wtorek, 4 czerwca 2024



Jakub Bodziony: Władimir Putin udał się z wizytą do Chin. Skąd taka celebra? 

Michał Lubina: Wizyty Władimira Putina w Chinach i Xi Jinpinga w Rosji to nowa świecka tradycja. W normalnych okolicznościach odbywają się one przynajmniej raz do roku. Rzeczywiście jest przy tym charakterystyczna celebra, ogromna podniosłość, która miesza wpływy bizantyjskie, cesarskie, komunistyczne. Przy dużych różnicach między Rosją a Chinami są też punkty zbieżne i akurat ten element ceremonialny jest takim punktem. 

Spełnia to określone funkcje. Po pierwsze, legitymizuje. Po chińsku jest takie wyrażenie „dawać twarz” – jest to idiom chiński, który się trudno tłumaczy na polski, ale generalnie chodzi o to, że przesadnie komplementuje się rozmówcę, że się go chwali, podkreśla się, jaki jest wspaniały. A jak tego elementu zabraknie, to może to być uznane za brak szacunku. Często tak się dzieje, gdy do Chin czy Rosji przyjeżdżają ludzie z Zachodu, którzy na przykład za szybko skracają dystans, co jest traktowane jako brak wychowania. Takie „dawanie twarzy” niewiele kosztuje, bo jak się komplementuje rozmówcę i znaczna część z tego to nieprawda, no to co z tego? Jest miło wszystkim, lepiej się rozmawia i w ten sposób wygrywa się serca i umysły. 

Drugi element to przewidywalność kadr. Urzędnicy najwyższego szczebla przyjeżdżają jako świta przywódców i omawiają najważniejsze kwestie. To daje regularność biurokracji i daje szansę na włączenie nowych kadr w ten mechanizm. A tym razem było trochę nowych twarzy, przede wszystkim Andriej Biełousow, nowy minister obrony Rosji. Trzeci element to prosty przekaz do własnego społeczeństwa – macie lubić Rosjan albo Chińczyków, w zależności od tego, w którym kierunku patrzymy. Czyli po stronie rosyjskiej przestańcie mówić, że Chiny nas gospodarczo wyzyskują. A po stronie chińskiej przestańcie krzyczeć, że w połowie XIX wieku Rosjanie zabrali nam milion kilometrów kwadratowych. A jakby ktoś nie zrozumiał, to wtedy wkracza cenzura.

- Co wiemy o efektach wizyty?

Poza funkcjami widocznymi w sferze publicznej skrywa się sfera konkretów, w którą wgląd jest bardzo utrudniony. Nawet po szczytach państw zachodnich nie do końca wiemy, co tam ustalono, aczkolwiek przynajmniej istnieje jakieś zobowiązanie do transparencji. A co dopiero w przypadku mocarstw autorytarnych, zmierzających w stronę totalitarną. Do obu tych państw pasuje uniwersalne powiedzenie o krajach dyktatorskich, że ci, co wiedzą, nie mówią, a ci, co mówią, nie wiedzą. To trzeba mieć zawsze w pamięci.

(...)

- Jest jasne, czego Rosja chce obecnie od Chin. W naszych poprzednich rozmowach mówiliśmy też o tym, czego Chiny oczekują od Rosji – przede wszystkim to jest zaplecze surowcowe i wsparcie technologiczne. Ale teraz w delegacji rosyjskiej był również szef rosyjskiej agencji kosmicznej. Mówi się o tym, że to właśnie technologia kosmiczna, co do której Chiny mają ogromne ambicje, będzie kolejnym kawałkiem tortu, który Xi Jinping chciałby skonsumować, chociażby w zamian za wsparcie w wojnie w Ukrainie.

Tak, chińskie poparcie nie jest za darmo, natomiast asymetria w relacjach rosyjsko-chińskich będzie prowadzić do określonych konsekwencji. I teraz pytanie podstawowe: jak Chińczycy wykorzystają to, że Rosja ich potrzebuje, a oni są od Rosji mocniejsi. Polska ludowa mądrość mówi, że zajmą Syberię, ale to jest absolutna bzdura, element humorystyczny. Do czego więc Rosja jest im potrzebna? 

Politycznie i strategicznie na ten moment Chiny mają maksimum, ponieważ Rosja jest antyzachodnia, do tego izolowana na Zachodzie, a zatem Putin nie ma manewru i w kwestiach najważniejszych dla Chin musi się przyłączać do stanowiska chińskiego. I to robi, co widać chociażby w porównaniu stanowiska Rosji wobec kwestii Morza Południowochińskiego dziesięć lat temu i dzisiaj, obecnie jest to kopiuj-wklej stanowiska chińskiego. Tak samo w sprawie Półwyspu Koreańskiego. Dodatkowo Putin musi czasami wykazywać czołobitność – zacytować Xi Jinpinga w wywiadzie albo powiedzieć coś o wielkim rozwoju Chin. Chociaż wciąż nie musi zachowywać się tak jak Serbia. 

- W Serbii były w czasie pandemii sceny całowania chińskiej flagi, gdy w kraju kołował samolot z chińskimi maseczkami.

Rosja oczywiście nie jest aż tak słaba. Dalej jest mocarstwem, może drugoligowym, ale wciąż ma największą liczbę głowic nuklearnych na świecie. Politycznie Chiny wiedzą, że lepszej Rosji mieć nie będą. Mogą mieć tylko gorszą – co było widać w czasie buntu Prigożyna. To Putin ogarnął, aczkolwiek tę słabość też mu zapamiętano. 

