poniedziałek, 1 kwietnia 2024


Polski rząd nie ustępuje w sprawie rolnictwa i jest atakowany przez sojuszników ukraińskich na różne sposoby. Tym razem wizerunkowo uderzono w wiceministra rolnictwa sugerując, że w trakcie negocjacji był pod wpływem środków odurzających. Ukraińska Izba Zbożowa zamieściła zdjęcie, na którym biorący udział w rozmowach siedzą, a Kołodziejczak prawie leży, z odchyloną głową do tyłu. Fotografia zamieszczona w mediach społecznościowych z komentarzem o dziwnym zachowaniu Kołodziejczaka wzbudziła zdziwienie. Członek polskiego rządu musiał się tłumaczyć publicznie.

- Rozmawialiśmy ponad cztery godziny, a oni zrobili mi zdjęcie jak się przeciągam przez trzy sekundy, gdy rozprostowywałem plecy i dorobili do tego historię - tłumaczy wiceminister Kołodziejczak w rozmowie z „Rzeczpospolitą” genezę zdjęcia. Strona ukraińska liczyła na ustępstwa strony polskiej w negocjacjach. Do tego nie doszło. Ukraiński wiceminister rolnictwa Taras Kaczka miał usłyszeć od Kołodziejczaka, że jeśli nie podobają mu się ustalenia ze stroną polską, to niech rozmawia z Komisją Europejską, która nie jest skora do ustępstw. Kaczka miał się mocno zirytować.

(...)

W rozmowie z „Rzeczpospolitą” Kołodziejczak odsłania kulisy sporu. Według wiceministra rolnictwa strona ukraińska zaczęła atakować Kołodziejczaka w mediach, a ten musiał się tłumaczyć, dlaczego nagle wybiegł z rozmów. Kołodziejczak mówi, że musiał na chwilę opuścić spotkanie, gdyż otrzymał nowe informacje. Na portalu Ukrainska Prawda możemy przeczytać o Kołodziejczaku: „polski urzędnik zrujnował kompromis z Ukrainą”. Aleks Lissica, szef Ukraińskiego Klubu Agrobiznesu mówi w artykule o Kołodziejczaku: „Wydawało się, jakby był pod wpływem substancji”. Oskarżenia są poważne i kompromitujące. Pytanie, kogo?

 To żałosne, że muszę odpowiadać na takie pytania. Oczywiście, że nie!- odpowiedział „Rzeczpospolitej” Michał Kołodziejczak na pytanie, czy brał coś przed spotkaniem lub był pod wpływem jakiś substancji podczas rozmów z Ukraińcami. - Wytknąłem im kłamstwo, przypominając słowa ministra Tarasa Kaczki, że jeżeli Polska przyczyni się do ograniczenia zbóż z Rosji do Unii Europejskiej to oni będą w stanie ograniczyć eksport towarów do Unii – nakreśla nam zarzewie sporu Kołodziejczak. Minister miał wytknąć też rozmówcom, że nie mają rolnictwa na podobnym poziomie, co Polska i Unia, a standardy mocno się różnią. – Nie mieszajmy rolnictwa z wojną. Będziemy Ukrainie pomagać, ale jeśli negocjacje nie wyszły, niech nie zrzucają winy na nas. Jeśli ktoś na kogoś pokrzykiwał, to minister Mykoła Solski na stronę polską. Ale oni mają taką kulturę i ja też to rozumiem — mówi nam Kołodziejczak.

