poniedziałek, 19 grudnia 2022


„Awaria 18 wozów bojowych Bundeswehry Puma jest kompromitująca” – pisze „Frankfurter Rundschau”. „Jest jeszcze jedna zła wiadomość dla minister obrony Christine Lambrecht, armii i tutejszego przemysłu zbrojeniowego. Przez problemy techniczne kosztowne Pumy od lat nie mogą zgodnie z planem zastąpić przestarzałych Marderów. W przypadku misji NATO jest wręcz odwrotnie: w oddziałach szybkiego reagowania armia musi od stycznia polegać na Marderach zamiast na wadliwych Pumach. Ministerstwo musi teraz wyjaśnić, dlaczego Puma – doposażona za duże pieniądze – odpadła już po pierwszym ćwiczeniu bojowym. Minister Lambrecht nie może również wciąż usprawiedliwiać się tym, że problemy z Bundeswehrą odziedziczyła, czy też że powstały w wyniku wojny Putina w Ukrainie tak niedawno, że nie da się ich szybko rozwiązać. Te wszystkie uwagi są wprawdzie słuszne. Ale musi wyjaśnić, jak chce postępować i jakie są jej priorytety. Zamiast tego powstaje wrażenie, że działa bez planu” – czytamy

„Lista braków wydaje się nie mieć końca, zakup nowego uzbrojenia regularnie kończy się katastrofą” – zauważa „Augsburger Allgemeine”. „Zrzucanie całej winy za ten marazm na minister Christine Lambrecht jest zbyt proste – winę za to położenie ponoszą też jej poprzedniczki i poprzednicy. To, że można inaczej, pokazuje Luftwaffe, która pod dowództwem gen. Ingo Gerhartz odzyskała siłę bojową. Nie istnieje prawo natury, że w Bundeswehrze wszystko musi pójść źle” – podsumowuje gazeta.

„Kolejna totalna porażka, kolejne spotkanie kryzysowe: minister obrony Lambrecht po prostu nie udaje się wyjść z tej defensywy” – oceniają „Westfaelische Nachrichten”. „Dopiero co było przyznanie, że amunicja wystarczyłaby tylko na dwa dni intensywnych walk – a teraz nowe hiobowe wiadomość. Usterka Pumy jest również niezręczna w stosunku do partnerów z NATO. W końcu ten wóz był planowany ściśle jako siła szybkiego reagowania. Teraz coraz bardziej mści się to, że minister zignorowała uwagi pełnomocniczki ds. wojskowych nt. niedostatecznej przydatności sprzętu. Biuro zaopatrzenia pozostaje piętą achillesową Bundeswehry.

Poprzedniczka Lambrecht – Kramp-Karrenbauer – po długim przymykaniu oka chciała ten leniwy urząd popchnąć znów do marszu. Ale Lambrecht w fatalny sposób odłożyła te plany ad acta. Musi sprowadzić Bundeswehrę na kurs reform tak szybko, jak to możliwe i zakończyć tę niekończącą się serię awarii”.

„To, co wydarzyło się podczas ćwiczeń, musi śmieszyć każdego obserwatora – a jednak śmiech grzęźnie w gardle. Bo chodzi o bezpieczeństwo naszego kraju i o możliwość wypełniania naszych zobowiązań wobec NATO” – zauważa „Badische Zeitung”. „Kanclerz Olaf Scholz odpowiedział na wojnę Rosji przeciw Ukrainie uruchamiając specjalny fundusz dla Bundeswehry o wartości 100 mld euro. Było to konieczne, ponieważ przez wiele lat za mało inwestowano wojska. Ale jedno jest również jasne: wkładanie większej ilości pieniędzy w system, który nie działa, tylko nas ogranicza. Bundeswehra powinna dostać to, czego naprawdę potrzebuje. Ale potem musi się postarać, by to naprawdę działało  A tu mamy ewidentnie wciąż spory plac budowy”.

dw.com

O spotkaniu Władimira Putina z Aleksandrem Łukaszenką w Mińsku mówiło się już od dłuższego czasu. Prezydenci mają omawiać "środki bezpieczeństwa oraz środki reagowania". Jak przekonuje płk rez. Piotr Lewandowski z Centrum Szkolenia Wojsk Obrony Terytorialnej, były szef bazy tarczy antyrakietowej w Redzikowie i weteran wojny w Iraku i Afganistanie, taka rozmowa nie dziwi, bo Rosja po prostu bardzo potrzebuje wsparcia Białorusi.

– Sama Białoruś to są tysiące kilometrów potencjalnego frontu. Co prawda on w dużej mierze jest nieprzekraczalny dla zwartych oddziałów pancerno-zmechanizowanych, ale i tak poszerzy znacznie front, co wymusi na Ukrainie angażowanie sił do co najmniej monitorowania tego obszaru i pozostawiania naprawdę dużych sił w odwodzie na kierunku kijowskim – mówi ekspert.

