środa, 4 stycznia 2023



Stopa bezrobocia w USA wyniosła 3,7 proc., oczekiwano 3,7 proc. wobec 3,7 proc. miesiąc wcześniej. (...)

- Konsensus jest taki, że recesja nadchodzi, ale akcje nie mogą osiągnąć dna przed jej rozpoczęciem, inflacja nie spadnie szybko, więc banki centralne nie będą mogły mrugnąć, ponowne otwarcie Chin będzie chaotycznym procesem, a Europa nadal będzie mieć problemy – powiedział strateg Barclays Emmanuel Cau.

bankier.pl


Monika Kurtek, Bank Pocztowy 

"Październik przyniósł wyhamowanie tempa wzrostu płac w sektorze przedsiębiorstw, ale jednocześnie przyspieszeniu uległo tempo wzrostu zatrudnienia. Podkreślić jednak należy, że dynamika nominalna wynagrodzeń na poziomie 13,0 proc. rdr to wciąż relatywnie wysoki wzrost i w zestawieniu ze wzrostem zatrudnienia o 2,4 proc. rdr (7 tys. estetów więcej w stosunku do poprzedniego miesiąca) udowadnia, że rynek pracy w Polsce pozostaje dość odporny na pogarszającą się koniunkturę.

Oczywiście w ujęciu realnym płace, jak i fundusz płac, spadają, co znajdzie odzwierciedlenie w hamowaniu konsumpcji. W kolejnych miesiącach w statystykach dotyczących zatrudnienia i bezrobocia oczywiście będziemy widzieć pewne pogorszenie, ale raczej nie będzie ono duże. Co więcej, dynamika nominalna wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw jeszcze przez kilka miesięcy może utrzymywać się na dwucyfrowym poziomie (choć nierealny wydaje się raczej poziom bliski stopie inflacji), gdyż presja płacowa pozostaje silna, a w nowym roku czekają nas dwie podwyżki płacy minimalnej „podbijające” oczekiwania także tych zarabiających powyżej minimalnego poziomu.

Ogólny wniosek jest taki, że mamy rynek pracy zupełnie inny niż przy poprzednich dużych spowolnieniach gospodarczych (struktura demograficzna, malejąca podaż pracowników), co powodować będzie, że nawet przy prawie zerowej dynamice PKB w przyszłym roku stopa bezrobocia może otrzeć się co najwyżej o ok. 6,0 proc.".

Agata Filipowicz-Rybacka, Alior 

"Na rynku pracy wciąż nieźle. Tak można podsumować dzisiejsze dane z sektora przedsiębiorstw. Dynamika zatrudnienia zaskoczyła lekko pozytywnie rosnąc z 2,3 proc. rdr do 2,4 proc. rdr. W ujęciu mdm obserwowaliśmy nawet lekki wzrost zatrudnienia (0,1 proc. mdm). Zestawiając te dane z badaniami koniunktury to niezły wynik.

W badaniach przedsiębiorstw raczej przewijają się sygnały zwiastujące pogorszenie popytu na pracę. Spadek dynamiki wynagrodzeń z 14,5 proc. rdr do 13 proc. rdr nie zaskoczył nas. Oczekiwaliśmy nawet mocniejszego spadku (do 12,3 proc. rdr) mając na uwadze silne jednorazowe czynniki (dodatki, nagrody itd. W wybranych sektorach) obserwowane we wrześniu. Dynamika realna płac jest już głęboko ujemna i sięga ok. -4 proc. rdr.

Wydźwięk danych z rynku pracy jest niejednoznaczny w kontekście presji inflacyjnej. My uważamy, że obserwujemy raczej powolne schładzanie koniunktury w tym obszarze, co nie sprzyja szybkiej redukcji inflacji".

Bank Pekao

"W październiku płace spadły realnie o 5 proc. rdr. Naszym zdaniem ten trend się pogłębi i w lutym będzie to już spadek o blisko 10 proc. rdr. Po drodze oczywiście wypłaty premii inflacyjnych mogą dawać złudzenie, że z tymi płacami nie jest aż tak źle (jak w lipcu i wrześniu 2022)".

