sobota, 27 czerwca 2026


Ludovic Subran to główny dyrektor ds. inwestycji w globalnym gigancie ubezpieczeniowym Allianz. Twierdzi on, że dążenie SpaceX do pozyskania 25 mld USD poprzez emisję obligacji dowodzi, że rynek znalazł się w bańce.

O zamiarze emisji dłużnych papierów wartościowych firma Elona Muska poinformowała krótko po pierwotnej ofercie publicznej akcji o wartości 85,7 mld USD. Zdaniem Subrana takie tempo wydarzeń doskonale obrazuje, jak rynki przechodzą od fazy zdrowego wzrostu, poprzez stan gorączki, aż na terytorium bańki spekulacyjnej.

Podczas konferencji gospodarczej „FT Global Insurance Summit” ekspert zwrócił uwagę zgromadzonej publiczności, że inwestorów z rynku długu nie da się tak łatwo zbyć obietnicami, jak akcjonariuszy.

– Facet właśnie dostał 70 mld USD łatwych pieniędzy na zabawę, żeby zabrać nas w kosmos – powiedział Subran. – Oczywiste jest, że nabywcy obligacji to nie to samo co inwestorzy giełdowi. Tych drugich można zabrać na Marsa. Pierwsi w tym samym czasie pytają, gdzie są ich odsetki.

(...)

Sebastian Raedler, szef strategii dla europejskiego rynku akcji w dziale analiz Bank of America, przypomina: jeśli teza inwestycyjna oparta na sztucznej inteligencji zacznie się chwiać, defensywne sektory akcji będą gotowe do gwałtownego wzrostu.

Wypowiadając się dla telewizji Bloomberg, strateg stawia pytanie, czy firmy rozwijające AI będą w stanie wypracować marże uzasadniające obecne, bezprecedensowe nakłady inwestycyjne. Ekspert zaleca rozejrzenie się za zapomnianymi sektorami, takimi jak farmacja czy dobra podstawowego użytku, w których fundamentalna logika biznesowa wciąż prężnie działa.

– W momencie, gdy klienci powiedzą, że nie są gotowi tyle płacić za sztuczną inteligencję, gdy skierują swój ruch do tańszych modeli, gdy pierwszy wielki dostawca infrastruktury chmurowej ogłosi, że nie wie, czy naprawdę wykreuje wartość i musi ściąć wydatki inwestycyjne, pojawi się wiele sektorów defensywnych gotowych do skoku – twierdzi Raedler.

(...)

– Pytanie brzmi, kto zapłaci za te wszystkie wydatki, które warunkują podaż produktów firmy Micron – zastanawia się Raedler, reagując na publikację wyjątkowo dobrych wyników finansowych Micron Technologies. – Odpowiedź jest prosta: zapłaci za to użytkownik końcowy korzystający z AI. Jaką siłę w ustalaniu cen mają te firmy? Ile konsumenci są w stanie zapłacić? Uważam, że prognozy zysków, którymi obecnie dysponujemy, wydają się bardzo optymistyczne.

Notowania SpaceX spadały w tym tygodniu po początkowej euforii, która na moment uczyniła z Elona Muska pierwszego bilionera w historii. Sama spółka pod względem kapitalizacji rynkowej wyprzedziła na krótko Amazona, a na kilka godzin również Microsoft.

Gil Luria, dyrektor ds. badań nad rynkiem akcji technologicznych w D.A. Davidson, uważa, że taką zmienność tłumaczą specyficzne czynniki związane z założycielem firmy działającej w branży kosmicznej, telekomunikacyjnej i sztucznej inteligencji.

– Większość akcji jest wyceniana na podstawie tego, jak ich mnożniki zysków wypadają na tle podobnych spółek – tłumaczy Luria w rozmowie z CNBC. – Z firmami Elona Muska tak nie jest – dodaje.

Jego zdaniem rynkowa wycena tych przedsiębiorstw opiera się w głównej mierze na nadziejach i oczekiwaniach.

