poniedziałek, 2 marca 2026



Analiza sytuacji z perspektywy Izraela-USA-Iranu, w wymiarze geopolitycznym i strategicznym:

1⃣ Biorąc pod uwagę aktualny arsenał Iranu, przyjęcie tego wszystkiego tylko przez Izrael, byłoby problemem. Co widać było zresztą rok temu w czasie wojny 12-dniowej. Gdyby dodać do tego to, co miał Hezbollah i Hamas przed 2023, to należy stwierdzić, że Izrael w zasadzie uciekł w ostatnich latach spod topora. Zarówno Hamas jak i Iran dokonywały na Izrael masowych ataków rakietowych. Po zamachu Hamasu, Izrael słusznie ocenił, że trzeba zacząć neutralizować zagrożenie, albo państwo może nie przetrwać lub stanie się rakietowym zakładnikiem Teheranu. 

Udało się zneutralizować Hamas, w dużym stopniu Hezbollah. Teraz Izrael ciśnie Iran. Wykorzystuje  wsparcie z USA - póki ono jest - bo po prezydenturze D.Trumpa może być różnie. Innymi słowy, wydaje się, że ze strategicznego punktu widzenia pole manewru Izraela było bardzo mocno ograniczone. Przed 2023 stawiano na zbudowanie pokojowej architektury, stąd negocjacje z Saudami. Gdy to zawiodło, pozostała opcja va bank. I dlatego znaleźliśmy się w wydarzeniach tu, gdzie jesteśmy.
 
2⃣ Po wojnie 12-dniowej postrzeganie Iranu się zmieniło. Łatwość, z jaką można było to państwo zaatakować z powietrza stanowiła niejako strategiczne zaproszenie do kolejnych uderzeń (tutaj warto odnotować czym się kończy "strategia" przyjmowania na klatę). Te były kwestią czasu. Rok temu uderzono w potencjał nuklearny i obezwładniono część obrony powietrznej. Tamten atak był z natury mocno ograniczony i nastawiony na szybki efekt i krótką operację. To Izrael był inicjatorem, a Amerykanie zgromadzili wówczas ograniczone środki w regionie. Izrael był zresztą zawiedziony, że nie udało się uwikłać USA w dłuższą operację. Trump - słusznie zresztą - szybko zamknął starcie. Pozostawiając sobie strategiczną swobodę w kontekście użycia sił zbrojnych.

3⃣ Tym razem za cel obrano cały irański aparat władzy, a także cały potencjał militarny. Z nastawieniem na przemysł produkcyjny pocisków rakietowych, ale i flotę, OPL etc. To uderzenie było już planowane wspólnie przez Izrael i  USA. Zgromadzono znacznie większe siły i środki. Widać, że skalkulowano, że walka może potrwać co najmniej kilka tygodni. Chodzi o taką degradację potencjału militarnego Iranu, by nie stanowił on zagrożenia dla Izraela. Możliwie jak najdłużej. 

4⃣ Należy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy wspólna operacja Izraela i USA na Iran jest wynikiem bieżącej strategii Izraela - który kontynuuje plan neutralizacji kolejnych przeciwników - lub też reakcją na wydarzenia w Iranie (niedawne protesty przeciw władzy), czy też uderzenie właśnie tu i teraz ma także podłoże związane ze strategicznym planowaniem przyszłych kroków przez administrację USA. Kroków, które nie pozwolą Amerykanom w przyszłości tak aktywnie wspierać Izraela. Gdyby tak było, to obecna operacja może stanowić zabezpieczenie - przynajmniej okresowe - Bliskiego Wschodu i Izraela na czas, w którym Amerykanie będą musieli zaangażować się silniej w innych regionach. Przypomnijmy, że region Bliskiego Wschodu i Iranu w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego USA był wymieniony dopiero jako czwarty. Po zachodniej półkuli, Azji i Europie. A Amerykanie chcą ciąć koszty globalnej obecności militarnej. Czy USA chce wyjść z Bliskiego Wschodu?

5⃣ W mojej ocenie, USA nadal musi angażować się w bezpieczeństwo państw arabskich i w zatoce perskiej. Tam są gaz, ropa i pieniądze. W porozumieniu z OPEC można wywierać presję zarówno na Rosję (obniżając ceny surowców na rynku) jak i na Chiny (kontrolując dostawy do Państwa Środka). Uderzenie na Iran z jednej strony może obniżyć ryzyko żywotnego zagrożenia dla Izraela czy państw arabskich (zwłaszcza w kontekście szantażu bronią jądrową). Z drugiej, obecny konflikt sprawi, że zagrożenie będzie nie tak wielkie, ale za to permanentne. Wymagające stałej obrony i "opieki" regionu. Przy czym ta opieka być może nie będzie musiała - przynajmniej na pewien czas - wymagać obecności setek samolotów i dwóch lotniskowców. 

