piątek, 27 stycznia 2023


Wuhłedar jest położony tuż obok wsi Pawliwka, o którą toczyły się ciężkie boje na początku listopada. Wówczas Rosjanie za cenę ciężkich strat zdołali ją częściowo opanować. Nie byli jednak w stanie przebić się przez główną ukraińską obronę stworzoną w oparciu o położony kilometr dalej na wyższym terenie Wuhłedar. Teraz próbują kontynuować natarcie i odrzucić Ukraińców od strategicznej linii kolejowej, która bardzo by ułatwiła zaopatrywanie rosyjskich sił na południowych terenach okupowanych.

Atakować mają ponownie elementy dwóch brygad piechoty morskiej, 155 i 40. Teoretycznie jedne z bardziej elitarnych w rosyjskiej armii, ale to było przed wojną. W ciągu prawie roku walk obie poniosły ciężkie straty i teraz mają być w istotnej części złożone ze zmobilizowanych, ochotników i świeżych zawodowców. Pomimo tego mają się prezentować lepiej niż aktualny rosyjski standard. Do ataku ruszyły w połowie tygodnia po silnym przygotowaniu artyleryjskim. Wuhłedar już wcześniej był częściowo zrujnowany, teraz jest stopniowo równany z ziemią.

Ukraińcy piszą o ciężkich walkach i trudnej sytuacji, ale na razie względnie stabilnej. Po kilku dobach walk Rosjanie mieli się przesunąć o około dwa kilometry. Według rosyjskich źródeł miejscami czołówki mają docierać do pierwszych zabudowań właściwego Wuhłedaru, po przebiciu się przez ogródki działkowe i otwarte tereny na obrzeżach. Ukraińcy twierdzą, że pierwsze atakujące pododdziały Rosjan poniosły takie straty, że odmówiły dalszej walki, wobec czego ściągane są posiłki. Jako poparcie takich twierdzeń pokazują liczne nagrania z dronów, na których rzeczywiście widać wiele ciał rosyjskich żołnierzy oraz rozbijane czołgi oraz bojowe wozy piechoty.

Wszystko wskazuje na to, że Rosjanie nadal nie mają sił albo kompetencji, żeby przeprowadzać operacje oparte o manewr. Nawet przy użyciu swoich najlepszych brygad. Ponownie rzucają się wprost na najsilniejsze ukraińskie punkty oporu, zamiast robić to, co zalecają podręczniki od II wojny światowej, czyli spróbować je ominąć. Czyli szukać słabych punktów w liniach obrony i skupiać na nich siły zapewniające obezwładniającą lokalną przewagę, dającą szansę na przebicie się bez długich i wyczerpujących walk. To, co teraz robią Rosjanie, gwarantuje im wysokie straty i powolne postępy, ale niekoniecznie sukces. Choć przy użyciu odpowiedniej masy ludzi i broni finalnie może zajmą ruiny Wuhłedaru, to raczej nie będą w stanie pójść dalej. Wyczerpani staną po odniesieniu kosztownego lokalnego sukcesu, niezmieniającego istotnie ogólnej sytuacji. Tak jak robią to już od miesięcy.

Wuhłedar jest ważny dla obu stron z powodu wspomnianej linii kolejowej, która biegnie około 19 kilometrów na wschód. Łączy Donieck z Mariupolem i Melitopolem. Od 2014 roku jest wyłączona z ruchu, bo najpierw przecinała ją linia zawieszenia broni, a teraz jest za blisko pozycji ukraińskiej artylerii, aby można było na niej bezpiecznie puszczać składy z bronią i zaopatrzeniem. Sprawa szczególnie ważna, od kiedy na początku października Ukraińcy uszkodzili most Krymski i drastycznie ograniczyli możliwości zaopatrywania południowych terenów okupowanych przez półwysep. Rosjanie muszą odrzucić Ukraińców w rejonie Wuhłedaru o 10-20 kilometrów na zachód, żeby otworzyć tę nową drogę zaopatrzeniową. Dlatego od miesięcy bez powodzenia próbują się przebić przez Marinkę dalej na północy, a wcześniej szturmowali Pawliwkę. Gdyby w obu punktach odnieśli większy sukces, to mogliby zmusić Ukraińców do opuszczenia całych rozległych terenów pomiędzy oboma miastami i faktycznie doprowadzić do ich odwrotu o te 10-20 kilometrów na zachód od linii kolejowej. Pytanie, jakie siły ma w tym rejonie ukraińskie wojsko i czy dysponuje odpowiednimi rezerwami gdzieś w okolicy.

gazeta.pl

Ihor Tymots: Czy można powiedzieć, że Polska w Europie jest liderem nieformalnej koalicji pomocy wojskowej dla Ukrainy?