Ciekawsze jest więc pytanie, czego Chiny mogą chcieć gospodarczo. Oczywiście mogą chcieć więcej taniej ropy i gazu. Ale w tej chwili mają dużo i tanio. A gdyby chcieli więcej, to by się zgodzili na Siłę Syberii 2, czyli gazociąg z Syberii przez Mongolię do Chin. Ale się nie zgodzili. Na każdym szczycie rosyjsko-chińskim równie ważne jest to, czego nie powiedziano – no więc teraz nie porozumiano się w sprawie gazociągu. W 2022 roku, na niecały miesiąc przed inwazją rosyjską na Ukrainę, Rosja i Chiny podpisały porozumienie, w którym stwierdziły, że są partnerstwem bez ograniczeń. Do dzisiaj ta fraza o braku ograniczeń krąży po internecie. Ale już od połowy 2022 roku Chiny przestały używać tej frazy. I ten brak też jest znamienny.

- Czy wynika z tego, że Chiny oczekiwały, że sytuacja na froncie będzie wyglądać zupełnie inaczej, a Kijów może być zajęty w trzy dni, jak mógł zapewniać Putin? 

Wynika to pewnie z chęci zrobienia uniku przez Chiny. Bo na Zachodzie zaczęto wskazywać, jak bardzo Chiny wspierają Rosję. No to Chiny postanowiły jednak lekko się zdystansować – tak żeby Zachód się odczepił, ale nie tak, żeby obrazić Rosję. Co w takim razie Chiny mogą gospodarczo uzyskać od Rosji? 

Moim zdaniem są trzy takie obszary. Zaczynając od punktu historycznie najważniejszego, to jest sprzedaż broni. Większość broni, którą Chińczycy chcieli od Rosji kupić, już dawno kupili, ale są pewne nisze, w których mogliby uzyskać trochę najnowocześniejszego know-how, jak łodzie podwodne. Jednak dwie najważniejsze rzeczy to Arktyka i kosmos. W obu przypadkach mamy strukturalnie taką samą sytuację. Chiny chcą pełnego otwarcia Arktyki dla swojego transportu. Rosja się zgadza, ale wcale nie do końca Arktykę otwiera. Z kolei w kwestii kosmosu Rosjanie mają bezcenną wiedzę. A Chińczycy ogromne ambicje, chcą przegonić NASA. 

Rosjanie wiedzą, że w Arktyce Chiny ich zdominują, a oni skończą jak Egipt przed nacjonalizacją Kanału Sueskiego. Natomiast w sprawie kosmosu, jeśli podzielą się know-how, to towarzysze chińscy zapłacą, ale potem prześcigną Rosję i nie będą jej już potrzebować. I wypadnie ona z wyścigu kosmicznego. Pytanie jest więc takie: czy Rosja już pękła w Arktyce i kosmosie? Dowiemy się tego po czasie, ale sygnały wskazują, że pękają. 

- Rosjanie po prostu nie mają alternatywy wobec Chin. I Chiny to wiedzą.

Tak, natomiast Rosjanie wciąż mają przekonanie, że dominacja chińska w relacjach wzajemnych to jest stan tymczasowy. Wiedzą, że muszą się oprzeć o Chiny i wygrać na Ukrainie. Ale zakładają, że jeśli narzucą swoje porządki Europie – gdzie zażądali przed inwazją z 2022 roku nowej architektury bezpieczeństwa, czyli de facto cofnięcia NATO do 1997 roku – to Rosja wraca jako mocarstwo w Europie i będzie mogła rozmawiać z Chinami z mocniejszej pozycji. 

Do tego dochodzi jeszcze jeden element, który jest bardzo ciekawy. Z jednej strony, Rosja mówi, że zwraca się do Azji. Chiny są najważniejszym partnerem handlowym, a politycznie czytam opracowania, że elity rosyjskie nigdy nie były tak blisko chińskich. Ale jednocześnie gdzie Rosja prowadzi wojnę? W Europie. Czyli widać, że to jest główny punkt zainteresowania. Przecież nie próbuje zdobywać północnego Kazachstanu, tylko Ukrainę. Zatem opierają się o Chiny, żeby walczyć o to, co jest najważniejsze, czyli o część europejską. 

kulturaliberalna.pl


Prawosławna telewizja Sojuz zaprezentowała materiał poświęcony… przypadkowi zmartwychwstania żołnierza walczącego w „specjalnej operacji wojskowej”. Protojerej Artiemij Władimirow w jednym z programów oznajmił, że może dać przykład, iż polegli na froncie zmartwychwstają. Zapewnił, że często rozmawia z żołnierzami i przekonuje ich, iż śmierci nie ma. „Przed Wielkim Postem obejrzałem nagranie o pewnym Chińczyku, który brał udział w specjalnej operacji wojskowej. Dostał postrzał w brzuch, pocisk pokiereszował jego wnętrzności. Żołnierz od tego zmarł. A potem zmartwychwstał. Zjawił mu się w widzeniu święty biskup Łukasz Krymski (Walenty Wojno-Jasieniecki, święty czczony w Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej) i go uzdrowił” (...). I nie był to odosobniony przypadek – uwiarygodnił swą opowieść protojerej.

(...) 

Od telewizji Sojuz pałeczkę przejęła telewizja Spas, obsługująca interesy Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Pokazano tam owego „Chińczyka”, który okazał się Jakutem. Nazywa się Dołustaan Iwanow. Ciężko ranny trafił do szpitala, lekarz, który go operował, stwierdził śmierć kliniczną – serce zatrzymało się na 40 sekund – i kazał go zawieźć do kostnicy. W rozmowie z mediami Iwanow powiedział, że wtedy zobaczył postać w białej szacie i niepospolitym nakryciu głowy, na którym widać było złoty krzyż. Postać zbliżyła się i powiedziała: „Jeszcze nie czas”. Iwanow posłuchał i powrócił z tamtego świata. Co więcej, nawrócił się na prawosławie, na chrzcie przyjął imię Siergiej.

labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl