sobota, 6 kwietnia 2024


Konwój Damiana był zgłoszony?

Konwój World Central Kitchen był konwojem uzgodnionym z Izraelem. Miał trasę uzgodnioną z izraelskimi władzami. Konwój poruszał się po tzw. strefie zdemilitaryzowanej. Każdy samochód miał wyraźne oznakowanie, że jest transportem pomocy humanitarnej. To, co jest kluczowe i co należy poruszyć to, dlaczego akurat WCK znalazło się w Strefie Gazy? To między innymi wynik ograniczenia działalności agendy ONZ UNRWA. Po tym WCK stało się głównym dostawcą doraźnej pomocy humanitarnej w Strefie Gazy. Była to jedyna organizacja, która dostarczała pomoc drogą morską z Cypru. To, co się wydarzyło, doprowadziło do tego, że ta organizacja musiała się z tego wycofać. Na ten moment każdy kolejny transport WCK został anulowany, a statki zawrócono.

To jak dostarczyć tam pomoc humanitarną?

Inne kanały są w zasadzie zablokowane. Wjazd od strony Izraela jest niemożliwy. Izrael nie wpuszcza nawet dziennikarzy do Strefy. Od drugiej strony jest przejście w Rafah, przejście z Egiptem, które w teorii jest otwarte dla pomocy humanitarnej, ale przecież to jedno jedyne otwarte przejście, więc ono też ma swoje ograniczenia logistyczne. Gęstość transportu jest ograniczona. Usprawiedliwiona jest ścisła kontrola, ale w praktyce też spowalnia cały proces przedostania się do Strefy Gazy. Dlatego są państwa, które zdecydowały się zrzucać pomoc humanitarną drogą lotniczą. Robi to m.in. Jordania i USA. Wydaje się to absurdalne, bo są to kraje będące w dobrych relacjach z Izraelem, mają oficjalne relacje dyplomatyczne, współpracują w zakresie bezpieczeństwa, a nie mogą przerzucić pomocy drogą lądową, skoro wybierają zrzucanie jej na spadochronach. UNRWA została zmarginalizowana, w to miejsce weszła WCK, ale teraz się wycofała, więc zobaczymy, co będzie w przyszłości. Jest to alarmujące pytanie, jak mieszkańcy Strefy Gazy będą zaopatrywani w żywność? Od wielu tygodni głodują. Głód stanie się powszechnym zjawiskiem w Strefie Gazy. Być może kraje, które finansowały UNRWA, zdecydują się na alternatywną formę pomocy.

defence24.pl


A czy widziała pani czwartkowy komentarz Roberta Mazurka, w którym ujawnił, że po zakończeniu wywiadu ambasador Liwne nawrzeszczał na niego? Rozjuszyć dyplomatę miało przytoczenie pani wypowiedzi o tym, że jest on osobą prorosyjską i patrzy na Polskę przez "putinowskie okulary".

Nie to powinno go rozjuszyć. Sam w licznych wypowiedziach dla rosyjskich mediów, jeszcze, gdy był dyplomatą na placówce w Moskwie, wielokrotnie opowiadał, jak ważna jest dla niego w życiu zawodowym i prywatnym Rosja, w której się urodził. Nierzadko podkreślał, że jego ojciec i członkowie rodziny służyli w Armii Czerwonej. Mówił o swoim wzruszeniu, gdy obserwował paradę zwycięstwa na Placu Czerwonym i patrzył na czołg T-34, ponieważ to wywoływało w nim wspomnienie ojca. I ja rozumiem, że rosyjskie dziedzictwo jest dla niego ważne, a więc jest na tym punkcie wyczulony. Lecz kiedy redaktor Mazurek rzucał mu w twarz mój komentarz, to nie sądzę, że powinien być dotknięty, w końcu to żadna tajemnica…

… i też nie powinno być traktowane jako obelga, skoro jest to coś, do czego sam się odwołuje.

Myślę, że asertywny na polu zawodowym ambasador może być wrażliwą osobą, skoro reaguje tak emocjonalnie. Jego rosyjskie korzenie to fakt, do którego chętnie przyznawał się w rosyjskich mediach. To jasne, że to, co było atutem na placówce w Moskwie, w Warszawie jest balastem. Pan ambasador popełnia błąd, czyniąc z tego temat tabu. Nie byłoby to takim obciążeniem, jeśli tylko potrafiłby z równym profesjonalizmem i zaangażowaniem budować dialog z Polakami. Warto spróbować zrozumieć społeczeństwo i państwo, w którym mieszka już ponad dwa lata, wykazać odrobinę dobrej woli, tak jak wykazywał ją w Rosji. Tam podkreślał, jak bardzo zależy mu na budowie dobrych relacji z Rosją. Tymczasem w wywiadzie w Kanale Zero redaktor Mazurek wyciągał z niego siłą pochwałę Polski. Ta była tak ogólnikowa, że aż trudno w nią uwierzyć.

