sobota, 7 października 2023


Ciągłe próby Kremla, aby odwrócić od siebie winę za katastrofę samolotu finansisty Wagnera Jewgienija Prigożyna i przynieść mu hańbę, generują ciągłe pochwały dla Prigożyna i wysiłki mające na celu obronę jego dziedzictwa wśród wybranych społeczności zajmujących się przestrzenią informacyjną. Kanały popierające Wagnera i z nim powiązane w dużej mierze ośmieszyły sugestię Putina z 5 października, że samolot Prigożyna rozbił się w wyniku detonacji granatów na pokładzie, prawdopodobnie z winy pasażerów używających alkoholu lub narkotyków na pokładzie. Niektóre kanały nazwały twierdzenia Putina „śmiesznymi”, „farsą” i wyrażającymi brak szacunku dla „bohaterów” Rosji. Rosyjskie źródło poufne twierdziło, że członkowie Rosyjskiej Administracji Prezydenta „sprowokowali” Putina do wygłoszenia tych wypowiedzi w celu „odheroizowania” Prigożyna, gdyż poprzednie wypowiedzi Prigożyna kwestionujące przyczyny rozpoczęcia wojny na Ukrainie najwyraźniej zyskują na popularności na całym świecie. Nie wydaje się, aby uwagi Putina odniosły zamierzony skutek i zamiast tego popchnęły niektóre elementy rosyjskiej przestrzeni informacyjnej do podjęcia prób ochrony reputacji Prigożyna i obalenia sugestii Putina, jakoby Prigożyn był winien katastrofy lotniczej, poprzez dalsze dyskusje na temat Prigożyna i krytykowanie działań Kremla w oficjalnym stanowisku w sprawie jego śmierci. 

understandingwar.org

Operacji militarnej Azerbejdżanu w Górskim Karabachu (19–20 września), prowadzącej do ogłoszenia decyzji o samorozwiązaniu nieuznawanej republiki z dniem 1 stycznia 2024 r., towarzyszy zaognienie napiętych już stosunków pomiędzy Rosją a Armenią – państwami formalnie połączonymi sojuszem wojskowym i unią gospodarczą. Nic nie wskazuje na to, żeby Moskwa próbowała powstrzymać wszczętą przez Azerbejdżan tzw. operację antyterrorystyczną, skutkującą przejęciem przez Azerów kontroli nad całym Górskim Karabachem. Rosyjskie siły pokojowe (stacjonujące w tym parapaństwie na mocy zawieszenia broni z 2020 r.) same zostały ostrzelane, w wyniku czego kilku żołnierzy poległo. Aktywność kontyngentu ograniczyła się do pomocy w ewakuacji ludności ormiańskiej, która do początku października praktycznie w całości opuściła nieuznawaną republikę w obawie przed represjami ze strony Azerbejdżanu (zob. Exodus Ormian z Górskiego Karabachu).

Moskwa otwarcie krytykuje Erywań, wskazując, że upadek karabaskiego parapaństwa to rzekomo konsekwencja prozachodniego zwrotu w polityce władz Armenii i ich prowokacyjnego – w ocenie Rosji – zachowania wobec niej i Baku. Nie podoba jej się, że Armenia m.in. przeprowadziła niedawno wspólne ćwiczenia wojskowe z USA oraz ratyfikowała Rzymski Statut Międzynarodowego Trybunału Karnego, nakazujący aresztowanie Władimira Putina. Rosyjskie MSZ zarzuca Erywaniowi, że nie realizował trójstronnych porozumień osiągniętych dzięki mediacji Kremla, lecz zaangażował się w rozmowy przy pośrednictwie Zachodu, zwłaszcza UE (ale również USA), oraz że wbrew ustaleniom pokojowym utrzymywał wojska w nieuznawanej republice (co pokrywa się z zarzutami ze strony Baku, Armenia temu zaprzecza). Szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow ostrzegł przed negatywnymi skutkami polegania Armenii na Stanach Zjednoczonych w sferze bezpieczeństwa, a także stwierdził, że nie da się ignorować interesów Rosji na Kaukazie Południowym. Po ogłoszeniu przez władze Górskiego Karabachu 28 września jego samorozwiązania rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow ograniczył się do oznajmienia, że Moskwa uważnie śledzi sytuację, skupiając się na aspekcie humanitarnym.

