poniedziałek, 2 marca 2026



Poniżej kilka luźnych uwag:

1. Delikatnie mówiąc relacje chińsko-irańskie widziały lepsze okresy. Wpłynęło na to kilka czynników. Zacznijmy od chińskiego końca.

1a. Pekin nie był specjalnie zadowolony ze wsparcia Teheranu dla Huti w Jemenie. Zwłaszcza ataki na statki handlowe na Morzu Czerwonym zagroziły handlowi międzynarodowemu, na którym teraz „wisi” chińska gospodarka. Nawet ogłoszenie przez Huti, że nie będą atakowali statków z ChRL, było niedźwiedzią przysługą. Nie tylko dlatego, że tylko część chińskich towarów jest przewożona na chińskich statkach, ale przede wszystkim politycznie mogło wskazywać, że Pekin stoi nie tylko za Teheranem, ale też za Huti. W szerszym kontekście przywódcy ChRL uważają, że ajatollahowie byli zbyt ambitni i przecenili swoje możliwości próbując zdominować Bliski Wschód wykorzystując „szyicki półksiężyc.” Ostatecznie, nie tylko „przepalili” na to spore zasoby, ale zagrozili też interesom państw Zatoki Perskiej, z którymi Chiny zaczęły wchodzić w coraz bardziej złożone interakcje finansowe. Co gorsza, teraz je bombardują, mimo że odmówiły one Amerykanom udzielenia swojej przestrzeni powietrznej czy baz do ataku na Iran.

1b. Teheran od kilku lat przyglądał się z niepokojem rosnącej współpracy gospodarczej Pekin z państwami Zatoki Perskiej, z Arabią Saudyjską na czele. Zjednoczone Emiraty Arabskie włączyły technologię Huawei do swojej kluczowej infrastruktury technologicznej. Chińskie firmy budują porty, linie kolejowe, sieci 5G i inteligentne miasta w całym regionie Zatoki Perskiej. Iran ze swej strony był również rozczarowany wsparciem gospodarczym Chin, czego wyraz otwarcie dał irański prezydent Masoud Pezeshkian 18 lutego, publicznie skarżąc się, że Chiny nie dostarczają obiecanych środków finansowych. „Ulało mu się,” ale był to jednak przede wszystkim jasny sygnał, że Pekin zostawił Teheran na lodzie.

2. Na papierze relacje chińsko-irańskie wyglądają dobrze. W czasie wizyty państwowej Xi Jinping w Iranie w styczniu 2016 roku obie strony publicznie określiły swoje stosunki jako długoterminowe i wielosektorowe. Faktycznie, Chiny pozostały najważniejszym odbiorcą irańskiej ropy, a pomimo amerykańskich sankcji nadal utrzymuje się znaczny przepływ tego surowca do Chin. W marcu 2021 roku Iran i Chiny podpisały 25-letnią umowę o współpracy (szczegóły nie zostały w pełni upublicznione), powszechnie postrzeganą jako połączenie Iranu z inicjatywą „Pasa i Szlaku” oraz rozszerzenie współpracy. W lipcu 2023 roku Iran stał się też pełnoprawnym członkiem Szanghajskiej Organizacji Współpracy, a irańskie komunikaty dyplomatyczne wyraźnie podkreślają wsparcie państw członkowskich, w tym Chin. Sęk w tym, że z tego wszystkiego niewiele wynikło. Irańska gospodarka, dotknięta kolejnymi sankcjami, nie jest partnerem gospodarczym, który dla Chin byłby niezbędny.

3. To prawda, że Chiny kupują około 90% irańskiego eksportu ropy naftowej z dużymi rabatami. Transport odbywa się za pomocą floty tankowców, które wyłączają swoje transpondery i zmieniają oznaczenia ładunku na ropę malezyjską lub indonezyjską, aby ominąć amerykańskie sankcje. Od 2021 roku łączna wartość tych zakupów przekroczyła 140 mld dolarów. To sprawia, że Chiny są głównym powodem, dla którego Islamska Republika nie zbankrutowała. Jednak Reuters, powołując się na dane firmy Kpler, zajmującej się śledzeniem tankowców, podaj, że Chiny importowały średnio 1,38 mln baryłek irańskiej ropy dziennie, co stanowiło około 13,4% całkowitego importu ropy naftowej drogą morską do Chin, wynoszącego 10,27 mln baryłek dziennie. Najbardziej wiarygodne szacunki mówią, że około 9% chińskiego zużycia ropy naftowej w 2025 roku mogło być pokryte przez irańską ropę. To dużo, więcej niż Wenezuela, ale wciąż myślę, że różnicę Rosja i Arabia Saudyjska z chęcią wypełnią. Sama Arabia Saudyjska odpowiada za 13% importu morskiego ropy do Chin i około 10% konsumpcji. Krótko mówiąc wciąż to nie jest ilość ropy, która zmusiłaby sama w sobie Pekin do ryzykownego działania.

