czwartek, 20 sierpnia 2026



Kluczowe w tej sprawie są wyjaśnienia Marka Falenty, biznesmena, który stał się twarzą afery podsłuchowej. W marcu 2021 r. podczas śledztwa dotyczącego obrotu taśmami przyznał, że działał na zlecenie CBA. Miał kupować nagrania od kelnera i przekazywać je funkcjonariuszom. Jak zeznał, współpracował ze służbami także po wybuchu afery.

— Moja rola polegała na pozyskiwaniu nagrań i przekazywaniu ich do CBA lub wskazanym przez nich dwóm dziennikarzom: panu Nisztorowi i Gmyzowi. To są ich zaufani dziennikarze — mówił śledczym Falenta.

Według jego relacji wszystkie taśmy trafiały do CBA aż do wygranych przez PiS wyborów parlamentarnych w 2015 r. Pierwsze przekazywał Jarosławowi Wojtyckiemu, funkcjonariuszowi CBA, który od 2004 r. był jego oficerem prowadzącym. Po wybuchu afery Falenta miał przekazywać nagrania także pracownikom prawicowych mediów. Wprost wskazał Cezarego Gmyza, który — jak twierdził — przekazywał je później funkcjonariuszom.

"Przekazania taśm odbywały się w wyznaczonych przez CBA mieszkaniach, najczęściej przy ul. Hożej i Pięknej (…) Po wybuchu afery bałem się tego robić i chciałem to zakończyć. Panowie z CBA obawiali się, że śledzi mnie inna służba i dlatego wymyślili, żeby przekazywać taśmy przez pana Cezarego Gmyza" — wyjaśniał Falenta.

Biznesmen twierdził również, że jego współpracę z CBA potwierdzają raporty, które wyciekły do mediów. Według jego zeznań Gmyz miał je otrzymywać od agenta CBA Artura Chodzińskiego, a następnie pokazywać Falencie jeszcze przed publikacją. Jeden z raportów miał nakazywać dalsze pozyskiwanie nagrań.

Chodziński to były dziennikarz "Gazety Wyborczej", który po 2005 r. trafił do CBA. W 2015 r. został zwolniony ze służby w związku z dochodzeniem dotyczącym wynoszenia tajnych materiałów. Po powrocie PiS do władzy w 2015 r. wrócił do CBA i awansował. Nadzorował m.in. operację "Okser", wymierzoną w Romana Giertycha.

(...)

Wróćmy do słów Falenty o zwolnieniu Cezarego Gmyza z tajemnicy dziennikarskiej. To jedna z podstawowych gwarancji wolności mediów — chroni źródła informacji i co do zasady uniemożliwia zmuszenie dziennikarza do ujawnienia informatora. Wyjątkiem jest m.in. zwolnienie z tajemnicy przez sąd lub samo źródło.

W lutym 2015 r. Gmyz zeznawał, że po raz pierwszy usłyszał o Falencie dopiero po jego zatrzymaniu w związku z aferą podsłuchową. Kilka miesięcy później przekazał prokuraturze kopię nagrania rozmowy wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej z szefem CBA Pawłem Wojtunikiem, zarejestrowanej 5 czerwca 2014 r. w restauracji "Sowa i Przyjaciele". Odmówił jednak odpowiedzi na pytania o źródło nagrania i o to, czy posiada inne taśmy. Powołał się na tajemnicę dziennikarską.

W styczniu 2023 r., już po zwolnieniu z tajemnicy, Gmyz przyznał, że jego pierwszym źródłem informacji o aferze był Marek Falenta. Zeznał też, że to od niego otrzymał kilkadziesiąt nagrań z warszawskich restauracji, zapisanych na zaszyfrowanym dysku. Część materiałów przekazał prokuraturze.

"Nagrania otrzymałem od Marka Falenty (...) Tych nagrań było kilkadziesiąt. Według mojej wiedzy to było większość nagrań z afery taśmowej. (...) Marek Falenta chciał, by materiały trafiły do CBA" — zeznawał Gmyz. Zanim jednak do tego doszło, nagrania zostały opublikowane w mediach. Gmyz twierdził, że kierował się "interesem publicznym", i zapewniał, że sam nie przekazywał ich innym redakcjom.

"Tajemnica dziennikarska obowiązuje mnie, jeżeli chodzi o to, ile i w jaki sposób kontaktowałem się z Markiem Falentą (…) znam go od dobrych kilku lat (…) Chciałem się zasłonić tajemnicą dziennikarską, odmawiając odpowiedzi na pytanie: czy przed publikacją rozmawiałem z Markiem Falentą na temat tych materiałów (…) Oprócz znajomości dziennikarskiej z Markiem Falentą zwyczajowo składamy sobie, czy to SMS-em, czy w innej formie, na przykład życzenia świąteczne" — zeznał pracownik TV Republika w pierwszym śledztwie dotyczącym afery podsłuchowej.

