piątek, 21 sierpnia 2026


Miejscowość ta miała być zajęta przez Rosjan już na samym początku wojny – w marcu 2022 r. Jednak rosyjski minister obrony oficjalnie pogratulował żołnierzom jej oswobodzenia dopiero w listopadzie 2025 r. A miesiąc później… znów raportował o jej zdobyciu. Tym razem samemu Władimirowi Putinowi.

O najnowszym “wyzwoleniu” Małej Tokczmaczki tym razem poinformowały rosyjskie prowojenne kanały na Telegramie. Pierwsze doniesienia o kolejnym zwycięstwie pojawiły się wieczorem w środę. Jako jeden z pierwszych napisał o tym telegramowy kanał rosyjskiego projektu Lost Armour, który specjalizuje się m.in. w liczeniu strat ukraińskiego sprzętu pancernego.

– Żołnierze Zgrupowania Wojsk „Dniepr" oczyścili miejscowość Mała Tokmaczka i prowadzą walki w zabudowie Orichiwa.

Wiadomość podchwyciły też inne wydawnictwa propagandowe. Na przykład Readovka poświęciła jej osobny rozdział w swoim podsumowującym raporcie frontowym z 19 sierpnia, zatytułowany „Mem się skończył". Autor tego serwisu, Michaił Pszenicznikow, twierdzi, że siły zbrojne FR już zajęły Małą Tokmaczkę, prowadzą jej oczyszczanie i wkrótce ogłosi to rosyjskie Ministerstwo Obrony.

Zdobycie miejscowości zasugerował także popularny Z-bloger Boris Rożyn, autor kanału Colonelcassad. Duży telegramowy kanał Wypuskajtie Krakiena Z także oświadczył, że wieś całkowicie oczyszczono z sił ukraińskich i jest ona kontrolowana przez rosyjską armię.

(...)

Oficjalne i nieformalne rosyjskie źródła już nie po raz pierwszy ogłaszają pełną kontrolę nad Małą Tokmaczką. Moża nawet powiedzieć, że ogłaszają ją… regularnie.

Po raz pierwszy oświadczenie rosyjskiego ministerstwa obrony o „wyzwoleniu" Małej Tokmaczki padło na samym początku pełnowymiarowej wojny – 5 marca 2022 roku. Przez kolejne trzy i pół roku rosyjski resort obrony systematycznie informował o uderzeniach w pozycje sił ukraińskich w rejonie tej wsi.

16 listopada 2025 roku rosyjski resort obrony ponownie poinformowało o „zakończeniu wyzwalania" Małej Tokmaczki – tym razem z adnotacją „Pilne". Następnego dnia żołnierzom 42. Gwardyjskiej Dywizji Zmechanizowanej sił zbrojnych FR pogratulował osobiście minister obrony Andriej Biełousow:

– Uczyniliście poważny krok ku zwycięstwu i osiągnięciu celów specjalnej operacji wojskowej. Nie ma wątpliwości, że nastąpią kolejne sukcesy – zapewniał.

Zdobycia Małej Tokmaczki nie potwierdzili wówczas ani ukraińscy, ani niezależni zagraniczni analitycy. Dokładnie miesiąc później, 17 grudnia 2025 roku, przemawiając przed Władimirem Putinem, Biełousow ponownie oświadczył, że rosyjska armia opanowała ukraińską wieś.

Jeszcze częściej o zdobyciu Małej Tokmaczki lub bliskości tego raportowali Z-blogerzy. Na przykład w lipcu 2025 roku pisali o „przełamaniu potężnej obrony sił ukraińskich we wsi Mała Tokmaczka, która broniła się niemal rok". O zdobyciu „większej części wsi" rosyjscy blogerzy informowali potem w styczniu 2026 roku.

Liczba wzmianek o tej niewielkiej miejscowości stała się w rosyjskiej kronice wojennej  tak częsta, że Mała Tokmaczka stała się popularnym memem. Symbolizuje długotrwałe, krwawe i mało skuteczne rosyjskie szturmy, które nie mają większego znaczenia strategicznego.

W maju 2026 roku 118. Samodzielna Brygada Zmechanizowana sił zbrojnych Ukrainy, która od pierwszych miesięcy pełnowymiarowej wojny broni Małej Tokmaczki, trafiła do Księgi Rekordów Ukrainy. Miejscowość ta stała się najdłużej utrzymywanym przez ukraińską armię odcinkiem frontu – walki o nią trwają już ponad półtora tysiąca dni.