4. Na poziomie praktycznym Chiny nie mogą wiele zrobić. Nie mają zdolności wojskowych do interwencji. Teoretycznie mogłyby spróbować wysłać dostawy broni, ale ona trafiłaby od razu pod bomby. W ogóle chińskie wpływy w regionie są przeszacowane. Nie tylko Pekin nie mógł pomóc Teheranowi w zeszłym roku, w czasie nalotów izraelsko-amerykańskich, ale też jego obecność jest mniejsza niż by wynikało z propagandy. Udział Chin w normalizacji stosunków między Arabią Saudyjską a Iranem w marca 2023 roku był tylko symboliczny. Wieść gminna niesie, że to był pomysł MBS, który chciał w ten sposób pokazać środkowy palec Bidenowi. W efekcie strony pozwoliły Pekinowi odegrać rolę ważnego gracza w regionie. Teheran mógł w ten sposób dać Pekinowi konkretny zysk (kto wie, czy nie na własną zgubę?), a Rijad zmusić Amerykanów do powrotu do stołu negocjacyjnego.

5. Pekin teraz będzie się przyglądał sytuacji i wykorzystywał ją propagandowo na Globalnym Południu. Tutaj mają najwięcej do wygrania. Paradoksalnie, w tym aspekcie upadek reżimu wręcz byłby im na rękę, ponieważ wzbudziłby falę strachu wśród wszystkich innych satrapów, których część mogłaby chcieć szukać ochrony w Chinach, mimo że Pekin nie jest wstanie dzisiaj pomóc Teheranowi.

(...)

zawielkimmurem.net


28 lutego siły zbrojne USA i Izraela rozpoczęły zmasowaną kampanię ataków powietrznych na Iran (operacje – odpowiednio – Epic Fury i Lion’s Roar). Jej deklarowanym celem jest likwidacja infrastruktury irańskiego programu nuklearnego, arsenału rakietowego i potencjału wojskowego, a ostatecznie – doprowadzenie do załamania reżimu politycznego w Iranie. Do tej pory uderzenia skoncentrowane były na niszczeniu potencjału militarnego Iranu oraz likwidacji kierownictwa państwa i sił zbrojnych (m.in. przywódcy Iranu Alego Chamenei oraz szeregu czołowych dowódców Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej).

Iran odpowiedział atakami rakietowymi i dronowymi na bazy amerykańskie w regionie oraz cele militarne i cywilne w Izraelu i państwach Zatoki Perskiej. Na obecnym etapie przewaga militarna USA i Izraela nad Iranem jest miażdżąca, ale nie doprowadziła do zniszczenia całości potencjału obronnego Iranu. Nie spowodowała też całkowitego osłabienia i dezintegracji aparatu państwowego na poziomie kadrowym – formalny proces przejmowania stanowisk w strukturach siłowych przebiega sprawnie, uruchomiono także przyspieszony proces sukcesji na stanowisku przywódcy państwa. Nie doszło również do masowych protestów społecznych.

Szanse na polityczne rozwiązanie konfliktu są na razie minimalne. Władze irańskie nie są skłonne do ustępstw politycznych i podjęcia dialogu, a atak traktują jako zagrożenie egzystencjalne. Iran będzie przedłużał konflikt, podnosząc jego koszta dla Waszyngtonu i państw Zatoki Perskiej, oraz dążył do wymuszenia wywarcia presji międzynarodowej na wstrzymanie działań wojennych. USA liczą na rozłam w irańskich elitach i protesty społeczne, a sam prezydent chce, aby konflikt okazał się krótkotrwały i zakończył się jego wizerunkowym sukcesem. Z kolei Izrael gra na całkowite obalenie irańskiego reżimu oraz maksymalne zdegradowanie jego potencjału wojskowego i technologicznego. Należy spodziewać się kontynuacji amerykańsko-izraelskich ataków, podsycania dezintegracji i podziałów w elicie irańskiej oraz aktywizacji ruchów protestu w Iranie.

