piątek, 23 października 2026



Ukraińska produkcja rolna jest w znacznej części zorientowana na eksport. Konsumpcję wewnętrzną pszenicy i kukurydzy szacuje się na ok. 15 mln ton rocznie, podczas gdy zbiory tych dwóch gatunków w 2025 r. sięgnęły ponad 54 mln ton. Analogiczna sytuacja występowała w przypadku nasion roślin oleistych, z wyjątkiem słonecznika, który w większości jest przerabiany w kraju. Główną bramą eksportową dla większości produktów rolnych były porty tzw. Wielkiej Odessy: Czarnomorsk, Odessa i Piwdennyj. Dotyczyło to w szczególności zboża (ponad 95% eksportu w 2025 r.), niemniej droga morska odgrywała kluczową rolę także w transporcie rzepaku (78%), soi (78%) oraz komponentów do pasz (76%).

Od 22 lipca ruch statków do trzech wymienionych portów pozostaje wstrzymany w związku ze wzmożonymi rosyjskimi atakami. Wskutek faktycznej blokady ukraiński eksport produkcji rolnej znacząco spadł. Największym problemem jest sprzedaż zbóż, która zmniejszyła się z 3,6 mln ton w czerwcu br. do niespełna 1 mln ton w sierpniu. We wrześniu sprzedaż zagraniczna wzrosła co prawda do 1,5 mln ton, lecz był to poziom około dwuipółkrotnie niższy niż przed blokadą.

Alternatywne szlaki – do ukraińskich portów na Dunaju oraz tranzytem koleją do portów bałtyckich i rumuńskiej Konstancy przez lądową granicę z państwami UE – nie są w stanie obsłużyć całego zapotrzebowania. Wiążą się bowiem ze znacznie wyższymi kosztami logistyki i ograniczeniami przepustowości oraz mogą rodzić problemy polityczne. Ponadto transport drogowy towarów masowych, jakimi są zboża, nie jest opłacalny na dłuższych dystansach. Dodatkowym czynnikiem utrudniającym eksport są rosyjskie ostrzały dunajskich portów oraz statków z nich wypływających, co zdarza się także u wybrzeży innych państw – m.in. 6 października doszło do dronowego ataku na dwie jednostki w strefie ekonomicznej Bułgarii, w wyniku którego jedna z nich zatonęła.

(...)

Przy utrudnionym eksporcie kolejnym wyzwaniem stają się z kolei możliwości składowania zboża i nasion roślin oleistych. Żniwa części gatunków w zasadzie się zakończyły, a zbiory są wyższe niż w ubiegłym roku. Według stanu na 1 września zebrano 25,8 mln ton pszenicy (+2,5 mln ton r/r), 6,05 mln ton jęczmienia (+0,8 mln ton) oraz 4 mln ton rzepaku (+0,8 mln ton), a prognozuje się jeszcze ok. 32 mln ton zbiorów kukurydzy i ponad 13 mln ton słonecznika. Oznacza to, że w najbliższych miesiącach może pojawić się poważny problem z dostępnością powierzchni magazynowych do przechowywania urodzaju. Szacunki pojemności elewatorów mieszczą się w przedziale 50–60 mln ton, a według stanu na 1 września znajdowało się w nich już 25 mln ton (o 10 mln ton więcej niż rok wcześniej). Kampania siewna roślin ozimych już się rozpoczęła i na razie nie ma wyraźnych sygnałów świadczących o zmniejszeniu areału upraw, z wyjątkiem regionów przyfrontowych. Jednak przy długotrwałej blokadzie portów powierzchnia zasiewów wiosną przyszłego roku najprawdopodobniej znacząco się skurczy. Możliwa jest wówczas także fala bankructw przedsiębiorstw rolnych, szczególnie małych i średnich, z powodu niskich cen ich produktów.