PIE 

"Płace szczególnie szybko rosną w górnictwie (23 proc.) oraz transporcie (21 proc.). W pozostałych branżach wyniki są zdecydowanie słabsze – tempo oscyluje wokół poziomu 12 proc. Po uwzględnieniu inflacji (17,9 proc.) oznacza to realny spadek siły nabywczej wynagrodzeń. Sytuacja ta utrzyma się przez większość przyszłego roku. Wyniki firm rosną w coraz słabszym tempie, co ograniczy przestrzeń do ewentualnych podwyżek. W porównaniu z wrześniem liczba miejsc pracy w październiku zwiększyła się (7 tys. etatów).

W skali roku zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw jest wyższe o 2,4 proc. W kolejnych miesiącach prawdopodobne są zwolnienia. Niemniej ich skala będzie umiarkowana. Duży odsetek firm dalej raportuje, że istotnym problemem na rynku pracy są wciąż braki kadrowe.

NBP prognozuje, że bezrobocie mierzone w badaniach BAEL wzrośnie z 2,6 proc. do 3,5 proc. w 2023 roku oraz 4,6 proc. w 2024 roku. Prognozy te są dość pesymistyczne wobec wciąż wysokiego zapotrzebowania na pracowników. Niedobory kadrowe stanowią bufor przed znacznym wzrostem bezrobocia. Przedsiębiorcy wciąż częściej planują zwiększać zatrudnienie niż zwalniać. W przypadku pogorszenia koniunktury w pierwszej kolejności zrezygnują z tworzenia nowych miejsc pracy".

bankier.pl


W wywiadzie dla dziennika "Welt" szefowa berlińskiej policji Barbara Slowik stwierdziła, że "w Berlinie mamy potencjał około 400 osób z "Letzte Generation" ("Ostatnie pokolenie" - grupa aktywistów klimatycznych, która m.in. przykleja się do dróg w Berlinie, blokując ruch samochodowy - PAP) , przy czym (...) wielu pochodzi z innych krajów związkowych. Dla nas jest to teraz ekstremalnie dodatkowe obciążenie pracą". Podkreśliła, że "w sumie nasi pracownicy w grupach interwencyjnych przepracowali już ponad 160.000 godzin od rozpoczęcia protestów klimatycznych w dniu 24 stycznia bieżącego roku."

Skutkuje to tym, że "wiele operacji musimy odłożyć na później lub możemy je przeprowadzić tylko w mniejszej skali, możemy być obecni na terenie miasta w znacznie mniejszym stopniu" - podkreśliła Slowik.

Aktywiści twierdzą, że walczą o szczególnie ważną sprawę, a swoje działania nazywają nieposłuszeństwem obywatelskim - przypomina "Welt". Jak to widzi szefowa policji? "Istnieje szeroki konsensus społeczny, że zmiany klimatyczne nam zagrażają. Ale dla mnie protest +Letzte Generation+ to nie jest obywatelskie nieposłuszeństwo. Są to czyny przestępcze i znaczna ingerencja w prawa do wolności innych ludzi. Dla mnie nie ma to żadnego uzasadnienia. Demokracja zna inne formy protestu".

PAP


Możemy sobie zakładać opaski, zasłaniać usta, robić miny, nawet pierdzieć na wargach. Moralne wzmożenie to jedyne, co nam zostało. Jako Europa nie mamy żadnego lewara na FIFA, jej szefa Gianniego Infantino i emira Kataru. Możemy im nagwizdać.  

Owszem, pewnie to prawda, co mówił ostatnio dziennikarz z Wielkiej Brytanii, Jon Sopel, że Katarczycy są wkurzeni i pytają się, po co im był ten cały mundial? Wyrzucili 220 miliardów dolarów w błoto. Gdyby przewidzieli, że w 2022 r roku wielki kanclerz Niemiec przyleci do Kataru i przed emirem będzie prosił pokornie: "Czy Wasza Wysokość nie ma na zbyciu troszeczkę gazu?", to by tego całego mundialu nie robili. A tak plują sobie w brodę, że wydali górę dolarów, a poddani Olafa Scholza na każdym kroku pouczają ich, jak mają żyć. Katarczyków pociesza pewnie tylko fakt, że emir pogardliwie odpowiedział Scholzowi: "Się zobaczy" i kanclerz wielkich Niemiec wyjechał z malutkiego Kataru, właściwie nic nie załatwiwszy. Kwintesencja tego, co Europa może zrobić Katarowi. 

sport.pl


Wojewoda mazowiecki Konstanty Radziwiłł odwołał Monikę Strzępkę z funkcji dyrektorki warszawskiego Teatru Dramatycznego w Warszawie, a mówiąc precyzyjniej - unieważnił jej powołanie, co skutkuje na razie zawieszeniem. Jak ustaliła Gazeta.pl, wojewoda powołał się na działanie Strzępki "w sprzeczności z linią programową" teatru. Nieoficjalnie wiemy, że miasto będzie się odwoływać od decyzji wojewody. Dyrektorkę wybrano w drodze konkursu na początku roku.