6⃣ Jeśli sprawdzi się teza, że z Iranem nie uda się już zawrzeć żadnego dealu (a'la Wenezuela) a walka może ustać, ale tylko do momentu, kiedy jedna ze stron nie będzie gotowa jej wznowić, to z perspektywy Tel-Awiwu Izrael wszedł na drogę długiej wojny z Iranem, w której co jakiś czas będzie trzeba bombardować Iran ponownie, inaczej ten odbuduje swój rakietowy potencjał w takiej liczbie, która będzie zagrażać Izraelowi. Stany Zjednoczone będą więc Izraelowi jeszcze potrzebne. 

7⃣ Z perspektywy USA sytuacja wygląda tak, że permanentne - ale kontrolowalne - zagrożenie ze strony Iranu umocni zależność państw arabskich od protekcji USA... To jest kluczowe. Dzięki temu, amerykański przemysł dostanie nowe zamówienia, będzie go można rozbudować, a Waszyngton zyska większy, polityczny lewar na OPEC. Innymi słowy, cena dla Arabów za bezpieczeństwo wzrośnie. Koszty amerykańskiej obecności w Zatoce Perskiej mogą więc paradoksalnie zmaleć. Właśnie dzięki zagrożeniu. Tak jak to było w przypadku zagrożenia chińskiego (gdy Japonia, Korea Płd i Tajwan zgodziły się więcej płacić USA za bezp.) , a także zagrożenia rosyjskiego (kazus Europy).

W zakresie wojskowej obecności, ona wcale nie będzie musiała być zwiększona. Może nawet zmaleć z dłuższej perspektywie. Walka odbywa się głównie w domenie powietrzno-morskiej. Inwazja lądowa - w obie strony - jest mało prawdopodobna i byłaby samobójstwem tak dla koalicji, jak i dla Iranu (gdyby ten ruszył w kierunku Iraku i dalej). Skoro tak, to amerykański personel i bazy nie potrzebują dziesiątek tysięcy żołnierzy, tylko sprzętu OPL i pocisków (tarcza). Natomiast "młotek" (w postaci lotniskowców i lotnictwa) zawsze można na miejsce dowieźć w maks. kilka tygodni (tak jak to było tym razem). 

Chodzi o to, by to Amerykanie wybierali dogodny dla siebie moment koncentracji sił w regionie, a nie byli uzależnieni od inicjatywy Iranu. Innymi słowy, gdyby lotniskowce USA zaangażowały się gdzie indziej, a Iran w tym samym czasie rozpoczął kampanię przeciwko Izraelowi i państwo arabskim, wówczas byłby problem. Jeśli natomiast USA obezwładnią teraz Iran i czasowo (np. na rok, dwa) uniemożliwią mu zalanie regionu pociskami rakietowymi, to Amerykanie będą mogli działać ze świadomością, że na Bliskim Wschodzie trwa pewnego rodzaju okno bezpieczeństwa (choć niekoniecznie całkowitego spokoju).

Innymi słowy, Bliski Wschód wcale nie musi docelowo angażować nie wiadomo jak dużych sił USA i to cały czas.  Zwłaszcza, że:

8⃣ Uderzenie Iranu na odlew, w kierunku wszystkich arabskich sojuszników USA, może mieć na celu antagonizowanie sojuszników. Jednak może też przynieść efekt odwrotny do zakładanego. Zamiast presji na Waszyngton, by ten zakończył konflikt, państwa arabskie mogą się do starcia przyłączyć, a co najmniej jeszcze bardziej uzależnić się od USA w sferze bezpieczeństwa. Będą musiały wystawić większe armie (jak Europa). To oznacza większe kontrakty (dla kogo?... ). 

(...)

x.com/KWojczal


28 lutego siły zbrojne USA i Izraela rozpoczęły zmasowaną kampanię ataków powietrznych na Iran (operacje – odpowiednio – Epic Fury i Lion’s Roar). Jej deklarowanym celem jest likwidacja infrastruktury irańskiego programu nuklearnego, arsenału rakietowego i potencjału wojskowego, a ostatecznie – doprowadzenie do załamania reżimu politycznego w Iranie. Do tej pory uderzenia skoncentrowane były na niszczeniu potencjału militarnego Iranu oraz likwidacji kierownictwa państwa i sił zbrojnych (m.in. przywódcy Iranu Alego Chamenei oraz szeregu czołowych dowódców Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej).

