piątek, 26 czerwca 2026



Porozumienie daje Iranowi szansę osiągnąć cele w ostatnich dekadach niedosięgłe, m.in.: zażegnać konflikt z USA, doprowadzić do zniesienia wszelkich sankcji, zasilić gospodarkę finansowo, wreszcie zaś – budować dominację w regionie Bliskiego Wschodu poprzez uzyskanie faktycznej kontroli nad cieśniną Ormuz, zabezpieczenie pozycji Hezbollahu i swój awans do roli uznanego gwaranta porządku w Libanie kosztem Izraela. Kwestia nuklearna nadal jest przedmiotem negocjacji, przy czym Iran w ostatniej wojnie potwierdził swój potencjał odstraszania. Memorandum nie odnosi się natomiast – co stanowiło żelazne punkty agendy przez dekady i u progu ostatniej wojny – do programu balistycznego Iranu i jego wsparcia dla swoich proxies działających na Bliskim Wschodzie (a szerzej do oskarżeń o sponsorowanie przez Iran terroryzmu) czy kwestii demokratyzacji irańskiego systemu politycznego. Zawarcie pokoju na bazie porozumienia w obecnym kształcie byłoby zatem strategicznym sukcesem Teheranu.

Z perspektywy USA realizacja porozumienia pozwoliłaby zażegnać kryzys w wymiarze gospodarczym (odblokowanie Ormuzu), co ma szczególne znaczenie w związku z jesiennymi wyborami połówkowymi do Kongresu. Rozwiązanie kwestii irańskiego programu nuklearnego zlikwidowałoby problem istotnie definiujący i obciążający politykę Waszyngtonu. Normalizacja w tym obszarze hipotetycznie pozwalałaby uzyskać gospodarcze instrumenty nacisku na Iran oraz znacząco zmniejszyć ryzyko wybuchu kolejnych konfliktów zbrojnych w regionie angażujących USA. I choć porozumienie w zarysowanych przez memorandum ramach świadczyłoby o znaczącym spadku ambicji i pozycji Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie, to zarazem mogłoby być przedstawione jako umiarkowany sukces administracji oraz otwierałoby nowy rozdział w amerykańskiej aktywności w regionie.

Realizacja porozumienia pozostaje jednak dalece niepewna. Do najważniejszych problemów należą:
  • Głęboka wzajemna nieufność. Negocjacje są ryzykowne dla obu stron, dlatego dystansują się od nich zarówno przywódca Iranu Modżtaba Chamenei (choć toczą się one za jego zgodą), jak i prezydent USA (odpowiedzialność za nie ponosi Vance). Obie strony, m.in. Trump, jak również czołowi dowódcy Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (otwarcie i mimo trwających negocjacji), deklarują gotowość powrotu do działań zbrojnych i faktycznie są do nich przygotowani. Nieufność strony irańskiej podsycają negatywne doświadczenia z przeszłości, m.in. jednostronne wycofanie się USA z porozumienia nuklearnego w 2018 r. (tzw. JCPOA) czy operacja wojskowa Izraela i USA w czerwcu 2025 r. (tzw. wojna dwunastodniowa), którą wszczęto w trakcie pozytywnie ocenianych negocjacji. Maksymalizm żądań i ostra strategia negocjacyjna obu stron w uzgadnianiu poszczególnych warunków porozumienia potencjalnie utrudniają osiągnięcie kompromisu. Dotyczy to m.in. realnego udrożnienia i bezpieczeństwa cieśniny Ormuz, opłat za przechodzenie przez nią, odmrażania irańskich środków, a szerzej – szczegółów projektowanego międzynarodowego funduszu na odbudowę Iranu i zarządzania nim. Drażliwym tematem pozostaje program nuklearny (jego przyszłość, a doraźnie m.in. kwestia nadzoru międzynarodowego).
  • Kwestia Libanu i – szerzej – Izraela. Stroną porozumienia, które ma zakończyć konflikt, nie jest Izrael – główny i najbardziej nieprzejednany oponent Iranu oraz inicjator i podmiotowy uczestnik działań wojennych w latach 2026 i 2025. Jednocześnie – pod naciskiem Teheranu – strony zobowiązały się do zakończenia walk w Libanie i wycofania sił izraelskich z tego państwa. Dla Izraela jakiekolwiek porozumienie z Iranem, a tym bardziej rezygnacja z walki z Hezbollahem są nie do przyjęcia, co władze w Jerozolimie otwarcie komunikują. Operacje izraelskie w Libanie wciąż trwają z różną intensywnością. Możliwości wymuszenia przez USA rezygnacji z nich są ograniczone (choć zdarzały się w odległej przeszłości), a narzucenie Izraelowi radykalnej zmiany jego strategii polityki obronnej jest w zasadzie niewykonalne. W kontekście wewnątrzamerykańskim proizraelskie i antyirańskie środowiska przeciwne porozumieniu z Iranem pozostają nadal bardzo wpływowym czynnikiem politycznym – posiadają wpływy m.in. w Kongresie, a ich postawa będzie miała przełożenie na zbliżającą się kampanię wyborczą.
Funkcjonujące od 8 kwietnia zawieszenie broni, przyjęte memorandum oraz dalsze negocjacje świadczą o tym, że zarówno Waszyngton, jak i Teheran nie chcą powrotu do ryzykownego i kosztownego konfliktu zbrojnego. Trwające rozmowy wydają się najpoważniejszą z dotychczasowych próbą politycznego – i całościowego – rozwiązania problemu między oboma państwami. Należy się spodziewać, że bezpośredni negocjatorzy (Vance i Ghalibaf, a szerzej – administracja Trumpa oraz irański prezydent i rząd) są tym osobiście zainteresowani. 

