piątek, 27 czerwca 2025



Azerbejdżańska diaspora w Iranie. Iran jest państwem wielonarodowym, a jedną z większych grup etnicznych są Azerbejdżanie. Zamieszkują przede wszystkim północ Iranu. Szacunki, jaka jest wielkość tej diaspory, różnią się w zależności od tego, kto liczy – wg danych z irańskiego spisu powszechnego z 2016 ma to być około 17 mln osób, dane USA podają 13 mln Azerów, ale już Turcy i Azerbejdżanie (z Baku) podają 30 mln – wg tychże danych ma to być aż 38% społeczeństwa irańskiego. 

Oficjalnie Azerbejdżanie w Iranie są dobrze zintegrowani i nie narzekają na dyskryminację (tak wynika z raportu Departamentu Stanu z 2015 r.). potwierdzać to może fakt, że wielu z czołowych polityków i duchownych Iranu ma pochodzenie azerbejdżańskie, np. obecny Najwyższy Przywódca Iranu Ali Chamenei! 

Fakty jednak są takie, że Azerowie narzekają na brak możliwości nauki języka azerbejdżańskiego, zmiany nazw tureckich na perskie, aresztowania działaczy nacjonalistycznych, cenzurę prasy azerbejdżańskie itd. Stąd też od początku lat 90-tych XX wieku rozwijają się organizacje, które w różnym stopniu chcą się „separować”, zdobywać autonomię, walczyć o prawa Azerbejdżan. Pierwszą była prawdopodobnie „Narodowy Ruch Wyzwolenia Azerbejdżanu Południowego” z 1991; inne to np. „Organizacja Odrodzenia Narodowego Południowego Azerbejdżanu”, „Azerbejdżański Narodowy Front Islamski”, ”Partia Niepodległości Azerbejdżanu Południowego”. 

Iran oskarża Azerbejdżan (i Turcję), że aktywnie wspierają organizacje separatystyczne, w tym organizacyjnie, finansowo, itd. (i jest to prawda), a służby irańskie aktywnie ścigają i zwalczają separatystów, co jest bardzo negatywnie odbierane w Baku.

Morze Kaspijskie. Jak wiadomo, pod Morzem Kaspijskim znajdują się ogromne ilości ropy naftowej i gazu ziemnego, stąd przez wiele lat państwa nadmorskie walczyły o jak największy kawałek tego „tortu”. Azerbejdżan i Iran mają długą w tym zakresie historię sporów, napięć i incydentów, że tylko przypomnę zmuszenie w 2001 r. przez irańskie siły zbrojne zaprzestania przez statki badawcze „Geofizik-3” i „Alif Hajiyev” badań na wodach terytorialnych… Azerbejdżanu. 

W 2018 r. wszystkie państwa Morza Kaspijskiego, tj. Azerbejdżan, Rosja, Iran, Kazachstan i Turkmenistan podpisały, opracowywaną aż od 1996 roku, „Konwencję o statusie prawnym Morza Kaspijskiego”, bardzo szeroko i szczegółowo opisującą prawa i obowiązki, zakaz militaryzacji, warunki użytkowania, badania i eksploatacji Morza Kaspijskiego. Problem w tym, że Iran dotychczas nie ratyfikował tej Konwencji i nie weszła ona w życie.

Z punktu widzenia Iranu, problematyczna jest kwestia ustanowienia tzw. „prostych linii bazowych”, które miałyby być po prostu liniami podziału Morza Kaspijskiego. Linie te uzależnione są od kształtu linii brzegowej państwa. Teheran utrzymuje, że z uwagi na ten zapis (linia brzegowa Iranu jest najkrótsza), Iran znajduje się po prostu w niekorzystnej sytuacji w porównaniu z pozostałymi państwami. Iran dostanie najmniej „tortu z gazem i ropą naftową”. Aby rozwiązać ten problem, utworzono Grupę Roboczą Wysokiego Szczebla ds. Morza Kaspijskiego i zaczęto opracowywać „Porozumienie w sprawie metodologii wyznaczania prostych linii bazowych na Morzu Kaspijskim”, ale po wielu spotkaniach, nie udało się dojść do porozumienia i przekonania Iranu. 

Azerbejdżan najgłośniej oskarża Iran, że brak porozumienia w sprawie Morza Kaspijskiego blokuje „wszechstronny rozwój współpracy” państw Morza. Ponieważ nie może rozpocząć eksploatacji bardzo bogatych złóż leżących na spornym terytorium.

