sobota, 6 stycznia 2018


Tsunami, które powstało 11 marca 2011 roku po trzęsieniu ziemi o sile 9 stopni w skali Richtera, uderzyło w wybrzeża Japonii i wciągnęło do morza miliony obiektów: od łodzi rybackich i fragmentów portów po małe fragmenty plastiku. Te wszystkie przedmioty posłużyły wielu gatunkom jako tratwy, na których przebyły ocean, opisują naukowcy na łamach ”Science”.

Od 2012 roku na wybrzeżach Hawajów i zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych naukowcy natykali się na przyniesione z Japonii przez tsunami szczątki. Po ich zbadaniu okazało się, że na częściach kutrów, boj, skrzyń i kontenerów znajdowały się nadal żyjące organizmy.

Badacze zidentyfikowali 289 żywych gatunków typowych dla przybrzeżnych wód Japonii, ale podejrzewają, że takich, którym udało się pokonać drogę przez Pacyfik, jest dużo więcej.

Najczęściej odnajdywano mięczaki, takie jak małże, ale też stułbie, skorupiaki, mszywioły i pierścienice. Prawie dwóch trzecich z tych gatunków nigdy wcześniej nie zaobserwowano na zachodnim wybrzeżu USA.

"Nie sądziłem, że większość z tych nadbrzeżnych organizmów jest w stanie przetrwać na morzu przez tak długi czas. Ale być może nie miały ku temu wielu okazji w przeszłości. Teraz plastik (w oceanach – przyp. PAP) wraz z tsunami i burzami dają im takie możliwości na dużą skalę" – mówi współautor publikacji i biolog morski w centrum badań nad środowiskiem Instytutu Smithsona, Greg Ruiz.

naukawpolsce.pap.pl

Analiza lotów testowych i ich statystyka (tylko trzy w pełni udane misje na siedem) sugerowały, że szanse powodzenia pierwszej misji załogowej były w okolicy 50%. Mimo to zdecydowano się na start Wostoka 3KA z Jurijem Gagarinem na pokładzie 12 kwietnia 1961 roku. Jednym z czynników decydujących były przewidywania wywiadu że Amerykanie mogą przeprowadzić pierwszy lot suborbitalny już w styczniu 1961 roku. Z punktu widzenia ZSRR każdy dzień opóźnienia mógł dać USA prowadzenie w wyścigu w kosmos.

Lot Gagarina w założeniach nie wymagał od pilota niczego innego jak przeżycia podróży. Osiągnięcie orbity było kontrolowane automatycznie, również manewr zejścia z orbity był zaprogramowany w komputerze pokładowym statku. Kontrola naziemna miała również możliwość zdalnego sterowania zachowaniem kapsuły. Sam Gagarin mógł przejąć kontrolę nad orientacją statku i głównym silnikiem tylko w wyjątkowych okolicznościach. Dostęp do sterowania ręcznego był chroniony hasłem które pilot przechowywał w kopercie. W danym czasie nie można było przewidzieć dokładnie reakcji człowieka na stan nieważkości i obawiano się ataku paniki, który w połączeniu z nieograniczonym dostępem do systemów sterowania mógł zagrozić misji. Hasło dostępu zostało mimo zaleceń przekazane Gagarinowi słownie przez Nikołaja Kamanina, szefa szkolenia korpusu kosmonautów.

Start rakiety nośnej i osiągnięcie orbity przebiegło pozornie bez zakłóceń. Odłączenie górnego stopnia również przebiegło normalnie. Sam statek posiadał w tym momencie wystarczającą ilość paliwa żeby zejść z orbity. Projekt Wostoka przewidywał że nawet w wypadku awarii silnika niska orbita docelowa obniżałaby się w wyniku interakcji z wyższymi partiami atmosfery i do lądowania doszłoby nie dalej jak za 10 dni od startu. Taka była też sprawność systemu podtrzymywania życia i zasilających go baterii. O czym Gagarina nie poinformowano był fakt, że orbita na której się znalazł była nieco wyższa i do lądowania doszłoby po około 20 dniach.

Plan lotu przewidywał jedno okrążenie wokół Ziemi, manewr deorbitacji i lądowanie na terenie ZSRR. Podczas całego lotu Jurij Gagarin zachowywał spokój i dobry humor a więc wcześniejsze obawy że ulegnie atakowi paniki nie okazały się słuszne. Łączność radiowa statku ze stacjami naziemnymi była nienajlepszej jakości i niekiedy zawodziła. (...)

Konstruktorzy Wostoka nie ufali do końca że lądowanie kapsuły na spadochronach będzie wystarczająco miękkie by pilot to przeżył. Sądząc z opisu świadków lądowania kapsuły Gagarina – całkiem słusznie. Wybiła ona w gruncie dość duża dziurę i dopiero po jednym odbiciu spoczęła nieruchomo.

Dlatego gdy moduł załogowy osiągnął prędkość terminalną i stabilną trajektorię na wysokości 7km luk znajdujący się za głową Gagarina został odstrzelony a chwilę później cały fotel pilota został wykatapultowany. Po wypaleniu się silników rakietowych fotela został on odrzucony i Jurij Gagarin resztę drogi na ziemię odbył na własnym spadochronie. (...)

Sama procedura powrotu na Ziemię pilotów statku Wostok mogła być użyta przez USA jako argument dyskwalifikujący ten statek jako pierwszy statek załogowy – nie zapewniał on bezpiecznego lądowania pilota. Tym samym dokładna procedura lądowania była utajniona ze względów propagandowych.

kosmonauta.net