czwartek, 9 października 2025



Po apelu prezydenta USA Donalda Trumpa dotyczącym rezygnacji z rosyjskich surowców energetycznych przez państwa NATO, Turcja zawarła duże kontrakty na kupno amerykańskiego skroplonego gazu ziemnego (LNG), donosi Agencja Reutera. Łącznie Ankara planuje zakup amerykańskiego gazu o wartości 43 mld dol. (ok. 157 mld zł).

We wrześniu zawarto 20-letnią umowę z firmą Mercuria, która od 2026 r. będzie dostarczać na turecki rynek 4 mld m sześc. LNG rocznie. Ponadto Turcja zwiększa krajową produkcję gazu. Według wyliczeń Agencji Reutera dzięki temu import wzrośnie tam z 15 mld m sześc. w tym roku do ponad 26 mld m sześc. w 2028 r.

W rezultacie dostawy gazu poprzez rurociągi — poza Rosją, także z Iranu i Azerbejdżanu — sprowadzą się do 26 mld m sześc., czyli będą o ponad 1,5 razy mniejsze niż obecnie (53 mld m sześc.).

Rosyjskie kontrakty na dostawy gazu do Turcji — 22 mld m sześc. rocznie przez gazociągi "Błękitny Strumień" i "Turecki Strumień" — niebawem stracą ważność. Umowa na 16 mld m sześc. wygasa jeszcze w tym roku i na razie nie ma porozumienia o jej przedłużeniu. Umowa z Iranem na 10 mld m sześc. wygaśnie w połowie 2026 r., natomiast kontrakty z Azerbejdżanem na łączną ilość 9 mld 500 mln m sześc. obowiązują do lat 2030 i 2033 r.

Ponieważ Turcja nie potrzebuje już rosyjskiego gazu, [turecka państwowa firma gazowa] BOTAS teoretycznie mogłaby zaprzestać importu z Rosji w ciągu dwóch-trzech lat, uważa Aleksiej Biełogoriew, dyrektor ds. badań i rozwoju Instytutu Energetyki i Finansów. Jednak jego zdaniem Turcja tego nie zrobi, bo dalsze zakupy umożliwią stworzenie nadwyżek, które pozwolą wywierać presję cenową na innych dostawców.

Najpewniej Turcja przedłuży część z tych kontraktów, ale zmniejszy ich skale i będzie domagać się elastyczniejszych warunków, by dywersyfikować źródła dostaw, powiedział Agencji Reutera Sohbet Karbuz z paryskiej Śródziemnomorskiej Organizacji ds. Energii i Klimatu: - Turcja daje do zrozumienia, że skorzysta z nadmiaru LNG na rynku światowym.

Na światowym rynku LNG już teraz zaczyna tworzyć się nadpodaż. Międzynarodowa Agencja Energetyczna (MEA) prognozuje, że w wyniku uruchomienia wielu nowych mocy produkcyjnych w Ameryce Północnej, Afryce i Katarze w nadchodzących latach będzie się ona jedynie powiększać. To sprawia, że gaz skroplony staje się konkurencyjny cenowo względem gazu dostarczanego rurami.

(...)

Trump publicznie wywierał presję na sojuszników, wzywając kraje NATO do zerwania istniejących więzi energetycznych z Rosją. Podczas spotkania w Białym Domu 25 września Trump żądał od prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana, by przestał kupować rosyjskie surowce energetyczne. Na pytanie dziennikarza odpowiedział: — Tak, wierzę, że to zrobi. A wiecie dlaczego? Bo może je [surowce energetyczne] równie dobrze kupować od innych.

Wśród tych "innych" są przede wszystkim Stany Zjednoczone, które już teraz są największym eksporterem LNG na świecie. Ale według danych Amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej (EIA) do 2028 r. ich zdolności eksportowe niemal się podwoją — z 320 mln m sześc. do 595 mln m sześc. dziennie, czyli odpowiednio ze 117 mld do 217 mld m sześc. rocznie. W tym roku, według prognoz EIA, eksport LNG ze Stanów wzrośnie o 19 proc., a w 2026 r. — o kolejne 15 proc.

W Ameryce Północnej buduje się obecnie 10 terminali LNG: pięć w Stanach Zjednoczonych, trzy w Kanadzie (pierwsza linia rozpoczęła wysyłki już latem) i dwa w Meksyku.

Skroplonego gazu będzie tak dużo, że "istnieje duża niepewność co do tego, jakie rynki i sektory będą w stanie przyjąć dodatkowe ilości", ostrzega Międzynarodowa Agencja Energetyczna. W jednym z możliwych scenariuszy przewiduje, że w 2030 r. nadpodaż LNG na światowym rynku wyniesie 130 mld m sześc.

onet.pl\The Moscow Times


Gazeta oceniła, że z perspektywy czasu „świetni mówcy, tacy jak Obama czy kanclerz Angela Merkel, zawiedli”.

