sobota, 30 grudnia 2017


Czy wobec tego sankcje gospodarcze, które Zachód nałożył na Rosję, są Putinowi obojętne?

Gospodarczo – tak. Jako element gry politycznej – nie.

Sankcje te jednak uderzyły realnie w Rosję.

To prawda, chociaż nie przeceniałbym ich wpływów. Myślę, że sankcje szkodzą Rosji przede wszystkim na poziomie informacji. Oto powstała czarna lista rosyjskich firm i osób, z którymi zachodnie firmy i banki nie mogą robić interesów, w rezultacie czego nie chcą robić interesów także z tymi, z którymi wolno. Obawiają się po prostu, że i te w końcu trafią na czarną listę. Rosja jest odcinana w ten sposób od globalnej gospodarki, inwestycji i przepływów kapitałowych.

W Wenezueli idiotyczna polityka gospodarcza, niszcząc instytucje rynkowe, doprowadziła w końcu do wielkiego kryzysu. Wenezuela to podobnie jak Rosja gospodarka oparta m.in. na wydobyciu ropy. Czy podobny scenariusz jest możliwy w Rosji?

Kryzys w Rosji jest możliwy, ale nie tak duży i innego rodzaju. Przywódcy, którzy zniszczyli Wenezuelę, Hugo Chavez i Nicolas Maduro, to socjaliści, którzy wprowadzili socjalistyczną politykę. Putin to, jak powiedziałem, w pewnym sensie zwolennik rynku, więc nie zamierza wprowadzać centralnego planowania czy racjonowania towarów. W Rosji mamy rynek, jakoś działa, ale nie jest to wolny rynek. Natomiast Rosja już jest w kryzysie, a właściwie w stagnacji. Od dziewięciu przecież lat nie notujemy rozwoju gospodarczego. Przez chwilę rośniemy, robiąc krok naprzód, by zaraz się cofnąć o dwa. Nasze PKB w 2017 roku jest na takim samym poziomie jak w 2008 roku, gdy wybuchł światowy kryzys finansowy.

Rosja jest skazana na stagnację?

Rosja jest na równi pochyłej. PKB jest podobne jak w 2008 roku, ale już poziom inwestycji zagranicznych jest o 30 proc. niższy, co daje podstawy, by sądzić, że w przyszłości PKB spadnie. Oczywiście, wśród przyczyn rosyjskich kłopotów gospodarczych można wymienić także problemy strukturalne, np. brak rozwiniętych małych i średnich firm, ale te każdy rozumie inaczej. Ja natomiast uważam, że generalnie rzecz biorąc, przyczyną, dla której gospodarki państw takich jak Rosja przestają rosnąć, jest stopień ograniczenia wolności politycznej. To nie jest do końca przedyskutowane zagadnienie, ale w mojej najnowszej pracy staram się to udowodnić. Zależność między szklanym sufitem dla wzrostu PKB a stopniem wolności politycznej jest uderzająca, wygląda wręcz na powszechne prawo.

Chiny rosną szybko, ale są krajem rządzonym przez jedną komunistyczną partię…

Zawsze trzeba wziąć poprawkę na konkretny przypadek, ale i Chiny mają górną granicę wzrostu, powyżej której nie podskoczą. Średnio dla krajów politycznie „niewolnych” jest to 30 proc. PKB per capita Stanów Zjednoczonych. Rosja już tam jest, Chiny dopiero będą. Oczywiście są wyjątki. Autorytarne kraje, takie jak Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrain, Kuwejt czy Brunei, korzystając z zapasów ropy, która daje nawet 90 proc. przychodów budżetowych i tego, że są relatywnie nieliczne (maksymalnie 3 mln ludzi), są bardzo bogate. Jednak gdy mowa o krajach dużych, takich jak niemal 200-milionowa Rosja, to sytuacja nie jest już tak wesoła i ropa nie wystarczy.

