wtorek, 27 kwietnia 2021


Wzorowe dotychczas relacje pomiędzy Kijowem a Mińskiem zaczęły się psuć po sierpniowych wyborach na Białorusi i fali represji, która od tamtej pory przetacza się przez państwo Łukaszenki. Ukraina, jak większość krajów demokratycznego świata, nie uznała szóstego z rzędu zwycięstwa białoruskiego dyktatora.

W ukraińskich mediach i wszystkich komunikatach Łukaszenkę określa się wyłącznie po imieniu, bez wskazania stanowiska „prezydent". W zamian białoruski przywódca nie szczędzi ostrych wypowiedzi pod adresem władz nad Dnieprem, zarzucając, że z terytorium Ukrainy „przemycano tony broni". Stwierdził nawet, że „najpotężniejsze służby specjalne świata" utworzyły w Kijowie centrum, którego celem jest obalenie jego reżimu. Aresztował też 14 osób, które oskarżył o terroryzm i związki z Ukrainą. Ale niepokój Kijowa budzi nie tylko retoryka Łukaszenki.

– Białoruskie kierownictwo już nie jest neutralne wobec konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Większa integracja wojskowa z Rosją była warunkiem poparcia, jakie Łukaszenko po wyborach otrzymał od Putina, musiał ofiarować część suwerenności kraju. Dzisiaj mają wspólne planowanie wojskowe, a Rosja przerzuca tam swoich żołnierzy w ramach przygotowań do manewrów „Zapad 2021", których aktywna faza zaplanowana jest na sierpień–wrzesień. To stanowi bezpośrednie zagrożenie dla Ukrainy, zwłaszcza w warunkach rosnącego napięcia w Donbasie – mówi „Rzeczpospolitej" Ołeksij Aresztowycz, który jest członkiem ukraińskiej delegacji w grupie kontaktowej oraz byłym oficerem ukraińskiego wywiadu wojskowego.

W Kijowie zaś podkreślają, że wycofanie się z Mińska nie oznacza wypowiedzenia „porozumień mińskich", które w białoruskiej stolicy w lutym 2015 roku zawierali prezydent Ukrainy Petro Poroszenko, prezydent Francji Francois Hollande, kanclerz Niemiec Angela Merkel i przywódca Rosji Władimir Putin.

Był to chyba największy sukces w historii białoruskiej dyplomacji za rządów Łukaszenki, który sprytnie wykorzystał to do ocieplenia relacji z Zachodem. – Władze w Mińsku już pogrzebały w ostatnich miesiącach swoją flagową koncepcję z ostatnich lat, że Białoruś jest neutralną wyspą stabilności – mówi „Rzeczpospolitej" Aleksander Klaskouski, czołowy białoruski politolog. Przypomina, że na początku marca Mińsk zawarł z Moskwą porozumienie w sprawie utworzenia wspólnych białorusko-rosyjskich centrów szkoleniowo-bojowych, które mają powstać w obwodzie niżnonowogrodzkim i kaliningradzkim oraz na Grodzieńszczyźnie.

– Eksperci uważają, że pod przykrywką takiego centrum na Białorusi może powstać rosyjska baza wojskowa, w ramach której zostaną rozmieszczone m.in. najnowsze rosyjskie bombowce strategiczne. To straszny sen dla Ukrainy, gdyby musiała odpierać najazd rosyjskich wojsk ze strony Białorusi – dodaje.

rp.pl

Komputery o wysokiej wydajności (HPC) są niezastąpionym narzędziem do modelowania i symulacji w takich dziedzinach, jak biologia molekularna, fizyka jądrowa, astrofizyka, chemia kwantowa, medycyna, inżynieria materiałowa, meteorologia, klimatologia, sejsmologia, kryptologia, by wymienić tylko te najważniejsze. Powszechnie stosowaną jednostką mocy obliczeniowej superkomputerów jest FLOPS, czyli liczba operacji zmiennoprzecinkowych na sekundę (ang. floating point operations per second). Pracują one z wydajnością ponad biliarda (milion miliardów) operacji na sekundę (1015 – petaskala), a te z najwyższej półki przekraczają 1017 operacji na sekundę. Dla porównania: laptop lub komputer stacjonarny z procesorem o prędkości (częstotliwości taktowania) 3 GHz może wykonać około 3 miliardów obliczeń na sekundę. Wyczekiwanym kamieniem milowym będzie osiągnięcie eksaskali, czyli 1018, a od tego dzielą nas nie lata, a miesiące. „Bestie” o wydajności liczonej w eksaflopsach, czyli w trylionach operacji zmiennoprzecinkowych na sekundę, powinny pojawić się na przełomie 2021 i 2022 r.

