Kluczowe w tej sprawie są wyjaśnienia Marka Falenty, biznesmena, który stał się twarzą afery podsłuchowej. W marcu 2021 r. podczas śledztwa dotyczącego obrotu taśmami przyznał, że działał na zlecenie CBA. Miał kupować nagrania od kelnera i przekazywać je funkcjonariuszom. Jak zeznał, współpracował ze służbami także po wybuchu afery.
— Moja rola polegała na pozyskiwaniu nagrań i przekazywaniu ich do CBA lub wskazanym przez nich dwóm dziennikarzom: panu Nisztorowi i Gmyzowi. To są ich zaufani dziennikarze — mówił śledczym Falenta.
Według jego relacji wszystkie taśmy trafiały do CBA aż do wygranych przez PiS wyborów parlamentarnych w 2015 r. Pierwsze przekazywał Jarosławowi Wojtyckiemu, funkcjonariuszowi CBA, który od 2004 r. był jego oficerem prowadzącym. Po wybuchu afery Falenta miał przekazywać nagrania także pracownikom prawicowych mediów. Wprost wskazał Cezarego Gmyza, który — jak twierdził — przekazywał je później funkcjonariuszom.
"Przekazania taśm odbywały się w wyznaczonych przez CBA mieszkaniach, najczęściej przy ul. Hożej i Pięknej (…) Po wybuchu afery bałem się tego robić i chciałem to zakończyć. Panowie z CBA obawiali się, że śledzi mnie inna służba i dlatego wymyślili, żeby przekazywać taśmy przez pana Cezarego Gmyza" — wyjaśniał Falenta.
Biznesmen twierdził również, że jego współpracę z CBA potwierdzają raporty, które wyciekły do mediów. Według jego zeznań Gmyz miał je otrzymywać od agenta CBA Artura Chodzińskiego, a następnie pokazywać Falencie jeszcze przed publikacją. Jeden z raportów miał nakazywać dalsze pozyskiwanie nagrań.
Chodziński to były dziennikarz "Gazety Wyborczej", który po 2005 r. trafił do CBA. W 2015 r. został zwolniony ze służby w związku z dochodzeniem dotyczącym wynoszenia tajnych materiałów. Po powrocie PiS do władzy w 2015 r. wrócił do CBA i awansował. Nadzorował m.in. operację "Okser", wymierzoną w Romana Giertycha.
(...)
Wróćmy do słów Falenty o zwolnieniu Cezarego Gmyza z tajemnicy dziennikarskiej. To jedna z podstawowych gwarancji wolności mediów — chroni źródła informacji i co do zasady uniemożliwia zmuszenie dziennikarza do ujawnienia informatora. Wyjątkiem jest m.in. zwolnienie z tajemnicy przez sąd lub samo źródło.
W lutym 2015 r. Gmyz zeznawał, że po raz pierwszy usłyszał o Falencie dopiero po jego zatrzymaniu w związku z aferą podsłuchową. Kilka miesięcy później przekazał prokuraturze kopię nagrania rozmowy wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej z szefem CBA Pawłem Wojtunikiem, zarejestrowanej 5 czerwca 2014 r. w restauracji "Sowa i Przyjaciele". Odmówił jednak odpowiedzi na pytania o źródło nagrania i o to, czy posiada inne taśmy. Powołał się na tajemnicę dziennikarską.
W styczniu 2023 r., już po zwolnieniu z tajemnicy, Gmyz przyznał, że jego pierwszym źródłem informacji o aferze był Marek Falenta. Zeznał też, że to od niego otrzymał kilkadziesiąt nagrań z warszawskich restauracji, zapisanych na zaszyfrowanym dysku. Część materiałów przekazał prokuraturze.
"Nagrania otrzymałem od Marka Falenty (...) Tych nagrań było kilkadziesiąt. Według mojej wiedzy to było większość nagrań z afery taśmowej. (...) Marek Falenta chciał, by materiały trafiły do CBA" — zeznawał Gmyz. Zanim jednak do tego doszło, nagrania zostały opublikowane w mediach. Gmyz twierdził, że kierował się "interesem publicznym", i zapewniał, że sam nie przekazywał ich innym redakcjom.
"Tajemnica dziennikarska obowiązuje mnie, jeżeli chodzi o to, ile i w jaki sposób kontaktowałem się z Markiem Falentą (…) znam go od dobrych kilku lat (…) Chciałem się zasłonić tajemnicą dziennikarską, odmawiając odpowiedzi na pytanie: czy przed publikacją rozmawiałem z Markiem Falentą na temat tych materiałów (…) Oprócz znajomości dziennikarskiej z Markiem Falentą zwyczajowo składamy sobie, czy to SMS-em, czy w innej formie, na przykład życzenia świąteczne" — zeznał pracownik TV Republika w pierwszym śledztwie dotyczącym afery podsłuchowej.
W swojej książce "Jak rozpętałem aferę taśmową" Nisztor opisał też rozmowy z osobami, które miały dostęp do nagrań. Pojawia się w nich wątek prywatnego detektywa i taśmy, która miała dotyczyć Donalda Tuska i jego wiedzy o Amber Gold. Według rozmówców Nisztora nagranie miało także dotyczyć syna byłego premiera.
Z rozmowy Piotra Nisztora z jego informatorami wynikało, że pewien prywatny detektyw miał wejść w posiadanie nagrania z podsłuchów, co pozwoliło mu na uniknięcie problemów prawnych. Nie pada tam żadne nazwisko.
onet.pl