obserwatorfinansowy.pl

Saakaszwili i Poroszenko studiowali na elitarnym wydziale stosunków międzynarodowych Uniwersytetu Kijowskiego. O wyborze kierunku kształcenia przyszłego gruzińskiego przywódcy miał zdecydować Temur Alasania, radziecki dyplomata przez wiele lat pracujący w ONZ i wspierający siostrę w wychowaniu synów. Wuj – zgodnie z gruzińską tradycją popierania rodziny – pomógłby w karierze dyplomatycznej Micheila, jednak gdy ten studiował, rozpadł się Związek Radziecki, a na gruzach światowego mocarstwa powstało 15 niepodległych państw, w tym Ukraina i Gruzja. Wszystkie potrzebowały własnych narodowych kadr.

Po skończeniu studiów – dzięki specjalnemu programowi stypendialnemu Departamentu Stanu USA uruchomionemu w celu kształcenia nowych elit państw poradzieckich – Saakaszwili uzyskał dyplomy amerykańskich uczelni: Uniwersytetu Columbia i Uniwersytetu Jerzego Waszyngtona. Po powrocie ze Stanów został członkiem Związku Obywatelskiego, partii stanowiącej bazę polityczną dla rządzącego Gruzją Eduarda Szewardnadzego, w okresie pierestrojki szefa radzieckiej dyplomacji i przełożonego Temura Alasanii. Po roku początkujący polityk jest już w parlamencie, w 2000 r. zaś prezydent Szewardnadze powierza mu stanowisko ministra sprawiedliwości. Saakaszwili demonstracyjnie rezygnuje z niego po roku, zarzucając rządzącym korupcję. Jako orędownik walki z nieuczciwymi politykami zyskuje popularność i gdy w listopadzie 2003 r. w wyniku masowych protestów, nazwanych rewolucją róż, 75-letni Szewardnadze rezygnuje z urzędu, wybór 96% biorących udział w głosowaniu Gruzinów pada na dwukrotnie młodszego Saakaszwilego. W przeprowadzonych wkrótce potem wyborach parlamentarnych założony przez niego Zjednoczony Ruch Narodowy zdobywa 135 ze 150 miejsc.

Rok 2004 był najlepszy w karierze politycznej Saakaszwilego. Potem było gorzej. Inwestował w bogatych, oszczędzał na biednych, okazywał niezwykłą szczodrość wojsku i policji. Przykręcił śrubę mediom, z walki z korupcją ukręcił bat na opozycję. W przepełnionych więzieniach stosowano tortury.

Cztery lata po pokojowej rewolucji róż oddziały wyposażone w broń gładkolufową, armatki wodne i gaz łzawiący spacyfikowały wielotysięczną manifestację przeciwko rządom Saakaszwilego. Setki osób odniosły obrażenia, prezydent wprowadził stan wyjątkowy w stolicy. Odpowiedzialność za protesty zrzucił na odsunięte przez niego od władzy elity: „W czasach kiedy rządził Szewardnadze, siły te miały się dobrze w Gruzji, lecz po tym jak my doszliśmy do władzy, straciły uprzywilejowane pozycje. Dlatego zaczęły kampanię osłabiania prezydentury i państwa”.

Inaczej sądzi obecna gruzińska prokuratura – zarzut użycia nadmiernej siły w czasie tłumienia protestów w 2007 r. w Tbilisi jest jednym z czterech, na podstawie których wydała międzynarodowy list gończy za Saakaszwilim.

Prezydent przekazywał kolejne dowody miłości USA, Moskwie zaś dedykował taniec z szablą i kindżałem, zakończony atakiem artyleryjskim i zrzuceniem bomb na Cchinwali, stolicę zbuntowanej, ciążącej bardziej ku Rosji niż Gruzji Osetii Południowej. Reakcja Rosjan była natychmiastowa – przekroczyli granicę, błyskawicznie wyparli z Cchinwali oddziały gruzińskiej armii, Moskwa uznała niepodległość Osetii Południowej.

tygodnikprzeglad.pl