Moc obliczeniowa superkomputerów przejawia się w ich monstrualnych rozmiarach. Wysokowydajne obliczenia zapewnia klastrowanie setek tysięcy, a nawet milionów wielordzeniowych serwerów (tzw. węzłów) połączonych w sieć. Węzły, upakowane w gigantycznych szafach, działają w trybie równoległym, co umożliwia wykonywanie masy zadań jednocześnie i zwiększa wydajność obliczeń. Klastry HPC mają tę zaletę, że awaria jednego węzła nie powoduje zatrzymania pracy całego systemu, a ponadto dają się łatwo skalować, czyli rozbudowywać poprzez dokładanie kolejnych węzłów, bez konieczności wymiany na nowsze modele.

Infrastruktura HPC łączy algorytmy ściśle matematyczne z algorytmami sztucznej inteligencji, wykorzystywanymi w analityce Big Data. Z jednej strony, systemy sztucznej inteligencji są zaprojektowane w sposób umożliwiający przetwarzanie olbrzymiej ilości danych, więc siłą rzeczy muszą działać na sprzęcie, który potrafi wykonywać biliony obliczeń na sekundę. Z drugiej strony, dane pochodzą z wielu różnych źródeł, są niejednorodne i rozproszone geograficznie, więc do ich przetwarzania nie wystarczy moc obliczeniowa, potrzebna jest sztuczna inteligencja. Tu przecinają się drogi HPC, Big Data i AI.

Digitalizacja stała się motorem innowacji, konkurencyjności i wzrostu. Gospodarka cyfrowa ma wiele przejawów, ale systemowo rzecz ujmując, można ją przyrównać do organizmu, którego krwiobieg tworzą wielkie zbiory danych, a sercem są moce obliczeniowe, zdolne przetwarzać te wolumeny informacji liczbowych w czasie rzeczywistym i ze 100-proc. precyzją. Wydajność posiadanych zasobów obliczeniowych wpływa na tempo przebiegu prac nad nowym produktem, a tym samym na czas jego wprowadzenia na rynek. Jednak koszty – od zakupu (sprzęt, oprogramowanie), przez utrzymanie (energia elektryczna, aktualizacje, modernizacja, serwis, szkolenia), aż po złomowanie (utylizacja, recykling) – długo były barierą nie do pokonania dla większości firm. Toteż do niedawna na infrastrukturę HPC mogły sobie pozwolić tylko ośrodki naukowe. Przełom przyniosła chmura obliczeniowa, dzięki której firmy mają możliwość korzystać z oprogramowania i mocy obliczeniowych, nie angażując środków w ich zakup i instalację. Płacąc za udostępnienie HPC w chmurze zgodnie z rzeczywistym użyciem, firmy mają możliwość przetestowania obliczeń wysoko wydajnościowych i oceny, czy docelowo opłaca im się pozostanie w modelu SaaS, czy też stworzenie wewnętrznej infrastruktury HPC. Jakkolwiek usługi w chmurze mają swoje zalety, to nie zawsze są rozwiązaniem pierwszego wyboru dla biznesu, któremu zależy na bezpieczeństwie i prywatności. Przechowywanie danych to kwestia newralgiczna, szczególnie w dobie RODO.

Europa potrzebuje światowej klasy zintegrowanej infrastruktury HPC z eksaskalową wydajnością obliczeniową. Wykorzystanie superkomputerów do celów badawczo-rozwojowych, przemysłowych i komercyjnych rośnie i będzie rosło. Zdigitalizowane łańcuchy wartości i modele biznesowe będą generować przyrost Big Data, a ten z kolei będzie pobudzał popyt na infrastrukturę HPC. Potencjał jest ogromny, a wyzwania niemniejsze. Podczas gdy ? globalnego zapotrzebowania na moce HPC pochodzi z Europy, kontynentalne ośrodki HPC zaspokajają zaledwie 5 proc. W rezultacie europejscy innowatorzy w coraz większym stopniu korzystają z superkomputerów w Azji i Ameryce. To stwarza poważne zagrożenia w zakresie ochrony danych poufnych i cyberbezpieczeństwa oraz otwiera furtkę do wycieku innowacji z Europy. Istnieje bowiem ryzyko, że dane generowane przez ośrodki naukowe, przemysł i MŚP będą eksportowane w celach analitycznych z braku zdolności obliczeniowych na kontynencie.