Początkowo wydawało się, że blokada morska uderzy też w eksport wyrobów hutniczych, który generował pokaźne przychody (4,7 mld dolarów w 2025 r.), a ponad połowę zbytu tej produkcji realizowano przez porty. Istotnie – między czerwcem a sierpniem doszło do poważnego (o 76%) spadku eksportu żeliwa i stali – z 525 tys. ton do 125 tys. ton miesięcznie. Zdecydowanie większym problemem okazała się jednak trwająca od sierpnia kampania rosyjskich ataków powietrznych na największe zakłady metalurgiczne. Była na tyle niszczycielska, że we wrześniu wstrzymały działalność trzy największe wciąż działające huty – Zaporiżstal i Kametstal, należące do Metinvestu Rinata Achmetowa, oraz ArcelorMittal w Krzywym Rogu.

We wszystkich przypadkach miało dojść do rozległych zniszczeń infrastruktury wielkopiecowej oraz obiektów energetycznych i logistycznych. Według Metinvestu w samą Zaporiżstal trafiło 17 pocisków balistycznych – zginęło tam ośmiu pracowników, a 28 zostało rannych. Atakowano również zakłady Interpipe w Dnieprze oraz Dnieprzański Zakład Metalurgiczny, ale nie jest jasne, czy wstrzymały one produkcję. W efekcie w sierpniu produkcja stali zmniejszyła się o 57% r/r, a żeliwa o 66%, natomiast wrześniowy odczyt najprawdopodobniej przekroczy 90%.

Obecnie nie wiadomo, kiedy i czy w ogóle huty wznowią produkcję. Pojawia się pytanie o zasadność ponoszenia dużych wydatków na odbudowę, skoro nie ma żadnych gwarancji, że wyremontowane obiekty nie zostaną ponownie zniszczone.

Długotrwały przestój będzie dotkliwie rzutował na sytuację społeczną oraz miał poważne konsekwencje dla budżetów regionalnych. Huta ArcelorMittal oficjalnie zatrudniała blisko 13 tys. pracowników, a Zaporiżstal 8 tys., jednak realna liczba osób zależnych od zakładów jest o wiele wyższa – w ocenie branżowego stowarzyszenia Ukrmetałurhprom na jedno miejsce pracy w sektorze przypada do ośmiu w przedsiębiorstwach obsługujących. Szef obwodu zaporoskiego oszacował, że bezpośrednio i pośrednio od funkcjonowania huty zależy byt 30 tys. rodzin. Co więcej, zakład był największym płatnikiem podatków w regionie. Podobnie wygląda sytuacja w pozostałych ośrodkach przemysłowych – Dnieprze i Kamieńskiem. Zniszczenie hutnictwa doprowadziło też do wstrzymania bądź znacznego ograniczenia wydobycia rudy żelaza. W Krzywym Rogu przestoje dużych przedsiębiorstw górniczo-metalurgicznych zmusiły podwykonawców do zmniejszenia skali działalności, a władze lokalne – do cięć wydatków.

Nasilone rosyjskie ataki na infrastrukturę nie ograniczyły się do metalurgii. Ich celem są obiekty przemysłowe, handlowe, centra logistyczne, magazyny i sortownie Nowej Poszty (największego operatora przesyłek), a także rynki i stacje benzynowe. (...)

Rosjanie atakują też zakłady farmaceutyczne. Takie przypadki zdarzały się od początku pełnoskalowej wojny, ale od września br. znacząco się nasiliły, szczególnie w Kijowie i obwodzie kijowskim. Między innymi 4 października zniszczono fabrykę KUSUM w Sumach, 7 października zaatakowano zakład BChFZ w Kijowie, a w kijowskie przedsiębiorstwo Darnycia uderzano kilkakrotnie. Agresor ostrzeliwał także centra dystrybucji leków – np. 3 września zniszczono kompleks Biokon w obwodzie kijowskim, jeden z największych magazynów farmaceutycznych w Ukrainie, przechowujący m.in. importowane lekarstwa. Uszkodzono lub zniszczono trzy magazyny Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), składujące leki i materiały medyczne dla osób z terenów przyfrontowych. Ataki nie spowodowały dotychczas deficytu tych artykułów w skali całego kraju, niemniej regionalnie występują niedobory poszczególnych preparatów.