– Tesla jest wyceniana przez pryzmat perspektyw usługi autonomicznej jazdy Robotaxi oraz humanoidalnych robotów Optimus, a nie na podstawie sprzedaży samochodów. SpaceX z kolei jest wyceniane przez obietnicę eksploracji Marsa albo przynajmniej przez wizję centrów danych w kosmosie – argumentuje Luria.
 
 
/Tesla to wehikuł giełdowy, wyłącznie do gry finansowej, w kwestii wyceny spółki - red./
 
bankier.pl




Kamil Turecki: - To Rosja stworzyła ukraińskiego potwora?

Bojan Pancevski: Z perspektywy Rosji to na pewno potwór.

Do czasu Majdanu, czyli 2014 r., ukraińskie służby specjalne i wojsko były niemal całkowicie podporządkowane interesom Rosji. Kiedy społeczeństwo zbuntowało się przeciwko ówczesnemu prezydentowi, Wiktorowi Janukowyczowi, który odmówił podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE, oficerowie, stojący za późniejszym atakiem na Nord Stream, nie byli antyrosyjscy.

- A kim dziś ci ludzie są?

Ukraińskimi nacjonalistami.

Większość z nich ma dziś około 50 lat. Dorastali w zachodniej Ukrainie, mówią po ukraińsku. Ale mówią też płynnie po rosyjsku — urodzili się w Związku Radzieckim, więc to naturalne. Zatem mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której ci ludzie nie byli antyrosyjscy, prawda?

W pierwszych tygodniach, może nawet przez miesiąc Majdanu, byli również przeciwni protestom. Pracowali głównie w organach ścigania i mieli konserwatywne podejście. Uważali, że to, co się dzieje, nie jest zgodne z prawem. Dopiero później zostali szpiegami i ekspertami do spraw kontrwywiadu.

I kiedy Rosja faktycznie zaatakowała Ukrainę; gdy zajęła Półwysep Krymski i wkroczyła na wschód Ukrainy, zaczęli walczyć ramię w ramię wspólnie z SBU [Służba Bezpieczeństwa Ukrainy] w Donbasie przeciwko Rosjanom. I właśnie wtedy wszystko się dla nich zmieniło. Przestali mieć ambiwalentny stosunek do Rosji. Stali się jej najgorszymi wrogami.

- Tak po prostu?

Nic tu nie było proste. Przecież żaden z tych ludzi nie żywił nienawiści do Rosji. Sama Rosja wzbudziła w nich tę nienawiść, ponieważ zaatakowała ich kraj. To nawet nie moja interpretacja. To słowa jednego z nich.

Kreml palił ich wioski, bombardował ich miasta. Ta osoba powiedziała mi, że nie było żadnego powodu, by robić coś takiego. Dlatego od tej chwili jej życie się zmieniło, skupiało się na walce z Rosją. I tak jest do dziś.

(...)

- Kto zdecydował się podjąć to ogromne ryzyko sabotowania rurociągów Nord Stream?

Zacznijmy od tego, że kilka miesięcy przed inwazją na pełną skalę, kiedy Amerykanie i Brytyjczycy otwarcie przekazywali informacje wywiadowcze o tym, w jakim sposób Putin zaatakuje Ukrainę, Wołodymyr Zełenski nie chciał w to uwierzyć. Rozkazał generałowi Walerijowi Załużnemu, który był wówczas dowódcą sił zbrojnych, aby nie przygotowywał się do wojny.

Zdaniem prezydenta Ukrainy wszystko było gospodarczym spiskiem. Nie wierzył Amerykanom, Brytyjczykom ani własnym służbom wywiadowczym. Gen. Mark Milley [przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów USA w latach 2019-2023] polecił Kijowowi wykopać okopy wokół miasta i wzmocnić ochronę stolicy kraju. Załużny tego nie zrobił, bo Zełenski mu na to nie pozwolił.