USA na wojnie z Iranem: likwidacja problemu

Zasadniczym formalnym celem ataku USA jest likwidacja irańskiego programu nuklearnego, arsenału rakietowego oraz systemu wspierania organizacji zbrojnych i terrorystycznych jako zagrażających interesom i sojusznikom USA w regionie. Dla administracji Donalda Trumpa operacja wojskowa stanowi próbę rozwiązania liczącego pięć dekad problemu absorbującego uwagę i środki, czego ostatnim przykładem była konieczność zaangażowania się po stronie Izraela w wojnę dwunastodniową z czerwca 2025 r. Podejmowane próby dialogu z Iranem (m.in. w okresie kwiecień–czerwiec 2025 r. oraz w lutym br.) uznane zostały za jałowe i niepozwalające na całościowe rozwiązanie problemu. Atak na Iran ma więc w zamyśle przynieść docelowe ograniczenie amerykańskiego zaangażowania na Bliskim Wschodzie.

Politycznym celem USA jest wymuszenie na irańskich władzach wiarygodnego utrwalenia sukcesu, zaś optymalnie – transformacja irańskiego systemu politycznego. Ta miałaby się jednak dokonać dzięki działaniom samych Irańczyków, bez amerykańskiej obecności wojskowej i z ograniczoną ingerencją w proces polityczny. To właśnie zasugerował prezydent w swoim krótkim wystąpieniu opublikowanym tuż po rozpoczęciu operacji militarnej. Administracja w Białym Domu chce w ten sposób uniknąć długotrwałego uwikłania w konflikt, a także stworzyć sobie drogę wyjścia na wypadek, gdyby reżimu nie udało się obalić.

Z perspektywy wewnątrzpolitycznej USA kluczowe jest to, aby konflikt okazał się krótkotrwały (prezydent mówi obecnie o czterech tygodniach) i zakończył się wizerunkowym sukcesem administracji Trumpa. Sama interwencja w Iranie nie cieszy się popularnością w amerykańskim społeczeństwie (poparcie dla niej wyraziło 27% ankietowanych przez Reutersa/Ipsos), stoi też w sprzeczności z obietnicami wyborczymi prezydenta. Sukces mógłby wszakże znacząco zmienić tę ocenę (tak się stało w przypadku interwencji w Wenezueli na początku br.). Demokraci już rozpoczęli przygotowania, by wykorzystać ewentualne komplikacje w przebiegu operacji irańskiej – Kongres USA ma głosować nad rezolucją mającą zablokować dalsze działania militarne niezatwierdzone przez władzę ustawodawczą. Nie ograniczy to wprawdzie działań prezydenta, ponieważ ten będzie mógł zawetować rezolucję, niemniej zmusi polityków republikańskich do zajęcia stanowiska w sprawie Iranu.

Izrael: realizacja celu strategicznego

Przystąpienie USA do wojny przeciw Iranowi u boku Izraela to realizacja celu, do którego Binjamin Netanjahu dążył od 30 lat. Teheran miał stanowić dla państwa żydowskiego zagrożenie „egzystencjalne”, zaś jedyną drogą do jego wyeliminowania miała być interwencja zbrojna. Przekonaniu do tego amerykańskiej klasy politycznej Netanjahu poświęcił znaczną część kariery, wykorzystując przy tym wszystkie dostępne swojemu państwu instrumenty. Perspektywa uzyskania przez Iran broni jądrowej wydaje się jedynie pretekstem do izraelskich działań. Obecnie jedynym państwem atomowym na Bliskim Wschodzie (i to z arsenałem szacowanym nawet na kilkaset głowic) jest sam Izrael.

Rzeczywistymi przyczynami działań Izraela wydają się raczej: wroga mu polityka regionalna Iranu (wspieranie takich organizacji jak Hezbollah czy Hamas); zaniepokojenie jego rosnącymi zdolnościami wojskowymi (rozwój programu balistycznego); izraelska doktryna nakazującą niedopuszczenie, aby jakiekolwiek państwo w regionie mogło wejść w posiadanie nie tylko broni nuklearnej, lecz nawet zdolności jej pozyskania; dążenie do hegemonii regionalnej, a co za tym idzie konieczność osłabienia (a optymalnie rozbicia) graczy o zbyt dużych potencjałach. Zagrożenie irańskie było dla Netanjahu przez dwie dekady skutecznym paliwem wyborczym, a potencjalny sukces obecnej operacji da mu szansę zwycięstwa w tegorocznych wyborach parlamentarnych.

Celem wojny jest więc dla Izraela obalenie irańskiego reżimu oraz maksymalne zdegradowanie jego potencjału wojskowego i technologicznego. Wydaje się również, że Izrael nie jest zainteresowany udaną transformacją polityczną Iranu, lecz przeciwnie – jego głęboką zapaścią, a nawet dezintegracją (np. po liniach etnicznych). Posiadający największą w regionie (dobrze wykształconą) ludność, zasoby naturalne, atrakcyjną kulturę oraz daleko idące ambicje polityczne Iran byłby bowiem dla Izraela wyzwaniem – niezależnie od tego, jaki reżim polityczny rządziłby w Teheranie. Stąd też należy się spodziewać, że nawet w scenariuszu zmiany władzy w Iranie Izrael nie uzna „misji za zakończoną”.  