Ponadto nie pierwszy raz zarzuca mu się antypolonizm. Tym trudniejszy do zaakceptowania w naszym kraju, że nasączony jest prorosyjskim sentymentem. Jak na przykład tym na tle historycznym. To jego słowa cytowały rosyjskie media, w których przyznawał, że patrzy na historię "podobnie jak Władimir Putin". Problem w tym, że my w Polsce dobrze wiemy, że historia jest bronią Kremla zakłamującą pamięć zbiorową, w tym w stosunku do Polski.

Pamiętajmy wreszcie, że ambasador Liwne został wysłany do Warszawy przez rząd Lapida-Bennetta, czyli koalicję nieunikającą konfrontacji na linii z Warszawą.

Nasuwa się pytanie: czy Izrael w ogóle chce mieć dobre stosunki z Polską?

Pażiwiom uwidim [poczekajmy, a zobaczymy], jak mówią Rosjanie. Piłeczka jest po stronie partnera izraelskiego. Może premier Netanjahu zdecyduje się odwołać ambasadora Liwnego do kraju, bo na przykład uzna, że odcinek polski wymaga jednak zainwestowania w osobę, która będzie posiadać cień umiejętności Szewacha Wajsa. Może też kompletnie być to bez znaczenia i ambasador Liwne pozostanie w Warszawie. Wtedy warto się przyglądać, czy zmieni swoje praktyki, zapanuje nad antypolonizmem i przestanie doszukiwać się wszędzie przejawów antysemityzmu.

Po wezwaniu do MSZ ambasador opublikował w mediach społecznościowych przeprosiny. Oświadczenie zostało napisane po angielsku. Zastanawiam się, czy naprawdę nie można było, skoro to gest tak bardzo oczekiwany przez polską opinię publiczną, napisać tego po polsku.

Zakładam jednak, że w takim razie przekaz skierowany jest na zewnątrz. Jego brzmienie jest dyplomatyczne i widocznie ma uspokoić emocje. Warto też zwrócić uwagę, że odsyła w nim do materiałów Sił Obronny Izraela dotyczących aktualnych ustaleń w sprawie ataku na konwój wolontariuszy. Pamiętajmy jednak, że strona polska domaga się rzetelnego śledztwa, warto więc nalegać na udział w dochodzeniu lub jego umiędzynarodowienie. W przeciwnym razie skazani będziemy na dowody, które dostarczy nam IDF, bez prawa oceny ich rzetelności.

(...)

Czy Rosjanie będą chcieli wykorzystać – a może już wykorzystują – to kolejne w ostatnich latach zaognienie stosunków polsko-izraelskich? A może, z uwagi na ofensywę w Ukrainie i po ataku terrorystycznym w Crocus City Hall, skupiają się teraz na innych sprawach?

Rosjanie bardzo uważnie przyglądają się kryzysowi w relacjach polsko-izraelskich, bardzo szczegółowo raportują to, co się aktualnie dzieje. Mamy komentarze agencji informacyjnych, dzienników związanych z Kremlem, a także komentarze w mediach społecznościowych. Przypominają sylwetkę ambasadora, w tym fakt, że jest synem oficera Armii Czerwonej. Z ich perspektywy jego nominacja do Warszawy była przejawem złośliwego chichotu historii, który parskał w twarz Polakom.

Czy Izrael widzi rosyjski antysemityzm?

Rosja ciągle jest uważana za bardzo ważne państwo dla Izraela pod względem bezpieczeństwa. Stąd mimo silnej amerykańskiej presji, zwłaszcza od inwazji Rosji na Ukrainę, Jerozolima nie zdecydowała się zejść z płotu i jednoznacznie stanąć po stronie ofiary rosyjskiej agresji, a tym samym wolnego i demokratycznego świata.

Wydawałoby się, że skoro kilka tygodni temu na forum ONZ skrajnie krytycznie wobec Rosji wypowiedział się przedstawiciel Izraela przy tej organizacji, to można liczyć na realną zmianę w stosunku do Moskwy. Bynajmniej. Na razie pozostaje ona w sferze deklaracji, a jeśli jakaś jednak zaszła, to jest trudna do odnotowania.

A co z rosyjskim antysemityzmem? Czy Izrael dostrzega w ogóle taki problem?

