Azerbejdżańska diaspora w Iranie. Iran jest państwem wielonarodowym, a jedną z większych grup etnicznych są Azerbejdżanie. Zamieszkują przede wszystkim północ Iranu. Szacunki, jaka jest wielkość tej diaspory, różnią się w zależności od tego, kto liczy – wg danych z irańskiego spisu powszechnego z 2016 ma to być około 17 mln osób, dane USA podają 13 mln Azerów, ale już Turcy i Azerbejdżanie (z Baku) podają 30 mln – wg tychże danych ma to być aż 38% społeczeństwa irańskiego.
Oficjalnie Azerbejdżanie w Iranie są dobrze zintegrowani i nie narzekają na dyskryminację (tak wynika z raportu Departamentu Stanu z 2015 r.). potwierdzać to może fakt, że wielu z czołowych polityków i duchownych Iranu ma pochodzenie azerbejdżańskie, np. obecny Najwyższy Przywódca Iranu Ali Chamenei!
Fakty jednak są takie, że Azerowie narzekają na brak możliwości nauki języka azerbejdżańskiego, zmiany nazw tureckich na perskie, aresztowania działaczy nacjonalistycznych, cenzurę prasy azerbejdżańskie itd. Stąd też od początku lat 90-tych XX wieku rozwijają się organizacje, które w różnym stopniu chcą się „separować”, zdobywać autonomię, walczyć o prawa Azerbejdżan. Pierwszą była prawdopodobnie „Narodowy Ruch Wyzwolenia Azerbejdżanu Południowego” z 1991; inne to np. „Organizacja Odrodzenia Narodowego Południowego Azerbejdżanu”, „Azerbejdżański Narodowy Front Islamski”, ”Partia Niepodległości Azerbejdżanu Południowego”.
Iran oskarża Azerbejdżan (i Turcję), że aktywnie wspierają organizacje separatystyczne, w tym organizacyjnie, finansowo, itd. (i jest to prawda), a służby irańskie aktywnie ścigają i zwalczają separatystów, co jest bardzo negatywnie odbierane w Baku.
Morze Kaspijskie. Jak wiadomo, pod Morzem Kaspijskim znajdują się ogromne ilości ropy naftowej i gazu ziemnego, stąd przez wiele lat państwa nadmorskie walczyły o jak największy kawałek tego „tortu”. Azerbejdżan i Iran mają długą w tym zakresie historię sporów, napięć i incydentów, że tylko przypomnę zmuszenie w 2001 r. przez irańskie siły zbrojne zaprzestania przez statki badawcze „Geofizik-3” i „Alif Hajiyev” badań na wodach terytorialnych… Azerbejdżanu.
W 2018 r. wszystkie państwa Morza Kaspijskiego, tj. Azerbejdżan, Rosja, Iran, Kazachstan i Turkmenistan podpisały, opracowywaną aż od 1996 roku, „Konwencję o statusie prawnym Morza Kaspijskiego”, bardzo szeroko i szczegółowo opisującą prawa i obowiązki, zakaz militaryzacji, warunki użytkowania, badania i eksploatacji Morza Kaspijskiego. Problem w tym, że Iran dotychczas nie ratyfikował tej Konwencji i nie weszła ona w życie.
Z punktu widzenia Iranu, problematyczna jest kwestia ustanowienia tzw. „prostych linii bazowych”, które miałyby być po prostu liniami podziału Morza Kaspijskiego. Linie te uzależnione są od kształtu linii brzegowej państwa. Teheran utrzymuje, że z uwagi na ten zapis (linia brzegowa Iranu jest najkrótsza), Iran znajduje się po prostu w niekorzystnej sytuacji w porównaniu z pozostałymi państwami. Iran dostanie najmniej „tortu z gazem i ropą naftową”. Aby rozwiązać ten problem, utworzono Grupę Roboczą Wysokiego Szczebla ds. Morza Kaspijskiego i zaczęto opracowywać „Porozumienie w sprawie metodologii wyznaczania prostych linii bazowych na Morzu Kaspijskim”, ale po wielu spotkaniach, nie udało się dojść do porozumienia i przekonania Iranu.
Azerbejdżan najgłośniej oskarża Iran, że brak porozumienia w sprawie Morza Kaspijskiego blokuje „wszechstronny rozwój współpracy” państw Morza. Ponieważ nie może rozpocząć eksploatacji bardzo bogatych złóż leżących na spornym terytorium.