– Te ruchy, które obserwujemy, zmuszają Ukraińców do tego, żeby te siły jeszcze wzmacniać. Czy Białoruś uderzy, czy nie, tego ciągle nie wiemy, ale działania Rosjan, nawet pozorujące, będą angażować znacznie siły ukraińskie z kierunku północnego – dodaje.

W kontekście rozmów Putina z Łukaszenką sporo mówi się o tym, że Rosja z Białorusią szykują wspólną próbę zdobycia Kijowa. Zdaniem naszego rozmówcy byłoby to tzw. uderzenie "dekapitujące".

– Co prawda czasy, kiedy zdobywało się stolicę kraju i wojna się kończyła, minęły, ale uderzenie na Kijów i zdobycie go, byłoby ciosem, który zmieniłby obraz wojny, zarówno strategicznie, jak i politycznie, bo jednak jest to ośrodek władzy. Byłaby to olbrzymia porażka Ukrainy – mówi wojskowy.

Jednocześnie płk Lewandowski zaznacza, że taka ofensywa ze strony Rosji wspieranej przez Białoruś, chociaż jest możliwa, to jednak szanse jej powodzenia są bardzo niewielkie.

– Ukraina bardzo rozbudowała pozycje na tym kierunku, nauczona doświadczeniem z pierwszych dni wojny, bo wtedy ta ich obrona wyglądała słabo. Wówczas Rosjanie nie rzucili tam swoich najlepszych sił, a mim to zaszli daleko i zrobili to szybko. Dlatego z informacji, które mamy, wiemy, że Ukraińcy prowadzili rozbudowę fortyfikacyjną, połączoną z polami minowymi. Utrzymują też znaczące odwody, których z oczywistych względów nie znamy. Do tego dochodzą bardzo duże zgrupowania wojsk obrony terytorialnej czy co najmniej jedna jednostka pancerna i brygady zmechanizowane – wylicza ekspert.

Trzeba jednak wziąć pod uwagę to, że ofensywa skuteczna czy nie, cały czas angażowałaby duże siły Ukraińców. – O to właśnie chodzi Rosjanom. Żeby Ukraińcy nie mieli odwodów. Nie sądzę, żeby Rosja zakładała, że uda jej się zdobyć Kijów jednym uderzeniem, ale do tego Ukraińcy będą potrzebowali znacznych sił, a tych sił może braknąć w innym miejscu – zauważa.

Nasz rozmówca przypomina, że cały czas intensywne walki trwają na wschodzie czy na południu Ukrainy. Ostatnio najcięższe w okolicach Bachmutu.

– Tam Rosjanie nie do końca są nieskuteczni. Jednak powodują duże zaangażowanie Ukraińskich sił. Cześć z nich nie wchodzi do walki, ale pozostaje w odwodzie, żeby likwidować możliwe włamania, jednocześnie nie może się dalej szkolić i uzupełniać. Taki właśnie jest cel, permanentne angażowanie tych sił, które maja się wyczerpywać, a rosyjskie zasoby ludzkie przecież są coraz większe – zaznacza i weteran wojny w Iraku i Afganistanie.

Czego możemy się więc spodziewać ze strony Rosjan? Zdaniem płk Lewandowskiego na pewno dalszych ataków dronami w tzw. infrastrukturę wrażliwą, która już jest zniszczona w kilkudziesięciu procentach.

– To jest ewidentnie taktyka długofalowa. Rosja zakłada, że przetrwa zimę i wiosną wprowadzi 200 tys. żołnierzy, których teraz szkoli – twierdzi ekspert. – Mówi się, że te oddziały nie osiągną wymaganych zdolności. Tylko czyich? Takich, jakich wymaga Ukraina od swoich brygad, oni na pewno nie osiągną, ale Rosja wymaga tylko tyle, by w sposób w miarę zorganizowany przytłoczyli swoją masą armię Ukraińską. Tę zdolność pewnie uda im się osiągnąć – dodaje.

onet.pl

Nocą z 18 na 19 grudnia Rosjanie przeprowadzili atak na Kijów z wykorzystaniem dronów kamikadze, w wyniku którego doszło do uszkodzeń infrastruktury energetycznej w dwóch rejonach miasta. Jego obrońcy poinformowali o zestrzeleniu 18 z 23 atakujących stolicę dronów Shahed-136/131. Zgodnie z danymi Dowództwa Sił Powietrznych Ukraińcy mieli łącznie unieszkodliwić 30 z 35 dronów, które poza Kijowem atakowały cele na południu kraju. Ponadto Ukraina nadal boryka się ze skutkami ataku rakietowego z 16 grudnia. Według operatora systemu elektroenergetycznego Ukrenerho awaryjne wyłączenia prądu mają miejsce w stolicy i dziesięciu obwodach.

