wtorek, 12 lipca 2022


Wojska rosyjskie nieustannie ostrzeliwują tereny przygraniczne w obwodach czernihowskim (Seńkiwka, Mykołajiwka), sumskim (Esmań, Ołeksijiwka, Szostka) i charkowskim (w tym Charków – przy użyciu rakiet Iskander – oraz miejscowości położone na wschód i południowy wschód od miasta). Obrońcy mieli skutecznie powstrzymać próbę ofensywy najeźdźcy w obwodzie charkowskim na linii Koczubejiwka–Dementijiwka, zaś w rejonie Małe Wesełe i Petriwka (na północny wschód od Charkowa) – unieszkodliwić wrogą grupę dywersyjno-wywiadowczą.

Intensywne walki toczą się na granicy obwodów charkowskiego i donieckiego na trasie M03 prowadzącej z Iziumu do Słowiańska od strony północno-zachodniej. Obrońcom udało się odeprzeć atak wroga na linii Dowheńke–Pasika i Krasnopilla–Dołyna. Okupant dokonuje masowych ostrzałów i bombardowań okolicznych wsi (m.in. Mazaniwki, Bohorodycznego, Dibrownego, Adamiwki, Karnauchiwki), a także Słowiańska i sąsiednich miejscowości (m.in. Siewierska Hryhoriwki, Biłohoriwki, Serebrianki, Zakitnego, Spirnego). Równie intensywne działania, mające umożliwić podejście do Słowiańska, okupant realizuje z kierunku wschodniego i północno-wschodniego. Natarcie na linii Zołotariwka–Werchniokamjanśke zostało jednak odparte przez obrońców.

Agresor przygotowuje się do ofensywy na Bachmut – ostrzelano m.in. dworzec kolejowy i bloki mieszkalne w miejscowości Czasiw Jar oraz podjęto nieudaną próbę przejęcia Elektrociepłowni Wuhłehirśkiej. Intensywnych ostrzałów artyleryjskich i rakietowych oraz nalotów lotniczych Rosjanie dokonują na południe od Kramatorska w rejonie Awdijiwki, Kurachowego i Nowopawliwki. Ukraińcy mieli powstrzymać wroga na linii Awdijiwka–Jasynuwata oraz w Marjince.

Na południu kraju agresor skoncentrował swoje wysiłki na ostrzale artyleryjskim i rakietowym pozycji ukraińskich na całej długości frontu (miejscowości wzdłuż granic obwodów chersońskiego z mikołajowskim i dniepropetrowskim: Apostołowe, Zełenodolśk, Osokoriwka, Wełyka Kostromka, Dobrianka, Biła Krynycia, Lubomyriwka, Kyseliwka, Kałyniwka, Basztanka). Obrońcy mieli powstrzymać uderzenie grup dywersyjno-wywiadowczych w rejonie Olhynego i Kniaziwki, uszkodzono także punkt dowódczy artylerii oraz obiekt dowództwa Rosgwardii. Okupant dokonał też ostrzału rakietowego Mikołajowa, zaś w rejonie Odessy zbombardował elementy infrastruktury cywilnej.

Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy poinformował, że do Wielkiej Brytanii przybyła pierwsza grupa spośród 10 tys. żołnierzy ukraińskich mających wziąć udział w szkoleniach obsługi zachodnich systemów artyleryjskich. Kurs potrwa kilka miesięcy i jest realizowany w ramach wartego ponad 2,3 mld funtów programu wsparcia ukraińskiej armii przez Zjednoczone Królestwo.

Ministerstwo Obrony USA potwierdziło przekazanie kolejnych czterech systemów artylerii rakietowej HIMARS oraz tysiąca sztuk precyzyjnej amunicji artyleryjskiej. Dostawa ma zostać zrealizowana w ramach nowego pakietu pomocy o wartości niemal 400 mln dolarów. Liczba wyrzutni HIMARS w posiadaniu ukraińskiej armii zwiększy się tym samym do 12.

