poniedziałek, 16 marca 2026



Sąd Najwyższy to nic więcej niż niesprawiedliwa organizacja polityczna, która splądrowała kraj - powiedział prezydent USA Donald Trump we wpisie na temat decyzji Sądu o unieważnieniu części ceł. Trump wyraził też oburzenie zablokowaniem śledztwa przeciwko prezesowi Fed Jeromowi Powellowi.

W długim wpisie zamieszczonym późnym wieczorem czasu lokalnego Trump w ostrych słowach potępił Sąd Najwyższy i cały wymiar sprawiedliwości w USA, który oskarżył o upolitycznienie, korupcję i nieuwzględnianie woli prezydenta. Szczególny gniew wyraził na lutowy wyrok Sądu, który unieważnił cła nałożone przez niego na podstawie ustawy sankcyjnej IEEPA.

"Decyzja, która miała dla mnie największe znaczenie, to CŁA! Sąd wiedział, jakie jest moje stanowisko i jak bardzo pragnę tego zwycięstwa dla naszego kraju, a zamiast tego postanowił potencjalnie rozdać biliony dolarów krajom i firmom, które od dziesięcioleci wykorzystują Stany Zjednoczone" - napisał Trump. Zapowiedział, że - mimo dotychczasowych wyroków nakazujących szybki zwrot pobranych ceł - będzie walczył o to, by do tego nie doszło.

"Nasz Kraj został niepotrzebnie SPLĄDROWANY przez Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych, który stał niczym więcej, niż niesprawiedliwą Organizacją Polityczną używaną jako broń" - oznajmił. Zarzucał przy tym sądowi, że nie uznał jego protestów wyborczych w 2020 r. za zasadne, choć - jak twierdzi - bezsprzecznie udowodniono, że zostały rzekomo sfałszowane.

Trump narzekał, że część sędziów nominowana przez republikańskich prezydentów, w tym niego samego, głosuje przeciwko tym, którzy ich nominowali i nie "trzymają się razem" jak sędziowie Demokratów.

Prezydent Stanów Zjednoczonych wyraził też oburzenie z powodu zablokowania w piątek przez sąd federalny wezwania do sądu członków zarządu Rezerwy Federalnej w śledztwie przeciwko jej prezesowi Jerome'owi Powellowi w sprawie wysokich kosztów remontu budynków Fed. Sędzia w tej sprawie uznał, że prokuratura federalna przedstawiła "zero dowodów" na winę Powella, podczas gdy "góra dowodów" przemawiała za tym, że śledztwo jest motywowane politycznie.

"Jak to możliwe, że tego absolutnie okropnego prezesa Rezerwy Federalnej, Jerome'a "Spóźnionego" Powella, nie można nawet objąć śledztwem za jego okropną pracę?" - pytał Trump. "Jak to możliwe, że przekroczył budżet o miliardy dolarów i ma lata opóźnienia w realizacji prostego remontu małego kompleksu Rezerwy Federalnej w Waszyngtonie, gdzie doprowadził do absolutnej katastrofy - studni bez dna i wstydu dla naszego kraju na oczach całego świata!" - dodał.

PAP


Prezydent USA Donald Trump ostrzegł w wywiadzie dla "Financial Times", że jeśli sojusznicze państwa nie włączą się w działania na rzecz otwarcia cieśniny Ormuz, będzie to "bardzo złe dla przyszłości NATO". Zagroził też przełożeniem swojej wizyty w Chinach, jeśli Pekin również nie wesprze USA.

W rozmowie telefonicznej z gazetą Trump zaapelował do państw europejskich o przyłączenie się do amerykańskich działań wojennych w Iranie. Zaznaczył, że Europa i Chiny, w odróżnieniu od USA, są silnie uzależnione od ropy z Zatoki Perskiej.

- To tylko stosowne, żeby ci, którzy czerpią korzyści z cieśniny, pomogli zapewnić, żeby nie stało się tam nic złego - powiedział Trump. - Jeśli nie będzie odpowiedzi albo odpowiedź będzie negatywna, myślę, że to będzie bardzo złe dla przyszłości NATO - dodał.

