niedziela, 28 września 2025



Amerykańska agencja prasowa Bloomberg poinformowała, że w tym tygodniu w Moskwie odbyło się nieoficjalne spotkanie z udziałem brytyjskich, francuskich i niemieckich dyplomatów. Mieli oni przekazać przedstawicielom Kremla, że NATO jest gotowe "zareagować z pełną siłą", jeśli rosyjskie samoloty nadal będą naruszać przestrzeń powietrzną państw Sojuszu Północnoatlantyckiego. Jak podkreślono, europejscy dyplomaci zaznaczyli, że NATO może w takich przypadkach zestrzeliwać rosyjskie samoloty. Bloomberg dostał informacje o spotkaniu od urzędników zaznajomionych ze sprawą.

Jak ustaliła amerykańska agencja informacyjna, podczas rozmów w Moskwie rosyjski dyplomata powiedział Europejczykom, że incydenty związane z naruszeniem przestrzeni powietrznej NATO były odpowiedzią Rosji na ukraińskie ataki na Krymie. Kreml twierdzi, że operacje te nie byłyby możliwe bez wsparcia NATO, co zdaniem rosyjskich władz oznacza zaangażowanie Sojuszu Północnoatlantyckiego w konfrontację z Rosją.

W piątek 26 września doniesienia Bloomberga skomentował Dmitrij Pieskow. Rzecznik Kremla został zapytany przez dziennikarzy, jak Rosja zareagowałaby na zestrzelenie rosyjskiego samolotu przez państwo należące do NATO. - Wiecie, nawet nie chcę o tym rozmawiać. To bardzo nieodpowiedzialne stwierdzenie - powiedział Pieskow, odnosząc się do deklaracji o możliwości zestrzeliwania rosyjskich samolotów. - To bardzo nieodpowiedzialne, ponieważ oskarżenia pod adresem Rosji, że jej samoloty wojskowe naruszyły czyjąś przestrzeń powietrzną i wtargnęły na czyjeś niebo, są bezpodstawne. Nie przedstawiono żadnych przekonujących dowodów - dodał.

W czwartek 25 września szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow uczestniczył w spotkaniu ministrów spraw zagranicznych państw G20 w Nowym Jorku. Ławrow skrytykował postawę Zachodu wobec wojny w Ukrainie. - NATO i Unia Europejska za pośrednictwem Ukrainy wypowiedziały mojemu krajowi prawdziwą wojnę i są w nią bezpośrednio zaangażowane - stwierdził rosyjski minister spraw zagranicznych.

gazeta.pl


Donald Trump nakazał wysłanie wojsk federalnych do Portland. W mediach społecznościowych napisał, że decyzja ma związek z bezpieczeństwem miasta i obejmuje zgodę na użycie pełnej siły, jeśli zajdzie taka potrzeba. Amerykański przywódca przekazał, że działa na prośbę sekretarzyni bezpieczeństwa wewnętrznego Kristi Noem. Wojsko ma chronić Portland oraz federalne placówki imigracyjne przed - jak określił prezydent USA - atakami Antify i innych "krajowych terrorystów". Nie jest jasne, na jakiej podstawie prawnej mogłoby dojść do takiej operacji. Amerykańskie prawo ogranicza prezydentowi możliwość używania wojsk federalnych do egzekwowania prawa stanowego.

Gubernatorka stanu Oregon wyraziła sprzeciw przeciwko tej decyzji. Tina Kotek, jadąc do Portland, odbyła siedmiominutową rozmowę telefoniczną z Donaldem Trumpem, w czasie której próbowała przekonać go, aby nie wysyłał wojsko do miasta. Polityczka podkreślała, że "nie ma żadnych zamieszek", a lokalne władze są w stanie samodzielnie zapewnić bezpieczeństwo. - Nie ma potrzeby, aby wojsko stacjonowało w naszym mieście. Żołnierze powinni być zaangażowani w rzeczywiste sytuacje kryzysowe - powiedziała gubernatorka. - Jasno się wyraziłam. Nie potrzebujemy pomocy. Proszę, nie wysyłajcie wojsk - dodała.

Decyzja Donalda Trumpa wpisuje się w jego nasilającą się kampanię przeciwko - jak mówi - "radykalnej lewicy". Po zabójstwie konserwatywnego aktywisty Charliego Kirka prezydent zaostrzył retorykę wobec politycznych przeciwników (choć nie ma żadnych dowodów na związki zabójcy z lewicą, wręcz przeciwnie, najprawdopodobniej był skrajnym nacjonalistą i uważał Kirka za "udawanego konserwatystę", pochodzi też z rodziny o konserwatywnych poglądach). Wcześniej określił życie w Portland jako "życie w piekle", a samo miasto jako "spustoszałe wojną" i zapowiadał możliwość interwencji także w innych miastach, w tym Chicago i Baltimore.

gazeta.pl


Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski ogłosił 27 września, że Izrael dostarczył Ukrainie system Patriot w sierpniu 2025 r., a Ukraina otrzyma dwa systemy obrony powietrznej Patriot jesienią 2025 r.

Rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rosji (MSZ) Maria Zacharowa absurdalnie oskarżyła Ukrainę 26 września o wtargnięcie rosyjskich dronów na Polskę w dniach 9-10 września i wtargnięcie rosyjskich dronów na Rumunię 13 września. Zacharowa w dalszym ciągu zaprzeczała udziałowi Rosji w najazdach dronów na Polskę i Rumunię oraz twierdziła, że Ukraina jest odpowiedzialna i organizowała najazdy, aby wrobić Rosję i sprowokować wojnę między NATO a Rosją. Zacharowa twierdziła, że trzecia wojna światowa wybuchnie w najbliższym czasie, jeśli ktoś potwierdzi rzekomy udział Ukrainy w operacjach pod fałszywą flagą w Rumunii i Polsce. Władze polskie i rumuńskie zidentyfikowały wcześniej drony, które naruszyły ich przestrzenie powietrzne, jako rosyjskie.

Europejscy urzędnicy nadal zgłaszają niezidentyfikowane drony działające w przestrzeni powietrznej NATO. Duńskie Ministerstwo Obrony (MON) poinformowało 27 września, że Duńskie Dowództwo Obrony obserwowało drony w pobliżu wielu duńskich obiektów wojskowych, w tym bazy lotniczej Skrydstrup i koszar Jutlandzkiego Pułku Dragonów w Holstebro. Wileńska Służba Bezpieczeństwa Publicznego poinformowała 26 września, że trzy niezidentyfikowane drony dwukrotnie zakłóciły loty na lotnisku w Wilnie po południu 26 września. Fiński outlet Yle poinformował 27 września, że nieznany podmiot pilotował drona nad elektrownią Valajaskoski w Rovaniemi w Laponii w północnej Finlandii.

(...)

Rzecznik ukraińskiego 11. Korpusu Armii (AC) Dmytro Zaporożec poinformował, że siły rosyjskie kontynuują ataki w rejonie lasu Serebryanske (na północ od Siwierska) i przepływają przez rzekę Siwierski Doniec, aby zaatakować w kierunku Serebryanki. Zaporożec stwierdził, że siły rosyjskie próbują zdobyć przyczółek na obrzeżach Siwierska przed nadejściem błotnistego sezonu jesiennego 2025. Zaporożec dodał, że siły rosyjskie wykorzystują ukrycie, jakie zapewniają liście lasu Serebryanske, do infiltracji pozycji ukraińskich w małych grupach liczących od jednego do dwóch piechurów. Zaporożec poinformował, że siły ukraińskie niszczą wszelkie siły rosyjskie, które czasami docierają do przedmieść Siwierska.

understandingwar.org


"Gigantyczne rus kotły" w rejonie Dobropola część II. Najnowsze komentarze ukr wojskowych.

Dzisiaj mamy na X kolejna falę wpisów informujących o różnej wielkości i kształtu "kotłach", w których znajdować się mają rzekomo tysiące rus żołnierze w rejonie Dobropola. Przypominam że ględzenie o tych kotłach trwa już 3 tydzień i nic z tego nie wynika za wyjątkiem wpisów na twiterze. Jest to wyolbrzymione przez tutejsze konta propagandowe, wojskowi ukr pozostają wstrzemięźliwi. Przykładowo gen Syrski zapytany dzisiaj przez dziennikarzy o sytuacje na froncie, nie wspomniał ani słowem o żadnych kotłach w rejonie Dobropola. 

"Jeśli chodzi o ogólną sytuację na froncie, pozostaje ona skomplikowana. Przeciwnik kontynuuje natarcie na głównych kierunkach, w szczególności pokrowskim i dobropolskim. Napięta sytuacja utrzymuje się również na kierunkach łymańskim i nowopawliwskim. Na innych kierunkach sytuacja charakteryzuje się działaniami bojowymi o niskiej intensywności. Ogólnie rzecz biorąc, sytuacja jest pod naszą kontrolą. Ostatnio mamy pewne sukcesy. "

Według danych przekazanych przez gen. Syrskiego, obecnie średnio codziennie dochodzi od 160 do 190 starć bojowych i około 15-20 akcji szturmowych ze strony ZSU. Rus mają używać obecnie także dwa razy więcej pocisków artyleryjskich od strony ukr. Syrski potwierdził info że rus zgrupowanie piechoty morskiej przerzucone z obw. sumskiego walczy obecnie w rejonie Dobropola.