Główny Zarząd Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy informuje, że w związku z dużymi stratami osobowymi Federacja Rosyjska zintensyfikowała nabór do prywatnych firm wojskowych. Ze względu na brak ochotników rekrutuje się więźniów odbywających kary (również za najcięższe przestępstwa); obiecuje się im pełną amnestię po sześciu miesiącach służby. Proces ten ma odbywać się w zakładach karnych w Republice Adygei, Rostowie, Petersburgu i Niżnym Nowogrodzie. Rekruci są transportowani na poligon wojskowy we wsi Molkino (Kraj Krasnodarski), który jest bazą treningową związanej z Kremlem prywatnej firmy wojskowej Wagner. W ciągu dwóch miesięcy rosyjska armia zamierza zmobilizować w ten sposób 10 tys. osób, po czym skierować te oddziały do Donbasu. Ponadto FSB ma w poszczególnych regionach zacieśniać kontrolę nad rodzinami i bliskimi żołnierzy, którzy walczą lub polegli na Ukrainie, próbując w ten sposób przeciwdziałać rozpowszechnianiu przez nich informacji przeczących polityce propagandowej Kremla.

W okupowanym przez wojska rosyjskie Melitopolu w obwodzie zaporoskim miała miejsce nieudana próba zamachu na kolaboracyjnego szefa administracji rejonu melitopolskiego Andrija Sihutę. Jest on członkiem prorosyjskiej, zdelegalizowanej partii Opozycyjna Platforma – Za Życie, oskarżonym przez Prokuraturę Generalną Ukrainy o kolaborację i zdradę stanu – od początku inwazji miał przekazywać stronie rosyjskiej informacje o lokalizacji jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy, sprzętu wojskowego i broni. W czerwcu br. Sihuta donosił o organizowaniu dostaw produkcji rolnej z rejonu Melitopola (m.in. czereśni) na rynki rosyjskie – na okupowany Krym, do Moskwy i Petersburga.

9 lipca prezydent Wołodymyr Zełenski odwołał ambasadorów z Niemiec, Czech, Węgier, Norwegii i Indii. Według niego decyzje te wynikają z konieczności rotacji i stanowią normalną procedurę. Wszyscy dyplomaci pełnili swoje funkcje pięć lat lub dłużej. Jak dotąd nie potwierdzono spekulacji medialnych, aby Andrij Melnyk, były ambasador w Berlinie, miał objąć stanowisko wiceministra spraw zagranicznych. W tym kontekście wymienia się natomiast Jewhena Perebyjnisa, byłego ambasadora w Czechach.

Kongresmenka z Partii Republikańskiej Victoria Spartz skierowała 8 lipca list otwarty do prezydenta Joego Bidena, w którym domaga się przedstawienia Kongresowi informacji związanych z szefem Biura Prezydenta Andrijem Jermakiem. W piśmie zwraca uwagę, że Jermak mianował na swojego zastępcę Ołeha Tatarowa, który blokuje zakończenie konkursu na szefa Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej (SAP) i jest podejrzewany o korupcję. Dzień później Spartz opublikowała oświadczenie, w którym zarzuciła Jermakowi m.in.: ujawnienie informacji, które doprowadziło do fiaska operacji zatrzymania najemników tzw. grupy Wagnera w 2020 r., opóźnianie zakupów broni dla armii, zapewnianie kierownictwa kraju, że nie dojdzie do rosyjskiej agresji, oraz sabotaż obrony Chersonia, którego konsekwencją było okrążenie Mariupola. W odpowiedzi Marcy Kaptur, demokratyczna kongresmenka będąca współprzewodniczącą grupy wsparcia dla Ukrainy w Kongresie, stwierdziła, że nie ma podstaw do podważania lojalności któregokolwiek urzędnika Biura Prezydenta, i skrytykowała Spartz za dostarczanie argumentów rosyjskiej propagandzie. Rzecznik Zełenskiego ocenił, że jest to wewnętrzna sprawa między Kongresem i prezydentem USA.

Komentarz

Poza realizacją priorytetowego zadania, jakim jest przejęcie pozostałej części obwodu donieckiego (w tym zdobycie kontroli nad największymi miastami Słowiańskiem i Kramatorskiem), rosyjska armia coraz częściej podejmuje intensywne działania na kierunku charkowskim oraz na południowym odcinku frontu, na granicy obwodu chersońskiego z mikołajowskim i dniepropetrowskim. Aktywność w okolicach Charkowa to próba znalezienia słabych miejsc obrony ukraińskiej i możliwości potencjalnej ofensywy na tym kierunku. Z kolei działania na froncie południowym wynikają z tego, że ukraińskie wojska próbują tam odzyskać inicjatywę, a tym samym angażują siły rosyjskie do obrony zajętych wcześniej miejscowości. Do posunięć ukraińskiej armii na południu kraju nawiązał minister obrony Ukrainy Ołeksij Reznikow, który oświadczył, że prezydent Zełenski wydał rozkaz odbicia obwodu chersońskiego – w tym celu zmobilizowanych ma zostać milion żołnierzy. Wspomniał jednak przy tym, że warunkiem jest uzyskanie od zachodnich partnerów dalszej pomocy wojskowej. Na tym etapie działań operacyjnych deklarację tę należy jednak uznać za skierowaną przede wszystkim do zachodnich partnerów i służącą zmobilizowaniu ich do intensywniejszego wsparcia militarnego, a także przekonaniu ukraińskiego społeczeństwa o aktywnej i zdecydowanej postawie władz w Kijowie.