Kiedy wybuchła wojna, Ukraińcy byli nieprzygotowani, zwłaszcza na południu.

Każda jednostka w pewnym stopniu działała na własną rękę. W tym ludzie, którzy później zaplanowali i przeprowadzili atak na Nord Stream. Po prostu weszli do zbrojowni agencji wywiadu wojskowego i pierwszego dnia zabrali stamtąd sporo broni, zorganizowali się samodzielnie i ruszyli walczyć na linię frontu. Niszczyli czołgi. Strzelali do samolotów. Walczyli samodzielnie jako oddział. Myślę, że dziś jest podobnie.

- Co masz konkretnie na myśli?

Spójrzmy na jednostki produkujące drony, które są prawdopodobnie najważniejszą częścią ukraińskiej machiny bojowej. Wiele fabryk założyli przedsiębiorcy. Znam jednego z nich. Jest Rosjaninem mieszkającym w Ukrainie. Nie ma doświadczenia wojskowego. Jest po prostu świetnym biznesmenem. Bardzo wcześnie zdał sobie sprawę, że drony to przyszłość działań wojennych. Założył więc jednostkę, znalazł pieniądze, pozyskał dodatkowe fundusze i stworzył najlepszą do dziś w Ukrainie, a może nawet najlepszą na świecie fabrykę dronów.

Historia drugiej co do wielkości jednostki, zwanej "Magyar Birds", jest podobna. Facet, który jest jej dowódcą, wcześniej również był biznesmenem.

- Co to ma wspólnego z Nord Stream?

Jest jeden wspólny mianownik — potrzeba matką wynalazku. Drony dobijają zaplecze wojenne Kremla. W przypadku Nord Stream też chodziło o odcięcie przepływu gotówki, którą Putin uzyskiwał ze sprzedaży węglowodorów do Europy. Zresztą, nie tylko wysadzenie gazociągu Nord Stream wchodziło w grę.

- Co jeszcze?

Wysadzenie mostu w Kerczu, który łączy Krym z kontynentalną Rosją, atak na pola gazowe w Syberii, atak na Nord Stream i TurkStream — rurociągi pod Morzem Czarnym.

- Dlaczego wybór padł akurat na Nord Stream?

W tamtym czasie nie było wiadomo, czy naród ukraiński przetrwa. Logika zatem podpowiadała, że trzeba działać szybko i zniszczyć źródła dochodów Rosji. Atak na Nord Stream, oczko w głowie Kremla, zabolałby najbardziej.

Ludzie, którzy zaplanowali wysadzenie Nord Stream, specjalizują się w operacjach specjalnych, wojnie hybrydowej, wojnie gospodarczej, zabójstwach i działaniach za liniami wroga.

- Kto podjął ostateczną decyzję?

Jeden z dowódców widział plany i udał się do generała Załużnego, a ten odpowiedział: "Jasne, w porządku, zróbcie to".

- I tyle?

Tak. Na tym się skończyło. Wówczas nikt nie zastanawiał się nad politycznymi aspektami tej sprawy.

Trzeba też pamiętać, że na początku — mówimy tu o marcu i kwietniu 2022 r. — sytuacja polityczna wyglądała inaczej, ponieważ w oczach Ukraińców Niemcy nie byli ich wielkimi sojusznikami. W tamtym czasie Berlin nadal nie dostarczał ani broni, ani amunicji. Polska to robiła, a Niemcy nie — i trzeba o tym pamiętać. Kijów nie myślał, czy wysadzenie gazociągu Nord Stream uderzy w niemiecką gospodarkę. Chciał uniemożliwić Putinowi zdobycie pieniędzy na dalsze prowadzenie wojny.

onet.pl


To nie on stworzył czekistowski reżim, który rządzi współczesną Rosją. Był natomiast jego najbardziej udanym produktem i najwygodniejszym narzędziem. Niewyróżniający się oficer KGB, który nigdy nie awansował wyżej niż do stopnia podpułkownika, był po prostu typowym funkcjonariuszem średniego szczebla. Dorastał na jednym z leningradzkich podwórek, w świecie drobnych przestępców, bójek i nieustannego poniżania słabszych.