Cele wojskowe operacji amerykańskiej i izraelskiej

Siły amerykańsko-izraelskie od 28 lutego w mniej niż 12 godzin dokonały łącznie więcej uderzeń na Iran niż podczas całej wojny dwunastodniowej w czerwcu 2025 r. (ok. 1100), utrzymując skalę i tempo operacji w kolejnych 36 godzinach. Tym samym jest to globalnie najintensywniejsza kampania powietrzna od 2003 r. Ataki są przeprowadzane z dwóch głównych kierunków: od strony Iraku (przez Izrael ze wsparciem USA) oraz od Zatoki Perskiej i Morza Arabskiego (przez Stany Zjednoczone).

Głównymi celami uderzeń były destabilizacja systemu zarządzania państwem poprzez dekapitację przywódców polityczno-religijnych i wojskowych oraz pozbawienie Iranu możliwości odpowiedzi wojskowej, a w dłuższej perspektywie – anihilacja programu nuklearnego. Ataki izraelskie skupiły się na celach personalnych w Teheranie oraz na masowym niszczeniu irańskich systemów balistycznych i obrony powietrznej w zachodniej części kraju. Uderzenia amerykańskie skoncentrowały się wzdłuż wybrzeża Iranu, niszcząc wyrzutnie pocisków balistycznych, jednostki marynarki wojennej, morskie systemy rozpoznawcze i uderzeniowe. USA przeprowadziły również ataki w głębi kraju na cele osobowe oraz infrastrukturę związaną z produkcją pocisków balistycznych. Wydaje się, że załamaniu uległ irański system dowodzenia i kontroli, jednak poszczególne zgrupowania wojsk funkcjonują, co najmniej w części niezależnie, prowadząc nieskoordynowane działania na własną rękę.

Odpowiedź Teheranu, choć jest masowa i bezprecedensowa w skali, należy uznać za mało efektywną wojskowo. Siły Zbrojne Iranu nie są w stanie stawiać skutecznego oporu i przeciwdziałać amerykańskim i izraelskim atakom lotniczym. Irańskie uderzenia na cele na terytorium 11 państw (Arabia Saudyjska, Bahrajn, Cypr, Irak, Izrael, Jordania, Katar, Kuwejt, Oman, Syria, Zjednoczone Emiraty Arabskie) nie przyniosły ani masowych ofiar (łącznie 20 zabitych, w tym 3 amerykańskich żołnierzy i 12 izraelskich cywili), ani zniszczeń. Głównymi celami odwetu są Izrael i amerykańskie instalacje wojskowe w regionie, a w mniejszym stopniu – czułe i symboliczne punkty dla turystyki i biznesu państw Zatoki Perskiej. Uderzenia rakietowe Iranu utrzymały swoją intensywność w drugiej dobie wojny, jednak były one mniej skoordynowane. W pierwszym dniu wojny państwa Zatoki Perskiej i Izrael przechwyciły prawie wszystkie irańskie ataki rakietowe, jednak drugiego dnia skuteczność systemów obronnych spadła.

Iran – walka o przetrwanie

Skonfrontowany z amerykańskimi i izraelskimi atakami Iran jest w stanie głębokiego kryzysu na poziomie politycznym, społecznym, gospodarczym i polityki bezpieczeństwa, który pogłębił się wraz masowymi i brutalnie stłumionymi protestami w styczniu br. Obecne uderzenia reżim irański traktuje jako zagrożenie egzystencjalne i dla suwerenności państwa. Odpowiedzią są – oprócz ostrej retoryki – ostrzały dostępnych celów wojskowych USA i Izraela, a także ataki na cele (m.in. cywilne) w państwach Zatoki Perskiej, które mają podnieść koszty konfliktu i wymusić presję międzynarodową na wstrzymanie działań wojennych. Mogą one jednak przynieść skutek odwrotny do zamierzonego. Zamiast wytworzyć presję w celu deeskalacji konfliktu, mogą skłonić państwa arabskie do rozpoczęcia ataków na cele na terytorium Iranu, choć na razie ten scenariusz wydaje się mało prawdopodobny.