Izrael. Przechodzimy do jednego z głównych powodów napięć – ścisła współpraca Azerbejdżanu z Izraelem (USA na razie pozostawmy). Iran z niepokojem obserwuje wysoką dynamikę współpracy azerbejdżańsko-izraelskiej, która rozwija się wyjątkowo dynamicznie od 30 lat i to w każdym aspekcie – militarnym, politycznym i gospodarczym (nie wchodząc w szczegóły – Azerbejdżan jest drugim dostawcą ropy naftowej do Izraela).

Szczególne zaniepokojenie w Iranie budzi współpraca wojskowa, która rozpoczęła się około roku 2004, doprowadzając siły zbrojne Azerbejdżanu do całkowitej modernizacji, nasycając je nowoczesną technologią, czego potwierdzeniem był konflikt z Azerbejdżanu z Armenią jesienią 2020 r. „Klasyczna”, jednak postsowiecka i uzależniona od broni rosyjskiej armia Armenii została „rozbita w pył” przez nowoczesną, posiadającą setki, tysiące nowoczesnej broni, w tym dronów, armię Azerbejdżanu. Rząd Nikola Paszynjana musiał się poddać i zaakceptować niekorzystne dla Armenii warunki, obawiając się, że dojdzie nie tylko do zajęcia Górskiego Karabachu, ale i „rdzennej” Armenii.

Teheran uznaje tak ścisłe związku Azerbejdżanu z Izraelem za bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa Państwa. I nie chodzi o zagrożenie ze strony Azerbejdżanu, bo w tym wypadku siły zbrojne Iranu nie ustępują Azerbejdżanowi.

Iran obawia się, że Azerbejdżan może się stać „bazą” Izraela na Kaukazie Południowym. „Bazą” do destabilizacji i ewentualnie ataku od północy na Iran. Teheran obawia się, że Izrael, który stworzył wokół Iranu „pas niestabilności” przeciągając na swoją stronę Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn i Kurdów, uczyni to samo z Azerbejdżanem. 

Niepokój wzbudził również wybuch wojny na Ukrainie, gdyż pojawiła się obawa, że w Azerbejdżanie powstaną bazy uchodźców dla Żydów z Ukrainy. Niepokój Iranu budzi również możliwość wykorzystywania Azerbejdżanu jako regionalnego centrum wywiadu Izraela, klasycznego – z wykorzystaniem agentów i dywersantów, ale również wywiadu radiowego i cybernetycznego. Jeśli dodamy do tego, że wg Teheranu, taka baza mogłaby być miejscem, z którego przeciwko Iranowi swoje działania realizowałoby USA, strach Ajatollahów można zrozumieć.

Dodajmy przy tym, że Azerbejdżan wielokrotnie potwierdzał, m.in. na szczeblu spotkań na najwyższym szczeblu, ale też np. w „Oświadczeniu Nachiczewańskim” ministrów spraw zagranicznych Azerbejdżanu, Turcji i Iranu z 7 marca 2012 r., że terytorium Azerbejdżanu nigdy nie będzie wykorzystywane „do wrogich działań przeciwko sobie”, ale w zmieniających się konstelacjach międzynarodowych, Teheran ma obawy.

Jak mogliście państwo przeczytać, pól napięć jest sporo. Czy władze Azerbejdżanu wykorzystają okazję i „podadzą rękę braciom z północnego Iranu”?

Nie. Prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew podobnie jak władze Armenii, zaniepokojony jest konfliktem irańsko-izraelskim grożącym destabilizacją i wybuchem wojny na całym Bliskim Wschodzie. „Azerbejdżan nie jest częścią tego konfliktu” – oświadczył MSZ Azerbejdżanu, co oznacza, że władze Azerbejdżanu chcą utrzymywać dobre stosunki zarówno z Iranem, jak i Izraelem. 

Mimo, iż Prezydent Azerbejdżanu nie wypowiedział się publicznie, zdaniem ekspertów Ilham Alijew nie chce wojny z Iranem i nie popiera izraelskich ataków na Iran. (...)

