19 sierpnia Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) ujawniło szczegóły operacji „Forrest Gump", dotyczącej podejrzeń o korupcję na najwyższych szczeblach ukraińskiej władzy. Jedną z podejrzanych została zastępczyni szefa Biura Prezydenta Ukrainy (BPU) Iryna Mudra, pracująca przy ul. Bankowej jeszcze od czasów „wiceprezydenta" Andrija Jermaka. Według śledczych grupa miała przejąć kontrolę nad znacjonalizowanym po wybuchu wojny Sense Bankiem i wykorzystywać go do prywatnych interesów, m.in. do organizacji kaucji za byłego ministra energetyki Hermana Hałuszczenkę, podejrzanego w ramach operacji „Midas".
Opublikowane przez NABU nagrania rozmów Mudrej wywołały dodatkowe kontrowersje. Mówiła ona o konieczności obsadzenia NABU, Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej (SAP) i innych instytucji „swoimi ludźmi" oraz o potrzebie „kontrolowania korupcji zamiast jej zwalczania". Sprawa natychmiast nabrała wymiaru politycznego, ponieważ w materiałach śledztwa pojawia się również nieujawniony z nazwiska urzędnik Biura Prezydenta, określany jako „Kyryło Ołeksijowycz". Nietrudno powiązać tę osobę z byłym szefem ukraińskiego wywiadu wojskowego HUR, który od stycznia stoi na czele Biura Prezydenta.
Po ujawnieniu tych informacji zarówno prezydent Wołodymyr Zełenski, jak i sam gen. Kyryło Budanow odnieśli się do sprawy Mudrej. Zełenski stwierdził, że informacje przedstawione przez śledczych były wystarczające, by niezwłocznie ją zdymisjonować. Podkreślił też, że wobec niego samego organy antykorupcyjne nie mają żadnych zarzutów. Budanow przyznał natomiast, że po wszczęciu sprawy kontaktował się z Mudrą, tłumacząc, że „nie odwraca się od ludzi" przed ostatecznym rozstrzygnięciem sądu.
– Niech sąd rozstrzygnie, kto i gdzie się pojawia. U nas, wiecie, wiele rzeczy się pojawia w różnych miejscach – powiedział Budanow w komentarzu dla portalu Hromadske.
Cały proceder, z grubsza rzecz biorąc, dotyczy zawodowych polityków, osób pozostających u władzy od 2019 r. Można by pominąć rozważania na temat tego, że Zełenski, dochodząc do władzy na białym koniu po miażdżącym zwycięstwie nad Petrem Poroszenką, przynosił na sztandarach „nową jakość" w polityce i obiecywał ostateczną likwidację korupcji. Tyle że nie – nie pomijajmy tego. Spojrzenie na program wyborczy Zełenskiego z 2019 r. z perspektywy 2026 r. mimowolnie każe sądzić, że Ukraina żyje w politycznym Matriksie.
Kilka przykładów. „Nie walka z korupcją, lecz zwycięstwo nad nią". „Nie kradnij!" – podstawowe przykazanie w walce z korupcją. I dalej: „Zero tolerancji dla korupcji na wszystkich szczeblach. Podejrzany o korupcję nie wyjdzie za kaucją". Tak brzmiała obietnica.
Siedem lat później dawny przyjaciel Zełenskiego, Tymur Mindicz, staje się jednym z najważniejszych szarych eminencji ukraińskiej polityki, rozgrywającym „pieniężne potoki", a po ucieczce do Izraela kontynuuje organizowanie pieniędzy na kaucje dla swoich popleczników. Nie jakimiś ukrytymi kanałami, lecz przez samo serce ukraińskiego systemu władzy – Biuro Prezydenta Ukrainy.
Wydaje się, że gdyby nie wojna i nasilające się rosyjskie ostrzały, w tym ataki balistyczne, przed którymi Ukraina pozostaje w dużej mierze bezbronna, z dużą dozą prawdopodobieństwa można by zakładać, że bylibyśmy świadkami trzeciego Majdanu. O ile dwa poprzednie koncentrowały się przede wszystkim wokół geopolitycznego wyboru Ukrainy, co ostatecznie skłoniło Władimira Putina do rozpoczęcia pełnowymiarowej inwazji, dziś ten wybór jest już rozstrzygnięty. Ukraina jest jednoznacznie zwrócona na Zachód, a członkostwo w UE i NATO nie stanowi już przedmiotu sporu o podstawowy kierunek polityki zagranicznej.