Iran odpowiedział atakami rakietowymi i dronowymi na bazy amerykańskie w regionie oraz cele militarne i cywilne w Izraelu i państwach Zatoki Perskiej. Na obecnym etapie przewaga militarna USA i Izraela nad Iranem jest miażdżąca, ale nie doprowadziła do zniszczenia całości potencjału obronnego Iranu. Nie spowodowała też całkowitego osłabienia i dezintegracji aparatu państwowego na poziomie kadrowym – formalny proces przejmowania stanowisk w strukturach siłowych przebiega sprawnie, uruchomiono także przyspieszony proces sukcesji na stanowisku przywódcy państwa. Nie doszło również do masowych protestów społecznych.

Szanse na polityczne rozwiązanie konfliktu są na razie minimalne. Władze irańskie nie są skłonne do ustępstw politycznych i podjęcia dialogu, a atak traktują jako zagrożenie egzystencjalne. Iran będzie przedłużał konflikt, podnosząc jego koszta dla Waszyngtonu i państw Zatoki Perskiej, oraz dążył do wymuszenia wywarcia presji międzynarodowej na wstrzymanie działań wojennych. USA liczą na rozłam w irańskich elitach i protesty społeczne, a sam prezydent chce, aby konflikt okazał się krótkotrwały i zakończył się jego wizerunkowym sukcesem. Z kolei Izrael gra na całkowite obalenie irańskiego reżimu oraz maksymalne zdegradowanie jego potencjału wojskowego i technologicznego. Należy spodziewać się kontynuacji amerykańsko-izraelskich ataków, podsycania dezintegracji i podziałów w elicie irańskiej oraz aktywizacji ruchów protestu w Iranie.

USA na wojnie z Iranem: likwidacja problemu

Zasadniczym formalnym celem ataku USA jest likwidacja irańskiego programu nuklearnego, arsenału rakietowego oraz systemu wspierania organizacji zbrojnych i terrorystycznych jako zagrażających interesom i sojusznikom USA w regionie. Dla administracji Donalda Trumpa operacja wojskowa stanowi próbę rozwiązania liczącego pięć dekad problemu absorbującego uwagę i środki, czego ostatnim przykładem była konieczność zaangażowania się po stronie Izraela w wojnę dwunastodniową z czerwca 2025 r. Podejmowane próby dialogu z Iranem (m.in. w okresie kwiecień–czerwiec 2025 r. oraz w lutym br.) uznane zostały za jałowe i niepozwalające na całościowe rozwiązanie problemu. Atak na Iran ma więc w zamyśle przynieść docelowe ograniczenie amerykańskiego zaangażowania na Bliskim Wschodzie.

Politycznym celem USA jest wymuszenie na irańskich władzach wiarygodnego utrwalenia sukcesu, zaś optymalnie – transformacja irańskiego systemu politycznego. Ta miałaby się jednak dokonać dzięki działaniom samych Irańczyków, bez amerykańskiej obecności wojskowej i z ograniczoną ingerencją w proces polityczny. To właśnie zasugerował prezydent w swoim krótkim wystąpieniu opublikowanym tuż po rozpoczęciu operacji militarnej. Administracja w Białym Domu chce w ten sposób uniknąć długotrwałego uwikłania w konflikt, a także stworzyć sobie drogę wyjścia na wypadek, gdyby reżimu nie udało się obalić.

Z perspektywy wewnątrzpolitycznej USA kluczowe jest to, aby konflikt okazał się krótkotrwały (prezydent mówi obecnie o czterech tygodniach) i zakończył się wizerunkowym sukcesem administracji Trumpa. Sama interwencja w Iranie nie cieszy się popularnością w amerykańskim społeczeństwie (poparcie dla niej wyraziło 27% ankietowanych przez Reutersa/Ipsos), stoi też w sprzeczności z obietnicami wyborczymi prezydenta. Sukces mógłby wszakże znacząco zmienić tę ocenę (tak się stało w przypadku interwencji w Wenezueli na początku br.). Demokraci już rozpoczęli przygotowania, by wykorzystać ewentualne komplikacje w przebiegu operacji irańskiej – Kongres USA ma głosować nad rezolucją mającą zablokować dalsze działania militarne niezatwierdzone przez władzę ustawodawczą. Nie ograniczy to wprawdzie działań prezydenta, ponieważ ten będzie mógł zawetować rezolucję, niemniej zmusi polityków republikańskich do zajęcia stanowiska w sprawie Iranu.