„Teraz Donald J. Trump – najbardziej nielubiany spośród nielubianych w królestwie elokwentnych mówców. Po raz kolejny dotrzymał słowa. Swoim szorstkim, często nieeleganckim, a nawet wulgarnym stylem udowodnił, że jest genialnym strategiem i politykiem” – napisano w „Die Welt”. Według dziennika, pomijając „chamską retorykę wyborczą”, Trump w drugiej kadencji otoczył się „najlepszymi profesjonalistami, zdolnymi do prowadzenia skomplikowanych negocjacji, takich jak plan pokojowy dla Strefy Gazy, który w czwartek doprowadzono do końca”.

„Donald Trump zasługuje na Pokojową Nagrodę Nobla jak żaden inny zachodni polityk” - stwierdzono.

„Die Welt” ostrzegła, że „arogancja Europejczyków wobec »pomarańczowego« prezydenta USA może się zemścić”. Europa – jak pisze gazeta – „po raz kolejny nie odgrywa praktycznie żadnej roli w rozwiązywaniu globalnych konfliktów”. „Cynicznie można by powiedzieć, że tylko turecka część Europy ma jeszcze coś do powiedzenia. A nawet życzenie, że Europejczycy wyciągną z tego wnioski, wydaje się nierealne” - dodano.

PAP


Jak podała agencja, powołując się na osoby zaznajomione ze sprawą, Kijów przekazał sojusznikom na początku tygodnia, że potężne rosyjskie uderzenia w obwody charkowski i potławski 3 października spowodowały zmniejszenie produkcji o 60 proc.

Bloomberg przypomina, że infrastruktura gazowa Ukrainy, która przed pełną inwazją Rosji była w stanie zaspokoić popyt krajowy, od początku tego roku coraz częściej jest obiektem ataków rakietowych i dronowych. Gaz jest kluczowym źródłem energii dla ukraińskich gospodarstw domowych, w związku z czym, aby osłabić morale, Rosja atakuje ukraińską infrastrukturę energetyczną każdej zimy od początku wojny na pełną skalę.

Według cytowanych źródeł, jeśli ataki będą trwały, Ukraina spodziewa się, że do końca marca będzie musiała kupić ok. 4,4 mld metrów sześc. gazu, co stanowi prawie 20 proc. jej rocznego zużycia gazu i będzie kosztowało prawie 2 mld euro.

Po atakach Ukraina zwróciła się z pilną prośbą do partnerów z G7 o dostarczenie sprzętu do naprawy systemu energetycznego i ponowiła prośby o dostarczenie dodatkowych systemów obrony powietrznej, które pomogą chronić infrastrukturę energetyczną. Ukraina poszukuje również wsparcia finansowego na pokrycie kosztów niezbędnego importu gazu.

Jak podaje Bloomberg, w tym roku Ukraina zakupiła od zagranicznych dostawców 4,58 mld metrów sześc. gazu, w tym 3,67 mld od zakończenia ostatniego sezonu grzewczego. Chociaż Kijów oszacował, że do końca tego roku zapotrzebowanie kraju na import osiągnie 5,8 mld, to według informacji przekazanych sojusznikom na początku tego tygodnia liczba ta może wzrosnąć z powodu ataków rosyjskich.

Agencja dodaje, że zwiększone dostawy gazu do Ukrainy z Unii Europejskiej mogą spowodować napięcia na rynku regionalnym, a obawy te przyczyniły się już do wzrostu cen gazu w Europie na początku tego tygodnia. Zapasy gazu w UE są nadal poniżej historycznych norm, co sprawia, że blok jest podatny na potencjalne zakłócenia. Mroźna zima może szybko wyczerpać rezerwy i spowodować dalsze wzrosty cen, zwiększając presję na konsumentów.

PAP


Tej jesieni, podobnie jak w poprzednich trzech latach, rosyjska armia przeprowadza zmasowane ataki na ukraińskie obiekty energetyczne. Amnesty International i Human Rights Watch uznały za zbrodnie wojenne niszczenie infrastruktury cywilnej, co w przededniu zimy pozbawia ludność cywilną dostępu do energii elektrycznej, ciepła i wody. Ukraina uważa takie działania Rosji za terroryzm państwowy.

Rosyjskie uderzenie w Ukrainę w nocy 28 września było jednym z największych w ostatnich miesiącach. Według ukraińskiego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego rosyjska armia wystrzeliła ponad 500 dronów i ponad 40 pocisków rakietowych, w tym kindżały. Sam atak trwał ponad 12 godzin.

W Kijowie zginęły cztery osoby, w tym 12-letnia dziewczynka, a w Zaporożu ponad 27 zostało rannych. Zełenski powiedział wówczas, że Ukraina weźmie odwet: "Kremlowi opłaca się kontynuować tę wojnę i terror, dopóki istnieją fundusze z sektora energetycznego i działa flota cieni. Będziemy nadal uderzać, aby pozbawić Rosję tych możliwości zarabiania pieniędzy i zmusić ją do zaangażowania się w dyplomację."

Również 1 października rosyjskie wojsko przeprowadziło zmasowany atak na infrastrukturę krytyczną. Mieszkańcy zgłaszali przerwy w dostawie prądu w Dnieprze i obwodzie kijowskim, a także w Zaporożu, Sumach i Czernihowie. Atak na podstację w obwodzie kijowskim spowodował, że sarkofag w elektrowni jądrowej w Czarnobylu pozostał bez prądu.