Omawiane w kółko zdobywanie Małej Tokmaczki stało się na tyle absurdalne, że zaczęli wyśmiewać je nawet sami propagandyści. Szydzono, że wieś "jest czymś typu Troi albo Verdun", że Rosja zdobędzie "Kijów w trzy dni, a Tokmaczkę w pięć lat" i z samego Rożyna, który "już rok zdobywa Tokmaczkę".

Licząca przed wojną trzy tysiące mieszkańców Mała Tokmaczka to jeden z kluczowych zewnętrznych węzłów obrony miasteczka Orichiw. Obie miejscowości dzieli zaledwie kilka kilometrów. Po zdobyciu wsi Rosjanie od południowego wschodu wyjdą na obrzeża miasta.

Orichiw to ostatnie kontrolowane przez ukraińską armię miasto oddzielające Zaporoże od linii frontu na południowym wschodzie. Odległość między obrzeżami obu miast wynosi około 40 kilometrów. Nawet jednak w razie upadku Orichiwa pokonanie tego dystansu nie będzie dla rosyjskich pododdziałów łatwe. W drodze na Zaporoże muszą przedrzeć się przez kilka dużych wsi i osiedle Komyszuwacha, w którym w chwili pełnoskalowej inwazji sił zbrojnych FR na Ukrainę mieszkało około 5 tysięcy osób.

centrumeuropy.pl


Eksperci Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych – Aleksandra Wójtowicz, analityczka zajmująca się nowymi technologiami i cyfryzacją, oraz Filip Bryjka, ekspert ds. zagrożeń hybrydowych – zbadali zasięg najbardziej radykalnych sformułowań antyukraińskich, jak “Bandera” czy “stop ukrainizacji”, a także wulgarnych treści kierowanych pod adresem Ukraińców. Analiza obejmowała publikacje na polskojęzycznych kanałach, przede wszystkim na X, ale też na Facebooku i TikToku, które pojawiły się w sieci od kwietnia do lipca 2026 roku

– W kwietniu i na początku maja antyukraińskich treści było stosunkowo mało. Ich gwałtowny wzrost nastąpił dzień po ogłoszeniu przez Zełenskiego decyzji o nadaniu jednostce imienia “Bohaterów UPA”, co nastąpiło 26 maja. Od tego momentu liczba antyukraińskich komentarzy i reakcji wzrosła o 345 proc. w porównaniu z wcześniejszym kwartałem – powiedziała w rozmowie z PAP Wójtowicz.

Ekspertka przypomina, że wcześniej, w okresie od kwietnia do maja, dziennie pojawiało się mniej niż tysiąc antyukraińskich wzmianek, a od maja do czerwca nastąpił ich wzrost do około 10 tysięcy dziennie. W sumie od maja do lipca opublikowano prawie pół miliona takich treści – wyliczyła ekspertka.

Zapytana o autorów tych narracji analityczka wyjaśniła, że stały za nimi siatki botów i konta trolli powiązanych z Rosją oraz prorosyjskie ruchy polityczne w Polsce. Podkreśliła jednak, że przeważająca część komentarzy należała do prywatnych użytkowników.

(...)

– Decyzja prezydenta Zełenskiego uruchomiła falę antyukraińskich narracji, które tkwią w polskim społeczeństwie od dawna. Rosja wykorzystuje je w swoich działaniach propagandowych i dezinformacyjnych już od 2014 roku. Przypomnijmy, że w ubiegłych latach dochodziło w Polsce m.in. do niszczenia pomników i mogił żołnierzy UPA. [...] Wraz z wybuchem wojny w 2022 roku i wzrostem liczby obywateli Ukrainy żyjących w naszym kraju relacje między obywatelami obu państw zyskały o wiele większy ładunek emocjonalny, co Moskwa skwapliwie instrumentalizuje – stwierdził w rozmowie z PAP Filip Bryjka.

Ekspert podkreśla, że Rosjanie w swoich założeniach strategicznych są bardzo konsekwentni. Jego zdaniem w przypadku relacji polsko-ukraińskich ich celem jest doprowadzenie do jak największego skonfliktowania obu stron, sparaliżowania lub zerwania współpracy politycznej i wojskowej, a w wymiarze społecznym dążą do maksymalnego podsycania nastrojów antyukraińskich w Polsce oraz antypolskich w Ukrainie, wykorzystując do tego trudne i nierozwiązane zaszłości historyczne.

W jego opinii taktyczne działania Rosji opierają się głównie na “wykorzystywaniu nadarzających się okazji do tworzenia chaosu i destabilizacji”.

