Joe Biden, odchodzący prezydent USA, powiedział, że chińska gospodarka nigdy nie przeskoczy amerykańskiej. Tak będzie?
We wspomnianym już powyżej przeze mnie raporcie Rhodium Group analitycy dowodzą, że w ostatnich trzech latach wzrost gospodarczy Chin był o około 3 punkty procentowy niższy niż podawany oficjalnie. Czyli zamiast podawanych 5 proc. tak naprawdę było 2 proc. Ja się z tym zgadzam, moim zdaniem dane chińskiego urzędu statystycznego są zawyżane. Chińska gospodarka jest moim zdaniem w innym miejscu w gonieniu Zachodu, niż się wielu wydaje. Ten dystans jest o wiele większy, a przy tym dynamika wzrostu jest niższa niż oficjalnie podawana. Więc tak, w przewidywalnej perspektywie chińska gospodarka nie przegoni amerykańskiej. Unikałbym jednak słowa "nigdy".
A co się dzieje wewnątrz kraju? Z innych danych, np. o sprzedaży detalicznej, która nie rośnie zbyt dynamicznie, albo z bardzo niskiej inflacji wynika, że konsumenci nie chcą wydawać pieniędzy. Popyt z tej strony w Chinach jest wciąż mały.
Chińczycy nie mają czego wydawać. Tamtejsze gospodarstwa domowe mają do swojej dyspozycji o wiele mniejszą część PKB niż gospodarstwa w zachodnich społeczeństwach. Wydatki konsumpcyjne gospodarstw domowych w Chinach stanowiły 38 proc. PKB w porównaniu do 54 proc. w Japonii - różnica 16 punktów procentowych PKB i 68 proc. w Stanach Zjednoczonych - różnica 30 punktów procentowych PKB. Żeby konsumpcja mogła się w Chinach rozwijać, obywatelom trzeba by zapewnić usługi publiczne. Jeśli oni muszą odkładać jedną trzecią, a nawet połowę pensji na starość albo czas choroby i leczenie, to trudno jest z tego wydawać na więcej niż niezbędną konsumpcję. Poza tym, banki w Chinach nie udzielają tak powszechnie kredytów konsumpcyjnych jak w Europie czy tym bardziej w USA. Chiński konsument wciąż relatywnie mało zarabia. Choć żyje mu się lepiej niż 20 czy 30 lat temu, to dynamika tej poprawy w ostatnich latach spadała i jest to odczuwalne.
A czuć tam rozczarowanie społeczne, widać je?
Jest kilka trendów. To są zmiany kulturowe, pokoleniowe. Młodzi ludzie nie chcą brać udziału w wyścigu szczurów i są przeciążeni. Po dwóch pokoleniach polityki jednego dziecka w rodzinie okazuje się, że ci młodzi dorośli jedynacy mają często na głowie także utrzymanie rodziców i także dziadków. Relacje rodzinne są w Chinach silne, a brak zabezpieczeń społecznych sprawia, że ciężar opieki spada na tę jedną osobę. To tworzy poważne obciążenia psychiczne. Poza tym hamowanie dynamiki rozwoju gospodarczego sprawia, że jest coraz mniej miejsc pracy dla osób wykształconych. Tymczasem wykształcenie miało być przepustką do lepszego życia, było zdobywane często z dużym poświęceniem, inwestowali w nie rodzice i dziadkowie.
Równocześnie presja ideologiczna w ostatnich latach pod rządami Xi Jinpinga zaczyna odbijać się negatywną czkawką. Młodzi ludzie odrzucają obecny model, ale nie są w stanie zaprotestować w inny sposób niż poprzez wycofanie się. Pojawiła się cała subkultura tang ping - dosłownie: leżeć plackiem, której istotą jest nieangażowanie się. Inna subkultura shehuiren - dosłownie: ludzie uspołecznieni - to zazwyczaj ludzie urodzeni po 1995 roku i należący do niższych klas społeczeństwa. Często dzieci migrujących robotników, które nigdy nie miały większych szans na zdobycie wykształcenia i są skazane na nisko płatne, dorywcze prace w dużych ośrodkach miejskich. Krótko mówiąc to młodzi, wykluczeni z wielkich miast. Jej członkowie noszą często koszulki ze świnką Pepą. Obydwie te grupy nie angażują się za bardzo w życie - biorą pierwszą lepszą pracę, byle tylko się utrzymać, odrzucają ambicje, nie chcą zakładać rodzin. Kolejnym trendem, tym razem wśród młodych kobiet, jest niechęć do wychodzenia za mąż. Partia proponuje patriarchalny model rodziny, a młode kobiety, zdobywające wykształcenie już tego nie chcą. Nie bez znaczenia jest, że coraz trudniej w Chinach zdobyć rozwód - jest to mocno utrudnione administracyjnie. Dzieci poza związkiem małżeńskim w Chinach wciąż rzadko się zdarzają, więc to wszystko pogłębia kryzys demograficzny.
Partia jest zatem na tyle silna, że jedyne, na co ludzie mogą sobie pozwolić, to bierny opór. Nie angażowanie się, wyłączenie.
Czyli partia nie odczuwa żadnego oddolnego nacisku na zmianę polityki wewnętrznej, gospodarczej? Władze nie zmieniają kursu, nie przejmują się, że to, co robią, nie działa?
Pytanie, czy partia wie, że to nie działa. Nie wiemy, co ci, którzy podejmują decyzje wiedzą, a czego nie wiedzą. W momencie, gdy działacz partyjny wchodzi do władz prowincjonalnych, wchodzi w bańkę: oddaje prywatny telefon, mieszka na zamkniętym kampusie, sam nie kupuje sobie nawet jedzenia. Wszystkie informacje, które do niego docierają, są filtrowane przez system. Xi Jinping wszedł w tę bańkę pod koniec lat 90. ubiegłego wieku. Sekretarze generalni Komunistycznej Partii Chin radzili sobie z tym w przeszłości w różny sposób. Hu Jintao utrzymywał szeroką sieć znajomych z lat szkolnych i studiów, to byli zwykli ludzie. Jiang Zemin z kolei namiętnie oglądał CNN i śledził inne zachodnie media także po to, aby dowiedzieć się, co się dzieje w Chinach.
gazeta.pl