Reżim chce zademonstrować siłę i spójność państwa, które mają zniechęcić – przede wszystkim USA – do forsowania maksymalistycznych celów konfliktu. W pierwszych dwóch dniach działania podejmowane przez Teheran można uznać za względnie skuteczne, szczególnie w odniesieniu do manifestowanej spójności elity, sprawnego zastępowania zlikwidowanych kadr (w tym zainicjowanego szybkiego procesu sukcesji po Alim Chameneim) i braku protestów społecznych. Z uwagi na naturę systemu i wieloletnie przygotowania można zakładać, że siły zbrojne i ośrodki polityczne mogą funkcjonować w pewnej izolacji, jednak przy utrzymaniu obecnego charakteru działań (m.in. rozmiarów penetracji i likwidacji kadr) i ich skali należy się liczyć z postępującą dezintegracją systemu państwa i jego obrony, ryzykiem zaostrzenia podziałów na poziomie strategicznym oraz konfliktów o charakterze instytucjonalnym i personalnym.

Dla funkcjonowania systemu kluczowe znaczenie będzie miało utrzymanie (bądź wzmocnienie lub załamanie) obecnej, dominującej pozycji Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (KSRI) i zachowanie jego spójności oraz ewentualne pojawienie się (wzmocnienie) alternatywnych ośrodków politycznych (przede wszystkim w elicie politycznej lub w regularnej armii). Otwartymi kwestiami pozostają gotowość społeczeństwa Iranu do aktywnych działań politycznych (protestów, strajków), ryzyko przejścia sił antyrządowych do działań zbrojnych (lokalnie obecne m.in. na terenach kurdyjskich i beludżyjskich) oraz postawa sił porządkowych wobec protestów. Należy zakładać, że w najbliższych dniach prawdopodobieństwo eskalacji podziałów oraz napięć politycznych i społecznych będzie gwałtownie wzrastać.

Konsekwencje dla Moskwy

Rosja ostro potępiła amerykańsko-izraelskie naloty na Iran. MSZ w oświadczeniu określiło je jako „wcześniej zaplanowany i niesprowokowany akt agresji” naruszający podstawowe normy prawa międzynarodowego, dokonany „pod przykrywką procesu negocjacyjnego”. Oskarżyło przy tym Izrael i USA o „wywołanie niebezpiecznej awantury przybliżającej region do katastrofy humanitarnej, gospodarczej i być może radiologicznej”, mogącej prowadzić do niekontrolowanej eskalacji i zagrozić reżimowi nieproliferacji broni jądrowej. Zażądało uregulowania konfliktu środkami politycznymi i zadeklarowało wsparcie w tym procesie Rosji. Minister Siergiej Ławrow rozmawiał telefonicznie ze swoimi odpowiednikami z Iranu, Chin i wybranych państw Zatoki Perskiej. 1 marca Władimir Putin wystosował emocjonalną depeszę kondolencyjną do prezydenta Iranu Masuda Pezeszkiana, w której nazwał śmierć Chameneiego w nalocie „zabójstwem dokonanym z cynicznym naruszeniem wszelkich norm ludzkiej moralności i prawa międzynarodowego”.

Ostra retorycznie reakcja Moskwy wyraźnie odbiega od jej postawy wobec wcześniejszych działań siłowych USA (w tym względem Wenezueli). Zmasowany atak na państwo będące istotnym i bliskim partnerem Rosji (w styczniu 2025 r. obydwa państwa podpisały nowy traktat o kompleksowym partnerstwie strategicznym, zob. Nowy traktat rosyjsko-irański: zwarcie szeregów w obliczu prezydentury Trumpa), likwidacja jego lidera i zagrożenie zmianą reżimu stanowią duże wyzwanie dla Moskwy. Demonstrują po raz kolejny bezsilność Rosji, uderzając w jej mocarstwowy wizerunek. Potencjalnie neutralizują kolejnego antyzachodniego sojusznika Kremla w jego próbach zasadniczej rewizji ładu globalnego. Komplikują rosyjskie kalkulacje stworzenia nowego korytarza transportowo-handlowego Północ–Południe. Nie rekompensują tego doraźne korzyści Moskwy wynikające ze zwyżki cen ropy ani wzrost nastrojów antyamerykańskich w wielu państwach (zwłaszcza Globalnego Południa).

