poniedziałek, 6 października 2025



W rozmowie z węgierskim kanałem internetowym "Partizan" Merkel oznajmiła, że uważa, iż koronawirus "zmienił światową politykę" i nie da się powiedzieć, czy "Putin napadłby na Ukrainę, gdyby nie było pandemii". Jak dodała, choć porozumienie mińskie z 2015 r. "nie było doskonałe" i Rosja "nigdy tak naprawdę go nie przestrzegała", to "przyniosło one pewne uspokojenie". Dzięki temu Ukraina między 2015 a 2021 r. mogła "zebrać siły i lepiej się bronić".

Była liderka niemieckich chadeków powiedziała, że w czerwcu 2021 r. odniosła wrażenie, że Putin "nie traktuje już porozumienia mińskiego poważnie". Dlatego wraz z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem "chciała nowego formatu", by "bezpośrednio jako UE rozmawiać z Putinem". — Ale nie wszyscy to poparli. Przede wszystkim państwa bałtyckie i Polska były przeciwne, bo obawiały się, że nie ma wspólnej polityki wobec Rosji — powiedziała Merkel.

onet.pl


WELT: Jak prawdopodobna jest wojna o Tajwan?

James Stavridis: Postawmy się w sytuacji prezydenta Xi (Jinpinga, przywódcy Chin). Musi on zadać sobie pytanie, czy Tajwańczycy będą walczyć do samego końca, tak jak Ukraińcy. Musi zadać sobie pytanie, czy Zachód wesprze ich przynajmniej bronią i informacjami wywiadowczymi. Musi też przyjrzeć się sytuacji, w jakiej znalazł się jego "najlepszy przyjaciel na zawsze", Władimir Putin, w związku z Ukrainą — nie jest to zbyt atrakcyjny obraz.

Nie zapominajmy też, że prezydent Xi nigdy nie był na Tajwanie. A ja byłem. Dobrze znam tamtejsze siły zbrojne. Dobrze znam tamtejszych przywódców. Wierzę, że będą walczyć jak lwy. I proszę mi wierzyć, pod powierzchnią Tajwanu znajdują się setki kilometrów tuneli przeznaczonych do walki. Myślicie, że Hamas ma sieć tuneli? W porównaniu z tym, co znajduje się pod Tajwanem, wygląda to jak plac zabaw dla dzieci. Cała wyspa jest marzeniem dla bojowników ruchu oporu, są tam góry i lasy. Tajwańczycy mogą więc walczyć długo.

Drugą niepewnością dla Xi jest brak doświadczenia jego sił zbrojnych. Podczas parad prezentują się dobrze. Ale od niepamiętnych czasów nie oddali ani jednego strzału w sytuacji kryzysowej. Trzecia niepewność: nie wie, jak będą wyglądały sankcje. I co stanie się z przemysłem czipowym? Co stanie się z fabrykami? Proszę mi wierzyć, Tajwan nie powie: "O Boże, podbiliście nas, oto klucze do fabryki". Ta fabryka nigdy więcej nie będzie działać. Tak więc to jest walka w głowie Xi. Uważam, że nie zaatakuje, dopóki Tajwańczycy nie ogłoszą niepodległości. I nie sądzę, aby mieli taki zamiar.

WELT: Załóżmy, że Tajwan ogłasza niepodległość. Jak wyglądałaby ta inwazja?

Byłaby bardzo trudna dla Chin. To 100 mil [161 km] otwartego morza. Przepływałem przez Cieśninę Tajwańską niezliczoną ilość razy. Wody tam są wzburzone. Przetransportowanie floty inwazyjnej przez te wody na plaże, a następnie podporządkowanie Tajwańczyków to ogromne wyzwanie militarne. Gdyby Stany Zjednoczone zdecydowały się pomóc, najskuteczniejsze byłyby okręty podwodne. Wtedy można by zobaczyć, jak chińskie okręty wojenne są zatapiane jeden po drugim. Nie sądzę, aby Chiny miały wiele odpowiednich środków do przeciwstawienia się.

WELT: Co jeszcze mógłby zrobić Xi?

Mógłby zablokować Tajwan i przeprowadzić cyberataki. Mógłby zastosować wojnę hybrydową, w szczególności propagandę, aby przejąć kontrolę nad procesem demokratycznym. Myślę, że sytuacja potoczy się w tym kierunku.

onet.pl\Die Welt


WELT: Jak daleko jesteśmy od trzeciej wojny światowej?

