czwartek, 19 października 2017


Doktor Philip Howard, autor książki: „Koncentracja i władza w systemie żywnościowym, czyli kto decyduje o tym, co jemy?”, od lat bada zmiany zachodzące w systemie żywnościowym i opisuje zachodzące w nich trendy. Howard jest profesorem nadzwyczajnym na Wydziale Zrównoważonego Rozwoju Społeczności na Uniwersytecie Stanowym w Michigan, specjalizuje się zaś w dziedzinie socjologii wsi.

(...)

Jak zauważa Howard:

„W wielu branżach obserwujemy trend zmierzający w kierunku coraz mniejszej ilości działających w nich firm, przy jednoczesnym zwiększaniu ich wpływów. Weźmy na przykład przemysł piwowarski. Dziś za połowę światowej produkcji tego trunku odpowiadają cztery firmy z Europy. W najbliższej przyszłości ich ilość spadnie do trzech, ponieważ Anheuser-Busch InBev zamierza kupić SABMiller.

Co ciekawe, nawet firmy z dominującą pozycją na rynku muszą podporządkować się regułom narzucanym im przez system. A zgodnie z nimi należy ciągle zwiększać swoje obroty, bo inaczej przejmą cię inni. To sprawia, że o tym, co mamy jeść, decyduje coraz mniejsza grupka ludzi. Krążą słuchy, że kupno SABMiller nie zwiększy obrotów InBev do pożądanego poziomu, więc koncern będzie musiał przejąć jeszcze jedną firmę, być może nawet Coke lub Pepsi.”

(...)

„Na początku XX wieku istniało wiele regulacji zapobiegających powstawianiu koncernów, których wpływy byłyby zbyt rozległe. Sytuacja ta zmieniła się diametralnie na początku lat 80-tych, kiedy prezydentem został Ronald Reagan. Agencje rządowe otrzymały wtedy nakaz, by zupełnie inaczej zacząć postrzegać fuzje czy przejmowanie jednych przedsiębiorstw przez drugie. Jednocześnie sędziów federalnych próbowano przekonać do tzw. szkoły chicagowskiej. W tym celu zapraszano ich na wycieczki do Arizony, na Florydę i innych tego typu miejsc, gdzie poza rozrywką, głównie w postaci gry w golfa, uczestniczyli oni w seminariach. Tam uczono ich, że fuzje i przejęcia, jeśli tylko nie spowodują gwałtownego wzrostu cen, są dobrodziejstwem dla całego społeczeństwa. Do końca lat 90-tych w takich wyjazdowych szkoleniach wzięło udział ponad 2/3 wszystkich sędziów federalnych. Trudno się więc dziwić, że dziś nie ma szans, by wygrać jakąkolwiek rozprawę dotyczącą przeciwdziałania praktykom monopolistycznym.”

ulicaekologiczna.pl

Współczesna polska publicystyka historyczna wykreowała określenie „cios nożem w plecy” wobec agresji ZSRR z 17 września 1939 r. Tych ciosów nożem w plecy Polska otrzymała jednak we wrześniu 1939 r. więcej. 1 września 1939 r. taki cios zadała Rzeczypospolitej Słowacja, umożliwiając wojskom hitlerowskim zaatakowanie Polski ze swojego terytorium oraz biorąc udział w tej agresji. 12 września 1939 r. cios nożem w plecy zadali natomiast nacjonaliści ukraińscy, wszczynając w porozumieniu z Berlinem działania, które przeszły do historii pod nazwą dywersji OUN na Kresach Wschodnich.

Na miano ciosu nożem w plecy zasługuje także postawa sojuszników Polski, czyli niewywiązanie się przez Francję i Wielką Brytanię ze zobowiązań sojuszniczych. Ten cios nożem w plecy był chronologicznie pierwszy i stanowił ogromny szok dla Polaków, których ówczesna propaganda państwowa utwierdzała w wierze w trwałość i niezawodność sojuszy. Przypominam o nim nie po to, żeby deprecjonować znaczenie innych przyczyn klęski wrześniowej – w tym działań podjętych przez ZSRR – ale dlatego, że postawa Francji i Wielkiej Brytanii wobec samotnie walczącej z najazdem niemieckim Polski zasługuje na uwagę również w kontekście współczesnej polskiej polityki prozachodniej.

