sobota, 28 lipca 2018


Wróćmy jeszcze do składowania odpadu. Na przykład Niemcy wywożą swój plastik do Chin.

Tak – i potem ładnie wyglądają w statystykach. Ale na pewno teraz się to zmieni. Chiny przez długi czas wykupywały dużą część odpadów, trudno powiedzieć dlaczego, bo ich system gospodarowania odpadami nie jest zbyt przejrzysty. Prawdopodobnie obliczyli, że będzie im się opłacać spalanie ich na produkcję energii. Jednak kilka miesięcy temu zrezygnowali z tego, przestali importować plastikowe odpady. I nagle powstał ogromny problem – okazało się, że nikt inny nie jest nimi zbyt zainteresowany, ceny wykupu spadły o kilkadziesiąt procent. Firmom recyklingowym nie opłaca się ich sprzedawać, więc plastik gromadzi się i nikt nie wie, co z nim zrobić. To tylko kolejny wykrzyknik pokazujący, że już naprawdę najwyższy czas przewartościować obecny krótkowzroczny, linearny sposób produkcji i wyrzucania.

Jakie są inne konsekwencje nadmiernej produkcji śmieci? Oprócz tego, że już nie mamy gdzie ich przechowywać.

Na przykład to, że mnóstwo śmieci ląduje w oceanach. Według raportu przygotowanego dwa lata temu na Światowe Forum Ekonomiczne w 2050 roku będzie w oceanach więcej plastiku niż ryb, a już teraz jest go więcej niż planktonu. Zwierzęta zjadają większe kawałki plastiku i blokują sobie układ pokarmowy, w wyniku czego umierają. Część plastiku rozpada się na tzw. mikrocząsteczki, które fauna morska myli z planktonem – w ten sposób dostają się do łańcucha pokarmowego, którego częścią jesteśmy też my, ludzie. Mikrocząsteczki znajdują się już niemal wszędzie – w soli, ale i w wodach śródlądowych czy w atmosferze. Więc plastik wraca do nas niczym bumerang, trafiając nawet do naszych organizmów.

Często mówi się też o toksynach w materiałach opakowaniowych, co jest dość kontrowersyjnym tematem. Istnieją dwa obozy. Jeden twierdzi, że takie substancje jak ftalany, bisfenole i substancje zmiękczające używane do produkcji jednorazowych opakowań są toksyczne i mogą przedostawać się do żywności. Drugi, wspierający producentów jednorazowych opakowań, zaprzecza temu.

krytykapolityczna.pl

W poniedziałek kanał Channel 4 News wyemitował nagrane z ukrycia rozmowy reportera stacji z czołowymi postaciami w Cambridge Analytica, w tym m.in. z Nixem oraz dyrektorem zarządzającym spółki zależnej Cambridge Analytica - CA Political Markiem Turnbullem; z nagrań wynika, że firma proponowała potencjalnym klientom usługi polegające na szantażowaniu politycznych rywali i rozpowszechnianiu fałszywych informacji, aby zniszczyć ich reputację.

Nix tłumaczył m.in., że oprócz wyszukiwania kompromitujących informacji o politycznych rywalach firma jest także w stanie przeprowadzić pokazowe próby działań korupcyjnych, które byłyby nagrane ukrytą kamerą i opublikowane w internecie, a nawet zastawić pułapki przy udziale prostytutek.

We wtorek Channel 4 wyemitowało kolejne nagrania rozmów, w których Nix oraz Turnbull przechwalali się zakresem pracy na rzecz kampanii wyborczej amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa w trakcie wyborów w 2016 roku. Dokładna rola CA w wyborze Trumpa na prezydenta USA nie jest znana, ale firma informuje na swojej stronie internetowej, że "zapewniła kampanii (...) wiedzę ekspercką, która pomogła zdobyć Biały Dom". Zgodnie z oficjalnymi sprawozdaniami za usługi świadczone od czerwca 2016 roku CA otrzymała co najmniej 6,2 mln dolarów.

Prezes Cambridge Analytica ocenił m.in., że kandydat w wyborach jest zawsze "marionetką" swojego zespołu, która "nigdy, nigdy nie jest zaangażowana" w ustalanie szczegółów kampanii.

"My zrobiliśmy całe przygotowanie, wszystkie dane, całą analizę, całe przygotowanie pod kątem określonego wyborcy, całą kampanię cyfrową i telewizyjną" - mówił Nix.

Z kolei Turnbull tłumaczył reporterowi Channel 4 - który podał się za potencjalnego klienta - w jaki sposób Cambridge Analytica wykorzystuje inne organizacje do rozpowszechniania negatywnych przekazów o konkurentach politycznych ich klientów.

"My tylko wrzucamy to do obiegu i patrzymy, jak to rośnie; czasem tylko popchniemy trochę tu i tam, żeby nabrało kształtów. Te rzeczy przenikają do społeczności internetowej i rosną, bez użycia żadnej marki - więc nie da się tego nikomu przypisać ani znaleźć źródła" - mówił.

Wcześniej w niedzielnym wydaniu "Observera" ujawniono, że firma prawdopodobnie naruszyła prawo, pozyskując i wykorzystując w celach komercyjnych dane dotyczące nawet 50 milionów osób zarejestrowanych na Facebooku (ok. 1/3 wszystkich użytkowników w Ameryce Północnej), które były następnie wykorzystywane w celu przewidywania ich decyzji wyborczych i wpływania na nie w kampanii prezydenckiej w 2016 roku.

"Użyliśmy Facebooka do pozyskania milionów profili osób, a następnie zbudowaliśmy modele, które wykorzystywały to, co o nich wiedzieliśmy, i ich wewnętrzne demony (w celu tworzenia skutecznych przekazów politycznych). To był fundament, na którym zbudowano całą firmę" - powiedział w rozmowie z "Observerem" były szef działu badań CA, Chris Wylie.

PAP