Piotr Lewandowski: Oczywiście ze względu na możliwości liderem są USA. Ale w Europie – tak. Staliśmy się największym partnerem organizującym taką pomoc, nie tylko wojskową, ale i dyplomatyczną.

Jakie, Pana zdaniem, są główne rezultaty spotkania w niemieckim Ramstein?

Po pierwsze – Ukraina otrzyma jeszcze więcej nowoczesnego zachodniego uzbrojenia. Mowa tu o uzbrojeniu wojsk lądowych – bo jeśli mowa o artylerii i systemach obrony przeciwlotniczej, to uzbrojenie napływało już wcześniej. Ale jeśli chodzi o zabezpieczenie potrzeb wojsk lądowych, nie jest to wszystko, co potrzebne. Przekazanie MRAP to oczywiście dobry krok, ale raczej dla operacji wojskowych  o mniejszej skali. Nie jest to zupełnie to, czego potrzebuje ukraińska armia. Oczywiście, lepiej mieć amerykańskiego MRAP-a, niż pickupa, lepiej amerykańskiego HMMWV niż pickupa, ale to nadal nie jest typ pojazdu, jaki współpracuje z czołgami. Wiadomo ze spotkania w Ramstein, że Ukraina otrzyma dziesiątki nowoczesnych amerykańskich bojowych wozów piechoty M2 Bradley, które zostały zaprojektowane w latach 60 i 70. XX wieku do walki z radzieckimi, a teraz rosyjskimi czołgami. Na Ukrainę trafią także dziesiątki niemieckich bwp Marder i CV 90, czyli bojowe wozy piechoty z prawdziwego zdarzenia. Jest to przekroczenie kolejnej bariery: faktycznie te bariery są przede wszystkim mentalne u wielu polityków, który muszą liczyć się z opinią publiczną. To oczywiście normalne w krajach demokratycznych. Te bariery trzeba pokonać wspólnymi siłami. Powoli sprzęt wojskowy jest dostarczany, przekraczamy te bariery, przekazując pojazdy, jakie będą mogły współdziałać z czołgami. Z wojskowego punktu widzenia to już wielka zmiana. Ukraina otrzyma także zestawy przeciwlotnicze Patriot. Jedna bateria to byłoby za mało dla tak dużego kraju, ale wiadomo, że będą co najmniej trzy. To wystarczy, przynajmniej dla obrony Kijowa. Jeszcze jeden wniosek: pomoc będzie się zwiększać, a nie zmniejszać. Tym samym, nie ziści się marzenie Rosjan o tym, że Zachód będzie zmęczony tym konfliktem, choć Rosja do tego dąży.

Czy można stwierdzić, że ta pomoc jest duża, ale niewystarczająca dla Ukrainy?

Tak, jest niewystarczająca. SZU ponoszą duże straty – o wielkości mniej więcej brygady w ciągu miesiąca na całym froncie. A to, co otrzymuje Ukraina, pozwala stworzyć 3-4 brygady zmechanizowane. Jeśli wziąć pod uwagę całość pomocy, to bardzo dużo. Ale jeśli spojrzymy na potrzeby i straty oraz sytuację na froncie wobec mobilizacji w Rosji, to będzie to za mało.

Ukraina otrzyma znaczne liczby sprzętu wojskowego z innych państw. Jak to wpłynie na sytuację na polu walki na Ukrainie?

Ukrainie chodzi nie tylko o budowę linii obrony, ale także o formowanie sił dla ofensywy. Wojny nie da się wygrać tylko broniąc się. Chcemy, aby Ukraina tą wojnę wygrała, a dla ofensywy jest potrzebny nowoczesny sprzęt: czołgi, artyleria i samoloty. Co do tej ostatniej kwestii nie było ostatnio dobrych wiadomości, ale niedawno zaczęły się rozmowy na temat F-16.