Kreml staje tym samym przed dylematem, czy nadal traktować Trumpa bardziej jako szansę na rozkład zachodnich sojuszy i demontaż systemu presji sankcyjnej na Rosję, czy zacząć postrzegać go jako zagrożenie wynikające z siłowej polityki amerykańskiej administracji, prowadzącej do niekorzystnych dla Moskwy zmian geopolitycznych, potencjalnie destabilizujących sam reżim putinowski. Brak w rosyjskiej retoryce pogróżek sugeruje, że Moskwa nie chce konfrontacji z Waszyngtonem. Kreml może jednak szukać innych metod zademonstrowania swojej siły, w tym np. uderzając „hybrydowo” w któregoś z sojuszników Stanów Zjednoczonych. Tym bardziej, jeśli USA uwikłają się w dłuższy konflikt na Bliskim Wschodzie, na co liczy Moskwa. Dojdzie także do zacieśnienia faktycznego sojuszu Rosji z Chinami.

Konsekwencje gospodarcze

Od 1 marca de facto ustał ruch statków przez cieśninę Ormuz. Dzieje się tak przede wszystkim ze względu na skokowy wzrost ryzyk i niepewności, które przełożyły się m.in. na znaczące zwiększenie kosztów ubezpieczeń (lub brak możliwości ubezpieczenia transportu) tym szlakiem. Dodatkowo pojawiają się informacje o zakłóceniach sygnału GPS i możliwości nawigacji satelitarnej w okolicach cieśniny. Cieśnina Ormuz jest głównym szlakiem handlowym łączącym państwa Zatoki, w tym Iran, z otwartym oceanem. W warunkach pokoju umożliwia transport z regionu wolumenów odpowiadających za ok. 25% globalnego morskiego handlu ropą (i produktami naftowymi) i 20% LNG, w tym całości eksportu gazu skroplonego z Kataru.

Na wojnę w Iranie zareagowały światowe giełdy. W poniedziałek po ich otwarciu cena ropy Brent wzrosła o 8% i kosztowała ok. 82 dolarów za baryłkę, jednak kilka godzin później spadła już do 76 dolarów za baryłkę. Wzrost był znacznie mniejszy niż w czasie kryzysów naftowych, kiedy cena ropy rosła kilkukrotnie. Ceny LNG podniosły się mocniej niż te surowej ropy – na europejskiej giełdzie TTF na otwarciu o prawie 22%, do 39 euro/MWh, a w perspektywie są dalsze zwyżki – m.in. ze względu na brak znaczących rezerw gazu (w odróżnieniu od strategicznych zapasów ropy). Znaczenie mają przy tym mocno opróżnione magazyny w UE, rola Kataru na rynku LNG (trzeci eksporter na świecie) i zredukowanie do minimum importu z Rosji do Europy.

Wojna w Iranie wywołuje też szybkie dostosowania szlaków transportowych, jednak nie powinno dojść do poważniejszego załamania w branży. Najwięksi światowi armatorzy, tacy jak Maersk, CMA CGM i Hapag-Lloyd, w obawie o bezpieczeństwo w cieśninie Ormuz, ale też wznowienie ataków Huti na kontenerowce na Morzu Czerwonym, przekierowują swoje statki na bezpieczniejsze korytarze transportowe, zwłaszcza że towarzystwa ubezpieczeniowe mogą odmawiać odszkodowań za ewentualne straty poniesione w wyniku działań wojennych. Tym samym w dalszym ciągu anulowane pozostaną plany wznowienia ruchu towarowego na większą skalę przez Kanał Sueski.

Irańskie uderzenie odwetowe wymierzone w państwa arabskie Zatoki Perskiej (w tym w lotnisko w Dubaju) doprowadziło do czasowego zamknięcia szeregu regionalnych portów lotniczych, m.in. w Dubaju i w Dosze (Katar), a w konsekwencji do zamrożenia operacji m.in. linii Emirates (ZEA) oraz Qatar Airways, należących do 10 największych linii lotniczych świata.

osw.waw.pl


Prezydent USA Donald Trump zasugerował dziennikowi "New York Times", że uważa scenariusz z Wenezueli jako idealny przykład zmiany reżimu w Iranie, choć jednocześnie wezwał do obalenia władz przez demonstrantów. Trump powtórzył też, że operacja zaplanowana jest na 4-5 tygodni.

Jak ocenił "NYT", w czasie 6-minutowej rozmowy telefonicznej, Trump przedstawił różne i wzajemnie sprzeczne wizje pożądanego przez niego zmiany władzy w Iranie. Z jednej strony prezydent powiedział, że ma "trzech kandydatów" - odmawiając ujawnienia ich tożsamości - którzy mogliby zająć miejsce zabitego przywódcy Alego Chameneia oraz sugerował, że chciałby podobnego obrotu spraw, jak w Wenezueli, gdzie władza pozostała w rękach przedstawicieli poprzedniego reżimu.

