piątek, 14 sierpnia 2026



Prezydent Rosji w czwartek pojawił się na pokładzie krążownika rakietowego Floty Pacyfiku w pełnym umundurowaniu marynarki wojennej, prezentując się jako dowódca czasu wojny. Nadzorował ćwiczenia wojskowe na rosyjskim Dalekim Wschodzie.

(...)

Dzień przed pojawieniem się Putina na pokładzie krążownika Ukraina przypuściła duży atak na Noworosyjsk, główną rosyjską bazę morską na Morzu Czarnym. Wcześniejsze ukraińskie ataki zmusiły Moskwę do wycofania dużej części swojej floty z okupowanego Krymu.

Atak uderzył w infrastrukturę morską i portową oraz zmusił terminale zbożowe do zawieszenia działalności. Władze rosyjskie ogłosiły stan wyjątkowy.

(...)

Putin wykorzystał swój pokaz również jako odpowiedź na rosnącą presję Zachodu na rosyjską flotę cieni. Nazwał ewentualne przejmowanie statków piractwem i rozbojem, a następnie ostrzegł, że jego kraj może podjąć działania odwetowe, gdziekolwiek uzna to za stosowne.

Dowódca Floty Pacyfiku adm. Wiktor Liina posunął się dalej, mówiąc, że Rosja jest gotowa dokonywać inspekcji i zatrzymań statków powiązanych z "nieprzyjaznymi" państwami.

(...)

Sąd Najwyższy Rosji w tym tygodniu wykluczył partię Jabłoko (jedyną zarejestrowaną partię otwarcie sprzeciwiającą się wojnie) z udziału we wrześniowych wyborach parlamentarnych. Powiązani z Kremlem stratedzy polityczni przekazali niezależnie serwisowi Meduza, że ​​antywojenna kampania ugrupowania zaczęła zyskiwać wystarczające poparcie, aby wzbudzić obawy o cele wyborcze rządzącej Jednej Rosji.

onet.pl\Kyiv Post


Łukaszenko tradycyjnie uprawia słowną akrobatykę. Na przykład w 2021 r. nazywał Zełenskiego "Wołodią" i "traktował go jak własne dziecko", a w 2023 r. wyzywał go od "wszy". 29 maja 2026 r. Łukaszenko poparł rosyjską propagandową narrację przedstawiającą Zełenskiego jako narkomana ("gdzieś zapalił, gdzieś wbił sobie igłę… i zaczyna wygłaszać oświadczenie. Po prostu mi go żal").

W czerwcu jednak publicznie przeprosił "Władimira Aleksandrowicza" za te słowa i zapewnił, że "włączenie się Białorusi w jakiejkolwiek roli do wojny, do konfliktu, jest niedopuszczalne", a Ukraina z jego strony "nie ma absolutnie czego" się obawiać.

Właśnie w tym czasie trwało tworzenie nowej brygady desantowo-szturmowej na granicy Białorusi z Ukrainą.

Dyplomatyczna akrobatyka to również ulubiony styl Łukaszenki. Od 2020 r., pozbawiony legitymizacji w kraju i polegający w utrzymaniu władzy na poparciu Putina, białoruski przywódca sam radykalnie zawęził sobie pole manewru dyplomatycznego.

Nawet jeśli brygada ta nigdy nie przekroczy granicy, sam fakt jej istnienia zmusza Ukrainę do utrzymywania znacznych rezerw na północy, odciągając je od rzeczywistych działań bojowych na wschodzie i południu.

Tę strategię wojskowego blefu reżim Łukaszenki stosuje od pierwszych dni wojny. Przez cały r. 2022 i później na Białorusi odbywały się to jedne, to inne ćwiczenia, które nie bez powodu niepokoiły Ukrainę. Przejawiało się to w powtarzających się pytaniach ukraińskich dziennikarzy: "No to co, jutro jednak armia białoruska zaatakuje?".

Przekonujące krzyczenie "zagrożenie, zagrożenie !" przez lata jest trudne. Efekt stopniowo wygasł. Utworzenia brygady nie można już jednak zignorować.

(...)

Łukaszenko nie tylko tworzy nową brygadę, ale także nakazał ministrowi obrony wcielić niedbałych urzędników do wojska i wysłać na granicę z Ukrainą. Z kolei na naradzie po kompleksowej kontroli sił zbrojnych oświadczył, że Białoruś przygotowuje się do wojny: "nie może być mowy o czasie pokoju".

Ukraina również zachowuje się tak, jakby żadne z dotychczasowych "czerwonych linii" nie istniały. Na szczeblu politycznym po raz pierwszy odbyła się oficjalna wizyta białoruskiej przywódczyni demokratycznej Swiatłany Tichanowskiej w Kijowie oraz jej spotkanie z Władimirem Zełenskim; nawiązuje się współpraca między białoruskimi siłami demokratycznymi a władzami ukraińskimi. Wcześniej, jak się wydaje, przeszkadzały w tym właśnie te "czerwone linie" oraz niechęć Kijowa do prowokowania Łukaszenki.

Na płaszczyźnie wojskowo-dyplomatycznej sytuacja wygląda jeszcze bardziej klarownie. W czerwcu Zełenski postawił Łukaszence ultimatum: miał w ciągu tygodnia usunąć rozmieszczone na Białorusi stacje retransmisyjne dla bezzałogowych statków powietrznych (BPA), które korygują rosyjskie ataki na ukraińskie miasta, oraz zaprzestać dostaw produktów naftowych dla armii Federacji Rosyjskiej. Nie czekając na upływ terminu ultimatum, Łukaszenko wyleciał z Białorusi w atmosferze ścisłej tajemnicy, oficjalnie nazywając to "długotrwałą delegacją zagraniczną" (nie podając dokładnych terminów, kierunków ani celów podróży).

Później Zełenski oświadczył, że w terminie wyznaczonym w ultimatum przestały działać stacje przekaźnikowe dla rosyjskich dronów na terytorium Białorusi. Ani Kijów, ani Mińsk nie wyjaśniły, w jaki sposób do tego doszło. Natomiast Wadim Kabanczuk, przedstawiciel do spraw obrony i bezpieczeństwa narodowego Zjednoczonego Gabinetu Przejściowego Białorusi (odpowiednik ministra obrony w strukturze białoruskich sił demokratycznych), oświadczył, że retransmitery na Białorusi zostały zniszczone przez ukraińskie drony. Dostawy paliwa do Rosji z białoruskich rafinerii nie zostały jednak wstrzymane.

onet.pl\The Moscow Times