Co więcej, Minister Spraw Zagranicznych Azerbejdżanu Dżejhun Bajramow w rozmowie z szefem resortu spraw zagranicznych Iranu Abbasem Araghchim, zapewnił, że terytorium Azerbejdżanu nigdy nie zostanie wykorzystane przez żadne państwo do ataków na Teheran. 

centrumrosja.com


Można spotkać głosy, że wręcz przeciwnie, że wojna i upokorzenie przesunęły centrum irańskiej władzy ku twardogłowym mundurowym z Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Takim, którzy z większym prawdopodobieństwem pójdą ścieżką dalszej konfrontacji?

Jak najbardziej jest to możliwe, ale nie widziałbym Iranu przekształcającego się w państwo całkowicie kontrolowane przez dyktaturę wojskowych jak Egipt czy Pakistan. Szczerzę wątpię, aby strażnicy wystąpili otwarcie przeciw szyickiemu klerowi, formalnie sprawującemu przywództwo. W Korpusie kierują wciąż ludzie, którzy walczyli za sprawę nowego systemu jeszcze podczas samej rewolucji, a do tego dzisiaj na tych samych średnich i niższych szczeblach są ich dzieci. Przy czym ta organizacja i tak już ma ogromne wpływy w Iranie. Kontroluje praktycznie każdą gałąź gospodarki, która jest dochodowa, albo strategicznie ważna. Na tym między innymi polega problem z reformami lub ewentualną transformacją tego kraju. Ci ludzie z własnej woli nie oddadzą takiej władzy i takich pieniędzy. Z kolei bez ich odsunięcia od władzy i gospodarki nie są możliwe jakieś realne reformy. Dlatego zgoda, że ich rola najpewniej jeszcze bardziej wzrośnie. Może powstanie coś w rodzaju modelu państwa pretoriańskiego, czyli pod dominującym wpływem organizacji chroniącej formalną władzę. W Iranie stale funkcjonuje równolegle Korpus Strażników i regularne siły zbrojne nazywane Artesz. Dodatkowo pod tą pierwszą organizację podlega liczna paramilitarna organizacja Basidżów, skrzyżowanie naszych PRL-owskich ORMO i ZOMO, która raz szybciej, raz wolniej, ale od lat jest w stanie zdławić kolejne fale społecznego niezadowolenia.

Teraz żadnej nie widać. Militarna klęska nie wywołała ludowego buntu. Co by musiało się stać, żeby ten reżim się zawalił?

Przed wojną byłem zdania, że on nie przetrwa sukcesji po obecnym ajatollahu, najwyższym przywódcy duchowym, Alim Chameneim. Ma 86 lat. Napięcia wewnętrzne pomiędzy różnymi frakcjami w reżimie byłyby wtedy za duże. Od 2020 roku, kiedy na rozkaz Trumpa USA zabiły generała Korpusu Kassema Solejmaniego, irańskim władzom właściwie wszystko szło źle. Najpierw tamten policzek, a zaraz potem naprawdę fatalne zarządzanie kryzysem pandemicznym COVID. Przespali potem szansę na wynegocjowanie jakiegoś porozumienia z bardziej ugodową administracją Joe Bidena, albo z drugiej strony dwustronnego traktatu z będącą w trudnej sytuacji Rosją. Na dodatek od 2023 r. doszło rozbicie przez Izrael Hamasu i Hezbollahu, które miały być jednym z filarów oporu w potencjalnej wojnie z Izraelczykami...

Jednak teraz, po otwartej wojnie nie mam już takiej pewności. To znaczy, ten reżim upadnie i o tym jestem przekonany, ale teraz wygląda, że upadnie później niż wcześniej. Kwestia sukcesji miała bowiem zostać rozstrzygnięta pod izraelskim ogniem i rzekomo są już trzej wyłonieni faworyci, którzy pozostają ciągle w ukryciu. Reżim na pewno będzie musiał się w jeszcze większym stopniu opierać na represjach wewnętrznych, ale rzeczywiście będzie teraz bardziej skonsolidowany, bo wszystkie jego filary zostały osłabione i muszą bliżej współpracować. Nie zlikwiduje to całkowicie napięć i problemów wewnętrznych, ale je może przygasić.

gazeta.pl


Eskalacja konfliktu izraelsko-irańskiego spowodowała spore zaniepokojenie, zarówno wśród społeczeństwa, jak i wszystkich środowisk politycznych Armenii, czyli wśród kręgów rządzących, jak i opozycji. W tym wypadku Ormianie zaniepokojeni są atakiem na Iran.

