niedziela, 30 sierpnia 2026



Serbowie, cóż. 

Po śmierci Ratka Mladića 27 sierpnia 2026 r. władze Serbii nie zaakcentowały jego odpowiedzialności za Srebrenicę ani inne zbrodnie, za które został prawomocnie skazany. Zamiast tego centrum oficjalnej narracji stanowi jego krzywda i sposób potraktowania przez Hagę.

Najmocniejsza jest wypowiedź Aleksandara Vučicia. Prezydent powiedział, że odmowa wypuszczenia ciężko chorego Mladića była zachowaniem „niecywilizowanym, bezprecedensowym i niewybaczalnym”, po czym dodał:

„Teraz widzimy, że chcieli, żeby Mladić umarł za kratami”.

Zapowiedział również, że jeśli rodzina zechce pochować Mladića w Serbii, państwo pomoże zorganizować „godny i przyzwoity” pogrzeb. Serbia wysłała też ludzi do Hagi, żeby pomóc rodzinie przy transporcie ciała.

 A w Republice Serbskiej w Bośni - jeszcze gorzej. Tam reakcja jest znacznie mocniejsza niż w samej Serbii. Tam właściwie można mówić o półoficjalnym/państwowym kulcie Mladića jako obrońcy i współtwórcy RS.

Prezydent RS Siniša Karan, czyli formalnie najwyższy przedstawiciel Republiki, powiedział, że przyjął śmierć Mladića „z głębokim smutkiem” i określił go jako „jedną z najważniejszych postaci wojskowych narodu serbskiego w przełomowym czasie, kiedy Republika Srpska była tworzona i broniona”. Państwowa RTRS zebrała reakcje pod jeszcze mocniejszym nagłówkiem: „Odszedł człowiek, bez którego nie byłoby Republiki Serbskiej i wolności”.

Milorad Dodik poszedł jeszcze dalej. Powiedział, że „Republika Srpska pozostaje wierna temu, kim był Ratko Mladić. Republika Srpska nie zapomni jego roli”.

Nazwę VRS określił jako „honorową armię”, Mladića jako jej dowódcę „w walce o wolność narodu serbskiego”, a odpowiedzialność Mladića za zbrodnie przedstawił jako element narracji narzuconej przez Hagę. Co więcej, zgodził się z określeniem, że Mladić został „zabity w Hadze”.

Tego samego dnia odbył się w soborze Chrystusa Zbawiciela w Banja Luce oficjalny pomen. Przyszli na niego Dodik, minister spraw wewnętrznych RS Željko Budimir, minister ds. kombatantów Radan Ostojić i szef organizacji weteranów VRS. Ministrowie razem z Dodikiem zapalali świece za Mladića.

Minister Radan Ostojić oficjalnie wezwał weteranów, inwalidów wojennych, rodziny poległych i obywateli RS, żeby przyszli na place, pod pomniki i do cerkwi i zapalili świecę Mladićowi. Czyli nie była to tylko spontaniczna żałoba społeczna — władze RS aktywnie organizowały jej publiczną formę.

Staša Košarac, polityk SNSD i minister w rządzie centralnym BiH:

„Generał Mladić był, jest i pozostanie moim dowódcą”.

Nazwał go patriotą i człowiekiem, który w najtrudniejszych czasach dawał narodowi „siłę i otuchę”. Przewodniczący parlamentu RS Nenad Stevandić oskarżył Hagę o przyspieszenie śmierci Mladića przez odmowę wypuszczenia go na leczenie.

I dochodzi do tego reakcja społeczna. Na meczu Boraca Banja Luka po ogłoszeniu śmierci Mladića stadion zareagował głośnymi oklaskami, śpiewano pieśń na jego cześć, a Lešinari rozwinęli transparent określający go jako „największego obrońcę narodu serbskiego”. Dodik później opublikował zdjęcie tego transparentu i pogratulował kibicom.

x.com/ZiemowitSzcze11


"Za to wytchnienie świat może podziękować Chinom" - oznajmił czytelnikom 13 sierpnia "The Economist". Brytyjski tygodnik przyjrzał się bliżej temu, co od początku blokady cieśniny Ormuz zaskakuje nawet specjalistów od lat zajmujących się branżą naftową.

"Wielką niespodzianką ekonomiczną wojny z Iranem stał się fakt, że ceny ropy pozostały względnie niskie, pomimo niemal całkowitego zamknięcia cieśniny Ormuz. Pięć miesięcy po rozpoczęciu wojny cena ropy Brent pozostaje o około 40 dolarów niższa od dziennego maksimum, które osiągnęła 30 kwietnia - 126 dolarów za baryłkę" - zauważano.

