Przez lata Gazprom był postrzegany w Rosji jako okręt flagowy rosyjskiej gospodarki oraz największe dobro narodowe, co znalazło wyraz w sformułowaniu „Gazprom to nasze wszystko” (eto nasze wsio). Taka ocena wynikała z potencjału największej firmy rosyjskiej: tworzyła ok. 8 proc. PKB, była największym pracodawcą, zatrudniającym 500 tysięcy pracowników, czołowym eksporterem i źródłem dochodów budżetowych. Dumą napawało wejście Gazpromu do pierwszej trójki największych pod względem kapitalizacji firm światowych i pierwsze miejsce na światowym rynku gazu.
Lata świetności to już jednak daleka przeszłość. Dynamiczny wzrost wartości rosyjskiej firmy przypadał na lata 2002-2008. Kapitalizacja Gazpromu zwiększyła się wówczas prawie 20-krotnie – z 18,5 mld dol. w 2002 roku do 342 mld dol. w czerwcu 2008 r., co czyniło go wówczas trzecim pod względem wartości rynkowej koncernem na świecie, po ExxonMobil i PetroChina. Ucieczka inwestorów zachodnich z moskiewskiej giełdy na skutek wojny Rosji z Gruzją w sierpniu 2008 roku zapoczątkowała gwałtowne załamanie notowań Gazpromu, pogłębione przez spadek cen ropy i gazu w wyniku światowego kryzysu gospodarczego. W ostatnich pięciu latach kapitalizacja Gazpromu kształtowała się w przedziale 52-66 mld dol. (wyjątkiem był rok 2019 z kapitalizacją 98 mld dol.), co sytuowało rosyjską firmę daleko poza pierwszą setką największych firm świata.
Gazprom stracił również wiodącą pozycję na rynku wewnętrznym. Był on najdroższą firmą w Rosji do kwietnia 2016 roku, wtedy to po raz pierwszy wyprzedził go koncern Rosnieft. W sierpniu 2016 roku Gazprom przesunął się na trzecie miejsce, wyprzedził go Sbierbank, a w ostatnich latach spadał nawet na piątą pozycję, ustępując Łukoilowi i Novatekowi (konkurent z rynku gazowego o niewspółmiernie mniejszym potencjale). Gazprom, który ma monopol eksportowy i transportowy, będąc właścicielem wszystkich gazociągów oraz 16 proc. światowych zasobów gazu i 71 proc. zasobów rosyjskich, od lat traci udział w rosyjskim wydobyciu. W latach 2001-2010 zmniejszył się on z 91,5 proc. do 77,2 proc., a w 2020 roku – do 65,5 proc., podczas gdy udział Novateku wzrósł z 4,5 proc. w 2005 roku do 13,4 proc. w 2017 i 16,8 proc. w 2020 roku.
Przy okazji podsumowań dwudziestu lat kierowania Gazpromem przez Aleksieja Millera i jego „ekipę petersburską” analitycy wskazują, że wydobycie gazu przez firmę spadło z 532,2 mld m3 w 2000 roku do 452 mld m3 w roku 2020, a głównym celem postawionym przed Gazpromem wiele lat temu, którego zresztą nie osiągnął, było wyeliminowanie zależności od Ukrainy, przez którą na początku XXI wieku transportowano przeszło 85 proc. rosyjskiego gazu eksportowanego na rynki europejskie. Włączając się w realizację celów geopolitycznych Rosji, Gazprom zaangażował się w wiele bardzo kosztownych inwestycji infrastrukturalnych w oderwaniu od rachunku ekonomicznego, interesów własnych i akcjonariuszy, a nawet wbrew nim. Negatywna ocena polityki inwestycyjnej, która zdaniem akcjonariuszy, pomnażając majątek, nie kreowała żadnej „wartości dodanej”, skutkowała coraz większym zadłużaniem się Gazpromu i spadkiem jego kapitalizacji.
Realia rynku gazowego zmieniały się na niekorzyść, a Gazprom budował ciągle nowe gazociągi. Zniknęła przewidywana wysoka dynamika wzrostu zużycia, pojawiła się za to duża konkurencja ze strony gazu skroplonego (LNG). W tym kontekście znany ekspert, prezes firmy konsultingowej East European Gas Analysis Michaił Korczemkin przywołuje prognozy Gazpromu z lat 2005-2010, pod którymi podpisał się jego prezes. Aleksiej Miller przewidywał, że produkcja gazu w Rosji wzrośnie do biliona metrów sześciennych (w 2020 produkcja wyniosła 692 mld m3), a do 2020 roku konsumpcja gazu w Europie zwiększy się o 200 mld m3. W praktyce odnotowano raczej stagnację, a w ostatnich trzech latach spadek. Zużycie wyniosło 522 mld m3 w 2010 roku, 524 mld m3 w 2015 i 530 mld m3 w roku 2020. Plany inwestycyjne opierały się na mocno zawyżonych przewidywaniach.
Czas pokazał, że prognozy były błędne, a mimo to plany budowy gazociągów rozrosły się do rozmiarów jeszcze większych niż te z lat 2005-2010. Sytuację dodatkowo w znaczący sposób pogarsza dynamiczny rozwój przez lata ignorowanego przez Gazprom rynku LNG. Wypiera on tradycyjny gaz rurociągowy. Na głównym europejskim rynku eksportowym Rosji import LNG osiągnął w 2019 roku 108 mld m3 , co stanowiło 28 proc. całego importu. W 2020 roku udział ten mógł się zwiększyć do przeszło 33 proc. Mimo sytuacji znacząco in minus odbiegającej od prognoz, w ciągu ostatnich dziesięciu lat liczba gazociągów stale rosła. W latach 2010-2012 budowano Nord Stream 1, w latach 2012-2014 South Stream (zaniechany), w latach 2014-2019 Siłę Syberii, w latach 2017-2019 Turecki Potok, a w latach 2018-2020 Nord Stream 2.
obserwatorfinansowy.pl