Jak wynika z naszych ustaleń, powodem decyzji wojewody o unieważnieniu powołania Moniki Strzępki na stanowisko jest m.in. umieszczenie rzeźby złotej waginy we foyer Teatru Dramatycznego i prezentowanie przez nią "radykalnego feminizmu". Pomnik waginy został wniesiony do teatru w kolorowym orszaku. Miał tam zostać na stałe. Całe wydarzenie wojewoda uznał za "poniżające dla kobiet".

Strzępka tak mówiła w dniu wydarzenia: - Chcemy Teatr Dramatyczny uczynić miejscem, w którym dba się zarówno o procesy twórcze, jak i o relacje w pracy, o prawa pracownicze.

Jak podkreślała, złota wagina to "wyraz uznania dla kobiecości, tajemnicy życia, seksualności i przyjemności, symbol wartości, które wyznajemy i którymi będziemy się kierować, transformując Teatr Dramatyczny w feministyczną instytucję kultury".

gazeta.pl


„Jeszcze nie wiadomo, kto rozstrzygnie na swoją korzyść walkę o władzę – Komisja Europejska czy Viktor Orban. Bruksela chce wstrzymać wypłatę dotacji w wysokości kilku miliardów euro dla Węgier, ponieważ człowiek w Budapeszcie zachowuje się raczej jak nepotyczny autokrata niż jak szef rządu kraju należącego do Unii Europejskiej” – pisze Hubert Wetzel w komentarzu opublikowanym w piątek wieczorem (25.11.2022) na portalu „Sueddeutsche Zeitung”.

Decyzję o tym, czy Orbanowi zostaną odebrane pieniądze, podejmą rządy krajów UE. „Kto jest zwycięzcą tej konfrontacji, dowiemy się prawdopodobnie za kilka tygodni” – zaznacza komentator.  

Już teraz – kontynuuje Hubert Wetzel – można stwierdzić, że kierowana przez Ursulę von der Leyen Komisja Europejska wreszcie zdobyła się na odwagę, żeby pokazać Orbanowi, kiedy „jest już dosyć”. Premier Węgier od lat traktuje UE jak „uciążliwego pracownika banku”, który ma mu wręczyć pieniądze, ale nie może mu mówić, jak je wydaje.

Jeszcze bardziej obchodzi Unię to, że Orban w swoim kraju atakuje i demontuje wszystko to, co się składa na nowoczesną demokrację – państwo prawa, niezależne sądownictwo, wolne media, politycznych konkurentów – wylicza autor. „KE nie ma wielu możliwości aby to zmienić, ale nie musi działań Orbana wspierać miliardami (euro) z funduszy unijnych” – podkreśla komentator.

Jeżeli Węgry znajdą wystarczającą ilość sojuszników, aby zablokować decyzję o obcięciu funduszy, kraje te będą współwinne „krętactwom” Orbana.

„Gdyby horyzonty rządzących w Budapeszcie i Warszawie polityków były mniej płaskie i ograniczone, gdyby myśleli w sposób bardziej strategiczny, zauważyliby może, jak bardzo szkodzą swoim własnym krajom” – pisze dziennikarz „SZ”.

„Dotyczy to nawet znacznie bardziej Polski niż Węgier. Polska ma szóstą pod względem wielkości gospodarkę w UE, mogłaby grać rolę regionalnego przywódcy na wschodzie Unii” – tłumaczy Hubert Wetzel.

„Jednak błędna zrzędliwa prowincjonalnie wrogość do UE, za pomocą których rządy Polski i Węgier wygrywają u siebie w domu wybory, odbiera im wpływy w Brukseli” – podkreśla komentator. Oba kraje mogą jedynie blokować, ale nie mają sił, aby kształtować Unię, ponieważ mają opinię „zdrajców” i „szantażystów”.