Gdy w 1973 r. kraje arabskie ogłosiły embargo na eksport ropy do państw wspierających Izrael, cena jednej baryłki w pół roku wzrosła o ponad 300 proc.

Podczas drugiego kryzysu naftowego w 1979 r., po tym jak Iran zablokował sprzedaż paliw do Stanów Zjednoczonych i innych krajów uznanych za wrogie rewolucji islamskiej, wywindował cenę ropy o ok. 180 proc.

Obecnie maksymalny skok ceny w porównaniu z okresem sprzed blokady Ormuz wyniósł we wspominanym przez "The Economist" kwietniu ok. 55 proc. W sierpniu ropa Brent była droższa już tylko o ok. 20 proc. w porównaniu z miesiącami poprzedzającymi atak USA i Izraela na Iran.

Sukces ten długo przypisywano Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA), która w marcu 2026 r. ogłosiła, że jej kraje członkowskie: "przeprowadzą największe w historii uwolnienie zapasów ropy naftowej w związku z zakłóceniami na rynku spowodowanymi konfliktem na Bliskim Wschodzie".

Wedle doniesienia agencji Reutera z poniedziałku: "Do lipca uwolniono około 290 milionów baryłek - co odpowiada mniej więcej pięciu tygodniom dostaw ośmiu milionów baryłek dziennie z Bliskiego Wschodu".

Trzy dni później ta sama agencja przedstawiła wyliczenie, o ile swą konsumpcję zredukowało Państwo Środka, w czasie gdy IEA pompowała ropę z rezerw strategicznych (głównie amerykańskich) na światowy rynek.

Otóż Chiny kupiły o 400 mln baryłek mniej niż w analogicznym okresie 2025 r. Dzięki temu, choć trwa batalia o panowanie nad cieśniną Ormuz, a ukraińskie drony redukują rosyjski eksport paliw, światowy rynek nie wywrócił się do góry nogami z powodu ich trwałego deficytu.

"W rezultacie kierowcy i importerzy ropy nie znaleźli się jeszcze w poważnych tarapatach. I - choć trudno w to uwierzyć - Iran miał mniejszy wpływ na prezydenta Donalda Trumpa, niż mógłby mieć" - trywializował 13 sierpnia "The Economist".

(...)

"Wszystko zaczęło się w kwietniu. W tym miesiącu chiński import nie tylko spadł o 20 proc. rok do roku (o 2,3 mln baryłek dziennie), ale także nieznacznie zwiększyły się zapasy ropy. Co więcej, chińskie rafinerie odsprzedawały ładunki ropy z Afryki Zachodniej zamiast ją importować" - opisują, zajmujące się od lat Państwem Środka analityczki z Oksfordu: dr Michal Meidan i dr Erica Downs.

Chińskie Narodowe Biuro Statystyczne po raz ostatni opublikowało informacje na temat swoich strategicznych rezerw ropy oraz wewnętrznego zapotrzebowania na nią w połowie 2017 r. Od tego czasu jest to wiedza ściśle tajna. To, jakie są zapasy paliw, ich konsumpcja czy wysokość zakupów, zachodni analitycy szacują na podstawie danych pośrednich, obserwując przede wszystkim zawierane przez chińskie rafinerie kontrakty.

(...)

Przez dekady ceny paliw dyktowały kraje OPEC, solidarnie decydując, czy zwiększają, czy też redukują wydobycie. Od pół roku robi to Pekin, bo może wybierać opcje: kupujemy albo nie kupujemy.

(...)

Analityczki Oxford Institute for Energy Studies stawiają tezę, że Pekin zredukował na tak długo zakupy, posługując się dwoma narzędziami. Pierwszym są olbrzymie rezerwy ropy, gromadzone przez lata na taką okazję. Szacuje się je na od 1,2 do około 1,4 miliarda baryłek. Choć nikt głowy za prawdziwość tych wyliczeń nie da. Rezerwy sukcesywnie trafiają obecnie do chińskich rafinerii. Ale jednocześnie zmuszono Chińczyków do sporej redukcji konsumpcji wewnętrznej - i to jest narzędzie numer dwa.