Rosyjskie media propagandowe szeroko komentują wydarzenia wokół parapaństwa. W swoim przekazie winą za podporządkowanie go Azerbejdżanowi obarczają jednoznacznie władze Armenii, w szczególności premiera Nikola Paszyniana, którego określają mianem zdrajcy. Propaganda usprawiedliwia natomiast działania Baku. Atakom na Paszyniana towarzyszy ostra retoryka antyzachodnia (zwłaszcza antyamerykańska), wedle której to ingerencja Zachodu w sprawy regionu zaprzepaściła korzystne dla skonfliktowanych stron zawieszenie broni z 2020 r. oraz sprawiła, że Erywań de facto zrzekł się praw do ormiańskiej eksklawy.

Komentarz

Siłowe zajęcie Górskiego Karabachu przez Azerbejdżan stanowi polityczną i wizerunkową porażkę Rosji. Świadczy ono o wyraźnym osłabieniu pozycji Moskwy nie tylko na Kaukazie Południowym, lecz także na całym obszarze poradzieckim. Kreml przez ponad trzy dekady wykorzystywał konflikt wokół parapaństwa, aby naciskać na Erywań i Baku. Nie opowiadając się jednoznacznie po żadnej ze stron, pozycjonował się jako główny arbiter i gwarant pokoju. Pasywność Moskwy wobec zniszczenia przez Azerbejdżan status quo w regionie oznacza rezygnację z tej praktyki oraz stanowi ogromne ustępstwo na rzecz Baku i wspierającej go Turcji.

Powodem bierności Rosji wobec działań Baku w Górskim Karabachu jest zaangażowanie w wojnę na Ukrainie. Wymusza ono priorytetyzację działań Kremla poza granicami kraju i uniemożliwia adekwatną reakcję we wszystkich punktach zapalnych. Poza tym ze względu na sankcje gospodarcze związane z agresją Moskwa musi prowadzić bardziej ustępliwą politykę względem Turcji, która jawnie wspiera Azerbejdżan. Co więcej, wojna na Ukrainie dowiodła braku skuteczności rosyjskich sił zbrojnych, co z jednej strony prowadzi do erozji percepcji Moskwy jako gwaranta bezpieczeństwa wśród społeczeństw i państw regionu, a z drugiej – ośmiela Baku i Ankarę do wzmocnienia swojej pozycji jej kosztem.

Rosja próbuje łagodzić straty wizerunkowe za pomocą szeroko zakrojonej kampanii propagandowej, w którą zaangażowali się także propagandyści ormiańskiego pochodzenia (zwłaszcza Margarita Simonjan). Jej cel to przede wszystkim dementowanie wysuwanych przez władze Armenii zarzutów o niewywiązanie się Moskwy z zobowiązań sojuszniczych wobec Erywania i de facto pozostawienie wspieranemu przez Turcję Azerbejdżanowi wolnej ręki w sprawie Górskiego Karabachu. Kreml pragnie przekierować na rząd Paszyniana obecne w społeczeństwie armeńskim rozczarowanie i gniew oraz podsycić nastroje antyrządowe, które mogłyby zostać wykorzystane przez Rosję. Antyzachodnia retoryka służy przekonaniu opinii publicznej w regionie i w samej Rosji, że Moskwa pozostaje jednym gwarantem bezpieczeństwa narodu ormiańskiego i przetrwania Armenii jako państwa oraz zachowuje kluczową i niepodważalną pozycję w sferze bezpieczeństwa na Kaukazie Południowym.