Victoria Spartz urodziła się na Ukrainie i była pierwszym przedstawicielem Izby Reprezentantów, który odwiedził Kijów po wybuchu wojny. Niektóre formułowane przez nią zarzuty wydają się w świetle dostępnych informacji nieuzasadnione (jak sabotaż obrony Chersonia). Część z nich pojawiała się natomiast w ukraińskich mediach jeszcze przed rosyjską agresją, w tym zatwierdzenie wyników konkursu na kierownika SAP, którego zwycięzcą okazała się osoba niegwarantująca lojalności wobec Biura Prezydenta.

osw.waw.pl

Na początku czerwca ukraińskie wojsko miało wystrzeliwać po 5000-6000 pocisków artyleryjskich dziennie. Tak twierdził w wywiadzie dla "Guardiana" Wadim Skibicki, wiceszef wywiadu wojskowego Ukrainy. Oznacza to w dużym przybliżeniu 200-250 ton amunicji artyleryjskiej dziennie. I Ukraińcom ciągle jest jej mało. Skibicki twierdzi, że Rosjanie wystrzeliwują jej w ciągu dnia kilka razy więcej. Oznacza to nawet około tysiąca ton amunicji artyleryjskiej.

- Nie mieliśmy do czynienia z tak intensywną wojną od czasów tej w Wietnamie. A wówczas nawet Amerykanom w pewnym okresie brakowało zwykłych bomb lotniczych i musieli o nie prosić europejskich sojuszników - mówi Gazeta.pl dr Michał Piekarski z Instytutu Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego.

Pozwala to sobie wyobrazić, jak ogromne ilości amunicji i uzbrojenia pochłania intensywna współczesna wojna. I to jest poważny problem dla państw wspierających Ukrainę, ponieważ od końca zimnej wojny na coś takiego się nie przygotowywały. Wręcz przeciwnie, likwidowały zapasy oraz zdolności konieczne do intensywnego konfliktu. Bo to miała być przeszłość, bo pieniądze były potrzebne na inne cele. Aż Władimir Putin zapukał do drzwi.

Współczesny przemysł zbrojeniowy jest bardzo odległy od stereotypowych wizji z filmów o II wojnie światowej, czy choćby zimnej wojnie. Żadne państwo nie produkuje czołgów, samolotów i rakiet w takim tempie, aby z fabryki wyjeżdżało po kilkanaście, czy kilkadziesiąt dziennie. Coś takiego wymaga wojennej mobilizacji gospodarki i dużych wydatków, a świat jest jednak na stopie pokojowej. Tak więc nawet gdybyśmy chcieli masowo zbroić Ukraińców w nowoczesną zachodnią broń, a oni byliby w stanie szybko i sprawnie ją przyjmować, to nie mielibyśmy jej skąd wziąć.

Największy współczesny program zbrojeniowy, czyli amerykańskie F-35, ma w przyszłym roku osiągnąć szczyt tempa rocznej produkcji. Ma to być 165 maszyn, czyli średnio niecały samolot na dwa dni. To jednak we współczesnych realiach skala wyjątkowa. Francuzi na przykład starają się obecnie zwiększyć produkcję swoich myśliwców Rafale z dwóch do trzech miesięcznie, ale ma to się im udać dopiero około 2026 roku. Ukraińskie lotnictwo straciło od początku wojny co najmniej 29 maszyn.