osw.waw.pl


"Wspólnie z gubernatorem Sewastopola Michaiłem Władimirowiczem Razwożajewem podjęto decyzję o podpisaniu dekretów o ogłoszeniu regionalnego stanu wyjątkowego w Republice Krymu i Sewastopolu" - przekazał szef Republiki Krymu, polityk partii Jedna Rosja Siergiej Aksionow. Jak dodał, "decyzja ta została podjęta przede wszystkim w celu rozwiązania problemów gospodarczych".

"Status prawny stanu wyjątkowego pozwala na jak najszybsze rozwiązanie problemów związanych ze stabilnym funkcjonowaniem wszystkich sektorów mających wpływ na warunki życia ludności" - zaznaczył. Bliźniaczy komunikat opublikował w piątek po godz.12 rosyjski gubernator Sewastopola. 

Na początku tego tygodnia rosyjski szef Republiki Krymu w związku z niedoborami paliwa i ukraińskimi atakami dronów zawiesił do 1 września "rezerwację miejsc, przyjmowanie i zakwaterowanie dzieci (grup dzieci) w placówkach rekreacyjno-zdrowotnych" i "w innych obiektach noclegowych".

Z kolei w środę gubernator okupowanego przez Rosję Sewastopola Michaił Razwożajew informował, że w wyniku nocnego zmasowanego ataku dronów na infrastrukturę energetyczną miasto zostało całkowicie pozbawione dostaw energii elektrycznej. W nocy z wtorku na środę na Krymie słychać było silne eksplozje. Głównym celem miała być bałakławska elektrownia w Sewastopolu, jedna z kluczowych na Krymie.

Wieczorem we wtorek doradca szefa władz anektowanego Krymu Oleg Kriuczkow ogłosił "prewencyjne" wprowadzenie harmonogramu rotacyjnych wyłączeń prądu na półwyspie.

(...)

Pod koniec ubiegłego tygodnia szef Republiki Krymu ogłosił wstrzymanie sprzedaży paliw dla cywilnych odbiorców. Ograniczenia miały związek z atakami ukraińskich dronów na infrastrukturę paliwową na Półwyspie Krymskim oraz w Kraju Krasnodarskim. W wyniku tych uderzeń doszło do pożaru w terminalu paliwowym w porcie w Kerczu oraz porcie "Kaukaz" w Kraju Krasnodarskim, drugim najważniejszym po Noworosyjsku porcie w regionie Morza Azowskiego. 

gazeta.pl
 
 
 
Na przełomie wieków sytuacja demograficzna państw zachodnich była znacznie gorsza od sytuacji państw aspirujących. Wówczas, mimo przewagi technologicznej, ekonomicznej i militarnej, mogliśmy zakładać, że w drugiej połowie stulecia nastąpi zmierzch ery Zachodu. Dziś, założenia te okazały się błędne.

W nowe tysiąclecie kolektywny Zachód wchodził mając niekwestionowaną przewagę w prawie każdym aspekcie życia gospodarczego i technologicznego, z jednym wyjątkiem: demografii. Państwa aspirujące wskazywały na tą słabość Zachodu, bowiem zarówno kraje Azji Wschodniej jak i obszaru MENA czy Azji Południowej mogły liczyć na to, że długofalowo to właśnie demografia zniweluje jego przewagę. Okazało się, że to błąd.