Szef NATO, Jens Stoltenberg w Ramstein ogłosił, że rozmowy z Niemcami w sprawie czołgów Leopard 2 będą kontynuowane. Jaka będzie przyszłość tej kwestii i z jakich krajów można spodziewać się dostaw?

Obecnie kilka państw już powiedziało „tak” co do gotowości wysłania tych czołgów Ukrainie, jeśli zgodzą się na to Niemcy (Niemcy ogłosiły zamiar wysłania 14 czołgów w wersji A6 24 stycznia 2023 roku – przyp. polukr.net). Można byłoby na tej podstawie liczyć na co najmniej batalion, około 30 wozów. Aby liczba ta była istotną na polu bitwy, musi być to co najmniej brygada, ponad 90. Ale biorąc pod uwagę to, że są one na uzbrojeniu 13 krajów NATO, to nawet, jeśli zostałaby przekazana niewielka liczba przez niektóre kraje, taką brygadę będzie można szybko stworzyć. Myślę, że tak czy inaczej do tego dojdzie.

Zatem bez czołgów Ukraina będzie mogła się bronić, ale trudno będzie prowadzić ofensywę?

Nie demonizowałbym tematu czołgów Leopard. Zbytnio skoncentrowaliśmy się na rozmowach „Niemcy, Leopardy” i tak dalej. Potrzebne jest wywieranie presji na Berlin, ale te czołgi będą potrzebne w kolejnej fazie wojny. Aktualnie na Donbasie toczą się ciężkie i krwawe walki i będą trwały nadal. Należy się zastanowić, jak uzupełnić straty w ludziach i technice po tych walkach.

Wygląda na to, że Ukraina i Rosja szykują się do ofensyw wiosną.

Tak, wszystko na to wskazuje.

Jaki sprzęt jest obecnie najważniejszy z punktu widzenia potrzeb armii ukraińskiej?

Nie chodzi tylko o sprzęt. Przede wszystkim potrzebna jest amunicja, amunicja i jeszcze raz amunicja. Potrzeby są duże. Kwestia dodatkowej artylerii jest obecnie mniej nagląca. Problemem mogą być raczej kłopoty wynikające z dużej liczby różnych typów z różnych krajów. Ale game changerem byłyby nowoczesne samoloty. Jak na razie kwestia ta nie jest jeszcze na porządku dziennym. Jak na razie więc chodzi przede wszystkim o bojowe wozy piechoty i w dalszej kolejności czołgi.

Jakie są realne perspektywy otrzymania tej amunicji i o jakich wielkościach mowa?

Władze USA zamówiły w państwowych i prywatnych firmach amunicję, aby uzupełnić zapasy w Ameryce i mieć możliwość wysyłania ich do Ukrainy. Zamówienia te są bardzo duże. Inne kraje NATO także zwiększają produkcję. Kraje sojusznicze będą w stanie zapewnić Siłom Zbrojnym Ukrainy dostawy amunicji kalibru NATO, tj. 155mm. Dlatego tutaj nie widzę większego problemu. Trzeba czasu, aby zwiększyć skalę produkcji. Natomiast jest także kwestia zużycia sprzętu, remontu uszkodzonej artylerii i takiej, jaka wyczerpała resursy. Wiemy, że intensywność wykorzystania artylerii na polu walki w Ukrainie jest olbrzymia. Potrzebne są także części zamienne i szybkie remonty, a także regularne dostawy aby na bieżąco uzupełniać straty.

Wracając do uzbrojenia, jakie pomogłoby zyskać przewagę nad Rosją, obok czołgów i samolotów wielozadaniowych, czy możemy mówić także o pociskach ATACMS dla systemu HIMARS albo o jakimś innym uzbrojeniu?

O to chodzi – zdolność rażenia rosyjskich sił na odległość 300 km pozwoliłaby na uderzenia we wszystkie kluczowe cele w rejonie bezpośrednich działań bojowych i na tyłach wroga. Aby wygrać wojnę, trzeba zniszczyć wrogie tyły. Rozumiem obawy USA co do przekazania takich możliwości Ukrainie, ale bez tego ostatecznie zwycięstwo będzie dużo trudniejsze.