- To, co zrobiliśmy w Wenezueli - myślę, że to idealny, idealny scenariusz - powiedział. - Wszyscy zachowali swoją pracę poza dwiema osobami - dodał.

Dopytywany jednak o plany transformacji w Iranie, Trump powiedział, że ma nadzieję, że irańscy żołnierze, w tym Strażnicy Rewolucji, po prostu złożą broń.

- Jeśli się nad tym zastanowić, oni naprawdę poddaliby się ludowi - powiedział Trump. Dodał, że to od Irańczyków będzie zależeć, czy skorzystają z okazji, by obalić władze.

Według gazety, doradcy powiedzieli Trumpowi, że scenariusz taki jak z Wenezueli, jest w Iranie niemal niemożliwy ze względu na naturę reżimu, historię i różnice kulturowe.

Pytany o to, przez jak długi czas USA mogą utrzymać intensywne ataki na Iran, prezydent ocenił, że plany zakładały 4-5 tygodni i dodał, że nie będzie to problemem.

- Mamy ogromne ilości amunicji. Wiecie, mamy amunicję przechowywaną na całym świecie, w różnych krajach - zaznaczył.

Jak zaznaczył "NYT", prezydent nie wspomniał o obawach Pentagonu, że konflikt może jeszcze bardziej uszczuplić rezerwy amunicji - zwłaszcza do systemów obrony powietrznej - które zdaniem strategów wojskowych są kluczowe w scenariuszach takich jak konflikt o Tajwan czy rosyjska inwazja na Europę. Trump powiedział też, że nie sądzi, by potrzebował wsparcia państw Zatoki Perskiej, by dołączyły one do wojny.

Mówiąc o zabitych w irańskich atakach żołnierzach - według NBC News byli to żołnierze w bazie w Kuwejcie - Trump powiedział, że liczba strat jest i tak mniejsza niż wynikało z prognoz Pentagonu.

- Jeśli spojrzeć na prognozy, to, wiecie, mogło być znacznie więcej. - Spodziewamy się ofiar - dodał.

PAP


Połączone siły osiągnęły przewagę powietrzną nad Teheranem i przeprowadziły fale nalotów skoncentrowanych w Teheranie. Izraelski minister obrony Israel Katz ogłosił 1 marca, że Siły Powietrzne Sił Obronnych Izraela (IDF) uderzają w cele w Teheranie amunicją “stand-in” i że myśliwce IAF po raz pierwszy w wojnie zrzucają amunicję bezpośrednio na swoje cele. Izraelski korespondent wojskowy stwierdził, że IDF rozmieszczała wcześniej broń dystansową na odległość i przy użyciu mniejszych głowic bojowych. Katz ogłosił, że IAF przeprowadzi “ciągłe potężne strajki” w Teheranie.

(...)

Prezydent USA Donald Trump powiedział Fox News 2 marca, że połączone siły amerykańsko-izraelskie zabiły 49 wysokich rangą przywódców irańskich w pierwszej rundzie ataków na Iran 28 lutego.

(...)

Prezydent Iranu Masoud Pezeshkian mianował oficera Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) Majida Ibn Rezę na pełniącego obowiązki ministra obrony i logistyki sił zbrojnych 2 marca po tym, jak połączone siły zabiły 28 lutego byłego ministra obrony i logistyki sił zbrojnych, generała brygady Aziza Nasira Zadeha.

(...)

Źródła amerykańskie powiedziały amerykańskiemu dziennikarzowi, że irańskie drony Shahed są “jak dotąd najniebezpieczniejszym zagrożeniem”. (...) ISW nie zaobserwowała doniesień o uderzeniach dronów w Izraelu, ale irańskie drony uderzyły w kilka krajów Zatoki Perskiej. Iran używał głównie rakiet balistycznych do ataku na Izrael, ale polegał na dronach do ataku na kraje Zatoki Perskiej.

(...)

Iran w coraz większym stopniu atakuje infrastrukturę energetyczną w krajach Zatoki Perskiej, co prawdopodobnie spowoduje koszty gospodarcze i zmusi Stany Zjednoczone i ich partnerów do kontynuowania zawieszenia broni przed osiągnięciem celu, jakim jest obalenie reżimu. Według doniesień Iran uderzył w kompleks elektrowni Jebel Ali w Dubaju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich (ZEA) 1 marca. Stacja jest największą w Zjednoczonych Emiratach Arabskich elektrownią produkującą i odsalającą o mocy 2060 megawatów. Irańskie drony również próbowały uderzyć w rafinerię ropy Ras Tanura w Arabii Saudyjskiej 2 marca, ale siły saudyjskie przechwyciły drony. Rafineria ropy naftowej Ras Tanura jest największą rafinerią ropy naftowej w Arabii Saudyjskiej i mieści saudyjski państwowy narodowy koncern naftowy Saudi Aramco. Iran już we wrześniu 2019 r. atakował saudyjskie obiekty energetyczne. Kompleks Ras Tanura jest także ważnym terminalem eksportowym saudyjskiej ropy naftowej. Iran obrał także za cel obiekt energetyczny w mieście przemysłowym Ras Laffan w Katarze, który jest głównym katarskim węzłem komunikacyjnym skroplonego gazu ziemnego.