Pogarsza się również sytuacja kolei państwowych Ukrzaliznycia.

(...)

Od końca sierpnia Rosjanie zintensyfikowali ataki na Kijów, w coraz większym stopniu wykorzystując do tego drony o napędzie odrzutowym, które okazały się trudnym celem dla ukraińskiej obrony przeciwlotniczej. Uderzenia były na tyle częste, że we wrześniu łączny czas trwania alarmów powietrznych w mieście sięgnął 10 dób – najwięcej od początku wybuchu pełnoskalowej wojny. Jeśli obserwowana obecnie intensywność ataków utrzyma się, to w październiku br. padnie kolejny rekord.

W poprzednich latach alarmy nie tylko były mniej długotrwałe, lecz także zdecydowana większość z nich przypadała na noc. Sytuacja zmieniła się od końca sierpnia – coraz częściej ataki zdarzają się w ciągu dnia, przy czym często trwają kilkanaście godzin na dobę. Utrudnia to znacząco pracę przedsiębiorstw, tym bardziej że Kijów to kluczowe centrum biznesowe Ukrainy. Jest też bardzo uciążliwe dla mieszkańców, gdyż problemem staje się zaplanowanie zakupów bądź załatwienie sprawy w urzędzie.

Sytuacja w sektorze energetycznym jest obecnie stosunkowo dobra. Do początku października praktycznie nie było przypadków planowych wyłączeń prądu dla ludności. Według Ministerstwa Energetyki kraj dysponuje 15 GW dostępnych mocy (z uwzględnieniem importu), do listopada wielkość ta ma się zwiększyć do 19,6 GW, a do końca roku – do 21,4 GW, podczas gdy w szczytowych momentach mrozów poprzedniej zimy zapotrzebowanie sięgało 18 GW.

Podobnie zapasy gazu przewyższają te z poprzednich dwóch lat i powinny zapewnić przetrwanie sezonu grzewczego bez zakłóceń. Paradoksalnie wspomniane wyżej skuteczne rosyjskie ataki na obiekty przemysłowe, w szczególności zakłady metalurgiczne, przełożą się na znacznie mniejsze zużycie zarówno prądu, jak i gazu, a w konsekwencji nie tak duże obciążenie systemu.

Relatywnie dobra sytuacja może się jednak szybko pogorszyć, gdyż w październiku Rosjanie wznowili masowe ostrzały infrastruktury produkującej ciepło i prąd. Według ministra energetyki Denysa Szmyhala agresor przygotował szczegółową strategię ataków na infrastrukturę w sezonie zimowym 2026/2027. Przewiduje ona kompleksowe uderzenia w obiekty wytwarzania energii, ciepłownictwo, wodociągi, kanalizację oraz infrastrukturę przesyłową. Do konkretnych obiektów przypisano rzekomo liczbę i rodzaj środków rażenia potrzebnych do ich zniszczenia, a dla dużych miast (m.in. Kijowa, Charkowa i Odessy) przygotowano odrębne scenariusze mające wywołać lokalne kryzysy humanitarne poprzez jednoczesne ograniczenie dostaw energii elektrycznej, ogrzewania i wody.

Celem Rosjan ma być też zniszczenie linii przesyłowych energii elektrycznej i odcięcie Ukrainy lewobrzeżnej od prawobrzeżnej, gdzie znajduje się większość mocy wytwórczych prądu. Choć takie plany mogą brzmieć groźnie, w rzeczywistości nie ma w nich nic, czego Rosjanie nie próbowaliby w poprzednich latach, zazwyczaj z ograniczonym skutkiem.

osw.waw.pl