Ukraińscy eksperci wojskowi mówią, że gdy Ukrainie latem 2022 roku przekazano HIMARSy, mogły one atakować cele odległe o 70km, co spowodowało chaos w rosyjskiej logistyce i zmusiło Rosjan do odsunięcia centrów dowodzenia i składów amunicji o ponad 100 km. Teraz potrzebujemy rakiet o większym zasięgu, aby znowu spowodować podobne efekty, co byłoby doskonałym przygotowaniem do ofensywy.

Tak, zgadzam się. Logistykę można odsunąć o 100km i ona będzie w miarę efektywną. Ale nie da się odsunąć jej o 300km z zachowaniem takiego samego poziomu efektywności. Nie uda się wówczas dostarczać broni i amunicji wojskom na polu bitwy, wożąc wszystko ciężarówkami na taką odległość, biorąc pod uwagę ile amunicji jest zużywane. Teoretycznie można to zrobić, używając tysięcy pojazdów zmobilizowanych na potrzeby armii i budując nowe drogi.

W jakim punkcie wojny jesteśmy po 11 miesiącach walk?

Jeśli brać pod uwagę obecne możliwości, to ukraińską armię można maksymalnie rozwinąć do liczby 700 tysięcy żołnierzy. Nie z powodu braku ludzi, ale ze względu na możliwość zabezpieczenia szkolenia mobilizowanych. Taka liczba pozwala działać na froncie o długości 1000 km. Koncepcja tworzenia i szkolenia całych brygad pozwoliłaby na rozwiązanie tego problemu. Ukraińska armia jest już zmobilizowana, ale czeka na nowoczesne uzbrojenie i szkolenie. Żołnierze są, ale jest problem, aby zabezpieczyć ich technicznie i szkoleniowo. Rosyjska armia zakończyła pierwszą fazę pełnej, a nie częściowej mobilizacji, choć ona tak się nazywa – jest to jednak zakłamywanie rzeczywistości. Rosja już wprost nazywa wojnę – wojną, a nie specjalną operacją wojskową. Wyznaczenie Walerija Gierasimowa dowódcą siłami FR w Ukrainie – to przejście do bardziej pełnego konfliktu ze strony Moskwy. Będą miały miejsce jeszcze bardziej masowe walki niż w 2022 roku. Siły obu stron są znacznie większe. Obawiam się, że Rosjanie czegoś się nauczyli i będą walczyć znacznie lepiej, będą popełniać mniej błędów niż w ubiegłym roku.

Która ze stron jak na razie wygrywa, a jeśli nie da się wskazać, to kto ma przewagę?

Ogólną przewagę ma ukraińska armia. Otrzymała ją dzięki zwycięskim natarciom na dwóch kierunkach, w ramach faktycznie jednej ofensywy – na kierunku Charkowa we wrześniu i Chersonia w październiku i listopadzie. Dotąd Rosja jest pod naciskiem skutków tych udanych operacji. Natomiast jeśli mówimy o inicjatywie na niższym poziomie, to przewagę ma Rosja., która cały czas prowadzi natarcie w pobliżu Bachmutu, nie zważając przy tym na straty, co zmusza Siły Zbrojne Ukrainy do koncentrowania sił właśnie tam. Możliwe, że to nie odpowiada ukraińskim planom. Jeśli jedna strona narzuca coś drugiej – to ma w tym miejscu przewagę.

Jak ogólnie można ocenić działania armii ukraińskiej i rosyjskiej po 24 lutego 2022 roku?