2 października ok. 50 tys. mieszkańców Odessy zostało pozbawionych zasilania po nocnym rosyjskim ataku. Również dwa miasta w obwodzie czernihowskim, Nowogród Siewierski i Semeniwka, zostały pozbawione prądu po ataku na infrastrukturę krytyczną. W Sławutyczu w obwodzie kijowskim rozpoczęły się godzinowe i awaryjne wyłączenia, a szkoły przeszły na pracę zdalną.

4 października rosyjski atak wpłynął na system energetyczny obwodu sumskiego na Ukrainie, w wyniku czego miasto Szostka i część rejonu szosteckiego zostały tymczasowo pozbawione zasilania.

Według ukraińskich władz, w nocy 5 października Rosja przeprowadziła jeden z największych jesiennych ataków, wystrzeliwując ponad 500 dronów i pocisków rakietowych na ukraińskie miasta i wsie. Zaatakowane zostały obwody lwowski, iwanofrankowski, zaporoski, czernihowski, sumski, charkowski, chersoński, odeski i kirowogradzki. W wyniku ataku zginęło pięć osób, a 10 zostało rannych. Czteroosobowa rodzina, w tym 15-letnia dziewczynka, zginęła w ataku w obwodzie lwowskim.

Według Zełenskiego rosyjska armia uderzyła w infrastrukturę, która zapewnia ludziom życie. Serhij Koreckij, szef zarządu ukraińskiego Naftohazu, również powiedział, że podczas nocnego ataku 5 października Rosja zaatakowała obiekty infrastruktury gazowej.

W nocy 6 października rosyjska armia zaatakowała Charków za pomocą dronów szturmowych. Mer miasta, Ihor Teriechow, powiedział, że dwie podstacje transformatorowe, które zasilały Charków, zostały zniszczone podczas ostatnich ataków.

— To poważny cios dla możliwości spółki Charkowoblenergo. A patrząc na dynamikę ataków, jest już jasne, że nadchodząca zima będzie najtrudniejsza dla Charkowa przez wszystkie lata wojny — powiedział.

Według prognoz ekspertów przyszła zima będzie jedną z najtrudniejszych nie tylko dla mieszkańców Charkowa, ale także dla wszystkich Ukraińców: ciosy w strukturę energetyczną są nieuniknione, a mieszkańcy ukraińskich miast staną w obliczu przerw w dostawie światła i ciepła, twierdzi Stanisław Ignatiew, doktor nauk technicznych i przewodniczący rady Ukraińskiego Stowarzyszenia Energii Odnawialnej. Prognozy pogody przewidują, że zima będzie ciężka, z silnymi mrozami i opadami śniegu.

7 października Priluki w obwodzie czernihowskim zostały zaatakowane przez Federację Rosyjską. W wyniku ataku na obiekt energetyczny ponad 60 tys. gospodarstw domowych zostało pozbawionych prądu.

Według "The Wall Street Journal" Ukraina rozmieściła sieć baterii wyprodukowanych w USA, które mają pomóc jej przetrwać zimę pod ostrzałem. Ukraińskie władze ukrywają lokalizację baterii, a także utajniły swoje środki obronne, aby nie uczynić tych obiektów celem ataków, podała gazeta.

27 września Zełenski zagroził przerwą w dostawie prądu w Moskwie, jeśli Rosja będzie chciała przeprowadzić masowe ataki na system energetyczny Kijowa.

Jeśli blackout grozi np. stolicy Ukrainy, Moskwa powinna wiedzieć, że w stolicy Rosji też będzie blackout. Rosja powinna wyraźnie zrozumieć, że cywilizowane kraje różnią się od dzikich krajów tym, że nigdy nie zaczynają pierwsze i nie są agresorami. Nie oznacza to jednak, że są słabe — powiedział.

Szef kancelarii prezydenta Andrij Jermak powiedział również 2 października, że ostrzał infrastruktury energetycznej przez rosyjskie wojska nie pozostanie bez odpowiedzi.

Pierwsze od kilku miesięcy uderzenie w rosyjski system energetyczny, które doprowadziło do częściowej przerwy w dostawie prądu, miało miejsce 23 września. W tym czasie gubernator obwodu kurskiego zgłosił przerwę w dostawie prądu we Lgowie po ukraińskim ataku. Do poważnego ataku doszło również 28 września, w odpowiedzi na kolejny zmasowany rosyjski atak dronów na Ukrainę. Ukraińskie siły zbrojne zaatakowały wówczas elektrociepłownię w Łucz w pobliżu stacji kolejowej w Biełgorodzie. W rezultacie w mieście i rejonie zgasło światło, a przerwy trwały kilka dni. Na kluczowych skrzyżowaniach stacjonowali kontrolerzy ruchu.