"Chociaż zużycie benzyny w Chinach spada strukturalnie z powodu nasycania rynku pojazdami elektrycznymi, wysokie ceny na stacjach benzynowych prawdopodobnie dodatkowo zniechęcały do jazdy samochodem. Anegdotyczne doniesienia wskazują na wzrost liczby taksówek i wynajmu pojazdów elektrycznych, ponieważ konsumenci uznali, że korzystanie z taksówek lub przejazdów współdzielonych jest tańsze niż płacenie za benzynę" - piszą dr Meidan i dr Downs. Ostrzegając, że Państwo Środka może w pewnym momencie nie być już zdolne do dalszego ograniczania zagranicznych zakupów. Acz nie potrafią podać nawet przybliżonej daty, kiedy ta chwila nadejdzie.

Z kolei analitycy Reutersa uważają, że spadek chińskich zakupów jest trwały i wynika z transformacji energetycznej, jaka zaszła w Państwie Środka. Jako jej główny element wskazują masową elektryfikację transportu drogowego. Dlatego też od pół roku chińskie rafinerie produkują mniej benzyny i oleju napędowego, ponieważ popyt na nie spada.

(...)

Nieco inaczej sprawę widzi indyjski portal informacyjno-publicystyczny "Firstpost". W analizie opublikowanej 11 sierpnia postawiono tezę, że to, co robi Pekin, nie jest niczym nadzwyczajnym. Po prostu Chiny od lat trzymają się strategii, że dużych zakupów ropy dokonują, kiedy ta jest tania, a redukują je w okresach drożyzny, dbając o posiadanie gigantycznych rezerw.

"Chiny mogą sobie pozwolić na tymczasowe wycofanie się z rynków międzynarodowych, ponieważ mają zapasy baryłek. Indie natomiast pozostają silnie uzależnione od ciągłego przepływu tankowców z ropą" - podkreśla "Firstpost". Jednak wizja, że Pekin może sobie robić, co chce, bez oglądania się na resztę świata, ponieważ jest już tak potężny, również nie przekonuje do końca.

Zatem pora sformułować konkurencyjną hipotezę. Mianowicie Państwo Środka musiało ograniczyć zakupy, ponosząc tego koszty, ponieważ po krachu na rynku nieruchomości od pięciu lat głównym kołem zamachowym chińskiej gospodarki jest eksport wyrobów przemysłowych. Przy ich nadprodukcji, całkowitym nasyceniu rynku wewnętrznego i trwającej na nim wojnie cenowej jednym, co chroni chiński przemysł przed załamaniem, jest stały wzrost eksportu.

Zbyt wysokie ceny ropy grożą światową recesją oraz inflacją. A nawet trumpowskie cła są błahostką w porównaniu z momentem, gdy odczuwający recesję zachodni konsumenci przestają konsumować. Zatem Pekin musi ratować skórę Zachodowi, bo inaczej sam pogrąży się w ekonomicznym kryzysie. Acz to też tylko teoria, próbująca przeniknąć chiński mur milczenia. /I mur zdrowego rozsądku? Teza mocno wydumana - red./

interia.pl


W Waszyngtonie rozpoczął się etap, który na rynkach znamy jako masowa realizacja zysków i ewakuacja przed krachem.

Fala rezygnacji w Białym Domu przed wyborami do Kongresu przyspiesza. Odeszli kluczowi zaufani ludzie tj. rzeczniczka K. Leavitt, główny prawnik D. Warrington, dyrektor ds. relacji z Kongresem J. Braid oraz wiceszef doradców ds. bezpieczeństwa A.Baker. 

Mianowanie W. Scharfa na nowego radcę Białego Domu jasno pokazuje priorytety to przygotowanie bunkra prawnego na lawinę wezwań do sądu i komisji śledczych po niemal pewnej utracie większości w Kongresie. 

Pula chętnych do wejścia na tonący pokład jest już właściwie zerowa. Kryterium ślepej lojalności odstrasza ekspertów, a perspektywa statusu "lame duck" i paraliżu legislacyjnego paraliżuje administrację.

Do tego gdy główny sojusznik medialny Tucker Carlson i czołowy głos elektoratu Trumpa wzywa do jego natychmiastowego usunięcia z urzędu, to wiesz, że sprawy wymknęły się spod kontroli.

Kiedy zaplecze polityczne ucieka, a prezydent z rekordowo niskim poparciem zostaje sam z garstką najwierniejszych potakiwaczy, nieprzewidywalność decyzji w polityce zagranicznej staje się dla rynków najwyższym ryzykiem ogona.

x.com/Maciej__Czajka