Izrael: realizacja celu strategicznego

Przystąpienie USA do wojny przeciw Iranowi u boku Izraela to realizacja celu, do którego Binjamin Netanjahu dążył od 30 lat. Teheran miał stanowić dla państwa żydowskiego zagrożenie „egzystencjalne”, zaś jedyną drogą do jego wyeliminowania miała być interwencja zbrojna. Przekonaniu do tego amerykańskiej klasy politycznej Netanjahu poświęcił znaczną część kariery, wykorzystując przy tym wszystkie dostępne swojemu państwu instrumenty. Perspektywa uzyskania przez Iran broni jądrowej wydaje się jedynie pretekstem do izraelskich działań. Obecnie jedynym państwem atomowym na Bliskim Wschodzie (i to z arsenałem szacowanym nawet na kilkaset głowic) jest sam Izrael.

Rzeczywistymi przyczynami działań Izraela wydają się raczej: wroga mu polityka regionalna Iranu (wspieranie takich organizacji jak Hezbollah czy Hamas); zaniepokojenie jego rosnącymi zdolnościami wojskowymi (rozwój programu balistycznego); izraelska doktryna nakazującą niedopuszczenie, aby jakiekolwiek państwo w regionie mogło wejść w posiadanie nie tylko broni nuklearnej, lecz nawet zdolności jej pozyskania; dążenie do hegemonii regionalnej, a co za tym idzie konieczność osłabienia (a optymalnie rozbicia) graczy o zbyt dużych potencjałach. Zagrożenie irańskie było dla Netanjahu przez dwie dekady skutecznym paliwem wyborczym, a potencjalny sukces obecnej operacji da mu szansę zwycięstwa w tegorocznych wyborach parlamentarnych.

Celem wojny jest więc dla Izraela obalenie irańskiego reżimu oraz maksymalne zdegradowanie jego potencjału wojskowego i technologicznego. Wydaje się również, że Izrael nie jest zainteresowany udaną transformacją polityczną Iranu, lecz przeciwnie – jego głęboką zapaścią, a nawet dezintegracją (np. po liniach etnicznych). Posiadający największą w regionie (dobrze wykształconą) ludność, zasoby naturalne, atrakcyjną kulturę oraz daleko idące ambicje polityczne Iran byłby bowiem dla Izraela wyzwaniem – niezależnie od tego, jaki reżim polityczny rządziłby w Teheranie. Stąd też należy się spodziewać, że nawet w scenariuszu zmiany władzy w Iranie Izrael nie uzna „misji za zakończoną”.  

Cele wojskowe operacji amerykańskiej i izraelskiej

Siły amerykańsko-izraelskie od 28 lutego w mniej niż 12 godzin dokonały łącznie więcej uderzeń na Iran niż podczas całej wojny dwunastodniowej w czerwcu 2025 r. (ok. 1100), utrzymując skalę i tempo operacji w kolejnych 36 godzinach. Tym samym jest to globalnie najintensywniejsza kampania powietrzna od 2003 r. Ataki są przeprowadzane z dwóch głównych kierunków: od strony Iraku (przez Izrael ze wsparciem USA) oraz od Zatoki Perskiej i Morza Arabskiego (przez Stany Zjednoczone).

Głównymi celami uderzeń były destabilizacja systemu zarządzania państwem poprzez dekapitację przywódców polityczno-religijnych i wojskowych oraz pozbawienie Iranu możliwości odpowiedzi wojskowej, a w dłuższej perspektywie – anihilacja programu nuklearnego. Ataki izraelskie skupiły się na celach personalnych w Teheranie oraz na masowym niszczeniu irańskich systemów balistycznych i obrony powietrznej w zachodniej części kraju. Uderzenia amerykańskie skoncentrowały się wzdłuż wybrzeża Iranu, niszcząc wyrzutnie pocisków balistycznych, jednostki marynarki wojennej, morskie systemy rozpoznawcze i uderzeniowe. USA przeprowadziły również ataki w głębi kraju na cele osobowe oraz infrastrukturę związaną z produkcją pocisków balistycznych. Wydaje się, że załamaniu uległ irański system dowodzenia i kontroli, jednak poszczególne zgrupowania wojsk funkcjonują, co najmniej w części niezależnie, prowadząc nieskoordynowane działania na własną rękę.

