sobota, 29 sierpnia 2026



19 sierpnia Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) ujawniło szczegóły operacji „Forrest Gump", dotyczącej podejrzeń o korupcję na najwyższych szczeblach ukraińskiej władzy. Jedną z podejrzanych została zastępczyni szefa Biura Prezydenta Ukrainy (BPU) Iryna Mudra, pracująca przy ul. Bankowej jeszcze od czasów „wiceprezydenta" Andrija Jermaka. Według śledczych grupa miała przejąć kontrolę nad znacjonalizowanym po wybuchu wojny Sense Bankiem i wykorzystywać go do prywatnych interesów, m.in. do organizacji kaucji za byłego ministra energetyki Hermana Hałuszczenkę, podejrzanego w ramach operacji „Midas".

Opublikowane przez NABU nagrania rozmów Mudrej wywołały dodatkowe kontrowersje. Mówiła ona o konieczności obsadzenia NABU, Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej (SAP) i innych instytucji „swoimi ludźmi" oraz o potrzebie „kontrolowania korupcji zamiast jej zwalczania". Sprawa natychmiast nabrała wymiaru politycznego, ponieważ w materiałach śledztwa pojawia się również nieujawniony z nazwiska urzędnik Biura Prezydenta, określany jako „Kyryło Ołeksijowycz". Nietrudno powiązać tę osobę z byłym szefem ukraińskiego wywiadu wojskowego HUR, który od stycznia stoi na czele Biura Prezydenta.

Po ujawnieniu tych informacji zarówno prezydent Wołodymyr Zełenski, jak i sam gen. Kyryło Budanow odnieśli się do sprawy Mudrej. Zełenski stwierdził, że informacje przedstawione przez śledczych były wystarczające, by niezwłocznie ją zdymisjonować. Podkreślił też, że wobec niego samego organy antykorupcyjne nie mają żadnych zarzutów. Budanow przyznał natomiast, że po wszczęciu sprawy kontaktował się z Mudrą, tłumacząc, że „nie odwraca się od ludzi" przed ostatecznym rozstrzygnięciem sądu.

– Niech sąd rozstrzygnie, kto i gdzie się pojawia. U nas, wiecie, wiele rzeczy się pojawia w różnych miejscach – powiedział Budanow w komentarzu dla portalu Hromadske.

Cały proceder, z grubsza rzecz biorąc, dotyczy zawodowych polityków, osób pozostających u władzy od 2019 r. Można by pominąć rozważania na temat tego, że Zełenski, dochodząc do władzy na białym koniu po miażdżącym zwycięstwie nad Petrem Poroszenką, przynosił na sztandarach „nową jakość" w polityce i obiecywał ostateczną likwidację korupcji. Tyle że nie – nie pomijajmy tego. Spojrzenie na program wyborczy Zełenskiego z 2019 r. z perspektywy 2026 r. mimowolnie każe sądzić, że Ukraina żyje w politycznym Matriksie.

Kilka przykładów. „Nie walka z korupcją, lecz zwycięstwo nad nią". „Nie kradnij!" – podstawowe przykazanie w walce z korupcją. I dalej: „Zero tolerancji dla korupcji na wszystkich szczeblach. Podejrzany o korupcję nie wyjdzie za kaucją". Tak brzmiała obietnica.

Siedem lat później dawny przyjaciel Zełenskiego, Tymur Mindicz, staje się jednym z najważniejszych szarych eminencji ukraińskiej polityki, rozgrywającym „pieniężne potoki", a po ucieczce do Izraela kontynuuje organizowanie pieniędzy na kaucje dla swoich popleczników. Nie jakimiś ukrytymi kanałami, lecz przez samo serce ukraińskiego systemu władzy – Biuro Prezydenta Ukrainy.

Wydaje się, że gdyby nie wojna i nasilające się rosyjskie ostrzały, w tym ataki balistyczne, przed którymi Ukraina pozostaje w dużej mierze bezbronna, z dużą dozą prawdopodobieństwa można by zakładać, że bylibyśmy świadkami trzeciego Majdanu. O ile dwa poprzednie koncentrowały się przede wszystkim wokół geopolitycznego wyboru Ukrainy, co ostatecznie skłoniło Władimira Putina do rozpoczęcia pełnowymiarowej inwazji, dziś ten wybór jest już rozstrzygnięty. Ukraina jest jednoznacznie zwrócona na Zachód, a członkostwo w UE i NATO nie stanowi już przedmiotu sporu o podstawowy kierunek polityki zagranicznej.