II Rzeczpospolita od początku lat 20. XX w. była związana sojuszem polityczno-wojskowym z Francją – najsilniejszym wówczas militarnie mocarstwem Europy Zachodniej. Polsko-francuska umowa sojusznicza została podpisana 19 lutego 1921 r. w Paryżu. Dopiero 19 maja 1939 r. – w sytuacji jawnego już zagrożenia napaścią Niemiec hitlerowskich na Polskę – Francja zgodziła się na odnowienie i uściślenie konwencji wojskowej do umowy sojuszniczej. Nadający tej konwencji klauzulę ważności protokół polityczny dyplomacja francuska podpisała pod naciskiem Wielkiej Brytanii 4 września 1939 r. Najważniejszym zobowiązaniem, jakie przyjęła na siebie Francja, było rozpoczęcie ofensywy przeciw Niemcom w 15. dniu po ogłoszeniu mobilizacji powszechnej.

Drugim sojusznikiem II RP w 1939 r. stała się Wielka Brytania, która w reakcji na całkowitą likwidację Czechosłowacji przez Niemcy (14-15 marca 1939 r.) udzieliła Polsce 31 marca jednostronnej gwarancji niepodległości (ale nie integralności terytorialnej), obiecując pomoc wojskową w wypadku zagrożenia. Następstwem tego kroku było podpisanie 6 kwietnia 1939 r. w Londynie przez ministrów spraw zagranicznych Józefa Becka i lorda Halifaksa układu o dwustronnych gwarancjach polsko-brytyjskich, który stał się podstawą rokowań w sprawie zawarcia formalnego układu sojuszniczego między Polską a Wielką Brytanią. Na sfinalizowanie go Londyn zdecydował się dopiero 25 sierpnia 1939 r., obawiając się, że po podpisaniu w Moskwie 23 sierpnia paktu Ribbentrop-Mołotow Polska może pójść na ustępstwa wobec Niemiec.

tygodnikprzeglad.pl

Rosyjskojęzyczni użytkownicy są średnio dwa razy aktywniejsi niż ci anglojęzyczni: na tych pierwszych przypada 4,7, a na drugich 2,4 tweetów. Najważniejszym jednak wnioskiem raportu jest fakt, iż 70% kont piszących po rosyjsku i 28% po angielsku to automaty. 84% rosyjskojęzycznych treści na temat Sojuszu Północnoatlantyckiego w krajach bałtyckich i w Polsce zostało wykreowanych nie przez realnych użytkowników. Treści anglojęzyczne poszerzane przez boty stanowią 46% całości na Twitterze.

(...)

Jak zauważono w raporcie, treści rosyjskojęzyczne są ściśle powiązane z narracjami rosyjskich mediów o ćwiczeniach wojskowych, stacjonowaniu żołnierzy NATO oraz pojedynczymi incydentami z udziałem personelu wojskowego. Treści anglojęzyczne były zdominowane przez kwestie amerykańskiej polityki zagranicznej i wewnętrznej.

Automatycznie tworzone treści obejmują kombinację publikacji mediów, spamu i materiałów stricte politycznych. Modyfikacja stylu przyczyniła się też do kolejnego wniosku: w kwestiach militarnych przyjęte metody są inne niż te, znane z rosyjskiego Twittera, tj. spamowania hasztagami w celu maskowania lub rozmywania niewygodnych trendów tematycznych. „Twitterowe rozmowy o sprawach powiązanych z NATO to przede wszystkim boty rozmawiające z innymi botami, boty promujące treści osób trzecich oraz boty stopniowo budujące bardziej wiarygodne profile”.

Najbardziej popularne działania automatów to przeklejanie nagłówków z mediów internetowych z lub bez linka czy obrazka tytułowego oraz agregatory, nierzadko polegające na usługach zewnętrznego podmiotu, którego treści są podawane z określonego klucza. Co więcej, szereg mediów podających fikcyjne treści (fake newsy) dokonuje plagiatu lub algorytmicznie przepisuje treści innych środków masowego przekazu, publikując je następnie pod zmienionymi, własnymi tytułami. Jak stwierdza raport STRATCOM: „boty mają tendencję do polegania na mediach dla pozyskania treści, gdyż środowisko rosyjskojęzycznych mediów społecznościowych staje się coraz bardziej przedłużeniem mediów klasycznych i elektronicznych. Większość rosyjskich massmediów są albo bezpośrednio albo pośrednio kontrolowane przez państwo. Zrozumiałe jest, że nawet automatycznie generowany rosyjski spam informacyjny to echa państwowo nakazywanych treści”.

cyberdefence24.pl