To właśnie takie doświadczenia dały mu coś, czego brakowało bardziej wyrafinowanym elitom rosyjskich służb specjalnych lat dziewięćdziesiątych — instynktowne wyczucie najciemniejszych zakamarków sowieckiej mentalności, umiejętność odwoływania się do poczucia krzywdy, frustracji i imperialnej nostalgii, które wciąż są silnie obecne w rosyjskim społeczeństwie.

Jego polityczni opiekunowie potrafili wykorzystać ten dar. Nie byli jednak w stanie przewidzieć drugiej cechy, która okazała się równie cenna.

Przez ponad dwadzieścia lat Putin rozgrywał zachodnich przywódców niczym dobrze znane postacie ze swojego dzieciństwa — bogatych, pewnych siebie chłopców z dobrych domów, przekonanych, że są sprytniejsi od ulicznego łobuziaka. Cierpliwie nimi manipulował, czekał, aż sami odejdą ze sceny politycznej, i ostatecznie przeżył ich wszystkich. To właśnie ta umiejętność uczyniła go niezwykle wartościowym dla systemu.

(...)

W ostatnich miesiącach wyraźnie zmienił się ton rosyjskich blogerów wojennych określanych symbolem "Z", a także korespondentów frontowych publikujących w serwisie Telegram i śledzonych przez setki tysięcy odbiorców. Coraz rzadziej wychwalają oni Najwyższego Głównodowodzącego. Zamiast tego coraz częściej atakują anonimowe "władze", zarzucając im niezdecydowanie i tchórzostwo. Domagają się uderzeń na "ośrodki podejmowania decyzji" w Europie, a podczas swoich programów i transmisji odczytują długie listy potencjalnych celów: węzły logistyczne w Polsce, zakłady zbrojeniowe w krajach skandynawskich czy centra dowodzenia w państwach bałtyckich.

Ten sposób myślenia przestał już być domeną internetowych propagandystów. Powtarzają go również osoby uchodzące za przedstawicieli bardziej "poważnych" kręgów rosyjskiej elity. Siergiej Karaganow, jeden z czołowych ideologów Kremla, pisał spokojnym tonem o potrzebie przeprowadzenia "ograniczonych uderzeń nuklearnych" na Europę, które miałyby złamać wolę Zachodu. Z kolei Władimir Sołowjow niemal co wieczór wymienia w swoim programie europejskie stolice, opowiadając o ich zniszczeniu i starciu z mapy.

Do rosyjskiej opinii publicznej trafiają jednocześnie dwa przekazy.

Po pierwsze: prawdziwych wrogów należy zaatakować bez wahania.

Po drugie: ktoś na szczytach władzy jest zbyt słaby, by wydać taki rozkaz.

Pierwszy scenariusz zakłada, że Putin ulegnie naciskom własnego propagandowego chóru i rzeczywiście nakaże przeprowadzenie uderzeń na logistykę lub infrastrukturę wojskową NATO. Poważny atak tego rodzaju wystawiłby na próbę artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego, mógłby podzielić zachodnie stolice i prawdopodobnie spowolnić dostawy uzbrojenia dla Kijowa. Putin doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Równie dobrze wie jednak, co nastąpi później — otwarta wojna z NATO i bardzo szybki koniec jego politycznej, a być może również osobistej przyszłości. Nie jest samobójcą. Tego przycisku nie naciśnie.

Znacznie bardziej prawdopodobny jest drugi wariant. W nim sama korporacja czekistów odpowiada sobie na pytanie, które coraz wyraźniej zawisa w powietrzu. Tej wojny nie da się wygrać z obecnym przywódcą.

onet.pl\Kyiv Post