Tymczasem całkowicie nadrzędnym tematem życia politycznego staje się korupcja. Jakby mało było obserwacji i prywatnych rozmów, potwierdzają to sondaże. W badaniu SOCIS przeprowadzonym na przełomie lipca i sierpnia 49,3 proc. Ukraińców wskazało wysoki poziom korupcji na szczeblu państwowym jako czynnik najbardziej negatywnie wpływający na sytuację w kraju. To więcej niż odsetek wskazujących na nieustanne rosyjskie ataki dronowe i rakietowe na infrastrukturę – 44,6 proc. Jeszcze bardziej wymowna jest odpowiedź na pytanie o największe błędy obecnej władzy: 60,2 proc. badanych wskazało na utrzymywanie wysokiego poziomu korupcji i rozkradanie środków budżetowych. W praktyce oznacza to, że korupcja staje się głównym filtrem, przez który społeczeństwo ocenia państwo i jego przywódców.

Podstawowym źródłem nadziei na powojenną poprawę – z zastrzeżeniem, że wojna trwa i trwać będzie, a na horyzoncie widać przede wszystkim dalszą eskalację i internacjonalizację tego konfliktu – są zasoby ludzkie. Te dziś w Ukrainie koncentrują się przede wszystkim w środowisku wojskowym i okołowojskowym. To liczni dowódcy, jak choćby gen. Denys Prokopenko, bohater Mariupola, czy gen. Andrij Biłecki, który, nota bene, należy do jawnie prawicowej, nacjonalistycznej części sceny politycznej. To również rzesze wolontariuszy, jak Taras Czmut, szef największej fundacji wspierającej wojsko „Wróć Żywy", czy niegdysiejszy showman Serhij Prytuła, dziś zajmujący się zakupem dronów. Albo Robert Browdi „Madziar", dowódca ukraińskich wojsk dronowych, pełen charyzmy i leksykonu czasów wojny.

Czołowym przedstawicielem, czy wręcz ucieleśnieniem idei, że skoro zasłużyłeś się na “wojnie ojczyźnianej” – a bez wątpienia Ukraina z takową się mierzy – to możesz zmienić państwo na lepsze od środka, jest gen. Kyryło Budanow. Człowiek z frontu, walczący z Rosją od czasów pierwszej agresji, biorący bezpośredni udział w udanej kontrofensywie charkowskiej jesienią 2022 r., odpowiadający za bezprecedensowe operacje specjalne. Innymi słowy – idealna postać do tego, by architekturę skuteczności z poziomu operacyjnego przenieść na poziom polityczny.

Bomba, jaką jest – na razie rzekome, choć potwierdzone co najmniej przez dwa źródła – pojawienie się Budanowa na taśmach Mudrej niesie ze sobą szereg poważnych zagrożeń nie tylko natury politycznej, ale przede wszystkim społecznej. Mitem, który mógłby runąć, byłoby przekonanie, że „jeszcze nowsza jakość", czyli warstwa nowej elity wyrosłej na wojennym i obronnym wysiłku państwa, zamiast zmieniać i modernizować Ukrainę oraz wykorzeniać głęboko zakorzenioną korupcję jako czynnik systemowy, sama zaczyna reprodukować stare mechanizmy.

Prowadziłoby to do pytania natury filozoficznej: „O co właściwie walczymy?". Część społeczeństwa odpowie, że za to, by przestano nas codziennie ostrzeliwać, inni – za sprawiedliwość i obronę swoich bliskich. Jeszcze inni mogą powiedzieć: po to, by „zabić smoka i nie stać się smokiem". Za tym powiedzeniem kryje się głęboki sens tej wojny. Ukraina, a przynajmniej znacząca jej część, wydaje się walczyć nie tylko o przetrwanie państwa, lecz także o odrzucenie postsowieckiego modelu i jego spuścizny na rzecz przejrzystości, odpowiedzialności i odbudowy zaufania obywateli do instytucji publicznych.

centrumeuropy.pl


Zanim pójdę spać, przygotowuję drugie łóżko — moje "łóżko na wypadek alarmu powietrznego".

Kiedy za moimi oknami rozbrzmiewa chór syren zwiastujących rosyjski atak i wyrywa mnie ze snu, jestem przyzwyczajona do tego, by zerwać się z łóżka i pobiec do przedpokoju, gdzie czeka na mnie drugie łóżko. Tam zazwyczaj próbuję zasnąć i czekam, aż atak dobiegnie końca nad ranem.

Jednak w ciągu ostatnich dwóch dni alarmy nie kończyły się o wschodzie słońca. Rozbrzmiewały przez cały dzień i następną noc. To wyczerpujące wycie, któremu towarzyszą wybuchy i świadomość, że twoje życie jest nieustannie zagrożone.

Od czwartkowej nocy Kijów przetrwał ponad 20 alarmów powietrznych. Niektóre trwały godzinę, inne — do 10 min.

Rzeczywiście, każdy alarm — podczas gdy Rosja nieustannie niszczy miliony książek, magazynów żywności i fabryk alkoholi — oznacza również, że wszystko musi się zatrzymać, dopóki nie usłyszymy słów: "alarm powietrzny został odwołany". Dziesiątki pociągów mają opóźnienia, a firmy zamykają się i czekają, tracąc klientów i pieniądze.