Aby uzmysłowić sobie, jak istotne w polityce zagranicznej Armenii są stosunki z Iranem należy cofnąć się do przynajmniej do końca istnienia ZSRR, gdy pod koniec lat 80-tych XX wieku rozpoczęły się Związku Sowieckim procesy separatystyczne i niepodległościowe. To jest okres, gdy aktywnie rozpoczęła się walka Ormian o Górski Karabach – 20.02.1988 r. delegaci Nagorno-Karabachskiego Obwodu Autonomicznego przyjęli rezolucję o przyłączeniu regionu do Armeńskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Rozgorzał aktywny spór, a następnie otwarta wojna z Azerbejdżanem, który uważał to terytorium za integralną część Azerbejdżańskiej SRR. W efekcie tego sporu Armenia znalazła się z trzech stron otoczona przez Państwa jej nieprzyjazne – Turcję od Zachodu i Azerbejdżan od Wschodu oraz Gruzję od Północy, z którą stosunki były dosyć złożone i niejednoznaczne przez wiele pierwszych lat istnienia niepodległych Armenii i Gruzji, m.in. przez separatyzm ormiańskiej mniejszości w gruzińskim regionie Samcche-Dżawachetii (Ormianie stanowią tam ponad 50% mieszkańców), udziału Ormian po stronie Abchazów w wojnie z początków lat 90-tych XX wieku (do dzisiaj Gruzini oskarżają Ormian z Batalionu im. Bagramiana o ludobójstwo i zbrodnie wojenne) itd.

A Armenię na początku lat 90-tych XX wieku trapiły same katastrofy, zaś Ormianie lata 1992-1995 nazywają „ciemnymi latami”. Zaczęło się od tragicznego w skutkach ogromnego trzęsienia ziemi w północnej Armenii 7 grudnia 1988 r. Zginęło ponad 25 tys. osób, dziesiątki tysięcy rannych i kalek, zaś bez dachu nad głową zostało ok. 520 tys. osób, 1/6 populacji Armenii. Straty oszacowano na ówczesne ok. 17 mld USD (wg obecnych przeliczeń – około 80 mld USD). Następnie, po rozpoczęciu konfliktu z Azerbejdżanem doszło do ogromnego kryzysu gospodarczego, braku energii elektrycznej, izolacji gospodarczej i handlowej. Do dzisiaj Armenia po tych „ciemnych latach” w wielu aspektach jeszcze się rozwojowo i gospodarczo nie podniosła.

I tu warto zauważyć, że właśnie w tych latach Iran był jedynym w zasadzie Państwem poprzez które trafiała do Armenii zarówno pomoc humanitarna, jak i surowce i towary. Ormianie do dzisiaj granice z Iranem nazywają „drogą życia”.

Z punktu widzenia Armenii, jej relacje z Iranem stały się kluczowe po wybuchu wojny z Azerbejdżanem w 2020 roku, czego efektem było pozbawienie Armenii ochrony ze strony Rosji. W konflikcie armeńsko-azerbejdżańskim Iran nie stanął jednoznacznie po stronie żadnego z tych państw, ale wielokrotnie jasno formułował, że nie zgodzi się na żadne zmiany graniczne w regionie. Początkowo to stanowisko dotyczyło w ogóle „zmian terytorialnych”, czyli przejścia Górskiego Karabachu pod kontrolę Azerbejdżanu – Iran nie był zainteresowany przedłużenia granicy irańsko-azerbejdżańskiej o granice tego właśnie regionu. 

Gdy jednak Azerbejdżan przejął pod kontrolę Górski Karabach, cała energia dyplomatyczna Teheranu ukierunkowana została na zachowanie bez zmian południowej granicy właściwej Armenii. Z tym wiąże się sprzeciw wobec inicjatywy Baku związanej z tzw. „korytarzem Zangezurskim”, czyli utworzenia połączonego korytarza transportowego (drogi, koleje) i „energetycznego” (rurociągi, linie energetyczne), łączącego właściwy Azerbejdżan z enklawą Nachiczewańską i dalej z Turcją. Utworzenie tego korytarza wynika z porozumienia Putin-Paszynjan-Alijew z 10 listopada 2020 r., jednakże jest jednym z najbardziej nie do przyjęcia przez społeczeństwo Armenii. 