Odpowiedź Teheranu, choć jest masowa i bezprecedensowa w skali, należy uznać za mało efektywną wojskowo. Siły Zbrojne Iranu nie są w stanie stawiać skutecznego oporu i przeciwdziałać amerykańskim i izraelskim atakom lotniczym. Irańskie uderzenia na cele na terytorium 11 państw (Arabia Saudyjska, Bahrajn, Cypr, Irak, Izrael, Jordania, Katar, Kuwejt, Oman, Syria, Zjednoczone Emiraty Arabskie) nie przyniosły ani masowych ofiar (łącznie 20 zabitych, w tym 3 amerykańskich żołnierzy i 12 izraelskich cywili), ani zniszczeń. Głównymi celami odwetu są Izrael i amerykańskie instalacje wojskowe w regionie, a w mniejszym stopniu – czułe i symboliczne punkty dla turystyki i biznesu państw Zatoki Perskiej. Uderzenia rakietowe Iranu utrzymały swoją intensywność w drugiej dobie wojny, jednak były one mniej skoordynowane. W pierwszym dniu wojny państwa Zatoki Perskiej i Izrael przechwyciły prawie wszystkie irańskie ataki rakietowe, jednak drugiego dnia skuteczność systemów obronnych spadła.

Iran – walka o przetrwanie

Skonfrontowany z amerykańskimi i izraelskimi atakami Iran jest w stanie głębokiego kryzysu na poziomie politycznym, społecznym, gospodarczym i polityki bezpieczeństwa, który pogłębił się wraz masowymi i brutalnie stłumionymi protestami w styczniu br. Obecne uderzenia reżim irański traktuje jako zagrożenie egzystencjalne i dla suwerenności państwa. Odpowiedzią są – oprócz ostrej retoryki – ostrzały dostępnych celów wojskowych USA i Izraela, a także ataki na cele (m.in. cywilne) w państwach Zatoki Perskiej, które mają podnieść koszty konfliktu i wymusić presję międzynarodową na wstrzymanie działań wojennych. Mogą one jednak przynieść skutek odwrotny do zamierzonego. Zamiast wytworzyć presję w celu deeskalacji konfliktu, mogą skłonić państwa arabskie do rozpoczęcia ataków na cele na terytorium Iranu, choć na razie ten scenariusz wydaje się mało prawdopodobny.

Reżim chce zademonstrować siłę i spójność państwa, które mają zniechęcić – przede wszystkim USA – do forsowania maksymalistycznych celów konfliktu. W pierwszych dwóch dniach działania podejmowane przez Teheran można uznać za względnie skuteczne, szczególnie w odniesieniu do manifestowanej spójności elity, sprawnego zastępowania zlikwidowanych kadr (w tym zainicjowanego szybkiego procesu sukcesji po Alim Chameneim) i braku protestów społecznych. Z uwagi na naturę systemu i wieloletnie przygotowania można zakładać, że siły zbrojne i ośrodki polityczne mogą funkcjonować w pewnej izolacji, jednak przy utrzymaniu obecnego charakteru działań (m.in. rozmiarów penetracji i likwidacji kadr) i ich skali należy się liczyć z postępującą dezintegracją systemu państwa i jego obrony, ryzykiem zaostrzenia podziałów na poziomie strategicznym oraz konfliktów o charakterze instytucjonalnym i personalnym.

Dla funkcjonowania systemu kluczowe znaczenie będzie miało utrzymanie (bądź wzmocnienie lub załamanie) obecnej, dominującej pozycji Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (KSRI) i zachowanie jego spójności oraz ewentualne pojawienie się (wzmocnienie) alternatywnych ośrodków politycznych (przede wszystkim w elicie politycznej lub w regularnej armii). Otwartymi kwestiami pozostają gotowość społeczeństwa Iranu do aktywnych działań politycznych (protestów, strajków), ryzyko przejścia sił antyrządowych do działań zbrojnych (lokalnie obecne m.in. na terenach kurdyjskich i beludżyjskich) oraz postawa sił porządkowych wobec protestów. Należy zakładać, że w najbliższych dniach prawdopodobieństwo eskalacji podziałów oraz napięć politycznych i społecznych będzie gwałtownie wzrastać.