Co ciekawe, po tym, jak Izraelczycy doświadczyli po 7.10 kampanii dezinformacyjnych ze strony Kremla, zaczynają wyraźniej dostrzegać antysemityzm Rosji. Ciągle jednak nie przekłada się to na zmianę na poziomie politycznym. Pamiętajmy, że zmiana świadomości to długi proces, dajmy więc im czas. A skróci się on im więcej będzie przypadków szału antysemickiego, jak ostatnio w Machaczkale, na Północnym Kaukazie. (...)

W Machaczkale byli to muzułmanie, rosyjscy obywatele, którzy przez słowiańskich Rosjan też są dyskryminowani.

To prawda. Rosja ma wiele nieprzepracowanych problemów. Antysemityzm to raz. Rasizm i ksenofobia to dwa. To, że oficjalnie jest inaczej, wynika wyłącznie z faktu, że jest społeczna akceptacja dyskryminacji na wielu płaszczyznach. Takich incydentów się po prostu najczęściej nie raportuje …

… podobnie jak innych incydentów na tle rasowym, etnicznym, religijnym…

… tak, ponieważ jest na nie przyzwolenie. Rosja to kraj o tradycji największych pogromów Żydów i ojczyzna "Protokołów mędrców Syjonu". Do tego dochodzi brak uświadamiających kampanii społecznych, czego efektem jest fakt, że rosyjscy Żydzi uznają chuligaństwo za wybryki niewarte reagowania. Przekonanie to potwierdzają badania opinii publicznej, a także empiria. Nie dziwią wiec takie combo-wpadki, jak wydarzenia z Nowokuzniecka z marca 2018 r., gdzie na pomniku przyjaźni rosyjsko-ormiańskiej wandale wymalowali swastykę, lecz pomyliliPoza muzułmańskimi republikami, które w sposób naturalny sympatyzują z Palestyną, wśród Rosjan, powiedzmy, prawosławnych czy etnicznie słowiańskich antysemityzm również jest obecny.

Oczywiście. Z tym, że antysemityzm muzułmanów ma swoją specyfikę. Lecz znacznie groźniejszy, bo systemowy, jest ten propagowany przez Cerkiew Prawosławną. Nie zapominajmy, że nie jest ona w istocie niezależnym wyznaniem, bo znacznie bardziej przypomina "ministerstwo religii" Kremla. A ten teorie spiskowe traktuje jak broń informacyjną. Zresztą już dawno zachodni eksperci zauważyli, że częścią wojny informacyjnej Rosji jest infekowanie teoriami spiskowymi, negacjonizmu, "zastąpienia" rasy białej przez imigrantów, czy globalnego spisku elit liberalno-żydowskich. alfabet ormiański z hebrajskim.

Po stronie rosyjskiej padło też wiele obelg wobec Wołodymyra Zełenskiego ze względu na jego żydowskie pochodzenie.

Dokładnie tak.

Kiedy więc w niedawnym zamachu na City Hall Crocus pod Moskwą władze próbowały wiązać terrorystów z ISIS-Chorasan z Ukrainą, dziennikarze pytali sekretarza prasowego Kremla, Dmitrija Pieskowa, w jaki sposób można połączyć żydowskiego prezydenta Ukrainy, neonazistowski reżim w Kijowie i terroryzm islamski. Na co ten odpowiadał: "Cóż, to [jest] specyficzny Żyd".

onet.pl


Według ukraińskiego serwisu armyrecognition.com, dowódcy Pentagonu — których zadaniem jest utrzymanie amerykańskich zapasów i dotrzymanie obietnicy Białego Domu o wspieraniu Ukrainy "tak długo, jak to konieczne" - w obliczu impasu w Kongresie zwrócili się do producentów w Turcji, aby zapobiec zbliżającemu się deficytowi amerykańskich pocisków 155 mm.

Artykuł wymienia turecką firmę państwową Roketsan i turecką rządową agencję badawczą Tubitak jako głównych producentów w Ankarze, którzy obecnie realizują amerykańskie zamówienia na pociski.

Stany Zjednoczone w ostatnich miesiącach zakupiły już 116 tys. pocisków artyleryjskich "od tureckiej firmy, z perspektywami na dodatkowe zakupy", a także trinitrotoluen (TNT) i nitroguanidynę, kluczowe chemikalia do materiałów wybuchowych i miotających, czytamy w raporcie.

Amerykańsko-turecki projekt współpracy w zakresie amunicji zakłada duże tureckie inwestycje w amerykańską produkcję pocisków, a turecka firma Rekon do 2025 r. zbuduje trzy nowe linie produkcyjne w Teksasie, wytwarzając ok. 30 proc. wszystkich 155-milimetrowych pocisków artyleryjskich produkowanych w Stanach Zjednoczonych, czytamy w raporcie.