Według szacunków Europejskiego Banku Inwestycyjnego Europa wyraźnie odstaje od USA, Chin i Japonii, z luką w zakresie nakładów na HPC wynoszącą 500-750 mln euro rocznie. Aby ją zlikwidować, potrzebne są potężne inwestycje w infrastrukturę. Tyle że infrastruktura akademickich dostawców HPC jest finansowana z publicznych grantów badawczych, a prywatni i zorientowani komercyjnie dostawcy HPC należą do rzadkości. Natomiast silna konkurencja ze strony firm amerykańskich, takich jak Amazon Web Services, Google i Microsoft, zostawia niewiele miejsca na ekspansję europejskich graczy oferujących moce HPC na zasadach komercyjnych, tym bardziej że praktycznie ich nie ma. Ci, którzy istnieją, koncentrują się na aplikacjach do symulacji i modelowania w wysoce wyspecjalizowanych segmentach niszowych.

obserwatorfinansowy.pl

Okres od końca wojny secesyjnej do około 1905 roku był w znacznej mierze okresem nieprzerwanego spadku koncentracji. Co mogłoby wyjaśnić ten spadek koncentracji przestrzennej? Jednym stałym trendem występującym od połowy XIX wieku był postęp w zakresie transportu i technologii komunikacyjnych. Drugim trendem jest powszechny wzrost popularności szkolnictwa wyższego. Goldin i Katz (1999) nazywają ten okres „latami kształtowania się amerykańskiego szkolnictwa wyższego”. Na przykład tzw. ustawa Morrilla z 1862 roku przyznała stanom granty ziemskie, które miały być wykorzystane do sfinansowania budowy lokalnych uczelni rolniczych i mechanicznych. To przyczyniło się do powstania w całym kraju uniwersytetów kładących szczególny nacisk na naukę praktyczną. W większości przypadków te nowe uniwersytety nie były zlokalizowane w istniejących dużych ośrodkach innowacji, ale znajdowały się w pobliżu geograficznego centrum danego stanu, tak aby mogły być łatwiej dostępne dla dominującej populacji wiejskiej.

(...)

Około 1905 roku wyhamował obserwowany od zakończenia wojny secesyjnej trend spadku przestrzennej koncentracji wynalazków. W kolejnych latach doszło nawet do odwrócenia tego trendu. Na początku XX wieku amerykańska sieć kolejowa była już dojrzała i nie budowano już wielu nowych połączeń. Ponadto w tym okresie działalność wynalazcza w coraz większym stopniu przenosiła się do dużych przedsiębiorstw przemysłowych, które były bardziej skoncentrowane geograficznie niż niezależni, mniejsi wynalazcy.

Pod koniec II wojny światowej, w 1945 roku, ponownie rozpoczął się proces spadku koncentracji przestrzennej wynalazczości. Druga wojna światowa była przełomowym momentem pod względem zaangażowania rządu w badania i działalność innowacyjną. W czasie wojny znaczne środki na finansowanie badań przyznano wielu ośrodkom, które nie należały przed wojną do najbardziej innowacyjnych lokalizacji. Jednak po zakończeniu wojny wiele z nich utrzymało pozycję znaczących ośrodków produkcji przemysłowej i innowacji.

Począwszy od około 1990 roku nastąpiło gwałtowne zatrzymanie i odwrócenie powojennego trendu spadku koncentracji, co doprowadziło do okresu 25 lat szybko rosnącej koncentracji przestrzennej wynalazczości. Zmiany te mogą wynikać z faktu, że technologia internetowa jest raczej uzupełnieniem niż substytutem interakcji osobistych. Oprócz innych potencjalnych czynników mogą one również być napędzane wzrostem znaczenia wysoce skoncentrowanej edukacji dla regionalnego wzrostu oraz komplementarnością między edukacją a innowacją (patrz Akcigit i in. 2020).