Konsekwencje dla Moskwy

Rosja ostro potępiła amerykańsko-izraelskie naloty na Iran. MSZ w oświadczeniu określiło je jako „wcześniej zaplanowany i niesprowokowany akt agresji” naruszający podstawowe normy prawa międzynarodowego, dokonany „pod przykrywką procesu negocjacyjnego”. Oskarżyło przy tym Izrael i USA o „wywołanie niebezpiecznej awantury przybliżającej region do katastrofy humanitarnej, gospodarczej i być może radiologicznej”, mogącej prowadzić do niekontrolowanej eskalacji i zagrozić reżimowi nieproliferacji broni jądrowej. Zażądało uregulowania konfliktu środkami politycznymi i zadeklarowało wsparcie w tym procesie Rosji. Minister Siergiej Ławrow rozmawiał telefonicznie ze swoimi odpowiednikami z Iranu, Chin i wybranych państw Zatoki Perskiej. 1 marca Władimir Putin wystosował emocjonalną depeszę kondolencyjną do prezydenta Iranu Masuda Pezeszkiana, w której nazwał śmierć Chameneiego w nalocie „zabójstwem dokonanym z cynicznym naruszeniem wszelkich norm ludzkiej moralności i prawa międzynarodowego”.

Ostra retorycznie reakcja Moskwy wyraźnie odbiega od jej postawy wobec wcześniejszych działań siłowych USA (w tym względem Wenezueli). Zmasowany atak na państwo będące istotnym i bliskim partnerem Rosji (w styczniu 2025 r. obydwa państwa podpisały nowy traktat o kompleksowym partnerstwie strategicznym, zob. Nowy traktat rosyjsko-irański: zwarcie szeregów w obliczu prezydentury Trumpa), likwidacja jego lidera i zagrożenie zmianą reżimu stanowią duże wyzwanie dla Moskwy. Demonstrują po raz kolejny bezsilność Rosji, uderzając w jej mocarstwowy wizerunek. Potencjalnie neutralizują kolejnego antyzachodniego sojusznika Kremla w jego próbach zasadniczej rewizji ładu globalnego. Komplikują rosyjskie kalkulacje stworzenia nowego korytarza transportowo-handlowego Północ–Południe. Nie rekompensują tego doraźne korzyści Moskwy wynikające ze zwyżki cen ropy ani wzrost nastrojów antyamerykańskich w wielu państwach (zwłaszcza Globalnego Południa).

Kreml staje tym samym przed dylematem, czy nadal traktować Trumpa bardziej jako szansę na rozkład zachodnich sojuszy i demontaż systemu presji sankcyjnej na Rosję, czy zacząć postrzegać go jako zagrożenie wynikające z siłowej polityki amerykańskiej administracji, prowadzącej do niekorzystnych dla Moskwy zmian geopolitycznych, potencjalnie destabilizujących sam reżim putinowski. Brak w rosyjskiej retoryce pogróżek sugeruje, że Moskwa nie chce konfrontacji z Waszyngtonem. Kreml może jednak szukać innych metod zademonstrowania swojej siły, w tym np. uderzając „hybrydowo” w któregoś z sojuszników Stanów Zjednoczonych. Tym bardziej, jeśli USA uwikłają się w dłuższy konflikt na Bliskim Wschodzie, na co liczy Moskwa. Dojdzie także do zacieśnienia faktycznego sojuszu Rosji z Chinami.

Konsekwencje gospodarcze

Od 1 marca de facto ustał ruch statków przez cieśninę Ormuz. Dzieje się tak przede wszystkim ze względu na skokowy wzrost ryzyk i niepewności, które przełożyły się m.in. na znaczące zwiększenie kosztów ubezpieczeń (lub brak możliwości ubezpieczenia transportu) tym szlakiem. Dodatkowo pojawiają się informacje o zakłóceniach sygnału GPS i możliwości nawigacji satelitarnej w okolicach cieśniny. Cieśnina Ormuz jest głównym szlakiem handlowym łączącym państwa Zatoki, w tym Iran, z otwartym oceanem. W warunkach pokoju umożliwia transport z regionu wolumenów odpowiadających za ok. 25% globalnego morskiego handlu ropą (i produktami naftowymi) i 20% LNG, w tym całości eksportu gazu skroplonego z Kataru.

Na wojnę w Iranie zareagowały światowe giełdy. W poniedziałek po ich otwarciu cena ropy Brent wzrosła o 8% i kosztowała ok. 82 dolarów za baryłkę, jednak kilka godzin później spadła już do 76 dolarów za baryłkę. Wzrost był znacznie mniejszy niż w czasie kryzysów naftowych, kiedy cena ropy rosła kilkukrotnie. Ceny LNG podniosły się mocniej niż te surowej ropy – na europejskiej giełdzie TTF na otwarciu o prawie 22%, do 39 euro/MWh, a w perspektywie są dalsze zwyżki – m.in. ze względu na brak znaczących rezerw gazu (w odróżnieniu od strategicznych zapasów ropy). Znaczenie mają przy tym mocno opróżnione magazyny w UE, rola Kataru na rynku LNG (trzeci eksporter na świecie) i zredukowanie do minimum importu z Rosji do Europy.