Na polskim podwórku wyprodukowanie 96 armatohaubic Krab i pojazdów wsparcia zamówionych w ostatnich dniach 2016 roku, zaplanowano na siedem lat i ma się zakończyć w 2024 roku. Oznacza to średnio kilkanaście armatohaubic rocznie. Tempo mało imponujące biorąc pod uwagę, że od początku wojny Ukraina straciła już ponad 40 sztuk różnego rodzaju dział samobieżnych. Kraby to pierwsze działa kalibru 155 mm w polskim wojsku, więc razem z nimi zaczęto zamawiać odpowiednią amunicję w zakładach Dezamet. I tutaj też widać względnie skromną skalę produkcji. Od 2014 do dzisiaj zamówiono 37 tysięcy pocisków. Czyli tyle, ile ukraińska artyleria ma wystrzeliwać mniej więcej w tydzień.

Całkiem nowych czołgów w państwach NATO prawie się nie produkuje. Standardową praktyką są głębokie modernizacje i przebudowy maszyn wyprodukowanych w znacznych ilościach jeszcze w czasach zimnej wojny. Takie będą na przykład nasze nowe M1 Abrams, ponieważ Amerykanie do ich produkcji używają wielu elementów starszych wozów tego typu trzymanych na składach. Niemcy prawdopodobnie są w stanie produkować niewielkie ilości zupełnie nowych Leopardów 2. W tym przypadku na rynku po prostu nie ma już dostępnych starych modeli w akceptowalnym stanie, które można by wykorzystywać jako bazę do gruntownych przebudów.

(...)

- Zmobilizowanie naszych gospodarek zajęłoby raczej lata. I to nie w takim sensie jak w czasie II wojny światowej, bo trudno sobie wyobrazić poparcie społeczne i polityczne dla prawdziwej wojennej mobilizacji, która nie dość, że kosztuje ogromne pieniądze, to jeszcze wymusza wprowadzenie na przykład racjonowania określonych dóbr - mówi dr Piekarski. - Co więcej, taką mobilizację byłoby trudno przeprowadzić ze względu na atrofię koniecznego do tego przemysłu ciężkiego i maszynowego w Europie oraz USA - dodaje. Kilka dekad temu było jeszcze sporo zakładów, które można było przestawić na tory wojenne i na przykład, zamiast maszyn do pisania produkować karabinki. Teraz tego rodzaju zakłady są głównie w Chinach.

- W praktyce w najbliższych miesiącach jesteśmy w stanie dostarczać Ukrainie to, co mamy, albo to co już wcześniej zamówiliśmy na własne potrzeby - stwierdza dr Piekarski.

To oznacza kolejny problem. Zapasy uzbrojenia w państwach zachodnich są niewielkie, nie licząc USA. Po zimnej wojnie wydatki na siły zbrojne mocno obcięto, a po kryzysie finansowym w latach 2007-2008 szorowały po dnie. - Zachodnie wojska same mają poważne deficyty w sprzęcie. Na przykład przeciwlotniczym. Po zakończeniu zimnej wojny szykowaliśmy się głównie na operacje ekspedycyjne w odległych krajach, a teraz musimy na nowo uzbrajać się do klasycznej wojny - mówi ekspert. Przykładem może być Holandia, która pod koniec zimnej wojny miała na stanie 445 czołgów Leopard 2. W 2011 roku sprzedano ostatni i rozwiązano wojska pancerne. Do dzisiaj przyszła refleksja, ale odtworzyć takie zdolności to trudna i kosztowna sprawa. Od 2016 roku Holendrzy używają więc 18 niemieckich Leopardów 2 w ramach połączonej holendersko-niemieckiej brygady zmechanizowanej.

To, co masowo produkowano w czasach zimnej wojny, do dzisiaj jest już przestarzałe jak na standardy wojsk zachodnich. W zdecydowanej większości zostało więc wycofane z użycia, a potem często dla oszczędności wycofane nawet ze składów i złomowane lub sprzedane do mniej wymagających państw. Niemcy miały pod koniec zimnej wojny 2,1 tysiąca wozów bojowych piechoty Marder. Dzisiaj używają ich 300, a kilkadziesiąt jest w rezerwie. 400 trafiło do Chile, Indonezji i Jordanii. Setka trafiła do prywatnego zapasu producenta, koncernu Rheinmetall. Reszta na złom. Szczytem możliwości wsparcia Ukrainy byłaby więc ta setka prywatnych i kilkadziesiąt z rezerwy Bundeswehr. Gdyby była wola polityczna. Nie jest jednak jasne czy Berlin zdecydował się na ten transfer.