 "Kontynuujemy taktykę aktywnych działań kontrofensywnych, aktywnej obrony. Pozwala nam to po pierwsze nie oddawać inicjatywy wrogowi. A także manewrować siłami i środkami, koncentrując główne wysiłki na problematycznych kierunkach."

Źródło: ukrinform.ua

Kilka dni temu dziennikarze tv Espresso przeprowadzili wywiad z sierżantem W. Piaseckim z 93 BZ. Powiedział on że brygada prowadzi obecnie wyłącznie działania obronne. Jej pas odpowiedzialności to obecnie rejon Rusyn Jaru, gdzie prawdopodobnie pod koniec sierpnia 2025 r. zastąpiła broniącą dotąd tego rejonu 44 BZ.

"Obecnie brygada nie prowadzi działań kontrofensywnych – prowadzimy walki obronne z jednostką Federacji Rosyjskiej, która odznaczyła się naruszeniami zasad prowadzenia wojny i zbrodniami wojennymi [chodzi o 155 Brygadę Piechoty Morskiej - przyp moje]. Kiedy dowiedzieliśmy się, że wejdzie ona w pas odpowiedzialności naszej brygady, przygotowywaliśmy się do odparcia zakrojonych na szeroką skalę szturmów z udziałem dużej ilości sprzętu pancernego. Jednak, jak pokazała praktyka ostatnich kilku tygodni, wróg jest również w pewnym stopniu wykrwawiony.Ponadto wróg ma problemy z zaopatrzeniem w broń i amunicję.Mimo to, działania szturmowe trwają – okupanci prowadzą je z udziałem małych grup piechoty. A liczba takich grup wzrosła"

x.com/Thorkill65

Według RFU News ukraińska kontrofensywa w okolicach Pokrowska doprowadziła do zamknięcia w okrążeniu kolejnego zgrupowania rosyjskich wojsk. Utworzony w ten sposób „kocioł” jest większy niż dwa pozostałe razem wzięte, które powstały w poprzednich działaniach ponad trzy tygodnie temu. Okrążeni tam rosyjscy żołnierze zostali w ten sposób skazani na zagładę, nie mając już żadnych szans na ewakuację lub uzupełnienie zapasów. Ci, którzy mieli im tę pomoc dostarczyć, sami zostali bowiem otoczeni i teraz to do nich w pierwszej kolejności próbują się przebić rosyjskie wojska.

Sprawa jest o tyle beznadziejna, że Ukraińcy po otoczeniu Rosjan starają się ich nie atakować bezpośrednio, by nie tracić ludzi, a jedynie nękają ich za pomocą dronów i artylerii. W ten sposób rosyjscy żołnierze nie mogą się w ogóle poruszać poza ukryciami i są pod ciągłą presją. Odległość i ukraińskie przeciwdziałanie utrudniają także przedarcie się do terenu walk rosyjskim dronom. W ten sposób Ukraińcy mają łatwiejszą sytuację, organizując swoistą ofensywę systemów bezzałogowych.

Ukraińscy operatorzy dronów stali się tak skuteczni, że większość rosyjskich ataków kończy się jeszcze przed dotarciem do pozycji zajętych przez Ukraińców. Dzięki dronom udało się odciąć również linie logistyczne, pozbawiając walczących Rosjan potrzebnego zaopatrzenia. Dzięki takiej taktyce cała operacja, prowadzona przede wszystkim przez 1. Korpus „Azow”, może być realizowana praktycznie bez spektakularnych ataków dużych grup pojazdów opancerzonych.

Pomimo tego Ukraińcom udało się odzyskać miejscowość Pankiwka, przecinając rosyjskie zgrupowania z północy na południe. Reakcja Rosjan była nie tylko spóźniona, ale również nieskuteczna. Ukraińscy operatorzy za pomocą dronów atakowali bowiem nie tylko pojazdy, ale również pojedynczych rosyjskich żołnierzy w dużej odległości od linii styku wojsk. Otoczeni w trzech „kotłach” Rosjanie mają więc pełną świadomość, że nie tylko nie otrzymają uzupełnienia, ale dodatkowo zostali pozbawieni drogi ucieczki. Ukraińskie drony dominują bowiem w powietrzu i natychmiast reagują na każdy ruch. /Oszarowo i czasowo, ale nie na stałe - red./

defence24.pl


– 92 drony leciały w kierunku Polski. Zestrzeliliśmy wszystkie. 19 dotarło do nich. Zestrzeliliśmy je oczywiście na terytorium Ukrainy. Można powiedzieć, że leciały w naszym kierunku – powiedział Wołodymyr Zełenski. – Widzimy kierunek i – jak to się mówi – choreografię tego lotu. Dlatego uważamy, że leciały 92 drony. Zestrzeliliśmy wszystkie. 19 – naszym zdaniem – dotarło do nich. Cztery zostały zestrzelone przez Polaków. Nie porównuję naszych sił. My jesteśmy w stanie wojny, oni nie – dodał, zaznaczając, że „Ukraina jest gotowa podzielić się swoim doświadczeniem w odpieraniu takich ataków”. 