Wojna w Iranie wywołuje też szybkie dostosowania szlaków transportowych, jednak nie powinno dojść do poważniejszego załamania w branży. Najwięksi światowi armatorzy, tacy jak Maersk, CMA CGM i Hapag-Lloyd, w obawie o bezpieczeństwo w cieśninie Ormuz, ale też wznowienie ataków Huti na kontenerowce na Morzu Czerwonym, przekierowują swoje statki na bezpieczniejsze korytarze transportowe, zwłaszcza że towarzystwa ubezpieczeniowe mogą odmawiać odszkodowań za ewentualne straty poniesione w wyniku działań wojennych. Tym samym w dalszym ciągu anulowane pozostaną plany wznowienia ruchu towarowego na większą skalę przez Kanał Sueski.

Irańskie uderzenie odwetowe wymierzone w państwa arabskie Zatoki Perskiej (w tym w lotnisko w Dubaju) doprowadziło do czasowego zamknięcia szeregu regionalnych portów lotniczych, m.in. w Dubaju i w Dosze (Katar), a w konsekwencji do zamrożenia operacji m.in. linii Emirates (ZEA) oraz Qatar Airways, należących do 10 największych linii lotniczych świata.

osw.waw.pl


Trump, choć rozkłada przed Putinem czerwony dywan i urządza z nim telefonicznie pogaduszki, daje Rosjanom dokładnie te same powody do „przeciwstawiania się globalnej hegemonii USA”, co wcześniej: zmiana reżimów i przywódców, wtrącanie się w wewnętrzne sprawy sojuszników Rosji oraz ignorowanie rosyjskich interesów. Putin milczy, bo dopóki trwają trójstronne negocjacje, może zbyt wiele zyskać. Do ugrania wciąż jest rozbicie NATO i UE, legalizacja aneksji Donbasu, zwasalizowanie Ukrainy, dostęp do nowych technologii i czas na militarne zregenerowanie Rosji. Ale gdy tylko negocjacje utkną w martwym punkcie, Stany Zjednoczone będą podważać globalne interesy Rosji, jak obecnie w Iranie, Putin powróci do tego, co potrafi najlepiej – walki z amerykańskim demonem. KONIEC

x.com/KubaBenedyczak


Prezydent USA Donald Trump zasugerował dziennikowi "New York Times", że uważa scenariusz z Wenezueli jako idealny przykład zmiany reżimu w Iranie, choć jednocześnie wezwał do obalenia władz przez demonstrantów. Trump powtórzył też, że operacja zaplanowana jest na 4-5 tygodni.

Jak ocenił "NYT", w czasie 6-minutowej rozmowy telefonicznej, Trump przedstawił różne i wzajemnie sprzeczne wizje pożądanego przez niego zmiany władzy w Iranie. Z jednej strony prezydent powiedział, że ma "trzech kandydatów" - odmawiając ujawnienia ich tożsamości - którzy mogliby zająć miejsce zabitego przywódcy Alego Chameneia oraz sugerował, że chciałby podobnego obrotu spraw, jak w Wenezueli, gdzie władza pozostała w rękach przedstawicieli poprzedniego reżimu.

- To, co zrobiliśmy w Wenezueli - myślę, że to idealny, idealny scenariusz - powiedział. - Wszyscy zachowali swoją pracę poza dwiema osobami - dodał.

Dopytywany jednak o plany transformacji w Iranie, Trump powiedział, że ma nadzieję, że irańscy żołnierze, w tym Strażnicy Rewolucji, po prostu złożą broń.

- Jeśli się nad tym zastanowić, oni naprawdę poddaliby się ludowi - powiedział Trump. Dodał, że to od Irańczyków będzie zależeć, czy skorzystają z okazji, by obalić władze.

Według gazety, doradcy powiedzieli Trumpowi, że scenariusz taki jak z Wenezueli, jest w Iranie niemal niemożliwy ze względu na naturę reżimu, historię i różnice kulturowe.

Pytany o to, przez jak długi czas USA mogą utrzymać intensywne ataki na Iran, prezydent ocenił, że plany zakładały 4-5 tygodni i dodał, że nie będzie to problemem.