Alternatywnym sposobem wizualizacji przestrzennej koncentracji wynalazków jest wykreślenie udziału patentów ze stref dojazdowych znajdujących się w różnych częściach dystrybucji patentów na przestrzeni czasu. Wykreśliliśmy udział patentów z górnych 5 proc. stref dojazdowych – uszeregowanych według aktywności patentowej w każdym roku – oraz z dolnych 50 proc. Udział patentów w dolnych 50 proc. rozkładu zmienia się znacznie mniej i odpowiada we wszystkich latach za jedynie niewielką część patentów. Wyznaczyliśmy dodatkowo udział patentów w najlepszych strefach dojazdowych. Trendy dotyczące udziału w patentach górnego 1 proc. stref dojazdowych po 1945 roku dokładnie odzwierciedlają ogólnokrajowe trendy w zakresie koncentracji przestrzennej innowacji, przedstawione na Wykresie 1. Ogólnie rzecz biorąc, trendy w zakresie krajowej koncentracji przestrzennej innowacji są napędzane przez kilka elitarnych ośrodków innowacji.

Czy dzisiejsze elitarne ośrodki innowacji zawsze były wysoce innowacyjne? Jak dużą rotację obserwujemy, jeśli chodzi o tożsamość elitarnych hubów innowacji? Wielu decydentów spodziewa się, że lokalizacje liderów w zakresie innowacji będą bardzo trwałe. W końcu jeśli na poziomie regionalnym notowane są rosnące stopy zwrotu i skumulowane skutki innowacji, to wczesne prowadzenie w zakresie innowacji będzie procentować, skutkując trwałością takich lokalizacji.

Aby zbadać trwałość takich lokalizacji, zbadaliśmy korelację pomiędzy udziałem patentów krajowych posiadanych przez daną strefę dojazdową w dwóch różnych punktach w czasie. Podzieliliśmy cały badany okres na pół i wykreśliliśmy korelacje pomiędzy udziałem wszystkich patentów krajowych z każdej strefy dojazdowej w 1866 i 1941 roku oraz w 1941 i 2016 roku. Pojawiły się pewne dowody trwałości, choć w przypadku obu zestawów linia regresji znajduje się poniżej linii 45 stopni, a chmura danych jest dość rozproszona. Co więcej trwałość wydaje się spadać – korelacje dla ostatnich 75 lat są znacznie słabsze niż dla poprzednich 75 lat. W roku 1866 strefami dojazdowymi posiadającymi najwięcej patentów były zazwyczaj największe miasta w kraju, z dominacją regionu północnego wschodu.  Spośród sześciu stref dojazdowych, które stanowiły górny 1 proc. w 1866 roku, cztery nadal były w pierwszej piątce w 1940 roku, a wszystkie z nich zmieściły się w pierwszej siódemce. W 2016 roku Zachodnie Wybrzeże, a zwłaszcza Dolina Krzemowa, ma wśród górnego 1 proc. stref dojazdowych pozycję prawie tak samo dominującą, jak region północno-wschodni w 1866 roku.

obserwatorfinansowy.pl

Prezydent Vucic miał wręcz wskazać, że Chiny są obecnie najbardziej godnym zaufania przyjacielem Serbii. Serbia ma z wielką otwartością patrzeć na możliwość rozszerzania współpracy wojskowej z Chinami. Serbski przywódca miał również dziękować Chińczykom za współpracę w zakresie bezpieczeństwa narodowego, współpracy gospodarczej oraz podkreślać pomoc w walce z pandemią COVID-19. W tym ostatnim przypadku, zauważa się, że Belgrad ma otrzymać znaczne ilości chińskich szczepionek.

Z aprobatą, chińskie media zauważają, że Vucic wskazał, że popiera stanowisko Pekinu w kwestiach związanych z podstawowymi interesami strony chińskiej, na czele z sytuacją w Hongkongu, Tajwanie czy też Sinciangu. Na lotnisku chińskiego dygnitarza witał Nebojsa Stefanovic, a więc minister obrony Serbii. Jak podkreśla się w serbskich mediach nie wiadomo dokładnie jaka szczegółowa agenda spotkań i tematów została zaplanowana w zakresie przyjazdu chińskiego ministra obrony. Jednakże, odbywa się ona w trudnym momencie dla relacji chińsko-europejskich, mając na uwadze chociażby spory wokół wielu kwestii związanych z chińską polityką w zakresie praw człowieka oraz innych kwestii politycznych. 