Izrael. Przechodzimy do jednego z głównych powodów napięć – ścisła współpraca Azerbejdżanu z Izraelem (USA na razie pozostawmy). Iran z niepokojem obserwuje wysoką dynamikę współpracy azerbejdżańsko-izraelskiej, która rozwija się wyjątkowo dynamicznie od 30 lat i to w każdym aspekcie – militarnym, politycznym i gospodarczym (nie wchodząc w szczegóły – Azerbejdżan jest drugim dostawcą ropy naftowej do Izraela).
Szczególne zaniepokojenie w Iranie budzi współpraca wojskowa, która rozpoczęła się około roku 2004, doprowadzając siły zbrojne Azerbejdżanu do całkowitej modernizacji, nasycając je nowoczesną technologią, czego potwierdzeniem był konflikt z Azerbejdżanu z Armenią jesienią 2020 r. „Klasyczna”, jednak postsowiecka i uzależniona od broni rosyjskiej armia Armenii została „rozbita w pył” przez nowoczesną, posiadającą setki, tysiące nowoczesnej broni, w tym dronów, armię Azerbejdżanu. Rząd Nikola Paszynjana musiał się poddać i zaakceptować niekorzystne dla Armenii warunki, obawiając się, że dojdzie nie tylko do zajęcia Górskiego Karabachu, ale i „rdzennej” Armenii.
Teheran uznaje tak ścisłe związku Azerbejdżanu z Izraelem za bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa Państwa. I nie chodzi o zagrożenie ze strony Azerbejdżanu, bo w tym wypadku siły zbrojne Iranu nie ustępują Azerbejdżanowi.
Iran obawia się, że Azerbejdżan może się stać „bazą” Izraela na Kaukazie Południowym. „Bazą” do destabilizacji i ewentualnie ataku od północy na Iran. Teheran obawia się, że Izrael, który stworzył wokół Iranu „pas niestabilności” przeciągając na swoją stronę Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn i Kurdów, uczyni to samo z Azerbejdżanem.
Niepokój wzbudził również wybuch wojny na Ukrainie, gdyż pojawiła się obawa, że w Azerbejdżanie powstaną bazy uchodźców dla Żydów z Ukrainy. Niepokój Iranu budzi również możliwość wykorzystywania Azerbejdżanu jako regionalnego centrum wywiadu Izraela, klasycznego – z wykorzystaniem agentów i dywersantów, ale również wywiadu radiowego i cybernetycznego. Jeśli dodamy do tego, że wg Teheranu, taka baza mogłaby być miejscem, z którego przeciwko Iranowi swoje działania realizowałoby USA, strach Ajatollahów można zrozumieć.
Dodajmy przy tym, że Azerbejdżan wielokrotnie potwierdzał, m.in. na szczeblu spotkań na najwyższym szczeblu, ale też np. w „Oświadczeniu Nachiczewańskim” ministrów spraw zagranicznych Azerbejdżanu, Turcji i Iranu z 7 marca 2012 r., że terytorium Azerbejdżanu nigdy nie będzie wykorzystywane „do wrogich działań przeciwko sobie”, ale w zmieniających się konstelacjach międzynarodowych, Teheran ma obawy.
Jak mogliście państwo przeczytać, pól napięć jest sporo. Czy władze Azerbejdżanu wykorzystają okazję i „podadzą rękę braciom z północnego Iranu”?
Nie. Prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew podobnie jak władze Armenii, zaniepokojony jest konfliktem irańsko-izraelskim grożącym destabilizacją i wybuchem wojny na całym Bliskim Wschodzie. „Azerbejdżan nie jest częścią tego konfliktu” – oświadczył MSZ Azerbejdżanu, co oznacza, że władze Azerbejdżanu chcą utrzymywać dobre stosunki zarówno z Iranem, jak i Izraelem.
Mimo, iż Prezydent Azerbejdżanu nie wypowiedział się publicznie, zdaniem ekspertów Ilham Alijew nie chce wojny z Iranem i nie popiera izraelskich ataków na Iran. (...)
Co więcej, Minister Spraw Zagranicznych Azerbejdżanu Dżejhun Bajramow w rozmowie z szefem resortu spraw zagranicznych Iranu Abbasem Araghchim, zapewnił, że terytorium Azerbejdżanu nigdy nie zostanie wykorzystane przez żadne państwo do ataków na Teheran.
centrumrosja.com