środa, 16 września 2026



W ostatnich sekundach swojego życia Tetiana B. nie była już 19-letnią studentką, a jedynie punktem danych. A jej zabójcą nie był człowiek, lecz oprogramowanie, które namierzyło B. W lipcu w Zaporożu, dużym mieście położonym na południowym wschodzie Ukrainy, w pobliżu linii frontu, trzech cywilów zginęło w ataku drona, który miał być sterowany całkowicie autonomicznie przez sztuczną inteligencję. To oznacza zabicie ludzi bez żadnego udziału człowieka.

Według "New York Timesa" dron eksplodował podczas zbliżania się do stacji benzynowej, uderzając w ścianę i rozrzucając odłamki w powietrzu. Zgodnie z relacją z miejsca zdarzenia Tetiana B., która jeszcze próbowała uciekać, wykrwawiła się na miejscu.

"New York Times" donosi również, że dwóch mężczyzn, 48-latek i 41-latek zmarli w szpitalu na skutek odniesionych obrażeń. Analityczka z think tanku Center for Strategic and International Studies (ang. Centrum Strategicznych i Międzynarodowych Studiów) powiedziała gazecie, że zabicie cywilów przez autonomiczny dron jest pierwszym udokumentowanym przypadkiem tego rodzaju.

(...)

Działa to w następujący sposób: za pomocą wbudowanej kamery dron skanuje otoczenie podczas lotu i porównuje je z zapisanymi zestawami danych. Jeśli chce się na przykład zniszczyć stacje benzynowe za pomocą dronów, jak ostatnio coraz częściej robili to Rosjanie w Ukrainie, wprowadza się do nich zdjęcia stacji benzynowych. Sztuczna inteligencja rozpoznaje je następnie podczas przelotu na podstawie ich kształtu i automatycznie rzuca się na nie.

Proces ten nie jest pozbawiony ryzyka. Dziennikarz Simon Shuster opisał niedawno w magazynie "Atlantic", że ukraiński producent dronów już kilka lat temu pokazał mu system sztucznej inteligencji, w którym za pomocą suwaka można było regulować precyzję namierzania celu. Na najniższym poziomie do automatycznego ataku wystarczałoby 30-procentowe dopasowanie do zapisanego celu, a na najwyższym — 90-procentowe.

W związku z tym nawet przy najbardziej ostrożnym ustawieniu nadal należałoby liczyć się ze stratami ubocznymi spowodowanymi błędnymi decyzjami. Według Shustera producenci powiedzieli mu wówczas, że sami uważają tę technologię za zbyt ryzykowną i dlatego nie będą jej dostarczać.

Trudno powiedzieć, czy było to wówczas prawdą i jak producenci postrzegają tę kwestię dzisiaj. Już samo udowodnienie, że atak został przeprowadzony przy użyciu sztucznej inteligencji, okazuje się trudne. Jak dotąd eksperci opierają się przede wszystkim na poszlakach.

W sprawie Zaporoża ukraińskie władze przedstawiły gazecie "New York Times" ustalenia, które mają potwierdzać autonomiczne użycie dronów. Zgodnie z nimi zabójczy dron typu Mołnia był częścią roju, co jest typowe dla dronów autonomicznych. Ponadto nie wysyłały one żadnych sygnałów radiowych. W dronach, które nie wybuchły na kawałki, znaleziono też elementy techniczne wskazujące na wykorzystanie sztucznej inteligencji.

Ekspert ds. dronów Fabian Hinz z brytyjskiej organizacji pozarządowej Conflict Armament Research (ang. Badań nad uzbrojeniem stosowanym w konfliktach) na podstawie tych informacji zakłada, że dron typu Mołnia użyty podczas ataku [w Zaporożu] rzeczywiście był egzemplarzem sterowanym przez sztuczną inteligencję. — Znaleziony sprzęt jest zbyt złożony jak na zwykły dron typu Mołnia. Ten typ drona ma bardzo prostą konstrukcję, w której wykorzystano głównie komponenty, które w naszym kraju [w Niemczech] można po prostu zamówić na Amazonie — mówi analityk w rozmowie z serwisem Die Welt.

Drony użyte w Zaporożu miały jednak najwyraźniej inną konstrukcję. Według Hinza nie miały one anteny, co wskazuje, że nie istniało połączenie radiowe z pilotem. Zamiast tego, jak podaje "New York Times", zainstalowano w nich układ Nvidia Jetson. To tak zwana platforma obliczeniowa typu embedded, czyli "moduł, który ze względu na swoją konstrukcję i moc obliczeniową jest bardzo silnie kojarzony z systemami sztucznej inteligencji" — wyjaśnia Hinz.

onet.pl\Die Welt


— Sytuacja jest bardzo zła — słyszymy od naszego informatora z kręgów rządowych.

I dalej: — Putin się niestety rozkręca, a raporty są coraz bardziej alarmujące.

Polscy urzędnicy w oficjalnych rozmowach nie ujawniają szczegółów kontaktów z Amerykanami. W zeszłym tygodniu premier Donald Tusk powiedział, że otrzymał raport od szefa amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA) Johna Ratcliffe'a dotyczący możliwych zdarzeń w najbliższych miesiącach.

Zaznaczył, że Polska i Europa muszą być przygotowane na różne scenariusze, nie tylko na froncie rosyjsko-ukraińskim, ale też na wschodniej flance. Niedawno w Waszyngtonie był też minister koordynator ds. służb specjalnych Tomasz Siemoniak, który spotkał się twarzą w twarz z szefem CIA.