(...)

Trzeba odnotować, że minister obrony Wei Fenghe w trakcie wizyty złożył hołd ofiarom bombardowania chińskiej ambasady w Belgradzie w 1999 r. Do tego tragicznego w skutkach oraz owianego licznymi teoriami incydentu doszło do tego w trakcie natowskiej operacji lotniczej „Allied Force”. Śmierć ponieśli chińscy korespondenci Guangming Daily Xu Xinghu i Zhu Ying oraz dziennikarz Xinhua Shao Yunhuan, zaś 20 innych osób zostało rannych. Minister obrony miał też stwierdzić, że strona chińska nigdy nie zapomni tego wydarzenia. Chińska telewizja CGTN zauważyła, że Wei Fenghe miał wręcz stwierdzić, iż „Chińskie wojsko nigdy więcej nie pozwoli, by takie rzeczy się powtórzyły”, podkreślając też, że obecnie „jesteśmy w pełni zdolni i zdeterminowani, aby chronić suwerenność narodową Chin, interesy w zakresie bezpieczeństwa i rozwoju”.

Można również zauważyć, iż także rzecznik chińskiego resortu spraw zagranicznych odniósł się do wydarzeń z Belgradu w 1999 r. Hua Chunying przypomniała wprost, że zdaniem Pekinu NATO, jest nadal winny przelewu krwi chińskich dziennikarzy zabitych w bombardowaniu ambasady. Hua powiedziała, że polityka hegemonii nadal zagraża światowemu bezpieczeństwu oraz stabilności, a ludzie nie powinni zapominać o niewinnych cywilach, którzy stracili życie w wyniku powtarzających się bombardowań. Co więcej, Chiny miały wezwać wszystkie państwa do walki z zastraszaniem i hegemonizmem oraz do współpracy z innymi stronami w celu ochrony światowego bezpieczeństwa i stabilności.

defence24.pl

Analitycy kijowskiego think-tanku dzielą cele obecnej eskalacji w Donbasie na dwie kategorie: globalne, które nie są związane z Ukrainą, i regionalne, dotyczące jej bezpośrednio.

Jeśli chodzi o cele regionalne, eksperci wskazują, że Kreml może chcieć zagrać "ukraińską kartą" dla wewnętrznego audytorium, by zmobilizować swoich zwolenników przed jesiennymi wyborami do Dumy Państwowej. Według analityków jednym z kluczowych elementów w czasie tych wyborów będzie temat obrony "rosyjskich obywateli", by zawczasu skanalizować nastroje protestacyjne.

Moskwa może też mieć na celu nakłonienie Ukrainy do prowadzenia bezpośrednich rozmów z separatystami, przywrócenie prorosyjskich sił do ukraińskiej polityki, i ekonomiczną blokadę Ukrainy poprzez wzmocnienie nacisków na Morzu Azowskim i utrudnienie pracy portów czarnomorskich - dodają.

Rosja może też chcieć zmusić Ukrainę do otwarcia dostępu do Kanału Północnokrymskiego albo do rozpoczęcia rozmów na ten temat. Rosja może też chcieć zdobyć do niego dostęp drogą ograniczonej operacji wojskowej - wskazują analitycy. Do 2014 roku - kiedy doszło do aneksji Krymu - znaczna część wody na półwysep była dostarczana z Dniepru przez ten kanał nawadniający.

Według ekspertów działania Moskwy mają na celu destabilizację wewnętrznej sytuacji na Ukrainie. W najmniejszym stopniu może chodzić o osłabienie władz i nakłanianie ich do ustępstw w negocjacjach. W największym stopniu może chodzić o doprowadzenie "do chaosu w kraju i wojny domowej na tle masowej histerii i eskalacji sytuacji".

Eksperci nie wykluczają, że celem może być szybkie wojskowe zwycięstwo z Siłami Zbrojnymi Ukrainy z możliwym dalszym zajęciem części terytorium i doprowadzenie do tego, by Ukraina odmówiła pogłębionej współpracy z NATO. "Sprawa Donbasu" ma pozostawać jednym z czołowych tematów wewnętrznego porządku dziennego na Ukrainie - wskazują analitycy.