Na początku wojny rosyjska armia uwierzyła we własną narrację o „drugiej armii świata” i w swoją niezwyciężoność. Jej dowództwo wierzyło, że wejdą na Ukrainę bez oporu, jak do siebie do domu. Drugi błąd – to niedocenienie zdolności sił ukraińskich. To nie tylko grzech Rosji, powszechnie nie doceniono ukraińskiej armi. Kiedy połączymy te dwa elementy, widzimy pierwszą fazę wojny, gdzie Rosjanie ponieśli wielkie straty wśród swoich najlepszych wojsk i musieli się wycofać z większości głównych kierunków natarcia. Jedyny sukces jaki uzyskali i utrzymali Rosjanie to „południowy korytarz” z Krymu do okupowanych części Donbasu i samej Rosji. Natomiast całkiem przestał istnieć plan zajęcia całej Ukrainy. Teraz nie da się go zrealizować. Rosjanie nie mają na to sił, przy takim oporze ze strony ukraińskiej armii i narodu i o tym wiedzą. Natomiast ze strony ukraińskiej, połączenie własnych możliwości i doświadczenia z tym, co Ukraina otrzymała od NATO, dało wspaniały rezultat. Tak samo jak niesamowita kreatywność ukraińskich wojskowych – stworzenie całkowicie nowych rozwiązań w odpowiedzi na wyzwania na polu bitwy. Na przykład sposób wykorzystania przez SZU dronów i artylerii stanie się nową normą. Ma miejsce tworzenie nowych standardów jakościowych działań wojsk.

Opór wzrósł po tym, jak Ukraińcy zobaczyli zbrodnie Rosjan w Buczy, Izjumie, Lymanie i na wszystkich terenach wyzwolonych spod okupacji.

Tak i zobaczymy, jak zmieni się nastawienie do języka rosyjskiego i „ruskiego miru” we wszystkich tradycyjnie prorosyjskich regionach, od Charkowa do Odessy. Te miasta w 2014 roku omal nie podzieliły losu Doniecka i Ługańska. Trwały tam walki, były prorosyjskie sympatie, teraz ich nie ma. Rosja długo tworzyła „piątą kolumnę” w tych regionach w swoim nacjonalistycznym przekonaniu o imperialnej wielkości i przekonaniu o rzekomym pragnieniu mieszkańców tych regionów dołączenia do FR. Stało się zupełnie inaczej. Teraz tam nienawidzą Rosjan, nie wiadomo czy nie bardziej, niż na zachodzie kraju. W takie wojnie wsparcie narodu dla armii jest kluczowe.

Bo ukraińska armia to jedyne, co broni Ukraińców przed niewolą, byciem zgwałconym czy zabitym.

Tak właśnie jest.

Jakie silne i słabe strony pokazały armie obu państw?

Nie chciałbym analizować słabszych stron armii ukraińskiej w czasie wojny, aby nie była to woda na młyn wroga. Natomiast co do słaby stron rosyjskiej armii, to ich radziecka mentalność. Przede wszystkim, kadry. Idealny oficer armii rosyjskiej jest pasywny i przeciętny: mierny i bierny. Ktoś taki na polu bitwy będzie gorszy, niż oficer, który jest przyzwyczajony do kreatywności, poszukiwania nowych rozwiązań, jest liderem i jest uznawany przez podwładnych za dowódcą ale i przywódcą. W ukraińskiej armii widzimy coś takiego. Rosja to w dużej mierze ignoruje – tam przygotowanie oficerów jest słabe, aż do generałów. Tam oficer nie jest przyzwyczajony do tego, by szybko reagować na zmiany na polu bitwy, do poszukiwania nowych i twórczych rozwiązań. Sztab rosyjski jest po prostu przestarzały. Natomiast przewagą Rosji jest to, że to duży kraj, ponad 140 mln ludzi, wielka ilość surowców. Nie sądzę, aby zachodnie sankcje tak silnie podkopały rosyjskie możliwości odtwarzania armii i zdolności produkcji uzbrojenia, nie nowoczesnego, ale odtworzenia starszych typów. Setki tysięcy ludzi pracują nad tym w rosyjskim kompleksie zbrojeniowym. Rosja ma także możliwości importu uzbrojenia, za wielkie pieniądze mogą znaleźć miejsca, gdzie mogą coś kupić. Kupują drony w Iranie, amunicję w Korei Północnej. Myślę, że o wielu takich transakcjach nie wiemy. Siłą Rosjan jest sam rozmiar ich kraju. Co do słabości Ukrainy w tym sensie można stwierdzić, że w ciągu lat niezależności, kraj stracił wiele możliwości produkcji uzbrojenia. Są możliwości realizowania remontów, ale są tu wielkie potrzeby. No i zasoby ludzkie: dla Rosjan nie jest problemem wcielenie kolejnych 300 tysięcy, docelowo nawet miliona ludzi. Ktoś powie, że logistyka rosyjska da rady. Armia rosyjska nie musi jej tworzyć od nowa, ale odtworzyć, to co już j było – radziecka logistyka wojskowa miała za zadanie zapewnić funkcjonowania armii liczącej ponad 1 mln żołnierzy. To znacznie łatwiejsze, niż budować wszystko od nowa.