„Proeuropejscy Bałtowie boksują w Brukseli powyżej swojej kategorii wagowej. Antyeuropejscy Polacy boksują o wiele poniżej swojej kategorii, nie mówiąc już o Węgrach. To bardzo krótkowzroczna polityka dla kraju, w którego interesie jest to, aby Unia pozostała twarda wobec Rosji i wspierała Ukrainę” – komentuje dziennikarz „SZ”.

„Największą lekcją ze sporu między Brukselą a Budapesztem jest być może doświadczenie, że także w polityce istnieją modele biznesowe, które dobrze funkcjonują tak długo, dopóki bank udziela kredytu. Gdy jednak okienko bankowe zostaje zamknięte, wtedy widać, że biznes splajtował” – konkluduje Hubert Wetzel.

dw.com


Przez wiele lat Alex Jones rozpowszechniał w radiowych audycjach twierdzenia, że strzelanina w Sandy Hook była "sztuczna", "wyreżyserowana", a rodziny ofiar nazywał "aktorami". Powtarzał, że masakra była rządowym spiskiem mającym na celu odebranie Amerykanom broni. 

Niestety w rzeczywistości do strzelaniny doszło. Dokładnie stało się to w szkole Sandy Hook w Newtown 14 grudnia 2012 roku. 20-letni sprawca zastrzelił łącznie 26 osób (20 dzieci oraz sześciu dorosłych). Dwie osoby zostały ranne, a napastnik popełnił samobójstwo. 

Rodziny ofiar wskazywały, że ze względu na wypowiedzi Jonesa wielokrotnie padały ofiarą nękania i gróźb śmierci ze strony osób, które wierzyły prezenterowi. Z tego powodu amerykański sąd przyznał 15 indywidualnych odszkodowań, których kwoty wahały się od 28,8 mln do 120 mln dol. Jak podaje NBC News, rodziny ofiar strzelaniny z 2012 r. i agent FBI mają otrzymać również oddzielne odszkodowania za straty moralne. W sumie Jones miał zapłacić 965 mln dol. 

Kluczowe jest tu słowo "miał", gdyż w czwartek 10 listopada amerykańskie media obiegła informacja, iż sędzia z Connecticut podniósł wysokość kary, którą Jones musi zapłacić po procesie o zniesławienie do 1,44 mld dolarów. 

CBS News podaje, że sąd przychylił się do prośby powodów, którzy uważali, że dodatkowe odszkodowanie się należy, gdyż Jones okazał "całkowity brak skruchy". Podkreślano też, że sprawa ta może mieć historyczne znaczenie.  

gazeta.pl


Jeśli ktoś szuka zaskakującego tematu na rozmowę w ten weekend, może poruszyć zmianę cen gazu. Wśród wszechobecnych skarg na wysokie koszty ogrzewania, cena dla komercyjnych odbiorców w Niemczech jest obecnie najniższa od wiosny.

Przy czym gaz nie jest bynajmniej jedynym ważnym towarem, którego cena w ostatnich tygodniach wyraźnie spadła. Rekordowe notowania z wiosny, czyli z tygodni po rozpoczęciu wojny przez Rosję, to już historia.

Dotyczy to takich towarów jak aluminium, stal, a nawet złoto, bawełna i pszenica. — Spadające koszty dotrą do konsumentów z kilkumiesięcznym opóźnieniem. To stłumi inflację — mówi ekonomista Eric Heymann z Deutsche Bank Research.

Po pierwsze, gospodarka światowa znalazła się w nowej rzeczywistości. Mieszanka strachu i spekulacji, która napędzała ceny po rozpoczęciu wojny, ustąpiła miejsca realizmowi.

Drugim powodem są niższe oczekiwania gospodarcze. Wojna i inflacja obniżyły prognozy globalnego wzrostu gospodarczego, a recesja wydaje się nieunikniona. Znajduje to odzwierciedlenie na przykład w cenie drewna. Materiał ten jest kluczowym surowcem na przykład w przemyśle budowlanym. Jego cena spadła pod koniec września do najniższego poziomu od ponad dwóch lat, a więc do poziomu sprzed pandemii.

Głównym powodem są rosnące stopy procentowe, które spowalniają budowę nowych domów prywatnych. Eksperci wskazują również na rządowy hamulec dla cen energii. Stłumienie wzrastających kosztów gazu i prądu znacznie ustabilizuje ceny materiałów budowlanych, które w ostatnim czasie podlegały dużym wahaniom.