W swojej książce "Jak rozpętałem aferę taśmową" Nisztor opisał też rozmowy z osobami, które miały dostęp do nagrań. Pojawia się w nich wątek prywatnego detektywa i taśmy, która miała dotyczyć Donalda Tuska i jego wiedzy o Amber Gold. Według rozmówców Nisztora nagranie miało także dotyczyć syna byłego premiera.

Z rozmowy Piotra Nisztora z jego informatorami wynikało, że pewien prywatny detektyw miał wejść w posiadanie nagrania z podsłuchów, co pozwoliło mu na uniknięcie problemów prawnych. Nie pada tam żadne nazwisko.

onet.pl


Prezydent Donald Trump oświadczył w tym tygodniu, że ogranicza wspólne ćwiczenia wojskowe z Koreą Południową, a w środę ogłosił, że jeszcze w tym roku spotka się z przywódcą Korei Północnej Kim Dzong Unem. Według azjatyckich dyplomatów i innych osób zaznajomionych z dyskusjami między rządami, sytuacja ta skłania kraje regionu do przyspieszenia wzrostu wydatków na obronność i nawiązywania alternatywnych partnerstw.

— Należy spodziewać się ponownego skupienia się na samowystarczalności — przyznaje jeden z azjatyckich dyplomatów.

— Amerykańska technologia obronna nadal jest najlepsza i dla krajów, które już się na nią zdecydowały, zmiana kierunku lub dywersyfikacja nie jest ani ekonomiczna, ani logiczna ze względu na problemy z kompatybilnością i konserwacją — wskazuje dyplomata. — Sądzę jednak, że te kraje, które mają taką możliwość, będą zwiększać inwestycje w obronę własną, aby w dłuższej perspektywie zmniejszyć zależność od parasola ochronnego Stanów Zjednoczonych — mówi.

— Posunięcie Trumpa wywołuje echo nie tylko w Korei, ale w całym regionie Indo-Pacyfiku /i w Europie Wschodniej - red./, ponieważ wszyscy zastanawiają się, czy ich stosunki ze Stanami Zjednoczonymi są równie niestabilne jak stosunki Koreańczyków — zauważa Ian Brzezinski, który pełnił funkcję zastępcy asystenta sekretarza obrony ds. polityki europejskiej i NATO za prezydentury George’a W. Busha. Brzezinski nadal utrzymuje regularne kontakty z azjatyckimi urzędnikami. /Ian Brzeziński jest synem Zbigniewa Brzezińskiego doradcy prezydenta USA i bratem Marka Brzezinskiego, który w latach 2022–2025 pełnił funkcję ambasadora Stanów Zjednoczonych w Polsce - red./

(...)

Korea Południowa jasno daje do zrozumienia, że postrzega działania administracji Trumpa i jej podejście jako zniewagę.

Minister spraw zagranicznych Korei Południowej Cho Hyun powiedział w środę parlamentarzystom w Seulu, że rząd "nie został wcześniej poinformowany" o decyzji Trumpa dotyczącej skrócenia czasu trwania ćwiczeń o tydzień. Prezydent Lee Jae Myung — który w październiku wręczył Trumpowi złotą koronę — stara się przywrócić stosunki wojskowe z USA na właściwe tory poprzez wspólne rozmowy z urzędnikami administracji — dodał Cho.

A rozmowy te "stają się chaotyczne" — twierdzi osoba zaznajomiona z przebiegiem tych dyskusji. — Departament Obrony i Siły Zbrojne USA w Korei są po prostu zaskoczone i nie mają obecnie żadnych konkretnych planów.

Seul już poszukuje innych partnerów. — Prowadzi rozmowy z krajami afrykańskimi, państwami Zatoki Perskiej i Japonią, aby rozszerzyć współpracę — mówi Jung Pak, była wysoka rangą urzędniczka administracji Bidena zajmująca się Koreą Północną i regionem. — Ten spór tylko utwierdzi Republikę Korei w przekonaniu, że musi kontynuować te działania.

Naciski Trumpa na wznowienie głośnych rozmów z przywódcą Korei Północnej, z którym spotkał się trzykrotnie podczas swojej pierwszej kadencji, pojawiają się w momencie, gdy to autorytarne państwo dysponujące bronią jądrową przyspiesza tempo testów rakiet balistycznych oraz gróźb wobec sąsiedniej Japonii.

(...)

Kraje regionu Indo-Pacyfiku już teraz nawiązują alternatywne partnerstwa obronne. Japonia i Filipiny zawarły w czerwcu porozumienie, które tworzy bezpieczny łańcuch dostaw na potrzeby wspólnych ćwiczeń wojskowych, natomiast Indie i Wietnam uruchomiły w maju inicjatywę wspólnej produkcji broni.