Tymczasem całkowicie nadrzędnym tematem życia politycznego staje się korupcja. Jakby mało było obserwacji i prywatnych rozmów, potwierdzają to sondaże. W badaniu SOCIS przeprowadzonym na przełomie lipca i sierpnia 49,3 proc. Ukraińców wskazało wysoki poziom korupcji na szczeblu państwowym jako czynnik najbardziej negatywnie wpływający na sytuację w kraju. To więcej niż odsetek wskazujących na nieustanne rosyjskie ataki dronowe i rakietowe na infrastrukturę – 44,6 proc. Jeszcze bardziej wymowna jest odpowiedź na pytanie o największe błędy obecnej władzy: 60,2 proc. badanych wskazało na utrzymywanie wysokiego poziomu korupcji i rozkradanie środków budżetowych. W praktyce oznacza to, że korupcja staje się głównym filtrem, przez który społeczeństwo ocenia państwo i jego przywódców.
Podstawowym źródłem nadziei na powojenną poprawę – z zastrzeżeniem, że wojna trwa i trwać będzie, a na horyzoncie widać przede wszystkim dalszą eskalację i internacjonalizację tego konfliktu – są zasoby ludzkie. Te dziś w Ukrainie koncentrują się przede wszystkim w środowisku wojskowym i okołowojskowym. To liczni dowódcy, jak choćby gen. Denys Prokopenko, bohater Mariupola, czy gen. Andrij Biłecki, który, nota bene, należy do jawnie prawicowej, nacjonalistycznej części sceny politycznej. To również rzesze wolontariuszy, jak Taras Czmut, szef największej fundacji wspierającej wojsko „Wróć Żywy", czy niegdysiejszy showman Serhij Prytuła, dziś zajmujący się zakupem dronów. Albo Robert Browdi „Madziar", dowódca ukraińskich wojsk dronowych, pełen charyzmy i leksykonu czasów wojny.
Czołowym przedstawicielem, czy wręcz ucieleśnieniem idei, że skoro zasłużyłeś się na “wojnie ojczyźnianej” – a bez wątpienia Ukraina z takową się mierzy – to możesz zmienić państwo na lepsze od środka, jest gen. Kyryło Budanow. Człowiek z frontu, walczący z Rosją od czasów pierwszej agresji, biorący bezpośredni udział w udanej kontrofensywie charkowskiej jesienią 2022 r., odpowiadający za bezprecedensowe operacje specjalne. Innymi słowy – idealna postać do tego, by architekturę skuteczności z poziomu operacyjnego przenieść na poziom polityczny.
Bomba, jaką jest – na razie rzekome, choć potwierdzone co najmniej przez dwa źródła – pojawienie się Budanowa na taśmach Mudrej niesie ze sobą szereg poważnych zagrożeń nie tylko natury politycznej, ale przede wszystkim społecznej. Mitem, który mógłby runąć, byłoby przekonanie, że „jeszcze nowsza jakość", czyli warstwa nowej elity wyrosłej na wojennym i obronnym wysiłku państwa, zamiast zmieniać i modernizować Ukrainę oraz wykorzeniać głęboko zakorzenioną korupcję jako czynnik systemowy, sama zaczyna reprodukować stare mechanizmy.
Prowadziłoby to do pytania natury filozoficznej: „O co właściwie walczymy?". Część społeczeństwa odpowie, że za to, by przestano nas codziennie ostrzeliwać, inni – za sprawiedliwość i obronę swoich bliskich. Jeszcze inni mogą powiedzieć: po to, by „zabić smoka i nie stać się smokiem". Za tym powiedzeniem kryje się głęboki sens tej wojny. Ukraina, a przynajmniej znacząca jej część, wydaje się walczyć nie tylko o przetrwanie państwa, lecz także o odrzucenie postsowieckiego modelu i jego spuścizny na rzecz przejrzystości, odpowiedzialności i odbudowy zaufania obywateli do instytucji publicznych.
centrumeuropy.pl