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan i jego amerykański odpowiednik Joe Biden mają spotkać się w Białym Domu 9 maja br. Szczegóły amerykańsko-tureckiego wspólnego projektu produkcji amunicji zostaną prawdopodobnie ogłoszone właśnie wtedy, czytamy w artykule.

onet.pl/Kyiv Post


Swego rodzaju oddolną próbę wywalczenia sobie praw i podmiotowości – albo w ramach Rzeczypospolitej, albo przeciwko niej – stało się długotrwałe powstanie kozackie zainicjowane w 1648 r. przez Bohdana Chmielnickiego. Samego „Chmiela” Nowak diagnozuje jako absolutnie niereformowalnego wroga Lachów, a wszelkie próby kompromisu z nim uznaje za z góry skazane na niepowodzenie. Nie omieszkuje także wskazać na to, że był zbrodniarzem i krwawym oprawcą ruskiego ludu, więc żaden z niego materiał na ukraińskiego bohatera narodowego.

Po Chmielnickim jednak do znaczenie wśród starszyzny kozackiej zdarzyło się dochodzić osobom bardziej skłonnym do kompromisu z królem i Rzecząpospolitą. Najbardziej emblematyczną próbą w tym kierunku pozostaje ugoda hadziacka w 1658 r.

W historiografii polskiej występuje tendencja do romantyzowania tego układu, który, gdyby zrealizowany, miałby doprowadzić, jeśli nie de iure, to de facto, do powstania Rzeczypospolitej Trojga Narodów, w której ruski, prawosławny naród kozacki (bynajmniej jeszcze nie ukraiński) stałby się trzecim równoprawnym podmiotem obok katolickich Polaków i Litwinów. O to, że do tego nie doszło, zwykło się oskarżać polski Sejm, który kierując się egoizmem stanowym miał zaprzepaścić szansę na tak postępowe i trwałe rozwiązanie kwestii kozackiej.

Na rozpalone takimi perspektywami głowy Nowak wylewa kubeł zimnej wody: „Unię hadziacką odrzucili, wbrew utrwalonej u nas legendzie historycznej, nie Polacy, biskupi katoliccy, czy pazerna na majątki szlachta, ale Kozacy. W każdym razie większość z nich prędko wystąpiła przeciw zgodzie z Lachami. Zbyt prędko, by unia miała szansę się utrwalić […] Nakładały się na to oczywiście głębsze, historyczne powody i morze „krwi pobratymczej”, rozlanej zwłaszcza tak świeżo, w kozacko-polskiej wojnie ostatnich 12 lat. Czy mogło być inaczej? Zostajemy z tym pytaniem.

klubjagiellonski.pl


Jak informuje Bloomberg, Intel wkrótce otrzyma od rządu zamówienie na produkcję zaawansowanych półprzewodników na potrzeby programów wojskowych i wywiadowczych. Umowa z Intelem ma zostać zawarta jeszcze w tym miesiącu na okres 3 lat, a w jej ramach najważniejsze dla armii i służb USA procesory będą wytwarzane w fabrykach Intela przez jego dział Intel Foundry Services. Poza nadchodzącymi zamówieniami Intel ma też otrzymać dodatkowe wsparcie w wysokości 3,5 miliarda dolarów na rozwój swoich fabryk.

Fundusze będą pochodzić z projektu „Bezpieczna enklawa ”, powiązanego z szerszą transzą funduszy w ramach amerykańskiej ustawy CHIPS.

twojepc.pl


Financial Times poinformował właśnie, że Chiny oficjalnie zakazały używania procesorów Intela i AMD w rządowych urządzeniach. Chińskie ministerstwo przemysłu wydało listę procesorów, systemów operacyjnych i baz danych uznanych za bezpieczne i niezawodne - stosowanie oprogramowania i sprzętu spoza tej listy w komputerach rządowych jest zakazane. Lista obejmuje oprogramowanie i sprzęt produkowany wyłącznie przez chińskie firmy, i na próżno szukać na niej procesorów Intela i AMD - są tam tylko jednostki pochodzące np. od Huawei i Loongson. Zdaniem ekspertów wprowadzony zakaz ma pobudzić rozwój oprogramowania komputerowego i procesorów produkowanych przez chińskie firmy.

Nowe przepisy zostały wprowadzone jeszcze w styczniu bez specjalnego rozgłosu. Według ekspertów jest to dalszy etap wojny technologicznej z USA - Chiny od lat dążą do budowy własnego, niezależnego ekosystemu technologicznego.

Co ciekawe przepisy uderzą nie tylko w firmy amerykańskie, ale też część chińskich producentów komputerów, dotychczas wytwarzających komputery z procesorami Intela i AMD. Odnotują one spadek sprzedaży i będą musiały przygotować nowe modele komputerów oparte wyłącznie o chińskie procesory i oprogramowanie.

twojepc.pl