- Mamy ogromne ilości amunicji. Wiecie, mamy amunicję przechowywaną na całym świecie, w różnych krajach - zaznaczył.

Jak zaznaczył "NYT", prezydent nie wspomniał o obawach Pentagonu, że konflikt może jeszcze bardziej uszczuplić rezerwy amunicji - zwłaszcza do systemów obrony powietrznej - które zdaniem strategów wojskowych są kluczowe w scenariuszach takich jak konflikt o Tajwan czy rosyjska inwazja na Europę. Trump powiedział też, że nie sądzi, by potrzebował wsparcia państw Zatoki Perskiej, by dołączyły one do wojny.

Mówiąc o zabitych w irańskich atakach żołnierzach - według NBC News byli to żołnierze w bazie w Kuwejcie - Trump powiedział, że liczba strat jest i tak mniejsza niż wynikało z prognoz Pentagonu.

- Jeśli spojrzeć na prognozy, to, wiecie, mogło być znacznie więcej. - Spodziewamy się ofiar - dodał.

PAP


Katar wstrzymał w poniedziałek produkcję gazu LNG. Tego samego dnia saudyjski koncern naftowy Saudi Aramco zawiesił prace największej w kraju rafinerii w Ras Tanura. Z powodu trwającej od soboty wojny na Bliskim Wschodzie wstrzymano też wydobycie ropy w irackim Kurdystanie.

(...)

Katar jest drugim na świecie eksporterem skroplonego gazu ziemnego (LNG) po USA, zapewniając około 20 proc. podaży tego surowca. Państwowa spółka QatarEnergy wstrzymała w poniedziałek wydobycie po irańskich atakach na dwa główne zakłady przetwarzania gazu - podała AFP.

Należąca do koncernu Saudi Aramco rafineria w Ras Tanura została zamknięta w poniedziałek po ataku dronów w okolicy zakładu. W rafinerii miało dojść do niewielkiego pożaru, wywołanego odłamkami zestrzelonych dronów, który jednak opanowano.

Rafineria w porcie położonym nad Zatoką Perską odgrywa duże znaczenie w zaopatrywaniu Arabii Saudyjskiej w paliwa i produkty petrochemiczne. W jej pobliżu znajduje się też największy w kraju terminal eksportowy ropy.

Firmy wydobywające ropę naftową w irackim Kurdystanie prewencyjnie wstrzymały w poniedziałek pracę. Jak dotąd nie odnotowano żadnych ataków na tę infrastrukturę - przekazał Reuters.

Rząd Izraela polecił tymczasowe wstrzymanie wydobycia gazu z położonych u wybrzeży kraju podmorskich pokładów tego surowca. Gaz jest stamtąd sprowadzany do Izraela i eksportowany do Egiptu.

W samym Iranie w niedzielę słychać było wybuchy m.in. na wyspie Chark, przez którą przechodzi większość eksportu irańskiej ropy naftowej - dodał Reuters, zaznaczając, że efekt tych uderzeń nie jest na razie znany.

W poniedziałek cena ropy naftowej Brent wzrosła nawet o 13 proc., a cena gazu ziemnego na rynkach europejskich o blisko 50 proc. - osiągając poziomy nienotowane od miesięcy.

Od wybuchu konfliktu w sobotę praktycznie zablokowana jest też cieśnina Ormuz, łącząca Zatokę Perską z Morzem Arabskim. Irańska Gwardia Rewolucyjna zabroniła w poniedziałek transportu przez cieśninę, którą w normalnych warunkach przepływa około 20 proc. zużywanej na całym świecie ropy naftowej. Doszło do kilku ataków na tankowce. Co najmniej 150 takich statków zostało unieruchomionych w Zatoce Perskiej.

Nie ma bezpośredniego zagrożenia dla bezpieczeństwa dostaw energii dla Unii Europejskiej - oświadczyła w poniedziałek rzeczniczka Komisji Europejskiej Ana Kaisa Itkonen.

Zablokowanie cieśniny Ormuz znacznie bardziej dotknie państwa azjatyckie, w tym Chiny, Indie, Japonię czy Koreę Południową - napisała agencja AFP, powołując się na ekspertów.

Irańskie ataki na infrastrukturę wydobywczą w Arabii Saudyjskiej i innych państwach Zatoki Perskiej prawdopodobnie przybliżą je do USA i Izraela i mogą skłonić te państwa do przyłączenia się do uderzeń na Teheran - skomentował jeden z ekspertów cytowanych przez Reutersa. 

PAP