Jednak koncern energetyczny Rossieti przekonywał, że przerwa w dostawie prądu w regionie była spowodowana "niesprzyjającymi warunkami pogodowymi", a Wiaczesław Gładkow, gubernator obwodu białogrodzkiego, odmówił podania terminu wznowienia pełnej edukacji w szkołach i przedszkolach, aby "nie stwarzać pretekstu do agresji ze strony Ukraińców".

Z powodu ataku AFU na obwód rostowski, energia elektryczna została odcięta w kilku wioskach. Jednak według lokalnych władz zasilanie zostało przywrócone przy użyciu systemu rezerwowego.

Drugie poważne uderzenie miało miejsce 5 października, w odpowiedzi na jeden z najbardziej zmasowanych rosyjskich ataków jesienią. Ukraińskie siły zbrojne ponownie zaatakowały elektrownię cieplną Łucz, pozostawiając 40 tys. mieszkańców Biełgorodu i obwodu biełgorodzkiego bez prądu. Niektóre osady w regionie straciły nawet wodę.

Według gubernatora do rana 6 października ponad 5 tys. osób było pozbawionych światła. Do rana 7 października — ok. 1 tys. osób. Gładkow poprosił mieszkańców prywatnych domów o zapewnienie sobie zapasowych generatorów na wypadek awarii zasilania. — Rozumiemy dokładnie, że w ilości, którą mamy, nie możemy fizycznie, z definicji, zapewnić każdemu budynkowi mieszkalnemu zapasowej generacji — powiedział gubernator.

Ponadto 6 października, według serwisu Astra, ukraińskie drony zaatakowały elektrownię cieplną w Klińcach w obwodzie briańskim, w wyniku czego dostawy gazu do elektrowni cieplnej zostały odcięte, a ponad połowa mieszkańców miasta została bez ogrzewania.

onet.pl\Nowa Gazieta


Putin spotkał się 7 października z rosyjskim Ministerstwem Obrony (MON) i kierownictwem Sztabu Generalnego, szefem Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) Aleksandrem Bortnikowem oraz dowódcami rosyjskich ugrupowań sił i stwierdził, że siły rosyjskie zajęły do tej pory w 2025 r. 4900 kilometrów kwadratowych terytorium UkrainY — mniej więcej wielkości Delaware. ISW zaobserwowało dowody pozwalające ocenić, że w 2025 r. siły rosyjskie zajęły jedynie 3561 kilometrów kwadratowych. Putin twierdził, że siły ukraińskie wycofują się na całej linii styku i że rosyjska baza przemysłu obronnego (DIB) w przyspieszonym tempie zaspokaja wszystkie potrzeby rosyjskiego wojska w zakresie broni i sprzętu. Putin twierdził, że Rosja pozostaje zaangażowana w realizację swojego celu, jakim jest bezwarunkowe osiągnięcie wszystkich swoich celów podczas wojny. Rosyjski szef Sztabu Generalnego Generał Armii Walerij Gierasimow twierdził, że siły rosyjskie posuwają się w “praktycznie we wszystkich kierunkach” na froncie. Twierdzenia Putina i Gerasimova są zgodne z długo utrzymywaną teorią zwycięstwa Putina, która zakłada, że siły rosyjskie będą w stanie kontynuować stopniowe postępy w nieskończoność, uniemożliwiając Ukrainie przeprowadzenie udanych operacji kontrofensywnych, i wygrać wojnę na wyniszczenie z siłami ukraińskimi. Putin w dalszym ciągu wierzy, że rosyjska armia i gospodarka mogą przetrwać i przezwyciężyć zachodnie poparcie dla Ukrainy oraz zdolność Ukrainy do dalszej obrony przed rosyjską agresją. Urzędnicy Kremla, w tym Putin, wielokrotnie potwierdzali swoje zaangażowanie w osiągnięcie pierwotnych celów wojennych Rosji na lata 2021 i 2022. Publiczne oświadczenia Putina w dalszym ciągu świadczą o jego niechęci do angażowania się w negocjacje w dobrej wierze, które skutkują czymś innym niż pełną kapitulacją Ukrainy i determinacją w przedłużaniu wojny, aby osiągnąć swoje cele wojenne na polu bitwy.

(...)

Kreml zmierza do wycofania się z Porozumienia o zarządzaniu i usuwaniu plutonu (PMDA), a rosyjska Duma Państwowa potępiła to porozumienie 8 października. PMDA zobowiązała Stany Zjednoczone i Rosję do pozbycia się co najmniej 34 ton swoich zapasów plutonu przeznaczonego do broni, który ma kluczowe znaczenie dla produkcji broni jądrowej, pozostałego po głowicach nuklearnych z czasów zimnej wojny. Rosja i Stany Zjednoczone zgodziły się na PMDA w 2000 r., które weszło w życie w 2011 r. Putin wydał dekret zawieszający udział Rosji w porozumieniu w 2016 r., powołując się na sankcje USA wobec Rosji, amerykańskie przepisy wspierające Ukrainę, ekspansję NATO na wschód oraz rzekome gromadzenie sił amerykańskich w Europie Wschodniej. Duma twierdziła, że 8 października potępiła PMDA w związku z antyrosyjskimi krokami Stanów Zjednoczonych, które zmieniły równowagę strategiczną istniejącą w momencie zawarcia porozumienia i stwarzają zagrożenie dla stabilności strategicznej. Rada Federacji i Putin nadal muszą zatwierdzić ustawę o wypowiedzeniu, ale Kreml prawdopodobnie już zdecydował się wycofać z porozumienia.