— Tokio nieustannie powtarza, że sojusz amerykańsko-japoński jest kamieniem węgielnym jego polityki obronnej, ale w tej chwili sprowadza się to jedynie do pustych słów — mówi Yuki Tatsumi, były specjalny asystent ds. politycznych w ambasadzie Japonii w Waszyngtonie, który pozostaje w stałym kontakcie zarówno z japońskimi dyplomatami, jak i urzędnikami rządowymi w Tokio. — Japonia coraz częściej postrzega siebie jako lidera koalicji sojuszników Stanów Zjednoczonych, odczuwając głęboki niepokój co do długoterminowego zaangażowania USA w regionie.

Rządy azjatyckie odczuwają rosnącą potrzebę podjęcia takich działań ze względu na obciążenia, jakie trwająca wojna w Iranie nakłada na amerykańskie siły zbrojne, oraz wyczerpywanie się kluczowych zasobów amunicji niezbędnych w ewentualnym przyszłym konflikcie z Chinami — twierdzi trzeci dyplomata.

— Zaangażowanie Stanów Zjednoczonych wydaje się coraz bardziej warunkowe, transakcyjne i podatne na to, że wydarzenia w innych częściach świata mogą je przyćmić, co budzi wątpliwości co do tego, czy Stany Zjednoczone będą w stanie utrzymać deklarowany priorytet w regionie Indo-Pacyfiku w obliczu kryzysu rozgrywającego się na wielu frontach — dodaje ta osoba.

onet.pl\Politico


Jest okazja, żeby przywalić PiS i "suwpolizację" tej partii — mówi człowiek z Rozwoju Plus. Nie za ostro, bo w przyszłości może Rozwojowi Plus przyjdzie współpracować z Prawem i Sprawiedliwością, ale wyraźnie odcinając się od linii Nowogrodzkiej. Tym bardziej że PiS jest rozdarte między obroną swojego członka a pytaniami o jego — to wręcz pewne — ucieczkę do Naddniestrza, kontrolowanego przez Rosję separatystycznego terytorium w Mołdawii.

Ale w przekazie Rozwoju Plus są dwa elementy. Pierwszy jest powtórzeniem tego, co ci politycy — od byłego premiera Mateusza Morawieckiego, przez europosła Michała Dworczyka po nieznanych szerzej posłów — mówili, będąc jeszcze w PiS. A więc, że Ziobro z Romanowskim nie mogą w Polsce liczyć na uczciwy proces. — W Państwie Tuska nie mogą liczyć na sprawiedliwość, ale ucieczka do Naddniestrza skreśla każdego polityka — mówi osoba z otoczenia Morawieckiego.

— Niektórzy się cieszą, bo SuwPol ciągnie PiS na dno — słyszymy o nastrojach panujących w otoczeniu byłego premiera.

Inna osoba z tego kręgu: — A kolejni się cieszą, że już nie trzeba się z obowiązku tłumaczyć się z Romanowskiego i Ziobry.

Politycy Rozwoju Plus korzystają z okazji, by jednocześnie uderzać w Tuska (rządowa prokuratura nie daje gwarancji uczciwego procesu) i Kaczyńskiego (polityk PiS ucieka do prorosyjskiego pseudopaństewka). /Czyli robią to samo co Konfederacja, cały czas, udaje że ma coś innego do powiedzenia niż PiS - red./

Morawiecki mówił: — Nie ma dla mnie żadnego usprawiedliwienia dla kogoś, kto pojechał na terytorium de facto kontrolowane przez ludzi Władimira Putina.

A w kolejnych zdaniach przekonywał: — Posłowie z opozycji nie mogą dzisiaj liczyć na sprawiedliwy wyrok, na normalnie funkcjonujące państwo, ponieważ zostało ono absolutnie zbezczeszczone, zniszczone sądy w dużym stopniu zgodnie z doktryną Neumanna [to określenie prawicy opisujące ujawnione siedem lat temu nagranie rozmowy Sławomira Neumanna, na którym mówił on, że osoby należące do tej partii mogą liczyć na wsparcie w przypadku problemów z prawem — przyp. red.].

Europoseł Michał Dworczyk zastrzegł z kolei, że nie wie, gdzie jest Romanowski, lecz "jeżeli by się potwierdziły informacje dotyczące Naddniestrza, to jest sprawa, której nie da się obronić". — Gdyby ktoś chciał korzystać z jakichś udogodnień, czy nawiązywać relacje z przedstawicielami władz Federacji Rosyjskiej, to jest to sytuacja, którą należy ocenić krytycznie. I w tym sensie jest ona nie do obrony — dodawał Dworczyk.

onet.pl\Newsweek