przypominają Litwinom o czasach sowieckiej okupacji.

Ale w odróżnieniu od np. Łotwy, Litwa nie niszczy pomników, tylko usuwa je z przestrzeni publicznej. Część zwożona jest do Parku Grutas nieopodal Druskiennik; trafiają tu radzieckie rzeźby z całego kraju. Władze miasta zapewniają, że pomników z cmentarza na Antokolu też nikt nigdy niszczyć nie zamierzał. – Nigdy nie pojawił się pomysł, ani nawet sugestia, dotycząca zniszczenia tych pomników – mówi DW wicemer Wilna Tomas Gulbinas. I zapewnia, że miały one zostać przeniesione w inne miejsce. Gdzie? – Prawdopodobnie do muzeum – mówi polityk. W tym kontekście mówi się o Litewskim Muzeum Narodowym.

Wygląda jednak na to, że inną wersję tej historii otrzymał Komitet Praw Człowieka przy ONZ. Do organizacji wpłynąć miała petycja od mieszkańców, przedstawiających się jako „etniczni Rosjanie”, skarżących decyzję miasta. Nieoficjalnie mówi się, że za skargę odpowiedzialni są litewscy działacze prorosyjscy. W piśmie do ONZ mieli oni zarzucić litewskim władzom łamanie praw człowieka oraz to, że chcą one usunąć posągi z grobów radzieckich żołnierzy. W odpowiedzi Komitet nałożył na pomnik środki ochrony tymczasowej i wstrzymał rozbiórkę. Litewskie władze kategorycznie zaprzeczają zarzutom.

– Decyzja ONZ zapadła w oparciu o błędne informacje – wskazuje litewskie ministerstwo sprawiedliwości, które prowadzi korespondencję z ONZ w tej sprawie.

– Informacja, że posągi rzekomo stoją na grobach poległych żołnierzy sowieckich jest nieprawdziwa. Prawda jest taka, że ani pod pomnikiem ani nawet zaraz obok niego nie ma żadnych mogił – mówi DW wicemer stolicy. 

Groby znajdują się na tarasach ciągnących się po obu stronach pomnika, pochowane są tu trzy tysiące żołnierzy radzieckich. Miasto powtarza, że ich mogił nikt nie będzie ruszał. Zniknie tylko pomnik. 

Jak nieoficjalnie dowiedziało się DW, w praktyce litewskie władze mogą zdemontować pomnik w każdej chwili. Nie robią tego z szacunku dla ONZ. – Decyzja Komitetu Praw Człowieka nie jest dla nas prawnie wiążąca – mówi jeden z litewskich polityków.

Paweł Ławrinec, kierownik Katedry Filologii Rosyjskiej na Uniwersytecie Wileńskim, z pochodzenia Rosjanin, przyznaje, że sprawa pomników może wzbudzać emocje. – Trzeba mieć świadomość, że każdy pomnik jest namacalnym świadectwem polityki. Armia Czerwona w 1944 r. owszem była wyzwolicielką, ale potem była armią okupanta i dla wielu Litwinów to są bardzo bolesne wspomnienia. Z drugiej strony, dla wielu Rosjan, nawet tych którzy urodzili się na Litwie, jednym z najważniejszych wydarzeń XX w. jest II wojna światowa i te miliony ofiar, które oddały życie w imię zwycięstwa nad nazizmem. Ten pomnik im o tym przypomina – tłumaczy. Pod pomnikiem na Antokolu co roku 9 maja odbywały się uroczystości z okazji zwycięstwa ZSRR w II wojnie światowej. 

Ławrinec dodaje, że nie rozumie jednak, dlaczego w sprawę wmieszało się akurat ONZ. – Przecież to organizacja, która w ostatnich latach pokazała jedynie swoją słabość i która potrafi jedynie „wyrażać głębokie zaniepokojenie” – mówi. 

Dzisiaj opakowane i oklejone taśmą posągi, wyglądają jakby były w pokrowcach. U ich podnóża ktoś postawił fotografię pokazującą, jak wyglądały w całej krasie, zanim zostały zakryte. Przed pomnikiem ktoś położył czerwone goździki, zapalił znicze. 1 listopada na cmentarzu doszło do incydentu – grupa osób ściągnęła z posągów czarny kir. Wideo z tego wydarzenia obiegło sieć, trafiło do rosyjskich mediów.

Litewskie władze są pewne, że do demontażu sowieckich pomników dojdzie lada chwila i że ONZ cofnie nałożone przez siebie środki tymczasowe. – Żadne prawa człowieka nie zostały złamane i udowodnimy to przed ONZ. Jestem pewien, że kiedy wyjaśnimy sytuację będziemy mogli kontynuować usuwanie posągów – komentuje Tomas Gulbinas.

dw.com

Alaksandr Papko: A jak rosyjska inwazja na Ukrainę wpłynęła na czeczeńskie społeczeństwo? Czy zintensyfikowała dążenia ku niepodległości? Kiedy Rosjanie zaatakowali Ukrainę i wybuchła tak duża wojna w naszym regionie, jak ludzie w Czeczenii to odebrali? Czy widzieli zbieżności z Czeczenią i tym uczuciem walki o niepodległość? Czy ta potrzeba walki o niepodległość wzmogła się w Czeczenii?

Anzor Maschadow: Tak, ponieważ przeszliśmy już przez dwie wojny rosyjsko-czeczeńskie. Teraz widzimy więc dokładnie te same zjawiska, które miały miejsce u nas, czyli metody armii rosyjskiej. To, co zrobili w naszym kraju i robią teraz na Ukrainie – to właściwie to samo. Mówiąc o tym, co działo się w Buczy, Hostomlu, Mariupolu, Irpieniu i innych miastach, możemy również przypomnieć nasze miasta – Grozny, Argun, Samaszki, Nowyje Ałdy, Mesker-Jurt i inne, w których dokonano tego samego.

– Ma pan ze sobą zdjęcia. Czy może pan je pokazać?

– Mam je zawsze ze sobą. Dzisiaj rosyjscy okupanci, politycy, generałowie lub nawet prezydent Rosji nazywają Ukraińców nazistami. Tak samo było już wcześniej w odniesieniu do wojny w Iczkerii. Mówili: wszyscy Czeczeni są terrorystami, faszystami i tak dalej… A teraz pokażę panu rosyjskich żołnierzy w Iczkerii.

– Tak, to rosyjscy żołnierze, najprawdopodobniej podczas pierwszej wojny w Czeczenii.

– Robili te zdjęcia, by wysłać je do swoich rodzin. Spalili całą czeczeńską wioskę tak samo, jak zrobili to np. w Buczy. Na następnym zdjęciu jest też napis na budynku: zniszczymy całą Czeczenię. Pokażę jeszcze to zdjęcie. Żywa tarcza. Pamięta pan, co mówił Putin? Że jeśli ludność cywilna pójdzie [przodem]…

– Tak, to wojsko będzie za nią.

– Tak. „Wtedy zobaczymy, czy oni będą strzelać”. Więc tacy byli Rosjanie w Iczkerii. Znałem tę rodzinę. To wszystko członkowie jednej rodziny. Na następnym zdjęciu są dzieci zabite dzieci w czasie jednego z bombardowań. Następne zdjęcie – wie pan, co na nim jest – oni kradli dosłownie wszystko. Na następnym to samo – ten okupant kradnie telewizor. A to zdjęcie zrobiono w Groznym: zabili całą rodzinę, to było w 1995. A to wygląda dosłownie jak Mariupol, ale to nasza stolica – Grozny. Nic się nie zmieniło w Rosji i nic się nie zmieniło w rosyjskiej armii.

belsat.eu