Rosyjscy urzędnicy w dużej mierze obwiniali Stany Zjednoczone za nieprzestrzeganie PMDA, prawdopodobnie w celu wykorzystania wycofania się z porozumienia jako szantażu dla dalszych ustępstw. Wiceminister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Riabkow stwierdził, że dalsze przestrzeganie przez Rosję zobowiązań wynikających z porozumienia jest “nie do przyjęcia” i “niewłaściwe”. Ryabkov twierdził, że Stany Zjednoczone nie mogą spełnić żadnego z warunków Rosji dotyczących wznowienia PMDA, ponieważ sytuacja radykalnie się zmieniła. Ryabkov twierdził, że rosnący “graveyard” porozumień o kontroli zbrojeń wynika z destrukcyjnej polityki Stanów Zjednoczonych, która odrzuciła zasady leżące u podstaw stabilności strategicznej przez kilka dziesięcioleci. Pierwszy zastępca przewodniczącego Komisji Spraw Międzynarodowych Dumy Wiaczesław Nikonow stwierdził, że Rosja i Stany Zjednoczone mogą ponownie zwrócić się do PMDA, jeśli Stany Zjednoczone “zachowają się dobrze”. Pierwszy zastępca przewodniczącego Komitetu Obrony Dumy Aleksiej Żurawlew stwierdził, że Zachód prowokuje wyścig zbrojeń w taki sposób, że przestrzeganie przez Rosję starych porozumień byłoby “głupie”, ponieważ Rosja “powinna mieć najlepszą broń na świecie”. Przewodniczący Dumy Wiaczesław Wołodin stwierdził, że ci, którzy chcą wykorzystać Rosję, muszą zrozumieć, że nie jest to możliwe i że Rosja powinna była już dawno zakończyć PMDA.

(...) Kreml kontynuował 8 października swoją refleksyjną kampanię kontrolną, mającą na celu wywarcie wpływu na proces decyzyjny USA w sprawie dostaw Tomahawków na Ukrainę. Urzędnicy Kremla w dalszym ciągu twierdzili, że personel USA będzie musiał bezpośrednio uczestniczyć w ukraińskich atakach Tomahawków i że rakiety nie wpłyną na determinację Rosji w dążeniu do osiągnięcia swoich celów wojennych ani na sytuację na polu bitwy. Urzędnicy Kremla również zareagowali na możliwe dostawy Tomahawków, grożąc Stanom Zjednoczonym. Kremlowski serwis informacyjny TASS wzmocnił twierdzenie Aleksandra Stiepanowa z Instytutu Prawa i Bezpieczeństwa Narodowego Rosyjskiej Prezydenckiej Akademii Gospodarki Narodowej i Administracji Publicznej, że ratyfikacja przez Dumę rosyjskiej umowy o współpracy wojskowej z Kubą jest symetryczną rosyjską odpowiedzią na możliwe dostawy Tomahawków. tiepanow twierdził, że rosyjskie dostawy rakiet balistycznych Iskander i Oreshnik na Kubę będą uzasadnioną reakcją. Twierdzenia Stepanova  pojawiają się na tle spotkania białoruskiego ministra obrony generała porucznika Wiktora Chrenina 8 października na Białorusi z kubańskim szefem Sztabu Generalnego i pierwszym wiceministrem Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Roberto Legrą Sotolongo. ISW w dalszym ciągu ocenia, że Kreml podejmuje różne wielotorowe wysiłki informacyjne, aby powstrzymać Stany Zjednoczone od sprzedaży Ukrainie rakiet Tomahawk. Wycofanie się Rosji z PMDA 8 października prawdopodobnie ma na celu wzmocnienie wysiłków Kremla na rzecz uznania stosunków amerykańsko-rosyjskich za wchodzące w niebezpieczny etap i odwrócenie uwagi USA od Ukrainy na stosunki dwustronne i rozmowy w sprawie kontroli zbrojeń.

(...)

Rzecznik ukraińskiej brygady działającej w kierunku Lymanu poinformował 8 października, że siły rosyjskie stosują taktykę infiltracji, aby ominąć pozycje ukraińskie i zająć pozycje w piwnicach i innych schronach. Rzecznik stwierdził, że siły rosyjskie atakują w grupach liczących od jednego do dwóch żołnierzy zamiast od trzech do czterech. Rzecznik stwierdził, że siły rosyjskie zmniejszają liczebność swoich grup szturmowych, ale zwiększają promień swoich ataków i atakują z różnych punktów, aby odwrócić uwagę ukraińskich dronów.

(...)

