— Chiny poczyniły postępy w kierunku większej niezależności w wielu strategicznych obszarach, podczas gdy my byliśmy zajęci rosyjskim zagrożeniem i wieloma innymi kryzysami — mówi Eva Seiwert, ekspertka ds. chińskiej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa w Mercator Institut, wiodącym think tanku zajmującym się Chinami w Berlinie.
Już w 2021 r. Pekin ogłosił w swoim ówczesnym planie pięcioletnim cel [stworzenia] "gospodarki dwuobiegowej". W ramach wewnętrznego obiegu gospodarczego Chiny produkują na własny rynek, korzystając z czysto wewnętrznego łańcucha produkcji. Korzyść dla Pekinu jest oczywista: — W przypadku globalnego konfliktu, w którym kraj mógłby być narażony na ewentualne sankcje ze strony Zachodu, Chiny byłyby bardziej odporne dzięki swoim przygotowaniom — wyjaśnia Seiwert.
W obiegu zewnętrznym produkują na rynek globalny. W 2025 r. świat — a przede wszystkim Niemcy — muszą przyznać, że ta strategia się sprawdziła. Paryż postawił na innowacyjność swoich firm, w wyniku czego Francja produkuje obecnie wiele zaawansowanych technologicznie produktów, a na przykład chińskie samochody elektryczne zastępują niemieckie limuzyny na ulicach Szanghaju jako symbol statusu społecznego.
Dla Mercedesa, BMW czy Porsche oznacza to utratę ważnego rynku eksportowego — coś, przed czym ostrzegała chińska strategia, zalecając podejście "ograniczania ryzyka". Jednak wielu szefów przedsiębiorstw w dużej mierze zignorowało to ostrzeżenie. W końcu nawet za rządów Scholza, podobnie jak w dobrych latach Merkel, mogli oni podróżować do Chin rządowym samolotem, aby rozwijać swoją działalność.
(...)
— Nie zauważyliśmy, kiedy staliśmy się zależni. Teraz Pekin ma kilka atutów, które może wykorzystać, aby osiągnąć swoje cele — mówi Seiwert, znawczyni Chin. Oficjalnie Komunistyczna Partia Chin postawiła sobie za cel, aby w setną rocznicę powstania Chińskiej Republiki Ludowej — czyli w 2049 r. — zastąpić Stany Zjednoczone jako światową potęgę. Dyplomata Wu ostrzega: — Xi Jinping jest już bardzo stary [ma 73 lata]. Chce sam osiągnąć ten sukces, więc pracuje nad tym, aby nastąpił on wcześniej.
Wszystko inne jest obecnie podporządkowane temu celowi. — Pekin toczy wielki konflikt ze Stanami Zjednoczonymi — mówi Seiwert. Stosunki z Europą mają drugorzędne znaczenie, ale nie mogą też popaść w ruinę. — W sprawie Nexperii i przepisów dotyczących eksportu metali ziem rzadkich Chiny pokazały, jak potrafią celowo wykorzystywać instrumenty gospodarcze. Ten scenariusz zagrożenia wisi teraz jak miecz Damoklesa nad naszą gospodarką.
Przesłanie Chin jest jasne: nie próbujcie powstrzymywać naszego postępu ani nie przeciwstawiajcie się nam sankcjami. W przypadku konfliktu o Tajwan Chiny miałyby bardzo wiele atutów w starciu z Europą. Francois Wu nie rozumie jednak europejskiego defetyzmu wobec przewagi Chin.
Jako mały kraj Tajwan pokazał, jak uwolnić się od zależności gospodarczej. Pomimo odłączenia się od Chin, jego wyniki gospodarcze są na rekordowym poziomie. Wu interpretuje sprawę Nexperii raczej jako sygnał słabości. — Chiny potrzebują zaawansowanej technologii i know-how z Zachodu, aby zakończyć własną modernizację — mówi. Europa powinna być świadoma tego źródła siły i wykorzystać je.
Również Eva Seiwert zidentyfikowała punkt zaczepienia. — Naszym atutem jest nasz rynek — mówi. Chiny wytwarzają ogromne nadwyżki produkcyjne, których muszą się pozbyć. W rzeczywistości borykają się z kryzysem na rynku nieruchomości i słabnącym popytem wewnętrznym. W związku z tym kraj ten jest uzależniony od dobrego dostępu do rynków eksportowych — w przeciwnym razie grozi mu niestabilność gospodarcza.
onet.pl\Die Welt