poniedziałek, 20 maja 2019
W latach 90. do Niemiec wyemigrowało z przyczyn ekonomicznych wielu mieszkańców Śląska. W tamtych czasach większość czasu przesiadywałem na śląskich podwórkach, więc miałem okazję obserwować okazjonalne przyjazdy tych świeżo upieczonych emigrantów w rodzinne strony. Pomimo że jeszcze kilka lat wcześniej byli zwyczajnymi kolegami lub sąsiadami, jako rezydenci Niemiec wielu z nich zmieniło się nie do poznania. Patrzyli z góry na niedawnych osiedlowych towarzyszy, niczym biali kolonialiści na tubylców, a odpowiedzi na liczne pytania o niemieckie realia poprzedzali grymasem politowania. Mówili z silnym niemieckim akcentem, choć nie było możliwości, by w parę lat stracili rodzimy. W wypowiedzi co rusz bez przyczyny wplatali niezrozumiałe dla nas niemieckie słowa, choć za Odrą niejeden tamtejszy Turek lub Marokańczyk zawstydziłby ich znajomością niemieckiego. Generalnie na każdym kroku dawali nam odczuć, że oni są już kimś innym (czytaj: lepszym).
Obecnie polscy gastarbeiterzy już nieco ochłonęli i da się z nimi normalnie porozmawiać, za to kompleks niższości widać wśród mieszkańców Polski. Naszym narodowym sportem jest śledzenie tego, jak Niemcy przedstawiają Polaków – jeśli tylko zrobią to niewłaściwie, rozpoczyna się wirtualna burza.
Każdy komentarz niemieckiego polityka dotyczący polityki Polski jest pieczołowicie wychwytywany, opisywany w prawicowych pismach i okraszany komentarzem, że oto znów Niemcy wtrącają się w nasze sprawy. Nie przeszkadza to tym samym osobom nieustannie komentować niemiecką politykę imigracyjną albo wyśmiewać liberalizm współczesnych Niemek i Niemców. Nic tak nie rozgrzewa polskiej dumy jak wspomnienia nielicznych zwycięstw nad Niemcami albo przeżywanie jeszcze rzadszych zwycięstw nad niemieckimi drużynami sportowymi. Mimo to na polskich ulicach dominują niemieckie pojazdy, bo przecież nie będziemy jeździć „francuzem”, a najpopularniejszym modelem wśród polskich patriotów jest Volkswagen Golf.
krytykapolityczna.pl
Bohaterka dokumentu Granta Baldiwna „Just eat it – A food waste story” – pracownica pewnej firmy cateringowej – postanowiła z mężem przeprowadzić doświadczenie. Przez pół roku nie kupowali jedzenia i żywili się wyłącznie wyrobami, które zwykle trafiłyby albo już trafiły na śmietnik. Wynik eksperymentu poruszył społeczeństwo, w którym ok. 70 proc. osób jest uznawanych za otyłych (co kosztuje ok. 150 mld dol. rocznie dodatkowych wydatków na leczenie), a jednocześnie ok. 15 proc. doświadcza głodu z przyczyn finansowych. Film pokazał bowiem proces marnotrawstwa żywności na ogromną skalę zarówno na farmach produkujących żywność, jak i w gospodarstwach domowych.
Nie tylko w USA co roku wyrzuca się do kosza wyroby spożywcze warte miliardy dolarów. Zgodnie z danymi Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) w świecie marnuje się rocznie ok. 1,6 mld ton żywności wartej ok. 750 mld dolarów (na Unię Europejską przypada ponad 140 mld euro strat). Codziennie marnotrawi się 35-40 proc. wytwarzanego pożywienia, a jednocześnie na uprawy rolne zużywa 71 proc. zużycia wody.
Za 60 proc. tych strat odpowiadają Stany Zjednoczone i Europę.
(...)
Żywność marnuje się na każdym etapie łańcucha dostaw – od wytwarzania i przetwórstwa (u rolników, hodowców czy w zakładach przetwórczych) poprzez dystrybucję (hurtową i detaliczną) po konsumpcję w domach. Ogromna ilość produktów spożywczych marnuje się podczas transportu i przechowywania. To dotyczy przeważnie krajów słabiej rozwiniętych, gdzie zanim produkty dotrą od rolnika do konsumenta, zepsuciu ulega 50-70 proc. produkcji. Bo brakuje przechowalni, chłodni, nie ma przetwórstwa. Jak wynika z najnowszego Światowego Indeksu Bezpieczeństwa Żywnościowego, opracowywanego przez Economist Intelligence Unit, w ten sposób najwięcej jedzenia (niemal 19 proc.) marnuje się w ogarniętej głodem Ghanie czy Malawi. Według FAO w krajach biednych marnotrawstwo na etapie produkcji wynika z niskiej wydajności rolnictwa i hodowli, ograniczonych możliwości przechowywania i braku infrastruktury do transportu. Im bogatszy kraj, tym większy odsetek przypada na dalsze etapy łańcucha dostaw. W najbogatszych krajach ponad 50 proc. jedzenia marnuje się w domach.
obserwatorfinansowy.pl
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)