Porażkę w Górskim Karabachu Moskwa spróbuje zrekompensować sobie całkowitym podporządkowaniem Armenii. W związku z tym Kreml będzie dążył do zmiany rządu w Erywaniu na prorosyjski, naciskając jednocześnie na ormiańskie elity, aby zrezygnowały z zamiaru zacieśniania relacji z Zachodem. Aby osiągnąć swoje cele, Moskwa może nasilać kampanię propagandową podważającą legitymację władz Armenii, wzniecać postawy rewanżystowskie w społeczeństwie, w tym wśród uchodźców z Górskiego Karabachu, inspirować protesty społeczne przeciw rządom Paszyniana, a także wywierać presję na rząd Armenii za pomocą znajdujących się w jej dyspozycji silnych instrumentów ekonomicznych, energetycznych i wojskowych. Rosja jest największym partnerem handlowym Armenii (około jednej trzeciej obrotów) i jej głównym dostawcą paliw (blisko 90% gazu ziemnego i 100% uranu do jedynej elektrowni atomowej w kraju), kontroluje też tamtejsze koleje oraz infrastrukturę elektroenergetyczną, a w Giumri ma siedzibę rosyjska 102 Baza Wojskowa. Na przeszkodzie zapędom Moskwy może stanąć nastawienie do niej społeczeństwa armeńskiego – w kolejnych badaniach socjologicznych coraz mniejszy odsetek respondentów uważa ją za sojusznika Armenii. Według sondażu International Republican Institute z wiosny br. 10% ankietowanych w tym kraju oceniło wzajemne stosunki obu państw jako bardzo dobre, a 40% – raczej dobre. Zarazem jednak 15% pytanych określiło je jako bardzo złe, a 34% – raczej złe.

osw.waw.pl

6 października nad ranem rosyjskie drony kamikadze zaatakowały ukraińską infrastrukturę w rejonie Izmaiłu w delcie Dunaju. Uszkodzone zostały m.in. przeprawa promowa Orliwka na granicy z Rumunią (Ukraińcy ogłosili tymczasowe zamknięcie szlaku) oraz elewator zbożowy. Celem uderzeń był także obwód czerkaski, jednak zgodnie z lokalnymi doniesieniami nie odnotowano znaczących zniszczeń. Ukraińskie Dowództwo Sił Powietrznych zadeklarowało zestrzelenie 25 z 33 użytych przez agresora dronów Shahed-136/131. W tym samym czasie rosyjskie rakiety (według lokalnej policji systemu Iskander) uderzyły w dwóch dzielnicach Charkowa. W centralnej części miasta miało dojść do uszkodzenia sieci energetycznej oraz obiektów cywilnych (lokalne władze informują o śmierci pod gruzami dziecka). Dobę wcześniej drony kamikadze zaatakowały Mirhorod w obwodzie połtawskim i okolice Kropywnyckiego, gdzie trafione zostały obiekty infrastruktury (część źródeł mówi o składach amunicji). Zgodnie z przekazem ukraińskiego Sztabu Generalnego tego dnia obrońcy zestrzelili 24 z 29 wysłanych przez wroga „szahedów”. Najprawdopodobniej rosyjska rakieta (według lokalnego MSW Iskander) uderzyła w sklep i kawiarnię w miejscowości Hroza w obwodzie charkowskim (30 km na zachód od Kupiańska), powodując śmierć 52 osób i poranienie sześciu. To największa jednorazowa liczba ofiar cywilnych od początku roku i jedna z najwyższych po 24 lutego 2022 r. Sztab Generalny podaje, że najeźdźcy mieli tego dnia uderzyć ogółem trzema rakietami. 4 października celami rosyjskich ataków rakietowych (łącznie pięć) były Krzywy Róg, Zaporoże oraz gmina szachiwśka w obwodzie donieckim.

4 października Ukraińcy mieli przeprowadzić zmasowany atak z wykorzystaniem dronów kamikadze na przygraniczne rejony FR. Według strony rosyjskiej nad obwodami biełgorodzkim, briańskim i kurskim zestrzelono lub zneutralizowano środkami walki radioelektronicznej 31 bezzałogowców. Z kolei wedle przekazu SBU w obwodzie biełgorodzkim doszło do trafienia systemu obrony powietrznej S-400. Źródła lokalne twierdzą, że jeden dron eksplodował na terenie jednostki wojskowej w Karaczewie w obwodzie briańskim. Następnego dnia ukraińskie bezzałogowce atakowały obiekty infrastruktury w trzech rejonach obwodu kurskiego. Trafiona miała zostać jedna z podstacji. Według źródeł rosyjskich 6 października Ukraińcy mieli przeprowadzić nieudany atak dronami nawodnymi na bazę Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu.