Spotkanie odbyło się niecałe dwa tygodnie po wizycie Ratcliffe’a w Moskwie. Misja szefa CIA miała pomóc ograniczyć napięcie. Według amerykańskich mediów miał tam ostrzegać przed atakiem na terytorium NATO i nakłaniać Rosjan do negocjacji pokojowych. Ratcliffe miał też przekazać Rosji, że jej pozycja słabnie i się pogorszy, jeśli działania zbrojne będą kontynuowane.

Tymczasem w nocy z 25 na 26 sierpnia Rosja wysłała nad Ukrainę 162 drony. Kolejnej nocy użyła 258 dronów oraz rakiet. Oczekiwanego uspokojenia nie było.

Jak powiedział później gazecie "The Washington Post" jeden z informatorów, po spotkaniach w stolicy Rosji Ratcliffe miał uznać, że przekazał zamierzony komunikat, ale w efekcie niczego nie zmienił. Według cytowanej osoby Rosja odebrała wizytę jako próbę nakłonienia Putina do przerwania wojny, a sam Putin odczytał ją jako oznakę słabości.

Według ukraińskich mediów Putin pierwotnie miał się spotkać z szefem Centralnej Agencji Wywiadowczej, ale w ostatniej chwili wykreślił ten punkt z harmonogramu.

Właśnie w takich okolicznościach w ostatnim czasie doszło do intensyfikacji kontaktów na linii Warszawa — Waszyngton. Z informacji Onetu wynika, że Amerykanie wysłali do Warszawy niepokojący sygnał.

— Amerykanie byli w szoku, że dzień po wizycie Ratcliffe’a Putin dokonał zmasowanego ataku na Ukrainę. Rozpytywali później sojuszników w Europie Środkowej, w tym nas, i zastanawiali się, co mogło być celem tej demonstracji. Bo co do tego, że była to demonstracja, nie mają żadnych wątpliwości — słyszymy od jednego z urzędników.

Warszawę ta sytuacja niepokoi. Stawia pytanie o polityczną skuteczność Waszyngtonu. Zwłaszcza że sygnały, jakie płyną z USA, są sprzeczne. Prezydent Donald Trump raz chwali Ukraińców, innego dnia obciąża ich odpowiedzialnością za wysokie ceny paliw z powodu ukraińskich ataków na infrastrukturę energetyczną w Rosji.

onet.pl


Zgodnie z oficjalnymi komunikatami obie delegacje rozmawiały m.in. o sytuacji bezpieczeństwa w Europie, w tym o wojnie w Ukrainie, ale także o perspektywach rozwoju dwustronnych stosunków gospodarczych. W negocjacjach po raz pierwszy wziął udział białoruski premier Alaksandr Turczyn. Rezultatem rozmów było zwolnienie przez białoruskie władze 25 więźniów politycznych (m.in. dziennikarzy i artystów) oraz zdjęcie przez USA sankcji z dwóch białoruskich firm – produkującej farby i lakiery Łakokraski (została objęta obostrzeniami w 2008 r. jako jedna ze spółek-córek koncernu Biełniefitechim) oraz koncernu Biełliesbumprom zajmującego się obróbką drewna, który na listę sankcyjną został wpisany w 2023 r. USA wezwały też amerykańskie banki do odblokowania zamrożonych aktywów Białorusi, ze szczególnym uwzględnieniem ok. 43 mln dol. zgromadzonych w Citibanku. Podsumowując rezultaty rokowań, Coale nazwał umowę zawartą z Białorusią „przejściową”, co pokazuje, że obie strony miały większe oczekiwania odnośnie do ostatecznych rezultatów.

Pierwotnie wizytę Coale’a zapowiadano jeszcze na maj, ale była ona kilkukrotnie przekładana, co świadczy o trudnościach w procesie dwustronnych uzgodnień. Przyjazd Coale’a, choć niezakończony znaczącym sukcesem, sugeruje jednak, że był powiązany również z niepowodzeniem wizyty delegacji USA w Moskwie i Kijowie, która nie przełamała impasu w sprawie zakończenia wojny w Ukrainie. Przypadł też na czas kolejnego dużego tegorocznego sprawdzianu stanu gotowości bojowej białoruskich sił zbrojnych.

(...)

Obie strony zadeklarowały kontynuowanie rokowań. USA mają nadzieję na zaprzestanie przez białoruski reżim represji i zwolnienie wszystkich więźniów politycznych. Amerykanie najpewniej wyrazili też oczekiwanie, aby Białoruś zrezygnowała z prowadzenia działań hybrydowych wobec sąsiednich państw NATO (w ostatnich miesiącach szczególnie trudna była sytuacja na granicy z Łotwą). Białoruskie władze liczą z kolei, że USA będą w stanie wywrzeć presję na Litwę, aby odblokowała dostęp do swoich portów, szczególnie do terminala w Kłajpedzie, którego Białoruś jest współwłaścicielem i który wykorzystywała do eksportu nawozów potasowych. Mogły też wyrazić oczekiwanie, aby również Polska umożliwiła w przyszłości tranzyt białoruskich towarów przez swoje porty. Łukaszenka może też rozważać przyjazd do USA na kolejne posiedzenie Rady Pokoju, ale jedynie pod warunkiem, że strona amerykańska zaproponuje mu dodatkowe, indywidualne wydarzenia w programie wizyty.

pism.pl