Jakie są scenariusze dalszego rozwoju wojny, jakie są korzystne, a jakie szczególnie ryzykowne dla Ukrainy?

Są dwie możliwości. Albo ukraińska ofensywa wyprzedzi rosyjską, albo będą ciężkie walki obronne. Wówczas SZ Ukrainy przyjmą uderzenie, zadadzą Rosji wielkie straty i dopiero wówczas przejdą do własnej ofensywy. Obie rozwiązania mają swoje dobre i złe strony. Uderzenie wyprzedzające jest trudne. Dla tego trzeba zebrać siły przy tak intensywnych walkach, jakie trwają o Bachmut, gdzie Ukraina musi wytracać wiele potencjału, aby powstrzymać nacisk Rosjan. Minusem czekania na ofensywę jest to, że ta bitwa zacznie się wtedy, kiedy będą chcieli Rosjanie. Plusem dla SZ Ukrainy jest to, że łatwiej jest się bronić, niż atakować. Rosjanie też zbierają siły dla ofensywy. Natarcia z każdej ze stron możemy oczekiwać w marcu-kwietniu. Będą to ciężkie walki, masowość walk będzie większa niż w zeszłym roku, tak samo jak straty będą większe. Dlatego tak często mówię o konieczności dostaw zachodniego sprzętu dla ukraińskiej armii, jako że ratuje ona życie żołnierzy ukraińskich na polu bitwy. Czołgi, bwp – ratują życie żołnierzy tak samo jak medycy na polu walki.

polukr.net

Wydaje się, że prezydent Rosji Władimir Putin w końcu zauważył, że wojna na Ukrainie stworzyła groźnego konkurenta dla jego władzy: Jewgienija Prigożyna, założyciela prywatnej firmy wojskowej, grupy Wagnera, której wojska walczą u boku armii rosyjskiej.

W zależności od punktu widzenia pana Prigożyna można uznać za osobę roku lub złoczyńcę roku. Putin jest, według wielu źródeł w Moskwie, przekonany, że może osłabić Prigożyna, który starł się ze sztabem generalnym armii. Jednak efekt może być odwrotny, ponieważ więcej osób postrzega Prigożyna jako najbardziej prawdopodobnego faworyta na następcę Putina.

Od samego początku wojny z Ukrainą pan Putin dbał o to, by nie pojawili się rywale do jego władzy i dokładał wszelkich starań, aby w konflikcie nie powstał popularny dowódca wojskowy, który mógłby stanowić zagrożenie. Zadziałało. Na przykład latem 2022 roku ambitny gen. Alexander Lapin był adresatem niewielkiej internetowej kampanii public relations, która go gloryfikowała. To natychmiast kosztowało go utratę pracy – a krótką, ale potężną wojnę medialną przeciwko niemu rozpoczął pan Prigozhin, który kontroluje szereg internetowych fabryk trolli.

Według moich źródeł bliskich rosyjskiej administracji, pan Putin postrzegał wówczas pana Prigożyna wyłącznie jako przeciwwagę dla generałów. Prezydent Rosji widział w Prigożynie swojego człowieka, posłuszne narzędzie i łatwe w użyciu.

Jednak w ostatnich latach pan Prigożyn zrobił bardzo nieoczekiwaną karierę. Początkowo znany był jako szef kuchni Putina, któremu udało się zostać państwowym wykonawcą obiadów szkolnych dla rosyjskich dzieci w całym kraju. Następnie stworzył fabrykę trolli, Internet Research Agency, i został wyróżniony w śledztwie Roberta Muellera w sprawie ingerencji w wybory w 2016 roku. Wreszcie pan Prigożyn zasłynął jako założyciel grupy Wagnera, której kontrahenci walczyli w Afryce, Syrii, a teraz na Ukrainie.