Niewielkie są też zapasy amunicji. Również ze względu na oszczędności i wysoką cenę nowoczesnych systemów precyzyjnych. (...)

Zachód ma więc teraz wiele braków do nadrobienia, po tym jak Rosja zdołała ostatecznie wyrwać go z pokojowego uśpienia. - Odtwarza swoje siły, niektóre państwa planują ich rozbudowę, na przykład Polska, a do tego dochodzi potrzeba wspomagania Ukrainy. To stawia przed zachodnim przemysłem zbrojeniowym ogromne wyzwanie. Czeka nas jego ogromna rozbudowa - uważa dr Piekarski.

Rozbudowa zajmie jednak lata. Utrzymanie w międzyczasie strumienia pomocy dla Ukrainy będzie istotnym wyzwaniem. Zwłaszcza że ukraińskie wojsko w zdecydowanej większości używa jednak sprzętu o radzieckich korzeniach, a tego w NATO się już nie produkuje, poza amunicją w Bułgarii, Czechach, Polsce czy Słowacji. Popyt na nią jest aktualnie bardzo wysoki. Zdecydowanie wyższy niż możliwości produkcyjne zakładów w państwach wspomagających Ukrainę. Trwa więc walka na rynku broni o dostawy z całego świata, gdzie Rosjanie mają być bardzo aktywni i starają się przebijać oferty składane na rzecz Ukraińców głównie przez amerykańskich oraz izraelskich pośredników. Starają się też blokować skupywanie poradzieckiej broni z państw trzecich. Jeszcze na długo przed tą fazą wojny prowadzili skrytą kampanię obliczoną na zmniejszenie zapasów amunicji dostępnej dla Ukrainy, wysadzając składy w Czechach, czy fabryki w Bułgarii.

gazeta.pl

Zdaniem płk. Lewandowskiego dalszy atak w Donbasie jest najbardziej prawdopodobny. Konkretnie na wspomniany Kramatorsk i Słowiańsk. - I nie mówię o przyczynach politycznych. Rosyjska logistyka jest bardzo mało elastyczna. Jak już zbudowali cały system zaopatrywania oddziałów walczących w tym rejonie, to nie będą go w stanie szybko przenieść na przykład na Zaporoże. Raczej będą go wykorzystywać dalej tam, gdzie jest - uważa wojskowy.

Dla Rosjan głównym problemem jest zaopatrywanie oddziałów w amunicję. - Potrzebują jej dziennie setki ton i to jest duży wysiłek. Z paliwem teraz mniejszy problem, bo mają specjalne oddziały kładące szybko polowe rurociągi od stacji kolejowych daleko na zapleczu do rejonu walk - tłumaczy płk Lewandowski. Amunicji Rosjanie potrzebują bardzo dużo, bo ich sposób walki jest oparty w znacznej mierze na artylerii. Tak jak wielokrotnie opisywaliśmy. Zgnieść przeciwnika ogniem, tak aby relatywnie słabe oddziały przeprowadzające właściwy atak miały jakieś szanse. - I ich kolejna operacja będzie wyglądać tak samo jak poprzednia. Artyleria i jeszcze raz artyleria - uważa wojskowy. - Ukraińska artyleria na szczęście robi się coraz lepsza. Mają już sporo zachodnich systemów, a jak dostaną w końcu większą liczbę HIMARSów i MLRSów (zachodnie wyrzutnie rakiet kierowanych - red.), to porządnie napsują krwi Rosjanom - dodaje.

Zdaniem polskiego wojskowego Ukraińcy generalnie mają lepsze morale i lepszych, bardziej elastycznych oraz samodzielnych dowódców. Poza tym obie strony mają walczyć podobnie. - Ta wojna bardziej przypomina I wojnę światową niż nasze wyobrażenia o konflikcie XXI wieku. Zwłaszcza kiedy przychodzi do ofensyw - mówi płk Lewandowski. - Obie strony stosują taką samą taktykę: ogień artyleryjski na pozycje przeciwnika, podejście i nawiązanie walki, jak idzie dobrze, to idziemy naprzód, jak nie to się cofamy i znów artyleria. I wojna światowa - tłumaczy. Dlatego kiedy zacznie się kolejna runda intensywnych walk w Donbasie, to wszystko wskazuje na więcej tego co widzieliśmy już dotychczas. I dotychczas wiązało się to z kosztownymi, ale jednak sukcesami Rosjan.

gazeta.pl