James Stavridis: Dzięki Bogu, nadal daleko. Nie jesteśmy tak blisko trzeciej wojny światowej, jak na przykład w 1962 r. Jestem wystarczająco stary, aby pamiętać zimną wojnę. To była rywalizacją między dwiema ogromnymi flotami wojennymi, które grały w "Polowanie na Czerwony Październik" na oceanach świata. Zimna wojna to 25 tys. broni atomowych w stanie najwyższej gotowości bojowej. Jej punktem kulminacyjnym był oczywiście kryzys kubański w 1962 r. Był to moment, w którym świat był najbliżej całkowitej zagłady. W tej chwili nie sądzę, abyśmy mieli popaść w globalną wojnę na superlatywy. Ale aby temu zapobiec, potrzebna jest uwaga, wytrwałość i dyplomacja.

WELT: Publicznie wspomniał pan, że przyłączenie Grenlandii do Stanów Zjednoczonych "nie jest szalonym pomysłem". Czy naprawdę tak pan uważa?

Szalonym pomysłem byłoby, gdyby Stany Zjednoczone po prostu wkroczyły do Grenlandii. Jednak pomysł znalezienia rozwiązania, które włączyłoby Grenlandię do strefy wpływów USA, nie jest wcale szalony. W jaki sposób Stany Zjednoczone stały się właścicielem Wysp Dziewiczych? Kupiliśmy je od Danii około 100 lat temu. Alaskę nabyliśmy od Rosji w ramach umowy handlowej. Ten kraj powstał w wyniku zakupu Luizjany — podkreślam słowo "zakupu" — od Francji. Istnieje więc wiele precedensów dotyczących transakcji handlowych, ale nie można tego osiągnąć siłą broni. I oczywiście musi to odbywać się przede wszystkim we współpracy z mieszkańcami Grenlandii.

(...)

WELT: Czego naprawdę Putin chce od Ukrainy?

Cel Władimira Putina jest jasny: chce podbić całą Ukrainę. Proszę zapomnieć o rosyjskim mistycyzmie w stylu "Zawsze byliśmy częścią Krymu i to tam Puszkin pisał swoje wiersze". Chce Ukrainy z tradycyjnych powodów: jest ona spichlerzem Europy, bogatym w węglowodory [to główne składniki paliw kopalnych takich jak ropa naftowa i węgiel], ma godną pozazdroszczenia linię brzegową Morza Czarnego i 40 mln mieszkańców. Putin potrzebuje ludzi. Gdy tylko podbije całą Ukrainę, zwróci swoją uwagę na Mołdawię, Gruzję, Armenię i Azerbejdżan. Jego cel jest jasny: przywrócenie ZSRR. Runda pierwsza — Ukraina. Runda druga — pozostałe byłe republiki radzieckie. Runda trzecia — kraje bałtyckie: Estonia, Łotwa, Litwa. Nie uważam, żeby cele Putina były tajemnicą.

WELT: Czy ma na to środki?

Nie sądzę. Jego gospodarka zaczyna słabnąć. Podnosi podatek VAT o dwa punkty procentowe. Obniża budżet obronny. Nie wiem, czy to zauważyliście. Rosyjski budżet obronny zmaleje z ponad 163 mld dol. do 156 mld dol. [590 mld zł do 565 mld zł według informacji podawanych przez "The New York Times"] — to dość znamienne. [Dzieje się tak] nie dlatego, że [Putin] wygrywa wojnę. Powoli kończą mu się opcje gospodarcze. Nadal dysponuje silną, potężną machiną wojskową. Ma broń atomową. Nie należy tego lekceważyć, ale nie jest to zbyt dobry układ. Ma jednak jeszcze asy w rękawie: wojnę hybrydową. [W Europie] należy więc spodziewać się większej liczby cyberataków, większego wykorzystania sztucznej inteligencji i propagandy, większej liczby ataków na kluczową infrastrukturę morską, większej liczby uciążliwych lotów dronów. Putin może również rozważać zamachy i akty sabotażu. Zrobi wszystko, aby zdestabilizować Europę Zachodnią.

WELT: Jak jako naczelny dowódca sił sojuszniczych postąpiłby pan w przypadku rosyjskich samolotów naruszających przestrzeń powietrzną NATO?

Nadszedł czas, aby powiedzieć Rosji: "Hej, jeśli następnym razem Siergiej i Iwan wlecą swoimi MiGami na terytorium NATO, zestrzelimy ich". To uczciwe ostrzeżenie. Rosyjskie wojsko wie: kiedy wbijasz bagnet i trafiasz w coś miękkiego, idziesz dalej. Kiedy trafiasz w stal, wycofujesz się [to maksyma Włodzimierza Lenina]. Nie można po prostu pozwolić Iwanowi i Siergiejowi latać nad cudzym krajem, kiedy tylko mają na to ochotę. Nadszedł czas, aby wyeliminować kilku z nich, aby dać Putinowi do zrozumienia w jedyny sposób, jaki on rozumie, że mówimy poważnie.

onet.pl\Die Welt