Same te osiągnięcia gwarantowały Prigożynowi odpowiedzialność za najbardziej delikatne zadania Putina. Ale w tym roku Prigożyn przeniósł się do innej ligi, wyprzedzając wszystkich pozostałych przyjaciół Putina u władzy. Należą do nich minister obrony Siergiej Szojgu; sekretarz Rady Bezpieczeństwa Rosji Nikołaj Patruszew; Dyrektor Generalny. rosyjskiego państwowego giganta zbrojeniowego Rostec, Siergieja Czemezowa; oraz najbliższy przyjaciel Putina, Jurij Kowalczuk. Pan Prigożyn wyprzedził ich wszystkich i wydaje się być najważniejszym graczem w Rosji. Jest zarówno najpopularniejszym operatorem politycznym, jak i tym, którego obawiają się rosyjscy wysocy urzędnicy i biznesmeni.

Błyskawiczny wzrost polityczny Prigożyna rozpoczął się tego lata, kiedy zaczął objeżdżać rosyjskie więzienia i rekrutować więźniów do swojej prywatnej armii Wagnera, oferując ułaskawienie tym, którzy walczą na linii frontu na Ukrainie: sześć miesięcy służby, a potem wolność.

Aby to zrobić, Prigożyn musiał jednocześnie zająć się kilkoma kluczowymi rosyjskimi agencjami bezpieczeństwa: Federalną Służbą Więzienną, państwem w państwie w Rosji, FSB, Ministerstwem Spraw Wewnętrznych, Prokuraturą Generalną i Komitetem Śledczym. Wszystkie te grupy mają specjalny status, podlegają tylko prezydentowi Putinowi i nikt nie śmie się z nimi kłócić. Ale potem sytuacja się zmieniła — pojawił się joker, który może pokonać wszystkie asy jednocześnie. Jeśli pan Prigożyn może uwolnić dowolnego więźnia, jego uprawnienia są nieograniczone.

Kolejnym przejawem nowego statusu Prigożyna była jego otwarta konfrontacja z Ministerstwem Obrony i Sztabem Generalnym Armii Rosyjskiej.

Konflikt ten był nowym zjawiskiem dla rosyjskiego systemu politycznego. W przeszłości niektórzy podwładni pana Putina zazwyczaj nie pozwalali sobie na publiczne ataki na innych podwładnych. Ale w 2022 roku to się zmieniło. od kiedy rozpoczęła się inwazja, Putin ma obsesję na punkcie wojny. To jego jedyne zainteresowanie, twierdzą źródła. Tylko ci, którzy są na pierwszej linii frontu, mają bezpośredni dostęp do Putina, a byli członkowie wewnętrznego kręgu, którzy znaleźli się na tyłach, stracili na znaczeniu.

Pan Prigozhin zdołał stworzyć sobie wizerunek najskuteczniejszego wojownika. Nie podlega MON, nie jest objęty systemem biurokracji wojskowej, sam ustala zadania, cele i ramy czasowe. Według moich źródeł, panu Putinowi pasował ten układ. I pozwolił panu Prigożynowi niegrzecznie i publicznie krytykować innych generałów. Pan Putin ma o nich złą opinię, więc nie skarcił założyciela Wagnera.

Zeszłej jesieni Jewgienij Nużyn, były rosyjski więzień, który uciekł na Ukrainę po zwerbowaniu przez grupę Wagnera i wrócił do Rosji po wymianie więźniów, został zabity młotem kowalskim. Wideo z tej masakry pojawiło w listopadzie i najprawdopodobniej miało być ostrzeżeniem dla wszystkich przyszłych dezerterów.

Co zaskakujące, to barbarzyństwo ma wielu fanów. Sklepy w Rosji zaczęły sprzedawać „Wagner Sledgehammers”, a także pamiątki i naklejki samochodowe z symbolami Wagnera. Pan Prigożyn, który wydał oświadczenie popierające zabójstwo pana Nużyna, stał się swego rodzaju ludowym bohaterem.