Artyleria i lotnictwo agresora kontynuują ataki na pozycje i zaplecze sił ukraińskich wzdłuż linii styczności oraz na obszarach graniczących z Rosją. Rakiety spadły też na Kramatorsk i Łyman. Pod permanentnym ostrzałem wciąż znajdują się Chersoń (miasto jest pozbawione prądu) oraz okolice Nikopola i Oczakowa. 18 grudnia miał miejsce siedmiogodzinny ostrzał Orichiwa w obwodzie zaporoskim. Celem artylerii ukraińskiej były pozycje i zaplecze wroga w głównych rejonach walk i w obwodzie zaporoskim. Najprawdopodobniej doszło także do kolejnego aktu dywersji w rosyjskim Biełgorodzie.

Trwają starcia o Bachmut, gdzie obrońcom udaje się powstrzymywać natarcie przeciwnika we wschodniej części miasta. Według nieoficjalnych źródeł mieli oni również odzyskać część utraconych pozycji. Ciężkie walki toczą się o Sołedar na północny wschód od Bachmutu oraz o leżące na jego północno-wschodnich i południowo-zachodnich obrzeżach Pidhorodne i Kliszczijiwkę. Areną zaciętych potyczek jest także Marjinka na zachód od Doniecka. Rosjanie mieli bezskutecznie atakować na północ, wschód i południe od Siewierska oraz na pograniczu obwodów charkowskiego i ługańskiego. Według lokalnych doniesień mają też wzmacniać pozycje obronne w okupowanej części obwodu zaporoskiego i zwiększać liczebność wojsk w rejonie Melitopola. Miasto ma być przygotowywane do obrony i potencjalnych walk ulicznych.

Rosja kontynuuje wzmacnianie zgrupowania na Białorusi w graniczących z Ukrainą obwodach brzeskim i homelskim. W ostatnich dniach miały tam trafić dodatkowe kolumny transportowe (co najmniej 50 ciężarówek) oraz 18 autobusów medycznych. Pododdziały walki radioelektronicznej armii białoruskiej otrzymały od sąsiada nowe wyposażenie (co najmniej sześć specjalistycznych pojazdów).

16 grudnia odbyło się spotkanie Alaksandra Łukaszenki z członkami rządu powiązane z planowaną na 19 grudnia wizytą Władimira Putina w Mińsku. Dotyczyło ono relacji białorusko-rosyjskich. Według słów Łukaszenki tematem rozmów z Putinem mają być przede wszystkim sprawy gospodarcze. Jednocześnie białoruskie MON oznajmiło, że w spotkaniu obu przywódców wezmą udział ministrowie obrony Wiktar Chrenin i Siergiej Szojgu. Kijów uważnie przygląda się współpracy wojskowej pomiędzy oboma krajami – zagadnieniu temu poświęcona była narada u prezydenta Wołodymyra Zełenskiego 18 grudnia. W kwestii możliwości wyprowadzenia ataku z obszaru Białorusi w najbliższym czasie przeważają wstrzemięźliwe oceny, jednak zagrożenia tego nie wyklucza się w dłuższej perspektywie.

Brytyjski resort obrony potwierdził dostarczenie Ukrainie rakiet Brimstone 2 do niszczenia celów opancerzonych. Rząd w Londynie wstępnie zapowiedział też przekazanie Kijowowi w przyszłym roku kilkuset tysięcy pocisków artyleryjskich o orientacyjnej wartości 250 mln funtów. Pentagon z kolei przyznał, że pozyskiwał i wysyłał na Ukrainę części zapasowe do systemów S-300.

Zastępca szefa Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy generał Wadym Skibicki potwierdził w wywiadzie dla dziennika „Bild”, że armia realizuje szeroki wachlarz operacji na terytorium wroga. Celem ataków są obiekty wojskowe – przede wszystkim miejsca, z których wyprowadza się uderzenia w kierunku Ukrainy, a także magazyny i bazy remontowe, punkty dowodzenia oraz koszary z większą ilością wojska.

Komentarz

Rosja kontynuuje doposażanie sił na Białorusi, lecz skala tego procederu jest w dalszym ciągu zbyt mała, by można było mówić o budowaniu nowego zgrupowania ofensywnego. Wzmocnienie logistyki, a zwłaszcza zabezpieczenia medycznego pozwalają jednak przyjąć, że najeźdźcy nie wykluczają przeprowadzenia działań na mniejszą skalę bądź chcą stworzyć pozory gotowości do podjęcia takich działań w celu wiązania części sił przeciwnika na północy kraju. Podobnie należy traktować podnoszenie gotowości bojowej armii białoruskiej, która – m.in. ze względu na niewielki potencjał i niski stopień motywacji żołnierzy – nie stanowiłaby znaczącego wzmocnienia sił agresora w przypadku nowej ofensywy od północy. Ewentualny udział Sił Zbrojnych Białorusi w działaniach na terytorium Ukrainy miałby przede wszystkim znaczenie polityczne i psychologiczne.

osw.waw.pl