piątek, 29 maja 2026

 
 
Antrovis łączył wiarę w świętość narodów słowiańskich z ufologią i chrześcijaństwem. Zgodnie z naukami Mielnika, Słowianie z planety Atlanta mieli osiedlić się na terenie dzisiejszej Polski osiem miliardów lat temu. Słowianie byli strażnikami kanonu dwunastu praw uniwersalnych. Prawie równocześnie na Ziemię przybyli Hebrajczycy z planety Hebro, zwani „strażnikami wolnej woli”. Przybysze z planety Hebro mieli wcześniej głosić wśród ludzi idee równości i wolności, co miało doprowadzić Ziemian do nieszczęścia. Zdaniem ruchu, wolność miała charakter destrukcyjny. Obie cywilizacje były skonfliktowane, a walka pomiędzy Słowianami a Hebrajczykami miała doprowadzić do zniszczenia obecnie istniejącej struktury kosmosu.

Według Mielnika obecna cywilizacja była siódmą i ostatnią z ziemskich cywilizacji. Do 2000 roku wszystkie cywilizacje miały pojednać się pod przewodnictwem Polan. Antrovis głosił koniec ery wolnej woli i potrzebę przygotowania ludzi do nowego, antymaterialnego cyklu kosmosu. Nieliczni mieli przeżyć koniec poprzez ucieczkę na pokładach statków przysłanych z innych planet. Ewakuacja miała odbyć się na Ślęży. W ewakuacji pierwszeństwo mieli mieć Słowianie (w szczególności Polacy, uznani za naród wybrany). Zagładę miało przeżyć 144 tys. ludzi białej rasy i 600 tys. innych ras. Ocaleni mieli dolecieć do planety Mirinda. Zdaniem Antrovisu, główni przedstawiciele ruchu, wcześniej przygotowani oraz posiadający silne i pożyteczne pole bioenergoelektryczne, ewakuowani byli w latach 90. Według liderów ruchu odbyło się kilka indywidualnych ewakuacji. 

pl.wikipedia.org
 
 
Drogi Brauna z głównym nurtem rozchodzą się definitywnie w kwietniu 2007 r.

Na antenie Radia Wrocław reżyser oskarża o współpracę z SB słynnego językoznawcę prof. Jana Miodka. Robi to jednak bez przedstawienia jakichkolwiek dowodów. Rzuca informację pod koniec programu i po prostu opuszcza studio.

Miodek to jedna z ikon Wrocławia. Wybucha ogromny skandal. A Braun przestaje być mile widziany w lokalnych mediach i na uniwersytecie, gdzie wykłada dziennikarstwo. Sprawa dotyka również Joanny, która traci pracę i nie może później znaleźć żadnej nowej. Bo jest "tą od Brauna".

Prof. Jan Miodek wytacza Grzegorzowi Braunowi proces o zniesławienie.

Sprawę dla "Gazety Wyborczej" relacjonuje dziennikarka Katarzyna Lubiniecka-Różyło, koleżanka Brauna z czasów studenckich.

— Zawsze podchodził do mnie na sądowym korytarzu, witając się, całował w rękę i zupełnie poważnie przekonywał, że przecież mogę zmienić swoje życie i odejść z tej "Gwiazdy Śmierci", jak zaczął w pewnym momencie określać moją gazetę. To było całkiem sympatyczne, tym bardziej że otaczający go już wówczas tłumek zwolenników nie mógł się nadziwić: jak to, Grzegorz Braun wita się wylewnie z dziennikarką z gazety Michnika? — śmieje się Lubiniecka-Różyło.

Braun przegrywa w obu instancjach, potem w Sądzie Najwyższym. Sądy uznają, że Miodek co prawda został zarejestrowany przez SB jako tajny współpracownik, ale dowodów na rzeczywistą współpracę nie ma. Braun ma przeprosić językoznawcę. Oświadcza jednak, że tego nie zrobi i odwołuje się do Strasburga.

Europejski Trybunał Praw Człowieka staje po jego stronie. W 2014 r. ocenia, że polskie sądy naruszyły prawo Brauna do swobodnej wypowiedzi i nakazuje wypłacić mu 14 tys. euro odszkodowania.

— Osobiście mnie ten wyrok ucieszył, ponieważ od siedmiu lat muszę się tłumaczyć tylko z tego powodu, że powiedziałem prawdę — komentuje na gorąco Braun. — Ukazywanie związków z byłymi służbami, szczególnie jeżeli chodzi o tzw. elity, które odgrywają rolę autorytetów moralnych, powinno być szczególnie ważne.

(...)

Reżyser coraz częściej jest uczestnikiem skandali, regularnie odwiedza sądy, w których zaczyna mu jednak towarzyszyć oddana grupa zwolenników.
 
W 2008 r. zostaje oskarżony o atak na policjanta podczas wrocławskiej manifestacji narodowców, w której jednak sam nie bierze udziału, a przygląda się jej jako przechodzień.

Choć dowody przeciwko niemu opierają się przede wszystkim na zeznaniach policjantów, a wśród świadków nie ma jedności, co do jego rzeczywistej winy, sąd uznaje go winnym wykręcenia kciuka funkcjonariuszowi, uszkodzenia więzadeł palca, i znieważenia poprzez nazwanie go "bandytą".
Braun dostaje grzywnę. Wyrok kwituje okrzykiem "Hańba!"

onet.pl