Na przestrzeni ostatniej dekady doszło do całkowitego przetasowania demograficznego na świecie, nie wynikającego ze wzrostu dzietności na Zachodzie, ale z załamania demograficznego państw aspirujących. Jeszcze na początku XXI wieku Europa była uważana za kontynent bez dzieci, ze skrajnie niskim poziomem dzietności, USA było na granicy poziomu zastępowalności pokoleń, a jednocześnie państwa aspirujące miały dzietność powyżej dwojga dzieci (z wyłączeniem Chin, które były jednak przekonane, że są w stanie szybko podnieść jej poziom).

Obecnie wśród największych gospodarek świata oraz państw aspirujących: 
  • Chiny mają poziom dzietności na poziomie 71% dzietności UE oraz 66% dzietności USA
  • Japonia ma poziom dzietności na poziomie 78% dzietności UE oraz 73% dzietności USA
  • Korea Południowa ma poziom dzietności na poziomie 57% UE oraz 53% USA
  • Turcja ma poziom dzietności porównywalny z unijnym oraz niewiele niższy niż USA, natomiast poziom ten bardzo szybko spada
  • Rosja ma poziom dzietności niewiele niższy od unijnego oraz USA
  • Iran prawdopodobnie ma poziom dzietności niższy niż UE i USA
  • Brazylia ma poziom dzietności niewiele wyższy niż UE i zbliżony do USA
  • Jedynie Indonezja i Indie mają przewagę nad państwami Zachodu, jednak w obu przypadkach z roku na rok przewaga ta topnieje
Powyższe dane pokazują, że procesy cywilizacyjne, które spowodowały spadek dzietności w państwach zachodnich, dotarły zarówno do ich konkurentów jak i jawnych wrogów. 

Zachód posiada natomiast trzy kluczowe przewagi nad swoimi potencjalnymi konkurentami.

Pierwszą z nich są pieniądze. Starzenie się społeczeństwa dotknęło państwa zachodnie, gdy były one bardzo bogate. Dzięki temu stać je było na inwestycje w politykę prorodzinną i utrzymanie poziomu dzietności na stałym (choć niskim) poziomie. Przykładowo, poziom dzietności UE w roku 2001 i 2022 był praktycznie ten sam, natomiast w USA spadł znacznie mniej (zarówno w ujęciu procentowym jak i nominalnym) niż w większości państw aspirujących. Dodatkowo zasoby ekonomiczne pozwalają na wzrost produktywności oraz robotyzację gospodarki, co w pewnym stopniu amortyzuje wpływ negatywnych procesów demograficznych. Natomiast państwa aspirujące zestarzeją się, zanim staną się bogate (nie dotyczy to Japonii i Korei Południowej); nie posiadają więc niezbędnych środków finansowych do jednoczesnego prowadzenia polityki wsparcia dzietności oraz wzrostu innowacyjności w gospodarce.

Drugą sprawą natomiast jest kwestia migracji. Państwa zachodnie odnotowują dodatnie saldo migracji, natomiast większość państw aspirujących odnotowuje saldo ujemne. Dodatkowo znaczna część imigrantów przyjeżdżających do państw Zachodu pochodzi właśnie z państw aspirujących. Oczywiście migracja ma też negatywne strony, szczególnie gdy jest prowadzona w sposób niekontrolowany. Jest jednak pozytywna migracja, przyciągająca ludzi pracowitych czy posiadających konkretne umiejętności; Zachód przyciąga znaczącą większość takich migrantów, nawet specjalistów w dziedzinie AI emigrujących z Iranu do… Europy. Jest to kolejny element polityki przetrwania do momentu (teoretycznego) wzrostu poziomu dzietności, na który nie mogą sobie pozwolić państwa aspirujące.

ukladsil.pl

Dla mnie podniesienie cen przez Microsoft i Apple z powodu drożejących półprzewodników to kanarek w kopalni. Ale nie dla Wall Street. Sesja z małymi spadkami. Na Nasdaq Composite formacja RGR jest w pełni uformowana, ale nie potwierdzona. 

/Formacja głowy i ramion należy do klasyki analizy technicznej i jest jedną z podstawowych struktur cenowych odwracających trend wzrostowy. Ta struktura cenowa składa się z trzech maksimów ukształtowanych na szczycie trendu wzrostowego.  Lewy szczyt (lewe ramię) i prawy szczyt (prawe ramię) są ukształtowane na nieco niższym poziomie niż środkowe maksimum ceny (głowa). - edukacjagieldowa.pl/

Na S&P 500 i Nasdaq 100 jest widoczna, ale nie udało się pokonać linii szyi. Jeśli się uda to będzie (wg analizy technicznej) zapowiedź dużych spadków, ale…  załamanie takiej formacji jest mocnym sygnałem kupna. Czekamy na przyszły tydzień (w USA tylko czterodniowy).

x.com/P_W_Kuczynski