Rosyjski milbloger i były instruktor Storm-Z twierdził, że rosyjskie posiłki w obszarze penetracji Dobropillya składają się głównie ze starszych rekrutów, którzy nie są w stanie przejść 15 kilometrów na linię frontu, przewożąc zaopatrzenie pod ukraińskimi atakami dronów. Bloger militarny twierdził, że główne posiłki w okolicy składają się z żołnierzy, którzy byli nieobecni bez urlopu (AWOL), ale których schwytały władze rosyjskie, oraz że posiłki często odmawiają przeprowadzania ataków. Bloger stwierdził, że problemy z rosyjskim finansowaniem społecznościowym i wsparciem wolontariuszy, rosnące ceny i rosnące straty w sprzęcie utrudniają siłom rosyjskim zapewnianie wsparcia dronami grupom szturmowym, prowadzenie rozpoznania dronów i dostosowywanie pożarów.

(...)

Rzecznik ukraińskiej brygady działającej w kierunku Nowopawłówki poinformował, że siły rosyjskie zwiększyły ostatnio tempo swoich ataków; atakują w małych grupach piechoty liczących od dwóch do trzech żołnierzy; i używają dronów-statków-matek Molniya do przenoszenia i zwiększania zasięgu dronów FPV. Rzecznik stwierdził, że siły rosyjskie próbują infiltrować pozycje ukraińskie, aby gromadzić się w punktach koncentracji w oczekiwaniu na posiłki. Rzecznik stwierdził, że rosyjskie drony czekają na drogach, aby zaatakować ukraińskie pojazdy, a siły rosyjskie usiłują przekroczyć rzekę Wowcza.

understandingwar.org


Kilka dni temu magazyn "The Cut" opisał historię 27-letniej Karoliny Krzyżak, która od lat pokazywała w sieci idealne "zdrowe" posiłki - kolorowe miski pełne owoców i jagód. Tylko nieliczni wiedzieli, że w rzeczywistości jej ciało wyniszczała choroba.

Jak opisują dziennikarze, w 2017 roku Krzyżak zafascynowała się frutarianizmem, propagowanym przez influencerkę Daniellę Siira, i przeszła na dietę niemal wyłącznie owocową. Gdy jej zdrowie nagle się pogorszyło, wróciła do Polski i trafiła na leczenie. Jednak po terapii znów popadła w głodówkę i coraz bardziej izolowała się od bliskich.

Jako osoba z historią zaburzeń odżywiania i choroby psychicznej, Karolina była znacznie bardziej niż większość skłonna do popadania w skrajność. Ukształtowała się na wzór influencerów, których obserwowała w mediach społecznościowych, publikując perfekcyjnie skomponowane zdjęcia jagód posypanych cynamonem i misek z pitai. Podczas gdy ona marniała, jej wierni obserwatorzy dopingowali ją - brzmiał fragment artykułu "The Cut".

We wrześniu 2024 roku Karolina spełniła swoje marzenie i przeprowadziła się na Bali. Zamieszkała w Ubud, wśród społeczności wegan i frutarian, uczestniczyła w wykładach i spotkaniach influencerów, których wcześniej śledziła w sieci. Gdy w grudniu dotarła do ośrodka Sumberkima Hill, personel był w szoku. Karolina była wychudzona, z zapadniętymi oczami i wystającymi kośćmi. Wcześniej zaczęły jej wypadać włosy, paznokcie zżółkły, a zęby ulegały rozkładowi. Nie mogła samodzielnie chodzić, a posiłki składające się z samych owoców przynoszono jej prosto do pokoju. Nie była nawet w stanie samodzielnie przewrócić się w łóżku; wezwała obsługę na pomoc - czytamy w tekście.

Trzeciego dnia została znaleziona martwa.

Leżała sztywno i nieruchomo na podłodze, z plamistą skórą i siwymi włosami - relacjonowali pracownicy.

(...)

W chwili śmierci Karolina Krzyżak ważyła 27 kilogramów.

pudelek.pl


Jak wyjaśniają eksperci w rozmowie z portalem Middle East Eye, nawet gdyby dziś doszło do zawieszenia broni i wszyscy Palestyńczycy otrzymaliby pomoc humanitarną, ślad głodu i traum naznaczy nie tylko tych, którzy ich doświadczyli, ale też kolejne pokolenia. Jak wynika z badań m.in. nad Holokaustem, klęską głodu w Chinach na przełomie lat 50. i 60. i ludobójstwem w Rwandzie, głód, stres, urazy i traumy "powodują zmiany chemiczne, które wpływają na ekspresję genów, nie zmieniając podstawowej sekwencji". "Ten proces jest znany jako epigenetyka, gdzie ciężar wojny przekazywany jest z pokolenia na pokolenie" - czytamy. Jako przykład podano klęskę głodu w części Holandii w latach 1944-1945 - u dzieci matek, które były narażone na głód, stwierdzano wyższe ryzyko poważnych problemów zdrowotnych w późniejszym życiu. Biolożka prof. Tessa Roseboom z Uniwersytetu Amsterdamskiego wyjaśnia, że hormony stresu u matek miały wpływ na ciała i psychikę ich dzieci.