rp.pl

Ustanie tranzytu rosyjskiego gazu przez terytorium Ukrainy od 2025 r. miałoby szczególne znaczenie dla Mołdawii oraz leżącego na jej terytorium wspieranego przez Rosję separatystycznego Naddniestrza. Funkcjonowanie gospodarki tego parapaństwa od dekad uzależnione jest bowiem od rosyjskiego gazu, który Gazprom dostarcza tam bezpłatnie (co stanowi rodzaj politycznie motywowanego subsydium) na mocy umowy mołdawsko-rosyjskiej. Obecnie każdego roku do Naddniestrza trafia z Rosji ok. 2 mld m3 błękitnego paliwa. Pozyskany w ten sposób surowiec sprzedawany jest następnie odbiorcom indywidualnym i firmom z regionu po bardzo niskich cenach, zaś uzyskane w ten sposób środki zasilają budżet regionu i pozwalają na finansowanie wydatków publicznych parapaństwa, m.in. systemu emerytalnego. Darmowy gaz umożliwia też utrzymanie bardzo niskich cen np. ogrzewania, co ma szczególne znaczenie dla ludności (taryfy na gaz w Naddniestrzu są nawet siedmiokrotnie niższe niż dla mieszkańców Mołdawii właściwej). Co ważniejsze, tani rosyjski surowiec w połączeniu z relatywnie niedrogą siłą roboczą, którą dysponują lokalne przedsiębiorstwa, a także fakt, że „republikę” obejmuje zawarta w 2014 r. przez UE i Mołdawię umowa o pogłębionej i rozszerzonej strefie wolnego handlu (DCFTA), umożliwiają tamtejszym podmiotom (szczególnie z sektorów metalurgicznego, odzieżowego czy napojów alkoholowych) utrzymanie wysokiej konkurencyjności na rynkach europejskich i zyskowny eksport.

(...)

W razie ustania tranzytu przez Ukrainę Naddniestrze zmuszone będzie do znalezienia innych źródeł dostaw surowca. Choć taka opcja byłaby znacznie droższa, to jest formalnie możliwa. Władze mołdawskie, które od końca 2022 r. zaopatrują terytorium Mołdawii właściwej surowcem nierosyjskim (kupowanym m.in. na giełdzie TTF), deklarują, że mogłyby (odpłatnie) przesyłać do tego regionu zakupione od europejskich dostawców błękitne paliwo za pomocą rewersu na gazociągu transbałkańskim lub korzystać z dotychczasowego szlaku i sprzedawać regionowi swój surowiec zgromadzony w podziemnych zbiornikach na Ukrainie. W związku z przystąpieniem Kijowa i Kiszyniowa do korytarza wertykalnego Naddniestrze mogłoby także importować gaz (przez terytorium/infrastrukturę Ukrainy) bezpośrednio z kierunku węgierskiego. Teoretycznie istnieje też możliwość przesyłu do Naddniestrza surowca rosyjskiego, transportowanego TurkStreamem, choć w tej sytuacji nie jest jasne, czy Moskwa byłaby nadal zainteresowana darmowymi dostawami.

Władze w Kiszyniowie wydają się jednak zainteresowane utrzymaniem transportu bezpłatnego rosyjskiego gazu do Naddniestrza. Obawiają się, że destabilizacja gospodarki naddniestrzańskiej może doprowadzić m.in. do fali migracji ekonomicznej z regionu do Mołdawii właściwej, na co kraj ten nie jest obecnie gotowy. Co więcej, obecny model daje Mołdawii dostęp do taniej energii elektrycznej wytwarzanej przez MGRES. W razie wstrzymania pracy tej siłowni lub opalania jej gazem nabywanym po cenach rynkowych Kiszyniów zmuszony byłby do radykalnego zwiększenia taryf dla odbiorców końcowych, co w kontekście narastającego niezadowolenia elektoratu z prozachodniego mołdawskiego rządu i planowanych na połowę 2025 r. wyborów parlamentarnych ma znaczenie szczególne. Jednocześnie także Rosja wydaje się zainteresowana utrzymaniem darmowych dostaw gazu do Naddniestrza za pomocą obecnie istniejącego połączenia. Choć wstrzymanie transportu błękitnego paliwa w krótkoterminowej perspektywie destabilizowałoby sytuację w Mołdawii (co leży w interesie Moskwy) i stanowiło poważne obciążenie dla jej administracji oraz budżetu (z którego częściowo – przynajmniej na początku – musiałyby być pokrywane niektóre koszty utrzymania regionu), to na dłuższą metę oznaczałoby to ograniczenie rosyjskich wpływów w Naddniestrzu i zwiększało jego uzależnienie od władz w Kiszyniowie.

osw.waw.pl