WELT: Jak daleko jesteśmy od trzeciej wojny światowej?
James Stavridis: Dzięki Bogu, nadal daleko. Nie jesteśmy tak blisko trzeciej wojny światowej, jak na przykład w 1962 r. Jestem wystarczająco stary, aby pamiętać zimną wojnę. To była rywalizacją między dwiema ogromnymi flotami wojennymi, które grały w "Polowanie na Czerwony Październik" na oceanach świata. Zimna wojna to 25 tys. broni atomowych w stanie najwyższej gotowości bojowej. Jej punktem kulminacyjnym był oczywiście kryzys kubański w 1962 r. Był to moment, w którym świat był najbliżej całkowitej zagłady. W tej chwili nie sądzę, abyśmy mieli popaść w globalną wojnę na superlatywy. Ale aby temu zapobiec, potrzebna jest uwaga, wytrwałość i dyplomacja.
WELT: Publicznie wspomniał pan, że przyłączenie Grenlandii do Stanów Zjednoczonych "nie jest szalonym pomysłem". Czy naprawdę tak pan uważa?
Szalonym pomysłem byłoby, gdyby Stany Zjednoczone po prostu wkroczyły do Grenlandii. Jednak pomysł znalezienia rozwiązania, które włączyłoby Grenlandię do strefy wpływów USA, nie jest wcale szalony. W jaki sposób Stany Zjednoczone stały się właścicielem Wysp Dziewiczych? Kupiliśmy je od Danii około 100 lat temu. Alaskę nabyliśmy od Rosji w ramach umowy handlowej. Ten kraj powstał w wyniku zakupu Luizjany — podkreślam słowo "zakupu" — od Francji. Istnieje więc wiele precedensów dotyczących transakcji handlowych, ale nie można tego osiągnąć siłą broni. I oczywiście musi to odbywać się przede wszystkim we współpracy z mieszkańcami Grenlandii.
(...)
WELT: Czego naprawdę Putin chce od Ukrainy?
Cel Władimira Putina jest jasny: chce podbić całą Ukrainę. Proszę zapomnieć o rosyjskim mistycyzmie w stylu "Zawsze byliśmy częścią Krymu i to tam Puszkin pisał swoje wiersze". Chce Ukrainy z tradycyjnych powodów: jest ona spichlerzem Europy, bogatym w węglowodory [to główne składniki paliw kopalnych takich jak ropa naftowa i węgiel], ma godną pozazdroszczenia linię brzegową Morza Czarnego i 40 mln mieszkańców. Putin potrzebuje ludzi. Gdy tylko podbije całą Ukrainę, zwróci swoją uwagę na Mołdawię, Gruzję, Armenię i Azerbejdżan. Jego cel jest jasny: przywrócenie ZSRR. Runda pierwsza — Ukraina. Runda druga — pozostałe byłe republiki radzieckie. Runda trzecia — kraje bałtyckie: Estonia, Łotwa, Litwa. Nie uważam, żeby cele Putina były tajemnicą.
WELT: Czy ma na to środki?
Nie sądzę. Jego gospodarka zaczyna słabnąć. Podnosi podatek VAT o dwa punkty procentowe. Obniża budżet obronny. Nie wiem, czy to zauważyliście. Rosyjski budżet obronny zmaleje z ponad 163 mld dol. do 156 mld dol. [590 mld zł do 565 mld zł według informacji podawanych przez "The New York Times"] — to dość znamienne. [Dzieje się tak] nie dlatego, że [Putin] wygrywa wojnę. Powoli kończą mu się opcje gospodarcze. Nadal dysponuje silną, potężną machiną wojskową. Ma broń atomową. Nie należy tego lekceważyć, ale nie jest to zbyt dobry układ. Ma jednak jeszcze asy w rękawie: wojnę hybrydową. [W Europie] należy więc spodziewać się większej liczby cyberataków, większego wykorzystania sztucznej inteligencji i propagandy, większej liczby ataków na kluczową infrastrukturę morską, większej liczby uciążliwych lotów dronów. Putin może również rozważać zamachy i akty sabotażu. Zrobi wszystko, aby zdestabilizować Europę Zachodnią.
WELT: Jak jako naczelny dowódca sił sojuszniczych postąpiłby pan w przypadku rosyjskich samolotów naruszających przestrzeń powietrzną NATO?
Nadszedł czas, aby powiedzieć Rosji: "Hej, jeśli następnym razem Siergiej i Iwan wlecą swoimi MiGami na terytorium NATO, zestrzelimy ich". To uczciwe ostrzeżenie. Rosyjskie wojsko wie: kiedy wbijasz bagnet i trafiasz w coś miękkiego, idziesz dalej. Kiedy trafiasz w stal, wycofujesz się [to maksyma Włodzimierza Lenina]. Nie można po prostu pozwolić Iwanowi i Siergiejowi latać nad cudzym krajem, kiedy tylko mają na to ochotę. Nadszedł czas, aby wyeliminować kilku z nich, aby dać Putinowi do zrozumienia w jedyny sposób, jaki on rozumie, że mówimy poważnie.
onet.pl\Die Welt