/Lepiej by milczał w tym temacie - a tak służy to tylko narracjom rosyjskim, że reagowaliśmy, my Polacy, żle, słabo, szkoda zachodu, itd. - red./

rp.pl


Na lotnisku Schiphol w Amsterdamie przez 45 minut wstrzymano ruch na pasie Polderbaan po zgłoszeniach o dronie zauważonym w pobliżu samolotów. Maszyna i jej operator nie zostali odnalezieni, poinformował nadawca publiczny NOS.

Jak poinformowała Królewska Żandarmeria Wojskowa (Koninklijke Marechaussee), około godziny 12:10 kilka załóg przekazało kontrolerom ruchu lotniczego informacje o urządzeniu lecącym na wysokości około 150 metrów.

Na jednej z internetowych transmisji na żywo słychać, jak kapitan samolotu linii Transavia zgłasza, że dron znajdował się zaledwie 50 metrów od jego maszyny.

Na miejsce skierowano kilka jednostek poszukiwawczych, w tym śmigłowiec policyjny, jednak ani dron, ani jego operator nie zostali odnalezieni. Według Marechaussee prawdopodobnie była to jedna osoba. Rzecznik podkreślił, że przypadki wstrzymania ruchu na pasie startowym z powodu drona są "dość rzadkie".

Na czas zamknięcia Polderbaan ruch lotniczy został przekierowany na sąsiedni pas Zwanenburgbaan. Około godziny 13:00 wznowiono normalne operacje.

W pobliżu Schiphol, podobnie jak nad innymi holenderskimi lotniskami, obowiązuje całkowity zakaz używania dronów ze względu na ryzyko dla bezpieczeństwa lotów. Od początku roku zgłoszono już 22 przypadki podejrzeń obecności dronów w rejonie portów lotniczych.

Do podobnych incydentów doszło w ostatnich dniach w Danii i Norwegii, gdzie czasowo zamknięto tamtejsze lotniska. Rząd duński określił sytuację jako "atak" i "zamach" na stołeczny port lotniczy.

PAP


W piątek Sąd Najwyższy zezwolił administracji Donalda Trumpa na wstrzymanie 4 miliardów dolarów pomocy zagranicznej, zatwierdzonej przez Kongres. Zostawił prezydentowi szerokie pole manewru w polityce zagranicznej.

"New York Times" zwrócił uwagę, że konserwatywna większość sędziów orzekła, że elastyczność prezydenta w polityce zagranicznej przeważa nad "potencjalnymi szkodami" dla beneficjentów pomocy. Decyzja ma charakter tymczasowy, dopóki toczy się postępowanie sądowe, ale w rzeczywistości zamraża fundusze.

Orzeczenie piątkowe stanowi ważny krok w staraniach Trumpa o zakwestionowanie kontroli Kongresu nad wydatkami rządowymi. Fundusze przeznaczono na bezpieczeństwo żywnościowe, rozwój handlu i pomoc humanitarną, w tym wsparcie dla ofiar tortur.

Dwie organizacje non-profit, AIDS Vaccine Advocacy Coalition i Global Health Council, wniosły pozew, argumentując, że zamrożenie funduszy narusza Konstytucję.

Sędzia Elena Kagan, a także Sonia Sotomayor i Ketanji Brown Jackson, wyrazili sprzeciw. Uznali, że "Stawka jest wysoka: chodzi o podział władzy między władzą wykonawczą a Kongresem".

- Ten wynik jeszcze bardziej podważa zasadę podziału władzy - ocenił Nicolas Sansone z organizacji non-profit Public Citizen Litigation Group. Dodał, że decyzja ta będzie miała "poważne konsekwencje humanitarne".

Trump wstrzymał finansowanie rozporządzeniem wykonawczym wydanym pierwszego dnia po objęciu urzędu w Białym Domu w drugiej kadencji. Chce dostosować pomoc do celów swej polityki zagranicznej.

- Sąd Najwyższy, z konserwatywną większością sześciu sędziów, wielokrotnie przychylał się do wniosków prezydenta o pomoc w nagłych wypadkach. Chociaż zarządzenia te mają formalnie charakter tymczasowy, miały daleko idące konsekwencje, pozwalając administracji na zniesienie ochrony setek tysięcy migrantów, zwolnienie niezależnych regulatorów rządowych i usunięcie osób transpłciowych z armii - podkreślił nowojorski dziennik.

PAP