Iran obrał za cel także obiekty przemysłowe w Zatoce Perskiej. Iran uderzył 2 marca w firmę Aluminium Bahrain Company w Riffa w Bahrajnie, która jest jedną z największych hut aluminium na świecie. Huty aluminium mają kluczowe znaczenie dla obrony narodowej, ponieważ produkują aluminium do samolotów wojskowych, pojazdów opancerzonych i statków. Irański dron uderzył w strefę przemysłową Mesaieed w Katarze, w której mieszczą się katarskie zakłady petrochemiczne i produkcyjne.

understandingwar.org


Katar wstrzymał w poniedziałek produkcję gazu LNG. Tego samego dnia saudyjski koncern naftowy Saudi Aramco zawiesił prace największej w kraju rafinerii w Ras Tanura. Z powodu trwającej od soboty wojny na Bliskim Wschodzie wstrzymano też wydobycie ropy w irackim Kurdystanie.

(...)

Katar jest drugim na świecie eksporterem skroplonego gazu ziemnego (LNG) po USA, zapewniając około 20 proc. podaży tego surowca. Państwowa spółka QatarEnergy wstrzymała w poniedziałek wydobycie po irańskich atakach na dwa główne zakłady przetwarzania gazu - podała AFP.

Należąca do koncernu Saudi Aramco rafineria w Ras Tanura została zamknięta w poniedziałek po ataku dronów w okolicy zakładu. W rafinerii miało dojść do niewielkiego pożaru, wywołanego odłamkami zestrzelonych dronów, który jednak opanowano.

Rafineria w porcie położonym nad Zatoką Perską odgrywa duże znaczenie w zaopatrywaniu Arabii Saudyjskiej w paliwa i produkty petrochemiczne. W jej pobliżu znajduje się też największy w kraju terminal eksportowy ropy.

Firmy wydobywające ropę naftową w irackim Kurdystanie prewencyjnie wstrzymały w poniedziałek pracę. Jak dotąd nie odnotowano żadnych ataków na tę infrastrukturę - przekazał Reuters.

Rząd Izraela polecił tymczasowe wstrzymanie wydobycia gazu z położonych u wybrzeży kraju podmorskich pokładów tego surowca. Gaz jest stamtąd sprowadzany do Izraela i eksportowany do Egiptu.

W samym Iranie w niedzielę słychać było wybuchy m.in. na wyspie Chark, przez którą przechodzi większość eksportu irańskiej ropy naftowej - dodał Reuters, zaznaczając, że efekt tych uderzeń nie jest na razie znany.

W poniedziałek cena ropy naftowej Brent wzrosła nawet o 13 proc., a cena gazu ziemnego na rynkach europejskich o blisko 50 proc. - osiągając poziomy nienotowane od miesięcy.

Od wybuchu konfliktu w sobotę praktycznie zablokowana jest też cieśnina Ormuz, łącząca Zatokę Perską z Morzem Arabskim. Irańska Gwardia Rewolucyjna zabroniła w poniedziałek transportu przez cieśninę, którą w normalnych warunkach przepływa około 20 proc. zużywanej na całym świecie ropy naftowej. Doszło do kilku ataków na tankowce. Co najmniej 150 takich statków zostało unieruchomionych w Zatoce Perskiej.

Nie ma bezpośredniego zagrożenia dla bezpieczeństwa dostaw energii dla Unii Europejskiej - oświadczyła w poniedziałek rzeczniczka Komisji Europejskiej Ana Kaisa Itkonen.

Zablokowanie cieśniny Ormuz znacznie bardziej dotknie państwa azjatyckie, w tym Chiny, Indie, Japonię czy Koreę Południową - napisała agencja AFP, powołując się na ekspertów.

Irańskie ataki na infrastrukturę wydobywczą w Arabii Saudyjskiej i innych państwach Zatoki Perskiej prawdopodobnie przybliżą je do USA i Izraela i mogą skłonić te państwa do przyłączenia się do uderzeń na Teheran - skomentował jeden z ekspertów cytowanych przez Reutersa. 

PAP