Jak dowiadujemy się z badania przeprowadzonego w 2011 roku pod przewodnictwem prof. Roseboom, osoby poczęte w trakcie klęski głodu były bardziej narażone na schizofrenię i depresję, miały aterogenny profil lipidowy osocza (podwyższone stężenie cholesterolu LDL i trójglicerydów), były bardziej wrażliwe na stres i dwukrotnie częściej występowała u nich choroba wieńcowa. Gorzej radziły sobie także z zadaniami poznawczymi, co może być oznaką przyspieszonego starzenia.

Middle East Eye przytacza też badanie, którym kierowała prof. Rachel Yehuda, w ramach którego przeprowadzono badania genetyczne u 32 Żydów i Żydówek, którzy w czasie II wojny światowej byli w obozach koncentracyjnych, byli świadkami lub doznali tortur albo musieli się ukrywać. Przebadano również ich dzieci. U wszystkich sprawdzono region genu związanego z regulacją hormonów stresu i znaleziono "znaczniki epigenetyczne" zarówno u ocalałych z Holokaustu, jak i u ich potomstwa. Tej korelacji nie stwierdzono w grupie kontrolnej.

Prof. Leon Mutesa, genetyk, rozpoczął badania nad epigenetyczną spuścizną ludobójstwa w Rwandzie, gdy zauważono, że dzieci urodzone w jego trakcie cierpią m.in. z powodu depresji, zaburzeń lękowych, zaburzenia afektywnego dwubiegunowego i halucynacji. - Dziś w Strefie Gazy już widzimy symptomy: strach, stres i wysoki poziom cholesterolu - wszystko to są wczesne oznaki nadchodzących zmian epigentycznych, podobnych do tych, które obserwowaliśmy w Rwandzie - mówi prof. Mutesa i dodaje, że w strefach wojennych nakładają się kolejne warstwy cierpienia - głód, przesiedlenia, przemoc - które pozostawiają jeszcze głębsze ślady epigenetyczne.

(...)

Middle East Eye przywołuje też wnioski z badania Randy'ego Jirtle'a i Michaela Skinnera z 2007 r. Biolodzy przeprowadzali na myszach badania genu odpowiadającego za zmienność koloru. Wykazano, że ekspozycja na bisfenol A (BPA, związek stosowany do produkcji tworzyw sztucznych) w ciąży zwiększa częstość występowania żółtego umaszczenia u potomstwa i ich późniejszej otyłości, a także wyższego ryzyka wystąpienia cukrzycy i raka. Naukowcy wskazali jednak, że jeśli w okresie wczesnego rozwoju płodu matce zostaną podane m.in. kwas foliowy, witamina B12 lub genisteina, mogą one zredukować szkody spowodowane przez BPA. To i inne badania wskazują, że tryb życia i środowisko mogą wpływać na markery epigenetyczne. W przypadku dzieci ze Strefy Gazy część szkód mogą naprawić bezpieczeństwo, dostęp do pożywnego jedzenia i opieka medyczna. 

gazeta.pl


Goldman Sachs przewidywał, że bariera 4 tys. dolarów pęknie dopiero w połowie przyszłego roku, a jest znany z "jastrzębich" prognoz, inne szacunki były więc bardziej zachowawcze. Obecnie Goldman Sachs zaktualizował swoje oczekiwania i teraz sądzi, że cena kruszcu na koniec przyszłego roku może sięgnąć nawet 4,9 tys., a może nawet 5 tys. dolarów za uncję. 

(...)

Czynniki napędzające popyt są wielowymiarowe. Ostatnie lata to przede wszystkim olbrzymie zakupy instytucjonalne. Banki Centralne w obliczu rosnących geopolitycznych napięć skupują złoto na potęgę, jest to bowiem uniwersalna waluta i bezpieczna przystań na czas kryzysów - tłumaczy Tekliński. Tak duży popyt napędza natomiast wzrost cen. Polska skupuje złoto od 2016 roku z krótką przerwą na okres kryzysu pandemicznego. Rekordowy pod tym względem był rok 2023, gdy kupiliśmy 130 ton kruszcu. Na początku września złoto stanowiło 24 proc. aktywów rezerwowych naszego kraju (obecnie celem jest próg 30 proc.) i było warte 229 mld dolarów, na co składa się 515 ton surowca. To plasowało nas na 10. miejscu na świecie w drugim kwartale tego roku według World Gold Council (WGC). 

Póki co, nic nie wskazuje na to, że banki zaczną wyprzedawać złoto, raczej należy spodziewać się napędzania popytu i dalszych wzrostów cen, twierdzi Tekliński. Elementów, które na to się składają jest jednak znacznie więcej niż tylko zakupy banków. Istotną rolę odgrywają tu zapowiedzi obniżek stóp procentowych przez Banki Centralne na całym świecie. Koszt i wartość pieniądza wówczas maleje, więc inwestorzy kierują się ku bardziej opłacalnemu złotu. 