Niektóre źródła podają, że obrońcy zintensyfikowali działania w obwodzie chersońskim, starając się poszerzyć przyczółki i wzmocnić obecność na wyspach na Dnieprze. Ukraińskie grupy dywersyjno-rozpoznawcze pojawiły się również na lewym brzegu Dniepru, m.in. w okolicach zniszczonego mostu Antoniwskiego. Według ukraińskiego Sztabu Generalnego siły agresora miały się zaktywizować niedaleko miejscowości Zołota Nywa w zachodniej części obwodu donieckiego i Makijiwka w obwodzie ługańskim, a także ponownie przekroczyć kanał Doniec–Donbas na południowy zachód od Bachmutu (Dylijiwka) i zaatakować na zachodnich obrzeżach Awdijiwki (Łastoczkyne). Rosyjskie ataki w tych rejonach, ale też w Marjince i jej okolicach nie przyniosły jednak powodzenia, podobnie jak kolejne ukraińskie próby przełamania obrony wroga na południe od Orichiwa i południowy zachód od Bachmutu.

4 października grupa dywersyjno-rozpoznawcza ukraińskiego wywiadu wojskowego (HUR) wylądowała na przylądku Tarchankut w zachodniej części Krymu, skąd została wyparta po krótkiej walce z lokalnymi siłami FSB i Rosgwardii. Rosjanie opublikowali nagranie, na którym wzięty do niewoli ukraiński komandos tłumaczy, że operacja miała charakter demonstracyjny – chodziło w niej o wywieszenie flagi państwowej i rozpropagowanie ukraińskiej obecności na okupowanym od 2014 r. półwyspie w środkach masowego przekazu.

osw.waw.pl

Wieland Freund: Odwołanie przewodniczącego Izby Reprezentantów jest historycznie wyjątkowym wydarzeniem. Czy stanowi ono cezurę w najnowszej historii Stanów Zjednoczonych?

Michael Hochgeschwender: Zasadniczo jest to logiczna konsekwencja rozwoju sytuacji od lat 90. XX w. Od tego czasu republikanie grają w swoją niebezpieczną grę. Chcieli być jednocześnie partią systemu i ustawić się poza nim. Tymczasem demokraci najpierw umiarkowanie, a następnie coraz szybciej przesuwali się w lewo.

Przedstawiciele Partii Demokratycznej stali się niewybieralni dla wielu ze swoich starych grup wyborców. Dało to republikanom możliwość przedstawiania demokratów jako skorumpowanych.

W Partii Republikańskiej powstała zradykalizowana baza sprzeciwiająca się wpisanej w konstytucję potrzebie negocjowania kompromisów. Nie zależy jej już na zawieraniu umów korzystnych dla obu stron, nie boją się też utraty umiarkowanych konserwatywnych wyborców.

Pod tym względem usunięcie McCarthy'ego jest nie tyle cezurą, ile logiczną konsekwencją stałego podważania kompromisu politycznego.

Czy istnieją wydarzenia polityczne w historii USA, które można by porównać do odwołania McCarthy'ego?

Było wiele poważnych kryzysów.

W 1798 r. niektóre stany po raz pierwszy zagroziły opuszczeniem Unii. W latach 50. XIX w. doszło do wojny secesyjnej. W latach 1866-1873 USA były świadkami przemocy politycznej i wojny z Indianami. Między 1865 a 1920 r. krajem wstrząsnęły problemy górników na Zachodzie, później dyskryminacja czarnoskórych. Pamiętajmy także o przemocy, która miała związek z prohibicją czy też o zamieszkach z lat 60. XX w.

Nie powinniśmy postrzegać historii USA przez różowe okulary.

Czy USA stoją obecnie w obliczu kryzysu konstytucyjnego?

Tak, ale ma to również związek z wiekiem konstytucji, która pochodzi z XVIII w. Konstytucja USA nie jest stworzona dla polityki partyjnej.

Obecnie jednak poddawana jest ona szczególnemu testowi wytrzymałości. Ludzie nie tylko spierają się o politykę pod względem merytorycznym – co było i jest całkiem normalne – ale także kwestionują samo funkcjonowanie parlamentaryzmu typu amerykańskiego.

Czy amerykański konserwatyzm przeżywa podobny kryzys jak konserwatyzm w krajach takich jak choćby Francja, gdzie konserwatywne siły polityczne stały się niemal nieistotne?