Prigożyn przyciągał najbardziej radykalnych polityków i biznesmenów. Ci, z którymi rozmawiam, mówią mi, że przywódca Czeczenii Ramzan Kadyrow, który wcześniej miał bezpośrednie połączenie z panem Putinem, teraz podlega panu Prigożynowi. Chwalił Prigożyna także biznesmen Konstantin Małofiejew, właściciel ultrakonserwatywnego kanału Tsargrad TV, który w 2014 roku poparł rosyjski atak na Donbas, oraz ideolog współczesnego rosyjskiego faszyzmu, filozof Aleksandr Dugin. Ponadto w jego grupie wpływów znajdują się przywódcy tzw. republik donieckiej i ługańskiej. Ogólnie rzecz biorąc, jest to najbardziej wpływowy klan we współczesnej Rosji, ponieważ to ci, którzy są na froncie, mają największą wagę w oczach pana Putina.

Prigożyn stał się też bohaterem „patriotycznych” reporterów wojskowych (pracujących dla mediów propagandowych i otwarcie głoszących poglądy faszystowskie).

Ale pan Prigożyn już teraz wydaje się całkowicie niezależnym graczem politycznym. Zaczął walczyć z gubernatorem Petersburga Aleksandrem Biegłowem, wieloletnim współpracownikiem Putina. „Ludzie tacy jak Biegłow zostaną prędzej czy później zmiażdżeni przez nasze społeczeństwo jak robaki” — napisał niedawno.

Do końca 2022 roku wielu moskiewskich biznesmenów i urzędników mocno uwierzyło, że Prigożyn stanowi realne zagrożenie. „Młot to wiadomość dla nas wszystkich” – powiedział mi jeden z oligarchów. Przez kilka miesięcy ubiegłego roku krążyły pytania o to, dlaczego Putin nie ustawił Prigożyna na swoim miejscu, tak jak zrobił to wielu innym.

10 stycznia Prigożyn poinformował na należącym do jego firmy kanale Telegram, że bojownicy Wagnera zajęli ukraińskie miasto Soledar. Było to jego najpotężniejsze zwycięstwo propagandowe i przekonujący dowód na to, że Wagner jest jedną z najbardziej gotowych do walki jednostek rosyjskich. Moje źródła w Moskwie mówią, że niektórzy wysocy rangą urzędnicy zaczęli dyskutować – rzekomo pół żartem – czy nadszedł właściwy czas, aby złożyć przysięgę wierności panu Prigożynowi, zanim będzie za późno.

Ministerstwo Obrony stwierdziło, że zajęcie Soledaru było jego osiągnięciem, czemu natychmiast zaprzeczył Prigożyn i liczni korespondenci wojskowi. Dla propagandzistów tak nieznaczne zwycięstwo wywołało absolutny zachwyt. Oto jeden z charakterystycznych komentarzy: „Wagner PMC szturmował rosyjskie miasto Soledar i wymordował wszystkich okupantów. Nie brał jeńców, zabił. Jak wściekłe psy. Dlatego Jewgienij Wiktorowicz Prigożyn jest prawdziwym rosyjskim politykiem. Mówi to, co dobrzy Rosjanie chcą usłyszeć i robi to, czego oczekują od swojej armii”.

Przypuszczalnie w tym momencie Putin zdał sobie sprawę, że Prigożyn może być trochę zbyt popularny. Wywyższył więc głównych wrogów Prigożyna, generałów Łapina i Walerego Gierasimowa, i mianował Gierasimowa dowódcą operacji na Ukrainie. To tradycyjna biurokratyczna gra Putina, która okazała się skuteczna, ale może nie zadziałać tym razem.

Wielu Rosjan, zdominowanych przez propagandę, jest sfrustrowanych tym, że armia nie wygrywa. Kijów nie został zdobyty w ciągu kilku dni, jak obiecano. Mianując generała Gierasimowa na najwyższego dowódcę, Putin bierze na siebie odpowiedzialność za wszystkie kolejne porażki. I to nie osłabia Prigożyna, który nie krytykował tej nominacji.

Oznacza to, że w niedalekiej przyszłości Prigożyn może rzucić wyzwanie prezydentowi, a Putin może nie być już w stanie przeciwstawić się swojemu byłemu szefowi kuchni.

nytimes.com