– Kreml nie musi wszystkiego prowokować. Nie ma takiej potrzeby ani często nawet siły sprawczej, choć oczywiście próbuje to robić. Wiemy przecież, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała niedawno 11 osób, w tym obywateli Ukrainy i Białorusi. Działając na zlecenie rosyjskiego wywiadu, rekrutowali oni i opłacali uczestników demonstracji organizowanych wśród przebywających w Polsce ukraińskich uchodźców. To, czego powinniśmy się obawiać, to dążenie Rosji, by nienawiść ze sfery informacyjnej została przeniesiona do świata fizycznego, co doprowadziłoby do antypolskich i antyukraińskich protestów – przestrzegł Bryjka.

W jego ocenie Rosja będzie promować narracje antyukraińskie przede wszystkim przed wyborami parlamentarnymi w Polsce w 2027 roku i w ich trakcie, by ingerować w ich przebieg. Z kolei po drugiej stronie granicy działania antypolskie pozwalają zdobywać dodatkowe poparcie wśród środowisk prawicowych na Ukrainie. 

– W efekcie w obu państwach istnieje podatny grunt do instrumentalnego traktowania tych kwestii, co Rosja wykorzysta do wpływania na ich politykę wewnętrzną – dodał.

Bryjka zwrócił także uwagę, że coraz trudniejsze jest wykrywanie i atrybucja dezinformacji, czyli jednoznaczne wskazanie, czy za danym kontem stoi człowiek, bot czy serwer w Rosji.

– Ciężar walki z tym zjawiskiem spoczywa na wielkich platformach technologicznych, a sam unijny akt o usługach cyfrowych (DSA) nie rozwiązuje tego problemu. Polska zresztą nie jest prymusem we wdrażaniu jego postanowień. Jednocześnie skuteczność zgłaszania nielegalnych treści w serwisach społecznościowych jest niska. Według ubiegłorocznego raportu NASK (Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej) na ponad 46 tysięcy incydentów zgłoszonych do platform zaledwie 12 proc. treści zostało usuniętych, a 68 proc. poddano moderacji. Reszta pozostała bez jakiejkolwiek odpowiedzi. Co ciekawe, w statystykach moderacji TikTok znacząco dominował nad innymi serwisami – podsumował ekspert z PISM.

(...)

W ocenie eksperta kluczem do walki z tym zjawiskiem jest bezwzględne egzekwowanie prawa.

– Dlatego tak ważna jest zdecydowana reakcja państwa i bezwzględne ściganie takich czynów jako przestępstw z nienawiści na tle etnicznym, które powinny być karane z pełną surowością, dając jasny sygnał, że w państwie prawa nie ma przyzwolenia na ksenofobię i przemoc – podkreślił Bryjka.

centrumeuropy.pl


Na morskim placu budowy stanęły wszystkie niezbędne konstrukcje nośne — łącznie 111 stalowych monopali. Cztery z nich będą podtrzymywać morskie stacje elektroenergetyczne, a pozostałe 107 — turbiny wiatrowe. Każdy element to potężna konstrukcja — najdłuższe sięgają 100 m wysokości przy średnicy od 7,5 do ponad 10 m.

Masa pojedynczego monopala dochodzi do 1,9 tys. ton. Holenderski wykonawca Van Oord użył do instalacji dwóch wyspecjalizowanych jednostek pływających: Svanen oraz Aeolus.

Obecnie trwają prace montażowe dotyczące wyposażenia uzupełniającego. Na zainstalowanych fundamentach zamocowanych zostanie ponad 400 elementów — m.in. klatki anodowe zabezpieczające przed korozją, platformy robocze i konstrukcje cumownicze. Większość z nich, bo aż trzy czwarte, produkują rodzime zakłady przemysłowe. Prace potrwają do końca 2026 r.

W kolejnych miesiącach rozpocznie się instalacja morskich stacji elektroenergetycznych i układanie kabli eksportowych. 2027 r. przyniesie montaż połączeń wewnętrznych farmy oraz ustawienie właściwych turbin wiatrowych. Równocześnie postępuje budowa infrastruktury na lądzie, która umożliwi transfer wytworzonej energii do Krajowego Systemu Elektroenergetycznego.

Farma Baltica 2 zlokalizowana jest ok. 40 km od brzegu na wysokości Ustki. Po planowanym uruchomieniu w 2027 r. będzie należała do największych instalacji tego typu na polskich wodach. Jej moc osiągnie ok. 1,5 GW, co wystarczy do zasilenia ok. 2,5 mln gospodarstw domowych w Polsce. Projekt zabezpieczony jest kompletnymi pozwoleniami oraz 25-letnim kontraktem różnicowym (CfD).

businessinsider.com.pl