Początkowo zakładano, że korytarz miałby być „eksterytorialny”, czyli pod kontrolą de facto Azerbejdżanu i Rosji (której posterunki policyjno-wojskowe miały zapewniać realizację umowy i gwarantować Erywaniowi, że Azerbejdżan nie zajmie tego terytorium na własność). Po zaangażowaniu się Rosji na Ukrainie i wycofaniu jednostek „pokojowych” z Górskiego Karabachu i zmniejszenia rosyjskiej obecności wojskowej w całej Armenii, ta „gwarancja” upadła. 

Ormianie obawiają się więc, że realizacja tego punktu doprowadzi do utraty całych regionów Syunik oraz Vayots Dzor, które są przez Azerbejdżan nazywane jednym określeniem Zangezur. Stąd w Armenii istnieje ogromna obawa, że wykorzystując obecne osłabienie Iranu, Azerbejdżan może podjąć działania militarne celem zajęcia tych ziem, a Armenia nie ma obecnie siły, aby je obronić i nie ma żadnych sojuszników, którzy mogliby jej realnie pomóc.

Dla Iranu utrata tego połączenia z Armenią to również byłaby ogromna strata geopolityczna. Region Syunik to jedyne lądowe połączenie Iranu z tworzoną przez Rosję Euroazjatycką Wspólnotą Gospodarczą, poprzez którą Teheran planuje dostawy do państw Azji Centralnej i Europą. Na tym terytorium ma powstać korytarz transportowo-energetyczny „Północ-Południe” (Iran-Armenia-Gruzja-Rosja), poprzez który Iran planuje dostawy swoich surowców i towarów do wymienionych części Europy i Azji, a z drugiej strony ma to być umożliwienie Armenii łatwy dostęp do regionu Zatoki Perskiej.

Warto przy tym dodać, że z punktu widzenia obrotów handlowych Armenii i Iranu ( z wyłączeniem surowców energetycznych), zablokowanie Zangezuru dla Armenii nie miałaby może większego znaczenia – strukturalnie transport ładunków spożywczych, budowlanych, konsumpcyjnych i innych z Iranu do Armenii nie jest zbyt duży. Ale jeżeli chodzi o surowce, to już ma ogromny wpływ.

„Zangezur” ma ogromne znaczenie dla realizowanej od lat pomiędzy Iranem i Armenią wymiany barterowej – „gaz za energie elektryczną”, zgodnie z którą Armenia przekazuje Iranowi 3 kWh energii elektrycznej za każdy 1 m3 gazu (Armenia posiada nadwyżki energii z elektrowni atomowej Metsamor niedaleko Erywania).

Sprawa staje się już obecnie na tyle niebezpieczna dla Armenii, że w wyniku izraelskiego ataku na Iran, produkcja na największym w Iranie złożu gazowym „South Pars” została zawieszona, a to może bezpośrednio zagrozić wymianie barterowej i pozbawić Armenię znacznego udziału gazu irańskiego w jej rynku. A poza Iranem wśród dostawców do np. elektrociepłowni  jest tylko Rosja… 

Dodajmy jeszcze, że z Iranu na rynek armeński trafia również wersja skroplona – propan, na którym oparty jest praktycznie cały transport w Armenii (98% samochodów jeździ na gazie, w przeważającej większości właśnie na propanie, nieduża ilość na metanie). I tu znowu, w zasadzie pozostałaby tylko Rosja jako dostawca. Co spowoduje nieaktualność armeńskiego planu dywersyfikacji dostaw surowców z różnych kierunków i uniezależnienia się od monopolistycznej roli Rosji.

Zmniejszenie ilości dostaw surowców energetycznych, a z Iranu oprócz gazu Armenia sprowadza również olej napędowy i benzynę, spowoduje bez wątpienia duży wzrost cen na te surowce, wpłynie na inflację w Armenii, zmniejszy stabilność ormiańskiego systemu energetycznego, ograniczy jego „margines bezpieczeństwa”, ale też zagrozi budowie trzeciej linii przesyłowej gazu (planowanej do zwiększenia barteru) i wyżej wymienionemu projektowi „Północ-Południe”. 

Jak wynika z powyższych rozważań, z uwagi na zagrożenie dla integralności terytorialnej Armenii, rząd tego Państwa, jak i społeczeństwo powinno być po stronie Iranu. I tak jest w rzeczywistości. 

(...)

Bo niezależnie od prozachodniej obecnie polityki Erywania, Armenia w ostatnich miesiącach stawała się sojusznikiem strategicznym Iranu. A w społeczeństwie ormiańskim istnieją obawy, że rozwój współpracy Armenii z Iranem skomplikuje relacje Erywania z Zachodem. 

