środa, 6 września 2023


31 sierpnia niezależny francuski instytut analityczny Action Resilience Institute (ARI) opublikował raport, w którym przedstawiono liczbę rosyjskich czołgów znajdujących się na składowiskach i w bazach remontowych w okresie bezpośrednio poprzedzającym pełnoskalową inwazję 24 lutego 2022 r. Na podstawie zdjęć satelitarnych autorzy doliczyli się 5666 czołgów (1009 nierozpoznanych, 624 T-80, 2055 T-72, 1512 T-62, 466 T-54/55). Wliczając wozy nieznajdujące się na otwartym terenie, oszacowali, że Rosja dysponowała między 6 a 7 tys. czołgów w rezerwie na początku 2022 r. Stanowi to znacznie mniejszą liczbę niż ta podawana w raportach Międzynarodowego Instytutu Badań Strategicznych (IISS) – 10,2 tys. wozów. W raporcie ARI stwierdzono też, że naprawa czołgu stojącego na otwartym terenie zajmuje 30–60 dni, a Rosjanie są w stanie przywrócić sprawność ośmiu maszynom miesięcznie (Moskwa deklarowała, że 23). Od 2014 r. produkcja i modernizacja czołgów w Rosji miały się zmniejszyć o połowę – z ok. 300 do 140 czołgów rocznie.

(...)

4 września minister obrony Rosji Siergiej Szojgu potwierdził, że podjął decyzję o rezygnacji z przeprowadzenia ćwiczeń na Białorusi pod kryptonimem „Zapad 2023”. Bezpośrednim tego powodem jest zaangażowanie sił rosyjskich na froncie ukraińskim.

(...)

Trwająca od prawie dwóch miesięcy rosyjska operacja zaczepna na pograniczu obwodów charkowskiego, ługańskiego i donieckiego (pomiędzy granicą państwową a Dońcem) nie przyniosła jak dotąd rezultatów w postaci przełamania ukraińskiej obrony. Jak się wydaje, pierwotnie głównym celem Rosjan było osiągnięcie linii rzeki Oskoł na całej jej długości (od ubiegłorocznej ukraińskiej ofensywy w obwodzie charkowskim kontrolują oni tylko 30-kilometrowy odcinek wschodniego brzegu tej rzeki od granicy do okolic Kupiańska). Przesunięcie linii frontu na zachód i oparcie go na naturalnych przeszkodach (Oskoł i Doniec) pozwoliłoby Rosjanom na przejście do obrony i przeniesienie części sił na ważniejsze odcinki frontu (Donbas i południe Ukrainy). Do tego jednak nie doszło, a oddziały rosyjskie związane są walkami i – poza nielicznymi wyjątkami – skierowanie ich np. pod Tokmak jest zadaniem ryzykownym i trudnym ze względów logistycznych. Pomimo znacznych strat i zaangażowania kilku nowo sformowanych brygad na tym drugorzędnym odcinku frontu za sukces strony ukraińskiej należy uznać skuteczną jak dotąd obronę na kierunkach Kupiańska, Borowej i Łymanu.

Rozwój wydarzeń na froncie zaporoskim w ciągu ostatnich dwóch–trzech tygodni wykazuje dynamikę korzystną dla Ukraińców. Udaje im się utrzymać inicjatywę i – w wolnym tempie – zdobywają oni kolejne rosyjskie punkty oporu. Kluczowym czynnikiem spowalniającym natarcie są cały czas uwarunkowania terenu. Kontrolowanie przez Rosjan górujących nad okolicą wzgórz w połączeniu z ograniczonymi dla Ukraińców możliwościami manewrowania (zarówno grupami szturmowymi, jak i dowozem zaopatrzenia) skutkuje tym, że każda próba ataku jest natychmiast lokalizowana oraz spotyka się z reakcją rosyjskiej artylerii i innych środków ogniowych. Mimo tych problemów Ukraińcom udaje się rozszerzać klin wbity w ugrupowanie rosyjskie. Kluczowa kwestia w tej sytuacji to stan odwodów obu stron. Rosjanie nie mają na kierunku Tokmaku żadnego dużego i wartościowego zgrupowania rezerwowego, zdolnego do wyprowadzenia kontrataku w wypadku przerwania frontu przez Ukraińców. Jedyną szansą na zatrzymanie ofensywy jest dla nich utrzymanie się na linii fortyfikacji. Najbliższe tygodnie pokażą, czy dowództwo rosyjskie będzie w stanie wzmocnić ugrupowanie 58 Armii do tego stopnia, aby zatrzymać proces kruszenia się obrony na głównej pozycji na odcinku Kopani–Nowoprokopiwka–Werbowe.

osw.waw.pl