Ale "ocaleni muszą i tak iść do pracy", jak lubimy gorzko żartować. Od ludzi nadal oczekuje się dojazdów do pracy, mimo że kijowskie metro przestało kursować między lewym a prawym brzegiem Dniepru. Pozbawieni snu cywile muszą godzinami chodzić pieszo, tłoczyć się w autobusach lub tkwić w korkach na mostach, tylko po to, by dostać się do pracy i wrócić do domu. Chaos komunikacyjny na powierzchni oznacza jeszcze większe niebezpieczeństwo dla ludzi, którzy tkwią w dużych grupach w całym mieście.

Jednak nasza gospodarka wojenna, na której musimy coraz bardziej polegać ze względu na spowolnienie pomocy zagranicznej, nie może sobie pozwolić na zatrzymanie się.

(...)

— Myślicie, że wzywamy do jakichś okrucieństw, podczas gdy naszym celem jest zdemoralizowanie społeczeństwa do tego stopnia, by wyszło z podniesionymi łapami na spotkanie z naszymi oddziałami — powiedział w tym tygodniu wiceprzewodniczący rosyjskiej Dumy Państwowej Piotr Tołstoj /potomek słynnego pisarza Lwa Tołstoja - red./.

(...)

Jeśli chodzi o "podniesione ręce" — jedynym powodem, by je podnieść, jest pokazanie Tołstojowi i jego kolegom-zbrodniarzom wojennym środkowego palca — odparł rzecznik ukraińskiego ministerstwa spraw zagranicznych Heorhij Tychyj.

(...)

Negocjacje pokojowe utknęły w martwym punkcie. Obie strony przeszły do taktyki wojny totalnej w zakresie, na jaki pozwalają ich możliwości. Podczas gdy Ukraina rozszerzyła obecnie swoje cele z magazynów ropy i fabryk zbrojeniowych na bombardowanie hurtowni detalicznych i obiektów energetycznych, Rosja rozpoczęła maksymalną eskalację, atakując budynki mieszkalne, placówki pocztowe, przedsiębiorstwa, magazyny książek i żywności — a lista ta obejmuje jedynie ostatnie kilka dni.

(...)

Wicepremier Ukrainy Denys Szmyhal najlepiej opisał tę sytuację, rozmawiając ze mną o atakach na system energetyczny w zeszłym miesiącu. — To jak 12. runda, w której każdy bokser ma nadzieję, że jego rywal upadnie pierwszy — powiedział.

(...)

Ukraiński analityk wojskowy Mykoła Bielieskow nazwał to "wzajemnym spychaniem się do epoki kamienia łupanego, z nadzieją, że uda się to zrobić, zanim zrobi to strona przeciwna".

Podczas gdy nasi żołnierze powstrzymują armię rosyjską na linii frontu, to właśnie zwykli Ukraińcy — dzięki naszej sile psychicznej, zdolności do przetrwania kolejnego ataku rakietowego oraz umiejętności dostosowania się i kontynuowania pracy, by utrzymać gospodarkę na nogach bez względu na wszystko — ostatecznie zadecydują o wyniku tej wojny — mówi Wyszlinski /dyrektor wykonawczy think tanku Centrum Strategii Gospodarczej z siedzibą w Kijowie - red./.

— Jak powiedział pan Tołstoj, jest to taktyka celowego wyczerpywania ludności cywilnej, zmuszająca tyły do zaakceptowania niekorzystnego dla państwa wyniku wojny — dodaje.

onet.pl\Politico


Rosyjskie służby rekrutują do takich operacji członków lokalnych grup przestępczych - dowiedział się „The Telegraph”. Za pośrednictwem komunikatorów, takich jak Telegram, pośrednicy przekazują im zadania, za które otrzymują zapłatę w kryptowalutach.

W ostatnim czasie Łotwa zatrzymała trzech swoich obywateli podejrzanych o podpalenie w Estonii budynku należącego do firmy Milrem Robotics z Tallina, produkującej m.in. systemy bezzałogowe dla Ukrainy. Do pożaru doszło w nocy z 14 na 15 sierpnia. Premier Estonii Kristen Michal poinformował, że śledczy badają, czy pożar był wynikiem sabotażu oraz czy mogła stać za nim Rosja.

Pożar wpisuje się w serię podejrzanych lub potwierdzonych aktów sabotażu wymierzonych w łańcuchy dostaw uzbrojenia dla Ukrainy w państwach NATO. Wcześniej w tym roku niemal doszczętnie spłonęła czeska fabryka produkująca drony i sprzęt termowizyjny dla Ukrainy. W śledztwie dotyczącym możliwego udziału Rosji zatrzymano cztery osoby.

10 sierpnia doszło do silnego wybuchu w zakładzie bułgarskiego koncernu EMKO, jednego z największych prywatnych producentów broni w kraju, wytwarzającego dla Ukrainy pociski artyleryjskie kalibru 155 mm. Trzy dni później wybuch nastąpił w zakładzie KNDS Ammo Italy w Colleferro pod Rzymem.

PAP