Wśród celów globalnych wymieniono chęć podwyższenia stawek w politycznej konfrontacji z Zachodem - USA i Unią Europejską - na tle zaostrzenia stosunków i przekształcenia międzynarodowych procesów po zmianie władz w USA. Działania Rosji - zdaniem analityków - mogą mieć też na celu wzmocnienie sporów między zachodnimi sojusznikami w kwestiach dotyczących bezpieczeństwa w regionie euroazjatyckim.

Moskwa może chcieć powrócenia do światowej polityki w charakterze globalnego gracza, z którym inni są zmuszeni do rozmów o kluczowych tematach bezpieczeństwa międzynarodowego - uważają analitycy. Kreml dąży do przywrócenia jałtańsko-poczdamskiego podziału świata, gdzie Rosja jako spadkobierca ZSRR jest kluczowym graczem i ma strefę wyłącznych interesów, uznaną przez wszystkie inne strony - oceniają eksperci.

Może być to też m.in. "prewencyjne uderzenie albo demonstracja gotowości takiego uderzenia w jedno z kryzysowych miejsc, by odepchnąć Zachód od prób destabilizacji wewnętrznej sytuacji w Rosji".

(...)

Izraelski ekspert Jigal Lewin przedstawia trzy scenariusze rosyjskiej interwencji. Według pierwszego z nich Rosja oficjalnie wkracza do Donbasu, ale do walki ruszają tylko oddziały samozwańczych republik. "Załóżmy, że Rosja rozlokowała swoje siły tylko na wewnętrznych, tyłowych bazach Donbasu, a front, tak jak do tej pory, utrzymują bojownicy. W porównaniu z obecną sytuacją obraz się nie zmieni: wymiany uderzeń, odpowiedź Sił Zbrojnych Ukrainy na ostrzały bojowników i ofiary wśród obywateli Ukrainy trwają. Różnica w tym, że teraz rosyjskie wojska otwarcie będą wspierać bojowników, zabezpieczać ich logistycznie i dostarczać nową broń, przestaną ukrywać, że są częścią łańcucha dowodzenia itd." - pisze Lewin.

Drugi scenariusz to utworzenie przez Rosję "kotłów" i wysadzenie desantu na południu Ukrainy. "W tym wariancie ukraińskie zgrupowanie zostaje zmuszone do walki, której celem jest jego całkowite rozbicie - możliwe, w postaci kotła. Albo kilku kotłów. Nie wykluczone, że w celu zajęcia nowych terytoriów. Po rozbiciu ukraińskiego zgrupowania będzie możliwe wysadzenie morskiego desantu na południu i zajęcie wodnych zasobów dla Krymu" - podkreśla analityk.

"Tak czy inaczej, zajęte terytorium Donbasu, (...) to faktycznie przyczółek dla armii Rosji. Nie tylko przykuwa większą część gotowych do walki wojsk Ukrainy, ale też pozwala na narzucanie ukraińskiej armii kierunku uderzenia albo opisanego wyżej generalnego starcia" - kontynuuje.

Scenariusz trzeci, który "Fokus" określa jako "fantastyczny", zakłada atak Rosji na wszystkich frontach. "Dla Rosji ta wielka wojna, jeśli do niej dojdzie, będzie telewizyjnym show. Dla krajowego widza ważne będzie, by pokazać zmuszenie Ukrainy do pokoju z jednej strony i tryumf i siłę rosyjskiej broni - z drugiej strony" - ocenia ekspert. "W tym celu idealnie pasuje nawet wystrzelenie pocisków manewrujących Kalibr w kierunku tyłowych obiektów Ukrainy. Na przykład lotnisk. I nawet gdyby szkody spowodowane rakietami były nieznaczne, to jest to odpowiedni obrazek do telewizji" - dodaje Lewin.

"Ale nie tylko Kalibry. Tu też dodajmy po prostu uderzenia pociskami taktycznymi. Nawet jeśli efektywność będzie niewysoka, wywoła to u mieszkańców panikę i poczucie braku ochrony - i znów da dobry materiał dla rosyjskich propagandystów" - uważa analityk. Nie wyklucza, że w tym przypadku mogłyby być wykorzystane m.in. Iskandery.

defence24.pl