Przypomnijmy tylko 3 sytuacje, które nie spodobały się Waszyngtonowi – lipiec 2024 – podpisanie umowy o wartości 500 mln USD na irańskie dostawy dronów Shahed i zaawansowanych systemu obrony powietrznej; kwiecień 2025 – realizacja wspólnych ćwiczeń wojskowych przy granicy irańsko-ormiańskiej; maj 2025 – podpisanie Memorandum o porozumieniu w sprawie współpracy wojskowej między dwoma krajami. To mocno zaniepokoiło administrację USA i nie wykluczone, że Biały Dom będzie naciskał na Armenię w celu ograniczenia współpracy z Teheranem, zwłaszcza w zakresie wojskowym. 

Tu pojawia się zapewne u czytelnika pytanie, dlaczego Erywań, wzorem Zachodu, nie stoi po stronie Izraela? 

I tu sytuacja jest bardzie skomplikowana. Bo o ile stosunki dyplomatyczne Izrael i Armenia nawiązały w 1991 roku, to do dzisiaj oba Państwa nie otworzyły nawzajem u siebie Ambasad. W latach 1993-2007 Ambasador Izraela w Erywaniu rezydował w Tbilisi (potem już w Jerozolimie), zaś Ambasador Erywania rezydował jakoby w Jerozolimie, ale na stałe przebywał w Erywaniu.

Sytuacja szła w ostatnich latach ku unormowaniu – w 2019 roku Ambasador Izraela w Armenii Eliav Belocerkowski (z rezydencją w Jerozolimie) przybył do Erywania i spotkał się z Prezydentem Armenem Sarkisjanem, wręczył mu listy uwierzytelniające i zapowiedział rezydowanie w Erywaniu. Ormianie wyszli naprzeciw tej inicjatywy i już kilka dni później ogłosili, że ich Ambasador zamieszka w Tel Awiwie. Proces ratyfikacji po stronie ormiańskiej ruszył i…. we wrześniu 2020 roku sprawa upadła po wyjścia na jaw, że Izrael sprzedawał Azerbejdżanowi nowoczesną broń, której Azerowie używali przeciwko Ormianom w wojnie o Górski Karabach. Stosunki zostały ograniczone – Armenia wycofała swojego Ambasadora, zaś szereg polityków Ormiańskich najwyższego szczebla oskarżyło Izrael o udział w „ludobójstwie Ormian”.

Warto dodać, że w stosunkach ormiańsko-izraelskich w pierwszej dekadzie po nawiązaniu stosunków dyplomatycznych, to strona Ormiańska była bardziej aktywna i to jej prezydenci odwiedzali Izrael (1995 – Lewon Ter-Petrosjan, 2000 – Robert Koczarjan, 2005 – Serż Sarkisjan), ale co ciekawe Izrael bardzo niechętnie się tym chwalił na świecie i przekazów medialnych z tych wizyt zbyt wielu nie było (może oprócz grupowego zdjęcia Lewona Ter-Petrosjana, który uczestniczył w pogrzebie Premiera Icchaka Rabina). 

Powodów było sporo, ale wymieńmy kilka:

Po pierwsze – przez wiele lat ważniejsze dla Izraela były wojskowe i gospodarcze stosunki z Turcją (a następnie Azerbejdżanem), a nie z antyturecką Armenią. 

Po drugie – właśnie z powodu bardzo dobrych kontaktów Armenii z Iranem, naturalnym wrogiem Izraela. 

Po trzecie – Izrael stoi na stanowisku wyjątkowości Holokaustu w historii świata, tymczasem Erywań chce, aby Izrael uznał Ludobójstwo Ormian w Imperium Osmańskim, które wg Ormian było pierwszym „klasycznym” ludobójstwem w historii świata, na co Izrael nigdy się nie zgodzi. 

Po czwarte – powszechne wsparcie dla Palestyńczyków przez Ormian. 

Po piąte – konflikty, jakie mają miejsce w diasporą Ormiańską w Jerozolimie (temat na tyle szeroki, że nie czas i nie miejsce).

I dlatego pomiędzy Izraelczykami, a Ormianami, którzy przez wiele lat nazywali siebie w propagandzie „Izraelem na Kaukazie”, a sąsiednie narody nazywały Ormian  „Żydami Kaukazu”, do dobrych stosunków daleko. 

centrumrosja.com