środa, 10 stycznia 2018


Kluczową rolę w wepchnięciu I Rzeczpospolitej w stan zależności i niedorozwoju miała postawa jej elit oraz celowe działania przez nie podejmowane. Szlachta – bo o nią tu chodzi – nie dążyła oczywiście świadomie do zepchnięcia swojego państwa na bocznicę historii, realizowała jednak swoje interesy materialne w sposób, który do tego doprowadził. Dlatego na jej określenie używam terminu „elita kompradorska”, zaczerpniętego z badań nad kolonializmem w Ameryce Łacińskiej.

Rozwój gospodarki folwarcznej na terenach I Rzeczypospolitej wraz ze wszystkimi tego konsekwencjami – pańszczyzną, niedorozwojem miast i mieszczaństwa, osłabieniem rodzimej produkcji proto-przemysłowej, mizerną pozycją rodzimego kupiectwa itp. – był wynikiem świadomych i celowych działań szlachty, która widziała możliwość realizacji swoich interesów raczej we współpracy z obcymi ośrodkami gospodarki kapitalistycznej niż z resztą własnego społeczeństwa. Bardzo konsekwentnie i zdecydowanie walczyła też ze wszystkimi przejawami nowoczesności i była w tym tak zaciekła, że gdy w wieku osiemnastym młodzi szlachcice zaczęli przywozić oświeceniowe idee ze swoich podróży na zachód kontynentu, w Sejmie zgłoszono projekt prawa zakazującego takich podróży (a pamiętamy, jak niechętnie szlachta odnosiła się do wszelkich zakazów i nakazów nakładanych na jej „złotą wolność”; jest to jeden z bardzo nielicznych przypadków, gdy szlachta sama z siebie proponuje ograniczenie swojej wolności, widać jednak, że czyni to w obronie swojego interesu klasowego). Ci, którzy dzisiaj propagują polskość, odwołując się do kultury sarmackiej i szukając w niej inspiracji dla rozwiązywania współczesnych problemów społecznych i politycznych, konsekrują właśnie tradycję odpowiedzialną za zacofanie i peryferyzację Polski. Kto chce temu przeciwdziałać, powinien tego rodzaju postawy aktywnie zwalczać.

praktykateoretyczna.pl

Dodajmy do tego fakt, że w siedemnastym czy osiemnastym wieku miarą przestrzeni był czas potrzebny na jej pokonanie: Francja liczyła na przykład trzy tygodnie z południa na północ i tyle samo ze wschodu na zachód, przypomina Pobłocki. Z tego powodu geometryczną dysproporcję terytorialną między Prusami, rozciągniętymi wzdłuż Morza Bałtyckiego stanowiącego dogodny, szybki i doskonale opanowany szlak komunikacyjny, a Rzeczpospolitą, sięgającą daleko na ukraińskie stepy i pozbawioną choćby jednej rzeki płynącej ze wschodu na zachód, trzeba przemnożyć przynajmniej kilku-, jeśli nie kilkunastokrotnie. Jak argumentowałem w Fantomowym ciele króla, jednym z istotnych powodów upadku I Rzeczypospolitej był jej terytorialny rozrost niekorespondujący ani ze zdolnościami organizacyjnymi jej włodarzy, ani z zasobami politycznymi, społecznymi oraz materialnymi, jakimi dysponowali. Gdyby w szesnastym wieku polskie elity, zamiast przeć na Wschód w celu maksymalizacji indywidualnych korzyści kilku magnackich rodów (ziemia, jak uważa sam Pobłocki, zawsze była źródłem bogactwa), przytuliły swój kraj bardziej do Bałtyku i wzmocniły politykę morską (Polska od 1635 do 1918 roku nie posiadała marynarki wojennej), historia mogłaby potoczyć się inaczej. Możliwe, że bardziej kompaktowe państwo złożone z Wielkopolski, Małopolski, Mazowsza oraz Pomorza (z niewielkimi przyległościami), prowadzące bardziej trzeźwą i mniej życzeniową politykę, nigdy nie zniknęłoby z mapy, nawet gdyby utrzymało zarówno pańszczyznę, jak i swój osobliwy ustrój polityczny.

Ogólnie rzecz biorąc, monokauzalne strategie eksplikacyjne typu „wszystko przez pańszczyznę” albo „wszystko przez liberum veto” mają mały sens nie tylko ze względu na konfigurację różnych czynników w tym konkretnym przypadku, ale także z bardziej zasadniczego powodu: w świecie ludzkim bardzo niewiele zjawisk – jeśli w ogóle jakiejkolwiek – ma jedną przyczynę.

praktykateoretyczna.pl

Wacquant, posługując się przejętymi od Bourdieu pojęciami prawej (nadzorująco-karzącej) i lewej (opiekuńczo-wspierającej) ręki władzy, świetnie pokazuje, że w realnym sprawowaniu władzy przez neoliberalne rządy nigdy nie chodziło o osłabienie, a już na pewno nie o zniszczenie władzy państwowej, aby w ten sposób uwolnić potencjał rynku, ale o transfer władzy z lewej ręki do prawej. Państwo neoliberalne nie jest wcale słabsze, ani nie wpływa mniej na relacje społeczne niż państwo dobrobytu, które zastąpiło. Sprawuje po prostu w inny sposób inny rodzaj władzy. Jej efekty są też inaczej rozłożone klasowo, co Wacquant ilustruje, odwołując się do metafory centaura: neoliberalne rządy są eleganckim i miłym biznesmenem ubranym w garnitur na górze, czyli dla klas wyższych, a bezwzględną bestią kopiąca kopytami na dole – dla klas niższych. W obu przypadkach realizują prerogatywy władzy, a neoliberalny kapitalizm jest – tak jak wszystkie inne warianty kapitalizmu – ściśle zarządzany i organizowany przez państwo.

praktykateoretyczna.pl