Spadające ceny towarów mogą również ograniczyć inflację w sklepach. Od czasu zawarcia porozumienia z Rosją i Ukrainą, które otworzyło żeglugę przez Morze Czarne, ceny pszenicy i oleju spożywczego na rynkach światowych znacznie spadły. — W ciągu ostatnich kilku tygodni nie było już skoków cen towarów rolnych. Rośnie szansa, że uda nam się utrzymać umiarkowane podwyżki cen naszych produktów — mówi anonimowo menedżer dużej firmy spożywczej.

Ta ulga już odczuwalna jest wśród potrzebujących. Według Banku Światowego ceny surowców spożywczych w krajach o niskich i średnich dochodach już od połowy roku zauważalnie spadły, po tym, jak wcześniej wspięły się na rekordowe poziomy.

Władimir Putin wielokrotnie groził, że nie przedłuży umowy zbożowej, która początkowo była ograniczona do późnej jesieni. Jeśli ponownie wstrzyma wysyłki z Ukrainy, ceny powinny zauważalnie wzrosnąć.

Na ewentualną dalszą eskalację wojny mogą zareagować także inne ceny towarów. — Ze względu na trwającą niepewność, poziom cen jest nadal znacznie wyższy niż przed pandemią. A ożywienie jest niepewne — ostrzega Feodora Teti, ekonomistka Instytutu Ifo.

Dlatego też żadne z licznych stowarzyszeń przedsiębiorców w Niemczech nie triumfuje, zwłaszcza że propagują one pomoc państwa i ograniczanie płac. Wszyscy wciąż narzekają na koszty.

Niektóre przedsiębiorstwa wykorzystały wzrost kosztów jako pretekst do nieproporcjonalnego podniesienia cen sprzedaży. — Tym samym Niemcy doświadczają obecnie nie tylko inflacji kosztów, ale w dość oczywisty sposób także inflacji zysków — mówi ekonomista Joachim Ragnitz.

Inne firmy mogły po prostu przesiedzieć chwilowo wysokie ceny, jak np. przemysł motoryzacyjny, który w większości był zabezpieczony długoterminowymi kontraktami na stal.

— Poza niklem, ceny metali przemysłowych są w większości na niższych poziomach w porównaniu z tym samym miesiącem ubiegłego roku. Również w tym przypadku pesymistyczne perspektywy gospodarcze powodują spadek popytu, co wpływa tłumiąco na ceny — mówi Marina Eurich z Hamburskiego Instytutu Gospodarki Międzynarodowej.

Dla niemieckich koncernów samochodowych spowolnienie gospodarcze nie stanowi jeszcze dużego problemu. Podobnie jak konstruktorzy maszyn, mają one pełne portfele zamówień, a z powodu braku chipów w ostatnich miesiącach daleko im do pokrycia popytu.

"Nawet jeśli zaopatrzenie w półprzewodniki w tych sektorach powoli się wyrównuje, to szczególnie producenci pojazdów i maszyn muszą zmagać się z zaległymi zamówieniami, które najpierw muszą zostać zrealizowane" — pisze Silicon Saxony, stowarzyszenie saksońskich producentów półprzewodników.

W erze IT chipy komputerowe są właściwie surowcem, a na tym rynku niedobory dotykają branżę już od czasu pandemii. Teraz jednak i tu pojawiła się nadzieja.

Według tajwańskiej firmy badającej rynek Trendforce, w trzecim kwartale do końca września ceny układów pamięci spadły o 15 proc. w przypadku pamięci DRAM i aż o 28 proc. w przypadku pamięci NAND. "Zwłaszcza w dziedzinie elektroniki użytkowej, takiej jak komputery PC czy laptopy, można zaobserwować lekkie wyrównanie podaży chipów" — twierdzi Silicon Saxony.

Chociaż obniża to ceny akcji producentów takich jak Samsung, to jest to dobra wiadomość dla ludzi. W końcu układy pamięci są również uważane za wiodący wskaźnik dla innych, bardziej skomplikowanych chipów. Rośnie więc optymizm, że w nadchodzącym roku sytuacja poprawi się na całej linii.

Za to producentom baterii grożą nowe przeciwności: surowce specjalne, takie jak lit, stają się coraz droższe. Nie wynika to jednak z wojny i jej skutków, ale z trendu na samochody elektryczne.

onet.pl/Die Welt