Tak! W tej chwili konserwatystom brakuje w pewnym sensie pozytywnych treści. Trumpiści nie są konserwatystami, ale rewolucjonistami. Gromadzą się wokół lidera, którego postrzegają jako charyzmatycznego.

Czy grozi to rozłamem w Partii Republikańskiej, czy też tradycyjny system dwupartyjny w USA jest tak zakorzeniony, że taki rozłam jest mało prawdopodobny?

Jak dotąd system dwupartyjny zawsze potrafił przetrwać, choćby ze względu na większościowy system wyborczy, który kształtuje tę strukturę – choć kilkukrotnie rozpadał się z powodu wewnętrznych napięć i wstrząsów.

Pod tym względem rozłam wśród republikanów czy demokratów nie wchodzi w rachubę. Obie partie zawsze były koalicjami różnych, czasem sprzecznych sił i interesów. Kiedy znikną wewnętrzne siły wiążące te grupy utracone, utworzą one nowe koalicje.

Ośmiu republikanów z pomocą demokratycznego klubu w Izbie Reprezentantów obaliło republikańskiego przewodniczącego, który opowiadał się za kompromisem, chcąc w ten sposób zapobiec zbliżającemu się paraliżowi rządu. Jak należy ocenić zachowanie demokratów? W końcu głosowali razem z twardogłowymi zwolennikami Trumpa.

Jest to bez wątpienia problem. Jednocześnie demokratom trudno byłoby wytłumaczyć swoim zwolennikom, dlaczego poparli jednego z najbardziej niepopularnych przywódców republikańskich. Demokraci są teraz tak samo zakładnikami swojego elektoratu, jak republikanie.

Czy demokraci zakładają, że republikanie sami się osłabią? Czy może igrają z ogniem?

Prawdopodobnie demokraci poczuli przez chwilę satysfakcję z powodu wewnętrznych problemów republikanów. W perspektywie średnioterminowej podcinają jednak gałąź, na której sami siedzą.

Szczególnie w polityce budżetowej nic nie obejdzie się bez Izby Reprezentantów – a w niej niewiele uda się zrobić bez przewodniczącego.

W jakim stopniu polityka Partii Demokratycznej w ostatnich dziesięcioleciach przyczyniła się do widocznego kryzysu republikanów?

Obie strony są odpowiedzialne za własne kryzysy. Problem leży w konsolidacji ideologicznej, która rozpoczęła się w latach 70. i została w pełni wdrożona w latach 90. XX w. Demokraci stracili swoje konserwatywne skrzydło, a także swoich społecznie konserwatywnych wyborców ze środowiska klasy robotniczej. Republikanie z kolei wyparli swoje liberalne skrzydło.

Obecnie brakuje polityków zdolnych do skłonienia obu stron Izby do rozmowy i – jak już wspomniałem – brakuje woli kompromisu. Każda partyjna baza – czy to demokratyczna, czy republikańska – zasadniczo chce równowagi, ale na własnych warunkach.

Intensywnie studiował pan historię amerykańskiej wojny secesyjnej — dla wielu komentatorów jest to punkt odniesienia przy opisywaniu niebezpieczeństw związanych ze spolaryzowaną obecnie sceną polityczną. Jak trafne jest to porównanie?

Z jednej strony jest ono problematyczne, ponieważ nie ma aż tak wyraźnego podziału na strony — niegdyś jedna z nich opowiadała się za utrzymaniem niewolnictwa i chciała stworzyć osobny byt państwowy.

Z drugiej strony światy demokratów w miastach i republikanów na wsi i w średnich miastach drastycznie się rozeszły. Ludzie już się nie rozumieją, a czasem nie chcą się rozumieć. Dotyczy to obu stron.

Sondaże pokazują również, że obie strony są gotowe na przemoc, a postacie takie jak Donald Trump i jego zwolennicy niewiele robią, aby to zmienić. Niemniej jednak nie widzę niebezpieczeństwa wojny domowej, a raczej rozwój brutalnej i niezdolnej do kompromisu kultury politycznej, która może zagrozić międzynarodowej pozycji USA — pomimo przytłaczającej przewagi militarnej tego kraju.

Jeśli tak dalej pójdzie, USA staną się gigantem na glinianych nogach.

onet.pl/Die Welt