Trump wyraził jednak pesymizm co do tego, czy sojusznicy odpowiedzą na jego apel. - Mamy coś, co nazywa się NATO. Byliśmy bardzo mili. Nie musieliśmy pomagać im z Ukrainą. Ukraina jest tysiące mil od nas (...) Ale pomogliśmy im. Teraz zobaczymy, czy oni pomogą nam. Bo od dawna mówię, że będziemy dla nich, ale oni nie będą dla nas. I nie jestem pewien, czy byliby - mówił gazecie.

Zapytany, jakiej pomocy oczekuje, Trump odpowiedział: "Cokolwiek będzie potrzebne". Argumentował, że sojusznicy powinni wysłać okręty do usuwania min, których Europa posiada znacznie więcej niż USA. Chciałby też "ludzi, którzy wyeliminują złych aktorów wzdłuż irańskiego brzegu", sugerując wysłanie europejskich oddziałów komandosów do zwalczania irańskich operacji z użyciem dronów i min morskich w Zatoce.

- Uderzamy w nich bardzo mocno. Nie zostało im nic poza robieniem drobnych kłopotów w Cieśninie, ale ci ludzie czerpią z niej korzyści i powinni pomóc nam ją patrolować. My im pomożemy. Ale oni też powinni tam być. Potrzeba dużo ludzi, żeby pilnować niewielu - mówił Trump.

Trump wyraził szczególne niezadowolenie z postawy Wielkiej Brytanii. - Wielką Brytanię można uznawać za sojusznika numer jeden, najstarszego itd., ale kiedy poprosiłem ich, żeby przyszli, nie chcieli przyjść - zżymał się. - A kiedy w zasadzie wyeliminowaliśmy zdolności zagrożenia ze strony Iranu, powiedzieli: "no dobrze, wyślemy dwa okręty", a ja odpowiedziałem: "potrzebujemy tych okrętów, zanim wygramy, a nie po tym, jak wygramy" - relacjonował. - Od dawna mówię, że NATO to ulica jednokierunkowa - dodał.

Trump twierdził, że ewentualne zagrożenie dla sojuszniczych jednostek w Zatoce byłoby minimalne, bo USA "zdziesiątkowały" Iran. Europejscy sojusznicy ponieśli już jednak straty w konflikcie, bo w czwartek w irańskim ataku dronowym w Iraku zginął francuski żołnierz. W niedzielę w bazie w Kuwejcie zniszczony został włoski samolot.

Trump ostrzegł też, że USA są gotowe do ponownych uderzeń na wyspę Chark, irański hub eksportu ropy, niszcząc infrastrukturę naftową.

- Możemy to uderzyć w pięć minut. I nie mogą nic na to poradzić - przekonywał.

Zapytany, czy Rosja pomaga Iranowi danymi satelitarnymi do namierzania amerykańskich i izraelskich systemów antybalistycznych, Trump odparł: "Nie wiem, jak to wygląda. Ale można też argumentować, że my pomagaliśmy Ukrainie. Trudno powiedzieć: ­celujecie w nas, skoro pomagaliśmy Ukrainie". Trump stwierdził - wyolbrzymiając rzeczywistą kwotę - że jego poprzednik Joe Biden przekazał Ukrainie 350 mld dolarów w gotówce i sprzęcie. - Więc trudno powiedzieć: "co wy robicie?", skoro my robiliśmy to samo".

Prezydent USA oznajmił też, że pomocy oczekuje również od Chin i że powinno to się zdarzyć przed planowaną wizytą w Pekinie pod koniec marca. Trump zaznaczył, że nie może czekać do końca marca, bo "Dwa tygodnie to długo". Dodał, że wizyta może zostać przesunięta, lecz nie sprecyzował, o ile.
Jak zaznaczył dziennik, wypowiedzi Trumpa padły w dniu, gdy sekretarz skarbu Scott Bessent spotkał się w Paryżu ze swoim chińskim rozmówcą, wicepremierem He Lifengiem w sprawie przygotowań do szczytu.

PAP