Spadające w USA stopy procentowe to zresztą jeden z głównych czynników tak dynamicznego wzrostu cen kruszcu w ostatnich siedmiu miesiącach. Dzieje się tak, bo złotem handluje się głównie w dolarach, a gdy wartość USD spada, to wartość złota rośnie. Zatem inwestorzy posługujący się innymi walutami, gdy dolar słabnie, mogą alokować zasoby w drożejącym złocie, w którym ich potencjalne zyski byłyby zabezpieczone, wyjaśnia Tekliński. Bo jeśli dolar tanieje, to można go kupić więcej za euro czy złotówki, co z kolei pozwala ulokować więcej środków w drożejącym złocie. - wyjaśnia Tekliński. 

Tak dynamiczny wzrost -  w tym roku złoto podrożało już o ponad 50 proc. - to szerszy trend i za to przyśpieszenie odpowiadają nie tylko stopy procentowe. Wartość dolara spada bowiem również z innych przyczyn. Gdy Donald Trump objął władzę, dużo mówiło się o tym, że chce obniżyć wartość amerykańskiej waluty, by tamtejszy rynek ponownie stał się konkurencyjny. Rozpoczął się więc proces dedolaryzacji, m.in. poprzez wywołane przez Trumpa wojny handlowe.

ch skutki są różne, bo te rozmowy trwają, są przerywane i wznawianie, ale samo to, że ten proces się rozpoczął, osłabia zaufanie do amerykańskiej waluty i w efekcie wartość dolara spada - tłumaczy nasz rozmówca. 

Ponadto znajdujemy się w okresie, gdy następuje przewartościowanie się znanego dotychczas systemu, w którym złoto opierało się głównie na dolarze. Obecnie wykuwa się nowy paradygmat, a więc tym bardziej złoto jest bezpieczną przystanią, w czasie gdy zawirowania nie pozwalają jeszcze dokładnie określić, jaka waluta stanie się tą najbezpieczniejszą. Tekliński tłumaczy, że złoto jest podstawą bogactwa naszej cywilizacji i pozostaje niezależne od działań emitenta, w przeciwieństwie do walut. Dlatego też w ostatnich latach widać repatriację kruszcu, czyli ściąganie go z powrotem do kraju, tak by rezerwy były niezależne od banków, w których się je przechowuje. 

W ślad za tym idzie rosnąca popularność funduszy ETF, które są oparte na fizycznym zabezpieczeniu złotem i odwzorowują jego ruchy cenowe. Jak się okazuje, w samym tylko trzecim kwartale tego roku fundusze te zwiększyły zasoby o rekordowe 26 mld dolarów, podaje World Gold Council. 

Ten rok pokazuje, że na rynku dzieje się wiele zupełnie nowych rzeczy, które koniec końców mogą nas doprowadzić do przeformułowania świata finansów na zupełnie nowych zasadach - mówi Tekliński.

Przestanie obowiązywać system znany od 1971 roku, który umocnił się w latach 90., gdy upadł system dwubiegunowy i zostało tylko jedno światowe mocarstwo. Ten czas powoli odchodzi i wyłania się nowy porządek - dodaje ekspert.

W procesie dedolaryzacji duża rolę odgrywają też Chiny, które podwyższają cenę złota poprzez masowy skup, licząc w efekcie na osłabienie wartości i znaczenia dolara na świecie, mówi nasz rozmówca. Nie należy jednak spodziewać się, że dolar całkowicie przestanie być walutą rezerwową świata, to trudno sobie wyobrazić, dodaje. Ale możliwe, że pozycję hegemona będzie musiał dzielić z inną walutą i nie będzie już tak istotny jak przez ostatnie 50 lat. Ray Dalio, szef funduszu inwestycyjnego Bridgewater Associates, mówił zresztą w tym tygodniu, że w jego oczach to złoto jest prawdziwą wartością i obecnie wydaje się pewniejsze niż dolar.

(...)

Tekliński ostrzega, że złoto nie powinno służyć do doraźnego reperowania finansów państwa. Tak postąpił Gordon Brown, minister finansów Wielkiej Brytanii w latach 1999-2002. Urzędnik sprzedał dużą część brytyjskiego złota, aby podreperować finanse państwa. Zrobił to jednak po najgorszej możliwej cenie, w okresie gdy złoto było najtańsze od 20 lat. Do dziś jest to uznawane za "jeden z największych błędów politycznych i gospodarczych", który pozbawił Brytyjczyków zabezpieczenia na okresy kryzysów, mówi Tekliński. I dodaje, że banki centralne mają zupełnie inne zadanie. 

Podstawową rolą złota dla banków centralnych jest dbanie o stabilność własnej waluty - tłumaczy. 

A im więcej złota posiada bank centralny - kontynuuje ekspert - tym ma więcej narzędzi do dbania o stabilność krajowej waluty. W jaki sposób może to robić? Poprzez stymulację popytu, a w efekcie ceny własnej waluty. W zależności od potrzeby NBP może podnieść lub obniżyć wartość złotego, jeśli ta obecna utrudnia prowadzenie polityki gospodarczej. Wyprzedaje wówczas złoto, a za zarobione dolary (rzadziej euro) sprzedaje lub skupuje złotówki, kształtując wartość PLN-a. W lipcu NBP sprzedał 150 kg kruszcu właśnie w celu "dbania o stabilność waluty".

gazeta.pl